SzukajSzukaj  RegulaminRegulamin  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Forum Icy.pl Strona Główna  

Poprzedni temat «» Następny temat
Religie, etyka, zyciowa filozofia...
Autor Wiadomość
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 11 Lipiec 2012, 12:14   

Jesli powiem, ze nie masz, to moje slowa pozbawia cie jakiejs mocy? Albo jesli powiem, ze masz, to poczujesz przyplyw energii? Nie reaguj na slowa jak robot.

Powiem, ze mozesz miec wplyw na wszystko, a twoj umysl, ktorym nie kierujesz, zostanie podbudowany poczuciem kontroli.

Rzeczywistosc jest samo-organizujaca sie totalnie. Kontrola odbywa sie za twoim posrednictwem, ale nie masz wplywu na to :P

Kiedy chcesz wladzy, to jestes jedynie marionetka i narzedziem wyzszej sily ktora sama sie organizuje, kiedy pozbywasz sie pragnienia wladzy, wtedy panujesz nad soba bez wysilku.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 11 Lipiec 2012, 12:37, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 11 Lipiec 2012, 12:59   

Jesli nie istnieje nic poza tajemnica swiadomosci, czyli poza twoim prawdziwym "ja", to brak wolnej woli niczego nie zmienia, bo nie ma nikogo, kto moglby toba kierowac i manipulowac.

Wolna wola, odgrywanie, przeznaczenie itd. to sa warianty mozliwe do odkrywania dzieki tej niezglebionosci. Jej samej to sie nie tyczy, poniewaz jej jedyna wlasciwoscia jest wlasnie ta niezglebionosc.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 11 Lipiec 2012, 13:17, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 11 Lipiec 2012, 16:29   

Cytat:
W roku 1923 zaczął (Georgij Gurdzijew) przekazywać nauki o idiotyzmie zwane "Toastem dla Idiotów". Zdaniem C.S. Notta nauka idiotyzmu była "zwierciadłem, w którym człowiek może ujrzeć sam siebie"→305. Podzielił ludzi na 18 kategorii, odpowiednio do reprezentowanego przez nich stopnia idiotyzmu:

(1) zwykłych idiotów

(2) super idiotów

(3) arcyidiotów

(4) bezradnych idiotów; wśród "bezradnych idiotów" wyróżnił podgrupę "zwykłych", którzy poprzestają na samych sobie, oraz podgrupę "prawdziwych", czyli widzących własną całkowitą nicość i nie zdających sobie sprawy z tego, że zmartwychwstać można tylko poprzez śmierć "ja".

Wówczas można stać się

(5) współczującym idiotą, który - jak buddyjski bodhisattwa - żyje dla pożytku innych. Ponadto mówił o:

(6) wijących się idiotach, którzy nie są jeszcze gotowi do pomagania innym

(7) kwadratowych

(8) okrągłych

(9) zygzakowatych, reprezentujących różne stopnie wglądu na ścieżce do poszukiwania własnej tożsamości

(10) oświeconych

(11) wątpiących

(12) buńczucznych

(13) urodzonych

(14) patentowanych

(15) psychopatycznych, którzy mogą się pogrążać lub ewoluować. Pozostałe kategorie idiotów reprezentują sobą moc obiektywnego rozumu i coraz głębsze stany wglądu we własną naturę. Według Gurdżijewa przejście do następnej kategorii następuje po śmierci poprzedniego stadium.

(16) pierwszy z nich można osiągnąć dopiero po pierwszym zstąpieniu powiązanym z wstąpieniem,

(17-18) dwa ostatnie są przeznaczone dla synów bożych→306.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 11 Lipiec 2012, 16:50, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 12 Lipiec 2012, 14:59   

Jest "samo-organizacja" mechaniczna, oraz samo-organizacja spontaniczna, ktora jest glebiej niz ten pierwszy rodzaj.

Najrozniejsze istoty tworzace wszelkiego rodzaju "matrixy" sa z tego pierwszego rodzaju. Szaraki, pajaki i gady imitujace swietlistych aniolow, ale prawdziwymi "pociagajacymi za sznurki" sa jeszcze potezniejsze istoty pajecze, geniusze aktorscy i rezyserscy, jak to zostalo pokazane w "matrixie", ktore z kolei podlegaja "ekstremum klebowiska myslowego" w jezyku Uzuliego, zwanym tez czarna dziura, bedaca czyms w rodzaju imitacji absolutu i ostatecznosci.

W ramach tego pierwszego rodzaju moga istniec cale hierarchie anielskie, niezliczone ilosci koncepcji filozoficznych, cale swiaty, cale programy rozwoju. Mozesz tez zostac wessany przez "absolut", zostac przez niego przemielonym i zaczac zabawe w skladanie sie od nowa.

Ale to wszystko jest jedynie czescia samo-organizacji spontanicznej, niekontrolowanej gdzies "centralnie". Te wszystkie "matrixowe" istoty z glebszego poziomu pelnia jakas inna wazna role, chociaz one same moga sobie nie zdawac z tego sprawy. Nic sie nie marnuje we wszechswiecie.

Nie wiem jak inaczej opisac ta kwestie wolnej woli, posiadania realnego wplywu na rzeczywistosc. To jakby probowac podskoczyc wyzej dupy, poniewaz jezyk zostal dany czlowiekowi przez pajecze istoty o naturze w duzym stopniu "mechanicznej", czy "centralnie sterowanej".

Spotykajac jakas istote, ktora wydostala sie przez te wszystkie syntetyczne stany, nie dowiesz sie od niej niczego ostatecznego, mozesz najwyzej zostac zmieciony smiechem.

