SzukajSzukaj  RegulaminRegulamin  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Forum Icy.pl Strona Główna  

Poprzedni temat «» Następny temat
Religie, etyka, zyciowa filozofia...
Autor Wiadomość
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 13 Styczeń 2013, 21:27   

Cialo ludzkie moze sluzyc albo jako za baterie, gdy zjawiska z zewnatrz znajduja swoj punkt zaczepienia w poczuciu oddzielenia w ciele, kiedy to sie wykrwawia, albo za kondensator, kiedy to krew zostaje przesycona moca. Konstrukcja oddzielenia musi umrzec - wtedy cialo znajduje sie w stanie "laski uswiecajacej" i moze przyjac ogien Ducha.
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 14 Styczeń 2013, 14:11   

Cytat:
Jak sie slyszy cos takiego to przychodzi na mysl: w takim razie jestem niewolnikiem jakiegos Widza. Tymczasem nie ma zadnego niewolnika, poniewaz samemu jest sie ty Widzem nieograniczonym przez gre. Cale te poczucie, ze jest sie osoba wolna lub niewolna jest tak samo udawana.


Albo tez inaczej mowiac: nie mozna odnalesc tego kim sie jest, poniewaz juz sie tym jest. Harold skaczac w wiezy moze myslec sobie o tym, ze zmierza ku szczytowi by poznac Widza, by odnalesc siebie na gorze, tymczasem Widz jest poza wszelkim doswiadczeniem jakie moze osiagnac Harold, nie ma zadnego zwiazku z jego przekonaniami i wysilkami. To nie moze zostac odkryte tak dlugo jak ta postac wydaje sie czegos dokonywac, musi oberwac w czolo i zostac zniszczona.

Karl Renz - Poza
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 14 Styczeń 2013, 20:28   

Tak wiec z jednej strony jest to cos niesamowicie frustrujacego dla tej wysnionej postaci, ale tez wielce wyzwalajace, gdy zostaje rozpoznana jako postac udawana, poniewaz to kim sie jest jest nieporownywalnie wieksze niz to co ta postac w ogole oczekuje, ze znajdzie.

Trudno jest znalesc jakies przeslanie, ktore nie hipnotyzuje, ale znalazlem m.in cos takiego.

Ta historia o tym wypadku, ze nasapilo odciecie w ktorym nic nie przydarzalo sie jej osobiscie i widzenie tej przezroczystosci ludzi i ogolnie swiata jest porownywalna do tej historii o Jezusie, kiedy to zolnierze przychodza po niego i "mlodzieniec w przescieradle" umyka tym zolnierzom i calemu temu zamieszaniu i widzi jego przezroczystosc/bezgrzesznosc. To nie jest napisane wprost w ewangeliach, bo mocno skupiaja sie na przedstawieniu, ale mozna to odnalesc gdzies "miedzy wierszami".
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 16 Styczeń 2013, 13:39   

Cytat:
Znajoma: Miałam szczęście być dzisiaj na seansie uzdrawiających dźwięków gongów i mis tybetańskich, didgeridoo oraz rytuału agnihotry. Nie był to mój pierwszy raz, byłam już kilka razy, za każdym razem dzieje się coś niesamowitego. Jak zwykle poprosiłam moje Wyższe Ja o wybranie właściwej osoby duchowej do opieki i prowadzenia podczas sesji. Na początku wszystko normalnie, relaks w cudownych dźwiękach i nagle słyszę słowo... Szmaragdowe... podnoszę głowę, rozglądam się po sali, ale wszyscy leżą... prowadzący przy gongach robi swoje. Położyłam się znów zanurzyłam się w dźwięki... i nagle znów słyszę to słowo... Szmaragdowe... ale wypowiedziane jakby ze zniecierpliwieniem. Od tamtej pory nie mogłam już sie zrelaksować, leżałam patrząc się w sufit...

Ja: a to kobiecy glos byl czy meski?

Znajoma: męski, taki podobny do głosu aktora Franciszka Pieczki, głos starszego człowieka

Ja: jesli slyszysz slowo "szmaragdowe" podczas lezenia przy dzwieku gongow .. to wiedz, ze cos sie dzieje :P

Inna znajoma: Hermes do Ciebie przemówił

Kolega: Niezła opcja z tym głosem. X ma rację, to Tęczowy do Ciebie przemówił. Tylko czego chce?

Ja: Link

Znajoma: To ten głos! on ma tęczę na za plecami! może po prostu czas się OBUDZIĆ :D :D :D

Ja: no i przemowil jak lezalas .. jak do ofiary spiaczki :P

Znajoma: aż musiałam wstać i obejść pokój :D


:lol:
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 20 Styczeń 2013, 12:38   

Richard Sylvester napisał/a:
Q. Is there no morality?

A. No.

Q. Then there’s anarchy and I can murder somebody.

A. This is what a person says. “If there’s no morality, I can do whatever I like.” But that is not what I am saying. I am saying that there is no morality because there is no person who can choose to do anything. Therefore you can’t do what you like.

