Forum Icy.pl
Forum polskiego serwisu Icy Tower

Pub - opowiadanie ;>

petr - 25 Luty 2006, 12:40
Temat postu: opowiadanie ;>
Hm.
Forum istnieje juz dlugo, wszyscy swietnie sie znamy, dlaczego wiec nie zapoczatkowac czegos, co bedziemy wspominac latami?
Proponuje zaczac .. pisac. Cos wspanialego, specjalnego... A mianowicie opowiadanie o nas samych :smile:
Pisane byloby w malych odcinkach, partach, pokolei przez zapisanych do 'projektu' userow forum. Glownymi bohaterami byliby zapisani, pobocznymi - inni znani przez ogol userzy tego forum ;]
Ogolnie chodzi o wyolbrzymienie naszych cech, zainteresowan itp czyli przedstawienie nas sanych w krzywym zwierciadle, oraz oczywiscie o dobra zabawe ;]
Talent literacki nie jest potrzebny, byleby kawalki kazdego mialy jakis lad i sklad..
Pokaze zaraz jak mialoby to wygladac, i czekamy na zgloszenia - w tym temacie ;]

UWAGA - W TYM TEMACIE TYLKO NOWE CZESCI OPOWIADANIA - KOMENTARZE TUTAJ

[center]----------------------------------------------[/center]

Trzasniecie drzwi spowodowane przeciagiem wyrwalo Neo z krotkiego snu.
- blblblbl - powiedzial, po czym niechetnie otworzyl obolale oczy. To co zobaczyl, nieco go zdenerwowalo - przeciez to Tajek sciska jego ukochanego misia! - potem jednak zaczal sie zastanawiac gdzie jest, dlaczego lezy na podlodze, skad Tajek ma jego misia i dlaczego obejmuje go noga.
- iksde - wyrwalo mu sie, zrezygnowany objal ponownie nieznanego pochodzenia zielony sweter po czym znowu zasnal.
Pol godziny pozniej ktos najwyrazniej zaczal dobijac sie do drzwi. Neo dopiero po chwili zrozumial sens docierajacych do niego krzykow.
- ej, niech ktos otworzy drzwi...
- odwal sie, nie mam na sobie spodni, sama otworz..
- nie moge, wlasnie robie siusiu..
- Syo, otworz drzwi, ja ubieram spodnie a Domia robi siusiu..
- niech bedzie...
Tego Neo wytrzymac w spokoju juz nie mogl - wydostal sie spod misia, Tajka i swetra, odepchnal drzwi i potykajac sie o wlasne nogi zbiegl po schodach, po czym wpadl na zaspanego wciaz Syo.
- uwazaj jak chodzisz!
- wybacz misq :* // ;d
Nieznajomy stajacy za drzwiami chyba juz zrezygnowal, bo slychac bylo powolne kroki, ale na szczescie Syo w pore oprzytomnial i otorzyl drzwi, za ktorymi kolo pieknego motoru, w czarnym kasku stal pan w podeszlym wieku. Gdy zdjal kask Neo od razu go poznal:
- jurko? co ty tu robisz?
- nie moglem dojechac na wczoraj.. Gdzie jest Domia?
- ee
- yy
- rozumiem, wiec lepiej sam jej poszukam... Na marginesie, mam ze soba ...
...


[center]----------------------------------------------[/center]

I w takim momencie konczylby sie kazdy odcinek - ma dac pole do manewru nastepnej osobie...
oczywiscie mozna pisac krocej, w paru zdaniach, byleby tylko poruszac akcje do przodu

BTW - jesli bedziecie chetni, zostawcie prosze Sala dla mnie - mam cos specjalnego dla niego ;d

UWAGA - W TYM TEMACIE TYLKO NOWE CZESCI OPOWIADANIA - KOMENTARZE TUTAJ

Neo - 25 Luty 2006, 15:23
Temat postu: opowiadanie ;>
Pomysl pierwszorzedny, petr... :D

-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-

- rozumiem, wiec lepiej sam jej poszukam... Na marginesie, mam ze soba cos specjalnego.
Jerzy Zabojca dopalil peta trzymanego w kaciku ust, przelknal nadmiar sliny po czym przy akompaniamencie strzelajacych stawow nekanych artretyzmem powstal ze swojego wiernego Harleya Davidsona (ktorego pieszczotliwie nazywal Marlenka), po czym mijajac oslupialego Neo (ktory wciaz przecieral obolale patrzalki) wszedl przez otwarte drzwi do domu. // krotkie zdanie, nie?
- Szlag... czego mnie tak oczy bola? - poszlo w przestrzen retoryczne pytanie bylego Wybranca.
- Dawno ich nie uzywales - odparl Vinyanov, ktory wlasnie wyszedl z kuchni, zapamietale obrabiajac lyzka w talerzu zawierajacym destylowany makaron, mumifikowane warzywa i dwie szczypty niezidentyfikowanego proszku.
<REKLAMA>

</REKLAMA>
Neo nienawidzil cholernego mistycyzmu Vinyanova. Ten facet miewal czasami napady tak zwanej wrzodowej sraczki slownej. W trakcie ataku cale otoczenie przezywalo meczarnie, sluchajac o sensie zycia, przetrwaniu, wyzwoleniu umyslu i o doskonale skrojonym kodzie HTML, zgodnym ze standardami W3C i wyswietlajacym wszystkie znaki swiata korzystajac ze standardu UNICODE oraz odczytujac zmienne z plikow XML.
Tymczasem Jurko obdarzyl Vinyanova zdawkowym usmiechem po czym pewnie skierowal swoje kroki do pokoju, w ktorym czasami spala Domia (tajemnica poliszynela bylo, ze czesciej noce spedza w pokoju Viny'ego, ktory tylko przy swietle dziennym byl mistycznie pokrecony na punkcie poprawnosci kodu pod wzgledem XHTML 1.0 Strict... w nocy Viryamir zamienial sie w prawdziwego lwa salonowego - czy tez sypialnianego. Do dzis nie ustalono, czy tajemnica niezwyklej sprawnosci tego osobnika byla wypijana nalogowo kawa, czy tez viagra, ktora od wielu lat Tajek potajemnie rozpuszczal w jego soku).
Kroki Jurka odbijaly sie echem w calym domu. Wiadomo bylo, ze...


----------

Przy okazji chcialbym przypomniec ze opowiadanie nie ma na celu nikogo obrazic, chodzi raczej tylko o to zeby sie posmiac (z nas samych!)... jesli np. Domia zrobi ze mnie homoseksualiste, to nic sie nie stanie! :D :*

petr - 25 Luty 2006, 15:59
Temat postu: opowiadanie ;>
[center]--------------------------------------------------------[/center]

Kroki Jurka odbijaly sie echem w calym domu. Wiadomo bylo, ze kiedy Jurko wraca po calotygodniowym wypadzie do Rosji, zawsze przywiezie ze soba cos niezwyklego - zdarzaly sie juz zgrzewki syberyjskiej wodki, jak i paczkowane po 5 rozowe, pluszowe misie (jednego z nich upodobal sobie Neo). Tym razem bylo to...
- specjalne, antyposlizgowe, wzmacniane tytanem opony do Marlenki! Zdobylem je na bazarku pod... - w tym momencie zauwazyl cos niepokojacego. Neo przez przypadek przytaszczyl ze soba jakis zielony sweter...
- skad to masz?
- ee. Nie wiem. Lezalo chyba...
Viny jak zwykle skojarzyl wszystko pierwszy:
- Jurko, nie denerwuj sie, Domia musiala go gdzies zgubic wczoraj wieczorem...
- on trzyma jej sweter!..
- tylko spokojnie, moj Kilerq.. - to Domia skonczyla robic siusiu i slyszac swojego Meza zbiegla boso na dol, zostawiajac nawet swoje gitary.
Przez chwile nie bylo slychac nic poza ciumkaniem, plumkaniem, siorbaniem i mlaskaniem. Nic specjalnego, zwyczajowe powitanie Jurka i Domii...
- ee - skomentowal powyzsze Neo - no to moze pojdziemy do kuchni, wczoraj wieczorem widzialem tam cytryny...
- pojde w takim razie po Laure i Tajka... - powiedzial Viny, ktory w sobie tylko znany sposob poraz kolejny cudownie uniknal kaca.
- Aleks ( :twisted: ), jak ty wogole mozesz chodzic? Mnie to nawet kiwanie glowa boli... - zasmucil sie Syo
Pozostawiono to bez komentarza - Domia i Jurko nie skonczyli sie jeszcze witac.
Po chwili do kuchni wkroczyli, niosac przeklinajacego Tajka, Laura z Vinem.
- k***a mam kaca spalem a wy przychodzicie budzicie a ja mam kaca i spalem po co mnie budzicie - wykrzyczal na wydechu Tajek.........

[center]--------------------------------------------------------[/center]

Neo - 25 Luty 2006, 16:26
Temat postu: opowiadanie ;>
[center]------------------------------------------------[/center]
wykrzyczal na wydechu Tajek, wierzgajac owlosionymi nogami. Nie zrobilo to na nikim wrazenia. Laura z Vinem brutalnie postawili Tajka na nogach, nie zwazajac na jego glosne protesty. Syo wiedzial jak nalezy postepowac w takich sytuacjach. Z flegmatycznym spokojem strzelil Tajka po nosie. Skutek byl natychmiastowy - Tajek przestal wrzeszczec. Zamiast tego wykrzywil buzie w podkowke i zaczal chlipac. Syo skrzywil sie z niesmakiem i odsunal sie.
- Mieczak - podsumowal ku uciesze pozostalych uczestnikow zlotu.
W tym momencie rozlegl sie ogluszajacy huk w przedpokoju, ktoremu towarzyszylo glosne przeklenstwo. Neo wybiegl z kuchni z tak ogromna predkoscia, ze cisnienie powietrza naciskajace na jego oczy wywolywalo silny bol. Po sekundzie domem zatrzasl ogromy wybuch wscieklosci.
- No k***a mac, co za fajtlapa! Tylko Ci k***a cos powierzyc! Co za sierota! - zlowrogi, ponury glos Neo przyprawial o ciarki na plecach - Tyle wodki zmarnowac! Co za ...
Zaciekawieni icytowerowcy wystawili glowy z kuchni. Oczom ich ukazal sie widok zaiste zalosny. Na potluczonych skorupach butelek lezal zalosnie rozciagniety pert z nieszczesliwa mina. Charakterystyczny zapach nie pozostawial zludzen co do zawartosci butelek.
Neo niedbalym, pelnym obrzydzenia ruchem odsunal perta pod sciane. W ciszy, przerywanej jedynie zalosnym skowytem Tajka bolejacego nad utrata takich ilosci okowity oraz chlipaniem pozostalych osob, Neo rozgrzebal szczatki butelek.
- Ile zostalo? - szepnal Syo, w ktorego tonie dalo sie wyczuc rozpaczliwa nadzieje.
- Dwie butelki - zakomunikowal Neo, zakonczywszy rozpoznanie.
- Cholera. To tyle co nic... ( :twisted: )
Neo odwrocil sie z mordem w oczach.
- Kto wysylal tego fajtlape?
Odpowiedziala mu cisza.
- Do jasnej anielki, pytam kto kazal dziecku pojsc po wodke?!
Zadnej odpowiedzi.
- Sam poszedlem - doszedl go zza plecow slaby glos.
Neo odwrocil sie tak szybko, ze czarny plaszcz zalopotal pod wplywem pedu powietrza.
- Sam...?
Pochylil sie nad pobitym szklem. Rzeczywiscie - doglebniejszy przeglad, oprocz dwoch jeszcze lekko tylko nadtluczonych butelek wykazal obecnosc dwoch sloikow majonezu.

