Forum Icy.pl
Forum polskiego serwisu Icy Tower

Kawiarnia - Religie, etyka, zyciowa filozofia...

Domia - 5 Marzec 2006, 16:07
Temat postu: Religie, etyka, zyciowa filozofia...
Coz, temat dosc kontrowersyjny, zaczerpniety z innego forum. Z racji, ze jestem leniem, to nie bede tego pisac od nowa i skopiuje swoj post, ha.

Mnie w naszej religii denerwuje ten caly zamkniety system, ze jak wierzysz to musisz chodzic do kosciola! Wg. wiekszosci baaaardzo wierzacych, jesli nie dajesz na ofiare, ani w niedziele nie pojdziesz do komunii, to po cholere w ogole np. nosisz krzyzyk na szyi.

Nie chodze za czesto do kosciola odkad jakies babcie zaczely sie mnie czepiac, ze po co przychodze na msze, jesli nie spiewam itp. A moze nie mam warunkow glosowych? ... Potrafily gnoic mnie przez cala godzine, wydzierac sie. A czlowiek niby powinien byc milosierny i wybaczac innym tralalala.

Watek Radia Maryja. To rowniez zniecheca nas.
(link)
Tacy to religijni ludzie, a od Zydow wyzywaja. Wspolczuje im, biedni, zapatrzeni w tego zlodzieja Rydzyka. Pozniej jeszcze sie czepiaja np. WOSP, ze kradnie pieniadze. Zenada.

Wiara w Boga to nic wstydliwego, ale jesli jest sie takim czlowiekiem, jak wyzej, to wtedy pozostaje wspolczuc. Naprawde, spotkalam niewielu ludzi, aby byli gleboko wierzacymi i normalnie sie zachowali.

Jesli chodzi o mnie, to potrafie rozmawiac z Bogiem bez swiadkow, ani ksiedza, ani innych moherowych babc. Postrzegam nasza wiare na swoj sposob i nic innym do tego.


Czy Polacy w ogole potrafia zrozumiec swoja religie?

[size=9px]Zmniejszenie linka /p.[/size]

Karciooz - 5 Marzec 2006, 16:18
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
Zdziwily mnie troche te babcie , o ktorych mowilas ze czepialy sie ze nie spiewasz. Rozumiem jeszcze ze jak np.bys rozmawiala w kosciele , albo sie np.bawila tel. to moglyby uwage zwrocic. Ale to jak sie angazujemy na mszy to chyba nasza indywidualna sprawa.. Ja czasem odnosze wrazenie ze niektorzy Polacy postrzegaja nasza wiare , tak jakby polegala tylko na chodzeniu do kosciola , i myslenie w stylu a tam moge se poprzeklinac to w niedziele do spowiedzi se pojde (np.) .A tak jak pisalas , kazdy sam chyba powinien wiedziec jak z Bogiem rozmawiac.. No a co do "moherowych beretoww" to sie nie wypowiadam :/
petr - 5 Marzec 2006, 20:32
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
Jak bylem maly, chodzilem grzecznie do kosciolka, bo tak kazala mi mama, ktora jest wierzaca (ale na pewno nie dewotka czy moherowa babcia).
W okolicach komunii - druga klasa podstawowki - zaczalem sie nieco buntowac. Bo o szesnastej na jedynce lecial kabaret, a mama kazala mi isc do kosciola z innymi dziecmi. Potem wkurzylo mnie, ze przez tydzien po komunii musialem ubierac sie w niewygodny garniturek i uczestniczyc w nudnej mszy (zawsze sie nudzilem i wyczekiwalem czegos w stylu 'pojdzcie w pokoju Chrystusa!' xD).
W okolicach czwartej klasy podstawowki przejrzalem na oczy. Zobaczylem program na Discovery, gdzie naukowiec mowil, ze w sumie to nie ma dowodu na istnienie Boga.
Tak wiec od piatej klasy nie chodzilem na religie (mama nie robila problemow - moje zycie, moj wybor). Do kosciola podchodzilem obojetnie, ale obnosilem sie z ateizmem i raczej smialem sie z ludzi, ktorzy wierza (albo chodza do kosciola bo chodzili rodzice, dziadkowie itd - nie zastanawiajac sie nad tym).

Nawrocilem sie na wiare w Boga juz w gimnazjum (w ktorym postanowilem chodzic na religie, zeby dowiedziec sie czegos o religii, ktorej niezbyt szanowalem i miec wiecej argumentow przeciwko niej). Zrozumialem, ze jednak istnieje i jest doslownie wszystkim co istnieje (czyli kazdy i wszystko - caly Wszechswiat - jest Jego czescia). Jezus prawdopodobnie istnial, ale cudy to fantastyczny dodatek do Biblii (stworzonej, jakby nie bylo, reka czlowieka). Co do kosciola, i wszelkich zorganizowanych systemow religijnych - raczej nimi pogardzam. Nie przecze, ze polski kosciol odgrywa czasem role pozytywna, ale zazwyczaj...

Moherowe berety, Rydzyk...

Co do JPII - raczej nie obchodzi mnie, co tam sobie ustali Watykan i ten milosnik Swietej Inkwizycji (BXVI), chociaz napisy 'swiety natychmiast' byly dosc mile. Nie przecze, ze ten pierwszy byl geniuszem, ale nawet geniusz popelnia bledy. Wkurza mnie tez, ze niektore media i osoby sa przeciwne jakiejkolwiek krytyce JPII - 'za zaslugi'. A argumenty przeciw sie znajda - niektore sa tutaj (polecam zwlaszcza osobom, ktore nawet po glebszym zastanowieniu nie widza w nim nic zlego).

Tak wiec XD - kosciol katolicki upadal, i bardzo sie z tego cieszylem. Niestety, nasz rodak umarl w najlepszy sposob - chorowal przez kilka dni, potem zalatwiono mu tygodniowa zalobe, transmisja w TV, komercha... Wiec nie ma sie co dziwic, ze wiele osob "nawraca" sie na katolicyzm. Ale upadek jest nieunikniony - i dobrze :) nasz kochany i konserwatywny BXVI na pewno nie robi nic, co mogloby uchronic od tego kosciol ^^

Obawiam sie za to wojny religijnej - islam czy muzulmanizm przechodza teraz raczej renesans, a wiadomo ze dla nich swieta wojna jest niezwykle wazna... Mam tez nadzieje, ze nie znajdzie sie jakis los, ktory oglosi sie Antychrystem - za takim wielu ludzi jest gotowych pojsc...

Konczac - wszystkim zagubionym polecam buddyzm lub po prostu zasade - Bog tak, kosciol nie! ;]

pikol - 6 Marzec 2006, 18:40
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
no coz ja jestem ministrantem wiec dosc dobrze sie orientuje w tych sprawach
8) niestety na jednego "normalnego" wierzacego przypada okolo 5 babc w moherach
:? sprawa wyglada dennie w dodatku teraz mam dosc nowe informacje bo przed chwila wrocilem ze mszy bylo 15 moherowych babc i dwoch starszych panow na pewno mezow babc wiec babcie chodza na wszystkie msze - zwykli ludzie tylko na pogrzeby wesela msze w niedziele i na pierdoly typu rozaniec droga krzyzowa... w tygodniu chodza takze kiedy msza jest w intencjii kogos bliskiego tak to wyglada przynajmniej w naszej parafii coz jezeli wlozyc w to dosc duzo osob i naprawde sie do tego prazylozyc to moze uda sie zmniejszyc ilosc moherowych babc i zwiekszyc ilosc zqwyklych ludzi - do przerobienia radia maryja na normalne radio i przynajmniej czesciowe odsuniecie O. Rydzyka od poliktyki trzeba bedzie zebrzc przynajmniej pare tysiecy osob i naprawde dobrze to rozegrac p5rzywodca musi byc silny i gotowy do takiej ze tak powiem "misji" niestety na pewno nie bede to ja jezeli udalby sie cos takiego zrobicpetr ma racje najlepsza jest zasada Bog tak koscol nie lecz jest to cos w rodzaju reguly a od kazdej reguly jest wyjatek


PS.kurde mac ale dlugi post jeszcze nigdy chyba nie napisalem az tak dlugiego :shock:

Laura_x - 6 Marzec 2006, 21:43
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
heh :) _ to moze i ja cos tutaj skrobne ;) kiedys to nie wyobrazalam sobie, ze w neidziele nie pojde do kosciola, bo myslalam, ze ot jest grzech ciezki i niewybaczalny, bynajmniej bylam na tyle niemadra, ze udawlao mi sie byc manipulowana przez babcie i rodzicow, z ktorymi grzecznie chodzilam do kosciola, no a czasmai z babcia :)
Babcia, jak to babcia, nie wyobraza sobie, by nie pojsc w niedziele do kosciola, a takze w inne wazne swieta, jednak dla mnie to juz naprawde nie jest az tak wazne jak prze dbierzmowaniem, bowiem wlasnie do czasow bierzmowania chodzilam grzecnzie do kosciolka, jak dobrze ulozona panienka (hehe znajac mnie troche, penwie w to troche watpicie, ale tak naprawde bylo :lol: az siebie samej nie poznaje ;) ). No ale po bierzmowaniu stalo sie, nadeszly wakacje 2003 i z nich wrocilam calkowicie odmieniona pod wieloma wzgledami :twisted: i tez zrozumialam, ze nie czuje zbyt wielkiej potrzeby chodzenia do kosciola, i zaczelam opuszczac coraz wiecej mszy, a teraz epwnie pojawie sie w kosciele w okrewsie Wielkanocy dopiero - ostatni raz blam w kosciele gdy bylo Boze Narodzenie :lol: a rodzice sa wielce oburzeni, ale po czesci juz sie do tego zaczynaja przyzwyczajac, ze do kosciola nie chodze, gorzej jest z babcia, bo jednak gdy ona widzi, ze kolejna niedziele spedzam w domu, a nie w kosciele, to dostaje szalu, i potrafi mnei zwyzywac od diablow i niewierzacych, a ja sie wkurzam i za ktoryms razem przeklne do niej, bo nerwowo nie wytrzymuje :shock: no bo ile mozna wysluchiwac kazan na temat niechodzenia do kosciola? :/ no a druga sprawa, Rydzyk i jego wszechmocne Radio Maryja i gwardia przyboczna wiernych i oddanych moherowek - to juz jest dla meni calkowicie niezrozumiale, jak ktos taki, jak Rydzyk, mogl wogole zostac dopuszczonym do bycia kaplanem? przeciez on sieje rozpuste :roll: niby to dobrey kalan, jak sygeruja jego ukochane moherowki, ale gdzie tam.... jak zyl nasz s.p. Papiez, Jan Pawel II, to jeszcze jakos sie Kosciol Katolicki trzymal, ale po jego smierci wszystko sie rosypalo.... cala wiara ludzka gdzies zaginla, ludzie, nie mowie, ze wszyscy, ale niektorzy przestali wogole wierzyc, ze cos bedzie lepiej, bojedyny czlowiek, ktory mogl to sprawic, umarl..... po prostu, jk to ujal petr....

Cytat:
Obawiam sie za to wojny religijnej


moge powiedziec to samo, bo to co sie wyrabi aostatnio, te karykatury Mahometa, niby to to niewinne, ale jednak urazilo wyznawcow Islamu.... ja bym sie do az takich krokow nei posunela :roll:


PS kurd,e to jeden z moich dluzszych postow :wink:

petr - 6 Marzec 2006, 23:26
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
Laura_x napisał/a:
karykatury Mahometa

Oj, nawet tego nie mialem na mysli, ale to tylko kolejny argument ze cos takiego moze nas czekac

Co do bywania w kosciele - nie liczac obowiazkowych mszy (intencje itd), ostatni raz dobrowolnie bylem w lutym 2000 :)
Och, to juz 6 lat, to dluzej niz mam komputer!

Domia - 9 Marzec 2006, 15:41
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
http://img363.imageshack.us/img363/5605/5cl8rw.jpg

Na zdrowja :lol:

Jacob - 9 Marzec 2006, 17:29
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
Ehh, to ja moze sie tez wypowiem ...

Jak zapewne kazdy zauwazyl, kiedy byl w wieku 6-14 lat , rodzice i cala familia wpajaja mu (jak to okresla kosciol) wartosci chrzescijanskie. Jest to (niby) obowiazkiem chrzescijanskiej rodziny. Pamietam, ze przez 4 lata bylem ministrantem (kto by pomyslal, ze taki zly Jacob byl ministrantem :evil: ), bo sie to mojej mamie podobalo. Trzeba przyznac, ze fajnie bylo, rozne wycieczki za granice itp., ale jesli mialem "sluzyc" to mi sie nie chcialo :/ Nie interesowalo mnie to. Odeszlem z ministrantow na poczatku I gimnazjum, oczywiscie, cala rodzina robila mi wyrzuty sumienia, ale mnie i tak nie obchodzila ich opinia. Nie podobalo mi sie = odchodze. Teraz gdy chodze do liceum, okazalo sie, ze 90% ministrantow, z ktorymi sluzylem, zabrala (sory za ten czasownik, nie pamietam jak to jest po polsku :roll: ) ze mnie wzor i rowniez odeszlo. No, ale wrocmy do czasow gimnazjum :D Chodzilem do kosciola, ale glownie zeby sie z kolegami spotkac i pogadac z jakimis laskami 8) Pozniej, na poczatku III gimnazjum dostalem kompa i wtedy to sie zaczelo. Moglem na nim siedziec i siedziec. Do kosciola nie chodze od bierzmowania (za wyjatkiem swiat :roll: ), bo nie czuje takiej potrzeby. Tak jak napisal ktos wczesnie (chyba petr): "Bog - tak, kosciol - nie" -> calkowicie sie zgadzam. Bo jaki jest sens chodzenia do kosciola, kiedy mi sie nie chce chodzic ?? A jeszcze dodam, ze mam fajnego ksiedza w liceum (teraz chodze do II licealnej, a on jest ksiedzem dopiero 2 lata -> czyli jest swiezy). Nie wciska nam zadnych kitow, tez mowi otwarcie o zlych stronach kosciolach i poza tym u mnie jakos zachecic ;)

MfG Jacob

Neo - 20 Marzec 2006, 00:14
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
A ja jestem ciekaw czy jest ktos po prostu wierzacy, katolik, taki ktorego oburza te wypowiedzi...? Nie po to zeby sie osmieszac, bo na tym forum jestesmy narodem tolerancyjnym, tylko tak po prostu, zeby miec obraz spoleczenstwa. :) Moze nawet nie "oburzaja", tylko po prostu smuca ze nie rola Kosciola slabnie we wspolczesnym swiecie... Mnie na przyklad jakos nie bulwersuja; wiara to indywidualna sprawa Kosciola, ktos chce wierzyc to wierzy, nie wierzy to nie. Denerwuje mnie jedynie wysmiewanie jednych przez drugich!
Caly czas mowi sie ze babcie w nakryciach glowy z moheru wykonanych sa po prostu fanatyczkami religijnymi, najchetniej przytargalyby spiwory do kosciola i odzywialy sie energia plynaca wprost z oltarza, wyzywajacymi od zlych, zdemoralizowanych wszystkich tych, ktorzy nie przyjda w niedziele do kosciola... (jak mi napisal pert na GG: "ale sproboj zamieszkac w typowej wschodzniej wsi i oglaszac wszedzie ze jestes ATEISTA)... wiecie, na wsi jest jedna msza dziennie. Sprobuj nie przyjsc, a jak nie masz dobrego usprawiedliwienia (np. obloznie chory) to bedziesz na ustach starszych pan przez dlugi czas...
Chociaz z drugiej strony, hipokryzje i brak tolerancji widze tez u szanownych oswieconych ateistow, ktorzy jakis czas temu juz przejrzeli na oczy i teraz napawaja sie swoja madroscia i wolnoscia duchowa, smiejac sie z boku z tych zaslepionych palantow ktorzy jeszcze nie wyrwali sie z lapczywych sidel kaznodziei z Watykanu. Zaraz, moment, dlaczego "SMIEJAC SIE"? Ano wlasnie, tak jest. Niby tolerancja, a jednak kazdy probuje wysmiewac wierzacych! Dlaczego w niedziele zaden nastolatek nie powie koledze ze nie skoczy do baru, bo idzie do kosciola na msze? Dlaczego ludzie sie tego wstydza? To wlasnie wplyw tych tak zwanych ateistow, ktorzy sa cool, ktorzy juz uwolnili sie z jarzma wiary. Pomijam fakt, ze Ci sami ateisci poszli do bierzmowania, do komunii, slub koscielny tez pewnie wezma, dlatego ze to sa badz co badz rzeczy, ktore wypada robic, ktore sa tradycyjne. Pogadac na boku o kims kto "jest fanatykiem" mozna...

W sumie widac tu podzial: miasto - wies. Miasto tez sie rozgranicza na mniejsze podgrupy, ale wiadomo, ze w miescie stopien "zfanatyzowania" jest nieporownywalnie mniejszy niz na wsi...

---

Ze swojej strony jestem najblizszy agnostycyzmu, choc jednak z przechyleniem w strone wiary. Wierze w Boga, w pieklo, w niebo, w zycie po smierci. Natomiast przeraza mnie taka "komercjalizacja" Kosciola (BTW: Kosciol jako wspolnote piszemy z duzej litery :) ). Nie moge tez zrozumiec braku tolerancji... sytuacje opisana przez Domie uwazam za skrajna, chociaz niekoniecznie nieprawdopodobna...

Wiecie co, niedawno pewna religijna osoba z rodziny dala mi do przeczytania list. Ok, biore koperte, patrze, a tam "Radio Maryja, blablabla". No dobrze, otwieram, czytam. List autorstwa o. T. Rydzyka. Pisze tam o zaslugach RM, o nawracaniu, itd. Duzo bylo o Ojcu Swietym, troche o tym ze o. Rydzyk wybiera sie teraz w 24-godzinna podroz samolotem, poswieci wiec troche czasu na modlitwe etc. List wcale ciekawy, troche przypominajacy reklamowy prospekt. Nieprzypadkowo, jak sie okazalo... Ostatnie dwa akapity brzmialy [w skrocie] tak:
Maksymilian Kolbe powiedzial kiedys ze bez mediow Kosciol upadnie. Radio Maryja pragnie kontynuowac swoje dzielo nawracania i gloszenia Slowa Bozego... jestem pewien ze Jezus i Jego Matka, Maryja beda zsylac laski na tych, ktorzy naszemu Radiu pomagaja. [...] Do listu dolaczam przekaz pocztowy zaadresowany na nasze Radio. Prosze tez o poproszenie innych osob o pomoc finansowa.

No i fajnie. Przepraszam, ale nawet jesli Maybach to kaczka dziennikarska, jesli tak naprawde nie bylo drogiego zegarka na rece Ojca Dyrektora, jesli szef RM zjada codziennie na sniadanie tylko chleb z maslem, na obiad chuda zupe, to jestem ciekaw, gdzie osoba badz co badz duchowna leci, ze wymaga to oplacenia 24-godzinnego lotu? Takie mu to potrzebne? Prezydenta odwiedza? (Premiera, jak juz xD) Ksiadz? Ile z tych datkow pokryje koszty biletu (i powrotu!)?

---

Wracajac jeszcze do pojecia "katolik". Mowi sie ze "katolik" nie potrafi przyjac krytyki, wierzy slepo w to, co mu Kodeks Prawa Kanonicznego, Pismo Swiete i Katechizm Kosciola Katolickiego wszystko razem i kazde z osobna nakazuje. Tez podejscie ciekawe, ale pozwolmy wierzyc kazdemu w to, co sam chce. Wiadomo, ze pewne religie sa destrukcyjne (satanizm - btw, czy to religia?)... ale dopoki katolik nie nakaze swoim dzieciom biczowac sie po kazdym posilku, pozwolmy mu wyznawac i wychowywac swoje latorosle po swojemu...

Katolicy maja swoje wytlumaczenie, swoje wersje na wszystko. Niby sie mowi, ze to, ze "swiat" zostal stworzony w siedem dni, to poetycka metafora, ze tak naprawde trwalo to miliony/miliardy lat... ale oczywiscie sa tez katolickie wersje, ktore mowia ze tak naprawde wszystko zostalo stworzone rzeczywiscie w ciagu siedmiu dni (to bardziej na logice niz na dowodach oparte, niemniej jednak przy wyobrazni to prawdopodobne). W sredniowieczu ludzie twierdzili, ze Ziemia jest centrum wszechswiata (jak Kopernik napisal inaczej to jego ksiazke na indeks wciagneli, a jak Galileusz stwierdzil to samo to dostal areszt domowy). Wspolczesna nauka wykazala ze tamci mieli racje... Teoria ewolucji tez jest podobno sprzeczna z Pismem Swietym. Czlowiek pochodzi od malpy? LOL.
Najlepsze podejscie do sprawy wykazywal moj katecheta z gimnazjum. Opowiedzial o ewolucji tak, ze mnie przekonal. Pokazal naukowo prawdziwe galezie ewolucji, z ktorych wynikalo ze gdzies tam od naczelnych odlaczyla sie galaz, ktora przeksztalcala sie powoli w przodkow homo sapiens (reszta naczelnych poszla w malpy). Dlatego teraz mozemy korzystac z forum phpBB, a nie skrzeczec "uuk! uuk!" i iskac sobie plecy. Pytanie brzmi, dlaczego ta galaz sie odlaczyla? Dlaczego wygladamy tak, a nie inaczej? Czemu nie mamy twarzy szympansa? A moze... to zadzialala jakas sila, moc, ktora trzyma ten swiat w calosci, w kupie? Moze to tak poetycko zwana "wola Boska"?
Dobra, niech sobie wierza w to ze Ziemia jest plaska, trzymana na plecach przez trzy gigantyczne zolwie stojace na wielkiej palmie, ktora swoje korzenie ma u podstaw wszechswiata. Ich sprawa, swiat sie nie zawali. Z drugiej jednak strony...

Z drugiej jednak strony, czasami przesadzaja. Dlaczego egzorcysci z Watykanu mowia, ze Harry Potter to ksiazka zachecajaca do czczenia szatana? Wiecie, [sarkazm mode on], po przeczytaniu czwartej czesci, gdzie odradza sie Voldemort, poczulem nagle gleboka chec odprawienia czarnej mszy... cale szczescie ze w poblizu byla woda swiecona, ktora skropiono mi czolo... przy okazji ksiazka stanela w plomieniach. Dziwne zjawisko, ale co tam.
Tak ze jesli chodzi o pewne rzeczy, trzeba zachowac dystans. HP to ksiazka FANTASTYCZNA, przepelniona FIKCJA. Jesli jakis duchowny twierdzi ze jest w niej ukryta starozytna lacinska inskrypcja przywolujaca zle moce, to jego sprawa. Ja sobie przeczytam, i przypuszczam ze nie zostane przez to przez szatana opetany. Jak mowi zreszta sam katolicyzm, zeby zostac przez zlego ducha opetanym, trzeba mu do tego stworzyc warunki... byc na tyle zepsutym, aby ten mial otwarta furtke.

---

Temat zaiste jak rzeka, mozna pisac i pisac. Zostala jeszcze na przyklad kwestia antykoncepcji, zawierania slubow... Jesli ktos podejmie polemike, ja tez sie chetnie pokloce. W sumie nazwalbym siebie "katolikiem oswieconym". W Boga wierze, do kosciola czasem chodze (na swieta koscielne glownie), do spowiedzi tez, ale nie wierze w satanizm Harry'ego, w to ze blizna na jego czole jest odpowiednikiem odwroconego pentagramu przez ktory Tom "Szatan" Riddle wyssie jego dusze i zabierze do piekla... troche mnie drazni komercjalizm i zacofanie Kosciola, ale nadal jego czlonkiem jestem. Tyle ze... zreformowanym ;)

Dobranoc :)

petr - 20 Marzec 2006, 01:53
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
Moznaby isc w strone teorii spiskowych...
"Ziemia jest okragla"
A co, ktos z was byl na wachadlowcu, widzial na wlasne oczy?
"Czlowiek pochodzi od malpy"
Dowody, dowody! Stare czaszki mozna spreparowac!
"Zamach na WTC byl dzielem Al-Kaidy"
Bzdura - to akcja zorganizowana przez rzad USA (sami dostarczali bron do Afganistanu) - tylko po to, by miec pretekst do wypowiedzenia wojny Afganistanowi i zajecia ich pol naftowych! (tak samo jest/bedzie z Irakiem i Iranem!)

Ateisci - przyznaje sie, tez bylem taki butny. W pewnym momencie czulem sie lepszy od innych, bo oderwalem sie od tego syfu jakim "jest przeciez" Bog i kosciol.
Przykre jest to, ze tacy ludzie robia to, o co oskarzaja katolikow (osobna sprawa, ze katolicy rowniez robia to, o co oskarzaja innych i co wiecej, jest sprzeczne z Biblia).
Wracajac do mojego podejscia, zdania - co prawda zdarza mi sie w myslach gardzic takimi ludzmi (tak samo jak tchorzami, zdrajcami i 'katami' - pan Cogito ;p ), ale teraz juz nie wysmiewam sie z nich. To panstwo, przynajmniej jak na razie, zapewnia innym i mnie wolnosc sumienia, wyznania (obawiam sie jednak, ze bedzie sie to zmieniac na niekorzysc dla nie-katolikow), staram sie wiec tego trzymac (przynajmniej dopoki moherowe babcie nie uprzykrzaja mi zycia).

RM to osobny rozdzial, moznaby o tym mowic wiele...
Nie przecze, ze to radio/tv pelni wazna role - transmisje z mszy, audycje religijne - niektore sa naprawde ciekawe (czasem z nudow ogladam TRWAM). Ale z drugiej strony, te wstawki w stylu "nasze radio/tv istnieje tylko dzieki ludziom dobrej woli" sugerujace, ze jesli JA nie wplace symbolicznej dyszki (lub wiecej, hyhy) moje ukochane radio upadnie! Jest to chamskie zerowanie na biednych emerytach...
Zastanawialem sie kiedys, jak ich zniszczyc (bo sytuacji w Polsce nie poprawiaja). Zamordowanie Rydzyka nic nie da - zdazyl sie on otoczyc zaufanymi ludzmi, wiec po takim akcie ogloszono by go meczennikiem za wiare i czczono bardziej niz dzisiaj... o.T.R. to juz tylko symbol, ikona, nikt wiecej, niestety...

Ewolucja nigdy nie byla sprzeczna z Biblia (Darwin by tego chcial, ale mu sie nie udalo xd)... Pismo swiete, jak wszystkie ksiegi religijne (Mitologie, zbiory wierzen poganskich itp) musiala zawierac rozdzial o powstaniu swiata i ludzi, bo jakos prosto i przystepnie wytlumaczyc trzeba...
Tak jak pisalem na poczatku - nie mamy zadnego dowodu na to, ze pochodzimy od Adama i Ewy czy malp.
(btw Bog chcial stworzyc swiat w dziesiec dni. Chuck Norris dal mu szesc.)

Egzorcysci - oj, teraz beda sie mieli dobrze po dojsciu do wladzy (teoretycznie) bylego przywodcy Swietej Inkwizycji... Ciekawi mnie co bedzie dalej...

'Opetanie' - przypuszczam ze istnieje (opieram sie na wiarygodniejszym dla mnie zrodle - srowisku ezoteryczno-okultystycznym)... Bycie zepsutym - tak, syf przyciaga inny syf, wiec... Ale nie zapominajmy, ze tacy 'czarni magowie' nauczyli sie obcowac ze 'zlymi duchami', i dobrze (dla siebie) na tym wychodza.. xd

Satanizm destrukcyjny? - zalezy jaki. Gloszony przez media pseudo-satanizm (czarne msze itp) - tak, bo niszczy poczucie indywidualnosci jeszcze bardziej niz katolicyzm (tak, to mozliwe!). Prawdziwy satanizm - nie, bo jest normalna religia jak kazda inna...
Czy ktos z tutaj obecnych czytal Biblie Szatana LaVeya? - ja nie, ale planuje, tak samo jak Mein Kampf Hitlera. Nie mozna czegos odrzucic nie poznajac tego...

Bycie katolikiem - hm.. Mysle ze jest trudne. Nie lubie gdy ktos mowi mi co mam robic bez uzasadnienia...
"Swiat jest taki, jakim chcemy aby byl" - powiedzial gdzies Jakub Niegowski (tworca gw.7d.pl) - i w zupelnosci sie z tym zgadzam! Wszystko zalezy od automotywacji... Katolicy aby cos osiagnac musza pomodlic sie najpierw do Boga, Jezusa czy ktoregos swietego - a udaje im sie, bo WIERZA w to, ze to zadziala... Ja wolalbym robic to sam, bez odwolywania sie do innych (wolalbym, bo wciaz sie ucze)...
Jesli jestes katolikiem przyjmujacym krytyke, hm...
Pochwalam, wiecej takich jak Ty a moze uda sie uratowac katolicyzm... Po co? - nie mam pojecia xd

Rozszerzylem charakter tematu, mysle ze teraz da nam on wieksze pole do manewru... Bo np ja mam jeszcze duzo do powiedzenia, niekoniecznie o religiach ;]

tajek - 20 Marzec 2006, 16:50
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
Bardzo ciekawy temat :>
Hmm ... jeszcze pare lat temu (4-5) chodzilem do tego pomieszczenia co nazywa sie kosciolem bo "mamuska kazala" , lecz z czasem , madrzalem , uswiadamialem sobie ze przeciez kazda msza jest taka sama ! , jedynie zmienia sie kazanie ktore i tak mnie nic nie uczylo ... , no i doszlo do tego ze moja ostatnia msza byla Pasterka 2004 roku , czuje sie z tym dobrze , niemam jakis brakow duchowych , nie czuje sie gorzej od tych co chodza regularnie do kosciola i wierza w te wszystkie (jak dla mnie) brednie !
Wedlug mnie Jezus moze i istnial , lecz niewiem dlaczego on jest teraz taki wielbiony ? macie jakies dowody na to ze on byl taki "wielki" i cudowny? nie! to sa wedlug mnie jakies glupie wymysly jeszcze glupszych ludzi... , co do Boga to rzeczywiscie mozliwe jest to ze istnieje (chodz i tak dowodow na to niema ) zreszta dowiemy sie po smierci ( chyba)
Tak wiec precz z to skomercjalizowana Religia , kosciolem itp Spytajcie sie sami siebie i sprobujcie sobie odpowiedziec racjonalnie . Czy istnieje Jezus? Czy istnieje Bog? i reszta tych w trojcy jedynych eheh

petr - 20 Marzec 2006, 17:29
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
Mam takie zboczenie, ze czesto podczas dyskusji wyszukuje takze argumenty dla tej drugiej strony...
W dzisiejszym swiecie jest tak, ze predzej (bez zastanawiania sie) uwierzymy w to, co pisze w pierwszej lepszej gazecie czy stronie internetowej (jak Wiki) niz w Biblii, prawda?
Dowodem na istnienie Jezusa jest Nowy Testament i wszelkie ewangelie (jakby ktos nie wiedzial - jest ich wiecej niz cztery, tylko nie wszystkie zostaly zaakceptowane przez Watykan). Jest to fakt raczej niezaprzeczalny.
Tylko ze, tak jak pisalem wyzej, Biblia jest zbiorem chrzescijanskich basni, legend i wierzen (jak Mitologia dla starozytnych Grekow). A domena basni i legend sa pewne 'fantastyczne' dodatki, takie jak.. cuda :)
Wg moich przekonan Jezus istnial, byl zapewne niezwykle inteligentny itp, ale nie dokonal zadnych cudow - to tylko basniowy dodatek do jego biografii. Czy byl 'synem Boga'? - uch. Jesli nazywac 'synami Boga' wszystkich ludzi obdazonych niezwyklymi talentami - to tak...

Domia - 20 Marzec 2006, 17:40
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
petr napisał/a:
Mam takie zboczenie, ze czesto podczas dyskusji wyszukuje takze argumenty dla tej drugiej strony...

Witaj w klubie ;]
petr napisał/a:
Dowodem na istnienie Jezusa jest Nowy Testament i wszelkie ewangelie

Je takze mogl ktos napisac ot tak, dla zabawy.

Nam katechetka opowiadala, ze czlowiek nie jest w stanie czegos takiego wymyslec.

tajek - 20 Marzec 2006, 18:46
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
A najlepsze jest to ze gdybym powiedzial ludziom starszej daty ze nie wielbie Jezusa , ze uwarzam go za normalna osoba zyjaca w dawnych czasach , ze niema dowodow na istnienie Boga , to ci wszyscy ludzie chyba by mnie zmasakrowali obelgami i tego typu rzeczami .
Ciekawe co bedzie za 40-50 lat , czu Religia dalej bedzie sie tak trzymala jak w dzisiejszych czasach , szczerze to watpie , bo teraz mlodzi ludzio bardzo malo wierza w te wszystkie rzeczy ..

petr - 20 Marzec 2006, 19:16
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
Domia - artykuly w gazecie tez ktos moze pisac dla zabawy, a wierzysz w nie... Tak samo jak w Wiki... xd
Domia napisał/a:
Nam katechetka opowiadala, ze czlowiek nie jest w stanie czegos takiego wymyslec.

Ouch, gdyby kazdy przejaw geniuszu u czlowieka przypisywac Bogu...
To takie ponizanie nas, ze jestesmy zbyt mali by cos takiego osiagnac...
Poza tym - 'czegos takiego' - w dzisiejszych czasach byle uczniak potrafi opowiedziec byle co stylizujac to na jezyk biblijny...

Przyszlosc katolicyzmu? - niestety coraz wiecej ludzi idzie na latwizne i wyksztalca w sobie 'swiadomosc tlumu'... Robi to co robia kumple, co jest modne w otoczeniu, co robia wszyscy - a najgorsze co moze byc to wychylenie sie ze swoja indywidualnoscia! Inny = gorszy! ;o (ja to znowu odwrotnie, obnosze sie ze swoja innoscia, daze do maksymalnej indywidualnosci... Wlasnie dlatego nie dogaduje sie ze swoja klasa..)
A 'moda' jak wiadomo jest nieprzewidywalna... Wczoraj Chuck Norris, dzisiaj filmiki wysmiewajace RM... Co bedzie 'jutro'?
Watpie jednak by miala nastac moda na chodzenie do kosciola, modlenie sie itp... Dzisiejsza mlodziez uwaza sie za wolna (co jest oczywista bzdura, bo sa (chca byc) wolni tylko od rodzicow, szkoly, obowiazkow i nakazow/zakazow - od kumpli, nalogow, schematow juz nie), nie da sie wiec sklonic do przestrzegania jakichkolwiek zasad...
(mysle stereotypowo, wiem, ale opieram sie na obserwacjach we wlasnym otoczeniu, srodowisku..)
(moje posty sa coraz gorsze... ale dzisiaj jakos nie chce mi sie myslec logicznie.)

Laura_x - 22 Marzec 2006, 19:51
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
a ja tak sie zastanawiam....bo dzisiaj bla dziesiata rocznica smierci mojej babci, i byla masza z okazji tejze rocznicy. Ja na ta msze nie poszlam, bo wolalam te kilkadziesiat minut sie pouczyc, no ale oczywiscie moja mama tego nie rozumie, bo mnie zaczela od bezboznikow wyzywac, no i od tego, ze diabel mnie pokara :/ co jest? Przeciez mam 18 lat, i wolnosc wyboru, nikt mnie do niczego zmuszac nie powinien,a ni nizxczego nie powinien mi zakazywac. No a rodzice ciagle mnie jak male dziecko traktuja, i sie potem wielce oburzaja, ze w tkaich delikatnych sprawach, jak chociaby pojscie do kosciola, sa miedzy nami spory :/
Jacob - 22 Marzec 2006, 21:04
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
Ehh, ja bym jednak na Twoim miejscu poszedl ...
petr - 22 Marzec 2006, 21:44
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
Zauwazcie, ze jak za PRL-u zabraniano chodzic do kosciola, wszyscy chodzili (nawet niektorzy 'partyjni' xd). Teraz gdy mozna (a wg niektorych - nawet trzeba xd) - modne stalo sie 'nie chodzenie'.

Zachowanie Laury jest klinicznym przykladem mlodzienczego buntu przeciw narzucanym zasadom. (xd)

Laura_x - 23 Marzec 2006, 15:51
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
Jacob napisał/a:
Ehh, ja bym jednak na Twoim miejscu poszedl ...


Moze i bys posdzedl, ale dla mnie masza, nawet w intencji mojej s.p. babci, jesty tylko msza, bo cala msza wyglada tak samo, z wyjatkiem intencji i kazania :/

Domia - 23 Marzec 2006, 16:29
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
Gdyby msze wygladaly tak jak w "Zakonnicy w przebraniu", to chetnie bym chodzila :)
Laura_x - 23 Marzec 2006, 19:17
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
Ja tez, ale niestety, tkaie cos nigdy nie bedzie w Polsce mozliwe ;) Wiesz, czasmai to ja sie zastanawiam, czy wogole, przestac calkiem chodzic do kosciola, odciac od religii, ale zdaje sobie z tego sprawe, ze moge tego pozniej zalowac, bo popelnie o jeden blad za duzo ... Ale mnie to denerwuje, rodzice ciagle nam narzucaja jakies normy, jakies obowiazki, a gdy juz dorastamy, i chcemy miec wiecej swobody, oni nas traktuja jak male dzieci....Ale z tym zaczelam wybiegac poza obszar tematu, wiec koncze nieswiadomego offtopa ;)
petr - 23 Marzec 2006, 22:22
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
Zauwaz ze 'obszar tematu' juz dawno zostal rozszezony ;]
Laura_x napisał/a:
moge tego pozniej zalowac
czego?
Kubus - 25 Marzec 2006, 00:01
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
No wiec moze tego ze jak nie bedzie chodzila do kosciola to sie stanie zla ... :?
A co do tego to mysle tak jak petr , Jezus istnial zapewne , byl moze bardzi inteligenty i uczony , ale te cuda to juz tylko barwny dodatek ( tak jak w starozytnej Grecji czy Rzymie ) . A co do Kosciola to jak narazie chodze na zwyczajne msze w niedziele a reszte olewam . Nie jestem jakims moherowym chlopcem zeby na wszystkie nabozenstwa chodzic i sie gorliwie modlic bo uwazam to za bez sens i starte czasu . Spowiedz tez uwazam za bez sens poniewaz to ze ksiadz - zwykly czlowiek mi powie ze mi odpuszcza grzechy to nie znaczy ze co zlego zrobilem to juz zostalo anulowane . To zostalo i zostanie juz , np komus zrobilem krzywde to jak ksiadz powie ze odpuszcza mi grzechy to wcale ta osoba tego nie zapomni , tej krzywdy co jej wyrzadzilem . Co do osiagniec ludzkosci albo uwazania nas za owce a Jezusa albo Boga za naszego pasterza za ktorym biegniemy to uwazam za czyste upodlenie ludzkosci . Gdyby nie chec czlowieka do dazenia w nauce i pracowaniu nad postepem technicznym nic bysmy nie osiagneli . Wiec uwazam to za kolejna glupote z przypisywaniem naszych sukcesow Bogu albo uwazanie nas za owce .
Ja mysle ze do kosciola sie powinno chodzic raz w tygodniu i nie po to zeby sie modlic i blagac Boga o laske itp jak moherowe babcie , tylko po to zeby byc leprzym czlowiekiem , te wartosc z kosciola wyciagac , zeby byc dobrym uczciwym i milosciwym (oczywiscie bez przesady) wtedy lepiej bedzie nam w zyciu jesli bedziemy dobrzy , bo i jak bedziemy dla innych dobrzy i milosciwi to raczej oni tez to odwzajemnia .
To tyle mysle na temat kosciola i religi .

petr - 25 Marzec 2006, 22:18
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
Powtarzasz moje slowa, ale nieudolnie bo:
Kubus napisał/a:
cuda to juz tylko barwny dodatek ( tak jak w starozytnej Grecji czy Rzymie )

W starozytnej Grecji dzialy sie cuda? - nic mi o tym nie wiadomo :)
Kubus napisał/a:
Nie jestem jakims moherowym chlopcem zeby na wszystkie nabozenstwa chodzic i sie gorliwie modlic

Czeste modlenie sie i regularne chodzenie do kosciola nie czyni Cie 'moherowym'
Kubus napisał/a:
owce

Skupiasz sie na szczegolach
Kubus napisał/a:
Ja mysle ze do kosciola sie powinno chodzic raz w tygodniu (...) po to zeby byc leprzym czlowiekiem , te wartosc z kosciola wyciagac , zeby byc dobrym uczciwym i milosciwym

Dobrym mozna byc takze bez chodzenia do kosciola.
Ateisci mowia wprost ze odrzucaja koscielne prawdy. Niektorzy katolicy uwarzaja ze to czyni ich zlymi, bo skoro sami stanowia o prawdach moralnych - wymysla sobie ze np gwalcenie jest moralne i beda tak czynic (zgodnie ze swoim sumieniem).
Nalezy jednak zwrocic uwage na fakt, ze ogromna wiekszosc nauk zawartych w Biblii / innych zrodlach katolickich jest uniwersalna - katolicyzm po prostu uznaje je za wlasne, co jest oczywiscie rozumowaniem blednym.

Laura_x - 27 Marzec 2006, 16:04
Temat postu: Religie, etyka, ?yciowa filozofia...
petr napisał/a:
czego?



no tego odejscia od wiary, wiem, ze to absurdalne,a le po prostu taka mysl mi do glowy przyszla....

petr - 2 Maj 2007, 07:58
Temat postu: Odp: Religie, etyka, zyciowa filozofia...
Odświeżam temat, bo uważam, że jest zbyt wartościowy by gnić na dnie Kawiarni. ;) Zachęcam tych, którzy jeszcze nie opowiadali o swoich poglądach, do wypowiedzi.. ;)
A tymczasem...
Przez ostatni rok nieco ustabilizowałem swój światopogląd - teraz jestem w stanie opisać go słowami.. Wygląda on mniej więcej tak:

nihilizm (zawiera relatywizm) + agnostycyzm + determinizm + panteizm.
Poza tym silnie identyfikuję się z introwertyzmem.

Czy ktoś odważy się z nimi polemizować? ;) Szczerze zachęcam!

Artur - 3 Maj 2007, 00:18
Temat postu: Odp: Religie, etyka, zyciowa filozofia...
Dobrym można być bez kościoła, modlic się też można bez niego. Z tymi wiarami to sam nie wiem, katolicyzm, biblia, wiary różne ateizm, ale jestem katolikiem, podobno katolicyzm to ludzie wymyślili i w tym są głupoty, nie wiem o czym w ogóle ludzie mówią i nie wiem co to daje lub przeszkadza..
Devlin - 3 Maj 2007, 10:21
Temat postu: Odp: Religie, etyka, zyciowa filozofia...
Hmmm. Chodzi też o to, że niektórzy ludzie mylą wiarę w boga z wiarą w kościół ;)
Ja osobiście jeśli chodzi o religie jestem ateistą. Kiedyś byłem katolikiem - zostałem tak wychowany. []Ząl[]uje, że człowiek sam nie może wybrać sobie wiary, tylko jest ona narzucana przez rodziców. To później strasznie miesza w głowie.

Artur - 3 Maj 2007, 23:29
Temat postu: Odp: Religie, etyka, zyciowa filozofia...
Bo na przykład mój ojciec teraz mówi (zawsze był katolikiem), że katolicyzm nie musi być najlepszy, bo inne wiary mogą być lepsze czy coś takiego, teraz nie wiem w końcu czy katolikiem jest..
petr - 4 Maj 2007, 05:56
Temat postu: Odp: Religie, etyka, zyciowa filozofia...
Czy fakt, że potrafi być samokrytycznym wobec własnej wiary, świadczy o tym że od niej odchodzi?
Nie będę rozpisywał wszelkich wad całego systemu katolickiego, powiem tylko - podejdźcie do siebie z rezerwą...

Neo - 4 Maj 2007, 21:12
Temat postu: Odp: Religie, etyka, zyciowa filozofia...
Czy fakt, że rozpatruje religie w kategoriach lepszych/gorszych świadczy o tym, że lubi kartofle z cebulką?
Czy fakt że ateista był świadkiem bierzmowania powoduje, że zbuduje wiatrak z piernika?

Mam tutaj na myśli jedno: COKOLWIEK będziemy analizować w kwestiach tak osobistych jak wiara, zawsze znajdzie się ktoś kto uzna to za bzdurę, bądź, co gorsza, nagnie poglądy osoby trzeciej do swoich własnych. A ja mówię - niech każdy wierzy w co chce.

Artur - 4 Maj 2007, 22:55
Temat postu: Odp: Religie, etyka, zyciowa filozofia...
A no oczywiście, nikt nie zmusza do żadnej wiary..
Domia - 5 Maj 2007, 16:02
Temat postu: Odp: Religie, etyka, zyciowa filozofia...
Ulala, to ja w ogóle założyłam ten temat? Od tamtego czasu trochę mi się pozmieniało. W sumie najbliżej jest mi do bycia agnostykiem, chociaż się skłaniam w stronę ateizmu. Coraz trudniej jest mi uwierzyć, że jakikolwiek Bóg istnieje, a tym bardziej, że jest miłosierny i stworzył wszystko wokół nas. Co nie zmienia faktu, że nadal wierzę w reinkarnację ;)
Artur - 5 Maj 2007, 21:40
Temat postu: Odp: Religie, etyka, zyciowa filozofia...
Lol, to już mi mówił ktoś, że żył przed Chrystusem, a teraz ma nowe życie. :D
LEO - 13 Maj 2007, 22:08
Temat postu: Odp: Religie, etyka, zyciowa filozofia...
Ja tam jestem chrześcijaninem wierzącym i praktykującym. Wiadomo wszytsko wyszło od rodziców, czasami miałem opory z pójściem na Mszę świętą , ale przyzwyczaiłem się -jeśli już chodzę na mszę to staram się w pełni wykorzystac ten czas na modlitwę, taka jest moja dewiza. Choc nie mówię, że nie grzesze, bo aniołek to raczej ze mnie nie jest ;D :twisted:

Jedno jest pewne, wolnosc wyznania, kazdy am do tego prawo i nie należy dzielic ludzi na lepszych i gorszych, bo sa innego wyznania...

Artur - 14 Maj 2007, 12:05
Temat postu: Odp: Religie, etyka, zyciowa filozofia...
No do kościoła chodzą tylko grzesznicy, nikt inny. A człowiekowi dał Bóg wolność dopóki nie będzie osądzony. :twisted:
Pirochemik - 30 Wrzesień 2007, 22:17
Temat postu: Re: Odp: Religie, etyka, zyciowa filozofia...
Artur napisał/a:
No do kościoła chodzą tylko grzesznicy, nikt inny. A człowiekowi dał Bóg wolność dopóki nie będzie osądzony. :twisted:


Co ty nie powiesz... zastanów się zanim coś powiesz, jak nie wierzysz to po co pieprzysz>> ?? Chcesz powiedzieć że jak nie chodzisz to nie jesteś grzesznik??

Boru - 16 Luty 2011, 20:15

...
devastator - 21 Luty 2011, 15:59

Jeśli to miał być komentarz do braku komentarzy, to mówię: nie zniechęcaj się, ja tam to przeczytałem :P
szczoo17 - 22 Luty 2011, 20:35

Nie kasuj ;-) Mnie to zaciekawiło. A co do zasobu słów, to jest wystarczający :smile:
Klaud - 24 Luty 2011, 20:47

Nigdy nie negowałam istnienia sił wyższych. Jako dziecko - może sześcio- czy siedmioletnie byłam wręcz ciągana na msze przez kuzynkę, która się mną w weekendy opiekowała. Wtedy mi to jakoś nie przeszkadzało, ale po pewnym czasie jakoś zatraciłam tę chęć chodzenia do kościoła (może w momencie, gdy ksiądz ochrzanił mnie podczas mojej drugiej spowiedzi, że nie spowiadałam się przez 8 miesięcy).

Potem przyszło gimnazjum i bierzmowanie. Od początku nie byłam przekonana do tego, czy moje uczestnictwo w tej uroczystości ma sens. Owszem, wierzyłam w Boga (czy też jakąś nieokreśloną wtedy siłę wyższą), ale nie czułam się gotowa na to, aby Mu służyć, a nie chciałam się deklarować dla samych deklaracji. Wiedziałam, że sakrament nie zmieni w moim życiu niczego. Po miesiącu zarzuciłam chodzenie na różańce (a wymagano jakichś piętnastu różańców, rorat, prócz tego majówek i czterech spowiedzi, żeby było się dopuszczonym - przynajmniej w mojej parafii). Zbiegło się to też z moim wystąpieniem z harcerstwa (ZHR z zasady był dość religijny, a jako ówczesna zastępowa i być może przyszła przyboczna... no nie mogłabym z pełną wiarą wychowywać dzieciaków w duchu religijnym, co do którego nie byłam przekonana).

Następnie był bodajże jakiś okres deizmu w moim życiu. A przynajmniej czegoś pokroju deizmu. Nie zwracałam się do Stwórcy, bo nie wierzyłam, że może mieć On jakikolwiek wpływ na to, co się w moim życiu stanie. Zresztą, nie modliłam się codziennie, a modlitwy tylko w chwilach potrzeby zakrawały w moim mniemaniu na hipokryzję.

W okresie od września 2010 roku aż do teraz nastąpiło powolne odzyskiwanie wiary w Boga, który kocha, który może dać wszystko i według zasad którego staram się kierować w codziennym życiu. Nie jest łatwo, moja wiara nadal nie ma stabilności... ale jest szczera w obecnym momencie mojego życia. Nadal uczę się dobrze modlić i staram się wypełniać słowa modlitwy (zwłaszcza i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom - to ostatnio absolutna podstawa mojej wiary) i wskazania Dekalogu. Zresztą łatwiej się w ten sposób żyje z większością ludzi - lepiej rozumiem ich działania i staram się patrzeć z jakąś większą wyrozumiałością na tych, których zachowania dawniej powodowały pojawienie się u mnie swoistej pogardy.

Jednocześnie nie unikam żartów o podłożu religijnym (lubię ten typ humoru), ale nie ma to na celu drwienia z mojej lub czyjejkolwiek innej religii. ;)

devastator - 28 Luty 2011, 19:30

Muszę się wtrącić, że to co napisałeś o m.in. ogłupianiu wiernych jest nieprawdziwe i niemiłe w stosunku do wiekszości wyznań.

A stwierdzenie, że „religia to jedna z gorszych rzeczy jaka sie przytrafila ludzkosci” nawet, jeśli byłoby w nim ziarno prawdy (tego nie wiem), nie jest warte roztrząsania. Tak nas stworzono, że organizujemy się w społeczności i, siłą rzeczy, „standaryzujemy” swoje wierzenia. Równie dobrze można by powiedzieć, że złą rzeczą jest mowa, handel czy inteligencja.

szczoo17 - 4 Marzec 2011, 15:04

Człowiek nie umiał odpowiedzieć na wiele ważnych pytań, więc wymyślił wiarę. Religia natomiast skupia naszą wiarę nie na tym co trzeba. Nie powinniśmy opierać swojego życia na wierze. Wiara nie jest całością, tylko podstawą. Nie powinniśmy też pokładać jakichś wielkich nadziei w życie wieczne. Życie trwa teraz i należy je rozsądnie wykorzystać.

Człowiek mądry, to taki człowiek, który widzi własną głupotę. Człowiek głupi, to taki człowiek, który widzi tylko swoją mądrość.

Narazie jest tego niewiele, bo w sumie nie zastanawiałem się jeszcze nad tym głębiej, ale pewnie jeszcze tu zajrzę. ;-)

devastator - 4 Marzec 2011, 16:06

Zdania nr 3 i 4 się wykluczają.
szczoo17 - 5 Marzec 2011, 11:22

devastator napisał/a:
Zdania nr 3 i 4 się wykluczają.

Bo źle się wyraziłem ;-) Chodziło mi o to, że nie można się opierać na samej wierze. W ogóle to wszystko miało inaczej wyglądać. Ech... Zajmę się czymś innym ;-)
Dobre było to, co Heisenberg napisał/a:
Pierwszy łyk ze szklanki nauk przyrodniczych zmieni ciebie w ateistę, zaś na dnie szklanki czeka na ciebie Bóg.

;-)
Nadal nikt nie komentuje wypowiedzi Bora :razz:

SaleiB - 8 Marzec 2011, 15:53

Boru napisał/a:
Kiedy rozpoczynasz gre w IT, twoja powtorka jest potencjalnie nieskonczona i konczy sie wtedy, kiedy popelniasz blad ;) Bog potrafi grac bez konca :D


Znaczy że Bóg jest botem ? :)

.. No dobra to żart, ogóle uważam takie wyobrażenie boskości za sensowne. Zdaje się że Einstein (choć może był to ktoś inny) nawrócił w ten sposób jednego ateistę. Historia wyglądała mniej więcej w ten sposób (piszę z pamięci więc mogę się mylić co do szczegółów, w każdym razie morał jest taki sam). Einstein pokazał ateiście jakąś skomplikowaną maszynę, a ten spytał się kto ja stworzył. Einstein odparł, że nikt. Ateista zdziwił się, jak to możliwe nikt jej nie stworzył. Na to Einstein zripostował, że jak to możliwe, że wierzy że nikt nie stworzył wszechświata, który jest dużo bardziej skomplikowany, a nie może uwierzyć, że nikt nie stworzył tej maszyny...

szczoo17 - 19 Marzec 2011, 12:19

Szkoda :razz:
Klaud - 19 Marzec 2011, 16:18

Podejrzewam, że nieprzerwanie brakuje mi wiedzy do jakiejś wyrafinowanej polemiki, więc skrótowo o moich odczuciach na temat tego, co piszesz:

Boru napisał/a:
Religia jest jak UNML, JC, CCC - jestes ograniczony zasadami, musisz skakac tak jak ktos to wymyslil.


Boru napisał/a:
Prawdziwa duchowosc i niezaleznosc jest jak gra na floor - skaczesz jak chcesz, masz nieograniczone mozliwosci, wszystko zalezy od twoich umiejetnosci, a nie od ukladu schodkow i predkosci.


Czy duchowość nie łączy się z religią? Kiedyś chodziłam po świecie, zachwycając się samym aktem stworzenia świata, tym, jakie to wszystko potrafi być piękne. To było za czasów mojego coś-na-kształt deizmu. W moim życiu nie było jednak modlitw, bezpośrednich zwrotów do Boga. Teraz, kiedy już zaczęłam się modlić, widzę, że ta modlitwa naprawdę przynosi mi jakiś spokój ducha... a jednocześnie zdaję sobie sprawę z chwiejności mojej wiary. Po oficjalnym odrzuceniu katolicyzmu nie podporządkowywałam się i nadal nie podporządkowuję się zasadom jakiejś konkretnej religii, wszystko to opieram tylko na modlitwach dziękczynnych, błagalnych, na przeprosinach za niezbyt dobre odnoszenie się do bliźnich... ;) Trochę też na rozmyślaniach. To niby jest jakaś duchowość, ale mam wrażenie, że to nie wystarczy do zbawienia. Na razie chyba jednak nie stać mnie na więcej.

Boru napisał/a:

ITPC - Jerozolima
ITFB - Babilon


:lol:
Tak, zdecydowanie lubię Twoje porównania.

Boru cytujący Przerwę-Tetmajera napisał/a:

Eviva l'arte!


O, młodopolscy twórcy mieli zdecydowanie... *Szuka cenzuralnego sformułowania*... zdecydowany bałagan w swoich głowach, jeśli chodzi o poczucie własnej wartości i uwielbienie sztuki (to ostatnie już nie jest takie okropne, ale przekonanie o własnej idealności mnie mierzi... nienawidzę tej epoki). Coś strasznego.

Boru napisał/a:

(apokryf, nie jest zaliczony do kanonu)


Kiedy można uznawać apokryfy, a kiedy nie należy tego robić?

Boru cytujący Ewangelię św. Łukasza napisał/a:

"Obłudnicy! Zjawiska ziemi i nieba umiecie rozpoznawać, a jakże więc nie umiecie rozpoznać obecnego czasu? Dlaczego więc sami z siebie nie umiecie osądzić, co jest sprawiedliwe?"


Marian Piechal - Ma granice nieskończony napisał/a:

Mogę przekształcić krajobraz,
zawrócić rzekę do źródła,
planować wiatry i burze,
mogę pojechać na Księżyc,
dokonać syntezy białka,
wysadzić z orbity Ziemię.
Tylko nie mogę przywrócić
życia zdeptanej biedronce.


Takie bardzo luźne skojarzenie. :)

Boru napisał/a:

Parze zielona herbate, wiem ze jest niesmaczna, ale pije ja bo jest zdrowa.


Jest smaczna (i mówię to ja!), gdy człowiek przyzwyczai się do jej smaku i gdy pije jakieś dobre gatunki - osobiście preferuję zieloną herbatę różaną. Potrafię ją pić nawet bez cukru (!!!). Może w takim razie nawet pełna cierni droga wiary, którą decydujemy się wybrać, przyniesie nam jakąś satysfakcję, o ile jest prawdziwa.

Boru napisał/a:

Mowi sie, ze toczy sie odwieczna walka ze zlem, ale takie slowa nic dzisiaj nie znacza.


Nawet w epoce rozumu istnieje pojęcie moralności jako pożądanego społecznego zachowania. To, że kogoś nie zabiję dla osiągnięcia korzyści majątkowej, tkwi we mnie i bez przykazania Nie zabijaj (choć jestem zdania, że w skrajnej sytuacji każdy lub prawie każdy jest zdolny do morderstwa... ale to temat na inną dyskusję).

Boru napisał/a:
Chociaz moja swiadomosc duchowa (ze sie tak wyraze) jest wieksza niz 'srednia krajowa' to jednak widze, ze jestem dopiero na 100 pietrze w IT ;)


Macham z jakiegoś 50 piętra. :P

Boru napisał/a:
Swoja droga to ciekawe, ze Jezus nie mogl uzdrawiac osob, ktore w niego nie wierzyly. To wyglada jakby czlowiek wymagajacy uzdrowienia musial dopasowac sie swoimi myslami, czy nastawieniem do niego.


Albo w grę wchodzi placebo. O ile w cuda Jezusa nie powątpiewam, o tyle we współczesne cuda uzdrowień już tak. Kiedyś cuda były potrzebne, by ukazać ludziom Boga. Teraz świat jest na tyle rozwinięty, że ludzie mogą szukać sami, o ile tego chcą. Możemy czytać Pismo, możemy szukać informacji w Internecie. Wtedy to nie było powszechne, więc trudniej było uwierzyć.

Boru napisał/a:
Jezus nazywal Go Ojcem, dzisiaj kojarzy sie to z Trojca, albo z jakims dziadkiem siedzacym w niebie i zapisujacym w ksiegach dobre i zle uczynki ludzi.


Albo...

Aktualizacja systemu... ;)

Boru napisał/a:
Przyszla mi do glowy mysl, ze ateisci .. wierza w Boga. I to Boga osobowego, nieskonczonego.


Zapewniam Cię, że tak nie jest.

Boru napisał/a:
Moja wymyslona dyskusja: (...)


Wątpię, by ateista mówił o inteligencji cząstek, które stworzyły Wszechświat. ;) Cząstka (atom? - jakkolwiek) to cząstka, nic osobowego.

Boru napisał/a:
z ta roznica, ze oni pielegnuja swoj egoizm i pojda z nim do grobu, w przeciwienstwie do Jezusa ktory poszedl ze swoim egoizmem na krzyz i z tego grobu wyszedl kilka dni pozniej :)


Nie każdy ateista jest egoistą. Mam przyjemność znać kilku osobiście... może akurat trafili mi się ci bardziej inteligentni, ale nie dążą do zanegowania istnienia Absolutu za wszelką cenę. Właściwie to, czy coś istnieje czy nie ich nie obchodzi (i, zgodnie z tym, że Bóg dał ludziom wolną wolę, mają do tego prawo). Większość z nich nie ma też nic przeciwko duchowości, za to wiele przeciwko religiom (odwołuję się tu do rozróżnienia, które przyjąłeś). Religia jest dla nich blokadą dla nauki i rozwoju świata, z kolei nauka i rozwój (zarówno globalny, jak i osobisty) są dla nich wszystkim, skoro nie uznają życia wiecznego. Przyjmując ich punkt widzenia, jestem to w sumie w stanie zrozumieć.
Nie potrafię tylko zrozumieć mojego kuzyna - wojującego antychrześcijanina. ;) Ale on jest młody i zbuntowany. Przeszedł już przez stacje satanizmu i ateizmu, by teraz zainteresować się rodzimą wiarą (Swaróg i inne takie).

Boru napisał/a:
Dobrze, ze chociaz jedna osoba to czyta :P


Ja też czytam! Nie odpisuję, bo ostatnio cierpię na zdecydowany niedobór wolnego czasu. Za szaleństwo ze swojej strony uznałam wyjście do kina i przespanie piętnastu godzin (ostatnio sypiałam maksymalnie od czterech do sześciu dziennie)... ale warto było. ;) WOS jednak czeka.

Boru napisał/a:
Ona odrzekła: Nikt Panie! Wtedy rzekł Lodowy Syn: i ja cię nie potępiam, idz i juz nie graj w tę głupią grę


Przepraaaaszam...? :)

Co do icytowerowych parafraz Biblii... ale to było dobre! :P

szczoo17 - 19 Marzec 2011, 19:55

Boru napisał/a:
Musiala miec ona wszechmoc i wszechwiedze i byc potencjalnie nieskonczona osoba skoro stworzyla wszystko i wszystkich.

Ale to nie dowód na to, że ateista tak uważa :>

Klaud - 21 Marzec 2011, 19:11

Dziś bardzo krótko, bo czas goni:

Boru napisał/a:
Tak, nie ma nic gorszego niz calkowite zaakceptowanie samego siebie.


Jest znacząca różnica między poczuciem własnej wartości i akceptacją a samouwielbieniem.

Boru napisał/a:
Tak jest, chociaz robia to nieswiadomie.


Wiara w coś to świadome uznawanie czegoś. ;) Jednocześnie to, że ktoś w coś nie wierzy, nie neguje istnienia tego. Wierzę w Boga, istnienie uczuć wyższych, czasami nawet wierzę w dobro niektórych ludzi. Ale jeślibym nie wierzyła, to wcale nie oznaczałoby to, że tego czegoś nie ma.
Ateiści nie uznają istnienia sił wyższych, nie wierzą w to, że istnieje jakikolwiek bóg (nie tylko chrześcijański). Nie ma sensu wpychać im tej wiary na siłę i wmawiać, że wierzą. To zaprzeczenie ich wolnej woli. ;)

Boru napisał/a:
esli ktos kojarzy wiare/duchowosc z chodzeniem do kosciola i klepaniem rozancow to sam siebie osmiesza.


Nie zrozumieliśmy się. Niewierzący też rozróżniają duchowość a bezmyślne klepanie modlitw i zaliczanie iluś mszy dziennie.

Nie wiem, czy oglądałeś Gladiatora. Tam był kilkukrotnie motyw modlitwy Maximusa (swoją drogą - bardzo wzruszający). Brzmiała ona tak:

Jakieś tam napisy do filmu napisał/a:

Przodkowie, proszę was o poradę. Matko Błogosławiona, pokaż mi, co Bóg dla mnie ma w zanadrzu. Ojcze Błogosławiony, sprawuj opiekę nad moją żoną i synem. Powiedz im, że żyję tylko po to, aby ich znowu przytulić. Przodkowie, oddaję wam cześć... i będę starał się żyć z godnością, której mnie nauczyliście.


W tym momencie usłyszałam opinię człowieka niewierzącego, że coś takiego ma sens w przeciwieństwie właśnie do wspomnianego przez Ciebie klepania różańców. ;) Nie da się nie zgodzić, że taka modlitwa, płynąca prosto z serca, jest dużo bardziej wartościowa (ewentualnie: tylko ona ma wartość).

Odwołując się jeszcze do tego, co napisałeś, a chyba edytowałeś - staram się konfrontować swoje poglądy z tym, co piszesz teraz, nie biorąc pod uwagę naszych rozmów sprzed kilku miesięcy.

Boru napisał/a:
Sa filmy o Jezusie, ale szkoda o nich mowic ...


W ramach jednej z lekcji religii miałam nieprzyjemność oglądać jeden z takich filmów... i oglądałam z rosnącym przekonaniem, że nie dziwię się, że niektórzy uznawali Chrystusa za świra - tak ta postać była odegrana. :P

---

Z jednej strony Twoja teoria wydaje się naprawdę zakręcona, z drugiej faktycznie ciężko połączyć osobę Boga miłosiernego z Tym, który zsyła na ludzkość plagi. Będę musiała nad tym pomyśleć i sobie to ułożyć.

Inna sprawa, że hymn świętego Pawła jest straszliwie przesłodzony.

szczoo17 - 24 Marzec 2011, 15:20

:neutral:

Bez przesady z takimi postami, naprawdę. Ja wiem, że z forum jest źle, ale postów tego typu nic nie powinno usprawiedliwiać. / mattirab

devastator - 28 Marzec 2011, 11:52

Klaud napisał/a:
W tym momencie usłyszałam opinię człowieka niewierzącego, że coś takiego ma sens w przeciwieństwie właśnie do wspomnianego przez Ciebie klepania różańców.


A skąd wiesz, czy że Maximus nie odmawiał popularnej rzymskiej „modlitwy ojca i męża” czy czegoś takiego? I że nie powtarzał jej 100 razy dziennie, z czego 98 razy wyglądało jak typowa „zdrowaśka”, a tylko 2 pierwsze razy tak jak na filmie?

Moim zdaniem nie powinno się pochopnie oceniać wartości cudzej modlitwy. Jeden całym sobą wyraża swój przekaz (jak Kononowicz na filmiku poniżej :O ), a drugi powtarza tylko te same słowa i nie wiesz, co się dzieje w jego głowie. Może jest całkiem wyłączony, może naprawdę się modli, a może i to i to, na przemian. Różaniec wydaje mi się po prostu formą, która zajmuje więcej czasu, ale mniej męczy (może dlatego zrobił taką furorę wśród starszych ludzi). Jeszcze dalej na tej skali postawiłbym medytację. I nie wyróżniałbym żadnej z tych form.

http://www.youtube.com/wa...feature=related od 8:50

Boru - 5 Kwiecień 2011, 21:23

Przepraszam za ten balagan spowodowany skasowaniem postow. Nie wiem czy dobrze zrobilem, czy tez zle. Bardzo sie przejmuje tym, co glosze innym ludziom, nie chce nikogo wprowadzic w blad i bardzo sie w to angazuje. Zeby troche naprawic ten balagan, napisze cos :P

Podam wam przyklad tego, do jakich wnioskow mozna dojsc opierajac sie na biblii. Znacie historie o gadajacym wezu i pierwszych ludziach.
Szatan kuszacy Ewe, prawda? Nieprawda ;) Nie ma tam mowy o tym, ze waz to Szatan.
W ksiedze wyjscia jest historia o tym, jak Izraelitow pokasily weze i Mojzesz sporzadzil miedzianego weza, ktorego przybil do drzewa i kazdy kto na niego spojrzal zostal uzdrowiony. Jezus odwolal sie do tej historii mowiac:

Jezus napisał/a:
jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak musi być wywyższony Syn Człowieczy, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.


Mysle, ze tego weza mozemy utozsamiac z Chrystusem tzn. boska czastka w czlowieku. Zamienmy w takim razie tego weza na Chrystusa. Co z tego wyjscie? Oto wynik moich badan:

Rzekl Chrystus do niewiasty: Czy rzeczywiscie JHWH powiedzial: badzcie posluszni, nie ksztalccie sie i nie zadawajcie pytan? Niewiasta odpowiadziala mu: Mozemy wszystko robic, ale poznac prawdy JHWH nam zabronil, zebysmy nie umarli. Wtedy rzekl Chrystus do niewiasty: Na pewno nie umrzecie! Ale JHWH wie, ze gdy poznacie prawde, to prawda was wyswobodzi! Wtedy niewiasta zrozumiala, ze wolnosc i prawda jest dobra. Przekazala ta dobra nowine mezczyznie i otworzyly im sie oczy. Gdy zas uslyszeli kroki JHWH przechadzajacego sie po ogrodzie, ukryli sie przed nim ze strachu, bo byli do tej pory jego niewolnikami. JHWH zawolal mezczyzne i zapytal go: gdzie jestes? On odpowiedzial: Uslyszalem twoj glos w ogrodzie i przestraszylem sie, bo od tej pory juz nie jestem twoja wlasnoscia. Kto ci nagadal takich glupot? Czy sumienie twoje ci to podpowiedzialo? Odpowiedzial: Niewiasta, ktora mi dales, powiediala mi o tym. Wtedy JHWH rzekl do niewiasty: Dlaczego to uczynilas? Ona odpowiedziala: Sumienie mi to podpowiedzialo. Wtedy JHWH rzekl do nich: Poniewaz sie zbuntowaliscie, badzcie przekleci! Wprowadzam nieprzyjazn pomiedzy waszym prawem ducha, a moim prawem ciala i jedno bedzie musialo zniszczyc drugie, a duch wasz bedzie sie miotal bez celu po ziemi, bedzie przechodzil z ciala do ciala i po wszystkie dni waszego zycia i nie uwolnicie sie z niego. Mezczyzna bedzie pracowal w pocie czola, a kobieta bedzie rodzila dzieci i sluchala sie meza na wieki wiekow!

Porownajcie to sobie z 3 rozdzialem ksiegi rodzaju.
Meczenska smierc Jezusa na krzyzu wyglada teraz jakby inaczej, prawda?
Ale na lekcjach religii i w kosciele nikt wam tego nie powie. Matrix jest wszedzie ;)

To nie jest dogmat, a ja nie jestem nieomylny. Dlatego zachecam do samodzielnego badania tekstu biblii. Bardzo ciekawa ksiega.

To wszystko z mojej strony :)

Boru - 21 Maj 2011, 13:04

Na onecie pojawila sie informacja, ze dzisiaj bedzie koniec swiata ;)
Oczywiscie uwazam to za glupote, ale jak to jest naprawde z tym koncem swiata? Kilka tygodni temu zainteresowalem sie antropozofia - wiedza duchowa, rozpowszechniona przez "wielkiego wtajemniczonego" XX wieku - Rudolfa Steinera. Oto jak w skrocie przedstawiaja sie dzieje naszej planety:

Wedlug antropozofii planety, podobnie jak ludzie, rodza sie, dorastaja, starzeja i podlegaja prawu reinkarnacji. Nasza obecna Ziemia jest czwartym wcieleniem tej samej planety. Na wczesniejszej czlowiek mial status odpowiadajacy dzisiejszym zwierzetom, jeszcze wczesniejszej - rosliny, a jeszcze wczesniej - mineralu. Jednak warunki zycia na kazdej z tych planet byly calkowicie inne niz obecnie, wiec nie mozna porownywac dzisiejszych zwierzat z tymi, ktore zyly na poprzedniej planecie, a ktorymi bylismy my.
Na kazdej z planet istoty ktore na niej zyja, powinny sie rozwijac, aby uzyskac wyzszy status, ale nie wszystkim sie to udaje i mozna powiedziec, ze zostaja na drugi rok w tej samej klasie. Stad wlasnie "upadli aniolowie", czy giganci , ktorzy wczesniej byli na poziomie ludzi, nie rozwineli sie dostatecznie i zyja razem z nami, starajac sie z powrotem zamienic czlowieka w zwierze, bo nie podoba im sie ten caly rozwoj.
Podobnie ma byc i teraz. Jedni ludzie stana sie aniolami, a inni beda "powtarzac klase".

Tych "stanow planetarnych" jest 7 (nazywa sie je: Saturn, Stare Slonce, Stary Ksiezyc, Ziemia, Jowisz, Wenus, Wulkan), kazda z planet sklada sie z 7 wielkich epok, a te z kolei dziela sie na 7 epok pomniejszych. Na Ziemi mamy już za sobą epokę polarna, hiperborejska, lemuryjska i atlantydzka: zyjemy zatem w epoce piatej „postatlantydzkiej”. W ramach tej wielkiej epoki przeszlismy juz epoki pomniejsze takie jak: praindyjska, praperska, egipsko-mezopotamska, grecko-rzymska, a obecnie mamy epoke, ktora mozna nazwac germansko-anglosaska. Nastepne stulecia beda stopniowym przechodzeniem w kolejna mniejsza epoke - slowianska. Kiedy juz te wszystkie male i duze epoki na naszej Ziemi dobiegna konca, rozpusci sie ona i przejdzie w stan Jowisza, gdzie czesc ludzi osiagnie status aniolow.
Jednak tak jak to sie dzialo dawniej - nie wszystkim sie to uda.

Jezus napisał/a:
Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba i wszystkich proroków w Królestwie Bożym, siebie samych zaś precz wyrzuconych. I przyjdą ze wschodu i z zachodu, z północy i z południa, i zasiądą w Królestwie Bożym. I oto ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.


Chrystus jest wlasciwym tworca naszego kosmosu, mozna powiedziec, ze jest duchem tego kosmosu i tym, ktory prowadzi wszystkich "ku gorze". Sam jednak nie stoi w miejscu i rowniez sie rozwija z calym wszechswiatem. Ma on jednak swoich przeciwnikow - Lucyfera i Arymana.
Lucyfer (brat Chrystusa) inspiruje czlowieka jednostronnie do swiata duchowego tzn. wylacznie do swiata duchowego i jest wrogiem materii. Chce czlowieka uwolnic z tego swiata do swiata alternatywnego. Jest (na wysokim poziomie) patronem sztuki, idealizmu, skrajnego ascetyzmu, oraz (na niskim poziomie) narkomanii.
Aryman jest jego przeciwienstwem, bo inspiruje czlowieka wylacznie do swiata materialnego, zaslaniajac mu duchowy. Chce z czlowieka uczynic maszyne pozbawiona uczuc i jest patronem materialistycznej nauki, materialistycznej techniki i materialistycznych systemow polityczno-spolecznych.
Lucyfer to ekstaza, a Aryman to terror i zimny intelekt.

Oczywiscie nie sa to dwie istoty, tylko cala grupa istot.

Jezus zostal ukrzyzowany pomiedzy dwoma lotrami. Sa to symbolicznie przedstawieni Lucyfer i Aryman. Ten "dobry lotr" to wlasnie Lucyfer.

Cytat:
Tedy jeden z zawieszonych złoczyńców urągał mu, mówiąc: Czy nie Ty jesteś Chrystusem? Ratuj siebie i nas. Drugi natomiast, odezwawszy się, zgromił tamtego tymi słowy: Czy ty się Boga nie boisz, choć taki sam wyrok ciąży na tobie? Na nas co prawda sprawiedliwie, gdyż słuszną ponosimy karę za to, co uczyniliśmy, Ten zaś nic złego nie uczynił. I rzekł: Jezu, wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do Królestwa swego. I rzekł mu: Zaprawdę, powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju.


Jezus reprezentuje droge srodkowa, ktora jest najtrudniejsza. Polega ona na "przeduchawianiu" materialnego swiata (a nie na ucieczce z niego), znoszeniu cierpien i przesladowan ze strony wrogow.

Wrocmy do tych stanow planetarnych i wezmy np. "Stary Ksiezyc" zeby go krotko scharakteryzowac.

Rudolf Steiner w ksiazce "Kronika Akasza" napisał/a:
Stanu świadomości człowieka na Saturnie nie można
porównywać z żadnym stanem świadomości współczesnego człowieka,
ponieważ świadomość ta była bardziej przytłumiona niż
sen bez marzeń. Natomiast świadomość słoneczną można porównać
ze snem bez marzeń albo ze współczesną świadomością śpiącego
świata roślin. Jednak zawsze mamy do czynienia jedynie
z podobieństwem. W wielkich epokach kosmicznych nic nie powtarza
się w sposób identyczny. Tak też należy rozumieć porównanie
świadomości księżycowej z podobnym do niej sennym
marzeniem. Jest to tzw. świadomość obrazowa, do której człowiek
doszedł na Księżycu. Podobieństwo polega na tym, że zarówno
w świadomości księżycowej jak i w świadomości marzeń
sennych wewnątrz istoty powstają obrazy związane w pewien
sposób z rzeczami i istotami świata zewnętrznego. Jednak nie są
one - jak u współczesnego człowieka w stanie czuwania - odbiciem
tych rzeczy i istot. Obrazy snu są odbiciem przeżyć dnia
albo symbolicznym wyrazem zdarzeń w otoczeniu śpiącego, bądź
też odzwierciedleniem tego, co zachodzi we wnętrzu śpiącego
człowieka. Łatwo podać przykłady marzeń sennych, które odnoszą
się do tych trzech przypadków. Jeżeli chodzi o pierwszy ich
rodzaj, to każdy zna sny, które są niczym innym jak zmąconymi
obrazami mniej lub bardziej odległych przeżyć dziennych. Przykładem
drugiego rodzaju jest przypadek, kiedy śpiący mniema, że
widzi przejeżdżający pociąg, a po obudzeniu spostrzega, że to
tykanie stojącego obok niego zegara usymbolizowało się w tym
obrazie sennego marzenia. Przykładem trzeciego rodzaju obrazów
sennych może być przypadek, kiedy komuś się śni, że znajduje
się w jakimś gmachu, na dachu którego mieszczą się złośliwe
zwierzęta, a po przebudzeniu okazuje się, że w ten sposób wyraził
się jego własny ból głowy. Chcąc zatem przejść od tak zawiłych
obrazów snu do wyobrażenia o świadomości księżycowej,
trzeba sobie wyjaśnić, że mimo jej obrazowego charakteru, zamiast
zawiłości i dowolności, panowała w niej pełna prawidłowość.
Wprawdzie obrazy świadomości księżycowej były jeszcze
mniej podobne do przedmiotów, których dotyczyły, aniżeli obrazy
snu, to jednak zachodziła pełna zgodność pomiędzy obrazem
a przedmiotem. Obecnie w rozwoju ziemskim rzecz polega na
tym, że np. wyobrażenie stołu jest odbiciem samego stołu. Inaczej
było ze świadomością księżycową. Przypuśćmy, że człowiek
księżycowy zbliżał się do pewnej rzeczy, która była dla niego
sympatyczna lub korzystna. W jego duszy powstawał wtedy barwny
jasny obraz; gdy natomiast zbliżało się do niego coś szkodliwego
lub niesympatycznego, powstawał obraz odpychający,
ciemny. Wyobrażenie nie było odbiciem, ale zmysłowym obrazem,
który odpowiadał przedmiotowi w pewien określony, prawidłowy
sposób. Dlatego istota posiadająca taką symboliczną wyobraźnię
mogła regulować według niej swoje życie. Życie duszy
przodków księżycowych przepływało w obrazach, które miały
lotność podobną współczesnym snom, unoszenie się i symbolizm,
odróżniały się jednak zupełnie prawidłowym charakterem.
(...)
Księżycowy zwierzo-człowiek nie miał twardych kości. Jego
szkielet był jeszcze chrząstkowy. Cała jego natura była miękka
w porównaniu z obecną. W związku z tym inna była również jego
ruchliwość. Nie poruszał się chodząc, lecz raczej skacząc, bądź
też unosząc się. Było to możliwe, ponieważ dawny Księżyc nie
posiadał wówczas takiej rozrzedzonej, powietrznej atmosfery, jaką
ma dzisiejsza Ziemia. Jego osłona była zdecydowanie gęstsza,
bardziej gęsta niż obecna woda. W tym gęstym, płynnym elemencie
człowiek poruszał się do przodu i do tyłu, w górę i w dół.
(...)
Księżyc otoczony był pewnego rodzaju atmosferą, która jednak
była zupełnie inna niż atmosfera dzisiejszej Ziemi. Charakter tej substancji
poznamy, gdy pomyślimy o fragmencie „Fausta" Goethego,
w którym Faust chce przywołać duchy i wytwarza ogniste powietrze,
tzn. powietrze rozpuszczone w wodnej, podobnej do mgły substancji,
która umożliwia ucieleśnienie duchowych istot. Tym powietrzem
przenikniętym gęstą mgłą i kłębami oparów oddychały wszystkie
stworzenia na Księżycu. Nie miały one jeszcze płuc, tylko rodzaj
skrzeki, tak jak dzisiejsze ryby.
„Ogniste powietrze", które hebrajska tradycja nazywa Ruah, można
sobie rzeczywiście w pewien szczególny sposób przedstawić.
Dzisiaj ludzie nie wiedzą już, co to znaczy, ale dawniej prawdziwi
alchemicy umieli wytworzyć warunki potrzebne do powstania tej ognistej
mgły. W ten sposób zaprzęgali do służby istoty elementarne.
Mgła ognista była dawniej dobrze znana. Im bardziej cofamy się w
czasie, tym łatwiej było ludziom ją wytwarzać. Taką właśnie ognistą
mgłą oddychali nasi przodkowie na Księżycu. Później uległa ona
przeobrażeniu i na Ziemi zróżnicowała się z jednej strony na dzisiejsze
powietrze, z drugiej zaś na to wszystko, co powstało na Ziemi
pod wpływem ognia.
Atmosfera Księżyca, podobna do mgły i dymu, była gorąca. Przenikały
ją, czasem silniej, czasem słabiej, prądy, które spuszczały się
niby sznury z atmosfery na powierzchnię Księżyca i zanurzały się
w ciałach ludzkich. Człowiek połączony był z atmosferą Księżyca
takim jakby sznurem. Przypominało to połączenie płodu z organiz-
mem matki za pomocą pępowiny. Z tego ognistego powierza dochodziła
do człowieka substancja, którą można by porównać z tym,
co dzisiaj człowiek wytwarza wewnątrz swego organizmu, z krwią.
Jaźń była na zewnątrz człowieka i tą drogą posyłała substancje przypominające
krew, które przypływały do ciała i odpływały. Te istoty
nigdy nie dotykały powierzchni Księżyca, unosiły się w jego płynnej,
mglistej atmosferze, poruszając się w niej tak, jak dzisiaj różne
stworzenia w wodzie.


utwor muzyczny jako komentarz do tego ;)

Dlaczego "Stary Ksiezyc"? Poniewaz dawniej Ziemia i Ksiezyc byly polaczone ze soba, tworzyly jedna planete i pod koniec trzeciego etapu rozwoju rozlaczyly sie. Jedne istoty "odlecialy" razem z Ksiezycem, a inne wzgardzily podroza za nim i zostaly bezprawnie na Ziemi, przeszkadzajac nam.

Dlaczego "Stare Slonce"? Poniewaz jeszcze wczesniej nasza obecna Ziemia, Ksiezyc i Slonce tworzyly jedna planete. Slonce nie bylo gwiazda, stala sie nia pozniej.

Kiedys Ksiezyc na nowo zlaczy sie z Ziemia, a nastepnie zlacza sie ze Sloncem tworzac cos zupelnie innego.

Czlowiek sklada sie z ciala fizycznego, ciala eterycznego (ktore buduje cialo fizyczne), ciala astralnego (siedlisko ludzkich namietnosci i uczuc), jazni oraz innych, wyzszych czlonow.

Mineraly skladaja sie wylacznie z ciala fizycznego.
Rosliny z ciala fizycznego i eterycznego.
Zwierzeta z ciala fizycznego, eterycznego i astralnego.

Jednak tylko czlowiek moze o sobie powiedziec "Oto ja!", tylko czlowiek moze rozwijac sie duchowo.

Czlowiek poprzez swoja moralnosc wplywa na swoje cialo eteryczne i za jego posrednictwem pracuje nad swoim przyszlym cialem fizycznym. Ciala ludzi dobrych beda stopniowo coraz bardziej geste i na Ziemi osiagna zageszczenie na poziomie mineralu, diamentu. Czlowiek bedzie musial jednak nauczyc sie zatrzymywac wegiel w swoim organizmie, bo obecnie wdycha tlen i wydycha dwutlenek wegla - zabijajac oddechem ;) Wegiel to wlasnie "kamien filozoficzny". Czlowiek zatrzymujac wegiel w organizmie bedzie coraz bardziej "diamentowy" i swoje cialo zamieni w kamien madrosci. Ciala ludzi zlych, ludzi myslacych materialistycznie beda .. no coz, coraz bardziej "rozlazle" i ich fizyczny obrzydliwy wyglad bedzie odzwierciedleniem stanu ducha.

Apostol Pawel napisał/a:
Inny blask słońca, a inny blask księżyca, i inny blask gwiazd; bo gwiazda od gwiazdy różni się jasnością. Tak też jest ze zmartwychwstaniem. Co się sieje jako skażone, bywa wzbudzone nieskażone; sieje się w niesławie, bywa wzbudzone w chwale; sieje się w słabości, bywa wzbudzone w mocy; sieje się ciało cielesne, bywa wzbudzone ciało duchowe. Jeżeli jest ciało cielesne, to jest także ciało duchowe.


Jezus umierajac na krzyzu i zmartwychwstajac, osiagnal bardzo szybko to, co w przypadku innych ludzi stanie sie dopiero w ciagu tysiecy lat.
Ludzkie cialo obecnie nie jest w stanie wytrzymac dluzej niz kilka lat, bedac wypelnionym w pelni Slowem, Chrystusem. Musialoby zostac podziurawione, przebite w pieciu miejscach, a pozniej zmartwychwstac w ciele niezniszczalnym.

Kiedys ludzie, po licznych wcieleniach, dojrzeja na tyle, ze beda mogli pojsc sladami Jezusa. Byc moze w przyszlosci epoka grecko-rzymska sie powtorzy, ale zamiast jednego Jezusa, zostanie zabitych tysiace ludzi.

Jezus napisał/a:
Nie jest uczeń nad mistrza ani sługa nad swego pana; wystarczy uczniowi, aby był jak jego mistrz, a sługa jak jego pan


Kolejna wazna rzecz:
My, ludzie, kiedy patrzymy fizycznymi oczami na Slonce, Ksiezyc, gwiazdy i planety widzimy tylko fizyczny odblask duchowych jestestw, nie zdajac sobie sprawy z tego, ze to wszystko tetni zyciem, ze tam w kosmosie zyje niezliczona liczba istot, ktore maja swoje historie, swoje dramaty. Kiedy czytamy starozytne historie o roznych bogach, to myslimy, ze ci ludzie byli po prostu zabobonni i prymitywni, ale oni patrzac w niebo, naprawde widzieli swoich bogow. Zyjemy w epoce materializmu, jestesmy duchowo zaslepieni, ale to jest konieczne, abysmy w przyszlosci swoj rozum i swoja technologie polaczyli z duchowoscia.

