SzukajSzukaj  RegulaminRegulamin  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Forum Icy.pl Strona Główna  

Poprzedni temat «» Następny temat
opowiadanie - częsć druga
Autor Wiadomość
petr 
Administrator



Wiek: 27
Dołączył: 17 Kwi 2004
Posty: 1665
Skąd: Dąbrowa Górnicza / Kraków
Wysłany: 1 Maj 2007, 22:23   opowiadanie - częsć druga

Przypominam, że częsć pierwsza znajduje się tutaj. W tym temacie proszę tylko o dalszy ciąg fabuły - komentarze możecie postować tutaj.
Zaleca się przeczytanie poprzedniej części, bo przypuszczam, że wiele wątków będzie do niej nawiązywać.
Niniejsze opowiadanie będzie jeszcze bardziej zbliżone do radosnej twórczości, czyli nierealistyczne, niż poprzednie - realia są odwrócone do góry nogami.. Zresztą, zobaczcie sami. ;)
Dodam jeszcze, że pozostałe zasady są zbliżone do tych starych - tzn bez zmieniania charakterów postaci.. Za to tym razem dopuszczamy śmiałe ingerencje w fabułę z tym, że gdyby były one niezadowalające dla społeczności, mogą zostać wycofane. ;)
To wszystko.. :P

[center]----------------------------------------------[/center]

ROK PÓŹNIEJ

Było ciemno. Bardzo ciemno. Jak bardzo, trudno mu było to teraz określić, ale na pewno bardziej niż wtedy, gdy wyławiali go z tej brudnej wody czy gdy ten kretyn wypalił mu oczy..
"Na szczęście mam to już za sobą" - pomyślał trzeźwo. Ale to nie zmieniało faktu, że oprócz totalnej ciemnoty było też bardzo, bardzo zimno. Wyciągnął lewą rękę gdzieś do przodu w poszukiwaniu swojego misia, ale trafił tylko na dziwną, czarną przeszkodę. W dotyku przypominała ciężki, czarny płaszcz. Gdy system operacyjny kierujący jego ciałem załadował procesy orientacji w sytuacji, pojął gdzie się znajduje.
"Dlaczego śpię goły na kafelkach w łazience? I do tego przykryty swoim płaszczem?" - zdziwił się. Postanowił, że podejmie próbę wstania, ale w tym momencie ktoś wyszarpnął płaszcz i szybkim ruchem postawił go na nogi.
- Co...

DZIESIĘĆ MINUT WCZEśNIEJ

Kolejny dzień, kolejna przygoda. Pert był z siebie i swoich osiągnięć absolutnie zadowolony.
"Wszystko zmierza w odpowiednim kierunku" - uśmiechnął się.
Odkąd rok temu na zlocie znaleźli skarb Pastora, wiele się zmieniło. Pomijając fakt, że pieniądze były kradzione i trzeba było je oddać, za co dostali i tak pokaźną sumkę znaleźnego - wszystko zaczynało się układać tak, że po prostu nie mogło być lepiej.
Zaraz po powrocie do domów pełnoletni zlotowicze w sobie tylko wiadomy sposób zorganizowali spotkanie na żywo z Johanem Pe(n)itzem, i kupili od niego całe FLD, jednocześnie zatrudniając jego i całą jego ekipę. Potem jeszcze tylko kilka miesięcy czekania, i już wszyscy gracze mogli cieszyć się z nowego Icy Tower 2.0 z trybem multiplayer, online, i innymi nowościami których nie dało się po prostu zliczyć. W międzyczasie pod adresem icytower.net powstało światowe centrum IT, które technologicznie było tak skomplikowane, że do jego tworzenia zatrudniono profesjonalnych webmasterów. Lokalne strony w IT rosły w siłę, z czego Pert dumny był najbardziej - w międzyczasie bowiem został Redaktorem Naczelnym Icy.pl. Poza tym był osobistym menadżerem Syo, motora postępu, najlepszego gracza na świecie, organizatora kilku już edycji Mistrzostw świata na żywo (Olsztyn, Praha, Köln).. Ostatnio krążyły plotki, że polski "The Guru of Icy Tower Tournaments" ma otrzymać tytuł "najbardziej wpływowego człowieka roku wg TIME"...
- Ej, masz ognia? - jakiś menel przerwał mu rozmyślania.
- Nie palę, majonezojebco. A teraz spadaj. - odpowiedział w sposób, który zdziwił jego samego. W końcu nie wypada kazać ludziom zmieniać miejsca swojego położenia.
Szedł właśnie powolnym krokiem po zwykłym, zielonogórskim osiedlu. Zmierzał do Neo, który zapewne znowu całą noc oglądał pleyboye albo zapragnął znów poczuć się jak Wybraniec i zlał kilku facetów w czarnych garniturach. No tak, była jeszcze trzecia możliwość - mógł zaczytać się w najnowszej książce Pilipiuka i zupełnie zapomnieć o całej sprawie.
Zanim się obejrzał był już na jego piętrze. Stał pod drzwiami już dobre dwie minuty, ale nikt nie otwierał. Gdy zrezygnowany miał już dzwonić do Nea na komure, drzwi się otworzyły. Jednak zamiast De Łana stał w nich.. A raczej stała..
- Domia? Co Ty tu robisz? - spytał zdziwiony pert.
- A, no wiesz. W Berlinie był wczoraj koncert Metalliki, no to w drodze powrotnej zaglądnęłam do Neo, a on.. - zaczęła Pierwsza Maskotka Icy Tower. Co do maskotki, Pert zauważył, że trzymała ona w ręce różowego misia Neo. Każdy wiedział, że nie rozstawał się on z nim ani na krok. Najwyraźniej była ubrana tylko w przyduży (sięgający do połowy ud), gruby zielony sweter.
- Nieważne, nieważne.. Gdzie on jest? - przerwał jej pert.
- Nie wiem.. Ostatni raz widziałam go w łazience, gdy poszłam tam po swoją gitarę. Kupiłam sobie niedawno.. To doskonała replika tej, na której Kirk Hammett grał Nothing Else Matters na koncercie w... - znów zaczęła Domia, a pert przerwał jej krótko:
- Nieważne. A Ty nie lecisz z nami?
- Nie.. Od trzech tygodni jeżdżę za Metalliką po wszystkich koncertach, a następny będzie w...
Nie słuchając już odpowiedzi, pert zignorował Domię i pobiegł do łazienki. Nieważne, w jakim stanie znajdzie tam Neo - ważne, żeby wyruszyli szybko.
Wparował do właściwych drzwi i zauważył, że przeszło tędy małe tornado. Wszelkie wyroby kosmetyczno-podobne leżały porozwalane na podłodze, w kabinie prysznicowej było pełno jakieś niebieskiej wody, która świeciła aka pl@zma prawie tak jak domaz, a na środku całego tego pobojowiska leżało coś, co przypominało duży worek.
"Aha, Neo znowu spał w łazience.." - pomyślał z rezygnacją Pert, zdjął z Nea płaszcz i poderwał go do pionu.
- Co.. - zaczął N, ale nie dano mu dokończyć.
- Dlaczego znowu spałeś w łazience, dlaczego znowu jesteś goły, i nie jesteś jeszcze gotowy? To nie pamiętasz? Ruszamy zaraz na Okęcie, jutro zaczynają się Mistrzostwa w Tokio! Nie może tak być, że przez Ciebie stracimy kasę którą chcą nam za nie zapłacić, a dobrze wiesz, że bez Ciebie nic się nie odbędzie! Ja.. - szybko i chaotycznie zaczął wyrzucać percik..
- Spokojnie, zaraz się ubiorę, spakuję i będzie wszystko ok. Tymczasem pofazujmy trochę, to się uspokoisz. xDxpDPXPDOXODXPDOXPODPOXDPXPODPOXPDOPXODPOXDDD!!!! (zbliżona wymowa:"iksDEikspeDEPEIKXPEDEOIKSODEIKSPEDEOIKSPEODEPEOIKSDEPEIKSPEODEPEOIKSPEDEOPE IKSODEPEOIKSDEDEDE!!!")
- Niech Ci będzie, spryciarzu.. xDXDxDxDxDpxDxpDOXxXPxPPPXDXDXDDDDDDD!!!! ("iksDEIKSDEiksDEiksDEiksDEpeiksDEikspeDEOIKSiksIKSPEiksPEPEPEIKSDEIKSDEIKSDEDEDEDEDEDEDE!!!!!")
Kryzys pomiędzy Neo i pertem został zażegnany. Niestety okazało się, że spakowanie nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać...
- Nie ruszę się bez Pilipiuka, Pottera, misia i...