[center]------------------------------------------------[/center]

mattirab - 25 Luty 2006, 17:30
Temat postu: opowiadanie ;>
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Rzeczywiscie - doglebniejszy przeglad, oprocz dwoch jeszcze lekko tylko nadtluczonych butelek wykazal obecnosc dwoch sloikow majonezu.
Majonez byl nieswiezy. Pasowalo to do perta, ktory znany byl z nocnych wedrowek do sklepu po majonez, ktory nastepnie wkladal do lodowki i zjadal dopiero po uplywie terminu waznosci.
-Niepokoi mnie jednak jeszcze cos. - Neo odwrocil sie do reszty Icytowerowcow - Kto zjadl moj ketchup! Ketchup bez majonezu to jak zolnierz bez karabinu! Czyli to takze pert!
-Jesz ketchup z majonezem? - rzekl z widocznym strachem w glosie Viny.
-Tak, a co?
-Pert mi mowil, ze nie jada ketchupu z przeterminowanymi produktami.
-To powiedz mi... - Neo nie zdazyl dokonczyc.
-Niestety to ja. - zza lodowki wylonil sie zastraszony SaleiB - pomoglem troche pertowi i...

-----------------------------------------------------------------------------------------------------

Domia - 25 Luty 2006, 18:42
Temat postu: opowiadanie ;>
-----------------------------------------------

-Niestety to ja. - zza lodowki wylonil sie zastraszony SaleiB - pomoglem troche pertowi i tak jakos niechcaco, sami wiecie.
- Ech... - Neo wzruszyl ramionami. - Ok Sal, gdzie tu jest monopolowy, taki wiesz, aby byl otwarty 24 h na dobe.
- Ymm. Szczerze mowiac to nie wiem. Boje sie calodobowych. Tam siedza takie zule zawsze i...
- Dobra. Vin! - przerwal Bielasowi patrzac slodkimi oczyma na Viramira.
- Co? - odparl mu ze skwaszona mina.
- Gdzie tu jest calodobowy?
- Gie Wam powiem, Wy pijusy jedne. Nic tylko byscie vodke zlopali litrami.
Neo pozostawil to bez komentarza. Wyszedl z hotelu szybciej, niz Domia i Zabojca skonczyli sie witac. Wrocil po 15 minutach z...

--------------------------------------------

mattirab - 25 Luty 2006, 20:53
Temat postu: opowiadanie ;>
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Wrocil po 15 minutach z batonikiem "Lionik" i soczkiem firmy "Pokemonisko Spolka Z Nieograniczona Nieodpowiedzialnoscia", a takze trzema litrowkami z woda niegazowana. Zmeczony biegiem powiedzial:
-No to teraz czas na impre!
-Dajemy! <help> - rzekl, kolyszac sie Tajek.
Po chwili do pokoju, w ktorym miala byc impreza wkroczyli Domia i Jurko. Natychmiast przylaczyli sie do zabawy. Jednakze SaleiB...

_-_

petr - 25 Luty 2006, 20:58
Temat postu: opowiadanie ;>
[center]-----------------------------------------------------------[/center]

Jednakze SaleiB, zachowujac chyba jako jedyny przytomnosc umyslu (pomimo kaca), uciszyl wszystkich jednym gestem reki (nie ma to jak budzenie respektu 8) ) i powiedzial:
- nie zapomnieliscie czasem o czyms?
- o czym? - spytal Syo, ktory po dwoch miesiacach zmienial wlasnie swoje skarpetki logitecha, czemu towarzyszylo uwalnianie sie do powietrza zapachu kobiecych perfum.
- na przyklad o tym, ze zaraz po sniadaniu mielismy jechac do M1 na zakupy?
- po co Ci zakupy, skoro wodka, woda i majonez sa? - odezwal sie niespodziewanie percik.
- ale nie ma nic na obiad! - powiedzial Vin, ktory jak zwykle najlepiej orientowal sie w sytuacji..
W zwiazku z tym cala paczka icytowerowcow, zjadlszy skromne sniadanie i ubrawszy sie w cos, w czym nie wstyd sie pokazac na ulicy (Neo wciaz mial ze soba zielony sweter Domii, Tajek pluszowego misia Neo a ubranie Laury bylo tak male, ze wrecz niewidoczne) zaczela sie powoli zbierac do wyjscia. W tym momencie ktos zadzwonil do drzwi.
- no to ja pojde otworzyc.. - powiedzial pert, ktory chcial zmazac plame z rana...
Uslyszec mozna bylo szczek zamka, skrzypniecie klamki i cicha rozmowe. Po chwili pert zawolal znudzonym glosem:
- to listonosz z jakas paczka, ktos cos zamawial?...
- tak! To do mnie! - niespodziewanie zerwal sie Vin. Rzadko mozna bylo zobaczyc go az tak podnieconego - zachowywal sie tak np majac doczynienia z jakims kodem, czyli nie wrozylo to nic dobrego...
Tym razem do reszty doszedl tylko jek Vina...
- czy ktos ma 70 zl? Prosze, niech ktos mi pozyczy 70 zl! Oddam pojutrze!
- Vin, po co Ci 70 zl?.. - zapytala zdziwiona Domia, ktora korzystajac z luzniejszej chwili zaczela sie juz dobierac do Jurka.
- niewazne, a masz? - Domia powoli kiwa glowa - pozycz! blagam!
Domia wyjela wiec swoja ukochana skarbonke i wyjela odliczone 70 zl. Nie zdazyla nawet nic powiedziec, bo Vin wyrwal jej pieniadze z krotkim 'dzieki!', pobiegl do listonosza, zaplacil, wzial paczke i pognal po schodach do pokoju ze swoim komputerem (wzial go ze soba na zlot).
- ee. Mam nadzieje ze nie przyklei sie teraz do kompa, kto bedzie kierowal samochodem? - spytal Syo. Co do samochodu - Vin przerobil sobie go wedlug wlasnego uznania (mowil, ze 'zwykle samochody nie spelniaja standardow' - ale tak naprawde nikt nie wiedzial, co ma na mysli) - kierownice zastapil klawiatura, a na srodku czegos, co kiedys bylo deska rozdzielcza znajdowal sie sporych (jak na samochod) rozmiarow monitor. Oczywiscie tylko jemu bylo wiadome, jak nim kierowac. A innego srodka transportu nie mieli...
- najlepiej zrobimy, gdy pojdziemy tam, i zobaczymy co teraz robi... - powiedzial Neo, po czym zrobil swoj powtarzany az do znudzenia trik z wgniataniem sie podlogi, falowaniem plaszczem i lataniem - i juz po chwili byl pod drzwiami pokoju Vina (ktory oczywiscie nie zgodzil sie, by ktos spal razem z nim). Poczekal na reszte towarzystwa, ktorzy jako zwykli smiertelnicy musieli po prostu wbiec po schodach, po czym zapukal i powiedzial:
- Vin, dobrze sie czujesz? - co bylo najbardziej trafionym pytaniem na ta chwile...
Nie uslyszal odpowiedzi, wiec powoli nacisnal klamke, ktora - to dziwne - ustapila (Vin zawsze zamyka sie od srodka - musial byc bardzo roztargniony..). Jako prawdziwy dzentelmen przepuscil Domie i Laure, po czym razem z reszta wtoczyl sie do srodka. To, co zobaczyli nie bylo zbyt dziwne - Vin przed komputerem. Ale mowiac dokladniej - to byl Vin cos instalujacy. Takie sytuacje zdarzaly sie rzadko; srodowiska programistyczne nie wychodza znowu tak czesto.
- Vin, dobrze sie czujesz?... - powtorzyl Neo, mowiac to tym razem razem niesmialo, bo widok Vina w takim stanie przerazil nawet jego.
- nie przeszkadzaj mi! - bylo zle, Vin nie zauwazyl nawet nikogo poza Neo (ktorego obecnosci tez zapewne by nie zauwazyl, gdyby nie powyzsze pytanie).
- er, Vin, pamietasz jeszcze o zakupach? No wiesz, samochod i tak dalej... - powiedzial Sal.
- uh, odwalcie sie... Nie mam teraz czasu!..
- ale nie poradzimy sobie bez Ciebie! - pisnela Domia. To zmiekczylo nieco Vina (ale tylko nieco):
- uh-oh, dobra... Mozecie sterowac glosem... Ale kierowac musi Domia, bo na razie tylko dla niej zrobilem rozpoznanie glosu... A teraz spadajcie, jestem zajety! - po czym wstal, wygonil ich, zatrzasnal i zamknal na klucz drzwi.
- ktos wie, co mu jest? - spytal zdezorientowany Neo.
- ja wiem. Dostal wlasnie najnowsza wersje baldurs gate, na ktora czekal od dwoch miesiecy. Nie wyjdzie z tego pokoju przez tydzien - odpowiedzial luzno pert, jakby mowil wlasnie o pogodzie.
Jeszcze pod wplywem powyzszego, jakze traumatycznego, przezycia Tajek chcial wyjsc przez okno.
- Tajek, to pierwsze pietro... - ze smiechem powiedzial Sal po czym odciagnal go od nieszczesnego okna i zaprowadzil z pozostalymi icytowerowcami do samochodu Vina.
- teraz pytanie, jak sie to otwiera? - spytal bardzo madrze Syo.
- nawet Vin dziala czasem normalnie, sprobojcie nacisnac klamke.. - odpowiedzial spokojnie pert, ktory zdarzyl sie juz troche poznac na psychice Vina.
Oczywiscie udalo - wszyscy bezpiecznie wsiedli do samochodu (Domia niepewnie przed klawiatura) i zamkneli drzwi.
- i co teraz? - zapytala juz porzadnie wystraszona Domia - jakby nie bylo, brala teraz odpowiedzialnosc za zycie swoje i innych... (:P)
- kochanie, tutaj masz wlacznik - to Jurko szpanuje wiedza o komputerach, ktorej nie posiada - bardziej interesowaly go motory, gry planszowe (np monopol) i mlode masazystki (o czym oczywiscie Domia nie wiedziala).
Udalo sie w koncu wlaczyc komputer sterujacy pojazdem. Po chwili na ekranie wspomnianego juz monitora pojawil sie napis:

[size=9px]WPISZ POLECENIE LUB NACISNIJ ENTER, ABY STEROWAC GLOSEM[/size]
Domia wcisnela oczywiscie enter, tak jak polecil im Vin. Efekt to:
[size=9px]WYBIERZ GLOSOWO NAZWE UZYTKOWNIKA[/size]
- jak mogl Ciebie zapisac, co Domia? - ze smiechem powiedzial pert.
- nie mam pojecia...
- oj, nie przesadzajcie - powiedzial niecierpliwie Syo, po czym przecisnal sie blizej mikrofonu i zrozumiale powiedzial: "domia."

[size=9px]GLOS NIE ZOSTAL ROZPOZNANY[/size]
- oszfak. Wiec moze Ty sproboj? - powiedzial do Domii.
- ok: "domia."

[size=9px]LOGIN NIEPRAWIDLOWY - DWA BLEDY[/size]
- ee. Wiec moze: "Domia."
[size=9px]LOGIN NIEPRAWIDLOWY - JEDEN BLAD[/size]
- hmm. "Domia"?
[size=9px]LOGIN PRAWIDLOWY. WITAJ, DOMIUS! :*[/size]
- aaa! - to Neo smieje sie na cale podworko... ;d
Jurko, spogladajac z troche niepewna mina na Domie, powiedzial w miare spokojnie:
- jedzmy w koncu, sproboj wydac mu jakies polecenie...
- em, ok. "Do przodu"

[size=9px]PODAJ PREDKOSC W KILOMETRACH NA GODZINE[/size]
- er. "25?"
W tym momencie, niespodziewanie dla wszystkich, samochod chamsko szarpnal i ruszyl, zgodnie z wydanym poleceniem, do przodu...
- ee, Domia, nie chce nic mowic, ale jak tak dalej bedzie jechal 'do przodu', to rozbijemy sie o to drzewo...
- o, nie! - "skrecaj!"