Nie daj sie unieruchomic przez ta siec umyslow, gdy czlowiekowi zdaje sie, ze ostatecznie juz cos wie i dotarl do mety, to zostal jedynie unieruchomiony przez ta pajecza siec, ktora moze imitowac najrozniejsze stany.

Kiedy mowie, ze rzeczywistosc jest samo-organizujaca sie, to ktos zinterpretuje jako cos mechanicznego, cos co dzieje sie samoistnie bez mozliwosci udzialu w tym. To dlatego, ze dziala caly czas z poziomu tego zaplatania sie w znaczeniach. Wszystko co robisz z poziomu tego klebowiska mysli, prowadzi cie jak po nitce do klebka w jakas "czarna dziure", poniewaz wszystko odbywa sie na zasadzie samopodobienstwa.

Rozszerz swiadomosc, wyjdz poza to przyklejanie sie.

To jest jak niekonczaca sie gra, gdzie zawsze jest cos jeszcze glebiej.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 12 Lipiec 2012, 15:22, w całości zmieniany 6 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 12 Lipiec 2012, 20:15   

Mowiac o mechanicznosci nie nalezy tego utozsamiac wylacznie z technologia, srubkami itd.
To jest jedynie nizszy przejaw mechanicznosci wyzszej.
Mechaniczne moga byc emocje, marzenia, przemyslenia, mechaniczne moze byc swiatlo, bog uwazajacy sie za stworce wszechrzeczy moze byc mechaniczny, mechaniczna moze byc udawana spontanicznosc i stany "mistyczne", swiat moze wydawac sie mechaniczny, gdy patrzy sie na niego przez mechaniczne filtry rzeczywistosci.

Ta samo-organizacja spontaniczna, ktorej natura jest wlasciwie nieznana tutaj, niszczy ta mechanicznosc od srodka, ukazujac stopniowo iluzorycznosc kontroli. Nie dziala w sposob widoczny, po prostu sie pojawia, a w "centrali" cos idzie nie tak, co niektorzy nazywaja "zlosliwoscia rzeczy martwych".

W nieskonczonosci nie ma miejsca, gdzie moznaby sie oprzec i odpoczac, chyba, ze nieskonczonosc sama w sobie bedzie oparciem. Niekonczaca sie podroz wtedy nie meczy, a z powaznej walki zmienia sie w zabawe.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 12 Lipiec 2012, 20:32, w całości zmieniany 6 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 13 Lipiec 2012, 12:23   

Fajne jest to, ze niewazne co bym napisal, to i tak nie zmieni to niczego :P

Potrafisz zaplanowac nastepna mysl? Jak to robisz, ze tworzysz mysl? Jesli pojawi sie mysl, ze cos kontrolujesz, a nie zaplanowales tej mysli wczesniej, to co to znaczy?

Czy ty potrafisz wytworzyc mysl, ze rozumiesz, badz nie rozumiesz tego co pisze? Jesli nie, to kto czegos nie rozumie, albo rozumie?

"Twoj" umysl moze zgadzac sie z jedna teoria, a druga obalac, bo cos mu nie pasuje, ale gdzie w tym jestes ty, ktory tworzy to wszystko?

Cytat:
ktore z kolei podlegaja "ekstremum klebowiska myslowego" w jezyku Uzuliego, zwanym tez czarna dziura, bedaca czyms w rodzaju imitacji absolutu i ostatecznosci.


Ta idea "absolutnej zmylki" jest jednoczesnie absurdalnie smieszna oraz bezlitosna. Wiele istot jest "eskortowanych" przez pajeczych anielskich przebierancow ku ostatecznemu polaczeniu sie ze zrodlem, zmeczeni podroza, nareszcie w domu ... :lol:
Sa tez istoty wyzwolone, ktore odklejone od wszelkich "ostatecznych manifestacji" potrafia spojrzec prosto w twarz absolutowi, nie dac sie przyciagnac przez niego, i przebic sie dalej, poza te "slepe oko", by widziec juz calosc kreacji w jej realnej postaci.

Wystarczy przestac utozsamiac sie z czymkolwiek, niezaleznie od skali atrakcyjnosci zjawiska, cokolwiek moze zostac zobaczone i doswiadczone, to nie jest to czym istota naprawde jest. To jest uniwersalna prawda, ktora obowiazuje wszedzie, zarowno w swiecie "materialnym" jak i w "wyzszych wymiarach" i chroni tak naprawde przed wszystkim co tylko moze istote oszukac.
Niektore gwiazdy w ramach "jazdy bez trzymanki" daja sie zasysac w takie "absolutne manifestacje", bez szkody dla siebie, odbudowuja sie w jakims innym miejscu nieskonczonej kreacji.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 13 Lipiec 2012, 14:37, w całości zmieniany 9 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 13 Lipiec 2012, 22:13   

W "Dniu Swira" byla taka scena, gdzie Adam Miauczynski chcac odpoczac na plazy, zmeczony obledem swojego zycia, widzial postacie bedace projekcja jego umyslu, przesladujace go.
Bylo pokazane, ze np. rozgadana, piskliwa dziewczyna, ktora "napierdala do niego caly czas, a on se mysli i nie slucha", to w rzeczywistosci byl jakis ptak, ktory wydawal specyficzny odglos.

Filmik

Dokladnie to samo ma miejsce u wielu ludzi. Noszac w sobie pamiec negatywnych przezyc z przeszlosci, rzutuje ja na chwile terazniejsza, widzac cos co w rzeczywistosci sie nie dzieje. Cos sie dzieje, a umysl dorabia do tego cala historie, aktorow i scene na ktorej wystepuja, pasujaca do reakcji z przeszlosci, a to wszystko dzieje sie we wlasnym, prywatnym swiecie, we wlasnym "kokonie".