I’m not saying “You can make choices, but there’s no morality so it doesn’t matter what choices you make.” I’m saying phenomena arise, and it may be noticed that no one is causing them, no one is choosing them.
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 21 Styczeń 2013, 12:40   

Cytat:
ja:przypomnialy mi sie te historie o tym, ze muzyka rockowa puszczona wspak zawiera diabelskie przeslanie to fajne stwierdzenie, ale prawdziwszym stwierdzeniem byloby to, ze cywilizacja tworzona przez czlowieka w stanie tej infekcji umyslowej, jest swiatem prawdziwym, ktory jest puszczony wspak i jest przeslaniem od diabla, widok gwiazd jako pozbawionych swiadomosci obiektow to gwiazdy puszczone wspak, odwrocone jak sweter przewrocony na lewa strone ma te wszystkie metki na wierzchu i to wiesniactwo chodzic w ten sposob

znajomy: Philip K. Dick pisał o poruszaniu się wstecz w czasie. Że opanowali to różni mistycy, np. Apostoł Paweł albo Apoloniusz z Tiany. Ale nie wiem jeszcze co dokładnie miało to znaczyć wg niego.

ja: utwor. mowi sie tez, ze "prawo nie dziala wstecz", jesli swiat jest pod wplywem falszywego boga przepisow prawnych, a swiat prawdziwy jest odwrocony, to jego zarzuty mozna o dupe rozbic ;p
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 21 Styczeń 2013, 16:30   

I mamy boga, ktory nie chce dopuscic do tego by czlowiek odkryl swoja prawdziwa nature i ma przewidziane konsekwencje w razie czego, tylko ze to kim czlowiek jest, jest swiadomoscia, ktora poprzedza tego boga prawa, a prawo nie dziala wstecz, wiec konsekwencje nie moga dotknac tego czym sie jest.

Ponad tym bogiem JEST sie tym co nigdy nie zostaje stworzone, wiec tez i nie moze byc unicestwione, poprzedza jakiekolwiek prawo ustanowione w czasie i przestrzeni i prawo tego nie jest w stanie uchwycic.
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 22 Styczeń 2013, 12:12   

Co do tego boga prawa i 10 przykazan, to mowi sie, ze 10 przykazan jest czyms w rordzaju moralnych podstaw, czyms, co jest ich wyznacznikiem .. tylko jak nisko moralnie trzeba upasc, zeby nastapila potrzeba zapisywania takich rzeczy jak "nie zabijaj"? Sam fakt, ze uczy sie czegos takiego swiadczy o skrajnym upadku.

Nie potrzeba zasad moralnych by nie krzywdzic innych istot. Gdy nie ma oddzielnej istoty, ktora kierowala by sie swoimi pojeciami dobra i zla, nie ma wtedy nikogo, kto moze kogos zabic, albo kogos okrasc czy oklamac.

Zasady moralne powoduja rozdwojenie, robi sie cos takiego jak w tych kreskowkach gdzie wokol postaci, ktora ma jakis dylemat kraza aniol i diabel, jedna podpowiada jedno a druga drugie. Gdy oddzielona istota zlamie prawo, a nie mozna bedac oddzielona istota, podtrzymujac swoje poczucie oddzielenia nikomu niczego zlego nie wyrzadzic, wtedy musi je splacic. A splata nastepuje bez konca, bo bez konca lamie sie prawo.

Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 22 Styczeń 2013, 12:21, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 22 Styczeń 2013, 13:36   

Tak wiec to co zwie sie moralnoscia jest programem, ktory ma zasilac ten reinkarnacyjny mlyn. Teraz ktos jest w 90% dobry, ale bedzie musial to zrownowazyc w innym zyciu gdzie dobry bedzie tylko w 10%.

Dlatego wyzwoleniem jest "rownowaznosc" - ciekawe slowo swoja droga, wskazuje ono, ze wszystko jest rownie wazne i nie ma rzeczy wazniejszych i mniej waznych, dobro nie jest wazniejsze od zla, poniewaz "jestesmy jednoscia" - albo inaczej mowiac "wszystko mi jedno".
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 22 Styczeń 2013, 14:41   

W "apokryfie Jana" jest napisane, ze falszywy Bog powstal w wyniku kontaktu seksualnego Sophii/Madrosci z nieodpowiednim partnerem, niedawno natknalem sie na ciekawy post gdzie uzytkownik wskazuje na podobienstwo pomiedzy wizerunkiem istoty przedstawiajacej sie jako Horus/Ra do .. bialka HIV.

Link

Mozna to tez porownac do niechcianego polaczenia sieciowego, ktore moze zostac zerwane przez "firewall serca".
Ostatnio zmieniony przez Akataleptos 22 Styczeń 2013, 14:42, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
FOX 
Wow!



Wiek: 31
Dołączył: 06 Gru 2006
Posty: 83
Skąd: OZHAXALD
Wysłany: 23 Styczeń 2013, 11:27   

Jedyną terapią dla tego domu wariatów byłaby medytacja opracowana przez Osho. Tyle tylko, że Osho nie wierzył w boga, więc żaden duchowny nie pozwoli ci na to, toteż nawet papieża nie pytaj o zgodę. Do przeprowadzenia tej medytacji potrzebujesz tylko jednego czasomierza. I jest to specjalnie do niej przeznaczona muzyka. Masz tam 3 kroki męki, 1 ciszy i na koniec jeden święta.

