SzukajSzukaj  RegulaminRegulamin  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Forum Icy.pl Strona Główna  

Poprzedni temat «» Następny temat
Religie, etyka, zyciowa filozofia...
Autor Wiadomość
RedJohn
Wow!


Dołączył: 18 Kwi 2012
Posty: 82
Wysłany: 27 Czerwiec 2012, 20:03   

Akataleptos napisał/a:
Nie mam pojecia o chemii, a wiem jak zmienic sie w diament bez skazy, nie mam pojecia o szkoleniu astronautow, a moge latac na Ksiezyc, czy Jowisza


Możesz opisać dokłądnie krok po kroku jak mam lecieć na księżyc?
Albo jak mam oddtworzyć hologram ukrzyżowania?
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 27 Czerwiec 2012, 20:24   

Hologram drogi krzyzowej masz odtwarzany nieustannie przed oczami, gdy utozsamiasz sie z trupem w umysle i jego ciezarem ;) Wtedy gdziekolwiek sie nie spojrzy, tam jest parada martwych logosow.

Gdy tkwi sie gleboko pod woda, brakuje powietrza i nosi sie na sobie balast, to wydostac sie na powierzchnie jest najlatwiej zrzucajac obciazenie. Nie podam jakiejs specjalnej metody, po prostu trzeba sie zmeczyc ciezarem i go zrzucic, trzeba nieustannie i "fanatycznie" drazyc dziure w sobie, zadajac sobie pytanie "kim jestem"?, "kto jest swiadomy ze mysle?", a gdy juz sie dowie, ze nie jest sie ciezarem, to sie go puszcza i leci sie tam, gdzie chce i jest sie zawsze tam, gdzie sie powinno, bo nie ma juz pragnien.

Kazdy meczy sie sam soba na inny sposob.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 27 Czerwiec 2012, 20:25, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
RedJohn
Wow!


Dołączył: 18 Kwi 2012
Posty: 82
Wysłany: 27 Czerwiec 2012, 20:36   

No dobra a na ten ksiezyc to jak mam doleciec? :P
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 27 Czerwiec 2012, 20:40   

A czy ja spadlem z Ksiezyca? :P

Dlaczego akurat tam. Ciagnie cie do tych kilkumetrowych blondwlosych przystojniakow? ;)

Nie lepiej byloby zaprzyjaznic sie ze sloneczkiem?
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 27 Czerwiec 2012, 20:54, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
RedJohn
Wow!


Dołączył: 18 Kwi 2012
Posty: 82
Wysłany: 27 Czerwiec 2012, 22:03   

Ok wszystko jedno, byle daleko :) Jak? :)
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 27 Czerwiec 2012, 22:23   

Jesli przyszlo sie tutaj poprzez nabieranie obciazen, to unosi sie ku gorze poprzez ich zdejmowanie, co daje wrazenie lotu. W jaki sposob ciezar sie zdejmie, to nie ma znaczenia.

Chcenie czegos, to tylko obciazenie przykuwajace do ziemi. Musisz wyrobic w sobie taki nawyk odwracania wszystkiego, bo ten swiat widziany w codziennej swiadomosci w domysle ma byc odwroceniem oryginalnej kreacji. Przykladem odwrocenia jest to, ze gdy sie chce uwolnienia, to aby go osiagnac, trzeba pozbyc sie tego pragnienia, bo pragnienie uwolnienia jest czescia swiata odwroconego, ktore nie nalezy do oryginalnego, a wiec nie mozna za jego pomoca tego zdobyc.

Glownym ciezarem jest osobowosc, ale wydaje sie to czyms tak podstawowym, ze jest to ostatnia rzecz, ktorej ktokolwiek chcialby sie pozbyc. Nie ma niczego trudnego z porzuceniem ciezaru osobowosci, po prostu trzeba sie tym dostatecznie zmeczyc.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 27 Czerwiec 2012, 22:27, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 27 Czerwiec 2012, 23:46   

Sprawa wyglada bardzo prosto:

Czlowiek jest otoczony zewszad przez nieskonczonosc, jednak nosi na sobie ciezary, znoszace go na dno metnej wody, topiac sie. Gdy zdejmuje ciezary, moze sie wynurzyc, nabrac oddechu i wtedy wciaga w siebie ta moc (ogien) naokolo, robi miejsce dla "zlotej proporcji", zgodnie z ktora wszystkie poszczegolne ciala i centra energetyczne moga skompresowac sie jako jedno, jako "serce nieskonczonosci".

Z calego ludzkiego ciala fizycznego zostaja tylko oczy. One jako pierwsze sie uksztaltowaly w procesie dlugiej ewolucji i podczas "obrocenia swiatow" cale cialo skompresuje sie do tych oczu wlasnie.

