SzukajSzukaj  RegulaminRegulamin  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Forum Icy.pl Strona Główna  

Poprzedni temat «» Następny temat
Religie, etyka, zyciowa filozofia...
Autor Wiadomość
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 9 Luty 2012, 13:51   

Cytat:
Sa one jakby lustrem, w ktorym odbija sie zycie czlowieka, dlatego tez z ich ruchu mozna opisac, kim jest czlowiek i jakie jest jego "przeznaczenie". W "wymiarach" gdzie te gwiazdy maja swoja zogniskowana swiadomosc, nie ma czegos takiego jak liniowosc czasu, dopiero tworzac pojecie liniowosci czasu w "wymiarach" nizszych pojawia sie cos takiego jak "przeznaczenie".


Od 2:47 :P

Dlatego tez jesli przed prawdziwie "oswieconym" pojawia sie jakis "czarnoksieznik" popisujacy sie swoja moca, tamten moze zwyczajnie go wylaczyc.
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 10 Luty 2012, 13:40   

Cytat:
Byl taki "czas" kiedy ludzie nie byli podzieleni na plec, niebo bylo przykryte gesta mgla, tak, ze nie bylo widac gwiazd, a Slonce bylo widoczne jako plama swiatla.
Ludzie nie potrzebowali widoku gwiazd ponad nimi, poniewaz sami byli jak gwiazdy. Gwiazdy ponad ludzmi pojawily sie dopiero po zapadnieciu w sen.


Moim skromnym zdaniem, to pojawienie sie Ksiezyca na orbicie spowodowalo zniszczenie tej wodnej bariery i wywolalo to, co jest okreslane jako potop.

Nie bez powodu we wszelkich kulturach mowi sie o snie ludzkosci, a o poznaniu prawdy mowi sie, ze jest to przebudzenie.

Piosenka :lol:

Filmik
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
Ostatnio zmieniony przez Boru 10 Luty 2012, 13:44, w całości zmieniany 1 raz  
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 10 Luty 2012, 13:48   

