SzukajSzukaj  RegulaminRegulamin  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Forum Icy.pl Strona Główna  

Poprzedni temat «» Następny temat
Religie, etyka, zyciowa filozofia...
Autor Wiadomość
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 24 Wrzesień 2012, 15:06   

Cytat:
To jest zabawa dziecka, ktorego potega jest nieskonczona, ktore bawi sie dla samej zabawy, nie przewidujac jej wyniku, co trwa od zawsze, bez poczatku. Wszystko co jest, jest jednoczesnie poczatkiem i koncem.


Matrix jest skonstruowany tak, by dziecko na kazdym kroku utwierdzalo sie w przekonaniu, ze na zewnatrz jest niebezpieczny swiat, przed ktorym musi miec sie na bacznosci.

-nie zblizaj sie do kuchenki
-nie jedz za szybko tym rowerkiem
-rozgladaj sie zanim przejdziesz na druga strone ulicy
-nie wlaz w te kaluze, samochod mi zabrudzisz

Natomiast dla gwiazdy bedacej wiecznym dzieckiem w kosmosie nie ma takich znakow ostrzegawczych, moze natknac sie na jakiegos pajeczego wszechstworce, "wielka atrakcje", ale to jak ze skokiem na bungee lub kolejka gorska, jest to zagrozenie kontrolowane i nie ma strachu przed baniem sie, dzieki czemu przezywa sie cos ekscytujacego.

Cytat:
Boru
22:41:00
zobacz Klaudek jaka jest roznica miedzy rzeczywistoscia a matrixem:

Matrix: jest ktos, kto stoi na powierzchni ziemi (odpowiednik wiekszy czakry zoltej), patrzy na martwe gwiazdy zawieszone na sklepieniu niebieskim (negatyw zoltego), uwaza sie za odzielonego od reszty swiata wykonawce czynnosci

Rzeczywistosc: nie ma wykonawcy czynnosci, bez zywych gwiazd nie mogloby rozkwitac zycie i nie da sie niczego wykonac w oderwaniu od nich, to co uwaza sie za wykonawce jest martwe, nie chodzi sie po powierzchni, lecz jest sie Sky-walkerem i zywa gwiazda :P
22:43:02
no i te ramki, nie ma takiego miejsca w ktorym konczy sie powierzchnia a zaczyna sie atmosfera
Klaud
22:43:31
*Wraca i patrzy*.
22:45:09
Dla powierzchni i atmosfery ramek nie ma, ale jak mam kubek, to ten kubek ma jakieś granice. Można to nazwać „ramkami” umownie.
Boru
22:45:35
zaprawde powiadam Ci, kubek Twoj nieskonczony jest
Klaud
22:45:47
Ale jego zawartość nie. :/
Boru
22:46:35
zaprawde powiadam Ci, pragnienia twe picia i picia bez konca ograniczaja
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 24 Wrzesień 2012, 15:17, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 25 Wrzesień 2012, 17:32   

Cytat:
Czy mozna wyobrazic sobie, slyszenie kolorow przy jednoczesnym widzeniu dzwiekow itd. odbierane calym swoim cialem? Przy jednoczesnym nie-fizycznym orgazmie, ktory nie ustaje, lecz tylko sie rozprzestrzenia, ktory daje poczatek nowym planetom. Przeciez Slonce to nic innego jak czlonek w erekcji. Bezwstydne troche, prawda?


Oczywiscie bedac zalogowanym do matrixa nie mam nieprzerwanych orgazmow :lol: To jest tak, ze dzieje sie zycie, samoistnie, ktorego ja nie zyje, sa opinie i do ktorych sie nie przyklejam, jest oddech, odczucie "zywosci", a ten stan znany gwiazdom, jest odczuwany w zalazku, dzieki temu, ze swoj oddech lacze z podmuchami slonecznymi, ktore z kolei rozpuszczaja wszelkie blokady, kondony filtrujace zycie, co z kolei umozliwia przybycie wiekszej intensywnosci. To wszystko dazy do "podziurawienia" ciala - seksualne stygmaty :P Zamiast odbijac te sloneczne pocalunki, znajduja one we mnie "mieszkanie".

Ilustracja

Cytat:
Slonce natomiast jest zamieszkiwane przez "Starozytnych" - kreatorow/zapladniaczy ze swiatla nierozszczepionego, elohimow, czlonkow w erekcji (od elektrycznosci, przedrostek "el" w imionach np. Micha-el, Paw-el, Dani-el, Jezus w biblii nazwany byl tez Emmanu-el, natomiast razem z Maria Mag-dalena jako jego "blizniaczym plomieniem", to jak uosobienie elektro-magnetyzmu ).


Cytat:
Cialo samo w sobie jest martwe


Czyli Frankenstein dobrze kombinowal z tym wskrzeszeniem za pomoca pradu :P
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 25 Wrzesień 2012, 20:23, w całości zmieniany 9 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 26 Wrzesień 2012, 00:01   

Cytat:
sa opinie i do ktorych sie nie przyklejam


Kolejny przyklad "martwego logosu". Idea, ze ktos sie przykleja do mysli i utozsamia sie z tym co mysli o sobie, swiecie i innych ludziach jest po prostu jakas idea odnoszaca sie do innej idei, ale nikt jej nie robi, nie da sie wiec sprawic, ze przestanie sie przyklejac, to jest niewykonalne. Nigdy nie przestalem robic czegos, czego nigdy nie robilem. Nikt nigdy nie zrobil czegokolwiek, by wyjsc poza jednosc, poza to co jest. Nikt nigdy nie zrobil czegos, czego nie da sie zrobic. Nie da sie zdecydowac, ze oto wyjde poza jednosc, a pozniej do niej wroce, decyzja moze byc jako to czym jest, czyli idea nie bedaca poza jednoscia o ktorej nie decyduje ktokolwiek.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 26 Wrzesień 2012, 00:06, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 26 Wrzesień 2012, 14:24   

Jestem idiota, ale z pewnoscia nie-skonczonym :lol:
I najfaniejsze, ze nigdy nie mialem "pierdolonej schizofreni", ktorej moznaby przypisac owe odkrycie.
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 26 Wrzesień 2012, 18:11   