Męka krok pierwszy. Oddychasz szybko i głęboko przez nos. W ten sposób gromadzisz energię, która przyda ci się na dwóch następnych krokach.
Męka krok drugi. Usłyszałeś drugi gong. Teraz wyrażasz swoje emocje. Tańczysz, wrzeszczysz, trzęsiesz się, śpiewasz,... w ogóle zachowujesz się jak opętany, jednak pod żadnym pozorem nie możesz nikogo skrzywdzić.
Męka krok trzeci. Usłyszałeś trzeci gong. Unosisz ręce do góry i podskakujesz. Za każdym razem, kiedy twoje stopy dotykają ziemi, krzyczysz "hoo!", jakby to była dla ciebie sprawa życia i śmierci. W ten sposób wydobywasz energię - wiesz, skąd - i dostarczasz ją do innych części ciała.
Krok ciszy. Osho krzyknął "STOP!!!". Teraz stoisz w bezruchu. Nic nie robisz. Jesteś bezruchem. Jesteś zbyt zmęczony, żeby myśleć. Jednocześnie jesteś tak czysty, że niczego się nie boisz. Teraz tylko wpatrujesz się w głąb siebie.
Krok święta. Delikatne dźwięki fletów przywróciły ci świadomość. Teraz jesteś tańcem (NIE TANCERZEM!!!). Bawisz się.

Najważniejsze, zanim zaczniesz. BOGA NIE MA. Zacząłeś, to dokończ. Bóg nie dokończy za ciebie. Więc sam zbierz siły, żeby dokończyć. Jeśli Bóg faktycznie istnieje, to niech chociaż w czasie twojej medytacji nie musi niczego robić za ciebie.


No i na koniec anegdota z życia Semu Huarte z plemienia Czumaszów.
Semu był w szkole prześladowany przez dzieci pochodzące z katolickich domów. Jednym jego towarzyszem niewoli był młody Żyd, którego te same dzieci oskarżały o to, że zabił Jezusa. Pewnego dnia Semu zapytał swojego towarzysza niedoli "Czemu zabiłeś Jezusa?", na co tamten odpowiedział "Czemu go zabiłem? Ja nawet nie znałem tego człowieka".
_________________
Mateusz SSJ8
score=51792
combo=214
floor=680
n00b=416
rush timer=145,?? s
 
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 23 Styczeń 2013, 12:46   

Pytanie zasadnicze brzmi, kto to wszystko ma zrobic? Przekonanie, ze jest cos takiego jak oddzielna istota z wolna wola wyboru, zrobienia takiej a takiej praktyki bazuja na ignorancji. To tak naprawde jedyny "grzech" czlowieka. Na pewno sa to fajne wyglupy dla osoby, by sie lepiej poczula, ale poza tym bez znaczenia.
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 23 Styczeń 2013, 14:31   

Kiedys wpadlo mi w ucho takie stwierdzenie, ze "oswiecony nie zostawia sladow chodzac po ziemi" :D Odkrywajac nietykalnosc tego duchowego oka staje sie jasne, ze podczas spaceru to nie oddzielona istota Pawel Borcz zostawia slady, lecz one pojawiaja sie bez jego udzialu. To tyczy sie kazdej osoby, niewazne, czy jest to osoba zwana Budda czy Pan Mietek spod sklepu, bo Pan Mietek tez nie tworzy sladow.

Podobnie jak nikt nie pisze tego posta, on pojawia sie z wylaczeniem jakis skomplikowanych procesow analitycznych, zwyczajnie wyrasta jak jakis owoc na drzewie.

Cytat:
ESS

a powiedz mi, jesli to co piszesz jest prawdą, to jaki sens ma naesz życie, po co sie starać, żyć, uczyć?

PB

Celem zycia jest zycie samo w sobie. Moznaby powiedziec, ze pytanie o sens zycia podlega istnieniu, ale istnienie nie podlega pytaniu Ale jednostka zyje w takim przekonaniu, ze aby poznac cel musi przebyc jakas droge, gdzie na koncu cos dostaje, nikt niczego nie dostaje, bo niby od kogo? Skoro to kim sie jest, jest poza wszystkim co mozna poznac i tego sie nie otrzymuje, bo tego sie nie traci.
czlowiek zyje z takim ciezarem, ze musi gdzies dotrzec, ale z mojego punktu widzenia nigdzie nie musisz docierac, bo jestes kompletna

ESS

jesli wszystko jest bez znaczenia to po co żyć

jesli nie ma karmy, wcieleń

rozwoju

po co znosić zycie

słowa tracą sens'

nie potrafię w tej teorii odnaleźć spokoju

PB

jest rozwoj w tym sensie, ze jest rozprzestrzenianie sie swiadomosci, ale nie ma czegos takiego jak rozwoj oddzielonej istoty, ktorej zadaniem jest stawianie oporu ku temu rozszerzaniu "krolestwa niebieskiego". Poszczegolne wcielenia sa, ale to tak naprawde jest zjawisko bezosobowe, jak np. deszcz i owoce, ktore dojrzewaja.

ESS

ale owoce nie mają świadomości

życie na zasadzie róbta co chceta?

PB

jak to nie maja, wszystko jest zywe ale to tylko porownanie, ktore ma swoj wiekszy odpowiednik.

ESS

jedność w wielości i wielość w jednosci dają szansę na indywidualność

PB

nie ma czegos takiego jak oddzielona istota, ktora poprzez podejmowanie roznych decyzji moze robic co chce, ale jest Jednosc, ktora manifestuje sie tak jak chce, spontanicznie, jest to anarchia

ESS

mają ale na dużo niższym poziomie, na poziomie trwania

indywidualnośc a oddzielenie to dla mnie róznica

indywidualność nie przeczy jedności

PB

i w tym wszystkim w jakis dziwny sposob wydaje sie byc cos takiego jak osoba, ktora stoi za sterami zycia, ktora musi gdzies dotrzec i wypracowac sobie cel i nadawac znaczenie temu co ja spotyka.

