SzukajSzukaj  RegulaminRegulamin  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Forum Icy.pl Strona Główna  

Poprzedni temat «» Następny temat
Religie, etyka, zyciowa filozofia...
Autor Wiadomość
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 3 Październik 2012, 14:45   

I w tym deszczu dobrze jest uwazac na channelingi :lol:

Tu nie chodzi tylko o rynek ezoteryczny, lecz o wszystko co sie robi, kazdy kto uwaza sie za doroslego i zamknietego w ciele wobec groznego swiata na zewnatrz jest tak naprawde "opetany" i rozmawiajac z takim doroslym rozmawia sie z ... TYM :P

Czarny humor nieskonczonosci: istota czczona jako stworca wszechrzeczy, ktora pozuje na "Orla", wyewoluowala w wielkiego ... kurczaka, czczonego przez mniejsze, ludzkie kurczaki hodowlane.

Stephen King napisał/a:
Jego dłoń opadła; tym razem nie uderzył jej, ale schwycił ją z całej siły. Palce zacisnęły się
na jej ramieniu jak szpony. Krzyknęła. Podniósł ją i po raz pierwszy spojrzał jej prosto w oczy.
Krzyknęła ponownie, kiedy zobaczyła, co znajdowało się głęboko w ich wnętrzu. To była...
pustka. Nicość. Jej ojciec zniknął gdzieś. I nagle Beverly zrozumiała, Ŝe jest sam na sam z Tym -
w ów sierpniowy poranek, w swoim mieszkaniu. Nie wyczuwała otwartej emanacji zła, jak w
domu na Neibolt Street półtora tygodnia temu. To zostało w jakiś sposób rozrzedzone przez
ludzką otoczkę jej ojca, niemniej jednak To było tutaj i działało przez niego.
Cisnął ją w bok. Rąbnęła w stolik kawowy i przewróciła się na podłogę z głośnym
krzykiem. To właśnie tak się dzieje - pomyślała - powiem o tym Billowi. On to zrozumie. To jest
wszędzie... W całym Derry. To po prostu... wypełnia puste miejsca - nic więcej.


Analogiczny fragment z innego dziela:

Morfeusz napisał/a:
Matrix jest wszędzie, otacza nas ze wszystkich stron. Nawet tu i teraz. Widzisz go wyglądając przez okno i włączając telewizor. Czujesz, gdy idziesz do pracy, czy do kościoła, gdy płacisz podatki. To świat, który postawiono ci przed oczami, by przesłonić prawdę.
Neo – Jaką prawdę?
Morfeusz – Że jesteś niewolnikiem. Jak wszyscy inni, urodziłeś się w kajdanach. W więzieniu, którego nie mozesz poczuć ani dotknąć. W więzieniu umysłów. Niestety, nie da się wytłumaczyć, czym jest Matrix. Sam musisz się przekonać.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 3 Październik 2012, 15:59, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 3 Październik 2012, 18:32   

Wszystko sprowadza sie do tego:

Tu bylo cos w rodzaju podsumowania, ale nie mozna tego podsumowac :P Wypunktowanie jakis "podstawowych praw" prowadzi do zrozumienia, to wszystko, daje poczucie tego, ze uchwycilo sie czegos oczywistego, nawet gdy mowa jest w tych punktach o tym, ze zycie jest nieuchwytne. Ostatecznie nie ma zadnych praw, jest tylko bezgraniczne bycie, ktore jest tym czym chce, calkowicie nieujarzmione i dzikie. Wszystkie prawa podlegaja byciu, bycie nie podlega zadnym prawom. Tego bycia i tej woli nikt nie jest w stanie posiasc. Mozna tylko tym byc i nie mozna tym nie byc.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 3 Październik 2012, 21:00, w całości zmieniany 12 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 3 Październik 2012, 21:05   

:lol:

Cytat:
Nagual mówił także, że to właśnie intencja stwarza świat.
Wiedziałem, że już kiedyś słyszałem te słowa. Pomyślałem, że don Juan na pewno mówił mi to samo, tylko o tym zapomniałem.
– Kiedy don Juan ci o tym powiedział? – zapytałem.
– Nie pamiętam. Ale mówił mi, że ludzie, a także wszystkie inne żywe stworzenia, są niewolnikami intencji. Jesteśmy w jej szponach. Musimy robić wszystko, co ona chce. Intencja każe nam działać w świecie. Powoduje nawet to, że umieramy. Ale gdy zaczynamy być wojownikami, intencja staje się naszym przyjacielem. Pozwala nam przez chwilę doświadczyć wolności; czasami nawet do nas przychodzi, jakby czekała w pobliżu. Nagual powiedział, że on sam jest tylko przyjacielem intencji – w odróżnieniu od Silvia Manuela, który jest jej panem.
Kłębiły się we mnie ukryte wspomnienia, usiłując się wydostać na powierzchnię. Miałem wrażenie, że zaraz wypłyną. Poczułem potężną frustrację, a potem coś się we mnie poddało i odzyskałem spokój. Nie miałem już ochoty dowiadywać się niczego więcej o Silviu Manuelu.
Zdaniem la Gordy moja zmiana nastroju oznaczała, że nie jesteśmy jeszcze gotowi stawić czoła wspomnieniom o nim.
– Nagual pokazał nam wszystkim, czego można dokonać za pomocą intencji – powiedziała nagle. – Przywołując intencję, sprawiał, że znikąd się pojawiały różne rzeczy. Powiedział mi, że jeśli chcę latać, to muszę przywołać intencję latania. Potem pokazał mi, jak on sam to robi. Podskoczył, wzbił się w powietrze i zatoczył krąg, jak ogromny latawiec. Albo też coś pojawiało się w jego dłoni. Mówił, że zna intencję stwarzania wielu rzeczy i wyrażając ją, może te rzeczy przywołać. Różnica między nim a Silviem Manuelem polegała na tym, że Silvio Manuel, jako pan intencji, znal intencję wszystkiego.
Powiedziałem jej, że to tłumaczenie wymaga dalszych wyjaśnień. La Gorda z trudem dobierała słowa.
– Nauczyłam się intencji latania – rzekła wreszcie – przywołując wszystkie uczucia, jakich doznawałam, gdy latałam w śnieniu. To była tylko jedna rzecz. Nagual w ciągu całego życia nauczył się intencji setek rzeczy. Ale Silvio Manuel dotarł do samego źródła i połączył się z nim. Nie musiał się uczyć intencji niczego, bo był z nią jednym. Problem polegał na tym, że nie miał już żadnych pragnień, gdyż sama intencja nie ma pragnień, więc musiał czerpać wolę od Naguala. Inaczej mówiąc, Silvio Manuel potrafił zrobić wszystko, czego chciał Nagual. Nagual kierował intencją Silvia Manuela. Ale ponieważ Nagual także nie miał pragnień, większość czasu nic nie robili.
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 3 Październik 2012, 23:29   