Tak w ogole to mialem nie pisac, ale podczas pisania sam sobie ukladam wszystko w glowie, a swiadomosc, ze ktos moze to przeczytac sprawia, ze bardziej sie staram :)

Boru - 22 Maj 2011, 19:36

Warto sie zainteresowac tymi sprawami dotyczacymi rozwoju ludzkosci i planet. Ludzie przewaznie nie patrza dalej niz kilka dni naprzod, a najczesniej nie dalej niz koniec wlasnego nosa. Niewiedza to przeklenstwo. Przywiazanie wylacznie do materialnego swiata, do swiata, ktory jest zmienny i nieprzewidywalny dla nieswiadomego czlowieka, doprowadzi w przyszlosci do tego, ze ludzie popadna w skrajny obled, straszliwe choroby psychiczne. To jest pewne bledne kolo, bo materializm oslabia moralnosc, a to z kolei wplywa negatywnie na swiat materialny. Ludzie beda coraz wiekszymi materialistami, a swiat coraz bardziej bedzie sie buntowal przeciwko nim.

Apokalipsa napisał/a:
A czwarty wylał czaszę swoją na słońce; i dana mu została moc palenia ludzi żarem. I byli ludzie popaleni wielkim żarem, i bluźnili imieniu Boga, który ma moc nad tymi plagami, a nie upamiętali się, by mu oddać chwałę. A piąty wylał czaszę swoją na tron zwierzęcia; i pogrążyło się królestwo jego w ciemnościach, i gryźli ludzie z bólu swoje języki. I bluźnili Bogu niebieskiemu z powodu swoich bólów i z powodu swoich wrzodów, i nie upamiętali się w swoich uczynkach.


Te wszystkie nazwy, podzial na epoki itd. to wszstko jest pewnym uproszczeniem, aby zorientowac sie w ogole o co chodzi. To nie jest tak, ze nastepuje jakas magiczna data i oto mamy nowy swiat. Zycie nie jest czyms, co mozna umiescic w jakis ramkach z definicjami, tylko trzeba je przezyc.

Rudolf Steiner napisał/a:
Nie można powiedzieć, że wymienionych wyżej trzech
stanów nie poprzedzały inne, jeszcze wcześniejsze. Jednak wszystko,
co je poprzedza, ginie w ciemnościach, których badania
nauki tajemnej nie zdołają na razie rozświetlić, ponieważ nie polegają
one na spekulacji, na samym snuciu pojęć, lecz na rzeczywistym
duchowym doświadczeniu. Podobnie jak wzrok fizyczny
sięga tylko do pewnej granicy i nie może zajrzeć poza horyzont,
tak również „oko ducha" może spoglądać tylko do pewnego punktu
czasu. Wiedza duchowa polega na doświadczeniu i poprzestaje
na nim. Tylko ktoś dzielący włos na czworo chce od razu zbadać,
co było „na samym początku świata" albo „dlaczego właściwie
Bóg stworzył świat?" Badaczowi wiedzy tajemnej chodzi
raczej o zrozumienie tego, że na pewnym stopniu poznania nie
stawia się już takich pytań, ponieważ duchowe doświadczenie
odsłania człowiekowi wszystko, co jest niezbędne do wypełnienia
jego przeznaczenia na naszej planecie. Kto cierpliwie zdobędzie
doświadczenie badacza wiedzy tajemnej, ten ujrzy, że w ramach
duchowego doświadczenia człowiek może osiągnąć pełne zaspokojenie
wszystkich istotnych dla niego kwestii.


Cytat:
Po stopniu Wulkana człowiek będzie
się jeszcze dalej rozwijał i wspinał na coraz wyższe stopnie świadomości.
Tak jak zewnętrzne oko patrzy w szarą niewyraźną dal,
podobnie też wewnętrzne oko jasnowidzącego patrzy w dale
duchowe na jeszcze pięć innych form świadomości, których jednak
nie da się w jakikolwiek sposób opisać. Można zatem mówić
o dwunastu stopniach świadomości.


W tym wszystkim najbardziej podoba mi sie to, ze nic nigdy nie dzieje sie tak samo i kazda epoka i kolejna planeta jest niepowtarzalna a Stworca w wiecznosci stwarza nieskonczona ilosc takich swiatow.
Wszystkie istoty przechodza rozna ewolucje.

Kiedy pisze o tym, ze czlowiek stanie sie aniolem, nie mam na mysli tego, ze czlowiek bedzie jak obecni aniolowe. Nie jest to mozliwe, bo oni przeszli przez zupelnie rozna ewolucje. Kiedy byli na etapie czlowieczenstwa ich najnizszym czlonem bylo cialo eteryczne. Naszym najnizszym czlonem jest cialo fizyczne.
Naukowcy popelniaja blad szukajac wody na Marsie, czy szukajac jakis planet podobnych do Ziemi w celu znalezienia podobnych form zycia. Jestesmy zbytnio zapatrzeni w siebie i wydaje sie nam, ze jestesmy jakims pepkiem wszechswiata, cudem kosmicznym i jak istnieja gdzies kosmici, to sa oni tacy jak my lub nasze zwierzeta.

Napisalem, ze czlowiek stanie sie "diamentowy" ;) Zanim to nastapi, bedzie jeszcze "roslinny". Oprocz tego, zniknie dwuplciowosc, narzadem rozrodczym stanie sie krtan i jeden czlowiek bedzie drugiego wypowiadal. Czlowiek bedzie potrafil wysuwac ze swojego ciala cialo eteryczne i bedzie mogl uzywac swojego ciala fizycznego jako narzedzia, na odleglosc, jak w grach RPG ;)

Boru - 26 Maj 2011, 14:00

Jak to wszystko ma sie do Icy Tower? ;)
Icy Tower jest taka popularna gra, bo zawiera w sobie duchowe prawdy takie jak przechodzenie poprzez poszczegolne typy schodkow oraz doskonalenie sie w nieskonczonosc. Kolejnosc jest jednak pomieszana.
W IT mamy 10 typow schodkow numerowanych co 10 pieter. W rozwoju kosmosu znanych jest 7 planet podzielonych na 7 epok wiekszych i 7 mniejszych.
Schodki kamienne (Saturn), roslinne (Stare Slonce), "lawowe"(epoka lemuryjska), chmurkowe (atlantyda) i duchowe (kolejne planety), rozna ich dlugosc i predkosc opadania, to wszystko mamy w rzeczywistosci.
Poszczegolne kategorie to czlony ludzkiej istoty. Trzeba rozwijac je wszystkie, aby osiagnac wyzszy poziom (range).
Zamiast wiezy mamy Drzewo Zycia i Drzewo Poznania, splecione ze soba i rosnace w nieskonczonosc.
Na kazdym stopniu rozwoju mozna sie potknac i cofnac w rozwoju (FML wiekszy od combo).
Sa tez istoty podajace sie za wysoko rozwiniete, ale nimi nie sa (spowalniacze - istoty lucyferyczne, ktore chca latwo i przyjemnie uzyskac dobre wyniki ;) ) a takze te, ktore nie wierza w mozliwosc rozwoju czlowieka (istoty arymaniczne - sceptycy, stapajacy nisko po ziemi, uwazajacy dobrych graczy za oszustow).
Kolejne podobienstwo jest takie, ze przy kazdej kolejnej planecie, musi nastapic krotkie powtorzenie poprzednich stanow. Tak wiec na Jowiszu nastapi najpierw krotkie i zmodyfikowane powtorzenie cyklu Saturna, Slonca, Ksiezyca, Ziemi i dopiero wtedy rozwija sie dalej. Tak samo jak w IT kazda kolejna gra rozpoczyna sie od kamiennych schodkow. Gracz, ktory ma np. 800 combo musi za kazdym razem przebyc wczesniejsze schodki aby pobic rekord. Robi to jednak szybciej od innych graczy.

Ksiega Rodzaju napisał/a:
Jakub zaś wyruszył z Beer-Szeby i udał się do Haranu. A gdy przybył na pewne miejsce, zatrzymał się tam na noc, gdyż słońce zaszło, i wziął jeden kamień z tego miejsca, podłożył go sobie pod głowę i zasnął na tym miejscu. I śniło mu się, że była ustawiona na ziemi drabina, której szczyt sięgał nieba, po niej zaś wstępowali i zstępowali aniołowie Boży. A Pan stał nad nią i mówił: Jam jest Pan, Bóg Abrahama, ojca twego, i Bóg Izaaka!


Tak wiec idea Icy Tower tkwi w umyslach ludzkich od dawna ;)

Ten Bog, ktorego slyszal Jakub, nie jest jednak Bogiem Najwyzszym. Jest on tworca naszego ukladu slonecznego, jednego z miliardow. Ludzie czesto sie sprzeczaja o to, czy Bog jest osoba, czy jest bezosobowy. Jedni i drudzy tak naprawde maja racje, chociaz trzeba okreslic, co ma sie na mysli mowiac "Bog". Czy chodzi tworce naszego ukladu slonecznego, czy wszechswiata, czy Absolut. Absolut jest ponad-osobowy, ale poprzez demiurgow, czyli tworcow poszczegolnych kosmosow, ma nieskonczenie wiele twarzy.
Oczywiscie jest to bardzo rozlegly i niezwykle zawily temat.

Jahwe napisał/a:
Rzekłem: Wyście bogami I wy wszyscy jesteście synami Najwyższego

Boru - 26 Maj 2011, 20:38

Powyzszy post to chyba moje najwieksze osiagniecie tutaj :lol: Dwie najwieksze pasje polaczone w jedno.

Moge odejsc juz do Krainy Wiecznych Skokow.

Boru - 31 Maj 2011, 16:10

Kolejna sprawa:
Skad bierze sie cala ta roznorodnosc w swiecie zwierzat, roslin i mineralow? Bierze sie to stad, ze kazda "fala zycia" ma swoich pionierow i opoznionych w rozwoju. Tak wiec pionierzy z roslinnej fali zycia z poprzedniego stanu planetarnego tworza obecnie wyzsze formy od tych opoznionych w rozwoju. Czlowiek nie pochodzi od malpy, ale maja wspolnego przodka. Istoty, ktore nie rozwinely sie na tyle, zeby przyjac indywidualnego ducha, to wlasnie obecne malpy. Nowa fala zycia w obecnym, czwartym stanie planetarnym to twarde mineraly.
Na wyzszych poziomach jest tak samo. Opozniona ludzkosc z poprzedniego stanu planetarnego to upadle duchy, ktore sa uwiezione w naszym swiecie. Zeby dana istota mogla normalnie funkcjonowac w jakims srodowisku, musi posiadac cialo zbudowane z materii danej planety. Nasza planeta jest idealnie dostosowana do rozwoju w ciele fizycznym, ale zupelnie nie odpowiada to duchom opoznionym w rozwoju. Staraja sie wiec one cofnac ludzi w rozwoju, pozbawic ich "ja" i wslizgnac sie w ich ciala, zeby moc funkcjonowac na Ziemi. Upadajac moralnie, czlowiek przygotowuje nieswiadomie mieszkanie dla opoznionych w rozwoju istot.

Duch, ktorego nazywamy Chrystusem, rowniez musial uzyc fizycznego ciala aby przybyc na Ziemie. Posluzyl sie wiec cialem czlowieka znanego jako Jezus z Nazaretu.

Bog Ojciec jest najwyzej rozwinieta istota z cyklu Saturna.
Chrystus jest najwyzej rozwinieta istota z cyklu Starego Slonca.
Duch Swiety (Jahwe - Bog Narodow, Wladca Ksiezyca) jest najwyzej rozwinieta istota z cyklu Starego Ksiezyca.

Jahwe czuwal nad odpowiednim rozwojem ludzkosci i przygotowywal ja na przyjscie Ducha Slonca. Posluzyl sie on religiami rasowymi. Tak jak Ksiezyc odbija promienie Slonca i kieruje je na Ziemie, tak samo i Jahwe odbijal promienie Ducha Slonca na Ziemie, aby ta ludzkosc dojrzala na jego przyjscie. Chrystus przyszedl aby pomoc istotom cofnietym w rozwoju, zniesc wszelkie religie rasowe i zapoczatkowac powszechne braterstwo, ktore nie patrzy na fizyczne pokrewienstwo.

W momencie smierci na krzyzu stal sie on Duchem Ziemi i od tamtej pory Ziemia jest jego fizycznym cialem, tak, jak wczesniej jego fizycznym cialem bylo Slonce.

Roznica pomiedzy Chrystusem a np. Budda jest taka, ze Budda byl wysoko rozwinietym czlowiekiem, ktory pokazal, jak wyzwolic sie z Ziemi i udac sie do wyzszych swiatow, a Chrystus jest istota z innego swiata, ktora przyszla pomoc Ziemi i zwiazal sie z nia i jej mieszkancami.

Ewangelia Tomasza napisał/a:
Kto jest blisko mnie, blisko jest ognia, a kto jest daleko ode mnie, daleko jest od królestwa.


Ewangelia Tomasza napisał/a:
Ja jestem światłością, która jest ponad wszystkimi. Ja jestem Pełnią, Pełnia wyszła ze mnie, Pełnia doszła do mnie. Rozłupcie drzewo, ja tam jestem. Podnieście kamień, a znajdziecie mnie tam.


Ewangelia Jana napisał/a:
I rzekł do nich: Wy jesteście z niskości, Ja zaś z wysokości; wy jesteście z tego świata, a Ja nie jestem z tego świata. Dlatego powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Jeśli bowiem nie uwierzycie, że to Ja jestem, pomrzecie w swoich grzechach.


Max Heindel napisał/a:
Duchy poszczególnych ras wiedzą o tym, że ich religie są tylko stopniami ku wyższym celom. Wskazuje na to fakt, iż wszystkie religie mówią o "Tym", który ma nadejść. Religia Persów wskazywała na Mithras'a, a religia Chaldejczyków mówiła o Tammuzie. Starożytni nordyccy Bogowie przewidywali "zmierzch Bogów", gdy Sutr - jasny Duch Słońca - zajmie ich miejsce i ustanowi lepszy porządek na "Giml" - ziemi odrodzonej. Egipcjanie oczekiwali Horusa, nowo narodzonego Boga Słońca. Wszystkie te fakty wskazują na to, że Ten, który miał nadejść, będzie Duchem Słońca i uwolni ludzi od dzielących ich wpływów, z konieczności istniejących w każdej religii rasowej.
Religie te były stopniami, przez które ludzkość nieodzownie musiała przejść, aby przygotować się na przyjęcie Chrystusa. Najpierw człowiek musi rozwinąć w sobie wyższą Jaźń, aby stać się całkowicie bezinteresownym i aby pojąć wyższy stopień uniwersalnego braterstwa, jedność celów, zadań i wymagań, pod które Chrystus położył kamień węgielny przy Swym pierwszym przyjściu, a które przy Swym powtórnym przyjściu uczyni żywotną rzeczywistością.


Obecnie religie, ktore uwazaja sie za "chrzescijanskie" w rzeczywistosci nie maja nic wspolnego z Chrystusem. Trzeba pamietac o tym, ze w skali kosmicznej Chrystus jeszcze "przedwczoraj" chodzil po Ziemi i minela zaledwie chwila od jego przyjscia, a ludzie musza jeszcze dojrzec do przeslania Ewangelii.

W przyszlosci czeka nas jeszcze inkarnacja ktoregos z tych "czarnych charakterow", zwanego antychrystem.

Po Erze Chrystusa nastapi jeszcze Era Ojca.

Apostol Pawel napisał/a:
Bo On musi królować, dopóki nie położy wszystkich nieprzyjaciół pod stopy swoje. A jako ostatni wróg zniszczona będzie śmierć. Wszystko bowiem poddał pod stopy jego. Gdy zaś mówi, że wszystko zostało poddane, rozumie się, że oprócz tego, który mu wszystko poddał. A gdy mu wszystko zostanie poddane, wtedy też i sam Syn będzie poddany temu, który mu poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkim.


Slonce jest cialem niebieskim, ktore jest miejscem zamieszkania dla najlepiej rozwinietych istot naszego ukladu slonecznego. Dlatego Chrystus stajac sie Duchem Ziemi bardzo sie ograniczyl i musi to byc dla niego bardzo ciezkie. Im ludzie beda lepiej rozwinieci duchowo, tym Ziemia bedzie bardziej goraca, a im bardziej bedzie goraca, tym wieksza ulge odczuje Chrystus, az w koncu stanie sie wolny. Jestesmy od siebie zalezni. Nasz rozwoj duchowy jest uzalezniony od Chrystusa, a jego wolnosc jest uzalezniona od nas.

Ziemia bedzie coraz bardziej goraca, ale dobre istoty beda mialy ciala niezniszczalne, wiec nie odczuja tego. Istoty zle, ktorych ciala nie beda przystosowane do tych warunkow, oderwa sie razem z kawalkiem Ziemi i odleca w kosmos, tworzac nowy ksiezyc ;)
Stanie sie tak dlatego, ze ludzkosc sie podzieli i miejsce w ktorym zamieszkaja ludzie zli, bedzie twarde, a reszta bedzie miekka. Ten twardy kawalek sie oderwie razem z ich mieszkancami.

Ewangelia Mateusza napisał/a:
I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. Wówczas zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię?
Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie. Wówczas zapytają i ci: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie? Wtedy odpowie im: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili.


Tak wiec gdy ktos mowi, ze politykow nalezy wyslac na ksiezyc, mowi prorocze slowa.

Boru - 1 Czerwiec 2011, 12:07

Cytat:
Bog Ojciec jest najwyzej rozwinieta istota z cyklu Saturna.
Chrystus jest najwyzej rozwinieta istota z cyklu Starego Slonca.
Duch Swiety (Jahwe - Bog Narodow, Wladca Ksiezyca) jest najwyzej rozwinieta istota z cyklu Starego Ksiezyca.


Wyjasnie jak to rozumiec.

Rozroznia sie nastepujace poziomy swiata duchowego i wszystkich istot:

-cialo fizyczne
-cialo eteryczne
-cialo astralne
-jazn

Cialo jazni sklada sie z:

-duch-jazn (manas)
-duch-zycie (buddhi)
-duch-czlowiek (atma)

Nastepnie mamy jeszcze 3 poziomy. Ezoteryka chrzescijanska nazywa je:

-Duch Swiety
-Slowo lub Syn
-Ojciec

My posiadamy w tym momencie piec pierwszych czlonow (kazdy czlowiek ma te czlony rozwiniete lepiej lub gorzej). Kazda kolejna wielka epoka, to kolejny nowy czlon. Pozostale dwa sa w zalazku, sa tylko pewnym zalozeniem i zostana one rozwiniete dopiero w nastepnych dwoch wielkich epokach.

Epoka polarna byla zmodyfikowanym powtorzeniem cyklu Saturna i czlowiek rozwijal wtedy cialo fizyczne.
Epoka hiperborejska byla zmodyfikowanym powtorzeniem cyklu Slonca i czlowiek rozwijal cialo fizyczne i eteryczne.
Lemuryjska natomiast powtorzeniem cyklu Ksiezyca - cialo fizyczne, eteryczne i astralne.

Istoty te nie posiadaly indywidualnego ducha, nie mogly powiedziec o sobie "ja". Ich jazn byla na zewnatrz - w powietrzu. Istoty te stopniowo "wdychaly" jazn.

Ksiega Rodzaju napisał/a:
wtedy to Jahwe ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą.


O tym jest ten utwor ;)

Czlowiek w epoce lemuryjskiej mial swiadomosc obrazowa, nie byl swiadomy swojego fizycznego ciala. Stal sie swiadomy swojego ciala za sprawa duchow lucyferycznych. Od tego momentu mozna zaczac mowic o smierci.
Przypomnijcie sobie historie kuszenia Adama i Ewy.

Czlowiek stal sie odrebna osoba w epoce atlantyckiej. Wtedy wlasnie rozwinal jazn.

W czasie poprzedniego stanu planetarnego, duchy, ktore byly na poziomie czlowieczenstwa, nie mialy ciala fizycznego. Ich najnizszym nosnikiem bylo cialo eteryczne, ale za to posiadali Ducha Swietego. Zyla tam pewna istota, ktora byla wsrod nich najlepiej rozwinieta - jest to Bog Jahwe, Bog Starego Testamentu.
W jeszcze wczesniejszym stanie planetarnym - Sloncu, zyly istoty (ktore obecnie sa archaniolami), ktorych najnizszym nosnikiem bylo cialo astralne, ale za to posiadali Syna. Najwyzej rozwinieta istota z tamtego okresu to Chrystus - Duch Slonca.

W momencie chrztu Jezusa w rzece Jordan, Chrystus wstapil w jego cialo i stal sie jedyna w swoim rodzaju istota, ktora posiada wszystkie nosniki od ciala fizycznego, az do tronu Boga. Dlatego jest on posrednikiem pomiedzy Bogiem a czlowiekiem.

Apostol Pawel napisał/a:
Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus


ilustracja do tego wszystkiego :)

Boru - 2 Czerwiec 2011, 15:57

Podsumowujac ;)

Miliony lat temu Ziemia stanowila jednosc ze Sloncem, jednak bylismy zmuszeni sie rozdzielic.
Mija wiele epok, a Duch Slonca zstepuje na Ziemie i jednoczy sie z nia, przyprowadzajac ja z powrotem do Slonca, zmuszajac przy tym wszelkie zlo do opuszczenia Ziemi.
Bez uzycia przemocy, skromny ciesla, wyszydzony i przybity do drzewa, wysle w kosmos wszystkich swoich wrogow.

Cytat:
A później nadeszły i pozostałe panny, mówiąc: Panie! Panie! Otwórz nam. On zaś, odpowiadając, rzekł: Zaprawdę powiadam wam, nie znam was.


Znajac prawa rzadzace swiatem duchowym, mozna przewidziec przyszlosc.

Cytat:
I przystąpili do niego faryzeusze i saduceusze, i kusząc, prosili go, żeby im pokazał znak z nieba. A On, odpowiadając, rzekł im: Gdy nastanie wieczór, mówicie: Będzie pogoda, bo się niebo czerwieni; a rano: Dziś będzie niepogoda, bo się niebo czerwieni i jest zachmurzone. Oblicze nieba umiecie rozpoznawać, a znamion czasów nie potraficie?


Na koniec cytat:

Ewangelia Tomasza napisał/a:
Spytali uczniowie Jego: "Którego dnia objawisz się nam i którego dnia ujrzymy ciebie?" Odrzekł Jezus: "Jeśli będziecie mieli zwyczaj ukazywać nie wstydząc się te części ciała, które godzi się zakrywać, i będziecie brać szaty wasze i rzucać je pod wasze stopy, jak małe dzieci, i będziecie je deptać, wówczas ujrzycie Syna żywego i nie będziecie się bać".


i piosenka jako komentarz do tego :lol:

Boru - 11 Czerwiec 2011, 20:47

Co sie dzieje z czlowiekiem po smierci?
Kiedy cialo danego czlowieka umiera, pozostale czlony jego istoty opuszczaja je i rozpoczynaja swoja dzialalnosc poza nim.
Krotko po smierci nastepuje "zanurzanie" sie w ciele eterycznym w ktorym znajduje sie pamiec o wszystkich zdarzeniach z minionego zycia. Czlowiek widzi przed soba panorame swojego zycia i oglada je z perspektywy osoby trzeciej niczym widz w kinie. Trwa to okolo trzech dni. Nastepnie porzuca on swoje cialo eteryczne, zostawiajac tylko pewna jego "esencje" i rozplywa sie ono w ogolnym eterze kosmicznym. Ciala eteryczne poszczegolnych ludzi rozplywaja sie w roznym tempie, w zaleznosci od stopnia zaawansowania rozwoju duchowego. Niektorzy (np. Jezus) potrafia je calkowicie zachowac.

Czesto slyszy sie o przypadkach, ze komus "cale zycie przelecialo przed oczami" podczas jakiegos wypadku. Wystepuje to wtedy, kiedy podczas silnego stresu wiezy pomiedzy poszczegolnymi czlonami ludzkiej istoty rozluzniaja sie i wspomnienia zawarte w ciele eterycznym zostaja wyladowane do mozgu.

Od momentu porzucenia ciala eterycznego posiada on tylko cialo astralne, esencje ciala eterycznego oraz jazn.
Teraz nastepuje cos co mozemy nazwac "czysccem". Ten czysciec jest swiatem rownoleglym do naszego. Zmarli chodza wsrod nas, ale my ich nie widzimy. Cialo astralne jest siedliskiem ludzkich namietnosci i popedow, tak wiec po smierci wcale sie one nie zmieniaja. Jesli wiec ktos byl alkoholikiem, to po swojej smierci nadal bedzie chcial sie upijac, ale nie bedzie mial ciala fizycznego zeby to pragnienie zaspokoic ;) Taki czlowiek chodzi po barach i knajpach, ale moze tylko patrzec. Jesli ktos byl bogaczem i skapcem, to po swojej smierci idzie do swojego sejfu, ale nie moze w zaden sposob uzyc swoich pieniedzy. Widzi natomiast jak jego rodzina zabiera mu te pieniadze i smieja sie ze "starego i skapego glupca", rzuca sie na nich, ale przenika ich na wylot.
Inne doswiadczenie w czysccu jest takie, ze cialo astralne rozszczepia sie jakby na wiele czesci (tzn. przebywa w wielu miejscach jednoczesnie) i zanurza sie w cierpieniach i przyjemnosciach jakie zadalo sie innym osobom. Doswiadcza sie je w taki sam sposob w jaki ktos inny je odczul. Jesli ktos zabil kilka osob, to doswiadcza on takich samych cierpien na sobie.

Jak dlugo przebywa sie w czysccu? Okolo 1/3 dlugosci swojego zycia. To zalezy w duzej mierze od czlowieka, bo sa tez i tacy, ktorzy siedza tam dluzej niz zyli w ciele.

Mamy tam rowniez dusze grupowe zwierzat. Zwierzeta nie posiadaja indywidualnej jazni, ale posiadaja jazn grupowa, tak jak palce nie posiadaja oddzielnej swiadomosci, ale sa podlaczone do swiadomosci czlowieka. Mozna tam spotkac np. ducha kotow, psow, pszczol, mrowek itd. i porowmawiac z nimi jak ze zwykla osoba ;)

Kiedy juz sie to wszystko przejdzie, to pozostawia sie swoje astralne "zwloki" czyli ta czesc ciala astralnego ze zlymi sklonnosciami i zostawia sie tylko ta dobra czesc. Te zwloki rozplywaja sie podobnie jak cialo eteryczne, tylko ze w ogolnym astralnym organizmie kosmosu. Jesli ktos byl naprawde zlym czlowiekiem, to te zwloki moga sie nie rozplynac az do kolejnej jego inkarnacji i kiedy taki czlowiek rodzi sie ponownie, to przyciaga te zwloki z powrotem i wtedy ma powazny problem.

Swiat astralny jest przede wszystkim swiatem barw natomiast swiat duchowy do ktorego nastepnie sie udaje jest swiatem dzwiekow. Slyszy sie tam cale otoczenie, dzwieki jakie wydaja planety, gwiazdy itd. a to wszystko tworzy wspaniala muzyke.

Goethe w "Fauscie" napisał/a:
Słońce, pradawnym dźwięcząc tonem,
Wpada w sfer bratnich śpiewny splot,
I kresu drogi wyznaczonej
Dobiega, tocząc się jak grzmot.


Rudolf Steiner napisał/a:
Świat dewachanu się słyszy, a świat astralny widzi. Przy wejściu do świata dewachanu świat astralny nadal istnieje w pełni, ale zmienia się dla widzącego. Gdy wchodzi się w świat dewachanu, z początku występuje przed uczniem szczególny widok. W świecie dewachanu każdą rzecz widzi się jako negatyw, zupełnie tak, jak na kliszy fotograficznej. Tam, gdzie jest przedmiot fizyczny, nie widzi się nic; co fizycznie jest jasne, tam jest czarne i na odwrót. Wszystko widzi się w barwach dopełniających: zamiast niebieskiego koloru widzi się żółty, zamiast czerwonego zielony. W pierwszej strefie dewachanu są prawzory świata fizycznego nie związane z życiem, a więc formy minerałów, a dalej roślin, zwierząt i ludzi w zakresie ich kształtów fizycznych. Jest to obszar, który kształtuje podstawowy zarys duchowego świata. Można go przyrównać do stałego lądu w naszym świecie fizycznym. Dlatego nazywa się go kontynentem dewachanu. Człowiek stojący przed wtajemniczonym jawi się tam w ten sposób, że miejsce, gdzie fizycznie wypełnia on przestrzeń, jest ciemne, ale wokół niego jest promienista otoczka.
Gdy zmysły subtelnieją, dochodzą do tego praobrazy życia. Wszystko, co jest życiem, płynie jak woda na ziemi. Nie można tu zobaczyć minerału, gdyż nie posiada on pulsującego życia. Można natomiast dobrze widzieć rośliny, zwierzęta i ludzi. Życie w dewachanie płynie jak krew w ciele. Tę drugą strefę nazywa się oceanem dewachanu.
W strefie trzeciej, którą jest atmosfera dewachanu. przepływa wszystko, co żyje w fizyczności jako uczucia i doznania, jako radość i ból.
Ukształtowania fizyczne stanowią tam stałe, kontynentalne podłoże. Wszystko, co ma w sobie życie, jest morzem. Wszystko, co oznacza radość i cierpienie, znajduje się w sferze zwanej atmosferą dewachanu. Jest tam wszystko, co na ziemi jest przeżyciem i odczuwaniem, a więc wszystko, co zwierzęce i ludzkie. Np. bitwa ukazuje się wtajemniczonemu na planie dewachanu jako ogniste, rozbłyskujące błyskawice, jako burze z potężnymi grzmotami. Nie są to fizyczne skutki bitwy, lecz namiętności stojących naprzeciw siebie wrogich wojsk, które ukazują się wtajemniczonemu jako ciężkie chmury z grzmotami i błyskawicami.
Czwarta strefa dewachanu wykracza daleko ponad wszystko, co powstałoby bez udziału człowieka. Zawiera ona wszystko, co żyje w człowieku jako oryginalne twórcze myśli, poprzez które wnosi on coś nowego i oddziałuje na świat, bez względu na to, czy są to myśli uczonego czy prostego człowieka, nieznanego poety czy wieśniaka. Nie muszą to być żadne wielkie wynalazki, myśli te mogą dotyczyć również dnia powszedniego.
Po przebyciu tych czterech stref stoi się na granicy świata duchowego. Nocą niebo ukazuje się nam jako pusta kula w wieńcu z gwiazd, podobnie jest z granicą dewachanu. Jest to jednak granica pełna znaczenia, której nazwa brzmi kronika akasza. Wszystko, co człowiek kiedykolwiek uczynił, zdziałał, choć nie zanotowane jest w książkach historycznych, zapisane jest w tej nieprzemijającej księdze historii, na granicy dewachanu, którą nazywamy kroniką akasza. Można tam doświadczyć wszystkiego, co kiedykolwiek zrobione było w świecie przez istoty świadome. Jeżeli np. jasnowidz chce dowiedzieć się czegoś o Cezarze, bierze jakiś szczegół z historii jako punkt zaczepienia, aby mieć jakiś stały punkt, na którym może się skoncentrować. Czyni to duchowo i wtedy ukazują mu się wokoło obrazy wszystkiego, co robił Cezar, co działo się wokół niego, jak kierował on swoimi legionami, staczał bitwy, osiągał zwycięstwa. Występuje to w szczególny sposób; jasnowidz widzi nie tylko abstrakcyjne pismo, ale wszystko przeciąga przed nim w mglistych zarysach, w obrazach. Jednak nie rozgrywa się to tak, jak odbywało się w przestrzeni, lecz zupełnie inaczej. Gdy Cezar osiągał swoje zwycięstwa, coś wtedy myślał. Wszystko, co wokół niego rozgrywało się, przeżywał w swoich myślach, każdy ruch ramion żyje przecież także w myślach. Kronika akasza ukazuje zamiary, a więc wszystko to, co Cezar sobie wyobrażał i co myślał, gdy dowodził swymi legionami, a również wyobrażenia tychże. Jest ona wiernym odbiciem wszystkiego, co zaszło. Zawarte jest w niej wszystko, co w ogóle przeżyły istoty świadome. Wtajemniczony może w ten sposób odczytać całą przeszłość ludzkości. Musi się jednak tego najpierw nauczyć. Obrazy kroniki akasza mówią zawiłym językiem, gdyż jest ona czymś żywym. Nie wolno jednak obrazu Cezara z kroniki akasza pomylić z indywidualnością Cezara, która już znowu może być wcielona na ziemi. Łatwo zdarzają się omyłki, gdy dostęp do obrazów kroniki akasza zdobywa się środkami zewnętrznymi. W taki sposób obrazy te odgrywają często rolę na seansach spirytystycznych. Spirytysta sądzi, że widzi zmarłego człowieka, a jest to tylko jego obraz z kroniki akasza. Może np. wystąpić obraz Goethego, takiego, jakim był on w 1796 r. Ktoś nieświadomy tego myli go z indywidualnością Goethego. Obraz taki żyje, daje odpowiedzi na pytania, co tym bardziej wprowadza zamęt. I to nie tylko na takie pytania, jakie wtedy były zadane, lecz również na zupełnie nowe, jakie wówczas nie były wypowiedziane. Nie są to powtórzenia, lecz odpowiedzi, jakich Goethe mógłby udzielić. Jest zupełnie możliwe, że taki obraz Goethego z kroniki akasza może stworzyć nawet wiersz w duchu i w stylu ówczesnego Goethego. Obrazy kroniki akasza są prawdziwie żywymi obrazami. Fakty te są zdumiewające, ale są one faktami.


W swiecie tym, wszystkie dobre i zle uczynki, mysli i uczucia wychodza naprzeciw w postaci ciepla, zimna, burzy, sniegu itd. Warunki atmosferyczne w ktorych sie zyje, sa zbudowane z dobra i zla z poprzedniego zycia. Na fizycznej Ziemi wszyscy mamy jednakowa pogode, ale w tym swiecie kazdy ma swoja wlasna. Zmarzniety czlowiek przechodzi obok drugiego, ktory cieszy sie wspanialym cieplem.

Nie jest sie tam bezczynnym, tylko wykonuje sie realna prace nad przeobrazaniem Ziemi, aby ponownie sie na niej wcielic w celu zbierania dalszych doswiadczen. Ludzie ucza sie tutaj rowniez budowac cialo fizyczne.
Ludzie dobrzy wykonuja tam pozytywna prace, natomiast zli staja sie niewolnikami istot demonicznych i wykonuja prace zla np. roznoszac choroby.

Jak dlugo trwa odstep czasu pomiedzy poszczegolnymi inkarnacjami? Okolo 1000 lat. Raz wciela sie jako mezczyzna, a raz jako kobieta, poniewaz duch jest bezplciowy. Jest to pewna regula, ktora czasami jest lamana i zdarza sie, ze ktos inkarnuje sie jako mezczyzna kilka razy pod rzad, jednak nie wiecej niz 7 razy. Tak wiec gdybysmy przesledzili swoje dusze, to odnalezlibysmy je w czasach np. Mieszka I ;)

W nastepnym wcieleniu trzeba ponownie zmierzyc sie ze swoimi czynami z poprzedniego zycia. Tym razem trzeba odczuc je fizycznie. Jesli kogos sie uderzylo, to zostanie sie uderzonym, jesli sie okradlo, to zostanie sie okradzionym itd. W ten sposob uczy sie na bledach, dochodza nowe doswiadczenia i dzieki temu rozwija sie dalej.
Dlatego wazne jest to, zeby w trakcie swojego zycia naprawiac bledy i "prac brudy" na bierzaco i swiadomie, bo i tak tego sie nie uniknie. Mozna posunac sie w ten sposob o cale stulecia w rozwoju naprzod, ale oczywiscie, wymaga to wielkiego poswiecenia i odwagi.

Jezus napisał/a:
wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną.


Co wiec z przypadkami, kiedy ktos w czasie smierci klinicznej nie widzial zupelnie nic, albo widzial np. Elvisa? ;)

Trzeba znowu wrocic do tematu stanow swiadomosci, ewolucji czlowieka i czlonow jego istoty.
W czasie Ksiezyca jazn czlowieka byla na zewnatrz, cialo astralne rowniez nie znajdowalo sie zupelnie w ciele i czlowiek wtedy posiadal swiadomosc obrazowa, widzial wszystko jak we snie.
W czasie smierci klinicznej nie nastepuje calkowite zerwanie z cialem fizycznym i podobnie jak na etapie ksiezycowym, czy slonecznym, pozostaje zwiazek poszczegolnych cial, ale na odleglosc. Czlowiek wtedy moze miec swiadomosc taka, jak na poprzednich planetach i albo snia mu sie jakies dziwne rzeczy, albo nie widzi zupelnie nic.

Caly rozwoj polega na tym, ze ciala, ktore sa na zewnatrz i sa rozdzielone na wszystkie istoty, stopniowo staja sie udzialem indywidualnych jednostek, zmieniajac przy okazji postac tych nizszych czlonow.

Aby cialo eteryczne moglo przeniknac fizyczne i przejsc do bytu roslinnego, cialo musi posiadac komorki. Kamien nie ma komorek, a kwiatek juz ma. Aby cialo astralne moglo przeniknac fizyczne i eteryczne, w ciele fizycznym musi zostac wytworzony system nerwowy i mozg. Aby jazn mogla zamieszkac w czlowieku, musi on posiadac odpowiednia krew. Jesli ktos cierpi na grozna chorobe ukladu krwionosnego, moze sie zdarzyc, ze wygna on jazn ze swojego ciala i swiadomosc takiego czlowieka cofa sie do bytu ksiezycowego lub roslinnego. O takich ludziach mowi sie ironicznie, ze sa jak warzywa.

Upojenie alkoholowe polega na tym, ze czlowiek zatruwajac swoj organizm zaburza rownowage pomiedzy wszystkimi swoimi cialami. Jego swiadomosc jest wtedy pomiedzy Ksiezycem a Ziemia ;) Jesli sie przedawkuje, to cialo astralne oraz jazn uciekaja z takiego ciala i wtedy traci sie przytomnosc. Jesli cialo eteryczne nie jest w stanie dluzej przebywac w takim ciele, wtedy nastepuje smierc.

W czasie snu jazn i cialo astralne opuszczaja cialo fizyczne. W zaleznosci od tego w jakim polozeniu wzgledem siebie sie znajduja, albo cofamy sie wtedy do bytu podobnego do slonecznego i zupelnie nic nam sie nie sni, albo do ksiezycowego.

PS.
Ciekawe, ze ludzie czesto cos tworza, nie zdajac sobie sprawy z tego, ze opisuja rzeczywistosc ;)

Boru - 12 Czerwiec 2011, 12:06

Myslalem nad tym, jak to jest, ze Bog ktory jest zrodlem wszystkiego, stworzyl takze zlo, cierpienie i glupote.

Zyjemy w czasie, kazde nasze dzialania wydarzaja sie przed lub po jakims innym dzialaniu. Kazde zlo zostaje odplacone, a jesli ktos odczuje swoje zlo na sobie, jest niewinny i ma czyste konto i poza tym jest madrzejszy niz wczesniej. Kazda glupia mysl zostanie kiedys wyprowadzona z bledu i na tej glupiej mysli powstanie mysl madra.

Bog-Absolut jest zrodem wszystkiego, a wiec zrodlem wszelkiej glupoty i madrosci, piekna i brzydoty, zla i dobra. Jest on jednak poza czasem, dlatego jest on nieskonczonym dobrem juz wynagrodzonym, nieskonczonym zlem juz odplaconym (czyli jest niewinny), nieskonczona glupota juz wyprowadzona z bledu itd. Nasza rzeczywistosc to jakby taki rozcienczony Absolut, ma miejsce w czasie, ale jednoczesnie zachowuje wszelkie wlasciwosci Absolutu, wiec kazde zlo zostaje odplacone, glupota wyprowadzona z bledu itd. Stad wlasnie "pelnia przeciwienstw".

Powiedzmy, ze jakis czlowiek cos ukradl. W momencie, w ktorym dopuscil sie tego czynu wytworzyl sobie w przyszlosci sytuacje, w ktorej sam zostanie okradziony. Kiedy zostanie sam okradziony jego bilans jest zerowy i jest niewinny. Jest jednak madrzejszy niz wczesniej i wychodzi na to, ze te zlodziejstwo sprawilo, ze sie rozwinal.

Goethe w "Fauscie" napisał/a:
Więc kimże w końcu jesteś?
– Jam częścią tej siły,
która wiecznie zła pragnąc,
wiecznie czyni dobro.


Nasza rzeczywistosc jest rozcienczonym Absolutem, a rozwoj polega na tym, by przechodzic do stanow coraz wiekszego zageszczenia.

Zastanawiam sie tylko nad tym, kiedy ten rozwoj dobiega konca? Przeciez zawsze jest mozliwosc zeby byc kims wiecej, niz sie jest obecnie. Moze nigdy sie nie konczy?

Boru - 12 Czerwiec 2011, 13:35

Teraz krotko o duszach narodow, proroku Eliaszu, Janie Chrzcicielu, Apostolach i rozmnozeniu chleba ;)

Kiedy mowi sie, ze obywatele Niemiec lub Polski posiadaja jakies okreslone cechy odrozniajace ich od innych narodow, to jest to wynikiem tego, ze poszczegolne panstwa sa otoczone astralnym oblokiem, ktory wplywa na swoich obywateli. Kazdy narod posiada rowniez swojego "patrona", aniola rasy, a panem wszystkich ras i Wladca Narodow jest Bog Jahwe, Wladca Ksiezyca.
Tak wiec kiedy ktos modli sie "Boze blogoslaw Ameryke", to jest to modlitwa kierowana do Boga Starego Testamentu.

Takimi astralnymi oblokami otoczone sa rowniez poszczegolne rodziny.

W dawniejszych czasach, jazn czlowieka znajdowala sie w duzym stopniu w tej duszy narodowej. Czlowiek byl bardziej czlonkiem panstwa, a nie indywidualna jednostka.

W Starym Testamencie pojawia sie prorok o imieniu Eliasz. Dzialal on w czasie, kiedy w Izraelu panowala susza, glod, krol Achab i krolowa Izebel ;) Byl autorem wielu spektakularnych cudow i jak to prorok - mial wielkie problemy z wladza. Krolowa Izebel chciala go zabic .. i tutaj w relacji biblijnej pojawia sie dziwna rzecz. Jest mowa o tym, ze krolowa Izebel chce zabic Eliasza, a nastepnie nie wiadomo dlaczego pojawia sie historia o niejakim Nabocie, ktory nie chce sprzedac Achabowi winnicy i spisek jakiego dopuscila sie Izebel, doprowadzajac do jego usmiercenia.
Kiedy jasnowidzacy kieruje swoj wzrok na te historie, okazuje sie, ze Eliasz jest wszechogarniajacym duchem, ktory porusza sie po calym terenie Izraela i wstepuje w cialo Nabota, ktory jest jego fizycznym narzedziem. Nabot dziala niczym jakas sila natury, kruki przynosza mu pozywienie kiedy sie ukrywa, rozmnaza chleb, sprowadza ogien z nieba itd.
Ten duch narodowy Izraela byl jednak zbyt wielki, by mogl wstapic w calosci w cialo Nabota, dlatego oplywal go niczym jakas chmura.

Pod koniec Starego Testamentu pojawia sie pewna zapowiedz:

Ksiega Malachiasza napisał/a:
Oto Ja poślę wam proroka Eliasza, zanim przyjdzie wielki i straszny dzień Pana, i zwróci serca ojców ku synom, a serca synów ku ich ojcom, abym, gdy przyjdę, nie obłożył ziemi klątwą.


Ten duch Eliasza pojawia sie ponownie w osobie Jana Chrzciciela.

Ewangelia Marka napisał/a:
Początek ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Jak napisano u Izajasza proroka: Oto posyłam anioła mego przed tobą, który przygotuje drogę twoją. Głos wołającego na pustyni: Gotujcie drogę Pańską; prostujcie ścieżki jego. Na pustyni wystąpił Jan Chrzciciel i głosił chrzest upamiętania na odpuszczenie grzechów. I wychodziła do niego cała kraina judzka i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy, a on chrzcił w rzece Jordanie wyznających grzechy swoje. A Jan miał na sobie odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany wokół bioder swoich, i jadał szarańczę i miód leśny, a głosił, mówiąc: Idzie za mną mocniejszy niż ja, któremu nie jestem godzien, schyliwszy się, rozwiązać rzemyka u sandałów jego. Ja chrzciłem was wodą, On zaś będzie chrzcił was Duchem Świętym.


Czym w ogole byl ten chrzest, ktorego dokonywal Jan? Ludzie, ktorzy byli przez niego ochrzczeni doswiadczali tego, o czym pisalem we wczesniejszym poscie. Wystepowalo u nich rozloznienie pomiedzy poszczegolnymi czlonami ich istoty i cale zycie przelatywalo im przed oczami. Widzieli tez w duchu to, o czym mowil Jan, czyli to, ze czasy sie wypelnily i to, co zylo dotychczas "w gorze" musi stac sie czescia kazdego z osobna.

Jan Chrzciciel zostal zabity i w ta atmosfere, ducha Eliasza, wstepuje Jezus Chrystus i jego apostolowie.

Cytat:

Doszła do uszu tetrarchy Heroda wieść o Jezusie. I rzekł do swych dworzan: To Jan Chrzciciel. On powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze w nim działają.


Herod mial dziwne przeczucie, ze zabijajac Jana, niczego tak naprawde nie zalatwil.

Nastepnie mamy historie o rozmnozeniu chleba. Dziwna historia. Po co w ogole ktos umiescil taka historie?
Rozmnozenie chleba nie dokonalo sie na planie fizycznym. Wyczarowanie ogromnej ilosci chleba byloby czarna magia. Jezus sprawil, ze apostolowie ujrzeli w wizji ta historie, aby pokazac im, ze duch Eliasza przeszedl teraz na nich.

Ewangelia Marka napisał/a:
A uczniowie zapomnieli wziąć chlebów, mieli z sobą w łodzi tylko jeden bochenek. I nakazywał im, mówiąc: Baczcie i wystrzegajcie się kwasu faryzeuszów i kwasu Heroda. A oni rozmawiali między sobą o tym, że chleba nie mają. Zauważył to Jezus i rzekł do nich: O czym rozmawiacie, czy o tym, że chleba nie macie? Jeszcze nie pojmujecie i nie rozumiecie? Czy serce wasze jest nieczułe? Macie oczy, a nie widzicie? Macie uszy, a nie słyszycie? I nie pamiętacie? Gdy łamałem pięć chlebów dla pięciu tysięcy, ile koszów pełnych resztek chleba zebraliście? Odpowiedzieli mu: Dwanaście. A ile koszów pełnych okruszyn zebraliście z siedmiu chlebów dla czterech tysięcy? Odpowiedzieli mu: Siedem. I rzekł im: Jeszcze nie rozumiecie?


Jezus byl zawiedziony tym, ze oni niczego nie rozumieja. Dzieki temu, ze duch Eliasza zstapil na nich, powinni oni wyniesc sie na wyzszy poziom poznania.

Ewangelia Mateusza napisał/a:
I pytali go uczniowie, mówiąc: Czemu więc uczeni w Piśmie powiadają, że wpierw ma przyjść Eliasz? A On, odpowiadając, rzekł: Eliasz przyjdzie i wszystko odnowi. Lecz powiadam wam, że Eliasz już przyszedł i nie poznali go, ale zrobili z nim, co chcieli. Tak i Syn Człowieczy ucierpi od nich. Wtedy zrozumieli uczniowie, że mówił do nich o Janie Chrzcicielu.


Chrystus przyszedl w takim momencie historii, kiedy wystarczajaca ilosc ludzi byla w stanie wyzwolic sie spod dusz narodowych i dusz rodzin.

Cytat:
Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien. I kto nie bierze krzyża swego, a idzie za mną, nie jest mnie godzien. Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je. Kto was przyjmuje, mnie przyjmuje, a kto mnie przyjmuje, przyjmuje tego, który mnie posłał.


Cytat:
Do innego rzekł: Pójdź za Mną! Ten zaś odpowiedział: Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca! Odparł mu: Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże! Jeszcze inny rzekł: Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu! Jezus mu odpowiedział: Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego.


Minelo 2000 lat, a dusze narodowe i rodzin wciaz maja sie dobrze. Tak wiec chrzescijanstwo to dopiero przyszlosc.

Ludzie obecnie nie sa w stanie przyjac w pelni jazni, dlatego sa ciagle kierowani przez te dusze narodowe. Cialo fizyczne i pozostale ciala musza ewoluowac po to, aby przyjac kolejne, wyzsze czlony.
Jezus byl na wysokim poziomie rozwoju duchowego, a mimo to Duch Slonca nie mogl w nim przebywac dluzej niz 3 lata. Nawet w ciagu tych trzech lat musial on co jakis czas opuszczac jego cialo jak np. wtedy, kiedy przychodzil do nich kroczac po jeziorze. Uczniowie widzieli go wtedy, kiedy byl poza cialem Jezusa.
Niektore wydarzenia opisane w ewangeliach przedstawiaja sytuacje, w ktorych Chrystus jest poza swoim cialem. Jednak aby uzyskac dostep do Ziemi, musiala zostac przelana krew ducha rasy.

Cytat:
Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach wyzionął ducha.


Slonce sie nie zacmilo, tylko rozblysnelo pelnia swojego blasku i oslepilo wszystkich zgromadzonych.

Ewangelia Tomasza napisał/a:
Rzekł Jezus: "Jeśli ciało powstało z powodu ducha, to cud; jeśli duch dla ciała, to jest cud cudów. Ale dziwię się temu: jak tak wielkie bogactwo zamieszkało w tej nędzy".


Kiedy pojawia sie jakis czlowiek, ktory przechowuje w sobie wiecej jakiejs sily, niz moze wytrzymac to jego cialo, jego cialo zostaje poranione. Wezmy np. Achillesa z podziurawiana pieta oraz Jezusa podziurawionego w pieciu miejscach.

Droga krzyzowa, ktora przeszedl Jezus, byla dla niego wielka proba.

Ewangelia Marka napisał/a:
Wtedy opuścili Go wszyscy i uciekli. A pewien młodzieniec szedł za Nim, odziany prześcieradłem na gołym ciele. Chcieli go chwycić, lecz on zostawił prześcieradło i nago uciekł od nich. A Jezusa zaprowadzili do najwyższego kapłana, u którego zebrali się wszyscy arcykapłani, starsi i uczeni w Piśmie.


Ten mlodzieniec, to wlasnie Duch Slonca. Przez droge krzyzowa przeszedl Syn Czlowieczy. Z kazdym kolejnym krokiem coraz bardziej jednoczyl sie on z tym Duchem.

Cytat:
Wyszedł więc Jezus w koronie cierniowej i w płaszczu purpurowym. I rzekł im Piłat: Oto człowiek! A gdy go ujrzeli arcykapłani i słudzy, krzyknęli głośno: Ukrzyżuj, ukrzyżuj! Rzekł do nich Piłat: Weźcie go wy i ukrzyżujcie, ja bowiem winy w nim nie znajduję.


Przed ludzmi stal Czlowiek, taki jakim kazdy by byl gdyby nie wplyw Arymana i Lucyfera. Tak wiec ludzie ponizali swoja wlasna istote.

Cytat:
Ale gdy spojrzały, zauważyły, że kamień był odwalony, był bowiem bardzo wielki. A gdy weszły do grobu, ujrzały młodzieńca siedzącego po prawej stronie, odzianego w białą szatę i zdumiały się bardzo. On zaś rzekł do nich: Nie trwóżcie się! Jezusa szukacie Nazareńskiego, ukrzyżowanego; wstał z martwych, nie ma go tu, oto miejsce, gdzie go złożono.


To jest ten sam mlodzieniec!

Jezus zmartwychwstal, ale to zmartwychwstanie nie polegalo na powrocie jego ducha do fizycznego ciala, ale na calkowitej przemianie tego ciala. W ewangeliach czytamy jak Jezus ukazuje sie uczniom po swoim zmartwychwstaniu, widza go, moga go dotknac, moze z nimi jesc, ale widzimy tez ze nagle pojawia sie z nikad, ze ukazuje sie "pod inna postacia", tak wiec to cialo bylo bardzo "zageszczonym" cialem eterycznym.
W momencie wniebowstapienia zlaczyl sie on z cialem eterycznym Ziemi.

Apokalipsa napisał/a:

I obróciłem się, aby zobaczyć, co to za głos, który mówił do mnie; a gdy się obróciłem, ujrzałem siedem złotych świeczników, a pośród tych świeczników kogoś podobnego do Syna Człowieczego, odzianego w szatę do stóp długą i przepasanego przez pierś złotym pasem; głowa zaś jego i włosy były lśniące jak śnieżnobiała wełna, a oczy jego jak płomień ognisty, a nogi jego podobne do mosiądzu w piecu rozżarzonego, głos zaś jego jakby szum wielu wód. W prawej dłoni swej trzymał siedem gwiazd, a z ust jego wychodził obosieczny ostry miecz, a oblicze jego jaśniało jak słońce w pełnym swoim blasku. Toteż gdy go ujrzałem, padłem do nóg jego jakby umarły. On zaś położył na mnie swoją prawicę i rzekł: Nie lękaj się, Jam jest pierwszy i ostatni, i żyjący. Byłem umarły, lecz oto żyję na wieki wieków i mam klucze śmierci i piekła.


Kiedy nie bedzie juz zadnych ras i narodow, Ksiezyc polaczy sie znow z Ziemia, a obecny Wladca Narodow i aniolowie ras zmienia swoja role.

Tak wiec dzisiejsze koscioly to tak naprawde wciaz synagogi. Panuje w nich moralnosc starotestamentowa.

Boru - 17 Czerwiec 2011, 23:18

Shoutbox napisał/a:
[Dzisiaj 8:17] Vinyanov: Pytania "po co" są bezsensowne, bo wolna wola nie istnieje. Jedyne, czym na tym świecie możemy być to bierny niewolnik tego, jak postanawiają funkcjonować nasze ciała i umysły i bierny obserwator tego, na co w świecie zewnętrznym nie mamy wpływu. Tylko przypadkiem może stać się taka lub inna rzecz, którą odczytamy jako pomyślną lub wynikającą z naszych działań (a szczęśliwi są tylko ci ludzie, których mózgi myślą, że takich rzeczy przydarza się im raczej "dużo" niż "mało")...
[Dzisiaj 8:26] Vinyanov: Ludzkie umysły to klatki bez drzwiczek... a ja nawet klatki nie widzę. :(
e [Dzisiaj 10:52] Boru: a kto cie zmusil do napisania tego? ;) Absolut ma calkowicie wolna wole, wiec my jako jego "czesc skladowa" rowniez ja posiadamy. Im wyzej sie czlowiek wspina, tym wieksza kontrole posiada nad cala reszta. Jesli jest sie nisko, to jest sia zaleznym od sil wyzszych, ktorych sie nie rozumie, albo w ogole nie wie o ich istnieniu. Maszyna jest zbiorem reakcji na bodzce. Czlowiek moze stac sie maszyna, jesli wystarczajaco nisko sie znajdzie.
e [Dzisiaj 10:59] Boru: podobnie jak w IT, jesli czlowiek potrafi kontrolowac gre na ostatniej predkosci, to nie jest jej niewolnikiem, a nawet staje sie przyjacielem.
e [Dzisiaj 11:19] Boru: jesli juz ktos stal sie maszyna, to jego dzialania sa przedluzeniem wolnej woli kogos innego.
[Dzisiaj 12:03] Vinyanov: Dlaczego napisałem to, co napisałem? Bo podnosi to moją samoocenę. Tak, jestem maszyną: nigdy nie zrobię niczego, co nie będzie dla mnie przyjemne, choćby i inni nazywali tę rzecz "poświęceniem" lub "samowyrzeczeniem". Jestem skazany na robienie tego, co chcę. Wolność nie istnieje. ;) | "Kontrola"? Ludziom nie potrzeba kontroli, tylko poczucia, że ją mają. Gdyby bycie chorym było przyjemne, nikomu nie zależałoby na zdrowiu.
e [Dzisiaj 12:15] Boru: z wlasnej woli jestes maszyna, wiec wolnosc istnieje ;)
e [Dzisiaj 12:17] Boru: jesli ktos z wlasnej woli idzie do wojska, aby sluchac rozkazy innych, to jest to wolnosc.
[Dzisiaj 12:17] Vinyanov: Taa... To tak jak z tą sondą: "Does free will exist? (1) Yes. (2) Fuck you!" ;)
e [Dzisiaj 12:50] Boru: jesli Absolut posiada wolna wole i nie jest niczym ograniczony i jest on "jedynym bytem", to wszystko co istnieje, jest przejawem wolnej woli, a jednoczesnie jest zalezne od innych. Dlatego wlasnie Absolut nazywa sie "pelnia przeciwienstw". Jesli ktos z wlasnej woli bierze na siebie cos, co inni wkladaja mu sila, jesli szyderstwa powoduja rozbawienie, jesli drzewo smierci staje sie jednoczesnie drzewem zycia, to jest sie ponad wszystkim, a jednoczesnie istnieje sie dzieki temu.
e [Dzisiaj 12:54] Boru: ten symbol: http://best.ue.wroc.pl/jo...yk/yin_yang.jpg i ten: http://republika.pl/blog_...s-na-krzyzu.jpg znacza to samo.
[Dzisiaj 13:00] SaleiB: Uważam Vin że szukasz definicji wolnego wyboru w przestrzeni gdzie taka definicja nie może być w ogóle zdefiniowana. Jak na razie z naszej (czyli ogółu ludzkości) wiedzy wynika, że czasu cofnąć się nie da, to znaczy że wszystkie wydarzenia jakie dzieją się we wszechświecie mogą miec tylko jeden przebieg którego nie da się zmienić, a to z kolei prowadzi do wniosku że równiez przyszłośc ma z góry określony przebieg, którego jednak nie da sie przewidzieć na zbyt duża liczbę czesto niemierzalnych zmiennych. W tych kategoriach pojmowania wolny wybór nie istnieje, bo wszystkie pozorne wybory moga miec tylko jeden wynik.
[Dzisiaj 13:00] SaleiB: Tak samo umysł ludzki może w każdej sytuacji podjąć tylko jedną decyzję, jednak z ludzkiego, humanistycznego punktu pojmowania rzeczywistości wolny wybór oznacza, że w danej sytuacji masz możliwośc podjęcia kilku różnych decyzji, które nie są możliwe do przewidzenia przez człowieka.
[Dzisiaj 13:00] SaleiB: Tak więc wolny wybór, czy też wolna wola, oznacza sam fakt możliwości podjęcia różnych decyzji i nie przekreśla tego inny fakt, że 'wszystkie krzywe nieprawdopodobieństwa' dążą do tego, że będzie to jakaś konkretna decyzja.
[Dzisiaj 13:03] SaleiB: Boru, czym jest drzewo śmierci w kontekscie twojej wypowiedzi ?
[Dzisiaj 13:03] Vinyanov: Przeciwieństwa... Ludzi w naturalny sposób przyciągają sytuacje, gdzie występują przeciwieństwa lub sprzeczności, ponieważ występują one rzadko, a przez to jest duża szansa, że nauczą nas one czegoś o świecie. Ale nie jestem pewien, czy każde zestawienie kontrastujących pojęć *w języku*, *w mowie*, musi automatycznie też nieść ze sobą jakąś treść. ;) Nie widzę, dlaczego koncepcja taka jak "pogodzone przeciwieństwa" musi mieć cokolwiek wspólnego z koncepcją "absolutu". :(
[Dzisiaj 13:09] Vinyanov: Sal, przypomniałeś mi coś, co wczoraj przeczytałem, mianowicie że im lepiej człowiek zna samego siebie (swoje motywacje, zachowania itp.), tym w zasadzie mniejszą ma "wolność wyboru", ponieważ jest coraz bardziej świadom, że w danej sytuacji najprawdopodobniej postąpi tak a tak. :D
e [Dzisiaj 14:00] Boru: Tylko, ze nie zawsze bedziesz taki jaki jestes teraz, bo wszystko ewoluuje. Mozesz pozostac na tym samym poziomie i byc ta sama osoba, ktora jestes teraz, ale bedziesz zmuszony patrzec, jak przeganiaja cie malpy ;) w swoim poscie w "religiach" napisalem, ze jazn czlowieka sklada sie z trzech czlonow. Obecnie mamy rozwiniety (no, powiedzmy..) ten czlon jazni, ktory odpowiada za nasze popedy i emocje. Nie mamy mocy nad swoim temperamentem, pamiecia, ani nad swoim cialem fizycznym (np. nad biciem serca, oddechem itd.). Sa one zalezne od innych czynnikow, nad ktorymi nie panujemy. Caly rozwoj polega na tym ze dana istota ma coraz wieksza kontrole nad soba i swoim otoczeniem.
e [Dzisiaj 14:03] Boru: drzewo smierci to byla aluzja do ukrzyzowania.
e [Dzisiaj 14:07] Boru: wszystko co sie dzieje jest przejawem czyjejs wolnej woli. Jesli czyjas wola nie jest w stanie nad czyms zapanowac, musi zostac ona podporzadkowana woli istot silniejszych. Gdyby nie np. Slonce (ktore jest fizycznym cialem istoty o wiele wyzej stojacej od czlowieka), to nie powstaloby np. oko. My natomiast mozemy zapanowac nad tym, co chcemy ogladac tymi oczami.
e [Dzisiaj 14:23] Boru: tak wiec na obecnym etapie jestesmy w duzym stopniu "marionetkami bogow". Tak jak my wychowujemy zwierzeta, tak samo nas wychowuja inne istoty. Niewiele tej wolnej woli posiadamy obecnie i w zaleznosci od tego jak ukierunkowana jest ta nasza slaba wolna wola, "podpinamy sie" pod opieke istot dobrych, badz zlych.
e [Dzisiaj 14:30] Boru: Presto ma na tyle rozwinieta wolna wolne, ze mogl opanowac swoje emocje i inaczej skomentowac moje posty ;) jednak tego nie zrobil, postapil bezmyslnie i tym samym "nakarmil" swoja glupota istoty zle, stojace wyzej od niego.
e [Dzisiaj 15:28] Boru: jesli Viny twierdzisz, ze piszesz cos dlatego, bo to zwieksza twoja samoocene, robisz wszystko dla przyjemnosci i jestes maszyna, to znaczy, ze z wlasnej woli zamieniasz sie w "inteligentna bestie", czyli w szeregowego zolnierza zimnego Arymana (taki dragonballowy Freezer ;) )
[Dzisiaj 17:27] Presto: uff, cale szczescie, ze ja nad takimi glupotami nie mysle ;)
[Dzisiaj 17:27] Presto: jestem przynajmniej szczesliwszy(?tak to sie pisze?)
[Dzisiaj 17:29] Presto: "Tak jak my wychowujemy zwierzeta, tak samo nas wychowuja inne istoty.", "Presto ma na tyle rozwinieta wolna wolne, ze mogl opanowac swoje emocje i inaczej skomentowac moje posty jednak tego nie zrobil, postapil bezmyslnie i tym samym "nakarmil" swoja glupota istoty zle, stojace wyzej od niego." - dzieki, te i inne teksty rozbawily mnie ;)
[Dzisiaj 17:36] Vinyanov: "s,zc,zęśl2iws,zy",z xtmak,z xchocimaż xten xp1r,zymaiotnik xmam xtyl2e xsamo xsensu xco x"żyws,zy" xmal2bo xświmadomas,zy" x;) x(wybmac,zcie,z xcoś xma,zee,z xjmak xwidmać,z x,z xkl2mawimaturµą)
[Dzisiaj 17:37] Presto: omg! :)
[Dzisiaj 17:38] Vinyanov: bma,z xsmama xsię xd,ziwię,z xże x,zdoł²mał²ema xsię x,zmal2ogowmać x;)
[Dzisiaj 17:42] Presto: z xczmeu x,s² takx, aę¬ dziz,xxwnax,ni e ,x, x pizsezs, xbc?
[Dzisiaj 17:42] Presto: :)
[Dzisiaj 17:43] Vinyanov: ee... xsµąd,zę,z xże x... xro,ztop1ił²ema x(w xwyniku xtr,zymamanima xl2map1top1ma xw xwysokiej xtep1ermatur,ze) xres,ztki xmamaśl2manki xq,z xktórµą xgo xkiedyś x,zmal2mał²ema.
e [Dzisiaj 17:44] Boru: charakter czlowieka najlepiej okresla sie przez to, co uznaje on za smieszne
[Dzisiaj 17:44] Presto: ,x² za, x,wew du,s,z o, xx, w²oodk ii, xa?
[Dzisiaj 17:48] Presto: ,xsokncz, xaipiep sza, szyCć, Bo x,e,q ru ;)
e [Dzisiaj 17:53] Boru: naprawde uwazasz, ze jestes zabawny wymiotujac na kogos?
[Dzisiaj 18:15] Presto: a tak przy okazji, pora by "nakarmic swoja glupota istoty zle, stojace wyzej ode mnie", chcialem zauwazyc, ze normalni ludzie w godz. 8-16 uczeszczaja do szkoly lub chodza do pracy, a nie pisza eseje w SB, wiec zabierzcie sie za cos pozytecznego!
[Dzisiaj 18:17] Presto: *mniam mniam*
e [Dzisiaj 18:18] Boru: nigdzie nie napisalem, ze jestem "normalnym czlowiekiem".
[Dzisiaj 18:20] Presto: btw. kiedy moge liczyc na usuniecie konta z forum za trollowanie?
[Dzisiaj 18:20] Presto: zrobilbym to sam, niestety nie ma odpowiedniej opcji w ustawieniach
[Dzisiaj 18:26] Vinyanov: o, klawiatura mi ochłonęła
[Dzisiaj 18:28] Vinyanov: po pierwsze: "nie, Presto, to, co robisz to nie trolling" - dobrze, to już mamy z głowy ;)
[Dzisiaj 18:30] Vinyanov: po drugie: Boru, mam nadzieję, że nie zniechęcisz się do forum z powodu tej wymiany zdań :)
[Dzisiaj 18:31] Vinyanov: po trzecie: ilustrowanie swoich poglądów przykładami (z Icy Tower, z forum, ...) to świetny pomysł :)
[Dzisiaj 18:31] Presto: po trzecie? czy to juz koniec? :P //edit: byles szybszy
[Dzisiaj 18:32] Vinyanov: szybszy jak szybszy, po prostu ty okazałeś mnóstwo cierpliwości, zanim w końcu zapytałeś ;)
[Dzisiaj 18:34] Presto: czekam niecierpliwie na kolejne punkty! ;)
[Dzisiaj 18:34] Vinyanov: to było niepotrzebne :(


Wlasciwie, to nie wiem jakie warunki musialyby zostac spelnione, aby ktos uznal, ze wolna wola istnieje. Mozesz zdecydowac, czy zjesc kanapke z serem, czy szynka, czy pojdziesz na studia takie, albo inne, ale nie mozesz swoja wolna wola sprawic, ze jutro bedzie sloneczna pogoda.
Jesli ta swoja "mala wolna wole" uzywa sie w sposob odpowiedni, to wtedy dostaje sie "w prezencie" wladze nad wieksza czescia calosci.

Cytat:
Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny, o której Syn Człowieczy przyjdzie. (14) Będzie bowiem tak jak z człowiekiem, który odjeżdżając, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. (15) I dał jednemu pięć talentów, a drugiemu dwa, a trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. (16) A ten, który wziął pięć talentów, zaraz poszedł, obracał nimi i zyskał dalsze pięć. (17) Podobnie i ten, który wziął dwa, zyskał dalsze dwa. (18) A ten, który wziął jeden, odszedł, wykopał dół w ziemi i ukrył pieniądze pana swego. (19) A po długim czasie powraca pan owych sług i rozlicza się z nimi. (20) I przystąpiwszy ten, który wziął pięć talentów, przyniósł dalsze pięć talentów i rzekł: Panie! Pięć talentów mi powierzyłeś. Oto dalsze pięć talentów zyskałem. (21) Rzekł mu pan jego: Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego. (22) Potem przystąpił ten, który wziął dwa talenty, i rzekł: Panie! Dwa talenty mi powierzyłeś, oto dalsze dwa talenty zyskałem. (23) Rzekł mu pan jego: Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego. (24) Wreszcie przystąpił i ten, który wziął jeden talent, i rzekł: Panie! Wiedziałem o tobie, żeś człowiek twardy, że żniesz, gdzieś nie siał, i zbierasz, gdzieś nie rozsypywał. (25) Bojąc się tedy, odszedłem i ukryłem talent twój w ziemi; oto masz, co twoje. (26) A odpowiadając, rzekł mu pan jego: Sługo zły i leniwy! Wiedziałeś, że żnę, gdzie nie siałem, i zbieram, gdzie nie rozsypywałem. (27) Powinieneś był więc dać pieniądze moje bankierom, a ja po powrocie odebrałbym, co moje, z zyskiem. (28) Weźcie przeto od niego ten talent i dajcie temu, który ma dziesięć talentów. (29) Każdemu bowiem, kto ma, będzie dane i obfitować będzie, a temu, kto nie ma, zostanie zabrane i to, co ma. (30) A nieużytecznego sługę wrzućcie w ciemności zewnętrzne; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Boru - 19 Czerwiec 2011, 15:09

Shoutbox napisał/a:
[Wczoraj 23:44] Vinyanov: a czym są wzruszenia, jeśli jedna osoba je odczuwa, a inna już nie?... tylko określonymi rejonami naszych mózgów, które owe mózgi pozwoliły zapełnić tymi wspomnieniami, które nasze ciała uznały, że zachować się powinno, by następnie, przywołując je od czasu do czasu, poddawać nas samych iluzji, że jesteśmy istotami wrażliwymi, rzewnie wspominającymi naszą przeszłość, i że jesteśmy tym samym wiele, jako istoty ludzkie, warci, a to wszystko po to tylko, byśmy mieli siłę zdobywać pożywienie i stawiać czoło światu :(
[Dzisiaj 3:03] Vinyanov: ciąć przecinkiem i kropić kropką
[Dzisiaj 11:00] Asef: Czesc
[Dzisiaj 11:01] Asef: zna się ktoś z was w cake, ustawiłem reguły są ok, ale w pc-shell nie poprawnie mi wnioskuje, jest niepotwierdzona hipotez albo program sie zawiesza, ogarnia ktoś z was to może ?
e [Dzisiaj 11:13] Boru: Viny: to myslenie jest tworca mozgu, a nie na odwrot
e [Dzisiaj 11:24] Boru: czlowiek nie wzrusza sie na planie fizycznym, jednak aby to wzruszenie przejawilo sie na planie fizycznym musi posluzyc sie materia i odpowiednimi reakcjami chemicznymi i fizycznymi zachodzacymi w tym swiecie
e [Dzisiaj 11:27] Boru: zniszczysz sobie mozg myslac w ten sposob jaki przedstawiles i popadniesz kiedys w jakas chorobe psychiczna ;) mozna tez zniszczyc narzady zmyslow znajdujace sie w innych czlonach wlasnej istoty i po swojej smierci byc kaleka, gluchym i slepym, ale majacym swiadomosc swojego istnienia.
e [Dzisiaj 11:44] Boru: to naprawde glupie, jesli sie twierdzi, ze jakis wiersz czy inne dzielo sztuki to po prostu przetworzony posilek (np. schabowy z kapusta) - bo do takich wnioskow w koncu sie dochodzi.
[Dzisiaj 12:36] Vinyanov: Asef: :o
[Dzisiaj 12:38] Vinyanov: Boru: być nieświadomym w większy czy mniejszy sposób, co za różnica (ad twojej wizji afterlife'u) ;)
e [Dzisiaj 12:51] Boru: jesli samookaleczanie sie i ponizanie wlasnej osoby sprawia ci radosc, to ja nie bede ci przeszkadzal.
[Dzisiaj 12:54] Vinyanov: radość jest zawsze na wyciągnięcie ręki. ja po prostu podejrzewam, że jeśli po nią sięgnę, to przestanę wierzyć w to, co teraz uważam za prawdę.
e [Dzisiaj 12:57] Boru: musi ci byc z tym dobrze, bo przeciez kierujesz sie tylko przyjemnoscia ;)
[Dzisiaj 12:58] Klaud: *Otwiera oko*. Robu. *Zamyka oko i wlecze się do kuchni*.


Cialo fizyczne jest obecnie najdoskonalszym naszym cialem, bo przeszlo ono najdluzsza ewolucje. Dlatego mozna ulec wrazeniu, ze to cialo nami steruje. Cialo eteryczne bedzie tak doskonale jak fizyczne dopiero na nastepnej 'planecie', cialo astralne jeszcze pozniej itd. Tak wiec ten caly 'balagan' jaki obserwujemy na swiecie nie bierze sie z niedoskonalosci naszego ciala.
Cialo astralne chce sie zaspokoic np. alkoholem i papierosami, ale cialo fizyczne tego nie chce, wiec choruje.

Nasz intelekt dopiero niedawno rozpoczal swoja ewolucje, wiec jest na poziomie "mineralnym". Czlowiek nie jest w stanie stworzyc rosliny. Moze on tworzyc tylko w swiecie mineralnym. Na nastepnych planetach czlowiek bedzie w stanie swoim intelektem wplywac bezposrednio na swiat roslinny, zwierzecy i ludzki ("stworzmy czlowieka na swoj obraz, podobnego nam"), a samo myslenie nie bedzie wygladalo jak teraz. Czlowiek obecnie musi sie wysilic, aby cos wymyslic. W przyszlosci nawet najbardziej rozlegle konstrukcje myslowe beda zupelnie instynktowne, tak jak np. zwierzeta instynktownie wiedza, ze moga cos zjesc lub nie (albo tak jak Boru, ktory wie instynktownie, jak ma skoczyc ;p ).

widac to w zyciu codzinnym, bo cialo fizyczne nad ktorego budowa zajmuja sie najtegsze umysly, najczesciej jest uzywane przez idiotow.

Boru - 22 Czerwiec 2011, 13:40

jam to napisał/a:
Podsumowujac ;)

Miliony lat temu Ziemia stanowila jednosc ze Sloncem, jednak bylismy zmuszeni sie rozdzielic.
Mija wiele epok, a Duch Slonca zstepuje na Ziemie i jednoczy sie z nia, przyprowadzajac ja z powrotem do Slonca, zmuszajac przy tym wszelkie zlo do opuszczenia Ziemi.
Bez uzycia przemocy, skromny ciesla, wyszydzony i przybity do drzewa, wysle w kosmos wszystkich swoich wrogow.


Jeden z psalmow manichejskich:

Módlmy się do Ducha Parakleta!

Pobłogosławmy Pana naszego, Jezusa,
który posłał nam Ducha Prawdy.
Ten zaś przybył i oddzielił nas od zdrożności świata.
Przyniósł nam zwierciadło.
Spojrzeliśmy w nie i ujrzeliśmy w nim Wszechświat.

Kiedy przybył Duch Święty, objawił nam
drogę Prawdy i nauczył nas, że są dwie natury,
natura światłości i natura ciemności,
oddzielone od siebie od początku.

Królestwo światłości składało się z pięciu Wielkich,
którymi są: Ojciec i jego dwanaście Eonów
i Eony Eonów, Żywe Powietrze,
Kraina Światłości; wielki Duch wionie w nich
i karmi ich swą Światłością.

Wszakże królestwo ciemności składa się z pięciu komór,
którymi są: dym, ogień,
wiatr, woda i ciemności.
Ich zrządzenie pełznie w nich, porusza je
i zachęca je do wzajemnej walki.
Ponieważ prowadziły wojnę między sobą, przeto ośmieliły się
zaatakować Krainę Światłości, gdyż uważały się za zdolne
do jej zdobycia. Nie wiedzą jednak, że to,
co wymyśliły, ściągną na własną głowę.

Wszakże w Krainie Światłości był zastęp Aniołów,
które miały moc wystąpienia i pokonania
wroga Ojca, któremu spodobało się swym Słowem,
które chciał posłać, ujarzmić buntowników,
którzy chcieli wynieść się ponad to, co było od nich
wznioślejsze.

Jak pasterz, który widzi lwa nadchodzącego,
by zniszczyć jego trzodę, stosuje podstęp:
Bierze baranka i używa go jak pułapki, aby schwytać lwa z jego
pomocą,
i w ten sposób ratuje swą trzodę.
A potem leczy baranka, którego zranił lew.

Tak właśnie działał Ojciec, który posłał swego silnego Syna.
Zrodził on ze siebie swą Dziewicę,
uzbrojoną w pięć sił, aby walczyła
przeciw pięciu otchłaniom ciemności.

Kiedy Strażnik stanął w granicach Światłości,
pokazał im (scil. mocom ciemności) swą Dziewicę,
która jest jego duszą.
W swej otchłani, wpadły one w podniecenie
i chciały ją posiąść,
otwarły swe paszcze i chciały ją pożreć.

Strażnik pochwycił jej moce
i zarzucił je na nich,
jak sieć na ryby, tak, by spadła na nich jak deszcz,
jak chmury pełne wody. A ona wdarła się w nie,
przeszyła je jak piorun.
Zakradła się do ich wnętrza i skrępowała je wszystkie,
choć tego nie spostrzegły.

Kiedy Pierwszy Człowiek skończył swą walkę,
Ojciec wysłał swego Drugiego Syna.
Przybył on i pomógł swemu Bratu wyjść z otchłani.
Zbudował cały ten świat z mieszanki
Światłości i ciemności.

Wszystkie siły otchłani rozciągnął jak dziesięć nieb
i osiem ziem, zamknął je w tym świecie
i uczynił z niego loch dla wszystkich sił ciemności.
Świat jednak jest także miejscem oczyszczenia dla duszy,
którą pochłonęły (moce ciemności).
Słońce i księżyc zostały wzniesione
i umieszczone na wysokości, aby oczyścić duszę.
Oczyszczoną jej część wznoszą codziennie,
ale jej męty niszczą [...]
Podnoszą je w górę i opuszczają.

Ten cały świat trwa przez pewien czas, ponieważ
istnieje wielka Budowla* , którą wzniesiono poza światem.
W godzinie, w której ów Budowniczy ją wykończy,
cały świat rozpadnie się.
Podpalą go, aby się roztopił.

Wszelkie życie, resztę Światłości w każdym miejscu,
zgromadzi on i uformuje z niej Posąg.
Jednakże zbierze on także zrządzenie śmierci,
całą ciemność, i ją samą odtworzy,
wspólnie z Archontem.

W jednej chwili nadejdzie Żywy duch. [...]
Pomoże on Światłości,
wszakże zrządzenie śmierci i ciemność
zamknie w komorze,
którą dla nich zbudowano,
aby na wieki byli uwięzieni.

Poza tym nie ma innego sposobu uwięzienia wroga,
albowiem nie przyjmie się go do Światłości,
ponieważ jest jej wrogiem, jednakże również nie pozostawi się go
w krainie ciemności,
aby nie wywołał jeszcze większej wojny niż pierwsza.

Nowy Eon powstanie na miejsce tego świata,
który zostanie zniszczony,
aby zapanowały w nim siły Światłości,
ponieważ czyniły one w pełni wolę Ojca i ją spełniały.
Pokonały one znienawidzonego, zwyciężyły go na wieki.

Taka jest Gnoza Maniego.
Uwielbijmy go i pobłogosławmy.
Zbawienie każdemu, kto mu ufa,
albowiem żyć będzie ze wszystkimi sprawiedliwymi.

Cześć i zwycięstwo niech będzie dane naszemu Panu Maniemu,
Duchowi Prawdy,
który przychodzi od Ojca i odsłonił nam
Początek, Środek i Koniec (świata).

Wielu ludzi (zwlaszcza zainteresowanych teoriami spiskowymi) zastanawia sie, co moze oznaczac ten symbol. Czasami sie slyszy, ze jest to "oko Lucyfera", czy cos w tym stylu. Te "Wszystkowidzace Oko" czy "Centralne Slonce " (wokol ktorego krazy Slonce oraz planety) jest Bogiem naszego ukladu slonecznego. Zbudowal on ten swiat po to, aby umozliwic rozwoj innym, a takze zeby samemu posunac sie dalej w rozwoju. Wszystkie istoty im wyzej piramidy sie znajduja, tym blizej sa zjednoczenia z tym Bogiem. Dlatego piramida jako calosc ma ten sam ksztalt co jej szczyt. Dlaczego ten symbol znajduje sie na banknocie dolarowym? Nie wiem, ale mozna to odczytac jako przeslanie "wiem co robisz z tymi pieniedzmi" ;)

Boru - 23 Czerwiec 2011, 14:40

Cytat:
Jezus zmartwychwstal, ale to zmartwychwstanie nie polegalo na powrocie jego ducha do fizycznego ciala, ale na calkowitej przemianie tego ciala. W ewangeliach czytamy jak Jezus ukazuje sie uczniom po swoim zmartwychwstaniu, widza go, moga go dotknac, moze z nimi jesc, ale widzimy tez ze nagle pojawia sie z nikad, ze ukazuje sie "pod inna postacia", tak wiec to cialo bylo bardzo "zageszczonym" cialem eterycznym.
W momencie wniebowstapienia zlaczyl sie on z cialem eterycznym Ziemi.


Ta relacja pomiedzy Jezusem a Duchem Slonca moze wydawac sie troche zagmatwana, bo jestesmy przyzwyczajeni do tradycyjnej nauki, ktora mowi, ze 2000 lat temu urodzil sie pewien Jezus i ten wlasnie Jezus jest wcielonym Bogiem. Pomysl, ze Jezus-niemowle byl wszechmocny, wszechwiedzacy itd. jest dosyc absurdalny.

Kiedy wiec zaczyna sie mowic o Jezusie Chrystusie jako o dwoch osobach, to mozna sie pogubic. Ta 3-letnia dzialalnosc Jezusa, kiedy byl on pod wplywem Ducha Slonca mozna do czegos porownac ;)

W momencie smierci Jezusa na krzyzu, Duch Slonca uzyskal dostep do Ziemi i od tamtej pory kieruje on calym rozwojem jaki dokonuje sie na naszej planecie. Jezus natomiast kontynuuje swoj wlasny rozwoj, poprzez zmartwychwstanie i wniebowstapienie. Zmartwychwstanie i wniebowstapienie nie jest czyms, czego dokonal tylko Jezus. Jest on dany jako przyklad dla calej ludzkosci.
Innym znanym zmartwychwstalym i wniebowstapionym jest np. Hrabia de Saint Germain (byc moze niedlugo o nim uslyszymy , poniewaz nastepna epoka, zwana takze "Era Wodnika" bedzie zwiazana z ta postacia).

W ewangeliach widzimy, ze Jezus wybral dwunastu apostolow, a wsrod nich wybral trzech (Piotra, Jana i Jakuba) ktorych traktowal w specjalny sposob. Dlaczego? Jezus widzial, ze mogli oni pojsc przez ta sama droge krzyzowa co on, jednak w decydujacym momencie, kiedy zolnierze przyszli pojmac Jezusa - uciekli.

Na angielskiej wikipedii znajduje sie dobry artykul na temat roznych stopni wtajemniczenia.

W Apokalipsie jest mowa o zmartwychwstaniu "Dwoch Swiadkow":

Cytat:
I dam dwom moim świadkom moc, i będą, odziani w wory, prorokowali przez tysiąc dwieście sześćdziesiąt dni. (4) Oni to są dwoma drzewami oliwnymi i dwoma świecznikami, które stoją przed Panem ziemi. (5) A jeżeli ktoś chce im wyrządzić szkodę, ogień bucha z ich ust i pożera ich wrogów; tak musi zginąć każdy, kto by chciał im wyrządzić szkodę. (6) Oni mają moc zamknąć niebiosa, aby nie padał deszcz za dni ich prorokowania; mają też moc nad wodami, by je zamieniać w krew i dotknąć ziemię wszelką plagą, ilekroć zechcą. (7) A gdy już złożą swoje świadectwo, zwierzę wychodzące z otchłani stoczy z nimi bój i zwycięży, i zabije ich. (8) A ich trupy leżeć będą na ulicy wielkiego miasta, które w przenośni nazywa się Sodomą i Egiptem, gdzie też Pan ich został ukrzyżowany. (9) I patrzeć będą ludzie ze wszystkich ludów i plemion, i języków, i narodów na ich trupy przez trzy i pół dnia, i nie pozwolą złożyć ich trupów w grobie. (10) A mieszkańcy ziemi radować się będą nimi i weselić się, i podarunki sobie nawzajem posyłać, dlatego że ci dwaj prorocy udręczyli mieszkańców ziemi. (11) Lecz po upływie trzech i pół dnia wstąpił w nich duch żywota z Boga i stanęli na nogi swoje, i strach wielki padł na tych, którzy na nich patrzyli. (12) I usłyszeli głos donośny z nieba, mówiący do nich: Wstąpcie tutaj! I wstąpili do nieba w obłoku, nieprzyjaciele zaś ich patrzyli na nich. (13) I w tejże godzinie powstało wielkie trzęsienie ziemi, i dziesiąta część miasta zawaliła się, i zginęło w tym trzęsieniu ziemi siedem tysięcy ludzi, pozostali zaś przerazili się i oddali cześć Bogu niebieskiemu.


W przyszlosci tysiace ludzi bedzie mialo szanse wyprzedzic ogolny rozwoj ludzkosci i pojsc droga Jezusa. Rozwijac sie mozna szybko i intensywnie lub dlugo i mniej intensywnie. Pisalem na poczatku o poszczegolnych stanach planetarnych, ze czeka na nas jeszcze etap Jowisza, Wenus i Wulkana. Ci "wniebowstapieni mistrzowie" jak Jezus, czy wspomniany wczesniej Saint Germain to osoby, ktore sa juz poza tymi wymienionymi planetami i pracuja nad rozwojem innych. Moga sie oni objawiac w fizycznych, niezniszczalnych cialach i normalnie w nich funkcjonowac.

Boru - 26 Czerwiec 2011, 13:56

Cytat:
Innym znanym zmartwychwstalym i wniebowstapionym jest np. Hrabia de Saint Germain (byc moze niedlugo o nim uslyszymy , poniewaz nastepna epoka, zwana takze "Era Wodnika" bedzie zwiazana z ta postacia).


Cytat:
W przyszlosci tysiace ludzi bedzie mialo szanse wyprzedzic ogolny rozwoj ludzkosci i pojsc droga Jezusa.