ESS

tak jak zbiór matematyczny, są w nim rózne elementy, ale wszystkie należą dozbioru, są jednością

PB

no np. to co tutaj jest pisane, to nie pisze oddzielna istota Pawel Borcz, to jest zwyczajnie pisane, ale wiadomo, ze jest w to wszystko zaangazowany charakter, styl, tylko nie ma jakiegos wykonawcy tego. Trudno to opisac.

ESS

to jest dla mnie jak zabawa słowna

co może dawać taka wiedzą

wiedza

taka świadomość

PB

nic nie moze dac, to co przekazuje jest tak naprawde jedynie strata, strata tego, co przyslania wolnosc, ktora jest kompletna

nie mam wiec niczego do sprzedania, nie karmie czlowieka niczym

jak pewnie zauwazylaas

ESS

ale to nic staje się czymś

jakąś swiadomością

PB

oddzielenie niczym sie nie staje, bo jest jedynie zaburzeniem widzenia, a swiadomosc ktora sie jest poza tym zaburzeniem nie jest czymkolwiek opisywalnym

ESS

chyba pozostanę póki co przy mojej Miłości :D

PB

mozna to nazwac miloscia bezwarunkowa, tylko, ze milosc o ktorej sie mowi jest miloscia potrzebujaca, miloscia dwojga, a to jest miloscia sama w sobie

ESS

i tu się z Tobą zgodzę

PB

trudno jest o cos mnie zaczepic, prawda? :D

ESS

też o taką miłość mi chodzi

ja nie czuję, żebym zaczepiała ;)

PB

wiem wiem, tak ogolnie pytam

ESS

nie rozmawia mi sie z Toba trudno

bo bardzo klarownie sie wyrażasz

PB

ludzie lubia czepiac sie slowek, a ja ograniczam liczbe pojec do minimum i nie komplikuje, jestem prosty chlopak

ESS

może nie ogarniam tego na poziomie słów, ale czuję to co chcesz przekazać

ja filtruję wszystko przez odczuwanie w moim sercu

PB

tak, bo w czlowieku jest cos co pamieta ta bardzo prosta piesn, ktora jest ukryta za tym slownym murem "wiezy babel"
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 24 Styczeń 2013, 15:17   

Mag

 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 5 Luty 2013, 12:58   

Snilo mi sie dzisiaj, ze Viny odpowiedzial w tym temacie w bardzo obszernym poscie i zrobil nawet tabelke z ktorej wynikalo, ze nie spelniam wystarczajaco duzo warunkow do tego by uznac mnie za dojrzalego duchowo ;)
 
     
Akataleptos
Splendid!



Dołączył: 20 Kwi 2012
Posty: 737
Wysłany: 24 Luty 2013, 13:50   

Erwin Schrodinger napisał/a:
Uznanie zasady nie-oznaczoności, czy rzekomego braku związków przyczynowychw przyrodzie, stanowić może krok w kierunku jej częściowegoporzucenia. Jest to zagadnienie interesujące, tu jednak zdecy-dowałem się mówić o drugiej zasadzie, czyli obiektywizacji -jak ją nazwałem.Rozumiem przez nią to, co często nazywa się „hipotezą istnienia rzeczywistego świata". Utrzymuję, że jest ona pew-nym uproszczeniem, którego dopuszczamy się w imię radze-nia sobie jakoś z niezwykle skomplikowanymi problemamiwiążącymi się z poznaniem przyrody. Nie zdając sobie spra-wy z tego uproszczenia i nie analizując go, wyłączamy sa-mych siebie - podmiot poznający - z tej przyrody, którą pra-gniemy poznać. Traktujemy samych siebie niczym widzawyłączonego ze świata, który, właśnie dzięki temu, miałbystać się światem obiektywnym. Dwie okoliczności przesłania-ją nam fakt dokonywania tego zabiegu. Po pierwsze, częścią otaczającej mnie przyrody, którą konstruuję z mych wrażeń,postrzeżeń i wspomnień, jest również moje własne ciało(z którym tak bezpośrednio związana jest moja aktywnośćpsychiczna). Po drugie, do owego obiektywnego świata nale-żą również ciała innych ludzi. Otóż mam powody, by sądzić,że te inne ciała także obdarzone są świadomością, czy też są jakby jej siedliskiem. Aczkolwiek nic nie upoważnia mnie dotego, by wątpić w istnienie czy obecność tych cudzych obsza-rów świadomości, nie mam też jednak do nich żadnego bez-pośredniego dostępu. Toteż skłonny jestem traktować je jakocoś obiektywnego, stanowiącego część otaczającego mnieświata. Co więcej, ponieważ sam nie różnię się od innych lu-
dzi - przeciwnie, dostrzegam jak wiele zamiarów i dążeń jestwspólnych dla mnie i innych - dochodzę do wniosku, że rów-nież ja stanowię część rzeczywistego świata. Można więc rzec,iż włączam z powrotem do tego świata własną jaźń (któraskonstruowała go jako obiekt psychiczny) - co pociąga za so-bą pandemonium straszliwych konsekwencji logicznych pły-nących z powyższych błędnych wnioskowań. Powinniśmywięc prześledzić je każde po kolei. Na razie niech mi wolnobędzie wskazać dwie najbardziej rażące antynomie płynącez uświadomienia sobie faktu, że względnie zadowalający ob-raz świata uzyskany został za cenę wyłączenia samych siebiez owego obrazu, z przyjęcia przez nas postawy zewnętrznegoobserwatora.Pierwsza z tych antynomii znajduje wyraz w zdziwieniu, żenasza wizja świata jest „bezbarwna, zimna, niema". Barwa1 dźwięk, ciepło i zimno są naszymi własnymi wrażeniami.Trudno się dziwić, że nie odnajdujemy ich w świecie, z któregowyłączyliśmy samych siebie jako istoty psychiczne.Drugą antynomią jest nasze bezowocne poszukiwaniemiejsca, w którym umysł oddziałuje na materię i
vice versa,
czego dobrze znanym przykładem są rzetelne badania prze-prowadzone przez sir Charlesa Sherringtona, wspanialeprzedstawione w jego
Mart on his Naturę (Człowiek o swej na-turze
). Świat materialny skonstruowany został za cenę wyłą-czenia, usunięcia zeń jego części - jaźni, to jest umysłu pozna-jącego. Toteż nie może on nań ani oddziaływać, ani byćprzedmiotem jego oddziaływań. (Sformułował to zwięźle i ja-sno Spinoza).
Zamierzam teraz zająć się bardziej szczegółowo sformuło-wanymi wyżej tezami. Zacznę od przytoczenia fragmentu ar-tykułu C. G. Junga, który szczególnie mnie uradował, ponie-waż w całkiem innym kontekście daje on nader dobitny wyraztym samym przekonaniom. Podczas gdy ja nadal traktuję wy-łączenie podmiotu poznającego z obiektywnego świata jakowysoką cenę, którą na razie płacimy za uzyskanie jego zado-
walającego obrazu, Jung posuwa się dalej i oskarża nas o pła-cenie tego okupu za wyjście z nie dającej się rozwikłać sytuacji:

Każda nauka (
Wissenschaft)
jest funkcją duszy, w którejzakorzeniona jest wszelka wiedza. Dusza jest największymze wszystkich kosmicznych cudów, jest
conditio sine quanon
świata jako przedmiotu. Jest rzeczą niezmiernie zadzi-wiającą, iż świat zachodni (z rzadkimi tylko wyjątkami) tak bardzo nie docenia tego faktu. Zalew zewnętrznych przed-miotów poznania spowodował wycofanie się podmiotu,często aż do jego pozornego unicestwienia.

Jung ma oczywiście rację. Nie ulega też wątpliwości, że bę-dąc psychologiem, jest on o wiele bardziej uwrażliwiony na tękwestię niż fizyk czy fizjolog. Sądzę jednak, że gwałtowne wy-cofanie się ze stanowiska, przy którym trwało się przez dwa ty-siące lat, byłoby niebezpieczne. Moglibyśmy stracić wszystko,nie zyskując w zamian nic ponad swobodę w pewnej skądinądbardzo ważnej, lecz dość szczególnej dziedzinie wiedzy. Tow niej właśnie rodzi się ten problem. Stosunkowo młoda na-uka, jaką jest psychologia, domaga się stanowczo przestrzeniżyciowej, co nieuchronnie pociąga za sobą ponowne rozpa-trzenie wyjściowych założeń. Jest to zadanie trudne; nie roz-wiążemy go tu i teraz, toteż zadowolić się musimy jedynie je-go wskazaniem.Skoro zapoznaliśmy się z poglądem psychologa Junga,uskarżającego się na wyeliminowanie z naszego obrazu świa-ta umysłu, duszy, jak on ją nazywa, teraz powinienem dla kon-trastu, czy może dla uzupełnienia, przytoczyć wypowiedzi in-nych wybitnych przedstawicieli starszych i skromniejszychdyscyplin - fizyki i fizjologii - stwierdzających, że „świat na-uki" stał się tak straszliwie obiektywny iż nie pozostawia jużmiejsca dla umysłu i jego bezpośrednich wrażeń.Niektórzy Czytelnicy przypomną sobie może opowieśćA. S. Eddingtona o jego dwóch biurkach do pracy Jedno
z nich było zwykłym meblem, przy którym siedział, opierającna nim ręce. Drugie było ciałem fizycznym, nie tylko pozba-wionym wszelkich jakości zmysłowych, ale ponadto pełnymdziwnych dziur; w przeważającej mierze składało się z pustejprzestrzeni, z nicości, poprzetykanej nieskończoną liczbą ma-lusieńkich drobinek, elektronów, krążących wokół jąder w od-ległości co najmniej 100 000 razy większej niż ich własna śred-nica. Po tym jakże poglądowym przeciwstawieniu sobie dwóchswoich wizji jednego biurka Eddington napisał:

W świecie fizyki mamy do czynienia z cieniami życia co-dziennego. Cień mojego łokcia spoczywa na cieniu stołu tak jak cień atramentu płynie po cieniu papieru [...] Uczciwezdanie sobie sprawy, że fizyka ma do czynienia ze światemcieni, jest jednym z najważniejszych osiągnięć ostatnich lat.