Zatem czy zycie trwa wiecznie i nigdy nie umre? Kiedy ludzie mowia "zycie jest wieczne, nikt nie umiera" to najczesciej mowia to w imieniu umyslu kolektywnego, ktory chcialby przetrwac, a ktory jest skazany na zdemaskowanie jego falszu :lol: Ale tak, nigdy nie umre, poniewaz nigdy nie urodzil sie ktos, kto zylby swoim zyciem, to co sie nie zaczelo, nie ma swojego konca. Zatem prawdziwym stwierdzeniem byloby "jest zycie wieczne" niz "mam zycie wieczne". Nikt nie zyje wiecznie, nikt w ogole nie zyje zycia.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 3 Październik 2012, 23:57, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 4 Październik 2012, 12:48   

I teraz umysl na to: aha, czyli jesli uzam, ze nie mam wyboru, to bede zyl wiecznie?

To nie zadziala :lol: Jednosc w ogole nie czeka na akceptacje tego, to juz jest. Co za clown z tego tworu.
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 5 Październik 2012, 17:35   

O siedmiu pierscieniach Saturna jest napisane w ew. Marii Magdaleny:

Utwor muzyczny

Cytat:
Strona 16



1. Wyzwolona z trzeciego klimatu (sfery), dusza kontynuowała swe wstępowanie

2. i znalazła się w czwartym klimacie (sferze).

3. Ten zaś miał siedem przejawów:

4. pierwszym z nich jest Ciemność,

5. drugim - Pożądanie,

6. trzecim - Niewiedza,

7. czwartym - (śmiertelna) Zawiść,

8. piątym - Niewola Ciała,

9. szóstym - Odurzająca Mądrość,

10. siódmym - Podstępna Mądrość.

11. Oto siedem przejawów gniewu,

12. które dręczyły duszę pytaniami:

13. »Skąd przybyłaś, morderczyni?«

14. »Dokąd zmierzasz, włóczęgo?«

15. A dusza odpowiadała:

16. »To, co mnie dręczyło, zabito;

17. to, co oblegało mnie, znikło;

18. moje pożądanie wygasło

19. i jestem wolna od mojej niewiedzy«.





Strona 17



1. »Opuściłam świat z pomocą innego świata;

2. pewien wzorzec został wymazany

3. dzięki wyższemu wzorcowi.

4. Odtąd wędruję ku Wytchnieniu,

5. gdzie czas spoczywa w Wieczności (Czasu);

6. teraz zaś wchodzę w Milczenie«”.

7. Powiedziawszy to, Maria zamilkła,

8. albowiem właśnie w milczeniu Nauczyciel mówił do niej.

9. Wtedy Andrzej zaczął mówić do swych braci:

10. „Powiedzcie mi, co sądzicie o tych rzeczach, które nam powiedziała?

11. Co do mnie, to nie wierzę,

12. żeby Nauczyciel mógł mówić w ten sposób.

15. Te idee zbyt różnią się od tych, które myśmy poznali”.

14. A Piotr dodał:

15. „Jak to możliwe, żeby Nauczyciel rozmawiał

16. w ten sposób z kobietą

17. o tajemnicach, które nawet nam są nieznane?

18. Czy mamy zmienić nasze zwyczaje

19. i słuchać tej kobiety?

20. Czy rzeczywiście ją wybrał i wolał ją od nas?”
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 5 Październik 2012, 19:53, w całości zmieniany 10 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 5 Październik 2012, 19:38   

William Blake napisał/a:
Wszystkie Biblie, czyli zakony święte, stały się następujących Błędów przyczyną:
1. Że w Człowieku dwa prawdziwe istnieją pierwiastki, a to: Ciało i Dusza.
2. Że Energia, zwana Złem, z Ciała jest jedynie; i że Rozum, zwany Dobrem, jest jedynie z
Duszy.
3. Że w Wieczności Bóg na męki wyda Człowieka za postępowanie wedle Energii swoich.
Ale są Prawdziwymi następujące tego Przeciwieństwa:
1. Człowiek nie ma Ciała oddzielnego od Duszy; to bowiem, co Ciałem zwiemy, jest cząstką
Duszy rozeznawaną przez pięć Zmysłów, przez owe główne w wieku naszym Duszy wnijścia.
2 Energia jedynym jest życiem, i z Ciała jest: Rozum zaś jest obrysem, albo obwodem Energii
zewnętrznym.
3. Energia jest Wieczną Rozkoszą.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 5 Październik 2012, 21:59, w całości zmieniany 8 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 5 Październik 2012, 20:48   