[size=9px]ODMOWA PRZYJECIA POLECEN EMOCJONALNYCH[/size]
- aargh! - "skrecaj." - dodala juz spokojnie...
[size=9px]PODAJ KIERUNEK SKRETU[/size]
- "w lewo.." - mniej spokojnie...
[size=9px]PODAJ KAT SKRETU[/size]
- eer - "45 stopni?"
Samochod, tym razem zgodnie z przewidywaniami, ostro skrecil dokladnie o 45 stopni, po czym jechal wciaz z ustalona wczesniej predkoscia 'do przodu'.
- jak tak dalej pojdzie, nie zajedziemy do marketu do wieczora - zauwazyl Jurko.........

[center]-----------------------------------------------------------[/center]

Domia - 25 Luty 2006, 21:24
Temat postu: opowiadanie ;>
- jak tak dalej pojdzie, nie zajedziemy do marketu do wieczora - zauwazyl Jurko, ktory zaczal nerwowo zaciskac palce. Mimo niepokoju innych icytowerowcow, Domii udalo sie dojechac jakos do celu. Niestety stalo sie cos niedobrego...
- Ej wiecie co, ja sie tak za dobrze nie czuje... - powiedzial slabiutkim glosem Mattirab.
- Kto ma worki?! - zawrzeszczal na pol parkingu Piter. Wszyscy zaczeli wzruszac ramionami. Biedny Mattirab musial skorzystac z doniczki.
- Ech, no dobrze, teraz sie zachowujmy jakby nigdy nic, bo jeszcze na nas bedzie. - stwierdzil pert. Idac dosc powoooli do M1, grupa musiala sie zatrzymywac jeszcze 2 razy, aby Mattiemu przestalo sie krecic w jego biednej glowce. W koncu Domia nie wytrzymala.
- Dawac mi zlotowke, wezmiemy wozek i wsadzimy tam tego zygacza, bo bez przesady, aby z glupiego parkingu do wejscia, mielibysmy isc z tydzien!
- Pff, my tam nawet za miesiac nie dojdziemy - ironicznie stwierdzil Syo. - Ok, to ma ktos te zlotowke? - Guru turniejow uslyszal od kazdego "nie patrz tak na mnie". Zrezygnowany poszedl do jakiejs zasmierdzialej budy z lodami.
- Pan sobie lodzika zyczy, jaki smaczek?
- Nie, nie, ja tylko sie chcialem spytac, czy mialby pan rozmienic?
- E, jak nie chcesz lodzika moj kochaniutki, to spierdyndaj.
Syo udal sie 10 metrow dalej do kiosku Ruchu. Tam udalo mu sie rozmienic 5 zl. Uradowany przyszedl do reszty zlotowiczow.
- Macie ta zakichana zlotowke, wciskajcie ja, wrzuccie tam Mattiego i idziemy wreszcie. - jak powiedzial, tak zrobili. Po 27 minutach od zaparkowania udalo im sie wejsc do centrum handlowego.
- O moj Boze, patrzcie jakie genialne stringi! - zawyla rozentuzjazmowana Laura. - Kuzde ja chce takie mieeeeec! Kto ma pozyczyc piec dych?
- O kur... kurde! Ile?! - wybaluszyl galy Tajek.
- No piec dych, wezcie nooo. Vinovi na te jego balciursy Domia dala 70 zl, to mi marnych piecdziesieciu pozyczyc nie mozecie! Nie lubie Was!
- Trudno, masz pecha - odparl pert. Laura stala przyklejona do szyby jeszcze dobre 10 minut zanim ruszyli dalej.
- Nie no do k***y nedzy! Ja musze miec te gacie! - ciagle lamentowala.
- Kurde zamknij pysk babo! - wykrzyczal rozgoryczony Tajek - Jak tak dalej bedziesz nap***la o tych stringach, to zaraz kupie pierwsze lepsze gacie na bazarze i Ci przykleje do tylka.
- Ej no dobra, dobra, nie goraczkuj sie tak, co ja niby takiego zrobilam? - Tajoslaw spojrzal na nia krzywym okiem. Laura uspokoila sie tylko na 15 minut. Najgorsze mialo sie dopiero zaczac, gdy przeszli obok sklepu z sama koronkowa bielizna...
- O nie, nie, nie! Nie widzialas tego i nie wejdziesz tam! - powiedzial dosc spokojnie Neo. Laura nawet nie smiala mu nic odpowiedziec. Stanela nieruchomo i przestala sie calkowicie ruszac. Nawet nie mrugala.
- Hej Laura, co Ci sie stalo? Wiesz, to tak dla zartow, no juz, halooo. Ziemia do Laury! - staral sie ja ocucic Mattirab, ktoremu ni stad, ni z owad zrobilo sie lepiej.
- Eblebrybyryby - wymamrotala cos pod nosem.
- Cos mi sie wydaje, ze zdrowo jej sie namieszalo we lbie. - Jerzy zaczal sie smiac. Dziewczyna nadal stala jak wryta, przed wejsciem do sklepu. Syjol nie wytrzymal. Pstryknal ja w nos identycznie, jak Tajka, ktory sie wydzieral i przeklinal, gdy go obudzono. Na nieszczescie efekt byl odwrotny. Laura zaczela skakac i spiewac "majteczki w kropeczki, lalalala!". Na nic nie dawaly strzaly po mordzie, ani inne tego typu "sztuczki". Domia stwierdzila, ze tylko stringi, za ktorymi szalala na poczatku moga jej zwrocic trzezwy umysl. Zlotowicze sie zlozyli na nie i jak najszybciej sie dalo przyniesli Laurze. Jak predko dali jej majtki, tak ona sie blyskawicznie uspokoila.
- Hahahaaaaaa! Ale z Was lole! - zaczela szyderczo sie smiac. - Wiedzialam, ze predzej, czy pozniej mi je kupicie! Buahahaha!....



LEO - 26 Luty 2006, 08:56
Temat postu: opowiadanie ;>
- Hahahaaaaaa! Ale z Was lole! - zaczela szyderczo sie smiac. - Wiedzialam, ze predzej, czy pozniej mi je kupicie! Buahahaha!

Podczas, gdy zlotowiczow ogarniala mania zakupow w M1, w ich miejscu zakwaterowania nastapil gluchy, ale jakby z kazda sekunda coraz bardziej wyrazniejszy, rytmiczny lomot.
- Cholera!!! - rzekl Leo, przecierajac oczyska przesloniete kudlami
- Znowu zapomnialem wylaczyc alarm w moim przenosnym budziku na rece - odparl
Leo byl niesmacznie zaspany po nocce, ale o dziwo miejsce, w ktorym znajdowalo sie jego legowisko bylo polozone sie na przeciwko pokoju Viramira...
a w dodatku obudzila go mjuzika Benny Benassiego z najnowszego albumu (Pum-Pkin)...
Dobijala wlasnie godzina 11:50, gdy grupka "IcY maniakow' dotarla do regalow drogeryjnych....
-" lubuduuu" -
-Domius i co teraz bedzie - rzekla Laura wyciagajac Domie z pod sterty zakurzonych, przeterminowanych juz proszkow i tamponow...
Huk byl slyszalny w calym sklepie. Na miejsce szybko przybiegl Jurko....
- O kutwa - szeply ( krzyczac) pomarszczone wargi meza....
- Co sie stalo ?
- Domia widzac promocje na tampony rzucila sie po "always", jednak atak na nie byl za bardzo nieprzewidywalny, gdyz wyzej staly proszki do prania... - wydeklamowala Laura, konczac przerwynikiem...
- Ol szit - parsknela, zerkajac na proszek "Pollena" - ... "Pollena" , "Polleno" wlasnie LEO!!! :shock:
- zostawilismy Leo w domu, w tym starym ciemnym pokoju...
Gdy Icytowerowcy pedem robili zakupy, by szybko spieszyc do domu dwoch z nich zauwazylo iz wlasnie w M1 trwaja zapisy do turnieju w PES 5 - mowa tu o Domazie i Tajku, ktorzy pedem pospieszyli na miejsce zdarzenia, nagle...
- Domaz, Tajek, gdzie w tam chodzicie, jeszcze sobie nogi polamiecie - krzyknal Syo - wracamy, bo Leo zostal sam w domu...
- Jak kocha to poczeka - odpowiedzial Domaz - my bierzemy udzial w turnieju, jedzzcie, pozniej wrocimy...
-Dobra, ale uwazajcie na siebie - parsknal Syo, wypluwajac odrobine jedzenia z szpary pomiedzy zebami...
Po 30 minutach od pobudki, Leo modelowal wlosy przed porysowanym lusterkiem, gdy....


--------------------------
Troche o sobie napisalem, fajny pomysl na opowiadanie, chetnie sie dolacze. d(^-^)b

syo - 26 Luty 2006, 10:58
Temat postu: opowiadanie ;>
Po 30 minutach od pobudki, Leo modelowal wlosy przed porysowanym lusterkiem, gdy nagle z pokoju zaczal dobiegac poglos polifonii.
- Kuzwa, telefon! - Leo najwyrazniej byl podirytowany tym, ze jego komorka przeszkadza mu w tak waznym procesie jakim jest ukladanie wlosow. Dzwiek polifonii wydobywal sie jakby z jakiegos glebokiego zakamarku pomieszczenia.
- No kto by pomyslal... - powiedzial Leo, gdy udalo mu sie znalezc telefon w porzuconej skarpetce Tajka. Byc moze wlasnie dlatego Tajek byl taki wkurzony...
- Halo... - lekko zrezygnowanym glosem skierowal swoj glos w sluchawke Leo
- Strzalka! Sluchaj, wlasnie sie skumalismy, ze Ciebie tu nie ma i dzwonimy zeby Cie o tym poinformowac - to byl Syo, jemu jako jedynemu wytrzymala bateria po wczorajszym dniu, tylko on nie mial zadnych fajnych gier i zadnych fajnych obrazkow w komorce wiec mogl ja spokojnie schowac do kieszeni bez ryzyka rozladowania sie baterii. - Chyba nie jestes zly?
- No, spoko... - Leo przeczuwal, ze kazda kolejna minuta rozmowy ze zlotowiczami jest utrata jego cennego czasu, ktory przeznaczyl na modelowanie swoich wlosow. - Ktos mi naplul do zelu...
- Do zelu?! Ah, nie martw sie, Mattirab juz wczoraj sie zle czul. - odparl Syo z lekkim usmiechem.
W sluchawce zapadla cisza, Leo postanowil nie odpowiadac.
- Dobra - przerwal cisze Syo - Sluchaj, mamy tu lekkie klopoty. Tajek i Domaz poszli wziac udzial w turnieju PES 5. W tym momencie z drugiego konca sklepu slychac glosne "K***A MAC!". - Yyy... Tylko Domaz przeszedl do drugiej rundy. Dobra, sluchaj, poki huragan jeszcze tedy nie przeszedl...
- Jaki huragan? - spytal Leo
- Tajek, no... - w momencie gdy Syo wypowiedzial te slowa bylo slychac trzaski w dziale AGD przeplatane z bluzgami. - Okej, powiedzialem Ci juz ze mamy lekkie klopoty. Pomijajac tamtych dwoch pilkarzy (glosy destrukcji dobiegaja juz z jednego dzialu blizej) mamy problemy przy kasie. Jakis pos**ny kasjer ma jakies waty...
- Ej, Tajek odpadl? A podobno byl taki swietny w PESa...
- No, odpadl, odpadl (glosy destrukcji dobiegaja juz tylko dwa dzialy od miejsca w ktorym znajduja sie zlotowicze). Ej, dobra, olac to! Jak juz mowilem, jakis powalony koles za kasa stoi i nie mozemy przejsc...
- Ale czemu mi to mowisz? Po co mi to?
- O Jezu... a co, mam Ci mowic jak Tajek mecz udupil?! (glosy destrukcji dobiegaja tuz zza zlotowiczow) Chcialem powiedziec, ze sie troche spoznimy z zakupami i sniadaniem ewentualnym wiec bedziesz musial troche posiedziec sam...
- I po to ten telefon caly?
Zapadla cisza w sluchawce.
- Ech.. - przerwal cisze Leo. - Daj mi kogos innego do telefonu.
Szelest w sluchawce, a chwile potem odzywa sie piskliwy glos.
- SluchajspoznimysietrocheboTajekiDomazgrajawj akasgreamymamyklopotyjakiesprzykasiebosiezkasjeremniemozemydogadacjakchcesztowlodowcezostalaparowkaawkraniejestwodapa!
Nastapilo rozlaczenie. Leo przez pol minuty zszokowany patrzyl na swoja komorke.
- I po co tyle krzyku? - Domia oddaje Syo telefon i oboje dolaczaja sie do dyskusji z kasjerem. Nie dawala ona zadnych rezultatow. Kasjer byl maly, mial piskliwy i niedojrzaly glos, a na plakietce z imieniem widnial napis "Catek".
- K***a, co wy tu jeszcze robicie - huragan dotarl do reszty zlotowiczow bo zdemolowaniu 70% dzialow w sklepie. - Problemy jakies?? - skladajac dlon w piesc skierowal ja na nos kasjera, po czym ten wykonujac pieciometrowy lot wstecz uderza w sciane.
- Ale za co? Przeciez mowilem na temat - wydobyl z ust. Pozostali ....