Gdy jest sie unoszaca nad wodami galka oczna, nie mozna zostac dopadnietym przez tych, ktorzy pozostali na dole z ciezarami, nie sa w stanie z tym balastem wzbic sie ku gorze.
Dlatego wlasnie na takim Sloncu mozna byc golym i wesolym i nie bac sie tych wszystkich kosmicznych balwanow i generalnie oni wszyscy sprawiaja wrazenie jakis oblakanych.

Reinkarnacja bierze sie stad, ze ktos sie topi, jego wieczna czesc unosi sie ku gorze, ale koledzy z dolu trzymaja cos, co zostawil u nich, a czego jeszcze swiadomie nie porzucil i to przyciaga go znow na dol.

Chodzi o to, aby podczas snu swiadomie sie wybudzic i nabrac powietrza.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 28 Czerwiec 2012, 00:06, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 28 Czerwiec 2012, 12:58   

Gdy "olowiany sterowiec" zostanie zdjety, a "wieczne dzieci" z wszystkich zakatkow swiata, ktore nie daly sie zastraszyc i nie podazyly za iluzjami, zaspiewaja radosnie "plonie babilon" wtedy przyciagna do siebie sloneczne tornado.

To jest celem prawdziwych modlitw. Niewolnicy strachu modla sie do Ksiezyca, wysysajacego z nich krew.

Dzieciece serca maja moc do tego, by kierowac podmuchem slonecznym i wciagnac je w siebie bez szkody. Wibracja strachu jest niezgodna ze Sloncem, wiec w bezposredniej konfrontacji zastraszone istoty musza uciec aby ratowac swoj koszmar.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 28 Czerwiec 2012, 13:19, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 28 Czerwiec 2012, 15:05   

Cytat:
Odpowiednia dieta jest czyms co przychodzi naturalnie wraz z odklejaniem sie od umyslowych projekcji.


Cytat:
Dieta naturalna jak oddech


Zgodnie z zasada "to co jest na dole jest takie jak to co jest na gorze" to to co czlowiek je, jest fizyczna manifestacja jego stanu ducha.
Jesli czlowiek jest przyklejony do zjawisk imitujacych cos slodkiego i dobrego (np. przeslodzonej "miloscia" muzyki popularnej), to gdy sie odkleja, to znika z jego zycia nadmiar tego co jest fizyczna manifestacja przyklejenia sie, czyli np. cukier i wszelkiego rodzaju sztuczne, trujace substancje slodzace.

Najlepiej jest traktowac to w taki prosty sposob. Wystarczy znalesc korzen wszystkiego, a ucinajac go pozbywa sie calej reszty, ktora z niego wyrasta. Nie jest wymagana znajomosc na temat zywienia. Jesli czlowiek pozbedzie sie z umyslu projekcji na temat czegos, czym nie jest, to znika z zycia to, co jest manifestacja tego na planie fizycznym.
Jesli z umyslu znika to, co uniemozliwia zaistnienie zlotej proporcji, to ta harmonia zlotej proporcji zmanifestuje sie w diecie samoistnie.

Wszystko staje sie proste i oczywiste, gdy dociera sie do siebie poprzez odejmowanie.