Gdy czlowiek reaguje w oparciu o przeszlosc, wszystko co widzi teraz, to jedynie holograficzna projekcja "ukrzyzowania".
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 13 Lipiec 2012, 22:51, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 14 Lipiec 2012, 16:16   

Cytat:
a to wszystko dzieje sie we wlasnym, prywatnym swiecie, we wlasnym "kokonie".


Kiedy jeden czlowiek reaguje na drugiego czlowieka w oparciu o reakcje z jakimi utozsamil sie w przeszlosci, to tworzy jego obraz, jaki istnieje wylacznie w jego swiecie. Ten drugi czlowiek ma swoj wlasny kokon i reagujac na tego pierwszego w oparciu o reakcje z przeszlosci, tworzy jego obraz, jaki istnieje tylko u niego.

Kiedy pieciu ludzi sie spotyka, to nie mamy do czynienia z jedna sztuka teatralna, gdzie wystepuje pieciu ludzi, lecz z piecioma roznymi sztukami, z dwudziestoma piecioma roznymi aktorami grajacymi jednoczesnie.

W cudzym swiecie jestem zdany na laske i nielaske tego, kto wytwarza swiat ze mna w srodku, ale to sa wylacznie jego wyobrazenia, ktore nie ruszaja tego, czym jestem w rzeczywistosci.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 14 Lipiec 2012, 16:22, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 14 Lipiec 2012, 21:56   

Cytat:
cokolwiek moze zostac zobaczone i doswiadczone, to nie jest to czym istota naprawde jest.


Nawet rozpoznanie tego, ze nie jest sie tym co sie pojawia i znika i moment "oswiecenia" nie jest tym czym, w czym sie odnajdzie. Czlowiek cieszy sie z tego, ze zrozumial i pojal niezglebione, czuje sie uwolniony od przywiazan, ze skonczyl sie utozsamiac, nie zdajac sobie sprawy z tego, ze nie jest sie ta radoscia z powodu rozpoznania i ze nie jest w stanie tego stanu zatrzymac, bo nie ma tego, kto moglby to zrobic.
To jest takie wyzwolenie, gdzie iluzja zostala niedobita. Ostateczne wyzwolenie jest wtedy, gdy jest swiadomosc tego, ze uwolnienie tez jest iluzja, bo nie ma mozliwosci by wyjsc poza to, czym jest rzeczywistosc. Nie da sie wyjsc poza niezglebione, wiec nie mozna realnie wrocic. Powrot jest jak kazda inna rzecz pojawiajaca sie w "tym".
To jest wolnosc glebsza niz wybuch radosci, ktory moze zniknac i zostac zastapiony innym stanem.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 15 Lipiec 2012, 14:37, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 15 Lipiec 2012, 17:49   

RedJohn czy to nie fajnie byloby obudzic sie i uswiadomic sobie, ze te wszystkie przemierzone kilometry, problemy, cale epoki spedzone na poszukiwaniu czegos, byly jedynie jakims ruchem umyslu, ktorym nawet sie nie kierowalo samodzielnie, a ty sam nie ruszyles sie z miejsca nawet o metr?

Kiedy spisz, to podczas snu mozesz rozmawiac z innymi ludzmi, mozesz byc zmeczony jakas podroza, ale gdzie to wszystko sie odbywalo?
Dokladnie to samo jest i w tym, co zwane jest rzeczywistym swiatem. Widzisz ludzi i przedmioty poruszajace sie tu i tam, ale przeciez musi byc "cos" co pozostaje ciagle tym samym, co moze uswiadomic sobie zmiany, musi byc "cos", co jest zawsze w bezruchu, by uswiadomic sobie ruch.
Jesli to "pole swiadomosci" jest nieskonczone i wszechobejmujace, to jak moze cokolwiek realnie sie poruszac, jak swiadomosc w ogole moze sobie gdzies pojsc, jaki tutaj punkt odniesienia mozna zastosowac? Ruch istnieje tylko przy porownaniu jednego skonczonego obiektu z drugim skonczonym obiektem, nie da sie porownac tego z nieskonczonym "nie-czyms", w ktorym ruch sie pojawia i stwierdzic, o ile cos sie przemiescilo w tym polu.

Nie powinno sobie wyobrazac tego pola swiadomosci jako czegos nieskonczenie rozleglego, raczej jako pojedynczy "punkt", ktorego wlasciwoscia jest jedynie glebia i terazniejszosc, ktora moze zmiescic w sobie wszelka rozleglosc, czasu, przestrzeni, czegokolwiek.

Jest niezglebiona tajemnica swiadomosci i sa nieskonczone mozliwosci odkrywania tej tajemnicy. Kazda koncepcja to jest jedna z mozliwosci, ale najlepiej i najprosciej jest dojsc do samej podstawy tego wszystkiego, tej tajemnicy, wtedy wszystko staje sie prostsze.

Trzeba przejsc cos w rodzaju wirtualnej smierci, ale ludzie dramatyzuja zbytnio z tym. "Co sie ze mna stanie, przestane istniec?", drza ze strachu przed bezdenna otchlania. Wirtualna smierc nie jest ani jakas strata, nie jest wyrzeczeniem, bo nawet nie ma czego sie wyrzekac i nie ma co umierac, bo to co ma niby umrzec nawet nie powstalo. Czego sie bac? Ze nie ma mozliwosci wyjscia poza nieskonczonosc?

I to jest cala esencja duchowosci, malo kto mowi to wprost, najczesciej sa to jakies zawile i kuszace koncepcje, umilajace sen.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 15 Lipiec 2012, 18:32, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
RedJohn
Wow!