Proszę zauważyć, że owo osiągnięcie ostatnich lat, nadają-ce światu fizycznemu ów „cienisty" charakter, nie dokonało sięw fizyce, ta bowiem znała je od czasów Demokryta z Abdery,a nawet jeszcze wcześniej, tyle że nie zdawała sobie z tegow pełni sprawy. Byliśmy przekonani, że mamy do czynieniabezpośrednio z rzeczywistym światem. Takie określenia kon-struktów nauki jak „model" czy „obraz" pojawiły się - o ile do-brze wiem - dopiero w drugiej połowie XIX wieku.Sir Charles Sherrington opublikował swą doniosłą książkę
Man on his Naturę
niewiele później.
Praca ta rzetelnie zdajesprawę z poszukiwań obiektywnych świadectw oddziaływaniamiędzy materią a umysłem. Podkreślam określenie „rzetelnie",albowiem poszukiwanie czegoś, czego - jak się jest z góry prze-konanym - znaleźć niepodobna, jako że (zgodnie z powszech-nym przeświadczeniem) nic takiego nie istnieje, istotnie wymagapoważnych i uczciwych starań. Krótkie podsumowanie wynikówtych poszukiwań znajdujemy na s. 357 dzieła Sherringtona:

Umysł, wraz z przyrodzoną mu percepcją, przenika zatemdo naszego świata przestrzennego w sposób bardziej ta-jemniczy niż duchy Niewidzialny, niedotykalny, nie jestrzeczą nawet w zarysie; w ogóle nie jest „rzeczą". Zmysłygo nie poświadczają i nigdy nie poświadczą.

Własnymi słowami sformułowałbym tę rzecz następująco:umysł lepi obiektywny świat zewnętrzny filozofa przyrody zeswego własnego tworzywa. Tego ogromnego zadania nie jestw stanie wykonać inaczej, jak za pomocą zabiegu upraszcza-jącego, polegającego na wyłączeniu samego siebie ze swegotworu, tak by ten nie zawierał swego twórcyNie potrafię zdać sprawy z nieśmiertelnego dzieła Sher-ringtona za pośrednictwem kilku cytatów. Książkę tę należało-by przeczytać samemu. Mimo to chcę przytoczyć najbardziejcharakterystyczne wypowiedzi:

Fizyka [...] stawia nas wobec sytuacji bez wyjścia: jak tomoże być, że umysł
perse
nie może grać na fortepianie, żenie potrafi poruszyć nawet palcem u ręki? (s. 222)Jesteśmy więc w ślepym zaułku. Tajemnicą pozostaje,,jak" umysł oddziałuje na materię. Nierozstrzygalność tazadziwia nas. Czy jest to nieporozumienie? (s. 232)

Zestawmy te wnioski dwudziestowiecznego fizjologa ekspery-mentatora z prostym twierdzeniem Barucha Spinozy, najwięk-szego filozofa XVII stulecia:

Nec corpus mentem ad cogitandum, nec mens corpus ad motum, neąue ad ąuietem, nec ad aliquid (si quid est) aliud determinare potest.
[Ani ciało nie może zdeterminować duszy do myślenia, anidusza ciała do ruchu czy spoczynku, czy czegokolwiek in-nego (jeśli coś jeszcze jest)].