Carlos Castaneda napisał/a:
Trwanie w milczeniu z don Juanem było jedną z najwspanialszych rzeczy, jakie znałem. Siedzieliśmy wygodnie na miękkich krzesłach z tyłu jego domu w górach w środkowym Meksyku. Było późne popołudnie. Wiała przyjemna bryza. Słońce znajdowało się za domem, za naszymi plecami. Jego słabnące światło utworzyło przecudowne, zielone cienie na wielkich drzewach na podwórzu. Dokoła domu i dalej rosły inne rozłożyste drzewa, całkowicie przysłaniające widok na miasto. Zawsze dawało mi to złudzenie, że jestem na łonie dzikiej przyrody, innej niż ta na jałowej pustyni Sonory, lecz mimo wszystko dzikiej.
? Dzisiaj będziemy omawiać niezwykle ważną w magii kwestię ? odezwał się nagle don Juan ? i rozpoczniemy od zagadnienia dala energetycznego.
Opisywał mi ciało energetyczne już wcześniej, całą masę razy; mówił, że jest to skupisko pól energii, lustrzane odbicie skupiska pól energii składającego się na nasze ciało fizyczne, widziane jako energia w jej ruchu we wszechświecie. Mówił, że jest mniejsze, bardziej zwarte i z wyglądu cięższe od świetlistej sfery ciała fizycznego.
Wyjaśniał mi, że ciało i ciało energetyczne są dwoma skupiskami pól energii ściśniętymi w jedno pod działaniem pewnej dziwnej siły spajającej. Nieustannie podkreślał, że owa siła, która wiąże w całość te pola energii, to ? według czarowników starożytnego Meksyku ? najbardziej tajemnicza siła we wszechświecie. Jego zdaniem, była to czysta esencja całego kosmosu, łączna suma wszystkiego, co istnieje.
Twierdził, że ciało fizyczne i czato energetyczne są jedynymi równoważącymi się konfiguracjami energetycznymi w naszej ludzkiej sferze. Z tego też powodu nie uznawał żadnego innego dualizmu poza dwoistością obu tych ciał. Dualizm materii i umysłu, ducha i ciała uważał li tylko za mentalny ciąg asocjacyjny, emanację umysłu pozbawioną jakichkolwiek podstaw energetycznych.
Don Juan powiedział mi kiedyś, że dzięki dyscyplinie każdy może zbliżyć ciało energetyczne do ciała fizycznego. W normalnych warunkach dzielący je dystans jest ogromny. Kiedy ciało energetyczne znajdzie się już od ciała fizycznego w określonej odległości, która jest różna dla każdego z nas, poprzez zdyscyplinowane działania każdy może z niego uformować dokładną replikę swojego ciała fizycznego, czyli, inaczej mówiąc, trójwymiarową, materialną istotę. Stąd też bierze się stosowane przez czarowników pojęcie bliźniaka albo sobowtóra. I na odwrót, dzięki tym samym działaniom każdy jest w stanie uformować ze swego trójwymiarowego, materialnego ciała fizycznego doskonałą replikę swego ciała energetycznego ? czyli, inaczej mówiąc, eteryczny obłok energii, niewidoczny dla oka ludzkiego, jak zresztą wszelka energia.
Kiedy don Juan powiedział mi o tym wszystkim, zareagowałem pytaniem, czy opisuje mi treść jakiegoś mitu. Odparł na to, że czarownicy nie mają nic wspólnego z mitami. Czarownicy to istoty praktyczne i to, o czym mówią, jest zawsze nacechowane trzeźwością i rzeczowością. Według don Juana, trudności ze zrozumieniem tego, co robią czarownicy, biorą się stąd, że czerpią oni z innego systemu kognitywnego.
Kiedy tak siedzieliśmy tamtego dnia z tyłu jego domu w środkowym Meksyku, powiedział, że ciało energetyczne ma kluczowe znaczenie we wszystkim, co się dzieje w moim życiu. Widział, że moje ciało energetyczne, zamiast się ode mnie oddalać, jak to ma normalnie miejsce, zbliża się do mnie z ogromną prędkością, i był to fakt energetyczny.
? Co to znaczy, że ono się do mnie zbliża, don Juanie? ? zapytałem.
? To znaczy, że niedługo coś zacznie cię śmiertelnie przerażać ? odparł z uśmiechem. ? Twoje życie zostanie poddane niesamowitej kontroli, ale nie twojej kontroli, lecz kontroli ciała energetycznego.
? Chcesz przez to powiedzieć, don Juanie, że zacznie mnie kontrolować jakaś siła z zewnątrz? ? zapytałem.
? Kontroluje cię obecnie cała masa sił zewnętrznych ? orzekł. ? Kontrola, o której myślę, leży poza sferą języka. To kontrola, a jednocześnie jej brak. Nie można jej w żaden sposób zaklasyfikować, ale bez wątpienia można doświadczyć. I przede wszystkim, z całą pewnością można nią manipulować. Zapamiętaj to sobie: możesz nią manipulować i maksymalnie wyzyskiwać z korzyścią dla siebie, która, rzecz jasna, nie jest korzyścią twoją, lecz ciała energetycznego. Jednakże ciało energetyczne to ty, moglibyśmy więc ganiać tak w kółko jak pies za własnym ogonem, starając się to wszystko opisać. Język nie jest adekwatny. Wszystkie te doświadczenia wykraczają poza reguły składni języka.
Ciemność zapadła bardzo szybko i liście drzew, które jeszcze przed chwilą emanowały zieloną poświatą, były teraz bardzo ciemne i ciężkie. Don Juan powiedział, że jeśli będę się pilnie skupiał na ciemności liści, nie koncentrując wzroku na niczym konkretnym, lecz spoglądając niejako kątem oka, dostrzegę ulotny cień w moim polu widzenia.
? To odpowiednia pora dnia na zrobienie tego, o co cię proszę ? rzekł. ? Skupienie koniecznej uwagi zabierze ci tylko chwilkę. Nie przestawaj, aż dostrzeżesz ten ulotny, czarny cień.
Rzeczywiście, dostrzegłem jakiś dziwny, ulotny, czarny cień na tle liści drzew. Był to albo jeden cień, poruszający się w przód i w tył, albo kilka, przesuwających się z lewa na prawo albo z prawa na lewo lub prosto w górę. Jawiły mi się one jako grube czarne ryby, ogromne ryby. Wyglądało to tak, jak gdyby w powietrzu latały gigantyczne mieczniki. Widok ten pochłonął mnie całkowicie. W końcu zacząłem się go bać. Zrobiło się za ciemno i nie widziałem już liści, ale ciągle widziałem te ulotne, czarne cienie.
? Co to jest, don Juanie? ? zapytałem. ? Wszędzie dokoła dostrzegam ulotne, czarne cienie.
? Ach, to właśnie dziki wszechświat ? odrzekł. ? Niemierzalny, nieliniowy, wykraczający poza sferę języka. Czarownicy starożytnego Meksyku byli pierwszymi, którzy te ulotne cienie ujrzeli, więc zaczęli za nimi podążać. Widzieli je tak, jak ty je teraz widzisz, i widzieli je jako energię w jej ruchu we wszechświecie. I faktycznie udało im się odkryć coś transcendentalnego.
Przestał mówić i spojrzał na mnie. Jego pauzy były zawsze doskonale zaplanowane. Przestawał mówić wówczas, gdy umierałem z ciekawości.
? Co takiego odkryli, don Juanie? ? zapytałem.
? Odkryli, że mamy towarzysza na całe życie ? powiedział tak dobitnie, jak tylko potrafił. ? Drapieżcę, który przybył z otchłani kosmosu i zawładnął naszym życiem. Ludzie są jego więźniami. Ten drapieżca jest naszym panem i władcą. Zrobił z nas potulne, bezradne baranki. Jeżeli chcemy się zbuntować, bunt zostaje zdławiony. Jeżeli chcemy działać niezależnie, rozkazuje nam, byśmy tego nie robili.
Dokoła nas było bardzo ciemno i to chyba zupełnie przytłumiło moją ekspresję. Gdyby działo się to za dnia, śmiałbym się do rozpuku. W ciemności czułem się bardzo nieswojo.
? Ciemno, choć oko wykol ? odezwał się don Juan ? ale jeśli spojrzysz dokoła kątem oka, znów zobaczysz, jak dokoła nas skaczą ulotne cienie.
Miał rację. Ciągle je widziałem. Od ich ruchu kręciło mi się w głowie. Don Juan włączył światło; wszystko się rozwiało.
? Tylko dzięki samodzielnym staraniom dotarłeś do czegoś, co szamani starożytnego Meksyku nazywali kwestią nad kwestiami ? rzekł don Juan. ? Tym razem cały czas owijałem rzeczy w bawełnę, sugerując ci, że jesteśmy przez coś więzieni. I rzeczywiście, coś nas więzi! Dla czarowników starożytnego Meksyku był to fakt energetyczny.
? Dlaczego ten drapieżca zawładnął nami w sposób, o jakim mi mówiłeś, don Juanie? ? zapytałem. ? Musi istnieć jakieś logiczne wytłumaczenie.
? Jest wytłumaczenie ? odparł don Juan ? i to najprostsze na świecie. Zawładnęli nami, ponieważ jesteśmy ich pożywieniem, i uciskają nas bezlitośnie, ponieważ utrzymujemy ich przy życiu. My hodujemy kurczęta na kurzych fermach, gallineros, drapieżcy zaś hodują nas na ludzkich fermach, humaneros. Dlatego zawsze mają co jeść.
Poczułem, że gwałtownie kręcę głową na boki. Nie potrafiłem wyrazić swego głębokiego zaniepokojenia i niezadowolenia, ale moje ciało zaczęło się poruszać, by dać upust tym uczuciom. Trząsłem się cały, od włosów na głowie po czubki palców stóp, zupełnie bezwolnie.
? Nie, nie, nie, nie ? usłyszałem swój głos. ? To absurd, don Juanie. To, co mówisz, jest potworne. To po prostu nie może być prawda, ani dla czarowników, ani dla przeciętnych ludzi, ani dla nikogo.
? Dlaczego nie? ? zapytał chłodno don Juan. ? Dlaczego nie? Bo cię to doprowadza do szału?
? Tak, doprowadza mnie to do szału ? odparłem sucho. ? Twoje sugestie są potworne!
? No cóż ? powiedział ? nie wysłuchałeś jeszcze wszystkich moich sugestii. Poczekaj chwilkę i potem oceń, co na ten temat sądzić. Zaraz dostaniesz się w prawdziwą nawałnicę. To znaczy, że twój umysł zostanie wystawiony na zmasowany atak, a ty nie będziesz mógł się poddać i sobie pójść, bo jesteś w pułapce. Nie dlatego, że cię uwięziłem, ale dlatego, że coś ukryte głęboko w tobie nie pozwoli ci odejść, choć jakaś część ciebie po prostu wpadnie w szał. Tak więc, przygotuj się!
Czułem, że mam w sobie coś z masochisty. Don Juan miał rację. Nie wyszedłbym z jego domu za nic na świecie. Mimo to jednak ani trochę mi się nie podobały brednie, które wygadywał.
? Chcę przemówić do twojego analitycznego umysłu ? rzekł don Juan. ? Zastanów się przez chwilę, a potem mi powiedz, jak byś wytłumaczył sprzeczność pomiędzy inteligencją człowieka-inżyniera i głupotą jego przekonań albo głupotą jego pełnego sprzeczności zachowania. Czarownicy są przekonani, że to drapieżcy dali nam przekonania, nasze pojęcia dobra i zła, nasze prawa społeczne. To oni stworzyli nasze nadzieje i oczekiwania, sny o powodzeniu i myśli o porażce. Dali nam pożądanie, chciwość i tchórzostwo. To przez drapieżców jesteśmy tak zadowoleni z siebie, schematyczni i egoistyczni.
? Ale jak można tego dokonać, don Juanie? ? zapytałem, jakby bardziej jeszcze rozeźlony tym, co mówi. ? Szepcą nam to wszystko do ucha, kiedy śpimy?
? Nie, nie robią tego w ten sposób. To idiotyczny pomysł! ? odparł z uśmiechem. ? Są nieskończenie skuteczniejsi i bardziej zorganizowani, niż ci się zdaje. Aby zapewnić sobie naszego posłuszeństwo, uległość i słabość, drapieżcy wykonali fantastyczne posunięcie ? fantastyczne, oczywiście, z punktu widzenia strategii wojennej, a przerażające z punktu widzenia tych, przeciwko którym zostało skierowane. Oddali nam swój umysł! Słyszysz, co mówię? Drapieżcy oddają nam swój umysł, który staje się naszym umysłem. Umysł drapieżców jest barokowy, pełen sprzeczności, posępny, przepełniony obawą przed zdemaskowaniem, które może nastąpić lada chwila.
Wiem, że choć nigdy nie cierpiałeś głodu ? ciągnął ? odczuwasz niepokój związany z jedzeniem, który nie jest niczym innym, jak niepokojem drapieżcy, że w każdej chwili jego posunięcie zostanie odkryte i zabraknie mu pożywienia. Poprzez umysł, który w końcu jest ich umysłem, drapieżcy wtłaczają w życie ludzi wszystko, co im pasuje. W ten sposób zapewniają sobie pewne bezpieczeństwo, które niczym bufor neutralizuje nieco ich strach.
? To nie o to chodzi, don Juanie, że nie mogę przyjąć tego ot tak ? powiedziałem. ? Mógłbym to zrobić, ale jest w tym coś tak ohydnego, że mnie po prostu odrzuca. Zmusza mnie do zajęcia w tej sprawie stanowiska oponenta. Jeżeli to prawda, że nas zjadają, jak to się odbywa?
Na twarzy don Juana malował się szeroki uśmiech. Był zadowolony jak wszyscy diabli. Wyjaśnił mi, że czarownicy widzą niemowlęta jako dziwne, świetliste kule energii, pokryte od samej góry do samego dołu czymś w rodzaju lśniącej otoczki, przypominającej plastykową pokrywę, ciasno dopasowaną do ich kokonu energii. Powiedział, że to właśnie ta lśniąca otoczka świadomości stanowi pożywienie drapieżców i że do czasu osiągnięcia przez człowieka dorosłości pozostaje z niej jedynie wąski strzęp, który biegnie od podłoża do czubków palców u stóp. Strzęp ten pozwala ludzkości zaledwie na przeżycie, ale nic ponadto.
Zupełnie jak we śnie słyszałem, jak don Juan Matus wyjaśnia mi, że o ile mu wiadomo, człowiek jest jedynym gatunkiem istot, u którego lśniąca otoczka świadomości leży poza tym świetlistym kokonem. Dlatego też jest łatwą zdobyczą dla świadomości innego rzędu, takiej jak ciężka świadomość drapieżcy.
Następnie powiedział coś, co zdruzgotało mnie doszczętnie. Stwierdził, że ów wąski strzęp świadomości stanowi samo centrum autorefleksji, w której człowiek nieuleczalnie się pogrążył. Grając na naszej autorefleksji, która jest jedynym ocalałym punktem świadomości, drapieżcy tworzą rozbłyski świadomości, które następnie bezwzględnie pożerają. Podsuwają nam idiotyczne problemy, które wymuszają powstanie tych rozbłysków świadomości, i w ten sposób utrzymują nas przy życiu, żeby później móc się odżywiać owymi energetycznymi rozbłyskami powstałymi dzięki naszym niby-problemom.
Musiało być coś w tym, co mówił don Juan; byłem w tym momencie tak zdruzgotany, że najzwyczajniej w świecie zrobiło mi się niedobrze.
Po chwili, wystarczająco długiej, bym zdążył dojść do siebie, zapytałem go:
? Ale dlaczego czarownicy starożytnego Meksyku i współcześni czarownicy nic z tym nie robią, choć widzą drapieżców?
? Ani ty, ani ja nic nie możemy z tym zrobić ? odrzekł don Juan poważnym, smutnym głosem. ? Jedyne, co nam pozostaje, to poddać się dyscyplinie, dzięki której w końcu nie będą mogli nas tknąć. Jak chcesz wymagać od innych, by wzięli na siebie taki trud? Wyśmieją cię i wyszydzą, a co bardziej agresywni dadzą ci taki wpierdol, że popamiętasz. I zasadniczo nie dlatego, żeby nie chcieli ci wierzyć. Głęboko w każdym człowieku tkwi atawistyczna, intuicyjna świadomość istnienia drapieżców.
Mój analityczny umysł podnosił się i opadał niczym jo-jo. Puszczał mnie i wracał, puszczał i znowu wracał. Twierdzenia don Juana były po prostu niedorzeczne, niewiarygodne, a jednocześnie tak niezwykle sensowne i proste. Tłumaczyły każdą sprzeczność ludzkiego zachowania, która tylko przyszła mi na myśl. Ale jakżeż można było traktować to wszystko poważnie? Don Juan wpychał mnie pod lawinę, która mogła pochłonąć mnie na zawsze.
Uderzyła we mnie kolejna fala poczucia zagrożenia. Choć nie ja byłem jego źródłem, było ono jednak ze mną związane. Don Juan coś ze mną robił, coś niejawnie dobrego i potwornie złego zarazem. Odczuwałem to jako próbę przecięcia cienkiej warstewki czegoś, czym byłem jakby oklejony. Jego oczy wpatrywały się we mnie nieruchomo. Odwrócił wzrok i zaczął mówić, nie patrząc już w moją stronę.
? Jeżeli tylko kiedyś zaczną cię niebezpiecznie trapić jakieś wątpliwości ? powiedział ? zareaguj pragmatycznie. Wyłącz światło. Przeniknij ciemność; przekonaj się, co dostrzegasz.
Wstał, żeby wyłączyć światło. Powstrzymałem go.
? Nie, nie, don Juanie ? odezwałem się ? nie wyłączaj światła. Wszystko w porządku.
Czułem w tamtej chwili bardzo niezwyczajny jak na mnie strach przed ciemnością. Na samą myśl o niej zaczynałem ciężko dyszeć. Nie miałem wątpliwości, że intuicyjnie coś sobie uświadamiam, ale nie śmiałem tego dotknąć ani w pełni sobie uzmysłowić, za żadne skarby tego świata!
? Dostrzegłeś ulotne cienie na tle drzew ? powiedział don Juan, siadając z powrotem na swoim krześle. ? To bardzo dobrze. Chciałbym, żebyś zobaczył je w tym pokoju. Nie będziesz niczego widział. Będziesz zaledwie wychwytywał ulotne obrazy. Na to masz dość energii.
Obawiałem się, że don Juan i tak wstanie i zgasi światło; tak też zrobił. Dwie sekundy później darłem się na całe gardło. Nie dość, że faktycznie kątem oka dostrzegłem owe ulotne obrazy, to jeszcze usłyszałem, jak brzęczą mi koło ucha. Don Juan skręcał się ze śmiechu, włączywszy na powrót lampę.
? Ależ ten gość ma temperament! ? orzekł. ? Z jednej strony totalny sceptyk, a z drugiej totalny pragmatyk. Będziesz musiał sobie zaaranżować tę wewnętrzną walkę. Inaczej napuchniesz jak wielka ropucha i w końcu strzelisz. Coraz głębiej wbijał mi szpilę.
? Czarownicy starożytnego Meksyku ? powiedział ? widzieli drapieżcę. Nazwali go latawcem, bo skacze w powietrzu. Nie jest to urzekający widok. To wielki cień, mroczny i nieprzenikniony, czarny cień, który w podskokach przemieszcza się w powietrzu. Potem ląduje płasko na ziemi. Czarowników starożytnego Meksyku niezwykle nurtowało pytanie, kiedy pojawił się on na Ziemi. Rozumowali tak, że człowiek w pewnym okresie musiał być istotą doskonałą, obdarzoną fenomenalnym wglądem, zdolnym do takich wyczynów percepcji, że dziś są one przedmiotem legend. A potem wszystko jakby zniknęło i oto mamy obecnie człowieka uśpionego.
Chciałem się rozgniewać, nazwać go paranoikiem, ale gdzieś zniknęło to poczucie prawa do słusznego gniewu, które zawsze miałem. Coś we mnie wyrosło ponad poziom, na którym zawsze zadawałem sobie ulubione pytanie: ?A co, jeśli wszystko to, co mówi, jest prawdą?" Wtedy, tamtej nocy, kiedy ze mną rozmawiał, w głębi mego serca czułem, że wszystko, co mówi, jest prawdą; jednocześnie jednak równie silne było przekonanie, że wszystko, co mówi, to czysty absurd.
? Co ty opowiadasz, don Juanie? ? zapytałem słabo. Gardło miałem ściśnięte. Z trudem oddychałem.
? Opowiadam, że naszym przeciwnikiem nie jest zwykły drapieżca. Jest bardzo przemyślny i zorganizowany. Metodycznie przestrzega planu, który czyni z nas istoty bezużyteczne. Człowiek, istota magiczna, nie jest już magiczny. Jest zwykłym kawałkiem mięsa. Człowiekowi nie pozostały już żadne marzenia oprócz marzeń zwierzęcia hodowanego dla mięsa: marzeń wyświechtanych, konwencjonalnych i kretyńskich.
Słowa don Juana wywoływały we mnie dziwną fizyczną reakcję, podobną do mdłości. Czułem się znów tak, jakbym miał za chwilę zwymiotować. Ale źródłem nudności były najgłębsze pokłady mojej istoty, sam szpik kości. Zacząłem konwulsyjnie drżeć. Don Juan potrząsnął mnie mocno za ramiona. Poczułem, jak szyja mi się trzęsie pod wpływem jego uścisku. Uspokoiłem się od razu. Odzyskałem nieco kontroli nad sobą.
? Ten drapieżca ? powiedział don Juan ? który jest, rzecz jasna, istotą nieorganiczną, nie jest dla nas tak całkowicie niewidzialny jak inne istoty nieorganiczne. Myślę, że jako dzieci go widzimy; jest to dla nas jednak tak przerażający widok, że nawet nic chcemy o tym myśleć. Dzieci, rzecz jasna, czasem się upierają i chcą zwrócić na niego baczniejszą uwagę, lecz wszyscy dokoła zniechęcają je do tego.
Jedyną alternatywą dla ludzkości ? ciągnął ? jest dyscyplina. Dyscyplina to jedyny środek zaradczy. Ale gdy mówię o dyscyplinie, nie chodzi mi o jakieś ascetyczne praktyki. Nie chodzi mi o to, żeby wstawać o piątej trzydzieści każdego ranka i polewać się zimną wodą aż do zsinienia. Poprzez dyscyplinę czarownicy rozumieją umiejętność niewzruszonego stawiania czoła przeciwnościom losu, których nie braliśmy pod uwagę w naszych oczekiwaniach. Dla nich dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem i to nie dlatego, że są oni silni i twardzi, lecz dlatego, że przepełnia ich nabożna cześć.
? W jaki sposób dyscyplina czarowników może być środkiem zaradczym? ? zapytałem.
? Czarownicy powiadają, że dyscyplina sprawia, iż lśniąca otoczka świadomości staje się dla latawca niesmaczna ? odparł don Juan, bacznie wpatrując się w moją twarz, jakby szukał w niej jakichś oznak niedowierzania. ? Efekt jest taki, że drapieżcy są zdezorientowani. Lśniąca otoczka świadomości, która jest niejadalna, nie mieści się, jak sądzę, w ich systemie poznawczym. Zdezorientowani, nie mają innego wyjścia, jak tylko odstąpić od swych nikczemnych zamiarów.
Jeżeli drapieżcy nie będą przez jakiś czas zjadać naszej lśniącej otoczki świadomości ? ciągnął ? ta będzie dalej rosnąć. Upraszczając tę kwestię maksymalnie, mogę powiedzieć tak, że czarownicy, dzięki zachowywaniu dyscypliny, odpychają drapieżców wystarczająco długo, by ich lśniąca otoczka świadomości rozrosła się powyżej poziomu palców stóp. Kiedy już przekroczy ten poziom, urasta z powrotem do pierwotnych rozmiarów. Czarownicy starożytnego Meksyku mawiali, że lśniąca otoczka świadomości jest jak drzewo. Jeżeli go nie przycinać, rozrasta się do naturalnych rozmiarów i osiąga naturalną gęstość. Gdy świadomość osiąga poziomy ponad poziomem palców stóp, jej fenomenalne wyczyny stają się oczywistością.
Wspaniała sztuczka dawnych czarowników ? ciągnął don Juan ? polegała na obciążeniu umysłu latawca dyscypliną. Stwierdzili oni, że jeśli narzucić umysłowi latawca wewnętrzną ciszę, wówczas obca instalacja się rozprasza; daje to każdemu, kto wykonuje ten manewr, absolutną pewność zewnętrznego pochodzenia umysłu. Obca instalacja powraca, tego możesz być pewien, ale już nie tak silna, i tak oto rozpoczyna się proces, w którym rozpraszanie umyslu latawca staje się zabiegiem rutynowym; proces ten trwa tak długo, aż pewnego dnia umysł latawca rozprasza się na dobre. Smutny to dzień, doprawdy! Od tego dnia będziesz musiał się opierać na własnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie będzie już nikogo, kto by ci powiedział, co masz robić. Nie będzie już żadnego zewnętrznego umysłu, który mógłby ci dyktować kretyństwa, do których zostałeś przyzwyczajony.
Mój nauczyciel, nagual Julian, zawsze przestrzegał wszystkich swoich uczniów ? kontynuował don Juan ? że jest to najcięższy dzień w życiu czarownika, ponieważ prawdziwy umysł ? ten, który należy do nas, łączna suma wszystkiego, czego doświadczyliśmy ? po trwającym całe życie poddaństwie, jest nieśmiały, niepewny i nie można na nim polegać. Osobiście powiedziałbym, że dla czarownika prawdziwa bitwa rozpoczyna się dopiero w tym momencie. Cała reszta to tylko przygotowania.
Byłem naprawdę głęboko poruszony. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej, a z drugiej strony coś dziwnego gdzieś w głębi mnie głośno się domagało, bym się nie odzywał, podsuwając mi myśl o mrocznym finale całej sprawy i karze ? czymś w rodzaju boskiego gniewu, który mnie dosięgnie za grzebanie przy czymś, co sam Bóg okrył tajemnicą. Musiałem się zdobyć na ogromny wysiłek, żeby przechylić szalę zwycięstwa na korzyść mojej ciekawości.
? Co... co... co znaczy ? usłyszałem własne słowa ? obciążanie umysłu latawca?
? Dyscyplina niesamowicie obciąża obcy umysł ? odrzekł. ? Tak więc, dzięki niej czarownicy przełamuj ą obcą instalację.
Jego słowa mnie przygniotły. Byłem przekonany, że albo don Juan kwalifikuje się do zakładu zamkniętego, albo mówi mi coś tak potwornie niesamowitego, że to we mnie wszystko zamiera. Zauważyłem jednak, jak szybko wykrzesałem z siebie dość energii, by sprzeciwić się wszystkiemu, co powiedział. Po chwili paniki zacząłem się śmiać, zupełnie jakby don Juan opowiedział jakiś dowcip. Usłyszałem nawet, jak mówię:
? Don Juanie, don Juanie, jesteś niepoprawny!
Rozumiał chyba wszystko, co się we mnie działo. Kiwał głową na boki i wznosił oczy w górę w geście udawanej rozpaczy.
? Jestem tak niepoprawny ? powiedział ? że zaraz zafunduję umysłowi latawca, który w sobie nosisz, jeszcze jeden wstrząs. Wyjawię ci jeden z najbardziej niesamowitych sekretów magii. Opiszę ci odkrycie, którego weryfikacja i uporządkowanie zajęła czarownikom tysiące lat.
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się złowrogo.
? Umysł latawca rozprasza się na zawsze ? powiedział ? kiedy czarownikowi uda się pochwycić wibrującą siłę, która utrzymuje w jednej całości skupisko naszych pól energii. Jeżeli utrzymają w tym uchwycie dostatecznie długo, umysł latawca zostaje pokonany i się rozprasza. I to właśnie zaraz zrobisz: uchwycisz się energii, która utrzymuje nas w jednej całości.
Zareagowałem na to w tak niewytłumaczalny sposób, że aż trudno to sobie wyobrazić. Coś we mnie zadrżało, zupełnie jakby pod wpływem silnego wstrząsu. Ogarnął mnie niezrozumiały strach, który natychmiast skojarzyłem z moim religijnym wychowaniem.
Don Juan zmierzył mnie spojrzeniem od stóp do głów.
? Boisz się gniewu boskiego, co? ? odezwał się. ? Bądź spokojny, to nie twój strach. To strach latawca, bo on wie, że zrobisz dokładnie to, co ci każę.
Jego słowa wcale mnie nie uspokoiły. Poczułem się jeszcze gorzej. Ogarnęły mnie mimowolne, konwulsyjne drgawki i nie było żadnego sposobu, by je opanować.
? Nie martw się ? powiedział spokojnie don Juan. ? Wiem z doświadczenia, że te ataki bardzo szybko tracą na sile. Umysłu latawca nie stać nawet na odrobinę koncentracji.
Po chwili wszystko ustało, tak jak przepowiedział don Juan. Słowo ?oszołomiony" w odniesieniu do mojego stanu w tamtym momencie byłoby eufemizmem. Po raz pierwszy w życiu, z don Juanem czy bez, naprawdę nie miałem pojęcia, co się ze mną dzieje. Chciałem wstać z krzesła i przejść się, ale paraliżował mnie śmiertelny strach. Byłem wypełniony racjonalnymi sądami, a jednocześnie przepełniał mnie infantylny strach. Zacząłem głęboko oddychać, a całe moje ciało pokrył zimny pot. W jakiś sposób moje oczy otwarły się na potworny widok: gdziekolwiek się obróciłem, skakały czarne, ulotne cienie.
Przymknąłem powieki i oparłem głowę na oparciu krzesła.
? Nie wiem, dokąd teraz pójść, don Juanie ? odezwałem się. ? Dzisiaj naprawdę ci się udało zupełnie poplątać moje ścieżki.
? Rozdziera cię wewnętrzna walka ? powiedział don Juan. ? Głęboko w środku wiesz, że nie jesteś w stanie odrzucić przyzwolenia na to, by nieodłączna część ciebie, twoja lśniąca otoczka świadomości, stała się w niepojęty sposób źródłem pożywienia dla istot o niepojętej dla nas naturze. A inna część ciebie będzie się temu przeciwstawiać całą swoją mocą.
Przewrót czarowników ? ciągnął ? polega na tym, że odmówili oni honorowania umów, w których nie byli stroną. Nikt mnie nigdy nie pytał o to, czy nie zgodziłbym się zostać pożarty przez istoty o odmiennym rodzaju świadomości. Moi rodzice po prostu wprowadzili mnie na ten świat po to tylko, bym został czyimś pożywieniem, tak samo jak i oni ? koniec, kropka.
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 10 Luty 2012, 16:34   