[center]----------------------------------------------[/center]

Na razie rezerwuję następnego parta dla Neo.. Jeśli ten się rozmyśli i nie będzie chciał niczego napisać, zwolnię kolejkę i chętni będą mogli się wykazać. ;)
_________________
score 217671 | floor 727 | combo 461 || NML/FML 493 | CCC1 150
 
  Profil FLD: 761 IT Code:
 
Neo 
Fantastic!


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 05 Mar 2004
Posty: 487
Skąd: Matrix :)
Wysłany: 2 Maj 2007, 14:01   Odp: opowiadanie - częsć druga

Dzięki, petr... :) Wczoraj (i dzisiaj) tak się rozpisałem, że pewnie dokończyłbym opowiadanie sam, bez Was...

Tak czy siak mam wrażenie, że to nowe opowiadanie będzie po stokroć lepsze od pierwszego. Jesteśmy starsi, piszemy lepiej - i wychodzą nam przez to opowiadania dojrzalsze, spójniejsze... i mniej "porąbane".

Dość już tego przynudzania. Zapraszam do lektury, a później do komentarzy w odpowiednim wątku :D

[center]----------------------------------------------[/center]

- Nie ruszę się bez Pilipiuka, Pottera, misia i... zresztą, poczekaj chwilę.
Neo uderzył się w twarz. Zabieg przywrócił mu w pewnym stopniu przytomność umysłu. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Wreszcie, po krótkim zastanowieniu otworzył pralkę, pogrzebał w niej chwilę i wyciągnął poplamiony margaryną kawałek papieru.
- Tutaj jest prawie kompletna lista tego, co będzie mi potrzebne na drogę. Możemy zacząć kompletować ekwipunek.
Petr westchnął ciężko i odebrał papier. Rozprostował go na kolanie, po czym jęknął głucho.
- Cała kartka A4, VERDANĄ, SIÓDEMKĄ? Przepisałeś prospekt reklamowy Tesco, czy co? - powiedział, kręcąc głową - Zresztą, nie mój problem... I tak Ty będziesz targał cały ten majdan.
Petr przetrząsnął kieszenie w poszukiwaniu czegoś do pisania.
- Dobra, to po kolei. Pilipiuka, komplet sześciu książek o Potterze oraz misia już mamy - wykreślił połamanym wkładem do długopisu trzy pozycje - płaszcz też Domia zaraz Ci wyczyści... Zestaw dyskietek, terpentyna do pielęgnacji skórzanych materiałów, żel pod prysznic, krem do golenia - petr ukradkiem skontrolował "zarost" przyjaciela, powstrzymując się jednak od zbędnych komentarzy - zgrzewka ketchupu, ciemne okulary, białe skarpety...
Minęło kilka minut. Neo wywalił resztę ciuchów spod prysznica i przepłukawszy kabinę, dokonał szybkiej ablucji. Domia za pomocą terpentyny i miękkiej ściereczki usuwała co bardziej widoczne plamy z wierzchniej odzieży Wybrańca. Petr, pomrukując sympatycznie pod nosem, wykreślał i zaznaczał kolejne pozycje z kartki, co pewien czas odgryzając i dokładnie przeżuwając kawałek wkładu od długopisu.
- Skończyłem! - krzyknął Neo, podnosząc jedną ze szmat z podłogi i wycierając nią mokre ciało. Usunąwszy nadmiar wilgoci ze skóry, rozejrzał się za jakąś bielizną. Nic takiego jednak nie znalazł, dlatego odebrawszy od Domii płaszcz, nałożył go na gołe ciało.
- Ja też skończyłem - podsumował petr, wypluwając kawałek wkładu - tylko dwie sprawy: po pierwsze, wódkę kupmy lepiej na miejscu, odpadną nam cła i takie tam.
- A ta druga sprawa? - zapytał Neo, wkładając głowę pod kran.
- Myślę, że czterdzieści prezerwatyw to chyba za dużo.
- Tak uważasz? Myślałem, że połowę oddam Syo - odpowiedział Neo pomiędzy jednym łykiem wody a drugim.
- A, to w porządku - uspokojony petr odhaczył ostatnią pozycję na kartce, po czym włożył resztę długopisu do ust - w takim razie Twój bagaż będzie ważył tylko sześćset dwanaście kilo. Doliczając mój, myślę że powinniśmy zejść poniżej ośmiuset.
- Tyle co nic. - wzruszył ramionami Neo, przełykając ostatni haust kranówki i przesuwając kran w stronę petra - Chciałbyś może to popić? Tusz może i jakoś przejdzie, ale tworzywa sztuczne są raczej ciężkostrawne. Jutro, najdalej pojutrze będziesz miał ciężką przeprawę - dodał, zapinając płaszcz. Petr nagle wybuchnął śmiechem.
- Wiele rzeczy w życiu widziałem, stary, ale zobaczyć kogoś, kto zapiął płaszcz na trzy guziki i jedno jajko, to jeszcze mi się nie zdarzyło.
Neo zaczął poprawiać krzywo zapięte odzienie, każdy guzik okraszając siarczystym przekleństwem.
- Dobra. Możemy lecieć. Co z bagażami?
- Ciężarówka UPS Stolica powinna podjechać lada moment - petr spojrzał na zegarek - właściwie możemy już zejść na dół.
Cesarz Krzysztof I Zielonogórski poprawił okulary przed lustrem, otrzepał płaszcz, uścisnął serdecznie Domię i przekazawszy jej klucze od mieszkania, wyszedł z mieszkania, popychając przed sobą perta za pomocą kolana. Żegnały ich tęskne dźwięki Master of Puppets.
Przyjaciele zrobili sobie wyścigi - zwycięzcą miał zostać ten, kto pierwszy znajdzie się na dole. Zbiegali po schodach. Na trzecim piętrze petr źle obliczył parametry skoku - nie trafił w schodek i wyrywając kawałek poręczy, kontynuował lot. Na półpiętrze rozwalił kaloryfer.
- Przegrałeś - uśmiechnął się Neo, pomagając wstać koledze. Zepsuty kaloryfer wywalili przez okno. Przez resztę drogi się nie ścigali.
Na parterze otwierająca się winda uderzyła petra w głowę. Neo pouczył jej pasażera o zasadach BHP.
- Nie musiałeś wpychać mu tego adidasa tak głęboko - zauważył petr - wystarczyłoby zwyczajne upomnienie werbalne.
- Takim jak oni słowo "werbalne" kojarzy się głównie z bębnami - westchnął Neo - a tak, to przynajmniej zapamięta lekcję. Zresztą, nic strasznego mu nie zrobiłem. Każdy proktolog usunie to obuwie w trymiga.
Wyszli przed blok. Przy klatce schodowej stała zaparkowana żółta ciężarówka Stolicy. Kierowca z niedowierzaniem oglądał kawałek kaloryfera wbity w przednią szybę.
- Przepraszam, my po nasze bagaże - zagaił petr. Kierowca ocknął się z letargu.
- Panowie Krzysztof i Piotr, zgadza się? - zapytał, zerkając do wykazu - Siedemset siedemdziesiąt trzy kilo towaru, proszę pokwitować - to mówiąc, wyciągnął w ich kierunku fakturę VAT i długopis. Neo złożył zamaszysty podpis.
- Dziękuję bardzo - podziękował kurier - mogą panowie wyładować towar.
Petr zajrzał w głąb wypakowanej po brzegi ciężarówki i pokręcił głową z powątpiewaniem. Neo nie czekając na pozwolenie złapał ciężarówkę pod pachę i wytrząsnął zawartość na asfalt.
- My również dziękujemy - oznajmił wstrząśniętemu kierowcy - Szerokiej drogi! No, już, już - strzelił oszołomionego kierowcę w daszek czapki, a widząc że ten nadal nie kontaktuje, delikatnie popchnął go w kierunku kabiny. Po pewnym czasie i kilku dalszych zabiegach ciężarówka odjechała.
- No - powiedział z zadowoleniem petr - teraz możemy lecieć. Startujemy!
- Moment - uzupełnił Neo - najpierw musimy jakoś przymocować bagaż. Sam nie poleci.
- Fakt. Zrobimy tak jak przy mistrzostwach w Pradze - petr strzelił palcami - przywiążemy Ci majdan do kostek.
Chwilę później operacja dobiegła końca. Byli gotowi do lotu - Neo stał z kilkudziesięcioma paczkami przy kostkach, petr poprawiał gogle i kurtkę lotniczą.
- Pas startowy trochę mały - zauważył krytycznie petr - poradzisz sobie?
- E tam - Neo nasadził głębiej okulary - wsiadaj i startujemy!
Petr wsiadł Krzysztofowi na barana. Neo pochylił się i biegnąc, zaczął nabierać prędkości. Po chwili znaleźli się w przestrzeni powietrznej Zielonej Góry.
- Coś ciężko się startowało - powiedział Wybraniec, przekrzykując wiatr - sprawdź, dlaczego!
- Otworzył ci się hamulec bezpieczeństwa - petr wskazał dyndający przy kolanie Neo kilof - rozorałeś trochę asfaltu, stąd podwyższone tarcie podczas kołowania i startu.
- E tam, nikt nie zauważy. Kierunek: Olsztyn! - zawył Neo.