Dołączył: 18 Kwi 2012
Posty: 82
Wysłany: 15 Lipiec 2012, 22:15   

Fajnie by było obudzić się i uznać ze to wszystko to tylko sen :)

Jesli ja nie mysle, i mysli sie samo to po co mysli sie o tym co mysli?
Po co to wszystko skoro nie ma sie wplywu.
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 16 Lipiec 2012, 00:13   

Nie bierz do siebie niektorych moich mocnych odzywek, "moje" zycie to byla jedna wielka zenada, tak samo jak zycie "innych ludzi", bo przeciez patrzac przez pryzmat zenady, widzi sie tylko zenade. "Myslalem" nawet o samobojstwie, podejrzewam nawet, ze taki byl cel tego wszystkiego, tylko ze rozpoznalem to jako jedynie pewien wzorzec zachowania umyslu, ktory tak zostal zaprogramowany, by dawac wrazenie czegos "swojego". Moj udzial w tym byl jedynie taki, ze do tego sie przyklejalem jak zahipnotyzowany, nic wiecej. I zamiast podtrzymywac ta dramatyczna projekcje poprzez niby "siebie" zabijanie, co doprowadziloby tylko do dalszego miotania sie w swoim wlasnym, prywatnym kokonie, "umarlem" naprawde, juz nie na niby. Tak wlasciwie to rozpoznalem, ze nawet nie ma nikogo do umierania. To tylko taka historyjka o nieszczesliwej przeszlosci, ktora w terazniejszosci nie ma prawa nawet zaistniec. Wobec "siebie" trzeba byc calkowicie bezlitosnym, nalezy to zaglodzic, niezaleznie od tego jak bardzo by wylo, podczas gdy psychologowie i psychiatrzy, sami bedac przez to opetani, staraja sie poprawic nierzeczywistosc.

Cytat:
Jesli ja nie mysle, i mysli sie samo to po co mysli sie o tym co mysli?


Mysliciel mysli jest po to, by tworzyc swoj wlasny prywatny swiat koszmarow i doprowadzic do slepej uliczki.
Wokol tego prywatnego swiata rozciaga sie nieskonczone zycie dla samego zycia.
Ludzie nie zdaja sobie sprawy z tego, jak bardzo ciasno sa spakowani, jak sardynki w puszce, podczas gdy otacza ich przestrzen bez granic. Boja sie wszystkiego w srodku puszki i boja sie zajrzec za nia.

William Blake napisał/a:
Prawe Ramię wyciągnął ku północy,
Lewe ku południowi,
Rozprzestrzeniając się w udręce bezdennej,
A jego stopy Otchłań dolną deptały
W dreszczu, wyciu, niedoli.
I siódmy przeminął Wiek,
Stan posępnego cierpienia.
W przerażeniu Los od swego oderwał się dzieła;
Wielki młot wypadł z jego rąk.
Ognie swoje widząc ze zgrozą,
Silne członki ich ukrył w dymie;
Bo pośród wszystkich gromów zniszczenia,
Pośród chrzęstu, łoskotu, jęków
Nieśmiertelny przetrwał łańcuchy,
Choć śmiertelnym był spętany snem.
Wszystkie miriady Wieczności.
Cała mądrość i radość życia
Wokół niego toczą się jak morze
Oprócz tego, co jego małe kręgi widzenia
Stopniowo odsłaniają.


Utwor
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 16 Lipiec 2012, 00:43, w całości zmieniany 8 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 16 Lipiec 2012, 22:34   

Wszystko staje sie prostsze, gdy postrada sie umysl :P

Moja taktyka na "podbicie" nieskonczonosci to taktyka odejmowania, najprostsza i najskuteczniejsza. Zamiast zwiekszac "moc obliczeniowa" np. umyslu, dzieki czemu latwiej bedzie chwycic jakas koncepcje, ktorej i tak sie nie zatrzyma, to pozbywam sie go, dzieki czemu zwieksza sie moc, bo juz nie ma co spowalniac reakcji :lol: Nie mozna popelnic bledu, gdy nie ma tego, co moze sie pomylic.
Poza tym, jako ze wszystko odbywa sie na zasadzie samopodobienstwa, nie mozna zostac zlapanym przez kogos identyfikujacego sie z umyslem, moze co najwyzej zwiesc sam siebie tworzac wlasna projekcje na temat "mnie" w swoim wlasnym swiecie, majac poczucie, ze "mnie" zlapal.
Efekty odejmowania sa naprawde zadziwiajace np. spotyka sie niby ludzi totalnie zaslepionych, ale gdy nie ma sie tego bezwartosciowego szumu w glowie, to okazuje sie, ze przez tych ludzi przemawia "Duch", dajac jakies wskazowki. Gdy dziala sie z poziomu umyslu, to jest to niedostrzegalne. Mozna wtedy dzialac bedac "po drugiej stronie", bedac widocznym jako jedna z osob w swiecie.
Wystarczy dotrzec do podstawy wszystkiego, a wtedy wszystko
uklada sie samo. Nie trzeba znac sie np. na czakrach, wystarczy, ze porzuci sie to, czym sie nie jest, a objawi sie to w postaci zharmonizowania centrow energetycznych. Nie trzeba niczego potrafic, wystarczy samo-obserwacja, a to nie jest cos, co sie robi.
Ludzie zupelnie zatracili sie w tym calym robieniu, gdyby tylko porzucili swoje iluzje, to okazaloby sie, ze wszystko moze dziac sie samo, bez popychania. To tak jakby malpe posadzic przed sterami samolotu, gdzie jest wlaczony autopilot, a ona jest zadowolona, ze samolot leci zgodnie z jej wola.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 16 Lipiec 2012, 22:45, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 17 Lipiec 2012, 13:10   

Mozna wiec powiedziec, ze czlowiek ma jakby dwa umysly dzialajace rownolegle do siebie. Jeden jest calkowicie mechaniczny i reaguje w oparciu o przeszlosc, tworzac na ekranie terazniejszosci pozbawione energii obrazki. Rownolegle z nim, lecz zagluszany przez ten ciezki, jest umysl, ktory widzi swiat jaki jest w rzeczywistosci. Ten drugi dziala sam z siebie, ten pierwszy potrzebuje przykucia do niego uwagi. Ten pierwszy patrzy, a ten drugi widzi. Ten pierwszy sie porusza, a ten drugi pozostaje w bezruchu. Gdy czlowiek przestaje identyfikowac sie z tym mechanicznym, to moze uslyszec, jak przez innych ludzi przemawia w roznych okolicznosciach ten drugi, chociaz ci inni ludzie nic o tym nie wiedza.

