|
Religie, etyka, zyciowa filozofia... |
| Autor |
Wiadomość |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 26 Grudzień 2012, 12:48
|
|
|
| Cytat: | | dal on czlowiekowi umysl przez ktory postrzega swiat, a wiec kiedy patrzy sie na gwiazde jako martwy obiekt, pozbawiony zycia, swiadomosci, to jest to gwiazda stworzona przez falszywego, slepego Boga |
Byl taki horror pt. "Martwica Mozgu" - to dobre okreslenie na chorobe w jakiej czlowiek sie znajduje |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 26 Grudzień 2012, 18:37
|
|
|
Zielen czakry serca jest tym miejscem najswietszym, jest za darmo, raz zapalona moze plonac i nie ubywa jej, zadna niezrownowazona istota, pijana falszywym poczuciem tozsamosci nie jest w stanie tam dotrzec, poniewaz jest to energia, ktora ja zabija - to jest morderca, nazywa sie "milosc bezwarunkowa" i jest ona w niezrownowazonym swiecie nielegalna. Trzeba przeciez budowac mur by wypelnic puste przestrzenie, jak to spiewali pink floydzi.
Jesli chodzi o marihuane, to moze byc najwyzej srodkiem pomocniczym, sama w sobie nie daje nic. Poza tym czesto to co jest sprzedawane napakowane jest jakimis srodkami, ktore uzalezniaja. Nic nie zastapi zieleni serca, ale jak to pisalem wczesniej - nikt nie chce umierac, a plonaca zielen serca to mistyczna smierc, zawalenie sie tego calego zamku/wiezy, ktory budowalo sie przez cale zycie. Tak dlugo, jak "lokalu ciala" nie opusci falszywe "ja" - ciagle buduje sie ten babilon, tak wiec mowienie o jego upadku przy sluchaniu rege czy paleniu ziola, gdy ciagle jest jakies "ja" i "moje", to oznaka hipokryzji. Czlowiek to mistrz samooszukiwania sie. Serce nie znosi kompromisow. |
| Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 26 Grudzień 2012, 18:38, w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 26 Grudzień 2012, 19:40
|
|
|
| Kiedys jako dziecko czytalem apokalipse i byla gdzies mowa o gwiazdach spadajacych z nieba, troche mnie to dziwilo, bo gwiazda jest wieksza od planety, wiec jak gwiazdy moga spasc na ziemie? Niedawno mnie olsnilo, ze to strach ma wielkie oczy i strach przed stworca i jego kara, daje falszywy obraz swiata i patrzac przez wyolbrzymiony strach, wyolbrzymia sie gwiazde do rozmiarow bezsensownych. Gwiazdy spadaja z niebios na ziemie kiedy niszczona jest sztuczna struktura oddzielenia, wtedy nastepuje te odwrocenie relacji: zycie w ciele - odlegle niebo, na chodzenie po niebie i "niezlokalizowanie", ale ten koniec nie jest dostzregalny dla zadnej osoby, poniewaz chodzi wlasnie o koniec osoby, ktora zyje w zaslepieniu i ktora nie moze dostrzec konca siebie - to bylaby sprzecznosc. |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 27 Grudzień 2012, 12:59
|
|
|
Mowi sie o tym, zeby "kochac blizniego jak siebie samego", z tym, ze prawdziwa milosc - wbrew temu co sie mowi, nie jest czyms co pochodzi od jednej osoby i jest kierowane ku drugiej. Oddzielona osoba zbudowana jest na braku tzw. wspolczucia, jest stworzona po to, by budowac mury. Prawdziwa milosc jest wtedy, gdy w sercu nie ma nikogo, ani innego czlowieka, ani Boga. Nie mozna wykonac milosci, po prostu gdy konstrukcja oddzielenia zawala sie, odkrywana jest milosc, ktora juz jest - jest i nic ponad to, nie jest w jakis sposob "ukierunkowana", lecz jest ona samoistna/samotna. To jest stan naturalny.
Nie dbam o to, by kochac innych ludzi. Nie kocham w ogole innych ludzi. Wrecz przeciwnie, ta prawdziwa milosc o ktorej mowie - jest dla nich zabojcza. |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 27 Grudzień 2012, 15:11
|
|
|
Ludzie pytaja sie nawzajem: jak jest na zewnatrz? zimno czy cieplo?