Stephen King napisał/a:
Uśmiechnęli się do siebie, a potem Richie ponownie oparł głowę o ścianę i uniósł wzrok,
wpatrując się w dymny otwór. Niebawem poczuł, Ŝe odpływa. Nie... nie odpływał. Unosił się w
górę. Pławił się. Jak... (tu na dole wszyscy się pławimy) balon.
- N-n-nic w-wam n-n-nie jest, chłopaki? - Głos Billa wpływał do środka przez dymny
otwór. Napływał z Wenus. Zatroskany. Bill, pozwól nam mieć wizje, chcemy mieć (świat) wizje.
Klubowy domek był większy niŜ kiedykolwiek, część jego podłogi pokrywało polerowane
drewno. Dym był gęsty jak mgła i trudno było dostrzec ogień. Ta podłoga! Jezu! Była wielka jak
parkiet taneczny w jednym z musicali wytwórni MGM. Mike spoglądał nań z przeciwka, prawie
niewidoczny we mgle.
Idziesz, Mikey?
Jestem tu z tobą, Mikey.
Nadal twierdzisz, Ŝe jest ci dobrze?
Tak... ale złap mnie za rękę... moŜesz?
Chyba tak.
Richie wyciągnął rękę i choć Mike znajdował się po przeciwnej stronie tej ogromnej sali,
poczuł, jak te silne, brązowe palce zamykają się wokół jego nadgarstka. Och, to było świetne - ten
dotyk był cudowny, tak wspaniale było odnaleźć pragnienie w pocieszeniu i pocieszenie w
pragnieniu - odnaleźć coś trwałego w dymie i coś ulotnego w czymś trwałym.
Odchylił głowę do tyłu i patrzył na mały, biały prostokąt dymnego otworu. Wydawał się
odległy. Bardzo odległy. Wiele mil nad nimi. Wenusjański świetlik. To się zaczęło. Poczuł, Ŝe
unosi się w górę. No to jazda - pomyślał i zaczął wznosić się coraz wyŜej, pośród dymu, mgły,
pary, czymkolwiek to było.

(...)

Nie byli juŜ w środku. Stali obok siebie pośrodku Barrens. Zapadał zmierzch. To było
Barrens, wiedział o tym, ale wszystko wyglądało tu inaczej. Listowie było bardziej bujne,
aromatyczne i dzikie. Rosły tu rośliny, jakich nigdy dotąd nie widział, i Richie zdał sobie nagle
sprawę, Ŝe niektóre spośród domniemanych drzew były w rzeczywistości gigantycznymi
paprociami. Z oddali dobiegał odgłos płynącej wody, ale duŜo głośniejszy, niŜ powinien być
słyszalny - nie przypominał leniwego poszumu Kenduskeag, a raczej dźwięk towarzyszący rzece
Colorado przepływającej przez Wielki Kanion.
Było teŜ bardzo gorąco. Owszem, w Maine bywały upalne i parne lata, kiedy to - bywa -
budzisz się nocą mokry jak szczur, ale jeszcze nigdy dotąd nie było aŜ tak gorąco i parno. Nisko
zwieszająca się mgiełka, gęsta i lepka, wypełniała zagłębienia w ziemi i owijała się wokół nóg
chłopców. Miała kwaśną woń jak palone zielone gałązki.

(...)

Dłoń Mike’a zacisnęła się na jego ręce i nagle zdał sobie sprawę, Ŝe cisza została
zakłócona. Słychać było cichą wibrację. W sumie bardziej ją było czuć niŜ słychać - ten dźwięk
docierał do czułego miejsca jego bębenków, pobudzając je. To narastało regularnie i niezmiennie.
Nie było jakimś konkretnym dźwiękiem - po prostu było (na początku było słowo i słowo było...)
niemelodyjnym, bezdusznym odgłosem.
Sięgnął ręką w stronę pobliskiego drzewa i gdy go dotknął, zacisnąwszy palce na wygięciu
pnia, poczuł uwięzioną wewnątrz wibrację. W tej samej chwili uświadomił sobie, Ŝe czuł to
równieŜ w stopach - delikatne „mrowienie” sięgające ku górze, przez kostki, łydki, aŜ do kolan,
zmieniające jego ścięgna w kamertony. To narastało. I narastało.
To przybyło z nieba. Richie uniósł twarz ku górze, choć wcale tego nie chciał, ale nic nie
mógł na to poradzić. Słońce było ognistą monetą, wypalającą otwór pośród nisko zwieszających
się chmur, okoloną czarodziejską otoczką wilgoci. PoniŜej rozciągał się tryskający bujną zielenią
spokojny i cichy zakątek Barrens. Richie zrozumiał, czym była ta wizja - mieli być świadkami
przybycia Tego.
Wibracja przybrała na sile - ryk narastał do ogłuszającego crescendo. PrzyłoŜył obie
dłonie do uszu i krzyknął przejmująco, ale nie słyszał własnego głosu. Obok niego Mike Hanlon
robił to samo, przy czym Richie zauwaŜył, Ŝe Mike nieznacznie krwawił z nosa.
Chmury na zachodzie rozjaśniły pąki czerwonych płomieni. To sunęło w ich stronę,
rozszerzając się ze struŜki w strumień, a następnie rzekę złowieszczych barw. Potem, kiedy
płonący spadający obiekt przebił się przez zasłonę chmur, pojawił się wiatr. Był gorący i
niszczący, cuchnący i duszący. Obiekt na niebie miał iście gigantyczne rozmiary i przypominał
wielką płonącą zapałkę - tak jaskrawą, Ŝe nie sposób było na nią patrzeć. Tryskały zeń łuki
elektryczne - niebieskie pioruny, którym towarzyszyły potęŜne odgłosy wyładowań.
- Statek kosmiczny! - krzyknął Richie, padając na kolana i zakrywając oczy. - Mój BoŜe, to
statek kosmiczny!
Najlepiej jak potrafi, wyjaśni później pozostałym, Ŝe to nie był statek kosmiczny, choć
mógł przemierzyć kosmos, aby tutaj dotrzeć. Cokolwiek spadło na ziemię tamtego odległego
dnia, pochodziło z o wiele odleglejszego miejsca aniŜeli jakaś inna gwiazda czy inna galaktyka - i
jeŜeli statek kosmiczny był pierwszym określeniem, jakie przyszło mu wówczas na myśl, to tylko
dlatego, Ŝe nie potrafił znaleźć Ŝadnego innego na obraz, jaki rejestrowały jego oczy. Potem
nastąpiła eksplozja - potęŜny ryk, a po nim fala uderzeniowa tak silna, Ŝe zbiła ich obu z nóg.
Tym razem to Mike sięgnął po dłoń Richiego. Jeszcze jedna eksplozja. Richie otworzył oczy i
zobaczył bijący w niebo słup dymu i płomieni.
- To! - krzyknął do Mike’a ogarnięty śmiertelnym przeraŜeniem. Nigdy w Ŝyciu, przedtem
ani potem, Ŝadne uczucie nie wydawało mu się równie głębokie i wszechogarniające. - To! To!
To!