Sila spokoju.
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
Ostatnio zmieniony przez Boru 10 Luty 2012, 18:52, w całości zmieniany 5 razy  
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 10 Luty 2012, 17:21   

Sila spokoju.
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
Ostatnio zmieniony przez Boru 10 Luty 2012, 18:18, w całości zmieniany 1 raz  
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 10 Luty 2012, 18:14   

Rozdwojony post :lol:

Alan Watts napisał/a:
Biedny człowiek! (...) zdolny przewidzieć przyszłość - umiera, zanim jeszcze umarł. Wyrywa się z zębów rekina, zanim te go dosięgły, i trwoży się na samą myśl o cmentarnym robaku, na długo zanim ten rozpocznie swą ucztę.


Cytat:
Żadne kreatywne czy konstruktywne działanie nie może się powieść bez uświadomienia sobie, że każdy świadomy wysiłek zmierzający do poprawy świata czy siebie samego jest z góry skazany na niepowodzenie i tak długo, jak mamimy się wzajemnie poprzez polityczne czy duchowe plany mające na celu ukształtowanie rzeczy na modłę bliższą żądaniom serca, tak długo pozostaniemy sfrustrowani, zdenerwowani, w depresji - tak będzie, o ile pierwszym etapem w każdym z planów nie będzie konstatacja, że zrobić nie można nic.
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
Ostatnio zmieniony przez Boru 10 Luty 2012, 18:55, w całości zmieniany 3 razy  
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 10 Luty 2012, 21:06   

Zdarzaja sie przypadki, kiedy ludziom cale zycie przelatuje przed oczami w wyniku "zagrozenia zycia". Dzieje sie tak dlatego, ze w trakcie zagrozenia calkowicie zostaje usuniety z umyslu czas i czlowiek zostaje z tym co jest, czyli z terazniejszoscia. Punkt polaczenia laczacy ze soba poszczegolne swietliste nici zostaje wytracony ze swojego stalego polozenia.Wszystkie zdarzenia zlewaja sie w jedna calosc, jednak trwa to zbyt krotko aby zlaczyc to na dobre.

To samo mialo miejsce podczas chrztu jakiego udzielal Jan Chrzciciel (Morfeusz ;) ). To byl chrzest pelen wrazen, dajacy przeblysk zycia poza matrixem :lol:
Podobny chrzest, lecz na skale globalna, bedzie mial miejsce juz wkrotce.
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
Ostatnio zmieniony przez Boru 10 Luty 2012, 21:14, w całości zmieniany 3 razy  
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 10 Luty 2012, 22:28   

Od 5:20 - cala filozofia gry w Icy Tower ;)
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 10 Luty 2012, 23:10   

Cytat:
To samo mialo miejsce podczas chrztu jakiego udzielal Jan Chrzciciel (Morfeusz ;) ). To byl chrzest pelen wrazen, dajacy przeblysk zycia poza matrixem :lol:


Ilustracja ;)

To typowy sposob dzialania wsrod "przebudzonych" :P Bedac pod opieka kogos takiego, trudno jest odroznic jawe od snu.
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
Ostatnio zmieniony przez Boru 10 Luty 2012, 23:12, w całości zmieniany 1 raz  
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 11 Luty 2012, 16:05   

Pisalem o tym, ze kiedy nieswiadomie sniacy czlowiek umiera, to przechodzi przez cos co mozna nazwac czysccem. Odczuwa na sobie to co zrobil innym, jednak przebywa on wtedy w swiecie szybciej wibrujacym, dlatego tez przezywa wszystko kilka razy intensywniej, ale kilka razy krocej.
Jesli poszczegolne ciala energetyczne czlowieka roznia sie od siebie czestotliwoscia i predkoscia wibracji, oraz kazde nastepne zawiera w sobie wczesniejsze, to scalajac je ze soba, mozna dowolnie zwalniac lub przyspieszac uplyw czasu.
Tak wiec ten motyw z omijaniem kul w matrixie jest jak najbardziej realny :P

Podobnie jest ze snami. Kiedy czlowiek spi, a w swiecie materialnym nastapi wystrzal petardy, to moze to wywolac sen w ktorym np. bral udzial w wyscigu na 1500 metrow, a kiedy dobiega do mety i sie budzi, slyszy echo petardy.