Co mialem na mysli?
W ciagu najblizszych kilku lat (moze to bedzie w slynnym roku 2012) wspomniany wczesniej przeze mnie Saint Germain, wniebowstapiony mistrz i wielki alchemik, dokona globalnej transmutacji przemieniajac nasza zelazna epoke w zlota epoke. Wielu ludzi bedzie mialo okazje wzniesc sie na niebywale wyzyny rozwoju duchowego, ktory cala ludzkosc osiagnie dopiero na nastepnych planetach. Wiekszosc ludzi bedzie musialo opuscic ta planete i dla tej wiekszosci ludzi bedzie to po prostu kosmiczna katastrofa. Swiat zostanie oczyszczony duchowym ogniem, fioletowym plomieniem i wszystko co sie dzieje obecnie na swiecie, zostanie radykalnie przyspieszone.

Voltaire napisał/a:
Ministrowie Waszej
Wysokości więcej bez wątpienia wiedzą na temat Bredy niż ja;
książę de Choiseul, pan de Kaunitz oraz pan Pitt nie powierzają
mi swoich sekretów. Mówi się, że wiadomości na ten temat
posiada jedynie pan de St. Germain, który wieczerzał w Trent u
Rady Ojców i który zapewne będzie miał zaszczyt spotkać się
z Waszą Królewską Mością w ciągu najbliższych pięćdziesięciu
lat. To człowiek, który nigdy nie umrze i który wie wszystko.



Adam Mickiewicz napisał/a:

Hej! Ramię do ramienia! Spólnymi łańcuchy
Opaszmy ziemskie kolisko!
Zestrzelmy myśli w jedno ognisko
I w jedno ognisko duchy!...
Dalej, bryło z posad świata!
Nowymi cię pchniemy tory,
Aż opleśniałej zbywszy się kory,
Zielone przypomnisz lata.


Cytat:
Dla niektórych ludzi przychodzi taka godzina,
kiedy muszą powiedzieć wielkie Tak
albo wielkie Nie. Od razu widać, kto z nich w sobie ma
gotowe Tak. Wypowiedziawszy je, coraz wyżej się wspina,
wzrasta i w ludzkiej czci, i w zaufaniu do samego siebie,
Ten, kto powiedział Nie — nie żałuje. Gdyby zapytali go, czy chce
Odwołać je, nie odwoła. Ale właśnie to Nie -
to słuszne Nie — na całe życie go grzebie.


Ta prawda jest zawarta rowniez w IT ;) Obecnie zyjemy w swiecie, ktory mozemy umiescic w przedostatniej predkosci. Niedlugo jednak zegar zacznie krecic sie jak szalony i nic go nie zatrzyma. Pora wiec nauczyc sie skakac.

William Blake napisał/a:
Zegar odmierza godziny głupstwa, ale mądrości nie mierzą zegary.


Jurek Owsiak napisał/a:
Oj bedzie sie dzialo!


utwor muzyczny na koniec.

PastorFX - 27 Czerwiec 2011, 03:35

Boru, jestem pod wrażeniem ile tego naskrobałeś.
Boru - 27 Czerwiec 2011, 12:42

Dla wiekszosci ludzi poruszanie takich tematow wydaje sie bezsensowne. Wielu tez budzi sie ze snu. Mysle, ze juz wkrotce wszystko zostanie poddane weryfikacji, co jest glupota, a co nie.

Nie bedzie to jakas kosmetyczna zmiana jak pomalowanie scian na inny kolor, tylko wyburzenie calego domu i postawienie nowego. Dlatego przywiazanie wylacznie do swiata materialnego jaki widzimy obecnie bedzie mialo tragiczne skutki.

A "konca swiata" nigdy nie bedzie. Koncza sie tylko epoki.

W moich oczach ten swiat, nasza Ziemia, przypomina takiego wiesniaka (wiesniactwo to stan umyslu) w swetrze przewroconym na lewa strone i do ktorego nikt sie nie przyznaje.
Nastapi jednak taki moment, ze ten sweterek zostanie przewrocony na prawa strone i to, co do tej pory bylo na wierzchu zostanie zmiecione, a to bylo w ukryciu i to co bylo stlamszone przez ta lewa strone, wyjdzie na zewnatrz i wszystko bedzie mialo sens. Wiesniak przestanie byc wiesniakiem i inni w koncu sie do niego przyznaja.

Nie wolno jednak czekac bezczynnie, bo to wszystko zalezy od nas samych. Wyzsze istoty (jak Saint Germain , znany bardziej ze swoich wczesniejszych wcielen jak np. Jozef - ojciec Jezusa ) po prostu porusza pierwsza kostke domina.

Boru - 27 Czerwiec 2011, 18:51

Chociaz troche sie zagalopowalem z ta smiercia wiekszosci ludzi. Chodzi raczej o "przesiedlenie" gdzie indziej. Pisalem z reszta o tym w postach sprzed kilku tygodni.
Z drugiej strony, to co nazywamy "smiercia" jest samo w sobie pewnym przesiedleniem do innego swiata, wiec nie wiem, czy to ma az tak duze znaczenie.

jam to napisał/a:
Wiesniak przestanie byc wiesniakiem i inni w koncu sie do niego przyznaja.


Kto sie przyzna? Tak zwani kosmici ;) Naprawde, powszechne wyobrazenie o cywilizacjach pozaziemskich jest zalosne . Dla mnie "kosmici" to wspolczesna nazwa dla aniolow. Jesli ktos twierdzi, ze Jezus jest dowodca jakiejs floty statkow kosmicznych, to ludzie uznaja to za bzdure, ale gdyby powiedzial, ze jest on wladca aniolow, to juz bedzie normalnie.

Swiat przyspiesza. Widac to golym okiem.
W pewnym momencie zostanie przekroczona jakas granica i wszystko zostanie nagle spakowane niczym w win-rarze.

Co mozna zrobic najgorszego w takim wypadku? Najgorsza jest postawa typu "o, dobre, bede swietowal, bawil sie i poczekam kilka lat na ten cyrk". Jesli tak myslisz - doczekasz sie tylko wlasnej zaglady i dasz sie nabrac na rozne sztuczki rzadzacych.
Na nic zdadza sie betonowe bunkry i technologia, bo wszystko ulegnie transformacji na poziomie molekularnym.

Ten duchowy ogien, ktory oczysci swiat, jest ogniem milosci i transformacji. Jesli ma on przemienic nas na lepsze, musimy kierowac sie miloscia. Proste.

Zlo zniszczy samo siebie. Prawo przyczyny i skutku bylo do tej pory "rozciagniete" w czasie. Jednak zostanie ono skompresowane i wszystko wydarzy sie blyskawicznie.

Pamietajcie, ze mozna byc albo ukrzyzowanym albo wbijac gwozdzie. Nie ma trzeciej mozliwosci.

Boru - 28 Czerwiec 2011, 19:33

Wlasciwie to juz chyba zakoncze te moje pisanie ;)
Pewnie zaskoczylem niektorych ta informacja dotyczaca kilku nastepnych lat. Widze to w ten sposob: zycie to ciagly rozwoj, przechodzenie z jednego stanu swiadomosci w wyzszy. Sa to procesy, ktore trwaja miliony lat, ale od czasu do czasu pojawia sie taki "bonus" i wtedy jest mozliwosc zeby to wszystko przyspieszyc. Pojedyncze jednostki potrafia wyprzedzic ogolny rozwoj nawet bez takich bonusow. Przypomina to troche sinusoide, gdzie obecnie jestesmy na samym dole, jest to szczyt materializmu. Niedlugo przejdziemy z liczb ujemnych na dodatnie i bedziemy wznosic sie ku gorze. Ten slynny grudzien 2012 jest to "punkt 0". Materia ulegnie calkowitej zmianie. Wiekszosc z tego nie korzysta i bedzie sie rozwijac zgodnie z ogolnym planem. Obecnie za posrednictwem durnych filmow, Internetu i telewizji wmawia sie ludziom haslo "zaglada 2012" i wpaja sie strach. Tak jakby powiedziec "jestes smieciem, zginiesz, nie zaslugujesz na lepsze zycie".

Postacie takie jak Jezus, Budda, czy wszelkie inne uznawane za swiete, doszly do swojej obecnej pozycji wlasnym wysilkiem. Nigdy nie bedziecie ani Jezusem ani Budda, ale mozecie byc po prostu soba. Im nie zalezy na tym, zeby oddawac im czesc. Oni chca poznac mistrzow rownych sobie.

Cytat:
Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie.


Chcialbym jeszcze dodac, ze nie jestem czlonkiem zadnej grupy religijnej ;)
Nie wierzcie w cos tylko dlatego, ze ja tak powiedzialem, czy ktokolwiek inny. Nie idzcie tam, gdzie idzie wiekszosc, bo dacie sie nabrac. Dotyczy to wszystkiego, nie tylko wiary. Nie uznawajcie czegos za glupote tylko dlatego, ze brzmi to glupio. Kto wmowil wam, co jest glupota a co prawda? Ludzie, dla ktorych jestescie warci nie wiecej niz bydlo.

Obecnie panuje moda na ateizm. Liczy sie tylko gromadzenie bogactw i wygodne zycie. Bog umarl, Nietzsche mial racje. Myla sie jednak ci, ktorzy twierdza, ze umarl Bog Najwyzszy, Absolut. Umarl Bog kosciolow.

Presto - 28 Czerwiec 2011, 19:41

Boru napisał/a:
Wlasciwie to juz chyba zakoncze te moje pisanie


Amen :razz:

Boru - 29 Czerwiec 2011, 19:38

Amen daje sie na koncu ;)

Podsumowujac: od 21 grudnia 2012 do 2015 odbedzie sie formatowanie kuli ziemskiej i wgranie nowego systemu, bo juz po prostu nie da sie tak dalej grac. Jesli rozwijacie sie duchowo, to doznacie bardzo pozytywnej przemiany, a jesli tkwicie w materializmie, to bedziecie walczyc o ten stary system i wasze wlasne pragnienia was spala blyskawicznie. Pozniej bedzie mozna psuc system od nowa. Trzeba strzec sie falszywych zbawicieli, falszywej inwazji "zlych kosmitow" i wielu roznych dziwnych rzeczy (np. ataku zombie ;) ). Wiem, ze to brzmi glupio i dosyc banalnie, ale co ja poradze, ze to prawda? ;)

Vinyanov - 29 Czerwiec 2011, 20:26

Boru, chciałbym, byśmy żyli w średniowieczu i by cię uśmiercono jako heretyka czy tam kogoś, bym nie musiał słuchać, co mówisz. ;)

Nie widzę w sobie żadnej władzy umysłowej, której ocenie twoich (i w ogóle czyichkolwiek) wiadomości jako prawdziwych lub fałszywych mógłbym zaufać. Intelekt mam za słaby. Poddanie się tzw. "zdrowemu rozsądkowi" prowadzi mnie najczęściej do zobojętnienia i stwierdzenia "a w sumie to mnie to w ogóle nie obchodzi". (Nie) ufanie komuś po prostu dlatego, że to, co mówi budzi we mnie zaufanie/komfort (lub lęk/dyskomfort) jest rozwiązaniem zbyt prostym, bym sobie na nie pozwolił.

Poza tym myślę, że może być tak, że zarówno poglądy głoszone zarówno przez większość społeczeństwa, jak i przez nieliczne jednostki mają taką samą szansę, by być prawdziwymi, więc to (ich powszechność) też o niczym nie świadczy.

Presto - 29 Czerwiec 2011, 20:37

Vinyanov napisał/a:
Boru, chciałbym, byśmy żyli w średniowieczu i by cię uśmiercono jako heretyka czy tam kogoś, bym nie musiał słuchać, co mówisz.


+1

Vinyanov - 29 Czerwiec 2011, 20:37

Opuściłeś emotę. :twisted:
Presto - 29 Czerwiec 2011, 20:39

:twisted:
Boru - 30 Czerwiec 2011, 14:56

Przegladajac internet zauwazylem, ze coraz wiecej ludzi zaczyna sobie zdawac sprawe z wszechobecnego spisku i ze zyjemy jak w matrixie. Dla mnie jest to oczywiste, ze rozne "ciemne moce" stoja za tym calym bagnem, ktore obserwujemy i ze jesli sie nie obudzimy, to zawladna nami calkowicie. Zauwazylem tez niestety, ze wielu ludzi zupelnie sobie z ta wiedza nie radzi i ta wiedza ich niszczy. Popadaja w paranoje i sieja nienawisc. Jest to bledne kolo, bo tego systemu nie da sie zniszczyc bedac odurzonym i przepelnionym gniewem. Kiedy taki czlowiek juz zwariuje, to jest on podatny na dezinformacje i jest sklonny uwierzyc w kazda bzdure. W ten sposob przestaje byc zagrozeniem dla systemu, a wrecz mu pomaga nieswiadomie ..

O wiele wazniejsze jest to, zeby wiedziec "o co chodzi" niz "o co nie chodzi". Zbytnia fascynacja teoriami spiskowymi jest bardzo szkodliwa.
Dlatego wlasnie napisalem ten prawie dwustronicowy wstep, zeby wyjasnic od poczatku o co chodzi w tym zyciu, a dopiero pozniej oglosilem ta dobra nowine o tym, co nas czeka w niedalekiej przyszlosci ;)

Jezus napisał/a:
Badzcie tymi, ktorzy przechodza mimo!

Vinyanov - 30 Czerwiec 2011, 15:23

Cytat:
Dlatego wlasnie napisalem ten prawie dwustronicowy wstep, zeby wyjasnic od poczatku o co chodzi w tym zyciu, a dopiero pozniej oglosilem ta dobra nowine o tym, co nas czeka w niedalekiej przyszlosci


Manipulowałeś nami?! :P

Cytat:
coraz wiecej ludzi zaczyna sobie zdawac sprawe z wszechobecnego spisku


Dopóki wiem, że "spiskowcy" są istotami ludzkimi takimi samymi jak ja, mam dla ich poczynań wiele tolerancji. :)

Oczywiście, za x pokoleń może się z takiej "kasty spiskującej" wykształcić nowy podgatunek człowieka, i wtedy będzie można zacząć dyskutować, czy jest "lepszy" czy "gorszy" od "nas", ale to kwestia przyszłości. :)

Boru - 30 Czerwiec 2011, 15:53

Cytat:
Dopóki wiem, że "spiskowcy" są istotami ludzkimi takimi samymi jak ja, mam dla ich poczynań wiele tolerancji. :)


Zgadzam sie.

Cytat:
Oczywiście, za x pokoleń może się z takiej "kasty spiskującej" wykształcić nowy podgatunek człowieka, i wtedy będzie można zacząć dyskutować, czy jest "lepszy" czy "gorszy" od "nas", ale to kwestia przyszłości. :)


Tez sie zgadzam. O podzieleniu sie ludzkosci pisalem we wczesniejszych postach. Moralnosc wplywa stopniowo na cialo fizyczne i ludzie nie beda mogli byc tak "wymieszani" jak teraz.
Inna przyczyna podzielenia sie ludzkosci bedzie to, ze nie bedzie mozliwe klamstwo. Kiedy czlowiek jest wysoko rozwiniety duchowo i posiada zdolnosc jasnowidzenia, to slyszy on nie tylko slowa, ale widzi przed soba w postaci obrazow to, co osoba mowiaca do niego czuje naprawde. Klamstwo to podstawa, jesli chce sie byc czarnym charakterem.
Politycy nie mieliby racji bytu, gdyby nagle ludzie stali sie jasnowidzacymi.

Dzieje Apostolskie napisał/a:
A pewien mąż, imieniem Ananiasz, ze swoją żoną Safirą, sprzedał posiadłość i za wiedzą żony zachował dla siebie część pieniędzy, a resztę przyniósł i złożył u stóp apostołów. I rzekł Piotr: Ananiaszu, czym to omotał szatan serce twoje, że okłamałeś Ducha Świętego i zachowałeś dla siebie część pieniędzy za rolę? Czyż póki ją miałeś, nie była twoją, a gdy została sprzedana, czy nie mogłeś rozporządzać pieniędzmi do woli? Cóż cię skłoniło do tego, żeś tę rzecz dopuścił do serca swego? Nie ludziom skłamałeś, lecz Bogu. Ananiasz zaś, słysząc te słowa, upadł i wyzionął ducha.

Boru - 1 Lipiec 2011, 12:39

jam to napisał/a:
Czlowiek w epoce lemuryjskiej mial swiadomosc obrazowa, nie byl swiadomy swojego fizycznego ciala. Stal sie swiadomy swojego ciala za sprawa duchow lucyferycznych. Od tego momentu mozna zaczac mowic o smierci.


Credo Mutwa (afrykanski szaman z plemienia Zulusow) napisał/a:
To jedna z najdziwniejszych historii, jakie można znaleźć w Afryce w tajnych stowarzyszeniach szamanów i innych środowiskach, w których ostały się jeszcze resztki naszej starożytnej wiedzy i mądrości.
Rzecz w tym, że początkowo Ziemia była pokryta grubym całunem mgieł i oparów, tak że ludzie nie widzieli Słońca na niebie, a jedynie świetlną plamę.
Z kolei nocą widzieli Księżyc w postaci delikatnego świetlnego pazura , ponieważ wszędzie zalegała gęsta mgła. Ciągle też padał deszcz. Nie było jednak grzmotów ani burz.
Świat był gęsto pokryty lasami, wielkimi dżunglami i ludzie żyli w tym
czasie na Ziemi w pokoju. Ludzie byli szczęśliwi, ale nie potrafili mówić.
Wydawaliśmy jedynie śmieszne dźwięki jak wesołe małpy i pawiany.
Nie znaliśmy mowy, takiej jaką mamy dzisiaj. W tamtych czasach ludzie rozmawiali ze sobą za pośrednictwem umysłów.
Mężczyzna mógł wezwać swoją żonę, pomyślawszy o niej, wyobraziwszy sobie jej twarz, zapach ciała i odczucie dotyku jej włosów. Myśliwy szedł do lasu i wołał zwierzęta, by przyszły, i zwierzęta wybierały wśród siebie jedno stare i zmęczone, i to zwierzę ofiarowywało się myśliwemu tak, że mógł je szybko zabić i zabrać jako mięso do swojej jaskini.
W tamtych czasach nie było przemocy w stosunku do zwierząt, nie było pogwałceń Natury przez ludzi. Człowiek zwykł prosić Naturę o jadło. Przychodził pod drzewo i myślał o owocach i drzewo sprawiało, że część jego owoców spadała na ziemię, po czym człowiek zabierał je.
Jest powiedziane, że kiedy Chitauli przybyli na Ziemię, zrobili to w przerażających pojazdach lecących w powietrzu, podobnych do ogromnych naczyń i emitujących straszny huk i ogień. Chitauli powiedzieli ludziom, których zebrali razem, grożąc im porażeniem błyskawicami, że są wielkimi bogami z niebios i że ludzie otrzymają teraz od nich wiele darów. Ci tak zwani bogowie byli podobni do ludzi, z tą jednak różnicą, żc byli bardzo wysocy oraz mieli długie ogony i przerażające płonące oczy.
Niektórzy z nich mieli dwoje żółtych jasnych oczu, a inni troje czerwonych i to trzecie wielkie i okrągłe znajdowało się pośrodku czoła. Te stworzenia odebrały ludziom wielkie moce, jakie posiadali: moc przemawiania poprzez umysł, moc przemieszczania obiektów siłą myśli, moc postrzegania przyszłości i przeszłości oraz moc przenoszenia się duchowo do innych światów.
Odebrawszy ludziom te wszystkie moce, Chitauli dali ludziom nową umiejętność, zdolność mowy. Ku swemu przerażeniu ludzie odkryli, że umiejętność mowy podzieliła ich, zamiast zjednoczyć, ponieważ Chitauli utworzyli wiele różnych języków, które stały się przyczyną wielkiej kłótni między ludźmi. Chitauli zrobili coś jeszcze, czego nigdy dotąd nie robiono – dali ludziom innych ludzi, którzy mieli nimi rządzić, i powiedzieli: „Oto wasi królowie, oto wasi wodzowie. Oni maj ą w sobie waszą krew. Oni są naszymi dziećmi i musicie ich słuchać, bo będą mówić w naszym imieniu. Jeśli nie będziecie ich słuchać, ukarzemy was bardzo surowo”.


Te gady roznie sie nazywa. W antropozofii mowi sie o nich, ze sa duchami lucyferycznymi a obecnie modne jest okreslenie "reptalianie". Te istoty doslownie zywia sie naszymi zlymi emocjami. Politycy, ktorych znamy sa tylko marionetkami w rekach ukrytego rzadu, natomiast ten niewidzialny rzad jest w rekach tych gadopodobnych istot. My zyjemy doslownie jak w matrixie i dla nich istniejemy tylko po to, aby ich zywic. Dali nam zludzenie wolnosci, edukacji itd. abysmy w ogole nie podejrzewali, ze oni istnieja. Takie kolko dla chomika :) .

Nie jestesmy jedyna planeta, ktora oni opanowali. Jest ich okolo 20, ale na zadnej z nich rozwoj duchowy nie zatrzymal sie tak, jak u nas.

Ten caly cyrk powoli sie sypie i rozsypie sie calkowicie w ciagu najblizszych kilku lat. Katastrofy naturalne znacznie sie nasila, z kosmosu nadciaga juz powoli kometa .. to wszystko wywola ogromny strach wsrod ludzi, wiec to bedzie dobra okazja dla tych istot, aby ostatni raz sie nami najesc. To powinna byc dla nich prawdziwa uczta.
Czeka nas rowniez falszywa inwazja "zlych kosmitow". W rzeczywistosci beda to tylko zdalnie sterowane przez reptalian bio-roboty. Ludzie sie wystrasza i poprosza nasz kochany rzad o pomoc, zostanie utworzony swiatowy rzad, a na "ratunek" przybeda wlasnie reptalianie. Oglosza sie naszymi bogami i nieposluszenstwo bedzie karane smiercia. Ten caly cyrk zostanie zakonczony przez osobe, ktora znamy jako Jezus. Przybedzie on ze swoimi aniolami/kosmitami i zmusi naszych ciemiezycieli do poddania sie. Od tej pory powierzchnia Ziemi bedzie zamieszkiwana przez dobrych ludzi, rozwijajacych sie duchowo, natomiast niewolnicy systemu beda zyli pod powierzchnia Ziemi , w podziemnych miastach i beda rzadzic sie dalej totalitarnymi systemami.

Cytat:
Bo On musi królować, dopóki nie położy wszystkich nieprzyjaciół pod stopy swoje.


Mozna ten fragment potraktowac doslownie ;)

Te kilka lat pomiedzy era zelazna a zlota nazywa sie era diamentowa. W tak ekstremalnych warunkach powstaja w krotkim czasie diamenty. Zywe diamenty.

jam to napisał/a:
Czlowiek poprzez swoja moralnosc wplywa na swoje cialo eteryczne i za jego posrednictwem pracuje nad swoim przyszlym cialem fizycznym. Ciala ludzi dobrych beda stopniowo coraz bardziej geste i na Ziemi osiagna zageszczenie na poziomie mineralu, diamentu. Czlowiek bedzie musial jednak nauczyc sie zatrzymywac wegiel w swoim organizmie, bo obecnie wdycha tlen i wydycha dwutlenek wegla - zabijajac oddechem ;) Wegiel to wlasnie "kamien filozoficzny". Czlowiek zatrzymujac wegiel w organizmie bedzie coraz bardziej "diamentowy" i swoje cialo zamieni w kamien madrosci.


Taka szybka przemiana bedzie mozliwa dzieki temu, ze Ziemia zostanie poddana jakby "swietlistej kapieli". To jest dosyc obszerny temat. W skrocie mowiac kazdy czlowiek posiada tzw. czakramy, sa to centra energetyczne ktore odpowiadaja za rozne potrzeby. Najwyzszy czakram odpowiadajacy za kontakt z Bogiem ma kolor fioletowy. Ziemia zostanie wykapana wlasnie w tym fioletowym plomieniu i bedzie mozliwy wrecz rakietowy skok w rozwoju duchowym. Jesli ktos nie rozwija sie duchowo, to odczuje to bardzo negatywnie .. po prostu oszaleje. Wladca fioletowego plomienia jest Saint Germain, jeden z "wniebowstapionych".

Ten fioletowy plomien znowu mozna do czegos porownac ;)

Oczywiscie to tylko przykladowy scenariusz. To troche tak jak z prognoza pogody. Na podstawie tego jak wyglada rzeczywistosc, mozna z duzym prawdopodobienstwem przewidziec przyszlosc.

Kolejna sprawa: tysiace lat temu na Ziemie zostala zeslana pewna ilosc (w Apokalipsie jest podana liczba 144 000) "kosmitow", ktorzy dobrowolnie sie na to zgodzili i ich zadaniem jest zniszczenie tego systemu od srodka. Urodzili sie oni w fizycznych cialach jak zwykli ludzie i utracili pamiec o swojej wlasnej tozsamosci. Poprzez kolejne wcielenia przypominali sobie oni stopniowo o swojej wlasciwej misji. Teraz nastepuje chwila, kiedy wykonaja swoje zadanie. To glownie oni maja podtrzymac ten ogien, ktory zostanie zeslany na Ziemie.

Cytat:
Oni maj ą w sobie waszą krew. Oni są naszymi dziećmi i musicie ich słuchać, bo będą mówić w naszym imieniu.


Jako ciekawostke dodam, ze przynajmniej jedna z tych istot lucyferycznych przeszla na "jasna strone mocy". Ta osoba jest znana jako Rudolf Steiner ;)

Boru - 2 Lipiec 2011, 14:55

jam to napisał/a:
niewolnicy systemu beda zyli pod powierzchnia Ziemi , w podziemnych miastach i beda rzadzic sie dalej totalitarnymi systemami.


Jesli ktos ma ochote zyc w takim miejscu, to polecam najpierw zobaczyc jak ono wyglada ;)

Czesc tzw. "porwan przez UFO" to wlasnie porwania do tych podziemnych miast. Wielu ludzi, najczesciej bezdomnych, jest do takich miejsc porywanych i juz stamtad nie wychodza.

Ktos moglby powiedziec, ze to niesprawiedliwe, ze jestesmy oszukiwani i ze rzadza nami jakies dziwne stwory, bo jestesmy przeciez bezbronni. Nie jestesmy bezbronni. Nikt nam nie kaze funkcjonowac w ten sposob. To ludzie sami chca tak zyc, jak jakies bydlo, a co sie robi z bydlem? Hoduje sie, znakuje i zjada. Bydlo sie rozmnaza, daje mu sie jakies zajecie i tak to sie wszystko kreci.
Mowi sie o "tajnych rzadach" i o "spiskach" ale przeciez to juz nie sa zadne spiski. To wszystko jest jawne, oni wcale sie nie ukrywaja. Nie ma potrzeby by sie ukrywali.

Cytat:
Dopóki wiem, że "spiskowcy" są istotami ludzkimi takimi samymi jak ja, mam dla ich poczynań wiele tolerancji. :)


Pod warunkiem, ze to faktycznie sa ludzkie istoty ;) Wielu ludzi, ktorych znamy z telewizji (lub osobiscie) to tylko przebierancy.

Boru - 3 Lipiec 2011, 01:02

Lew Tołstoj napisał/a:
Dopóki będą istniały rzeźnie, będą istniały i pola bitew.


Nie jest tajemnica, ze zwierzeta sa traktowane w okropny sposob.. Jedzac mieso, czy pijac krew doslownie zjada sie emocje jakie dana istota odczuwala w czasie swojego zycia. Czlowiek musi wiec te emocje gdzies odreagowac, a jak juz wczesniej mowilem, pewne istoty zywia sie naszymi zlymi emocjami. W taki wlasnie sposob to dziala.

Kiedy fioletowy plomien spadnie na Ziemie, to ci ludzie, ktorzy swiadmie go przyjma, zostana przez niego oczyszczeni, a nieswiadomi uwolnia w krotkim czasie wszystkie negatywne emocje na zewnatrz (prawdopodobnie zabijajac tych pierwszych).

Marek napisał/a:
I zapytał go: Jak ci na imię? Odpowiedział mu: Na imię mi Legion, gdyż jest nas wielu. I prosił go usilnie, aby ich nie wyganiał z tej krainy (lub "aby ich nie wyganial do otchlani/podziemia"). A pasło się tam, u podnóża góry, duże stado świń. I prosiły go duchy, mówiąc: Poślij nas w te świnie, abyśmy w nie wejść mogli. I pozwolił im. Wtedy wyszły duchy nieczyste i weszły w świnie; i rzuciło się to stado ze stromego zbocza do morza, a było ich około dwóch tysięcy, i utonęło w morzu.


O tym jest ten fragment. Demon przedstawil sie jako "Legion, bo jest nas wielu". Jaszczury tworza jakby jeden wieli organizm. Nie funkcjonuja jako pojedyncze, samodzielne jednostki. Wielu z tych, ktorych znamy jako politykow, kaplanow, dziennikarzy, biznesmenow, artystow, uzytkownikow for dyskusyjnych itd. to sa "ludzie", ktorzy zrzekli sie swojego czlowieczenstwa lub w ogole nigdy nie byli ludzmi, tylko sa zamaskowanymi jaszczurami. Posiadaja umiejetnosc zmiany swojego wygladu zewnetrznego. Wywoluja oni negatywne emocje wsrod ludzi, oglupiaja ich i wprowadzaja dezinformacje i sa jakby agentami/policjantami/szpiegami.

Jim Morrison napisał/a:

I am the Lizard King
I can do anything
I can make the earth stop in its tracks
I made the blue cars go away

For seven years I dwelt
In the loose palace of exile
Playing strange games
With the girls of the island
Now I have come again
To the land of the fair, and the strong, and the wise
Brothers and sisters of the pale forest
O Children of Night
Who among you will run with the hunt?
Now Night arrives with her purple legion
Retire now to your tents and to your dreams
Tomorrow we enter the town of my birth
I want to be ready'


Na razie tylko czekaja na Slonce.

Co sie stanie, jesli nie pozbedziemy sie tych jaszczurow w najblizszym czasie? Oto odpowiedz.

Jeszcze krotki filmik na podsumowanie ;)

Boru - 5 Lipiec 2011, 12:23

Ciekawe, ze "teoretycy spiskowi" najczesciej mowia o zlych kosmitach, przybylych z odleglych planet, natomiast w antropozofii mowi sie o duchach lucyferycznych, ktore nie sa zadnymi przybyszami z kosmosu, ale istotami, ktore powinny opuscic Ziemie podczas poprzedniego stanu planetarnego. Tak wiec "przybycie z odleglej planety" moze byc klamstwem z ich strony, po to, aby zrobic ludziom jeszcze wieksza wode z mozgu, niz maja.
Chyba, ze zle zrozumialem Steinera. Moze chodzilo mu o to, ze to sa istoty z odleglych planet ktore w czasie kiedy nasza planeta byla "Starym Ksiezycem" wybraly "ciemna strone mocy" i przylecialy tutaj.

Dosyc to wszystko zagmatwane. Nasza planeta jest od dawna zamieszkiana przez tak duza liczbe roznych istot, ze trudno ulozyc te puzzle. Ludzkosc zyje w tak ogromnej iluzji, ze az trudno to sobie wyobrazic. Moze wydac sie to smieszne jesli powiem, ze wiele istot i miejsc, ktore znamy z filmof sci-fi, kreskowek, czy gier komputerowych istnieje naprawde ;) Istoty, ktore nami manipuluja czuja sie tak swobodnie, ze klada nam przed oczy prawde, a my traktujemy to jako zabawe i nic do nas nie dociera. To prawdziwe czarne poczucie humoru.

Bledem jest twierdzenie, ze zycie toczy sie tylko na powierzchni Ziemi ;) Istnieja cywilizacje podziemne i cywilizacje "powietrzne". "Wniebowstapienie" Jezusa mozemy potraktowac doslownie, jako odejscie do eterycznego, niewidzialnego fizycznymi oczami miasta znajdujacego sie ponad naszymi glowami.

Nie wiem czy slyszeliscie o teorii pustej Ziemi. Na innym forum znalazlem ciekawy temat o tym (pominmy poziom wypowiedzi wiekszosci).

Cytat:
Co jeśli Ziemia jest jedyną lub bardzo nieliczną wśród planet, dlatego że posiada życie na zewnątrz? Czy zaintesowanie innych ras nami nie jest spowodowane właśnie takim fenomenem?

Być może właśnie my mamy odwrócony punkt widzenia (z uwagi, że żyjemy na zewnątrz) niż przewidują kosmiczne normy. Z tego powodu szukamy życia w kosmosie patrząc na zewnętrzne powierzchnie innych światów, widzimy tylko kamienne pustynie i wmawiamy sobie, że jesteśmy wyjątkowi, jedyni we wszechświecie, tym czasem we wnętrzach planet może tętnić życie... może za pare lat okaże się, że nasz układ jest tak bogaty w inteligencję, a my byliśmy tak ślepi.


W Biblii rowniez znajduja sie informacje o podziemnych miastach. Cytuje apokryficzna (tzn. nieuznawana oficjalnie przez kosciol) Ksiege Henocha:

Cytat:
4 Następnie Pan powiedział do Rafała: "Zwiąż Azazela za ręce i nogi i wrzuć go do ciemności. Otwórz pustynię, która jest w Dudael, i wrzuć go tam.
5 I rzuć na niego chropowate i ostre kamienie i przykryj go ciemnością. Niech tam przebywa na zawsze! Przykryj jego oblicze, żeby nie mógł widzieć światła
6 I żeby w wielki dzień sądu mógł być wrzucony do ognia.


Teraz Apokalipsa Jana:

Cytat:
I widziałem anioła zstępującego z nieba, który miał klucz od otchłani i wielki łańcuch w swojej ręce. I pochwycił smoka, węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan, i związał go na tysiąc lat. I wrzucił go do otchłani, i zamknął ją, i położył nad nim pieczęć, aby już nie zwodził narodów, aż się dopełni owych tysiąc lat. Potem musi być wypuszczony na krótki czas.


Jest tu opisane to, o czym pisalem wczesniej:

Cytat:
Od tej pory powierzchnia Ziemi bedzie zamieszkiwana przez dobrych ludzi, rozwijajacych sie duchowo, natomiast niewolnicy systemu beda zyli pod powierzchnia Ziemi , w podziemnych miastach i beda rzadzic sie dalej totalitarnymi systemami.


Cytat:
I zatrąbił piąty anioł; i widziałem gwiazdę, która spadła z nieba na ziemię; i dano jej klucz od studni otchłani. I otwarła studnię otchłani. I wzbił się ze studni dym jakby dym z wielkiego pieca, a słońce i powietrze zaćmiły się od dymu ze studni. A z tego dymu wyszły na ziemię szarańcze, którym dana została moc, jaką jest moc skorpionów na ziemi.


Gdzie Jezus przebywal po smierci?

Cytat:
Gdyż i Chrystus raz za grzechy cierpiał, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was przywieść do Boga; w ciele wprawdzie poniósł śmierć, lecz w duchu został przywrócony życiu. W nim też poszedł i zwiastował duchom będącym w więzieniu, które niegdyś były nieposłuszne, gdy Bóg cierpliwie czekał za dni Noego, kiedy budowano arkę, w której tylko niewielu, to jest osiem dusz, ocalało przez wodę.


Dezinformacja siana przez wszelkie media ma za zadanie zamienic duchowo czlowieka w "jaszczura". Kiedy czlowiek mentalnie zostanie odczlowieczony, to w nastepnym wcieleniu nie urodzi sie w ludzkim ciele, ale w ciele jakiegos mutanta genetycznego, tworzonego gdzies w podziemnych laboratoriach.

George Orwell napisał/a:
Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim.


jam to napisał/a:
Cialo fizyczne jest obecnie najdoskonalszym naszym cialem, bo przeszlo ono najdluzsza ewolucje.


Tutaj musze sie poprawic, bo nie jest to do konca zgodne z prawda. Dawno temu ktos nam grzebal w genach i popsul nasze cialo fizyczne. Dlatego jestesmy zewnetrznie podobnie zbudowani jak zwierzeta.
Chociaz i tak cialo fizyczne jest chyba nadal najbardziej skomplikowanym naszym cialem.

Boru - 5 Lipiec 2011, 21:50

Klaudek napisał/a:
Potem przyszło gimnazjum i bierzmowanie. Od początku nie byłam przekonana do tego, czy moje uczestnictwo w tej uroczystości ma sens.


Polecam ten tekst :)

darek719 - 5 Lipiec 2011, 22:22

hm... odkąd zaglądam na to forum zaczołem się zastanawiać o czym jest ten temat i czemu służy? zauważyłem też jednego naprawde ambitnego użytkownika który stale zamieszcza swoje przemyślenia ale czy słuszne, czy ma racje? ;-) no cóż wszyscy pewnie wiedzą o kim mówię, każdy ma prawo głosu i to nic złego, chcąc dodać jednak coś od siebie proponuje najpierw rozważyć "zakład pascala" jest to kwestia tylko plusów i minusów, o samej wierze w Boga i o samych tezach i słuszności chrzescijanstwa można mówić godzinami a są rzeczy których nie da się podwarzyć, które pozwalają uwierzyć, które nie dają wątpic ;-) ale o tym napisze poźniej ;-)
Boru - 5 Lipiec 2011, 22:46

Ten temat to taki moj brudnopis ;)

Zakladu Pascala nikt nie wygra, poniewaz zaklada sie dwoch bogow.

Vinyanov - 5 Lipiec 2011, 23:00

W sumie nie wypowiadałem się tu za siebie...

Świadomość po śmierci nie istnieje, a "dowody", jakoby miało być inaczej są albo przypadkami ludzi poddających się iluzjom płynącym z ich własnych mózgów, albo nieprawdopodobnymi zbiegami okoliczności (http://en.wikipedia.org/wiki/Littlewood's_law).

"Prawdziwe" lub "fałszywe" mogą być tylko sądy o ułożeniu ciał w czasie i przestrzeni (rzecz ta-a-ta wtedy-a-wtedy była tu-a-tu). Pozostawia to jednak pytanie, dlaczego o niektórych zjawiskach niematerialnych możemy orzekać, że są "(nie)prawdopodobne", np.: "prawdopodobne jest, że dwie substancje zestawione w jednym miejscu spowodują wytworzenie się trzeciej".

To, że ludzkie języki nie służą opisowi wyłącznie rzeczywistości fizycznej, ale i niefizycznych (co to w ogóle znaczy?) odczuć danego człowieka, różnorakich procesów fizycznych, konstrukcji myślowych itp. uważam za wielkie nieszczęście, które prowadzi do powstawania głupich problemów typu "zdefiniuj pojęcie definicji".

ROTFL.

Boru - 5 Lipiec 2011, 23:02

Cytat:
Świadomość po śmierci nie istnieje


Zgadzam sie. Smierci nie ma, wiec nie ma po niej tez swiadomosci ;)

Cytat:
To, że ludzkie języki nie służą opisowi wyłącznie rzeczywistości fizycznej, ale i niefizycznych (co to w ogóle znaczy?)


Nie ma czegos takiego jak "swiat materialny" i "swiat duchowy" bo wszystko jest energia, tylko pod rozna postacia.

darek719 - 5 Lipiec 2011, 23:04

zakład pascala jest ciekawy sam w sobie, chodzi o samo pogląd czy warto wierzyć czy nie?
Boru - 5 Lipiec 2011, 23:11

Trzeba wiedziec, a nie wierzyc.
Vinyanov - 5 Lipiec 2011, 23:27

Boru napisał/a:
Nie ma czegos takiego jak "swiat materialny" i "swiat duchowy" [...]


Też ich nie rozróżniam. ;) Chodzi mi o coś innego. Weźmy np. takie zdanie: "istnieje wiele różnych sprzecznych psychologicznych modeli osobowości". Żadne z tych słów nie opisuje niczego "materialnego". Więc jak osądzić, czy jest ono prawdziwe? A jeśli trudno jest to nam zrobić "obiektywnie"*, to dlaczego jesteśmy jednak zdolni do tego, by natychmiast, automatycznie wręcz, wyrobić sobie w tej kwestii własny osąd?

*Cokolwiek to znaczy.

BTW: denerwuje mnie, że ludzie (wszyscy?) mają "zakodowane" w głowie intuicyjne rozumienie logiki i matematyki. Wszyscy czujemy to samo, gdy widzimy sprzeczne logicznie zdanie, "x i nie x". Ale czy istnieje tylko "jedna", "prawidłowa" logika i matematyka, czy też można stworzyć ich "więcej" (cokolwiek by to znaczyło), z tym, że nie mogłyby już one służyć do opisu rzeczywistości tak, jak jak służy nam ta "główna"? ;)

Cytat:
[...] warto wierzyć czy nie?


Intuicyjnie mam ochotę powiedzieć "warto".

Ale wiem też, że prawdopodobnie są na świecie osoby (chociaż ich jeszcze nie znam), które byłyby dla mnie potencjalnie wielką duchową inspiracją, a które tym zakładem prawdopodobnie nie zawracają sobie wcale głowy. ;)

Wszystkie pojęcia, którymi operujemy dyskutując są wytworem kultury, w której się urodziliśmy. Wszystko, czego wysłowić nie umiemy, a co czujemy, że "istnieje" lub "jest ważne" (w tym uczucia i rozmaite doświadczenia duchowe), jest wytworem naszych mózgów, wykształconym w toku ewolucji, bo tak było gatunkowi korzystnie. Żadnego z tych dwóch źródeł nie szanuję w stopniu wystarczającym, aby szanować to, co za ich sprawą pojawia się w danej chwili w mojej świadomości (lub i podświadomości).

"Koncepcje, wynocha z mojej głowy!" ;)

Boru - 5 Lipiec 2011, 23:39

Cytat:
jest wytworem naszych mózgów


To taka mantra? ;)

Jestem takiego zdania, ze wszystko jest "niematerialne"/duchowe i wszystko co pojawia sie w umysle danego czlowieka istnieje w rzeczywistosci.

Vinyanov - 5 Lipiec 2011, 23:48

Tak. Jestem egocentrykiem, antropocentrykiem i cerebrocentrykiem. ;)

...

Ty używasz jednej definicji rzeczywistości, ja innej. Wyłączając kwestię IQ, nie wiem, dlaczego czyjakolwiek miałaby być lepsza od jakiejkolwiek innej...

Jak mam zastosować "rozumowanie" do udowodnienia "wyższości" czegokolwiek nad czymkolwiek innym (np. jednej definicji nad drugą), skoro nie rozumiem pojęcia "rozumowanie"?

Nie mam nawet (niestety :P ) gwarancji, że to, co mówię jest niedorzeczne/jałowe.

Liczę, że za 500 lat powstanie wszechwiedząca maszyna i "problemy" się skończą. :)

Boru - 5 Lipiec 2011, 23:52

Cytat:
Ty używasz jednej definicji rzeczywistości, ja innej. Wyłączając kwestię IQ, nie wiem, dlaczego czyjakolwiek miałaby być lepsza od jakiejkolwiek innej...


Jesli ktos o IQ 200 twierdzi, ze szklanka jest do polowy pusta, a ktos o IQ 100 twierdzi, ze jest do polowy pelna, to kto ma racje? :P

Vinyanov - 5 Lipiec 2011, 23:54

:)

Kogoś o IQ 100 twoja wiadomość zainspiruje do dokonania 2 dygresji, a 200-kę - 20. ;)

Boru - 6 Lipiec 2011, 12:31

Zaklad Pascala jest wedlug mnie glupota, poniewaz zaklada on istnienie Boga wyobrazonego w pewien konkretny (koscielny, starotestamentowy) sposob.
Co sie stanie zarowno z wierzacym jak i niewierzacym? Zalozmy, ze oboje umra w tym samym czasie. Okaze sie, ze po smierci dalej sa swiadomi i ten wierzacy powie "hej, wygralem! jest zycie po smierci", na co ten drugi odpowie "nie wygrales, bo gdzie ten Bog?".

Odprawianie pewnych rytualow "na wszelki wypadek" nie ma sensu. Nikt nie zostanie za to wynagrodzony.
Niewiara i korzystanie zycia w ten sposob, ze dba sie wylacznie o przyjemnosci, gromadzi sie bogactwa itd. tez nie ma sensu, bo po smierci nie bedzie mogl tego kontynuowac.

Sa istoty, ktore mozemy nazwac Bogiem, ktore sa stworcami ukladow slonecznych czy galaktyk i ktore mozna zobaczyc, ale nawet one nie sa oddzielone od swojego stworzenia i potrzebuja go do wlasnego rozwoju tak samo, jak my potrzebujemy ich.

Tak jak czlowiek potrzebuje lustra aby mogl sie zobaczyc, tak samo Bog (niewidoczne, Centralne Slonce) potrzebuje Syna (widzialne Slonce). Z Syna pochodzi cale stworzenie i on podtrzymuje wszystko przy zyciu. Duch Swiety jest tym, ktory niszczy ten swiat, tworzac nowy. Jak to powiedzial Voltaire:

Cytat:
Lepsze jest wrogiem dobrego.


To samo mamy w hinduizmie. Brahma (Ojciec), Wisznu (Syn) i Shiva (Duch Swiety). Shiva jest otoczony wiencem plomieni , ktore niszcza stary swiat i tworza nowy. Kazdy plomien ma swojego wladce, ktory uzywa go w odpowiednim czasie.

jam to napisał/a:
Ten caly cyrk zostanie zakonczony przez osobe, ktora znamy jako Jezus. Przybedzie on ze swoimi aniolami/kosmitami i zmusi naszych ciemiezycieli do poddania sie.


Hinduizm uczy tego samego.

Chociaz raczej chodzi nie o Jezusa, ale o Saint Germaina, ktory jest Wladca Ery Wodnika. To i tak nie ma znaczenia, bo poziom ich rozwoju duchowego daleko wykracza ponad nasze zrozumienie.

Apokalipsa napisał/a:
I widziałem niebo otwarte, a oto biały koń, a Ten, który na nim siedział, nazywa się Wierny i Prawdziwy, gdyż sprawiedliwie sądzi i sprawiedliwie walczy. (12) Oczy zaś jego jak płomień ognia, a na głowie jego liczne diademy. Imię swoje miał wypisane, lecz nie znał go nikt, tylko on sam. (13) A przyodziany był w szatę zmoczoną we krwi, imię zaś jego brzmi: Słowo Boże. (14) I szły za nim wojska niebieskie na białych koniach, przyobleczone w czysty, biały bisior. (15) A z ust jego wychodzi ostry miecz, którym miał pobić narody, i będzie nimi rządził laską żelazną, On sam też tłoczy kadź wina zapalczywego gniewu Boga, Wszechmogącego. (16) A na szacie i na biodrze swym ma wypisane imię: Król królów i Pan panów. (17) I widziałem jednego anioła stojącego w słońcu; i zawołał głosem donośnym, mówiąc wszystkim ptakom latającym środkiem nieba: Nuże, zbierzcie się na wielką ucztę Bożą, (18) by jeść ciała królów i ciała wodzów, i ciała mocarzy, i ciała koni oraz ich jeźdźców, i ciała wszystkich wolnych i niewolników, małych i wielkich. (19) I widziałem zwierzę i królów ziemi, i wojska ich, zebrane, by stoczyć bój z tym, który siedział na koniu, oraz z jego wojskiem. (20) I pojmane zostało zwierzę, a wraz z nim fałszywy prorok, który przed nim czynił cuda, jakimi zwiódł tych, którzy przyjęli znamię zwierzęcia i oddawali pokłon posągowi jego. Zostali oni obaj wrzuceni żywcem do jeziora ognistego, gorejącego siarką. (21) A pozostali byli pobici mieczem wychodzącym z ust jeźdźca na koniu, i wszystkie ptaki nasyciły się ich ciałami.


"Tloczenie gniewu Boga" jest wlasnie tym "skompresowaniem" prawa przyczyny i skutku, ktore spowoduje, ze ludzkosc odczuje na sobie skutki wlasnego postepowania w krotkim czasie.

Te tloczenie juz sie odbywa.

Nikt nie nauczy sie grac w IT jesli zacznie od gry na insane. Kiedy zegar wybije ostatnia predkosc, nie bedzie juz czasu aby sie wszystkiego nauczyc. Wtedy juz bedzie wiadomo, kto jest po ktorej stronie, kto bedzie wbijal gwozdzie, a kto bedzie ukrzyzowany.

Boru - 6 Lipiec 2011, 14:25

Polski matrix ;)
SaleiB - 6 Lipiec 2011, 14:28

Boru napisał/a:
Jesli ktos o IQ 200 twierdzi, ze szklanka jest do polowy pusta, a ktos o IQ 100 twierdzi, ze jest do polowy pelna, to kto ma racje? :P

A mnie zawsze zastanawia sens pseudofilozoficznych rozważań na temat w połowie wypełnionej szklanki ;)

Boru przeglądając Twoje wypowiedzi w tym temacie zauważyłem często pojawiające się odniesienia do Księżyca i Słońca w stosunku do Ziemi, a także o różnych duchach przemieszczających się pomiędzy tymi ciałami. Mam pytanie, zanim zagłębię się bardziej w twoje teksty. Czy traktujesz te miejsca dosłownie, czy jest to tylko opis symboliczny i metaforyczny?

Boru - 6 Lipiec 2011, 14:47

Uwazam, ze wszystko jest zywe, a planety i gwiazdy sa cialami fizycznymi realnych istot nazywanych powszechnie aniolami/bogami. Wszechswiat jako calosc jest rowniez jednym wielkim organizmem, ktory podlega prawu reinkarnacji, czyli co jakis czas "umiera" i odradza sie ponownie, zaczynajac wszystko od nowa, ale na wyzszym poziomie niz poprzednio.

Tak wiec ludzie obecnie przypominaja troche mrowki chodzace po sloniu.

Vinyanov - 6 Lipiec 2011, 16:44

SaleiB napisał/a:
Czy traktujesz [coś] dosłownie, czy jest to tylko opis symboliczny i metaforyczny?


IMO najczęstszą odpowiedzią, którą można uzyskać na tego typu pytanie jest "i to, i to". ;)
Służy to podniesieniu rangi przedmiotu dyskusji poprzez wzniesienie go o "poziom" wyżej, niż zakładał pytający.

(Nie mówię, że tak się stało tutaj, to ogólna uwaga).

Boru - 6 Lipiec 2011, 17:06

W Starym Testamencie, w Ksiedze Hioba jest opisana historia pewnego zakladu zawartego pomiedzy Bogiem a Szatanem.

Cytat:
Otóż zdarzyło się pewnego dnia, że przybyli synowie Boży, aby się stawić przed Panem, a wśród nich przybył też i szatan. (7) I rzekł Pan do szatana: Skąd przybywasz? A szatan odpowiedział Panu, mówiąc: Wędrowałem po ziemi i przeszedłem ją wzdłuż i wszerz. (8) Rzekł Pan do szatana: Czy zwróciłeś uwagę na mojego sługę, Joba? Bo nie ma mu równego na ziemi. Mąż to nienaganny i prawy, bogobojny i stroniący od złego. (9) Na to szatan odpowiedział Panu, mówiąc: Czy za darmo jest Job tak bogobojny? (10) Czy Ty nie otoczyłeś go zewsząd opieką wraz z jego domem i wszystkim, co ma? Błogosławiłeś sprawie jego rąk i jego dobytek rozmnożył się w kraju. (11) Lecz wyciągnij tylko rękę i dotknij tego, co ma; czy nie będzie ci w oczy złorzeczył? (12) Na to rzekł Pan do szatana: Oto wszystko, co ma, jest w twojej mocy, tylko jego nie dotykaj! I odszedł szatan sprzed oblicza Pana.


O co chodzi?

Bog przedstawiony tutaj to Bog Jahwe - nosiciel ludzkiego ego. Ego czlowieka, jest nizszym czlonem od jego Wyzszej Jazni. Ego uwaza siebie za cos odrebnego od reszty i kiedy jest atakowane, broni swojego terytorium. Szatan jest alter-ego, czy tez cieniem ludzkiego "ja".

W matrixie mamy Neo i agenta Smitha, ktory jest alter-ego Neo. Dopoki Neo walczy z nim, nie moze go pokonac, chociaz toczy rownorzedna walke. Pokonuje go dopiero wtedy, kiedy zostaje przez niego zabity.

Jezus jest ucielesnieniem Wyzszej Jazni, ktora nie uwaza siebie za kogos odrebnego i daje sie zabic tak naprawde przez samego siebie, dzieki temu uwalnia sie spod prawa karmy i reinkarnacji, ktore rzadzi tym swiatem i zyskuje wladze nad nim.

Ja jestem innym "ty", a ty jestes innym "ja".

Marek napisał/a:
I przybyli do Kafarnaum. A będąc w domu, zapytał ich: O czym to rozprawialiście w drodze? A oni milczeli, bo rozmawiali między sobą w drodze o tym, kto z nich jest największy. I usiadłszy, przywołał dwunastu i rzekł im: Jeśli ktoś chce być pierwszy, niechaj stanie się ze wszystkich ostatnim i sługą wszystkich.

Boru - 6 Lipiec 2011, 17:52

Cytat:
Smierci nie ma, wiec nie ma po niej tez swiadomosci ;)


Cytat:
wszystko co pojawia sie w umysle danego czlowieka istnieje w rzeczywistosci.


To by sie wykluczalo ;) Czlowiek moze cofnac sie w swoim rozwoju az do poziomu mineralu, gdzie jego swiadomosc jest tak bardzo przytlumiona, ze mozna to wlasciwie uznac za smierc. Taka swiadomosc jest "rozciagnieta" na caly wszechswiat. Nie trwa to jednak wiecznie i kiedys ta stlumiona swiadomosc zaczyna sie "zageszczac" i skupiac w mniejszej przestrzeni.

Tak wiec Viny, jesli bardzo chcesz, to mozesz umrzec. Zanim jednak ci sie uda, to bedziesz musial zjechac winda w dol i przezyc jeszcze sporo. Pewne istoty juz czekaja tam z utesknieniem ;)

Vinyanov - 9 Lipiec 2011, 20:03

Anatomia człowieka:

"Rozum" to to, co rozumiemy, jak działa, ale udajemy, że nie jest warte rozumienia.
"Serce" to to, co rozumiemy, jak działa, ale udajemy, że nie rozumiemy.
"Dusza" to to, co rozumiemy, jak działa, ale udajemy, że zrozumieć nie można.

Wersję (nieco) mniej pretensjonalną można uzyskać stosując odpowiednio "intelekt", "emocje" i "intuicję".

Boru - 11 Lipiec 2011, 22:18

Cytat:
Mam pytanie, zanim zagłębię się bardziej w twoje teksty. Czy traktujesz te miejsca dosłownie, czy jest to tylko opis symboliczny i metaforyczny?


Wiekszosc z tego co napisalem jest oparte na antropozofii, czy nauce Rozokrzyzowcow (na jedno wychodzi w sumie).. jednak im dluzej zglebiam ten temat tym bardziej przekonuje sie, ze ta wiedza, ktora publicznie dzielil sie Steiner (tworca antropozofii) jest w duzym stopniu pewna mitologia, czy duzym uproszczeniem ktore w tamtych czasach (poczatek XX wieku) moglo zostac przyjete przez ludzi. Zaznajomienie sie z ta mitologia jest potrzebne aby pojsc dalej. Ludzkosc jest pograzana w takiej duchowej ignorancji, ze prawda powiedziana wprost nie zostalaby przyjeta.

Dwie strony wczesniej wkleilem pewien psalm manichejski, ktorego tresc spelniala taka sama role wieki wczesniej.

Gdyby w tamtych czasach zaczal mowic o najezdzcach z kosmosu, Jezusie jako pol-kosmicie, ktory korzystal z bardzo zaawansowanej technologii, ktory przezyl ukrzyzowanie i dozyl sedziwego wieku .. moglby niczego nie zdzialac ;)
Steiner byl gleboko wtajemniczony, mozna powiedziec, ze byl wielkim magiem i wiedzial, ze jesli poda pewien system wierzen i oblecze to w jakas mitologie, to nie ma znaczenia, czy ta mitologia w pelni odpowiada prawdzie. Wazne, by pobudzic ludzi do przyjecia jakiejs postawy.
Rozne religie praktykuja ta sama metode, ale intencje maja negatywne. Kaplani zastawiaja na ludzi pulapki i wysysaja z nich energie.

Moj pierwszy post na tej stronie jest jednak ciagle aktualny.

kabalistyczna "Ksiega Zohar" napisał/a:
"Biada człowiekowi, który w Torach (w Prawie) widzi jedynie proste przykłady i zwyczajne słowa. Gdyby rzeczywiście tylko to one zawierały, można by było obecnie napisać Torah jeszcze bardziej podziwu godnym - lecz tak nie jest.
Każde słowo w Torah ma podniosłe znaczenie i kryje w sobie wielkie misterium... Opowieści Torah są jedynie zasłoną Torah. Biada temu kto zasłonę Torah bierze za sam Torah... Naiwny widzi jedynie zasłony i opowieści i nie rozpoznaje nic innego. On nie widzi co kryje się za zasłonami. Człowiek bardziej uświadomiony nie zważa na ubiór lecz na ciało, które ubiór osłania"



Polecam ten wyklad Nassima Harameina (kontrowersyjny fizyk i matematyk) o Arce Przymierza, znaczeniu imienia JHWH i Drzewie Zycia.

Tak wiec zstapienie "Ducha Slonca" mozna odczytac w taki sposob:
Starozytni Izraelici posiadali tzw. Arke Przymierza, dzieki ktorej byli w stanie dokonywac rzeczy uznawanych za cuda i kontaktowali sie dzieki niej z Bogiem. Wytwarzala ona COS podobnego do Slonca. Taka pozaziemska technologia, wyniesiona z Egiptu przez Mojzesza, ktory byl synem Faraona. Ta arka w pewnym momencie gdzies zaginela i prawdopodobnie byla pod ochrona sekty essenczykow, do ktorej nalezal miedzy innymi Jezus, Jozef i Maria.
Jezus byl jakby naladowywany przez te Slonce (Gwiazda Betlejemska), dzieki czemu funkcjonowal on na "wyzszych obrotach" i byl w stanie dokonywac takich rzeczy jak np. chodzenie po wodzie ;)

Boru - 11 Lipiec 2011, 22:18

Double post :P
Boru - 12 Lipiec 2011, 11:13

jam to napisał/a:
Starozytni Izraelici posiadali tzw. Arke Przymierza, dzieki ktorej byli w stanie dokonywac rzeczy uznawanych za cuda i kontaktowali sie dzieki niej z Bogiem. Wytwarzala ona COS podobnego do Slonca.


Ciekawe, ze w roznych tajnych stowarzyszeniach ezoterycznych, najwyzszy stopien wtajemniczenia uzyskuje sie wtedy, gdy oddaje sie poklon Arce Przymierza, a wlasciwie temu, co nad nia sie unosi. To "cos" mozna wykorzystywac w dobrych celach jak i zlych . Piramidy maja z tym duzo wspolnego .. to z pewnoscia nie sa grobowce faraonow postawione przez grupe niewolnikow.

W starozytnym Izraelu Arka Przymierza znajdowala sie w swiatyni, a wczesniej w namiocie. Ta swiatynia byla podzielona na rozne czesci i im bardziej ktos byl wtajemniczony, tym blizej Arki mogl przebywac. Do samej Arki miala dostep chyba tylko jedna osoba, Arcykaplan, ktory raz na rok wchodzil do pomieszczenia, gdzie ona sie znajduje.

Wedlug teorii pustej Ziemi, w centrum Ziemi znajduje sie "Centralne Slonce". Jest to te same Slonce, ktore unosi sie nad Arka Przymierza. Poszczegolne czesci swiatyni, w ktorej znajdywala sie Arka odpowiadaly temu, jak zbudowana jest Ziemia.

Te "Wszystkowidzace Oko" znajduje sie w centrum wszystkiego. Kazdy atom, kazda planeta, gwiazda, galaktyka itd. ma w centrum wlasnie te Centralne Slonce, Absolut.

Nasze ciala wydaja sie ograniczone, ale nosimy w sobie nieskonczonosc. Nie jest to przenosnia. Kazdy nasz najmniejszy ruch wywoluje reakcje w calym wszechswiecie. Kazdy atom, komorka i kazde cialo jest calym kosmosem.

Tak jak ukladajac kostke rubika, zmianiajac polozenie jednej kostki automatycznie wymusza sie na pozostalych wykonanie odpowiedniego ruchu, aby wszystko doprowadzic do pierwotnego stanu.

W momencie kiedy jeden czlowiek uderza drugiego, informacja o tym uderzeniu jest przekazywana automatycznie calemu wszechswiatowi i wszystkie wydarzenia we wszechswiecie uloza sie w taka kombinacje, ze ten czlowiek sam zostanie uderzony przez kogos. Wystepujac przeciwko jednemu czlowiekowi, niewazne kim by nie byl, wystepuje sie przeciwko calemu wszechswiatowi ;)

William Blake napisał/a:
Gdyby oczyścić drzwi percepcji, każda rzecz jawiłaby się taka, jaka jest: nieskończona.


Moze Eliasz sprowadzil ogien z nieba w taki sposob? :D

Boru - 12 Lipiec 2011, 11:13

Znowu zamiast zedytowac posta to wysyla nowego.
Boru - 13 Lipiec 2011, 07:55

Cytat:
Te "Wszystkowidzace Oko" znajduje sie w centrum wszystkiego. Kazdy atom, kazda planeta, gwiazda, galaktyka itd. ma w centrum wlasnie te Centralne Slonce, Absolut.


Nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawe, ale zostalo naukowo udowodnione, ze atom jest czarna dziura i kazdy pojedynczy atom zawiera w sobie energie calego wszechswiata. Swiat w ktorym zyjemy, istnieje we wnetrzu atomu, czarnej dziury. Wszystko co istnieje, to jest podzielona .. przestrzen. Zrozumienie tego, jak dzieli sie pusta przestrzen daje nieskonczone mozliwosci.

Wyobrazcie sobie, ze wchodzicie swoim wzrokiem we wlasna dlon, miesnie, komorki, kod DNA, atomy, wchodzicie w jadro pojedynczego atomu .. i co dalej? Widzicie swiatlo, ktore rozdrabnia sie na gromady galaktyk, galaktyki, gwiazdy, planety, kraje, miasta, ulice, dom .. i wlasna dlon.

Tak wiec postacie takie jak np. Jezus mowiace o "Krolestwie Boga w nas" to juz nie sa jacys marzyciele oderwani od Ziemi, tylko ludzie mowiacy naukowym jezykiem. To my zyjemy w iluzji i mamy odwrocony punkt widzenia.

Vinyanov - 13 Lipiec 2011, 09:03

Uznawanie prostych koncepcji myślowych, których rozumienie (lub raczej sądzenie, że się je rozumie) jest wrodzone u wszystkich ludzi, takich np. jak "nieskończoność", "niemierzalność", "wzajemne przenikanie się", "symetria", "pustka" lub "wyższe i niższe poziomy czegoś" (i wiele, wiele innych) za narzędzia, które mogą posłużyć do trafnego opisania świata to nic innego jak oznaka braku dyscypliny umysłowej.

Cytat:
Ostatnio zmieniony przez Vinyanov Dzisiaj 9:27, w całości zmieniany 17 razy


Kto jest mistrzem edytowania? ;)

Boru - 13 Lipiec 2011, 13:36

Nieuznawanie prostych koncepcji myslowych, ktore kazdy potrafi zrozumiec i szukanie na sile trudniejszych (nie trzymajacych sie kupy) jest oznaka braku sympatii do prostych ludzi ;)
Vinyanov - 13 Lipiec 2011, 14:07

Boru napisał/a:
szukanie na sile


Nie muszę. Mam je w tej chwili 80 cm od siebie, w podręcznikach do chemii, fizyki i j. polskiego. ;)

OK, już się uciszam. Nie bierzmy wszystkiego, co nie jest opatrzone uśmieszkami poważnie. :>

Cytat:
Ostatnio zmieniony przez Boru Dzisiaj 13:37, w całości zmieniany 1 raz


OK. ;)

Boru - 13 Lipiec 2011, 17:09

Gdyby Harold odslonil oczy to zobaczylby, ze jest trojwymiarowy i skacze tworzac za soba spirale. Moglby tez ulozyc ze schodkow geometryczna strukture prozni, stanac w srodku i tym samym doskoczyc do szczytu wiezy, do pierwszego i ostatniego schodka, jedynego jaki istnieje.

Ewangelia Tomasza napisał/a:
18 Rzekli uczniowie do Jezusa: "Powiedz nam, w jaki sposób nastanie nasz koniec?" Odrzekł Jezus: "Odkryliście już początek, aby poszukać końca; tam bowiem, gdzie jest początek, tam będzie i koniec. Błogosławiony, kto stanie na początku - pozna koniec i nie zakosztuje śmierci".


Gdyby ktos zaczepil mnie na ulicy pytaniem: czy wierzysz w Boga? To powiedzialbym:

Wierze w nieskonczona pusta przestrzen, ktora dzieli sama siebie na nieskonczona ilosc nieistniejacych kul z czworoscianem w srodku, ktore nawzajem siebie reguluja i zmierzaja do nieskonczonej gestosci :P

Cytat:
Wyobrazcie sobie, ze wchodzicie swoim wzrokiem we wlasna dlon, miesnie, komorki, kod DNA, atomy, wchodzicie w jadro pojedynczego atomu .. i co dalej? Widzicie swiatlo, ktore rozdrabnia sie na gromady galaktyk, galaktyki, gwiazdy, planety, kraje, miasta, ulice, dom .. i wlasna dlon.


Paradoksalnie wszechswiat jest ograniczony. Moglibysmy wyjsc na zewnatrz tego wszechswiata, a gdzies tam dalej widac by bylo maly punkcik, ktory okazalby sie innym wszechswiatem.

Ktos moglby powiedziec: piszesz tutaj o pentagramach, a mowi sie, ze to szatanski symbol.

Znajomosc geometrii i umiejetnosc jej zastosowania w rozwoju duchowym mozna wykorzystywac zarowno w dobry jak i zly sposob. Odpowiednikiem pentagramu w muzyce jest tzw. tryton, czyli tonacja stosowana np. w muzyce metalowej, ktora najczesciej wykorzystuje sie w zlych zamiarach.

Boru - 14 Lipiec 2011, 16:31

Vinyanov napisał/a:
Świadomość po śmierci nie istnieje


W pewnym sensie mozesz miec racje. Mysle, ze moze to sie odbywac w ten sposob, ze jedna swieca gasnie, a druga w innym miejscu sie zapala. Zapalenie drugiej swiecy jest wynikiem zgasniecia tej pierwszej i odczuwa ona skutki jej postepowania, nie pamietajac przy tym nic ze swojego "poprzedniego" zycia.

Pamiec i swiadomosc moze byc przechowywana na roznych nosnikach. Jesli ktos przechowuje swoja pamiec i "ja" w ciele fizycznym, mozgu, to po smierci traci to wszystko.

Mozna tez przechowywac to wszystko na innym nosniku, ktory po smierci fizycznego ciala zostanie po prostu "cisniety" w inne cialo.
Mozna rowniez czesc swojej pamieci i "ja" zmagazynowac na roznych nosnikach. Taki czlowiek w momencie smierci fizycznego ciala, utraci czesc swojej pamieci, a czesc zachowa. W swoim nastepnym wcieleniu, bedzie mial przeblyski i bedzie swiadomy tego, ze nie jest tu pierwszy raz i ma cos tutaj do zrobienia, ale musi sie dowiedziec od nowa co dokladnie ma tutaj zrobic.

To wszystko laczy sie z przebiegunowaniem planety, ktore niedlugo nas czeka. Ludzie, ktorzy ulokowali swoja swiadomosc w fizycznym ciele, zostana sformatowani i straca pamiec ;) Wyobrazcie sobie ludzi, ktorzy nagle zapominaja kim sa i co tutaj robia, ktorzy nagle nie wiedza do czego sluzy bron, cala ta technologia itd.

Podejrzewam, ze istoty, ktore nas hoduja stracily w jakims momencie swojej historii zdolnosc do przenoszenia swojej pamieci po smierci ich fizycznych cial. Dlatego chca utrzymac swoje ciala przy zyciu, karmiac sie nami.

Zdumiewa mnie to, w jakim strasznym matrixie zyjemy. W szkolach uczymy sie o swiecie, ktory jest jakas jedna milionowa czescia calosci, pijemy trujaca wode (woda z naturalnego zrodla wyglada zupelnie inaczej i ma inne wlasciwosci niz z kranu), ktora wysysa z nas energie, jemy mieso zadreczanych zwierzat, ktorych emocje zagniezdzaja sie w naszych cialach, mieszkamy w miastach i budynkach, ktorych budowa zakloca przeplyw energii, media bombarduja nas klamstwami, strasza sztucznie wytworzonym terroryzmem, abysmy byli jeszcze bardziej ulegli, dla odmiany dali nam zalosne rozrywki, abysmy czasem poczuli sie fajnie i w tym wszystkim mamy zludzenie jakiejs wolnosci i wydaje sie nam, ze to normalne.

Jakby ktos chcial zainteresowac sie rozwojem duchowym, ale tak bardziej z naukowego punktu widzenia to polecam zapoznac sie z takimi goscmi jak Dan Winter, czy Nassim Haramein. Smiem twierdzic, ze to geniusze ale malo sie o nich mowi (nawet w wikipedii ich nie ma) bo ich odkrycia wywracaja wszystko do gory nogami :P Haramein naucza raczej poczatkujacych i jest zabawniejszy niz polskie kabarety a Winter jest duzo trudniejszy do ogarniecia (ja nie za bardzo ogarniam). Na yt jest sporo filmikow z polskimi napisami.

Vinyanov - 15 Lipiec 2011, 03:11

Boru napisał/a:
[...] zludzenie jakiejs wolnosci


Stary problem. "Uszczęśliwiać czy pozwolić wierzyć, że jest się szczęśliwym?"

Boru - 17 Lipiec 2011, 20:07

Jak moze powstac cos z niczego? To jedno z podstawowych pytan, ktore padaja z ust wierzacych i ateistow podczas dyskusji.

Moze zamiast pytac "jak" trzeba postawic pytanie .. "czy w ogole cos powstalo"? ;)

Przegladajac Internet znalazlem taki oto tekst.

Jest to dosyc bliskie temu co pisalem wczesniej tzn. Absolut jako nieskonczonosc i swiat jako rozcienczony, podzielony Absolut, ktory zderza sie z przeciwienstwami i dzieki temu rozwija sie dalej.

Tak wiec Bog to moze po prostu pusta przestrzen a wszechswiat to statek-widmo, ktorego paliwem jest glupota i zlo zyjacych w nim istot?

Moze starozytni gnostycy nie bez powodu nazywali Boga Najwyzszego: Cisza, Otchlan?

Boru - 20 Lipiec 2011, 18:37

Cytat:
Odniesienia do człowieka nazywanego Jeszu (lub Jeiszu) pojawiają się w Talmudzie babilońskim z około VI-VII wieku n.e. i innej klasycznej literaturze religijnej z II do VIII wieku n.e. Nie wiadomo jednak, czy chodziło o Jezusa, ponieważ "Jeszu" było akronimem określenia: jemach szemo wezichro (oby jego imię i pamięć [o nim] zaginęły), używanym zwyczajowo wobec wszystkich osób winnych nakłaniania do bałwochwalstwa, herezji i apostazji. Pojawiające się w Talmudzie określenie Ha Nocri (Nazarejczyk) również nie musi wskazywać na Jezusa, lecz być może na jakiegoś innego "proroka" z Nazaretu. Potwierdzają to liczne niezgodności między opisem życia Jeszu, a życiorysem Jezusa: np. Jeszu czekał 40 dni na egzekucję, był ukamienowany (nie ukrzyżowany) w Lod (nie w Jerozolimie).

Osoba Jeszu (domniemanego Jezusa) została potraktowana w Talmudzie babilońskim, będącym także polemiką i kontrnarracją wobec Nowego Testamentu, marginalnie. Urodził się ze związku pozamałżeńskiego Marii i rzymskiego żołnierza, stacjonującego w Palestynie o imieniu Panthera. Jako syn nie-Żyda, a przede wszystkim owoc zdrady małżeńskiej był osobą wykluczoną, poza plemieniem i nie mógł brać udziału w normalnym życiu społeczności (np. w szeregu ważnych obrzędów).

Jednym z głównych oskarżeń pod adresem Jeszu zawartych w źródłach talmudycznych jest to, że zwiódł lud żydowski. Za pomocą nieczystych sztuczek i praktyk zmusił go, aby za nim podążył. Podobnie uzdrowienia nie były efektem boskości, lecz produktem czarnej magii.


Teraz pojdzmy dalej: Jezus "zmartwychwstaje" jakies 100 lat pozniej jako Apoloniusz z Tiany , filozof, matematyk i magik. Swiadomy tego kim byl w poprzednim wcieleniu, wplata w swoja nauke postac Jezusa. Ten Jezus jest jakby jego pseudonimem i tak powstaja ewangelie, ktore zawieraja zaszyfrowane duchowe przeslanie :P

Boru - 23 Lipiec 2011, 18:14

Jeszcze cos o pentagramach ;)

Jezus napisał/a:
Jam jest korzeń i ród Dawidowy, gwiazda jasna poranna. A Duch i oblubienica mówią: Przyjdź! A ten, kto słyszy, niech powie: Przyjdź! A ten, kto pragnie, niech przychodzi, a kto chce, niech darmo weźmie wodę żywota.


Czym jest gwiazda poranna? Jest to planeta Wenus, ktora jest widoczna na horyzoncie przed wschodem Slonca.
Stad wlasnie imie Lucyfer, ktore znaczy "niosacy swiatlo". To dosyc ciekawe, bo Jezus sam siebie nazwal Lucyferem.

Obejrzyjcie sobie ten filmik.

Nastepnie ten obrazek.

Rany zadane Jezusowi tworza pentagram.

Pentagram przypomina glowe kozla.

Starozytni zydzi mieli w zwyczaju skladanie kozla w ofierze, dzieki czemu ich grzechy mogly zostac odpuszczone (stad wlasnie okreslenie "koziol ofiarny").

Jezus byl takim kozlem ofiarnym, heretykiem skazanym na smierc.

Jezus napisał/a:
(...)ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego, i wtedy biadać będą wszystkie plemiona ziemi, i ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach nieba z wielką mocą i chwałą (...)


Czy znak Czlowieka to Wenus? Ostatnio czesto mowi sie o tzw. planecie X czy Nibiru, ktora ma przyleciec tutaj w okolicach 2012. Spotkalem sie z opinia , ze Nibiru znana w starozytnosci byla to planeta Wenus, ktora poruszala sie po innej orbicie niz obecnie.

Vinyanov - 23 Lipiec 2011, 18:24

[...] [...]
Boru - 23 Lipiec 2011, 20:40

Mam wprawe w lamaniu serc.
Boru - 28 Lipiec 2011, 20:55

Wyobrazcie sobie, ze pewnego dnia w telewizji zostaje podana informacja o inwazji obcych z kosmosu ;) Ludzie musza sie zjednoczyc i musi zostac utworzony swiatowy rzad aby poradzic sobie z najezdzcami. W trakcie walki z tymi kosmitami pojawiaja sie inni kosmici, ktorzy pokonuja tych zlych, obalaja calkowicie dotychczasowy rzad, oglaszaja sie naszymi zbawcami a nastepnie jeden z nich, podajacy sie za Jezusa, oglasza ustanowienie 1000-letniego krolestwa :P
Otwiera jakis miedzywymiarowy portal, jasniejszy niz Slonce i mowi "przyjdzcie do mnie owieczki, a dam wam darmo pic ze zrodla wody zycia" oraz "Sa jeszcze tacy, ktorzy sa po stronie tamtych zlych. Musimy sie ich pozbyc jak za dawnych czasow czynili to Mojzesz i Jozue. To z powodu tej zarazy drecza was od kilku lat te wszystkie plagi." ;)

Apokalipsa napisał/a:
I zgromadzil ich na miejscu, ktore po hebrajsku nazywa sie Armageddon


Wyruszaja na walke, a kiedy docieraja na miejsce, na niebie pojawia sie pewna planeta i zbliza sie do Ziemi. Wywoluje to obled wsrod zgromadzonych ludzi "Mesjasza", zabijaja sie nawzajem i spadaja na nich wielkie plagi.
Wsrod pozostalych, pojawienie sie planety powoduje transformacje i przejscie na wyzszy poziom rozwoju.

Takie moje luzne przemyslenia :P

Co jesli te wszelkie przepowiednie o powrocie Mesjasza sa manipulacja?

Boru - 1 Sierpień 2011, 18:06

Ostatnio sledze rozne strony, ktore zajmuja sie tematem "konca swiata", roku 2012 itd.
Niepokoi mnie jednak wiekszosc z tego, co ludzie pisza na ten temat i cala ta otoczka. Bardzo duzo jest tam takiego pseudoduchowego belkotu, szerzenia strachu przed zaglada, przekazow channelingowych od roznych "istot swiatlosci" itd. Kiedy takim ludziom zwraca sie uwage na to, to zle to przyjmuja.
Na poczatku sam troche sie w to wkrecilem.
Moja intuicja mowi mi, ze cos tutaj nie gra ale jednoczesnie mowi mi, ze faktycznie wszystko "skonczy sie" maksymalnie w ciagu natepnych kilku lat.

O co wiec chodzi? Nasza planeta to taki ogrodek w ktorym jestesmy hodowani przez istoty o wiele bardziej od nas zaawansowane ale sa to istoty upadle, potrzebujace energii, ktora my wytwarzamy.

Planety jednak ewoluuja i tylko kwestia czasu jest, kiedy ten ogrodek splonie. Krotko mowiac, nasza Ziemia stanie sie niedlugo gwiazda, a istoty zyjace tutaj przejda na wyzszy poziom egzystencji. Mozna to nazwac "wniebowstapieniem", czy przejsciem do innego wymiaru. O to wlasnie chodzi z tym "Duchem Slonca", "Duchem Ziemi", zmartwychwstaniem itd.

Nasi hodowcy przybeda wiec tutaj, przebrani za swietliste istoty i w obliczu katastrof beda nawolywac ludzi do tego, aby udali sie z nimi w podroz do "lepszego swiata". W rzeczywistosci bedzie to jedynie przeprowadzka na inna planete, gdzie bedzie mozna kontynuowac hodowle.
Trzeba pamietac , ze tutaj jest nasze miejsce i nigdzie sie stad nie ruszamy.
Bedzie duzo klamstw i manipulacji, dlatego przedstawiam tutaj rozne scenariusze aby wyostrzyc wasza czujnosc.

Pisalem tez wczesniej o tym, ze Jahwe, starotestamentowy Bog, jest wladca Ksiezyca.
Ksiezyc jest satelita, ktora nadaje sygnal "matrixa". Kiedy zostanie stad zabrany, rozsypie sie iluzja.

Cytat:
Zapytany zaś przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie Królestwo Boże, odpowiedział im i rzekł: Królestwo Boże nie przychodzi dostrzegalnie, ani nie będą mówić: Oto tutaj jest, albo: Tam; oto bowiem Królestwo Boże jest pośród was. Rzekł też do uczniów: Przyjdą czasy, kiedy będziecie pragnęli widzieć jeden z dni Syna Człowieczego, a nie ujrzycie. I będą mówić do was: Oto tam, oto tu. Nie chodźcie, ani się tam nie udawajcie. Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca nieba aż po drugi, tak będzie i Syn Człowieczy w dniu swoim.


Piotr napisał/a:
A dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną. Skoro to wszystko ma ulec zagładzie, jakimiż powinniście być wy w świętym postępowaniu i w pobożności, (12) jeżeli oczekujecie i pragniecie gorąco nastania dnia Bożego, z powodu którego niebiosa w ogniu stopnieją i rozpalone żywioły rozpłyną się? Ale my oczekujemy, według obietnicy nowych niebios i nowej ziemi, w których mieszka sprawiedliwość.


Cytat:
Kto blisko jest mnie, blisko jest ognia, a kto jest daleko ode mnie, daleko jest od Krolestwa.


Max Heindel napisał/a:
Gdy Istoty znajdujące się na jakiejś planecie dostatecznie się rozwiną, wtedy planeta ta stanie się Słońcem, czyli stałym punktem w systemie słonecznym, a gdy istoty tam się znajdujące osiągną jeszcze wyższy stopień swego blasku, i planeta dzięki temu uzyska stan najwyższego blasku, wówczas rozpłynie się ona w pewnym znaku Zodiaku i stanie się ciałem macierzystym dla narodzin nowego systemu słonecznego.
W taki sposób ogromne zastępy Istot boskich, które do tej pory ograniczone były jedynie do Słońca, uzyskają swobodę działania wobec znacznej ilości ciał niebieskich i będą mogły wpływać na system, który narodzi się w zasięgu pola ich wpływów. Planety, czyli światy zamieszkałe przez istoty ludzkie w obrębie Zodiaku, opanowane są w różny sposób przez siły tych planet, w zależności od osiągniętego stopnia ewolucji.
Nasze Słońce nie mogło stać się nim wcześniej, zanim nie wydaliło z siebie wszystkich istot na tyle rozwiniętych, że nie mogły wytrzymać ogromnych świetlistych wibracji Słońca, gdyż pozostając tam, zostałyby zniszczone przez ogień.
Widzialne Słońce jest z całą pewnością polem rozwoju dla istot stojących znacznie wyżej od człowieka. Lecz nie jest ono w żadnym wypadku twórcą planet, jak przyjmuje to współczesna wiedza materialistyczna. Przeciwnie, Słońce jest także emanacją Centralnego Słońca, niewidzialnego Źródła wszystkiego co znajduje się w obrębie naszego systemu słonecznego. Widzialne Słońce jest tylko lustrem, w którym odbijają się energetyczne płomienie duchowego Słońca, gdyż prawdziwe Słońce jest tak samo niewidzialne, jak niewidzialny jest prawdziwy człowiek.


Niektore moje wiadomosci moga wydac sie ze soba sprzeczne.
Jak juz mowilem, ten temat to taki moj brudnopis i dziele sie tym, co w danym momencie uwazam za wartosciowe.

Boru - 2 Sierpień 2011, 12:54

Jako, ze od lat moje poszukiwania kraza glownie wokol Biblii to glownie skupiam sie na osobie znanej jako Jezus. Problem w tym, ze to co jest napisane w ewangeliach to jedno, a jaki Jezus byl naprawde to drugie. Kiedy pytam sie ludzi zajmujacych sie ezoteryka, co mysla o "historycznym Jezusie", to w odpowiedzi dostaje cos w stylu "nauczyciel jak Budda, czy Mahomet i wielu innych". To znaczy wszystko i nic bo o tych panach rowniez nic nie wiem.
Slyszalem juz wiele roznych wersji: Jezus jako wcielenie starotestamentowych prorokow, Jezus jako narzedzie slonecznego Ducha, Jezus jako kosmita, Jezus jako postac legendarna itd.
Szperajac w internecie znalazlem ciekawy tekst, ktorego fragment mowi wlasnie o tym i ktory moze wydawac sie na pierwszy rzut oka calkowicie idiotyczny, lecz dla mnie ma on sens bo harmonizuje sie on z cala reszta tego co wiem.

Cytat:
To co jest przedstawiane jako ukrzyżowanie Sanandy Kumara (Jezusa), nie miało miejsca w rzeczywistości trzeciego wymiaru. Zdarzenie to zostało przedstawione w formie hologramu istotom ludzkim przez istoty gadzie . Technika ta oddaje pełnię realizmu w percepcji świadomości trójwymiaru. Istota ze świadomością trójwymiaru odbiera ten proces jako rzeczywiste zdarzenie, w którym może nawet uczestniczyć, niczym w tym co zwane jest spektakl. Istoty stanowiące część hologramu są materialne w sensie fizycznym i wydają naturalne dzwięki, jakby były to żywe istoty. Metoda hologramu stosowana przez istoty gadzie, polega na zmanifestowaniu struktur atomowych w wymiarze trzecim, których zródłem jest zbiorowa świadomość istot gadzich. Hologram jest kreacją umysłu istoty gadziej przy wsparciu czterowymiarowych urządzeń, będących generatorami pola elektromagnetycznego, których naturalnie istoty ze świadomością trzeciego wymiaru nie mogą dostrzec przy pomocy narządu wzroku ciał żółtego pęku (ciala fizycznego). Kreacja będąca hologramem, przedstawiająca ukrzyżowanie Sanandy skupiała tysiące świadków. Wśród nich byli ludzie, dzięki którym powstały wzmianki o tym co zwane jest tu "męką Chrystusa". Jako że metoda hologramu jest realistyczna w stopniu znacznym w percepcji trójwymiaru, wydarzenia związane z ukrzyżowaniem zostały trwale umieszczone w kontinuum czasoprzestrzennym trzeciego wymiaru kuli Ziemi, dlatego potencjalna istota mająca dostęp do kontinuum, może oglądać to wydarzenie, będące projekcją holograficzną.

Istota Sananda nie opuściła ciała żółtego pęku podczas bycia przytwierdzoną do krzyża, do którego ta istota w ogóle nie była przytwierdzana. Istota Sananda podczas snu wewnątrz groty została zabrana w wymiar piąty kuli Ziemi przez swoje ciało pęku indygo. Tam postanowiła ostatecznie opuścić swoje ciało żółtego pęku, jednak zanim to nastąpiło, zdecydowała się na ostatnią manifestację w polu trzeciego wymiaru w ciele pęku zielonego. W ten sposób została odebrana jako istota zwana tu duchem podczas żegnania się z bliskimi jej istotami. Po pożegnaniu się, Sananda używając sloganu języka świadomości trójwymiaru oznajmił, że "wraca do swego ojca", po czym na oczach tysięcy istot ludzkich został w ciele pęku zielonego zabrany do wnętrza formacji odpowiadającej pojazdowi, jaka ukazała się na niebie. To wydarzenie zostało uwieńczone na wielu malowidłach autorstwa świadomości trójwymiaru i określone jako "wniebowstąpienie". Pojazd energetyczny Konfederacji Światła, do którego wniknęła manifestacja Sanandy w ciele zielonego pęku zmieniał kształty lśniąc tęczowym blaskiem. Zebrany tłum przejawiał to co określa się ekscytacją, podnieceniem, radością, odbierając zmiennokształtną formację, jako "boga ojca". Wiązki strumieni energii poruszające się wokół pojazdu zostały odebrane jako "anioły" i uwieńczone na malowidłach. Rzeczywisty kształt pojazdu Konfederacji odpowiadał kuli, jego średnica wynosiła mil pięćdziesiąt. Wewnątrz pojazdu Sananda zmanifestował się w ciele pęku niebieskiego, po czym wytworzył to co nazywane jest "siatką Chrystusową" lub "zesłaniem Ducha Świętego" na cały plan trzeciego wymiaru kuli Ziemia. Spowodowało to otrzymanie impulsów aktywacyjnych przez pęki zielone czakr serca u istot ludzkich, będących w wymiarze trzecim kuli Ziemia. Sananda wszedł wówczas w rezonans z sercem kuli świadomej Ziemi - ikosahedralnym, bladozielonym jądrem o wibracji miłości, wspomógł całą planetę jako żywą istotę, przygotowując ją wraz z jej mieszkańcami na zbliżającą się emanację rdzenia tej istoty spiralnej zwanej Drogą Mleczną. Spowodowało to przewagę biegunu pozytyw nad biegunem negatyw w zbiorowej świadomości ludzkości trzeciego wymiaru i otworzyło jej drogę prowadzącą do osiągnięcia wymiaru czwartego o biegunie pozytyw. Ta operacja była wspierana przez cywilizację istot ludzkich zamieszkujących wnętrze kuli świadomej Ziemi.