Cytat:
Jest to gra, ktora wymaga pewnej intensywnosci daremnosci dzialan


To zdanie z kolei sugeruje, ze potrzeba zmeczyc sie swymi poszukiwaniami by nastepnie stwierdzic, ze zawsze bylo sie tam, gdzie sie tego szukalo. I chociaz brzmi to jak gleboka madrosc, to nawet to jest bzdura, chociaz i ona zadnych skutkow nie wyrzadza, to jest po prostu tym czym jest. Bzudra jest dlatego, ze w calym poszukiwaniu, nie ma nikogo konkretnego, kto by te szukanie wykonywal i kogos konkretnego kto moglby sie zmeczyc, nie ma wiec jakiejs daremnej drogi do przebycia, by rozpoznac jednosc, bo nie ma drogi na zewnatrz jednosci z ktorej moznaby wyjsc. Zacytowane stwierdzenie caly czas daje takie poczucie, ze oto gdy juz naprawde sie zmecze, wtedy zobacze ze to nie mialo sensu i wtedy pojawi sie TO, szczegolne doswiadczenie, podczas gdy TO jest tym czym jest :lol:
"To jest tym czym jest" jest to ujeta w inne slowa zasada samopodobienstwa, fraktalnosci, jest to bardziej bezposrednie stwierdzenie niz "jako w niebie tak i na ziemi".
W tym miesci sie cala potega.

Uswiadomic sobie ta oczy-wistosc, ze oto jest sie otoczonym przez nieskonczonosc, we wszechswiecie zbudowanym ze swiatla, samemu jest sie swiatlem, wszechswiat ten jest jedynym zbudowanym ze swiatla, sa inne, nieskonczone, ze siedzi sie na fotelu i to siedzenie jest tym czym jest i jest nieograniczone przez cokolwiek, nie ma ono jakis granic ktore oddzielaja go od innych czynnosci, ze to wszystko jest jakas opowiescia, ktora nie pochodzi z zadnego konkretnego miejsca.

Skad pochodzi to co pisze? Moznaby powiedziec, ze pisze pod natchnieniem niejakiego Hermesa, ale jego natchnienie z kolei skad pochodzi? To przychodzi z nikad i nikt tego nie wykonuje, tak samo jak jest z wszystkim innym, z chodzeniem, jedzeniem, oddychaniem, wiatrem, drzewem itd.

Jeszcze o wolnej woli. Czy wolna wola jest lub jej nie ma, najlepiej jak to mozna opisac, to w ten sposob, ze wolna wola jest, ale jest wolna dlatego, ze nikt jej nie posiadl ;) Jest to bezosobowa moc ku odkrywaniu nieskonczonosci, ktora jest tym czym jest.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 26 Wrzesień 2012, 19:40, w całości zmieniany 14 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 27 Wrzesień 2012, 15:22   

Zabawne jest to, jakie ego ma wyobrazenia na temat tego, jakiego stanu doswiadczy, gdy sie juz go pozbedzie. Ze oto nastanie pustka, bezemocjonalna, chlodna obojetnosc, brak wspolczucia, podczas gdy stan gdzie wszystko jest tym czym jest i nie ma osob, jest jedynym prawdziwym wspolczuciem. Ego zawsze przedstawia ta prawdziwa zywotnosc jako cos martwego, chociaz z tymi wszystkimi swymi emocjami samo jest martwe, wiazka mechanicznych reakcji. Osoby nie potrafia czuc, to jest niewykonalne, jest maska wspolczucia, maska milosci, swiatla, za ktora kryje sie pajecza szkarada ze swymi chwytajacymi odnozami. Gdy nie ma tego, ktory by wykonywal kochanie, jest ogien w oczach, ktory rozpuszcza te maski i jest milosc, ktora jest tym czym jest, bez przyczyny i niezalezna od okolicznosci. Politycy, wybitnie czujace jednostki, pomagajace dzieciom w biednych krajach, za pomoca szczepionek. Brak jednostki, obojetnosc, bezemocjonalnosc, cos tu nie gra, prawda? To nie jest na odwrot?
Ego caly czas kalkuluje, ze gdy sie uwolnie, wtedy nastapi taki a taki stan, bez cierpienia, bolu i strachu podczas gdy nie ma nikogo nie ma juz takiej kalkulacji, moze byc cierpienie i bol, jest nieustraszonosc nawet przed baniem sie, ale nie w tym wszystkim nie ma kogos oddzielnego kogo by to dotykalo. To jest wlasnie bezwarunkowa milosc, calkowicie poza opisem i nie do uchwycenia.

W dzikim i nieprzewidywalnym kosmosie sa istoty, ktora buduja specjalne rajskie krainy dla takich poszukiwaczy, jakies nieslychane swiaty w astralu, surrealistyczne, "narkotyczne", ale to caly czas upiekszanie wiezienia dla siebie. W srodku wydaje sie to jakas manifestacja zycia absolutnego, ostateczne uwolnienie od ograniczen, chociaz jest to cos syntetycznego i mechanicznego. To, ze prezerwatywa jest bananowa, czy truskawkowa, nie zmienia faktu, ze jest to jakis filtr. Wielu z "czarownikow" dalo sie w to wciagnac, chociaz nawet i to, jest wyrazem jednosci i ostatecznie nie ma to znaczenia.