mattirab - 26 Luty 2006, 12:00
Temat postu: opowiadanie ;>
--------
Pozostali zlotowicze poszli do innej kasy. W tej wlasnie chwili Mattirab zobaczyl w oddali, na wystawce Heroes'a II. Pobiegl sprintem w tamtym kierunku, mowiac tylko:
-Od jakiegos roku szukam tej gierki!
-No, maniak starych gier sie znalazl. - rzekl pert, po czym pobiegl za nim, bo obok Heroes'a II zobaczyl Europe Universalis.
-Dobra, ile za to? Hmm... 12,99 zl. Biore to. - po chwili wrocil razem ze zrozpaczonym pertem, ktory nie mial dodatkowych dwudziesu zlotych na Europe Universalis.
Mieli juz placic za swoje rzeczy, gdy Domia znajac jej zamilowanie do gitar, poszla do zdemolowanego przez huragan dzialu z instrumentami.
-Moje malutkie! - dalo sie slyszec z oddali. - Kto wam to zrobil?! - Wziela wszystkie zniszczone gitary, wrocila do zlotowiczow i powiedziala, ze pojada jeszcze do apteki, po bandaze na gitary. W koncu zaplacili za owe rzeczy, ktore kupili. Wyszlo ponad 300 zlotych, z czego ponad polowa poszla na rozwalone gitary Domii.
Tymczasem w domu zlotowiczow, nagle do pokoju Leo, ktory wlasnie skonczyl modelowac wlosy wpadl Viny, krzyczac:
-Balldur's Gate mi sie zawiesil! Niemozliwe! Przeciez...

-------

Domia - 26 Luty 2006, 12:27
Temat postu: opowiadanie ;>
-Balldur's Gate mi sie zawiesil! Niemozliwe! Przeciez wylaczylem nawet Gadu-gadu, na ktorym mialem opis!
- Vin spokojnie, na pewno da sie cos z tym zrobic. - Leo ofiarowawszy swa pomoc udal sie do pokoju Viramira.
- Hmm, cos sie chyba da z tym zrobic. - Lesiu siadl na krzesle i pum...
- K***a jego pier****a mac! Co zes Ty zrobil ?! - niestety Leos trafil noga krzesla o duuzy przycisk "POWER". - Ja nawet tego cholera nie zachowalem! Leb Ci upier***e! - w oczach HTMLowca wyraznie rysowaly sie podmuchy ognia, calkiem jakby robil nad nimi parowke, ktora zostala w lodowce. Tymczasem na parkingu przed M1...
- Ej ludzie, gdzie tu jest jakis lutnik, bo ja tych gitar tak nie zostawie? - spytala niesmialo maskotka polskiego IT.
- Domia dajze sobie spokoj, wywal to na pierwszy lepszy smietnik i jedziemy do domu. - rzekl Piter.
- Co zes bucu powiedzial?
- To co slyszalas.
- Dobra, jak sobie chcecie. Beze mnie nawet nie ruszycie ta kupa zlomu, ha! ...


syo - 26 Luty 2006, 23:29
Temat postu: opowiadanie ;>
- Chwila, chwila! - Domaz ledwo lapiac oddech dobiega do reszty zlotowiczow - Kurna, prawie bym wygral! Sluchajcie, wpadam lewa strona boiska, Etolo zagrywam do Rivaldinho, a tu blad windowsa, k***a jego mac! A przed bledem przegrywalem 0:1, bo mial koles spalonego a sedzia nie widzial. W ogole to mi przeszkadzali, gaz z zapalniczek mi pod nos wpychali. No ale najlepsza byla akcja jak...
W momencie gdy Domaz chcial powiedziec o kolejnej pieknej akcji, w jego rece wpadl stos zepsutych gitar
- Goool! - krzyczy Domia, z radosci kopiac stojacy w poblizu samochod. Ku jej i pozostalych obecnych na parkingu zdziwieniu, nie wlaczyl sie alarm. Maskotka polskiego IT uderza jeszcze raz, tym razem w drzwi. Dalej nic.
- Daj mi to - podeszla do Domaza i zabrala mu ta gitare, ktora zdawala sie byc najblizej stanu uzywalnosci. Kilka sekund po tym gitary juz nie bylo. Szyby w samochodzie tez.
- No i po co to bylo? - zapytal Syo bedacy mocno zagubiony.
- Nie wiem... - odpowiedziala Domia stojac zamyslona. - Bo ja tak lubie czasem. U mnie w Krakowie... Jak mi sie gitara rozwali to wychodze na dwor i rozwalam o cos... Lub o kogos... No na przyklad to ostatnio wrone tak zabilam... A wczesniej jakiejs staruszce w twarz przypier...
Dzwoni telefon i przerywa monolog Domii, ktora wciaz stoi nieruchomo.
- Halo? - to byl telefon Syo
- Sluchajcie, teraz ja mam maly problem... - zaklopotany glos Leo w uszach guru turniejow nie przynosi zapewne dobrych wiesci. - Jak by wam to powiedziec... No wiec kuchni juz nie mamy...
- JAK TO NIE MAMY KUCHNI??? - krzyknal Syo, a po tym gdy to zrobil, wsrod obecnych na parkingu M1 pojawialy sie glosne "CO???"
- No... Vinyemu zwiesil sie Baldur... To znaczy ja w sumie powera wcisnalem. No ale to bylo z nerwow, ja wcale nie chcialem, on mnie popchnal! To znaczy... No i potem zszedl na dol i slyszalem lomot... Wrocil na chwile z kurkami od gazu w reku, spojrzal i znow zszedl. I, i... a potem okna... No wiecie.. No ale to znaczy... No ja go uspokoilem! Przywiazalem go do poreczy od schodow jakos... Nie wiem czym.. To znaczy to chyba uszczelka z lodowki... Nie wiem...
Zapadla cisza. Przerywa ja Syo.
- Zaraz bedziemy, pilnuj sie. Albo najlepiej sie gdzies schowaj. Z dala od Powera. Narazie.
Po odlozeniu sluchawki i westchnieciu Syo zapytal z rezygnacja w glosie:
- Macie jeszcze jakas gitare? ....

petr - 26 Luty 2006, 23:48
Temat postu: opowiadanie ;>
[center]-------------------------------------------------------------[/center]

Po odlozeniu sluchawki i westchnieciu Syo zapytal z rezygnacja w glosie:
- macie jeszcze jakas gitare?..
- co ty znowu kombinujesz? Chyba nie kole.. er.. morderstwo? - pyta Neo..
- tylko jesli bedzie to konieczne.. No co, nie patrzcie tak na mnie, Vin teraz moze byc bardzo niebezpieczny!
- zgadzam sie z Syo.. - powiedzial Jurko, bedac troche za blisko Domii majac na uwadze, ze byli w miejscu publicznym - proponuje do tego podjechac pod dom od tylu (w tym momencie Domia zachichotala, ciekawe dlaczego?), na wszelki wypadek gdyby Viny szykowal sie na nasz powrot...
- jesli sie szykuje, nie mamy szans dostac sie nawet do salonu, on jest sprytny... - powiedzial ze smutkiem Neo.
- wiec wezmy wiecej gitar! - ucieszyla sie Domia, wziecie za darmo ze sklepu wiekszej ilosci gitar bylo czyms zupelnie naturalnym.
- i majonezu, jako granatow! - dodal petr.
Tak wiec nasza paczka zabrala sie w powrotna droge do domu z szescioma gitarami, dwoma kartonami majonezu i jednym keczupu (nie liczac zakupow na obiad, stringow i gry).
- proponuje zatrzymac sie tutaj, dalej dojdziemy pieszo, na wszelki wypadek... - powiedzial Jurko, ktory teraz prawie lezal na Domii (ktorej wcale to nie przeszkadzalo - wciaz chichotala).....

[center]-------------------------------------------------------------[/center]

syo - 27 Luty 2006, 00:02
Temat postu: opowiadanie ;>
- Okej, sluchajcie - glos zabiera Domaz, podczas gdy inni zbieraja sie wokol kartki papieru rozwinietej przez tego pierwszego. Domaz wraz z Syo jest ekspertem w sprawach kanterstrajkowych, czyli takich skradankowo-skradankowych do domu. - W zwiazku z tym, ze w domu jest jeden grozny osobnik... - Domaz wyjmuje zdjecie Frodo z LOTR. - Nie wiem, tak jakos wygladal... Niewazne, jest tam tez jeden zakladnik... - wyjmuje zdjecie Grzegorza Rasiaka - Hmm...
Chwile po tym incydencie Domaz przebudzil sie.
- Ej dobra, rozpoznacie! Zakladnik bedzie mial zas**ne spodnie, czy jakos tak... Ok, plan jest taki: pert udaje goscia od pizzy, reszta zakrada sie balkonem. Na glos dzwonka od drzwi rzucamy majonezami do srodka, przez balkon. Viryamir sie zdziwi i sie odwroci, a wtedy pert bedzie mogl wejsc. A my za nim. I dalej bedzie reszta planu.
- No... a co z gitarami? - zapytal Jurko najwyrazniej bedac zainteresowany nie sytuacja lecz Domia
- Dobra, wy grajcie tutaj pod balkonem i udawajcie cyganow. To te majonezy beda na was jak cos.
Plan wydawal sie byc zapiety na ostatni guzik, lecz pojawialy sie nurtujace pytania
- A co bedzie jesli Vin nie otworzy od razu drzwi, a zapyta sie "Kto tam?"? - zapytala Laura. Przez chwile wydawalo sie, ze caly majstersztyk mial legnac w gruzach, nawet Sal zwatpil okazujac to w sposob jelitowy - puscil siarczystego baka o dzwieku trabki na wiezy mariackiej. Wtedy przeblysku dostal Neo.
- To wtedy pert moze mu cos odpowiedziec, na przyklad "To ja, listonosz!"
- Ale...
- Co "ale"? Tak bedzie i juz. Czyli Domia i Jurko graja cyganow pod balkonem, pert, szyjo, Larla, Salieb i inni stoja pod domem i czekaja.
Jak powiedzieli tak zrobili. Wszyscy byli na swoich pozycjach. Pert zadzwonil, ....