Pochodzenie istoty zwanej Sananda Kumara to pole trzeciego wymiaru kuli świadomej Wenus, gdzie ta istota razem z tą zwaną Sanat Kumara, pracowała nad sukcesywnym wspieraniem tej kuli w biegunie pozytyw. Po osiągnięciu przez kulę świadomą Wenus wymiaru czwartego, istota Sananda wniknęła w pole trzeciego wymiaru kuli świadomej Maldek, gdzie uchodziła za dosyć silną ( ;) ) emanację biegunu pozytyw, oddziaływującą korzystnie na zbiorową świadomość Maldekian, pomimo silnych ingerencji istot gadzich w świadomość zbiorową tych istot. Po rozproszeniu kuli świadomej Maldek, istota Sananda mogąc wejść w wymiar piąty doświadczania świadomości, podczas zebrania rady wewnątrz pola szóstego wymiaru kuli świadomej Saturn , wybrała wniknięcie w wymiar trzeci pola kuli świadomej Ziemia, będącej pod potężnym wpływem istot gadzich. Istota Sananda Kumara sukcesywnie nakierowała świadomość zbiorową istot ludzkich z pola trzeciego wymiaru kuli Ziemia z powrotem w obszar pęku zielonego czakry serca. W tamtej epoce w skutek ingerencji istot gadzich, istoty ludzkie często omijały aktywację pęku zielonego energii miłości i skupiały się głównie na pęku niebieskim i indygo co sprawiało, że istoty gadzie czerpały ogromne ilości wibracji o biegunie negatyw. Istota Sananda Kumara dotknęła pęku zielonego czakry serca w wielu społecznościach. To wprawiło energie istot gadzich w to co nazywa sie tu zamieszaniem. Istoty gadzie podejmowały wszelkie starania, by wypaczyć naturę istoty Sanandy. Przeważająca część danych istoty Sanandy, dostępna w przekazach zwanych świętymi księgami wraz z Biblią i księgą Urantii, jest poważnie wypaczona i nieprawdziwa. Sananda nie był tym co określane jest męczennik w rozmiarze takim, jaki sugerują przekazy. Sananda przejawiał wyjątkową równowagę energetyczną we wszystkich dwunastu pękach czakr.


Na koniec spor Jezusa z Jaszczurzym Krolem (Shiva, Enlil, Jehowa).

Boru - 3 Sierpień 2011, 17:18

Wspominalem tutaj czesto o tym, ze gwiazdy i planety sa cialami fizycznymi istot zwanych aniolami/bogami. Moze sie to wydawac idiotyczne z tego powodu, ze zyjemy zamknieci w trojwymiarowym swiecie i wmowiono nam, ze jest to jedyny wymiar jaki istnieje. Patrzymy na nasza planete jako na jedyna gdzie rozwinelo sie zycie.

Kiedy patrzymy w trojwymiarowym swiecie na Slonce i gwiazdy, to widzimy jedynie plonace kule gazowe ale jest to tylko trojwymiarowy przejaw istot funkcjonujacych w wymiarach wyzszych np. piatym, szostym, dziesiatym itd.

Na kazdej planecie jest zycie. Jednak na planetach takich jak np. Jowisz czy Saturn istoty funkcjonuja tam w wymiarach wyzszych. Na Ziemi, czy Marsie moze istniec "trojwymiarowe" zycie ale na pozostalych juz nie za bardzo.

Planety zamieszkale przez zaawansowane istoty, w trojwymiarowym swiecie przejawiaja sie jako planety gorace i niezdolne do zamieszkania.

To co my nazywamy "koncem swiata 2012" jest przejsciem w wyzsze wymiary oraz "podpaleniem" trojwymiarowej Ziemi.
Dlatego nie ma powodu do strachu przed katastrofami, bo jesli ktos przejdzie do wymiaru piatego, to trojwymiarowe tsunami nie zrobi mu krzywdy. Pewne istoty zeruja na ludzkiej niewiedzy i strachu i zabiora wielu ludzi gdzie indziej. Niektorzy utkna tez w "rajskich" hologramach stworzonych w wyzszych wymiarach.

W tym roku zostanie zabrany z naszych oczu Ksiezyc, ktory nas hipnotyzuje.

Klamstwo i manipulacja nie istnieja tylko na naszej plaszczyznie (zeby nie mowic ciagle "wymiar") a przejscie na wyzsze plaszczyzny nie koniecznie musi oznaczac ucieczke z iluzji ;) jest wielu falszywych "Wniebowstapionych Mistrzow" czy "Galaktycznych Federacji Swiatla" ktore tworza iluzoryczne swiaty gdzie istoty zyja jak zahipnotyzowane i dalej sa marionetkami. Dlatego odradzam wszystkim czytanie tak modnych ostatnio przekazow channelingowych bo naprawde niewiele jest wartosciowych. Trzeba korzystac z wielu zrodel, nie przywiazywac sie do zadnego nauczyciela oraz szukac dziury w calym aby nie dac sie zmanipulowac.

Jeszcze cos o teoriach spiskowych. Najczesciej mowi sie o tym, ze swiatem rzadza satanisci-szalency, ktorzy chca nas zaczipowac i powybijac i rzadzic za pomoca terroru. Przedstawiam ciekawy wywiad w ktorym jest przestawione troche inne spojrzenie na to wszystko co sie dzieje.

Na pewnym poziomie faktycznie jest tak, jak mowi wiekszosc teoretykow spiskowych ale na wyzszym poziomie, ci ktorzy nami manipuluja sami sa manipulowani. Wykonaja swoja robote, a gdy na ziemi zacznie dziac sie zbyt wiele, wpakuja sie do podziemnych bunkrow strzelajac sobie tym samym samoboja. Taki zalosny koniec ich czeka.

Boru - 6 Sierpień 2011, 00:29

Cytat:
Klamstwo i manipulacja nie istnieja tylko na naszej plaszczyznie (zeby nie mowic ciagle "wymiar") a przejscie na wyzsze plaszczyzny nie koniecznie musi oznaczac ucieczke z iluzji ;) jest wielu falszywych "Wniebowstapionych Mistrzow" czy "Galaktycznych Federacji Swiatla" ktore tworza iluzoryczne swiaty gdzie istoty zyja jak zahipnotyzowane i dalej sa marionetkami.


Czesto w ksiazkach o tematyce ezoterycznej, czy w relacjach ze smierci klinicznej mozemy spotkac takie opisy, ze nad naszym swiatem i naszym zyciem czuwa ogromna ilosc wspanialych, swietlistych istot opiekunczych. Po smierci opiekuja sie nami w cudownych krainach i po pewnym czasie wysylaja znow na Ziemie w celu dalszego ksztalcenia sie.

Brzmi fajnie, prawda? ;)

Rzeczywistosc nie jest taka kolorowa.
Jesli ktos inkarnuje sie ponownie na Ziemi, to niemal na sto procent po swojej smierci oddal sie w rece naszych hodowcow, ktorzy sie nami zywia.

Oczywiscie, sa tez i dobre istoty. Jednak te dobre nie ingeruja w nasze zycie i zyja swoim wlasnym. Zadna dobra istota nie tworzy iluzorycznych krain, w ktorych umieszcza swoje owieczki i nie namawia do ponownego inkarnowania sie w jakims syfie.

Karma i reinkarnacja to sztuczny twor.

Tych zlych mozna jeszcze po czyms rozpoznac. Jesli ktos podrozuje w czasie i przestrzeni za pomoca ciezkiego, metalowego statku, to znaczy, ze nisko upadl ;) Dobre istoty podrozuja dzieki wlasnym wewnetrznym silom. Ci zli ich nie maja, dlatego potrzebuja zakladac hodowle.
Jesli pewnego dnia w waszym ogrodku zaparkuje jakis pojazd, wysiadzie z niego taki gosc, to kopnijcie go po prostu w dupe :P

Wiem, ze sie powtarzam i ze to brzmi idiotycznie ale pewnego dnia mi podziekujecie ;)

Boru - 9 Sierpień 2011, 12:52

Cytat:
Jesli ktos inkarnuje sie ponownie na Ziemi, to niemal na sto procent po swojej smierci oddal sie w rece naszych hodowcow, ktorzy sie nami zywia.


My jako ludzie znajdujemy sie w bardzo kiepskiej sytuacji. Do kogokolwiek bysmy sie nie zwrocili i tak zostaniemy zmanipulowani. Znajdujemy sie w czyms co mozna nazwac kwarantanna (a takze wiele innych cywilizacji z innych planet) a "ponad" nami, w wymiarach wyzszych rozgrywa sie cos, co mozna nazwac walka pomiedzy aniolami, pomiedzy "Konfederacja Swiatla" a "Kolektywem Orion". Problem w tym, ze dzialania zarowno tych pierwszych jak i drugich ograniczaja nasza wolnosc. Obie te grupy zywia sie naszymi uczuciami. Jedni zywia sie "miloscia" i ulegloscia a drudzy negatywnymi emocjami.

Umiera czlowiek. Przecietny czlowiek nie wie w ogole co moze robic po "drugiej stronie". Nie zna prawdy o tym, ze jest istota wolna i nie wie jak z tej wolnosci moglby skorzystac. Do takiego nieswiadomego czlowieka zglaszaja sie pewne istoty, taki "komitet powitalny" i w zaleznosci od tego, czy trafil na "Konfederacje" czy gady z Oriona moze miec mniej lub bardziej przerabane.
Otoz Konfederacja stworzyla w wymiarach wyzszych cos w rodzaju "szkol" reinkarnacyjnych, gdzie ludzie oczarowani pieknymi wibracjami aniolow poddawani sa praniu mozgow. Analizuje sie tam swoje poprzednie wcielenia i planuje sie nastepne w ktorym czlowiek posunie sie dalej w "rozwoju". Mozna to porownac do sytuacji, gdzie biuro podrozy pokazuje wspaniale zdjecia pieciogwiazdkowych hoteli, czlowiek w to wierzy i nastepnie laduje w przyczepie kempingowej.
Karma i reinkarnacja, ktora ma za zadanie czlowieka uwolnic, sa taka karta platnicza. Jest jednak maly problem: ZAWSZE znajdzie sie powod do tego aby danego czlowieka wyslac z powrotem w trzeci wymiar, bo zawsze bedzie mial cos na sumieniu co bedzie musial splacic. W trakcie splacania dlugu, narobi sobie nastepnych dlugow, ktore bedzie musial splacic.

Jak wiec mozna sie uwolnic z tego bagna? Rozwijajac sie samemu i olewajac wszystkich "miszczow". Jest to dosyc trudne, bo mamy zaszczepiony gen niewolnictwa. Zawsze szukamy kogos wyzej, kto nas pokieruje - tak juz nam wyprano mozgi. Grzebiac nam w kodzie genetycznym, zabrali nam wszelkie "ponadnaturalne" zdolnosci, zostawiajac jedynie "skafander" w postaci ciala fizycznego, ktory ma sluzyc jedynie niewolniczej pracy. Zakotwiczyli nam na orbicie Ksiezyc, ktory nadaje hipnotyzujacy sygnal, posylaja nam "mistrzow duchowych", pierdzielacych o uleglosci i zbawczej reinkarnacji. Na szczescie zblizamy sie do galaktycznego rownika, "fala" zmiecie wszelkie sztuczne struktury i naprawi nasze DNA. Chyba, ze ktos zaufa jakims "bogom" ;)

Jestesmy eksperymentem genetycznym wielu roznych "kosmitow". Skad sie biora tak wielkie roznice pomiedzy poszczegolnymi narodami i rasami? Dlaczego Polacy gryza sie z Niemcami, Rosjanie z Amerykanami itd.? Dlaczego jedni sa w posiadaniu wysoko rozwinietej technologii a inni nie? Bierze sie to stad, ze nasze trojwymiarowe relacje sa takim odbiciem w miniaturce "gwiezdnych wojen" odbywajacych sie na wieksza skale w calym kosmosie.
My, slowianie, jestesmy tworem kosmitow zwanych "Tau Cetianami" ktore w kosmosie sa jedna z "sil miazdzacych" istoty gadzie ;) Krotka ich charakterystyka:

Uzuli Undine napisał/a:
istoty ludzko-niedźwiedzie z systemu okna Tau Ceti uchodzą za ewenement spośród innych typów ras humanoidalnopodobnych, bowiem zważywszy na możliwości aktywności, jakie stwarza częstotliwość wymiaru trzeciego i odpowiadające jej ciała tych istot, rozwijają one umiejętności ciał żółtych pęków (cial fizycznych) do maksimum, kumulując moc - siłę fizyczną wraz z właściwościami ciał zielonych pęków czakr serc, co czyni ich zdolnymi przeciwstawić się często nawet działaniu technologii bieguna negatyw. Oznacza to, że taki odpowiednio wytrenowany wojownik po dokonaniu scalenia swego ciała żółtego pęku z pozostałymi ciałami - zielonego i niebieskiego pęku, jest w stanie siłą swej woli zablokować wszelkie sztucznie wygenerowane wiązki, zmierzające ku polu jego otoczki aurycznej, a nawet w niektórych przypadkach wtargnąć w ogniska bieguna negatyw, dokonując ich rozproszenia. Aktywne pęki zielone czakr serc tych wojowniczych istot naturalnie powstrzymują je od pozbawiania funkcjonowania ciał istot o biegunie negatyw, jednak ich natura polegająca m.in. na stanowczości zawsze sprawia, iż Tau Cetianie realizują swe misje dotąd, aż osiągną cel, którym jest ugaszenie ognisk bieguna negatyw, a więc może to być nawet skupisko istot kreujących jedną z kabin holograficznych w wymiarze czwartym lub piątym.


Ilustracja do tego :lol:
Jesli ktos lubi filmy "science fiction" jak Gwiezdne Wojny, czy takie kreskowki jak np. Dragon Ball, to moze miec nieswiadomie spore pojecie na temat tego, co faktycznie sie dzieje ponad naszymi glowami w innych wymiarach.

Boru - 9 Sierpień 2011, 16:55

Cale moje pisanie tutaj to proces ewolucji Bora, przechodzacego przez rozne warstwy matrixa, od totalnych bzdur, poprzez mniejsze bzdury, az do poziomu w ktorym widac swiatlo prawdy pochodzace spoza tego hologramu, dajace wlasciwy oglad sytuacji :P

Aby sie stad wydostac to trzeba uczynic z poznawania prawdy najwieksze hobby ;)

Trident - 10 Sierpień 2011, 06:48

Boru napisał/a:
trzeba uczynic z poznawania prawdy najwieksze hobby


Jako osoba, która bywa, że prawdy świadomie nie poszukuje mogę powiedzieć, że nie jest to tak straszne, jak brzmi. Niewiele zmienia. ;)

Boru - 10 Sierpień 2011, 12:01

Racja.

Po pierwsze: zablokowano nam pamiec, wiec nie wiemy, ze mamy cos zablokowane
Po drugie: zyjemy w hologramie, ale nie wiemy, ze to hologram
Po trzecie: po smierci mozemy liczyc na opieke, nie wiedzac, ze jestesmy manipulowani

Z perspektywy czlowieka urabianego w ten sposob moze mu sie wydawac, ze sie rozwija duchowo ale w rzeczywistosci drepcze w miejscu.

Nieprzyjemny jest jedynie moment budzenia sie z tego snu, kiedy widzi sie skale faszyzmu i swiadomosc, ze trzeba bedzie skonfrontowac sie z "archontami" aby stad uciec. Pozniej strach i bulwersacja mija i zyje sie z nastawieniem "jesli jest juz tak zle, ze gorzej byc nie moze, to mozna sie juz tylko smiac" :P

Boru - 17 Sierpień 2011, 16:47

Troche pseudoduchowo-intelektualnych przemyslen :lol:

Na pewnym poziomie odbywa sie cos co mozna nazwac walka dobra ze zlem.
Na pewnym poziomie lepiej jest byc dobrym, tak dla dobra wszystkich, bo zlo przynosi cierpienie.
Na wyzszym poziomie widac jednak, ze cierpienie powstaje nie w wyniku zla ale w wyniku samego tarcia dwoch rywalizujacych ze soba stron. Matrix, hologram, jest utrzymywany przez obie strony i to on przynosi cierpienie.
Wiec czy to co uwazamy za dobre jest w rzeczywistosci dobrem? To co uwazamy za dobre lub zle i same te pojecia sa przeciez tworem matrixa. Matrix jest wiezieniem, wiec zarowno matrixowe dobro i zlo jest zle, jesli patrzy sie z wyzszego poziomu.

Byl sobie Bog (nie chodzi mi o absolut). Stworzyl on sobie z nudow taki hologram, nazywany przez nas wszechswiatem. Pomyslal on sobie "jakby to bylo zamieszkac w srodku takiego hologramu?", wszedl do srodka i podzielil sie na wiele kawalkow. Niektore kawalki stwierdzily, ze jednak w tym hologramie nie mieszka sie zbyt dobrze i postanowily stworzyc hologramy w hologramach, w ktorych zamieszkaja. Te istoty podzielily sie na kawalki, tracac przy tym pamiec o swojej wlasciwej tozsamosci. Jedne odgrywaja role zlych, a inne dobrych po to aby utrzymywac ta iluzje. Wielu za bardzo wczuwa sie w swoje role. Kiedys wszystkie te istoty na nowo pozbieraja sie w jedna calosc, wyjda z tych wszystkich hologramow, zniszcza je i stworza jakies nowe, lepsze, bo Bog uczy sie na bledach :P

Filmik na koniec :D

Trident - 17 Sierpień 2011, 18:30

Zamiast rozmawiać, ludzie powinni raczej skupić się na gromadzeniu danych o korelacjach między zjawiskami. Powinna powstać globalna baza danych, której jedną częścią byłyby definicje zjawisk ("agresywny" = "poziom hormonu tego-a-tego taki-a-taki, taka-a-taka kartoteka kryminalna", "złe dzieciństwo" = "odnoszenie ciosów o takiej-a-takiej sile z daną częstotliwością", "głupi" = "IQ 90", itp.), a drugą, prawdopodobieństwo ich współwystępowania, oparte na obserwacjach na całej kuli ziemskiej.

Taką bazę każdy mógłby samodzielnie przeglądać i samodzielnie wyciągać wnioski, po czym/po kim można/należałoby się czego spodziewać. :) (Może w ten sposób wyrugowalibyśmy z języka słowa takie jak "zło" lub "cierpienie" :P ).

Boru - 17 Sierpień 2011, 20:22

I wtedy ludzie beda bardziej wydajnymi bateryjkami ;)

Chociaz nawet co do tego mam watpliwosci.

Boru - 18 Sierpień 2011, 18:26

Zdaje sobie sprawe z tego, ze przeslanie, ktorym tutaj sie dziele jest dosyc nietypowe :P Z jednej strony jest super bo nie ma czegos takiego jak smierc, pieklo i niebo, wszystkie istoty zyja wiecznie, wszyscy sa bogami, papiez to jakis cholerny diabel a ksieza to jego piekielny legion. Z drugiej strony jednak jest do dupy poniewaz ta wolnosc, ktora maja wszystkie istoty obrocila sie jakby przeciwko rodzajowi ludzkiemu, ktory sluzy jedynie za pokarm dla jakis kosmicznych popaprancow jak Jahwe czy Jezus, ktorzy chyba za bardzo wczuli sie w swoje role.
Romantyczne spacery przy swietle ksiezyca przestaja byc takie romantyczne jesli sie uswiadomi, ze jest sie genetycznie zmodyfikowana istota a ksiezyc to jedynie nadajnik oglupiajacego sygnalu :D
Zauwazyliscie, ze nawet jesli zgasicie wszystkie swiatla i zamkniecie oczy to nie widzicie calkowitej ciemnosci tylko takie "sniezenie" jak w popsutym telewizorze? W dzien tez to widac jesli sie dobrze przyjrzycie.To jest wlasnie taki defekt tego hologramu, poza nim obraz jest w jakosci HD ;) Dlatego ludzie, ktorzy doswiadczyli smierci klinicznej i udali sie w jakies inne krainy opowiadaja, ze tutaj wszystko jest jakies wyblakle w porownaniu do tego co widzieli poza cialem.
To sluzy tez jako naprawde niezla pulapka. Zmeczony zyciem czlowiek, ktory udaje sie do "nieba" nawet nie pomysli sobie, ze wpadl w kolejna pulapke.
Gdzie tu jest wolna wola jesli po smierci staje przed wami jakis Jezus lub aniol i mowi "nie odrobiles jeszcze calej lekcji, musisz wrocic na ziemie w celu zbierania nowych doswiadczen, bo tam jest twoj dom i ludzie, ktorzy cie potrzebuja" .. a jak nie? Zostaniesz byc moze wtracany w hologram imitujacy piekielne sceny, po jakims czasie zjawi sie swietlista postac , ktora wyciagnie reke z pytaniem "masz juz dosc"? ;)
Dlatego konieczna jest wiedza o istnieniu tych pulapek i o ich nierealnosci. Jesli czlowiek posiada taka wiedze, to te istoty wiele nie moga zdzialac bo maja do czynienia z kims rownym sobie lub silniejszym. Jesli ktos jest naprawde mocny, to moze sie z nimi popojedynkowac niczym w Dragon Ballu :lol:
To jest takie zagmatwane, te wszystkie piramidalne struktury i hierarchie duchowe .. w tym swiecie w ktorym zyjemy nie wystarczy po prostu poswiecic wszystkie swoje sily aby poznac prawde, tylko najpierw miota sie przez tysiaclecia po glebie aby na koncu stwierdzic, ze i tak to wszystko o dupe mozna rozbic.

Trident - 18 Sierpień 2011, 19:13

Cytat:
Jesli czlowiek posiada taka wiedze [...]


Czy to nie jest zbyt proste? Tylko w ksiazkach mozna pobic kogos sama tylko wiedza. ;)

Boru - 18 Sierpień 2011, 19:30

Cytat:
Ale do tego nie trzeba umierac klinicznie.


Nie trzeba umierac klinicznie tylko umiec wybijac sie ponad ten oglupiajacy sygnal. Po smierci dzieje sie to samoistnie a w czasie zycia najczesniej trzeba nad tym pracowac. Rozni "cudotworcy" czy "jasnowidzacy" to ludzie, ktorym w roznym stopniu sie to udalo.

Cytat:
Czy to nie jest zbyt proste?


Samo posiadanie wiedzy nie wystarcza. Trzeba ja jeszcze wykorzystac.

Szybko edytujesz te posty ale ja jestem szybszy :P

Trident - 18 Sierpień 2011, 19:45

Boru napisał/a:
Szybko edytujesz te posty ale ja jestem szybszy :P


Mozesz byc pewny, ze nie jest tak, iz kazdy moj krotki a przeedytowany post byl kiedys elaboratem. ;)

(Choc czy to dlatego, ze dluzszych postow pisze niewiele, czy dlatego, ze nie lubie kasowac ich tresci, nie wiem :P ).

Boru - 18 Sierpień 2011, 22:03

Ja od maja pisze w sumie ciagle to samo, tylko z czasem inaczej interpretuje te rozne zjawiska i postacie. To co pisalem poczatkowo mozna nazwac "swiatem wedlug Konfederacji" ;) Trzeba poznac zarowno jasna jak i ciemna strone mocy, korzystac zarowno z dobrodziejstw jednej i drugiej, nie popadac w skrajnosci bo popadanie w skrajnosci (a takze lenistwo i wygodnictwo) prowadzi do energetycznego dojenia przez istoty z wyzszych wymiarow.
O tym jak wyglada "urabianie" czlowieka po smierci napisalem w pierwszym poscie na czwartej stronie.
Cykle rozwojowe o ktorych pisalem, Saturn, Slonce, Ksiezyc, Ziemia, Jowisz, Wenus, Wulkan, to jest wlasnie opis tej piramidalnej struktury hologramow.

Pieprzyc cala ta niebianska biurokracje i edukacje.

Boru - 19 Sierpień 2011, 13:44

Czesto uzywam slowa "matrix" bo jego znaczenie jest powszechnie znane ale nie jestem zbytnim fanem tego filmu. Jest kiepski aktorsko (poza aktorem wcielajacym sie w postac agenta Smitha), patetyczny i taki dziecinny z tymi wszystkimi wygibasami ;) Scenariusz jest dobry ale tylko dlatego, ze jest z zycia wziety. Chociaz rzeczywistosc w ktorej nam przyszlo zyc jest jeszcze ciekawsza i dziwniejsza.

Moim zdaniem najlepszym filmem mowiacym o zamknieciu w chorym swiecie i o ucieczce z niego jest film z 2001 roku pod tytulem Donnie Darko.
Polecam rowniez film Eraserhead z 1977 roku.

Boru - 25 Sierpień 2011, 14:14

Cytat:
Cykle rozwojowe o ktorych pisalem, Saturn, Slonce, Ksiezyc, Ziemia, Jowisz, Wenus, Wulkan, to jest wlasnie opis tej piramidalnej struktury hologramow.


Na czym polega ta piramidalna struktura? Chodzi o to, ze istoty z nizszych wymiarow zasilaja jakas mniejsza grupke istot z wymiarow wyzszych, te istoty z kolei zasilaja jeszcze mniejsza grupke z jeszcze wyzszych wymiarow. Ci na samym szczycie musza miec niezlego kopa :P

Te nazwy planet i numeracja wymiarow to jest to samo. Ludzie sa istotami trojwymiarowymi a piramidka ta siega prawdopodobnie do szostego wlacznie. Po smierci ludzie trafiaja do piatego, a nastepnie znow do trzeciego pod pozorem dalszego ksztalcenia sie.

Wszyscy funkcjonuja w jakims hologramie/matrixie. Jednak piramidka to nie jest jedyna mozliwa ani najlepsza struktura w jakiej mozna funkcjonowac. Jest kiepska, poniewaz zawsze ktos znajduje sie w cudzym swiecie i zasila go kosztem swojej energii. Ci na szczycie maja fajne zycie dzieki temu, ze ci na dole maja kiepskie. Do tego ci, ktorzy zyja w srodku tak bardzo wczuwaja sie w swoje role, ze zapominaja o tym, ze wcale w tym nie musza uczestniczyc.

Aby dany hologram mogl zaistniec , potrzebne sa przeciwienstwa. Plus i minus, dobro i zlo, madrosc i glupota. Jednak to, co podpina sie pod te pojecia, to jest abstrakcyjna sprawa. Gdyby dzgniecie nozem czlowiek odczuwal jako przyjemne, a opuszczenia ciala fizycznego nie uznawalby za smierc, to nie byloby morderstwa, prawda?

Obecnie nie dosc, ze zyjemy w wymiarze trzecim, to jeszcze pod poteznym zniewoleniem istot silniejszych. "2012" to przejscie w wymiar piaty i jesli ktos nie da sie zabrac, to stanie sie rowny tym istotom.
Teraz jest to walka komara z czlowiekiem .. ale gdyby tak komara powiekszyc o 100 razy? :P

Boru - 26 Sierpień 2011, 21:58

Cytat:
Do takiego nieswiadomego czlowieka zglaszaja sie pewne istoty, taki "komitet powitalny" i w zaleznosci od tego, czy trafil na "Konfederacje" czy gady z Oriona moze miec mniej lub bardziej przerabane.


Ludzie maja rozne zdanie na temat smierci. Jednym sie zdaje, ze nie ma dalej nic, innym, ze czekaja tam jacys opiekunowie, a jeszcze innym, ze czeka ich sad i wieczna egzystencja w niebie lub piekle.

Wszyscy ci ludzie zostana oszukani. To co ludzie nazywaja smiercia nie jest czyms "pomiedzy" dwoma zyciami ani ostatecznym koncem. To dalsza czesc zycia tylko w innych warunkach. Mozna zyc jak sie chce i gdzie sie chce bo wszystko jest przejawem czyjejs wolnej woli. Albo wykonujemy wole wlasna albo cudza.

Piramidka ma to do siebie, ze te wszystkie istoty wspinaja sie po niej, tworza te wszystkie struktury, instytucje majace pomoc w rozwoju i .. no i co dalej? Dalej nic, bo piramidka po prostu sie skonczyla. Tak wiec moim skromnym zdaniem zamiast wspinac sie bez sensu, meczyc sie i zasilac cudze swiaty najlepiej jest wyskoczyc z tej piramidki w jakies inne struktury, ktore funkcjonuja wedlug innej geometrii lub stworzyc cos wlasnego.
Jednak aby wyskoczyc to trzeba sie napracowac i rozwijac sie samodzielnie, bez prowadzenia za raczke przez kogos.

Boru - 28 Sierpień 2011, 16:17

Myslalem sobie nad tym, ze lepsza od piramidki bylaby struktura oparta na geometrii kola, obreczy. Rozwoj nie polegajacy na prowadzeniu przez kogos, zasilaniu cudzych swiatow i dojeniu z energii nieswiadomych slabszych istot, tylko rozwoj dzieki rywalizacji i relacjom z istotami wolnymi i mozliwosc przeskakiwania z jednej obreczy na druga po osiagnieciu odpowiedniego poziomu .. takie cos mi chodzi po glowie :D

Tak jak jest to przedstawione na tym obrazie. Siedem stopni piramidki i dalej wymiary zbudowane wedlug geometrii okregu.

W pustej przestrzeni znajduje sie nieskonczona ilosc roznych istot i wszechswiatow. Jest co zwiedzac, jest w czym wybierac i jest nieskonczona ilosc miejsca aby stworzyc cos nowego. Czy jestem nienormalny twierdzac, ze zycie ma byc zabawa?

Boru - 1 Wrzesień 2011, 14:33

Chcialbym dopisac jeszcze cos waznego bo czesto pisze o zniewoleniu, hodowli, zasilaniu cudzych swiatow, zdalnym sterowaniu itd.

Wolnoscia jest to co uwaza sie za wolnosc.
Wolnosc w piramidce jest mozliwa ale tylko wtedy, kiedy nie wie sie o jej istnieniu, nie wierzy sie w nia lub lubi sie byc sterowanym. Jesli ktos nie zdaje sobie sprawy z tego jak wielkie mozliwosci posiada i jest zadowolony z tego co moze zrobic w danym hologramie - jest wolny.
Kiedy jednak pozna sie jak jest zbudowana ta struktura i jak absurdalnie to wyglada, to nie mozna juz mowic o wolnej woli zyjac tutaj.
Wszystko co tutaj robimy, w tym swiecie i co robia istoty w wymiarach wyzszych to jest taka mieszanka naszej woli i woli innych, poniewaz ta struktura jest jednym wielkim zywym organizmem. My zasilamy innych, a inni zasilaja nas. Gdyby jeszcze ten organizm byl zdrowy ...
Naprawde zdeterminowana jednostka, ktora chce powrocic do pierwotnego stanu wszechmocy bedzie szukala tylnego wyjscia, jakiejs dziury w scianie lub po prostu przebije ta sciane i wyrwie sie z wplywu tego wielkiego organizmu.

Trident - 1 Wrzesień 2011, 17:22

Przyjemnie w to wierzyć. :)
Boru - 4 Wrzesień 2011, 20:23

Stanem naturalnym i niezmiennym jest nicosc/pusta przestrzen. Swiaty istnieja dzieki temu, ze rozne istoty powstale w wyniku "podzielenia" sie tej nicosci maja rozne zdanie na temat tego, czym jest biegun pozytywny. Neutralnosc w danym hologramie rozumiem jako stan, w ktorym nie mamy zamiaru stawac juz po zadnej ze stron, bo znudzila nam sie ta zabawa. W strukturze piramidalnej taka neutralnosc, swiadome lenistwo i tzw. olewactwo jest tym, co wywoluje zaklocenia w hologramie. Swiat w ktorym zyjemy przypomina wieze, a my jestesmy ceglami tworzacymi sciany. Jestesmy jednak swiadomymi ceglami i mamy mozliwosc wyslizgniecia sie z tej wiezy, zostawiajac w niej dziure powodujac tym samym jej chwianie sie i w koncu runiecie. Stad wlasnie zlosc roznych miszczow na istoty prezentujace taka postawe.

Ludzie z branzy ezoterycznej twierdza, ze aby sie rozwijac duchowo musisz byc wegeterianinem, medytowac, wahadelkowac sie, otwierac czakry itd. itp.
Ja jednak jestem zdania, ze czlowiek staje sie istota wolna nie wtedy kiedy przerzuca sie z jedzenia jednych istot na inne ale wtedy kiedy nie musi juz jesc.
Polecam wiec wszystkim opuszczenie tego hologramu i udanie sie do swiata, gdzie nie trzeba nikogo jesc, gdzie nie ma zablokowanych czakramow (bo ich nie ma) i nie trzeba pobierac energii z biednych istot z nizszych szczeblow piramidy.

Dodam od siebie, ze wpieprzam miecho, pije po trzy kawy dziennie, slucham punk rocka i metalu, przeczytalem tylko kilka ksiazek, nie mantruje itd. a trzezwoscia umyslu potrafie przycmic niejednego "oswieconego" :P I po co im te wszystkie czary-mary?

Trident - 4 Wrzesień 2011, 21:10

Boru napisał/a:
swiadome lenistwo


Wygodnie w to wierzyc. :)

Wyjasnilo sie, dlaczego Google milczy o bogach lenistwa.

Boru - 5 Wrzesień 2011, 13:06

Nie sztuka jest byc leniem.
Sztuka jest byc leniem i potrafic to lenistwo uzasadnic ;)

Boru - 6 Wrzesień 2011, 16:00

Shoutbox napisał/a:
[Dzisiaj 3:39] Trident: "W życiu trzeba zachować niewinność".
[Dzisiaj 11:23] tadzik: Boru, gdzieś był jak cie nie było?
[Dzisiaj 14:29] Boru: wszedzie
[Dzisiaj 14:46] tadzik: I jak byo
[Dzisiaj 14:50] Boru: nijak


Nieskonczona pusta przestrzen zawiera w sobie potencjalnie wszystko, tak samo jak na pustej kartce mozna napisac cokolwiek.
Staram sie przekazac poprzez te wszystkie wpisy, ze zycie to jest gra pod tytulem "co by bylo gdyby", ktorej zasady sa wziete z niczego, sa abstrakcyjne.
Kiedy mowie o "ucieczce z hologramu" to nie mam na mysli samobojstwa, bo ktos kto uwaza sie za niesmiertelnego, nie moze umrzec. Cos jest czyms wtedy, kiedy ktos uwaza cos za cos :lol: Wolnoscia jest to co uwaza sie za wolnosc, rozwojem jest to co uwaza sie za rozwoj, madroscia jest to co uwaza sie za madrosc itd.
Nie jestem tez zakompleksionym chlopakiem, obrazonym na caly swiat, pograzonym w depresji. Jesli ktos tak o mnie mysli, to tylko sam siebie ogranicza. Moge byc takim tylko w glowach poszczegolnych ludzi, a sam dla siebie zawsze bede kims wspanialym.

Mysle, ze tym razem to bedzie juz naprawde ostatni wpis tutaj :P

PS. Ktos moglby spytac: dlaczego nie piszesz tego wszystkiego na jakims "fachowym" forum? Moja odpowiedz to: na forach o tematyce ezoteryczno-spiskowej przesiaduja najczesciej ludzie przesiaknieci juz jakims systemem wierzen, z zamknietymi umyslami, a osobniki takie jak ja nie maja prawa bytu. Wielu z was przewyzsza madroscia i otwartoscia roznych ezo-specow.

Boru - 11 Wrzesień 2011, 22:04

Cytat:
Mysle, ze tym razem to bedzie juz naprawde ostatni wpis tutaj :P


oj tam oj tam ...

idiota napisał/a:
Nie ma Boga! Jesli Bog jest doskonaly, wszechmocny i dobry, to nie mogl stworzyc takiego swiata pelnego cierpienia


Jesli ktos mowiac "Bog" ma na mysli Absolut, to sie nie myli. Absolut/pusta przestrzen/nicosc nie istnieje.
Kto jest wiec winny tego calego syfu, ktory sie dzieje? Oczywiscie, ze Bog/stworca wszechswiata! Problem w tym, ze to my jestesmy tym Bogiem, ktory odczuwa na wlasnej skorze skutki swoich pokreconych pomyslow.

Kiedy artysta chce cos napisac, bierze pusta kartke papieru, pisze i pisze, aby po chwili wyrzucic ja do kosza, bierze nastepna i pisze od nowa.
Mam wrazenie, ze ten swiat jest kolejna, nieudana proba stworzenia czegos wspanialego. Stworca podazyl za jakas mysla, i wydawalo mu sie, ze z tej piramidki cos dobrego wyjdzie, ale tylko wpuscil sie w maliny.
My sami jestesmy tymi stworcami, ktorzy troche sie zagalopowali i teraz chca (lub nie chca) wrocic do wczesniejszego stanu, aby stworzyc tym razem cos nowego, na zgliszczach starych swiatow.

Mozna to tez porownac do pisania programu komputerowego. Programista napisal program, ktory wykonuje jakies okreslone zadania ale jest to wersja np. 0.2, moze sie zawieszac, ma potencjal ale to jeszcze nie jest to co powinno byc.

Zycie to sztuka dla samej sztuki i sami mozemy decydowac o swojej roli.

Boru - 12 Wrzesień 2011, 01:04

Pisalem na poczatku o tym, ze wszystko podlega prawu reinkarnacji, lacznie z planetami i calym wszechswiatem. Dotyczy to stanow planetarnych/wymiarow o ktorych wspominalem. Nasz wszechswiat sklada sie z 12 wymiarow, z czego ta pierwsza polowa tworzy strukture piramidalna i to wlasnie ona podlega prawu reinkarnacji.

Trzeci (i chyba czwarty) wymiar zamierza wkrotce umrzec. Wszystko zacznie jeszcze bardziej przyspieszac, az sie rozleci.
Jest to szansa dla wielu istot uwiklanych w system niewolniczy, aby pozbyc sie blokad nalozonych przez swoich bogow.

Bogowie wiec wymyslili sprytny plan.

Kiedys namietnie zglebialem teologie chrzescijanska/protestancka. Ortodoksyjni protestanci wierza, ze nastapi tzw. pochwycenie kosciola, czyli, ze w kazdym momencie moga przyleciec aniolki i zabrac chrzescijan do nieba, aby uchronic ich przez "wielkim uciskiem" i panowaniem antychrysta. Pozniej maja powrocic, zabic antychrysta i panowac na ziemi przez 1000 lat z Jezusem ;)

W tym szalenstwie jest metoda. Zabranie owieczek w rajskie wiezienie, kiedy stare wiezienie zacznie sie sypac i bedzie mozliwa ucieczka, pozniejszy powrot w trojwymiarowy swiat i zmiana polaryzacji z "negatywnej" na "pozytywna". Obecnie jestesmy w znaczny sposob zdominowani przez grupa nazwana wczesniej przeze mnie "Kolektywem Orion", a to co chrzescijanie nazywaja 1000-letnim krolestwem Mesjasza w rzeczywistosci bedzie dyktatura "Konfederacji Swiatla".

Chociaz z tego co zauwazylem, to ilu "ortodoksyjnych chrzescijan', tyle roznych teologii.
Strasznie jest z ta biblia namieszane, bo obie strony maczaly w niej palce.

Podejrzewam, ze proces przesadzania roslinek mial miejsce wielokrotnie w przeszlosci. Ludzie, nie dajcie sie znowu zrobic w konia i nie pakujcie sie na kolejne tysiace lat w ten syf :D

Scenariuszy jest wiele.

Jehowa napisał/a:
Czy możesz związać pęk Plejad albo rozluźnić pasek Oriona?

Boru - 12 Wrzesień 2011, 23:48

Cytat:
Klaud
23:35:05
*Czochr*.
23:36:19
Nie jestem ateistką, bo jakaś bardzo malutka część mnie dopuszcza myśl o istnieniu siły wyższej. Jest jednak tak mała, że nie ma siły przebicia i czeka na zatracenie. :P
Boru
23:36:50
ja nie wierze w sile wyzsza
Klaud
23:37:19
*siłę nadprzyrodzoną
23:37:21
Wiesz, o co mi chodzi. :P
Boru
23:37:25
nie wiem :D
Klaud
23:37:29
O to, że jest coś ponad ludźmi.
Boru
23:37:35
no bo nie ma
Klaud
23:38:08
5% Klaudka dopuszcza, że jest. :P
23:38:14
Jeszcze parę miesięcy.
Boru
23:38:21
0% Bora dopuszcza, ze jest
Klaud
23:38:21
I albo mnie pieprznie w drugą stronę...
Boru
23:38:26
wiec jestem wiekszym ateista od Ciebie? :D
Klaud
23:38:31
Jak widać. ;)
Boru
23:38:35
*glask*
Klaud
23:38:55
Mam jakiś irracjonalny strach przed odrzuceniem Boga (nazwa umowna).
Boru
23:39:27
ale z Ciebie moherowy beret...
Klaud
23:40:06
Sam jesteś beret...
23:40:07
Czemu?
Boru
23:40:35
*glask*?
Klaud
23:41:22
Nie jestem beret, jestem Klaudek.
Boru
23:43:05
w zycie po smierci tez nie wierze
23:43:11
w ogole w smierc nawet nie wierze
Klaud
23:43:21
No widzisz.
Boru
23:43:24
wszystko wzielo sie z niczego, wiec jest niczym
23:43:28
i zmierza do nikad
23:43:31
:P
23:43:53
wszelkie cele sa tymczasowe, abstrakcyjne i wziete z niczego
Klaud
23:43:53
Czy jak kurczak wziął się z jajka, to jest jajkiem...?
Boru
23:44:13
nie ma kurczakow i jajek

Klaud - 12 Wrzesień 2011, 23:56


Boru - 13 Wrzesień 2011, 00:25

Cytat:
Boru
00:00:49
tak wiec Klaudek, kiedy juz przestaniesz calkowicie wierzyc w Boga
00:01:04
to bedziemy podobni
00:01:05
;P
Klaud
00:01:33
Jak przestanę całkowicie wierzyć w Boga, to ten świat stanie się dla mnie jeszcze ważniejszy. :P
Boru
00:01:57
wtedy swiat bedzie Bogiem ;P
Klaud
00:02:13
Świat będzie światem. ;)
Boru
00:02:14
a mi chodzi o to, zebys przestala wierzyc
00:02:56
swiat bedzie Twoim stworca i najwyzsza sila
00:02:58
czyli Bogiem :D
Klaud
00:03:36
Na trochę innych zasadach, przyznasz... ;)
Boru
00:03:49
wszystko jedno ;P
00:04:07
bedziesz bila poklony temu swiatu, bo jest jedynym co masz ;P
Klaud
00:04:48
Będę sobie w nim spokojnie żyć. To robię też teraz.
Boru
00:05:03
teraz tez bijesz poklony swiatu :P
00:05:32
zamiast uwierzyc, ze nie ma zadnego stworcy poza Toba i ze to Ty tworzysz swiat w swojej glowie
Klaud
00:05:57
Są światy, które mogę stworzyć w swojej głowie, ale nie będę mogła ich dotknąć. Takie mnie nie interesują. :P
Boru
00:06:12
to taka wyobraznia w wyobrazni :P
00:06:26
to co widzisz to taka wyobraznia pierwszoplanowa
Klaud
00:07:05
To czemu jak sobie wyobrażę, że leżę na chmurce, to nie mogę dotknąć nieba?
Boru
00:07:19
bo sobie wyobrazasz, ze sobie wyobrazasz :D
Klaud
00:07:46
... O_O
Boru
00:07:48
gdybys wyobrazila sobie tak mocno jak ten swiat sobie wyobrazasz, to bylabys w chmurkach a nie tutaj :D
00:08:26
taki myk
Klaud
00:08:27
Chyba jednak wolę tutaj...

Klaud - 13 Wrzesień 2011, 00:50

Cytat:
(00:41:35) Boru: tak wiec Klaudek, kiedy juz przestaniesz calkowicie wierzyc w Boga
(00:41:41) Boru: bedziesz tworzyla wlasne swiaty
(00:41:52) Boru: i problem "zycia po zyciu" zniknie ;P
(00:42:06) Boru: widzisz jakie to proste?
(00:43:12) Klaud: Problem "życia po życiu" jest mi całkowicie obojętny. Kara za niewiarę jest jedynym, co mnie ewentualnie uwiera. ;)
(00:43:33) Boru: o tym wlasnie mowie ;P
(00:44:07) Klaud: Ja po śmierci nie chcę niczego.
(00:44:22) Boru: a po co smierc? ;P
(00:44:58) Klaud: Ludzie czasami umierają. :P
(00:45:05) Boru: e tam, wydaje im sie :D
(00:45:29) Klaud: Gdyby umarł mi ktoś naprawdę bliski, to w tym momencie dostałbyś w papę. :>
(00:45:47) Boru: oj tam oj tam
(00:46:12) Boru: a jak ja umre i wysle Ci smsa przed smiercia, ze tylko Ci sie wydaje, ze mnie nie ma? :D
(00:46:24) Boru: kto dostanie w pape :D
(00:46:33) Klaud: ...
(00:46:36) Klaud: To Ci ładne kwiatki na grób kupię.
(00:46:55) Klaud: A nawet zerwę sama. :P
(00:47:02) Klaud: Dostaniesz kwiatkiem w mentalną papę.
(00:47:04) Boru: niech Cie Bog blogoslawi
(00:47:17) Klaud: Byle w dzieciach nie wynagrodził, bo może nie znać umiaru.

Trident - 13 Wrzesień 2011, 01:10

Boru napisał/a:
to Ty tworzysz swiat w swojej glowie


...Może niektórzy znajdują w tego typu spostrzeżeniach poczucie sensu, jakieś konkretne znaczenie. Dzięki temu potrafią w oparciu o nie dokonać czegoś wartościowego. Ale nie ja.

(A może wszyscy znajdują w nich to samo, tyle że po prostu niektórzy nazywają to coś "poczuciem sensu", a inni innymi, mniej lub bardziej pochlebnymi określeniami? ;) )

Ostatnio zauważyłem, że żałuję, że przez pierwsze 22 lata życia nikt nigdy nie zaatakował mojej "wiary" w reinkarnację, nie podważył w moim towarzystwie jej racjonalności. Chciałbym wiedzieć, jak bym na to zareagował. Mogę tylko mieć nadzieję, że przyznałbym im rację.

Edit: żadna z tematyk poruszonych w tym temacie nie wydaje mi się na tyle istotna, bym nie był gotów ponieść konsekwencji bycia (lub opuszczenia tego świata) w błędzie, jeśli o nie chodzi. Nic się nie stanie, jeśli gdzieś się pomylę.

Boru - 13 Wrzesień 2011, 11:59

Cytat:
Może niektórzy znajdują w tego typu spostrzeżeniach poczucie sensu


Albo przyczne bezsensu tego swiata/roznych dzialan .. i wtedy wszystko zaczyna miec sens :P

Bunt polegajacy na odrzucaniu istnienia czegos i zamknieciu sie w tym jednym "realnym" swiecie, jest tylko zludzeniem buntu.
Ludzie, ktorzy okreslaja sie ateistami to taka grupa, ktora jest szczegolnie uwielbiana przez obie grupy tj. konfederacje i gady :D Swietliste istoty maja okazje objawic sie takiemu niewierzacemu czlowiekowi, ktory jest tym kompletnie zaskoczony.
Jesli dany ateista w czasie swojego zycia byl wkrecony bardziej w biegun negatywny, to po smierci jest on latwym celem do zgarniecia przez negatyw. I wszyscy sa zadowoleni ;) Nikogo nie bedzie obchodzilo, ze taki czlowiek smial sie z np. Jezusa, czy reinkarnacji.

Ateizm jest pomyslem bogow.

Ja natomiast prezentuje bunt absolutny. Sa istoty, ktore mozemy nazwac bogami, sa miejsca, ktore mozemy nazwac niebiosami, jest cos co mozna nazwac karma i reinkarnacja .. jednak to wszystko jest tylko naszym wlasnym tworem i tak samo jak moglismy to stworzyc, tak samo i mozemy sprawic, ze przestanie istniec.

Zyje po to aby sie zachwycac i aby inni zachwycali sie razem ze mna. Jesli nie ma zachwytu, to znaczy, ze stworca poszedl w zlym kierunku.

Cytat:
żadna z tematyk poruszonych w tym temacie nie wydaje mi się na tyle istotna, bym nie był gotów ponieść konsekwencji bycia (lub opuszczenia tego świata) w błędzie, jeśli o nie chodzi.


To dobrze, bo moim zamiarem nie bylo straszenie innych.

Boru - 15 Wrzesień 2011, 12:41

Tak myslalem o tym "rozwoju duchowym" jeszcze :P

Pojawia sie miszcz, ktory mowi: jestes boska istota, tylko o tym zapomniales ale ja pomoge ci odzyskac swoj boski status. Za pomoca odpowiednich cwiczen i diety, na nowo powrocisz do zrodla.

I tutaj pojawia sie blad logiczny. Boska istota byla, zanim pojawila sie jakakolwiek medytacja, jakakolwiek dieta, jakakolwiek czakra, czy jakikolwiek wymiar. Jak wiec mozna powrocic do tego boskiego stanu za pomoca tych wszystkich rzeczy? To wszystko jest jedynie dalszym ciagiem wpuszczania sie w maliny.

Boru - 19 Wrzesień 2011, 13:32

Wkleje swoja wypowiedz z innego forum :P Nic nowego, ale w troche innych slowach. Lubie pisac o tym samym na rozne sposoby, bo nigdy nie jestem zadowolony do konca ze sposobu w jaki cos opisalem.

Cytat:
Sa grzeczni uzytkownicy systemow operacyjnych i programisci, ale sa tez i tzw. hakerzy, ktorzy swoje zainteresowania programowaniem wykorzystuja w troche inny sposob. Sa ludzie, ktorzy wspinaja sie po kolejnych wymiarach medytujac, otwierajac czakry, otaczajac sie krysztalami itd. i tacy, ktorzy to olewaja.
Ja uwazam, ze wszystko jest mozliwe i jesli jest mozliwe przeskakiwanie z wymiaru na wymiar w grzeczny sposob, to mozliwy jest tez i sposob w mojej opinii ciekawszy, a w opinii innych niegrzeczny i nie warty zainteresowania.
Nie przypominam sobie abym na tym forum napisal, ze po smierci mojego skafandra stane sie nagle jakas wszechekspansywna (?!) istota. Napisalem jedynie, ze moim celem jest jak najszybsze przebicie sie poprzez kolejne wymiary i poznawanie natury "rzeczywistosci". Nie wiem, co bede robil po opuszczeniu ciala fizycznego. Prawdopodobnie dalej bede sie miotal gdzies pomiedzy wymiarami i kombinowal dalej, zamiast robic wszystko "jak Pan Bog przykazal". "Mantra o wszechmocy" bedzie jednak dodawala mi sil i pewnosci, kiedy rozne istoty beda mi wciskaly swoje wizje.
Swoja droga to ciekawe, ze najlepszmi specjalistami od zabezpieczen nie sa ci, ktorzy je tworza, ale ci, ktorzy je lamia. Ja pracuje dla was, a wy pracujecie dla mnie. Oboje umozliwiamy sobie nawzajem rozwoj taki, jaki sobie wymarzylismy.

Naprawde, mozesz wklejac sobie takie "piekne" opisy wyzszych wymiarow, to i tak nie zmieni faktu, ze ten jeden wielki organizm jaki tworzymy w tej strukturze, jest zwyczajnie chory. Nie jest on wart tego, aby korzystac z niego w sposob grzeczny. Wyjdz na ulice i po prostu popatrz na swiat w ktorym zyjemy, zamiast go koloryzowac i tlumaczyc wszystko "wyzszym dobrem". Jesli chcesz komus wmawiac, ze reinkarnacja i rozwoj duchowy jest dobry, to zamiast to robic tutaj, przejdz sie do szpitala czy hospicjum. Tam sa ludzie, ktorzy potrzebuja pocieszenia i odpowiedzi na pytanie "dlaczego?", a nie tutaj.

Jest to postawa olewcza w stosunku do rozwoju proponowanego przez straznikow hologramow, ale nie olewcza w kwestii zdobywania wiedzy i jej wykorzystywania. Trzeba wiekszej fantazji i wiecej umiejetnosci aby przebijac sie poprzez kolejne wymiary wlasnymi metodami. Mozna wchodzic pod gorke dzikimi szlakami i przezyc cos ciekawego, narazajac sie przy tym na niebezpieczenstwo lub wjechac bezpiecznie kolejka na szczyt, razem z innymi.

Ja olewam ta kolejke. Nie chce sie wozic ze starymi zgredami.


Shoutbox napisał/a:
[Wczoraj 14:19] Boru: skoro ci, ktorzy sa w czyms bardzo dobrzy nie uwazaja sie za bardziej utalentowanych, to moze cos w tym jest? :P utworzenie sobie w glowie podzialu na tych, ktorzy moga wiele osiagnac oraz na tych, ktorzy moga tylko patrzec jest przyczyna tego, ze tak sie wlasnie dzieje.
e [Wczoraj 14:22] Boru: i zadne poradniki tej blokady nie zdejma
e [Wczoraj 14:36] Boru: z drugiej strony gdybym nie mial zadnych blokad to nie gralbym w gre w ktorej postac jest zamknieta w wiezy bez mozliwosci wyjscia :P
[Wczoraj 14:39] Trident: ...
[Wczoraj 14:46] jaraf: ...
e [Wczoraj 14:50] Boru: a jesli IT jest przedstawiona w formie gry komputerowej piramidalna struktura hologramow, to idac dalej tym tokiem rozumowania - bez blokad nie mozna istniec, czyli w pelni wolna i wszechmocna jest jedynie nicosc, a wszystko co istnieje to jedynie nalozone blokady w roznej konfiguracji .. dobra, darujmy sobie :P
e [Wczoraj 14:51] Boru: placki ziemniaczane same sie nie zjedza, ide im pomoc
e [Wczoraj 15:24] Boru: tak wiec nie wierze artystom, ktorzy twierdza, ze ich tworczosc ma jakas glebie. Wszystko jest plytkie, tylko zalezy z jakiej perspektywy sie na to spojrzy. Zanim poeta napisal wiersz, na pustej kartce byla zawarta glebia, a kiedy cos na niej naskrobal, natychmiast to spieprzyl
[Wczoraj 15:38] Klaud: Zacznę nową serię:
[Wczoraj 15:38] Klaud: ...
e [Wczoraj 16:04] Boru: kazdy ewentualny komentarz bedzie plytki
e [Wczoraj 17:23] Boru: dlatego wlasnie slucham takiej a nie innej muzyki i gram w taka a nie inna gre, bo pomaga mi to lepiej zrozumiec to o czym pisze :P

Boru - 19 Wrzesień 2011, 22:59

Kolejna porcja glebokich mysli od Bora i Klaudka :P

Cytat:
Klaud
21:14:54
Co kto lubi...
21:16:10
W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca. — Paulo Coelho
21:16:33
Skoro nie można się cofnąć, trzeba znaleźć najlepszy sposób, by pójść naprzód. — Paulo Coelho
Boru
21:16:55
o kur*a
21:16:58
:D
21:17:20
o rekord swiata w combo warto powalczyc do konca
Klaud
21:17:23
Pielęgnuj swoje marzenia. Trzymaj się swoich ideałów. Maszeruj śmiało według muzyki, którą tylko ty słyszysz. Wielkie biografie powstają z ruchu do przodu, a nie oglądania się do tyłu. — Paulo Coelho
21:17:28
Są jaja...
Boru
21:17:44
ale pierdoli
Klaud
21:18:05
Boru, my się w czymś zgadzamy!
Boru
21:18:32
trzeba sie pozbywac idealow, tak jak pozbywa sie z czasem za ciasnych ubran
21:18:34
;)
Klaud
21:19:21
Bóg wysłuchuje tych, którzy błagają o łaskę zapomnienia dla nienawiści, lecz głuchy jest na głos tych, którzy chcą uciec przed miłością. — Paulo Coelho
Piąta góra
Boru
21:19:57
nie ma Boga
Klaud
21:20:13
A on mówi, że jest!
21:20:15
Ale bym się śmiała...
Boru
21:20:18
lze jak pies
Klaud
21:20:22
Jakby Coelho tak naprawdę był ateistą.
Boru
21:20:26
:D
Klaud
21:20:35
A to wszystko dla kasy pisał.
21:21:55
To jest dobre:
21:21:58
Pozostanę tu przy tobie, dopóki przychodzić będziesz na brzeg tej rzeki. A gdy pójdziesz spać, ułożę się do snu u drzwi twojego pokoju. A kiedy odjedziesz, podążę twoim śladem. Aż powiesz mi: Zostaw mnie!, a wtedy odejdę. Ale do końca moich dni nie przestanę Cię kochać. — Paulo Coelho
Boru
21:22:51
przegina pale facet
Klaud
21:23:03
Może mu staje, jak tak pisze...
21:23:05
*Zatyka dziób*.
21:23:07
Przepraszam.
Boru
21:23:11
*glask* :D
21:24:07
to jest zwykle otumanianie swiatlem
21:24:12
i nic wiecej
21:24:51
Uwaga! nakurwiam swiatlo!
21:24:52
..
Klaud
21:25:06
IK.
21:25:07
Rodzice chcieli, by syn został inżynierem, jednak Paulo nie zamierzał się temu podporządkować. Ojciec wziął buntownicze zachowanie syna za objaw choroby psychicznej i trzy razy oddał go do kliniki psychiatrycznej (1966, 1967 i 1968 roku). Jak sam twierdzi "Czasami miłość rodziców objawia się w zły sposób. Jednak nigdy nie winiłem moich rodziców za te pobyty, bo były one spowodowane ich nadmierną troską o mnie."
21:25:12
Wszystko jasne...
Boru
21:25:57
ja tez bym sie nadawal
Klaud
21:26:30
Wnętrze każdego upoważnia go do wzięcia udziału w leczeniu psychiatrycznym. :P
Boru
21:27:01
to tez cytat od Pau.. a, nie
21:27:02
:D
Klaud
21:27:12
... :D
Boru
21:27:16
*tul*
Klaud
21:27:48
Niektóre wątki twórczości Coelho są krytykowane jako herezja z punktu widzenia Kościoła katolickiego[1]. Coelho twierdzi, że odrzuca w swej twórczości złą magię, a promuje "dobrą magię"[1]. Według nauk Kościoła katolickiego "Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim – nawet w celu zapewnienia mu zdrowia – są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności"[2].
Boru
21:28:17
kosciol katolicki to gadzi twor, ktory zwalcza swiatlo
21:28:24
jedni i drudzy sa siebie warci
Klaud
21:28:34
Jak to skrajności...
21:28:48
Miłości trzeba szukać wszędzie, nawet za cenę długich godzin, dni,i tygodni smutku i rozczarowań. — Paulo Coelho
Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam
21:28:50
ZAPAMIĘTAJ TO SOBIE@!
21:29:17
On "Podręcznik wojownika światła" napisał. :D
21:29:32
http://www.cytaty.info/autor/paulocoelho/3 Poleć znajomym - masz mniej więcej w połowie strony.
21:29:36
Jakiś dłuższy cytat.
Boru
21:30:17
*szuka milosci w kubku po herbacie*
21:30:18
nie ma :(
21:30:21
*klapouch*
Klaud
21:30:52
<przytul>
21:30:55
Przerąbane.
Boru
21:31:09
ale z tym kosciolem katolickim to ciekawe
21:31:28
bo zwalcza on swiatlo, jest gadzim tworem, ale potrafi imitowac biegun pozytywny
Klaud
21:31:37
Że go nie lubią?
Boru
21:32:09
potrafi tez nakurwiac swiatlem, ale jest to imitacja swiatla tego ktorym nakurwia Paulo
21:32:11
..
Klaud
21:32:20
Jak Ty się wyrażasz!
Boru
21:32:26
jasniej sie nie da :D
Klaud
21:32:38
:D
Boru
21:32:40
tak wiec jest to troche chora sytuacja jak widac
Klaud
21:33:08
Pamiętaj,
że wszystko, co uczynisz w życiu, zostawi jakiś ślad.
Dlatego miej świadomość tego, co robisz. — Paulo Coelho
Walkirie
21:33:10
PAMIĘTAJ!
21:33:18
I miej świadomość!
Boru
21:33:19
tzn. jesli uznamy, ze te prawdziwe swiatlo wcale nie jest takie dobre
Klaud
21:33:28
*Uznaje*.
21:33:30
Nic nie jest dobre.
Boru
21:33:33
to co mozna powiedziec o tej imitacji
21:33:43
wszystko jedno w sumie
21:33:47
*konczy*
21:33:48
:D
Klaud
21:33:50
... :D
21:34:12
Staraj się dojrzeć promyk światła tam, gdzie inni widzą tylko ciemności. — Paulo Coelho
Podręcznik wojownika światła
Boru
21:35:05
aby lepiej bylo widac cudze cierpienie? ;)
Klaud
21:35:28
Kto go tam wie. ;)
21:35:43
Nie, już nie mogę.
21:35:49
6 strona z 41.
Boru
21:35:50
zostaw to Klaudek!
Klaud
21:35:58
*Zostawia*.
21:36:15
Pierniczam!
Boru
21:49:02
*je kanapki z serkiem jakims*
Klaud
21:49:18
Serek też czeka. Na jutro.
Boru
21:50:09
w ogole smiesza mnie takie klimaty, ze jest jakis typ, ktorego sie cytuje, ktory mowi cos glebokiego, a kiedy umrze to wspomina sie na pogrzebie te jego madrosci .. rozumiesz o co chodzi ;P
Klaud
21:50:23
Rozumiem. ;)
Boru
21:50:33
ja pisze te wszystkie rzeczy, bo mi sie zajebiscie nudzi :D
Klaud
21:50:48
A większość po to, żeby mieć z tego kasę. ;)
21:51:21
A co do pogrzebu, to ja ostatnio miałam wizję, żeby na moim mi zagrać "chrup, chrup, chrup, chrup - byle mieć komu wykopać grób, by się wśród żywych nie pętał trup, chrup, chrup, chrup, chrup".
Boru
21:51:47
kasa swoja droga, raczej chodzi o to aby byc kims wartosciowym, ktory mial jakas wizje..
21:51:49
takie rzeczy
Klaud
21:52:08
Może też. Mnie to nie bawi.
21:52:15
Ja autorytetem dla kogokolwiek?
21:52:17
Śmiechu warte.
Boru
21:52:31
a Boru? :P
21:52:43
a wez pan idz pan

Klaud - 19 Wrzesień 2011, 23:04

Od dziś zacznę uważać na słowa, bo ten Boru to wszystko wkleja... 8O
Trident - 20 Wrzesień 2011, 01:23

Warnamu! Może nie czytać, skoro bez uzgodnienia? ;)
Boru - 20 Wrzesień 2011, 13:46

Ta milosc o ktorej on pisze jest wymyslem ograniczonych istot, ktore handuja ta miloscia jak dilerzy narkotykow tzn. sami jej nie zazywaja a innych namawiaja. Inaczej nie moga zyc w takiej postaci w jakiej sie znajduja.
Apostol Jan mylil sie piszac, ze Bog jest miloscia. Dlatego ja czesto pisze o tym, ze Bog/Absolut to nieskonczona pusta przestrzen, a Bog/Istnienie to jakby suma wszelkich ograniczen. Geometria/Bog to sztuka stawiania ograniczen.

Z tego wynika ze:

brak czegokolwiek = brak ograniczen = wiedziec nic = wiedziec wszystko
zycie = ograniczenia
ograniczenia = Bog
Bog = geometria
geometria = sztuka
sztuka = zycie

Boru - 20 Wrzesień 2011, 19:24

Jak powstaje grawitacja? :lol: W szkolach uczycie sie setek wzorow, naukowcy pisza na ten temat setki prac, a mimo to dalej nie wiedza, dlaczego upuszczony przedmiot spada na ziemie :lol:

Wszystko sprowadza sie do pustej przestrzeni i abstrakcyjnej geometrii, ktora ta przestrzen dzieli.
Grawitacja jest tworzona przez fraktalnosc. Czym jest fraktal? Przypatrzcie sie jak jest zbudowana np. cebula. Sklada sie ona z takich samych warstw, tylko o roznej wielkosci. Proporcje sa te same, zmienia sie jedynie skala.
Odleglosci i proporcje odmierzone w pustej przestrzeni tworza atomy, elektron krazy wokol jadra, atomy tworza planety, planety kraza wokol gwiazd, gwiazdy razem z planetami kraza razem z galaktyka, ktora tez krazy itd. Ciagle powtarza sie ten sam schemat.
Grawitacja to po prostu stan przechodzenia z jednej warstwy w kolejna. Planety krazace wokol gwiazd mozna porownac do muzyki odtwarzanej z plyty. Kazda planeta odtwarza swoja wlasna historie, dlatego wazne jest to, ze nie tylko planety kraza wokol gwiazd ale i gwiazdy kraza w galaktykach. Gdyby bylo inaczej, bez przerwy odtwarzalibysmy te same historie jak w zacietej plycie i bylibysmy uwiezieni w jednym fraktalu, w jednej warstwie.
Nasz wszechswiat to takie wielkie tornado.
Grawitacja idzie wiec w parze z reinkarnacja :P

Im bardziej skomplikowana geometria, tym bardziej skomplikowana swiadomosc. Im bardziej jest "przekombinowana", tym wiecej jest cierpienia.Z perspektywy absolutnej nie mozna wiec mowic o rozwoju i poziomach swiadomosci, tylko o roznej geometrycznej budowie.

Jest nieskonczona ilosc roznych wariantow podzialu przestrzeni, czyli nieskonczona ilosc roznych stanow swiadomosci i praw fizyki.

Grawitacja i czas to tak naprawde to samo.

Boru - 20 Wrzesień 2011, 22:05

jam to napisał/a:
Trzeci (i chyba czwarty) wymiar zamierza wkrotce umrzec.


Tutaj popelnilem blad. Na poczatku pisalem dobrze, czyli 7 poziomow swiadomosci w piramidce, z czego ludzie obecnie sa na 4 (mineralny, roslinny, zwierzecy mamy za soba). Blad wzial sie z tego, ze powszechnie mowi sie o tym, ze zyjemy w swiecie trojwymiarowym :P a mowiac tak, chodzi o cos zupelnie innego.

Tak mysle nad tym "rozwojem duchowym", co sie dzieje z ludzmi po smierci, o tym, ze ciagle wracaja w to samo bagno, ze wszedzie tylko cierpienie, glupota i manipulacja i ze zyjemy jak pod kloszem na kosmicznym zadupiu. Daleko mi do tego, zeby wszystko tlumaczyc "wyzszym dobrem" i ze wszystko jest tak jak powinno byc. Z drugiej strony moze jednak to wszystko nie jest takie glupie i bezsensowne jakby sie zdawalo. Mozna to porownac do pobytu w wojsku, gdzie dostaje sie ciagle w dupe i jest sie ponizanym .. ale po wyjsciu teskni sie za tym i wszystko obraca sie w zart. Nie mowiac juz o tym, ze po opuszczeniu koszar o wiele bardziej docenia sie wolnosc. Wiem, bo bylem w wojsku :P
Troche zachlysnalem sie swoja "wiedza", a to wszystko nie jest takie proste jakby sie zdawalo. Ci wszyscy opiekunowie ponad nami tez maja swoje problemy, a my wspolnie z nimi tworzymy ten swiat.

Cytat (nie moj) z innego forum:

Cytat:
Osobiście jestem zdania, że kwarantanna, której poddana jest ta planeta, oraz kilka innych jeszcze - ma swój sens. Na skutek tego odłączenia zresztą, Ziemia jest bardzo specyficzną szkołą dla "twardogłowych". Szkołą, która przypomina cokolwiek obóz koncentracyjny. Wychodzę jednak z założenia, że ktoś, kto planuje ucieczkę z obozu koncentracyjnego, nie staje na stole i nie obwieszcza o tym wszem i wobec lecz dyskretnie, sukcesywnie, z wytrwałością, kopie swój tunel. Jeśli macie jakieś wspomnienia o ucieczkach z obozów strzeżonych, to wiecie, że nie jest to łatwe, proste ani przyjemne. Nie wystarczy przecież krzyknąć: "jestem wolną istotą i nie możecie mi nic zrobić!". To nie zmieni naszej sytuacji ani na jotę. Trzeba być inteligentniejszym, lepiej poinformowanym, sprytniejszym i bardziej opanowanym od swych wartowników, by móc - któregoś dnia - wydostać się na wolność.

Boru - 21 Wrzesień 2011, 10:19

Dobrze, nie podoba nam sie (a moze tylko mi?!) juz ten swiat, caly ten rozwoj przez niego proponowany, ale przeciez sam fakt, ze komus ten swiat sie nie podoba, jest tylko jedna, pojedyncza mysla sposrod wielu milionow/miliardow innych istot (a wlasciwie innych aspektow nas samych) ktorzy na wyzszym poziomie tworza jedna istote, jeden zbiorowy umysl, ktory mozna nazwac Bogiem. Jestem jednak zdania, ze to w interesie Boga/Wyzszego Ja jest to, abysmy opuscili ten swiat pomyslany przez niego, wiec zamiast tlumaczyc caly ten syf "wyzszym dobrem" i dostosowywac sie do jakis dziwnych i bezsensownych gier, utrzymajmy mysl o tym, ze jest do dupy i pomozmy stworcy wymyslec cos lepszego, a z czasem dzialania wszystkich istot i wszystkie wydarzenia w danym swiecie uloza sie tak, ze przejdziemy na "wyzszy poziom" w bardziej godny (w naszym mniemaniu) sposob.

Nie jestesmy tu po to, aby brac rzeczywistosc taka jaka jest, lecz po to, aby bez przerwy ja niszczyc.

Tak jak my jestesmy myslami Boga/Wyzszego Ja, tak samo i nasze mysli tworza istoty na innych planach ;) Takie astralne zwierzatka czy demony. Te demony stworzone przez nas wymuszaja na nas okreslone dzialania.
Ja jestem demonem pomyslanym przez Boga i drecze go okropnie :P

jam to napisał/a:
ludzie, ktorzy doswiadczyli smierci klinicznej i udali sie w jakies inne krainy opowiadaja, ze tutaj wszystko jest jakies wyblakle w porownaniu do tego co widzieli poza cialem.


Niby tak, ale gdyby tak przeniesc sie "na stale" w jakis wyzszy wymiar, to z czasem stanie sie on tak samo wyblakly, jak ten wczesniejszy ;) To samo tyczy sie poszczegolnych stanow swiadomosci. Z tego wlasnie powodu zadna istota nie moze wiedziec lepiej co jest dla nas najlepsze, bo nie rozni sie ona niczym od nas.

Boru - 22 Wrzesień 2011, 00:55

Cos jakby podsumowanie :P

Jestem swiadomy tego, ze nie ma zadnej ostatecznej prawdy ("wszystko jest plytkie, tylko zalezy z jakiej perspektywy sie na to spojrzy"), natomiast to wszystko co pisze jest sztuka dla sztuki, takie bazgrolenie w brudnopisie. Pisze nie po to, aby utrzymywac swoje wizje i poglady, lecz aby bez przerwy sie ich pozbywac. Nic nie warte sa te wszystkie filozofie ale lubie to :lol: W IT tworzy sie nowe rekordy, czy pobija stare? A do konca wiezy i tak zawsze jest nieskonczenie daleko.
Przynajmniej nie mozna zarzucic mi manipulacji, czego nie mozna powiedziec o wielu "powaznych" ludziach i instytucjach. Kto jest bardziej godny zaufania?

np. napisalem, ze nie mozna tlumaczyc zla na swiecie "wyzszym dobrem", a w innym miejscu, ze "Bog/Wyzsze Ja uczy sie na bledach" i ze wszystko istnieje po to, aby kiedys, w przyszlosci, mogl stworzyc cos doskonalszego. Czy to nie jest "wyzsze dobro"? A moze to chaos rzadzi wszystkim, a to, ze cos jest poukladane, to juz my - dzieci chaosu - sobie wmawiamy. Swiaty powstaja w wyniku podzialu pustej przestrzeni, a przestrzen moze byc potencjalnie podzielona na nieskonczona ilosc sposobow, wiec wszystko co tylko jest mozliwe do zaistnienia dzieje sie jednoczenie. Gdzie wiec tu jakis plan i sens? Ten swiat moglby stac sie doskonalszy w mgnieniu oka, gdyby ludzie zaczeli odczuwac glod jako cos przyjemnego, a za wolnosc uznaliby opuszczenie swoich cial fizycznych. Dlaczego ten "zbiorowy Boski umysl" nie bierze tego pod uwage i nie wprowadzi tego typu zmian natychmiast? Niepotrzebne sa przeciez te wszystkie cykle rozwojowe aby wprowadzic takie zmiany, bo wystarczy jedynie akt woli, wprowadzenie drobnych zmian w oprogramowaniu. Jesli uznac, ze ja jestem czescia tego zbiorowego umyslu Boga/Wyzszego Ja, to troche dziwny jest fakt, ze ja, jako pojedyncza mysl, krytykuje zbiorowy umysl jako calosc ;)

Tak mozna bez konca.

Boru - 22 Wrzesień 2011, 12:18

jam to napisał/a:
wszystko co tylko jest mozliwe do zaistnienia dzieje sie jednoczenie.


Mam tu na mysli doslownie wszystko co tylko mozemy sobie wyobrazic i czego nie mozemy sobie wyobrazic, ze wzgledu na ograniczenia. Nawet najbardziej absurdalne i dziwne rzeczy, po prostu cokolwiek.
A skoro wszystko dzieje sie na raz, to pojawienie sie Boga, ktory zaczyna porzadkowac (w swoim mniemaniu) rzeczywistosc i rozwija sie .. bez konca, jest przeciez jednym z nieskonczonej ilosci scenariuszy :P Tak wiec wolna wola, niezaleznie od tego na jakim jest sie "etapie rozwoju", moze byc jedynie chaotycznym tworem, jest bo MUSI BYC, bo jest jednym z nieskonczonej ilosci wariantow.

Cytat:
Bog/Istnienie to jakby suma wszelkich ograniczen.


Wiec jesli roznych wariantow ograniczen jest nieskonczenie wiele, to czy mozna mowic o ograniczeniach? :P

Boru - 22 Wrzesień 2011, 20:29

Nie znosze gadania typu "to sa tylko slowa, nie ma sensu o tym mowic, skoro jestesmy tacy ograniczeni", a przeciez chocbysmy przerzucili sie na niewiadomo jaki sposob komunikacji i wyrazania mysli, jakas super-telepatie, to i tak nie bedziemy blizej opracowania "teorii wszystkiego", zawsze bedziemy mieli nieskonczenie daleko.
I bedziemy tak przez cala wiecznosc napieprzac, ze "nie warto o tym mowic i kombinowac".
Rozni "oswieceni" i "medrcy" stosuja ta metode, probujac zaslonic swoja miernote i brak wyobrazni.

Boru - 23 Wrzesień 2011, 12:32

Cytat:
Mam tu na mysli doslownie wszystko co tylko mozemy sobie wyobrazic i czego nie mozemy sobie wyobrazic, ze wzgledu na ograniczenia. Nawet najbardziej absurdalne i dziwne rzeczy, po prostu cokolwiek.


Sa jednak sytuacje niemozliwe do odtworzenia np. byc jednoczesnie lysym i miec warkoczyki lub stworzyc tak ciezki kamien, ze nie mozliwe byloby podniesienie go. Stworzenie niekonczacego sie cierpienia (chrzescijanskie pieklo) rowniez nie jest mozliwe, bo w ukladzie musi panowac rownowaga, a niemozliwe jest przeciez doswiadczanie niekonczacej sie przyjemnosci (chrzescijanskie niebo). Przyjemnosc jest przyjemnoscia dlatego, bo ma porownanie z czyms nieprzyjemnym i kiedy ktos odczuwajacy przyjemnosc poczuje nagle cos nieprzyjemnego, to ktos, kto odczuwal przez dluzszy czas czegos nieprzyjemnego, nagle doswiadcza przyjemnosci. Cierpienia po jakims czasie staja sie przyjemnoscia, zamieniaja sie w masochizm i pieklo staje sie niebem, a przyjemnosci po jakims czasie zamieniaja sie w meczarnie i niebo staje sie pieklem. Taka wymiana ;)

Tak wiec nawet w nieskonczonym ukladzie sa rzeczy niemozliwe. Wydaje sie to logiczne, skoro stworzenie czegokolwiek odbywa sie poprzez podzial czegos, co moze wszystko, czyli nic ;)

Czy mozna wiec powiedziec, ze Bog/Istnienie to nieskonczona ilosc wariantow niemozliwosci zrobienia czegos? :P

Boru - 24 Wrzesień 2011, 14:50

Pisalem o "biegunie pozytywnym" i ze nie jest on wcale lepszy od "bieguna negatywnego", wiec dlaczego ludzie maja gleboko gdzies np. nauki Jezusa o milosci i nadstawianiu drugiego policzka, a bardziej kochaja wojne i nienawisc? Tu nie chodzi o to, ze my jestesmy zli i potrzebujemy nawrocenia. Bierze sie to po prostu stad, ze my jestesmy gadzimi dziecmi, czy dziecmi tych "duchow lucyferycznych" jak to pisalem na poczatku i mamy to "zlo" we krwi. Posylanie "mistrzow duchowych" mowiacych o swietle i milosci ma na celu wylacznie poprowadzenie wrogiego stada na swoja strone, aby w przyszlosci dokonac modyfikacji genetycznych, ktore przemienia ludzi z "gadzich bateryjek" na "swietliste baterie".

Apostol Pawel napisał/a:
Albowiem nie rozeznaję się w tym, co czynię; gdyż nie to czynię, co chcę, ale czego nienawidzę, to czynię. A jeśli to czynię, czego nie chcę, zgadzam się z tym, że zakon jest dobry. Ale wtedy czynię to już nie ja, lecz grzech, który mieszka we mnie. Wiem tedy, że nie mieszka we mnie, to jest w ciele moim, dobro; mam bowiem zawsze dobrą wolę, ale wykonania tego, co dobre, brak;


Cytat:
Co się sieje jako skażone, bywa wzbudzone nieskażone; sieje się w niesławie, bywa wzbudzone w chwale; sieje się w słabości, bywa wzbudzone w mocy; sieje się ciało cielesne, bywa wzbudzone ciało duchowe.


Ja nie chce miec ani "ciala skazonego" ani "ciala nieskazonego". Najlepszym wyjsciem jest po prostu brak ciala.

Boru - 24 Wrzesień 2011, 16:57

Doszedlem wiec do dziwnego wniosku, ze wszystko istnieje tylko dlatego, bo Boga/Absolutu nie ma :lol:
Ktos moglby wiec powiedziec: to w takim razie lepiej nie istniec, skoro zycie nie ma konca i nigdzie nie prowadzi. Moze cos w tym jest, ale ... cos co juz istnieje, nie moze juz przestac istniec. Energia nie zanika, tylko zmienia postac.
Nie ma stad ucieczki, a nad tym bajzlem nikt nie panuje :lol:
Z drugiej strony, wszystko co istnieje, ma jakas swiadomosc, a swiadomosc porzadkuje swiat w swojej glowie, wiec rownie dobrze mozna powiedziec, ze wszystko jest pod kontrola.
Swiadomosc ptaka lecacego w 3d niczym nie rozni sie od swiadomosci istoty latajacej w 5d. O kazdym istnieniu mozna powiedziec, ze jest na wysokim stopniu swiadomosci, badz niskim. Zalezy tylko, czy spojrzy sie na to od dolu, czy od gory tzn. z perspektywy czegos, co istnieje znacznie nizej, lub czegos, co istnieje znacznie wyzej. I tak mozna bez konca.

Boru - 25 Wrzesień 2011, 19:25

Dlaczego pisze, ze absolut to pusta przestrzen? Czy przestrzen to nie jest cos, co musi zostac stworzone?
Nie. Przestrzen jest abstrakcyjnym pojeciem i mozna ja zwiekszac lub zmniejszac w nieskonczonosc. Aby uzyskac nieskonczona przestrzen pomiedzy mna a monitorem komputera, wystarczy w nieskonczonosc zwiekszac w skali mnie i monitor. W pewnym momencie pomiedzy mna a monitorem daloby sie zmiescic cala galaktyke.
Kiedy mamy do czynienia z nieskonczona pusta przestrzenia, to czy mozna powiedziec, ze jakis "wszechswiat" znajduje sie w jakiejs odleglosci od innego? Czy moze wszystko istnieje wszedzie jednoczesnie?

jam to napisał/a:
Odleglosci i proporcje odmierzone w pustej przestrzeni tworza atomy


Odleglosci sa tym, co Istnienie/ograniczenia/geometria/Bog okresla sam w sobie. Po prostu to sobie wyobraza. Wszystko co robimy, jest jedynie zmiana odleglosci wzgledem czegos (trzeba pamietac o tym, ze wszystko co istnieje ma swiadomosc), a my te odleglosci odmierzamy w swojej glowie, tworzac tym samym "rzeczywistosc".

Z figurami geometrycznymi jest tak samo, jak z pusta przestrzenia. Czy kwadrat, samo pojecie o tym, czym jest ta figura, czy jest to cos, co musi zostac stworzone? Czy moze potencjalnie istnieje niezaleznie od tego, czy ktos go potrafi narysowac lub nie?

Boru - 26 Wrzesień 2011, 18:23

Niech ktos zamknie ten temat :lol:
Trident - 26 Wrzesień 2011, 18:46

Spokojnie, jest opcja "Przestań śledzić ten temat", jakby ktoś jej potrzebował. ;)
Boru - 26 Wrzesień 2011, 21:09

Te wszystkie moje "duchowe poszukiwania", poczawszy od roznych odlamow chrzescijanstwa, poprzez ezoteryke, to nie sa zadne moje poszukiwania, tylko cos z czym sie uzeram i czego chce sie pozbyc. Mam wrazenie, ze o rzeczach o ktorych pisze od niedawna wiedzialem juz wczesniej, a ostatnie 22 lata zycia to rzucanie mi klod pod nogi, wszedzie gdzie sie da.
Boru wraca do zycia i niech sie strzega ci, ktorzy beda chcieli mi przeszkodzic.

Boru - 27 Wrzesień 2011, 17:23

Cytat:
[Wczoraj 17:12] Trident: Mam za dużo przyszłości. Gdzie można oddać zbędną przyszłość?
[Wczoraj 19:22] tadzik: Na lokatę w banku. ;-)
[Wczoraj 21:30] jaraf: Żeby mieć więcej ? O.o
[Dzisiaj 2:33] Trident: Nie odpowiada mi jej kurs wymiany na przeszłość. :(
[Dzisiaj 15:43] jaraf: (Lina zabiera baaardzo dużo przyszłości. Ale do niczego Cię nie namawiam :D )
[Dzisiaj 17:06] tadzik: Nie słuchaj go! ;-)


Jestesmy w pulapce, musimy zyc. Dlatego od czasu do czasu wymazujemy sobie pamiec i posylamy sie w bagno, aby po wyjsciu z niego moc znow powiedziec z radoscia "jestem wolny i wszechmocny".

Boru - 27 Wrzesień 2011, 21:12

jam to kiedys napisał/a:
Jezus zostal ukrzyzowany pomiedzy dwoma lotrami. Sa to symbolicznie przedstawieni Lucyfer i Aryman. Ten "dobry lotr" to wlasnie Lucyfer.


Napisalem to zainspirowany antropozofia i Rudolfem Steinerem - XX-wiecznym okultysta. To jest dobry przyklad tego, w jaki sposob rozni guru manipuluja (swiadomie badz nieswiadomie) ludzmi.
To co ja nazywam biegunem negatywnym, Steiner rozbil na dwie czesci, stworzyl podzial w podziale na Lucyfera i Arymana (z czego ten pierwszy jest w sumie w porzadku), a to co ja nazywam biegunem pozytywnym wsadzil w srodek jako ta wlasciwa sciezke. Sprytne :P Czlowiek, ktory tak to sobie w glowie poukladal jest w pulapce i jest skazany na sluzenie "konfederacji swiatla" lub "gadom z Oriona".
Skala manipulacji okazuje sie jeszcze wieksza, jesli uznamy, ze ukrzyzowanie Jezusa bylo jedynie wklejonym przez gady/duchy lucyfera hologramem :lol:

Boru - 28 Wrzesień 2011, 10:38

Podzial na Lucyfera i Szatana/Arymana jest tym samym, co podzial w innych religiach na np. Baala (Lucyfer) i Jehowe (Szatan), czy Enkiego i Enlila. Sa to dwa oblicza tej samej grupy istot. Pisze ostatnio czesto o dwoch silach rywalizujacych ze soba, jednak w przypadku naszej pieknej planety mamy do czynienia niemal wylacznie z biegunem negatywnym w roznych odslonach. Tak wiec sam podzial na dwie strony nie jest wystarczajacy, bo ile roznych istot, tyle jest "pozytywnych biegunow". Polaryzacja bierze sie z roznic wyobrazeniowych na temat tego, czym jest dobro.
Wszystkie nasze religie i systemy polityczne sa tworem wlasnie tych szatansko-lucyferycznych istot. Niewazne, czy sa to religie zachodu czy wschodu, czy mamy do czynienia ze swietymi katolickimi, czy z "mistrzami wschodu".
Bardzo trudno jest ludziom uwolnic sie mentalnie od tych istot, bo jestesmy ich dziecmi i wiekszosc z tego co mamy, zawdzieczamy im.