Ślepy zaułek to ślepy zaułek. Ale czy znaczy to, że nie je-steśmy sprawcami naszych własnych czynów? Przecież czu-jemy się za nie odpowiedzialni, jesteśmy za nie raz nagradza-ni, kiedy indziej - karani. Jest to straszliwa antynomia.Uważam, że nie sposób jej rozstrzygnąć na gruncie współ-czesnej nauki, której podstawą jest - z czego nie zdaje sobieona sprawy - w całości zasada wyłączenia podmiotu pozna-jącego z badanego świata. Uświadomienie sobie tego jestwprawdzie ważne, ale antynomii tej nie usuwa. Podejście na-ukowe wymaga przebudowy, naukę tworzyć trzeba od nowa,ale z rozwagą.Mamy więc do czynienia z taką oto kłopotliwą sytuacją.Skoro tworzywo, z którego budujemy nasz obraz świata, do-starczane jest wyłącznie przez nasze narządy zmysłów pod-legające umysłowi, to obraz świata każdego człowieka pozo-staje zawsze konstruktem jego umysłu i nie można dowieść,że istnieje poza nim; jednocześnie jednak świadomy umysłjest czymś obcym wobec tej konstrukcji, nie znajduje w nimmiejsca dla siebie, nie możemy go zlokalizować gdziekolwiek w przestrzeni. Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy z tegofaktu, ponieważ przywykliśmy myśleć o osobowości istotyludzkiej, a również i zwierzęcia, jako o czymś zlokalizowa-nym wewnątrz organizmu. Stwierdzenie, że nie sposób jejtam odnaleźć, jest tak zaskakujące, że budzi sprzeciw i bar-dzo niechętnie je uznajemy. Przywykliśmy lokalizować świa-domą osobowość wewnątrz głowy, kilka centymetrów zapunktem leżącym pomiędzy oczyma. Stamtąd przekazujenam swe spojrzenie raz rozumiejące, kiedy indziej pełne mi-łości i czułości, a czasem - podejrzliwości lub nienawiści.Wątpię, by kiedykolwiek zauważono, iż oko jest jedynym na-rządem zmysłu, którego wyłącznie receptywny charakter wy-myka się naszemu naiwnemu myśleniu. W przeciwieństwiedo tego, jak rzeczy się mają, skłonni jesteśmy mówić o „pro-miennym spojrzeniu", a nie o promieniach światła trafiają-cych do oka z zewnątrz. Komiksy oraz stare ryciny mająceilustrować prawa lub przyrządy optyczne przedstawiają czę-sto takie „promienie wzroku" w postaci kreskowanej linii bie-
gnącej od oka do przedmiotu i zakończonej tam strzafką.Drogi Czytelniku, a jeszcze lepiej droga Czytelniczko, przy-pomnij sobie, proszę, radosne spojrzenie, jakim obdarza CięTwoje dziecko, kiedy przynosisz mu nową zabawkę, a następ-nie wysłuchaj fizyka, który Ci powie, że oczy jego niczego nieemitują, że jedyną ich obiektywnie wykrywalną funkcją jestodbieranie nieustannie wpadających do nich kwantów świa-tła. I rzeczywiście! Dziwna to rzeczywistość; czegoś zdaje sięw niej brakować.Z trudem przychodzi nam pogodzić się z faktem, że loka-lizacja osobowości, świadomego umysłu wewnątrz organi-zmu, ma charakter symboliczny, że jest tylko wygodnympraktycznie zabiegiem. Spróbujmy, korzystając z całej wie-dzy, jaką posiadamy, pójść za tym „promiennym spojrze-niem" do wewnątrz organizmu. Odnajdziemy tam nadzwy-czaj interesującą gmatwaninę milionów wyspecjalizowanychkomórek, tworzących układ o nie dającej się opisać kompli-kacji, lecz służący niewątpliwie dalekosiężnej i wielce dosko-nałej komunikacji i współpracy między nimi; nieustający po-tok impulsów elektrochemicznych, które, mimo szybkozmieniającej się konfiguracji, przenoszone są od jednej ko-mórki nerwowej do drugiej. W ułamku sekundy dochodzi doutworzenia tysięcy połączeń i zablokowania innych; powo-duje to przemiany chemiczne, a być może również i inne,których jeszcze nie odkryliśmy. Dowiadujemy się tegowszystkiego w miarę postępów fizjologii i oczekujemy, żez biegiem czasu wiedzieć będziemy coraz więcej. Załóżmyjednak, że któregoś dnia zaobserwujemy wiele wychodzącychz mózgu wiązek impulsów elektrycznych przewodzonychprzez długie wypustki komórkowe (włókna nerwów rucho-wych) do mięśni ręki, która w rezultacie pomacha wam drżą-ca na pożegnanie, kiedy nadejdzie czas rozdzierającego ser-ce rozstania. Okazać się też może, że jednocześnie innewiązki impulsów spowodują sekrecję pewnych gruczołówi zasnują zasmucone oczy łzami. Nigdzie jednak na tej dro-dze biegnącej od oka do mózgu i od mózgu do mięśni rękioraz do gruczołów łzowych, nigdzie, niezależnie jak wielki
postęp dokonał się w fizjologii, możecie być pewni, nie napo-tkacie „osobowości", nie zobaczycie okrutnego bólu, niepo-koju duszy, choć ich realność jest równie pewna, jakbyśmysami ich doświadczali, co też jest faktem! To, co fizjologiama nam do powiedzenia o każdej innej istocie ludzkiej, choć-by o najbliższym nam przyjacielu, uderzająco przypominami wspaniałe opowiadanie Edgara Allana Poe, znane zapew-ne również wielu Czytelnikom. Mam na myśli
The Masąue of the Red Death (Maska Czerwonego Moru).
Książątko ze swą świtą schronili się w ustronnym zamku, by uniknąć szaleją-cej w kraju epidemii czerwonej śmierci. Po jakimś tygodniuurządzili tam sobie bal maskowy. Popłoch wśród uczestni-ków zabawy wywołuje, zarówno ze względu na niestosow-ność przebrania, jak na ewentualność, iż jest to ktoś obcy,całkowicie zamaskowana postać w czerwonej szacie, mającaniewątpliwie przedstawiać alegorycznie zarazę. Wreszciektoś zdobywa się na odwagę i jednym szarpnięciem zrywaz intruza szatę i ubiór głowy; zieje pod nim pustka.Otóż czaszki nasze nie są puste, jednakże to, co w nichznajdujemy, gdy interesujemy się ich zawartością, jest zgołaniczym w zestawieniu z życiem i emocjami duszyUświadomienie sobie tego wydać się może w pierwszejchwili przygnębiające. Mnie osobiście, po zastanowieniu się,daje pociechę. Czyż nie łagodzi naszego smutku po zmarłymprzyjacielu, gdy patrząc na jego zwłoki, zdajemy sobie sprawę,iż ciało to nie było nigdy siedliskiem jego osobowości, a trakto-waliśmy je tak tylko symbolicznie, ze „względów praktycznych"?
 
     
Boru
miszcz

Wiek: 30
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 1 Sierpień 2013, 23:05   

Jak dobrze, że zakończyłem ten idiotyczny monolog ;) Mimo, że jest tu pewnie trochę mądrych słów, ale faktycznie mądrości tu nie ma, ponieważ to nie miało większego potwierdzenia w moim życiu. Pisząc to wszystko, będąc ciągle podatnym na kontrolę z zewnątrz, kiedy ciągle coś się zaczepiało o moje słabości, nie miało to żadnej wartości, to jedynie samo-oszukiwanie się, wkręcenie sobie czegoś, że pojęło się jakąś "mądrość" i że jest się w tym mocnym. To prowadzi tylko do obłędu.