Rudolf Steiner napisał/a:
W zwykłym życiu człowiek
postrzega świat zewnętrzny przy pomocy zmysłów.
Postrzega zewnętrzny świat w kolorach, kształtach, dźwiękach
i innych wrażeniach zmysłowych. Człowiek żyje w
zwykłym życiu niejako wewnątrz świata wrażeń zmysłowych.
W chwili, gdy wtajemniczenie ma dojść do pewnego
określonego stopnia, człowiek nie może stawiać przed sobą
świata zewnętrznego tak, że przeżywa błękit, czerwień czy
inną barwę; musi być w stanie uczynić z przeżycia barwy
- nie tracąc tego przeżycia - zwykły środek do zdobycia
wyższego celu.
W zwykłym życiu człowiek patrzy na przykład podczas
pogodnego dnia daleko w przestrzeń świata i widzi błękit
nieba. Żyje w widoku błękitu nieba. Jeśli chce zostać wtajemniczonym,
to na określonym stopniu inicjacji musi być
w stanie patrzeć na błękitne niebo tak, aby stało się dla niego
całkowicie przezroczyste. Normalnie istnieje pewna „gra-
17
nica"; teraz ta granica musi się stać przezroczysta, a to, co
człowiek chce zobaczyć, musi widzieć poprzez ten błękit
nieba. Nie może teraz istnieć dla niego żadna granica. Albo
weźmy różę. Dla zewnętrznego spojrzenia powierzchnia
róży ograniczona jest czerwoną barwą. W chwili inicjacji
czerwony kolor róży przestaje być ograniczeniem. Czerwień
staje się przezroczysta, a poza nią ukazuje się to, czego właściwie
się szukało. Kolor nie przestaje oddziaływać przez
swoją naturę, ale wtajemniczony widzi inaczej, gdy patrzy
przez błękit nieba, inaczej, gdy patrzy przez czerwień róży,
a inaczej, gdy patrzy przez zorzę poranną itd. Przeżywa kolor
w zupełnie określony sposób. Kolor staje się dla jego
spojrzenia natychmiast przezroczysty, zostaje usunięty przez
siłę duszy, która osiągnięta zostaje dzięki ćwiczeniom prowadzącym
do tej przezroczystości. Tak jest ze wszystkimi
wrażeniami zmysłowymi. O ile wcześniej były one tym, w
czym żyło się, to po inicjacji stają się jedynie środkiem do
przeżywania tego, co kryje się poza nimi.
Podobnie jest na przykład z całym światem myśli. W
normalnym życiu człowiek myśli. Proszę mnie teraz dobrze
zrozumieć i nie popełnić błędu. Zauważycie zgodność, jeżeli
porównacie to odpowiednio z innymi moimi wypowiedziami.
Jednak można przecież powiedzieć, że na określonym
stopniu inicjacji zanika w człowieku myślenie w
zwykłym znaczeniu tego słowa. Nie chodzi o to, czy człowiek
kiedykolwiek dojdzie do tego, aby móc zatrzymać
myślenie pozbawione znaczenia - wtajemniczony mógłby
do tego dojść - lecz o to, aby z czegoś, co stanowiło cel i
sens życia duszy, uczynić zwykły środek. Oznacza to, że
człowiek podlegający inicjacji przeżywa nowy świat. Aby
mógł go przeżyć, to poza innymi rzeczami, o których będziemy
jeszcze mówić, musi wyjść poza zwykłe myślenie
na planie fizycznym. Gdy człowiek żyje na planie fizycz-
18
nym, to czyni osądy o rzeczach, zdobywa o nich poglądy,
tworzy swój punkt widzenia. Od pewnego stopnia wtajemniczenia
osądy i poglądy na temat rzeczy nie mająjuż żadnego
znaczenia, żadnej wartości.
Muszę tu poczynić pewną uwagę, ponieważ mówimy
o regionach życia duszy, które tak bardzo różnią się od tego,
do czego jesteśmy przyzwyczajeni, że bardzo łatwo mogą
powstać różne nieporozumienia. Kiedy osiąga się taki stopień
wtajemniczenia, który będę musiał opisać w celu dalszych
rozważań, to musi też z reguły istnieć dla człowieka
możliwość prowadzenia pewnego rodzaju podwójnego życia.
W zwykłym, codziennym życiu nie jest w ogóle możliwe,
ażeby nie myśleć o rzeczach i nie oceniać ich. Na
planie fizycznym jesteście zmuszeni do oceniania rzeczy i
do myślenia o nich; stanowi to dla Was rzecz najbardziej
oczywistą że człowiek musi na planie fizycznym myśleć.
Załóżmy, że siedzicie w pociągu i nie myślicie; wtedy na
stacji, na której macie wysiąść, nadal będziecie siedzieć. Jeśli
się nie myśli, to może dojść do sytuacji, że antropozof,
który powinien chronić swoją kartę członkowską, zostawi
ją w zwykłym życiu na dowolnym miejscu, co jest przecież
sprzeczne z zasadą ochrony tej karty. Świat zorganizowany
jest właśnie w taki sposób, że człowiek musi oceniać i
myśleć. Jednak z takim ocenianiem i myśleniem nie wejdzie
się do wyższych światów. Może jedynie nastąpić pewnego
rodzaju przemieszanie obu stanowisk. Ktoś może być tak
bardzo opanowany przez chęć wniknięcia w wyższe światy,
że może o tym zapomnieć. Jednak obowiązującą zasadą
musi być rozdzielenie obu tych rzeczy. W życiu na planie
fizycznym zdolność oceniania jest regułą absolutnie zdrową
i konieczną; jednak musi być jasne, że dla wyższych
światów właśnie to, co człowiek tak energicznie wykształca
dla planu fizycznego, może być jedynie środkiem.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 28 Czerwiec 2012, 16:01, w całości zmieniany 8 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 28 Czerwiec 2012, 23:41   