Boru - 1 Październik 2011, 00:57

Cytat:
Odleglosci sa tym, co Istnienie/ograniczenia/geometria/Bog okresla sam w sobie. Po prostu to sobie wyobraza. Wszystko co robimy, jest jedynie zmiana odleglosci wzgledem czegos (trzeba pamietac o tym, ze wszystko co istnieje ma swiadomosc), a my te odleglosci odmierzamy w swojej glowie, tworzac tym samym "rzeczywistosc".


Czesto mowi sie o tym, ze "jestesmy jednoscia". Oczywiscie, z perspektywy absolutnej wszyscy jestesmy jednoscia, bo jestesmy jedynie roznymi wariantami niczego :P lub inaczej mowiac, teoretycznie istniejacymi blokadami/granicami w nicosci.
Jednak swiat w ktorym zyjemy istnieje tylko dzieki temu, ze stawiamy innych poza nami. Czlowiek, ktory mowi cos w stylu "jestesmy jednoscia, milujmy sie" jest hipokryta, bo mowiac to do kogos, jednoczesnie wyobraza sobie ta osobe poza nim samym. Jednosc to stan, w ktorym mozna powiedziec "ja jestem i nic poza mna nie istnieje". Nikt na swiecie nie moze tak powiedziec, bo swiat istnieje dzieki podzialom.

Boru - 5 Październik 2011, 21:18

Zlo nie jest brakiem dobra. To jest przeciwna strona tego, co uwaza sie za dobre. W momencie kiedy cos ci sie podoba, tworzysz jednoczesnie zlo, ktore to dobro zniszczy.
Warto jednak zaznaczyc, ze to zlo, ktore powstaje w tym momencie, mysli o sobie, ze jest dobre, a za zle uwaza to, co ty uwazasz za dobre.

Tak wiec wszyscy sa w porzadku ;) albo wszyscy zyja w nieustannie bladzac.

Zycie to spam.

Niektorzy mowia, ze zycie jest jak sen. Jesli zycie to sen, to obudzenie sie jest brakiem zycia

Boru - 7 Październik 2011, 13:26

Boru vs WujZboj

#
Paweł Borcz Nie jestem obywatelem tego swiata. Nie mam wiec prawa do glosu.
16 godz. temu · Lubię to!Nie lubię · 1 osobaŁadowanie...
#
Jarek Dąbrowski Ale ten świat ma prawo zrobić z tobą to, co zdecydują głosujący.
16 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Paweł Borcz Moga zrobic tylko z tym, co nalezy jeszcze do niego - z tzw. "cialem fizycznym".
16 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Jarek Dąbrowski I jest ci obojętne, co zrobią z tym ciałem? I z ciałami innych? Oraz z umysłami innych, jeśli nawet twojemu nie zaszkodzą?
16 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Paweł Borcz Tak.
16 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Jarek Dąbrowski A jak zobaczysz, że kieszonkowiec wyciąga komuś portfel z kieszeni, to nic nie powiesz, bo to tylko ten marny świat?
16 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Paweł Borcz Pomoge biednemu czlowiekowi, a nastepnie ponarzekam na ten marny swiat. Pozniej dalej bede myslal o opuszczeniu go.
16 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Paweł Borcz W kazdej minucie ktos zostaje okradziony, czy to oznacza, ze mam cala wiecznosc spedzic na pchaniu glazu pod gore jak Syzyf?
16 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Krzysztof Glinka http://pl.m.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina
16 godz. temu przez telefon komórkowy · Lubię to!Nie lubię · 1 osobaŁadowanie...
#
Paweł Borcz Kazdy oddany glos zatruwa umysl i cialo kazdego obywatela.
16 godz. temu · Lubię to!Nie lubię · 1 osobaŁadowanie...
#
Cyprian Sajna Hahaha, dobre z tym prawem Godwina
16 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Jarek Dąbrowski Pawle, w każdej minucie ktoś zostaje okradziony, ale nie w każdej minucie możesz złapać za rękę złodzieja. Czy jeśli masz taką okazję, to pozwolisz mu jednak kraść, bo - jak to piszesz - jest to tylko ten marny świat materialny?
15 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Jarek Dąbrowski Policja to organ przemocy; czy każda pomoc udzielona policji w ściganiu złodziei zatruwa umysł i ciało każdego obywatela? Wypisujesz hasła, ale mają się one nijak do rzeczywistości.
15 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Paweł Borcz juz raz odpowiedzialem na te pytanie
15 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Paweł Borcz moje hasla maja sie nijak to obecnej rzeczywistosci, bo jak juz powiedzialem, mysle w kategoriach innej rzeczywistosci.
15 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Jarek Dąbrowski Skoro pomożesz biednemu człowiekowi, to dlaczego nie robisz tego samego z biednymi ludźmi? Dlaczego uciekasz od odpowiedzialności, kiedy do władzy pchają się osobnicy odwołujący się do najgorszych ludzkich odruchów?
15 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Paweł Borcz jak to nie robie? jestem biednym czlowiekiem, ktory chce sie stad wydostac.
15 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Paweł Borcz i namawiam innych do tego samego
15 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Jarek Dąbrowski Nie robisz, bo mówisz, że nie weźmiesz udziału w wyborach.
15 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Jarek Dąbrowski To tak, jakbyś odwrócił oczy od złodzieja, bo to nie twoja sprawa.
15 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Paweł Borcz wiec mam zaglosowac na jednego ze zlodziejow, aby uwolnic ludzi od zlodziejow? ;)
15 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Jarek Dąbrowski Tak. Bo są złodzieje i złodzieje. Są tacy, którzy po prostu kradną. I są tacy, którzy przy tym potrafią zabić.
15 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Paweł Borcz ukladajac sie z wladza, stajesz sie wladza. Glosujac na zlodzieja, sam stajesz sie zlodziejem.
15 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Paweł Borcz czyli mam rozumiec, ze naklaniasz mnie do zlodziejstwa ;) oj nieladnie!
14 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Jarek Dąbrowski Masz raczej rozumieć, że z niezrozumiałych powodów starasz się pisać tak, jakbyś nie rozumiał, co piszę. Z jednej strony utrzymujesz, że gotów jesteś bronić ofiarę przed złodziejem. Z drugiej strony, nie jesteś gotów jej bronić, bo widziałeś, jak policjant naruszył prawo.
14 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Paweł Borcz Chce obronic biednych ludzi przed zlodziejami marzen i dusz. Nie chce pomagac ludziom, stajac sie zlodziejem. Nie zrozum mnie zle, pomoglbym babci przejsc przez ulice i nie przeszedlbym obojetnie gdyby ktos gwalcil jakas dziewczyne. Jestem tutaj tylko na chwile i nie angazuje sie w jakies zalosne wojenki.
14 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Paweł Borcz wiem, ze ten swiat jest tylko jednym (i w mojej opinii niezbyt udanym) z nieskonczenie wielu istniejacych swiatow i glupota byloby przejmowaniem sie bez konca zlem i cierpieniem. Wiem o istnieniu reinkarnacji i prawdopodobnie wiele razy umieralem tutaj w meczarniach, tak wiec nie stawiam sie ponad innymi. Tak juz musi byc po prostu. Ten swiat jest jedna z mozliwosci, ktora musiala zaistniec.
14 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Jarek Dąbrowski Jeśli zawołasz policjanta, bo przyłapiesz złodzieja, to nie naruszasz prawa, choć policja nie raz prawo narusza! Podobnie jeśli oddasz głos na nieudolnego czy nieuczciwego polityka (z braku lepszych), żeby do władzy nie dostał się ktoś, kto może doprowadzić kraj i Europę na skraj wojny, nie stajesz się nieudolny ani nieuczciwy.
13 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Paweł Borcz Wojny sa wywolywane na zupelnie innym poziomie niz ludzie w wiekszosci funkcjonuja, a wybory to nic innego jak teatr i dawanie ludziom poczucia iluzji, ze jednak maja na cos wplyw.
13 godz. temu · Lubię to!Nie lubię
#
Jarek Dąbrowski Ludzie mają wpływ, Pawle. Do pewnego momentu. Potem jest za późno. Tego uczy historia. Niestety.

Boru - 8 Październik 2011, 15:32

Jesli swiadomosc czlowieka to 4, a swiadomosc rosliny to 2, to pomiedzy czlowiekiem a roslina znajduje sie nieskonczona ilosc form swiadomosci np. 3.5 , 3,499999, 2,001 i dla np. 2,001 oswiecenie bedzie stanem w ktorym osiagnie 2,010 .. czym sie rozni istota przemierzajaca kosmos i podbijajaca galaktyki od dziadka koszacego trawnik? ;P A z perspektywy kogos "wyzej" to my jestesmy tym 0.0001.
Jak dlugo mozna sie zajmowac rozwojem duchowym? :P

Trident - 8 Październik 2011, 15:41

Tak, pytanie o to, czy istnieje skończona liczba różnych pytań (i odpowiedzi), które można postawić (usłyszeć) jest może i względnie ważne.
Boru - 8 Październik 2011, 15:54

Skoro istnieje nieskonczona ilosc roznych form swiadomosci, a "rozwoj duchowy" polega na zadawaniu pytan i odnajdywaniu odpowiedzi na nie, to liczba pytan i odpowiedzi jest tez nieskonczona. Pytania i odpowiedzi oczywiscie adekwatne do tego, jaka swiadomosc posiada dana istota. Roslina i kamien tez zadaja pytania, tylko nie sa one mozliwe do przelozenia na nasz jezyk, bo nasz jezyk jest tworem naszej unikatowej swiadomosci. Kazda odpowiedz tworzy kolejne pytanie. Stad wlasnie u mnie taki "kult nicosci", bo w nicosci nie ma zadnych pytan i odpowiedzi. Absolutna wszechmoc zrobienia niczego :P
Boru - 8 Październik 2011, 23:25

Powiedzmy, ze my jestesmy na etapie 4. Jednak nasze dzialania przejawiaja sie w swiecie mineralnym, ktory jest na poziomie 1. Tak samo jak dzialania istot z poziomu np. 6 przejawiaja sie w ruchach planet, na ktorych mieszkaja istoty z poziomu 4 :P Wszystko na siebie nachodzi wzajemnie. Wszystko sie pokrywa wzajemnie .. jakas kosmiczna orgia .. straszna perwersja :P
Czym jest 4? np. 1+1+1+1, 2+2, 3+1, 0.5 x 8 itd. Rownan, ktore dadza nam 4 jest nieskonczenie wiele, a sama 4 jest czescia jeszcze wiekszego rownania, a na koncu i tak mamy wynik 0. Jesli 0 teoretycznie istnieje, to istnieja tez potencjalnie inne liczby, ktorych rownania dadza nam 0.
Ludzie popelniaja blad myslac o nieskonczonosci jako o czyms nieskonczenie wielkim. O wiele latwiej jest myslec o czyms nieskonczenie malym, albo o nieskonczonosci w ograniczonych warunkach. Teksty typu "nosisz nieskonczonosc w sobie" sa powtarzane jak mantra przez roznych guru, jednak oni sami nie wiedza chyba o czym mowia.
Jestem coraz wiekszym zwolennikiem myslenia w taki matematyczny sposob, bo mitologie same w sobie juz cos sugeruja i stawiaja czlowieka w jakims polozeniu, z ktorego musi wydostac sie w konkretny sposob .. a liczby to tylko liczby. Niczego od czlowieka nie chca :P
Zbyt wiele jest w ludzkich umyslach skomplikowanych filozofii i wznioslych rozwazan. Powinno sie zadawac jak najwiecej banalnych pytan typu: dlaczego czlowiek ma piec palcow, albo po co ma paznokcie. Wtedy te wszystkie trudne zagadnienia same sie rozwiaza.

Boru - 9 Październik 2011, 12:27

Tak wiec nie tylko kazdy rodzaj swiadomosci mozemy okreslic jako rozwiniety lub slabo rozwiniety, ale i wszystkie rodzaje swiadomosci istnieja w nas samych. Jesli jestesmy 4, a 4 to 1+1+1+1+0, to w danym rownaniu mozemy zmiescic wszystkie inne mozliwe :P Wszystko istnieje w nas samych ale paradoksalnie nasza uwaga jest skupiona na jednym konkretnym poziomie sposrod nieskonczenie wielu innych, aby to wszystko moglo zaistniec.
Gdzies tam w przestrzeni pomiedzy atomami naszego ciala znajduja sie wszystkie inne wszechswiaty i istoty je zamieszkujace.

Boru - 10 Październik 2011, 00:39

Z archiwum B :P Napisane okolo pol roku temu.
Boru - 10 Październik 2011, 14:35

Zycie, w ktore wpakowalismy sie, jest jak polaczenie maratonu z biegiem przez plotki. Nie jest mozliwe, aby istota ludzka je ukonczyla. I w tym rzecz, bo to zycie nie jest dla nas, lecz dla tych, ktorzy lubia patrzec jak kolejny zawodnik wybija sobie zeby.

Wystarczy kilka wcielen, aby przezyc na tej planecie wszystko co sie da. Jest pewna ilosc schematow, ktore nieustannie sie powtarzaja, a zmieniaja sie tylko epoki i stroje.

Tak samo jest w IT. Radosc ze zrobienia 1000 combo jest taka sama jak ze zrobienia 200. Po co wiec pobijac kolejne rekordy? Aby jeszcze raz przypomniec sobie uczucie, ktorego juz sie kiedys doswiadczylo?

Cytat:
Gdzies tam w przestrzeni pomiedzy atomami naszego ciala znajduja sie wszystkie inne wszechswiaty i istoty je zamieszkujace.


Jaki jest wiec sens "walki z systemem"? Walczac z czymkolwiek, walczy sie z calym wszechswiatem, lacznie z samym soba w srodku. Jesli swiat istnieje w wyniku samego aktu obserwacji (wszystko obserwuje i wszystko jest obserwowane, stad wlasnie symbol "wszystkowidzacego oka") , to jedyna rewolucja, ktora moze zmienic swiat, jest zmiana spojrzenia na niego.

Cytat:
Czym jest 4? np. 1+1+1+1, 2+2, 3+1, 0.5 x 8 itd. Rownan, ktore dadza nam 4 jest nieskonczenie wiele


Dlatego wlasnie naukowcy nigdy nie znajda "czastki elementarnej", z ktorej zbudowane jest wszystko. Kazda czastka sklada sie z jeszcze mniejszych czastek i podzalowi nie ma konca.

Boru - 10 Październik 2011, 21:28

Ktos: Co według was jest cenniejsze?
Coś, co może osiągnąć każdy odrobinką cierpliwości i chęci czy też coś, co dostępne jest wyłącznie nielicznym, gdyż wymaga niewyobrażalnych wręcz wyżeczeń?

Boru: Najwieksze wyrzeczenie, to wyrzeczenie sie rowniez checi stania sie "jednym z nielicznych". Wtedy staniesz sie wszystkim, zamiast w nieskonczonosc rozmieniac sie na drobne.

Nie ma czegos takiego jak czas. Zjawiska daja iluzje czasu. Jesli wszystko co robimy jest wylacznie zmiana "kodu" i odleglosci, to czas jest tylko linijka.
Czlowiek to 4, a wlos spadajacy z glowy czlowieka to 1. W tej jedynce istnieje nieskonczona ilosc roznych form swiadomosci. W "czasie" kiedy wlos czlowieka spada na ziemie, z perspektywy swiadomosci 0.000(tysiac zer dalej)1 moze minac miliardy lat. My sami rowniez istniejemy w tym spadajacym wlosie, bo do wszystkiego mozna dopisac "+0", w ktorym to zerze wszystko ma poczatek.

Boru - 11 Październik 2011, 21:05

Nie ma zadnego "tworzenia swiatow". Skoro wszystko istnieje w nicosci jednoczesnie, to jak mozna cos stworzyc. Jedyne co mozna zrobic, to przeniesc sie w jakiegos gotowca.

Jesli wszystko co istnieje to jedno Istnienie zmanifestowane na rozne sposoby, to nie ma czegos takiego jak naruszenie czyjejs wolnej woli. Wszystko to eksperymenty na sobie samym - w tym i te drastyczne.

Boru - 12 Październik 2011, 19:14

*ziew* :P
Trident - 12 Październik 2011, 19:18

:o
Boru - 13 Październik 2011, 01:45

Cytat:
[Wczoraj 6:59] jaraf: ...*Ignoruje temat : 'religia, etyka...' *. Mam za słabe nerwy. I wzrok. :P
[Wczoraj 7:59] tadzik: Ja też nad tym myślałem. ale szczerze mówiąc to mnie bardzo interesuje. :-)
[Wczoraj 13:32] Boru: tylko cierpiacy na bezsennosc moga zrozumiec moje posty
[Wczoraj 14:06] Boru: daze do tego, by jak najwiecej zniszczyc w czytelniku i by moje teksty niszczyly same siebie :P kazde zdanie powinno byc jak uderzenie piorunem. Dlatego nie lubie czytac ksiazek - sa nijakie.
[Wczoraj 14:09] Trident: Bardzo będę złośliwy mówiąc, że twoje zdania są jak powierzchnia morza, której każda część przenika każdą i której czasami nie można odróżnić od nieba? Proszę, powiedz, że choć trochę. ;)
[Wczoraj 14:11] Boru: "by morze runelo, gleboko, lecz skrycie" :D
[Wczoraj 14:19] Trident: No tak. ;)
[Wczoraj 14:51] Boru: kazdy dobry artysta pod koniec udanego koncertu powinien zniszczyc swoj instrument
[Wczoraj 15:07] Boru: ale tylko mlodego artyste stac na cos takiego, starzec zasluguje juz tylko na smierc, ale nie na smierc artysty, tylko smierc starca :P
[Wczoraj 15:19] tadzik: Ja gram na klarnecie. Czy to znaczy że mam go niszczyć po każdym koncercie?
[Wczoraj 15:23] jaraf: Nie. Ty nie jesteś dobry ;)
[Wczoraj 15:24] Boru: jak wygladalby czlowiek rozwalajacy klarnet? chyba idiotycznie. Tak samo jak ktos grajacy na tubie. Nie wiem, jak mozna grac na tubie i uwazac sie za dobrego artyste.
[Wczoraj 15:24] jaraf: Za to ja dobrze gram na nerwach... czy to znaczy, że mam innym je niszczyć ? :?
[Wczoraj 15:24] jaraf: O, buru !
[Wczoraj 15:25] Boru: ;)
[Wczoraj 15:26] jaraf: ...bo boru atakuje z zaskoczenia i niesie śmierć :F
[Wczoraj 15:31] tadzik: Niesie śmierć i kradnie duszę. :-)
[Wczoraj 15:31] Boru: gitare mozna spalic, perkusje przewrocic, skrzypce roztrzaskac, tak samo i fortepian ... instrumenty prowadzace to te, ktore nadaja sie do spektakularnego zniszczenia - reszta to tylko tlo
[Wczoraj 15:32] Boru: gralem kiedys na akordeonie, ale w pore sie nawrocilem
[Wczoraj 15:33] Boru: http://www.youtube.com/watch?v=ao6JntNIPHc ;)
[Wczoraj 15:36] tadzik: Klarnet też sie da spalić.
[Wczoraj 16:00] Trident: Protestuję. Jedyne nadające się do kasacji to posty.
[Wczoraj 16:02] Boru: i powtorki :P
[Wczoraj 16:36] Boru: jednak samotny gitarzysta jest nijaki, bo sam robi za tlo
[Wczoraj 16:38] Boru: gdyby Kaczmarskiemu zabrali gitare, to jego spiew nic by nie byl warty :P
[Wczoraj 16:44] Boru: kaplani spiewaja na tle slepej wiary ludzi :P
[Wczoraj 17:04] tadzik: A organista mu jeszcze przygrywa. :-)
[Wczoraj 17:10] Boru: po to, aby ksiadz mogl zlozyc cos w ofierze
[Wczoraj 17:11] Boru: oni dobrze wiedza, ze kazde show musi skonczyc sie morderstwem
[Wczoraj 17:30] Tupac: tadzik, jakoże sam gram na klarnecie napisz proszę który to rok?;p
[Wczoraj 17:30] Tupac: bo jak mniemam uczysz sie jeszcze (moge zle mniemac, czesto mi sie to zdarza)
[Wczoraj 20:37] tadzik: Uczyłem się 4 lata w szkole muzycznej. A teraz gram przez 2 lata w orkiestrze. :-) a ty?
[Wczoraj 20:41] tadzik: Tak więc gram 6-7 lat.
[Wczoraj 20:50] Trident: ...co? :( Jak tak można, mieć życie poza Internetem? :( Nie godzi się.
[Wczoraj 20:52] Trident: Lepiej grać na klawiaturze i przygrywać myszą.
[Wczoraj 21:03] tadzik: Wcale nie. :-) w muzycznej poznało się fajnych ludzi. Szalało sie po wieluniu. To były czasy... :-P
[Wczoraj 21:32] Boru: chodzilem do szkoly muzycznej 2 lata (rownolegle chodzilem do "normalnej" szkoly) .. i bylem zadowolony moze z dwoch lekcji :P pozniej chodzilem, bo balem sie powiedziec rodzicom, ze mi przeszla ochota. W tym samym czasie trenowalem tez karate ... jakie to szczescie, ze rzucilem to wszystko w cholere! samotnosc to najlepsze co moze sie czlowiekowi przytrafic.
[Wczoraj 21:33] szczoo17: Też chodziłem do szkoły muzycznej i szerze powiedziawszy nie tęskno mi do niej... Zbyt mocno frustrowałem się, kiedy czegoś nie umiałem zagrać. :P
[Wczoraj 21:35] szczoo17: Pewnie umiałbym, gdybym poćwiczył, lecz zbyt bardzo mnie to frustrowało...
[Wczoraj 21:35] Boru: zyjac w spoleczenstwie mozna jedynie powiedziec "to byly czasy", ja natomiast moge powiedziec "co za wspanialy czas" :P
[Wczoraj 21:38] Boru: "stare dobre czasy" swiadcza jedynie o bezsensie czasu terazniejszego
[Wczoraj 21:42] tadzik: Ja to nic w domu nie ćwiczyłem. A skończyłem szkołę z samymi piątkami i tróją z fortepianu. :-P i gdyby nie ta trója to bym miał na zakończenie świadectwo z paskiem.
[Wczoraj 21:49] Trident: Pytanie: czy można rzucić się w cholerę?
[Wczoraj 21:52] Boru: jestem wyjatkiem, ktory potwierdza regule, ze nie mozna
[Wczoraj 21:52] Boru: jesli kazdy dzien wyglada tak samo, to "stare dobre czasy" staja sie jednoczesnie czasem terazniejszym :P
[Wczoraj 21:56] Boru: aby przestac cierpiec, nalezy skonczyc sie rozwijac
[Wczoraj 21:58] tadzik: A czy stwierdzenie "jutro będzie lepiej" wpłynie na inne postrzeganie świata?
[Wczoraj 22:00] Boru: te "jutro" zawsze bedzie 24 godziny pozniej niz teraz :P
[Wczoraj 22:04] Boru: i tutaj jest pewien "myk", bo ja z perspektywy innych rozwijam sie, staje sie jakby madrzejszy (lub glupszy), natomiast sam o sobie tak nie mysle i jestem swiadomy tego, ze stoje w miejscu. Dzieki temu nie widze roznicy pomiedzy przeszloscia, terazniejszoscia i przyszloscia i zawsze mam "stary dobry czas"
[Wczoraj 22:07] szczoo17: Nie "te jutro", lecz "to jutro" ;)
[Wczoraj 22:07] Boru: mam combo 1000 i moge pisac co mi sie podoba :P
[Wczoraj 22:08] tadzik: Czyli jak sie np uczysz, to znaczy ze wiesz więcej ale nie jesteś ani mądrzejszy ani głupszy. Tak?
[Wczoraj 22:10] Boru: nie wiem nic
[Wczoraj 22:13] Boru: "bojac sie bylejakosci, stalem sie niczym" :P
[Wczoraj 22:28] tadzik: A jesteś z tego zadowolony?
[Wczoraj 22:41] Boru: dlatego slucham "prymitywnej" muzyki aby moc ja porownac z czyms "wznioslym" i nie zobaczyc roznicy, slucham smutnych utworow aby czerpac z nich radosc itd. :P
[Wczoraj 22:44] Boru: w ten sposob zachowam spokoj i trzezwosc nawet w szpitalu psychiatrycznym ;)
[Wczoraj 23:05] Boru: czy niejaki Budda do czegos podobnego nie doszedl? :P nie wiem, nigdy nie interesowal mnie ten koles. Moze nie mozna dojsc do tego co on, bedac buddysta ;)
[Wczoraj 23:08] Trident: Boru, jeśli słowa i samotność pozwolą ci coś osiągnąć, to w moim rejestrze interesujących osobistych osiągnięć różnych osób zostanie to skrupulatnie i z żywym zainteresowaniem odnotowane. ;)
[Wczoraj 23:21] Boru: bron Borze..
[Dzisiaj 0:29] Trident: Podoba mi się styl tej rozmowy. :)

Boru - 13 Październik 2011, 12:47

jam to napisał/a:
Jesli swiadomosc czlowieka to 4, a swiadomosc rosliny to 2, to pomiedzy czlowiekiem a roslina znajduje sie nieskonczona ilosc form swiadomosci np. 3.5 , 3,499999, 2,001 i dla np. 2,001 oswiecenie bedzie stanem w ktorym osiagnie 2,010 .. czym sie rozni istota przemierzajaca kosmos i podbijajaca galaktyki od dziadka koszacego trawnik? ;P A z perspektywy kogos "wyzej" to my jestesmy tym 0.0001.


Spory wegetarian z miesozercami traca sens, jesli sobie to ktos uswiadomi. Ja celowo odzywiam sie niezdrowo, aby wlasnie nad tym "medytowac" ;)

Cytat:
My sami rowniez istniejemy w tym spadajacym wlosie, bo do wszystkiego mozna dopisac "+0", w ktorym to zerze wszystko ma poczatek.


Tak samo jak w kazdym kawalku rosliny znajduja sie wszystkie zwierzeta swiata. Nie jest wiec mozliwe byc wegeterianinem :lol:

Cytat:
Czy mozna wiec powiedziec, ze Bog/Istnienie to nieskonczona ilosc wariantow niemozliwosci zrobienia czegos?


Co to znaczy: byc czlowiekiem?
To nic innego jak: niemozliwosc bycia roslina i zwierzeciem
Co to znaczy: byc roslina?
To nic innego jak: niemozliwosc bycia czlowiekiem i zwierzeciem

Wszelkie istnienie to "nie bycie czyms", a nicosc to "bycie wszystkim czego nie ma".

Nieprzewidywalnosc to cecha ludzi wolnych. Nie mozna byc nauczycielem, duchowym guru itd. bedac nieprzewidywalnym.

Cytat:
Planety krazace wokol gwiazd mozna porownac do muzyki odtwarzanej z plyty (...)
Nasz wszechswiat to takie wielkie tornado.


Ilustracja do tego.

Boru - 14 Październik 2011, 01:30

Ashtar vs Boru :P
Boru - 15 Październik 2011, 13:31

Doszedlem do dziwnego wniosku. Odrzucajac postac Jezusa, stalem sie do niego podobny :P
Boru - 15 Październik 2011, 16:13

Powtorzenie lekcji o "Duchu Swietym" :P

Cytat:
Boru
14:38:03
:P
14:39:23
z tym Duchem Swietym i Trojca to jest niezly bajzel ;P
Klaud
14:39:53
No ciężko to pojąć logicznie, choć ksiądz nam próbował tłumaczyć. :P
14:40:02
Ale ja wszystko próbuję pojmować rozumowo, więc jest podwójnie ciężko.
Boru
14:40:04
moja trojca jest bardzo prosta
14:40:50
dobro, zlo i neutralnosc :P dobro, ekspansja na zewnatrz, zlo do wewnatrz - natura wciagajaca
Klaud
14:41:12
Jeśli umiemy ocenić, co jest dobre, a co jest złe, to faktycznie ma to sens. :P
Boru
14:41:16
powstaje w ten sposob stabilnosc, wzgledna
14:41:24
i swiat istnieje dzieki temu
14:42:01
polaryzacja bierze sie z roznic wyobrazeniowych na temat tego, czym jest dobro
14:42:29
Trojce mozna jeszcze zinterpretowac tak:
14:42:44
7 stopni swiadomosci w piramidce, czlowiek na 4
14:42:52
3 stopnie brakuje mu do szczytu
Klaud
14:43:02
*Słucha*.
Boru
14:43:35
Duch Swiety to nazwa zbiorcza dla gadow/reptilian/anunnaki, jednym z nich jest ten znany jako Jahwe
14:44:24
Syn to ci, ktorzy stoja jeszcze wyzej, ktorzy byli na etapie "czlowieczenstwa" zyjac na Sloncu, dawnym Sloncu, innym niz te obecne
14:44:45
reptilianie zyli na kawalku oderwanym od tego slonca
14:44:49
swiatlosc i ciemnosc jakby
14:44:51
rozumiesz :P
14:45:14
oraz Ojciec, neutralnosc, na szczycie tego wszystkiego, rozum zbiorowy wszystkich jakby
Klaud
14:45:22
No rozumiem Twój sposób rozumowania.
Boru
14:46:07
ale to tylko takie podzialy sztuczne
14:46:13
nic nie warte tak naprawde :P
Klaud
14:47:19
*Klap uszy*. Nigdy sobie nie uporządkuję tego świata. :D
Boru
14:47:33
nigdy :P
14:47:43
bo to nie jest mozliwe do ostatecznego uporzadkowania
Klaud
14:48:06
No to lipa.
Boru
14:48:17
*glask* :D
Klaud
14:48:32
Ja lubię mieć uporządkowane wszystko, nawet jak mam bałagan!
Boru
14:49:24
w kazdym razie - wszystko jest tak, jak powinno byc
Boru
14:58:02
dobro - na zewnatrz, ekspansja, zlo - do wewnatrz, natura wciagajaca .. gwiazdy jako przejaw istot swietlistych, oraz czarne dziury i planety jako przejaw istot ciemnosci :P
Klaud
14:58:22
*Uporządkowuje sobie*.
Boru
14:59:06
a swiat/wymiar w ktorym zyjemy, jest wielka czarna dziura ;P
14:59:15
jest tworem diabelskim, mozna powiedziec
Klaud
15:00:16
Hm. Podoba mi się twór diabelski...
Boru
15:00:20
:D
15:01:29
trojwymiarowy swiat w ktorym zyjemy zostal stworzony przez tego wlasnie "Ducha Swietego", gady, reptilian, czy jak to tam nazwac :P
Klaud
15:03:24
Podziwiam, że mówisz z taką pewnością o tym wszystkim. :D

Boru - 15 Październik 2011, 19:37

Cytat:
dobro - na zewnatrz, ekspansja, zlo - do wewnatrz, natura wciagajaca .. gwiazdy jako przejaw istot swietlistych, oraz czarne dziury i planety jako przejaw istot ciemnosci (...) a swiat/wymiar w ktorym zyjemy, jest wielka czarna dziura ;P

Cytat:
trojwymiarowy swiat w ktorym zyjemy zostal stworzony przez tego wlasnie "Ducha Swietego", gady, reptilian, czy jak to tam nazwac


Mozna powiedziec, ze jestesmy wciagani nosem przez narkomanow, po to, aby podtrzymac istnienie halucynacji. :P

Trident - 15 Październik 2011, 20:31

Cytat:
Klaud
14:47:19
*Klap uszy*. Nigdy sobie nie uporządkuję tego świata. :D


To możliwe, ale - o ile twoje IQ jest wystarczające - warto jest wierzyć w to, że jednak kiedyś zdołasz to zrobić.

Albo i nie.

Boru - 16 Październik 2011, 02:33

Wrogosc do swiata wiezi ludzi tak samo jak materializm. Narzekajac na swiat, znieksztalca sie go, ale nie uwalnia sie od niego. Energia idzie tam, gdzie kieruje sie swoja uwage. Aby uwolnic sie od reinkarnacji, nalezy skonczyc sie doskonalic i uznac, ze wszystko jest tak, jak powinno byc. Brzmi banalnie, ale to tylko tak sie wydaje ;)
Boru - 17 Październik 2011, 15:28

Ktos:

Powiem jeszcze jedną "herezję".
Moim zdaniem jaszczurów nie ma.
Jest tylko ich "hologram" wyprodukowany na potrzeby straszenia nas nim samym...
Dlatego urzędują jedynie w świecie emocji i wyobrażeń.
Nie mogą awansować bo nie są "duszami" tylko emocjami.
"Kowboj" z filmu nie może zostać reżyserem tegoż filmu ani wyjść z ekranu...

Boru:

To ja dopowiem dalsza czesc tej herezji ;)
Moim zdaniem opiekunow duchowych nie ma :D jest tylko ich "hologram" wyprodukowany na potrzeby systemu reinkarnacyjnego. Nie moga awansowac, bo nie sa "duszami" tylko emocjami. A skoro nie moga awansowac, to nie moga awansowac rowniez i ich podopieczni ;)
Dobrze kombinujesz.
Matrix potrafi tez wyswietlic hologram z napisem "droga na zewnatrz". Czlowiek podazajac taka sciezka moze miec wrazenie, ze jest gdzies poza systemem, chociaz jest jego niewolnikiem bardziej niz kiedykolwiek. Majac w glowie wyobrazenie niedoskonalego swiata, zawsze bedzie sie do niego powracac, poniewaz jest on wyswietlany w glowie.

Trident - 17 Październik 2011, 16:18

Kod:
if(someone_else_has_commented())
{
quote();
print_sentence('prawda');
}
while(get_random_number(0, 5))
{
print_sentence(
$random_complex_concept = get_random_complex_concept(
$simple_concepts[get_random_number(1, 100)],
$simple_concepts[get_random_number(1, 100)]
),
'nie istnieje'
);
print_sentence(
'istnieje tylko',
modify_complex_concept($random_complex_concept)
);
}

szczoo17 - 17 Październik 2011, 16:24

Mądrze powiedziane. To PHP, prawda? :smile:
Trident - 17 Październik 2011, 16:28

:) Tak.

Ale czy między PHP i mową jest jakaś różnica? ;)

szczoo17 - 17 Październik 2011, 16:50

Tylko taka, że mową posługują się wszyscy ludzie, a PHP - programiści. Poza tym i jedno, i drugie służy do porozumiewania się. ;-) W dodatku udowodniłeś, że w PHP można zawrzeć myśl filozoficzną. :smile:
Boru - 17 Październik 2011, 17:16

:D

Niczym sie nie rozni. Wszelkie ograniczenia (a wiec i cale istnienie) posiadaja swoj "kod". Swiat w ktorym funkcjonujemy jest napisany w jezyku hebrajskim :)

Dlatego Absolut jest nazywany tez Milczeniem lub Nienazwanym, bo nie ma zadnego kodu. Jest zarowno istnieniem jak i niestnieniem, bo nicosc to istnienie braku wszystkiego ;)

Mowi sie, ze stworca materialnego swiata jest niematerialny Bog. Ale co to znaczy niematerialny?
Wszystko jest "niematerialne" a wiec stworca wszystkiego kim/czym moze byc?

Jesli ktos nie uswiadomi sobie braku ciala zyjac w 3d, to zadne podroze pozacielesne (OOBE) nie uwolnia go z tego swiata. To jedynie taka zabawka, przedluzenie smyczy na chwile.
Na tym polega to wyswietlenie hologramu z ukrzyzowanym Jezusem ;) Jezus nie cierpial podczas ukrzyzowania. Jego cialo dla niego nie istnialo, bylo jedynie szatanskim hologramem.

... i tym oto sposobem, wrocilem do podzialu proponowanego przez Steinera :lol:

Boru - 19 Październik 2011, 00:39

Streszczenie wszystkiego :lol:
Boru - 20 Październik 2011, 16:45

Opuscic cialo, poczuc sie nareszcie wolnym, moc pokazac gadzinom srodkowy palec i odleciec jak najdalej. Nastepnie poczuc znuzenie wolnoscia i poslac sie poraz kolejny w bagno, aby po opuszczeniu go, znow byc wolnym. Jak narkoman na glodzie, ktory tylko odlicza chwile do kolejnego nacpania sie i nie czuje zadnego wstydu przed ludzmi.

Albo nie opuszczac tego miejsca, nie wygladac gdzies za wolnoscia "poza systemem", moc spotkac gadzine i powiedziec jej "Niczym sie nie roznimy, nosze cie w sobie, to ja mam ciebie a nie ty mnie. Jestem niesmiertelny, nie moge umrzec, wiec jesli jestes glodny, to dam ci troche energii. Nadaremno trudzicie sie, chcac ograniczyc moja wolnosc, blokujac mi droge do "wyzszych wymiarow", bo wszystko co jest w innych wymiarach, mam i tutaj. Jesli nie znajde wolnosci tutaj, to nigdzie nie bede wolny i bede taki zalosny jak wy, uwazajac sie za kogos ponad wszystkim".

Boru - 21 Październik 2011, 14:22

Ktos:

Moja teoria o ciagłym formatowaniu DNA jak i utrzymywaniu nas w nieświdomości dzięki programowniu pol zbiorowymi myślokształtami wzięła się od koncepcji Roberta Sheldrake'a autora teorii pól morfogenetycznych. Tu wiecej na temat jego prac jak i doświdczeń bazujacych na nich: http://www.infra.org.pl/n...edug-sheldrakea - tak wpigułce ;)

Działania praktyczne w zasadzie sprowadzają się do nie zasilania systemowych myślokształtów. W teori brzmi to niezwykle prosto, z parktyką przy osadzeniu w 3d trudniej ;) Tym bardziej, ze bomarduje nas się programami zasilajacymi pola - hologramy, na każdym kroku. Doskonałym tego przykałdem mogą być np apokaliptyczne wariacje na temat 2012. Strachem, emocjami zasilamy egregora, którego siła rażenia wraz ze wzrostem urelania się co raz mocniej.

By modyfikować DNA nie bazując na schematach należało by odrzucić mantalnie wszlekie wzorce, kulturowe, społeczne czy religijne, na których budowane są systemowe programy zasialjace. Że tak powiem sformtować się i zapisać od nowa :) Nie jest to w stu procentach realne w tym d biarac pod uwagę celowe uzleznienie jednostki od systemowości, na każdym dosłownie kroku. Nie mniej można próbować oleawać go na ile się da, kreujac wałsne holo - myślokształt idący pod prąd systemowemu :) Moża być trybikim w maszynie lub ziarnkiem piasku w trybikach ;)

Boru:

Jesli kreujesz jakis mysloksztalt idacy "pod prad" systemowemu, to wskakuje on na miejsce jakiegos starego i tym samym staje sie czescia systemu. To co robisz jest jedynie "aktualizacja oprogramowania", ktore ma dac poczucie jakiejs wiekszej wolnosci i bycia "poza systemem". Dobra, sprytna, gadzia robota :)
Na tej zasadzie powstaja tez wszelkie ruchy "anty nwo", ktore sa jedynie iluzorycznymi narzedziami do walki z systemem, danymi przez sam system.

Ktos:

Boru, skoro to co napisałam o nowym holo ograniczasz do rozumienia jako nakładki na stare, to w tym momencie sprowadzasz się sam do roli tej nakładki, jeśli nie potrafisz dokonać zmian bez oparcia w istniejacych systemach.

Boru:

Dodam jeszcze, ze jesli sa to mysloksztalty nakazujace zniszczenie Ziemi, to moze chodzic o wymiane systemu na inny np. na ten z Wenus ;) sa pewne istoty, ktore tesknia za ta planeta i ktore zle sie na Ziemi czuja.

Ktos:

Boru, a wiesz ile jest rzeczywistości w przestrzeni ?

Boru:

Zapewne nieskonczenie wiele .. tylko ta Ziemia niegodna, by na niej zyc ;) Ziemia nie jest ani lepsza, ani gorsza, ani bardziej zniewolona, ani mniej od innych, wiec gdziekolwiek nie polecisz z takim nastawieniem, zawsze bedziesz ladowac w bagnie, czekajac na kolejna ucieczke z systemu. Jestesmy istotami wielowymiarowymi, istniejemy we wszystkich wymiarach jednoczesnie, nie trzeba wiec nigdzie uciekac w wyzsze wymiary, tylko nauczyc sie tutaj, na Ziemi, funkcjonowac w wyzszych wymiarach. Wasze latanie w zaswiatach to cos jak szkolne wagary - siedzenie z browarem nad rzeczka i smianie sie z tych lamusow, kiszacych sie w szkole :) a dzien pozniej samemu jest sie takim lamusem i prosi sie wychowawczynie o litosc. Wieksza sztuka byc cwaniakiem w szkole, wkurzajac nauczycieli swoja zbyt duza bystroscia i podchwytliwymi pytaniami.

Oczywiscie, mozna sobie latac, miec w dupie wszystko, a po smierci znalesc sie w jakiejs pieknej krainie i zjednoczyc sie z Absolutem .. a w rzeczywistosci w swiecie Pana Lucka i byc zjedzonym przez niego na podwieczorek ;)

Ktos:

(cytuje tekst o wagarach)
Jedno nie wyklucza drugiego :P

Niemniej jednak zgoda na okupacje, gdy się jest jej swidomym jest co najmniej zastanwiajaca :P

Boru:

Ja po prostu staram sie polubic tych okupantow, aby nie stac sie kiedys jednym z nich :D

Oczywiscie, zostalismy pozbawieni wielu "ponadnaturalnych" zdolnosci i robimy przede wszystkim za mieso armatnie, ale w porownaniu z tamta epoka sprzed ingerencji, zyskalismy cos w zamian - intelekt. Diabelski intelekt mozna powiedziec. Gdyby nie to, to nie moglibysmy teraz dyskutowac o tym, czy warto jest tu zyc, czy nie. Zostajac na Ziemi, odzyskamy z czasem wszystko co stracilismy, zachowujac jednoczesnie zdolnosc do samodzielnego, logicznego myslenia. Bedziemy kims wiecej niz kiedys bylismy.

Przyznaje sie, ze jestem taka "lucyferyczna" istota, ktora stopniowo sie "nawraca" :P

Boru - 22 Październik 2011, 15:53

Ktos:

W trzecim wymiarze ludzie oraz zwierzęta muszą odsypiać ileś godzin, aby podładować akumulatory. Kiedy mamy kontakt z przestrzenią poza ciałem, to regenerujemy się, bo tylko tam jesteśmy kompletni.

Boru:

Poza cialem bedziesz kompletny przez jakis czas, a nastepnie bedziesz potrzebowal doladowania, bo poczujesz znudzenie . Wtedy wcielisz sie znow w jakies cialo fizyczne. Aby tego uniknac lepiej jest zostac na Ziemi, gdzie w naturalny sposob cialo fizyczne rozwinie sie, a pozniej zostanie zaabsorbowane/wchloniete przez eteryczne itd. W ten oto sposob czlowiek staje sie istota wielowymiarowa. Gadziny sa jakie sa, jednak nie uwolisz sie od nich strzelajac im focha.

Ktos:

Tam nie odczuwa się znudzenia Boru i nikt nie potrzebuje doładowania. Doładować można tylko opakowanie. Energia się nie ładuje, to energią ładujesz coś lub kogoś. Taka subtelna różnica.

Boru:

Byc istota wielowymiarowa to moc poruszac sie zarowno w 3d jak i 5d. Czy bedac poza cialem mozesz zmanifestowac sie przed kims siedzacym w 3d? Nie, bo nie masz wystarczajaco opanowanego ciala fizycznego i jestes ograniczony do astrala.

Ktos:

Wymiary to poziomy, które można zasiedlać poprzez ciała. Tylko w trzecim wymiarze są ograniczenia. Poza nim wymiarem możesz zakładać ubranko, ale nie musisz, bo już takich ograniczeń nie ma i możesz się manifestować komukolwiek i gdziekolwiek. Zresztą Boru nie wiem skąd nagle taka zmiana tematu.

Boru:

To opakowanie rowniez jest czysta energia, a to, ze cos jest "fizyczne" jest iluzja, ktorej nalezy sie pozbyc. Chodzi wlasnie o to, aby to opakowanie "przerobic" na energie i moc je w pelni kontrolowac.

Ktos:

Boru nie załamuj. Wszystko co powstało z energii, jest zasługą indywidualnych energii jak my. To nie nasze istnienie jest zależne od wszystkiego co powstało dla manifestacji życia w wymiarach, a właśnie to wszystko jest zależne od naszego istnienia, bo my jako energie indywidualne to zasilamy. My żadnego doładowania nie potrzebujemy. Fizyka ziemska jest na niskim poziomie, ale nawet czytając szkolne podręczniki dowiesz się, że energii się nie ładuje, tylko energią się ładuje. Dla mnie ta dyskusja do niczego nie prowadzi.

Boru:

"Tylko w trzecim wymiarze są ograniczenia. Poza nim wymiarem możesz zakładać ubranko, ale nie musisz, bo już takich ograniczeń nie ma"

Nie mozesz zalozyc ubranka w 4d i pokazac mi sie w nim w 3d, wiec nie funkcjonujesz wielowymiarowo. Wolnosc o ktorej mowisz ogranicza sie wylacznie do astrala.

Ktos:

Przecież o tym mówię. Poza 3d istoty takich problemów nie mają, bo tylko w 3d są blokady, więc co się tak w kółko kręcisz?

A tak w ogóle zabawne jest to wyobrażenie - astral. Jest przestrzeń (nasz dom) i są wymiary. Proste :)

Boru:

No to kiepsko, bo ja chcialbym moc pozwiedzac sobie zarowno 3d (ktore rowniez znajduje sie w tej "przestrzeni" o ktorej piszesz) jak i 5d, poleciec na jakas inna planete i porozmawiac z tamtejszymi "ludzmi", albo z istotami, ktore obecnie sa zwierzetami, a z ktorych powstanie cos jeszcze innego, a opuszczajac cialo i nie przerabiajac go na energie, bede tylko wiezniem kolorowego astrala.

Ktos:

Jako wolna energia zwiedzać możesz wszystko. Wystarczy nie zakładać ubrania 3d.

Boru:

Wolna energia moze manifestowac sie zarowno w 3d, 4d, 5d, 6d itd. Jesli nie, to nie jest wolna.

Ktos:

Trafne spostrzeżenie :)

Boru:

Dlatego wlasnie opuszczajac cialo, predzej czy pozniej do niego wrocisz, aby moc je zamienic w czysta energie. Cialo samo w sobie jest czysta energia, bo na najglebszym poziomie rzeczywistosci nie ma niczego materialnego, wszystko ma matematyczna strukture i nie ma podzialu na rozne rodzaje materii. Chodzi wiec o pozbywanie sie iluzji co do tego ciala. Tak samo jak na glebszym poziomie, gadziny nie sa zadnymi okupantami, lecz narzedziem, dzieki ktoremu mozna sie tego nauczyc.
Gadziny rowniez sa wiezniami swoich swiatow i nie sa ani wyzej, ani nizej od nas. Kiedy byli "ludzmi" funkcjonowali w ciele eterycznym, tak jak my w ciele fizycznym. Moge sie one manifestowac w 3d w ciele eterycznym i byc widocznymi przez jakis czas, jednak tak jak nurek pod woda musi dosyc szybko wyplynac na powierzchnie, bo konczy mu sie tlen (skads znam te porownanie), tak samo jest z gadzinami. Wszystkie istoty kiedys zorientuja sie, ze pogon za oswieceniem i wolnoscia nigdy sie nie konczy, bo to nieustanne rozmienianie sie na drobne. Kiedy juz zostana obrani z wszelkiej iluzji, nie zostanie nic - dopiero wtedy stana sie wolna energia, bo wszystko jest zbudowane z niczego - zarowno 3d, jak i 10d.

Ktos:

Opuszczając ciało stajesz się czystą energią, więc nie wiem o co Ci chodzi.
Boru, energia jest źródłem zasilania. Jest źródłem wszystkiego co doświadczamy, więc każda rzecz, której dotykasz, którą wąchasz, smakujesz lub na którą patrzysz, to energia. To wszystko istnieje tylko dlatego, że zostało stworzone przez wieczne energie (przez nas). Bez naszej kreacji nie powstałby żaden wymiar ani żadne ciało. To my jesteśmy źródłem zasilania. Nie na odwrót.

Boru:

Opuszczajac cialo, wrocisz do niego, bo to nie jest zadne cialo, lecz czysta energia. Dopoki sobie tego nie uswiadomisz - bedziesz wracal.

Ktos:

Boru, człowiek, gad, szarak, czy ktokolwiek inny to tylko powłoka dla energii. Bez powłok nie ma różnić jeśli chodzi o formę występowania w przestrzeni. Nie ma żadnych ciał "eterycznych". Są ciała dla wymiarów albo ich brak. A kiedy ich brak to występujemy w formie zmiennokształtnej energii w przestrzeni. Wyższe wymiary też posiadają "materię" też są fizyczne, tylko o innej częstotliwości. Zagęszczenie materii jest inne. Nie wiem który to już raz mówię, ale kiedy opuszczamy powłokę, to nie wchodzimy w inną, tylko stajemy się zmiennokształtną energią bez żadnej powłoki, a korzystanie z powłok wiąże się z egzystencją tylko w wymiarach. Powłoka to twór sztuczny do życia w wymiarze - również w tworze sztucznym. To wszystko jest przejawem naszej kreacji i nie zaistniałoby to bez źródła zasilania, jakim jesteśmy.

"Opuszczajac cialo, wrocisz do niego, bo to nie jest zadne cialo, lecz czysta energia. Dopoki sobie tego nie uswiadomisz - bedziesz wracal."


Nie wrócę, bo jest to sztuczny twór, jako przejaw kreacji i jestem tego świadomy. Jako wieczna energia nie jestem zależny od kreacji. To kreacja jest zależna ode mnie. Nadal nie rozumiesz?

Boru:

Ja rozumiem :) Dziekuje za dyskusje.

Ktos:

Również dziękuję :)

:lol:

Boru - 22 Październik 2011, 17:10

Wiadomo, ze te wszystkie ciala fizyczne, eteryczne, astralne itd. nie istnieja .. wiedziec teoretycznie to jedno, a w praktyce funkcjonuje sie w tych iluzorycznych cialach. Powtorka z ezoteryki :P

Boru pol roku temu napisał/a:
-cialo fizyczne
-cialo eteryczne
-cialo astralne
-jazn

Cialo jazni sklada sie z:

-duch-jazn (manas)
-duch-zycie (buddhi)
-duch-czlowiek (atma)

Nastepnie mamy jeszcze 3 poziomy. Ezoteryka chrzescijanska nazywa je:

-Duch Swiety
-Slowo lub Syn
-Ojciec


Duch-jazn to kontrola jazni nad cialem astralnym, czyli emocjami

Duch zycie to kontrola jazni nad cialem eterycznym, czyli pamiecia, czy moralnoscia

Duch-czlowiek to kontrola jazni nad cialem fizycznym (czlowiek nie kontroluje bicia swojego serca, przeplywu krwi, oddechu itd. - tak nie powinno byc, bo jest zalezny od innych istot - astrologia tutaj wchodzi)

W ten oto sposob pozbywamy sie ciala fizycznego. Jesli mamy kontrole nad wszystkim co sie dzieje w ciele - to czy mozna to w ogole nazwac cialem? Cialo samo staje sie swiadome, zostaje wchloniete przez inne cialo, ktorego znow sie pozbywamy. Na tym wlasnie polega funkcjonowanie w wielu wymiarach.

Boru - 23 Październik 2011, 15:30

Cytat:
Zycie, w ktore wpakowalismy sie, jest jak polaczenie maratonu z biegiem przez plotki. Nie jest mozliwe, aby istota ludzka je ukonczyla. I w tym rzecz, bo to zycie nie jest dla nas, lecz dla tych, ktorzy lubia patrzec jak kolejny zawodnik wybija sobie zeby.


Nie ma co sie oszukiwac - zycie to koszmar. Mozna to tez porownac do gry komputerowej. Planeta Ziemia to cos jak Quake na poziomie "nightmare" z najgorsza mozliwa bronia. Az sie prosi, zeby wpisac "god mode". Zabrano nam wszelkie "ponadnaturalne" zdolnosci, a w zamian dano .. intelekt. Po co? Aby rozmyslac nad swoim marnym losem? Czy mozna wymyslec cos jeszcze trudniejszego? Prawdziwym kozakiem jest jednak ten, kto zostanie tutaj, wlasnym sprytem pozbedzie sie ograniczen, nie przestraszy sie nawet podmuchu Slonca i nie skorzysta z ratunku, ktory przygotuja mu inne istoty. Wielu "kosmitow" wciela sie w ludzkie ciala po to, aby sprobowac swoich sil w takiej grze :P

Ktos:

Boru, nam puszczają nerwy, a Ty co raz mocniej przywiązujesz się do obrazka o nazwie Ziemia.
Myśl sobie co chcesz i rób co chesz. Wolna wola. Realizuj się według własnego planu idelnego trybika lucyferiańskiego heheh.
Życzę powodzenia, bo nikt o zrdrowym podejściu do wizerunkowego hologramu biorący udział wtej grze tak się nie produkuje wiedząc, że jest ona jedynie marną podróbą. Bycie mistzrem w jednej rozgrywce nie oznacza bycia mistzrem wszsytkich gier. Jest tetris i rozbudowane rpg.

Boru:

Jestem tak slabo przywiazany do Ziemi, ze moge na niej zyc i zbytnio sie nia nie przejmowac, majac swiadomosc, ze to gra. Ci, ktorzy popelniaja samobojstwa, sa najbardziej uzaleznionymi od zycia ludzmi.
Mozna zyc w cudzym swiecie i nie byc z tego swiata. Mozna zniszczyc to szatanskie dzielo w ogole mu sie nie sprzeciwiajac, lecz robiac wszystko to, czego od ciebie chce. System padnie tylko pod ciezarem swojej wlasnej glupoty.

Boru - 25 Październik 2011, 14:52

Cytat:
Podzial na Lucyfera i Szatana/Arymana jest tym samym, co podzial w innych religiach na np. Baala (Lucyfer) i Jehowe (Szatan), czy Enkiego i Enlila. Sa to dwa oblicza tej samej grupy istot.


To wymaga sprostowania. To jest dosyc zagmatwany temat, bo ludzie bardzo sie poplatali w tym, kto jest dobry a kto zly, kto jest "Bogiem" a kto "Szatanem". Ortodoksyjni chrzescijanie wierza, ze Bog to Jahwe, a Szatan to Lucyfer, a Jezus to syn Jahwe. Moje zdanie jest takie:

Jahwe = Samael = Allah = Enlil ( dobry?! )
Lucyfer = Siwa = Baal = Enki = "Konfederacja Swiatla" ( zly?! )

Sa to istoty z tego samego "levelu", ze sie tak wyraze, z piatego wymiaru, czyli o jeden wyzej od nas.

Natomiast istota, ktora mozemy nazwac "Glownym Szatanem" lub Arymanem, jest z levelu jeszcze wyzszego tzn. z szostego wymiaru. Dragonballowy Freezer :P

Jezus natomiast byl czlowiekiem, w ktorego wcielila sie na trzy lata istota sloneczna z tego samego poziomu co Aryman.

Lucyfer wplywa na cialo astralne, czyli namietnosci i popedy. Pozbawil on czlowieka kontaktu z duchem/boskoscia i dal mu w zamian "oswiecenie" czyli wiedze. Taki "okrojony" czlowiek z intelektem ma tendencje do wybiegania myslami poza Ziemie i zle sie na Ziemi czuje - kieruje wiec swoje mysli ku gorze, co wykorzystuje Pan Lucek, tworzac w zaswiatach taki "raj" dla nieszczesliwych.
Aryman wplywa na cialo eteryczne, czyli moralnosc, czy pamiec, a za jego posrednictwem na cialo fizyczne. Wplywa w ten sposob, ze wiezi czlowieka w ciele fizycznym.

Drugie przyjscie Chrystusa polega na "zdekodowaniu" ludzkich cial fizycznych przez Slonce i wchlonieciu ich przez eteryczne. Przeciwienstwo tego, co robi Aryman.

Boru - 25 Październik 2011, 16:44

Cytat:
Natomiast istota, ktora mozemy nazwac "Glownym Szatanem" lub Arymanem, jest z levelu jeszcze wyzszego tzn. z szostego wymiaru. Dragonballowy Freezer :P


Hm, przypomnialo mi sie, ze w dragon ballu pojawil sie taki motyw , ze podczas walki z Freezerem pojawil sie smok, a jeden z bohaterow wypowiedzial zyczenie, zeby wszyscy zabici przez Freezera zostali ozywieni i zostali przeniesieni w bezpieczne miejsce, z dala od niego. Na polu walki zostal tylko Freezer i przemieniony w super sajanina Son Goku, a wszystko skonczylo sie pokonaniem Freezera i wybuchem planety.

To by sie zgadzalo z tym, co mowilem o porwaniu przez kosmitow i przeniesieniu w inne miejsce :P i zostaniu na placu boju jedynie tych, ktorzy sa w stanie sobie sami poradzic.

Takie porownywanie do kreskowek moze wydawac sie niedorzeczne, ale co ja poradze, ze prawde pokazuje sie ludziom w filmach sc-fi i kreskowkach, a prawdziwe science fiction jest w szkolach :lol:

Dam jeszcze jeden przyklad prawdy pokazanej w kreskowce.

Boru - 27 Październik 2011, 17:16

Cytat:
Jahwe = Samael = Allah = Enlil ( dobry?! )
Lucyfer = Siwa = Baal = Enki = "Konfederacja Swiatla" ( zly?! )

Sa to istoty z tego samego "levelu", ze sie tak wyraze, z piatego wymiaru, czyli o jeden wyzej od nas.


Byc z "tego samego levelu" nie znaczy to samo co byc na rownym poziomie. Istoty "lucyferyczne" sa opoznione w rozwoju i nie zdaly do nastepnej klasy, mozna powiedziec. Siedza wiec w jednej klasie z nami. Znalazly sie one w ciezkim polozeniu i aby posunac sie dalej w swym rozwoju, potrzebowaly ludzkiego umyslu jako narzedzia. Jahwe nie bylo to na reke - jemu ludzki rozum do niczego nie byl potrzebny. Stali sie oni zalozycielami cywilizacji i pierwszymi przywodcami. Odpokutowywali swoja dawna glupote poprzez zajmowanie sie ludzmi. W pewnym sensie nas okaleczyli, jednak oni sa narzedziem, dzieki ktoremu my mozemy uzyskac wolnosc na wyzszym poziomie niz bylo to dawniej.

Niestety, nie zdac do nastepnej klasy, to wcale nie znaczy - zdac w nastepnym roku ;) Te tworzenie iluzorycznych swiatow, gdzie ludzie sa "bezmyslnie szczesliwi" bierze sie wlasnie stad, ze sa takie uparte osobniki, ktore nadal nie chca sie rozwijac i chca przeszkodzic tym nizej, aby nie stali sie rowni im lub ich nie przescigneli. Tworza wiec takie rajskie pulapki, imituja milosc, inkarnuja sie jako "mistrzowie duchowi" itd.
Tesknia za "starymi, dobrymi czasami" .. co bardzo czesto przejawia sie rowniez na naszym, ludzkim poziomie np. w muzyce rockowej , czy bluesowej. Inspiruja ludzi do tworczosci, ktora programuje ich tak, ze zaczynaja myslec i tesknic podobnie jak one.

Tak wiec mamy trudne zadanie. Wpakowalismy sie bardzo mocno w materie i nie widzimy tego, jak przyrzadzane sa w zaswiatach potrawy, ktore spozywamy na codzien. Mamy jedynie rozum i tylko poprzez usilne myslenie mozemy dojsc do poznania duchowych prawd tzn. za pomoca rozumu rozbudzic w sobie zdolnosc do postrzegania swiata, ktory jest zakryty.

Cytat:
Jezus natomiast byl czlowiekiem, w ktorego wcielila sie na trzy lata istota sloneczna z tego samego poziomu co Aryman.


Ta istota sloneczna moznaby nazwac "wladca archaniolow" poniewaz jest najwyzej rozwinieta istota z cyklu, kiedy obecni archaniolowie przechodzili swoj etap "czlowieczenstwa". Ta istota osiagnela zjednoczenie z tym, co Apostol Jan na poczatku ewangelii okresla jako Slowo/Logos. Dlatego tez o Jezusie podczas jego trzyletniej dzialalnosci mozna powiedziec, ze jest wcielonym Logosem - Bogo-Czlowiekiem.
Jego zlaczenie sie z cialem eterycznym Ziemi powoduje stopniowe "przeduchawianie" materii.

Mysle ciagle nad tym slynnym rokiem 2012 i widze jak coraz szybciej wszystko wywraca sie do gory nogami .. mam jednak coraz wieksze watpliwosci co do tego, czy chodzi tu o "przejscie w wyzszy wymiar". Na samym poczatku pisalem o czyms, co mozna nazwac systemem 7x7x7 czyli 7 cyklow planetarnych, 7 duzych epok i 7 epok pomniejszych. Obecnie jestesmy w samym srodku jesli chodzi o cykle planetarne (Saturn - swiadomosc na poziomie obecnych mineralow, Stare Slonce - roslin i Stary Ksiezyc - zwierzat), jestesmy w trakcie 5 duzej epoki (polarna, hiperborejska, lemuryjska, atlantycka i postatlantycka) i przeszlismy male epoki jak praindyjska, praperska, egipsko-mezopotamska, grecko-rzymska i obecnie germansko-anglosaska, a w przyszlosci maja byc slowianska i amerykanska. Tak wiec moze chodzi tu "tylko" o przejscie w ta epoke slowianska? A moze tak jak pisalem wczesniej: przejscie niektorych w wyzszy wymiar, oraz kontynuowanie przez pozostalych tych wszystkich mniejszych cykli. Nie wiem jednak, czy to ma sens.

ktos na innym forum napisał/a:
2012 - jako propaganda Elit???. Radek oczywiście ze tak . Jest propaganda dezinformująca jest informująca , jest kierująca jednych na prawo a innych na lewo. A jak myślisz w jaką propagandę my się świadomie pakujemy?? Wkrótce będziemy się kłaniać boginiom Isztar i Innana , mam tylko nadzieję że nie każą mi ogolić mojej brody i nóg a także chodzić w butach na obcasach. O tym aby przekląć czy strzelić kogoś z bani na pewno nie będzie mowy. W jaki swiat my się pakujemy.

Boru - 28 Październik 2011, 13:42

Wroce znow do Jezusa i tego posta.

jam to napisał/a:
Slyszalem juz wiele roznych wersji: Jezus jako wcielenie starotestamentowych prorokow, Jezus jako narzedzie slonecznego Ducha, Jezus jako kosmita, Jezus jako postac legendarna itd.


Wszystkie te opcje sa prawdziwe :P

Cytat:
Pochodzenie istoty zwanej Sananda Kumara to pole trzeciego wymiaru kuli świadomej Wenus, gdzie ta istota razem z tą zwaną Sanat Kumara (to jest ten "sloneczny duch"), pracowała nad sukcesywnym wspieraniem tej kuli w biegunie pozytyw.


Kto jednak powiedzial, ze Jezus byl jeden? ;)

Cytat:
Boskie Jestestwo Chrystusa mogło przyjąć tylko powłokę przygotowaną przez Opatrzność. Dlatego ciało, w którym Chrystus inkarnuje się w chwili. chrztu Janowego, stało się mieszkaniem zrazu dziecięco czystej duszy, a następnie [...] ducha najwyższej mądrości, ponownie wcielonego Zaratusztry [...]; ich wysiłkiem przygotowano je Chrystusowi. Przypuszczenie, że dwaj Jezusowie, jeden z linii Natanowej (Łk 3, 31) i drugi z linii Salomonowej (Mt 1, 6), żyli obok siebie, dopóki zaratusztriańska jaźń Jezusa Salomonowego nie przeszła na Jezusa Natanowego, aby następnie w momencie chrztu ustąpić miejsca Chrystusowi, jest koncepcją osobliwą i na pierwszy rzut oka zdumiewającą, którą mogłem przyjąć dopiero wtedy, kiedy z świadomie rzeczowego i trzeźwego języka intelektualnej konstatacji przełożyłem ją na język religijny, w którym oznacza ona, że nosicielem Istoty Chrystusa mógł być tylko Człowiek, który był zarazem całkowitym dzieckiem i doskonałym mędrcem.

(...)

Starszy Jezus, Salomonowy, to Człowiek ziemski. Jako najbardziej dojrzała indywidualność ludzka jest on plonem całej historii ziemskiej. Żyje w nim jaźń, która przez liczne żywoty na Ziemi była nauczycielką mądrości i przywódczynią ludzkości: jest to jaźń Zaratusztry, który około 5000 lat przed naszą erą żył jako inaugurator świętej kultury starej Persji, a następnie w wielu ważnych późniejszych wcieleniach ciągle od nowa przynosił nowe impulsy rozwijającej się kulturze ludzkości. Młodszy Jezus, Natanowy, to Człowiek niebiański. Jest on Człowiekiem należącym do przedfizycznej rajskiej ludzkości Adamowej, której rozwój nie poszedł drogą inkarnacji fizycznych, która więc nie została wciągnięta w Upadek i inwolucję ludzkości ziemskiej. Dusza ta, której losy przebiegały wyłącznie na słonecznych wyżynach ducha, w służbie najwyższych istot boskich, zachowuje jeszcze blask boskości, który Adam posiadał przed upadkiem w grzech. Zachowała ona podobny Bogu praobraz człowieka, podczas gdy na Ziemi zatracał się on coraz bardziej w ludzkości, która wędruje drogami dziejów ziemskich. Tak więc w dokładnym duchowym znaczeniu tego słowa w Jezusie z Ewangelii według Łukasza wcielił się „drugi Adam”. [...]


Natomiast to co w ewangeliach jest przedstawiane jako "cuda" najczesciej jest opisem wizji, przedstawieniem pewnych starozytnych misteriow, lub w tamtych czasach w ogole nie bylo uznawane za cud, jak np. uzdrowienia - cudem nie bylo uzdrowienie samo w sobie, ale to, ze czlowiek uzdrawial czlowieka bezposrednio, bez posrednictwa jakis wyzszych istot.

Cytat:
Cóż bowiem jest łatwiej, czy rzec: Odpuszczone są grzechy twoje, czy rzec: Wstań i chodź? (6) Lecz abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma moc na ziemi odpuszczać grzechy - rzekł do sparaliżowanego: Wstań, weź łoże swoje i idź do domu swego! (7) Wstał tedy i odszedł do domu swego. (8) A gdy to ujrzały tłumy, przelękły się i uwielbiły Boga, który dał ludziom taką moc.

Boru - 29 Październik 2011, 14:00

Zeby juz tak ostatecznie rozprawic sie z Jezusem :P

Cytat:
To co jest przedstawiane jako ukrzyżowanie Sanandy Kumara (Jezusa), nie miało miejsca w rzeczywistości trzeciego wymiaru. Zdarzenie to zostało przedstawione w formie hologramu istotom ludzkim przez istoty gadzie . Technika ta oddaje pełnię realizmu w percepcji świadomości trójwymiaru. Istota ze świadomością trójwymiaru odbiera ten proces jako rzeczywiste zdarzenie, w którym może nawet uczestniczyć, niczym w tym co zwane jest spektakl. Istoty stanowiące część hologramu są materialne w sensie fizycznym i wydają naturalne dzwięki, jakby były to żywe istoty. Metoda hologramu stosowana przez istoty gadzie, polega na zmanifestowaniu struktur atomowych w wymiarze trzecim, których zródłem jest zbiorowa świadomość istot gadzich. Hologram jest kreacją umysłu istoty gadziej przy wsparciu czterowymiarowych urządzeń, będących generatorami pola elektromagnetycznego, których naturalnie istoty ze świadomością trzeciego wymiaru nie mogą dostrzec przy pomocy narządu wzroku ciał żółtego pęku (ciala fizycznego). Kreacja będąca hologramem, przedstawiająca ukrzyżowanie Sanandy skupiała tysiące świadków. Wśród nich byli ludzie, dzięki którym powstały wzmianki o tym co zwane jest tu "męką Chrystusa". Jako że metoda hologramu jest realistyczna w stopniu znacznym w percepcji trójwymiaru, wydarzenia związane z ukrzyżowaniem zostały trwale umieszczone w kontinuum czasoprzestrzennym trzeciego wymiaru kuli Ziemi, dlatego potencjalna istota mająca dostęp do kontinuum, może oglądać to wydarzenie, będące projekcją holograficzną.


jam to napisał/a:
Jesli ktos nie uswiadomi sobie braku ciala zyjac w 3d, to zadne podroze pozacielesne (OOBE) nie uwolnia go z tego swiata. To jedynie taka zabawka, przedluzenie smyczy na chwile.
Na tym polega to wyswietlenie hologramu z ukrzyzowanym Jezusem ;) Jezus nie cierpial podczas ukrzyzowania. Jego cialo dla niego nie istnialo, bylo jedynie szatanskim hologramem.


Moja wersja jest taka:
Jezus podczas snu w grocie, sni o swoim ukrzyzowaniu. Jest to jakby kolejna inicjacja, etap wtajemniczenia, podczas ktorego ostatecznie rozprawia sie z iluzja swojego ciala fizycznego.
Natomiast istoty gadzie/lucyferyczne za pomoca swojego umyslu i technologii przedstawiaja to zdarzenie jako realne.
Efekt jest taki, ze Jezus pozbywa sie iluzji i uwalnia sie ostatecznie, natomiast gady strzelaja sobie w stope, bo pokazujac takie przedstawienie bedace kreacja ich umyslow jako realne, ukrzyzowali jakby samych siebie, co symbolicznie zwiastowalo ich koniec.

Cytat:
A nikt nie wstąpił do nieba, tylko Ten, który zstąpił z nieba, Syn Człowieczy, (14) i jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak musi być wywyższony Syn Człowieczy, (15) aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.


Cytat:
Pochodzenie istoty zwanej Sananda Kumara to pole trzeciego wymiaru kuli świadomej Wenus, gdzie ta istota razem z tą zwaną Sanat Kumara, pracowała nad sukcesywnym wspieraniem tej kuli w biegunie pozytyw. Po osiągnięciu przez kulę świadomą Wenus wymiaru czwartego, istota Sananda wniknęła w pole trzeciego wymiaru kuli świadomej Maldek, gdzie uchodziła za dosyć silną ( ;) ) emanację biegunu pozytyw, oddziaływującą korzystnie na zbiorową świadomość Maldekian, pomimo silnych ingerencji istot gadzich w świadomość zbiorową tych istot. Po rozproszeniu kuli świadomej Maldek, istota Sananda mogąc wejść w wymiar piąty doświadczania świadomości, podczas zebrania rady wewnątrz pola szóstego wymiaru kuli świadomej Saturn , wybrała wniknięcie w wymiar trzeci pola kuli świadomej Ziemia, będącej pod potężnym wpływem istot gadzich.


Tak wiec mamy do czynienia z pewnym schematem. Dwie pozytywne istoty wspolpracujace ze soba, z czego jedna jest o wiele potezniejsza. Ta mlodsza inkarnuje sie na jakiejs planecie, a kiedy juz wystarczajaco sie ogarnie, zaczyna wspolprace z ta druga, ktora dziala poprzez cialo tej pierwszej. Dzieje sie tak dlatego, bo ta druga nie ma mozliwosci przejawiania sie w ciele fizycznym.

To co w dragon ballu jest przedstawione jako bitwa pomiedzy Son Goku i Freezerem, przemiana w "super sajanina" i zniszczeniem Namek jest prawdopodobnie pewnym echem tego, co dzialo sie podczas wczesniejszej dzialalnosci Jezusa i Sanat Kumary na planecie zwanej Maldek :P

mateczko - 29 Październik 2011, 18:22

K***A P*********E O DUPIE MARYNI KAŻDY WIERZY W TO CO CHCE I NIKOMU C***J DO TEGO

Proszę pohamować język. - Klaud

tadzik - 29 Październik 2011, 20:26

Mateczko, pohamuj trochę. Boru prowadzi tutaj "refleksje" (czy coś w tym stylu) na temat religii. Tu są zawarte interesujące treści. Jeśli tobie nie odpowiadają to uszanuj to co mają do powiezenia inni i zignoruj ten temat.
Boru - 1 Listopad 2011, 11:09

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Zmarlych :)
tadzik - 1 Listopad 2011, 12:27

Boru napisał/a:
Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Zmarlych :)

Dziękujemy i nawzajem. :p

Boru - 2 Listopad 2011, 16:36

Ego czlowieka to zadziwiajace zjawisko. Ego potrafi udawac, ze wyrzeka sie samego siebie, tylko po to, aby sie podbudowac i umiejscowic sie w lepszym, w swoim mniemaniu, swiecie.
Ego to takie cos, co od chwili swych narodzin nieustannie wmawia sobie, ze jest smiertelnie chore i zaraz umrze, a przed swoja smiercia (czyli przez caly czas) chce przezyc jeszcze raz cos przyjemnego. Choruje, umiera i umrzec nie moze, bo choroba jest urojona. Trzeba nauczyc sie ignorowac tego symulanta .

Ilustracja do tego.

Boru - 3 Listopad 2011, 23:04

Cytat:
Krotko po smierci nastepuje "zanurzanie" sie w ciele eterycznym w ktorym znajduje sie pamiec o wszystkich zdarzeniach z minionego zycia. Czlowiek widzi przed soba panorame swojego zycia i oglada je z perspektywy osoby trzeciej niczym widz w kinie.


Cytat:
Aryman wplywa na cialo eteryczne, czyli moralnosc (dlatego tez cialo eteryczne mozemy nazwac "cialem serca"), czy pamiec, a za jego posrednictwem na cialo fizyczne. Wplywa w ten sposob, ze wiezi czlowieka w ciele fizycznym.*

Drugie przyjscie Chrystusa polega na "zdekodowaniu" ludzkich cial fizycznych przez Slonce i wchlonieciu ich przez eteryczne. Przeciwienstwo tego, co robi Aryman.


Z tych fragmentow mozecie wywnioskowac, na czym moze polegac "Sad Ostateczny" wszystkich ludzi.

Cytat:
nasza Ziemia stanie sie niedlugo gwiazda


Tu pomylka oczywiscie, chodzi o zmiane w planete "gazowa" taka jaka sa np. Jowisz, Saturn, czy Uran . Kazda planeta jest unikalna, nie mozna wiec przyszlej Ziemi porownac do jakiejkolwiek innej planety z obecnego systemu planetarnego.

*Dlatego tez nie ma szczerze kochajacych materialistow. Wymiar/czestotliwosc w ktorej zyjemy jest zdominowana przez biegun negatywny, ktory funkcjonuje na "zablokowanym sercu" jedynie imitujac wibracje milosci (dla slabszych istot jest to nie do odroznienia), tak wiec odcinanie sie od pozostalych czestotliwosci automatycznie sprawia, ze jestesmy kompatybilni z "silami ciemnosci" i zastepujemy prawdziwe uczucia gra aktorska. Podobnie jak ludzie "rozwijajacy sie duchowo" z zablokowanym sercem automatycznie sa kompatybilni z biegunem negatywnym chocby niewiadomo jak sie starali. Nalezy tutaj jednak dopisac, ze sam podzial na poszczegolne wymiary i zludzenie przebywania w jednym z nich, bez przebywania w pozostalych, jest iluzja, a te "rozczlonkowanie" ludzi jest rowniez dzielem negatywnych sil. Skutek jest taki, ze czlowiek jest manipulowany z poziomu wyzszego, ktorego on nie widzi i nawet nie zdaje sobie sprawy z jego istnienia. Sa rozne istoty, ktore moga byc widoczne w swiecie fizycznym, ktore jednak nie funkcjonuja w swiecie fizycznym, poniewaz "pozbierali sie do kupy" i zyja w jednym swiecie, ktory z perspektywy "rozczlonkowanych istot jest suma wielu wymiarow. Mozna to porownac do sceny z "matrixa" kiedy Neo widzi swiat jako cyferki.

Boru - 5 Listopad 2011, 15:49

Tu byla kolejna petla myslowa :P
Boru - 6 Listopad 2011, 18:38

Nieistnienie Bora.

Ogolnie polecam te strone ;)

A takze:

www.swietageometria.info
www.przeznieskonczonosc.com.pl

tadzik - 6 Listopad 2011, 23:02

http://zjawiskaparanormalne.pl
Boru - 7 Listopad 2011, 00:07

Bruce Lee - Jak woda
Boru - 8 Listopad 2011, 02:06

Cytat:
Nie ma co sie oszukiwac - zycie to koszmar. Mozna to tez porownac do gry komputerowej. Planeta Ziemia to cos jak Quake na poziomie "nightmare" z najgorsza mozliwa bronia. Az sie prosi, zeby wpisac "god mode".


Nie ma co narzekac, zawsze moze byc gorzej. Na Marsie jest gorzej niz u nas :P

Cytat:
Tu pomylka oczywiscie, chodzi o zmiane w planete "gazowa" taka jaka sa np. Jowisz, Saturn, czy Uran .


Najzabawniejsze jest to, ze rozni "moznowladcy", obawiajac sie katastrof, schowaja sie do podziemnych baz ;) To jest dopiero "epic fail" :P

"Pycha idzie przed upadkiem".

Boru - 9 Listopad 2011, 13:54

Cytat:
Na samym poczatku pisalem o czyms, co mozna nazwac systemem 7x7x7 czyli 7 cyklow planetarnych, 7 duzych epok i 7 epok pomniejszych. Obecnie jestesmy w samym srodku jesli chodzi o cykle planetarne (Saturn - swiadomosc na poziomie obecnych mineralow, Stare Slonce - roslin i Stary Ksiezyc - zwierzat), jestesmy w trakcie 5 duzej epoki (polarna, hiperborejska, lemuryjska, atlantycka i postatlantycka) i przeszlismy male epoki jak praindyjska, praperska, egipsko-mezopotamska, grecko-rzymska i obecnie germansko-anglosaska, a w przyszlosci maja byc slowianska i amerykanska. Tak wiec moze chodzi tu "tylko" o przejscie w ta epoke slowianska? A moze tak jak pisalem wczesniej: przejscie niektorych w wyzszy wymiar, oraz kontynuowanie przez pozostalych tych wszystkich mniejszych cykli. Nie wiem jednak, czy to ma sens.


Chyba zle to rozkminialem.
Nie wzialem pod uwagi ewentualnosci, ze przejscie w kolejna mala epoke, moze wiazac sie z "przejsciem w wyzszy wymiar". Pozbycie sie cial fizycznych i blokad reinkarnacyjnych, a to wszystko w ramach cyklu Ziemskiego.

We wczesniejszych epokach ludzkosc juz zyla "wielowymiarowo", a takze tworzyla cywilizacje znacznie bardziej zaawansowane niz te obecnie. Byli to inni ludzie niz obecnie tzn. nie uzywali "intelektu" jak teraz, dzialali intuicyjnie.
To, co zazwyczaj uwaza sie za intelekt, jest w rzeczywistosci blokada nalozona na czakre splotu slonecznego, ponizej serca. Dlatego tez czlowiek nie wykorzystuje tego dla dobra innych, tylko dziala egoistycznie.
Tak jak "cialem czakry serca" jest cialo eteryczne, tak cialem czakry splotu slonecznego (to jest te "swiatlo Slonca" dane przez tzw. Lucyfera :lol: wplywa on na to cialo w taki sposob, ze czlowiek intensywnie szuka wyzwolenia gdzies na zewnatrz), czyli trzeciej od dolu liczac, jest tzw. cialo fizyczne, ktore samo w sobie jest scalonymi trzema cialami. Jest roznica pomiedzy cialem fizycznym kamienia, kwiatka, czy czlowieka.

To troche smieszne, ze ludzie szczyca sie dzis tym, ze polecieli na Ksiezyc, podczas gdy na Ksiezycu istnieja ruiny miast zbudowanych przez ludzi w czasach Atlantydy :lol:
A taki gosc z Atlantydy nie potrafilby dzisiejszemu czlowiekowi wytlumaczyc, jak tego dokonal.

Boru - 10 Listopad 2011, 00:12

Schemat dzialania istot wrogim ludziom jest dosyc prosty i zadziwiajace jest to, jak dlugo mozna sie na to nabierac.

Ilustracja

Istoty, ktore chca czlowieka "uwolnic" z bytu ziemskiego ku "wolnosci" wplywaja przede wszystkim na czakre splotu slonecznego, czyli intelekt, egoizm, wywoluja na tym poziomie rozne anomalie, po to, aby np. dokonac podrobki wibracji milosci. Omijaja w ten sposob nastepna czakre - serca, a nastepnie pracuja nad reszta, ta odpowiadajaca za zdolnosci "nadzmyslowe" czy komunikacje z innymi.
Objawami sa np. skrajny ascetyzm, fanatyzm, czesto nawet taki "pozytywny" czyli zatracenie sie bez reszty w jakiejs "ewangelizacji" czy pomocy ludziom. Bardzo czesto ludzie pomagaja innym po to, aby podbudowac swoj egoizm.
Kiedy slyszymy o jakims np. katolickim swietym, ktory sie biczowal i spedzal pol dnia na modlitwie, to mamy do czynienia z klasycznym objawem manipulowania przez Pana Lucka.
Podobnie jak w przypadku jakis "mistrzow wschodu" medytujacych latami w jaskiniach.

Istoty, ktore chca czlowieka "uziemic" stosuja metode odwrotna, czyli atakuja przede wszystkim te na gorze, nie bawia sie w jakies imitacje wibracji milosci, bo chca z czlowieka zrobic maszyne i zajmuja sie trzema pierwszymi.

To takie kosmiczne RPG.
Jednak to ludzie beda tymi, ktorzy beda tych przebierancow "nawracac" ;)

Jak widac, kluczowe jest tutaj serce, ktore znajduje sie dokladnie posrodku. Ono nadaje wlasciwy kierunek. Dlatego czesto tutaj wspominam o Jezusie, bo ten czlowiek chcial wplynac przede wszystkim na serca ludzi. Przypomnijcie sobie scene z ukrzyzowania - dwoch lotrow i Jezus posrodku. On sam przejawial wyjatkowa rownowage energetyczna (nie tylko w tych siedmiu czakrach, ale i pozostalych pieciu - mniej znanych) i nie jest to postac, ktora sie wciska ludziom w roznych kosciolach.
To, w jaki sposob ludzie postrzegaja dobro, biegun pozytywny, to w zdecydowanej wiekszosci przypadkow proba osmieszenia istot pozytywnych przez negatywne.

Czlowiek, ktory ma otwarte serce, ale nie jest dostatecznie "wtajemniczony" moze zostac zahipnotyzowany i oszukany przez istoty o zamknietym sercu, ale o otwartych pozostalych czakrach.
Natomiast czlowiek o otwartym sercu i z dostatecznie rozwinietymi pozostalymi czakrami moze bez problemu takich przebierancow zdemaskowac. Takie istoty zdemaskowane przez silna i zrownowazona istote, uciekaja, a w niektorych przypadkach odczuwaja nawet bol, skreca ich w srodku i jesli nie otworza swojego serca, moga nawet postradac do reszty zmysly ;)

I tak jak juz mowilem wiele razy - Slonce zamierza w nas beknac, co spowoduje zmiane w strukturze DNA, ktore obecnie ma dwie helisy, a bedzie mialo dwanascie - tak jak wczesniej, przed okrojeniem przez Pana Lucka .
W zaleznosci od tego, jaka jest kondycja serca czlowieka, to albo jego cialo zostanie scalone z cialem eterycznym, albo zostanie zdmuchniete .. albo zabrane przez swoich panow do podziemii Marsa, lub gdzies indziej ;)
"Szkoly reinkarnacyjne" zarowno bieguna pozytywnego jak i negatywnego zostana rozpuszczone, a blokady pamieciowe zalozone w ramach reinkarnacji, zostana zdjete.
Ksiezyc po okolo 6000 latach zostanie w koncu "odholowany" i przestanie nadawac hipnotyzujacy sygnal. Byc moze slyszeliscie o pewnych hardcorowych kreacjonistach, twierdzacych, ze swiat ma tylko 6000 lat.

A zycie bedzie toczyc sie dalej. Dalej beda cywilizacje, sport, sztuka itd. wszystko na wyzszym poziomie,a biegun negatywny bedzie staral sie dalej ingerowac w rozwoj ludzkosci - bedzie mu jednak o wiele trudniej.

Jako ciekawostke dodam, ze mezczyzna ma cialo eteryczne kobiece, a kobieta meskie :P

Boru - 10 Listopad 2011, 15:35

Ciekawy tekst.

Cytat:
Splatanie DNA, może przybrać (wg. Wintera) kształt toroidalny przypominający pierścień. Staje się tak na skutek implozji ładunku elektrycznego, która prowadzi do "rozpalenia ognia w sercu". Przeżywana przez człowieka błogość tworzy płynącą z serca falę fononową - harmonijny, spójny (coherent) dźwięk, który na zasadzie piezoelektrycznej działa na DNA jak zaklinacz węży. Dźwięk ten programuje DNA, splatając je aż do momentu, w którym (dzięki spójności dźwięku płynącego z serca) DNA staje się toroidalne. Wówczas imploduje ono, wciągając coraz więcej energii OGNIA "osadzając się" czy też "zagnieżdżając" w coraz dłuższych falach plazmowych istniejących w otoczeniu człowieka, aż po jedność z całym wszechświatem... Osadzanie to jest możliwe dzięki fraktalnej budowie rzeczywistości, w której żyjemy. Miłość, czysta intencja i błogość w naszym sercu generują fale o charakterystyce odpowiadającej złotemu podziałowi, który harmonijnie spaja cały wszechświat. Osadzanie się tych fal w otoczeniu wymaga jednak istnienia fraktalnego w sensie elektrycznym otoczenia, które jest niestety zaburzane przez różnego rodzaju urządzenia oparte na szkodliwych dla naszego zdrowia częstotliwościach falowych - od przysłowiowego komputera, telewizora i telefonu komórkowego, poprzez linie przesyłowe wysokiego napięcia, stacje nadawcze ziejące elektrosmogiem aż po same materiały z których wykonane jest środowisko naszego życia.