Carlos Castaneda napisał/a:

Nagle owładnęło mną gwałtowne, dziwne drżenie. Myślałem, że zemdleję, i usiadłem na kamiennych schodach. Przed oczyma dojrzałem żółte plamy. Czułem się tak, jakbym wirował. Byłem przekonany, że za chwilę zwymiotuję.
Obraz stał się zamazany, aż w końcu przestałem widzieć w ogóle. Mój stan fizyczny był tak fatalny, a odczucia tak intensywne, że nie pozostawiały mi miejsca na jedną chociażby myśl. Rejestrowałem jedynie własny strach i niepewność na poziomie fizycznym, połączone z uniesieniem oraz dziwnym przeczuciem, że znalazłem się na progu czegoś monumentalnego. Wrażenia te nie miały swoich odpowiedników myślowych. W pewnym momencie nie wiedziałem już, czy siedzę, czy stoję. Zostałem otoczony ciemnością tak nieprzeniknioną, jak to tylko można sobie wyobrazić, po czym – zobaczyłem energię w jej ruchu we wszechświecie.
Widziałem pochód świetlistych sfer, zbliżających się do mnie bądź to oddalających się. Widziałem je pojedynczo, tak jak zawsze mówił don Juan. Wiedziałem, że są to różne osoby, ponieważ różniły się wielkością. Przyglądałem się dokładnie szczegółom ich struktury. Ich świetlistość i krągłość tworzyły włókna, które wyglądały tak, jakby były ze sobą sklejone. Włókna były cienkie albo grube. Każda z takich świetlistych figur miała grubą kosmatą powłokę. Wyglądały niczym dziwaczne, świetliste, włochate zwierzaki albo monstrualne okrągłe owady pokryte świetlistymi włochami.
Najbardziej szokujące z tego wszystkiego było to, że uzmysłowiłem sobie wówczas, iż widziałem te włochate owady przez całe życie. Wydało mi się w owej chwili, że za każdym razem, kiedy don Juan pomagał mi rozmyślnie je zobaczyć, było to niczym udanie się do celu okrężną drogą. Przypomniałem sobie każdą sytuację, kiedy pomógł mi widzieć ludzi pod postacią świetlistych sfer, i wszystkie te chwile widzenia różniły się od owego ogromu widzenia, do którego teraz miałem dostęp. Wiedziałem wówczas bez cienia wątpliwości, że postrzegałem energię w jej ruchu we wszechświecie przez całe życie, zupełnie samodzielnie, bez niczyjej pomocy.
Uświadomienie sobie tego było dla mnie przeżyciem druzgocącym. Poczułem się niesamowicie bezbronny, kruchy. Rosła we mnie potrzeba ucieczki w jakieś bezpieczne miejsce, ukrycia się. Było dokładnie tak jak we śnie, który chyba każdy z nas wcześniej czy później ma: jesteśmy w nim nadzy i nie wiemy, co zrobić. Ja czułem się gorzej jeszcze, niż gdybym był nagi; czułem się całkowicie bezbronny, słaby, a powrót do normalnego stanu napawał mnie grozą. Dość niejasno zdawałem sobie sprawę, że leżę. Gotowałem się na powrót do normalności. Wyobrażałem sobie, że kiedy się ocknę, będę rozciągnięty na kamiennym chodniku, szarpany konwulsjami, otoczony ciasnym kręgiem gapiów.
Wrażenie, że leżę, jeszcze bardziej się nasiliło. Poczułem, że mogę poruszać oczyma. Przez przymknięte powieki widziałem światło, ale wzdragałem się na myśl, że mam otworzyć oczy. Dziwne w tym wszystkim było to, że nie słyszałem nikogo z kręgu osób, które – jak sobie wyobrażałem – stoją wokół mnie. Nie dochodził do mnie absolutnie żaden dźwięk. W końcu zaryzykowałem i otwarłem oczy. Byłem we własnym łóżku, w moim mieszkaniu na rogu bulwarów Wilshire i Westwood.
„Dostałem ataku histerii. Ale z jakiegoś powodu, który wykraczał poza moje zdolności pojmowania, niemal natychmiast się uspokoiłem. Histerię zastąpiło zobojętnienie, pewien stan fizycznego zadowolenia, podobnego do uczucia po zjedzeniu dobrego posiłku. Nie mogłem jednak uspokoić mojego umysłu.