Zabawny fragment z ew. Judasza:

Cytat:
I znalazł się w Judei
przy swoich uczniach pewnego
dnia. Znalazł ich jak siedzieli
(25) zebrani i ćwiczyli się
w pobożności. Gdy
spotkał tak swoich uczniów 
(34,1)zebranych i siedzących, gdy sprawowali
dziękczynienie  nad chlebem wyśmiał
uczniów (Wtedy) rzekli mu:
„Nauczycielu, dlaczego wyśmiewasz nasze
(5) dziękczynienie . Uczyniliśmy to, co jest
słuszne.” Odpowiedział im
mówiąc: „Nie wyśmiałem was.
Co czynicie, uczyniliście nie
z [waszej] woli, lecz żeby w tym
(10) wasz Bóg otrzymał błogosławieństwo”.
(Wtedy) rzekli: „Nauczycielu, ty
[jesteś posłanym]1 Synem naszego Boga”.
Rzekł im wówczas Jezus:
„Czy poznajecie mnie
(15) w czymś” Zaprawdę mówię
wam, że nikt z (tego) pokolenia
nie pozna mnie wśród ludzi, którzy są
wśród was”. Gdy to usłyszeli
jego uczniowie
(20) zaczęli się gwałtownie oburzać i
gniewać, przeklinając go
w swoim sercu. Jezus zaś gdy
zobaczył ich brak zrozumienia [powiedział]
im: „Dlaczego niepokój
(25) sprowadził (ten) gniew? To wasz Bóg, który
jest wśród was i [jego aniołowie
(35,1) wprowadzili oburzenie do waszych dusz
Ten, który jest mocny wśród was,
spośród ludzi, niech sprowadzi człowieka
doskonałego i niech stanie on
(5) przede mną, przed moim obliczem ”.
I wszyscy powiedzieli: „jesteśmy mocni”. Ale ich duch nie mógł
się odważyć, aby stanąć w jego
obecności, poza Judaszem
(10) Iskariotą. On był w stanie
wystąpić w jego obecności. Nie był
jednak w stanie, aby spojrzeć na
niego, w jego oczy, ale
odwrócił swą twarz do tyłu.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 27 Wrzesień 2012, 15:41, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 28 Wrzesień 2012, 15:17   

Dlaczego nie ma odpowiedzi na pytanie "jaki jest sens zycia"? Dlatego, ze istnienie jest bez pytania, a pytania i odpowiedzi podlegaja isteniniu. Jesli jest tylko jednosc, ktora jest tym czym jest, to kto moglby zadac pytanie i od kogo mialby odzyskac odpowiedz? Potrzebaby tu kogos innego, cos poza mna w tej jednosci, co jest sprzecznoscia.
Juz samo udawanie sie (dobre okreslenie) do jakiegos nauczyciela i pomysl, ze jednosci trzeba sie nauczyc, jest zbudowane na tym podstawywym bledzie (grzechu), ze jest cos poza mna. Nauczycieli spotyka sie tylko w snach, odpowiedzi ktore daja wydarzaja sie w snach, zostaja wygenerowani przez wlasne pragnienia. Istnienie jest nienauczalne, nie bylo takiego momentu przed powstaniem istnienia, kiedy nieistnienie nauczylo sie istniec.
Wspolpraca z istotami z wyzszych wymiarow ma miejsce, ale to jest bardziej jak taniec synchroniczny.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 28 Wrzesień 2012, 17:11, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 28 Wrzesień 2012, 21:33   

Cytat:
Zabawne jest to, jakie ego ma wyobrazenia na temat tego, jakiego stanu doswiadczy, gdy sie juz go pozbedzie. Ze oto nastanie pustka, bezemocjonalna, chlodna obojetnosc, brak wspolczucia, podczas gdy stan gdzie wszystko jest tym czym jest i nie ma osob, jest jedynym prawdziwym wspolczuciem.


To samo tyczy sie takiej kwestii jak: styl. Czy brak osobowosci oznacza nijakosc, brak "wlasnego stylu"? Nie ma dwoch takich samych gwiazd na niebie, chociaz zadna z nich nie jest osoba. A teraz wlaczmy TV i spojrzmy na jej "gwiazdy". Jeszcze jakies pytania? Kult osobowosci, czy jakiegos bostwa, wymaga istnienia umyslu kolektywnego, zbiorowego, ktory jest uwarunkowany okreslonymi, ciasnymi schematami i jest kierowany "centralnie". I pozornie. Istoty zwane "szarakami ", czy gadzie, czy owadzie, o biegunie negatywnym, a prezentujace sie jako oswiecone, tez sa jednoscia, ale to jest jednosc kolektywnego, zbiorowego umyslu. Kiedy ktos mowi "jestesmy jednoscia" to najczesciej mowi to w imieniu tej zbiorowosci, poniewaz uwaza, ze to osoba jest tym kto doswiadcza stanu jednosci, oswiecenia, czy jak to nazwac. To prowadzi zawsze do pyszalkowatosci, ego ktore twierdzi o sobie, ze go nie ma, rosnie i rosnie jak nigdy przedtem. Przypadek ludzi tutaj to maly pikus przy tym, co zdarza sie roznym istotom w kosmosie. Planety sa niszczone z tego powodu, ze ktos czul sie bardziej oswiecony. Brak osobowosci to jeden Umysl, ktory manifestuje sie jako roznorodnosc, niepowtarzalnosc i jest samoistny, z "centrum" nigdzie. Ale to nie ma do czynienia z nikim. Kiedy bylem poszukiwaczem, to uwazalem, ze siedze na fotelu, by cos dalej wykonac, kiedy nie jestem poszukiwaczem, jest samo siedzenie na fotelu, ktore jest tym czym jest. Taka jest roznica.

Mozna dac na to porownanie, film matrix reaktywacja, jednosc sklonowanego wielokrotnie Smitha i jednosc Neo/One.
Praktycznie wszystkie nauczania duchowe to jednosc kolektywna i "nie-dualizm" negatywu imitujacego, poniewaz wszystkie te nauczania odnosza sie do kogos, kto ma dostapic uwolnienia, a kto jest w srodku tej kolektywnosci. Ale i to jest manifestacja jednosci, nie walcze z tym. Dlatego tak "trudno" jest to dojrzec i nie da sie o tym komus powiedziec, by to nie bylo ignorancja. I dlatego tez uwolnienie sprowadza do "zwyklego, szarego zycia".
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 28 Wrzesień 2012, 22:22, w całości zmieniany 12 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 29 Wrzesień 2012, 17:19   

Cytat:
To wlasnie "pomiedzy" WJ, a inkarnacja odbywaja sie te wszystkie sprawy zwiazane z anielskimi opiekunami w niebiosach, przez ktore daremnie sie przechodzi, ale i nie ma w tym nic zlego, jest to pewna dawka daremnosci, ktora jest wymagana do wylogowania sie z gry. Na tej planecie to juz dobiega konca.