Ani jedna odpowiedz ani druga nie oddaje stanu faktycznego. Stan faktyczny i oczywisty jest taki, ze pogoda jest taka jaka jest. To nie pogoda uprzykrza zycie czlowiekowi, lecz okreslanie pogody, te nadawanie stopni zimna i goraca. |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 27 Grudzień 2012, 19:17
|
|
|
Jak tak czytam tego posta, to widze, ze sie zagalopowalem z tym unizeniem, w tym stwierdzeniu:
| Cytat: | | To jest swiadomosc absolutna, ktora chociaz jest ponad wszystkim, nawet ponad Bogiem - kreatorem Uniwersum, jest nienaruszalna przez cokolwiek, niepoznawalna wszystkoobejmujaca i sama nie do objecia - jest swiadomoscia unizenia wobec wszystkiego. Czy to nie zadziwiajace? Najwyzsza Swiadomosc nie kroluje, nie panuje nad czymkolwiek, lecz jest jest unizeniem, a bez tego nie ma zadnego prawdziwego krolestwa. |
Na swoj sposob to okreslenie jest nawet piekne, ale mimo to jest daremne.
Unizenie zaklada, ze jest "cos jeszcze" wobec czego sie uniza, jednak Absolut jest samoistnoscia/samotnoscia, w ktorej nie ma odniesienia do czegokolwiek, to nie jest ani ponad wszystkim, to nie jest unizeniem wobec wszystkiego, to po prostu jest wszystkim, jedyna wlasciwoscia tego to po prostu Bycie nieskonczone. Jest nieskonczona otwartoscia wobec wszystkiego cokolwiek tylko moze sie objawic, umozliwia przejawienie sie swiata - dlatego tez umysl moze interpretowac to jako "unizenie", ze jest to stan, ktory jest pozbawiony czegokolwiek - ciemnosc absolutna, ktora jest ciemnoscia dlatego, by plomien swiadomosci mogl zaplonac. Umysl zawsze stopniuje, chociaz stopniowanie ma sie nijak to nieskonczonosci. Nie moze pojac tego, ze cos jest jednoczesnie ponad i ponizej, mniej niz niczym i wiecej niz wszystkim, poniewaz on zawsze rozdwaja. |
| Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 27 Grudzień 2012, 19:18, w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 27 Grudzień 2012, 20:02
|
|
|
Fascynuje mnie smierc. Smierc to wspanialy i niedoceniany przyjaciel, ktory kocha bezwarunkowo, trudno o cos blizszego milosci niz smierc, zawsze ida ze soba w parze. Korzeniem wszystkich problemow czlowieka jest to, ze wszystko przydarza sie jemu osobiscie, dlatego smierc osobnej istoty daje nietykalnosc i nieustraszonosc przed jakimkolwiek wyzwaniem.
Ludzie czasami mowia: gdy juz umre to X (jakis problem) nie bedzie juz moja sprawa - jednak mowia to w stanie ignorancji nie wiedzac o tym reinkarnacyjnym mlynie, ktory wygeneruje kolejnego "kogos". Malo kto (o ile w ogole ktos moze) widzi to jako mozliwosc do zrealizowania za zycia, czyli smierc tej konstrukcji oddzielenia z zyciem dziejacym sie dalej. |
| Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 27 Grudzień 2012, 20:02, w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 27 Grudzień 2012, 20:21
|
|
|
| Obecnie jestem w takim stanie, ze ta falszywa struktura oddzielenia znajduje sie w stanie "powykrecania"/rozmycia, znajdujac czasami punkt zaczepienia w postaci utozsamiania, chociaz "cos" ciagle widzi ta maskarade, tak, ze nie dopuszcza do jej rozpanoszenia sie, to jak zalozenie dzwigni, i to cos wie, ze ma calkowicie przerabane. |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 27 Grudzień 2012, 23:35
|
|
|
Wracajac do tego posta i tego to przypomniala mi sie ta opowiesc o Mojzeszu i plonacym krzewie, ktory plonac nie spalal sie. Tam dowiedzial sie, ze imie Boga to "Jestem tym czym jestem".
Duzo jest w Starym Testamencie takich opowiesci o tym, ze stanie w obecnosci Boga jest zabojcze dla osoby. Dorobiono do tego jednak cala ta osobowosc Boga-tyrana, chociaz prawdziwe znaczenie tego jest takie, ze w obecnosci Bytu, ktory jest tym czym jest, Jednosci - Jedynego Boga, oddzielenie, osobowosc - zawala sie.