Uświadomienie sobie tego, że postrzegałem energię bezpośrednio przez całe życie, było dla mnie szokiem, który trudno sobie wyobrazić. Jak, do diabła, było to możliwe, że nie wiedziałem tego wcześniej? Co broniło mi dostępu do tego aspektu mojej natury? Don Juan mówił mi wcześniej, że każdy człowiek ma możność postrzegania energii bezpośrednio. Nie powiedział jednak, że każdy człowiek faktycznie widzi energię bezpośrednio, choć nic o tym nie wie.
(…)
Nie odważyłem się nikomu wspomnieć o tym, że obudziłem się we własnym łóżku i nie jestem w stanie wyjaśnić tego, w jaki sposób się tam znalazłem. Dlatego też moje pośpieszne zabiegi, by zobaczyć się z don Juanem, były jak najbardziej usprawiedliwione. Poleciałem do Mexico City najszybciej, jak mogłem, wynająłem samochód i pojechałem do jego domu.
– Dokonałeś tego wszystkiego już wcześniej! – powiedział don Juan ze śmiechem, gdy zdałem mu relację z tego spędzającego mi sen z powiek przeżycia.
– Są tylko dwie nowe rzeczy. Jedno to to, że teraz udało ci się dojść do postrzegania energii zupełnie samodzielnie. To, czego dokonałeś, to zatrzymanie świata; potem uświadomiłeś sobie, że zawsze widziałeś energię w jej ruchu we wszechświecie, tak jak każdy człowiek, choć nie potrafiłeś sobie tego sam uzmysłowić. Druga nowa rzecz to to, że odbyłeś podróż ze swej wewnętrznej ciszy zupełnie samodzielnie.
(…)
Ale tym, co ma tutaj największe znaczenie, nie jest świadomość, że zawsze postrzegałeś energię bezpośrednio, ani twoja podróż z wewnętrznej ciszy, ale pewna dwuaspektowa kwestia. Po pierwsze, przeżyłeś coś, co czarownicy starożytnego Meksyku nazywali czystym widokiem albo utratą ludzkiej formy: jest to czas, kiedy znika ludzka małostkowość, zupełnie jakby była spowijającym nas złowrogo oparem mgły, oparem, który powoli zaczyna się rozrzedzać i rozpływać. Ale pod żadnym pozorem nie wolno ci myśleć, że jest to coś, czego można dokonać raz na zawsze. Świat czarowników nie jest światem niezmiennym tak jak świat naszego powszedniego życia, gdzie będą ci mówić, że kiedy raz osiągniesz jakiś cel, pozostaniesz zwycięzcą na zawsze. W świecie czarowników wypełnienie jakiegoś zadania znaczy tyle, że udało ci się po prostu zdobyć najbardziej skuteczną broń do kontynuowania swej walki, która, tak przy okazji, nigdy się nie skończy.

Druga część owej dwuaspektowej kwestii to to, że dotknąłeś problemu, który przysparza największej udręki sercu człowieka. Sam go sformułowałeś, gdy zadałeś sobie te pytania: “Jak, do diabła, było to możliwe, że nie wiedziałem, iż postrzegałem energię bezpośrednio przez całe życie? Co broniło mi dostępu do tego aspektu mojej natury?”


Ten "opar mgly" o ktorym mowi Don Juan to przeszlosc, to swiat kiedy Ziemi (i innym planetom) swiecilo saturnowe slonce, a istoty zyjace na niej poruszaly sie w purpurowej mgielce.
Cala ta sloneczna symbolika obecna u roznych "tajnych" stowarzyszen, a takze jej obecnosc w zyciu codziennym (np. Polsaturn :P ) ich pozorny kult Slonca, tak naprawde odnosi sie do Saturna.
Nie bylo wtedy czasu, Saturn swiecil bedac zawieszony zawsze w tym samym miejscu na niebie, sprawiajac wrazenie, ze sie nie porusza. Z reszta teraz tez go nie ma, lecz by zatrzymac swoja pozycje, by uchronic sie przed terazniejszoscia w postaci nowego Slonca, zostalo wytworzone wrazenie czasu, by moc zyc przeszloscia. Dlatego nie widzi sie swiata jakim jest teraz. Nie bylo wtedy wiatru, dlatego czlowiek utozsamiajacy sie z sztucznym umyslem, nie jest w stanie dzialac bedac swiadomym oddechu, jest nieobecny tu i teraz, zyje ciagle zaslepiony purpurowa mgla.
Rownolegle do tego jest w nim czesc Slonca z terazniejszosci, mozna to nazwac "umyslem Buddy" , ktora jest zagluszana chaotycznym belkotem.
Ta oslepiajaca mgla, ktora jest sie otoczonym jest poczuciem winy z powodu tego, ze zaatakowalo sie "Syna Boga" i strachem przed gniewem boskim, przed unicestwieniem w otwartej przestrzeni. Ten strach jest gleboko wbity w podswiadomosc. Ostatecznie jest to strach przed tym, ze gdy sie spojrzy za ta mglista zaslone, to okaze sie, ze zadnego ataku nie bylo, a wszystko co wytworzylo sie w slepocie, bylo wynikiem blednego postrzegania, co wlasnie jest "grzechem".
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 17 Lipiec 2012, 21:35, w całości zmieniany 11 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 18 Lipiec 2012, 14:01   

Czlowiek postrzega swiat w taki sposob w jaki postrzega tylko dlatego, ze nadaje mu szczegolne znaczenie.
Odbieranie znaczenia swiatu najlepiej jest wykonac stopniowo, docierac po nitce do klebka tak jak to robia male dzieci np. idzie sie ulica, patrzy na nia i dociera sie do jej zrodla pytajac "po co ona jest?", pojawia sie w umysle odpowiedz "ona jest po to, by ludzie mogli sprawnie sie poruszac", wiec znowu pytanie: "po co ludzie mieliby sprawnie sie poruszac?", znowu odpowiedz "po to, by moc zarabiac pieniadze", pytanie: "po co ludzie mieliby zarabiac pieniadze?", odpowiedz "aby moc utrzymac swoje cialo przy zyciu", pytanie "po co utrzymywac cialo przy zyciu? jakim zyciu?".
Albo tez: "jakie cialo? jak czlowiek kieruje cialem? jak czlowiek robi to, ze bije sercem, albo kieruje krwiobiegiem?", odpowiedz: "nie kieruje", pytanie "to jak moze je utrzymac przy zyciu?".