Inaczej to ujmujac: nie trzeba przechodzic poprzez kolejne inkarnacje by osiagnac spelnienie. Nikt tego nie robi. To cale umieranie, wracanie, umieranie, wracanie itd. to juz samo w sobie jest wyrazem jednosci, jest doskonale w calej swej rozciaglosci. Tak jak ze wszystkim - to nie ma do czynienia z nikim, dzieje sie, ale nie dzieje sie komus, jest doswiadczane i widziane, ale nie jest widziane przez kogos i z jakiegos miejsca. Czy jest to wiec konieczne? To po prostu historia, ktora ma swoje miejsce i jest perfekcyjna. Nie mogla wydarzyc sie inaczej. Nie mozna w zaden sposob stwierdzic, ktora inkarnacja byla pierwsza, a ktora ostatnia, bo zadna nie byla "moja" i zadna nie miala miejsca w okreslonym czasie. Nie da sie stwierdzic, w ktorym konkretnie miejscu powstaje burza, a w ktorym sie konczy, bo wszystko jest nieograniczone przez cokolwiek.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 29 Wrzesień 2012, 17:29, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 29 Wrzesień 2012, 19:27   

Cytat:
Osoby nie potrafia czuc, to jest niewykonalne


Nie chce przekazac przez to, ze oto tam sa na zewnatrz osoby, ktore nic nie czuja, w ten sposob samemu owija sie w ta folie i zadusza sie. Kiedy dwoje ludzi tworzy szczesliwy i szczery zwiazek, to czy ich uczucie jest wynikiem tego, ze ktos nacisnal guzik z napisem "aktywuj milosc"? Albo zachwycajac sie jakims pieknym widokiem, czy obrazem, wciska sie guzik z napisem "zachwic sie"? Nie, uczucie po prostu jest, za ktorym nie stoi ktokolwiek. Nigdy nie rozmawiam z innymi osobami (i nikt tego nie robi), bo wtedy tworzy sie ta bariera/folia. Rozmowa sie odbywa, nikt jej nie rozmawia, jest to cos zywego i bezposredniego. Rozmowa jest pewna wymiana energii, w ktorej nie musi brac udzial ktokolwiek. Dlatego tez moge okazac sie dla kogos niebezpieczny i "poruszyc do zywego" :lol:

(nareszcie zostalo to przetlumaczone :P )
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 29 Wrzesień 2012, 22:22, w całości zmieniany 15 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 30 Wrzesień 2012, 12:29   

Sceptycy daja milion zlotych osobie, ktora udowodni istnienie zjawisk paranormalnych :D

No to odpadam juz na wejsciu :lol: Najpierw lepiej udowodnic, czy osobne jednostki istnieja, kto mialby ta kase odebrac, bo to jest kluczem do wszystkich "cudow". To tak jak z tym 500 zl za pobicie rekordu Polski :D

Niech ktos ze sceptykow udowodni, ze Slonce jest gorace, albo, ze Ziemia krazy wokol Slonca a nie odwrotnie tzn. Ziemia jako centrum wszechswiata wokol ktorej kraza gwiazdy.

W "astralu" to system geocentryczny jest prawidlowy.

Zarowno system heliocentryczny jak i geocentryczny jest prawidlowy, zalezy jak sie na to spojrzy, ostatecznie sprowadza sie do tego, ze nic sie nie porusza, a centrum nie ma. Centrum jest nieskonczone i nieokreslone i jest wszystkim co jest, nie da sie stwierdzic o ile cos sie w nim przemiescilo i wzgledem czego. Trzebaby wyjsc poza wszystko i spojrzec na wszystko z zewnatrz, by to zobaczyc, a to jest sprzeczne, bo nawet patrzacy z zewnatrz jest tym czym jest.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 30 Wrzesień 2012, 12:49, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 30 Wrzesień 2012, 22:24   

Cytat:
Slonce natomiast jest zamieszkiwane przez "Starozytnych" - kreatorow/zapladniaczy ze swiatla nierozszczepionego, elohimow, czlonkow w erekcji (od elektrycznosci, przedrostek "el" w imionach np. Micha-el, Paw-el, Dani-el, Jezus w biblii nazwany byl tez Emmanu-el, natomiast razem z Maria Mag-dalena jako jego "blizniaczym plomieniem", to jak uosobienie elektro-magnetyzmu ).


Cytat:
Funkcje zyciowe organizmow, oddech, Umysl (ten przez duze U, ktorym w ukladzie slonecznym jest Merkury - Hermes/Akataleptos, kurier, poslaniec niosacy wiedze) to wszystko jest podtrzymywane przez gwiazdy i planety


To, ze elektrycznosc sluzy jako przekaznik informacji nie jest niczym nowym, a to w jaki sposob elektrycznosci sie uzywa w tzw. cywilizowanym swiecie, jest totalnym barbarzynstwem.
Uzywanie elektrycznosci nie musi miec zadnego zwiazku z maszynami, urzadzeniami elektrycznymi itp. to wszystko moze byc calkowicie naturalne i darmowe. To jest wszedzie. Tu chodzi o sile wolnej woli, tej, ktora jest wolna dlatego, ze nikt jej nie posiada. Ale to wymagaloby porzucenie iluzji na temat siebie, trzebaby najpierw zostac porazonym tym pradem :lol:

Grzmot: Umysl Doskonaly
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 30 Wrzesień 2012, 22:57, w całości zmieniany 6 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 1 Październik 2012, 11:24   

Cytat:
To wlasnie "pomiedzy" WJ, a inkarnacja odbywaja sie te wszystkie sprawy zwiazane z anielskimi opiekunami w niebiosach, przez ktore daremnie sie przechodzi, ale i nie ma w tym nic zlego, jest to pewna dawka daremnosci, ktora jest wymagana do wylogowania sie z gry.