(...)

Ben słuchał tego wszystkiego, kiwając głową.
- Po prostu sięgałem ręką, wiecie? Nie robiłem nic więcej prócz tego, Ŝe wyciągałem rękę,
jak na przywitanie. Ty ją schwyciłeś, Mike. Świetnie się spisałeś. Myślałem, Ŝe juŜ po tobie.
- Mówicie tak, jakby nasz klubowy domek był większy, niŜ jest w rzeczywistości - rzekł
Richie. - Łaziliście w tę i z powrotem, a przecieŜ bok domku ma zaledwie pięć stóp długości.
Nastała chwila ciszy, podczas gdy pozostali przyglądali się zasępionemu, pogrąŜonemu w
rozmyślaniach Billowi.
- B-b-był większy - odezwał się w końcu. - N-no nie, B-b-ben?
Ben wzruszył ramionami. - Tak wyglądało. Chyba Ŝe to przez ten dym.
- To nie był dym - stwierdził Richie. - Na chwilę przed tym, jak to się stało - zanim
zniknęliśmy - pamiętam, Ŝe wnętrze domku wydawało mi się olbrzymie jak sala balowa w jakimś
filmie. To znaczy w musicalu. Na przykład w Siedem narzeczonych dla siedmiu braci. Prawie nie
widziałem Mike’a siedzącego pod przeciwległą ścianą.
- Zanim zniknęliście? - spytała Beverly.
- No... chodzi mi o to, Ŝe... jak...
Schwyciła Richiego za ramię.
- To się stało, prawda? To naprawdę się stało! Mieliście wizje, tak jak w ksiąŜce Bena! - Jej
twarz płonęła wewnętrznym blaskiem. - To się stało! Naprawdę! Richie spojrzał najpierw na
siebie, a potem na Mike’a. Mike miał sztruksy z dziurą na jednym, a Richie dŜinsy z dziurą na obu
kolanach. Przez postrzępione włókna widać było zdartą skórę i krew.
- JeŜeli to była wizja, to nigdy nie chcę przeŜyć drugi raz czegoś takiego. Nie wiem, jak
stojący tam WaŜniak, ale kiedy schodziłem na dół, nie miałem dziurawych spodni. Były prawie
nowe, jak rany. Ale mi się dostanie od mamy.
- Co się stało? - spytali jednocześnie Ben i Eddie.
Richie i Mike wymienili spojrzenia, a potem Richie powiedział:
- Bevvie, masz papierosa?
Miała dwa, owinięte w kawałek szmatki. Richie włoŜył jednego do ust, a kiedy mu
przypaliła, juŜ po pierwszym sztachnięciu dostał gwałtownego ataku kaszlu.
- Nie mogę - powiedział. - Przepraszam.
- To była przeszłość - rzekł Mike.
- Gówno prawda - wtrącił Richie. - Przeszłość to mało powiedziane. To była prehistoria.
- Tak. Racja. Byliśmy w Barrens, ale Kenduskeag płynął z prędkością mili na minutę. Był
diablo głęboki. A do tego kurewsko dziki. Przepraszam Bevvie, ale tak właśnie było. I były w nim
ryby, chyba pstrągi. W kaŜdym razie tak mi się wydaje.
- M-m-mój tata m-m-mówi, Ŝe w K-k-kenduskeag juŜ od d-d-dawna nie było Ŝadnych r-rryb.
Z p-p-powodu ścieków.
- To było dawno, fakt - stwierdził Richie. Przyglądał im się niepewnym wzrokiem. -
Myślę, Ŝe to było co najmniej milion lat temu.
Wypowiedź tę powitała iście grobowa cisza. W końcu przerwała ją Beverly: - Ale co się
stało?
Richie czuł podchodzące mu do gardła słowa, lecz nie potrafił ich stamtąd wydobyć.
Zupełnie jakby znowu zwymiotował.
- Widzieliśmy przybycie Tego - wykrztusił wreszcie. - Myślę, Ŝe to było To.
- Chryste - mruknął Stan. - O Chryste!
Rozległ się głośny ryk, gdy Eddie zrobił uŜytek ze swego aspiratora.
- To przybyło z nieba - powiedział Mike. - Nigdy więcej nie chciałbym zobaczyć czegoś
takiego. Było rozpalone do tego stopnia, Ŝe nie dało się na to patrzeć. I tryskało wyładowaniami
elektrycznymi przy wtórze odgłosów przypominających grzmoty. Ten dźwięk... - potrząsnął
głową i spojrzał na Richiego - brzmiał tak, jakby zaraz miał nastąpić koniec świata. A kiedy
uderzyło w ziemię, to wznieciło poŜar lasu. I to był juŜ koniec.
- Czy to był statek kosmiczny? - zapytał Ben.
- Tak - odrzekł Richie.
- Nie - odparł Mike.
Spojrzeli na siebie nawzajem.
- CóŜ, myślę, Ŝe tak - stwierdził Mike i jednocześnie Richie powiedział: - Nie, tak
naprawdę to nie był statek kosmiczny, bo widzicie...
Umilkli, podczas gdy pozostali przyglądali się im z zakłopotaniem.
- Ty powiedz - rzekł Richie do Mike’a. - Myślę, Ŝe chodzi nam o to samo, ale oni nic z
tego nie kapują.
Mike kaszlnął w zaciśniętą dłoń, a potem, prawie przepraszająco, uniósł wzrok i spojrzał
na pozostałych.
- Nie wiem, jak mam wam to wyjaśnić - stwierdził.
- P-p-postaraj się - rzekł ponaglającym tonem Bill.
- To przybyło z nieba - powtórzył Mike - ale to nie był właściwie statek kosmiczny. I nie
był to równieŜ meteoryt. To było bardziej jak... jak... biblijna Arka Przymierza, wewnątrz której
miał się znajdować Duch BoŜy, tylko Ŝe to nie był Bóg. Wystarczyło, Ŝe To poczułeś,
obserwowałeś przybycie Tego, a wiedziałeś, Ŝe To było złe. Bardzo złe. - Spojrzał na nich.
Richie skinął głową. - To przybyło z... zewnątrz. Mam takie przeczucie. Z zewnątrz.
- Spoza czego, Richie? - zapytał Eddie.
- Spoza wszystkiego. A kiedy to spadło na ziemię... wybiło w niej największą pieprzoną
dziurę, jaką mógłbyś zobaczyć w Ŝyciu. To zmieniło całe olbrzymie wzgórze w coś w rodzaju
ciastka z dziurką. Wylądowało dokładnie tu, gdzie dziś znajduje się śródmieście Derry. - Spojrzał
na nich. - Chwytacie, o co mi chodzi?
Beverly wypuściła z ręki na wpół wypalonego papierosa i zgniotła go butem. Mike
powiedział: - To było tu od zawsze, od zarania dziejów, zanim jeszcze na świecie pojawili się
ludzie, chyba Ŝe moŜe Ŝyły juŜ gdzieś w Afryce pierwsze nieliczne jeszcze plemiona - mieszkające
w lasach albo gnieŜdŜące się w jaskiniach. - Krateru dziś juŜ nie ma... Prawdopodobnie w okresie
epoki lodowcowej dolina pogłębiła się, okoliczne tereny zmieniły swój wygląd, a krater został
zasypany... ale To było tu wtedy i być moŜe spało, a moŜe czekało, aŜ lód stopnieje, a potem
pojawią się ludzie. - Dlatego To korzysta z kanałów i ścieków - wtrącił Richie. - Muszą być dla
Tego czymś w rodzaju regularnych autostrad.
- Nie widzieliście, jak To wyglądało? - zapytał nagle Stan Uris odrobinę ochrypłym
głosem.
Pokręcili przecząco głowami.
- Czy moŜemy pokonać To? - zadał pytanie Eddie, gdy na chwilę zapadła ponura cisza. -
Czy jesteśmy w stanie pokonać taką istotę?
śadne z nich nie odpowiedziało.
5
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 5 Październik 2012, 20:49, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 6 Październik 2012, 13:23   