Nalezy isc przez swiat z takim nastawieniem, ze nie wie sie, po co jest cokolwiek, w ciszy i uswiadamiajac sobie kazda swoja reakcje w ciele i umysle, dochodzac do jej korzenia, jakby sie rozbudzilo w srodku przedstawienia nie majac pojecia o przeszlych zdarzeniach zaszlych w nim.

Dochodzi sie do tego, ze wszystko co sie postrzega to sprzecznosci, wiec to nie moze miec zadnego znaczenia, belkot jest belkotem, nie moze znaczyc nic.
I kiedy pojawia sie jakies wrazenie strachu przed tym, co rozpoznalo sie juz, ze jest bez znaczenia, nalezy uswiadomic sobie, ze jest sie zaniepokojonym z powodu tego, co nie ma sensu, wiec niepokoj tez nie moze miec sensu. To co nie ma znaczenia, nie moze wywolywac zadnych skutkow i przyczyn (co zwie sie karma).

Na tym polega taktyka odejmowania, powoduje ona odpadanie platami nakladek nalozonych na rzeczywistosc, dziejaca sie rownolegle do nich. Nie da sie widziec obu swiatow jednoczesnie, albo jeden jest calkowicie prawdziwy, albo jest calkowicie falszywy.

Umysl ciezki i mechaniczny, ktory opiera sie na ochronie ciala i reakcjach z przeszlosci zostaje wtedy odlaczony od zasilania, umozliwiajac nabranie oddechu. Odslania sie umysl, ktorego swiadomosc rozciaga sie na cale cialo, a przeciez gdyby cale cialo bylo swiadome, to nie byloby ciala, wiec cialo jest samo w sobie nieswiadome i bez czucia.

Gdyby czlowiek widzial calym cialem , nie widzialby ciala. Cialo samo w sobie jest wiec dzielem slepoty.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 18 Lipiec 2012, 14:12, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 18 Lipiec 2012, 21:10   

Cytat:
Ruch istnieje tylko przy porownaniu jednego skonczonego obiektu z drugim skonczonym obiektem, nie da sie porownac tego z nieskonczonym "nie-czyms", w ktorym ruch sie pojawia i stwierdzic, o ile cos sie przemiescilo w tym polu.


Biegnie sobie po boisku pilkarz z pilka. Jesli wydzieli sie samego tylko pilkarza i umiesci sie go w samej tylko przestrzeni, to nie bedzie on mogl nigdzie pobiec.
Teraz znow mamy boisko, pilkarza i pilke, pilkarz kopie pilke i teraz wydzielajac sama tylko pilke i umieszczajac ja w przestrzeni, pilka nigdzie nie poleci, bedzie w tym samym miejscu gdzie zostala kopnieta.
Pilkarz i pilka moga sie oddalic i zniknac gdzies w dali, ale od kogo? Wyobrazajac sobie to, stawia sie w roli obserwatora zjawiska, ale co jesli sama osobe obserwujaca sie zabierze? Nie bedzie oddalajacej sie pilki od obserwatora, tylko sama obserwacja pilki, czy pilkarza tam gdzie jest, tu i teraz, bez mozliwosci wyjscia poza to.

Co sprawia, ze pojawia sie wrazenie ruchu? Pozorne ograniczenia, pozorne oddzielenie i wirtualne linie na boisku.
Gdyby tylko czlowiek zajrzal za zaslone, a widzi swiat za zaslona, lecz jest na to nalozona "nakladka", to zobaczylby, ze z ruchem jest podobnie jak z klatkami z filmu, ktore szybko przewijane, sprawiaja wrazenie ruchu, z tym, ze zamiast klatek filmowych sa to gotowe, nieruchome, cale swiaty i wszechswiaty, w ktore nieustannie przechodzi sie, z jednego do drugiego, co daje wrazenie jakiejs nowosci, ale to wszystko dzieje sie teraz.

O to chodzi z tym zatrzymywaniem kul w matrixie, bez potrzeby uchylania sie od nich.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 18 Lipiec 2012, 21:30, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 18 Lipiec 2012, 23:41   

I z tego punktu bezruchu sa tworzone scenariusze, zakladane sa przebrania i przechodzi przez te nieruchome swiaty, by przetestowac najrozniejsze idee, dociera sie do konca gry i znow powraca sie tam, gdzie to wszystko sie zaczyna i konczy. Ostatecznie jednak nie da sie wyjsc poza ten punkt, nic wiec ostatecznie nie moze przepasc, zostac unicestwionym, poniewaz wszystkie zdarzenia wewnatrz nieruchomych swiatow tak sie zorganizuja, idee tak sie ze soba polacza, ze nie ma innej mozliwosci jak powrot. Zabawa polega na tym, ze nie wiadomo nigdy jak to sie stanie. Swiat przemawia i daje wskazowki do wyjscia z gry kazdemu w rownym stopniu, tylko sa rozne stopnie zagluszania tego glosu.
Bardzo trudno to wytlumaczyc slowami, ale bardzo prosto wykonac.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 19 Lipiec 2012, 12:36, w całości zmieniany 8 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 19 Lipiec 2012, 11:45   

Osoby w ogole nie sa tworzone i brane pod uwage w scenariuszach i same niczego nie tworza, poniewaz sa ze soba sprzeczne i niemozliwe do zaistnienia. One sprawiaja wrazenie czegos stworzonego, gdy nie widzi sie swiata bedacego caloscia i w zaslepieniu postrzega sie to jako cos osobnego.
Dlatego wlasnie nawet najwieksza zbrodnia moze zostac przetransformowana przez "Ducha" w cos uzdrawiajacego. Jesli nieosobowa moc jest w stanie przemowic przez osobe, to osoby sa nieprawdziwe. To nie jest relatywizm moralny, bo zaklada on wzglednosc i to, ze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, podczas gdy ja mowie o tym, ze tylko jedna rzeczywistosc jest prawdziwa, druga moze sie tylko chwilowo zdawac i zlo moze zostac przetransformowane w uzdrowienie, poniewaz calosc sie samo-organizuje i wszystko zmierza do wolnosci, ale na odwrot to nie dziala.