To jest jeden z tych paradoksow, ktore gdy sie opisuje, stawia sie w roli ignoranta. Gdyby ci wszyscy aniolowie, czy to pozytywni (ktorzy chcac dobrze, popelniaja "bledy" - i znowu, czy mozna bylo inaczej? nie), czy to negatywni, znikneliby nagle to zrobilby sie straszny smietnik. Wszystko juz jest doskonale i skonczone, ale by sie wydostac z tego calego inkarnacyjnego kola, trzeba przez to wszystko przejsc. I gdy to sie konczy, to widac, ze w tym wszystkim nigdy nie bylo kogos, kto by to przechodzil i kto moglby podjac decyzje, by sie w to nie wciagnac.

Czlowiek zasadniczo jest najpotezniejsza i najmadrzejsza istota w kosmosie, ktora byla tak potezna, ze trzeba bylo jej zakrecic kurek. I przyszla pora na madrosc. Wszystko co sie odbywa z czlowiekiem, nie tylko na tej planecie, to jest duzo duzo bardziej rozlegle, odbywa sie ku jego uwolnieniu, przy pomocy istot, ktore daza ku jego zniewoleniu. "Jam czescia tej sily, ktora wiecznie zla pragnac, wiecznie czyni dobro". Chodzi i o pozytywnych i o negatywnych. O pozytywnych mozna powiedziec, ze wiecznie dobra pragnac, wiecznie czynia zlo.
W czlowieku sa dwa umysly, jeden jest dzielem negatywu, ktory pelni role "zaworu bezpieczenstwa", przy pomocy ktorego kontroluje sie jego cialem, jak robotem i ktory oddaje energie zgodnie z programem. To implant wszczepiony w kregoslup, ktory poprzez wywolywanie blokad w czakrach, generuje swiat postrzegany jako cos bezrozumnego, niebezpiecznego i na zewnatrz. Lokalna, ziemska "centrala" tego umyslu znajduje sie na Ksiezycu, ktory jest sztuczna planeta, a centrala obejmujaca uklad sloneczny jest w pierscieniach Saturna. Gnostycy, ktorzy twierdzili, ze swiat stworzyl Szatan mowili o tym wlasnie, poniewaz swiat widziany przez filtr tego "ukrzyzowanego" umyslu jest swiatem widzianym jak przez folie. Jednosc jest tutaj, nigdy nie byla gdzies indziej, zawsze patrzy sie na jednosc i zywotnosc. Takie jest przeslanie ukrzyzowania "Dziecka Boga". Kosmiczni narkomani czerpia energie od najpotezniejszych istot, ktorzy z kolei staraja jak najbardziej upodobnic sie do oryginalnych "Starozytnych" braci i siostr z gwiazd. Sa to "elitarni oswieceni", blondwlosi i niebieskoocy, odseparowani od jakiegos tam motlochu, ktorzy stworzyli sobie samym rajska pulapke i pieklo strachu przed utrata baterii. Drugi umysl jest wszystkim co jest, lacznie z istotami negatywu i przy pomocy tego umyslu wszystko doskonale sie synchronizuje. I to ci narkomani nam pomagaja sie wydostac, poprzez zaaplikowanie nam odpowiedniej dawki negatywu w celu zrownowazenia balansu, po to, by nastepnie my tych "mistrzow" uwolnic od swych iluzji.

Niejaki "Lucyfer" jest bratem niejakiego "Chrystusa" i teraz kiedy czlowiek z umyslem "Lucyfera" przestaje widziec swiat i ludzi (cyber/cypher people :P ) jako wrogow i kogos "niegodnego" (np. stania sie oswieconym), wtedy pokonuje go i go uwalnia.

Czlowiek jest na koncu pewnej "bardzo dlugiej" podrozy ewolucyjnej, jest miniaturowym ukladem slonecznym, Slonce jest w centrum w sercu, uklad sloneczny jest z kolei miniaturowa droga mleczna, ktora jest z kolei miniatura .. itd. Caly kosmos zawiera sie w czlowieku, i teraz scala sie, robi "perfect clear" jak w tetrisie i scala sie ze swoja "wyzsza jaznia" w gwiazdach. Ta "bardzo dluga podroz" konczy sie w mgnieniu oka, wydarza sie w bezczasowosci, nie ma w ogole miejsca w czasie.

Ta historia konczy sie scaleniem niebios i ziemi (ktore sa swoimi negatywami, odpowiednik czakry zoltej i niebieskiej.), "kataklizmem konca swiata" i odkreceniem kurka z gazem.

To taki "taniec przekladaniec" :P Przykladow tego odwracania jest wiecej np. poprzednia kosmiczna epoka z ktorej pochodza owi narkomani byla epoka "purpurowej mgly", ta z kolei konczy sie scaleniem w sercu, ktore jest czakra zielona, negatyw purpury/fioletu.

Dlaczego centra energetyczne scala sie w sercu, a nie w czakrze korony? Tu chodzi wlasnie o te odwracanie, czakra korony to negatyw serca ("pierwsi beda ostatnimi a ostatni pierwszymi"), czakra splotu to negatyw gardla itd. gdy scala sie bieguny, wtedy zostaje czysty, bezbarwny i nieskonczony Byt, bezwarunkowa milosc, przestrzen, pustka, "Ungrund" czy jakkolwiek to nazwac. To jest niewyslowione, niewytlumaczalne, niezrozumiale i jest tym czym jest i nie ma czegokolwiek ponad to.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 1 Październik 2012, 14:20, w całości zmieniany 25 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 1 Październik 2012, 16:21   

Co do elektrycznego Slonca i elohimow jeszcze:

Cytat:
Ta "bardzo dluga podroz" konczy sie w mgnieniu oka, wydarza sie w bezczasowosci, nie ma w ogole miejsca w czasie.


Czy moze raczej: jak uderzenie pioruna. W ew. Mateusza jest napisane:

Cytat:
Gdyż jak błyskawica pojawia się od wschodu i jaśnieje aż na zachód, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego


Ilustracja - Tarot, karta z numerem XVI - Wieza (Babel ) razona piorunem wychodzacym ze Slonca, pelnego oczu dokola calego ciala.