Dlaczego tak trudno jest uznac ta oczywistosc, ze stojac przed czlowiekiem, nie stoi sie przed kims konkretnym, jakas osoba, ze w tym ciele nie ma kogokolwiek? Tu chodzi o trzezwe spojrzenie, gdzie ten ktos niby jest? Miedzy uszami, przy panelu kontrolnym, ze ten ktos jest jakims centrum czucia, ktory odbiera wrazenia od zmyslow i naciskajad odpowiednie guziki, steruje tym cialem jak pojazdem?

Czlowiek jest zjawiskiem energetycznym, ta energia jest samoswiadoma, a to co zwie sie umyslem, jest po prostu energetycznym skurczeniem w polu energii. Owe energetyczne skurczenie generue obraz kogos, kogo wydarzenia sie tycza, kto cos robi, kto ma wybor przejscia od punktu A do punktu B, kogos, kto w swiecie na zewnatrz odgrywa swoja historie, ktora w zaleznosci od dokonanego wyboru jest lepsza lub gorsza. Ta historia jest zawsze niedokonczona, jest to dziura, ktorej nie da sie zaleplnic. Ta energia jest wolniej wibrujaca i ciezsza od pozostalych, dlatego patrzac na swiat przez jej pryzmat, nie widzi sie owej zywotnosci i energetycznosci swiata, chociaz to tylko wrazenie, bo zawsze patrzac na swiat, widzi sie owa zytotnosc, ktora jest Pelnia, ktorej sie szuka. Zywotnosc z ktorej wszystko jest zbudowane sama w sobie jest pozbawiona znaczenia i jest bez przyczyny, jest tym czym jest.

Energetyczne skurczenie, "ukrzyzowanie" jest czyms kolektywnym, chociaz kazda osoba mowi o sobie w liczbie pojedynczej, uwaza, ze jest generatorem swoich mysli, chociaz wszystkie jego mysli sa przyciagniete z zewnatrz od innych osob.
Matryca zachowan kolektywnego umyslu jest sztuczna planeta zwana Ksiezycem, ktora nadaje negatywna kobieca energie na Ziemie, ktora jest zywa istota, kobieta. Ksiezyc powoduje wykrwawianie sie czlowieka podczas odgrywania przez niego przedstawienia, zwlaszcza plci zenskiej. Jest to jak kula u nogi, ktora nie dopuszcza do rozprzestrzenienia sie kobiecej energii Ziemi, to jak zakrecony kurek z gazem. Rozblyski energii powstale w trakcie przedstawienia sa kierowane sa ku niemu.

Siedem czakr to mentalny obraz, ktorego niezrownowazenie jest kontrolowane poprzez siedem pierscieni Saturna, ktory byl dawnym sloncem Ziemi w okresie "purpurowej mgly", "starego ksiezyca".
Obecne Slonce, ktorego odpowiednikiem jest czakra serca (zielona, negatyw purpury/fioletu - czakry korony), odwraca to do gory nogami, jest to cos w rodzaju "tanca przekladanca", powierzchnia ziemi i niebiosa sa odpowiednikami czakry zoltej i niebieskiej, ktore sa swoimi negatywami i w procesie "rozpakowywania" sie planety zostaje to odwrocone.

Czlowiek jest fraktalem ukladu slonecznego, ktory jest fraktalem kosmosu.

Nikt nie jest w stanie zrownowazyc centrow energetycznych na tyle, by stac sie wolnym, to takie wodzenie za nos, poniewaz ten ktos dziala w trybie odwrocenia i niepowodzenia, to dazenie w gore, jak po jakiejs "piramidzie potrzeb", toczenie tego ciezaru, ktore zawsze konczy sie ponownym stoczeniem na dol.