Czy dzięki uzyskaniu toroidalnego DNA stają się możliwe szamańskie podróże w czasie i przestrzeni? Czy człowiek staje się wówczas Władcą Pierścieni? Dan Winter na oba pytania odpowiada twierdząco...


Stad wlasnie takie obrazki.

Pstryk!

Na to czekam :P

Uwaga na kampanie antysloneczna. Slonce jest naszym przyjacielem.

Boru - 11 Listopad 2011, 17:07

Cytat:
Istoty, ktore chca czlowieka "uwolnic" z bytu ziemskiego ku "wolnosci" wplywaja przede wszystkim na (...)

Istoty, ktore chca czlowieka "uziemic" stosuja metode odwrotna, czyli (...)


Efekty tego czasami sa naprawde odjechane, poniewaz ludzkosc, jako calosc, jest pod wplywem zarowno jednych jak i drugich.
Wezmy na przyklad telewizje. Mechaniczna, elektroniczna iluzja. Telewizja jest gorsza od narkotykow i bomby atomowej.

Czuje pewna sympatie do takiego czystego, lucyferycznego stylu zycia tzn. swiat to syf i poswiecam wszystkie swoje sily na to, by oddac sie fanatycznemu "rozwijaniu" sie, aby zjednoczyc sie z Absolutem. To, ze ten Absolut w rzeczywistosci jest glodna jaszczurka, to juz inna sprawa.
Taki rozwoj jest jedynie oznaka slabosci i leczeniem swoich kompleksow, ale moim zdaniem jest to bardziej sensowne niz zmienianie sie w bezduszna maszyne i poswiecanie swojego zycia na "uczenie sie".

Dlatego wlasnie Lucek jest "dobrym lotrem".

Cytat:
Istoty "lucyferyczne" sa opoznione w rozwoju i nie zdaly do nastepnej klasy, mozna powiedziec.


Czasami trudno jest stwierdzic, czy ktos jest wybitnym czlowiekiem, czy niedorozwinietym kosmita.

Cytat:
To, co zazwyczaj uwaza sie za intelekt, jest w rzeczywistosci blokada nalozona na czakre splotu slonecznego, ponizej serca.


Jest na to prosty dowod. Ludzie sie ucza, albo kombinuja, aby napelnic brzuch. Stwierdzenie, ze ludzie mysla glowa, to za duzo powiedziane.

Boru - 11 Listopad 2011, 19:23

Cytat:
Najzabawniejsze jest to, ze rozni "moznowladcy", obawiajac sie katastrof, schowaja sie do podziemnych baz ;) To jest dopiero "epic fail" :P


Zlo jest wielowymiarowe. Czesto ludzie zajmujacy sie "teoriami spiskowymi" nie zdaja sobie sprawy z tego, jak daleko siega krolicza nora.
To nie jest tak, ze na szczycie tego calego bajzlu jest jakis zly Szatan, ktory marzy tylko o tym, zeby utworzyc JAWNIE swiatowy rzad i ktory chce podleczyc swoje kompleksy oglaszajac sie Bogiem.
To sa cechy tylko niedojrzalych i napalonych istotek z bieguna negatywnego. To tak jak porownac "ojca chrzestnego" do polskich kiboli.
Swiatowy rzad juz jest, i to od dawna i na wielu wielu planetach.
Nasi wladcy, ktorzy w zamian za rozne zabawki i obietnice wladzy, sprzedali swoja dusze, sa jedynie fasada. Sa miedzy innymi po to, aby "antysystemowi" ludzie mieli z kim walczyc, podczas gdy nikt nie siega swym wzrokiem do "oka Saurona".
Ludzie narzekaja na politykow, podczas gdy kluczowym problemem jest zajebiscie wielka czarna dziura, zasysajaca cale galaktyki :lol:

Taka drobna rada na przyszlosc: jak juz sie przebijecie o te kilka wymiarow wyzej, to uwazajcie na "kochajaca" czarna dziure :lol: Wpakowanie sie do srodka "rozczlonkuje" znowu istote i zabawa zacznie sie od nowa.

Boru - 12 Listopad 2011, 13:22

Jesli ustawimy w odpowiedni sposob trzy kwadraty, to w srodku pomiedzy nimi powstanie trojkat. Trojkat istnieje - ale nie ma zadnego wplywu na to, ze zaistnial, jest tylko bokami kwadratow, jest tylko pusta przestrzenia pomiedzy trzema innymi figurami. Jego istnienie jest calkowicie zalezne od pozostalych figur i stanowia jednosc.
Gdyby tak oddalic jeszcze bardziej perspektywe, to okazaloby sie, ze te kwadraty powstaly w ten sam sposob co trojkat - sa pusta przestrzenia pomiedzy innymi figurami, skladaja sie tylko z bokow innych figur. Zeby bylo smieszniej: te figury tworzace kwadraty istnieja w jednym wielkim trojkacie - takim samym, jaki stworzyly trzy kwadraty :P I tak w nieskonczonosc.
Pustka nie ma zadnego domyslnego ksztaltu. Przestrzen wewnatrz pudelka ma ksztalt pudelka, chociaz nie jest pudelkiem, przestrzen wewnatrz sloika ma ksztalt sloika, chociaz nie jest sloikiem, mysl wsrod innych mysli jest tylko konturami tych mysli obok itd. Kiedy zjawiska zmienia swoja nature, zmieni sie tez iluzja mojej formy. Cierpienie powstaje wskutek proby utrzymywania danej formy, zlozony umysl walczy o przetrwanie, a wszystko co zlozone podlega rozkladowi.

Boru - 12 Listopad 2011, 22:23

A tak na powaznie, to moge sobie pisac o manipulacjach i "srodkowych sciezkach", co nie zmienia faktu, ze jestem diabelskim pomiotem ;)
Moze znajdzie sie wsrod was ktos taki madry, kto wezmie sobie te przestrogi do serca i przyszlosci mnie "nawroci" :lol:
Ja sam siebie nie jestem w stanie przekonac niestety.

Boru - 13 Listopad 2011, 12:15

Cytat:
K***A P*********E O DUPIE MARYNI KAŻDY WIERZY W TO CO CHCE I NIKOMU C***J DO TEGO


Moja odpowiedz.

Boru - 14 Listopad 2011, 00:00

Polecam ten film o pewnym wynalazcy.
Boru - 14 Listopad 2011, 19:58

Przepowiednie o "koncu swiata" zawsze zawieraja w sobie opisy jakis nietypowych zjawisk na niebie. I takie zjawiska sie pojawia.
Moze zjawic sie "Anty-Ziemia", ktora przysloni nam Slonce na kilka dni. W nocy beda widoczne dwa ksiezyce. Bedzie to wygladalo tak, jakby dwa ksiezyce byly blisko obok siebie, ale to tylko zludzenie, bo Anty-Ziemia jest zdecydowanie wieksza i znajdzie sie o wiele dalej od Ziemi niz Ksiezyc.
Anty-Ziemia obecnie maskuje sie orbitalnie za Sloncem tzn. znajduje sie dokladnie po przeciwnej stronie, dlatego jej nie widzimy.
Nasz uklad sloneczny nie sklada sie ani z osmiu, czy dziewieciu planet, lecz z dwunastu. Ta liczba nie jest stala, poniewaz niektore planety sa jakby gigantycznymi statkami kosmicznymi i nie maja stalego miejsca pobytu. Niektore sa "niematerialne" tzn. nie przejawiaja sie w czestotliwosci trojwymiaru.
Oprocz tej planety pojawi sie gwiazda, czerwony karzel, nazywana tez Nemezis. Gwiazda, a wlasciwie istota, ktora za nia stoi, bedzie starala sie odciagnac uwage ludzi od Ziemi. Jest to zazdrosna istota, ktora nie chce by czlowiek stal sie swiadomy swej mocy.
Ciemnosc, dwa ksiezyce, nieprzewydiwalne Slonce, chaos tym spowodowany, chec zemsty na rzadzacych oraz modlitwy ludzi, ktorzy beda prosic swoich bogow aby ich uratowali, co oczywiscie uczynia. O tym juz pisalem :P

O Nemezis i Anty-Ziemi wiecej
tutaj.

Boru - 14 Listopad 2011, 23:30

Za duzo tych postow, zeby je usuwac. Nie chce mi sie. Nie wiem w ogole co to ma byc. Kilkanascie stron odgrzewania w kiepski sposob roznych filozofii, jakiegos publicznego obnoszenia sie z czyms.
Smiech na sali, puste krzesla.
Nie przyznaje sie do niczego, co napisalem.

tadzik - 15 Listopad 2011, 06:45

Boru napisał/a:

Nie przyznaje sie do niczego, co napisalem.
pisząc to działałeś pod wpływem chwili. Dobrze rozumiem?
Boru - 15 Listopad 2011, 21:10

Obecny sposob komunikowania sie ludzi zostal wprowadzony po to, aby odciagnac ich uwage od nieskonczonosci.
Tak wiec pisanie o "absolucie", o realnosci badz nierealnosci "ja" czy o wplywie istot pozaziemskich na ludzi, to troche tak jakby byc pacyfista z karabinem.
Dlatego wlasnie ludzie uznawani za "mistrzow duchowych" powtarzaja takie puste frazesy jak "sluchaj swojego serca", "zajrzyj wglab siebie", "jestesmy jednoscia" itd. bo co innego moze powiedziec czlowiek, ktory cala swoja wiedze czerpie z pozacielesnych doswiadczen, gdzie moze odebrac w jednej chwili tysiace obrazow.
Napisalem kilkanascie stron glupot, ale nie wyrzekam sie swojego "duchowego" zycia.

Boru - 16 Listopad 2011, 14:06

Filmik dla tych, co twierdza, ze nasze zycie zalezy od genow.

Wiaze sie to z tym, co pisalem o scaleniu ciala fizycznego z eterycznym i utworzeniu ciala "krysztalowego".

Boru - 16 Listopad 2011, 15:18

Jedna z takich glupot, ktora ktos moglby wyczytac w moich postach, jest to, ze czlowiek nie rozni sie niczym od zwierzecia, rosliny, czy kamienia.
Jest to prawda, jednak mialem na mysli swiadomosc zbiorowa zwierzat, czy roslin.
Swiadomosc czlowieka w porownaniu ze swiadomoscia pojedynczego kamienia jest o wiele ostrzejsza. Swiadomosc krolestwa mineralnego, jako calosc, jest rozciagnieta na caly kosmos, w przeciwienstwie do czlowieka, ktorego swiadomosc jest skupiona na malej "przestrzeni".
Gdyby tak "skompresowac" swiadomosc mineralna, to uzyskalibysmy istote, z ktora mozna porozmawiac jak z czlowiekiem.
Swiadomosc mineralow jest skompresowana, jednak nie na tym poziomie, gdzie przejawia sie ludzka jazn. Tak wiec to tylko my jedynie "rozdrabniamy" innych w swojej glowie. Tak samo jest z roslinami i zwierzetami. Nasza jazn jest ulokowana w takiej czestotliwosci, gdzie widzimy tylko ciala fizyczne, eteryczne i astralne innych istot, co moze dawac zludzenie, ze mamy do czynienia z czyms slabiej rozwinietym badz zupelnie martwym. Takich podzialow mozna dokonywac w nieskonczonosc, a kazdy kolejny jest jak przymykanie oczu, zawezanie pola widzenia. Dlatego wlasnie Harold ma zasloniete oczy :P
Nasze "wyzsze ja" natomiast, jest rowne istotom nazywanymi boskimi. Dlatego istoty negatywne "rozczlonkowaly" czlowieka na rozne czesci, aby zaczal on myslec, ze ma do czynienia z bogami z niebios.

Napisalem tez, ze nie ma zadnego tworzenia swiatow, czasu, ani naruszenia wolnej woli.
I tak w rzeczywistosci jest.
Istnieje nieskonczona ilosc alternatywnych planet Ziemia, na ktorych odgrywane sa rozne warianty historii.
Podejmujac jakakolwiek decyzje, przenosimy sie do jednej z tych rzeczywistosci. Swiat widziany na zewnatrz jest przejawem stanu wewnetrznego istoty podejmujacej decyzje. Jedyne co istnieje, to terazniejszosc, w ktorej decyduje sie o tym, w ktora rzeczywistosc sie wejdzie.

Boru - 16 Listopad 2011, 18:47

Film dla fanow kostki Rubika :P
Boru - 16 Listopad 2011, 23:22

Kaczor Donald o pentagramach, zlotym podziale i zlotej spirali :D
Boru - 17 Listopad 2011, 12:39

Kolejna glupota, ktora chcialbym wyprostowac (zanim juz na dobre zamilkne tutaj :P ), to stwierdzenie, ze "gwiazdy sa przejawem istot pozytywnych, a planety i czarne dziury istot negatywnych".
Ziemia jako zywa istota ma nizsze warstwy swojej istoty, jak i wyzsze (a wlasciwie - tak to jedynie odbieramy). To, co my nazywamy powierzchnia Ziemi jest jakby jej ego. Istoty, ktore nie sa zdolne do zamieszkiwania Slonca, tak jak np. ludzie (w wiekszosci), ograniczaja sie do nizszych warstw planet. Dlatego wlasnie "swietych" czy "oswieconych " przedstawia sie na tle tarczy slonecznej.
Im dalej wglab Ziemi, tym z wyzszymi jej aspektami mamy do czynienia i tym bardziej jest widoczny zwiazek z gwiazda. I tak jak "wyzsze ja" czlowieka przemienia tak jego cialo, ze jest zdolny do zamieszkiwania Slonca, tak samo i "wyzsze ja" Ziemi przemienia stopniowo poszczegolne jej warstwy. Dlatego wlasnie ludzie uporczywie trzymajacych sie swoich cial fizycznych, aby je ocalic, beda musieli opuscic Ziemie. Prosta logika.
Kiedy czlowiek zaczyna przejawiac dostateczna rownowage energetyczna, kiedy staje sie "fraktalny", zaczyna wchodzic w rezonans z Ziemia. Przestaje on ograniczac sie wylacznie do swojego ciala - jego cialem staje sie cala planeta.

Cytat:
Ja jestem światłością, która jest ponad wszystkimi. Ja jestem Pełnią, Pełnia wyszła ze mnie, Pełnia doszła do mnie. Rozłupcie drzewo, ja tam jestem. Podnieście kamień, a znajdziecie mnie tam.


Nalezy to traktowac doslownie.

Boru - 18 Listopad 2011, 00:32

Jeszcze cos o datach "konca swiata". Samo przywiazywanie sie do dat jest skutkiem dzialania ego, ktore nie chce dopuscic do tego, aby ktos sie go pozbyl teraz. Jesli to co pisalem o Sloncu i przemianie "cial ego" w "ciala serca" ma sie zdarzyc, to musza zostac rowniez rozpuszczone takie zwyczaje jak ustalanie dat pewnych zdarzen.
Energia naplywajaca z coraz wieksza intensywnoscia w kierunku Ziemi, rozpuszczajaca stopniowo struktury ego, bedzie musiala automatycznie wywolac rozczarowanie wsrod ludzi oczekujacych jakis zmian w 2011, 2012 itd.
Moze wiec dojsc do tego, ze rozni ludzie, posiadajacy spora wiedze na temat tego, jak moze wygladac przyszlosc, w momencie kiedy zorientuja sie, ze w danym terminie nic sie nie stanie, straca wiare w to wszystko co glosili. I wtedy te wydarzenia o ktorych wiedzieli - zaskocza ich :P

Cytat:
Obecny sposob komunikowania sie ludzi zostal wprowadzony po to, aby odciagnac ich uwage od nieskonczonosci.


Odnosze takie wrazenie, ze ludzie naprawde "duchowo rozwinieci", to tacy, ktorzy tak naprawde nic nie musza robic, ani mowic niczego nadzwyczajnego, lecz sama swoja obecnoscia potrafia wywolac globalne zmiany. Znowu tutaj przytocze postac Jezusa, ktory nie napisal zadnej ksiazki, ani nie wiemy jak wygladal. Jego slowa spisane przez swiadkow w ewangeliach w sumie nie sa niczym nowym. Sa to te same slowa i historie jakie mozna spotkac w innych "swietych pismach". Ja w tym temacie napisalem chyba wiecej "madrosci". Ktos, kto czytal nowy testament wie, ze apostolowie nie za bardzo rozumieli swojego nauczyciela. Wlasciwym tworca chrzescijanstwa jest Saul z Tarsu, znany tez jako Apostol Pawel, ktory nie byl jednym z dwunastu. Jedyne jego spotkanie z Jezusem odbylo sie w wizji. W jego listach nie znajdziemy zadnych faktow z zycia Jezusa.
Mamy wiec do czynienia z czlowiekiem o ktorym nie wiadomo nic, ktory nie powiedzial niczego specjalnego, a ktorego ludzie tocza wojny. Podejrzewam, ze mial (i ma) niezly ubaw z tego.

Boru - 18 Listopad 2011, 01:51

Cytat:
Tesknia za "starymi, dobrymi czasami" .. co bardzo czesto przejawia sie rowniez na naszym, ludzkim poziomie np. w muzyce rockowej , czy bluesowej. Inspiruja ludzi do tworczosci, ktora programuje ich tak, ze zaczynaja myslec i tesknic podobnie jak one.


Najpiekniejsza piosenka o Lucyferze jaka znam :P

Boru - 18 Listopad 2011, 16:32

Cytat:
Istnieje nieskonczona ilosc alternatywnych planet Ziemia, na ktorych odgrywane sa rozne warianty historii.
Podejmujac jakakolwiek decyzje, przenosimy sie do jednej z tych rzeczywistosci. Swiat widziany na zewnatrz jest przejawem stanu wewnetrznego istoty podejmujacej decyzje. Jedyne co istnieje, to terazniejszosc, w ktorej decyduje sie o tym, w ktora rzeczywistosc sie wejdzie.


Tu jest podana przyczyna moich kilkudziesieciu FMLi zaraz po przekroczeniu 1000 pietra :P
Do 1000 pietra gram nie myslac, nie zastanawiajac sie nad niczym, takie skakanie dla samego skakania. Po 1000 pietrze pojawia sie mysl "byle tylko doskoczyc do 1300", a podazenie za ta mysla jest jak wyciagniecie wtyczki z gniazdka. Pozbywam sie w automatycznie tego, co umozliwilo mi doskoczenie z latwoscia do 1000 pietra.
Te "byle tylko do 1300" jest jak "nie skaczesz teraz".
Ludzie nie potrafia dobrze grac, bo podazaja za myslami o tym, ze musza gdzies doskoczyc aby zdobyc jakas kolejna range.

Myslenie o niemysleniu tez jest mysleniem :P

Harold skacze na slepo, nie wie na ktorym jest pietrze i nie wie co moglby zrobic aby byc wyzej.

To samo zjawisko mozna zaobserwowac u sportowcow.
Czy Messi stara sie byc Messim, czy nim po prostu jest? Jestem przekonany, ze gra slabiej tylko wtedy, kiedy stara sie udowodnic swoja wartosc.

Boru - 18 Listopad 2011, 18:07

Tak wiec jedynie moje posty w "rekordach" maja wartosc. Te w tym temacie sa nic nie warte.
Boru - 18 Listopad 2011, 20:10

Kto jest wiekszym materialista:

-ten, ktory brzydzi sie pieniedzmi i zyje jak zebrak
-ten, ktory ma duzo pieniedzy i nie jest od nich uzalezniony

Kto jest wiekszym indywidualista:

-ten, ktory izoluje sie od spoleczenstwa, zle sie czuje w towarzystwie i gardzi cudzymi ideami
-ten, ktory zyje wsrod ludzi, ale nie idzie za glosem wiekszosci

Wszystko ma swoj biegun przeciwny.
Brzydzac sie pieniedzmi i stajac sie zebrakiem, automatycznie stwarza sie materialiste z duzym majatkiem.
Brzydzac sie ludzi i chowajac sie przed nimi, automatycznie stwarza sie polityka.

Boru - 19 Listopad 2011, 19:06

Slowo na niedziele od Bora :lol:
Boru - 19 Listopad 2011, 23:32

Nic we wszechswiecie nie jest normalne.
Boru - 20 Listopad 2011, 00:48

Cytat:

Boru
21:21:47
hmmmmmmmmm
21:26:49
http://www.youtube.com/watch?v=WAjOGaEImF8
Klaud
21:32:39
Dwumetylotryptamina? Nie słyszałam o tym nigdy...
Boru
21:33:44
jest to fizyczny odpowiednik trzeciego oka, mozna tak powiedziec ;P
21:34:37
mozna to zazywac i doznawac takich wizji, mozna rowniez "odpalac" sila woli
Klaud
21:34:50
Wziąłbyś? :P
Boru
21:35:50
nie wiem czy w moim odebnym stanie swiadomosci te wizje byly by przyjemne ;P
21:35:54
bylyby?
21:35:59
obecnym*
Klaud
21:36:03
Łącznie. ;)
21:36:11
Rozumiem.
Boru
21:36:32
pewnie z jakimis wezami bym walczyl :D
Klaud
21:36:46
Ciekawe, co ja bym zobaczyła. ;)
21:36:51
Nie mam nawet pomysłu. :P
Boru
21:37:39
kawa jest narkotykiem, ale jest dozwolona, bo daje sile do dalszej pracy ;P
Klaud
21:37:52
*Narkotyzuje się*.
Boru
21:37:52
alkohol jest narkotykiem, ale jest dozwolony, bo wzmacnia strumien mysli
Klaud
21:37:55
A. Teraz nie.
Boru
21:38:40
natomiast nie mozesz zazywac ani posiadac "narkotyku", ktory i tak nosisz w sobie :D
21:38:47
wszyscy powinni zostac aresztowani
Klaud
21:38:48
No trochę paranoja. ;)
Boru
21:39:19
*glask*
21:40:18
tacy ludzie jak Budda czy Jezus byli bez przerwy nacpani
21:40:20
:P
Klaud
21:40:39
*Słucha*.
Boru
21:40:53
ale ja skonczylem...
21:40:56
*czochr*
21:40:57
:D
Klaud
21:41:53
E. :D
Boru
21:43:09
ktos pewnie by powiedzial: no widzisz, te wizje, to nic realnego, to wina jakiejs tam substancji
21:43:42
tylko, ze ten swiat ktory w tej chwili ogladasz, jest tak samo realny
Klaud
21:44:27
No ale jeśli śnię, wydziela się ta substancja... i mam wizje senne pod między innymi jej wpływem, natomiast nie wydziela się ona na jawie... :P
Boru
21:44:53
bo na "jawie" jestes pod wplywem innych substancji :P
Klaud
21:45:39
A. Ale one się wydzielają same, tak? :P
21:45:45
Pomijam, że ja się wspomagam kawą. :P
Boru
21:46:07
tak samo jak mysli pojawiaja sie same :P
21:46:55
nie ma takiego momentu, w ktorym decydujesz o czym pomyslisz
Klaud
21:47:23
"Pomyślę o deklinacjach łacińskich, konkretnie pierwszej. Fabula, fabulae, fabulae, fabulam, fabula, fabula...":
21:47:29
Bez dwukropka.
21:47:34
Za to z kropką.
Boru
21:47:43
to jest jedna z mysli, ktorych nie planowalas :D
Klaud
21:47:51
Dwukropek?! :)
Boru
21:48:18
kiedy zdecydowalas, ze pomyslisz "pomysle o.." :D
Klaud
21:48:36
No ale potem myśl była już moja!
21:48:47
Była reakcją na Twoje słowa...
21:48:51
Ty ją wywołałeś? :P
21:49:01
Czy zatem ja wywołuję Twoje myśli, a one Twoje odpowiedzi? :P
Boru
21:49:23
a ja kim jestem? dlaczego uwazasz mnie za jakis oddzielny byt, skoro moje slowa pojawiaja sie w Twojej glowie :P
21:49:40
masz jakis dowod na to, ze jestem realna istota/
21:49:41
:D
Klaud
21:49:51
Jesteś namacalnym innym bytem. :D
Boru
21:50:18
*wstydnis*?
Klaud
21:50:28
?!
Boru
21:50:33
:D
Klaud
21:50:39
Przerażające... :D
Boru
21:51:09
chodzi o to, aby przestac utozsamiac sie z myslami
21:51:20
pozwolic im przeplywac bez oporu
Klaud
21:52:37
Słucham!
Boru
21:53:15
na facebooku byla jakas dyskusja na temat natchnienia biblii
21:53:18
Boru napisal:
21:53:20
"Biblia, natchione slowo Boga" to mysl, ktora jesli chce sie zatrzymac, trzeba jej wybudowac klatke skladajaca sie innych mysli, teologii, artykulow napisanych przez "wiarygodnych ludzi" itd. Sa one niestale, narazone na ataki z zewnatrz, ...trzeba wiec bez przerwy je umacniac, aby nie runely. Wszystko to po to, aby moc sie napawac mysla o "Biblii, natchnionym slowie Boga". W zyciu kazdego fundamentalisty przyjdzie kiedys taki moment, w ktorym zada sobie pytanie "czego ja tak wlasciwie bronie i po co? Czy przyjdzie kiedys taki czas, w ktorym ta mysl stanie sie rzeczywiscie mna?".
21:53:47
przeszlo bez echa :P
Klaud
21:54:03
Jak umacniać?
21:54:07
Znaczy jak się umacnia.
21:54:09
Czytać więcej?
21:54:11
Na tym to polega?
Boru
21:54:30
szukasz ludzi, ktorzy w przekonujacy sposob obalaja teorie innych, a potwierdzaja Twoja ;P
Klaud
21:54:50
A.
21:54:57
Gra bez końca. :P
Boru
21:55:05
i robi sie to, co pisalem o kwadratach i trojkatach
21:55:24
ta mysl o "nieomylnej ksiedze" jest tylko konturami tych mysli o tym, ze tak jest :D
Klaud
21:55:26
A mimo to chciałoby się ustabilizować poglądy, a nie tak stać na rozdrożu...
21:55:30
Ale co poradzić. :P
Boru
21:55:33
a ona sama jest pusta w srodku :D
21:56:11
zadna mysl mysl nigdy nie bedzie stabilna
21:56:25
aby ja utrzymac na zawsze, trzeba bedzie ja na zawsze bronic
Klaud
21:56:39
W sumie ma sens.
21:56:43
To, co piszesz.
Boru
21:56:46
kwestia czasu kiedy ktos sie zmeczy :P
Klaud
21:56:49
Teraz do mnie w tej chwili...
21:56:51
*Kończy myśl*.
21:56:55
No.
Boru
21:57:19
myslenie, to jest wlasnie to, co dal czlowiekowi tzw. Lucyfer :D
21:57:36
i jak widzisz, to nie jest dobre
21:57:53
to jak kasajaca jaszczurka, albo robak
Klaud
21:58:11
Ale jak nie myśleć. :P
Boru
21:58:27
albo "krzew gorejacy" ktory nigdy sie nie spala
21:58:33
co go Mojzesz widzial :P
22:00:34
mysle :D ze jestem blisko tej wolnosci od myslenia
22:00:49
czasami cos jakby przeswituje przez ta gore mysli
22:00:55
taki niezmienny spokoj
22:01:22
brak myslenia, to nie jest zanik swiadomosci
Klaud
22:01:45
*Słucha*.
Boru
22:02:28
to wlasnie myslenie jest brakiem swiadomosci, to tak jak z tymi moimi fmlami, co pisalem
22:03:19
kiedy czlowiek mysli o czyms, ze ma cos zrobic, jest odlaczony od pradu
22:03:44
bo myslom zawsze czegos brakuje, potrzebuja czegos "w przyszlosci"
22:03:55
i to pozbawia czlowieka terazniejszosci
Klaud
22:04:15
Chyba łapię.
Boru
22:04:19
*glask*
22:05:36
chodzi o to, aby moc puscic wolno nawet najbardziej skomplikowane konstrukcje myslowe
22:05:58
puszczac je wolno bez przerwy, teraz :P
Klaud
22:06:31
Nie zatrzymywać się nawet na chwilę? Wtedy nie będzie analizy tych myśli.
Boru
22:07:13
po co sie jeszcze bardziej zapetlac
22:07:27
co to da, ze zanalizujesz cos
22:07:47
bedziesz myslala, ze cos zanalizowalas :D
Klaud
22:07:48
No Twoje przemyślenia teraz powstały na skutek jakiejś analizy.
Boru
22:08:35
te "podskorne przeblyski" tak uporzadkowaly te mysli, ze takie cos pisze :P
Klaud
22:08:43
A.
22:08:47
To zwracam honor. :P
Boru
22:08:49
:D
22:11:00
tak wiec nie chodzi o to, aby stac sie bezmyslnym
22:11:09
"pierd**e, nie mysle, bendem budda"
Klaud
22:11:20
Ik...
Boru
22:11:39
rozwiazujac jakies zadanie, nalezy pozwolic przyplynac myslom, ktore je rozwiaza :P
22:11:50
samo sie rozwiaze :D
Klaud
22:12:14
Ciekawe, czy zadziałałoby to na maturze z matmy...
Boru
22:12:23
:D
Klaud
22:12:25
Ale 56%, myśląc... to też nieźle! :D

Boru - 20 Listopad 2011, 10:31

Tym jest wlasnie tzw. medytacja. To nie jest odcinanie sie od zewnetrznych zjawisk, lecz uczynienie zjawisk zewnetrznych wewnetrznymi, przy zachowaniu niezmiennego spokoju.
To nie jest kolejna czynnosc do wykonania, w jakiejs odpowiedniej pozycji, w odpowiednich warunkach. Ktos, kto meczy sie w dzien i siada do "medytacji" aby sie od niego uwolnic tak naprawde tylko udaje lub przesyla swoja energie glodnej jaszczurce. Kiedy widzisz czlowieka siedzacego i mantrujacego cos pod nosem, otoczonego kadzidelkami, to przywal mu z liscia, aby sprawdzic, czy nie udaje.

Boru - 20 Listopad 2011, 16:37

Puszczenie mysli wolno, nie oznacza chaosu - wrecz przeciwnie. Analizujac i starajac sie porzadkowac swiat, porzadkuje sie cos, co juz jest uporzadkowane, a wiec tworzy sie balagan.
Jak to gdzies napisalem: rytm zastepuje sile. Kiedy przestaje stawiac opor, mysli staja sie rytmiczne i tworza harmonijna muzyke, stopniowo ogaraniajac coraz wieksza przestrzen. Od planet, poprzez gwiazdy i galaktyki, w nieskonczonosc.

Boru - 20 Listopad 2011, 19:51

hmmmmmmmmmmm
Boru - 21 Listopad 2011, 13:29

Cytat:
Jedna z takich glupot, ktora ktos moglby wyczytac w moich postach, jest to, ze czlowiek nie rozni sie niczym od zwierzecia, rosliny, czy kamienia.
Jest to prawda, jednak mialem na mysli swiadomosc zbiorowa zwierzat, czy roslin.
Swiadomosc czlowieka w porownaniu ze swiadomoscia pojedynczego kamienia jest o wiele ostrzejsza. Swiadomosc krolestwa mineralnego, jako calosc, jest rozciagnieta na caly kosmos, w przeciwienstwie do czlowieka, ktorego swiadomosc jest skupiona na malej "przestrzeni".
Gdyby tak "skompresowac" swiadomosc mineralna, to uzyskalibysmy istote, z ktora mozna porozmawiac jak z czlowiekiem.
Swiadomosc mineralow jest skompresowana, jednak nie na tym poziomie, gdzie przejawia sie ludzka jazn. Tak wiec to tylko my jedynie "rozdrabniamy" innych w swojej glowie. Tak samo jest z roslinami i zwierzetami. Nasza jazn jest ulokowana w takiej czestotliwosci, gdzie widzimy tylko ciala fizyczne, eteryczne i astralne innych istot, co moze dawac zludzenie, ze mamy do czynienia z czyms slabiej rozwinietym badz zupelnie martwym. Takich podzialow mozna dokonywac w nieskonczonosc, a kazdy kolejny jest jak przymykanie oczu, zawezanie pola widzenia. Dlatego wlasnie Harold ma zasloniete oczy :P
Nasze "wyzsze ja" natomiast, jest rowne istotom nazywanymi boskimi. Dlatego istoty negatywne "rozczlonkowaly" czlowieka na rozne czesci, aby zaczal on myslec, ze ma do czynienia z bogami z niebios.


Trzeba dodac, ze my nigdy nie bylismy roslina, ani zwierzeciem. Chodzi o to, ze kiedy "aniolowie" byli "ludzmi" to widzieli nasza jazn w czestotliwosci, gdzie objawiala sie ona jako cos, co bylo odpowiednikiem dzisiejszych zwierzat (w sumie to sprzecznosc, bo jesli nie bylismy zwierzetami, to aniolowie nie byli ludzmi). Widziano nas jako dziwne stwory plywajace w purpurowej mgle , podlaczone do jakby "sznurow", ktore wstrzykiwaly nam substancje odzywcze :P Narkoman to ktos, kto podaza za mysla istoty, ktora chce zyc w dawnym srodowisku, w ktorym funkcjonowala.

Trzymanie sie mysli o wolnosci to zupelnie cos innego niz wolnosc myslenia.

Tak wiec nie ma czegos takiego jak zniszczenie swiadomosci. Mozna ja rozdrabniac na coraz drobniejsze kawaleczki, jednak na wyzszym poziomie jest ona dalej "skompresowana".
Tak jak struna naciskana w roznych miejscach wydaje rozne dzwieki, tak samo i na najwyzszym poziomie jest jedna swiadomosc drgajaca w roznych czestotliwosciach.

Cytat:
zadna mysl mysl nigdy nie bedzie stabilna


O tym jest ta przypowiesc Jezusa:

Cytat:
Każdy więc, kto słucha tych słów moich i wykonuje je, będzie przyrównany do męża mądrego, który zbudował dom swój na opoce. (25) I spadł deszcz ulewny, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, ale on nie runął, gdyż był zbudowany na opoce. (26) A każdy, kto słucha tych słów moich, lecz nie wykonuje ich, przyrównany będzie do męża głupiego, który zbudował swój dom na piasku. (27) I spadł ulewny deszcz, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, i runął, a upadek jego był wielki. (28) A gdy Jezus dokończył tych słów, zdumiewały się tłumy nad nauką jego. (29) Albowiem uczył je jako moc mający, a nie jak ich uczeni w Piśmie.

Boru - 21 Listopad 2011, 23:12

Oj tam.
Devlin - 22 Listopad 2011, 02:47

Spam jak cholera.
Boru - 22 Listopad 2011, 11:29

Na pewno?
Boru - 22 Listopad 2011, 16:36

Cytat:
Boru
22:11:39
rozwiazujac jakies zadanie, nalezy pozwolic przyplynac myslom, ktore je rozwiaza :P
22:11:50
samo sie rozwiaze :D
Klaud
22:12:14
Ciekawe, czy zadziałałoby to na maturze z matmy...
Boru
22:12:23
:D
Klaud
22:12:25
Ale 56%, myśląc... to też nieźle! :D


Eckhart Tolle napisał/a:
W późnych latach 70-tych zwykłem codziennie jadać lunch w barze akademickim na Uniwersytecie
Cambridge. Towarzyszył mi jeden lub dwójka przyjaciół. Czasem przy pobliskim stole, razem z
kilkoma osobami spożywał posiłek mężczyzna na wózku. Pewnego dnia, gdy usiadł przy stoliku na
przeciw, nie mogłem się powstrzymać, by dokładniej mu się przyjrzeć. Byłem zaszokowany tym co
zobaczyłem. Teraz widziałem to wyraźnie. On był praktycznie całkiem sparaliżowany. Ciało było
zdeformowane, a głowa stale pochylona do przodu. Jedna z towarzyszących mu osób starannie
podawała mu jedzenie do ust. Duża część jednak wylatywała i trzeba ją było łapać na osobny talerzyk.
Od czasu do czasu ten przykuty do wózka mężczyzna wydawał jakieś niezrozumiałe, podobne do
bełkotu dźwięki. Co dziwne osoba, która była blisko zdawała się to rozumieć i tłumaczyć pozostałym.
Jakiś czas potem zapytałem przyjaciela czy zna tego chorego mężczyznę. „Oczywiście”-
odpowiedział - „to profesor matematyki, a ludzie mu towarzyszący to jego studenci. On cierpi na
porażenie mózgowe, które w postępujący sposób paraliżuje każdą część jego ciała. Z tego co wiem
dawano mu jakieś pięć lat życia. To chyba najokrutniejszy los jaki może przypaść ludzkiej istocie”.
Kilka tygodni później, gdy wychodziłem z budynku, on akurat wjeżdżał. Gdy trzymałem drzwi, aby
wózek mógł przejechać, nasze spojrzenia spotkały się. Ze zdziwieniem spostrzegłem, że jego oczy
były jasne. Nie było w nich śladu nieszczęścia. Wiedziałem od razu, że porzucił opór. żył w
zawierzeniu.
Kilka lat później, kiedy kupowałem gazetę, ze zdumieniem zobaczyłem jego zdjęcie na tytułowej
stronie popularnego, międzynarodowego czasopisma. Nie tylko wciąż żył, ale do tego czasu stał się
najwybitniejszym fizykiem teoretycznym świata. Tak, to był Stephen Hawking. Czytając artykuł o
nim znalazłem słowa, które potwierdziły moją obserwację dokonaną wtedy, kiedy patrzyliśmy sobie
w oczy. Reasumując swoje życie powiedział: (teraz przy pomocy syntezatora mowy) – „Kto mógłby
życzyć sobie więcej?”


Wydostac sie ze strumienia mysli. ;)

U mnie to bywa roznie. Sa takie chwile, kiedy mocno sie miotam i zapetlam, ale zawsze w jakims krytycznym momencie puszczam to, po czym spokoj wraca jeszcze bardziej wyrazny. Tak naprawde to nie sa wtedy moje mysli. Po rozwiazaniu tej petli aktywnosc mozgu spada o 90%, a wydajnosc wzrasta wielokrotnie :P
Potrafie odizolowac sie na dlugie miesiace od spoleczenstwa w malym mieszkaniu, wywolac swoja obecnoscia taki wplyw na domownikow, ze o nic sie nie pytaja, zachowujac kondycje fizyczna i psychiczna w rownowadze, a nastepnie tak po prostu pojsc na browara :P Ktos moglby powiedziec, ze jestem w depresji, albo ze jestem no-lifem. No-life to ktos, to nieustannie za czyms goni aby zalatac swoja pustke wewnetrzna. To ktos, kto musi spotykac sie z ludzmi, ktorzy powiedza mu jakies mile slowa, aby nie czuc sie samotnym. Mi tego nie brakuje. Lubie ludzi, nie gardze nimi, ale nie jestem od nich uzalezniony.

Boru - 23 Listopad 2011, 12:19

Przestajac utozsamiac sie z myslami i z "ja", ktore jest jedynie bezwartosciowa historyjka nieustannie przetwarzana w glowie (podobnie jak "czas" - wszystkie mysli odnoszace sie do jakiegos wydarzenia sa myslami, ktore pojawiaja sie teraz), przestaje tez utozsamiac sie z emocjami dopasowanymi do konkretnych mysli. Wtedy te emocje staja sie osobnym bytem, zyjacym swoim wlasnym zyciem. Moze on sie mscic i zwracac na siebie uwage, atakujac nawet cialo. Jednak brak stawiania oporu i dalszego zasilania tego tworu sprawia, ze rozpuszcza sie lub szuka pokrewnych wibracji u innych ludzi, do ktorych sie doczepia. Jeszcze raz przypominam o hologramie z ukrzyzowanym Jezusem ;)
Dopiero wtedy moga zaistniec prawdziwe uczucia, a nie imitacje. Czlowiek pozbawiony filtra "ja" i emocji widzi swiat jako odbicie swojego stanu wewnetrzengo. W kazdym czlowieku widzi to samo, co zyje w nim samym. Nie ma wiec takiej mozliwosci, aby kogos lubic mniej lub bardziej. Czlowiek sam staje sie tym, co zyje w kazdym innym czlowieku, tym, co nie podlega smierci, a umysl staje sie o wiele "lzejszy" i wydajniejszy. Wtedy pojawiaja sie zdolnosci "paranormalne", jak np. jasnowidzenie, czy opuszczanie ciala.
Zdecydowana wiekszosc ludzi zyje w stanie "opetania" i amoku, jednak w ostatnich latach szybko to sie zmienia. Zwieksza sie liczba ludzi ekstremalnie zmanipulowanych, ale zwieksza sie tez liczba ludzi przebudzonych.

Ewangelia Tomasza napisał/a:
7 Rzekł Jezus: "Szczęśliwy lew, którego zje człowiek. I lew stanie się człowiekiem. Przeklęty człowiek, którego zje lew. I człowiek stanie się lwem".

108 Rzekł Jezus: "Kto napił się z mych ust, stanie się takim, jak ja. Ja sam stanę się nim i tajemnice zostaną mu objawione".

Boru - 24 Listopad 2011, 15:43

Ewangelia Marii Magdaleny.
Boru - 25 Listopad 2011, 13:49

Podsumowujac :lol:

Gdzies tam, chyba na czwartej stronie :P Napisalem o tym, co dzieje sie z czlowiekiem po "smierci". Czlowiek traci swoje cialo fizyczne, nastepnie eteryczne, astralne itd. Rozpada sie to, z czym sie utozsamial. Tak wyglada zycie po smierci wielu ludzi. Podaza sie za hipnotyzujacym "bialym swiatelkiem w tunelu" i trafia sie do fabryki, gdzie jest sie rozbieranym na czesci, skladanym od nowa i posylanym z nowa tozsamoscia. Ludzie przywiazani do tych cial boja sie po smierci tego, co jest ich prawdziwa jaznia. Widzac ostre swiatlo ich "wyzszego ja" lub bezkresna pustke, uciekaja od tego.
Brak utozsamiania sie z myslami, pragnieniami i falszywym "ja", oraz brak stawiania im oporu, sprawia, ze jest sie tym, w czym sie te wszyskie ciala rozpadaja :D Czyli mamy proces odwrotny, polegajacy na scalaniu zniszczalnego z niezniszczalnym.

Oto cala filozofia.

Bunt przeciwko systemowi nie przetrwa. Mysl o tym, ze gdzies tam po smierci uwolnie sie od tego bagna, po smierci bedzie dalej ta sama mysla, dlatego trzymajac sie niej, znowu powroce w to samo bagno, aby sie z niego po smierci wydostac.
Mozna rozpracowac wszystkie mechanizmy "urabiania" i nie rozpracowac tego, co rozpracowuje ;) czyli wiecznie nienazartego "ja".

Prawda jest banalna i bezlitosna.

Boru - 25 Listopad 2011, 20:19

Tak wiec sekretem niesmiertelnosci jest nie traktowanie zycie powaznie i nie sluchanie sie glosow pojawiajacych sie w glowie.
Mozna sobie kombinowac, ze moze tak, a moze inaczej, "ta idea jest calkiem interesujaca" albo "nie zgadza sie to z moim swiatopogladem", blablablabla itd. ale w ten sposob nigdy nie dojdzie sie do wniosku, ze to z samym mysleniem i z "ja" jest cos nie tak. Dopiero "przegrzanie" umyslu lub cierpienie jest w stanie do tego doprowadzic.
Cierpienie nie koniecznie odczuwane na sobie, moze to byc tez cierpienie zadawane innym, jak w przypadku Saula z Tarsu (Apostol Pawel), ktory wtracal chrzescijan do wiezienia i skazywal na smierc, az nagle zdal sobie sprawe ze swego obledu i ujrzal swiatlosc z nieba :lol:
Nie ma wiekszej przyjemnosci niz byc byc "filozofem" i przestac nim byc.

Boru - 27 Listopad 2011, 12:49

Cytat:
Brak utozsamiania sie z myslami, pragnieniami i falszywym "ja", oraz brak stawiania im oporu


Ten brak stawiania oporu jest bardzo wazny. Jesli "ja" jest falszywe, to stawiajac mu opor .. kto sie komu opiera? To juz jest schizofrenia.
"Ja" rozpuszcza sie samo, kiedy kieruje sie na niego swiatlo swiadomosci.

Devlin - 27 Listopad 2011, 18:15

Boru napisał/a:
"Ja" rozpuszcza sie samo, kiedy kieruje sie na niego swiatlo swiadomosci.

To chyba najlepsze zdanie jakie kiedykolwiek napisałeś.

Boru - 27 Listopad 2011, 23:10

Im dluzej sie tym wszystkim zajmuje, tym bardziej widze prostote tego wszystkiego.
Jest czas (wieczne "teraz") i przestrzen. Jedno Istnienie zmanifestowane na niezliczona ilosc sposobow, mysli i uczucia plynace z nikad i donikad.
Zadnych "wymiarow", zadnych "duchowych przewodnikow", zadnych waznych pytan oczekujacych odpowiedzi.
Wszystko istnieje bez zadnego wysilku kogokolwiek, nie potrzeba sie wysilac i meczyc, aby zyc.

Devlin - 29 Listopad 2011, 12:00

Polemizowałbym do tego, że nie trzeba się wysilać aby żyć.
Mogę rzucić wszystko co mam, chodzić wyrezany od rana do nocy, skończyć jako "okoliczny pur" ale czy to jest naprawdę życie?
Trochę wysiłku trzeba włożyć by (godnie) żyć.

Boru - 29 Listopad 2011, 12:47

Nie masz niczego. Mozesz najwyzej utozsamiac sie z mysla o tresci "mam cos".
Nie mozesz wiec wyrzec sie, ani stracic czegos, czego nie masz.

Ziemia krazy wokol Slonca bez zadnego wysilku.
Wystarczy wyjsc na ulice, albo poczytac komentarze na onecie, aby zobaczyc jakie sa skutki ludzkich staran o poprawe wlasnego losu.

Devlin - 29 Listopad 2011, 12:55

Uważam, że pięknie jest się łudzić, że coś się ma.
Nawet jeśli się nie ma, a kłamstwo może poprawić Ci humor to ja wolę żyć w kłamstwie i błogiej nieświadomości prawdy.

Skutki, o których mówisz są zwykle opłakane, jestem tego świetnym przykładem.
Ale powiedz mi teraz, drogi Boru, jak osiągnąć szczęście i wewnętrzny spokój na tym, hmm, świecie.

Boru - 29 Listopad 2011, 13:30

Obserwujac i bedac swiadomym mysli, uczuc i zjawisk, ktore sa czescia swiata podlegajacemu zniszczeniu. To, co jest swiadome, nie jest ani mysla, ani uczuciem, ani zjawiskiem i nie podlega zadnym zmianom.

Brzmie jak jakis Mistrz Yoda :P

Ja, przez swoje "marzycielstwo" (na pewno swoje?) stalem sie jakby Panem X, bez wyksztalcenia, pracy, przyjaciol itd. Dopiero ostatnio dotarlo do mnie, ze nigdy nie musialem tego robic, bo szczescie i spokoj jest juz przed szukaniem i mysleniem. Umysl musi zrobic "error" aby to sie wydalo. I to mnie teraz bardzo smieszy :P

Boru - 29 Listopad 2011, 19:25

Ludzki umysl ma tendencje do tworzenia piramidek.

Dzielnica < miasto < wojewodztwo < panstwo < kontynent < swiat itd.
Obywatel < radny < posel < senator < premier < prezydent itd.
zerowka < podstawowka < gimnazjum < liceum < studia itd.
wymiar pierwszy < wymiar drugi < wymiar trzeci <wymiar czwarty itd.
Schodki kamienne < lodowe < metalowe < lawowe < kosciane itd.

Umysl wmawia sobie, ze jest na jakims poziomie tej piramidki i wspinajac sie po niej, dojdzie na szczyt. Zawsze ma sie do tego szczytu tak samo daleko, poniewaz utozsamia sie z mysla o wspinaniu i nieustannie ja podtrzymuje.

Rzeczywistosc poza umyslem mozna porownac do kuli. Nieskonczenie duza kula, ktorej srodek jest wszedzie, a powierzchnia nigdzie ;)

Devlin - 30 Listopad 2011, 01:33

Gdybym zamiast pić wódkę zabrał się za przemyślenia jak Ty też byłbym niezły ale teraz po prostu nie wiem co mam napisać, najchętniej bym czytał Twoje kolejne posty ;p

Pewnie rano jak będę nieco, hmm, żywszy to zedytuję i usunę tego posta ^^

Boru - 30 Listopad 2011, 13:10

Gdyby tak nagle, w wyniku przewagi np. bieguna negatywnego nad pozytywnym miliardy wszechswiatow poskladalyby sie jak kostki domina, to jakie znaczenie mialoby to dla przestrzeni, na tle ktorej to wydarzenie sie rozegralo?
Kluczem do wolnosci jest stac sie przestrzenia w ktorej rzeczy sie dzieja.
Jesli pozwalasz istniec myslom i uczuciom, bez ich analizy i oceny, to gdzie pojawia sie ten cierpiacy mysliciel? Nie ma go, bo jest zludzeniem.
"wymiary" i swiaty rownolegle zaczynaja sie na siebie nakladac, przeszlosc i przyszlosc odbywaja sie teraz, rownanie, ktorego wynikiem jest zero, rozwiazuje sie samo. Do kazdej liczby mozna dopisac +0, tak wiec rozwiazanie jest obecne w kazdej liczbie.

Cytat:
Podaza sie za hipnotyzujacym "bialym swiatelkiem w tunelu" i trafia sie do fabryki, gdzie jest sie rozbieranym na czesci, skladanym od nowa i posylanym z nowa tozsamoscia.


Od 8:55 i nastepna czesc ;)

Boru - 2 Grudzień 2011, 00:02

Jeszcze jeden filmik dotyczacy tego swiatelka w tunelu ;)
Boru - 2 Grudzień 2011, 15:31

Lao Tsy napisał/a:
Mądry człowiek, dowiadując się o Tao, dąży do jego urzeczywistnienia. Wykształcony człowiek, dowiadując się o Tao, to wzoruje się na nim, to je traci. Nieuk dowiadując się o Tao, wyśmiewa je. Jeśli nie byłoby wyśmiane, nie byłoby Tao. Dlatego istnieje porzekadło: kto dowiaduje się o Tao, podobny jest do ślepca, kto wnika w Tao, podobny jest do wycofującego się, kto jest na poziomie Tao, podobny jest do błądzącego, człowiek najwyższej cnoty podobny jest do prostaka, wielki oświecony podobny jest do wzgardzonego


Lao Tsy napisał/a:
Mędrzec, nie wychodząc z domu poznaje świat. Nie wyglądając przez okno, widzi on naturalne Tao. Im bardziej się oddala, tym mniej poznaje. Dlatego mądry człowiek nie chodzi, lecz poznaje. Nie widząc nadaje nazwy. Nie czyniąc tworzy.


Lao Tsy napisał/a:
Kto pełen jest doskonałego Te, ten podobny jest do nowonarodzonego. Jadowite owady i żmije nie ukąszą go, dzikie zwierzęta na niego nie napadają, drapieżne ptaki nie atakują go. Kości jego są miękkie, mięśnie słabe, lecz on trzyma silnie. Nie znając więzi dwu płci, posiada on zdolność tworzenia życia. Jest on bardzo wrażliwy. On woła przez cały dzień i jego głos się nie zmienia. Jest on w pełni harmonijny.


Lao Tsy napisał/a:
Ci co wiedzą - nie mówią, ci co mówią - nie wiedzą. Kto pozostawia pragnienia, rezygnuje z namiętności, wyzwala siebie z zamętu, maskuje swój blask, łączy się w jedną całość - ten jednoczy się z najgłębszym. Nie można go przybliżyć, aby się z nim pokumać, nie można go przybliżyć, aby nim wzgardzić, nie można go przybliżyć, aby go wykorzystać, nie można go przybliżyć, aby mu zaszkodzić, nie można go przybliżyć, aby go wywyższyć, nie można go przybliżyć, aby go poniżyć.


Lao Tsy napisał/a:
Gdybym opanował wiedzę, to szedłbym po wielkiej drodze. Jedyna rzecz, której się obawiam, to działanie. Wielka droga jest doskonale równa, lecz naród lubi ścieżki.


Lao Tsy napisał/a:
Sztuka wojenna głosi: nie śmiem zaczynać, powinienem czekać. Nie śmiem posunąć się naprzód choćby o piędź, lecz odstępuję pół mili. To się nazywa działaniem przez nieczynienie, uderzaniem bez wysiłku. W tym przypadku nie będzie wroga i mogę obejść się bez żołnierzy. Nie ma większego nieszczęścia, niż niedocenianie przeciwnika. Niedocenianie przeciwnika zaszkodzi mojemu tajemnemu orężu. W bitwach, ci co się smucą, zwyciężają.

Boru - 3 Grudzień 2011, 16:17

Nie ma wczesniejszych, ani przyszlych "wcielen". To co rozni ludzie nazywaja wczesniejszymi i nastepnymi inkarnacjami, dzieje sie jednoczesnie i dopoki ktos bedzie trzymal sie mysli o tym, ze musi cos naprawic w nastepnym wcieleniu, tak dlugo bedzie sie inkarnowal i naprawial ;)
Spotkalem sie z takimi stwierdzeniami, ze poza cialem czas nie istnieje i trzeba dazyc do tego, aby po smierci nie pakowac sie znow w cialo i czas.
Brzmi bardzo fajnie, ale problem w tym, ze w ciele czas rowniez nie istnieje.
Stworzenie pojecia czasu jest tym, co trzyma ludzi w reinkarnacyjnej pulapce.
Sa mysli, uczucia i zjawiska i wszystkie one odbywaja sie "teraz". Nikt nigdy nie doswiadczyl czasu jako takiego. Jesli wiec ktos czeka na taki moment, w ktorym opusci cialo i czas sie skonczy, to czy moze sie on tego doczekac? Nie, bo nie moze sie skonczyc cos, czego nie ma. I zostaje sie z tym oczekiwaniem na "skonczenie czasu" po smierci.
Mozna poznac wszelkie tajemnice na temat tego jak czlowiek jest manipulowany po smierci, a mimo to grzecznie sie znow inkarnowac, a wszystko to dlatego, ze zapomnialo sie o tym, ze jest tylko chwila terazniejsza, a jutra nigdy nie bylo i nie bedzie.

Nie myslec o poprzednim slowie, nie czekac na nastepne i byc swiadomym swojego oddechu. To wystarczy, aby uwolnic sie od reinkarnacji.

Boru - 5 Grudzień 2011, 16:38

Tu byl post, ale byl on powtorzeniem czegos, co juz pisalem, dlatego skasowalem :P
Boru - 6 Grudzień 2011, 15:45

Ksiezyc jest sztucznym cialem niebieskim, czyms w rodzaju kosmicznego statku imitujacego planete.
Stymuluje on "nasze" mysli i uczucia, hipnotuje podobnie jak "biale swiatelko w tunelu" widziane przez niektorych podczas doswiadczania smierci klinicznej.

Mozna wiec sie domyslec, gdzie trafia osoba podazajaca za tym swiatelkiem ;)

Cytat:
Ziemia jako zywa istota ma nizsze warstwy swojej istoty, jak i wyzsze (a wlasciwie - tak to jedynie odbieramy). To, co my nazywamy powierzchnia Ziemi jest jakby jej ego. Istoty, ktore nie sa zdolne do zamieszkiwania Slonca, tak jak np. ludzie (w wiekszosci), ograniczaja sie do nizszych warstw planet. Dlatego wlasnie "swietych" czy "oswieconych" przedstawia sie na tle tarczy slonecznej.
Im dalej wglab Ziemi, tym z wyzszymi jej aspektami mamy do czynienia i tym bardziej jest widoczny zwiazek z gwiazda. I tak jak "wyzsze ja" czlowieka przemienia tak jego cialo, ze jest zdolny do zamieszkiwania Slonca, tak samo i "wyzsze ja" Ziemi przemienia stopniowo poszczegolne jej warstwy. Dlatego wlasnie ludzie uporczywie trzymajacych sie swoich cial fizycznych, aby je ocalic, beda musieli opuscic Ziemie. Prosta logika.


Z Ksiezycem natomiast jest inaczej. Jedyna warstwa, ktora on posiada to wlasnie "ego".

Gdyby Ksiezycowi cos sie stalo, co predzej czy pozniej bedzie mialo miejsce, "bogowie" zostaliby zmuszeni do osobistego wstawienia sie na Ziemie, aby kontrolowac umysly bezposrednio. Nie mozna przeciez pozwolic, aby ludzie sie ockneli ;)

O tym jest ten fragment "apokalipsy" Jana:

Cytat:
I wybuchła walka w niebie: Michał i aniołowie jego stoczyli bój ze smokiem. I walczył smok i aniołowie jego, (8) lecz nie przemógł i nie było już dla nich miejsca w niebie. (9) I zrzucony został ogromny smok, wąż starodawny, zwany diabłem i szatanem, który zwodzi cały świat; zrzucony został na ziemię, zrzuceni też zostali z nim jego aniołowie. (10) I usłyszałem donośny głos w niebie, mówiący: Teraz nastało zbawienie i moc, i panowanie Boga naszego, i władztwo Pomazańca jego, gdyż zrzucony został oskarżyciel braci naszych, który dniem i nocą oskarżał ich przed naszym Bogiem. (11) A oni zwyciężyli go przez krew Baranka i przez słowo świadectwa swojego, i nie umiłowali życia swojego tak, by raczej je obrać niż śmierć. (12) Dlatego weselcie się, niebiosa, i wy, którzy w nich mieszkacie. Lecz biada ziemi i morzu, gdyż zstąpił do was diabeł pałający wielkim gniewem, bo wie, iż czasu ma niewiele.

Boru - 6 Grudzień 2011, 16:16

Cytat:
Nie myslec o poprzednim slowie, nie czekac na nastepne i byc swiadomym swojego oddechu. To wystarczy, aby uwolnic sie od reinkarnacji.


Nie mozna byc myslicielem szukajacym wczorajszego dnia i byc jednoczesnie swiadomym swojego fizycznego ciala. Nie chodzi tutaj o nalepke umyslowa mowiaca "mam cialo", lecz o swiadomosc tego ciala. A jesli nie mieszka sie we wlasnym ciele i nie pilnuje sie go, to ktos inny moze w nim zamieszkac.
Kiedy przestaje myslec, cialo samo staje sie swiadome. Czuje sie wokol niego jakby jednolite pole energii - to jest wlasnie cialo eteryczne. Wrazenia odbierane sa wtedy calym cialem, a nie jedynie filtrem umyslowym.
Im dluzej utrzymuje sie ten stan, tym bardziej cialo fizyczne i eteryczne stapiaja sie w jedna calosc. Tym jest wlasnie "zmartwychwstanie".

O tym pisze Pawel:

Cytat:
Inny blask słońca, a inny blask księżyca, i inny blask gwiazd; bo gwiazda od gwiazdy różni się jasnością. (42) Tak też jest ze zmartwychwstaniem. Co się sieje jako skażone, bywa wzbudzone nieskażone; (43) sieje się w niesławie, bywa wzbudzone w chwale; sieje się w słabości, bywa wzbudzone w mocy; (44) sieje się ciało cielesne, bywa wzbudzone ciało duchowe. Jeżeli jest ciało cielesne, to jest także ciało duchowe.

Boru - 7 Grudzień 2011, 15:34

Z tego co mi wiadomo, to twierdzenie, ze mysli i przywiazanie do formy sa przyczyna ludzkiego nieszczescia jest fundamentem buddyzmu, chociaz ja osobiscie nigdy buddyzmem sie nie interesowalem.
Nigdy tak naprawde nie interesowal mnie zaden "izm" czy "yzm". To sa tylko szufladki, kolejna forma, ktora nie ma prawa przetrwac.

Wniosek jest z tego taki, ze niewazne w ktora tradycje bedzie sie zaglebiac, to na koncu i tak dokopuje sie do jednej prawdy, ktora jest poza wszelka forma.
Ktos moglby powiedziec: co ty gadasz, jeden mowil o uwolnieniu sie od cierpienia, a drugi o znoszeniu przesladowan.
Chodzi jednak o to, ze jesli cierpi sie swiadomie, to cierpienia nie ma.
Ten przybity do drzewa pokazal to w bardzo dosadny sposob ;) To nie byl meczennik. On zrobil sobie tylko zart z tutejszego systemu.
Jest tylko jeden Nauczyciel, ktory objawia sie poprzez poszczegolne osoby, z rozna intensywnoscia. Wszystko zalezy od tego, jak wielki opor stawia dana jednostka.

Eckhart Tolle napisał/a:
Gdyby „Chrystus" miał jutro powrócić w jakimkolwiek ze­wnętrznym upostaciowieniu, cóż innego mógłby ci powiedzieć, niż to: „Jestem Prawdą. Jestem boską obecnością. Jestem ży­ciem wiecznym. Jestem w tobie. Jestem tu. Jestem Teraz".

Nigdy nie rób z Chrystusa konkretnej osoby. Nie przypi­suj mu upostaciowionej tożsamości. Awatary, matki boskie, oświeceni mistrzowie -jakże nieliczni spośród nich, naprawdę godni tego tytułu -jako ludzie niczym specjalnym się nie wy­różniają. Ponieważ nie mają fałszywego Ja", które musieliby podtrzymywać, żywić i chronić, są prostsi, zwyczajniejsi od szarego człowieka. Ktoś, kto ma silne ego, zlekceważyłby ich albo - co zresztą bardziej prawdopodobne - w ogóle nie do^ strzegł.

Boru - 8 Grudzień 2011, 01:00

Wcisnieci w zwierzece ciala, otumaniani obcymi myslami, niemal zdalnie sterowani, produkowani niczym w fabryce, otoczeni przez wyspecjalizowanych i uzbrojonych zolnierzy .. nie wyglada to za ciekawie tak na pierwszy rzut oka.
Uczestniczymy w grze, ktora ma pokazac, ze mozna uwolnic sie z tego nie wkladajac w to zadnego wysilku i nie stawiajac oporu.
Istota, ktora w takich realiach wybudzi sie ze snu, bardzo szybko osiaga wyzyny. Diamenty powstaja w ekstremalnych temperaturach. Scalenie ciala fizycznego z eterycznym utworzy wlasnie cialo "diamentowe".

Boru - 8 Grudzień 2011, 11:52

Cytat:
Obserwujac i bedac swiadomym mysli, uczuc i zjawisk, ktore sa czescia swiata podlegajacemu zniszczeniu. To, co jest swiadome, nie jest ani mysla, ani uczuciem, ani zjawiskiem i nie podlega zadnym zmianom.


Inaczej rzecz ujmujac:
Patrzysz na cos, czujesz, smakujesz, myslisz, ale kto jest swiadomy tego patrzenia, czucia i myslenia?
Patrzenie jest swiadome patrzenia? Mysl jest swiadoma myslenia? Czy to ma sens?
A moze to "ja" jest swiadome tego wszystkiego.
Lecz czym jest to "ja"? Kto jest swiadomy tego "ja", ktore mowi o sobie, ze jest swiadome? :lol:
Okazuje sie, ze swiadomym wszystkiego co sie dzieje jest "niemy swiadek" gdzies w tle, patrzacy oczami innych, slyszacy uszami innych itd.
On sam jest nieosiagalny w zaden sposob przez zjawiska, nie ma zadnej formy, nie podlega zadnym zmianom, nie ma poczatku i konca istnienia. Ma nieskonczona glebokosc, dlatego nie sposob go/jej zapelnic do konca.
Nie ma wiec zadnego "rozwoju swiadomosci", bo swiadomosc jest niezmienna.
Mozna mowic jedynie o wzajemnym splataniu i jednoczeniu sie zjawisk, powracajacych znow w ta przestrzen.

Ewangelia Tomasza napisał/a:
Rzekli uczniowie do Jezusa: "Powiedz nam, w jaki sposób nastanie nasz koniec?" Odrzekł Jezus: "Odkryliście już początek, aby poszukać końca; tam bowiem, gdzie jest początek, tam będzie i koniec. Błogosławiony, kto stanie na początku - pozna koniec i nie zakosztuje śmierci".


Slowa zamiast wskazywac na same siebie, powinny wskazywac na rzeczywistosc ukryta za nimi.

Bog Ojciec - niemy swiadek
Syn Boga/Logos - informacja, objawiajaca sie miedzy innymi jako swiat form
Duch Swiety - proces oczyszczania i jednoczenia form

Ewangelia Tomasza napisał/a:
Rzekł Jezus: "Temu, kto bluźni przeciw Ojcu, będzie wybaczone, i temu, kto bluźni przeciw Synowi, będzie wybaczone. Temu zaś, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie wybaczone ani na ziemi, ani w niebie".


Nie moze zostac wybaczone, poniewaz proces rozpadania sie form i oczyszczania ich jest nieuchronny i obowiazuje we wszystkich "wymiarach".

Boru - 8 Grudzień 2011, 14:50

Cytat:
Kiedy przestaje myslec, cialo samo staje sie swiadome. Czuje sie wokol niego jakby jednolite pole energii - to jest wlasnie cialo eteryczne. Wrazenia odbierane sa wtedy calym cialem, a nie jedynie filtrem umyslowym.


Byl taki okres w rozwoju naszych cial fizycznych, ze odbieraly one wrazenia zmyslowe, jak np. sluch, calym cialem tzn. cialo bylo sluchem, a dotyk odbierany byl tylko w jednym konkretnym narzadzie.
Logiczny wniosek z tego jest taki, ze nasze obecne narzady wzroku, czy sluchu wyewoluuja w taki sposob, ze patrzenie i slyszenie bedzie sie odbywalo calym cialem.
Obecne cialo fizyczne, ktore zamieszkujemy, czyli "czlekoksztaltne" i wyprostowane, "wygnie" sie w druga strone przyjmujac ksztalt kuli, na wzor tego, co nazywamy planetami.

Nie trzeba jednak czekac na ewolucje, aby osiagnac te stany swiadomosci. One juz sa gotowe, wystarczy je sobie uswiadomic.
Mozna czuc, patrzec i sluchac calym cialem, a takze wejsc w rezonans ze swiadomoscia Ziemi i uzyskac w ten sposob swiadomosc "ogolnoplanetarna", bedac jednoczesnie widocznym jako "zwykly czlowiek".

Cytat:
To nie byl meczennik. On zrobil sobie tylko zart z tutejszego systemu.


Jezus z Nazaretu to ktos taki jak "statystyczny Kowalski" ;) Czy ktokolwiek z was spotkal kiedys statystycznego Kowalskiego? Czy ten Kowalski w ogole istnieje?
Jest on jedynie projekcja umyslowa, czyms nie majacego miejsca w rzeczywistosci.

Boru - 9 Grudzień 2011, 14:43

Cytat:
Istoty, ktore chca czlowieka "uwolnic" z bytu ziemskiego ku "wolnosci" wplywaja przede wszystkim na czakre splotu slonecznego, czyli intelekt, egoizm, wywoluja na tym poziomie rozne anomalie, po to, aby np. dokonac podrobki wibracji milosci.


Cytat:
Ksiezyc jest sztucznym cialem niebieskim, czyms w rodzaju kosmicznego statku imitujacego planete.
Stymuluje on "nasze" mysli i uczucia, hipnotuje podobnie jak "biale swiatelko w tunelu" widziane przez niektorych podczas doswiadczania smierci klinicznej.
(...)
Z Ksiezycem natomiast jest inaczej. Jedyna warstwa, ktora on posiada to wlasnie "ego"


Warto zwrocic uwage na oczywisty fakt, ze Ksiezyc nie swieci swoim wlasnym swiatlem, lecz odbija promienie sloneczne. Imituje w ten sposob Slonce w nocy.
Gdyby Slonce przygrzalo mocniej, nie bylby w stanie dluzej odbijac jego promieni, lecz rozpadlby sie i sam przemienil sie w swiatlo.

Boru - 9 Grudzień 2011, 21:14

Od czasu do czasu lubie wykorzystac swoje notatki na jakims innym forum.

Cytat:
Masz nieźle przerysowaną kopułę. Szkoda mi Ciebie.


Cytat:
uważaj Boru bo jaszczury już namierzyły ciebie i krązą wokół Ciebie. Już nie długo wyssają zci resztke mózgu i zastąpią to hologramem:)


Cytat:
Obawiam się Boru, że jesteś na skraju paranoi. Wiem, że to niemiłe co piszę, ale spróbuj to wziąć pod uwagę, zanim wpadniesz w jakiś stan, z któego nie ma powrotu do normalności.


Cytat:
Boru, powtarzam - jesteś idiotą. Jestem odpowiedzialny sam za siebie. Napisałem to świadomie. Bo tak uważam. Bo miałem na to ochotę. Człowiek ma wolną wolę, nikt mi nie programował umysłu. Jak widzę, że wypisujesz takie bzdury bez uzasadnienia, to ręce mi opadają. Pisz sobie, co chcesz, tylko się nie opluj. Żyj w swoim świecie wyobrażeń, spisków i fantazji.


Cytat:
to co wypisuje Boru to nie mistycyzm tylko szaleństwo. Różnica jest wyraźnie widoczna bo znam wiele prac mistyków dawnych i współczesnych. Z resztą to nie atak tylko obrona - rozumu.

Jeśli cielesność jest taka ograniczająca i twierdzicie z taką pewnością, że to matriks to czemu się nie pozabijacie? ;-)


Cytat:
ale to co cytujesz, to chyba jakiś apokryf!

a swoją drogą, co ni tak się do Ciebie przyczepili, i jeśli to ma być rozwój duchowy, to chyba od diabła, a nie od Boga!


Cytat:
Do czego zmierzasz? Po co odnosisz się do mojego ego? nie rozumiem.


Cytat:
A jednak Boru symuluje oświeconego, którego już karma nie dotyczy. Świadomość, o ile byłaby Świadomością, a nie wyczytanym w książkach przyjętym UROJENIEM o iluzoryczności materii, taka Świadomość daje władzę nad materią. Pozwala chodzić po wodzie, ożywiać zmarłych i przebywać w wielu miejscach jednocześnie. Mogę przypuszczać, że dawałby również wszechogarniające współczucie i kosmiczne zrozumienie wszystkiego.


Cytat:
To się nazywa chanelling


Cytat:
Dobra, Boru skoro tak jest, to CO TY TU ROBISZ? PYTAM SIĘ. DLACZEGO JESZCZE NIE POŁĄCZYŁEŚ SIĘ Z ABSOLUTEM> DLACZEGO MASZ MATERIALNE CIAŁO? DLACZEGO ODCZUWASZ BÓL, DLACZEGO KIEDYŚ UMRZESZ?


jam to napisał/a:
Po prostu sobie jestem, co w tym zlego? Gdzie powinienem byc, jak nie w tym wlasnie miejscu?


Cytat:
# Boru ale sie spinacie w tym temacie o religiach ;) niektorzy to chyba musza w pampersach siedziec przed kompem
# 21:02:05 mike Bo pozujesz na oświeconego
# 21:02:08 mike boru
# Usuń 21:02:40 Boru a kto moze byc oswiecony?
# 21:03:08¹ mike uważasz, że nie dotyczy Cię karma, nie dotyczy Cię inkarnacja.
# 21:03:16 mike To co Ty tu chłopie jeszcze robisz?
# Usuń 21:03:40 Boru jak dlugo myslisz, ze cie dotyczy, tak dlugo bedzie cie dotyczyla
# Usuń 21:03:44 Boru proste
# 21:04:24 mike więc odpowiedz na pytanie, co ty tu robisz, skoro karma i inkarnacja Cię nie dotyczą? No słucham
# 21:04:31 mike @Boru
# Usuń 21:04:55 Boru jestem tutaj, teraz
# Usuń 21:04:59 Boru gdzie powinienem byc?

Jestem na dobrej drodze :lol: :lol: :lol:

Boru - 11 Grudzień 2011, 14:50

Przywiazanych do formy i niewolnikow wlasnych umyslow najlatwiej rozpoznac po tym, ze sa spieci, powazni i wierza w swoje racje dluzej niz przez moment.
Nie ma dwoch jednakowych momentow, dlatego tez probujac przeniesc jeden moment w nastepny, przenosi sie cos, czego teraz nie ma.

Boru - 11 Grudzień 2011, 17:52

Cytat:
Trzeba dodac, ze my nigdy nie bylismy roslina, ani zwierzeciem. Chodzi o to, ze kiedy "aniolowie" byli "ludzmi" to widzieli nasza jazn w czestotliwosci, gdzie objawiala sie ona jako cos, co bylo odpowiednikiem dzisiejszych zwierzat (w sumie to sprzecznosc, bo jesli nie bylismy zwierzetami, to aniolowie nie byli ludzmi). Widziano nas jako dziwne stwory plywajace w purpurowej mgle , podlaczone do jakby "sznurow", ktore wstrzykiwaly nam substancje odzywcze :P Narkoman to ktos, kto podaza za mysla istoty, ktora chce zyc w dawnym srodowisku, w ktorym funkcjonowala.


Dlatego bardzo wazne jest to, w jaki sposob ludzie traktuja rosliny i zwierzeta. Jakkolwiek to dziwnie zabrzmi, ale aniolowie/kosmici sledza nas oczami zwierzat i roslin ;)
Tutaj tkwi wlasnie cala geneza tego "hodowania" ludzi przez upadle istoty. Ludzie traktujacy zle rosliny i zwierzeta, stana sie kiedys wlasnie takimi "upadlymi aniolami" hodujacymi ludzi, ktorych beda chcieli cofnac do zwierzecego stanu.

Z jednej strony mamy do czynienia z wielka "madroscia" i sprytem ze strony upadlych istot, bo trzeba byc naprawde pomyslowym, aby chocby zakotwiczyc na orbicie statek przypominajacy do zludzenia planete. Z drugiej strony jest to glupota, poniewaz dzialania te maja swoja przyczyne w czyms, czego w ogole nie ma, nie bylo i nie bedzie, bo na najglebszym poziomie rzeczywistosci jest tylko jedno Istnienie, ktore nie moze byc w zaden sposob umniejszone badz powiekszone.

Cytat:
Gdyby Ksiezycowi cos sie stalo, co predzej czy pozniej bedzie mialo miejsce, "bogowie" zostaliby zmuszeni do osobistego wstawienia sie na Ziemie, aby kontrolowac umysly bezposrednio.


Jest to dobry przyklad tego, ze kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie.
Jesli posylasz kogos, aby lizal glebe i cierpial, to sam w koncu wyladujesz w tym samym miejscu, aby cierpiec.

Boru - 11 Grudzień 2011, 19:26

Cytat:
Z jednej strony mamy do czynienia z wielka "madroscia" i sprytem ze strony upadlych istot, bo trzeba byc naprawde pomyslowym, aby chocby zakotwiczyc na orbicie statek przypominajacy do zludzenia planete. Z drugiej strony jest to glupota, poniewaz dzialania te maja swoja przyczyne w czyms, czego w ogole nie ma, nie bylo i nie bedzie, bo na najglebszym poziomie rzeczywistosci jest tylko jedno Istnienie, ktore nie moze byc w zaden sposob umniejszone badz powiekszone.


Takie jest wlasnie prawdziwe znaczenie ukrzyzowania, ktore bylo projekcja holograficzna, zbiorowa halucynacja.
Na krzyzu zostaly "zabite" wszystkie grzechy i ograniczenia ludzkosci, ktorych nie ma.
Ludzie, ktorzy tkwia w fikcji, zachowuja sie jakby byli ukrzyzowani.

Boru - 12 Grudzień 2011, 13:07

Wspominam czesto o Ksiezycu, ale z moich postow mozna wyczytac jakby dwie sprzeczne teorie na jego temat. Pierwsza mowi, ze nasze problemy wziely sie stad, ze pewne istoty wzgardzily podroza za Ksiezycem i zostaly z nami, a druga, ze Ksiezyc jest zdominowany przez negatywne istoty i to on nadaje sygnal "matrixa" na Ziemie.
Sprzecznosci sa tylko pozorne, poniewaz Ksiezyc ma dwie strony swojej historii.
Dawno dawno temu, byl on pieknym miejscem, zamieszkalym przez tych, ktorych nazywamy aniolami. Istoty zamieszkujace Ksiezyc, modyfikowaly i tworzyly nowe formy zycia.
Jednak w pewnym momencie swojej historii, w wyniku tarc polaryzacyjnych, kiedy biegun negatywny osiagnal przewage w konkretnym rejonie, Ksiezyc zostal ... skradziony, "wybebeszony" i przerobiony w cos w rodzaju wysypiska smieci i nadajnika hipnotyzujacego.
Okolo 6000 lat temu zostal zakotwiczony na naszej orbicie, nadajac stamtad "matryce umyslu".
Dlatego tez zydzi, czy ultraortodoksyjni chrzescijanie wierza, ze swiat zostal stworzony 6000 lat temu. W tym stwierdzeniu jest ziarno prawdy, bo swiat jaki my widzimy i jak go interpretujemy, nasze pojecie czasu, istnieje od 6000 lat.

Ta historie Ksiezyca ludzie maja zapisana gdzies w podswiadomosci, dlatego tez patrzac na niego, odczuwamy jakas nostalgie i tesknote.

Czasami czytajac opinie roznych osob, widze pewien powtarzajacy sie schemat interpretacji naszej historii. Cos w rodzaju: bylismy pieknymi i doskonalymi istotami, ale przylecieli zli kosmici i cale to zlo zawdzieczamy im.
Gdyby ci ludzie nie patrzyli na to przez pryzmat swojego wybujalego ego (ktore z reszta jest stymulowane przez Ksiezyc), okazaloby sie, ze wcale nie bylismy az tak doskonali, a te wszystkie kosmiczne manipulacje maja miejsce za nasza osobista zgoda, ktora wyrazilismy na poziomie "wyzszego ja", pol to, aby moc posunac sie dalej.
"Zli kosmici" i Ksiezyc spelnia swoje zadanie wtedy, kiedy przestaniemy z tym wszystkim walczyc. To tylko gra, po co te cale spinanie sie.

Taka ciekawostka jeszcze:
W roznych "heretyckich", chrzescijanskich naukach (np. u sredniowiecznych "bogomilow") mowi sie o tym, ze Lucyfer i Jezus sa bracmi. I tak jest w rzeczywistosci.
Jezus pochodzi z planety Wenus, nazywana tez gwiazda poranna, niosaca swiatlo (co wlasnie znaczy "Lucyfer") ktora jest "odpryskiem" tego starego Ksiezyca, tworzacego niegdys jednosc z Ziemia.
Jezus przyjal plan rozwoju kosmosu i zaczal rozwijac sie razem z nim, natomiast jego brat stal sie tym, ktory wzgardzil tym planem. Mamy wiec do czynienia z dwoma "Lucyferami", z czego jeden niesie falszywe swiatlo.
Podejrzewam, ze te wzgardzenie jest wlasnie czescia tego planu :lol:
Mozna powiedziec, ze Jezus inkarnuje sie na poszczegolnych planetach, aby zrobic "psikusa" buntownikom.

Jezus vs Lucyfer

Boru - 13 Grudzień 2011, 00:48

Trzeci idiota od Slonca. :lol:
Boru - 13 Grudzień 2011, 18:06

Cytat:
Nie trzeba jednak czekac na ewolucje, aby osiagnac te stany swiadomosci. One juz sa gotowe, wystarczy je sobie uswiadomic.
Mozna czuc, patrzec i sluchac calym cialem, a takze wejsc w rezonans ze swiadomoscia Ziemi i uzyskac w ten sposob swiadomosc "ogolnoplanetarna", bedac jednoczesnie widocznym jako "zwykly czlowiek".


Czlowiek odbiera wrazenia wokol, nie uswiadamiajac sobie ich. Odbiera je na poziomie podswiadomosci, a nastepnie przejawia sie to w postaci mysli i uczuc, ktore uznaje za wlasne.
A jakie informacje i polecenia sa wbijane czlowiekowi w podswiadomosc dobrze zostaly przedstawione w tym filmie ;)

Boru - 13 Grudzień 2011, 21:55

Tyle jest mowy o rozwoju duchowym, ktory jest rozwijaniem swiadomosci, laczeniem sie z jakas uniwersalna swiadomoscia i kiedy wtracam sie od czasu do czasu na jakims forum i pisze o swiadomosci wlasnego oddechu, krazenia krwi itd...to pojawiaja sie drwiace i sceptyczne glosy, mowiace, ze to niemozliwe.
To ja przepraszam bardzo, gdzie tu do Absolutu, jesli siedzac na tylku przed kompem, nie jestes swiadomy wlasnego tylka?
To jest jakis absurd.

Jesli nie pilnuje sie tylka i ktos prosi, abys podniosl mydelko, to do czego to moze doprowadzic?

Boru - 14 Grudzień 2011, 12:56

Cytat:
To, co jest swiadome, nie jest ani mysla, ani uczuciem, ani zjawiskiem i nie podlega zadnym zmianom.


Cytat:
Okazuje sie, ze swiadomym wszystkiego co sie dzieje jest "niemy swiadek" gdzies w tle, patrzacy oczami innych, slyszacy uszami innych itd.


Widze to w taki sposob:

Niektorzy pisza, ze swiadomosc to informacja.
Lecz skad sie wziela pierwsza informacja? Z niczego?
Uwazam, ze swiadomosc nie ma poczatku i konca, bo sama jest niczym.

123 = 123
123 + 0 = 123
0 = 123 + (-123)

123 to jakas informacja, ale to co jest jej swiadomym, jest nie samo 123 lecz to +0, przestrzen, ktora zajmuje.
Ta wartosc przestrzeni nie ma zadnego wplywu na informacje, ale umozliwia jej istnienie i patrzy jej oczami.
Jakakolwiek wartosc informacja by przybrala, niewazne jaki ksztalt i wielkosc przyjmie, to zawsze swiadomym jej jest to samo +0 co wszedzie indziej.

Powiedzialbym, ze Bog/Absolut nie jest wszystkim, nie jest stworzeniem, jest "ponad" nim. Nie ma sensu mowienia, kim jest ten Absolut, poniewaz nie mozna go w zaden sposob opisac i porownac, bo kazde porownanie jest informacja, a Absolut nia nie jest. Jest on/ona swiadomy tego, ze ktos porownuje, ale z porownaniem nie ma niczego wspolnego.
To "Logos" jest wszystkim. Logos/Slowo wskazuje na to, co kryje sie poza nim, a nie na samego siebie, jest brama prowadzaca do tego Absolutu.
Kazda informacja wskazujaca na sama siebie, probujaca nadac sobie znaczenie, nie moze byc prawda absolutna i nie ma znaczenia.

Niektorzy staraja sie porownac swiadomosc do np. dzialania komputera .. ale to dokladnie tak, jakby w sredniowieczu ktos porownywal to do mlyna czy wiatraka.

Cytat:
Za kogo się uważasz? (54) Odrzekł Jezus: Jeżeli Ja siebie chwalę, chwała moja niczym jest. Mnie uwielbia Ojciec mój, o którym mówicie, że jest Bogiem waszym. (55) I nie poznaliście go, ale Ja go znam; i gdybym powiedział, że go nie znam, byłbym podobnym do was kłamcą. Ale Ja go znam i słowo jego zachowuję. (56) Abraham, ojciec wasz, cieszył się, że miał oglądać dzień mój, i oglądał, i radował się. (57) Wtedy Żydzi rzekli do niego: Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś? (58) Odpowiedział im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, pierwej niż Abraham był, Jam jest. (59) Wtedy porwali kamienie, aby rzucić na niego, lecz Jezus ukrył się i wyszedł ze świątyni.


Ktos mi zadal pytanie: jezeli jest tak jak mowisz, to dlaczego nie jestes jeszcze polaczony z Absolutem? Dlaczego odczuwasz bol i masz cialo? Co tu jeszcze robisz?
Co za absurdalne pytanie. "Gdybym" uzyskal swiadomosc absolutna, swiadomosc wszystkiego, to bylbym rowniez tu i teraz, kims piszacym te slowa i kims zadajacym glupie pytanie.

jam to napisał/a:
jesli cierpi sie swiadomie, to nie ma cierpienia


Cierpienie powstaje z powodu nieswiadomosci, dlatego tez "swiadome cierpienie" to cos jak "sucha woda".

Gdyby uzyskac swiadomosc podswiadomosci, to nie byloby podswiadomosci.
Gdyby uzyskac swiadomosc ciala, to nie byloby ciala.

Boru - 14 Grudzień 2011, 23:56

Cytat:
jesli cierpi sie swiadomie, to nie ma cierpienia


Podobnie jest ze swiadomym doswiadczaniem rzeczy, ktorych "ktos inny" uzywa w celu wplyniecia na czyjas podswiadomosc, aby manipulowac dana osoba.
Mam tu na mysli chocby rozne gatunki muzyczne np. muzyke rockowa, ktora zawiera w sobie wiele podprogowych przeslan.
Piosenki o milosci, ktorych jest najwiecej, powstaja z inicjatywy "czterowymiarowych" istot, ktore zostaly opuszczone przez planete Wenus i ktore teraz staraja sie zaszczepic ludziom ta tesknote. Ludzie sa bombardowani piosenkami o milosci, a nie widac, zeby sie bardziej kochali.
Inny przyklad to trujace pozywienie, czy zaburzajace energetyke zywych istot budynki szkolne, czy szpitalne.
Jesli jednak odbiera sie otoczenie swiadomie, kiedy nie ma utozsamiania sie z dana forma, to nie ma zadnego znaczenia, jakie ktos mial intencje.
Wtedy nie ma znaczenia, czy siedzi sie "medytujac" wsrod kadzidelek, czy oglada sie mecz, czy slucha sie muzyki, bo zyje sie w nieustannej obecnosci/medytacji i nie gardzi sie zadnym doswiadczeniem.
Dlatego tez nie ma zadnej "wizualnej" roznicy pomiedzy czlowiekiem swiadomym a zahipnotyzowanym. Taka osoba moze wydawac sie smutna, czy ociezala, ale w srodku jest wesola i energiczna, poniewaz wyraz twarzy czy kondycja fizyczna jest czyms danym sztucznie przez system.
Moge miec dowolna tozsamosc spoleczna: filozof, glupek, czy gwiazda rocka. To bez znaczenia.
Z takimi swiadomymi, "projektanci matrixa" nie moga nic zrobic.

Swiadome zycie w spoleczenstwie, przypominajacym gre w "simsy", moze byc bardzo zabawne :P

Boru - 15 Grudzień 2011, 15:10

Szperajac w necie natknalem sie na taka wypowiedz, ktora potwierdza to co pisalem o "swiadomosci podswiadomosci".

uzytkownik "radoslaw" z davidicke.pl/forum napisał/a:
Trzysz ładnie to wszystko opisałeś, ale skoro cytujesz Bruca Liptona warto by było powiedzieć coś więcej o jego pracach, pracach jemu podobnych i tym co z nich wynika.