Uwolnienie z ograniczen nigdy nie odbywa sie stopniowo, krok po kroczku, to jest nagle, bezczasowe i przydarza sie nikomu.
Mozna medytowac w jaskiniach i byc wegetarianinem i nic z tego, bo tam ciagle rzekomo ktos jest, mozna tez byc pijakiem i odkryc nagle, ze tu nikogo nie ma. To jest nieodwracalne, bo nie ma juz kto wracac.
Te porazenie piorunem nigdy nie chybia, zawsze trafia "prosto w dziesiatke", czyli w serce.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 1 Październik 2012, 20:48, w całości zmieniany 6 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 1 Październik 2012, 21:25   

Czy to nie jest porazajace, ze szukajac spelnienia, jest sie wszystkim co jest? Jest wrazenie, ze odpadlo sie od calosci, a tylko calosc istnieje. Chce odczuc jednosc, ale jedynym problemem jest to, ze to co uwaza sie za oddzielone nie moze tego zrobic. Prawda jest to, ze jednosc jest, iluzja jest to, ze ktos jej doswiadcza. Jednosc nie jest doswiadczana przez kogos, tylko jest sama wiedza o doswiadczeniu. Niektorzy mowia "doswiadczylem stanu jednosci" ale to bzdura, ten ktos pojawil sie dopiero pozniej z komentarzem, a nastepnie ten ktos naucza innych jak tego dokonac, czego nie da sie zrobic. Albo czy nie porazajace to, ze w tzw. cywilizowanym swiecie jest pelno cierpienia, ale w tym cierpieniu nie ma cierpiacej osoby? To wszystko jest jak symulowanie straszenia samego siebie, by odkryc z ulga, ze to niemozliwe.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 2 Październik 2012, 00:08, w całości zmieniany 7 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 2 Październik 2012, 12:21   

Cytat:
Gdyby ci wszyscy aniolowie, czy to pozytywni (ktorzy chcac dobrze, popelniaja "bledy" - i znowu, czy mozna bylo inaczej? nie), czy to negatywni, znikneliby nagle to zrobilby sie straszny smietnik.


Calkowicie daremnym jest takie gdybanie, co by sie stalo, gdyby cos inaczej sie wydarzylo. Tak mozna bez konca: czy gdybanie moglo byc inne? :D Ostatecznie wszystko sprowadza sie do tego, ze wszystko sie wydarza tak jak sie wydarza. Nic nie dzieje sie dlatego, ze cos musialo sie wydarzyc, albo ze cos sie nie wydarzylo, bo nie moglo lecz wszystko dzieje sie dlatego, ze sie dzieje :lol: Wszystkie pytania i odpowiedzi padaja dlatego, ze padaja. Nie dlatego, ze czegos sie nie wie. Wszystko pochodzi ze stanu nieokreslonego, ktory jest tym czym jest, wiec i wszystko co z niego sie wylania jest takie jakie jest i nic ponad to. Wolna wola odkrywa przez nieskonczonosc to co jest, ale jest ona niczyja, nikt jej nie ma, ani o niej nie zdecydowal, sama jest tym czym jest, jak i wszystko inne. Nie da sie nawet odejc na krok od tego, ruszyc sie o milimetr, bo nie ma czegos takiego jak odleglosc, to pulapka bycia, bezwarunkowej milosci i jednosci. To brzmi niesamowicie naiwnie, ale to zawiera w sobie wszelka moc.
Bycie to ocean, zrozumienie, pytania i odpowiedzi, przyczyny i skutki, narodziny i smierc, proby zachwiania rownowagi i jej przywracania, to zmarszczki na jego powierzchni. Nie sa rozne od samego tylko bycia, ale podlegaja mu.

Cytat:
Czlowiek jest na koncu pewnej "bardzo dlugiej" podrozy ewolucyjnej, jest miniaturowym ukladem slonecznym, Slonce jest w centrum w sercu, uklad sloneczny jest z kolei miniaturowa droga mleczna, ktora jest z kolei miniatura .. itd. Caly kosmos zawiera sie w czlowieku, i teraz scala sie, robi "perfect clear" jak w tetrisie i scala sie ze swoja "wyzsza jaznia" w gwiazdach. Ta "bardzo dluga podroz" konczy sie w mgnieniu oka, wydarza sie w bezczasowosci, nie ma w ogole miejsca w czasie.