Wyzwolenie jest widzeniem zywotnosci, ktora jest wszystkim co jest, widzeniem, ktorego nie widzi ktos i ktore to widzenie odbywa sie w bezczasowosci. Iluzja jest to, ze ktos byl zniewolony. Wolnoscia i bezgranicznoscia jest to, ze jest siedzenie na fotelu, czy chodzenie, iluzja jest to, ze ktos to robi i ktos tego doswiadcza. Wyzwolenie jest jednoscia, poza ktora nie ma wyjscia, iluzja jest to, ze jednosci ktos doswiadcza.
Wyzwolenie nie jest czyms, co osiaga sie krok po kroczku, w wyniku zrownowazenia centrow energetycznych jest po prostu tym czym jest.

Dlaczego kazde nauczanie duchowe wypowiedziane ustnie lub napisane jest jednoscia umyslu kolektywnego? Poniewaz energetyczne skurczenie jest podtrzymywane przez jezyk, ktory odnosi sie do "mnie", "ciebie" lub "nas", nieustannie zasila je, dajac poczucie, ze uwolnienie tyczy sie kogos, kto ma stac sie kochajacym innych i wszystko akceptujacym, a to jest nieprawdziwe i niemozliwe. Trudno jest jednak inaczej o tym mowic. W polskim internecie byl taki chlopak jak Uzuli , ktory staral sie pisac w taki bezosobowy sposob, ale nawet i on polegl. To co pisal bylo namiastka tego w jaki sposob komunikuja sie "aniolowie".
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 6 Październik 2012, 13:48, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 6 Październik 2012, 16:05   

Oddanie tego w taki sposob jest mocno mizerne, to co dalej powiem tylko bardziej to unaoczni

Cytat:
czlowiek ma za soba "bardzo dluga" podroz ewolucyjna


Oczy zaczely wyksztalcac sie podczas cyklu zwanego "starym Saturnem", narzady rozrodcze na "starym Sloncu", uklad nerwowy na "starym Ksiezycu" (ktorego czescia byla Wenus), uklad krwionosny na Ziemi, krew swoja czerwien zawdziecza kontakowi z Marsem wiele epok temu i teraz caly ten ogromny cykl zabiera sie, jak zlodziej, w mgnieniu oka, w blysku pioruna "elektrycznego Slonca", wlasnie dzieki duchowemu widzeniu, czyli znow wszystko sprowadza sie do oczu, to jest wlasnie "nawrocenie".

Duchowe widzenie nie jest widziane przez kogokolwiek, jest to "pustka", ktora jest bezwarunkowa miloscia, czego nie da sie posiasc. I symbol owego widzenia jest nieustannie manipulowany przez istoty chcace grac role bogow, robi sie z tego "wszystkowidzace oko Boga". Na "starym Ksiezycu" gdzie sloncem byl Saturn, "soczewka" tego ukladu byl Mars, Saturn zostal jednak "zbanowany" i oslepiony i role owego Oka chce dalej grac, wszystko widziec przez pryzmat siebie, co jest wlasnie iluzja, "maya".

Dlatego ukrzyzowany i wykrwaiajacy sie jest slepy, a widzacy jest niewidoczny, sam w sobie jest widzeniem.

Ksiezyc (zywiol wody, deszcz, lzy) ktory nadaje negatywna energie kobieca zwlaszcza poprzez stymulowanie cyklu menstruacyjnego.

Przez caly ten czas wszystko jest wlasnie taka gra przekladania kolorow, planet.

Slonce to wieczne dziecko, jego "przeciwnikiem" jest starzec, zniedoleznialy, chory i oblakany, pedofil przebrany za clowna.

Filmik

Slonce i czlowiek to owy "swiety graal", ktorego tak trudno jest dostrzec.

Cytat:
energetyczne skurczenie


Jednymi z ofiar owego energetycznego skurczenia sa istoty zwane szarakami, male, chude ludziki z wielkimi glowami, ktore eksploduja gdy maja kontakt z prawdziwa moca ;)

Najpiekniejsze w tym wszystkim jest to, ze owa "pustka" bedaca miloscia bezwarunkowa spaja wszystkie te historie, niezaleznie od tego jak sa gwaltowne i jak dlugo wydaja sie trwac, zawsze doprowadzajac do pojednania. Mozna powiedziec, ze nieskonczonosc widzi zawsze stykanie sie wszystkiego ze soba. Inna porazajaca kwestia jest to, ze tego wszystkiego nikt nie robi, to po prostu jest, ze mozna zawsze odpoczywac, niezaleznie od tego co sie pojawia w owym polu swiadomosci, ten odpoczynek jest zawsze i nigdy nikogo nie opuszcza i to jest uwolnieniem, ktore przydarza sie nikomu.

Cytat:
Spytali Go uczniowie Jego: "W którym dniu nastanie odpocznienie zmarłych i którego dnia nastanie nowy świat?" Odrzekł im: "To, czego wyczekujecie, nadeszło, ale wy tego nie wiecie".
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 6 Październik 2012, 20:39, w całości zmieniany 18 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 6 Październik 2012, 18:00   

I dlatego wlasnie Harold porusza sie po fali sinusoidalnej (sin, grzech) krzyczac "what to do?" :P Dlatego rowniez gram z wylaczonym dzwiekiem i z green modem :lol:
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 6 Październik 2012, 18:02, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 6 Październik 2012, 22:52   

Cytat:
Jednymi z ofiar owego energetycznego skurczenia sa istoty zwane szarakami, male, chude ludziki z wielkimi glowami, ktore eksploduja gdy maja kontakt z prawdziwa moca


To sa ludzie, ktorzy zabrneli w to troche glebiej niz populacja ludzi z Ziemi. Egzystuja one we snie, w wyobrazeniach, maja wbudowane w swoje "skafandry" "okulary przeciwsloneczne". Potrafia byc bardzo potezne w swoich umyslowych projekcjach, ale jedynie w nich. To tak jak z kims kto siedzi w sieci 24h na dobe i pisze niesamowite programy, a w realu dupa blada.