Jest to tez w pewnym sensie wyjasnienie, jak to sie dzieje, ze gracze kiedys spowalniajacy, doszli do podobnych wynikow bez spowalniania ;)
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
Ostatnio zmieniony przez Boru 11 Luty 2012, 19:30, w całości zmieniany 6 razy  
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 11 Luty 2012, 19:33   

Natknalem sie wczoraj na taki filmik:

Zwierciadla

Od 8:50 do 9:05 - potwierdzilo sie to co pisalem o gwiazdach nad czlowiekiem :P
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
Ostatnio zmieniony przez Boru 11 Luty 2012, 19:40, w całości zmieniany 1 raz  
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 12 Luty 2012, 16:14   

A co z opetaniami? Egzorcysta odprawiajacy modly nad zwijajacym sie z bolu i wrzeszczacym demonicznym glosem opetanym czlowiekiem.
Istoty o ktorych pisalem, stojace za calym tym matrixem nie sa tymi samymi, ktorzy sa odpowiedzialni za tego typu opetania. To jest dzielo roznych astralnych fraglesow i psychicznych bytow stworzonych przez ludzi.
Czlowiek moze sam stworzyc demona poprzez prowadzenie wewnetrzenego dialogu z samym soba, mysli sprzeczne z dzialaniami, czy slowami, oraz tlumienie w sobie negatywnych emocji.
To taka ciemna strona ludzkiej psychiki, ktora uzyskuje tymczasowa autonomie w dzialaniach, mogaca przenosic sie z jednego czlowieka na drugiego o pokrewnie wibrujacej energii. Moga byc obudzone lub znajdowac sie w fazie uspienia, budzac sie na okreslony impuls z zewnatrz. Wiekszosc ludzi jest nimi naszpikowana.
Jesli ktos swiadomie badz nieswiadomie boi sie lysych dresow, to bedzie ich przyciagal do siebie. Jesli jakas kobieta byla wykorzystywana i bita przez partnera, to moze przyciagnac kolejnego, ktory bedzie robil to samo.
Tym demonom nigdy nie jest dosc energii i moga rozrosnac sie do ogromnych rozmiarow, a czlowiek bedacy pod ich kontrola widzi swiat wylacznie poprzez ich filtr.
Sa one tworem chorej ludzkiej psychiki, a wiec nacechowane jego obawami, wiec jesli czlowiek uwazal okreslone symbole i rytualy za swiete, to bedzie reagowal histeria na ich widok.
Dochodzi wiec do groteskowych sytuacji, kiedy np. przedstawiciel kosciola katolickiego, organizacji zajmujacej sie zaawansowana czarna magia, ktora sama tworzy takie demoniczne stwory, egzorcyzmuje opetanych :P
Tak wiec ci "reptilianie" o ktorych pisalem, nie opetuja ludzi w ten sposob. Dali oni czlowiekowi ich wlasny umysl, tak, by widzial to czego oni chca, a jednym z efektow tego jest powstawanie roznych demonicznych bytow.
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
Ostatnio zmieniony przez Boru 12 Luty 2012, 16:19, w całości zmieniany 1 raz  
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 12 Luty 2012, 19:21   

Carlos Castaneda napisał/a:
Genaro natychmiast ruszył wzdłuż korytarza, wyginając plecy w łuk i unosząc kolana aż do piersi.
– Nagual Julian pokazał mu, jak się chodzi w ten sposób – szepnął don Juan. – Nazywa się to krok mocy. Genaro zna kilka różnych kroków mocy. Nie spuszczaj z niego wzroku.
Ruchy Genara były rzeczywiście hipnotyzujące. Po chwili odkryłem, że powtarzam jego krok, najpierw wzrokiem, a potem całym ciałem. Naśladowałem jego ruchy. Obeszliśmy dokoła patio i stanęliśmy.
Idąc zauważyłem, że każdy krok daje mi poczucie niezwykłej lekkości. Gdy się zatrzymaliśmy, znajdowałem się w stanie wyostrzonej uwagi. Słyszałem każdy dźwięk; wyczuwałem każdą zmianę światła i cieni dokoła mnie. Zadziwiło mnie wrażenie wyczekiwania na coś, co ma za chwilę nadejść. Czułem się niezwykle agresywny, silny i śmiały. Naraz zobaczyłem przed sobą olbrzymi, płaski teren; za plecami miałem las. Wielkie drzewa wznosiły się w górę jak ściana. Las był ciemnozielony i mroczny; równina z kolei zalana słońcem i żółta.
Oddychałem głęboko i dziwnie szybko, ale w normalny sposób. Jednak to właśnie rytm oddechu zmuszał mnie do dreptania w miejscu. Miałem ochotę biec, czy też raczej moje ciało tego pragnęło, ale gdy się podrywałem z miejsca, coś mnie powstrzymało.
Naraz obok mnie pojawili się don Juan i Genaro. Ruszyliśmy wzdłuż korytarza. Genaro znajdował się po mojej prawej stronie. Trącił mnie ramieniem i poczułem na sobie ciężar jego ciała. Lekko popchnął mnie w lewo i skręciliśmy, kierując się wprost na wschodnią ścianę patio. Przez chwilę miałem dziwne wrażenie, że przejdziemy przez tę ścianę i nawet przygotowałem się na zderzenie z nią, ale zatrzymaliśmy się o krok wcześniej.
Twarzą prawie dotykałem ściany. Obydwaj przyjrzeli mi się badawczo i bardzo dokładnie. Wiedziałem, czego szukają; chcieli się upewnić, czy przesunąłem swój punkt połączenia. Byłem pewien, że tak się stało, bo zmienił mi się nastrój. Oni najwyraźniej także o tym wiedzieli. Łagodnie wzięli mnie za ramiona i w milczeniu poprowadzili na drugi koniec korytarza, gdzie wąskie, ciemne przejście łączyło patio z resztą domu. Zatrzymaliśmy się tam. Don Juan i Genaro odsunęli się ode mnie o kilka stóp.
Od tej strony dom był pogrążony w cieniu. Zajrzałem do pustego, ciemnego pokoju. Fizycznie czułem się znużony, rozleniwiony, zobojętniały, a jednak miałem wrażenie duchowej mocy. Wtedy uświadomiłem sobie, że czegoś mi brakuje. W moim ciele nie było siły. Ledwo stałem. W końcu nogi ugięły się pode mną i usiadłem, a potem położyłem się na boku. Gdy tak leżałem, miałem cudowne, błogie myśli o miłości do Boga i wszystkiego, co dobre.
Naraz znalazłem się przed głównym ołtarzem w kościele. W blasku tysięcy świec lśniły pokryte złoceniami płaskorzeźby. Widziałem ciemne postacie mężczyzn i kobiet niosących olbrzymi krucyfiks. Usunąłem się na bok i wyszedłem z kościoła. W moją stronę zbliżało się mnóstwo ludzi, morze świec. Poczułem uniesienie. Poruszony głęboką miłością podbiegłem, by do nich dołączyć. Chciałem być z nimi, modlić się do Pana. Znajdowałem się zaledwie o kilka stóp od tłumu, gdy coś mnie stamtąd zabrało.
W następnej chwili znów byłem z don Juanem i Genarem. Stanęli po moich obu stronach i leniwie ruszyliśmy przez patio.
Następnego dnia podczas lunchu don Juan powiedział, że Genaro wykorzystał krok mocy, by popchnąć mój punkt połączenia i że udało mu się to, bo znajdowałem się w stanie wewnętrznego wyciszenia. Rzekł, że od dnia, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy, tłumaczył mi, iż punktem wyjścia wszystkiego, co robią widzący, jest zatrzymanie wewnętrznego dialogu. Nieustannie podkreślał, że to właśnie wewnętrzny dialog utrzymuje punkt połączenia w utrwalonej pozycji.
– Gdy osiągnie się wewnętrzną ciszę, wszystko staje się możliwe – rzekł.
Bardzo dobrze sobie uświadamiałem, iż w zasadzie przestałem mówić do siebie, ale nie miałem pojęcia, jak mi się udało tego dokonać. Gdyby ktoś mnie o to zapytał, nie potrafiłbym odpowiedzieć.
– Wyjaśnienie jest niezwykle proste – rzekł don Juan. – Użyłeś woli i stworzyłeś nową intencją, nowy rozkaz. A potem twoja wola stopiła się z wolą Orła . Jednym z najbardziej niezwykłych odkryć nowych widzących jest to, że nasza wola może się stać wolą Orła. Wewnętrzny dialog ustaje w ten sam sposób, jak się zaczyna: przez akt woli. Nasi nauczyciele zmuszają nas, byśmy zaczęli gadać do siebie. W proces tej nauki obie strony angażują swoją wolę, z tym, że nieświadomie. Gdy uczymy się gadać do siebie, uczymy się posługiwać wolą. Nasza wola każe nam gadać do siebie. Aby przestać to robić, należy użyć dokładnie tej samej metody: trzeba posłużyć się wolą, wytworzyć w sobie taką intencję.
Przez kilka minut milczeliśmy. Zapytałem don Juana, kogo miał na myśli, gdy mówił o nauczycielach, którzy kazali nam gadać do siebie.
– Mówiłem o tym, co dzieje się z ludźmi w dzieciństwie, w okresie, gdy wszyscy dokoła uczą nas powtarzać w nieskończoność dialog na własny temat. Ten dialog internalizuje się i to już wystarczy, by utrwalić pozycję punktu połączenia. Nowi widzący twierdzą, że dzieci mają setki nauczycieli, którzy uczą ich, gdzie dokładnie mają ustawić swój punkt połączenia.
Don Juan powiedział, że widzący widzą, iż u dzieci na początku położenie tego punktu nie jest trwałe. Ich wewnętrzne emanacje znajdują się w ciągłym ruchu, a punkt połączenia wędruje po całym ludzkim paśmie. Dlatego dzieci potrafią bez wysiłku skupiać się na emanacjach, które potem zostaną usunięte w cień. Później, w miarę jak dzieci dorastają, dorośli, którzy mają nad nimi znaczną władzę, zmuszają je, by przez coraz bardziej złożony wewnętrzny dialog utrwalały swój punkt połączenia w jednym miejscu. Ponieważ pozycja, w której punkt połączenia zostaje utrwalony, jest arbitralna, potrzebna jest siła, która będzie ją nieustannie utrwalać. Taką właśnie siłą jest proces wewnętrznego dialogu.
– W gruncie rzeczy wiele dzieci widzi – ciągnął don Juan. – Ale najczęściej są one uważane za dziwne i dokłada się wszelkich wysiłków, by je doprowadzić do normy, utrwalić pozycję ich punktu połączenia.
– A czy można byłoby zachęcać dzieci, żeby zachowały większą płynność punktu połączenia? – zapytałem.
– Tylko gdyby żyły pomiędzy nowymi widzącymi. W innym wypadku, podobnie jak dawni widzący, wpadłyby w pułapkę milczącej strony człowieka. A wierz mi, że to gorsze, niż kleszcze racjonalizmu.
Don Juan wyraził swój głęboki podziw dla ludzkiej umiejętności wprowadzania porządku w chaos emanacji Orła. Utrzymywał, że każdy z nas, na swój sposób, jest mistrzem magii i że nasza magia polega na utrzymywaniu punktu połączenia w niewzruszonej pozycji.
– Nacisk swobodnych emanacji – mówił – sprawia, że nasz punkt połączenia wybiera pewne emanacje i łączy je w zbitki, dzięki czemu powstaje sieć powiązań Umożliwiająca percepcję. To wynika z nakazu Orła, ale Baczenie, jakie nadajemy temu, co postrzegamy, jest naszą wolą, naszym darem magii.
Dodał, że w świetle tych wyjaśnień to, co Genaro zrobił ze mną poprzedniego dnia, było bardzo skomplikowane, a jednak niezmiernie proste. Było skomplikowane, bo wszyscy trzej musieliśmy się wykazać niesłychaną dyscypliną, żeby zatrzymać wewnętrzny dialog, osiągnąć stan podwyższonej świadomości i by jeden z nas mógł odejść daleko ze swoim punktem połączenia. Wyjaśnienie tych wszystkich skomplikowanych procedur jest bardzo proste: nowi widzący twierdzą, że ponieważ dokładna pozycja punktu połączenia jest arbitralna i została nam narzucona przez naszych przodków, można poruszyć ten punkt przy stosunkowo niewielkim wysiłku; gdy się on przesunie, wymusza nowe połączenia emanacji, a przez to nowy rodzaj percepcji.
– Kiedyś przesuwałem twój punkt połączenia podając ci rośliny mocy – mówił don Juan. – Rośliny mocy tak działają, ale głód, zmęczenie, gorączka i inne rzeczy mogą wywoływać podobny skutek. Przeciętny człowiek popełnia błąd uważając, że skutki takiego przesunięcia są wyłącznie mentalne. Sam możesz zaświadczyć, że to nieprawda.
Don Juan mówił, że w przeszłości mój punkt połączenia przesuwał się już wielokrotnie, podobnie jak poprzedniego dnia, ale światy, które wówczas tworzyłem, przeważnie były tak bliskie zwykłemu światu, iż można je było nazwać światami fantomów. Stanowczo stwierdził, że nowi widzący ignorują wszelkie tego typu wizje.
– Te wizje są wytworem ludzkiego inwentarza – ciągnął. – Nie mają wartości dla wojowników poszukujących absolutnej wolności, bo punkt połączenia wytwarza je przy przesunięciu w bok.
Umilkł i spojrzał na mnie. Wiedziałem, że przez “przesunięcie w bok" miał na myśli przemieszczenie punktu połączenia w poprzek ludzkiego pasma emanacji zamiast w głąb. Upewniłem się, czy się nie mylę.
– Właśnie o to mi chodziło – potwierdził. – Na obu brzegach ludzkiego pasma emanacji znajduje się dziwny skład odpadków, nieobliczalne sterty ludzkich śmieci. Jest to ponury, złowieszczy magazyn, który miał wielkie znaczenie dla dawnych widzących, ale nie dla nas. Nic łatwiejszego niż tam wpaść. Wczoraj Genaro i ja chcieliśmy dać ci szybki przykład takiego przesunięcia w bok i dlatego poruszyliśmy twój punkt połączenia chodząc, ale każdy człowiek może dotrzeć do tego magazynu po prostu zatrzymując swój wewnętrzny dialog. Jeśli przesunięcie jest minimalne, jego skutki tłumaczy się jako fantazje, jeśli jest znaczne, powstają halucynacje.
Poprosiłem, by wyjaśnił, na czym polega przesunięcie punktu połączenia przez chodzenie. Powiedział, że gdy wojownik zatrzyma wewnętrzny dialog i osiągnie spokój umysłu, dźwięk kroku mocy, bardziej niż jego widok, chwyta punkt połączenia w pułapkę. Rytm stłumionych kroków pobudza siłę łączenia emanacji wewnątrz kokonu, które zostały rozłączone przez wyciszenie umysłu.
– Ta siła natychmiast zaczepia się o krawędzie pasma – tłumaczył. – Po prawej stronie znajdują się nie kończące się wizje fizycznej aktywności, agresji, zabijania, zmysłowości. Po lewej znajdujemy duchowość, religię, Boga. Genaro i ja przesunęliśmy twój punkt połączenia w obydwie strony, by dać ci pełen obraz tych ludzkich śmieci.
Po chwili namysłu don Juan stwierdził, że jednym z najbardziej tajemniczych aspektów wiedzy widzących są niewiarygodne skutki wyciszenia umysłu. Gdy się osiągnie ten stan, więzy, które utrzymują punkt połączenia w konkretnym miejscu, zaczynają pękać i punkt może się przesunąć. Zazwyczaj przesuwa się on w lewo, gdyż większość ludzi w naturalny sposób preferuje ten kierunek, ale istnieją widzący, którzy potrafią pokierować ruchem tak, że punkt przesuwa się poniżej swego zwykłego położenia. Nowi widzący nazywają to położenie dolną pozycją.
– Widzącym także zdarza się przypadkowe przesunięcie w dół – mówił don Juan. – Na szczęście punkt połączenia nie pozostaje tam długo. Jest to położenie bestii. Schodzenie w dół jest niezwykle łatwe, ale przeciwne naszym interesom.
Wśród wielu błędów popełnianych przez dawnych widzących, jednym z najsmutniejszych było przenoszenie punktu połączenia w dół, co sprawiło, że stali się oni mistrzami w przybieraniu postaci zwierząt. Wybierali jakieś zwierzę jako punkt odniesienia i nazywali je swoim nagualem. Wierzyli, że przesuwając swój punkt połączenia w konkretne położenie mogą stać się podobni do wybranego zwierzęcia, zyskać jego siłę, mądrość, chytrość, zwinność czy okrucieństwo.
Don Juan zapewnił mnie, że nawet wśród współczesnych widzących można znaleźć wiele okropnych przykładów tego typu praktyk. Względna łatwość, z jaką punkt połączenia człowieka wędruje w dół, jest wielką pokusą dla widzących, a szczególnie dla tych, którzy mają skłonności w tym kierunku. Dlatego obowiązkiem naguala jest sprawdzać swoich wojowników.
Okazało się, że don Juan sprawdził mnie kiedyś, gdy znajdowałem się pod wpływem roślin mocy. Przesunął mój punkt połączenia w dół i prowadził go aż do chwili, gdy wychwyciłem pasmo emanacji wron, w wyniku czego zmieniłem się we wronę.
Znów zadałem don Juanowi pytanie, które słyszał już dziesiątki razy. Chciałem wiedzieć, czy fizycznie zmieniłem się we wronę, czy też tylko myślałem i czułem się jak ptak. Don Juan wyjaśnił, że przesunięcie punktu połączenia w dół zawsze powoduje zupełną transformację. Jeśli przy tym zostanie przekroczony pewien próg, świat znika, to znaczy przestaje być tym, czym jest na ludzkim poziomie.
Don Juan przyznał, że według wszelkich standardów transformacja, której uległem, była przerażająca. Moja reakcja na to doświadczenie przekonała go, że ten kierunek mi nie odpowiada. Gdyby było inaczej, potrzebowałbym olbrzymiej energii, by zwalczyć w sobie chęć pozostania w niższym obszarze; niektórzy widzący czują tam bardzo dobrze.
Powiedział dalej, że przypadkowe przesunięcie w dół od czasu do czasu przytrafia się każdemu widzącemu ale zdarza się to coraz rzadziej w miarę, jak punkt połączenia przesuwa się coraz bardziej na lewo. Jednak każdy taki wypadek znacznie zmniejsza moc widzącego. Jest to krok w tył i trzeba wiele czasu i wysiłku, by zniwelować jego skutki.
– Takie wypadki sprawiają, że widzący wpadają w ponury nastrój i stają się małostkowi – ciągnął – a w pewnych wypadkach krańcowo racjonalni.
– Jak można tego uniknąć?
– Wszystko zależy od samego wojownika. Niektórzy na przykład ty, mają naturalne skłonności do folgowania swoim zachciankom. Ci są w pewien sposób poszkodowani. Takim wojownikom, podobnym do ciebie, zalecam dwudziestoczterogodzinne czuwanie we wszystkim co robią. Zdyscyplinowani mężczyźni i kobiety są mniej podatni na takie przesunięcie. Im zalecam jedynie dwadzieścia trzy godziny czuwania.
Spojrzał na mnie z błyskiem w oku i zaśmiał się.
– Kobietom takie przesunięcie zdarza się częściej niż mężczyznom – podjął. – Ale potrafią one odbić się od tej pozycji bez żadnego wysiłku, podczas gdy mężczyźni pozostają tam niebezpiecznie długo.
Powiedział jeszcze, że widzące kobiety mają niezwykłą zdolność utrwalenia swojego punktu połączenia w dowolnym miejscu poniżej jego zwykłej pozycji. Mężczyźni tego nie potrafią. Obdarzeni są trzeźwością umysłu i celowością działania, ale mają bardzo niewiele talentu. Właśnie dlatego nagual musi mieć w swojej grupie aż osiem kobiet, bo to one dają impuls do przekroczenia ogromu nieznanego. Oprócz tej naturalnej umiejętności, albo może właśnie dzięki niej, kobiety są dzikie i intensywne, dlatego bez trudu potrafią się wcielać w postacie zwierząt, demonstrując przy tym gwałtowność usposobienia i niezrównane okrucieństwo.
– Gdy myślisz o czymś przerażającym – ciągnął don Juan – co czai się w mroku i nie ma żadnej nazwy, nie wiedząc o tym myślisz o widzącej kobiecie, która utrzymuje swój punkt połączenia w dolnej pozycji. Tam właśnie kryje się prawdziwa groza. Jeśli kiedykolwiek spotkasz widzącą kobietę, która zbłądziła na te ścieżki, uciekaj jak najdalej!
Zapytałem, czy inne organizmy też potrafią przesuwać swój punkt połączenia.
– Ich punkty połączenia mogą się przesuwać – odrzekł – ale nie jest to zależne od ich woli.
– Czy punkt połączenia innych organizmów także został wyszkolony w utrzymywaniu stałej pozycji?
– Każdy nowo narodzony organizm przechodzi jakieś szkolenie. My możemy nie rozumieć, jak przebiega taka nauka – w końcu nie rozumiemy nawet, jak się to stało z nami – ale widzący widzą, że nowo narodzonym każe się robić to, co robi ich gatunek. Dokładnie to samo dzieje się z ludzkimi dziećmi: widzący widzą, jak ich punkty połączenia wędrują we wszystkie strony, a potem pod wpływem obecności dorosłych utrwalają się na jednym miejscu. To samo dzieje się ze wszystkimi innymi organizmami.
Don Juan zastanawiał się przez chwilę, a potem dodał, że ludzki punkt połączenia ma w gruncie rzeczy jedną wyjątkową cechę. Wskazał na drzewo obok domu.
– Gdy my, jako poważni, dorośli ludzie, patrzymy na to drzewo – powiedział – nasze punkty połączenia łączą ze sobą nieskończenie wiele emanacji i osiągają cud. Nasze punkty połączenia sprawiają, że postrzegamy zbitkę emanacji, którą nazywamy drzewem.
Wyjaśnił, że punkt połączenia jest odpowiedzialny nie tylko za łączenie emanacji, bez czego nie byłoby percepcji, ale też za ignorowanie niektórych połączeń, aby naszą percepcję uszlachetnić i oczyścić. Jest to sprytny ludzki manewr, który nie ma odpowiednika u żadnych innych istot.
Nowi widzący zauważyli, iż tylko ludzkie istoty potrafią składać zbitki emanacji w większe całości. Don Juan porównał ten proces do zbierania najsmakowitszej śmietanki z powierzchni przegotowanego, schłodzonego mleka. Użył przy tym hiszpańskiego słowa desnate oznaczającego odtłuszczanie. Podobnie w procesie percepcji ludzki punkt połączenia gromadzi część emanacji uprzednio wyselekcjonowanych do połączenia i tworzy z nich smakowitszą całość.
– Oczyszczone wytwory ludzkiej percepcji – ciągnął don Juan – są bardziej realne niż to, co postrzegają inne istoty. I tu wpadamy w pułapkę. Te konstrukcje są dla nas tak realne, że zapominamy, iż stworzyliśmy je rozkazując naszym punktom połączenia pozostawać w określonym miejscu. Zapominamy, że są dla nas realne tylko dlatego, że naszą wolą jest postrzegać je jako realne. Potrafimy zbierać śmietankę z połączeń emanacji, ale nie mamy mocy, by chronić się przed własną wolą. Tego trzeba się nauczyć. Opieranie się na naszej oczyszczonej percepcji, jak to zwykle czynimy, jest błędem w osądzie, za który płacimy równie drogo, jak dawni widzący za swoje błędy.
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
Ostatnio zmieniony przez Boru 12 Luty 2012, 19:26, w całości zmieniany 1 raz  
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 12 Luty 2012, 20:17   