Filmik

Filmik 2

Cytat:
– Myślę, że zrozumiałeś... na pewno. Zrozumiałeś, że przez cały czas Genaro był za tobą. Lecz tu
nie chodzi o zrozumienie.
Stwierdzenie, że przez cały czas don Genaro znajdował za mną, zaszokowało mnie. Błagałem go
o wyjaśnienie.
– Twój umysł jest nastawiony na szukanie tylko jednej strony tej sprawy – powiedział.
Sięgnął po suchą gałązkę i poruszył nią w powietrzu. Nie rysował w powietrzu ani nie robił żadnych
znaków. Przypominało to raczej ruchy, jakie wykonywał przy usuwaniu śmieci ze sterty nasion. Jego
gesty wyglądały jak delikatne szturchanie albo drapanie powietrza gałązką.
Odwrócił się i spojrzał na mnie. Machinalnie wzruszyłem ramionami w geście zakłopotania.
Przysunął się bliżej i powtórzył te same ruchy, rysując osiem punktów na ziemi. Zakreślił pierwszy
punkt.
– Jesteś tutaj – powiedział. – My wszyscy jesteśmy tu. To jest uczucie, a posuwamy się stąd dotąd.
Zakreślił drugi punkt, który narysował dokładnie nad pierwszym. Potem przesuwał gałązkę tam i z
powrotem pomiędzy tymi dwoma punktami, żeby pokazać, że panuje między nimi duży ruch.
– Jest jednak jeszcze sześć punktów, które człowiek może opanować – powiedział. – Większość
ludzi nie ma o nich pojęcia.
Umieścił gałązkę między punktem pierwszym a drugim i postukał nią w ziemię.
– Poruszanie się między tymi dwoma punktami nazywasz zrozumieniem. Robiłeś to przez całe
życie. Jeśli mówisz, że rozumiesz moją wiedzę, to nie zrobiłeś nic nowego.
Następnie połączył liniami kilka z ośmiu punktów. Wyszła z tego długa, trapezoidalna figura,
mająca osiem centrów i nieregularnie promieniująca.
– Każdy z tych pozostałych sześciu punktów jest światem, tak jak uczucie i rozumienie są dwoma
światami dla ciebie – powiedział.
– Dlaczego osiem punktów? Dlaczego nie nieskończona ilość, jak w okręgu? – zapytałem.
Narysowałem na ziemi okrąg. Don Juan uśmiechnął się.
– Z tego, co ja wiem, jest tylko osiem punktów, które człowiek potrafi opanować. Może ludzie mogą
wyjść poza to. Mówię: opanować, nie zrozumieć, dotarło to do ciebie?
Ton jego głosu był tak zabawny, że roześmiałem się. Naśladował, a raczej przedrzeźniał mój
wymóg precyzyjnego używania słów.
– Twój problem polega na tym, że chcesz wszystko zrozumieć, a to nie jest możliwe. Kiedy
upierasz się przy rozumieniu, nie uwzględniasz całości swojego ludzkiego wymiaru. Blokująca cię
przeszkoda pozostaje nienaruszona. Dlatego właśnie przez te wszystkie lata prawie nic nie zrobiłeś.
Otrząsnąłeś się z uśpienia, to prawda, ale to można było osiągnąć też w innych warunkach.
Po chwili przerwy don Juan polecił mi wstać. Mieliśmy iść do kanionu z wodą. Kiedy zbliżaliśmy się
do samochodu, zza domu wyszedł don Genaro i dołączył do nas. Przejechaliśmy część drogi
samochodem, a potem weszliśmy do głębokiego wąwozu. Don Juan wybrał w cieniu wielkiego drzewa
miejsce na odpoczynek.
– Wspomniałeś kiedyś – zaczął don Juan – że jeden z twoich przyjaciół, kiedy obaj patrzyliście na
liść spadający z samego czubka jawora, powiedział, że ten sam liść nigdy, w całej wieczności, nie
spadnie jeszcze raz z tego samego jawora, pamiętasz?
Przypomniałem sobie, że rzeczywiście opowiadałem mu o tym wydarzeniu.
– Jesteśmy u stóp wielkiego drzewa – ciągnął – i teraz, kiedy spojrzymy na to drugie drzewo przed
nami, może zobaczymy liść spadający z samego wierzchołka.
Dał znak, żebym spojrzał. Po drugiej stronie wąwozu stało wielkie drzewo. Miało suche i żółtawe
liście. Don Juan ruchem głowy polecił mi przyglądać się drzewu. Po kilkuminutowym oczekiwaniu
spostrzegłem, że oderwał się z czubka liść i zaczął opadać na ziemię. Trzy razy obijał się o liście i
gałęzie, zanim wylądował na grubej ściółce.
– Widziałeś go?
– Tak.
– Pewnie powiesz, że ten sam liść nigdy więcej nie spadnie z tego samego drzewa, prawda?
– Prawda.
– Według twojego rozumienia, to jest prawda, ale tylko według twojego rozumienia. Popatrz
jeszcze raz.
Machinalnie spojrzałem w górę i zobaczyłem spadający liść. Rzeczywiście, uderzał o te same liście
i gałęzie, co pierwszy. To było tak, jakbym patrzył na błyskawiczną “powtórkę" w telewizji. Śledziłem
faliste opadanie liścia, aż dotknął ziemi. Wstałem, żeby sprawdzić, czy leżą dwa liście, ale gruba
ściółka dokoła drzewa nie pozwoliła mi dostrzec, gdzie dokładnie upadł liść.
Don Juan roześmiał się i kazał mi usiąść.
– Popatrz – powiedział, wskazując głową na szczyt drzewa. – Oto znowu leci ten sam liść.
Jeszcze raz zobaczyłem liść opadający dokładnie tak samo, jak dwa poprzednie.
Kiedy opadł, wiedziałem, że don Juan zaraz poleci mi popatrzeć na czubek drzewa, ale zanim to
zrobił, sam spojrzałem w górę. Liść znowu spadał. Wtedy zdałem sobie sprawę, że widziałem
opadanie tylko pierwszego liścia albo raczej było tak, że za pierwszym razem widziałem liść od chwili,
kiedy odczepił się od gałęzi. W pozostałych trzech przypadkach, kiedy podnosiłem głowę do góry, liść
już spadał.
Powiedziałem to don Juanowi i poprosiłem, żeby wyjaśnił, co robi.
– Nie rozumiem, jak to robisz, że widzę powtórzenie tego, co już wcześniej widziałem. Co ze mną
zrobiłeś, don Juanie?
Roześmiał się, ale nie odpowiedział, choć nalegałem, żeby powiedział mi, jak to się dzieje, że
mogę w kółko oglądać ten sam spadający liść. Stwierdziłem, że zgodnie z moim rozumem, jest to
niemożliwe.
Don Juan powiedział, że jego rozum mówi mu również to samo, a jednak przecież widziałem, jak
ten sam liść ciągle spada. Potem zwrócił się do don Genaro:
– Czyż nie tak? – zapytał.
Don Genaro nie odpowiedział. Jego oczy były utkwione we mnie.
– To jest niemożliwe! – powiedziałem.
– Jesteś przykuty! – wykrzyknął don Juan. – Jesteś przykuty do swojego rozumu.
Wyjaśnił, że liść spadał w kółko z tego samego drzewa po to, żebym przestał próbować zrozumieć.
Poufnym tonem powiedział mi, że wszystko przydarza mi się jak na życzenie, a jednak moja mania
zawsze w końcu mnie zaślepia.
– Tu nie ma niczego do zrozumienia. Rozumienie to tylko bardzo drobna kwestia, zupełnie
maleńka – powiedział.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 2 Październik 2012, 14:04, w całości zmieniany 10 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 2 Październik 2012, 16:40   

Cytat:
Praktycznie wszystkie nauczania duchowe to jednosc kolektywna i "nie-dualizm" negatywu imitujacego


Krotko mowiac: Usta Bytu Oblakanego :P

Odbywa sie to w prosty sposob: umysl, ktory jest podlaczony do jakiejs wiekszej struktury, na gorze ktorej jest jakis "mistrz wniebowstapiony", dostaje poczucie wiedzy, to z kolei wywoluje odpowiednie blokady w poszczegolnych centrach energetycznych, zwlaszcza splotu slonecznego, sprawiajac, ze znajduje to swoje ujscie w czakrze gardla i mowi wtedy w imieniu owego "mistrza". Te nauczania z kolei sprawiaja, ze zaweza sie widzenie, przez co owego mistrza sie nie dostrzega i nie mozna go wtedy zdemaskowac. I spotykajac sie z taka "oswiecona osoba", spotyka sie i rozmawia z owym "mistrzem' z gory.