To jest stwierdzenie tego samego typu co: wszystko co jest jest tym czym jest, albo: celem zycia jest zycie. |
| Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 27 Grudzień 2012, 23:37, w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 28 Grudzień 2012, 13:09
|
|
|
Kiedy czlowiek nazywa drzewo drzewem, to faktycznie go nie widzi, poniewaz nadawanie mu nazwy zaslepia go. Kiedy staje sie dostrzegalne czym faktycznie drzewo jest, bez narzucania mu tej folii, to drzewo okazuje sie tym czym jest. To jak z ta opowiescia o Mojzeszu, ktory widzi plonacy krzew.
To samo tyczy sie np. pogody. Pogoda nigdy sama w sobie nie jest niesprzyjajaca - zawsze jest taka jaka jest. Dopiero, gdy ma ona do czynienia ze mna i okreslam ja, wtedy powstaje wrazenie zlej lub dobrej pogody. Tak powstaje zycie w matrixie. Pogoda Nigdy nie jest w zaden sposob ukierunkowana przeciwko komus. Powtarzam sie, ale czy to nie jest szokujace, jak skrajna choroba psychiczna jest narzekanie na pogode? |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 28 Grudzień 2012, 13:24
|
|
|
A wiec kto sprawia, ze pogoda sprzyja lub nie sprzyja? Oczywiscie falszywy Bog obecny w umysle, on o tym wszystkim decyduje |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 28 Grudzień 2012, 18:52
|
|
|
| Jest dosc frustrujaca sprawa dla niektorych to, ze Absolut, ostatecznosc, jest nie do uchwycenia i do poznania. Nie jest nawet czyms do doswiadczenia, nikt nigdy nie doswiadczyl stanu absolutnego - ktos kto tak twierdzi zwyczajnie klamie. To nie jest tak, ze cos to wszystko widzi, ze cos to wszystko wie. To w zasadzie jest calkowita niewiedza i niepoznaniem, pewien czlowiek nazywal to Ungrund - mozna to przetlumaczyc jako "bezpodstawnosc". Gdyby ktos sie spytal, na jakiej podstawie to mowie, to odpowiadam, ze to nie ma poparcia w niczym. Absolut nie wie, ze to wszystko widzi, nie "doswiadcza siebie", ani nie poznaje siebie - ten znany napis "gnothi seauton" wprowadza w blad. To nie jest nawet Obecnosc - to calkwita Nieobecnosc. Biblia mowi "poznacie prawde a prawda was wyzwoli" - ale nikt nigdy nie poznal prawdy, ani nie stal sie wyzwolony. Wszystko co jest, to Wolnosc, irracjonalna i nieokielznana, ale nikt tego nie zna. |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 28 Grudzień 2012, 20:06
|
|
|
| Wiedza to ciagle dualizm, poniewaz wiedza ma swoje przeciwienstwo - wiare. Ani wiedza, ani wiara nie dotykaja Nieskonczonosci. Podobnie jak zadna prawda jej nie dotyka, poniewaz prawda ma swoje przeciwienstwo. W niepoznawalnej Nieskonczonosci nie ma niczego prawdziwego ani nieprawdziwego. Ale nic tez nie jest wzgledne - to jest raczej bezwzgledne, nie ma wzgledu na kogokolwiek. Wzgledne sa prawdy, zalezne od punktu widzenia tego kto widzi. |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 29 Grudzień 2012, 11:12
|
|
|
| Ciekawe jest to, ze cale zycie przejawione jest jak gdyby "negatywem Absolutu" - tak jak Absolut jest totalnym niezroznicowaniem, niepoznaniem, cisza - tak przejawienie jest zroznicowaniem - nie ma dwoch takich samych platkow sniegu, ludzi, planet, gwiazd itd. swiat kreowany jest przez Slowo, "Logos" z ew. Jana - inne okreslenie jakie spotkalem, wolne od religijnych teologii to: mowe wiecznego dziecka, oraz jest poznawaniem, odkrywaniem nieustannym pomyslow na tworczosc bez poczatku i konca. A jednak ciagle pozostaje wlasnie tym samym, zawsze jest ta sama Pustka. |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 29 Grudzień 2012, 11:52
|
|
|
| Cytat: | | Gdyby tak przesledzic dzialalnosc czlowieka i spojrzec na to z wiekszej perspektywy, spojrzec na to wszystko "jasnowidzaco", to widac, ze albo cos pochodzi jako inspiracja/natchnienie ze Slonca, albo z jakiejs "ciemnej gwiazdy", gasnacego "swiatla martwicy". |
Moznaby tak to ujac, chociaz to i tak nie oddaje stanu faktycznego. Przykladowo, matryca ludzkich zachowan jest Ksiezyc, ktory dazy do tego, by czlowieka trzymac w stanie "martwicy mozgu", Slonce emanuje energia, ktora dazy do rozpuszczania tej matrycy. Jednak na dzialalnosc "ciemnej gwiazdy" sklada sie nieskonczonosc, tak wiec za kazdym czynem stoi Pelnia, nie mozna ostatecznie dojsc do zadnego konkretnego sprawcy zdarzenia.