Czterdzieści minut później stali w olsztyńskim parku. Lądowanie wyszło nawet dobrze - tylko jedna wiewiórka nie zdążyła zejść z pasa startowego. Neo mozolnie zdrapywał ją z butów.
- Dobra jest - powiedział wreszcie - Teraz trzeba poczekać na Syo.
The Guru of Icy Tower Tournaments pojawił się dopiero po pięciu minutach. Neo zdążył dwa razy powiedzieć pertowi "dobranoc" i zaraz potem wrócić. Udało im się nawet dwa razy zagrać w warcaby oraz porozmawiać o sytuacji politycznej na świecie w kontekście Apokalipsy świętego Jana.
- Cześć, chłopaki - przywitał się Syo. Przytargał ze sobą taczkę z bagażem.
- No cześć - odpowiedział petr. Neo uśmiechnął się i podniósł dłoń w geście pozdrowienia.
Tak... kiedyś on i Syo byli najlepszymi kumplami. Niestety, ostatnimi czasy ich drogi oddaliły się od siebie. Neo miał nadzieję, że przyjaźń uda się odbudować.
- Wziąłeś swoje roczniki playboyów? - Syo spojrzał wyczekująco na Neo.
- kur*a! - powiedział w zamyśleniu Neo - przecież miałem zapisać! Miałem wziąć! No niee...
- Tak, ty zawsze zapisujesz, a potem zapominasz - powiedział posępnie Syo - całe szczęście, że ja nie zapomniałem. Zresztą, mniejsza z tym. Weź mój bagaż - wskazał na taczkę - i jedziemy. Tokio czeka!
Petr i Syo obarczyli kostki Wybrańca dodatkowymi dwoma kwintalami ekwipunku.
- No to jedziemy - zakomenderował Guru - tylko szybko, bez sztucznego spowalniania! Stać cię na więcej, zresztą ten bagaż nie jest aż taki ciężki! Jazda! - Syo wskazał ręką na wschód.
- Może byś najpierw wsiadł? - zgryźliwie zauważył Neo - A propos bagażu... uważasz, że nie jest taki ciężki? Może chcesz sam ponieść?
- To nie fair - obraził się Syo - dobrze wiesz, że nie mam takich supermocy jak ty.
- Dobra tam, żartowałem - uśmiechnął się Wybraniec - siadaj za petrem i za trzy godzinki będziemy na miejscu.

Wylądowali przed Izumi Garden Tower. Turkusowa zieleń czternastego co do wysokości budynku w Tokio działała kojąco na ich wysuszone pędem powietrza oczy. Neo zeskrobał muchy i komary z zębów. Wewnątrz zepsutego trzonowca znalazł nawet małą ćmę.
- To twoja wina - splunął i oskarżycielsko spojrzał na rozbawionego Syo - gdybyś nie opowiadał tych dowcipów całą drogę, to nie miałbym teraz uzębienia pokrytego owadami - splunął jeszcze raz i ściągnąwszy czarne okulary, przeglądając się w nich skontrolował stan jamy ustnej.
- Ładne toto - przytomnie zauważył petr, pokazując palcem na dwustumetrowy budynek.
- No. - Neo przychylił się do punktu widzenia przyjaciela - Syo, na którym piętrze zarezerwowałeś apartament?
- Na ostatnim, zresztą tam są pokoje wszystkich pozostałych - padła odpowiedź - poczekajcie tu z petrem, ja skoczę po klucze - to mówiąc znikł w wieżowcu.
Po chwili był już z powrotem. W lewej dłoni trzymał klucze od pokoju.
- Mamy pokój numer 573. Zupełnie jak mój wczorajszy wynik w UNML - Syo uśmiechnął się sam do siebie - problem w tym, że winda ma za mały udźwig. Nie wwieziemy tego wszystkiego na górę. - pokazał palcem na paczki przy stopach Neo - Wiesz co, zrobimy tak: ja z petrem wjedziemy windą i otworzymy Ci balkon, a ty podlecisz i podasz nam te paczki. W ten sposób bagaże znajdą się na górze, a winda pozostanie w jednym kawałku.
- Niech będzie - powiedział Neo i wystrzelił ku górze. Petr z Syo udali się w kierunku wind.
Po kwadransie byli już na górze. Z jednej z łazienek wyszedł chłopak przepasany białym ręcznikiem i zaczął iść korytarzem.
- Ej, zobacz, jaki krzywy ryj! - wrzasnął petr.
- Krzywy ryj? To na pewno... - Syo odwrócił się - John Beak! Kopę lat, stary!
Czeski Nearly Ultimate One uśmiechnął się niepewnie swoją niesymetryczną twarzą.
- Cześć! Ja nie mówiem dobrze po polski... Sorry...
- Nic się nie martw - Syo po przyjacielsku otoczył gołe ramiona czeskiego mistrza - Nauczymy cię.
- Wy wiecie ze ja bardzej po anglicky niz polski.
- No tak. No problem, then. How...
- KURRRRRRRRRRWAAAAAAAAAAAAAA! Długo będę tu wisiał jak jakiś lampion? - odległy krzyk wstrząsnął budynkiem w posadach - Czekam tu już dwadzieścia minut!
- Cholera, zapomniałem o Neo - zmartwił się Syo - do niczego się nie nadaję... chyba odejdę... Nie no, żartuję - powiedział szybko, widząc zmarszczone brwi petra - Chodźmy wpuścić tego buraka. Do zobaczenia - powiedział do Johna, a potem pobiegł korytarzem odczytując numerki na drzwiach. W ciągu następnych pięciu minut znalazł właściwe.
- To chyba tutaj - wskazał na trzy wielkie cyfry na obitych skórą drzwiach - apartament prezydencki. Wchodzimy - to mówiąc przekręcił klucz w zamku.
Weszli do pokoju. Petr szybko odnalazł balkon i wpuścił nieziemsko wkurzonego Wybrańca.
- PIESZO wchodziliście na to piętro czy co? - fuknął obrażony - prawie pół godziny wiszę za tym oknem jak jakiś koliber. Co ja jestem, atrakcja turystyczna? Sterowiec, Jumbo Jet jakiś? - narzekał, podczas gdy współlokatorzy odczepiali mu paczki od kostek. Po chwili golenie Wybrańca zostały uwolnione od brzemienia.
- No. Wreszcie można pochodzić jak człowiek.
Neo zlokalizował barek, wyciągnął kieliszek i nalał sobie Rémy Martin.
- Chcecie coś? - zapytał - Może Johnnie Walker?
- Kto by tam perfumy pił. Wolę czystą - powiedział petr, wzorem Nikodema Dyzmy. Zresztą naprawdę lubił tradycyjne polskie napoje.
- Nalej mi jakiegoś wermuta - poprosił Syo.
- Martini, Cinzano, Noilly Prat, Dubonnet - wymieniał Neo, lustrując szafkę - jakie chcesz?
- Może być Martini.
- Czerwone, białe, zielone...
- Obojętnie jakie - zniecierpliwił się Syo - po prostu chcę się napić.
- Masz - Neo podał mu kieliszek z czerwonym trunkiem.
Wypili w milczeniu.
- No to jesteśmy - powiedział petr - a jutro...