Ilustracja

Tu chodzi tylko o bycie, ktore jest samoistne i ktore jest wszystkim, jak w ogole mozna nauczyc kogos chodzic, oddychac, czy bic sercem?
Zabawne, jak ta niewinna i dziecinna nowina, ktora glosze wywoluje panike wsrod tych, ktorzy twierdza, ze wiedza. To straszne, poczuc, ze wszystko jest zywe, ze jest sie tym czym sie jest i ze tego zycia sie nie wykonuje, ze te zycie jest widziane, ale nie jest widziane przez kogos i z jakiegos miejsca.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 2 Październik 2012, 18:01, w całości zmieniany 13 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 2 Październik 2012, 20:34   

Zabawne, bo zdarza mi sie, starajac cos wyrazic, ze w to co pisze zostaja przemycone slowa podeslane przez owe "usta bytu oblakanego", zwlaszcza w kwestii moich relacji z "Nieuchwytnym". To jak delikatne laskotanie, ktore znajduje swoje ujscie zupelnie bezwiednie. Co prawda inspirowany jestem "z gory", jak kazdy, kto zostaje odlaczony od matrixa, ale gdy mowie o tym, to mowia to usta oblakane, po to, by zrobic ze mnie szalenca i zamknac duchowe oko falszywa pewnoscia siebie :lol: Na pocieszenie: to prawdopodobnie blad wszystkich "prorokow" :P
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 2 Październik 2012, 20:52, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 2 Październik 2012, 22:27   

RedJohn pytal sie kiedys, w jaki sposob moznaby sie udac na Slonce, odpowiedzialem, ze musi robic wszystko na odwrot, czyli jesli chce wzniesc sie wyzej, to musi pozbyc sie chcenia. Ale to jest wlasnie niewykonalne, ujecie tego w ten sposob nie jest prawdziwe. Wolnosc jest wtedy, gdy jest widzenie, ze w calym tym chceniu czegos, nie ma tego, ktory by chcial. Sa pragnienia, ale gdzie w tym wszystkim jest ktos, kto pragnie? Ujecie tego w ten sposob, ze oto trzeba pozbyc sie chcenia, prowadzi do tego, ze oto teraz bede sie tego pozbywal, ale ten kto sie pozbywa jest sam w sobie tym balastem i nie jest tym za co jest przebrany, nie jest "mna", ktory mialby wybor przejscia od jednego punktu do drugiego. I pojawiaja sie wtedy cele do uchwycenia takie jak: bede spokojny, bede akceptowal wszystko takie jakie jest, bede zyl terazniejszoscia, sprytne wiezienie, prawda? Eckhart Tolle naucza tego jak stac sie bardziej obecnym. Kto ma stac sie obecnym? Hellol :lol: Wszystko fajnie, ale kto to mialby zrobic? Czy bycie jest bardziej lub mniej, czy zawsze jest po prostu byciem? Czy mozna stac sie bardziej oddychajacym, bardziej bijacym sercem? Tu chodzi o rozpoznanie tej sprzecznosci, bo wszystko co sprawia, ze wydaje sie byc ograniczonym to sprzecznosci, jak 2+2=5.
Moze tez pojawic sie idea: "aha, czyli nie bede robil nic", nie, bo to jest ciagle ktos, kto robi "nic".
Nie da sie poleciec na Slonce, nie da sie tego zrobic, pora zderzyc sie z rzeczywistoscia.

Filmik :lol:

To co przekazuje zdazylo do maksymalnej kompresji :P Nie przedstawiam tu niczego atrakcyjnego, cos czym moznaby sie pobrandzlowac, jedyna moja pasja to wolnosc i nieskonczonosc. Nie opowiadam bajek o wolnosci wyboru, o tym jak w kilku krokach otworzyc czakry, o sile pozytywnego myslenia, to wszystko jest o wiele prostsze, ale nie do zaakceptowania przez kogokolwiek.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 2 Październik 2012, 23:20, w całości zmieniany 11 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 3 Październik 2012, 12:08   

Kiedys lezac w lozku mialem wrazenie, ze za oknem slysze odglos oklaskow jak w jakims teatrze, ale okazalo sie, ze to tylko odglos spadajacych kropel deszczu. To jest wlasnie umieranie, wracanie, ponowne umieranie itd. to teatr, odgrywanie jakiejs swojej historii, ale czy krople faktycznie te role wykonuja, czy to tylko wrazenie, a deszcz po prostu sobie jest. Kazda z kropel jest swiecie przekonana, ze oto jest kontrolerem spadania. W ktorym miejscu deszcz sie zaczyna, a w ktorym konczy? Gdzie historia ludzkosci sie zaczyna, a w ktorym zakonczyla? Spogladajac na calosc tego przedstawienia nie mozna tego stwierdzic, nie mozna stwierdzic, ktora epoka byla pierwsza, a ktora ostatnia, poniewaz calosc byla po prostu jednym niepodzielnym zjawiskiem, calkowicie bezosobowym.

To historia dramatyczna, pelna lez, krotej nikt konkretny nie odgrywa. Miliardy zali i skarg, ktore nie docieraja nigdzie, ktorych nikt nie wypowiada.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 3 Październik 2012, 12:29, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0.08 sekundy. Zapytań do SQL: 9