Jakub Boehme napisał/a:
Kiedy sztuka wyłania się całkowicie ze stworzenia [człowieka] i staje się niczym zarówno dla natury, jak i stworzenia, wtedy jest ona tą nieskończoną, która jest Bogiem i wtedy to Ty powinieneś dostrzec i poczuć najwyższą cnotę miłości. Także, jak powiedziałem, ktokolwiek ją znajdzie ten nie znajdzie niczego a zarazem znajdzie wszystko; prawdą jest również to, że ten, kto znajdzie nadnaturalną, ponadzmysłową, bezdenną Otchłań, w której zamieszkać nie będzie mu dane; i nie znajdzie on niczego, co jest podobne do tego, a zatem może być porównane do niczego, ponieważ jest głębsze niż cokolwiek innego i jest jak nic dla innych rzeczy, dlatego też nie jest łatwe do zrozumienia; a ponieważ jest niczym jest to wolne od innych rzeczy, a jest tylko Dobrem, którego człowiek nie może wyrazić lub stwierdzić czym ono jest. Na koniec powiem, iż prawdą jest również to, że ten, który to znajdzie, znajdzie wszystkie rzeczy; będzie to początkiem wszystkiego, a także będzie tym początkiem rządziło. Jeśli to znajdziesz, posiądziesz wszystko to, od czego wszystko inne się zaczyna i trwa, więc sztuka jest królem całego dzieła Bożego.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 29 Czerwiec 2012, 00:37, w całości zmieniany 6 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 29 Czerwiec 2012, 16:19   

Cytat:
Ok wszystko jedno, byle daleko :) Jak? :)


Zgodnie z zasada samopodobienstwa, jesli aspiruje sie do zamieszkania np. na Sloncu, ktore swieci jednakowo zarowno bandytom jak i uzdrowicielom, ktore pozostaje nieporuszone niezaleznie od "ogromu" prowokacji (jak to robia np. istoty manipulujace "przywlaszczajace" sobie jego tozsamosc, co nie zmienia pojednawczego nastawienia Slonca do tych istot), to nalezy rozbudzic w sobie to samo.
Slonce nie broni sie przed niczym, bo nie ma niczego do obrony, nie atakuje, chociaz "pojednawczy podmuch" jest w stanie przegonic istoty, ktore zatracone w snach, poczuja sie zaatakowane i zmuszone do ucieczki.

Na tym polega wlasnie panowanie i potega prawdziwej milosci w stosunku do calej reszty. Kazdy w koncu zmieknie :P
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 29 Czerwiec 2012, 17:02, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 29 Czerwiec 2012, 20:55   

Cytat:
zadnych bliskich osob


Powiedziec "bliska osoba" to tak jakby powiedziec "sucha woda".

Osoba, czyli osobnosc, cos co nie jest bliskie.

Typowy belkot swiata.
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 30 Czerwiec 2012, 17:42   

Cytat:
Cale to cierpienie na swiecie bierze sie stad, ze od urodzenia az do smierci czlowiek nosi w sobie obcy umysl, ktory wmawia mu, ze jest czyms, czym w rzeczywistosci nie jest i czego nalezy bronic, co nieustannie wytwarza na zewnatrz projekcje ataku, ktorej nie da sie zatrzymac inaczej jak poprzez rozproszenie tej obcej instalacji.


Wiec czemu sluzy cale te cierpienie niewinnych istot na calym swiecie?
Sposob dzialania ego, jego mechanizmy dzialania, sa niezrozumiale i bezsensowne, wiec i jego skutki, ktore tworzy na swoje podobienstwo, rowniez sa takie.
Nie da sie wytlumaczyc tych wszystkich obozow koncentracyjnych, tak samo jak nie mozna wytlumaczyc jakie znaczenie moze miec to, ze 2+2=5 i jaka plynie z tego nauka na przyszlosc, poza tym, ze jest to obled.
Nie ma sensu tez zachowywanie tego w pamieci, nie ma sensu skladanie holdu poleglym, wszystkie zbrodnie na swiecie powstaly wlasnie z powodu pamieci reakcji na wydarzenia rozegrane w przeszlosci, ktore nastepnie rzutuje sie na terazniejszosc, tworzac projekcje zbrodni.
Z tego co widze, to cale cierpienie na swiecie jest jedynie ponurym wspomnieniem przeszlosci, ktore w wiecznej terazniejszosci nie moze miec miejsca.
Ostatecznie wszelcy bandyci nie zostana ukarani, bo wspomnienie tego co zrobili innym i wspomnienie uczuc innych istot ktorym to uczynili, samo w sobie jest juz jak adekwatna kara piekla. Zgodnie z zasada samopodobienstwa, kara za obled moze dokonac sie tylko w obledzie, a obled nie moze miec zadnych konsekwencji tam, gdzie jest zdrowie.

Czy mozna tez mowic o czyms takim jak skala obledu?
Czy czlowiek, ktory oplywa w bogactwo, walczy cale zycie o to by je zdobyc, by je utrzymac, a w koncu i tak smierc go dopada i traci wszystko, jest mniej obledny od dziecka, ktore rodzi sie by po pieciu latach wpasc pod kola samochodu? W bezsensie jest tylko skala maksymalna, nie ma zroznicowania.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 30 Czerwiec 2012, 22:51, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 30 Czerwiec 2012, 20:45   

Inne cwiczenie obmyslone przeze mnie:

Z zamknietymi oczami zwrocic twarz ku Sloncu i z kazdym oddechem polykac swiatlo, poczuc, ze jest to surowa i nierozcienczona energia, ktora w ustach jest slodka jak miod, ale gdy dociera do wnetrznosci, to napotyka opor i staje sie gorzka i nieprzyjemna.
Gdy idzie sie z tym uczuciem przez zycie, to kazde nieprzyjemne wedlug interpretacji ego zdarzenie, ktore zostanie przezyte swiadomie (oddychajac), bez zatracania sie, bedzie robilo maly otwor w ciele, przez ktore bedzie moglo wypromieniowac na zewnatrz ku wszystkim stworzeniom jednakowo.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 30 Czerwiec 2012, 23:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 1 Lipiec 2012, 00:48   

Cytat:
Demiurg, Samael/Jahwe/Wujek Sam - to bog handlu, jest wladca Ksiezyca, ktory jest jak pryzmat rozszczepiajacy swiatlo.


Nie do konca w ten sposob.

"Centrala" matrixa, nadajaca sygnal czakr znajduje sie w pierscieniach Saturna.
To jest cos w rodzaju "bitwy" pomiedzy "Satanem", a "Sanat Kumara", zwanym tez Chrystusem, personifikacja Slonca.

Albo tez Sauron jako "wladca pierscieni".

Ksiezyc jest lokalnym ziemskim "panelem sterowania" umyslow, narzucajacym zaslone na kobieca energie, czy tez uzywajac innego okreslenia: obladowuje siatka z zakupami.

Nie tylko Ziemia ma problem z matrixem, na Marsie sytuacja wyglada o wiele gorzej niz na Ziemi. To wszystko odbywa sie w roznych miejscach ukladu Slonecznego od wielu wielu epok i rozciaga sie poza niego.
Nie da sie przekazac historii tego wszystkiego, po prostu trzeba poszerzyc swiadomosc, wyjsc poza swoje uwarunkowania i uswiadomic sobie, ze jest to dziki kosmos :P
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 1 Lipiec 2012, 01:35, w całości zmieniany 7 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 3 Lipiec 2012, 22:49   

Prosty fakt odnosnie matrixa:

Sa ludzie, a dalej i nie-ludzie, ktorzy stoja za kulisami i zdaje sie im, ze kontroluja cos. Wydaje sie im, ze kontroluja ludzi.

Ludzkie osobowosci sa jednak iluzoryczne.

Znowu zastosuje zasade samopodobienstwa mowiac: w rzeczywistosci nie da sie kontrolowac iluzorycznego swiata :lol: Nie mozna realnie wplywac na cos i manipulowac czyms, co nie ma prawdziwej natury. Nie da sie manipulowac innymi ludzmi, bo nie ma zadnych innych ludzi.

Aby manipulowac innymi, trzeba najpierw samemu zasnac. Nie da sie tego ominac.

Taka jest genialnie prosta natura rzeczywistosci.

Jak to sie mowi: wydaje sie, ze pchasz, a to ciebie pchaja.

Ja nie widze zadnych innych ludzi, widze jakies symbole dawane przez nieskonczonosc, ktore daja rozne wskazowki i odpowiedzi. Wystarczy byc cichym.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 3 Lipiec 2012, 23:41, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 4 Lipiec 2012, 14:32   

Kolejny przyklad zasady samopodobienstwa: im drobniej poszatkowany umysl, tym mniejsze czastki elementarne znajduje.
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 4 Lipiec 2012, 17:04   

Anthony de Mello napisał/a:
Przypuśćmy, że
któregoś dnia ktoś puka do drzwi mojego pokoju.
– Proszę wejść – mówię. – Czy wolno zapytać kim pan jest?
On zaś odpowiada:
– Jestem Napoleonem.
– Czy to nie ten Napoleon...
– Ten właśnie. Bonaparte. Cesarz Francji.
– Co też pan mówi! – odpowiadam i myślę, że lepiej wobec tego faceta mieć się na
baczności. – Może Wasza Wysokość raczy usiąść – mówię.
– Słyszałem, że ksiądz nieźle sobie radzi z rozwojem duchowym. Mam problem natury
duchowej. Obawiam się, że teraz trudniej mi będzie ufać Bogu. Moja armia walczy w Rosji, a
ja spędzam bezsenne noce, zastanawiając się, jak to się zakończy.
– No tak, Wasza Wysokość, mógłbym coś na to poradzić. Sugerowałbym raczej
przeczytanie rozdziału szóstego według Mateusza: "Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną,
nie pracują ani przędą".
W tym momencie zaczynam się zastanawiać, kto jest bardziej szalony, ten facet czy ja. Ale
brnę dalej z tym lunatykiem. Tak właśnie na początku postępuje wobec ciebie mądry guru.
Towarzyszy ci, traktując serio twoje problemy. Otrze kilka łez z twoich oczu. Jesteś
wariatem, ale jeszcze o tym nie wiesz. Wkrótce musi nadejść chwila, kiedy wytrąci ci z ręki
broń i powie:
– Skończ z tym. Nie jesteś Napoleonem.
W słynnych dialogach Katarzyny ze Sieny, Bóg miał jej powiedzieć: "Ja jestem tym, który
jest, ty jesteś tą, której nie ma". Czy kiedykolwiek doświadczyłeś swego nieistnienia? My na
Wschodzie mamy obrazowe przedstawienie tego przeżycia. Jest to obraz tancerza i tańca. Bóg
jest tancerzem, a stworzenia boskie tańcem. Nie jest tak, że Bóg jest wielkim tancerzem, a ty
jesteś małym tancerzem. O nie! Nie jesteś tancerzem w ogóle. Ciebie się tańczy! Czy
kiedykolwiek tego doświadczyłeś? A może kiedy człowiek odzyskuje rozum i zdaje sobie
sprawę, że nie jest Napoleonem, nie przestaje istnieć? Istnieje nadal, ale nagle uzmysławia
sobie, że jest czymś innym, niż myślał.