[center]----------------------------------------------[/center]

Przy okazji... byłoby mi bardzo miło, gdyby następną częsć napisał Syo :) Dostał w opowiadaniu niebagatelną rolę, więc gdyby to On kontynuował wątek - byłoby mi niezwykle przyjemnie ;)

Edit: a, no tak... Syo wybył :( Zatem następną częsć może dopisać chyba każdy :)
_________________
IT Code: IT+(+++) M$++ CS+ SD= M= ISC= CI- CF+ CL=
Ostatnio zmieniony przez Neo 2 Maj 2007, 15:37, w całości zmieniany 1 raz  
  Profil FLD: 49 IT Code:
 
petr 
Administrator



Wiek: 27
Dołączył: 17 Kwi 2004
Posty: 1665
Skąd: Dąbrowa Górnicza / Kraków
Wysłany: 3 Maj 2007, 07:48   Odp: opowiadanie - częsć druga


- No to jesteśmy - powiedział petr - a jutro... Może wyjdziemy na miasto, czy coś... Minie jeszcze trochę czasu zanim wszyscy się zjadą... - po czym rozwalił się na pobliskim fotelu. Po chwili Neo zrobił to samo.
Syo zajął się kontemplacją wnętrza apartamentu. Co prawda bywał w takich hotelach regularnie już od kilku miesięcy, ale wciąż się nimi zachwycał. Pomimo iż nie zdążył jeszcze zwiedzić tutaj wszystkiego, mógł zakładać się o swoje skarpetki logitecha, że w lodówce czeka już duża ilość świeżego jedzenia, telewizor odbiera kilka tysięcy kanałów z całego świata a na całym obszarze jest bezprzewodowy dostęp do internetu. Gdyby stąd wyszli, mogliby wykąpać się w jednym z hotelowych basenów, skorzystać z sauny czy siłowni, albo po prostu zjechać do kina i zamówić sobie seans dowolnego filmu.
"Ech, przepych.. Zaczynam się przyzwyczajać.." - pomyślał refleksyjnie, po czym zaczął przysłuchiwać się rozmowie dwóch fazerów.
- Ej Neo, jak myślisz, czym są obite te fotele? To jedwab, aksamit, czy jakiś inny materiał, którego nici wydobywa się z odbytów jakiś rzadkich, zagrożonych wyginięciem owadów? - spytał petr będąc już całkowicie rozwalonym na fotelu.
- Nie wiem, ale jestem pewien, że nie napiję się tutejszej kawy. Jestem prawie pewien, że podają tu wyłącznie luwak. Mógłbym to oczywiście sprawdzić, zaglądając w kod źródłowy jej ziaren, ale najzwyczajniej mi się nie chce. - odpowiedział bez większych emocji Wybraniec.
Na chwilę zapanowała cisza, nasycona jedynie aromatem alkoholu, wciąż wydobywającym się z otwartej butelki.
- No i co, będziecie tak siedzieć? - fuknął nagle Syo, powodując wyraźne wzdrygnięcie się pozostałej dwójki. - Zawsze ja muszę wszystko za Was organizować. Jeszcze kilka takich numerów, a odejdę. A tymczasem.. Idziemy sprawdzić kto oprócz krzywego ryja jest już na miejscu, potem wbijamy w którąś z restauracji i coś jemy, a potem wybijamy na miasto. Kto za? Wszyscy? No to zbierajcie się, już! - na wydechu powiedział Guru w ten sobie tylko znany sposób, że Neo i petr nie ośmielili się przeciwstawić. Wzięli tylko wszelaki sprzęt elektroniczny, taki jak aparaty i komórki, i wyszli na korytarz.
- Jak niby mamy sprawdzić, kto już jest? - spytał szukający zawsze dziury w całym pert.
- Nie mędrkuj tak i pukaj po kolei we wszystkie drzwi po tej stronie korytarza - powiedział Syo wskazując na swoje lewo - a my zajmiemy się drugą. Na co się tak patrzysz - dodał, widząc powątpiewanie na twarzy perta - przecież musimy jakoś ich znaleźć, nie?
Pert postanowił nie odpowiadać, bo uznał, że jego autorytet jest na zbyt niskim poziomie, by oponować. Podszedł więc do pierwszych drzwi, chwilę się zawahał, po czym zapukał.
Najwidoczniej zrobił to w mało odpowiednim momencie, bo drzwi otworzyły się, a jego oczom ukazał się jakiś facet w garniturze i zaczął szybko mówić:
- Ittai nani ga hoshitenda?! Kuso kurai! Pakimono! Hhayaku inaku nareyo!!
- Ee... Ajm sory, err.. - zaczął, po czym wystraszył się i uciekł spod tych feralnych drzwi, wciąż czując za sobą bełkot wkurzonego...
"Japończyka? Koreańczyka? A co za różnica..." - pomyślał i zaczął iść nieco szybciej. Apartamenty na ostatnim piętrze były na tyle duże, że jedne drzwi od drugich dzieliło ponad 50 metrów, miał więc kawałek do przejścia. Miał już połowę drogi za sobą, gdy ujrzał przed sobą drzwi "należące" do Syo i Neo. Nagle otworzyły się, a pert w ostatnim momencie uchylił się przed lecącą tacą z kanapkami. Zdążył zauważyć, że Neo ma całą twarz w mieszance musztardy i keczupu, a lewa ręka Syo wyglądała tak, jakby dopiero co wyjął ją z ptasich odchodów. Potem jego oczom ukazała się jakaś kobieta, oblepiona na całym ciele majonezem, oliwkami, i kawiorem:
- J'écoute un disc que j'ai acheté hier! Va te faire foutre, trouduc!
- Okej, okej, tejk it iizi, ma'am.. Tejk it.. - zaczął uspokajać ją Syo, ale ta nie dawała za wygraną:
- Va te faire! - wykrzyknęła, po czym zaczęła niemalże zdzierać z siebie oliwki i ciskać nimi jak pociskami w całą trójkę.
- Dobra, dobra, już się wynosimy! - rzucił Syo, po czym kiwnął na petra i Neo tak jednoznacznie, że wiadomo było, że trzeba uciekać.
- Co tam się stało? - po drodze spytał pert, nie ukrywając zszokowania.
- Nie pytaj - odrzekł Neo tonem, który oznaczał "możesz pytać ale i tak nic Ci nie powiem".
Zanim się spostrzegli, byli już przed kolejnymi drzwiami. Przez chwilę stali w ciszy, bo nikt nie miał na tyle odwagi, by chociażby ich dotknąć.
- Ee.. A może pójdziemy po prostu na dół, do recepcji, i spytamy się tych ziomków przy komputerach? - nieśmiało zaproponował pert.
- Pierwszy raz zgadzam się z Tobą w stu procentach - odpowiedział szybko Neo - w takim razie idź i sprawdź, a my zatroszczymy się o kolację. - powiedział, po czym dodał widząc powstającą szybko zmarszczkę na czole perta - No, no, nie każ mi znowu Cię przekonywać, tak jak u mnie.. iksDEIKSPE..
Gdy zrezygnowany petr oddalił się, Guru z DeŁanem poszli poszukać najbliższej restauracji. Nie było to wcale takie proste, mając na uwadze, że budynek miał 43 piętra, a na każdym z nich znajdowało się jeszcze kilka korytarzy.
- Byłoby prościej, gdyby na wejściu dawali wszystkim mapy.. Totalny brak organizacji.. - powiedział Syo, jednak nie miał zbyt wiele czasu na narzekania, bo już za pięć minut siedzieli przy stoliku jednej z bardziej luksusowych restauracji w Tokio, a już na pewno w tym hotelu.
- Czym mogę państwu służyć? - ku ich zaskoczeniu kelner odezwał się do nich po polsku.
- Mówi pan po polsku? - spytał się Wybraniec.
- Oczywiście. Gdy dyrektor hotelu usłyszał, że przybędzie do nas pan Sebastian Żyrkowski, natychmiast ściągnął z filii w Warszawie kogoś znającego Wasz język. Czyli mnie. - odpowiedział kelner tak bez emocjonalnie, jakby mówił o wyjściu do pobliskiego sklepu po mąkę, i jeszcze raz z typową dla takich standardów grzecznością spytał: - Tak więc czym mogę państwu służyć?
- Ee.. - My to właściwie na kogoś czekamy. Taak. Czekamy na kolegę, a gdy przyjdzie, to wtedy zamówimy. - zaczął się nieco jąkać Neo, co było do niego tak niepodobne, jak ubieranie się w ciuszki typowe dla lalek barbi.