Neo - 27 Luty 2006, 00:35
Temat postu: opowiadanie ;>
Jak powiedzieli tak zrobili. Wszyscy byli na swoich pozycjach. Pert zadzwonil nieznacznie zebami. Jedyna osoba, ktora dostrzegla ten krotkotrwaly niedobor zimnej krwi byl SaleiB. Wydawaloby sie nic nie znaczace wydarzenie mialo oplakanie skutki dla gospodarki jelitowo-odbytniczej SaleiB'a. Przez chwile jego twarz byla czerwona z wysilku, a potem do uszu zebranych "komandosow" doszedl dziwny dzwiek. Nie przypominal on w niczym hymnu mariackiego... po glebszym zastanowieniu Syowi przyszedl na mysl odglos pekajacej kaszanki. Tylna czesc spodni nieszczesnego jelitowca rowniez zaczela przypominac (barwa i ksztaltem) kaszanke.
- ZAKLADNIK! Ma zasrane spodnie! - zaryzykowal pert, podrzucajac pizze w gore - Misja zakonczona sukcesem!
- Niezla proba, madralo - skrzywil sie Neo z niesmakiem - podnies pepperoni i zasuwaj na swoje miejsce... Dobra, kochani. Jeszcze raz!
Pert opanowal poziome ruchy kolan, podciagnal spodnie, nacisnal czapke glebiej na czolo, wzial gleboki oddech, policzyl do pieciu...
- kur*a, ruszaj sie tam! - Neo, jak widac, byl czlowiekiem czynu... nie w smak mu byly pertowe przygotowania. "Cholera, zajebisty komandos" pomyslal nie bez sarkazmu pert. "Zaiste, cichociemny z tego gagatka". Nie mogl jednak juz dluzej zwlekac. Poprawiwszy po raz ostatni kolnierzyk, szybkim i lekko drzacym ruchem nacisnal dzwonek do drzwi.
Przez chwile panowala cisza, przerywana tylko nerwowym oddechem zebranych pod oknem IcyTowerowcow, glupim rzepoleniem Domii oraz Jurka na polamanych gitarach z supermarketu oraz coraz wyrazniejszym dzwonieniem zebow petra. Kilka chwil nic sie nie dzialo, a potem jak z procy przez okno wystrzelil toster majtajac za soba uszczelka od lodowki, niczym kometa swoim warkoczem. Poniewaz okno bylo (do tej pory) zamkniete, uczestnikow podokiennego zebrania uszczesliwil deszcz kasliwych odlamkow szkla. Szczesliwie nikomu nic sie nie stalo (nie liczac pocietego stanika Laury - ale i tak nikt nie zauwazyl roznicy).
- Ktoz tam? - uslyszal petr krzyk zza drzwi. Nie ulegalo watpliwosci, ze nalezal on do Vinyanova - tylko on posiadl umiejetnosc krzyczenia w sposob tak cichy, flegmatyczny i pelen spokoju.
- Dostawca pizzy - pert zaryzykowal uzycie fortelu.
- Dzieki, nie jadam pizzy - odzew Viny'ego byl krotki, rzeczowy i bezlitosny. Czyzby caly plan mial legnac w gruzach? Petr zebral wszystkie komorki mozgowe w jedno miejsce, po czym w naglym przeblysku swiadomosci odparowal:
- Juz zaplacone. Jakis dziwny facet w czarnych okularach i plaszczu zamawial toto. Pizza z VIFONEM, specjalne zamowienie - wyrecytowal bez wiekszych zajakniec.
Po drugiej stronie drzwi zalegla glucha cisza. Niemal czulo sie w powietrzu rozterki targajace wnetrzem obu delikwentow. O ile jednak Viny walczyl z nagla nadczynnoscia slinianek podjezykowych, o tyle pert rozmyslal nad tragicznym losem wielu sloikow z majonezem, ktore juz za chwile mialy wpasc przez rozbite tosterem okno.
Rozmyslania podstawionego dostawcy pizzy przerwal szczek zamka. Na swoja zgube Vinyanov przegral batalie z wlasnym lakomstwem.
- Dawaj te pizze! - krzyknal cicho i spokojnie.
Po tych slowach jak na komende przez okno za plecami Vinyego zaczely masowo wpadac sloiki z majonezem. Roztrzaskiwaly sie na posadzce przedpokoju, pokrywajac sciany oraz dwoch kontrahentow swoja aromatyczna, bezowa zawartoscia oraz wywolujac u sprzedawcy katusze o fizycznej niemal naturze.
Niestety, sytuacja ulegla pewnej komplikacji. Wbrew zalozeniom Syo, Vinyanov nie odwrocil sie celem skontrolowania zrodla ataku bombowego. Zamiast poddac sie dzialaniu manewru dezorientujacego, Viny skupil cala swoja uwage na pudelku z pizza.
Pert spanikowal. Porzucil pudelko, w ktorym niestety nie znajdowal sie ani gram VIFONu, po czym mijajac rozrywajacego tekture zapalenca wbiegl do pokoju Vinyego, aby przez okno dac kolegom znak do szturmu. Biegnac krecil go w nosie zapach majonezu tworzacy dziwny olfaktoryczny dysonans ze smrodem ekskrementow, wydobywajacym sie z blizej nieokreslonego zrodla. Wygladalo na to, ze Domaz trafnie okreslil charakterystyczna ceche jenca.
- WLAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA(zcie!) - wrzasnal w przestrzen za oknem smiertelnie przerazony pert. Za jego plecami zaczelo narastac nieokreslone warczenie, zwiastujacy pobliska erupcje wscieklosci oszukanego Viryamira.
Tymczasem na dole, pod oknem panowal ponury nastroj. Syo rzucal majonezami najlepiej i najbardziej celnie. Zaraz za nim w klasyfikacji skutecznosci plasowal sie Neo - jednak niestety szybko mu sie znudzilo rzucanie. Z niewyjasnionych powodow atmosfera sie popsula. Syo widzac to postanowil oglosic swoje odejscie - wylaczajac sie z akcji odbicia wiezionego Leo. Neo, widzac to, odzyskal nagle chec do zycia i pobiegl za odchodzacym Syo - rowniez deklarujac zamiar opuszczenia druzyny komandosow. Na stronie Neo przekonywal skwaszonego Szyjo, iz jest najbardziej wartosciowym komandosem z calej tej zbieraniny. Stosujac wrodzony zmysl dyplomatyczny zaatakowal jego wrazliwa strune, apelujac do kanterstrajkowego instynktu zabojcy. Wepchnal Syowi kalasza w dlon, klepnal go po glowie i powiedzial...
- Domaz to pozer, wyciaga dziwne zdjecia i mysli ze swieci aka pl@zma... nie przejmuj sie nim! To Ty jestes naszym dowodca... wez sie w garsc, zasuwaj ratowac Leo! Co sie stanie z nasza druzyna, jesli Leo porwany, Ty odchodzisz, ja tez zaraz pojde... - jak powszechnie bylo wiadomo, najlepszym strzelcem i miotaczem po Syo i Neo byl wlasnie Leo. Jak widac sprawnosc i skutecznosc jest odwrotnie proporcjonalna do dlugosci nicka.
Przemowa Neo poruszyla gleboko Syo. Ucalowal serdecznie swojego misqa :* w oba policzki (i nie tylko, ale pominmy ten fragment milczeniem) po czym zlapal za swoja wierna bron i ruszyl galopem w kierunku budynku, w ktorym przetrzymywany byl nieszczesny Leo...

Domia - 27 Luty 2006, 18:51
Temat postu: opowiadanie ;>
- Neusiu moj kochany! To nie chce strzelac!
- Jak to ?!
- No tak to, bierz to ode mnie, zaraz tam wparuje osobiscie! - jak powiedzial tak uczynil. Z predkoscia gazow jelitowca, Szyjol wspial sie po niezidentyfikowanych krzakach i wlazl do pokoju, gdzie lezal Leo!
- Stary, kurde wstawaj zanim ten wariat tu przyjdzie.
- Hahbebebheba? - wymamrotal Leos pod nosem. Syo dzielnie wzial biedaka na rece i...
- Hej Jerzy jestes tam?
- Noo, a nie widac?
- Czekaj zrzuce Ci Leonarda na dol, bo jest za ciezki, abym mial z nim schodzic po krzakach. Hop!
Leo spadl wprost w objecia... dozorcy.
- Co tu sie do cholery dzieje? Wyp***lac mi stad, albo lby pourywam, Wy szczeniaki!
- Niech mnie pan pocaluje o tutaj! - Laura wskazala na swoj nos - Klient placi to wymaga. Mieszkamy tu, a jak sie panu smierdzielowy nie podoba, to zegnam. - stanowczo wypowiedziala sie Laura. Ku zaskoczeniu wszystkich zlotowiczow, dozorca ja pocalowal, ale nie w miejsce wskazane przez nia. Prosto w usta! Co oczywiscie wywolalo u absolutnie wszystkich efekt karpia. Wygladalo, jakby Laurincia miala sie utopic...



petr - 2 Marzec 2006, 20:27
Temat postu: opowiadanie ;>
[center]---------------------------------------------------------------------[/center]

Wszyscy staneli jak wryci i nie wiedzieli dokladnie, co poczac. Slychac bylo tylko mlaskanie i coraz glosniejsze jeki Leo, ktore po chwili uswiadomily Neo, ktory znowu mial faze na ratowanie swiata (a przynajmniej jednego domu). Polecial wiec (oczywiscie doslownie), falujac przy tym swoim wspanialym plaszczem, wprost do pokoju Vina, po czym korzystajac ze swoich uzdolnien hakersko-matriksowych w mig naprawil nieszczesny komputer. W tym momencie Vin wparowal do tego pokoju - celem sprawdzenia, czy pert nie popelnia czasem zbrodni (czytaj: kombinuje cos przy JEGO komputerze)...
- Neomoznawiedzieccorobisz?! - krzyknal cicho na wydechu.
- naprawilem tylko Twoj komputer, zobacz, baldurs juz dziala...
I tym sposobem Viny zostal okielznany, i wszyscy zyli dlugo i szczesliwie...
Nie, to opowiadanie ma dalszy ciag XD
W tym czasie Laura wziela od Jurka podejrzana, rozowa paczuszke i udala sie z dozorca w strone sypialni. Leo za to zaczynal pojmowac, co takiego ciazy mu w spodniach, pobiegl wiec czym predzej do toalety, gdzie ogarnelo go prawdziwe przerazenie - nie bylo papieru!......