Otóż doniosłość jego odkryć polega między innymi na tym że gadzi mózg w żaden sposób nie może odpowiadać za kontrolę naszych automatycznych procesów życiowych - może nasi "oficjalni" naukowcy by bardzo chcieli żeby tak było, ale jest to po prostu niemożliwe z jednej prostej przyczyny - gadzi mózg musiałby być wielkości co najmniej komputera ODRA i pracować z prędkością nadświetlną, zbyt dużo informacji do obróbki w zbyt krótkim czasie.

Uzywając trochę innej terminologii - mówimy tutaj o podświadomości i jej umiejscowieniu w naszym organiźmie.
Problem polega na tym że ...nie da się jej w naszym organiźmie jednoznacznie umiejscowić, bo jest wszędzie i nigdzie, pojawia się w każdej membranie komórki i wydaje się być elementem łączącym pola energii komórek z naszymi polami plazmatycznej energii nazywanych potocznie aurami, z polem planety, Słońca, Galaktyki...
To jest główna przyczyna tak dobrego doinformowania podświadomości - ma dostęp do Pola Informacji O Jakim Się Naukowcom Od Mózgu Nie Śniło.

Z innej beczki - kahuni umiejscawiali podświadomość w obszarze pępka, tam gdzie znajduje się Dan Tien, najważniejszy punkt w chińskiej medycynie i Chi Qung, badany tak zawzięcie przez naukowców z filmu "Kwantowa Kominikacja", a zaobserwowany kiedyś przeze mnie w stanie śmierci klinicznej jako miejsce spotykania się wszystkich świetlistych włókien prowadzących do wszystkich ludzi jakich poznałem w życiu.


Może więc ten gadzi mózg nie jest aż tak bardzo potrzebny do zarządzania automatycznymi funkcjami organizmu?

Boru - 15 Grudzień 2011, 22:29

Tak wiec prawdziwy "rozwoj" to ten prowadzacy w dol, a nie do gory. Nie dazenie ku jakiejs "nadswiadomosci" lecz ku podswiadomosci, nie ku niebu, lecz ku wnetrzu Ziemi. Ludzie maja w wiekszosci odwrocona percepcje.
Boru - 16 Grudzień 2011, 15:54

Kiedy mowi sie o "koncu swiata" to najczesciej zwraca sie uwage na katastrofy, mowi sie o "karze za grzechy" itd.
Katastrofy sa tylko wytworem ludzkich umyslow. Gdyby sie tak przeniesc w czasie i spojrzec na te wydarzenia z kosmosu, nie byloby widac zadnych katastrof, zadnego "gniewu bozego" (i zadnych ludzi przede wszystkim) tylko piekne widowisko, rozne ciala niebieskie pojawiajace sie w okolicy Ziemi, Slonce zmieniajace swoja postac, otulajace promieniami Ziemie .. zaraz zaraz, co to za szarancza? To tylko ludzie na statkach udajacy sie na Marsa. Dlaczego oni uciekli? Bronili sie przed czyms, czego nie ma, przed zaglada, ktora sobie wymyslili.

Podejrzewam, ze znikniecie Ksiezyca z orbity wielu ludziom da odczucie, jakby zostal sciagniety z nich wielki ciezar, lecz u innych ludzi, uzaleznionych od umyslow, moze wywolac zamieszanie, nie beda wiedzieli kim sa i co maja robic.
Wraz ze zblizaniem sie do "punktu 0" czy "powrotu Chrystusa" coraz szybciej bedzie sie dokonywal ten podzial ludzkosci.

Boru - 17 Grudzień 2011, 15:03

W biblijnej "Ksiedze Rodzaju" jest napisane, ze "Bog" zeslal sen na Adama, aby wyjac z niego zebro i stworzyc kobiete.

Nigdzie jednak nie jest napisane, ze go obudzil :P

Tak dlugo jak widzi sie swiat podzielonym na dobro i zlo, na poszczegolne wymiary, na wyzej i slabiej rozwinietych, tak dlugo sie sni i zyje sie w swiecie fikcji.
Bog nie moglby stworzyc niedoskonalego swiata, wiec wszystko co jest niedoskonale, nie zostalo stworzone przez Boga, a co nie zostalo stworzone przez Boga - nie istnieje.
Nie mozna odpokutowac czegos, co nigdy sie nie wydarzylo.
Niewazne, jak wielkie rozmiary przyjmie nierzeczywistosc, nie moze to uczynic jej rzeczywistym.

Boru - 18 Grudzień 2011, 23:13

Cytat:
Klaud
23:00:43
Ostatnio dzwonili do nas tacy państwo...
23:01:23
Czy chcę z nimi porozmawiać o Biblii, bo widzą, że taka rozebrana jestem (miałam bluzkę z dekoltem, który raczej nie rzucał się w oczy i spodnie od piżamy... spodnie z polaru, że tak nadmienię).
Boru
23:01:46
ojej :D
23:02:33
trzeba bylo powiedziec, ze Jezus powiedzial, ze mamy stac sie jak niemowleta, a niemowleta nie rodza sie w ubraniach, wiec jesli nie maja nic przeciwko, to sie rozbierzesz zupelnie
Klaud
23:02:40
Dobrze, że te spodnie ubrałam, jak szłam otworzyć drzwi, bo przed tym miałam na sobie krótkie spodenki, sięgające mi może do połowy ud...
23:02:44
Dziadek by padł na zawał chyba. :D
Boru
23:06:46
ten czlowiek bedzie musial sie kiedys nawrocic
Klaud
23:06:58
Będzie się rozbierał?
Boru
23:07:04
nie ma wyjscia
Klaud
23:08:24
*Wstydzi się*.

Boru - 19 Grudzień 2011, 22:56

Bez obaw, to tylko takie wstepne notatki, proba rozeznania sie mniej-wiecej o co chodzi w tym zyciu :P
Ogolny kierunek jest wlasciwy, ale czysta madroscia to jeszcze nie jest.

Boru - 20 Grudzień 2011, 17:22

ktos gdzies napisał/a:

Napisze tylko tak Jak wyobrażasz sobie ujrzenie/poczucie Ja/Jaźni(samego siebie). Czy palec może sam siebie w tym samym miejscu dotknąć? czy oko(nie używając lustra) może spojrzeć samo na siebie? Czy woda może zalać samą siebie? Moge dalej i dalej i dalej. Tak więc nie widzisz Jaźni bo nią jesteś i nie poczujesz tego czym jesteś to są właśnie uczucia. Myślami i ciałem nie jestem one są po prostu MOJE.
(...)
samo oko czy moze siebie zobaczyć. cokolwiek co istnieje nie moze samo siebie doświadczyć/dotknąć więc sam siebie nie doświadczysz Ty po prostu jesteś czy Ci się to podoba czy nie. To tak jakbyś mówił, że nie masz prawej ręki(mając ją), albo jakby ptak lecąc ćwierkał że nie umie latać. No sprawdź czy opuszek palca np. dotknie smaego siebie?! Czy prawe oko zobaczy samo siebie. Czy cokolwiek "istniejącego" może samo siebie doświadczyć, nie wydaje mi się żebyś coś takiego znalazł.
(...)
Jeśli chodzi o postrzeganie Ja to część twierdzi, że Ja jako osobowości/jaźni nie ma w ogóle, a część Twierdzi że Ja nie istnieje a osoba/człowiek istnieje i wszystko inne, część (tak jak ja) twierdzi iż ogólnie nie istnieje nic/jedność tyle, że nie w tym wymiarze tu jest wszystko jest podział na takie czy siakie, w momencie kiedy przestaje istnieć Ja przestaje istnieć wszystko, gdyż Ja staje się jednością ze wszystkim wtedy nie ma nic osobnego.


Jesli wszystko jest jednym, to nie istnieje nic. Jesli istnieje jeden kolor, to nie ma zadnych kolorow. Gdyby istnial tylko kolor niebieski, to nie moznaby tego nazwac niebieskim kolorem, bo aby nazwac cos niebieskim, cos innego musi byc innego koloru.
Jesli istnieje tylko jedno Slowo, to jest tylko Milczenie.
Na tym polega "wspolistotnosc" Boga Syna z Bogiem Ojcem.

Alan Watts - zycie i muzyka

Boru - 20 Grudzień 2011, 19:55

Ktos: Nie ma mnie, wszystko jest.
Ja: Ciebie nie ma, Jam Jest

:lol:

Boru - 21 Grudzień 2011, 14:45

jam to napisał/a:
Powiedzialbym, ze Bog/Absolut nie jest wszystkim, nie jest stworzeniem, jest "ponad" nim. Nie ma sensu mowienia, kim jest ten Absolut, poniewaz nie mozna go w zaden sposob opisac i porownac, bo kazde porownanie jest informacja, a Absolut nia nie jest. Jest on/ona swiadomy tego, ze ktos porownuje, ale z porownaniem nie ma niczego wspolnego.
To "Logos" jest wszystkim. Logos/Slowo wskazuje na to, co kryje sie poza nim, a nie na samego siebie, jest brama prowadzaca do tego Absolutu.


Kiepsko to opisalem, wiec to poprawie :P

jam to napisał/a:
Jesli wszystko jest jednym, to nie istnieje nic. Jesli istnieje jeden kolor, to nie ma zadnych kolorow. Gdyby istnial tylko kolor niebieski, to nie moznaby tego nazwac niebieskim kolorem, bo aby nazwac cos niebieskim, cos innego musi byc innego koloru.
Jesli istnieje tylko jedno Slowo, to jest tylko Milczenie.
Na tym polega "wspolistotnosc" Boga Syna z Bogiem Ojcem.


ktos gdzies napisał/a:
Wszechświat po prostu STAŁ SIĘ ! Nie ma bardziej oczywistej definicji. To się stało, bo musiało. Kreacja musiała wystartować, ponieważ sama pustka, nicość, nieistnienie są już nieokreślonym stanem, biegunem, który ma jednak jakiś punkt odniesienia. Dlatego jakikolwiek stan, nawet doskonałej zerowej harmonii nicości jest sam w sobie potencjałem do zaistnienia dokładnie przeciwnego bieguna, czyli w tym wypadku - nieskończonej wielości. Nie trzeba przypisywać więc niekończących się teorii i supermetafizycznych dogmatów do zjawiska narodzin pola świadomości, które było podstawą w zainicjowaniu "systemu operacyjnego". To po prostu się stało i jest to tak naturalne, jak proces fotosyntezy lub podziału komórki w przyrodzie.

Pierwotne Pole Świadomości zaczęło w pełni wirować wokół własnej osi i odkryło, że jest fraktalem jego antybieguna - Pustki. Jest to logiczne. Skoro wielość wystrzeliła z nicości, jasne jest, że informacja o całości była w niej zapisana. Jest to pierwotny wzór, który jest powtarzany przez dalszą wielowymiarową ekspansję Kreacji. Rzeczywistość to nieskończony, zapadający się w siebie fraktal, wewnątrz którego każdy punkt czy matematyczny konstrukt jest fraktalem i zawiera informację o całości. Stopniowanie rozwoju i ekspansji świadomości fraktalnej jednostki (do których zaliczają się ludzie) zostało oprarte o schemat totalnej różnorodności. Pozwala to na metafizyczne zrozumienie coraz większego zarysu fraktalnej natury rzeczywistości. Z perspektywy biologicznego ubranka (ciała) jest to najlepsza z możliwych dróg poznawania wielości. Ludzkie ciała i ich specyfika sprawiają, że gdybyśmy mieli przytomną świadomość wszystkich połączeń fraktalnych najprawdopodobniej zwariowalibyśmy, implodowali i zapadli się w sobie. Stopniowanie rozwoju duchowego zrozumienia Kreacji jest świetnym rozwiązaniem, ponieważ możemy badać rzeczywistość w nieskończonych koherentnych kalibracjach.


jam to pol roku temu napisał/a:
Ludzkie cialo obecnie nie jest w stanie wytrzymac dluzej niz kilka lat, bedac wypelnionym w pelni Slowem, Chrystusem. Musialoby zostac podziurawione, przebite w pieciu miejscach, a pozniej zmartwychwstac w ciele niezniszczalnym.

Boru - 21 Grudzień 2011, 17:51

Jeszcze cos na temat urojonego "ja" czlowieka.
W internecie spotkalem sie z roznymi "dyskusjami" na ten temat. Jedni twierdza, ze "ja" nie istnieje, inni, ze istnieje, wszyscy nawzajem sie przekonuja, wymadrzaja, ale jest jedno "ale".

Ego moze sprzeczac sie tylko z drugim ego.
Ego moze zamieszkac tylko na ciele drugiego ego. Przypominam, ze Ziemia jest zywa istota i jej powierzchnia, tzn. ta "skrystalizowana" czesc, jest odpowiednikiem ludzkiego ego.

Jest bardzo prosty test na to, czy ktos jest rzeczywiscie wolny od "wirusa ja". Jesli jest wolny, to moze bez problemu zamieszkac na Sloncu. Jesli nie moze, to jest w nim jakis falsz, ktory mu to uniemozliwia.
Kto faktycznie jest wolny, a kto tylko udaje, zostanie ocenione juz wkrotce. Wszystko wyjdzie na jaw w blasku Slonca. I zadna wiedza "mistrzow wschodu" czy zachodu, ani slowne gierki nic tu nie pomoga.

Nikt nie bylby w stanie wymadrzac sie przed Budda czy Jezusem. To niemozliwe.

Cytat:
Jak głosi legenda, pewnego razu opalającego się Diogenesa odwiedził sam Aleksander Wielki, który powiedział, że spełni jego każde życzenie. Na to Diogenes odparł, że jego jedynym życzeniem jest, aby Aleksander przesunął się nieco, bo zasłania mu słońce.

Boru - 22 Grudzień 2011, 13:14

Cytat:
Kluczem do wolnosci jest stac sie przestrzenia w ktorej rzeczy sie dzieja.


Przestrzen nie moze jednak istniec bez tych "rzeczy" - i na odwrot. Wiec aby "byc" przestrzenia, trzeba byc zjawiskami w niej.
Wyobraz sobie nieskonczona pustke, bez niczego w srodku. Juz wyobrazajac sobie nia, jest sie jakas rzecza znajdujaca sie w niej.
Pustka przestalaby wydawac sie ogromna, w ogole by niej nie bylo, bo nie byloby zadnego punktu odniesienia. Poruszajac sie w gore, czy w dol, stalbys w miejscu.
Gdyby jednak pojawily sie w niej jakies galaktyki, to przestrzen jakby nagle zostala stworzona, a istnienie musi istniec, bez poczatku i bez konca bo sama nicosc jest juz jakims stanem, ktory potencjalnie ma swoje przeciwienstwo.

Tak samo jak swiadomosc jest niczym, wiec nie moze zostac stworzona, ale dopoki nie ma zjawisk do doswiadczania, swiadomosc jest w stanie nieprzejawionym.

Jesli wiec uznac Absolut za pustke, to trzeba tez powiedziec, ze Absolut nie tylko tworzy swiat, ale sam jest tworzony przez ten swiat. Nie ma innej mozliwosci.
Jak Bog moglby byc czyms? Jak Bog moglby czyms nie byc?
Bog/Nicosc i Bog/Istnienie to dwie strony tej samej monety.

Nicosc jest od zawsze i Istnienie jest od zawsze i zawsze bedzie.

Czlowiek tworzy spoleczenstwo i spoleczenstwo jednoczesnie tworzy czlowieka.

Mozna byc samotnym tylko dzieki innym ludziom.

Kazda moneta musi miec dwie strony.

itd. itp.

Alan Watts napisał/a:
Jeśli przestrzeń jest czymś zasadniczym wobec materii, to staje się zupełnie oczywiste, że "nic" jest zasadnicze dla "czegoś". Jeśli nie można mieć czegoś bez niczego, to znaczy, że owo nic jest dość potężną rzeczą, ponieważ coś pochodzi z niego o tak - blpppp. Jest taki dogmat w zachodniej myśli wyrażony łacińskim zdaniem "Ex nihilo nihil fit" - "Nic nie powstaje z niczego". Ale tak nie jest! Z niczego pochodzi coś!! Mógłbyś rzec: "Cóż, jeśli coś pochodzi z niczego, to musi być jakiś rodzaj tajemnicy wewnątrz niczego, musi mieć ono jakąś tajemną strukturę. Znaczy jakieś wyładowania elektryczne". Podobny problem jest z kosmologią. Jak powstał ten świat, może z wolno unoszącego się wodoru? Nie, jest o wiele prostsza idea niż ta: świat pochodzi z realnej, materialnej nicości. Po prostu! Bo jeśli słuchasz, a żyjesz w świecie, gdzie dźwięk pojawia się tylko na chwilę, to usłyszysz każdy dźwięk pochodzący z ciszy. Skąd te dźwięki pochodzą? Pochodzą z ciszy. Nagle... brzdęk! Możesz nauczyć się widzieć światło w ten sam sposób. Możesz otworzyć oczy i zobaczyć cały ten świat wyłaniający się z nicości, brzdęk!... ot tak, i blaknący w przeszłość. To dlatego przyszłość jest nieznana, ponieważ przyszłość to nic.

Boru - 22 Grudzień 2011, 15:52

Bog uczy sie samego siebie poprzez moje posty :P

"Kim jestem? Zmanifestuje sie jako Boru i on to zbada, lol."

Boru - 24 Grudzień 2011, 15:59

wikipedia o Walentynie Egipcjaninie napisał/a:
(...)Jednakże do wspólnych twierdzeń wszystkich walentynian należą następujące wyobrażenia, zapewne charakterystyczne także dla samego Walentyna. Pleroma składa się z (co najmniej) 30 eonów, noszących różne nazwy i uporządkowanych w 15 par. Pierwszym z nich jest "otchłań" (bythos) bądź "praojciec", wierzchołek całego systemu, tworzący parę z "siłą myślową" (ennoia), nazywaną także "łaską" (charis) i "milczeniem". Ostatni eon to eon "mądrości" (sofia), który poprzez swoje "wścibstwo" i nieokiełznane dążenie do nieznanego ojca pleromy doprowadził do powstania świata, wywołana bowiem przez to "niewiedza" (czy "błąd") spowodowała powstanie materialnej substancji.


Mowa tu o tzw. Wielkim Wybuchu ;)
Dlatego tez ludzkie ograniczone myslenie, zamkniete w tym materialnym swiecie, wyrastajace z niewiedzy, uczepilo sie tej koncepcji powstania wszechswiata.
Jednak prawdziwy czlowiek nie urodzil sie w tym swiecie, jedynie zasnal, sniac ten materialny sen.

Boru - 26 Grudzień 2011, 12:05

Cytat:
Jednakże do wspólnych twierdzeń wszystkich walentynian należą następujące wyobrażenia, zapewne charakterystyczne także dla samego Walentyna. Pleroma składa się z (co najmniej) 30 eonów, noszących różne nazwy i uporządkowanych w 15 par. Pierwszym z nich jest "otchłań" (bythos) bądź "praojciec", wierzchołek całego systemu, tworzący parę z "siłą myślową" (ennoia), nazywaną także "łaską" (charis) i "milczeniem".


To jest to samo o czym pisalem tzn. ze Bog/Nicosc i Bog/Istnienie to dwie strony tej samej monety, sa nie do odroznienia i nie moga istniec oddzielnie poniewaz Istnienie w stanie calkowitej jednosci jest jak brak istnienia i pustka, tak samo jak jeden kolor jest jak brak koloru, a plyniecie wszystkiego w jednakowym tempie jest jak stanie w miejscu.
Podobnie jak iluzja i "oswiecenie" sa nie do odroznienia i tworza sie wzajemnie, dlatego nie mozna znalezc jednego z dala od drugiego.

"Jesli" istnieje nieskonczona ilosc wszechswiatow oraz istnienie nie ma poczatku i konca, to mamy za soba nieskonczonosc, przed soba nieskonczonosc i niezaleznie od tego w jakim miejscu sie znajdujemy, jestesmy w centrum kreacji.

Boru - 27 Grudzień 2011, 13:48

To, ze zmarli ludzie trafiaja do "nieba" nalezy traktowac doslownie. Zycie nie toczy sie tylko na powierzchniach planet, ale rowniez w warstwie powietrznej i pod powierzchnia.

Wyjasnie o co chodzi z tym niebem.

Obrazek

Cialo w ktorym sie poruszamy jest cialem czakry splotu slonecznego, ktore jest scalonymi trzema cialami (mineralne, roslinne, zwierzece). Kazde nastepne cialo, kazdej nastepnej czakry, zawiera w sobie rowniez te nizsze ciala. "Rozwoj duchowy" polega wiec na uswiadamianiu sobie jednosci tych wszystkich manifestacji.
Dawno dawno temu, ludzie zapadli w sen i zostali odczepieni od swojego ciala "wyzszej jazni"/ciala czakry trzeciego oka, a nizsze manifestacje ulegly manipulacji, stajac sie niewolnikami.
Czlowiek, ktory po smierci swojego fizycznego ciala, nie orientuje sie w sytuacji, nie wie co jest grane, przebywa w ktoryms z cial pomiedzy cialem zoltym a indygo/trzeciego oka.
Ziemia jest zywa istota i to co nazywamy jej skrystalizowana powierzchnia, jest jej cialem zoltym, odpowiednik ludzkich cial fizycznych/ego. Jej wyzsze manifestacje znajduja sie w warstwie powietrznej i podziemnej.
Dlatego tez czlowiek przebywajacy w ktoryms z cial pomiedzy cialem ego/fizycznym a cialem "wyzszej jazni" trafia do warstwy powietrznej/nieba.
Sa tam utworzone specjalne placowki szkolne dla tych, ktorzy nie obudzili sie ze snu i nie scalili sie z cialami indygo/trzeciego oka. Te placowki sa tworzone zarowno przez istoty o biegunie pozytywnym jak i negatywnym, co ciekawe, zarowno jedni i drudzy sa olsniewajaco piekni ;)
Te "niebo" nie jest celem samym w sobie. Tak naprawde, to jest anomalia, tego nie powinno byc, ale "aniolowie" zostali zmuszeni do stworzenia tego, bo zostalibysmy calkowicie zdominowani przez negatyw.
Ludzie odpoczywaja tam w rajskich miastach i sa uczeni przez istoty, ktorymi sa zauroczeni, z nadzieja, ze cokolwiek z tego zapamietaja po nalozeniu przez negatyw blokady pamieciowej.
Juz wkrotce Slonce zrobi "plum", nastapi przejscie o level wyzej, a rajskie szkoly zostana rozpuszczone.
Cialo indygo/wyzszej jazni mozna nazwac "miniaturowym sloncem".
To co nazywa sie powierzchnia Slonca jest jego scalonymi cialami od czerwonego do indygo (jego "jadrem" sa istoty "jedenastowymiarowe" o "eksplodujacych" cialach) i aby moc poleciec na Slonce lub np. do wnetrz Jowisza czy Saturna, trzeba wzniesc sie "mentalnie" ponad te rajskie szkoly i byc przebudzonym, czy .. oswieconym :P
Dopiero wtedy mozna zaczac samodzielne i swiadome zycie, bo przedtem decyzje odnosnie poszczegolnych inkarnacji podejmowala za nas "wyzsza jazn", wiec scalajac sie z nia, jest sie tym decydujacym.

Wielu z tych, ktorzy trafili do takich placowek, spotkali wczesniej swoje ciala indygo, jednak .. przestraszyli sie ich, poniewaz blask tego ciala nie jest lagodny i hipnotyzujacy.

Jezus po swojej fikcyjnej smierci na krzyzu scalil cialo fizyczne z eterycznym, a nastepnie zostal uniesiony w gore na statek, gdzie zmanifestowal sie w ciele niebieskim, a stamtad z pomoca cywilizacji z wnetrza Ziemi (i z pomoca tego "ducha slonecznego" o ktorym pisalem, znanym jako Sanat Kumara czy Ahura Mazda/Ormuzd) zeslal "Ducha Swietego", czy "Siatke Chrystusowa", "aktywujaca" serca/ciala eteryczne.

Tych centrow energetycznych/czakr/poszczegolnych cial i "wymiarow" jest wiecej niz 7.
Nie lubie za bardzo pisania o tym, ile tego konkretnie jest, poniewaz staje sie to pozniej jakims dogmatem, a powinno byc tylko tymczasowym drogowskazem. Dla kogos, kto nie jest "rozszczepiony" na kawalki, nie ma zadnych "wymiarow" bo zyje w jednym swiecie, a to co ludzie nazywaja poszczegolnymi czestotliwosciami, dla nich jest jednym swiatem.

Za najbardziej sensowny podzial uznaje podzial na 12 wymiarow. Podzial na 7 uwazam za dosc niebezpieczny. Tarcia polaryzacyjne pomiedzy pozytywem a negatywem maja miejsce az do 6 wymiaru wlacznie. Dalej nastepuje stopniowe laczenie biegunow.
Dlatego tez jesli ktos chce kroczyc po "ciemnej stronie mocy" nie moze wychylac sie dalej niz 6.
Dlaczego 7-wymiarowy model jest niebezpieczny?
Dlatego, ze w 6 najpotezniejsze negatywne istoty (ktore sa najlepszymi imitatorami) stworzyly tam cos w rodzaju imitacji "Boga Ojca" :lol: Jest to obserwujaca i kochajaca wszystko i wszystkich czarna dziura i kazdy kto jest energetycznie "rozstrojony" jest narazony na "zjednoczenie" sie z tym :lol: a w rzeczywistosci rozszczepiony na kawaleczki.
Taki "Boj Ojciec" wchlania cale galaktyki, ktorych ramiona wykazuja przewage negatywu nad pozytywem.
Aby przejsc do swiata, gdzie zanika dualnosc, trzeba z tym "wszystkowidzacym okiem" sie zmierzyc.
Ktos kto sobie wbil do glowy 7-wymiarowy model pomysli sobie "ooo jestem teraz w 6, jeszcze 1 i bendem Bogiem" ... i jeb w czarna dziure :lol:

To wszystko przypomina jakas gre, zbieranie kolorkow, bonusow, ktore odblokowuja nowe poziomy w planetach/gwiazdach oraz nowe umiejetnosci. Tu nie ma niczego powaznego, trzeba tylko myslec jak dziecko i dobrze sie bawic.

Co ciekawe, icy tower jest "dwunastowymiarowe": 10 typow schodkow oraz skrocone po 1500 i 2000.

tadzik - 27 Grudzień 2011, 15:03

Boru, jeszcze po 1000 schodku długość schodków sie zmienić
Boru - 27 Grudzień 2011, 15:11

10 typow schodkow oraz nastepne bariery w postaci 1500 i 2000. W taki sposob wyszlo mi 12 :P
Jest jeszcze bariera 10000 po ktorej schodki sie skracaja, ale jest to poziom niegrywalny ;)

tadzik - 27 Grudzień 2011, 15:30

5000 chyba tez ;)
Boru - 27 Grudzień 2011, 16:18

Ludzie zlaczeni ze swoimi cialami indygo z perspektywy innych ludzi sa uwazani za dziwnych i absurdalnych :lol: Charakteryzuja sie bardzo luznym stylem bycia, niezaleznie od warunkow w ktorych zyja, sa wszechstronnie uzdolnieni, ich zdolnosci nie sa nigdzie wyuczone, a trudne zagadnienia pojmuja w mgnieniu oka. Nie koniecznie sa to ludzie z branzy "duchowej", moga to byc sportowcy, artysci lub naukowcy.

Takiego czlowieka mozna jednak "rozstroic" w dziecinstwie, jesli jest zle traktowany i "zastraszany" przez system. Zawsze jednak moze sie pozbierac.

Boru - 27 Grudzień 2011, 18:34

Cytat:
Cialo w ktorym sie poruszamy jest cialem czakry splotu slonecznego, ktore jest scalonymi trzema cialami (mineralne, roslinne, zwierzece). Kazde nastepne cialo, kazdej nastepnej czakry, zawiera w sobie rowniez te nizsze ciala. "Rozwoj duchowy" polega wiec na uswiadamianiu sobie jednosci tych wszystkich manifestacji.


Cytat:
Ziemia jest zywa istota i to co nazywamy jej skrystalizowana powierzchnia, jest jej cialem zoltym, odpowiednik ludzkich cial fizycznych/ego. Jej wyzsze manifestacje znajduja sie w warstwie powietrznej i podziemnej.


Teraz uwaga:

ktos gdzies napisał/a:
„Istnieje tylko pięć wielościanów foremnych zwanych bryłami platońskimi. Platon, jeden z największych greckich filozofów, w dialogu zatytułowanym Timajos przypisał im cztery żywioły, z jakich — według starożytnych — miał być zbudowany świat. Z ogniem skojarzył czworościan, z ziemią — sześcian, z powietrzem — ośmiościan, a z wodą — dwudziestościan. Pozostała jeszcze ostatnia bryła foremna — dwunastościan. Platon napisał, że ‘Bóg wykorzystał ją, kiedy malował Wszechświat’, nawiązując pewnie do wcześniejszej tradycji Pitagorejczyków, którzy uważali dwunastościan za stelaż czy wręgi, na których zostały oparte niebiosa.


Ilustracja

Wystarczy tylko jedne figury powsadzac w drugie.

Obecnie jestesmy zamknieci w szescianie, kostce Rubika ;)
Chodzi o to, aby ulozyc ta kostke poprawnie i wsadzic ja w kolejna figure.

Zdecydowana wiekszosc ludzi tylko bezmyslnie kreci ta kostka i denerwuje sie :lol: ktos inny usiadzie, przemysli i bez nerwow ulozy w pare minut.

Boru - 27 Grudzień 2011, 21:13

Cytat:
Tarcia polaryzacyjne pomiedzy pozytywem a negatywem maja miejsce az do 6 wymiaru wlacznie. Dalej nastepuje stopniowe laczenie biegunow.
Dlatego tez jesli ktos chce kroczyc po "ciemnej stronie mocy" nie moze wychylac sie dalej niz 6.


Cytat:
chodzi o to, aby ulozyc ta kostke poprawnie i wsadzic ja w kolejna figure.


Istoty negatywne funkcjonuja na niepoprawnie ulozonej kostce. Maja komleks na punkcie zielonego koloru - serca :lol: Dlatego tez nie moga wsadzic sie w nastepna czestotliwosc.

Boru - 28 Grudzień 2011, 12:50

Jesli ktos czytal Biblie i Stary Testament to wie, ze Izraelici posiadali tzw. "arke przymierza z Bogiem", skrzynie, nad ktora unosila sie "chwala Boga" (miniaturowe Slonce?) oraz specjalna swiatynie, zbudowana z poszczegolnych "warstw", a do kazdej kolejnej warstwy miala dostep coraz mniejsza liczba "wtajemniczonych" kaplanow. Z tego co pamietam, do "miejsca najswietszego" mial dostep tylko Arcykaplan, ktory wchodzil tam raz do roku.
Ta skrzynia zostala zbudowana przez Mojzesza/Echnatona (jedna i ta sama osoba)

To w jaki sposob ta swiatynia byla zbudowana, bylo dokladnym odzwierciedleniem tego jak jest zbudowana Ziemia.

Zadaniem Jezusa (ktory wedlug ciala byl izraelita, o czym wielu chyba nie wie ;) ) bylo pokazanie, ze kazdy ma dostep do "miejsca najswietszego", ustanowienie "powszechnego kaplanstwa" oraz zniesienie wszelkich rytualow, ktore same w sobie sa tym, co oddziela ludzi od nich samych. Pokazal, ze czlowiek jest zarowno swiatynia, "miniaturowym Sloncem" unoszacym sie znad skrzyni oraz Arcykaplanem.

Cytat:
(...)Jezus znowu zawołał donośnym głosem i oddał ducha. (51) I oto zasłona świątyni rozdarła się na dwoje, od góry do dołu, i ziemia się zatrzęsła, i skały popękały, (52) i groby się otworzyły, i wiele ciał świętych, którzy zasnęli, zostało wzbudzonych; (53) i wyszli z grobów po jego zmartwychwstaniu, i weszli do świętego miasta, i ukazali się wielu. (54) A setnik i ci, którzy z nim byli i strzegli Jezusa, ujrzawszy trzęsienie ziemi i to, co się działo, przerazili się bardzo i rzekli: Zaiste, ten był Synem Bożym.

Boru - 29 Grudzień 2011, 17:42

Cytat:
Cialo indygo/trzeciego oka/wyzszej jazni mozna nazwac "miniaturowym sloncem".
To co nazywa sie powierzchnia Slonca jest jego scalonymi cialami od czerwonego do indygo (jego "jadrem" sa istoty "jedenastowymiarowe" o "eksplodujacych" cialach) i aby moc poleciec na Slonce lub np. do wnetrz Jowisza czy Saturna, trzeba wzniesc sie "mentalnie" ponad te rajskie szkoly i byc przebudzonym, czy .. oswieconym :P


Ilustracja do tego :lol:

Cytat:
Te "niebo" nie jest celem samym w sobie. Tak naprawde, to jest anomalia, tego nie powinno byc (...)


Tym co podtrzymuje te miasta i tym co tworzy "bariere ochronna" w piatym wymiarze trzymajaca ludzi w polu Ziemi uniemozliwiajaca im swiadome podrozowanie po innych planetach sa .. piramidy ;) Zostaly one zbudowane przez "bogow". Piramidy spelniaja rozne funkcje (uzywane nieprawidlowo moga nawet rozsadzic cialo fizyczne planety), jednak stawiane sa one tylko na planetach takich jak Ziemia, gdzie doszlo do "rozszczepienia".
Jedyna droga wyjscia to osiagniecie stanu jednosci/symbiozy ze swoim cialem indygo i podroz przez Slonce.

Boru - 30 Grudzień 2011, 14:25

Cytat:
"bariere ochronna"


Ilustracja.

Boru - 30 Grudzień 2011, 15:23

Cytat:
Ziemia jest zywa istota i to co nazywamy jej skrystalizowana powierzchnia, jest jej cialem zoltym, odpowiednik ludzkich cial fizycznych/ego. Jej wyzsze manifestacje znajduja sie w warstwie powietrznej i podziemnej.


W warstwach podziemnych mamy do czynienia ze scalonymi cialami. W srodku Ziemia jest "tozsama" z gwiazda.
Natomiast ponad powierzchnia mamy do czynienia z cialami, ktore dopiero przechodza proces scalania z "nizszymi" warstwami.

Dlatego tez planety "gazowe" jak Jowisz czy Saturn sa takie duze w porownaniu ze skalistymi. Ich ciala zolte zostaly polaczone z zielonymi czy niebieskimi.

Planety i istoty je zamieszkujace stopniowo przeobrazaja sie w wieksza wersje tego, co siedzi w ich wnetrzach, stajac sie nastepnie "rdzeniem" dla kolejnych ewoluujacych planet, czy innych manifestacji.

Boru - 30 Grudzień 2011, 19:30

Widac wiec, ze "problem globalnego ocieplenia" to idiotyzm :lol: a wynalazki typu krem z filtrem czy okulary przeciwsloneczne to jedne z najbardziej absurdalnych rzeczy wymyslonych przez ludzkosc.
Boru - 31 Grudzień 2011, 00:38

"Zdekodowanie" cial fizycznych przez Slonce i scalenie ich z eterycznymi/zielonymi/serca:

Ilustracja

Boru - 31 Grudzień 2011, 13:51

Cytat:
Obecnie jestesmy zamknieci w szescianie, kostce Rubika ;)
Chodzi o to, aby ulozyc ta kostke poprawnie i wsadzic ja w kolejna figure.


Najzabawniejsze jest to, ze ona sama sie uklada, kiedy przestaje sie traktowac wszystko powaznie i kiedy nie stawia sie oporu roznorakim silom napierajacym w nasza strone. Te sily ukladaja wszystko same, pomimo tego, ze istoty ich uzywajace mialy odwrotny zamiar.
To (oraz nasz zwiazek ze Sloncem) jest czyms o czym zapominaja roznoracy "powazni" "mistrzowie duchowi", ktorzy twierdza, ze aby osiagnac "oswiecenie" trzeba wielu lat praktyki i wyrzeczen. Jest to nieprawda, "oswiecenie" jest poza wszelkim wysilkiem i staraniem sie o cos.
Budda byl bardzo gorliwym asceta, umartwial swoje cialo i poddawal sie roznorakim probom. Stwierdzil jednak, ze to nie daje mu wolnosci, wiec siadl pod drzewem figowym z zamiarem, ze nigdzie sie nie ruszy, dopoki nie znajdzie odpowiedzi na to, jak znalezc wolnosc. "Oswiecenia" doznal wtedy, kiedy poznal, ze nie ma kto medytowac, nie ma kto cierpiec i nie ma niczego do zrobienia. Jest to jedna z tych istot, ktora wydostala sie ze swiata dualnosci i jest "poza" "szostym wymiarem".

Boru - 31 Grudzień 2011, 15:58

Cytat:
Budda byl bardzo gorliwym asceta, umartwial swoje cialo i poddawal sie roznorakim probom. Stwierdzil jednak, ze to nie daje mu wolnosci, wiec siadl pod drzewem figowym z zamiarem, ze nigdzie sie nie ruszy, dopoki nie znajdzie odpowiedzi na to, jak znalezc wolnosc. "Oswiecenia" doznal wtedy, kiedy poznal, ze nie ma kto medytowac, nie ma kto cierpiec i nie ma niczego do zrobienia.


O tym mowi Ewangelia Mateusza :P

Cytat:
A rano, wracając do miasta, łaknął. (19) I ujrzawszy przy drodze jedno drzewo figowe zbliżył się do niego, ale nie znalazł na nim nic oprócz samych liści. I rzecze do niego: Niechaj się już nigdy z ciebie owoc nie rodzi na wieki. I uschło zaraz figowe drzewo. (20) I ujrzawszy to uczniowie, zdumiewali się i mówili: Jakże prędko uschło figowe drzewo! (21) A Jezus, odpowiadając, rzekł im: Zaprawdę powiadam wam, jeślibyście mieli wiarę i nie wątpili, nie tylko to, co się stało z drzewem figowym, uczynicie, ale gdybyście i tej górze rzekli: Wznieś się i rzuć do morza, stanie się tak. (22) I wszystko, o cokolwiek byście prosili w modlitwie z wiarą, otrzymacie.

Boru - 31 Grudzień 2011, 16:16

Uwaga na wniebowstapienia :lol:
Boru - 31 Grudzień 2011, 18:12

Ego.
Boru - 1 Styczeń 2012, 00:46

Zycie po smierci.

Cesarz spytał raz mistrza Gudo: "Co dzieje się z oświeconym człowiekiem po śmierci?".

"A skąd miałbym to wiedzieć?" - odparł Gudo.

"Ponieważ jesteś mistrzem" - powiedział cesarz.

"Tak, panie - odrzekł Gudo - ale nie martwym".

Boru - 1 Styczeń 2012, 13:04

Cytat:
Dlatego, ze w 6 najpotezniejsze negatywne istoty (ktore sa najlepszymi imitatorami) stworzyly tam cos w rodzaju imitacji "Boga Ojca" :lol: Jest to obserwujaca i kochajaca wszystko i wszystkich czarna dziura i kazdy kto jest energetycznie "rozstrojony" jest narazony na "zjednoczenie" sie z tym :lol: a w rzeczywistosci rozszczepiony na kawaleczki.
Taki "Boj Ojciec" wchlania cale galaktyki, ktorych ramiona wykazuja przewage negatywu nad pozytywem.
Aby przejsc do swiata, gdzie zanika dualnosc, trzeba z tym "wszystkowidzacym okiem" sie zmierzyc.


Czarne dziury i tarcia pomiedzy pozytywem a negatywem tworza caly ten "spiralny " model zycia. Mozna wiec sie spodziewac, ze po przekroczeniu pewnej granicy gdzie zanika podzial, wszechswiat wyglada zupelnie inaczej.

Boru - 1 Styczeń 2012, 17:42

Jesli nieskonczona istota nie zna samej siebie, to proces poznawania siebie trwa w nieskonczonosc.

Caly ten obraz Boga wszechwiedzacego i wszystko-kontrolujacego ma swoje zrodlo wlasnie w tej czarnej dziurze, ale najbardziej zadziwiajace jest to, ze ten falszywy Bog jest jedna z emanacji Boga Prawdziwego (najlepsze okreslenie jakie znam na ta istote to "wieczne dziecko"), ktory szuka wciaz nowych koncepcji na realizacje siebie, probujac znalezc odpowiedz na pytanie "kim jestem?".

Boru - 3 Styczeń 2012, 17:33

Fragment ksiazki "wewnetrzny ogien" Calosa Castanedy opisujacy "matryce czlowieka".

Cytat:
Don Juan mówił mi, że punkt połączenia zdobywa doświadczenie w przesuwaniu się przez ćwiczenia w konstruowaniu innych światów. Ja jednak zawsze się zastanawiałem, jak wytworzyć impuls energetyczny, który pozwoliłby wyrwać punkt połączenia z jego zwykłej pozycji. Gdy pytałem go o to w przeszłości, odrzekł, że ponieważ siła łączenia zaangażowana jest we wszystko, punktem połączenia porusza intencja. Teraz znów go o to zapytałem.
– Sam już potrafisz na to odpowiedzieć – odrzekł. – Opanowanie świadomości wytwarza impuls konieczny do poruszenia punktu połączenia. W końcu my, ludzkie istoty, nie jesteśmy niczym wielkim; można nas sprowadzić do punktu połączenia unieruchomionego na stałe w pewnym położeniu. Nasz wewnętrzny dialog, czyli inwentarz, jest naszym wrogiem, a zarazem przyjacielem. Bądź wojownikiem; wycisz swój wewnętrzny dialog; sporządź swój inwentarz, a potem go wyrzuć. Nowi widzący sporządzają dokładne inwentarze, a potem się z nich śmieją. Brak inwentarza uwalnia punkt połączenia.
Don Juan przypomniał mi, że wiele mówił o jednym z najbardziej upartych punktów naszego inwentarza: o naszym pojęciu Boga. Rzekł, że to pojęcie jest jak mocny klej, który utrzymuje punkt połączenia w pierwotnej pozycji. Jeśli chcę zbudować realny świat z emanacji innego wielkiego pasma, to muszę wykonać pewien krok, który pozwoli mi uwolnić punkt połączenia z wszelkich więzów.
– Musisz zobaczyć matrycę człowieka – powiedział. – I musisz tego dokonać "dzisiaj, bez niczyjej pomocy.
– Co to jest matryca człowieka? – zapytałem.
– Wiele razy widziałeś ją przy mojej pomocy. Wiesz, o czym mówię.
Chciałem zaprzeczyć, ale powstrzymałem się. Skoro don Juan twierdził, że widziałem matrycę człowieka, to musiało tak być, choć nie miałem zielonego pojęcia, jak ona wygląda.
Przejrzał moje myśli. Uśmiechnął się ze zrozumieniem i powoli potrząsnął głową.
– Matryca człowieka to ogromna wiązka emanacji w wielkim paśmie życia organicznego – wyjaśnił. – Nazywa się matrycą człowieka, bo emanacje, które do niej należą, występują jedynie w obrębie ludzkiego kokonu. Matryca człowieka to ta część emanacji Orła, którą widzący mogą widzieć bezpośrednio nie narażając się na żadne niebezpieczeństwo.
Nastąpiła długa pauza. Po chwili don Juan znów się odezwał.
– Przełamanie bariery percepcji jest ostatnim zadaniem w opanowaniu świadomości. Aby przesunąć swój punkt połączenia do tej pozycji, musisz zgromadzić energię. Wybierz się w podróż po wspomnienia. Przypomnij sobie, co robiłeś wcześniej!
Bezskutecznie próbowałem przypomnieć sobie, czym jest matryca człowieka. Ogarnęła mnie okropna frustracja, która szybko zmieniła się w niepohamowany gniew. Byłem wściekły na siebie, na don Juana, na wszystkich.
Moja wściekłość zupełnie go nie poruszyła. Stwierdził rzeczowo, że gniew jest naturalną reakcją na wahanie punktu połączenia, który nie chce się poruszyć na żądanie.
– Dużo czasu minie, zanim będziesz potrafił zastosować zasadę mówiącą, że twój rozkaz jest rozkazem Orła – powiedział. – To jest sedno opanowania intencji. Na razie rozkaż sobie nie irytować się nawet w chwilach najgorszych wątpliwości. To długi i powolny proces, ale w końcu twoje rozkazy będą słyszane i wykonywane tak, jakby były rozkazami Orła.
Dodał jeszcze, że pomiędzy normalną pozycją punktu połączenia a pozycją, gdzie nie ma się już żadnych wątpliwości, skąd już jest bardzo blisko do bariery percepcji, istnieje niezmierzony obszar świadomości. Wojownicy, którzy się tu znajdą, padają ofiarą każdego błędnego uczynku. Ostrzegł mnie, bym był ostrożny i nie tracił wiary w siebie, gdyż jest więcej niż pewne, że w którejś chwili przytłoczy mnie poczucie porażki.
– Nowi widzący zalecają bardzo proste działanie, gdy na drodze wojownika pojawi się niecierpliwość, rozpacz gniew czy smutek. Należy wtedy zataczać kręgi oczami. Każdy kierunek jest dobry, ale ja wolę to robić zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Ruch oczu sprawia, że punkt połączenia natychmiast się przesuwa. Ten ruch przynosi ulgę. Jest to substytut prawdziwego mistrzostwa intencji.
Żałowałem, że mamy za mało czasu, by mógł mi powiedzieć coś więcej o intencji.
– To wszystko wróci do ciebie któregoś dnia – zapewnił mnie. – Jedna rzecz pociągnie za sobą następną. Wystarczy jedno słowo-klucz i wszystko wróci do ciebie lawiną, jakbyś otworzył drzwi zapchanej po brzegi szafy.
Wrócił do tematu ludzkiej matrycy. Powiedział, że zobaczenie jej samodzielnie, bez niczyjej pomocy, jest ważnym krokiem, wszyscy bowiem mamy pewne koncepcje, które muszą zostać przełamane, zanim staniemy się wolni; widzący, który wypuszcza się w nieznane, by zobaczyć niepoznawalne, musi osiągnąć stan nieskazitelności.
Mrugnął do mnie i dorzucił, że stan nieskazitelności oznacza uwolnienie się od racjonalnych założeń i lęków. W tej chwili, mówił, moje racjonalne założenia i obawy nie pozwalają mi na nowo połączyć emanacji, dzięki którym przypomniałbym sobie ludzką matrycę. Kazał mi się rozluźnić i poruszać oczami, by sprowokować punkt połączenia do przesunięcia. Powtórzył kilkakrotnie, że to bardzo ważne, bym przypomniał sobie ludzką matrycę, zanim znów ją zobaczę. A ponieważ mamy mało czasu, nie mogę sobie pozwolić na to, by działać równie powoli jak zwykle.
Posłuchałem jego sugestii i poruszyłem oczami. Pranie od razu opuścił mnie niepokój, a potem nagle wróciło do mnie wspomnienie i byłem już pewien, że rzeczywiście widziałem matrycę człowieka. Zdarzyło się to wiele lat wcześniej. Tamten dzień utkwił mi w pamięci, bo z punktu widzenia mojego katolickiego wychowania don Juan mówił wtedy największe herezje, jakie słyszałem w życiu.
Wszystko zaczęło się od przypadkowej rozmowy, gdy wędrowaliśmy przez podnóże pasma górskiego na pustyni w Sonorze. Don Juan wyjaśniał mi, do czego właściwie mają mnie doprowadzić jego nauki. Zatrzymaliśmy się na odpoczynek i usiedliśmy na dużych kamieniach. Jego wyjaśnienia dotyczące procedury nauczania sprowokowały mnie do tego, że po raz setny spróbowałem mu opowiedzieć, jak ja się z tym wszystkim czuję. On jednak wyraźnie nie miał już ochoty tego słuchać. Przeprowadził mnie na inny poziom świadomości i oznajmił, że jeśli zobaczę matrycę człowieka, to może zrozumiem wszystko, co on robi, a tym samym oszczędzę nam obydwu wielu lat wysiłków.
Wyjaśnił mi szczegółowo, czym jest matryca człowieka. Nie mówił o niej w kategoriach emanacji Orła, tylko określił ją jako wzorzec energetyczny, który wyciska ludzką charakterystykę na amorficznych bąblach biologicznej materii. W każdym razie tak to zrozumiałem, zwłaszcza, że w dalszych wyjaśnieniach posługiwał się mechaniczną analogią. Powiedział, że matryca człowieka przypomina gigantyczny stempel, który bez końca wyciska ludzkie istoty, jakby przesuwały się one na fabrycznym transporterze. Zilustrował ten proces mocno składając razem wnętrza dłoni, jakby matryca modelowała ludzką istotę za każdym razem, gdy obydwie jej połówki łączyły się ze sobą.
Dodał jeszcze, że każdy gatunek ma swoją matrycę i każdy poszczególny osobnik uformowany w tym procesie wykazuje cechy charakterystyczne dla danego gatunku.
Potem zaczął niezmiernie irytujące wywody na temat ludzkiej matrycy. Powiedział, że jest coś, co łączy dawnych widzących z mistykami z naszego świata – mianowicie jednym i drugim udało się zobaczyć ludzką matrycę, ale nie zrozumieli, co to takiego. Mistycy wszystkich stuleci przekazywali nam poruszające relacje ze swych doświadczeń. Ale te relacje, choć piękne, skażone są wielkim, rozpaczliwym błędem – wiarą, że ludzka matryca to wszechmocny, wszechwiedzący stwórca; taka też była interpretacja dawnych widzących, którzy nazwali ludzką matrycę przyjaznym duchem, obrońcą człowieka.
Jedynie nowi widzący mieli wystarczająco trzeźwe umysły, by zrozumieć, czym jest widziana przez nich ludzka matryca. Uświadomili sobie, że matryca nie jest stwórcą, lecz wzorcem wszystkich ludzkich cech, jakie tylko możemy sobie wyobrazić, a także takich, które są dla nas niepojęte. Matryca jest naszym Bogiem dlatego, że jesteśmy tym, co na nas wycisnęła, a nie dlatego, by stworzyła nas z nicości na swój obraz i podobieństwo. Don Juan rzekł, że jego zdaniem padanie na kolana w obecności ludzkiej matrycy wynika z arogancji i ludzkiego egocentryzmu.
Te wyjaśnienia bardzo mnie zmartwiły. Choć nigdy nie uważałem się za praktykującego katolika, bluźniercze słowa don Juana były dla mnie szokiem. Słuchałem go uprzejmie, jednak miałem ochotę zmienić temat i niecierpliwie wyczekiwałem pauzy w tym steku herezji. On jednak bezlitośnie wbijał mi do głowy swój punkt widzenia. W końcu przerwałem mu mówiąc, że wierzę w istnienie Boga. Odparł, że moje przekonanie opiera się na wierze i dlatego jest przekonaniem z drugiej ręki, które nic nie znaczy; moja wiara w istnienie Boga, podobnie jak wiara każdego innego człowieka, opiera się na tym, co zasłyszałem, a nie na akcie widzenia. Zapewnił, że nawet gdybym potrafił widzieć, to na pewno popełniłbym podobny błąd w osądzie, jak mistycy. Każdy, kto widzi matrycę człowieka, automatycznie zakłada, że jest to Bóg.
Nazwał doświadczenie mistyczne przypadkowym widzeniem, jednorazowym wydarzeniem, które nie może mieć absolutnie żadnego znaczenia, gdyż jest rezultatem nieświadomego przesunięcia punktu połączenia. Zapewnił, że jedynie nowi widzący potrafią ocenić tę kwestię właściwie, bo wyeliminowali oni przypadkowe akty widzenia i potrafią zobaczyć matrycę człowieka zawsze, gdy tego zapragną. Dlatego właśnie przekonali się, że to, co nazywamy Bogiem, to statyczny prototyp człowieczeństwa, pozbawiony jakiejkolwiek mocy. Matryca ta w żadnych okolicznościach nie potrafi nam pomóc, wstawić się za nami, ukarać nas za złe uczynki ani w żaden sposób nagrodzić. Jesteśmy tylko produktem jej stempla; jesteśmy jego odciskiem. Matryca ludzka jest właśnie tym, co określa jej nazwa, wzorcem, formą, stemplem zbijającym w całość wiązkę włóknistych elementów, które nazywamy człowiekiem.
To, co don Juan powiedział, bardzo mnie wzburzyło. On jednak wydawał się nieporuszony moim zamętem i nie przestawał mnie irytować mówiąc, że przez, jak to nazywał, niewybaczalną zbrodnię przypadkowych widzących skupiamy cenną energię na czymś, co nie ma absolutnie żadnej mocy. Im dłużej mówił, tym bardziej rosła moja irytacja. Gdy już byłem bardzo bliski krzyku, uderzył mnie w prawy bok między kością biodrową a żebrami i przeniósł jeszcze głębiej w stan podwyższonej świadomości. To uderzenie wypchnęło mnie w promienne światło, przejrzyste źródło niezwykłego spokoju i nieskalanego piękna. To światło było przystanią, oazą pośród otaczającej mnie czerni.
Z subiektywnego punktu widzenia widziałem to światło nieskończenie długo. Żadne słowa nie mogą opisać wspaniałości tego widoku, a jednak nie miałem pojęcia, dla. czego wydawał mi się tak piękny. Potem przyszło mi do głowy, że to piękno wyrasta z harmonii, z wrażenia spokoju i relaksu, z poczucia, że dotarłem do miejsca swoje-go przeznaczenia i wreszcie jestem bezpieczny. Oddychałem spokojnie i z ulgą. Co za niesamowite poczucie pełni! Wiedziałem bez cienia wątpliwości, że stoję twarzą w twarz z Bogiem, źródłem wszystkiego. I wiedziałem, że ten Bóg mnie kocha. Bóg był miłością i przebaczeniem. Kąpałem się w świetle i czułem się czysty, odrodzony. Ogarnął mnie niepohamowany szloch, przede wszystkim z żalu nad sobą. Na widok tego promiennego światła poczułem się zły i grzeszny.
Nagle usłyszałem w uchu głos don Juana. Rzekł, że muszę wyjść poza matrycę, bo jest ona tylko etapem, przystankiem dającym chwilowy spokój i wytchnienie tym, którzy zapuszczają się w nieznane, jest jednak sterylna i statyczna. Jest to jednocześnie płaskie odbicie w lustrze i samo lustro. A odbity obraz przedstawia człowieka.
Poczułem niepohamowaną odrazę do tego, co mówił don Juan; buntowałem się przeciw jego bluźnierczym słowom. Chciałem mu powiedzieć, żeby się odczepił, ale nie potrafiłem wyrwać się spod uroku mojego widzenia. Zatopiłem się w nim bez reszty. Zdawało się, że don Juan bardzo dobrze wie, jak się czuję i co chcę mu powiedzieć.
– Nie możesz powiedzieć nagualowi, żeby się odczepił – rzekł mi do ucha. – To nagual, jego technika i moc, umożliwiły ci widzenie. Nagual jest przewodnikiem.
W tym momencie uświadomiłem sobie, że głos w moim uchu nie jest głosem don Juana, choć bardzo go przypomina. Poza tym zrozumiałem, że ten głos ma rację. Sprawcą tego widzenia był nagual Juan Matus. To dzięki jego technice i mocy mogłem zobaczyć Boga. On twierdził, że to nie jest Bóg, lecz matryca człowieka; wiedziałem, że ma rację. Ale nie mogłem mu tego przyznać, nie z irytacji czy z uporu, lecz dlatego, że odczuwałem bezgraniczną lojalność i miłość dla tej boskości, którą widziałem przed sobą.
Gdy tak wpatrywałem się w to światło z całą żarliwością, na jaką było mnie stać, światło naraz jakby zgęstniało i zobaczyłem człowieka – promiennego człowieka, z którego emanowała charyzma, miłość, zrozumienie, szczerość, prawda. Człowieka, który był absolutną sumą wszystkiego, co dobre.
Nigdy jeszcze nie czułem podobnego uniesienia. Upadłem na kolana. Chciałem czcić uosobionego Boga, ale w tym momencie don Juan uznał za stosowne zainterweniować i uderzył mnie w lewą górną część klatki piersiowej, blisko obojczyka. Straciłem Boga z oczu.
Pozostało we mnie dręczące uczucie, mieszanina wyrzutów sumienia, uniesienia, pewności i wątpliwości. Don Juan naśmiewał się ze mnie. Twierdził, że jestem pobożny i lekkomyślny i że znakomicie nadaję się na księdza; po tym doświadczeniu mógłbym nawet zostać duchowym przywódcą, któremu przypadkiem udało się ujrzeć Boga. Kpił, że powinienem zacząć głosić słowo Boże i opowiedzieć wszystkim, co widziałem.
Niby mimochodem, lecz z wyraźnym zainteresowaniem wypowiedział zdanie, które po części było pytaniem, a po części stwierdzeniem.
– A ten człowiek? – zapytał. – Nie zapominaj, że Bóg to mężczyzna.
Poczułem przypływ niezwykłej jasności umysłu i wiedziałem, że za chwilę uświadomię sobie coś o niezmiernym znaczeniu.
– Jakie to miłe, co? – uśmiechnął się don Juan. – Bóg jest mężczyzną. Co za ulga!
Gdy już zrelacjonowałem mu to wspomnienie, zapytałem go o coś, co naraz wydało mi się uderzająco dziwne. Aby zobaczyć matrycę człowieka, musiałem przesunąć swój punkt połączenia. Wspomnienie uczuć i myśli, które mnie wówczas nawiedzały, było niezwykle wyraźne a przez to wszelkie moje wysiłki wydały mi się daremne. Wróciło do mnie wszystko, co wtedy robiłem i czułem. Zapytałem don Juana, jak to możliwe, że chociaż rozumiałem wtedy wszystko z absolutną jasnością, w pamięci nie pozostał żaden ślad. Poczułem, że nic, co mi się przydarzyło, nie ma znaczenia, bo niezależnie od tego, jak daleko zaszedłem w przeszłości, zawsze muszę zaczynać od początku.
– To tylko reakcja emocjonalna – odrzekł. – Absolutny błąd w osądzie. To, co robiłeś przed wielu laty, spoczywa solidnie zamknięte w pewnych nie używanych emanacjach. Na przykład tamtego dnia, gdy doprowadziłem do tego, że zobaczyłeś ludzką matrycę, ja także popełniłem poważny błąd w osądzie. Myślałem, że skoro ją zobaczyłeś, to będziesz potrafił zrozumieć. Było to prawdziwe niezrozumienie z mojej strony.
Don Juan powiedział, że zawsze sądził, iż potrzebuje wyjątkowo dużo czasu, by cokolwiek zrozumieć. Nigdy nie miał okazji zweryfikować tego przekonania, bo brakowało mu punktu odniesienia. Gdy ja się pojawiłem i został moim nauczycielem, co było dla niego zupełnie nowym doświadczeniem, uświadomił sobie, że zrozumienia nie da się przyśpieszyć i że nie wystarczy tu przesunięcie punktu połączenia. Wcześniej wydawało mu się, że to powinno załatwić całą sprawę. Wkrótce jednak * doszedł do wniosku, że skoro punkt połączenia przesuwa się, gdy śnimy, czasami nawet na bardzo odległe pozycje, to za każdym razem, gdy jesteśmy poddani celowemu przesunięciu, potrafimy je sobie natychmiast kompensować. Wciąż na nowo chwytamy równowagę i zachowujemy się, jak gdyby nigdy nic.
Don Juan zauważył, że przekonujemy się o wartości wniosków nowych widzących dopiero wtedy, gdy próbujemy przesunąć punkt połączenia innej osoby. Nowi widzący twierdzili, że najważniejsze są wysiłki prowadzące do wzmocnienia stabilności nowego położenia tego punktu. Uważali, że jest to jedyna technika, którą warto omawiać. Wiedzieli też, że jest to długi proces, który należy przeprowadzać stopniowo, w ślimaczym tempie.
Don Juan powiedział, że gdy w pierwszych latach mojego terminowania używał roślin mocy, robił to zgodnie z zaleceniami nowych widzących. Z własnego doświadczenia i dzięki widzeniu wiedzieli oni, że rośliny mocy wyrywają punkt połączenia z jego normalnej pozycji. Wpływ wywierany przez rośliny mocy na punkt połączenia zasadniczo bardzo przypomina działanie snów. W obu tych przypadkach punkt połączenia zostaje przesunięty, ale przesunięcie spowodowane roślinami mocy jest większe i donioślejsze w skutkach. Nauczyciel wykorzystuje dezorientację wywołaną takim przesunięciem, by wzbudzić w uczniu przekonanie, że percepcja świata nigdy nie jest ostateczna.
Przypomniałem sobie, że w ciągu wszystkich tych lat widziałem ludzką matrycę jeszcze pięciokrotnie i stopniowo coraz bardziej na nią obojętniałem. Nigdy jednak nie udało mi się zaakceptować faktu, że za każdym razem widziałem Boga jako mężczyznę. W końcu przestało to być dla mnie Bogiem, a stało się matrycą człowieka, nie z powodu tego, co mówił don Juan, ale dlatego, że męski Bóg był nie do przyjęcia. Wówczas zrozumiałem stwierdzenia don Juana. Absolutnie nie były one bluźniercze, gdyż nie miały nic wspólnego z kontekstem zwykłego świata. Don Juan miał rację mówiąc, że nowi widzący mają przewagę nad pozostałymi ludźmi, bo mogą zobaczyć ludzką matrycę, kiedy tylko zechcą. Ale dla mnie ważniejsze było to, że mieli oni dość trzeźwości umysłu, by przyjrzeć się dokładnie temu, co widzieli.
Zapytałem go, dlaczego zawsze widziałem tę matrycę jako mężczyznę. Odrzekł, że mój punkt połączenia by} wówczas zbyt mało stabilny, by pozostawać nieruchomo w nowym położeniu i przesuwał się w bok, wchodząc w pasmo mężczyzny. Analogiczne zjawisko zachodziło, gdy widziałem barierę percepcji w postaci ściany mgły. Przesunięcie punktu połączenia w bok spowodowane było naturalnym pragnieniem czy też przymusem, by wyrazić niepojęte w kategoriach tego, co jest nam najbliżej znajome; bariera to ściana, a ludzka matryca nie może być niczym innym, jak tylko mężczyzną. Don Juan uważał, że gdybym był kobietą, widziałbym matrycę jako kobietę.
Wstał i powiedział, że czas na przechadzkę po mieście, bo powinienem zobaczyć ludzką matrycę w otoczeniu ludzi. W milczeniu ruszyliśmy w stronę rynku, ale zanim tam dotarliśmy, poczułem nieposkromiony przypływ energii i pobiegłem ulicą prowadzącą do przedmieścia. Dotarłem do mostu i naraz zobaczyłem ludzką matrycę, jakby na mnie czekała. Było to promienne, ciepłe, bursztynowe światło.
Upadłem na kolana. Nie była to z mojej strony pobożność, a raczej fizyczna reakcja na ten widok budzący cześć i zachwyt. Byłem zadziwiony jeszcze bardziej niż zwykle. Wiedziałem, że bardzo się zmieniłem od czasu, gdy zobaczyłem matrycę po raz pierwszy. W tym przekonaniu nie było nawet cienia arogancji. Wszystko, co widziałem i czego się nauczyłem, pozwoliło mi tylko bardziej docenić cud, który miałem przed oczami.
W pierwszej chwili matryca spoczywała na moście. Gdy powtórnie skupiłem na niej wzrok, zauważyłem, że sięga nieskończenie daleko w górę i w dół; most był jedynie nędzną łupiną, malutkim konturem nałożonym na obraz wieczności, podobnie jak drobne figurki ludzi dokoła mnie, którzy patrzyli na mnie z nieskrywaną ciekawością. Znajdowałem się poza ich zasięgiem, choć w tym momencie byłem niesłychanie podatny na wszelkie wpływy. Matryca człowieka nie miała mocy, by mnie chronić czy zbawić, ale kochałem ją z bezgraniczną żarliwością.
Wydawało mi się, że zrozumiałem coś, co don Juan powtarzał mi wielokrotnie: że prawdziwe uczucie nie może być inwestycją. Chętnie pozostałbym sługą ludzkiej matrycy, nie za to, co mogła mi dać, gdyż nie miała niczego do ofiarowania, lecz wiedziony czystym uczuciem.
Poczułem, że coś mnie odciąga od tej wizji. Zanim matryca zniknęła mi z oczu, wykrzyczałem obietnicę, ale nie zdążyłem dokładnie jej sformułować, bo zabrała mnie stamtąd jakaś wielka siła. Naraz okazało się, że klęczę na moście. Grupa wieśniaków przyglądała mi się ze śmiechem.
Don Juan podszedł do mnie, pomógł mi wstać i zaprowadził z powrotem do domu.
– Można widzieć ludzką matrycę na dwa sposoby – powiedział don Juan, gdy usiedliśmy. – Może ona być człowiekiem albo światłem. To zależy, jak przesunie się punkt połączenia. Jeśli powędruje w bok, widzimy matrycę w ludzkiej postaci; jeśli przesunięcie następuje wzdłuż środka ludzkiego pasma, jest światłem. Jedyna wartość tego, czego dokonałeś dzisiaj, leży w tym, że twój punkt przesunięcia wędrował wzdłuż środka pasma.
Powiedział, że od miejsca, z którego widzi się matrycę człowieka, jest już bardzo blisko do punktu, w którym pojawia się śniące ciało i bariera percepcji. Dlatego właśnie nowi widzący zalecają, by widzieć i zrozumieć ludzką matrycę.
– Czy jesteś pewien, że rozumiesz, czym naprawdę jest matryca człowieka? – uśmiechnął się don Juan.
– Zapewniam cię, don Juanie, że bardzo dobrze wiem, czym ona jest – odrzekłem.
– Gdy dotarłem do mostu, zdążyłem usłyszeć, jak wykrzykujesz do niej jakieś głupstwa – rzekł ze złośliwym uśmiechem.
Powiedziałem mu, że czułem się jak bezwartościowy sługa czczący bezwartościowego pana, a jednak czyste uczucie poruszyło mnie do tego stopnia, że poprzysięgłem wieczną miłość.
Uznał to za niesłychanie zabawne. Krztusił się ze śmiechu.
– Obietnica bezwartościowego sługi złożona bezwartościowemu panu nie ma żadnej wartości – rzekł i znów zakrztusił się ze śmiechu.
Nie miałem ochoty się bronić. Moje uczucie dla ludzkiej matrycy było zupełnie bezinteresowne. Nie myślałem o żadnej rekompensacie i nie miało dla mnie znaczenia, że moja obietnica była bezwartościowa.

Boru - 4 Styczeń 2012, 16:26

Cytat:
"Zdekodowanie" cial fizycznych przez Slonce i scalenie ich z eterycznymi/zielonymi/serca:


Cytat:
(...)ukrzyzowanie, ktore bylo projekcja holograficzna


Ciekawe, ze kaplani czy ludzie religijni nosza na sercach medaliki z krzyzami ;)
To, a takze inne religijne zwyczaje, czy "swiete sakramenty" ma za zadanie blokowac posczegolne centra energetyczne.
Dzieci w czasie chrztu czuja, ze przez ich glowe wdziera sie obrzydliwa maz, a sakrament bierzmowania ma za zadanie zalozyc pieczec na "trzecie oko".

Zawsze mialem problemy z sakramentami katolickimi :lol: Nawet nie zostalem ochrzczony w kosciele, tylko w szpitalu, bo zaraz po urodzeniu mialem wylew, czy cos takiego.

Wspominalem, ze moja siostra jest zakonnica? :P

Boru - 4 Styczeń 2012, 19:58

Cytat:
Kazde nastepne cialo, kazdej nastepnej czakry, zawiera w sobie rowniez te nizsze ciala. "Rozwoj duchowy" polega wiec na uswiadamianiu sobie jednosci tych wszystkich manifestacji.


Jest to bardzo prosty fakt.
Cialo eteryczne zawiera w sobie mozliwosci ciala fizycznego plus cos jeszcze, cialo astralne zawiera w sobie mozliwosci ciala eterycznego .. plus cos jeszcze itd.

Na naszej pieknej planecie jest wielu ludzi, ktorzy w nocy nie spia tak po prostu, lecz opuszczaja cialo i podrozuja po "innych wymiarach". Nie jest to zaden wyczyn i samo w sobie nie jest to czyms, co uwalnia czlowieka od iluzji, czy od "systemu" ogolnie mowiac.
Wszyscy podczas snu opuszczamy swoje ciala fizyczne, swiadomie badz nieswiadomie. Kiedy jest sie nieswiadomym to najczesciej oglada sie irracjonalny film podsuwany przez inne istoty, na ktory nie ma sie wplywu.
Bedac swiadomie poza cialem mozna sobie polatac, materializowac przedmioty, widziec energie innych istot, czy wziac udzial w "miedzywymiarowych bitwach" niczym z Dragon Balla ;)

To, ze kazde nastepne cialo zawiera w sobie mozliwosci wczesniejszych jest czyms o czym wielu "podroznikow astralnych" nie wie.
Prawdziwym wyczynem jest tak polaczyc ze soba wszystkie poszczegolne ciala, by w "realu" miec mozliwosci i percepcje ich wszystkich. "Efektem ubocznym" takiego polaczenia sa zjawiska uznawane przez nieswiadomie sniacych za cuda lub magie. Teleportacja, przenikanie scian, chodzenie po wodzie, odpornosc na ogien czy mroz, telekineza, czytanie w myslach itd. to wszystko jest jak najbardziej realne.
Nie o cuda tu jednak chodzi bo chec stania sie "nadczlowiekiem" prowadzi do zaglady, lecz o widzenie swiata takim jakim po prostu jest i o dziecieca ciekawosc.

Wszystko jest zbudowane ze swiatla wibrujacego z rozna czestotliwoscia.

Zalozmy ze jakas istota z "piatego wymiaru" przesunie tak punkt polaczenia swiadomosci jakiegos czlowieka, ze scala cialo fizyczne z astralnym i zabiera jego cialo astralne. Z punktu widzenia innego czlowieka, tamten by po prostu zniknal :lol: To sie zdarza ;)

Boru - 5 Styczeń 2012, 11:35

Alan Watts napisał/a:
Próbuję dowiedzieć się, co ludzie mają na myśli, gdy wypowiadają słowo "ja". Uważam, że jest to jedno z najbardziej fascynujących pytań: "Za kogo się uważasz?". Co wydaje się mieć miejsce to to, że większość ludzi myśli, że "ja" jest wrażliwym centrum gdzieś we wnętrzu ciała, głównie odczuwanym w głowie. Cywilizacje w różnych okresach historii różniły się co do tego. Niektórzy ludzie czują, że istnieją w splocie słonecznym. Inni czują, że istnieją w brzuchu. Lecz dziś w kulturze amerykańskiej i generalnie w kulturze Zachodu większość ludzi czuje, że istnieją w swoich głowach. Że jest jak gdyby mały człowieczek siedzący w środku czaszki, który ma przed sobą ekran telewizyjny, który przekazuje mu wszystkie informacje z gałek ocznych. Ma nałożone słuchawki, które przekazują mu wszystkie informacje z uszu oraz ma przed sobą panel kontrolny z różnymi numerami i przyciskami, które umożliwiają mu wpływać na ręce i nogi oraz otrzymywać wszelkiego typu informacje z zakończeń nerwowych. I to jesteś ty. Zatem mówimy potocznie: "Mam ciało", a nie: "Jestem ciałem". Mam je, ponieważ jestem jego właścicielem w taki sam sposób, w jaki posiadam samochód. Zabieram samochód do mechanika i czasami w ten sam sposób zabieram moje ciało do mechanika - chirurga, dentysty i lekarza - i zostaje ono naprawione. Należy do mnie, porusza się ze mną, a ja znajduję się w jego środku.

Dziecko może na przykład spytać swoją matkę: "Mamusiu, kim bym był, gdyby mój tato był kimś innym?". Dziecku wydaje się to pytanie doskonale proste i logiczne z powodu przypuszczenia, że jego rodzice dali mu jego ciało, w które wskoczył - może w momencie poczęcia, a może w chwili narodzin - z przechowalni dusz w niebie, a jego rodzice zapewnili mu po prostu fizyczny pojazd. Więc tą starodawną ideą, która jest wrodzona szczególnie w zachodnim świecie, jest to, że jestem czymś wewnątrz mego ciała, że nie jestem dość pewien, czy jestem moim ciałem, czy też nie - są co do tego pewne wątpliwości. Mówię: "Myślę, chodzę, rozmawiam", lecz nie mówię: "Biję swoim sercem, kształtuję moje kości, sprawiam, że moje włosy rosną". Czuję, że bicie mojego serca, wzrost moich włosów i kształtowanie mych kości jest czymś, co mi się przydarza i nie wiem, jak to się dzieje. Lecz inne rzeczy robię ja i jestem przekonany, że wszystko poza moim ciałem z pewnością nie jest mną.


:lol:

A ja mowie, ze urojone "ja" czlowieka siedzi w srodku Ksiezyca :D

Komentarz muzyczny.

Boru - 5 Styczeń 2012, 12:54

Cytat:
odleglosci i proporcje odmierzone w pustej przestrzeni tworza atomy/czasteczki


Cytat:
jesli wszystko jest jednoscia, to nie istnieje nic. Jesli istnieje tylko jeden kolor, to nie ma zadnych kolorow.


Cytat:
wszystko jest zbudowane ze swiatla wibrujacego z rozna czestotliwoscia.


Ajnsztajn napisał/a:
Obiekty fizyczne nie są [zlokalizowane punktowo] w przestrzeni, lecz są w niej rozciągnięte. Gdy tak na to spojrzeć, koncepcja pustej przestrzeni traci swoje znaczenie. ... Odkąd ogólna teoria względności sugeruje reprezentację fizycznej rzeczywistości jako ciągłego pola, ani koncepcja cząstek czy też materialnych punktów, ani koncepcja ruchu nie może odgrywać roli podstawowej. Cząstka może jedynie jawić się jako ograniczony obszar w przestrzeni, w którym natężenie pola lub gęstość energii są szczególnie duże.


Powtorze to sam dla siebie :P

Mamy nicosc oraz istnienie w stanie calkowitej jednosci. Jedno i drugie jest tak naprawde tym samym, bo jesli wszystko jest jednym, to nie ma nic i jesli wszystko plynie z jednakowa predkoscia, to wszystko stoi w miejscu. Nicosc i istnienie tworza pare i niemozliwym jest rozdzielenie ich. "Tybetanska Ksiega Umarlych" mowi o "bezbarwnym swietle pustki".
W tej pozornej pustce potencjalnie istnieja odleglosci i proporcje. Bez odmierzenia tych odleglosci i proporcji nie mozna nawet mowic o nieskonczonosci pustki, bo w ogole jej nie ma. Poruszajac sie w gore lub w dol, staloby sie w miejscu.
To wlasnie proporcje/odleglosci/fraktale i rozne ich wariacje daja wrazenie, ze jedno miejsce posiada jakas wieksza "ruchliwosc" czy "gestosc" od innego i ze jest sie gdzies wyzej lub nizej w porownaniu z poprzednim stanem.

Boru - 5 Styczeń 2012, 16:37

Swoja droga, moje "wyzsze ja" zrobilo sobie ze mnie niezly zart podsuwajac mi pod nos Icy Tower :lol:
Boru - 5 Styczeń 2012, 18:30

To bardzo dziwne uczucie, uswiadomic sobie wlasne (nie)istnienie.
Istnienie jest tak powszechne, ze trudno je zauwazyc. Czlowiek dziwi sie, kiedy widzi cos nowego, ale najwiekszym zdziwieniem jest wstac z lozka w srodku nocy i w drodze do lazienki stanac jak wrytym z uczuciem "wtf?!" zdajac sobie sprawe z tego, ze sie idzie.
Swiadomosc, ze jest sie niczym i ze za miliard lat bedzie sie wiedziec o sobie tyle samo co zawsze rozwiazuje wszystkie problemy i daje mozliwosc zrobienia wszystkiego o czym sie tylko pomarzy, ale jednoczesnie budzi groze.

Boru - 6 Styczeń 2012, 19:43

Gdy widzi sie kogos na ulicy mowiacego do samego siebie, to od razu wiadomo, ze jest szalony. Tymczasem wiekszosc ludzi mowi sama do siebie w myslach. To jest dokladnie to samo.
W wyzszych czestotliwosciach mysli ludzkie i uczucia sa tak samo widoczne dla innych, tak jak brzmienie glosu czy mowa ciala. Klamstwo jest wiec mozliwe tylko dzieki pozornemu oddzieleniu od innych "wymiarow", bo czy sie o tym wie, czy nie - i tak sie w nich funkcjonuje.

Z perspektywy "jasnowidzacego" moze to wygladac np. tak, ze jakis czlowiek mowi do niego "lubie cie", a on widzi, ze tamten cisnal w kierunku jego aury blyskawica ;)
Mozna sobie wyobrazic jaka masakra energetyczna moze byc np. koncert metalowy :lol: Uczucie, ze po takim show ma sie wiecej sil jest zludne. To tylko pasozyty astralne sie nakarmily.
Widac wiec, ze sama mysla mozna skrzywdzic czlowieka.


Cialo indygo/wyzszej jazni posiada pewne "pole ochronno-rownowazace" zwane "merkaba", ktore chroni przed wszelkimi negatywnymi intencjami. Powierzchnia Slonca jest jego scalonymi cialami od czerwonego do indygo, dlatego tez negatywne istoty unikaja Slonca.

Na Sloncu nie ma sciemy! :lol:

Pole sprawia, ze wszelkie negatywne intencje odbijaja sie spowrotem do wlasciciela.

Tak dlugo jak jest sie slepym, tak dlugo nieswiadomie zbiera sie ciosy.

Boru - 7 Styczeń 2012, 01:03

Jak latwo jest zmienic czlowiekowi tozsamosc ;)

Czlowiek widzacy widzi ludzi otoczonych kula/jajem/kokonem swiatla skladajacego sie z wielu swietlistych "nici". Najjasniejszy punkt w tym kokonie laczy ze soba poszczegolne nici i w zaleznosci ile z tych nici przechodzi przez ten punkt, tyle czlowiek postrzega. U dzieci ten punkt jest ruchomy, ale pod wplywem "wychowania" stabilizuje sie tak, ze moze postrzegac tylko zalosny strzepek calosci. Jest on umieszczony na wysokosci prawej lopatki, mniej-wiecej na odleglosc wyciagnietej reki.
Taka stabilizacja powoduje tez, ze kokon staje sie bardzo "kruchy" a z takim "ustabilizowanym" czlowiekiem mozna zrobic cokolwiek z niewidzialnego dla niego poziomu.
Wystarczy przesunac ten punkt w inne miejsce aby nagle wejsc w stan podwyzszonej swiadomosci lub stac sie zupelnie kims innym, czy przeniesc sie do innego swiata.

Srodki psychodeliczne czy "rosliny mocy" potrafia przesunac ten punkt, dlatego tez sa surowo zabronione.
Odpowiednio wytrenowany "czarownik" moze przesunac go na zawolanie, sila woli.

To co w ewangeliach jest opisywane jako "cuda" Jezusa czesto jest opisem wizji apostolow, jakie pojawialy sie, gdy Jezus poruszal ich punkt polaczenia. Kiedy wracali do swojego "domyslnego" stanu, niewiele pamietali z tego co zaszlo. Dopiero pozniej stopniowo je sobie przypominali, w odpowiedniej chwili.
Sama obecnosc takiego "czarownika" o dostatecznej mocy moze poruszyc ten punkt.

Aby uwolnic sie z tego kokonu/jaja nalezy przesuwac stale ten punkt polaczenia w rozne pozycje, rozswietlac i laczyc ze soba coraz wieksza ilosc nici, odpowiadajace za postrzeganie i zdolnosci poszczegolnych cial. Dopiero wtedy mozna wykluc sie z tego jaja, zlozonego przez smoka ;)

Wszystko sprowadza sie do tego, by stac sie znow jak dziecko :P

Wystarczy wyeliminowac poczucie wlasnej waznosci i wszystko idzie gladko.

Boru - 8 Styczeń 2012, 16:14

Nie jestem przebudzony/oswiecony. Moj stan mozna porownac do kogos, kto budzi sie rano na ciezkim kacu. Odbieram jakies sygnaly rzeczywistosci, ale nie moge sie ruszyc, pokoj mi faluje, a promienie Slonca zadaja bol.
Stan pomiedzy pijanstwem a trzezwoscia jest najgorszy. Polecam zyc albo bedac pijanym non stop (o ile to mozliwe), albo byc zawsze trzezwym.

Boru - 8 Styczeń 2012, 18:00

Obecny avatar wybralem pod wplywem chwili. Pozniej sie zorientowalem, ze astrologicznie jestem bliznietami, a po chinsku (ziemnym) wezem. Numerologicznie osemka.
Patrzac na to co pisze o Ziemi i scaleniu ludzkich cial z cialami serc/eterycznymi, avatar wydaje sie sensowny :P

Boru - 8 Styczeń 2012, 19:04

Astrologia i numerologia to ciekawe dziedziny, ale nie musze chyba mowic, ze te gazetowe i telewizyjne horoskopy to smieci :P

Jako, ze czlowiek stanowi jednosc z calym kosmosem i zyje we wszystkich czestotliwosciach/wymiarach jednosczesnie, to jego dzialania czy cechy charakteru przejawiaja sie zarowno "na dole" jak i "na gorze".

Czlowiek sie cieszy, a jego radosc przejawia sie w "wymiarze" nizej jako usmiech na fizycznej twarzy, a wyzej jako polozenie okreslonych cial niebieskich.
Tak wiec bledem jest twierdzenie, ze planety czy gwiazdy decyduja o losie czlowieka. Rownie dobrze mozna powiedziec, ze to los planet zalezy od ludzkiego nastroju.
Czlowiek osiaga sukces, planeta jest w okrelsonym polozeniu, jedno wynika z drugiego i na odwrot, ale nie ma tu jakiejs strony "kontrolujacej".

Upadek moralny ludzkosci objawi sie fizycznym bolem i anomaliami na niebie.

Prawdziwa astrologia i numerologia jest po prostu badaniem tych zaleznosci.

Nie ma zadnego kontrolera.

Boru - 9 Styczeń 2012, 15:37

Cytat:
nie traktowac niczego powaznie


Z tego co wiem, to najsilniejsza karta uzywana w roznych grach jest joker :P

Boru - 9 Styczeń 2012, 16:38

Spotkalem sie z taka opinia, ze cialo fizyczne jest opakowaniem dla "energii", ktora to cialo zasila, a po smierci ciala fizycznego jest sie juz zmiennoksztaltna energia wolna od ciala.

Nie jest to prawda, bo cialo fizyczne rowniez jest zmiennoksztaltna energia, bo chyba zaden 20-latek nie zmaterializowal sie 20 lat temu w obecnej postaci.
Jedyna roznica pomiedzy cialem fizycznym/energia fizyczna a cialem astralnym, czy eterycznym to szybkosc/czestotliwosc wibracji.
Gdyby tak przyspieszyc czas o 1000 razy to zobaczylibysmy jak blyskawicznie zmieniamy sie z dziecka w doroslego, podobnie jak i w swiecie astralnym mozna blyskawicznie zmieniac ksztalt.

Cialo fizyczne jest czysta zmiennoksztaltna energia, ktora nie wymaga zasilania "duszy", jednak jest wolniejsza w porownaniu z innymi cialami/energiami.

Ktos dobrze porownal cialo fizyczne do "syreny 105" w ktorej ktos majstrowal, eteryczne do BMW, astralne do szybkiego japonskiego pociagu, a wyzszej jazni do latajacego spodka :P

Boru - 10 Styczeń 2012, 12:46

Wizyta kulistego mesjasza w swiecie plaskolandii :lol:
Boru - 10 Styczeń 2012, 14:25

Cytat:
Tym co podtrzymuje te miasta i tym co tworzy "bariere ochronna" w piatym wymiarze trzymajaca ludzi w polu Ziemi uniemozliwiajaca im swiadome podrozowanie po innych planetach sa .. piramidy ;) Zostaly one zbudowane przez "bogow". Piramidy spelniaja rozne funkcje (uzywane nieprawidlowo moga nawet rozsadzic cialo fizyczne planety), jednak stawiane sa one tylko na planetach takich jak Ziemia, gdzie doszlo do "rozszczepienia".


Ktos kto interesuje sie tematem "konca swiata" i "spiskow" prawdopodobnie slyszal o czyms takim jak "Projekt Cheops".
Grupa "wybranow" kontaktuje sie z Enki (Lucyfer) i ma zamiar grzebac przy piramidach aby uchronic ludzkosc przez zaglada :lol: Nie wiem do czego to mozna porownac ... to tak jakby wiezienie mialo sie zaraz zawalic i jeden z dyrektorow wiezienia zatrudnil wiezniow skazanych na smierc do naprawy drutu kolczastego, a tamci pobiegli z radoscia wykonac rozkaz...

Boru - 10 Styczeń 2012, 19:52

Jeszcze raz daje link do tego filmu.

I pytanie za milion punktow: kim sa te stwory przebrane za ludzi? :lol: Ludzkie atrapy, klony pozbawione sumienia.
"Dzieci diabla" i "plemie zmijowe" jak to powiedzial pewien znany czlowiek :P
Trzymaja w garsci banki, religie, polityke , telewizje, media, przemysl muzyczny itd. i sa najbardziej "pokrzywdzonym" narodem na swiecie :lol:
I to nie tylko na tej planecie, to zaraza na skale miedzyplanetarna ;) Przylatuja z planety na planete, mieszaja sie z miejscowa ludnoscia, doja z energii i tworza system oparty na klamstwie, a nastepnie niszcza - mieszkancow lub cala planete.
Do nas przylecieli okolo 6000 lat temu, razem z Ksiezycem, aby na dobre sie zadomowic.

Brzmi idiotycznie, prawda? :lol:

Boru - 10 Styczeń 2012, 21:13

Ojciec Slonce, Matka Ziemia i Czlowiek - to jest prawdziwa Trojca Swieta.
Ksiezyc natomiast jest "meski" i chce nas od tej kobiecosci odciagnac. Dlatego tez Ksiezyc nadaje sygnal "matrycy umyslu" aby czlowiek myslal, ze jest jakims "ja", oddzielonym od przyrody i musi ta przyrode sobie podporzadkowywac.
Ma bardzo negatywny wplyw na kobiety.

Stad we wszelkich religiach taka dyksryminacja kobiet.