Po kilku minutach poświęconych na czytanie karty dań (oczywiście dostali wersję przetłumaczoną na język polski, niestety, na polski nie przetłumaczono cen, co jednak zupełnie im nie przeszkadzało), na rozmowę o pierwszych ITWC oraz na obserwowanie opadającego kurzu zauważyli, że wraca petr.
- Oprócz JotBe są już wszyscy Czesi, Johan Peitz z Xiaganem, w jednym pokoju, hehe, a z naszych tylko Laura, Sal, Leo, Devlin, Artur i mattirab. - powiedział petr tak szybko, jakby nie chciał niczego zapomnieć.
- Czyli od nas brakuje jeszcze sto dwóch, jest sześćdziesięciu Czechów, jeden Niemiec, jeden Szwed. Razem.. 71 osób? - powiedział powoli Syo, licząc bardzo szybko.
- Mniej więcej, ale jedzmy już. Kelner! - zawołał wyraźnie znudzony Neo.
- Oni mówią po.. - zaczął wyrażać swoje zdziwienie petr, ale Syo dobrze wyczuł nastrój Neo i uciszył go mrugnięciem oka. Po chwili był już przy nich kelner, i chyba chciał zacząć wygłaszać znowu swoją formułkę, ale natychmiast mu przerwano:
- Poproszę cokolwiek, byle w dużych ilościach i z keczupem. - powiedział śmiało Neo.
- Mi wystarczy naruto, sashimi z odrobiną wasabi, takifugu, do tego tofu, no i oczywiście jakaś genmaicha - dodał tonem znawcy Syo, który zdążył się już naczytać karty dań.
- A ja poproszę parówki. - zakończył krótko petr.
- Parówki? - odpowiedział lekko zdziwiony kelner.
- Tak, z musztardą, najlepiej delikatesową Kamis i z keczupem.. No i może pan dołożyć kilka świeżych bułek i krojony ser żółty. - odparł petr zachęcającym tonem.
- Ale.. Ależ proszę pana, my nie mamy parówek. Czy mógłbym zaproponować panu w zamian.. - zaczął już swoim typowym głosem kelner, ale nie dano mu dokończyć:
- NIE MACIE PARÓWEK???!!! Co to ma być za hotel! Kategorycznie żądam parówek! To nie do pomyślenia.. - zaczął wydzierać się na całą restaurację pert, zwracając uwagę większości gości, lecz szybko przerwał mu kelner:
- Spokojnie, spokojnie, zaraz pójdę do dyrektora restauracji i sprawdzę co da się dla pana zrobić! - po czym odbiegł wyraźnie wystraszony na zaplecze, a w tym czasie miejscowi kelnerzy zaczęli uspokajać pozostałych gości. Pierwszy odezwał się Neo:
- Ekhm, petr. Nie chcę się wtrącać do Twoich gustów, ale sam rozumiesz. Masz tutaj okazję zjeść takie rzeczy, jakich nigdy nie widziałeś na oczy i jeszcze więcej, a Ty prosisz o parówki?
- A może ja lubię parówki! - zaperzył się petr, ale dodał: - Ale w ogóle jak to możliwe? To ostatnia rzecz świata jakiej się spodziewałem! Taki drogi hotel, a ani jednej parówki!
Żaden z pozostałej dwójki nie odważył się tego skomentować.
Ostatecznie petr musiał zadowolić się hamburgerem, ale zapewniono go, że jeszcze dzisiaj, najpóźniej na kolację, będą specjalnie dla niego czekać parówki.
- Sprawdzimy wszystkie hipermarkety w Tokio i okolicach! Jestem pewien, że gdzieś już takie coś widziałem! - zapewniał kelner.
Nie czekając na kolejny wybuch złości petra, Neo wyciągnął go z restauracji, mówiąc:
- My idziemy się umyć, a Ty czekaj na nas przed wejściem, zaraz wracamy...
Petr nie odpowiadając udał się w wyznaczone przez Nea miejsce. Czekał na nich jakieś dziesięć minut, zachwycając się tutejszym zasmrodzonym powietrzem - czuł się jak w domu - i wciąż pamiętając o przykrym dla niego incydencie w restauracji.
Po chwili obok niego pojawili się Syo i Neo, już w czystych ubraniach, chociaż lewa ręka Syo zdawała się być bardziej blada od prawej.
Było po czternastej, więc słońce było w pełni, a o temperaturze można było powiedzieć, że jest "w sam raz". Wcześniej nie było na to specjalnie okazji, więc teraz mogli już na spokojnie podziwiać budynek ich hotelu. Pomijając fakt, że z tego miejsca nie potrafili dojrzeć jego szczytu, mogli spostrzec, że projektant tej fasady na prawdę znał się na rzeczy. Widzieli już bowiem wiele wieżowców - ładnych i brzydkich - ale ten był po prostu wyjątkowy, taki.. oryginalny. Na samym początku wpatrywania się w niego biła w oczy jego turkosowość, nieczęsto spotykana w budynkach. Potem można było skojarzyć go z polskimi blokowcami, albowiem obramowania poszczególnych pięter przypominały nieco nasze balkony, oczywiście nimi nie będąc. Budynek nie był może najwyższy - miał "zaledwie" 201 metrów - ale sprawiał jak najlepsze wrażenie.
Po chwili poświęconej na zadumę i ochłonięcie petra odezwał się Neo:
- Gdzie się wybierzemy? Nie miałem okazji poznać tego miasta.. Petr, wspominałeś coś na gg o jakimś miejscu, które koniecznie chcesz odwiedzić..
Petr otrząsnął się z szoku wywołanego brakiem jego ulubionej potrawy, na nowo włączył w swojej głowie myślenie i zaczął mówić:
- Dobrze że przypomniałeś. Chcę odwiedzić dzielnicę Harajuku, która słynie na pół świata z .. specyficznie ubranych dziewczyn. Po prostu muszę je zobaczyć. Jeszcze w Polsce sprawdzałem na wiki jak to daleko i mamy szczęście - od dzielnicy do której mamy dotrzeć, Shibuya, stąd, czyli z Minato, dzielą nas zaledwie dwa, może trzy kilometry. Najrozsądniej będzie więc złapać jakiś autobus. - powiedział typowym dla siebie tonem mędrka pert, najwyraźniej bardzo zadowolony z siebie i swojej wiedzy.
- Dobra, no to gdzie jest przystanek autobusowy? - spytał Syo, któremu na dźwięk wyrazu "dziewczyny" od razu poprawił się humor.
- Nie mam pojęcia, będzie trzeba poszukać - odpowiedział nagle pewny siebie pert. Już mieli wyruszyć, gdy z drzwi hotelu wynurzyła się pozostała częsć będących w Tokio polskich graczy.
- Yo Syo, Neo, petr! Jak tam? Jedliście już coś? Ale zajebiste żarcie tutaj mają! - stwierdził Devlin, by po chwili nie czekając na odpowiedź dodać: - Mam nadzieję, że wszyscy zdążą się zjechać do jutra, bo jakbym miał czekać kolejny dzień na Mistrzostwa, to chyba bym się upił. Mam ze sobą wódkę. Ktoś chętny w razie czego? - powiedział, na co odparł Mattirab:
- Ja na pewno nie. Nie piję. Już lepiej pograć w Europa Universalis - na te słowa zaświeciły się na chwilę oczy petra - albo oglądać piłkę w telewizji. Mamy tutaj kilkadziesiąt sportowych kanałów! Jestem taki rad!
- Co? Jesteś rad? To co, promieniujesz? - obudził się nagle Artur.
Na te słowa Neo, Pierwszy Obrońca Poprawności Języka wzdychnął ze zrezygnowaniem, a Laura zachichotała. Petr zauważył, że z Salem trzymają się za ręce. Zmieniając temat Leo spytał Syo:
- Gdzie idziecie? Może moglibyśmy iść z Wami? Nie ma co robić, ile można siedzieć w hotelu i grać na kompie..
- Nie wiem, spytaj petra.. Mówił tylko że spotkamy jakieś laski, więc chyba warto.. Idziecie? - odparł Guru, co reszta grupy przyjęła z aprobatą - za wyjątkiem Sala, który powiedział:
- No to idźcie, my z Laurką wracamy na górę.. Miłej zabawy.. - po czym wycofał się w głąb gigantycznego holu.
Ruszyli więc przed siebie. W minutę zdążyli już chyba minąć ludzi ze wszystkich klas społecznych - zajętego wideorozmową biznesmena, słuchającego muzyki z iPoda dzieciaka, wyraźnie przepracowaną kobietę, wyglądającą na japoński odpowiednik naszej kury domowej, oraz uśmiechniętego, prawie bezzębnego dziadka. Gdy zdołali przedrzeć się przez tłum wokół Izumi Garden Tower i wyszli na w miarę dużą ulicę, mogli dokładniej przyjrzeć się architekturze okolicznych budynków. Nie znając ich przeznaczenia mogli się jedynie domyślać, co się w nich znajduje; jedne wyglądały na zwykłe, niskie apartamentowce, a inne na całkiem przeciętne biurowce. Gdy petr wyraził na głos swoje wątpliwości na ten temat, odpowiedział mu Neo:
- Wydaje mi się, że Japończycy są zbyt dokładni, by mieszać w jednej dzielnicy mieszkania z miejscami pracy. Przypuszczam, że skoro w tej dzielnicy jest hotel, znajdują się tutaj tylko i wyłącznie siedzimy firm.
- Ma to sens. Zupełnie jak w Brasilii, nowej stolicy Brazylii, albo w Sim City. - stwierdził poważnie pert, będąc na fazie wymądrzania się.
- Uważam, że taki rozkład ma sens, ale jest niepraktyczny jeśli chodzi o dojazdy.. Oni pół życia spędzają w metrze czy samochodach.. - dorzucił Mattirab dołączając się na chodniku do trójki.
Za nimi Artur, Leo i Devlin dyskutowali o ostatnim pojedynku w IT, jaki sobie zafundowali:
- Prawie bym wygrał, gdybyś Ty nie zrobił tego combo 560 - powiedział z wyrzutem Devlin wskazując na Leo. - Ale za to miałem najlepsze floor!
- Ale zawaliłeś sprawę na NML i zająłeś ostatnie miejsce - wytknął mu Artur. Osobista rywalizacja pomiędzy tymi trzema graczami była już tak słynna, że postronne osoby wolały nie wtrącać się w ich drobne kłótnie.
Po chwili zauważyli jakiś przystanek, podeszli więc do niego aby po chwili zauważyć nadjeżdżający autobus. Nie był nawet specjalnie wydziwniony - ot, duża szyba i chińskie znaczki z przodu. To ostatnie przypomniało o czymś Syo:
- Jak kupimy bilety? Na migi, poszukamy kogoś kto zna angielski i będzie tłumaczył, czy ryjemy się na gapę? - spytał.
- Obojętnie, po prostu najpierw wbijamy, a potem będziemy się przejmować. - odpowiedział z uśmiechem Leo, po czym ustawił się jako pierwszy w kolejce do wsiadania. Powstrzymał go jednak petr, "czytając" rozkład jazdy:
- Stop, stop.. Tutaj są też nazwy napisane naszym alfabetem.. Obawiam się, że - spojrzał jeszcze raz na numer autobusu - że ten nie jedzie do Harajuku.. Musimy poczekać na.. O, właśnie ten - dodał, wskazując na następny, tym razem krzykliwie różowy, autobus. Syo poczekał aż wszyscy wsiądą, robiąc to ostatni - jak prawdziwy szef wycieczek szkolnych.
Mieli szczęście, bo nikt nie pytał ich o bilety, tak więc na pierwszy plan wysunął się problem prawidłowego wyboru przystanku docelowego:
- Zastanawiam się, gdzie jedziemy. To znaczy, mniej więcej się domyślam, ale jaką trasą i w ogóle. Będziemy musieli po prostu rozglądać się za dziwnie ubranymi Japonkami, to na pewno nie przegapimy tej dzielnicy.. - stwierdził petr.
Usłyszał jeszcze jakieś pytanie Artura, o jakie Japonki chodzi, ale kiedy zauważył, że za odpowiedź bierze się Neo, wyłączył się i zaczął kontemplować szybę autobusu. Przez brak wolnych miejsc wszyscy musieli stać, a jemu - szczęśliwie - trafiło się miejsce przy drzwiach.
W tym samym czasie Mattirab zapytał pozostałych:
- Hej, a czy ktoś wie, co z Domią? Przyjedzie w końcu, czy nie?
- Nie, bo będzie na koncercie.. Ale gdy byłem u niej ostatnio mówiła mi, że postara się wziąć udział w części Mistrzostw dla graczy w domach. Nie wiem nic poza tym. - odpowiedział spokojnie Syo.
Na takich i podobnych rozmowach minęła im podróż - była niezbyt wygodna, ale ciekawa - przez przyglądających im się, i najwyraźniej komentujących ich wygląd i język miejscowych. Po kilku minutach Leo, stojący przy szybie naprzeciwko drzwi, powiedział dość głośno:
- Ej, patrzcie! Czy to normalne, żeby chodzić po ulicy w czarnej sukni? Jakby na jakiś bal czy coś..
- Suknie? Takie wiktoriańskie? To tutaj, wysiadamy na następnym przystanku! - powiedział najwyraźniej uradowany petr. Zgodnie więc z jego poleceniem wytoczyli się na ulicę wraz z połową zawartości autobusu, i zrozumieli, co to znaczy "dziwnie ubrane Japonki".
Niektóre, tak jak te, które zauważył Leo, ubierały się jak XIX-wieczne arystokratki. Szerokie, balowe suknie - całe czarne, całe białe lub mieszane, odpowiednio dobrany "dorosły" makijaż, gustowne torebki, inne dodatki.. A żadna z nich nie mogła mieć więcej niż 18 lat.
Inne natomiast były totalnym ich przeciwieństwem - gołe brzuchy, głębokie dekolty, ubrania w krzykliwych kolorach.. No i ten totalnie, na polskie warunki, "tapeciarski" makijaż. Dużo różu, do tego te wyglądające tandetnie tatuaże na dłoniach, policzkach i brzuchu. Słowem - japoński odpowiednik pokemonów.
Do trzeciej grupy, jaką dało się łatwo wyodrębnić, były dziewczyny ubrane - mówiąc po europejsku - "punkowo", ale z elementami mangowego kiczu. Wielokolorowe elementy ubrania składały się w jakąś całość, której znaczenie rozszyfrować mógł chyba tylko prawdziwy znawca mangi, japońskich subkultur i odpowiedniej symboliki. Czyli każdy będący tutaj japoński nastolatek.
Dziewczyny nie stały tutaj bezczynnie - były otoczone przez ogromną ilość turystów z całego świata. Robili im zdjęcia, pozowali do nich razem z nimi, a niektórzy odważniejsi nawet je podrywali, czemu młodziutkie Azjatki nawet się nie opierały.
- Co.. co to ma być, do cholery?! - spytał niemal wgnieciony w podłogę Devlin.
- Japońska stolica młodych, Harajuku! - powiedział uradowany petr, unosząc ręce w górę w geście triumfu, a gdy poczuł, że nie jest rozumiany, dodał: - Wczuj się w tych Japońców. Przez sześć dni w tygodniu chodzisz w idealnie skrojonym mundurku do szkoły. Siedzisz w niej praktycznie do wieczora, bo z zajęciami dodatkowymi tak to mniej więcej wygląda. Jedynym dniem, w którym możesz pokazać się w "normalnym" ubiorze, jest niedziela, czyli dzisiaj. A to jest miejsce gdzie wszyscy się spotykają! - dokończył pert. Najwidoczniej rola wszechwiedzącego mędrca bardzo mu odpowiadała, bowiem mówiąc tą kwestię nie przypominał ani trochę fajtłapy, który potrafi za jednym zamachem zniszczyć kilkanaście butelek wódki.
Syo nie czekając na kolejne wyjaśnienia wszedł między tłum, a reszta podążyła za nim.
"Najwidoczniej zobaczył jakieś fajne laski" - pomyślał Leo, i nie pomylił się - po chwili znajdowali się już jakby na uboczu znajdującego się tutaj placu, a razem z nimi było tam kilka Japonek zaliczających się raczej do tej drugiej grupy.
- Du ju spik inglisz? - spytał śmiało Syo.
- Shte, Yate! Echi shite kudasai! - zawołała do nich jedna z nich, na co pozostałe głośno zachichotały.
- O co im może chodzić? - spytał Mattirab, nieco zdegustowany ich ubiorem.
- Nie trzeba znać japońskiego, żeby to rozumieć. Spójrz tylko na nie. - natychmiast odpowiedział Syo, tonem znawcy kobiet.
Rzeczywiście, nie trzeba było być poliglotą, żeby zrozumieć uniwersalną grę ciała.. Najwyraźniej nastolatki z tej grupy lubiły wykorzystywać swój wygląd do uwodzenia turystów, zabawiając się ich wahaniem czy zdziwieniem. Sytuację doskonale rozumiał Neo, i powiedział:
- ...
_________________
score 217671 | floor 727 | combo 461 || NML/FML 493 | CCC1 150
 