Mowi sie, ze one sa bez czucia, wyzbyly sie emocji, ale trudno to w ten sposob okreslic. Caly swiat jest samoswiadoma energia i w tym energetycznym wszechswiecie bedacym uczuciem powstaje tez energia, ktora jest jak folia, ale i nawet ona jest tez manifestacja zywotnosci.
Jednak aby ta folie rozpuscic, musialyby przejsc przez wirtualna smierc tego za co sie uwazaja. Predzej czy pozniej zostana od tego uwolnione przez istoty z ogniem w oczach.

Co smieszniejsze, to wlasnie te istoty w duzym stopniu stoja za naukami w stylu "swiat to iluzja", ale jest to nauka majaca prowadzic do uchwycenia tego poprzez zrozumienie. Jest to "oswiecenie" umyslowe, imitacja. Swiat jest iluzja dlatego, ze patrzac na niego przez pryzmat siebie wydaje sie martwy, to jest iluzja. Nie ma swiata martwego, jest tylko zywotnosc. Kiedy czlowiek mysli, ze tego swiata nie ma, to chce jakiegos innego - tam, gdzie jakis "mistrz" wysni mu cos lepszego. O to wlasnie chodzi w tych wszystkich naukach.

Ilustracja

Kiedy czlowiek zaklada okulary przeciwsloneczne, to jest juz w polowie drogi do szaraka :lol:
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 6 Październik 2012, 23:23, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 7 Październik 2012, 12:08   

Ta historia o Saturnie jako dawnym sloncu tego ukladu wplata sie tez w historie o potopie. Te planetarne zawirowania naruszyly wodny "baldachim" wokol Ziemi, powodujac jego opadniecie jako deszcz. Zostal odsloniety widok gwiazd gdzies na zewnatrz. Potop, lzy, odgrywanie nieszczesliwych historii przez czlowieka, paraliz, reinkarnowanie sie, umieranie, ponowne wracanie, umieranie, dokladnie tak samo jak deszcz, ktory opadajac na ziemie wydaje odglos oklaskow. Rozpoznanie tej bezosobowosci deszczu, ze tego deszczu nikt nie wykonuje, ze ta historia nie jest "moja", jest widzeniem i scala kolory nieuchwytnej teczy czakr z "wyzsza jaznia" w gwiazdach.

Wszystkie "pojedynki o wolnosc" w kosmosie ostatecznie sa pojedynkami na spojrzenia.

Nie jestem Rainmanem tylko Rainbow-manem :lol:
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 7 Październik 2012, 12:48, w całości zmieniany 8 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 7 Październik 2012, 15:57   

Jest to pojedynek spojrzen pomiedzy geniuszem przebieglosci oraz radykalna prostota.
Pomiedzy "metafizycznym geniuszem", a nieuchwytnym, wiecznym dzieckiem. Ta "genialnosc" jest skazana na osmieszenie, niezaleznie od gwaltownosci swych dzialan.

Wszystko juz jest kompletne, "dokonalo sie", lecz pozorny umysl ma za zadanie ten fakt przyslonic najrozniejszymi atrakcyjnymi ofertami.

Owe skurczenie energetyczne, sztuczny umysl, samorozpuszcza sie jak chmura mgly poprzez samo-wiedze i widzenie, doswiadczanie dziejacego sie zycia, ktore nie tyczy sie kogos. Oddech, chodzenie, myslenie, czy jest cokolwiek prostszego?

Ale i juz na tym poziomie gdy mowie to, to umysl kombinuje: aha, czyli jesli uswiadomie sobie oddech to doswiadcze jednosci. Mamy wiec jakis proces uwolnienia, ktory osiaga sie poprzez oddech, ktory umozliwi "rozprzestrzenienie sie", podczas gdy wolnoscia jest sam oddech. I poprzez ten oddech nastepuje polaczenie z czyms duzo wiekszym, z wiekszym "fraktalem" siebie, ale ten "fraktal" jest w ogole niezalezny od tego, czy chce sie go osiagnac, czy nie, jest nie do uchwycenia.

Sztuczny umysl zle czuje sie na Ziemi, poniewaz teskni za poprzednia epoka.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 7 Październik 2012, 16:03, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 7 Październik 2012, 19:05   

Ta historia ukladu slonecznego jest nie do opowiedzenia, a to przeciez tylko maly plac zabaw. Tak jak Slonce "walczy" z Saturnem, tak samo i walka jednosci kolektywnej z absolutna, czy raczej rozwiazywanie falszu kolektywnosci, ma miejsce w skali wiekszej, pomiedzy pajeczymi, "czarnymi" dziurami, a calymi galaktykami.

Wola jaka kieruje istotami wplywa rowniez na ich wyglad, dlatego ekstremalna proba przyciagniecia czegos i uchwycenia manifestuje sie jako pajak, ktorego sylwetka najlepiej do tego sie nadaje.
Tak jak w Internecie, owe pajecze istoty maja swoje maski/avatary, ktore wygladaja niezwykle pieknie i anielsko, aplikujac przy tym wirus pozornej wiedzy i rozwoju, do ktorego przyklejajac sie, zostaje sie wydymanym w kakaowe oko :P
Istoty pajecze sa rozpuszczane i po swojej "smierci" staja sie np. ktoryms z zywiolow.

Rdzenie galaktyczne wysylaja "impulsy" energetyczne z "centrum nieskonczonosci", ktore przechodzac przez gwiazdy jak przez "kanal", transformuja planety i istoty na nich mieszkajace, scalajac ich poszczegolne warstwy, "podwyzszajac wibracje".

Zawsze wszystko nieprzewidywalnie i doskonale sie synchronizuje, poniewaz calosc spaja "milosc bezwarunkowa", ktora jedna kazdy przejaw i rozpuszcza kazdy falsz, po prostu bedac.

Do tego wszystkiego dochodzi nieliniowosc czasowa, historie ogromnej ilosci roznych istot, ktore na przestrzeni swych dziejow to upadaly, to sie wznosily, ktore chcac dobrze przeszkodzily, ktore chcac zle pomogly, to jest totalnie mozgoniszczace :lol:
Naprawde, w nieskonczonosci nie ma miejsca na cos takiego jak wlasne przemyslenia, opinie, czy "wytlumacz mi to jeszcze raz bo tego nie chwytam", to jest totalna jazda bez trzymanki.