Kazda planeta w pewnym sensie jest jest "anielska" i "demoniczna" jednoczesnie. |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 29 Grudzień 2012, 14:36
|
|
|
| Czy to nie fascynujace, ze ta nieskonczona roznorodnosc zycia i niepowtarzalnosc odbywa sie od "zawsze"? W cudzyslowie, poniewaz "zawsze" implikuje w jakis sposob czas, a to odbywa sie bez czasu. Podobnie jest z okresleniem "wszedzie" - Absolut nie jest "wszedzie" i nie widzi "wszystkiego" poniewaz "wszedzie" implikuje miejsce, ze cos jest tu i jeszcze tam, a to odbywa sie nigdzie, jest nieumiejscowione, a "wszystko" implikuje ilosc, podczas gdy nieskonczonosci nie ma "iles". To tak jak z tym Chuckiem Norrisem, ktory zrobil wszystkie pompki. |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 30 Grudzień 2012, 12:44
|
|
|
| Cytat: | | Jest dosc frustrujaca sprawa dla niektorych to, ze Absolut, ostatecznosc, jest nie do uchwycenia i do poznania. |
Druga frustrujaca sprawa, ktora idzie razem z ta w parze to ta, ze nie ma czegos takiego jak kontrola, ze nie ma kogos takiego jak wykonawca czynnosci, nawet tej najdrobniejszej. Nie mozna jako odrebna istota samodzielnie kiwnac nawet palcem, podjac np. decyzje o tym, co dzisiaj zjem na obiad.
Gdy tworzy sie konstrukcja oddzielenia, poczucia bycia kontrolujaca oddzielna istota - jednoczesnie pojawia sie czas, nieskonczonosc "daje pewna ilosc czasu" na wyczerpanie sie iluzji samoistnie - nie angazuje sie w zaden sposob w to by wyprowadzic dana istote z bledu, poniewaz z punktu widzenia nieskonczonosci wszystko jest kompletne. Czas wydaje sie istniec jedynie w srodku z punktu widzenia odrebnosci. Nieskonczonosc widzi juz od poczatku powstania tego, ze "Babilon wlasnie upada" i odrebnosc sama do tego doprowadzi. |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 30 Grudzień 2012, 14:41
|
|
|
| Cytat: | | Cialo jest swiatynia dla Ducha |
Cialo nie znosi "mnie", tej konstrukcji oddzielenia. To brzmi absurdalnie gdy sie o tym slyszy, bo w koncu to "ja" dbam o cialo, by ono dobrze sie mialo, ja kieruje nim tak, by nic mu sie nie stalo - ale jest to sposob myslenia nowotworu. To "ja" jest calkowicie niekompatybilne z cialem, z tego powodu to choruje i umiera. Nie ma "zielonego pojecia" jak sie nim poslugiwac. Zanim ten nowotwor zaczynal byc wgrywany - ludzie nie umierali. Brzmi niewyarygodnie? Ale tak bylo, kiedy przychodzil odpowiedni moment, po prostu byla ta wiedza, ze oto moje zycie tutaj nie ma dalej sensu i nastepowal akt opuszczenia ciala - ktore rownie dobrze moglo zyc dalej i dobrze sie trzymac.
Teraz czlowiek nie umiera, lecz jest zabijany poprzez energetyczne wykrwawianie sie, ktore trwa cale zycie. |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
Wysłany: 30 Grudzień 2012, 15:07
|
|
|
Cialo najlepiej czuje sie wlasnie wtedy kiedy nie ma w nim nikogo np. podczas seksu moze sie zdarzyc ta swiadomosc braku mnie.
Zdarza sie, ze ludzie zajmujacy sie duchowoscia traktuja to zupelnie odwrotnie, czyli zamiast: cialo nie znosi mnie, to: ja nie znosze ciala I wtedy pojawia sie ten ascetyzm, umartwianie, masochizm religijny. Jest to bardzo wyrafinowane folgowanie sobie, swojemu falszywemu poczuciu tozsamosci. |
| Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 30 Grudzień 2012, 15:17, w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
 |
Akataleptos
Splendid!


Dołączył: 20 Kwi 2012 Posty: 737
|
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
|
Dodaj temat do Ulubionych Wersja do druku
|
|