  Profil FLD: 761 IT Code:
 
mattirab 
Moderator



Pomógł: 2 razy
Wiek: 24
Dołączył: 24 Maj 2005
Posty: 1200
Skąd: Kalisz
Wysłany: 6 Maj 2007, 13:30   Odp: opowiadanie - częsć druga

Sytuację doskonale rozumiał Neo i powiedział:
- One mają tylko taki jeden dzień w tygodniu, ale właśnie wtedy wykorzystują go do pełni. Cóż, Syo, Zostawić cię samego?
- Jak już chcecie. Kiszashamoyamanato toha taka a ta taka. - uśmiechnął się do japonek.
- Hmmm... to mnie bardzo intryguje. Nigdy dotąd nie widziałem człowieka, który byłby pod takim wpływem ruchu periodycznego. - zaczął mówić będący na fazie Pert. - One żyją właściwie ciągle tak samo. Szkoła, praca i niedziela wolna. Bardzo zadziwiające. Może zrobić zdjęcie? Przyda się do kroniki IT.
- Kto to jest? Tam, dwóch gości rozdawających autografy? - zmienił temat Devlin.
- To... tak, to Peitz i... chyba Xiagan - powiedział Leo.
- Nie, nie... to... Wiggin, tak, to on. - rzekł Neo, ale niezbyt go to obchodziło i wrócił do prób pomagania Syo w japońskim, co jednak aż tak potrzebne nie było. Gesty Japonek mówiły zazwyczaj same za siebie.
- To może jakiś turniej będzie! - zatarł ręce Devlin.
- Tak, to my idziemy do 'wodzów' IT. - powiedział Artur.
- Ale do mnie? Ja jestem tu, halo! - Syo obrócił się. Widać posiadał niezłą podzielność uwagi. Od razu potem wrócił do rozmów z Azjatkami.
- Helloł. Ajm... - zaczął Devlin, zwracając się do Peitza.
- Hę? Nie rozmawiam z nikim innym z obcych krajów, tylko z Xiaganem. Od rozmów z obcokrajowcami mam Wiggina. - powiedział po angielsku Peitz.
- Chyba zapomniał pan o Icy Towerowcach. - rzekł Mattirab.
- Yyyy... No to kim wy jesteście?
- Nie wie pan? Tam stoi nasz 'guru IT', pierwszy człowiek który przełamał fizykę skoków, robiąc dwunastotysięczny NML a zaraz potem UNML 777. Co za liczba. Dalej Neo, Wybraniec, którego niestety Wiggin myli, mówiąc o nim Latający Holender! Ci obok mnie to waleczni Devlin i Leo, których pojedynki nieraz zniszczyły bazy danych for i stron, tak zacięcie pisali o swoich osiągnięciach i wysyłali replay'e. Tam jest Pert, któremu zawdzięczamy wielokrotne unowocześniania for i stron o IT, obok mnie Artur, prawdziwy wielbiciel IT i komputerów, który myśli, że ja jestem pierwiastkiem chemicznym, a ja jestem dyplomatą, który bronił Doliny Rospudy i forumowicz Icy.pl! Aż dziw że o mnie nie słyszeliście! - zdenerwował się najmłodszy z grupy.
- No dobrze... Ty jesteś... yyyy... Mathieu? Matthew?
- MATTIRAB! - krzyknął na cały głos.
- A gdzie jest Xiagan? Przecież panowie zawsze byliście razem. - zdziwił się Leo.
- A, Xiagan, to długa historia. - Rzekł Peitz. Lecz okazało się, że wokół grupki, stoi już mnóstwo Japonek oraz turystów, więc Wiggin postanowił się pokazać.
- Więc... Xiagan miał przygodę z...
_________________
Hello me, it's me again.
Rekordy
Historia Icy Tower
Nasze Powtórki
 
  Profil FLD: 3803
 
syo 
No way!