To jest dziki i nieujarzmiony Byt, ktory kieruje sie (Samo)Wola o nic nie pytajac. To cos wiecej niz pustka, cisza, czy Bog.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 7 Październik 2012, 20:41, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 8 Październik 2012, 12:35   

Pewnie jakis psycholog, czy psychiatra z checia zajalby sie tym przypadkiem :lol: ale nie mialby zadnego punktu zaczepienia, nie wykazuje zadnych "anomalii", co najwyzej sam zostalby "rozpuszczony" poprzez konsekwentne zadawanie kilku pytan, ktore trafilyby bezposrednio w dziesiatke wywolujac przy tym error.

Pozorny umysl nie jest czyms zlym i groznym, on jest przede wszystkim zaden.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 8 Październik 2012, 13:20, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 8 Październik 2012, 14:08   

W kazdym czlowieku, ktory inkarnowal sie na Ziemi jest takie poczucie, ze czegos brak, dziura, ktora probuje zapelniac sie przedmiotami, sukcesami np. w sporcie, czy szkole, ale ta dziura jest nie do zapelnienia i u mniejszosci pojawia sie pomysl, ze oto zaczne rozwijac sie duchowo, bede poszukiwal oswiecenia. Tylko, ze jest to pragnienie takie samo jak pragnienie samochodu, czy kolejnej kochanki, po prostu brzmi wznioslej.
To poczucie jest tak naprawde tesknota za starym, saturnowym sloncem i teraz niejaki Lucjan z Stanislawem buduja wokol Saturna jakies niesamowite swiaty umieszczone w astralu, ktore maja ukoic duchowego adepta, ktory po przejsciu przez jakies stopnie wtajemniczenia, dostanie to czego tak zawsze pragnal.
Sprzedaja to jako poziomy wymiarow, niebios, chociaz to tylko wielosc oktaw w obrebie jednego wymiaru, maja swoich "mistrzow wniebowstapionych", chociaz to tylko clowni.

Przedstawiaja sie jako straznicy planety Ziemi, chociaz ich zadaniem jest nie dopuscic do tego, by ona sie rozwinela w gazowa planete, by nie wyszla spod panowania "King Crimsona", ktory jest slepy. To ona jest owa "prostytutka", Maria Magdalena.
Stad biora sie te historie o ksiezniczce zamknietej w wiezy, warkocz to spirala DNA.

Transformacja w gazowa planete odbedzie sie poprzez odwrocenie jej ciala zoltego i niebieskiego i scalenie w wyniku pocalunku "Zielonego Czlowieka".

Ten "swiety graal" ktorego tak sie szukalo, swieci jawnie w dzien na niebie, ktorego nie dostrzega sie patrzac przez pryzmat sztucznej osobowosci. Zawsze tu byl, nigdzie sie nie ukrywal, nie wymaga zadnych stopni wtajemniczenia, jedyne czego wymaga to rozwiazanie sprzecznosci i kolaps sztucznego "ja", ktore cos utracilo. To jest powrot do dziecinstwa, ktore nigdy sie nie konczy. A Slonce sieka clownow rowno :lol:

Utwor
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 8 Październik 2012, 14:43, w całości zmieniany 13 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 8 Październik 2012, 16:27   

Cytat:
Transformacja w gazowa planete odbedzie sie poprzez odwrocenie jej ciala zoltego i niebieskiego i scalenie w wyniku pocalunku "Zielonego Czlowieka".


Jakies skojarzenia? :lol:

Dlatego Yoda odwraca zdania.

If so powerful you are .. why leave? :D
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 8 Październik 2012, 16:27, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 8 Październik 2012, 21:47   

Cytat:
krew swoja czerwien zawdziecza kontakowi z Marsem


Cytat:
"soczewka" tamtego ukladu byl Mars


Cytat:
Dlatego ukrzyzowany i wykrwaiajacy sie jest slepy


"Oko Wielkiego Brata" i "pokoj zwierzen" - red room, redrum, murder ;)
Ukrzyzowanie bylo wlasnie dowodem na falszywosc "King Crimsona" to on zostal przybity by udowodnic, ze w tym wszystkim nikogo konkretnego nie ma, ze tego wszystkiego nie widzi "ktos". Patrzac na ukrzyzowanego fizycznym wzrokiem widzialo sie trupa, natomiast "odwracajac" widzenie, widzialo sie zywotnosc, drzewo wiedzy. Pluca to odwrocone drzewo do gory nogami, jablko to pole elektromagnetyczne serca - czakry zielonej - negatyw purpury. To widzenie zywotnosci moze zostac przysloniete, ale ono tam jest niezaleznie od tego.

Tu nie chodzi o rywalizacje kolorow, ze jeden jest lepszy od drugiego, ze purpurowy jest niedobry :lol: Lecz o to, ze "ktos" nie moze centrow energetycznych zrownowazyc, poniewaz ten ktos nie moze widziec, ani odczuwac. "Ktos" to blokada np. splotu slonecznego, wiec jak ktos moze zrownowazyc splot?
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 8 Październik 2012, 22:17, w całości zmieniany 13 razy  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 8 Październik 2012, 22:56   

To jest tez poniekad odpowiedz na pytanie: dlaczego Bog nie zareagowal, gdy zabijano jego syna :lol:

To jest wlasnie wolnosc, ze to wszystko jest widziane przez nikogo.

I ten umysl kolektywny jest owym "grzechem pierworodnym", ktory czlowiek dziedziczy z automatu, co jest wlasnie falszem.

Poprzez kolaps sztucznej tozsamosci oddaje sie ciezkie szaty w ktore Saturn czlowieka wyposaza przed narodzinami, zostajac nago jak "Pan Bog stworzyl" :lol: i wtedy nie ma punktu zaczepienia do ponownego wracania i widzi sie, ze w tym calym wracaniu i umieraniu nie bylo kogos konkretnego, nigdy nie bylo tam zadnego "mnie", zadne zycie nie bylo "moje".

I to jest wlasnie dziecinstwo, ktore trwa wiecznie.
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 8 Październik 2012, 23:02, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0.07 sekundy. Zapytań do SQL: 9