[center]---------------------------------------------------------------------[/center]

Domia - 2 Marzec 2006, 22:11
Temat postu: opowiadanie ;>
Nie ma papieru!
- O kurde, kurde, kurde! Co ja mam teraz zrobic?! - zaczal panikowac Leo. Stwierdzil, ze posiedzi dluzej w toalecie. Nie wiadomo, czy myslal, ze papier mu z nieba spadnie, czy co? Po dobrych dwoch godzinach, dwunastu minutach i czterech sekundach, Szyjol wykrzyknal na caly dom
- Hej, czy ktos widzial Leoncia?
Zero odzewu. Zaczely sie poszukiwania. Wszedzie. Pokoj Vina, piwnice, nie-piwnice i inne ciemne zakamarki. Nagle rozleglo sie wielkie, glosne, przerazajace, ohydne, oblesne, gorszace SSSSRRRRUUUUU!
- O cholera co to bylo? - skulil sie pieter. Rozpoczal sie dialog miedzy "expresowym" malzenstwem:
- To brzmialo calkiem jak solowka Kirka Hammetta z "For whom the bell tolls", z plyty "Ride the lightning" wydanego w 1984 roku. Byl to drugi studyjny album Metalliki i...
- Zamknij sie kobieto!
- Jerzy no co Ty?!
- To co slyszalas moja kochaniutka Domciu, zamknij sie!
- Tak sie odwdzieczasz po wczorajszym masazu? Mowiles, ze to, ze sramto, a teraz karzesz mi sie po prostu zamknac? Cham!
...

petr - 4 Marzec 2006, 10:18
Temat postu: opowiadanie ;>
[center]----------------------------------------------------------------------[/center]

Bezsensowna klotnie przerwal Vin wydzierajac sie ze swojego pokoju:
- ZABILEMSHANDALARAIDOSTALEMDWADZIESCIASZESCTYSIECYPUNKTOWDOSWIADCZENIA! *
- ee, co on powiedzial? - spytal Jurko
- TERAZNIKTMNIENIEPOKONABUHAHAHA!
- dokladnie to co slyszales. A ja juz chyba wiem, gdzie bedzie Leo - w klopie.. - powiedzial znudzony sytuacja percik. Mial on wlasnie, jako dojrzewajacy nastolatek, napad wachania nastrojow i teraz wchodzil w strefe dola.
- KOCHAMCIEKOCHAMCIEKOCHAMCIEEEE!
- ej, do kogo on to krzyczy? Do komputera? - zapytal coraz bardziej zdezorientowany Jurko, ktoremu nawet znudzilo sie juz wymasnianie Domii ze nie wszyscy musza sluchac Metalliki i nie musi opowiadac o niej przy kazdej okazji.
- jakbys zgadl. Chodzcie, Leo moze potrzebowac pomocy, bo rano nie widzialem tam ani troche papieru..
Tak wiec Leo zostal odnaleziony, umyty (przez facetuf ofkorc) i doprowadzony do uzywalnosci. Vin natomiast nie wyszedl ze swojego pokoju az do kolacji, podczas ktorej co chwile sprawdzal cos w swoim podreczniku Baldurs Gate i wykrzykiwal cicho uwagi w stylu "ale dlaczego ten kobold** mial az 7 PZ?" i "wiec to do swiatyni Beregostu trzeba zaniesc glowe wyverny! A ja, glupi, szedlem z nia tyle czasu do kopalni Davaeorna!"*. Domia nie przeszkadzala nikomu, bo zajela sie Jurkiem; Laura natomiast dozorca (ktory zostal w ramach wyjatku zaproszony na kolacje). Jedzenie powoli znikalo z duzego stolu pod oknem, wiec Neo wstal i postanowil obsluzyc reszte towarzystwa. Otworzyl szafke na samym dole, kucnal, i szybko wciagnal powietrze jakby sie czegos wystraszyl.
- Neo, co sie stalo? - zapytal jak zawsze troskliwy Syo.
- Syo, zobacz! Musisz to zobaczyc! - odpowiedzial mu najwyrazniej podniecony Neo, co wywolalo zdziwienie na twarzach pozostalych.
Syo wstal powoli od stolu, poprawil sie i podszedl do Nea. Po chwili wciagnal powietrze niemal w ten sam sposob co chwile wczesniej Neo.
- co tam jest? - spytal Sal.
- nic, nic! Musimy teraz isc na chwile do naszego pokoju, wrocimy pozniej - powiedzial bardzo szybko Syo, chowajac przy tym za bluze podejrzana paczuszke. Chwile po tym juz ich nie bylo.
- co im sie stalo? To przeze mnie? Nie lubia mnie? - zaczela zawodzic Laura, co grozilo wybuchem niekontrolowanego szlochu.
- nie, to na pewno nie przez Ciebie! - powiedzial szybko Sal przewidujac katastrofe.
- dzieki, bo juz myslalam ze zrobilam cos nie tak! Przeciez staram sie mowic na temat!
W tym towarzystwie tylko pert wiedzial o co chodzi, dlatego nie musial uczestniczyc w dyskusji "gdzieposzedlsyozneo" i mogl bardziej skupic sie na swoich ukochanych berlinkach classic z musztarda kamis delikatesowa.
Tymczasem Neo i Syo byli juz w swoim pokoju. Ten ostatni zamknal od srodka drzwi na klucz, po czym bardzo ostroznie, jakby mial doczynienia z dzieckiem, wyjal spod bluzy srednich rozmiarow pakunek.
- wyobrazasz sobie? Musialy tam lezec kilka dni, opuszczone, niechciane... - zawodzil Syo.
- tak, to straszne... Ale na szczescie je znalazlem, i teraz na cos sie przydadza - powiedzial tajemniczym glosem Neo.
Syo polozyl paczke na swoim lozku po czym delikatnie rozwinal. W srodku, zgodnie z przewidywaniami, znalezli...
- trzy roczniki playboyuf! Minie ladnych kilka dni, zanim wszystkie je przegladniemy! - powiedzial szeptem ucieszony Syo.
- spokojnie, mamy czas... Ale proponowalbym zaczac juz teraz... - odpowiedzial mu Neo i wzial pierwszy egzemplarz...
Reszta zlotowiczow (+ dozorca) zjedli kolacje i powoli zaczeli zbierac sie do snu. Vin zatychmiast pobiegl do swojego pokoju i, naturalnie, zamknal sie w nim na klucz by w spokoju grac w BG cala noc. Jesli chodzi o pozostalych - ....

[size=9px]* wszystkie nazwy wymienione w tym parcie sa autentyczne - ale nie wiem czy logicznie uzyte xD
** Kobold to takze jeden z bardziej pomocnych userow tego forum... :wink: [/size]
[center]----------------------------------------------------------------------[/center]

mattirab - 1 Kwiecień 2006, 21:25
Temat postu: opowiadanie ;>
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jesli chodzi o pozostalych - Laura zaprosila dozorce na mily wieczor przy horrorze "O tym, jak Vifon* przeszedl Balldur's Gate'a", Domia zaczela nawijac Jurkowi o tym "Jaka piekna gitare ma ten z Metalliki!", Mattirab, Domaz, Pert i Tajek poszli ogladac jakas retransmisje meczu z 2 ligi hiszpanskiej. SaleiB natomiast odlaczyl sie od grupy. Poszedl w kierunku pokoju Syo i Neo. Skradajac sie cicho slyszal dochadzace z oddali 'pom', 'pom', 'pom' i nagle 'lups', po czym nastapila dosc dluga seria glosnych wulgaryzmow. To Leo cwiczyl zonglerki w swoim pokoju - widocznie niewiele zabraklo mu do rekordu. SaleiB mimo to szedl spokojnie. Juz byl przy drzwiach. Wyciagajac reke jednak sie zawahal. Spojrzal przez dziurke od klucza - niewiele zobaczyl. Jedynie jakies cienie. W koncu pociagnal za klamke i...
-Hej, ma ktos jeszcze popcorn?! - krzyknal Domaz z pokoju, widocznie zaniepokojony brakiem jedzenia przy meczu.
SaleiB wystraszyl sie i spadl ze schodow, wprost pod drzwi pokoju Vinyanova, na szczescie nic mu sie nie stalo.
"Tyle czasu na marne!" - pomyslal.
-YJAAAAA! NIE! - z pokoju Vina dal sie slyszec jego cichy krzyk, nazywany rowniez "Odglosem PoVifonowym".
-Co jest? - spytal sie juz poddenerwowany SaleiB.
-Nic takiego, to tylko...

* - Vifon - salatka, ktora bardzo lubi jesc Vinyanov.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Laura_x - 6 Kwiecień 2006, 13:54
Temat postu: opowiadanie ;>
-Nic takiego, to tylko okrzyk spowodowany zjedzeniem calej paczki mojej ukochanej salatki, i przez to jesterm smutny, bo salatki juz nie ma :(
- nie martw sie, Viny, kupie Ci duzy zapas :)
- Ach, dziekuje stary, za twa dobroc :)
Nastapila chwila ciszy.... Obaj popatrzyli sie na siebie....Po czym....
- Sal... Ja nei wiem, jak mam Ci dziekowac....
- Nie musisz mi dziekowac, to tylko przyjacielska pomoc :) - powiedzial, niewco zaczerwieniony, Sal :) Nastapila koejna chwila ciszy.... Po czym... Viny, w przyplywie radosci, pocalowal kolege....w policzek.... a ten pocalowal go w usta.... zaczeli calowac ise jak szaleni.... gdy nagle do pokoju, weszly Laura ( :PPP ) i Domia :)
- o boshe.... - Laura ledow wypowiedziala te slowa...
- ja pier***e, panowie, nie spodziewlaam sie tego... Viny, kocham Cie, a Ty mi to robisz.. - powiedziala Domia, po cyzm zrobnila sie zielona na twarzy i zwymiotowala do doniczki z kaktusem, ktora stala obok drzwi, po cyzm wybiegola, by zaparzyc ziolek :) Laura zostala z panami..., podeslza do lozka, na ktorym obaj lezeli, usiadla, i zacvzela plakac... Viny wyszedl cicho z pokoju, zostawiajac Laure i Sala samych, po czym zamknal drzwi...Laura plakala... a Sal.... usiadl obok niej i przytulil sie do niej...
- Zostaw mnie, do cholery! -0 wykrzyknela w rozpaczy Laura :)
- Ael czemu?
- dobrze wiesz, czemu...
- domyslam sie, ale...
- ale? Sal, zrozum, byles dla mnei wszystkim, kochalam Cie, Ty mnie tez, a tu ... romans... z kolega... jak mogles..... - znowu wybuvchnela placzem, morze lez zaczelo cieknac jej po policzkach...
- Laura... ale to bylo...tylko spowodowane chwila.... On mi podzekowal za przysluge, ktora zobowiazalem sie mu wyswiadczyc... no i...jakos wyszlo, z enie moglismy przestac... ale...
- nie chce slysz.... - nie dokonczyla zdania, bo Sal ja pocalwal namietnie :P opadli na lozko... ta chwilia namietnosci trwala dlugo, Laura byla juz bez spodniczki i bluzki, gdy nagle...




sorx za ten watek erotyczny, ale chcialam wprowadzic troche ostrosci do tego opowiadania ;p[/i]

Domia - 6 Kwiecień 2006, 17:12
Temat postu: opowiadanie ;>

Laura byla juz bez spodniczki i bluzki, gdy nagle do pokoju wrocil Vin, po wczesniejszej wizycie w toalecie.
- Oz kuzwa, to tak sobie Sal pogrywasz?! Najepierw sie calujemy, a potem z ta zmija tu krecisz?! Nie lubie Cie! - Vin jak szybko zdolal wypowiedziec te 3 zdania, tak szybko wyszedl z pokoju.
- Hm, Vin wszystko w porzadku - spytal sie percik.
- Taa...
- No chodz, mam Vifona z marchewka i selerem!
Viny tylko cos burknal pod nosem i wyszedl z domu.
- No i co teraz?
- Aaaa tam, wroci kiedys. - odparla Domia, pijac to juz siedemnasty kubek ziolek.
Powrocmy jednak do watku Laury i Sala.
- Ej Sal, a tak powiedz mi... ty wolisz mezczyzn, czy mnie?
- Emm, no wiesz...