Carlos Castaneda napisał/a:
(...)przed moimi oczami pojawił się czarny świat. Nie oznacza to, że było ciemno jak w nocy, tylko że wszystko, co mnie otaczało, przybrało smoliście czarną barwę. Spojrzałem na niebo, ale nigdzie nie zauważyłem światła. Niebo także było czarne, pokryte liniami i nieregularnymi kręgami w różnych odcieniach czerni. Wyglądało jak czarny kawałek drewna z wypukłymi słojami.
Opuściłem wzrok na podłoże. Było puszyste, jakby zrobione z płatków agaru; te płatki nie były ani matowe, ani lśniące. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziałem: czarny agar.
Wtedy usłyszałem głos widzenia. Mówił, że mój punkt połączenia zbudował kompletny świat z emanacji innego pasma: czarny świat.
Chciałem wchłonąć każde słowo, jakie słyszałem; w tym celu musiałem podzielić uwagę. Głos umilkł i znów skupiłem wzrok. Stałem z don Juanem o kilka przecznic od rynku.
Natychmiast poczułem, że nie mam czasu na odpoczynek i nie ma sensu folgować sobie czując się wstrząśniętym. Zebrałem wszystkie siły i zapytałem don Juana, czy zrobiłem to, czego po mnie oczekiwał.
– Dokonałeś dokładnie tego, o co mi chodziło – upewnił mnie. – Wróćmy na rynek i przejdźmy się po nim jeszcze raz, ostatni raz na tym świecie.
Nie chciałem myśleć o odejściu don Juana, więc zapytałem go o czarny świat. Niejasno przypominałem sobie, że już go kiedyś widziałem.
– Ten świat jest najłatwiej zbudować – rzekł. – Ze wszystkiego, czego doświadczyłeś, tylko ten czarny świat się liczy. Jest to jedyne prawdziwe połączenie emanacji innego wielkiego pasma, jakiego dotychczas udało ci się dokonać. Cała reszta była wynikiem bocznego przesunięcia w granicach pasma ludzkiego, co oznacza, że pozostawałeś w obrębie tego samego wielkiego pasma. Ściana mgły, równina z żółtymi wydmami, świat zjaw – wszystko to boczne połączenia, jakie nasz punkt połączenia wytwarza zbliżając się do bariery.
Ruszyliśmy z powrotem w stronę rynku. Don Juan wyjaśniał, że jedną z dziwnych właściwości czarnego świata jest to, iż nie występują w nim emanacje, które w naszym świecie odpowiedzialne są za czas. Za to istnieją tam inne emanacje, które wytwarzają inny skutek. Widzący, którzy trafiają do czarnego świata, mają wrażenie, że spędzili w nim wieczność, ale po powrocie do naszego świata okazuje się, że była to tylko chwila.
– Czarny świat jest okropny, bo postarza ciało – rzekł z naciskiem.
Poprosiłem, by mi to wyjaśnił. Zwolnił kroku, przyjrzał mi się i przypomniał, że Genaro próbował mi to kiedyś wytłumaczyć na swój bezpośredni sposób, mówiąc, że spędziliśmy całą wieczność w piekle, chociaż w świecie, który znamy, nie minęła nawet minuta.
Don Juan przyznał, że w młodości popadł w obsesję na punkcie czarnego świata. W obecności dobroczyńcy zastanawiał się, co by się z nim stało, gdyby pozostał tam przez jakiś czas. Ale ponieważ dobroczyńca nie lubił wyjaśnień, po prostu wrzucił don Juana w czarny świat i pozwolił mu to sprawdzić.
– Moc naguala Juliana była tak niezwykła – mówił don Juan – że wróciłem z czarnego świata dopiero po kilku dniach.
– Czy chcesz powiedzieć, że minęło kilka dni, zanim udało ci się przesunąć punkt połączenia z powrotem do zwykłej pozycji?
– Tak, właśnie to chcę powiedzieć.
Wyjaśnił, że przez tych kilka dni, gdy błąkał się zagubiony w czarnym świecie, postarzał się co najmniej o dziesięć lat, jeśli nie więcej. Emanacje we wnętrzu jego kokonu były wyczerpane jak po wielu latach samotnych wysiłków.
Zupełnie inaczej było z Siviem Manuelem. Nagual Julian także i jego wrzucił w nieznane, ale Silvio Manuel użył innego pasma i zbudował świat, w którym również nie było emanacji czasu, lecz wywierał on na widzących odwrotny wpływ. Silvio Manuel zniknął na siedem lat, ale miał wrażenie, jakby nie było go tylko przez chwilę.
– Budowanie innych światów nie jest tylko kwestią praktyki; także intencji – ciągnął don Juan. – I nie chodzi tu jedynie o to, by się wyćwiczyć w wyskakiwaniu z nich tak sprawnie, jakby ktoś cię wyciągał na gumce. Widzący musi być odważny. Gdy raz przekroczysz barierę percepcji, nie musisz wracać do tego samego miejsca w świecie. Rozumiesz, co chcę powiedzieć?
Powoli zaczynałem rozumieć, co to oznacza. W pierwszej chwili zachciało mi się śmiać z tak niedorzecznej koncepcji, ale zanim przekształciła się ona w pewność, don Juan znów się odezwał i to, co miałem sobie właśnie przypomnieć, przepadło.
Powiedział, że dla wojowników niebezpieczeństwo budowania innych światów polega na tym, że te światy są równie zaborcze jak nasz. Siła łączenia jest tak wielka, że gdy punkt połączenia wyrwie się ze swego zwykłego położenia, nowe połączenia zatrzymują go w innych miejscach. Wojownicy ryzykują zagubienie w niewyobrażalnej samotności.
Ciekawska, racjonalna część mojego umysłu zauważyła od razu, że skoro widziałem don Juana w czarnym świecie jako świetlistą kulę, znaczy to, że można tam pójść w towarzystwie innych ludzi.
– Tylko w przypadku, gdy ktoś tam pójdzie za tobą, przesuwając swój punkt połączenia w tej samej chwili, co ty – wyjaśnił. – Ja przesunąłem swój, by ci towarzyszyć; gdyby nie to, znalazłbyś się tam sam ze sprzymierzeńcami.
Zatrzymaliśmy się i don Juan rzekł, że czas już na mnie.
– Chcę, abyś pominął wszystkie boczne przesunięcia – powiedział – i przeszedł bezpośrednio do najbliższego kompletnego świata: do czarnego świata. Za kilka dni będziesz musiał powtórzyć to samodzielnie. Zabraknie ci czasu na zastanawianie się. Będziesz musiał to zrobić, by uniknąć śmierci.
Stwierdził, że przekraczanie bariery percepcji jest kulminacją wszystkich osiągnięć widzących. Po przekroczeniu tej bariery człowiek i jego los nabierają dla wojownika nowego znaczenia. Ponieważ to przekroczenie ma transcendentalne znaczenie, nowi widzący traktują je jako ostateczny test. Polega on na skoku ze szczytu góry w przepaść w stanie normalnej świadomości. Jeśli wojownik w trakcie skoku nie wymaże zwykłego świata i nie złoży innego, zanim dosięgnie dna przepaści, ginie.
– Musisz sprawić, by ten świat zniknął – ciągnął don Juan – ale musisz przy tym pozostać sobą. To jest ostatni bastion świadomości, ten, na który liczą nowi widzący. Wiedzą, że gdy spali ich ogień świadomości, w jakiś sposób zachowają tożsamość.
Uśmiechnął się i wskazał na ulicę, którą widzieliśmy przed sobą – tę samą, na której Genaro zademonstrował mi tajemnicę połączenia.
– Ta ulica, podobnie jak każda inna, prowadzi do wieczności. Musisz tylko pójść nią w absolutnej ciszy. Już czas. Ruszaj! Ruszaj!
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 12 Luty 2012, 20:39   