W trakcie tego wtrącił się tu niejaki RedJohn. Masz pozdrowienia RedJohnie, wiesz od kogo ;)
Dowiedziałem się od przyjaciół, którzy uzyskali te informacje dzięki eksterioryzacji, że to kolejny nick redmuluca, administratora strony davidicke.pl, który to jest psychologiem wojskowym będącym niewolnikiem systemu i istot gadzich z którymi sam pozornie walczy na swojej stronie. Jeden wielki cyrk. RedJohn/redmuluc jest alkoholikiem i choruje psychicznie, nie panuje sam nad sobą. Kiedy zjawia się ktoś, kto faktycznie coś wie o tym co dzieje się za kulisami tzw. matrixa, albo też ma potencjał by to odkryć, to tacy ludzie jak on starają się takim człowiekiem manipulować, urządza się podchody.

Życzę Ci RedJohn wyzdrowienia, otwarcia swojego serca na tęczowe światło słoneczne, wyleczenia ze ślepoty.

Ja sam będę ciężko pracował nad tym, by stać się prawdziwie Widzącym, by żadna energia z zewnątrz nie sterowała moimi zachowaniami.

Podaję adres bloga na którym jestem teraz aktywny: http://algiz.pinger.pl
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
 
  Profil FLD: 8888
     
Boru
miszcz

Wiek: 30
Dołączył: 28 Lip 2007
Posty: 1976
Skąd: Krosno
Wysłany: 13 Sierpień 2013, 13:19   

Zjawiska w skali większej mają swoje odpowiedniki w skali mniejszej. To co ma miejsce w kosmosie, położenie planet i gwiazd, ich energie (są żywymi istotami) manifestuje się w naszym życiu we wszystkim co robimy. My jako ludzie jesteśmy układem słonecznym w miniaturce, układ słoneczny jest miniaturką (fraktalem) galaktyki, która zawiera w sobie całe uniwersum. Słońce dla tego układu planetarnego jest tym, czym serce dla naszego ciała. Magma która jest pod powierzchnią planety jest tym, czym dla nas jest krew.

Umysł jest lustrem, które odbija światło płynące Serca/Słońca. Umysł jest doskonały wtedy, kiedy nie modyfikuje światła, które na nie pada. Modyfikowanie światła płynącego z Centrum i odbijanie go jako zmienione jest tym co czyni Księżyc. Księżyc jest tym co kieruje ludzkimi poczynaniami poprzez sterowanie ich umysłów, by karmić się krwią, rosnąć w siłę kosztem osłabienia tych, którymi się karmi. Ma destrukcyjny wpływ nie tylko na ludzkie umysły, ale i również na cały świat przyrody, sprawiając, że wszystko zabija wszystko i walczy o przetrwanie. Księżyc nie jest żywą planetą w taki sposób w jaki żywa jest np. Ziemia. Jest pustym statkiem za który odpowiada świadomość istot gadoidalnych i pajęczych z wyższych wymiarów. Jego wpływ na ludzkość jest taki, że wprowadza człowieka w sztucznie skonstruowane dramaty, by wytworzyć w nim pustkę, która może przyjąć w siebie świadomość pasożyta.

Zadaniem człowieka jest odwrócić ten proces oraz wytworzenie systemu odpornościowego na wirus umysłu poprzez gromadzenie w sobie energii. Gromadzenie energii odbywa się poprzez odnalezienie się w "oku cyklonu" w którym serce może wzrosnąć, kiedy pozostaje się nietkniętym od tego co spotyka nas w świecie. Dzięki zgromadzonej energii z poziomu serca może zostać wytworzone odpowiednie ciśnienie, dzięki któremu może zostać przełamana bariera na poziomie tzw. trzeciego oka i wejść w rezonans z żywą istotą, którą jest Słońce. I tak jak wampir nie widzi siebie w lustrze oraz jest spalany przez światło słoneczne, tak sztuczny umysł znika w lustrze czystego umysłu odbijającym światło Słońca.

Powszechnie wiadomo, że infekcję łapie się np. drogą powietrzną. Podobnie jest z tym co określa się mianem myśli. Myśli nie są wytwarzane przez mózg, mózg jest jedynie odbiornikiem, anteną dla elektrymagnetycznych wzorców, którymi myśli są. Myśli mogą zostać wygenerowane mechanicznie i w wyższych częstotliwościach na ziemi są urządzenia, które je generują i kontrolują wzorce zachowań. I tak jak te wzorce sprawiają, że w człowieku wytwarza się pustkę, czyni się z niego pustą skorupę, która może przyjąć obcą świadomość, tak nasza krew jest anteną dla naszego Ducha. Gdy słuchamy mowy swojej krwi, swojej pasji, chęci walki, wtedy przyciągamy ku sobie swoją Wyższą Jaźń.
_________________
IT 1.4 ---> | Score 1347282 | Combo 1147 | Floor 2145 | NML 1625 |
Ostatnio zmieniony przez Boru 13 Sierpień 2013, 14:02, w całości zmieniany 1 raz  
 
  Profil FLD: 8888
     
bogusia39
Hey, good!


Dołączył: 01 Paź 2018
Posty: 7
Wysłany: 1 Październik 2018, 10:51   

Bardzo fajnie się to czyta, w szczególności fragmenty o religii
_________________
bogulandia.pl
 
     
bogusia39
Hey, good!


Dołączył: 01 Paź 2018
Posty: 7
Wysłany: 1 Październik 2018, 10:51   

Bardzo fajnie się to czyta, w szczególności fragmenty o religii :mrgreen:
_________________
bogulandia.pl
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,44 sekundy. Zapytań do SQL: 12