[size=9px]Oj, Laura, Laura ;][/size]

Laura_x - 6 Kwiecień 2006, 21:25
Temat postu: opowiadanie ;>
- Emm, no wiesz, oczywiscie, ze wole Ciebie, Lauruniu kochana, ale to, co robilem z nim....ten pocalunek...to NAPRAWDE byla tylko chwila, w ktorej on mi dziekowal, i tak jakos wyszlo.....uwierz mi, kocham tylko Ciebie - i pocalowal ja namietnie...
Po wspolnie spedzonej nocy, zeszli na dol, do jadalni, na sniadanie, gdzie siedziala cala reszta. Ale cos blo nie tak...
- Ludzie, kur*a, co sie tak glupio na mnie patrzycie? - spytala z lekiem w glosie Laura.
- EE... Laura... nei wiem, jak Ci to powiedziec, ale.... nie masz na sobie stanika - powiedzial rozesmiany percik.
- o kur*a, pewnie zostal na podlodze, jeeezu, zaraz wroce - i cala czerwona pobiegla do sypialni, a Sal za nia.
Wrocili po dwoch godzinach, kiedy reszta zlotowoczow szykowala obiad.
- Gdzie zescie do cholery tak dlugo byli? - spytala Domia, z tajemniczym usmieszkiem na ustach.
- eee.... no.... musielismy doprowadzic sypialnie do porzadku :P - powiedzial Sal :P
- Aha, no to siadajcie do stolu, zaraz podam spaghetii.
- o, fajnie, moje ulubione danie - wykrzyknela triumfalnie Laura.
Wszyscy usiedli przy stole. domia podala pyszne sdpaghetii z sosem przepisu Laury (papryczki chilli, troche curry, czarnego pieprzu, czosnku, bazylii i pomodorowego przecieru xD). Laura, po zjedzeniu pierwszych kilku kesow, dziwnie sie skrzywila... pobiela do lazienki...puscila pawia... i zdala sobie, ze spoznia jej sie okres, bo od ostatniego czasu, jak spala z Salem, jeszcze przed zlotem, minelo dwa miesiace! Napisala esa do Domii, by przyszla do lazienki, i gdy ta przyszla, zmowily sie, ze pojda na miasto po cos do zarcia, a przed tym pojda do apteki.
Wiec obie kolezanki, po uprzednim uspokojeniu facetow, ze wszystko z Laura jest okej, spaceruja po miescie, z testem ciazowym w plecaku Laury. Nagle spostrzegly restauracje, i weszly, zamowily kawke z mleczkiem,a Laurta poszla zrobic test ciazowy to kibla :P Wyszla z blada twarza po kilku minutach...
- Domia.... Dwie.... - usiadla i powiedziala slabym glosem...
- co dwie? - powiedziala cicho Domia.
- dwie kreski.... jestem w ciazy...
- cooooo? - wykrzyknela Domia.
- Drogie panie, wynocha stad, to porzadny lokal! - szef restauracji wygonil Domie i Laure, ktore po chwili wrocily do domciu. Panowie siedzieli w salonie. Sal, gdy tlyko zobaczyl Laure...
- Kochanie, co Ci sie stalo? Jestes strasznie blada... - podbiegl do Laury, i ja przytulil, w ostantiej chwili, bo zemdlala... zaniosl ja na rekach do pokoju... obudzila sie 3 godziny pozniej....
- Nareeeeszcie.... Laura, Domia mi wszystko opowiedziala.... - powiedzial wzruszony Sal...naprawde zostaniemy rodzicami?
- Tak, naprawde, i wiesz co?
- Nio?
- Tka sobie pomyslalam, zeby Domie zrobic mama chrzestna, co Ty na to?
- Kochanie, to....

Domia - 6 Kwiecień 2006, 22:42
Temat postu: opowiadanie ;>
- Kochanie to taki sredni pomysl...
- A to niby czemu?
- A nie wiem, jakos tak.
- No wiesz co. Mamy zostac rodzicami, a ty o takie pierdoly sie bedziesz klocil. Ty mnie kochasz jeszcze w ogole????
- No oczywiscie moja ty sysuniu (xD)! Tylko nie wiem, czy Domia nie za mloda troche?
- Eeee tam, takie formalne bzdety da sie ominac.
- No niech bedzie, ale jak cos to Twoja wina.
- Tak, taak. Blablabla.
Z racji, ze pogoda byla przepiekna, na zewnatrz ptaszki sobie pocwierkiwaly, tralalala, para wyszla na spacer.
- No to ladne jaja, co nie? - z usmiechem na twarzy, stwierdzil piter
- E tam jaja, Laura kura nie jest. Dziecko bedzie, o jeju i bede chrzestna, aaaaaaale bomba! Szkoda, ze nie mam paru lat wiecej...
- Hm, no wiesz, dla mnie mozesz miec nawet 3 lata, a i tak bedziesz najpiekniejsza na swiecie dla mnie - niesmialo przyznal percik (xd), calujac Domie w policzek. Ta zaczerwienila sie i ...

Laura_x - 6 Kwiecień 2006, 22:47
Temat postu: opowiadanie ;>
Ta zaczerwienila sie i natychmiast uciekla, lekko speszona tyum, co zrobil percik.
- Echo kobiety, kto je zrozumie? - powiedzial oslupialy percik, ktory zostal na dworzu, i nawet nie zauwazyl, jak piekna pogoda zamienila sie z okropna burze.
A w domciu, Domia, podnieconym szeptem opowiadala Laurze, jak to zachowal sie dobrze znany percik.
- No i potem... on mnie w policzek pocalowal. Czy to oznacza, ze chce mnie przeleciec?
- EEE.... no chyba tak, Domia :) - powiedziala Laura, po czym lekko sie skrzywila na twarzy.
- Co Ci jest? - spytala zatroskanym glosem Domia.
- no wiesz, ta ciaza... ciagle mnie mdli - powiedziala slabym glosem Laura i natychmiast puscila pawia.
- Zaparze Ci ziolek.
- Dzieki, a ja sie poloze na kilka minut. Obudz mnie jak juz przyniesiesz ziolka.
Domia wrocila po kilku minutach. Laura slodko spala, wiec domia jej nie budzila, tylko przykryla ja kocem.
Burza rozpetala sie na dobre. Nieopodal uderzyl piorun i w calym domu wysiadl prad. Nastala cisza.. Laura spala, a cala reszta zebrala sie w salonie... Ale... cos nie pasowalo, cos bylo nie tak...
- JEZUS MARIA!!!!!!! - wykrzyknal nagle Syo.
- Co sie stalo? - zapytal Sal.
- Gdzie jest percik? - ponownie Syo.
- o kur*a, zopstawilam go na dworze, i on jeszcze nie wrocil?! - powiedziala cicho Domia.
- Lecmy po niego, znajac go, pewnie cos mu sie stanie, on jest taki mlody jeszcze i niesamodzielny - powiedzial stanowczym glosem Viny i poszedl z domia i Syo szukac percika.
Wyszli do ogrodu, w ktorym panowal istny sajgon. Wiatr wial ze wzmozona sila, ciezkie krople deszczu rozrywaly liscie na drzewach, a nasi bohaterowie nie wzieli parasoli, bo chcieli sie pospieszyc, no i martwili sie o percika (dziwnym zbiegiem okolicznosci, najbardizje martwil sie Syo ;p hehe ciekawe, czemu ;p). Nagle go ujrzeli... Stal na srodku ogrodu, zuypelnie przemoczony, z rekami uniesionymi ku gorze, a w prawej rece trzymal dwudziestometrowa antenke, i mruczal jakies slowa, lecz nasi bohaterowie nie doslyszeli, co to wlasciwie bylo.... Nagle wszystko styalo sie jasne, percik przemowil..
- Odsuncie sie, nierwierni, teraz spotka mnie wybawienie, oto...
- co ty, do cholery, pieprzysz? - powiedzial zdezorientowany Syo.
- Cicho! Oto, zaraz stane sie Bogiem, i wszyscy bedziecie mi uslugiwac, hahahahahahahahahahahahaa, hihihihih, hyhyhyhyhyhyh, heheheheheheheheh - zasmial sie zlowieszczo percik. smial sie dosc dlugo, wszyscy byli przerazeni, gdy nagle....rozjasnilo sie niebo i w percika ztrzelil piorun. Percik zaczal sie palic! Ale rzesisty deszcz ugasil malutki pozar, jaki wzniecila na perciku blyskawica.
- Szybko, zaniescie go do domu, nei ma na co czekac!!!! - Wykrzyknela, jk w amoku, Domia.
Posluchali jej, Sal wzial percika za nogi, a Syo trzymal go za glowe, na ktorej nie bylo prawie wlosow, gdyz wypalila je blyskawica, jedyne wlosy, ktore mu pozostaly, ulozyly sie w irokeza, ktory w dodatku, mial kolor niebieski!!!! Dziwne !!!
Wrocili z nieprzytomnym percikiem do domu, polozyli go na kanapie w salonie, gdzie wlasnie siedzial Neo i ogladal Smerfy w telewizji. gdy zobaczyl co sie stalo z percikiem, zaniemowil, ale gdy przeniosl wzrok na jego niebieskiego irokeza, wybuchnal glosnym smiechem. Lecz natychmiast umilkl, widzac, z enikt inny pocz niego, sie nie smieje.
- Czy on zyje? Co mu sie salo? - powiedzial zaniepokojonym glosem.
- Trafil go piorun... - powiedzial Syo i sie rozplakal ;p
- Znam lekarstwo na uderzenie pioruna. Przyniose je z sypialni, w ktorej spi Laura - powiewdzial Neo.
- nie, ja to zrobile - powiedzial zazdrosny Sal.
- okej, okej - odpowiedzial mu Neo.
Sal poszedl wiec po lekarstwo dla percika. Wszedl cichutko do pokoju. Zobaczyl, ze Laura sie obudzila i patrzyla na niego dziwnym wzrokiem... Przeszly go dreszcze...
- eee... Laura.... wszystko w porzadku?
- Tak... no moze nie calkiem....
- a co jest? - spytal zalekniony Sal.
- Kurde.... Bo wiesz... Tak... Taka... mnie naszla ochota na seks!!
- EEE... ale wiesz, z checia, ale musze lekarstwo dla percika zaniesc...
- To poczeka, wez mnei tu i teraz, na podlodze!!!!
- Ale....
Nie dokonczyl tego zdania, gdyz Laura rzucila sie na niego i go prawie zgwalcila ;p po chwili odpoczynku, Sal sie ubral i zszedl na dol, razem z Laura, i dal lekarstwo dla percika.
- EEE... Sal.... - zaczal niesmialo Neo...
- Cio?
- Masz rozpiety rozporek i wszystko Ci widac!
- Co? Gdzie? Dajcie popatrzeeeeeeeeeec!!!!! - powiedziala podekscytowana Domia, ktora z wielkim hukiem spadla z lozka, gdyz tak bardzo chciala zobaczyc ptaszka Sala.
- Domia, ty swintuchu!! - powiedzial zgorszony Viny.
- beeeeeeeee - rozplakala sie Domia i wybiegla z pokoju.
- Dobra, poszla, ale dajmy lekarstwo.... Laura, co sie tak smiejesz? - spytal Syo.
- buahahahahahah, ten irokez, niahahahahaha, nei widzicie? on ma niebieski irokez hahahaha i tatuaz z myszka miki na czole hahahahaha - padla na podloge, i sie poplakala ze smiechu.
- O cholera, faktycznie, wczesniej tego nie blo widac!!! - i wszyscy po tym zdaniu Sala zaczelo sie glosno smiac.
Nagle, burza ustala, zapadla cisza... Syo podal lekarstwo percikowi, i stalo sie cos nieprzewidywalnego. Mianowicie, percik puscil....

syo - 7 Kwiecień 2006, 22:59
Temat postu: opowiadanie ;>
Mianowicie, percik puscil oczko i zapalilo sie razace oczy wszystkich swiatlo! Wszystkich oprocz Neo, ktory mial na sobie matrixowe okulary. Swiatlo rozprzestrzenialo sie na wszystkie strony, stalo sie bialo!...