Dynamo Jack :D
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 13 Luty 2012, 00:18   

Eckhart Tolle napisał/a:
To, co widzisz i słyszysz, co smakujesz i wąchasz, czego
dotykasz, to oczywiście przedmioty postrzegania zmysłowego.
Są one tym, czego doświadczasz . Ale kim jest podmiot,
ów doświadczający? Jeśli na przykład powiesz teraz : „Oczywiście,
to ja, Jane Smith, starsza księgowa, Amerykanka,
czterdziestopięcioletnia rozwiedziona matka dwojga dzieci,
jestem tym podmiotem, doświadczającym", nie będziesz
mieć racji . Jane Smith i wszystko, co zostało utożsamione
z tym mentalnym pojęciem, to tylko przedmioty doświadczenia,
a nie doświadczający podmiot.
Każde doświadczenie zawiera trzy możliwe składniki :
wrażenia zmysłowe, myśli lub obrazy mentalne oraz emocje.
Jane Smith, czterdziestopięcioletnia rozwódka, matka
dwojga dzieci, Amerykanka-wszystko to są myśli i dlatego
stanowią część twojego doświadczenia w chwili, gdy owe
myśli myślisz . One same i wszystko, co możesz powiedzieć
lub pomyśleć o sobie, to przedmioty, nie podmiot . To doświadczenie,
nie doświadczający. Możesz dodawać jeszcze
tysiące określeń (myśli) opisujących, kim jesteś, i dzięki
temu z pewnością powiększysz złożoność doświadczenia
samego siebie (a zarazem również honorarium swojego
psychiatry), lecz w ten sposób nie odnajdziesz podmiotu,
owego doświadczającego, który znajduje się przed wszelkim
doświadczeniem, lecz bez którego nie byłoby żadnego
doświadczenia.
Kim więc jest ów doświadczający? To ty . A kim ty jesteś?
Świadomością. Czym jest świadomość? Na to pytanie nie
można odpowiedzieć . W chwili gdy udzielasz odpowiedzi, już
dokonałeś jej sfałszowania, zamieniłeś ją w kolejny przedmiot.
Świadomości, określanej tradycyjnym terminem spiritus,
nie można poznać w zwykłym rozumieniu tego słowa,
a szukanie jej jest daremne. Cała wiedza mieści się w sferze
dualizmu : podmiot i przedmiot, poznający i poznawany.
Podmiot, ja, ów poznający, bez którego nic nie mogłoby być
poznane, postrzeżone, pomyślane lub doznane, musi na zawsze
pozostać niepoznawalne . Jest tak dlatego, że owo ja
nie ma formy . Tylko formy można poznawać, lecz gdyby nie
istniał wymiar bezpostaciowości, nie byłoby świata form .
Świat ten rozbłyskuje bowiem i gaśnie w świetlistej przestrzeni.
Ta przestrzeń to życie, którym JA JESTEM . Jest
ona ponadczasowa. JA JESTEM ponadczasowy, wieczny .
Wszystko, co dzieje się w tej przestrzeni, jest względne
i tymczasowe : przyjemność i ból, zysk i strata, narodziny
i śmierć .
Największą przeszkodą w odkrywaniu przestrzeni wewnętrznej,
w odnajdywaniu doświadczającego, jest to, że
tak silnie zaczynasz się angażować w doświadczenie, iż gubisz
w nim siebie. To znaczy świadomość gubi się we własnym
śnie . Każda myśl, każda emocja i każde przeżycie
pochłaniają cię tak bardzo, że w rzeczywistości znajdujesz
się w stanie podobnym do snu . Od tysięcy lat w takim stanie
żyje cała ludzkość .
Mimo że nie da się poznać świadomości, możesz stać się
jej świadomym tak jak samego siebie . Możesz odczuć ją
bezpośrednio w każdej sytuacji, niezależnie od tego, gdzie
jesteś . Możesz poczuć ją tu i teraz jako tę właśnie Obecność,
przestrzeń wewnętrzną, w której odbierasz słowa na
tej stronie i w której stają się one myślami . To twoje podstawowe
JA JESTEM! Słowa, które czytasz i o których myślisz,
to pierwszy plan, a JA JESTEM to podłoże, tło każdego doświadczenia,
uczucia, każdej myśli .

Oddech

Odkrywaj przestrzeń wewnętrzną, tworząc luki w strumieniu
myśli . Bez tych luk twoje myślenie staje się monotonne,
jałowe, pozbawione twórczej iskry, a więc takie jak
u większości ludzi na tej planecie. Nie staraj się przedłużać
tych luk w czasie . Wystarczy kilka sekund . Stopniowo same
będą stawać się coraz dłuższe, bez żadnego wysiłku z twojej
strony. Ważniejsza niż długość jest ich częstotliwość -
niech twoje codzienne czynności i strumień myśli przeplatane
będą owymi lukami.

Niedawno ktoś mi pokazał rocznicową broszurkę pewnej
organizacji duchowej . Gdy ją przeglądałem, wrażenie na
mnie wywarł szeroki wybór ciekawych seminariów i warsztatów.
Przyszedł mi na myśl stół szwedzki, gdzie można
wybierać spośród mnóstwa kuszących dań . Ta osoba spytała
mnie, czy mógłbym jej polecić jeden lub dwa kursy .
„Nie wiem - odparłem. - Wszystkie wyglądają bardzo interesująco.
Wiem jedno-dodałem . -Jak najczęściej, kiedy
tylko sobie o tym przypomnisz, zwracaj uwagę na swój oddech.
Rób tak przez cały rok, a przyczyni się to do twojej
przemiany bardziej niż jakikolwiek z tych kursów . 1 to za
darmo'.
Zwracanie uwagi na własny oddech odciąga uwagę od
myślenia i tworzy przestrzeń . To jeden ze sposobów wyostrzania
świadomości . Chociaż pełnia świadomości już
istnieje w swej nieprzejawionej postaci, to my mamy wprowadzać
świadomość w ów wymiar .
Zwracaj uwagę na swoje oddychanie. Zauważaj wrażenia,
jakie się wtedy pojawiają . Poczuj, jak powietrze wchodzi
do twojego ciała i z niego wychodzi ; jak podczas wdechu
i wydechu lekko unosi się i opada klatka piersiowa
i brzuch . Jeden świadomy oddech wystarczy, aby wytworzyć
trochę przestrzeni tam, gdzie wcześniej płynął nieprzerwany
strumień myśli. Jeden świadomy oddech (a jeszcze
lepiej : dwa lub trzy) wykonywany wiele razy dziennie, to doskonały
sposób wnoszenia przestrzeni w twoje życie . Nawet
jeśli przez dwie godziny lub dłużej stosowałeś medytację
oddechową, co niektórzy robią, w zupełności wystarczy
uświadomić sobie jeden swój oddech, bo to zawsze jest
możliwe. Reszta to wspomnienia lub antycypacja, czyli myślenie.
Oddychanie nie jest w zasadzie tym, co robisz, lecz
tym, czego jesteś świadkiem, gdy trwa . Oddychanie odbywa
się samoczynnie . Wykonuje je inteligencja znajdująca się
w ciele. Wystarczy, że się temu przyglądasz . Nie potrzeba
żadnego napięcia ani wysiłku . Zauważ także krótkie zamieranie
oddechu, a zwłaszcza nieruchomy punkt na końcu
wydechu, zanim znowu zaczynasz nabierać powietrza .
U wielu osób oddech jest nienaturalnie płytki . Im uważniej
śledzisz swoje oddychanie, tym więcej odzyska ono
naturalnej głębi .
Ponieważ sam oddech nie ma żadnej formy, od dawien
dawna stawiano znak równości między nim a duchem -
bezpostaciowym jedynym tyciem . „Pan Bóg ulepił człowieka
z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia,
wskutek czego stał się człowiek istotą żywą" *. Niemieckie
słowo oznaczające oddychanie - atmen- pochodzi od starohinduskiego
(sanskryckiego) słowa Atman, które opisuje
boskość w człowieku, czyli wewnętrznego Boga .
Fakt, że oddech nie ma żadnej formy, to jedna z przyczyn,
dla których świadome oddychanie jest wyjątkowo
skuteczną metodą wnoszenia przestrzeni w nasze życie,
poszerzania świadomości . Jest ono doskonałym obiektem
medytacji właśnie dlatego, że nie jest rzeczą, że nie ma
kształtu ani formy. Inny powodem jest to, że oddychanie to
jedno z najbardziej subtelnych i na pozór mało znaczących
zjawisk, „to najmniejsze", które według słów Nietzschego
daje „najlepsze szczęście". To, czy praktykujesz świadome
oddychanie jako medytację formalną, zależy od ciebie .
Taka medytacja nie zastępuje jednak wnoszenia świadomości
przestrzeni do naszego codziennego życia .
Zwracanie uwagi na własny oddech zmusza do przebywania
w chwili obecnej, co jest podstawowym warunkiem
wszelkiej przemiany wewnętrznej . Zawsze gdy skupiasz
uwagę na oddychaniu, całkowicie znajdujesz się w teraź-
niejszości . Możesz także zauważyć, że nie potrafisz jednocześnie
myśleć i skupiać się na oddechu . Świadome oddychanie
zatrzymuje myślenie . Daleko ci jednak do tego,
abyś był wówczas w transie lub w półśnie - jesteś w pełni
przebudzony i bardzo czujny. Nie popadasz w stan otępiałego
myślenia, lecz wznosisz się ponad myślenie . A jeśli się
głębiej zastanowisz, stwierdzisz, że te dwa stany-całkowite
wejście w chwilę obecną i wyciszenie myślenia bez utraty
świadomości- są w rzeczywistości jednym i tym samym :
tworzeniem przestrzeni wewnętrznej .
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 13 Luty 2012, 14:43   

Wracajac do tych "opetan".