Anthony de Mello napisał/a:
Wielki Tomasz z
Akwinu pod koniec swego życia przestał mówić i pisać – zaczął widzieć.
Zawsze wydawało mi się, że to jego słynne milczenie trwało kilka miesięcy, tymczasem
ciągnęło się ono przez lata. Bowiem zdał sobie sprawę, że zrobił z siebie głupca i powiedział
to wprost. To tak, jakby ktoś, kto nigdy nie jadł zielonego mango, pytał mnie: "Jak ten owoc
smakuje?" Odpowiedziałbym: "Jest kwaśny". Mówiąc cokolwiek wprowadziłbym cię w błąd.
Spróbujcie to zrozumieć. Ludzie w swej większości nie są zbyt mądrzy, opierają się na słowie
– nie na słowie Pisma na przykład – wszystko pojmują błędnie. Mówię: "Kwaśny", a ty
pytasz: "Kwaśny jak cytryna, kwaśny jak ocet?" Odpowiadam: "Nie. Kwaśny jak mango".
"Nigdy nie próbowałem mango" pada odpowiedź. Tym gorzej! Ale nie daje mu to spokoju i
w końcu pisze doktorat na ten temat. A nie robiłby tego, gdyby tylko spróbował mango.
Naprawdę. Może napisałby doktorat, ale już na inny temat. I kiedy pewnego dnia spróbuje w
końcu owocu mango, powie: "Boże, zrobiłem z siebie głupca. Nie powinienem był pisać tego
doktoratu". Tak właśnie postąpił Tomasz z Akwinu.
Wielki niemiecki filozof i teolog napisał całą książkę tylko o milczeniu św. Tomasza. A on
po prostu milczał. Nic nie mówił. W prologu do "Summy Teologicznej", będącej syntezą
całej jego teologii, napisał: "O Bogu nie możemy powiedzieć, kim jest, ale raczej, czym nie
jest". A więc, nie możemy mówić o tym, jaki On jest, ale raczej, jaki On nie jest. A w swym
słynnym komentarzu do traktatu Boecjusza "O Trójcy Świętej" mówi, że są trzy drogi
poznania Boga: pierwsza poprzez dzieło stworzenia, druga poprzez działanie Boga w historii i
trzecia poprzez najwyższą formę wiedzy o Bogu – poprzez poznanie Boga tamquam ignotum
(poznanie Boga jako niepoznawalnego).
Najwyższą forma wiedzy o Trójcy jest to, iż nie wie się, kim Ona jest. I takiej tezy wcale
nie wygłasza Wschodni Mistrz Zenu. Mówi tak kanonizowany święty Kościoła rzymskokatolickiego,
od wielu stuleci uznany za księcia teologii. Poznać Boga jako nieznanego. W
innym miejscu św. Tomasz powiada nawet: jako niepoznawalnego. Rzeczywistość, Bóg,
boskość, prawda, miłość są niepoznawalne, to znaczy nie mogą być pojęte przez myślący
umysł. Powinno to powstrzymać olbrzymią ilość pytań, które ludzie stawiają, ponieważ żyją
iluzją, że możemy wiedzieć. A nie wiemy. I wiedzieć nie możemy.
Czym zatem jest Pismo Święte? Jest aluzją, kluczem, ale nie opisem. Fanatyzm jednego
szczerze wierzącego, któremu wydaje się, że wie, powoduje o wiele więcej zła niż wspólny
wysiłek dwustu łajdaków. Przerażenie ogarnia, gdy się widzi, co szczerze wierzący
wyczyniają tylko dlatego, iż wydaje im się, że wiedzą. Czyż nie byłoby wspaniale żyć na
świecie, gdzie wszyscy ludzie mówiliby: "Nie wiem". Jedną wielką przeszkodę mielibyśmy
za sobą. Czy nie byłoby to cudowne?
Przychodzi do mnie mężczyzna niewidomy od urodzenia i pyta:
– Czym jest to, co nazywacie zielonym?
Jak opisać komuś zielony kolor, kto nie dostrzega barw od urodzenia? Może przez
analogię?
Mówię mu więc:
– Kolor zielony jest czymś w rodzaju delikatnej muzyki.
Pyta:
– Jak delikatna muzyka?
– Tak – mówię – jak delikatna, kojąca muzyka.
Przychodzi drugi ociemniały i pyta:
– Czym jest kolor zielony?
I mówię mu, że jest podobny do miękkiej satyny, bardzo miękkiej i kojącej w dotyku.
Następnego dnia widzę, jak tych dwóch wygraża sobie nawzajem.
Jeden z nich mówi:
– Jest jak delikatna muzyka.
Na co drugi:
– Jest jak miękka satyna. I tak to trwa. Żaden z nich w gruncie rzeczy nie wie, o czym
mówi, gdyby bowiem wiedzieli, milczeliby. I to tak właśnie jest. A nawet gorzej, ponieważ
pewnego dnia przywracasz, powiedzmy, temu niewidomemu wzrok, a on siedzi w ogrodzie i
rozgląda się wokół. Mówisz do niego:
– Teraz wiesz, jak wygląda kolor zielony.
A on odpowiada:
– To prawda. Słyszałem go trochę tego ranka.
Prawda jest taka, że otoczeni jesteście przez Boga i nie widzicie Go, bo coś o Bogu
"wiecie". Ostateczną barierą w dostrzeżeniu Boga jest wasze wyobrażenie o Nim. Brak wam
Boga, bo wydaje wam się, że "wiecie". Jest to straszny aspekt religii. Mówią o tym
Ewangelie, że religijni ludzie "wiedzieli", a więc pozbyli się Jezusa. Najwyższa forma wiedzy
o Bogu jest wiedzą o Bogu niepoznawalnym. Stanowczo zbyt wiele słychać gadaniny o Bogu,
świat jest tym przesycony. Zbyt mało za to jest świadomości, zbyt mało miłości, zbyt mało
szczęścia – ale nie nadużywajmy i tych słów. Zbyt mało porzuceń iluzji, odrzuceń błędów,
rezygnacji z własnych uwikłań i zbyt wiele okrucieństwa. Zbyt mało świadomości. I to jest
przyczyna cierpienia świata, a nie brak religii. Religia dotyczyć ma przebudzenia, ma mówić
o braku świadomości. Spójrzcie, jacy jesteśmy zdegenerowani. Odwiedźcie mój kraj i
zobaczcie, jak zabijają się nawzajem z powodu religii. Znajdziecie to wszędzie. "Ten, który
wie, nie mówi. Ten, który mówi, nie wie". Wszystkie objawienia są niczym innym, jak tylko
palcem wskazującym na księżyc. Tu na Wschodzie mówimy: "Kiedy mędrzec wskazuje
księżyc, idioci patrzą na palec".
Jean Guitton, bardzo pobożny i ortodoksyjny pisarz francuski, dodaje do tego przerażający
komentarz: "Często używamy tego palca, by wyłupić oczy". Czy nie jest to przerażające?
Świadomość, świadomość i jeszcze raz świadomość! W świadomości wasze uzdrowienie, w
świadomości prawda, w świadomości wyzwolenie. W świadomości jest duchowość, w
świadomości tkwi rozwój, w świadomości zawarta jest miłość, w świadomości tkwi
przebudzenie. Świadomość.
Muszę mówić o słowach i pojęciach, gdyż pragnę wam wyjaśnić, dlaczego patrząc na
drzewo tak naprawdę go nie widzimy. Wydaje nam się, że widzimy, ale zapewniam was, że
nie widzimy. Patrząc na jakąś osobę nie widzimy tej osoby naprawdę, tak nam się tylko
wydaje, że ją widzimy. To, co widzimy, to coś, na czym zafiksował się nasz umysł.
Odnosimy jakieś wrażenie i następnie kurczowo się go trzymamy, patrząc na tę osobę przez
jego pryzmat. I czynimy tak naprawdę ze wszystkim. Jeśli to pojmiecie, zrozumiecie także
piękno i wspaniałość stanu świadomości – odnoszącej się do wszystkiego wokół. Bo tam jest
rzeczywistość, "Bóg" – czymkolwiek jest – też tam jest. Biedna mała rybka w oceanie pyta:
"Przepraszam, którędy do oceanu? Czy możesz powiedzieć mi, gdzie go znajdę?"
Wzruszające? Gdybyśmy tylko przejrzeli na oczy i zobaczyli, wówczas również byśmy
zrozumieli.
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 4 Lipiec 2012, 18:05   