- ... kurcze, to byl tylko sen... - catek zdawal sie byc zawiedzionym, ze sie obudzil. Cale szczescie jednak, ze to sie stalo - dobiegala godzina 21:30, wiekszosc personelu opuscila juz sklep. Gdy catek przeciagal sie i kierowal sie do szatni, dostrzegl ze w kierunku kasy z dwiema puszkami piwa biegnie pewna osoba. Gdy juz byla blisko, upadla ona na ziemie a puszki wyleciwszy z jej rak trafily catka w glowe i prawe zebro male.
- Ach, ta moja celnosc... W koncu kiedys bylo sie Mistrzem... - tajemnicza osoba w tajemniczej kurtce dokonala tajemniczych krokow w kierunku obolalego kasjera i tajemniczo podniosla go za ubrania do gory.
- Gdzie oni sa?
- Oni? T-to znaczy ci co tu byli? To-o-o znaczy jacy oni? - kasjer jest zdezorientowany, uderzenie puszka pelna piwa na pewno pozostawi trwaly slad w jego glowie.
- Mam nadzieje, ze sie nie spoznilem. Wiem, gdzie ich znajde...

Ta sama osoba puka nastepnego dnia do domu zlotowiczow. Otwiera skacowany Viny.
- Jezu jak mnie glowa boli... Gralem cala noc... Kim jestes wedrowcze? Niestety nie mamy chleba...
- Jestem waszym dawnym znajomym, dawnym... Mistrzem - odpowiada tajemnicza postac. W tym momencie rozlega sie huk spadajacego ze schodow Mattiraba. Natychmiast sie otrzepuje i podbiega do rozmawiajacych Vinyego i tajemniczego goscia
- Ooo! Ty! Ty jestes ten...! No jak on! WWW! Czy jakos tak! Jak to bylo?! Kurcze...


(jesli ktos wie kim jest tajemnicza postac to prosze o przedstawienie go i kontynuowanie opowiadania :> )

Domia - 2 Maj 2006, 11:30
Temat postu: opowiadanie ;>
Odcinek wycofany. 01.05.07, petr
Dalszy ciąg fabuły niżej


Pierdzik zczolgal sie ze schodow. Ku zaskoczeniu wszystkich wykrzyknal
- TAAAAAAAK TO ON! WAPSTER! znaczy, tfu WAP! Gdzies Ty sie podziewal przez te lata?
- A wiesz, jakos tak w domu siedzialem, do szkoly chodzilem i tak dalej.
- Huh, wiesz takie rzeczy to i ja robilem. Opowiedz, ze cos ciekawego, co sie z Toba dzialo i w ogole.
- W sumie to nic, tylko wasy mi urosly i za cholere nie wiem jak je sciac, sekatorem, czy zwykla pila mechaniczna starczy?
- Yyyy... :shock:


[size=9px]Proponuje jakos rozpoczecie watku mojego rozwodu z jurkiem ;P No i znalezienie oparcia w Syoszku ;d[/size]

mattirab - 23 Lipiec 2006, 22:41
Temat postu: opowiadanie ;>
Odcinek wycofany. 01.05.07, petr
Dalszy ciąg fabuły niżej


[center]---[/center]
- Yyy... mattirab mial kiedys sekator, ale na Ziemii Ognistej, wiec...
WAP w tym czasie zdazyl sie juz rozmyslic i rzekl:
- Ladne pokoje, oprowadzisz mnie troche?
Nagle rozlegl sie przerazliwy huk i Laura wybiegla z pokoju krzyczac:
- Domia mi tu placze, ze Jurko nie lubi Metalliki. To nie fair! - i wybiegla z mieszkania razem z dozorca, ktory huknal drzwiami, ze az zawias polecial w strone WAPa, ale na szczescie go nie trafil. Za to stalo sie cos innego. Domia wyszla z pokoju we wspanialym nastroju, mowiac:
- Ach, Syo...

-~::~--~::~--~::~-

petr - 1 Maj 2007, 05:14
Temat postu: Odp: opowiadanie ;>
[center]---------------------------------------------------------------------[/center]

- WAP. Po prostu WAP. Ale to teraz nieistotne.. Muszę Wam coś pokazać. Ale nie teraz. Czy mógłbym u Was przenocować? - rzucił na wydechu pierwszy Mistrz Polski. Pomijając fakt jego nagłego pojawienia się po dwóch latach nieobecności, i do tego od razu na żywo, niepokojący był stan jego ubrania. Mianowicie, jego dżinsy były nieco potargane - ale w bardzo dziwny sposób.. Zauważył to jak zawsze spostrzegawczy Vin i spytał:
- Co się stało z Twoimi spodniami? Wiesz, że teraz nie są kompatybilne z normami ISO?
- Nieważne. Dajcie mi jakieś łóżko czy materac, a jutro zaprowadzę Was w pewne miejsce... - odpowiedział wyraźnie zmęczony WAP. Grupa bez słowa zgodziła się na to, tak więc pozwolono mu spać w pokoju Sala. Noc minęła w miarę spokojnie. Nazajutrz, po śniadaniu, ich gość zaprowadził ich do tajemniczego budynku na obrzeżach Krakowa. Powstawał chyba jako mała firma, ale sprawiał wrażenie mieszkalnego. W porównaniu z okolicą duży, po dwupiętrowy; stary, porośnięty do połowy wysokości jakimiś krzewami.
- W porządku, to tutaj. - powiedział nagle WAP, a widząc przerażenie Mattiraba dodał: - spokojnie, nie ma tam nic strasznego. No, prawie. Sytuacja wygląda tak - mieszka tu pewien bardzo bogaty facet. A właściwie jeszcze nie, bo jest w naszym wieku. Dowiedziałem się kilka dni temu, że przechowuje tu swój majątek. Musimy tam wejść, znaleźć go i uciec. - im dłużej WAP mówił, tym bardziej zmieniały się nastroje widoczne na twarzach zlotowiczów. Mattirab blednął z każdą chwilą, Domia coraz bardziej się rozmarzała, Vin marszczył czoło, a Syo się uśmiechał. Jedynie Neo ogarnął się w tej dziwnej sytuacji w miarę szybko i zapytał:
- Dlaczego nam to mówisz? Skoro wiesz o istnieniu tego skarbu, możesz pójść tam sam i mieć go tylko dla siebie! A teraz będziesz się musiał z nami podzielić!
- Nie potrzebuję pieniędzy tak jak Wy i Icy.pl. Jestem bogatszy od tego szpanerka.. Zlecono mi po prostu, aby napsuć mi krwi.. A więc przy okazji pomożecie mi, i zarobicie. Może być?
Charyzmatyczna częsć grupy, to znaczy Syo, Laura i Domia, przyjęła to z entuzjazmem. Pozostali nieco się wahali, ale gdyby istniało jakieś poważne niebezpieczeństwo, nie zabieraliby się do tego w taki sposób.. Chyba..
Weszli do środka. Było zadziwiająco ciemno, a jedyne odgłosy pochodziły z ostatniego piętra i były bardzo przytłumione. WAP machając na innych ręką i powiedział szeptem:
- Jest mały problem.. Nie wiem gdzie dokładniej jest skarb. Wejdźmy najpierw na górę i zobaczmy kto tam jest, a potem rozpocznijmy poszukiwania w całym domu..
- A więc po co!... - zaczął głośno Neo, ale został szybko sprowadzony do parteru przez Syo.
Powoli wchodzili schodami, uważając by za bardzo nie skrzypieć drewnianymi schodami. Pert oczywiście trafił w jakiś zgniły schodek i o mało co się nie zapadł.
- Jeszcze tego brakowało, Ghost Floor w takim miejscu.. - z politowaniem powiedział Syo.
Im bardziej zbliżali się do najwyższego piętra, tym głośniej słyszeli dobiegające z jakiegoś pokoju dźwięki. Na pierwszym piętrze tylko się domyślali, ale na drugim wiedzieli już dokładnie co się tam dzieje.
- Ooo, ktoś się tam pi.. - zaczęła Domia, ale jedno spojrzenie Jurko wystarczyło, aby się uciszyła.
Powoli podeszli do uchylonych drzwi, zaglądnęli, a tam...
- O rany, to przecież Pastor! I to z Gandzią! To niemożliwe... - wyszeptał szybko zszokowany pert.
- To Ty go znasz? - zdziwił się WAP.
- Oczywiście, że znam... Ale... - zaczął pert i umilkł. Zobaczył bowiem Syo i Neo, którzy coraz głośniej kłócili się o coś w koncie korytarza.
- Ciszej, ciszej! - próbował Sal, ale bezskutecznie.
Po chwili Syo odsunął się wymachując rękami, i odsłaniając wielki plakat z playboya.
- Będzie mój! Pamiętaj że odstąpiłem Ci tamten dziesiąty numer z poprzedniego roku! - wykłócał się Neo.
- STFU, N00b! Będzie mój - kontynuował Syo.
I nie czekając na odpowiedź zerwał go ze ściany i uciekł. Okrzyk Neo nawołujący go do powrotu bez wątpienia musiał być usłyszany przez Pastora. Już mieli uciekać, gdy WAP zauważył, że za plakatem ukryta była wnęka, a w niej...
- Skarb! - powiedział z wyraźną ulgą pert, podbiegając do skrzynki, biorąc ją na ręce i uciekając za innymi.
Gdy zdążyli już zbiec na pierwsze piętro, z pokoju wygramolił się Pastor, a za nim Gandzia.
- Kochanie, co się stało? Wracajmy, jeszcze nie skończyliśmy... - powiedziała Mary Jane.
- Ktoś tu był, a ja nie wiem kto! Zaraz.. - przerwał, bo zauważył pustą wnękę. Widok ten zamurował go. Widząc jego stan Gandzia spytała:
- Co się stało, na co się tak patrzysz?...
- Mój.. mój..
- Co, co Twoje?...
- Mój.. mój ukochany plakat z playboya!! Ukradli mi mój plakat! Nie daruję, dawaj moje spodnie!
Ubrał się szybko wykonując w tym czasie kilka telefonów i zbiegł za zlotowiczami. Na ich szczęście trwało to na tyle długo, że zdążyli uciec na bezpieczną odległość. Gdy uznali że są odpowiednio daleko, zatrzymali się w uliczce pomiędzy blokami. Pert miał dostać zawału - brak kondycji robił swoje, za to Vin, ku zdziwieniu wszystkich, wyglądał bardzo świeżo. Mówić zaczął WAP, wciąż dość ciężko oddychając:
- Uff, mamy więc to co chcieliśmy. Tylko teraz musicie zakończyć ten swój zlot, bo sytuacja zrobiła się nieciekawa. Myślę że on nie wie dokładnie kto mu to zrobił, ale ostrożności nigdy nie za wiele. Pojedźmy do Was, podzielmy się forsą i do widzenia...
Podjechali więc pierwszym z brzegu autobusem w okolice wynajmowanego domu, prawie równo rozdzielili kasę (Jurko, który jako najstarszy i najbogatszy wynajmował dom, domagał się rekompensaty dla właściciela za zniszczoną kuchnię), spakowali się i rozjechali. Syo (o dziwo z plakatem i połową playboyuf), Sal (ze sweterkiem Domii) i Vin (z komputerem i baldurs gate) w jedną stronę, a pozostali w drugą. Pert jeszcze długo wspominał jakże traumatyczny dla niego moment, w którym uległo zniszczeniu kilkadziesiąt słoików majonezu, a Leo postanowił, że już nigdy nie ruszy się z domu bez papieru toaletowego przy sobie.
Przy rozdzielaniu "skarbu" okazało się, że pieniędzy jest więcej, niż mogło się na początku wydawać - były bowiem w euro. Starczyło nie tylko na prywatne zachcianki wszystkich uczestników, ale również na zakup przez Icy.pl FLD razem z pracownikami i wszystkimi grami, utworzenie światowego centrum IT i organizację pierwszych mistrzostw świata w IT na żywo. Ale to już temat na inne opowiadanie...

[center]---------------------------------------------------------------------[/center]

[center]----- KONIEC -----[/center]

Planuję kolejną częsć, mam już nawet drobny pomysł co do niej.. Ale to już naprawdę temat na inne opowiadanie, w innym temacie. ;) Więcej - w komentarzach!


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group