Wlasnie dlatego ludzie z problemami psychicznymi nie powinni sie zajmowac takimi rzeczami jak wychodzenie z ciala, poniewaz wszystko to co czlowiek ma w srodku, wszystkie projekcje myslowe, obawy i "schizy" uzewnetrzniaja sie poza cialem jako realne byty. Spirala strachu nakreca sie dalej sama.
Tak wiec najpierw zabrac sie za rozpuszczanie wszelkich klebowisk myslowych i "demonow", zycie w terazniejszosci, nieustanna swiadomosc oddechu i calego ciala, czego rezultatem automatycznie stanie sie wyostrzenie swiadomosci, zachowanie jej podczas snu, w nocy i w dzien.

Zdarzaja sie przypadki, kiedy jakis narkoman zabiera sie za OOBE, tarota i wszystko co tylko sie da, przyciaga do siebie jakies brudy, efektem tego sa koszmarne halucynacje i "opetanie". Nastepnie zostaje wyegzorcyzmowany, a pozniej taki koles wystepuje jako ekspert przestrzegajacy mlodzez przed "okultyzmem". Smiechu warte.
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
Ostatnio zmieniony przez Boru 13 Luty 2012, 15:03, w całości zmieniany 3 razy  
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 13 Luty 2012, 15:59   

Cytat:
czego rezultatem automatycznie stanie sie wyostrzenie swiadomosci, zachowanie jej podczas snu, w nocy i w dzien.


Ilustracja :P
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 13 Luty 2012, 21:46   

Biblioteka z Nag Hammadi - przetlumaczone na jezyk polski 12 starozytnych, gnostyckich tekstow.
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 14 Luty 2012, 00:43   

Fragment "Apokryfu Jana" przedstawiajacego historie powstania Demiurga/Architekta (wyniklego z bledu Madrosci/Wyroczni), archontow/agentow i matrixa przez nich stworzonego. Slowa podyktowane Janowi przez Jezusa:

Cytat:
(25) Mądrość (Sophia) Myślenia (Epinoia), ponieważ jest także eonem, myślała
w swoim myśleniu razem z myślą niewidzialnego Ducha i pierwszej Gnozy (prognosis).
Postanowiła objawić rodzaj obrazu siebie, jednak bez zgody Ducha (30), bo
na to się nie zgodził, i bez jej partnera oraz bez jego zastanowienia. Strona jej męskiej
osobowości nie zgodziła się (na to), nie znalazła swego partnera. Pomyślała więc
bez zgody Ducha (35) i wiedzy swego partnera i wyprowadziła (ów obraz). (10,1)
Z powodu niepokonanej mocy, która jest w niej, jej myśl nie pozostała bezczynna
i objawił się z niej jej twór niedoskonały, był bowiem różny od jej postaci (5), bo
stworzyła go bez (udziału) swego współtowarzysza. Był to twór niepodobny do wyglądu
swej matki, miał inną postać. Gdy spojrzała na swą wolę, która się urzeczywistniła,
jej (twór) odmienił swój wygląd na podobieństwo smoka o głowie lwa. Jego
oczy (10) były jak ogień, rzucając błyskawicami, wysyłały światłość. Odrzuciła
go daleko od siebie, z dala od tych miejsc, aby nikt z nieśmiertelnych nie mógł go
oglądać, bo stworzyła go w braku gnozy. Otoczyła go (15) świetlistym obłokiem,
ustawiła tron w środku obłoku, aby nikt nie mógł go widzieć, poza Duchem świętym,
którego nazywa się „matką żyjących”. Nazwała go też jego imieniem Jaldabaoth.
Ten (20) to jest pierwszym archontem. To on otrzymał od swej matki wielką moc
i oddalił się od niej. Przebywał zaś z dala od miejsc, na których został stworzony.
Umocnił się i stworzył sobie inne eony (25) z płomieni świetlistego ognia, który
(jeszcze) istnieje teraz. Był zdumiewający w swoim obłędzie, jaki się w nim znalazł.
I stworzył sobie moce. Pierwszą jest ta, której imię Athoth, nazywa się ją pokoleniem
(30) [żniwiarzy sierpem]. Drugą jest Harmas, którą jest [oko] pożądania, trzecią jest
Kalila-Umbri, czwartą jest Jabel, piątą jest Adonaiu, którego nazywa się także Sabaoth,
szóstą jest Kain (35), którego pokolenie ludzi nazywa „słońcem”, siódmą mocą
jest Abel, ósmą Abrisene, dziewiątą Jobel. (11,1) Dziesiątą mocą jest Armupiel, jedenastą
jest Melcheir-Adonein, dwunstastą jest Belias, on jest tym, który jest nad głębią
otchłani. Ustanowił siedmiu królów (5), odpowiednio (do liczby) firmamentów
niebieskich, nad siedmioma niebiosami i pięciu nad głębokością otchłani, aby panowali.
Rozdzielił wśród nich swój ogień, ale nie wysłał im mocy światła, którą otrzymał
od swojej matki (10). Jest ona bowiem nie mającą wiedzy ciemnością. Światło
zaś, gdy się miesza z ciemnością, sprawia, że ciemność świeci. Gdy zaś ciemność mieszała
się ze światłem, sprawiła, że światło stało się ciemne. Nie pojawiło się wtedy
ani światło, ani ciemność, a światłość stała się (15) zamglona. Archont zaś, który jest
chory, ma trzy imiona. Pierwszym imieniem jest Jaldabaoth, drugim Saklas, trzecim
zaś Samael. Jest obłędny w swoim niewiedzy, która w nim jest. Bo powiedział (20):
„Ja jestem Bogiem, i nie ma innego Boga poza mną” (por. Iz 45,5). Był w stanie
niewiedzy co do swojej mocy (oraz) miejsca, skąd przybył.
Archonci stworzyli sobie siedem mocy, a moce stworzyły sobie sześciu aniołów
(25) dla każdego, aż powstało trzysta sześćdziesiąt pięć aniołów. Te zaś są według
nazw ciała: pierwszym jest Athoth i ma twarz owcy, drugim jest Eloaiu i ma twarz
osła, trzecim jest Astaphaios i ma [twarz hieny], czwartym (3) jest Jao i ma twarz
[smoka] o siedmiu głowach, piąty jest Sabaoth i ma twarz smoka, szósty jest Adonin
i ma twarz małpy, siódmy jest Sabbede i ma twarz ognia, które świeci i jest to (35)
siódemka tygodnia. Jaldabaoth miał jednak mnóstwo (12,1) postaci (prosopon), tkwi
wśród nich wszystkich w takim stopniu, że jest w stanie wejść do jakiejkolwiek twarzy
wśród nich wszystkich według swej woli, pozostając jednocześnie pośrodku serefinów.
Podzielił (5) wśród nich swój ogień, dlatego stał się ich władcą. Z powodu
mocy chwały ma światłość swej matki. Dlatego nazwał siebie samego „Bogiem”. Nie
był jednak posłuszny wobec (10) miejsca, z którego przyszedł. Złączył się z potęgami,
które przy nim były, z siedmioma mocami, (według) swojego myślenia. I według
tego, co powiedział, stało się. I nadał imię każdej mocy z osobna. Rozpoczął (15) od
najwyższego. Pierwszą jest Dobroć (chrestos), przy pierwszej (mocy) Athoth. Drugą
jest Opatrzność (pronoia) przy drugiej (mocy) Elolaio. Trzecią jest Bóstwo, przy trzeciej
(mocy) Astrophaio. Czwartą jest (20) Panowanie, przy czwartej (mocy) Jao. Piątą
jest Królestwo, przy piątej (mocy) Sabaoth. Szóstą jest Pożądanie, przy szóstej (mocy)
Adonein. Siódmą jest Mądrość przy siódmej (mocy) (25) Sabbateon. (Moce) te
mają firmament odpowiednio do nieba eonu. Zostały nazwane według wspaniałości
tych, które są w niebie dla zniszczenia samych mocy. Imiona, które zostały im dane
przez Archigenetora (30), same zawierały już moc. Imiona zaś, które zostały im nadane
według wspaniałości tych, którzy są w niebie, stały się dla nich zamieszaniem
i odebraniem ich mocy. Dlatego miały dwa imiona. Każdą rzecz uporządkował {IV,
20,11–12}. Następnie, gdy wszystko stworzył, [uporządkował] według wzoru pierwszych
(35) eonów, które powstały, aby mógł je stworzyć (13,1) według wzoru niezniszczalności.
Ale nie dlatego, że widział niezniszczalność, ale dlatego, że moc, która
w nim była, a którą przyjął od swej matki, wytworzyła w nim podobieństwo (5)
(owego wyższego) porządku. Gdy zobaczył stworzenie, które otaczało go i mnóstwo
aniołów wokół niego, którzy wywodzili się z niego, rzekł do nich: „Ja tylko jestem
Bogiem zazdrosnym i nie ma innego boga prócz mnie”. Ale gdy to (10) ogłosił, wska
zał aniołom, który są przy nim, że istnieje inny Bóg. Bo jeśliby nie było innego, to
wobec kogo miałby być zazdrosny?
Matka zaczęła się poruszać tu i tam. Poznała błąd, gdy (15) blask jej światła się
zmniejszył. Stała się ciemna, bo jej partner się z nią nie zgadzał. Ja jednak zapytałem:
„Panie, (co znaczy), poruszała się tu i tam”. Uśmiechnął się i rzekł: „Nie myśl,
jak to powiedział (20) Mojżesz, „ponad wodami”. Nie, ale gdy zobaczyła zło, które
stało się, kradzież, którą dokonał jej syn, żałowała. A gdy spadła na nią niewiedza, w
ciemności (25) braku poznania, zaczęła się wstydzić. {IV, 21,13–14: Nie miała
odwagi} wrócić, w ruchu (takim) poruszała się tu i tam. I ruch ten odbywał się tu
i tam. Samolubny (Authades) wziął moc od swej matki, (ale) był nieświadomy tego,
bo myślał, że nie istnieje tam żadna inna (moc) poza tą (30) siłą jego matki. A gdy
zobaczył mnóstwo aniołów, które stworzył, wyniósł się ponad nich. Gdy matka poznała,
że zasłona ciemności nie była doskonała, poznała również, że (35) jej partner
nie zgadzał się z nią. I żałowała (14,1) (swego błędu) w wielkim płaczu. Cała Pełnia
(Pleroma) usłyszała jej modlitwę żalu (metanoia) i (wszyscy) wznieśli dziękczynienie
za nią, przed niewidzialnego dziewiczego (5) Ducha. {IV, 22,5–7: I (Duch) się
zgodził. A gdy niewidzialny Duch się zgodził} wylał na nią ducha świętego (pochodzącego)
z całej Pełni (Pleroma). Bo jej partner nie przyszedł do niej (sam od siebie),
ale przyszedł do niej przez Pełnię (pleroma) po to, aby móc naprawić jej brak.
Zabrano ją do góry (10), ale nie do jej własnego eonu, ale do nieba jej syna, aby pozostała
w Dziewiątym aż do chwili, gdy naprawi swój brak. I rozległ się głos z wysokości
wyniosłych eonów: „Istnieje człowiek (15) i syn człowieczy”. A pierwszy
archont, Jaldabaoth usłyszał to i sądził, że głos ten pochodzi od jego matki. I nie
wiedział, skąd pochodzi. Zaś święty i doskonały Matkoojciec (metropator) pouczył
ich, także doskonała Pronoia, obraz Niewidzialnego, ten, który jest Ojcem wszystkiego,
przez którego wszystko powstało, pierwszy człowiek, bo w postaci (typos)
ludzkiej (adreos) objawił się jego obraz.
Cały (25) eon pierwszego archonta zadrżał a podstawy otchłani poruszyły się.
A przez wody, te, które są nad materią (hyle), zabłysła ta strona przez objawienia jego
odbicia, która (30) została ujawniona. Gdy zaś wszystkie moce i pierwszy archont
spojrzeli, ujrzeli całą część dolnej strony, która błyszczała. Poprzez światło zaś zobaczyli
w wodzie postać odbicia. (15,1). I rzekł do mocy, które przy nim były: „chodźcie,
stwórzmy człowieka na obraz (eikon) boży i nasze podobieństwo, aby jego odbicie
stało się dla nas światłością” (5). I stworzyli mocą wzajemnych odpowiednich
znaków, jakie były im dane. I każda z mocy dała znak, według postaci (typos) obrazu
(eikon), jaką każdy zobaczył w swej (postaci) psychicznej. Stworzył istotę (hypostasis)
(10) według obrazu pierwszego, doskonałego człowieka. I rzekli: „Nazwijmy
go Adamem, aby jego imię stało się dla nas mocą światłości”. I moce zaczęły (stwarzać):
Pierwsza, Dobroć (chrestos), stworzyła (15) duszę kości. Druga, Pronoia, stworzyła
duszę nerwów. Trzecia, Bóstwo, stworzyła duszę ciała. Czwarta, Panowanie,
stworzyła duszę szpiku kostnego. Piąta, Królestwo (20), stworzyła duszę krwi. Szósta,
Żądza, stworzyła duszę skóry. Siódma, Mądrość, stworzyła duszę włosów. Mnóstwo
aniołów przystąpiło do niego (25). Przejęli od Mocy siedem form (hypostasis)
duszy. Tym samym mogli stworzyć zgodność członków i zgodność ciała oraz właściwe
zestawienie poszczególnych członków. Pierwszy rozpoczął stwarzać (30) głowę.
Eteraphaope-Abron stworzył jego głowę. Meniggestroeth stworzył mózg. Asterechmen
(stworzył) prawo oko. Thaspomocham (stworzył) lewe oko. Jeronumos (stworzył)
prawe ucho. Bissoum (stworzył)

(...)