Z walka z egoizmem i swiatem, ktory tworzy na swoje podobienstwo jest tak samo jak w dragon ballu przedstawialo sie walki z "niezniszczalnymi" przeciwnikami, ktorzy porozrywani na strzepy, niespodziewanie sie odbudowywali i transformowali w silniejsza forme.

Schemat mniej wiecej taki: potwor sieje smierc i zniszczenie, rozprawia sie z wszystkimi przeciwnikami jakby byli z tektury. Pozniej z zaswiatow, po jakims tajemnym treningu zwielokratniajacym moc, wraca dobry wojownik swiatla. Role sie odwracaja, przeciwnik nie ma szans, ale ten dobry zamiast go wykonczyc, bawi sie z nim, popisuje sie przed nim swoja moca, tymczasem ten zly, zostawil kawalek jakiegos "gluta" za skala i w niespodziewanym momencie pochlania kilku innych wojownikow i ten "potezny" znow nie ma szans.

Filmik

Na poczatku jest pokazane tworzenie implozji :P

Kiedy czlowiek uswiadamia sobie, ze juz wygral, ze jest on zwyciezca i jest wolny, to moze przygotowac sie na takiego "gluta zza skaly", ktory bedzie szukal sposobu na zwielokrotnienie swojej mocy.

Gdzie lezy blad? Nie ma zadnych wygranych i zwyciezcow, bo walka byla nierzeczywista i to ego ja tworzy, wiec nie mozna wygrac z nim w jego swiecie.

Cytat:
"Centrala" matrixa, nadajaca sygnal czakr znajduje sie w pierscieniach Saturna.
To jest cos w rodzaju "bitwy" pomiedzy "Satanem", a "Sanat Kumara", zwanym tez Chrystusem, personifikacja Slonca.


To jest walka tylko w mniemaniu tego pierwszego. Najpierw komus sie zdawalo, ze sie zbuntowal i zostal wygoniony i ze tworzy cos odwrotnego w oderwaniu od swiata z ktorego, jak wydawalo sie, odszedl i w wyniku tego blednego widzenia prowadzi walke z wlasnymi wyobrazeniami. Jest w stanie nieustannego zagrozenia, bo wydaje mu sie, ze ktos go atakuje, a poddanie sie moze pozbawic go tego czym jest i co osiagnal, a co w ogole nie mialo miejsca. Nie jest to mozliwe, by jeden "Syn Boga" zaatakowal drugiego, bo tylko jeden "Syn" (czy raczej Sun/Slonce) jest prawdziwy.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 4 Lipiec 2012, 18:26, w całości zmieniany 7 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 7 Lipiec 2012, 15:22   

Samoobserwacja wlasnych zachowan i reakcji przede wszystkim.

Kiedy jeden czlowiek rozmawia z drugim, to nieswiadomie reaguje rowniez na jego wyglad, ubior, ton glosu, miejsce spotkania i te wszystkie nieuswiadomione reakcje sa tym, co czlowiekiem steruje.

Nie chodzi o to, by zaczac myslec lepiej o ludziach. Nie da sie zaplanowac nastepnej mysli, to niemozliwe, jak wiec cos takiego jak pozytywne myslenie moze dzialac?

Chodzi o to, by uswiadomic sobie reakcje zachodzace w organizmie, a nastepnie dochodzic do tego, skad one sie wszystkie biora i do kogo naleza. Ostatecznie dochodzi sie do tego, ze wszystkie one maja swoj jeden korzen, to mysl "ja jestem tym cialem, ktore nalezy chronic przed atakiem". Ale ta mysl nie ma zadnego wplywu na prace ciala, nie jest nim.
Gdy dociera sie do tego, w czym ta mysl sie pojawia, ona przestaje miec jakakolwiek moc, bo okazuje sie niczym.

Czlowiekowi sie zdaje, ze ma jedna niezmienna osobowosc, podczas gdy w nieswiadomosci, w wyniku negatywnych przezyc, nieustannie dokonuje sie mnozenie wzajemnie sprzecznych osobowosci, walczacych ze soba.

Jestem swiadomy glosu oceniajacego ludzi, tego, ze cos mu sie nie podoba, jego szczekania, jak malego, wystraszonego pieska, oraz jego poczucia bycia zaatakowanym i zranionym. Tego nie da sie wylaczyc, mozna to po prostu sobie uwiadomic i rozpoznac jako nicosc. Obrazki jakie generuje ten glos, "martwy logos", nie sa ani straszne, ani smutne, ani nie powoduja zadnych konsekwencji, bo sa po prostu niczym. Nie ma wiec sensu wspolczuc innym, nieszczesliwym osobowosciom, bo samo w sobie to nie posiada czucia. Nie da sie wspolczuc ograniczeniom. Mozna ogarnac wspolczuciem tylko to, co stoi za myslami i czym czlowiek jest, a nie to czym sie zdaje.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 7 Lipiec 2012, 17:38, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0.05 sekundy. Zapytań do SQL: 8