Pomógł: 1 raz
Wiek: 30
Dołączył: 31 Sty 2004
Posty: 1957
Skąd: Wrocław/Olsztyn
Wysłany: 14 Maj 2007, 15:19   Odp: opowiadanie - częsć druga

- Więc... Xiagan miał przygodę z TGV... To znaczy, nie jest tak jak zapewne myślicie. Bo w Niemczech kolej stoi nieco w miejscu, Xia nie rozróżnił przejeżdżającego TGV od pociągu Polskich Linii Kolejowych i pewnie w tym momencie wysiada gdzieś w Warszawie - opowiedział Wiggin, podlizując się do polskich Graczy. - Ale nie powinien się tam nudzić, w końcu to taki wspaniały kraj!
Przez chwilę zapadła grobowa cisza, by potem wszyscy głośno parsknęli śmiechem. Pert zrobił to tak mocno, że jego smark wylądował na czole Peitza.
- Sökmotor som listar ut hur relevanta länkarna är beroende pÃ¥ hur populära de är! - wykrzyknął oburzony "Szef", po czym wyjął z kieszeni chusteczkę z Haroldem i dał ją Wigginowi by ten wytarł mu czoło. Izraelczyk pokłonił się siedem razy i wykonał czynność, o którą został poproszony
- Pert, porobiłeś już zdjęcia? Niebawem zaczyna się turniej, wypadałoby się pojawić w wyznaczonym miejscu.. - zapytał się Neo.
- Pewnie, że wypadałoby, tylko że będziemy mieli mały problem - odparł pert i wskazał w środek tłumu, skąd dobiegały krzyki.
To był syo, w ręku trzymał około kopy staników. Różnych - białych, czarnych, koronek, superkoronek, przytrafiło się nawet kilka par majtek. Podszedł do wszystkich i rzucił je na ziemię.
- To nie jest to co myślicie! One po prostu chciały autograf, a nie miały niczego na czym moglibyśmy się podpisać!
Oczywistą rzeczą było to, że nikt mu nie uwierzył, w kole znajomych w którym się znajdował, nie był on raczej postrzegany jako dobroczynny gracz rozdający autografy. Tym bardziej, że działo się to na placu, na którym ponad 50% znajdujących się osobniczek płci żeńskiej to nimfomanki.
Rozpoczęło się poszukiwanie brakujących. Czas powoli wzywał, ale w tłumie wciąż gdzieś hasają Devlin i Leo.
- Jak my ich znajdziemy? Przejście w całości przez ten tłum graniczy z cudem! - powiedział Mattirab, spoglądając na syo. Ten z prędkością światła zapiął swój rozporek i głupio się uśmiechnął
- Mam pomysł! - wykrzyknął Neo i zaczął kierować się sprintem do stojącego nieopodal sklepu z akcesoriami potrzebnymi i niepotrzebnymi.
Rozpoczął od krótkich kroków, by za chwilę przejść w stan biegu. Jego mięśnie rozpędzały się i mimo tego że wiatr stawiał coraz większy opór, biegł coraz szybciej. Zrobił ostatni krok na ziemi i uniósł się w górę. Wzniósł się wyżej niż najwyższy budynek w Japonii (Nigohoszukimizakapaka - 1500m), by chwile później niczym pocisk, wystrzelić w kierunku sklepu. Pomijając fakt, że pieszo dojście do tego sklepu zajęłoby mu około minuty, Wybraniec drogę do miejsca docelowego obrał bardzo efektownie i bardzo efektywnie ją przeprowadził - za nim leżała sterta ptaków, którą przypadkowo pociągnął za sobą podczas lotu do sklepu.
Neo wszedł do sklepu z akcesoriami potrzebnymi i niepotrzebnymi. Nie dopatrzył się żadnych pomocnych działów, wiedział że jeśli będzie taka potrzeba, będzie on musiał przeszukać każdą półkę. Nie zwlekając więc, skorzystał z ułatwienia, które zostało mu dane jako Wybrańcowi. Przed jego oczami pojawiły się zera i jedynki w kolorze zielonym. Zaczął szukać rzeczy, której potrzebuje.
- Hmm.. 001010010010011110101101010... To musi być to - pomyślał, po czym lekkim sprintem zaczął się kierować w stronę tego przedmiotu, gdy nagle jego twarz zderzyła się z czymś bardzo twardym.
- WTF?! - wykrzyknął w swych myślach będąc jeszcze zamroczonym. Siedząc, mając jedną nogę wyprostowaną a drugą zgiętą w kolanie, podpierając się lewą ręką o podłogę, złapał się prawą ręką za głowę i zaczął nią kręcić, niczym w filmach różnego rodzaju, na lewo i prawo. Wstał i dokładnie przyjrzał się cyfrom. Po chwili ciszy wyraźnie podirytowany krzyknął:
- K***a! Tylko w Japonii muszą mieć inne ściany! Przecież 0100101000000101111110 to firanki a nie ściany! Pokręcony kraj...
Ominął ową "firankę", tym razem w sposób bardziej ostrożny i chwycił za pożądany przedmiot.
- Dobra, czas wracać! - krzyknął i z prędkością napalonego geparda biegł w stronę wyjścia. Nagle słychać było dźwięk. Dzwięk, który już raz zabrzmiał w tym sklepie.
- AŁA! FILANKI, SCJANA! SCJANA, FILANKI! WIĘTSEJ TU NIE PFYJADE!!
Zorientowawszy się, że coś jest nie tak, złapał się za twarz, a dokładniej zaczął penetrować brzegi swojej jamy ustnej.
- O kutfa! Nie mam wębóf! Ja feplenie! - histeryzował, po czym panicznie zaczął rozglądać się po ziemi w poszukiwaniu utraconych części uzębienia.
- Mam! Wnalawłem! - podskoczył uradowany i poleciał do pozostałych.
- Fłuchajtie, mam pomyfł.
- Co? - Pert nie zrozumiał ani słowa Neo.
- Pofedłem po ten megafon, to kfykne tym ffytkim Japonkom, we mam jewenie. Ftedy one do mnie pfybiegną, a wy wnajwjewje Leo i Devlina.
- Co??? - Pert zrobił wielkie oczy.
- Dowra, niewawne. Woftaf to mnie. - zaseplenił Neo, po czym włączył megafon i z całej siły krzyknął:
- FUFI!!!
Zapadła chwila ciszy, która po chwili przerodziła się w wielki wybuch śmiechu.
- xDDDDDDDDDDDDDDDDD - powiedział Pert - chciałeś chyba powiedzieć "SUSHI"?
Po chwili Piotrek zorientował się, że powiedział o jedno słowo za głośno. Tłum głodnych Japonek-studentek zaczął biec w jego stronę.
...
  Profil FLD: 91 IT Code:
 
Hubertoos649 
That's great!



Wiek: 21
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 36
Skąd: Pomorze
Wysłany: 31 Styczeń 2010, 16:07   

Ojoj - powieział.
Waga tłumu studentek była nieznośna dla niego. Studentki zaczęły seplenić. Myślał, że utopi się w ich ślinie.
- zrób coś Neo!!! - krzyknął Piotrek
-niby fo? - zaseplenił Neo
- krzyknij do megafonu, że te suszi jest 40 metrów stąd
- myflif we zfrofumieją?
- No to się postaraj jakoś!!!!!!!!
- FUFI 40 METRÓW FTĄDF
Japonki-studentki spojrzały na Nea. Po chwili silnego wysiłku Japonek rozległo się śmieszne eeee? Wstały i poczeły intensywnie rozmyślać co to miało znaczyć.
Pert śmignął niczym pantera by zająć się w spokoju poszukiwaniami. Oczywiście poszukiwania w takim tłumie nie mogą być spokojne.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,55 sekundy. Zapytań do SQL: 12