Ci, którzy mają
nadzór nad zmysłami, to Archendekta. Ten zaś, który ma nadzór nad postrzeganiem,
to Deitharbathas, ten, który ma nadzór nad wyobraźnią (35), Oummaa, ten zaś,
który ma nadzór nad zgodnością (18,1), to Aachiaram. Ten, który ma nadzór nad ruchem,
to Riaramnacho. Źródło dla demonów, które są w całym ciele, oznaczone jest
w czterech (miejscach): ciepłocie, zimnie, wilgoci (5) i suchości. Matką zaś wszystkich
jest materia (hyle). Ten, który jest panem nad ciepłotą, to Phloxopha, ten zaś,
który jest panem nad zimnem, to Oroorrothos, ten, który jest panem nad tym, co jest
suche, to Erichacho, ten zaś, który jest panem (10) nad wilgocią, to Athuro. Matka
ich wszystkich stoi pośrodku, to Onorthochras, gdyż tylko ona jest bez ograniczenia
i jest zmieszana z nimi wszystkimi. To ona jest w istocie materią, oni mają być przez
nią karmieni. Cztery (15) demony przywódcze to: Ephememphi, który należy do
przyjemności (hedone), Joko, który należy do żądzy (epithymia), Nentophni, który
należy do smutku (lype), Blaomen, który należy do lęku. Matką ich wszystkich jest
Esthensis-Ouch-Epi-Ptoe. Z tych czterech (20) demonów powstały namiętności. Ze
smutku – zazdrość, zawiść, cierpienie, zamęt, bezduszność, nieczułość, niepokój, ból
i inne pozostałe. Z przyjemności zwykle (25) powstaje wiele złości i pusta pycha i
inne podobne do nich. Z żądzy jest gniew, wściekłość i oburzenie, gorzka namiętność
(eros) i nienasycenie i temu podobne, (30) z lęku (wywodzi) się przerażenie,
pochlebstwo, strach i wstyd. Wszystkie są tego rodzaju, że są zarówno pożyteczne,
jak i złe. Jednak Ennoia jest w swoim prawdziwym charakterze Anaro, jest głową materialnej
duszy (19,1), pozostając z 7 odczuciami, Ouch-Epi-Ptoe. Jest to liczba aniołów;
razem jest ich trzysta sześćdziesiąt pięć. Wszyscy pracowali dla niego, każdy
(5) członek po członku, aż ciała (soma) psychiczne i hyliczne zostały przez nich ukończone.
Są jeszcze inni, którzy nadzorują nad resztą namiętności. Nie wymieniłem
ich. Jeśli chcesz je poznać, to opisano to w (10) w księdze Zoroastra.
Aniołowie i demony, wszyscy pracowali aż ciało (soma) psychiczne zostało utworzone.
Ale ich dzieło było całkowicie bezczynne i niezdolne do ruchu przez dłuższy
(15) czas. Gdy matka chciała odzyskać moc, którą przekazała pierwszemu archontowi,
poprosiła Matkoojca (metropator) pełni, tego, który ma wielkie miłosierdzie.
Ten wysłał pięciu dawców światła, stosownie do świętego postanowienia (20), na
miejsce aniołów i pierwszego archonta. Ci poradzili mu, żeby mogli wyprowadzić
moc matki, i rzekli do Jaltabaotha: „Tchnij w jego twarz coś z twego ducha i jego
ciało podniesie się (25)”. I tchnął w jego oblicze swego ducha, którym była moc jego
matki. Nie wiedział o tym, bo egzystuje w niewiedzy. Moc matki wyszła z (30)
Jaltabaotha do psychicznego ciała, które przygotowali według obrazu tego, który istnieje
od początku. Ciało to poruszyło się i otrzymało siłę i zaczęło świecić. W tej samej
chwili stały się zazdrosne (20,1) pozostałe moce, gdyż powstał on dzięki nim
wszystkim, a przekazały swą moc człowiekowi. Jego umysł był mocniejszy od (umysłu)
tych, którzy go stworzyli (5), nawet bardziej niż (umysł) pierwszego archonta.
Gdy (archonci) spostrzegli, że (człowiek) świeci i myśli lepiej od nich i że jest wolny
od zła, wzięli go i wrzucili na dół, w rejon dolnej strony całej materii (hyle). Jednak
błogosławiony Matkoojciec (metropator) (10), dobry i litościwy, zlitował się nad mocą
matki, która została wydobyta z pierwszego archonta, gdyż (inaczej archonci) mogli
uzyskać przewagę nad ciałem psychicznym i zdolnym do doznań (aistheton).
I wysłał (15) przez swojego dobroczynnego ducha i przez swoje wielkie miłosierdzie
wspomożyciela dla Adama Epinoię światłości, jedną z (tych istot), które
z niego pochodzą, którą nazywa się „Życie” (Zoe). Jest ona pomocna dla całego stworzenia
(20), troszcząc się o niego (tj. Adama), wprowadzając go do jego Pełni (pleroma),
pouczając o zstąpieniu jego pokolenia i pouczając go o drodze wstępowania,
drodze, po której zstąpił. (25) A Epinoia światłości jest ukryta w Adamie, żeby archonci
nie mogli (jej) rozpoznać, lecz żeby Epinoia była pomocna w naprawie błędu
matki. Człowiek objawił się zatem z powodu osłony światłości (30), która w nim była.
Jego myśl była wyższa od (myśli) tych, którzy go stworzyli.
Gdy spojrzeli (na niego), zobaczyli, że jego myśl była wyższa. I powzięli postanowienie
z orszakiem archontów (archontike) i aniołów (aggelike) (35). Wzięli ogień,
ziemię (21,1) i wodę i zmieszali je razem z czterema wiatrami ognia. Stopili je razem
i spowodowali wielki niepokój. Doprowadzili go (tj. Adama) do cienia (5) śmierci, aby
mogli (go) ponownie stwarzać z ziemi, wody, ognia i ducha, który pochodzi od materii,
a którym jest niewiedza ciemności i żądz (epithymia) i przeciwstawnego ducha.
APOKRYF JANA 85
I to jest (10) otchłań (spelaion) ponownego formowania (anaplasis) ciała, do której
bandyci zaciągnęli człowieka, to więzy zapomnienia. I ten człowiek stał się istotą
podległą śmierci. Ten jest pierwszym, który zstąpił, i pierwszym, który jest podzielony.
Ale (15) Epinoia światła, która w nim była, była tą, która obudziła jego myślenie.
A archonci wzięli go i umieścili go w raju (paradeisos) i rzekli mu: „Jedz” – to
znaczy (jedz) stale, bo (20) i ich delikatność jest gorzka, a ich piękność bezprawna.
Ich delikatność jest oszustwem, a ich drzewa są bezbożnością, ich owoc jest nieuleczalną
trucizną, ich obietnica śmiercią. Drzewo ich (25) życia ustawili w środku raju.
Ale ja was pouczę, co jest tajemnicą ich życia, jaki jest zamiar, jaki razem powzięli,
jaki jest obraz ich ducha. (30) Jego korzeń jest gorzki, a jego gałęzie śmiertelne,
jego cieniem jest nienawiść, kłamstwo jest w jego liściach, jego odrośl jest namaszczeniem
zła, a (35) żądza jest jego nasieniem, (które) wyrasta ku ciemności. Ci, którzy
z niego kosztują (22,1) – to ich miejscem pobytu jest otchłań, a ciemność miejscem
ich spoczynku.
To drzewo, które zostało nazwane przez nich drzewem poznania dobra i (5) zła, a
jest nim Epinoia światłości – (archonci) trwali przy nim, aby (Adam) nie spojrzał w
kierunku Pełni (pleroma), aby nie poznał swojej nagości i się zawstydził. To ja jednak
postawiłem (je), aby z niego jeść. (10) Rzekłem więc do Zbawiciela: „Panie, czy
to nie wąż był tym, który pouczył Adama, aby jadł?”. Zbawca uśmiechnął się i rzekł:
„Wąż pouczył ich, aby jedli przy pomocy zła (kakia) żądzy (epithymia) płodzenia
(spora), aby w ten sposób (Adam) stał się dla niego (tj. archonta lub węża) pożyteczny.
Wiedział bowiem (tj. pierwszy archont), że był mu nieposłuszny z powodu światła
Epinoi, która w nim (tj. Adamie) jest, która czyni bardziej poprawnym jego myślenie
od (myślenia) pierwszego archonta. Chciał wydobyć moc, która w nim była, a
którą sam (20) mu przekazał. I sprowadził zapomnienie na Adama”. Rzekłem do
Zbawiciela: „Czym jest zapomnienie?”. On odpowiedział: „Nie jest to tak, jak Mojżesz
napisał i jak słyszałeś. Napisał w swej pierwszej księdze: „sprowadził na niego
sen”. Raczej (20) (tak stało się) w jego doznaniu (aisthesis), (tj. zdawało mu się, że
śpi). Bo powiedział przez proroka: „Uczynię ich serca ciężkimi, aby nie byli uważni
i nie widzieli” (por. Iz 6,10). Po to Epinoia światłości ukryła się w nim (tj. Adamie).
Pierwszy archont (30) chciał ją wydobyć z jego boku. Jednak Epinoia światłości
jest nie do uchwycenia. Gdy ścigała ją ciemność, to jej nie pochwyciła. Wydobył
jednak część jego mocy z niego. I uczynił (z tego) jeszcze jeden twór (plasis) w postaci
kobiety, według obrazu Epinoii, która się mu objawiła. Wziął więc (23,1)
część, którą wydobył z mocy człowieka, dla stworzenia kobiecości, a nie, jak to powiedział
Mojżesz, „jego żebro”. I (Adam) zobaczył kobietę obok (5) siebie. W tej
samej chwili wystąpiła Epinoia światłości. Odsłoniła welon, który był na jego umyśle.
I (Adam) wytrzeźwiał od upojenia ciemności. Rozpoznał swoje podobieństwo i
rzekł: (10) „To jest kość z moich kości i ciało z mojego ciała” (por. Rdz 2, 23). Dlatego
mężczyzna opuści swego ojca i swoją matkę i przyłączy się do swej żony i
staną się obydwoje jednym ciałem (por. Rdz 2,24). Dlatego (15) jego towarzyszka
zostaje mu wysłana, a on opuszcza swego ojca i swą matkę 5. (20) Nasza siostra
Sophia jest tą, która zstąpiła w niewinności, aby naprawić swój błąd. Dlatego została
nazwana „Życie” („Zoe”), to znaczy matka żyjących przez Pronoia (25) absolutnej
władzy niebios i {IV, 36,18–20 [przez Epinoię, która się objawiła] jemu}. Przez nią
zakosztowali doskonałej gnozy (gnosis teleios). Ja objawiłem się w postaci orła na
drzewie poznania, którym jest Epinoia z Pronoii światłości (30) czystej, aby ich pouczyć
i obudzić z głębokiego snu. Byli bowiem obydwoje w stanie upadku
i rozpoznali swoją nagość. Epinoia objawiła się im jako światłość i naprostowała ich
myślenie (35). Gdy Jaldabaoth poznał, że się od niego oddalili, przeklął swoją ziemię.
Zabrał kobietę, gdy (24,1) przygotowywała się dla swojego męża. On (tj. Jaldabaoth)
był panem nad nią, chociaż nie znał tajemnicy (mysterion), jaka powstała za
przyczyną świętego postanowienia. Oni (tj. Adam i Ewa) bali się robić mu wyrzuty.
On zaś (5) pokazał swoim aniołom swój brak wiedzy, jaki w nim istniał. I wyrzucił
ich z raju i ubrał ich w czarną ciemność.
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
Ostatnio zmieniony przez Boru 14 Luty 2012, 01:29, w całości zmieniany 3 razy  
 
  Profil FLD: 8888
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0.12 sekundy. Zapytań do SQL: 12