To tak jakby ktos zrobil sweter z jakims ladnym wzorkiem, lecz po obroceniu ubrania na lewa strone zamiast wzorku sa jakies odstajace nitki. Czy mozna powiedziec, ze to po lewej stronie jest tym, co zostalo stworzone? Mozna je poucinac, bez naruszenia wlasciwego wzoru.

Cytat:
– Wtedy Iluvatar przemówił: Wielką moc mają Ainurowie, a najmocniejszy z nich jest Melkor, lecz niech wie i on, i każdy z was, że jam jest Iluvatar.
Pokażę wam teraz wszystko, co wyśpiewaliście, abyście zobaczyli swoje dzieło. Ty zaś Melkorze, przekonasz się, że nie można wprowadzić do symfonii żadnego tematu, który by w istocie nie miał swego źródła we mnie i że nie uda ci się zmienić tej muzyki na przekór mojej woli. Kto się o to pokusi okaże się w końcu tylko narzędziem moich planów, ujrzy bowiem rzeczy wspanialsze niż wszystko, co sam zdolny jest sobie wyobrazić. Strach ogarnął Ainurów, ponieważ nie rozumieli jeszcze słów Iluvatara, a Melkor palił się ze wstydu, który przerodził się w tajemny gniew w jego sercu.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 19 Lipiec 2012, 12:36, w całości zmieniany 9 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 20 Lipiec 2012, 13:42   

Cytat:
Ten mlodzieniec, Akataleptos (tj. nieuchwytny), to wlasnie naga i bezbronna natura swiadomosci, bezbronna bo niemozliwa do uchwycenia i zaatakowania.


Cytat:
Nie trzeba znac sie np. na czakrach, wystarczy, ze porzuci sie to, czym sie nie jest, a objawi sie to w postaci zharmonizowania centrow energetycznych.


Cytat:
Poza tym, jako ze wszystko odbywa sie na zasadzie samopodobienstwa, nie mozna zostac zlapanym przez kogos identyfikujacego sie z umyslem, moze co najwyzej zwiesc sam siebie tworzac wlasna projekcje na temat "mnie" w swoim wlasnym swiecie, majac poczucie, ze "mnie" zlapal.


Tak samo jak nie da sie zlapac teczy i jej zatrzymac dla siebie.
To co robia istoty trzymajace czlowieka w wiezieniu to wlasnie proba zatrzymania teczy poprzez tworzenie nierownowagi pomiedzy poszczegolnymi jej kolorami.
Natomiast sila zwana tutaj "Duchem Swietym", poprzez wypalanie ogniem "sluzu" spowalniajacego centra energetyczne, zmierza do ich scalenia w "oku cyklonu" w sercu.
"Slepy Bog" jest skazany na porazke w tej "konfrontacji", poniewaz postrzega swiat fragmentarycznie i nie ogarnia wszystkich "zmiennych", zawsze ta tecza przenika mu przez szpony, natomiast "Duch" ma oglad calosci, z jego perspektywy nic sie nie rusza, nic sie mu wymknac nie moze i zna rozstawienia wszystkich figur w grze i potrafi nawet posluzyc sie samym Slepcem, by ten nieswiadomie ludzi wyzwolil.
Ludzie zajmujacy sie rozwojem duchowym, ktorzy skupiaja sie na czakrach i swiata nie widza poza nimi, probuja zlapac tecze i nigdy dostatecznie nie zrownowaza jej kolorow, poniewaz dzialaja na oslep. Duchowy wzrok jest wynikiem juz zrownowazonych centrow energetycznych. Dojsc do tego co nieuchwytne, isc ze swiadomoscia obecnosci "obserwatora", a tecza sama zajasnieje. Wszystko juz jest poukladane w wiecznosci, trzeba tylko otworzyc oczy, a nie na odwrot, czyli ukladanie po to, by widziec. Jesli uklada sie, by widziec, to jak mozna ulozyc niczego nie widzac?
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 20 Lipiec 2012, 14:24, w całości zmieniany 8 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 20 Lipiec 2012, 22:42   

Wracajac do nieruchomych swiatow.

Czy jest to wiec mozliwe, by czlowiek zwany niepelnosprawnym np. na wozku inwalidzkim byl bardziej ograniczony ruchowo od kogos, kto ma zdrowe nogi? :P Z punktu widzenia rzeczywistego swiata, ani jeden ani drugi nie ruszaja sie.
Ograniczenie ruchowe wynika tylko z porownania roznic pomiedzy conajmniej dwoma ideami, natomiast nie bedaca obiektem obserwacja, ktorej jedyna wlasciwoscia jest niezglebionosc, nigdzie sobie nie idzie. Swiat potrzebuje do istnienia nieruchomego punktu obserwacji.
Nie chodzi o to, by czlowiekowi na wozku mowic, ze jego kalectwo jest nierzeczywiste i by on sobie to wmawial, lecz by przestal utozsamiac sie z nim.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 20 Lipiec 2012, 23:34, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0.06 sekundy. Zapytań do SQL: 8