Juz wkrotce Matka Ziemia rozwinie skrzydla i pozbedzie sie pasozytow.

Boru - 10 Styczeń 2012, 22:06

Cytat:
(...) tworza system oparty na klamstwie


Jeszcze raz przypomne o najwiekszym przekrecie, ktory paradoksalnie jest dla nas najwiekszym wyzwoleniem - ukrzyzowaniu Jezusa.

Jezus jest istota ludzka posiadajaca wszelkie mozliwosci pierwotnego, "nieokrojonego" czlowieka. Dlatego tez decydujac sie na inkarnacje na Ziemi, mozna powiedziec, ze wkroczyl swiadomie do swiata snow. Jego mozliwosc wplyniecia na ludzka swiadomosc byla znaczna, a do tego byl niemozliwy do zabicia ;) Smierc jest czescia snu, a jesli nie snisz, to nie mozesz umrzec. W ewangeliach jest podanych kilka przykladow, kiedy chciano pojmac Jezusa, a on jakby znikal jak senna mara.
Zostalo wiec odegrane przedstawienie pt. "droga krzyzowa", projekcja holograficzna mozliwa dzieki zaawansowanej technologii z "wyzszego wymiaru", niewidoczna "golym okiem" dla czlowieka.
Jesli ktos jest podroznikiem pozacielesnym i ma dostep do kontinuum czasoprzestrzennego Ziemi, to moze sobie to obejrzec jak "Pasje" Gibsona, tylko z lepszymi efektami specjalnymi ;)
Religie chrzescijanskie wyrosly wlasnie na tym klamstwie.
Pozytywne przeslanie ukrzyzowanie jest takie, ze ograniczenia i smierc sa snem i sa nierealne.

I to nie byla jego jedyna taka akcja :lol: Wczesniej przebywal na nieistniejacej juz w tym wymiarze (zostala zniszczona - dzieki piramidom miedzy innymi ;) ale istnieje w wymiarach wyzszych) planecie, a jeszcze wczesniej na Wenus.

Z tej zniszczonej planety przeniesli sie wlasnie Zydzi ;)
Nie jestem przeciwko Zydom, z wyzszego poziomu widac, ze pracuja oni dla naszego dobra, ale tez nie bede ich koloryzowal, pisze po prostu jacy sa i co robia naprawde. Sa zaraza, ale czlowiek musi zachorowac aby byc pozniej odpornym.

Ktos sie mnie pytal, czy tego "ducha slonecznego" ktory zstapil na Jezusa w czasie chrztu w Jordanie nalezy traktowac doslownie czy w przenosni. Jak najbardziej doslownie. W srodowisku "ezoterycznym" nazywany jest on Sanat Kumara, w zaratrustraizmie Ahura Mazda lub Ormuzd, w hinduizmie Murugana, a w starozytnym Egipcie chyba Aton - bog promieniowania tarczy slonecznej.
"Doladowal" on Ziemie energia sloneczna, umozliwiajac jej szybkie rozwiniecie skrzydel.

Boru - 10 Styczeń 2012, 23:46

Jedna z najsmieszniejszych rzeczy w tym chorym systemie jest to, ze kiedys wszelkie informacje, ktore chocby ocieraly sie o prawde byly surowo tepione, palenie na stosach, zamykanie w wiezieniach, szpitalach psychiatrycznych itp.
Widzac jednak, ze ta chec poznania prawdy jest coraz wieksza i nie bedzie mozna tego powstrzymac ... taktyka zostala odwrocona o 180 stopni :lol: Ludzie sa zalewani ogromna iloscia ezoterycznego scierwa, a w filmach i kreskowkach jawnie pokazuje sie prawde :lol:
A kontrola jest jeszcze wieksza niz kiedykolwiek. Prawdziwy geniusz.

Boru - 11 Styczeń 2012, 00:20

Trehlebov - Broda ... ciekawe, ja nie moge zapuscic brody, praktycznie zanik zarostu :P
Trehlebov - Nieludzie
Trehlebov - Ciemnosc i swiatlosc

Konkretny gosc, warto sie z nim zapoznac.

Boru - 11 Styczeń 2012, 11:48

Wspominalem juz o tym, ze zyjemy w wielu rownoleglych rzeczywistosciach jednoczesnie.
Idziemy na spacer, stajemy na skrzyzowaniu i zastanawiamy sie w ktora strone isc. Wybieramy, ze w prawo i idziemy w prawo, ale w tym samym momencie tworzy sie rownolegly wszechswiat, w ktorym poszlismy w lewo. Te swiaty rozwidlaja sie coraz bardziej i bardziej, czasem moga sie nawzajem przecinac i mamy wrazenie, ze przezywamy znow to samo wydarzenie. Jest tez mozliwosc spotkania samego siebie na ulicy ;)

Swiat widziany na zewnatrz jest odbiciem stanu wewnetrznego. Czesto slyszy sie o tym, ze "jesli chcesz zmienic swiat, zmien siebie", ale traktowane jest to jakby to bylo jakies poetyckie pierdu-pierdu, zamiast brac to doslownie. Swiat, ktory widzimy jest naszym stanem swiadomosci. Po prostu. Istnieje tylko terazniejszosc, a chwila terazniejsza jest brama przez ktora przechodzi sie do swiata, ktory sobie wymyslilo.

Wraz ze zblizaniem sie do galaktycznego rownika wszystkie nasze rownolegle zycia zaczynaja sie na siebie nakladac, az do "punktu 0" gdzie zbiegaja sie w jednym momencie. W zaleznosci od tego w jakim stanie swiadomosci czlowiek sie znajduje, to czekaja go rozne scenariusze. Moze przejsc transformacje i przejsc przez brame do nowej ziemi, moze rowniez urwac mu sie film i obudzic sie w swiecie, ktory bedzie pasowal do jego stanu swiadomosci - a wiec obudzi sie w swiecie, w ktorym nic sie nie wydarzylo.

Taka jest wlasnie tajemnica "drugiego przyjscia Chrystusa", ze jest to wydarzenie calkowicie poza czasem i chociaz z perspektywy iluzji liniowosci czasu mozna okreslic jego date, to jednak kiedy przyjdzie bedzie to chwila terazniejsza. Bedac przywiazanym wylacznie do dat, czlowiek obudzi sie w 2013 roku i bedzie sie smial, ze nic sie nie stalo, chociaz bral udzial w "koncu swiata 2012".

Myslicie, ze to nasz pierwszy raz w ktorym uczestniczymy w podobnym koncu?

Ewangelia Tomasza napisał/a:
Spytali Go: "Jeśli staniemy się małymi, wejdziemy do królestwa?" Odrzekł im Jezus: "Wejdziecie, jeśli macie zwyczaj czynić dwa jednością i stronę wewnętrzną czynić tak, jak stronę zewnętrzną, a stronę zewnętrzną tak, jak wewnętrzną, stronę górną jak stronę dolną, i jeśli macie zwyczaj czynić to, co męskie i żeńskie jednością, aby to, co jest męskie nie było męskim, a to, co jest żeńskie nie było żeńskim; jeśli będziecie mieli zwyczaj czynić oczy jednym okiem, a jedną rękę dacie w miejsce ręki i nogę w miejsce nogi, i obraz w miejsce obrazu - wtedy wejdziecie do królestwa".


Wraz ze zblizaniem sie do tego "punktu 0", czas sprawia wrazenie jakby plynal szybciej. Jest to cos, o czym nie wiedza rozni "naukowcy" np. astronomowie, czy geologowie. Patrza na gwiazde, okreslaja jej wiek, patrza na Slonce i widza, ze jest w polowie taka stara jak tamta, ktora umiera i na tej podstawie stwierdzaja, ze Slonce wypali sie za iles tam miliardow lat. Podczas gdy gwiazda z naszej perspektywy zmieni sie np. w ciagu roku.
Podobnie jest z planetami, czy przesuwaniem sie kontynentow.

Boru - 11 Styczeń 2012, 14:14

Cytat:
Jak latwo jest zmienic czlowiekowi tozsamosc ;)


Na filmiku facet zmienia tozsamosc na widok czerwonego balonika.
Jeden balonik to za malo? :lol:

Boru - 11 Styczeń 2012, 15:17

Jesli chodzi o Zydow, to chcialbym przypomniec o prawie Godwina :lol:
Boru - 11 Styczeń 2012, 20:04

Cytat:
Cialo ludzkie jest scalonymi trzema cialami (mineralne, roslinne i zwierzece)

Cytat:
Kazde nastepne cialo zawiera w sobie mozliwosci wczesniejszych


A wiec ludzkie cialo ma mozliwosc np. pobierania energii od Slonca i nie potrzebuje pokarmu, oraz ma zdolnosc do regeneracji uszkodzonych badz utraconych czesci ciala ;)

Boru - 12 Styczeń 2012, 02:01

Cytat:
Dawno dawno temu, ludzie zapadli w sen i zostali odczepieni od swojego ciala "wyzszej jazni"/ciala czakry trzeciego oka, a nizsze manifestacje ulegly manipulacji, stajac sie niewolnikami.


Albo inaczej: czlowiek na poziomie swojej "wyzszej jazni" zdecydowal, ze podda swoje nizsze manifestacje treningowi i zostala do tego przygotowana odpowiednia sceneria. Gadoidalne istoty, reinkarnacja, Zydzi, Ksiezyc i te sprawy ;)
Z obecnej perspektywy moze nam sie wydawac, ze to bogowie nas w to wpakowali, ale to jestesmy my sami z "przyszlosci" czy wieksza czesc nas samych, zalezy z jakiej wysokosci i pod jakim katem sie na to spojrzy. Jesli juz uznac, ze to pomylka, czy przesada, to mozemy tylko obwiniac samych siebie.
Ci rozni "boscy nauczyciele" w niebie rowniez sa czescia tej scenerii i sami przechodza przez swoje lekcje.

Cala ta systemowa manipulacje mozna porownac do pajeczyny - im bardziej ofiara sie miota, tym bardziej sie zaplatuje.

Ja osobiscie czuje, ze moj trening dobiega konca.

Zyjemy w naprawde ciemnych czasach, ale trzeba pamietac, ze najciemniej jest tuz przed switem.

Boru - 12 Styczeń 2012, 14:43

Historia ludzkosci to wiele milionow lat podczas ktorych dzialy sie rzeczy (i ciagle sie dzieja) o ktorych rezyserom filmow sci-fi sie nie snilo :lol: Gwiezdne wojny razem z matrixem i dragon ballem to miernota przy tym - te filmy i kreskowki tez w duzej mierze klamia, bo inaczej nie bylyby takie popularne.

Zapomnielismy o tych wszystkich wielkich bitwach, chociaz gleboko siedzi to w naszej pamieci.

Teorie, ze czlowiek wyewoluowal od malpy w obecna, "inteligentna" forme to kpina ze strony ksiezycowej zarazy.
Podobnie jak i gadanie, ze dawniej prymitywni ludzie czcili Slonce i bogow :lol: Oni po prostu zyli w zgodzie ze Sloncem, a z bogami sie kontaktowali jak mlodsi bracia ze starszymi, a wiedza i technologia jaka dysponowali daleko wykraczala poza to, co znamy dzis.
"Elita" starajaca sie nas kontrolowac dysponuje technologia, ktora my znamy z filmow sci-fi. Ogol ludzkosci jest jakby o epoke nizej. Te technologiczne gadzety dostaja w zamian za zgode na okupacje planety i wywozenie z niej zlota i innych zasobow naturalnych, ktorych istoty gadzie potrzebuja, aby ochronic swoja planete znana jako "Nibiru". Rozpylaja to zloto w atmosferze swojej planety.
Pieniadze nie maja zadnego pokrycia w zlocie, sa zwyklymi kolorowymi papierkami, a ludzie umieraja z glodu, bo nie maja wystarczajacej ilosci cyferek na monitorze. Gdzie jest wywozone cale zloto? Na "Nibiru" czy "anty-ziemie". Kiedy ta planeta pojawi sie na niebie, bedzie widoczna jej jakby zlota otoczka - to jest wlasnie to, na co miliardy ludzi pracowalo - dwuzlotowka na niebie.

Jest to jednak kruchy olbrzym, ktory lada moment sie zawali, a "elita" zostanie zrobiona w konia i wpakowana do podziemnych baz, gdzie sie spala zywcem.

Jak to ktos pieknie powiedzial "jesli ktos podrozuje w czasie i przestrzeni za pomoca ciezkiego metalowego statku, to znaczy, za bardzo nisko upadl" :lol:

Ksiezycowi konczy sie juz abonament na parking na orbicie ziemskiej na szczescie i odhipnotyzowanie przyspieszy ;)
"Wielki Jahwe", "lsniacy" waz, jedna z najbardziej zahipnotyzowanych istot w tej okolicy bedzie chcial tu jeszcze namieszac, ale on jest przegrany.

Boru - 12 Styczeń 2012, 18:08

Cytat:
(...) na Marsa


Zjawisko "fali", transformacji, dotyczy calego ukladu slonecznego, w tym i biednego Marsa i tamtejszych istot (ludzkich i nieludzkich) zyjacych w podziemiach pod ciezkim butem Jahwe, ale jest tez mozliwosc trafienia tam dzieki tym alternatywnym swiatom o ktorych pisalem. 30 seconds to Mars :lol:
Dlatego tez negatywne istoty nie przejmuja sie specjalnie ta cala transformacja, maja tylko troche wiecej roboty.
Grzebanie przy piramidach ma za zadanie dodatkowo sparalizowac ludzi opuszczajacych swoje ciala w wyniku "kataklizmow", kiedy to bariera w piatym wymiarze zacznie sie kruszyc. Samej "fali" nie moga zatrzymac i nie moga sprawic, ze Ziemia sie nie przemieni, tak jak komar nie moze zatrzymac jadacego pociagu.
Jedyne co moga zrobic, to nakierowac swiadomosc innych na "Ziemie 2".
Cale te dywagacje na temat zycia na Marsie i odkrywanie podobnych do Ziemi planet jest takim powolnym przyzwyczajaniem ludzi.

Ale spokojnie, im blizej "punktu 0" tym wiecej ludzi bedzie sie budzic i bedzie odpornych na tego typu manipulacje.

Utwor muzyczny :lol:

Boru - 12 Styczeń 2012, 19:08

W "matrixie" Architekt mowi do Neo, ze obecny matrix jest szosta wersja.
W kabale zydowskiej mowi sie, ze Jahwe stwarzal swiat szesc razy i ten podobno ma byc optymalny. Czy warto jednak byc takim optymista? :lol:

Jahwe jest bardzo mocno zahipnotyzowana istota, byc moze nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, ze nie jest prawdziwym Bogiem, lub nie dopuszcza do siebie takiej mysli.
Znajduje sie on w pustej przestrzeni pomiedzy wymiarami.
My natomiast skorzystalismy z jego zahipnotyzowania i zdecydowalismy sie wejsc w jego projekcje umyslowa, aby przejsc tutaj mocny trening.

Boru - 12 Styczeń 2012, 19:26

Obraz ludzkosci jaki wylania sie z moich postow jest bardzo marny .. ale paradoksalnie nasze potezne zahipnotyzowanie czyni z nas prawdziwe legendy w kosmosie :lol: Jestesmy legendarnymi sniacymi, zadziwiajacymi istotami z krainy plaszczakow :lol:

Polecam ksiazke "sztuka snienia" Carlosa Castanedy - swietne "szamanskie" klimaty i najczystsza prawda.

Boru - 12 Styczeń 2012, 20:37

Warto zainteresowac sie tworczoscia takiego goscia jak Eckhart Tolle (w sredniowieczu znany jako Mistrz Eckhart), wspolczesnego "oswieconego", zwlaszcza jego "potega terazniejszosci" - najlepsza rzecz, jaka mozna przeczytac w tych czasach.
Jako, ze jest dosyc popularny, a jego nauka niszczy system od podstaw w bardzo prosty sposob i nie karmi umyslow bezwartosciowymi ciekawostkami, to nie polecam przywiazywac sie do jego formy, bo moze zostac (o ile juz nie zostal ;) ) podstawiony przez sobowtora.

Szukanie i koniec szukania.

Boru - 12 Styczeń 2012, 21:46

Prawdziwe nazwiska elity polskiej :lol:

Autor dobrze kombinuje, ale nie zdaje sobie sprawy z kosmicznej skali tego procederu i z tego, ze fizycznie tylko z zewnatrz przypominaja ludzi, ale wewnatrz naleza juz do innego gatunku. Tak jak wirus komputerowy imituje jakis plik, moze miec ikone prawdziwego programu, ale w srodku posiada kod wirusa.
Nie sa oni gadoidalnymi istotami z "czwartego wymiaru" o ktorych wspominalem, ale klonami przez nich stworzonymi. Ich zadaniem jest zdusic ludzi do zwierzecego poziomu i przejac niezauwazenie kontrole nad wszelkimi dziedzinami zycia.
Jest to podstawowa prawda judaizmu, ze sa zydzi i goje - poganie, zwierzeta. Jesli powiesz zydowi, ze jestesmy rowni (a jestesmy), to on uzna to za obraze.

Czlowiek moze "awansowac" na taka hybryde dzieki specjalnym rytualom, w zamian za slawe i pieniadze.

Boru - 13 Styczeń 2012, 00:05

Cytat:
jak wirus komputerowy


A kiedy juz system jest porzadnie zawirusowany (albo inaczej - system sam w sobie jest wirusem), to pozostaje tylko format i zmiana oprogramowania :P
System jest w glowie i aby pozbyc sie wirusa, trzeba pozbyc sie wszelkich wyobrazen na swoj temat i na temat swiata. Po zmianie oprogramowania na wolne, ten sam wirus jest juz bezsilny, poniewaz moze on funkcjonowac tylko w konkretnych warunkach. Jedyne co moze zrobic, to stworzyc jakas projekcje i propagande zarazonym na temat wolnego oprogramowania.
Uzytkownik wolnego oprogramowania nie ma jednak mozliwosci zdalnego sformatowania komus dysku, moze jedynie dac instrukcje jak to zrobic.

Boru - 13 Styczeń 2012, 01:18

Cytat:
(...), ze prawdziwy rozwoj to nie ten w gore, tylko w dol


Ilustracja.

Boru - 13 Styczeń 2012, 12:20

Tak samo jak ukrzyzowanie Jezusa bylo projekcja umyslowa, zbiorowa halucynacja, tak samo bedzie i z jego "drugim przyjsciem" czy "inwazja zlych obcych", ktora prawdopodobnie nas czeka. "Chrystus" nie moze drugi raz przyjsc, bo on nigdzie sobie nie poszedl. Obecnie ludzie sa juz przygotowani na taka inwazje, maja ja zapisana w podswiadomosci dzieki telewizji i filmom i wystarczy tylko sygnal hipnotyzera, aby cos takiego zobaczyli. Dobry hipnotyzer potrafi sprawic, ze czlowiek zobaczy psa, ktory go gryzie i chociaz ten pies jest tylko w jego wyobrazni, to rany sa prawdziwe.
Podejrzewam, ze trzezwy czlowiek nawet nie zobaczy zadnych obcych, tylko dziwnie zachowujacych sie ludzi, a dopiero pozniej zobaczy obcych przychodzacych na ratunek przed tym urojeniem.

Takie sa moje przypuszczenia :P

Cytat:
Idziemy na spacer, stajemy na skrzyzowaniu i zastanawiamy sie w ktora strone isc. Wybieramy, ze w prawo i idziemy w prawo, ale w tym samym momencie tworzy sie rownolegly wszechswiat, w ktorym poszlismy w lewo.


A wiec nad czym sie zastanawiac? Trzeba w kazdym momencie swojego zycia wiedziec.

Cytat:
Na filmiku facet zmienia tozsamosc na widok czerwonego balonika.


A co powiecie na to, ze takim sygnalem, na wieksza skale, moze byc krwisto-czerwony Ksiezyc? ;)

Boru - 13 Styczeń 2012, 16:29

Nareszcie ktos sie wzial za tlumaczenie Georga Kavassilasa - faceta z prawdziwej "galaktycznej rady swiatla" :lol: to dobry kosmita, warto sie z nim zapoznac :P

George Kavassilas - Slonce i ksiezycowa matryca
George Kavassilas - Nasza podroz i wielkie oszustwo

Boru - 13 Styczeń 2012, 20:08

George Kavassilas - Wywiad
George Kavassilas - Dlaczego nigdy nie bedzie NWO

Czlowiek lepiej znany jako Echnaton/Mojzesz :lol:

Boru - 14 Styczeń 2012, 01:01

Duzo pisze o negatywnych sprawach, o manipulacjach itd.
Nie czuje sie przesladowany przez kosmitow, nie drecza mnie koszmary nocne i ogolnie nie zyje w strachu przed jakimis negatywnymi silami. Jestem tylko troche otumaniony :P Od dziecka mam wrazenie, ze musze sobie o czyms przypomniec i ze to zycie nie bedzie takie normalne.
Wszystkie te manipulacje sa nieskonczenie male i nieznaczace w porownaniu z ogromem i pieknem calosci kreacji. Negatywne sily rowniez tworza to piekno, bo czy czarna dziura zasysajaca galaktyki nie jest pieknym zjawiskiem? Jednak trzeba nazwac rzeczy po imieniu bez owijania w bawelne, nazwac trucizne trucizna bo dopoki tego sie nie zrobi to ciagle z przyzwyczajenia, jak magnes bedzie sie do tego przyciaganym. A tej trucizny uzbieralo sie naprawde duzo. Trzeba miec swiadomosc, ze we wszechswiecie jest wiele istot, ktore przez cale wieki i eony doskonalily sie w imitowaniu istot swiatlosci.
To jest wlasnie najpiekniejsze w calej tej "transformacji", ze nastapi ona w momencie kiedy kondycja ludzkosci osiagnie apogeum zahipnotyzowania. Taka jest droga, ktora wybralismy.

Boru - 14 Styczeń 2012, 12:35

Cytat:
Cytat:
(...)Jednakże do wspólnych twierdzeń wszystkich walentynian należą następujące wyobrażenia, zapewne charakterystyczne także dla samego Walentyna. Pleroma składa się z (co najmniej) 30 eonów, noszących różne nazwy i uporządkowanych w 15 par. Pierwszym z nich jest "otchłań" (bythos) bądź "praojciec", wierzchołek całego systemu, tworzący parę z "siłą myślową" (ennoia), nazywaną także "łaską" (charis) i "milczeniem". Ostatni eon to eon "mądrości" (sofia), który poprzez swoje "wścibstwo" i nieokiełznane dążenie do nieznanego ojca pleromy doprowadził do powstania świata, wywołana bowiem przez to "niewiedza" (czy "błąd") spowodowała powstanie materialnej substancji.



Cytat:
Mowa tu o tzw. Wielkim Wybuchu ;)


Alex Collier - fragment wykladu z 1995 roku, gdzie obrazowo to wytlumaczyl. Wczoraj sie na to natknalem.

Alex Collier napisał/a:
Ta nowa dwunasta gestosc laczy sie teraz z pozostalymi gestosciami i ciagnie wszystko do gory, od podstawy do jadra. Doslownie mowi - czas sie rozwijac - i ciagnie wszystko do gory - wszystko co chce sie rozwijac.


Ja ujalbym to w taki sposob, ze wszysto co nie chce sie rozwijac jest jakby paliwem dla tych, ktorzy ida do gory.

Alex Collier napisał/a:
Zgodnie z tym co mowia Andromedanie, dwunasta gestosc nie ma dwoch polaryzacji. Jest tylko jedna - pozytywna.


Nie ma dwoch polaryzacji, a wiec nie ma pozytywu i negatywu.

Boru - 14 Styczeń 2012, 13:26

Jako taka jezusowa ciekawostke dodam jeszcze fakt, ze nauczal on rowniez na terenie dzisiejszej polnocnej Rosji, czy wsrod druidow w Irlandii, w tzw. "ciemnych wiekach" przed wtargnieciem tam (zydowskiego - "pawlowego") chrzescijanstwa ;)

Hiniewicz - O chrzescijanstwie
Trehlebov - Misja Chrystusa

Boru - 14 Styczeń 2012, 16:23

Cytat:
to co nazywamy powierzchnia Slonca jest jego scalonymi cialami od czerwonego do indygo (6)


Cytat:
(...)jesli ktos chce kroczyc po "ciemnej stronie mocy" to nie moze sie wychylac poza ten szosty wymiar


Widac wiec, ze na tym poziomie gwiazdy moga zostac jeszcze dotkniete przez potezny negatyw (i z taka gwiazda, czerwonym karlem, bedziemy mieli niedlugo do czynienia - taki zazdrosny towarzysz Slonca), jednak warstwy odpowiadajace juz czestotliwosci siodmej sa poza ich zasiegiem. Negatyw z 6 zawiera sie w 7 i wyzej, ale 7 nie zawiera sie w 6.
Tak samo jak czlowiek powierzchownie moze sprawiac wrazenie negatywnego, jakby "czarne Slonce" to jednak w centrum swojej istoty zawsze jest doskonaly.

Roznorodnos wsrod gwiazd jest bardzo duza, tak samo jak i wsrod ludzi mamy czarnych, bialych, zoltych, czy czerwonych, tak samo i wsrod gwiazd :P Zdarzaja sie wsrod nich rasisci. "To co jest na dole jest takie jak to co jest na dole, a to co na gorze jest takie jak to co jest na dole".

Boru - 14 Styczeń 2012, 16:48

Jaszczurka w akcji :lol:

Inny przyklad.

Sporo na youtubie jest filmikow, ale wiekszosc to dezinformacja.

Boru - 14 Styczeń 2012, 17:39

Przypomnialem sobie, ze kiedys, chyba okolo 2 lata temu, mialem sen w ktorym polecialem na Ksiezyc i podekscytowany tym zrobilem kilka zdjec telefonem aby pochwalic sie ludziom na Ziemi. Kiedy wrocilem to telefon sie roztopil, ja sie obudzilem i bylem bardzo zawiedziony :P

Nie moge sobie przypomniec tresci innych "kosmicznych" snow/niesnow, ktore mi sie przydarzaly. W jednym przebywalem w (jakims) ukladzie slonecznym, chyba na pokladzie statku i jakby przypatrywalem sie roznym planetom. I chyba nie bylem sam. Ostatecznie upadlem na jedna z nich, ale przy tym czulem wielki strach, jakbym wcale nie chcial na nia trafic. Moze to jest wlasnie ta :lol:
Jestem pewien tylko przypatrywania sie planetom i uczucie wciagania przez cos.

Boru - 14 Styczeń 2012, 21:36

Czlowiek kroczacy po ciemnej stronie mocy staje sie stopniowo czarna dziura ;) Wieksze ego przyciaga mniejsze. Im "mroczniejsze" wibracje, tym sa ciezsze i wolniejsze i silniejsze jest ich przyciaganie. Wydostajac sie z pola oddzialywania negatywu, istota rowniez uwalnia sie "grawitacyjnie".
Tak jak swiat materialny, ktory widzimy na codzien powstal w wyniku nagromadzenia sie negatywnych emocji w innym wszechswiecie i wypuszczenia ich przez czarna dziure w pusta przestrzen - co "naukowcy" nazywaja "wielkim wybuchem" i poczatkiem wszechrzeczy (ciezkie ludzkie myslenie nie jest w stanie siegnac dalej, bo ciezkie mysli tam maja swoj poczatek), tak samo moze i stac sie tym razem.
Wolno wibrujace, ciezkie emocje jak strach, nienawisc i niewiedza przede wszystkim, trzymaja ludzi w swiecie materialnym i tak jak kula u nogi uniemozliwjaja im przedostanie sie w szybsze, "sloneczne" czestotliwosci. Taki ciezki i wolny czlowiek jest w stanie tylko kierowac sie ku imitacjom Slonca, swiatelkom w tunelu i Ksiezycowi.

Boru - 14 Styczeń 2012, 22:51

Dlaczego pisze to wszystko tutaj? :lol:

Bo moim celem nie jest dyskutowanie z innymi ludzmi, lecz przypomnienie sobie czegos, co wiedzialem kiedys i co wiem teraz, lecz jest to w fazie uspienia.
Czytam rozne rzeczy, obserwuje i nastrajam siebie jak antene. Dociera jakas informacja, obraz jest znieksztalcony i wiem, ze to jeszcze nie jest to, ale wiem w jakie czestotliwosci celowac.
Latwo daje sie wciagac w ciezkie i niskie wibracje, dlatego wole pisac sam ze soba i tylko okazyjnie wychylam sie poza to forum. Raz wychylilem sie bardziej i trafilem na legowisko wezy :lol:

Jako, ze ludzie sa ze soba "karmicznie" polaczeni i tak naprawde przez wieki spotykamy tych samych ludzi o roznych twarzach, prawdopodobnie tych kilku ludzi, ktorzy to czytaja, znaja mnie od dawna i moje pisanie jest im potrzebne ;)

Boru - 15 Styczeń 2012, 12:58

Jakis czas temu polecilem portal nazwany "bezlitosna prawda", ktory ostatnio jest coraz bardziej popularny, jednak po kilku dniach mojego pobytu tam zorientowalem sie o co tam naprawde chodzi ;)

Mozna sie domyslec, ze za portalem BP stoi jakis dowcipny szaraczek, ktory robi sobie jaja z ludzi. Zadaniem tego portalu jest sprawienie, by poszukujace male "ja" ludzi zaczelo powtarzac nieustannie, ze nie istnieje, by pewne wielkie prawdy o ludzkim (nie)istnieniu ugrzazly wlasnie na tym poziomie malego i zagubionego "ja", wbijajacego sobie pewien typ reakcji. Wyobrazenia na temat istnienia wlasnego falszywego "ja" transformuja sie w wyobrazenia na temat nieistnienia falszywego "ja" - to jest ciagle to samo. Tworzony jest taki system religijny, egregor, mysloksztalt pod ktory podpina sie coraz wieksza ilosc ludzi z ktorego ktos zapewne czerpie energie.
Wytwarzane sa nisko i wolno wibrujace energie, ktore wciagaja slabszych jak czarna dziura - stad tez taki smietnikowy jezyk jakim sie tam posluguja tamtejsi "oswieceni".

Falszywe "ja" czlowieka i jego potrzeby sa iluzja, wszystko jest czysta abstrakcja i rozpoznanie tego faktu i wcielanie w zycie tego daje nieograniczone mozliwosci. Czy czlowiek, ktory faktycznie wyzwolil sie z tego wiezienia bedzie spedzal zycie na tworzenie tego typu bzdurnych portali?

Tworzenie replik "wyzszych wymiarow" w nizszych wymiarach jest specjalnoscia negatywnych istot.

Ktos do mnie napisał/a:
Zobacz na ścianę którą masz koło siebie. Podejdź do niej i walnij w nią łbem.
Wszystko czego doświadczmy jest abstarkcją :cooo?:


Nie ma fałszywego i prawdziwego "ja". Twoje fałszywe "ja" jest jedynym "Ja" i to jest "najtrudniejsze" do zauważenia.


Moja odpowiedz: Bicie glowa w sciane to doszukiwanie sie czegos i walka z czyms czego nie ma.

Filmik na koniec :lol:

Boru - 15 Styczeń 2012, 14:44

Wszystko jest czysta abstrakcja i nic nie znaczy, ale co ma tutaj do rzeczy bicie glowa w sciane? Abstrakcja przyjmuje pozory realnosci i moze zmanifestowac sie jako twarda sciana i jako ktos, kto nie moze przez nia przejsc. Tak jak w grze komputerowej postac wpada na sciane i nie moze przez nia przejsc, chociaz jest to tylko skrypt napisany przez programiste. Wystarczy wejsc w tryb "god mode" i to juz nie sprawia problemu, ale co to za przyjemnosc z gry gdzie wszystko przychodzi z taka latwoscia? Podobnie i "ja" czlowieka, chociaz w absolutnym wymiarze nie istnieje, to potrafi przyjac pozor czegos realnego, aby w ramach gry/zabawy/teatru moc sie od niego uwolnic ku czemus wiekszemu i wiekszemu. Czy czlowiek, ktory faktycznie wyzwolil sie z tego wiezienia bedzie spedzal zycie na tworzenie tego typu bzdurnych portali jak BP i niczym wirus zalewal inne fora doktrynami religijnymi? Nie, bo on juz moze przechodzic przez sciany i przez zamkniete drzwi i nie potrzebuje ich wywazac.
Boru - 16 Styczeń 2012, 19:36

Twierdzenie, ze wszystko jest iluzja lub ze "ja" jest iluzja jest dosyc niebezpieczne i naiwne. Mysle, ze lepszym okresleniem bylaby "abstrakcja".
Iluzja kojarzy sie z czyms nieprawdziwym, z falszem, a to jest juz dualnosc i oddzielenie, bo zludzenie ma swoje przeciwienstwo w postaci czegos realnego. Dwie strony tej samej monety, jak juz to powiedzialem i nie mozna tego rodzielic. Dlatego tez ostatecznie nie ma roznicy pomiedzy "przebudzonymi" a spiochami. Jedni tworza drugich, nie ma miedzy nimi rozdzielenia. Rozdzielenie jest niemozliwe.

Czy ktos czuje sie odzielony od tego co napisalem? A czy ktos moglby sie od tego oddzielic, gdybym tego nie napisal?

Boru - 16 Styczeń 2012, 20:35

Eckhart Tolle napisał/a:

Przestrzeń

Podobnie jak żaden dźwięk nie istniałby bez ciszy, tak też istnienie każdej rzeczy wymaga pustej przestrzeni, w której rzecz ta może zaistnieć. Każdy fizyczny przedmiot czy orga­nizm wyłania się z nicości, nicością jest otoczony i prędzej czy później do niej powróci. Mało tego: każdy byt materialny za­wiera znacznie więcej „niczego" niż „czegoś". Fizycy twierdzą, że stałość materii jest złudna. Nawet materia w pozornie sta­łym stanie - między innymi także twoje ciało fizyczne - prawie w stu procentach składa się z pustej przestrzeni, tak wielkie są odległości między atomami w porównaniu z rozmiarami samych atomów. Co więcej, nawet wnętrze każdego atomu mieści w so­bie głównie pustą przestrzeń. Pozostała jego zawartość przy­pomina raczej wibrację o pewnej częstotliwości, muzyczną nutę, aniżeli namacalną, zbudowaną z cząsteczek materię. Buddyści wiedzą to od ponad dwóch i pół tysiąca lat. „Forma jest pustką, pustka jest formą", powiada Sutra serca, jeden z najsławniej­szych starożytnych tekstów buddyjskich. Istotę wszechrzeczy stanowi pustka.
Nieprzejawione istnieje w tym świecie nie tylko jako cisza; cały wszechświat fizyczny jest nim zarazem przeniknięty jako przestrzenią - od wewnątrz i od zewnątrz. Przestrzeń równie łatwo jest przeoczyć jak ciszę. Wszyscy zwracają uwagę na przedmioty, znajdujące się w przestrzeni, ale kto zauważają samą?

Mam wrażenie, że sugerujesz, jakoby pustka czy też nicość nie była po prostu niczym, lecz odznaczała się jakąś tajemniczą właściwością. Czym więc jest owo „nic"?

Nie można tak stawiać tej kwestii. Twój umysł próbuje w ten sposób zrobić coś z niczego. Lecz gdy tylko dokonasz takiego podstawienia, wymknie ci się sedno sprawy. Nicość - przestrzeń - to pozór, który przybiera Nieprzejawione, uzewnętrzniając się jako zjawisko w świecie postrzegalnym zmysłowo. Tyle mniej więcej da się o niej powiedzieć, a nawet i to ma posmak paradoksu. Nicość nie może być przedmiotem wiedzy. Nie da się obronić doktoratu z nicości. Kiedy uczeni prowadzą badania nad przestrzenią, zazwyczaj robią z niej „coś", a tym samym zupełnie im się wymyka jej istota. Nic dziw­nego, że zgodnie z najnowszą teorią przestrzeń wcale nie ma być pusta, lecz wypełniona pewnego rodzaju substancją. Gdy już wymyśli się teorię, bez większego trudu udaje się poprzeć ją dowodami, które ostaną się przynajmniej do chwili ogłosze­nia jeszcze nowszej teorii.
„Nicość" stanie się dla ciebie bramą Nieprzejawionego tyl­ko pod warunkiem, że nie będziesz usiłował pojąć jej rozumem.

A czy nie to właśnie tutaj robimy?

Nic podobnego. Daję ci jedynie wskazówki, jak możesz sprawić, żeby wymiar Nieprzejawionego zaistniał w twoim ży­ciu. Nie staramy się zrozumieć tego wymiaru. Nie ma w nim nic do rozumienia.
Przestrzeń pozbawiona jest waloru egzystencji. Czasownik „egzystować" dosłownie znaczy „wyróżniać się". Nie możesz zrozumieć przestrzeni, ponieważ niczym się ona nie wyróżnia. Choć jednak sama egzystencji jest pozbawiona, umożliwia ją wszystkiemu innemu. Cisza także nie jest obdarzona cechą eg­zystencji, podobnie jak Nieprzejawione.
Cóż więc się stanie, jeśli zamiast zajmować się przedmiota­mi rozmieszczonymi w przestrzeni, uświadomisz sobie ją samą? Co jest istotą tego pokoju? Meble, obrazy i cała reszta, zna j dują się w nim, ale n i e są pokojem. Podłoga, ściany i sufit wyznaczają jego granice, lecz także nim nie są. Cóż zatem jest istotą pokoju? Oczywiście przestrzeń, pusta prze­strzeń. Bez niej nie istniałby żaden „pokój". Ponieważ zaś prze­strzeń jest „niczym", możemy powiedzieć, że to, czego nie ma, liczy się bardziej niż to, co jest. Uświadom więc sobie obecność otaczającej cię przestrzeni. Nie myśl o niej, tylko ją poczuj - tak jakby. Poświęć uwagę „niczemu".
Dokona się wtedy w tobie przesunięcie świadomości. Jego przyczyną będzie to, że wewnętrznym odpowiednikiem obiek­tów rozmieszczonych w przestrzeni, takich jak meble czy ścia­ny, są obiekty, wywodzące się z twojego umysłu: myśli, emocje i efekty postrzegania zmysłowego. Wewnętrznym odpowied­nikiem przestrzeni jest natomiast świadomość, pozwalająca istnieć obiektom o umysłowej proweniencji, podobnie jak przestrzeń pozwala istnieć wszystkim rzeczom. Jeśli więc od­wrócisz uwagę od rzeczy -a więc obiektów, istniejących w przestrzeni - tym samym przestaniesz się zajmować obiek­tami, stworzonymi przez twój umysł. Innymi słowy, nie spo­sób jest myśleć, a jednocześnie być świadomym przestrzeni, ani też zresztą ciszy. Uświadamiając sobie pustą przestrzeń, która cię otacza, zarazem uświadamiasz sobie przestrzeń bezumysłu, czystej świadomości: Nieprzejawione. W ten sposób kon­templacja przestrzeni może ci posłużyć jako brama Nieprzejawionego.
Przestrzeń i cisza to dwa oblicza tego samego - tej samej nicości. Stanowią zewnętrzny aspekt wewnętrznej przestrzeni i wewnętrznej ciszy, która jest bezruchem: nieskończenie twór­czą macierzą wszelkiej egzystencji. Większość ludzi w ogóle nie dostrzega tego wymiaru. Nie istnieje dla nich wewnętrzna przestrzeń ani cichy bezruch. Brak im równowagi. Innymi sło­wy, znają świat - a przynajmniej tak im się zdaje - ale nie znają Boga. Utożsamiają się wyłącznie ze swoją formą fizyczną i psy­chiczną, nieświadomi własnej istoty. Ponieważ zaś każda for­ma jest czymś wysoce chwiejnym, żyją w ciągłym lęku. Sprawia on, że odbierają siebie i innych w sposób głęboko wypaczony: widzą świat w krzywym zwierciadle.
Gdyby jakiś kosmiczny kataklizm spowodował koniec świata, Nieprzejawionemu nie sprawiłoby to najmniejszej róż­nicy. "Kurs cudów" mówi o tym w takich oto dobitnych sło­wach: „Niczemu, co rzeczywiste, nie grozi żadne niebezpieczeń­stwo. Nic nierzeczywistego nie istnieje. Oto, gdzie leży boski spokój".
Kiedy pozostajesz w świadomym kontakcie z Nieprzejawionym, zarazem cenisz, kochasz i darzysz głębokim szacun­kiem sferę przejawioną oraz każdą z istniejących w niej form życia jako coś, w czym znajduje wyraz Jedno Życie, będące poza wszelkimi formami. Wiesz również, że każdej formie sądzo­ne jest na powrót się rozpuścić i że w gruncie rzeczy nic, co dzieje się na zewnątrz, nie ma aż tak znowu wielkiego znacze­nia. Wedle słów Jezusa „przezwyciężyłeś świat", czyli - jak to określił Budda - „przeszedłeś na drugi brzeg".

Prawdziwa natura przestrzeni i czasu

Pomyśl: gdyby nie było niczego prócz ciszy, nie istniałaby ona dla ciebie; nie wiedziałbyś, czym jest. Dopiero gdy poja­wia się dźwięk, nastaje cisza. Podobnie z przestrzenią: gdyby nie było w niej żadnych obiektów, ona także by dla ciebie nie istniała. Wyobraź sobie, że jesteś kropką świadomości, unoszą­cą się w bezmiarze przestrzeni - nigdzie gwiazd ani galaktyk, tylko pustka. Przestrzeń nagle przestałaby ci się wydawać ogrom­na; w ogóle by jej nie było. Nie byłoby prędkości, ruchu z punktu do punktu. Żeby zaistniała odległość i przestrzeń, potrzebne są co najmniej dwa punkty odniesienia. Początkiem przestrzeni jest chwila, gdy Jednia rozszczepia się na dwoje, a kiedy z dwojga rodzi się „dziesięć tysięcy rzeczy" (jak nazywa świat przejawio­ny Lao Tse), przestrzeń coraz bardziej ogromnieje. Świat po­wstaje zatem równocześnie z przestrzenią.
Nic nie mogłoby istnieć bez przestrzeni, a mimo to jest ona właśnie niczym. Przed powstaniem wszechświata - czy też, jak kto woli, przed „Wielkim Wybuchem" - nie było rozległej pustej przestrzeni, która czekała, aż coś ją wypełni. Przestrzeń nie istniała, ponieważ niczego w niej nie było. Istniało tylko Nie-przejawione -Jednia. Kiedy stała się ona „dziesięcioma tysiąca­mi rzeczy", przestrzeń jak gdyby nagle się pojawiła, pozwalając zaistnieć wielorakiej mnogości. Skąd się wzięła? Czy stworzył ją Bóg wszechświatowi ku wygodzie? Oczywiście, że nie. Przestrzeń jest niczym, nigdy więc nie została stworzona.

Wyjdź na dwór jasną nocą i spójrz w niebo. Tysięczne gwiaz­dy, które widać gołym okiem, to zaledwie mikroskopijny uła­mek tego, co migocze we wszechświecie. Przez najsilniejsze teleskopy można już wypatrzyć ponad sto miliardów galaktyk, a każda stanowi „kosmiczny archipelag", mieszczący w sobie miliardy gwiazd. Jeszcze większe zdumienie budzi jednak nie­skończoność samej przestrzeni, głębia i cichy bezruch, który pozwala zaistnieć całej tej wspaniałości. Nie ma nic bardziej zadziwiającego i majestatycznego niż niepojęty ogrom i nieru­chomość przestrzeni, lecz czym jest owa przestrzeń? Pustką, rozległą pustką.
Tym, co w naszym postrzeganym poprzez umysł i zmysły wszechświecie ukazuje się jako przestrzeń, jest samo Nieprzejawione w wersji uzewnętrznionej: „ciało" Boga. Największy cud polega zaś na tym, że ten bezruch, ten bezmiar, dzięki któ­remu istnieje wszechświat, panuje nie tylko tam, w przestrze­ni, ale i w tobie. Kiedy jesteś całkowicie, bez reszty obecny, napotykasz go jako nieruchomą przestrzeń wewnętrzną bez-umysłu. W twoim wnętrzu jej ogrom mierzy się nie rozległo­ścią, lecz głębią. Wrażenie przestrzennej rozległości bierze się w ostatecznym rozrachunku z błędnego postrzegania nie­skończonej głębi, która jest atrybutem jedynej rzeczywistości transcendentalnej.

Według Einsteina, przestrzeń i czas są nierozdzielne. Właściwie nie bardzo to rozumiem, ale wydaje mi się, że uczony ten twier­dzi, jakoby czas był czwartym wymiarem przestrzeni. Określa to zjawisko mianem „continuum czasoprzestrzennego".

Owszem. To, co w odbiorze zewnętrznym wydaje ci się przestrzenią i czasem, jest w gruncie rzeczy złudzeniem, ale zawiera ziarno prawdy. Przestrzeń i czas to dwa najbardziej zasadnicze atrybuty Boga - nieskończoność i wieczność - po­strzegane tak, jakby istniały na zewnątrz ciebie. W twoim wnę­trzu jedno i drugie ma swój odpowiednik, w którym przejawia się jego - a także twoja - prawdziwa natura. Przestrzeń to nie­ruchoma, nieskończona głębia bezumysłu; wewnętrznym od­powiednikiem czasu jest natomiast obecność, świadomość wiekuistego Teraz. Pamiętaj, że nie ma między nimi żadnej róż­nicy. Kiedy przestrzeń i czas ziszczą się w twoim wnętrzu jako Nieprzejawione - bezumysł i obecność - zewnętrzna prze­strzeń i zewnętrzny czas nadal będą dla ciebie istniały, lecz moc­no stracą na znaczeniu. Świat też będzie dla ciebie istniał, ale przestanie cię krępować.
Ostateczny cel świata nie tkwi więc w samym świecie, lecz polega na wzniesieniu się ponad świat. Tak jak nieuświadamiałbyś sobie istnienia przestrzeni, gdyby nie rozmieszczone w niej obiekty, podobnie i świat jest niezbędny, żeby mogło się urze­czywistnić Nieprzejawione. Słyszałeś może tę buddyjską sen­tencję: „Gdyby nie było iluzji, nie byłoby oświecenia". Właśnie poprzez świat, a w ostatecznym rozrachunku poprzez ciebie, Nieprzejawione dostępuje samopoznania. Jesteś tu, aby mógł się ziścić boski plan wszechświata. Jesteś aż tak ważny!

Świadoma śmierć

Prócz wspomnianego już snu bez marzeń jest jeszcze jed­na brama, w którą wchodzimy mimowolnie. Otwiera się na krót­ko, w chwili fizycznej śmierci. Nawet jeśli przegapisz wszyst­kie w życiu okazje duchowego urzeczywistnienia, ostatnia brama stanie przed tobą otworem tuż po śmierci fizycznego ciała. Istnieją niezliczone relacje ludzi, którzy ujrzeli ją w świet­listej wizji, a potem wrócili, bogatsi o doświadczenie, potocz­nie zwane bliskim spotkaniem ze śmiercią. Wielu z nich wspomi­nało, że doznawali wtedy błogiego spokoju i głębokiej równo­wagi. W Tybetańskiej Księdze Umarłych przeżycie to określa się mianem „świetlistej wspaniałości bezbarwnego światła Pustki", która - jak stwierdza owa księga - jest „twoją własną prawdziwą jaźnią". Brama ta otwiera się jedynie na krótką chwi­lę i jeśli za życia nigdy nie spotkałeś się z wymiarem Nieprzejawionego, zapewne przeoczysz ten moment. Większość ludzi nosi w sobie zbyt wiele zastarzałego oporu i lęku, zanadto przy­wiązana jest do doznań zmysłowych i utożsamiona ze światem przejawionym. Na widok tej ostatniej bramy odwracają się więc ze zgrozą i tracą świadomość. To, co im się później przyda­rza, w większości nie zależy od ich woli i następuje automa­tycznie. W końcu czeka ich powtórka narodzin i śmierci. Za mało byli jeszcze obecni, żeby osiągnąć świadomą nieśmier­telność.

Czyli przejście przez tę bramę nie oznacza unicestwienia?

Po przejściu przez nią - podobnie jak przez wszystkie inne bramy - twoja promienna, prawdziwa natura ocaleje, ale oso­bowość nie przetrwa. Zresztą i tak wszystko, co jest w osobo­wości rzeczywiste lub autentycznie wartościowe, zawdzięcza ona temu, że od wewnątrz prześwituje twoja prawdziwa natura. Ta zaś nigdy nie ginie. Nic wartościowego, nic prawdziwego zginąć nie może.
Stan bliski śmierci i sama śmierć - rozpad ciała fizycznego - zawsze stwarza wspaniałą szansę duchowego urzeczywistnienia. Niestety, w większości wypadków szansa ta zostaje zmarnowana, ponieważ żyjemy w kulturze, która o śmierci - podobnie jak o wszystkich naprawdę ważnych sprawach - nie wie prawie nic.
Każda brama jest bramą śmierci - wiedzie prosto w śmierć fałszywego ,ja". Kiedy przez nią przejdziesz, nie czerpiesz już odtąd poczucia tożsamości z formy psychicznej, ukształtowanej przez twój własny umysł. Uświadamiasz sobie, że śmierć jest złudzeniem, tak jak było nim twoje utożsamienie z formą. Śmierć to kres złudzeń - nic więcej. Boli, dopóki kurczowo trzymasz się iluzji, a potem boleć przestaje.

Boru - 16 Styczeń 2012, 23:11

Cytat:
Twierdzenie, ze wszystko jest iluzja lub ze "ja" jest iluzja jest dosyc niebezpieczne i naiwne. Mysle, ze lepszym okresleniem bylaby "abstrakcja".


..chociaz ten temat w duzej mierze przypomina obstrukcje :P

Boru - 16 Styczeń 2012, 23:58

W szkolach uczy sie nas, ze dawniej ludzie mysleli, ze Ziemia jest plaska.
Nie jest to prawda. Kazdy kto choc troche interesuje sie starozytnymi kulturami wie, ze dysponowaly one zdumiewajaca wiedza astronomiczna i ze kontaktowaly sie one z pozaziemskimi cywilizacjami.
To, ze Ziemia jest plaska, ze ma 6000 lat i jestesmy jedynymi inteligentnymi istotami w kosmosie, ta idea, zostala tutaj przyniesiona przez tych o ktorych wspominalem. Ta mala grupka, ktora stopniowo owinela swoimi mackami caly swiat. To jest zupelne szalenstwo, objaw zarazenia przez wirusa. To samo tyczy sie teorii ewolucji, ktora wszystko przedstawia odwrotnie. Czlowiek z wyzyn stopniowo stacza sie do zwierzecego poziomu poprzez zarazenie wirusem.

Boru - 17 Styczeń 2012, 01:01

Cytat:
W warstwach podziemnych (mialem tu na mysli okolice jadra Ziemi)mamy do czynienia ze scalonymi cialami. W srodku Ziemia jest "tozsama" z gwiazda.
Natomiast ponad powierzchnia mamy do czynienia z cialami, ktore dopiero przechodza proces scalania z "nizszymi" warstwami.

Dlatego tez planety "gazowe" jak Jowisz czy Saturn sa takie duze w porownaniu ze skalistymi. Ich ciala zolte zostaly polaczone z zielonymi czy niebieskimi.

Planety i istoty je zamieszkujace stopniowo przeobrazaja sie w wieksza wersje tego, co siedzi w ich wnetrzach, stajac sie nastepnie "rdzeniem" dla kolejnych ewoluujacych planet, czy innych manifestacji.


A moze to jest na odwrot? tzn. wszystkie te warstwy na gorze kurcza sie z powrotem do stanu tej malej gwiazdy w srodku. Jak mozna rozpoznac, ze jest sie na malej gwiezdzie w srodku planety (bedac skurczonym) czy na duzej gwiedzie wokol ktorej kraza planety? To ma sens, czy jest to belkot :lol:

Boru - 17 Styczeń 2012, 01:45

Staram sie pisac duzo o przestrzeni i swiadomosci bo wszedzie pisze sie duzo o swietle, milosci i tego typu klimatach, a tu gdzie zyjemy i w wymiarach ponad ta rzeczywistoscia ziemska istnieje bardzo duzo imitacji "swietlistych bostw", "zrodel uniwersalnej swiadomosci" itd.
Warto sie zastanowic nad tym: dlaczego mowiac o Bogu, Absolucie, mowi sie o swietle? To stalo sie takie automatyczne, ale to nie ma zadnego sensu jakby sie tak zastanowic.

George Kavassilas (Echnaton :lol: ), ktorego wczesniej polecilem, mial okazje poleciec w gore poprzez wszystkie te wymiary i spotkac sie ze stworca tego wszechswiata. Czego sie dowiedzial? Ze ten wszechswiat, jeden z nieskonczenie wielu, jest jedynym zbudowanym ze swiatla. Warto wiec uaktualnic swoje wyobrazenia na temat boskosci, albo dac sobie spokoj z wyobrazeniami, bo ogrom kreacji jest niewyobrazalny. Najwazniejsze jest to, ze jestesmy wieczni, bez poczatku i bez konca i nie istnieje nic poza nami.

George Kavassilas - The Structure

Boru - 17 Styczeń 2012, 13:58

Te rajskie miasta ponad naszymi glowami, do ktorych trafiaja slabsze energie niezdolne do podrozy przez Slonce najczesciej maja ksztalt polowek kul.

Jakies skojarzenia? :lol:

Przypomina mi sie, jak na ognisku po pijaku razem z kumplem wolalismy do Ksiezyca "co sie ch*ju gapisz? wypi***alaj", a pozniej patrzylismy w niebo i w gwiazdy mowiac, ze to chyba "wieza Karina" z Dragon Balla i bedziemy sie wspinac :P

Zadne slowa nie sa wypowiadane bez powodu :lol:

Boru - 17 Styczeń 2012, 15:55

Cytat:
(...) wiec jesli ktos chce sie przebic do swiata gdzie zanika dualnosc, musi sie z tym "wszystkowidzacym okiem" (w szostym wymiarze) sie zmierzyc


Kazdy chyba spotkal sie z symbolem niedokonczonej piramidy z "wszystkowidzacym okiem" na szczycie.
Jest to symbol, ktory zostal przerobiony przez negatyw. "Wszystkowidzace oko", "oko Saurona", ten Bog Ojciec/czarna dziura nie moze widziec calego obszaru wszechswiata, bo inaczej wszystkie te swiaty nad ktorymi chce dominowac, zapadlyby sie, bo wszystkie dzialania negatywu musza byc obarczone w jakims stopniu niewiedza i bledem. Istota uczy sie widziec caly obszar wszechswiata dopiero w siodmym wymiarze, gdzie zanika stopniowo dualnosc, gdzie negatyw nie ma juz dostepu.
Wymiary od 1 do 7 sa jak stopnie piramidy, a swiatlosc na szczycie oznacza wyzwolenie sie z dualnosci. Niedokonczona piramida z "okiem" na szczycie jest symbolem falszywego zjednoczenia sie z "Bogiem Ojcem".

Boru - 17 Styczeń 2012, 22:19

Zaden problem czlowieka, czy jakiejkolwiek innej istoty, niewazne do jakich rozmiarow urosnie - nie istnieje w chwili terazniejszej, a chwila terazniejsza jest jedynym co istnieje.
Wszystkie problemy biora sie z tworzenia w myslach koncepcji czasu. Nie jest tak? Czlowiek cierpi, bo cos zlego zrobil i odczuwa tego konsekwencje albo cos zlego moze mu sie stac. Ale czym jest ta mysl o przeszlosci i przyszlosci jak nie chwila terazniejsza? Przeszlosc mozna wspominac tylko teraz, a kiedy przyszlosc nadejdzie, bedzie chwila terazniejsza. Nie ma czasu, nie ma zadnych problemow. Co sie stanie, gdy czlowiek pozwoli przeplynac mysli o problemie - teraz, albo pozwoli przeplynac uczuciu bolu - teraz? Gdzie jest cierpiacy mysliciel? Nie ma cierpiacego mysliciela, jest tylko jego sztuczna projekcja, odtwarzane obrazki na ekranie, ktore same w sobie nie maja wlasnego zycia.

Boru - 17 Styczeń 2012, 22:26

Cytat:
A moze to jest na odwrot? tzn. wszystkie te warstwy na gorze kurcza sie z powrotem do stanu tej malej gwiazdy w srodku. Jak mozna rozpoznac, ze jest sie na malej gwiezdzie w srodku planety (bedac skurczonym) czy na duzej gwiedzie wokol ktorej kraza planety? To ma sens, czy jest to belkot :lol:


Doszedlem wiec do wniosku, ze dla jadra Ziemi - centralnego, miniaturowego slonca, poszczegolne warstwy Ziemi i istoty je zamieszkujace sa tym samym czym dla Slonca sa planety i ich orbity i bedac w srodku Ziemi na tym centralnym sloncu uzywajac percepcji cial w ktorych mozna udac sie na Slonce - jest sie tak naprawde na Sloncu i nie ma zadnej roznicy :lol:
Ale nie wiem czy to ma sens :P

Boru - 17 Styczeń 2012, 23:24

Cytat:
Jahwe = Samael = Allah = Enlil ( dobry?! )
Lucyfer = Siwa = Baal = Enki = "Konfederacja Swiatla" ( zly?! )

Sa to istoty z tego samego "levelu", ze sie tak wyraze, z piatego wymiaru, czyli o jeden wyzej od nas.


Skad te pytajniki i wykrzykniki przy "dobry" i "zly"?
Dlatego, ze istoty negatywne maja tendencje do podszywania sie pod rozne znane postacie i falszowania historii. Dlatego tez mowiac o "anunnakich": Enki, Enlilu, Anu, i innych starozytnych bostwach z roznych religii, mamy czesto do czynienia z podrobami realnych istot, bedacych tworcami zycia na tej planecie, w pozytywnym sensie. Tak wiec moze jest istota zwana przez nas "Jahwe", ktory byl wladca starego Ksiezyca, sprzed jego upadku i razem z innymi, oryginalnymi "anunnaki" czy "elohim" jak to sie ich okresla, tworzyl rozne formy zycia. To, ze starozytne zapiski cos mowia, wcale nie znaczy, ze sa one niezmanipulowane.

Enki vs Anu?
Enki vs Aryman?
Sanat Kumara/Aton vs ??? (nie czytalem i nie ogladalem Wladcy Pierscieni, wiec nie jestem w stanie okreslic)
:lol:

Luke Skywalker = Lucyfer ;)

Boru - 18 Styczeń 2012, 00:49

Cytat:
Dlatego tez planety "gazowe" jak np. Jowisz czy Saturn sa takie duze w porownaniu do skalistych. Ich ciala zolte zostaly scalone z zielonymi czy niebieskimi itd.


Ilustracja.

Fakt, ze wszystko jest zywe: ludzie, planety, gwiazdy, galaktyki, poszczegolne "wszechswiaty" itd. jest podstawowa prawda, ktora trzeba sobie przypomniec. Duzo mowi sie o katastrofach, o tym, ze Slonce moze czlowiekowi zrobic krzywde i oblicza sie szanse na przetrwanie w razie "niebezpieczenstwa" ze strony slonecznego podmuchu. Jednak myslac w ten sposob odbiera sie swiadomosc tym wszystkim istotom. Czlowiek nie jest jakas inteligencja przeciwstawiajaca sie glupiemu kosmosowi i slepej, brutalnej przyrodzie. Bedac z nimi tzn. Sloncem, Ziemia itd. w zgodzie, zyjac z nimi w harmonii, ani Ziemia, ani Slonce nikomu nie zagroza. To sa dobrzy i lagodni rodzice. Cierpienie ludzi bierze sie stad, ze bedac glupim, bez powodu pluje sie im w twarz i laduje sie na bruku wsrod szemranego towarzystwa.

Ilustracja.

Ojciec Slonce i Matka Ziemia
Jezus i Maria Magdalena (z ktorej zrobiono prostytutke :lol: ) - ludzie by sie bardzo zdziwili widzac ich razem :P

Boru - 18 Styczeń 2012, 12:33

Cytat:
Zaden problem czlowieka, czy jakiejkolwiek innej istoty, niewazne do jakich rozmiarow urosnie - nie istnieje w chwili terazniejszej, a chwila terazniejsza jest jedynym co istnieje.


To tyczy sie nie tylko problemow, ale rowniez takich zagadnien jak np. wladza, czy reputacja. Zaden wladca nie panuje nad niczym w chwili terazniejszej, ani nikt nie cieszy sie reputacja powstala wylacznie w chwili terazniejszej. Aby miec poczucie wladzy i reputacji potrzebna jest koncepcja czasu.

Boru - 18 Styczeń 2012, 13:51

Cytat:
Nie ma cierpiacego mysliciela, jest tylko jego sztuczna projekcja, odtwarzane obrazki na ekranie, ktore same w sobie nie maja wlasnego zycia.


Tym jest wlasnie "antychryst" :P

Odwazysz sie z nim zmierzyc? :lol:

Cytat:
"Wszystkowidzace oko", "oko Saurona", ten Bog Ojciec/czarna dziura nie moze widziec calego obszaru wszechswiata, bo inaczej wszystkie te swiaty nad ktorymi chce dominowac, zapadlyby sie, bo wszystkie dzialania negatywu musza byc obarczone w jakims stopniu niewiedza i bledem.


Booooorcz!!! Widze cie!!! jak to mawial kapral Kudryk :P

Boru - 18 Styczeń 2012, 14:05

Gdyby tak polaczyc w jedna calosc matrixa, dragon balla, gwiezdne wojny i wladce pierscieni, to uzyskalibysmy obraz rzeczywistosci w ktorej zyjemy :P Czy czlowiek moze napisac o czyms, czego nigdy nie przezyl ani nie widzial?
Boru - 18 Styczeń 2012, 16:42

Cytat:
chwila terazniejsza jest jedynym co istnieje.


A wiec nie mozna nic zrobic, aby nauczyc sie zyc w terazniejszosci.

Nie mozesz nauczyc sie zyc w terazniejszosci poprzez medytacje, poprzez czytanie ksiazek, poprzez staranie sie nie myslec o przeszlosci i przyszlosci, bo nie mozesz uciec od czegos, czego nie ma. Nie mozna nauczyc sie czegos, czym w 100% sie jest.

Ale koncepcje maja tak duzo do zrobienia i tak duzo do nauczenia i tak duzo do odpokutowania :(

Boru - 18 Styczeń 2012, 18:18

Dan Winter - O pentagramie i strachu
Dan Winter - Swiatlo sloneczne, glos, wzrok i DNA
Dan Winter - Jak dziala grawitacja

Mowi o tym samym co ja, tylko w bardziej zaawansowany sposob to przedstawia :P

Boru - 18 Styczeń 2012, 18:59

Cytat:
Niskie, ciezkie wibracje, trzymaja ludzi w swiecie materialnym i jak kula u nogi uniemozliwiaja przedostanie sie w "sloneczne" wibracje


Jedzenie trupow zwierzat, ktore dodatkowo przed smiercia byly celowo maltretowane jest ogromnym ciezarem. Wszystko to co zwierze przezylo przed swoja smiercia, czlowiek pozniej doslownie zjada.
Tak naprawde, to obecnie 99% tego co jest w sklepach jest niejadalne .. tzn. jest jadalne tak samo jak wszystkie grzyby sa jadalne - tylko niektore jeden raz :P

Zgodnie z zasada "jak na dole tak i na gorze, jak na gorze tak i na dole", my jemy zwierzeta, a istoty stojace (w ich mniemaniu) wyzej od nas - zjadaja nas. Doslownie.
Taka maszynka do mielenia miesa sa zwlaszcza Stany Zjednoczone, gdzie co roku porywanych do podziemii jest setki tysiecy ludzi, zwlaszcza dzieci, gdzie przed smiercia ich niewinne i pozytywne wibracje sa przerabiane (poprzez tortury i specjalne rytualy) na negatywne, a nastepnie zjadane.

Telewizja i caly ten cyrk polityczny i edukacyjny maja za zadanie odwrocic uwage od tej rzezni, ktora dokonuje sie poza scena.

Jednak walka z tym, odpowiedz nienawiscia na nienawisc, sprawia, ze czlowiek staje sie tym samym i nawet nie zorientuje sie, kiedy to sie stalo.

Mimo wszystko, to tylko gra, a ostatecznie tego wszystkiego i tak nie ma, wiec nikomu nie grozi zadna krzywda. Nie mozna winic Boga, bo on sam wciela sie we wszystkie role i jest swoja wlasna ofiara.
Trzeba jednak nazywac rzeczy po imieniu, a nie koloryzowac, bo tylko prawda moze dac wolnosc.

Boru - 18 Styczeń 2012, 21:48

Cytat:
Czlowiek nie jest jakas inteligencja przeciwstawiajaca sie glupiemu kosmosowi i slepej, brutalnej przyrodzie. Bedac z nimi tzn. Sloncem, Ziemia itd. w zgodzie, zyjac z nimi w harmonii, ani Ziemia, ani Slonce nikomu nie zagroza. To sa dobrzy i lagodni rodzice. Cierpienie ludzi bierze sie stad, ze bedac glupim, bez powodu pluje sie im w twarz i laduje sie na bruku wsrod szemranego towarzystwa.


Dan Winter napisał/a:
Fizyka jest tu taka, ze aura rozwija sie gdy zyjesz we fraktalnym srodowisku, co implikuje bio-architekture i kondensator kompresujacy ladunek elektryczny, czyli przestrzen pozwalajaca nasionom kielkowac, ale idac glebiej, to co wybierasz jako przedmiot empatii decyduje czy twoja aura bedzie "karmiona" przez to wspolczucie. Wiec na przyklad nie ma wiekszego sensu zakochiwac sie w aluminiowym budynku, naprawde... poniewaz aluminiowy budynek jest przeciwienstwem fraktalnosci i aura nie moze w nim oddychac, wiec nie bedzie sie rozwijac. Wiec naprawde nie jest wlasciwym mowic, ze powinno sie kochac wszystko.. Nie. Powinienes byc bardzo selektywny wybierajac obiekt milosci. Mowi sie, ze zakochujemy sie z czysta intencja. Oznacza to, ze powinienes "osadzac sie" we fraktalach, ktore sa od ciebie wieksze, ktore pozwalaja "rozpakowac sie" twojej aurze. Wiec wybierasz swoja milosc w oparciu o to czy twoja aura bedzie mogla sie rozwijac. Nie znaczy to, ze nie masz pomagac pani na ulicy, ktora ci dokucza. Oznacza to, ze ostatecznie twoja najglebsza empatia dazy do struktur, ktore twoja dusza uwaza za najlepszy fraktal dla ciebie.

Boru - 19 Styczeń 2012, 01:44

Cytat:
Mamy nicosc oraz istnienie w stanie calkowitej jednosci. Jedno i drugie jest tak naprawde tym samym, bo jesli wszystko jest jednym, to nie ma nic i jesli wszystko plynie z jednakowa predkoscia, to wszystko stoi w miejscu. Nicosc i istnienie tworza pare i niemozliwym jest rozdzielenie ich. "Tybetanska Ksiega Umarlych" mowi o "bezbarwnym swietle pustki".
W tej pozornej pustce potencjalnie istnieja odleglosci i proporcje. Bez odmierzenia tych odleglosci i proporcji nie mozna nawet mowic o nieskonczonosci pustki, bo w ogole jej nie ma. Poruszajac sie w gore lub w dol, staloby sie w miejscu.
To wlasnie proporcje/odleglosci/fraktale i rozne ich wariacje daja wrazenie, ze jedno miejsce posiada jakas wieksza "ruchliwosc" czy "gestosc" od innego i ze jest sie gdzies wyzej lub nizej w porownaniu z poprzednim stanem.


Ilustracja :lol:

Boru - 19 Styczeń 2012, 14:18

Alan Watts - Liscie nie sa zielone
Eckhart Tolle - Stan bezwiedzy

Pisalem o tym, ze to co widzimy (uzywajac percepcji naszych cial fizycznych) jako gwiazdy, jest cialem fizycznym aniolow/bogow. Mozna wiec powiedziec, ze to kim sa te istoty zamieszkujace gwiazdy, przejawia sie "wymiary" nizej jako swiatlo umozliwiajace zycie istotom na planetach. Eony czasu temu zylismy na Sloncu, ktorego postac byla inna niz teraz i nie potrzebowalismy oswietlenia z zewnatrz.
Pomyslmy jak bardzo sie ograniczylismy: jaki jest fizyczny przejaw falszywego ludzkiego "ja", oddzielonego od reszty kreacji? Jaka jest reakcja ludzkiego ciala, gdy ktos mowi "ej ty! sluchaj mnie!". Pojawia sie uczucie spiecia, naprezenia .. i to jest wlasnie fizycznym przejawem tej urojonej tozsamosci. To wszystko. Male, wystraszone i usilujace udowodnic swoja inteligencje glupiej przyrodzie "ja", a przejawem jego potegi jest jedynie uczucie spiecia. A jaka jest reakcja gwiazdy na "ej ty! sluchaj mnie!"? Odpowiada gniewem, spina sie? Czy gniew miliardow ludzkich "ja" jest w stanie poruszyc gwiazde?Kiedy jednak znika utozsamianie sie z mysla o oddzieleniu od czegokolwiek i kogokolwiek, bardzo szybko zaczyna sie upodabniac do tych gwiazd i widzi sie, ze zawsze sie nimi bylo.

Dlatego tez nie ma sensu, by nasi "gwiezdni bracia" tutaj przybyli i za nas wszystko naprawili. Pojawiaja sie od czasu do czasu, aby przypomniec o tym, po co tu przyszlismy. Powiedzielismy im wszystkim "do widzenia", w swiecie gdzie obecnie przebywaja i oni wiedza, ze nie zobacza nas do momentu, w ktorym sami do nich wrocimy. Jedynymi, ktorzy tutaj przybeda, beda ci, ktorych obecnie ludzkosc czci jako bogow. Beda oni usilowali powstrzymac ludzi od powrotu, tak jakby zapomnieli, ze sami zgodzilismy sie na wejscie do "matrixa". My przechodzimy trening, a oni czerpia z tego energie, my konczymy trening .. a oni sa glodni.

Boru - 19 Styczeń 2012, 15:10

Z tego co mi wiadomo, film "matrix" powstal z inspiracji istot zwanych Plejadianami. Sa to pozytywne, "anielskie" istoty .. ale troche rozwydrzone, czesto chca dobrze ale roznie im to wychodzi ;) Ich pochopne dzialania czesto nam szkodza, a pozniej maja wyrzuty sumienia i chca to naprawic, co tylko pogarsza sytuacje. Nie potrzebujemy zadnej pomocy z zewnatrz, bo pierwotna istota ludzka, ktorej iskra w nas siedzi, jest najpotezniejsza istota we wszechswiecie.

"Only human."

Jerzy Prokopiuk - Matrix, swiat gnostycki

Boru - 19 Styczeń 2012, 16:58

Kiedy ta "iskra" w czlowieku, ten zalazek "wyzszego ja" spotyka sie z wiekszym plomieniem, staje sie nim i rozpala nizsze manifestacje gwaltownie jak zapala sie zapalka, albo jak pocisk wrzucony do pieca. Po to wlasnie zgodzilismy sie na wejscie do "matrixa", czy "szescianu". I predzej czy pozniej kazdy opusci go w ten sposob, na tej planecie, czy jakiejs innej - to bez znaczenia. Tu nie chodzi o to, kto szybciej tego dokona, lecz o nauke.

Tomasz napisał/a:
Rzekł Jezus uczniom swoim: "Porównajcie i powiedzcie mi, kogo przypominam?" Powiedział Mu Szymon Piotr: "Jesteś podobny do sprawiedliwego anioła". Powiedział Mu Mateusz: "Jesteś podobny do człowieka, który miłuje wiedzę i jest rozumny". Powiedział Mu Tomasz: "Nauczycielu, moje usta nie ujmą zupełnie tego, aby powiedzieć, do kogo jesteś podobny". Rzekł Jezus: "Ja nie jestem twoim nauczycielem, ponieważ wypiłeś i napoiłeś się ze źródła kipiącego, które ja odmierzyłem". I wziął go i odwrócił się, i powiedział mu trzy słowa. Gdy zaś Tomasz przyszedł do swych przyjaciół, zapytali go: "Co ci Jezus powiedział?" Rzekł im Tomasz: "Jeśli wam powiem jedno ze słów, które mi powiedział, podniesiecie kamienie, aby rzucić we mnie, a ogień wyjdzie z kamieni, aby was spalić".


Tomasz napisał/a:
Rzekł Jezus: "Kto napił się z mych ust, stanie się takim, jak ja. Ja sam stanę się nim i tajemnice zostaną mu objawione".


Te slowa nie zostaly wypowiedziane przez jednostke ludzka zwana jako Jezus z Nazaretu (pan Anderson), ktorej egzystencja jest taka sama jak "statystycznego Kowalskiego" (agenta Smitha) ktory nie istnieje, lecz zostaly wypowiedziane w imieniu naszej gwiazdy. Podobnie jak Maria Magdalena (Trinity) jest reprezentantka ducha Ziemi.

Ilustracja :P

Boru - 19 Styczeń 2012, 19:27

Pierwotna istota ludzka.

Obraz namalowany przez kolege "po fachu" :P

Boru - 19 Styczeń 2012, 19:59

Cytat:
(...) jestesmy zamknieci w szescianie


Ilustracja.

Boru - 19 Styczeń 2012, 22:56

Cytat:
Gdyby tak polaczyc w jedna calosc matrixa, dragon balla, gwiezdne wojny i wladce pierscieni, to uzyskalibysmy obraz rzeczywistosci w ktorej zyjemy :P Czy czlowiek moze napisac o czyms, czego nigdy nie przezyl ani nie widzial?


Dlatego tez tak trudno jest odpowiedziec na pytania typu: co ja tutaj wlasciwie robie? O co tutaj chodzi? Jak mozna tu byc szczesliwym?

"Ej chlopie wez mi opowiedz w skrocie fabule wszystkich tomow Wladcy Pierscieni."

"Wtajemniczenie" i przypominanie sobie wszystkiego przychodzi spontanicznie, intuicyjnie. Nie mozna tego opowiedziec i nie mozna nauczyc sie tego na kursach. To dlatego, ze czlowiek zdecydowal o tym, by zablokowac swoja pamiec i odblokowac ja dopiero wtedy, gdy zagra we wszystkie gry w ktore chcial zagrac. To jak nastawianie budzika i kladzenie sie spac. Od czasu do czasu w tym snie pojawiaja sie "wybudzacze" w postaci konkretnych ludzi, lub zdarzen. Ja moge byc takim budzikiem dla niektorych, ale moge wybudzic tylko tych, ktorzy zdecydowali, ze o tej godzinie chca sie wlasnie obudzic. I tyle. A budzenie sie przewaznie jest nieprzyjemne :P

Cytat:
uczestniczymy w grze, ktora ma pokazac, ze mozna sie z tego uwolnic bez wysilku i bez stawiania oporu


Pierwotna istota ludzka dysponowala sila, by bez problemu zmiazdzyc te gadoidalne istoty. Jednak dokonalismy kaskaderskiego wyczynu, zapadajac w sen coraz glebiej i glebiej, by pokonac ich wszystkich madroscia (jak szewczyk dratewka zabil podstepem smoka, czy Neo w trzeciej czesci Matrixa przechytrzyl Smitha) i przy okazji udoskonalic swoje nizsze manifestacje. Dlatego tez z jednej strony jestesmy zadupiem galaktyki, poddanym kwarantannie zabojczym wirusem, ale z drugiej strony jestesmy podziwiani jako bohaterowie :P

Boru - 20 Styczeń 2012, 13:38

Cytat:
znajduje sie on ("Jahwe" ze swoimi "archontami") w pustej przestrzeni pomiedzy wymiarami


Ktos gdzies napisał/a:
Niepokoj czlowieka miesci sie w luce pomiedzy "teraz" a "kiedys"


Utwor muzyczny.

Cytat:
Take to drink?
Go to shrinks?
Give up meat?
Rarely sleep?
Keep people as pets?
Train dogs?
Raise rats?
Fill the attic with cash?
Bury treasure?
Store up leisure?
But never relax at all

Boru - 20 Styczeń 2012, 13:58

Wracajac do wegeterianizmu :P Pomimo tego drastycznego opisu, ktory przedstawilem - nie jestem wegeterianinem. To prawda, ze zwierzeta sa celowo zle traktowane aby niskie emocje przeszly na jedzacych mieso konsumentow i trzymaly ich jak kula u nogi w niskich wibracjach. Kiedy ta intencja moze jednak zadzialac? Kiedy ma ona swoj punkt zaczepienia w istniejacym juz gniewie u czlowieka, ktory nieswiadomie wchlania w siebie niskie emocje i poteguje je. Intencja nie moze jednak zadzialac, gdy nie ma tego punktu zaczepienia, a kazde jedzenie przyjmuje sie jak podarunek od przyjaciela. Ktos chce abym to jadl? Prosze bardzo, lepiej sie od tego poczujesz? :P Nie sadze, twoja intencja odbije sie ode mnie jak od lustra i wroci do ciebie.
Tak samo jak wysylajac list do nieistniejacego adresata, list wraca do nadawcy. Jak widac, oddzielenie jest fikcja.

Rownie dobrym punktem zaczepienia moze byc fanatyczny wegetarianizm.
Niektorzy pewnie bardzo by sie pogniewali, ze sie nie gniewam :lol:

Budda chyba tez wpieprzal miecho ;)

I prosze nie traktowac tego jako usprawiedliwienie dla obzarstwa :P

Utozsamianie sie z mysla o oddzieleniu jest korzeniem wszelkiego zla, a nie to co czlowiek je.

Boru - 20 Styczeń 2012, 17:23

Ludzie przekonani o swoim oddzieleniu lubia tworzyc linie proste, prostokaty, trojkaty, idealnie gladkie kule itd. a w naturze nigdzie czegos takiego nie mozna spotkac. Niech ktos mi znajdzie w lesie linie prosta albo prostokat. Albo niech ktos znajdzie w kosmosie kule .. nie, planety i gwiazdy nie sa idealnie okragle, nie maja gladkiej powierzchnii i nie poruszaja sie po okraglych orbitach ... poza Ksiezycem :lol:
Boru - 20 Styczeń 2012, 18:21

Byc swiadomym przeplywajacych mysli, uczuc i zjawisk wkolo, byc zanurzonym w terazniejszosci, to uczucie podobne do tego jak zaraz przed orgazmem :oops: Nie mozna jednak starac sie tego utrzymac, bo jest to poza wszelkim staraniem. Nie potrzeba do tego zadnych narkotykow, ani dziwnych rytualow. Blogosc jest tym, co "transformuje" nizsze manifestacje, nizsze wibracje i jest tym, co wyzwala z tych materialnych sztucznych ograniczen. To wazne, bo ludzie "rozwijajacy sie duchowo" maja tendencje to samobiczowania sie i poswiecania, co jest w ogole niepotrzebne. Odgrywaja tylko teatr i chca w ten sposob napompowac swoje male ego. Nie ma w tym niczego prawdziwego.
Boru - 20 Styczeń 2012, 22:55

Cytat:
Czy miliardy ludzkich "ja" jest w stanie poruszyc gwiazde?


Stawalem na glowie aby do tego dojsc :lol:

Boru - 21 Styczeń 2012, 01:11

Cytat:
Boru
a jakby to bylo polozyc sie spac podczas swiadomego snu i zasnac? :P

Klaud
To byś się wybudził.

Boru
we snie, czy w realu, czy to bez roznicy ;P

Klaud
W realu. :) Tak mi się wydaje.

Boru
jestes pewna ze nie spisz? ;p


Warto sie nad tym zastanowic :P

Boru - 21 Styczeń 2012, 12:37

Caly proces ewolucyjny czlowieka mozna opisac w ten sposob, ze czlowiek posiada jakies zdolnosci, nastepnie je traci i zyskuje cos nowego, a kiedy nauczy sie korzystac z tego nowego, kiedy to "przepracuje", tamte stare wraca i scala sie z nowym - tworzac cos na wyzszym poziomie.

Fragment charakterystyki czlowieka z epoki zwanej "lemuryjska", poprzedzajaca atlantydzka:

Rudolf Steiner napisał/a:
W epoce lemuryjskiej pamięć nie była
jeszcze w ogóle wykształcona. Ludzie mogli wprawdzie tworzyć
wyobrażenia rzeczy oraz zdarzeń, nie pozostawały one jednak we
wspomnieniach. W związku z tym nie posiadano jeszcze żadnej
39
mowy we właściwym tego słowa znaczeniu. To, co przejawiano
w tym zakresie, było raczej naturalnym dźwiękiem - wyrażającym
mli /min, zadowolenie, radość, ból itd. - i nie dotyczyło rzeczy
zewnętrznych. Wyobrażenia miały zupełnie inną moc niż u ludzi
późniejszych epok. Oddziaływano ich siłą na otoczenie. Inni ludzie,
zwierzęta, rośliny, a nawet rzeczy nieożywione mogły podlegać
wpływowi samych wyobrażeń. W ten sposób Lemuryjczyk
porozumiewał się z bliźnimi, nie potrzebując do tego mowy. Takie
„porozumiewanie się" polegało na pewnego rodzaju „czytaniu
myśli". Siłę wyobrażeń czerpano bezpośrednio z rzeczy znajdu-
jących się w otoczeniu. Spływała ona od sił wegetacyjnych roślin,
od siły życia zwierząt. Lemuryjczyk rozumiał przez to wewnętrzne
życie roślin i zwierząt. W podobny sposób pojmował
leż fizyczne i chemiczne siły rzeczy nieożywionych. Kiedy budował,
nie potrzebował obliczać najpierw siły nośnej pnia drzewa
albo ciężaru kamienia użytego na budowę; wiedział, ile pień
udźwignie i do czego może być użyty kamień ze względu na swój
ciężar. Budował bez sztuki inżynierskiej, posługiwał się siłą swoich
wyobrażeń działających z pewnością instynktu. Posiadał przy
tym w dużej mierze władzę nad swoim ciałem. W razie potrzeby
mógł wzmocnić swoje ramię przez samo natężenie woli. Podobnie
jak Atlanta w późniejszych czasach posługiwał się siłą życia,
lak Lemuryjczyk był mistrzem w opanowaniu woli. Był urodzonym
magiem - nie należy tego słowa rozumieć w sposób niewłaściwy
- we wszystkich dziedzinach zewnętrznej działalności
człowieka.
Lemuryjczycy troszczyli się o wykształcenie woli i siły wyobraźni.
Dokładnie na tym polegało u nich wychowanie dzieci.
Chłopców hartowano w bardzo surowy sposób. Musieli uczyć się
wytrwać w niebezpieczeństwie, przezwyciężać ból, dokonywać
śmiałych czynów. Tych, którzy nie wytrzymywali trudów albo nie
potrafili wytrwać w niebezpieczeństwie, nie uważano za użytecznych
członków społeczności. Pozwalano im ginąć pośród trudów.
Ówczesne wychowanie, zgodnie z Kroniką Akasza, przechodziło
najśmielsze wyobrażenia dzisiejszego człowieka. Do
zwyczajnej procedury należały ćwiczenia wytrzymałości ciała na
40
wysoką temperaturę, aż do stopnia płonącego żaru, lub kłucie
ciała ostrymi przedmiotami. Inaczej wychowywano dziewczęta.
Wprawdzie dziecko płci żeńskiej również poddawano hartowaniu,
ale poza tym troszczono się o rozwój fantazji. Wystawiano
je na przykład na burzę, aby nauczyło się ze spokojem odczuwać
jej zatrważające piękno; musiało przyglądać się również bez strachu
walkom mężczyzn, przenikając się uczuciem oglądanej tężyzny
i siły. Dlatego u dziewcząt rozwijały się zalążki marzeń i fantazji,
które szczególnie ceniono. A ponieważ nie istniała jeszcze
pamięć, więc zalążki te nie mogły ulec degeneracji. Wspomniane
wyobrażenia marzeń lub fantazji mogły trwać jedynie tak długo,
jak długo istniała odpowiednia zewnętrzna podnieta. Posiadały zatem
trwały grunt w rzeczach zewnętrznych. Nie ginęły w pustce.
Były fantazją i marzeniem samej przyrody, która wnikała do kobiecych
uczuć.


Widac wiec, ze taki lemuryjski czlowiek dysponowal zadziwiajacymi zdolnosciami w porownaniu z dzisiejszym czlowiekiem i jego zjednoczenie sie z kreacja bylo niesamowite .. ale na pewnych nizszych poziomach zachowywal sie barbarzynsko. Jestesmy w tym matrixie wlasnie po to, aby oczyscic ogniem te nizsze manifestacje. Wtedy te dawne zdolnosci wroca, a obecne nie zagina.
Lemuryjski czlowiek nie pamietal zdarzen i nie wiedzial co to czas. My mozemy pamietac zdarzenia. Kiedy jednak zdamy sobie sprawe z tego, ze dawne zdarzenia mozna pamietac tylko teraz, a planujac przyszlosc - planuje sie ja teraz i czasu nie ma - wtedy nasze dawne zdolnosci scala sie z obecnymi.

Teraz tkwimy w najmroczniejszych czasach i transformujemy najnizsze pobudki. Kto je przetransformuje - ten zakonczyl gre.

Boru - 21 Styczeń 2012, 14:04

Cytat:
Teraz tkwimy w najmroczniejszych czasach i transformujemy najnizsze pobudki. Kto je przetransformuje - ten zakonczyl gre.


Najciezsze i najwolniej wibrujace energie zbieraja sie na dnie, tak samo jak smieci wrzucane do rzeki. Teraz znajdujemy sie na dnie tej rzeki zycia, gdzie znajduja sie wszelkie smieci wyrzucane z najrozniejszych epok. Dlatego tez opuszczenie matrixa ma miejsce w najmroczniejszych wiekach, bo transformujac te najciezsze energie nie ma juz nic wiecej do zrobienia.

Komentarz muzyczny :lol:

Boru - 21 Styczeń 2012, 15:14

Paradoksalnie, istoty zyjace w "najciezszych" energiach sa najbardziej przekonane o swojej wiedzy i chwale. Absolut, czy "nieprzejawione" nie ma zadnej wiedzy i zadnej mocy, a jest zrodlem dla nieskonczonej ilosci wszechswiatow, wiec sila rzeczy - wszyscy tylko bawia sie w sile i madrosc. Ci "ciezcy" jednak mocno wczuwaja sie w gre. Bywaja tez i tacy, ktorzy uwazaja sie za stworcow wszechswiata i nie wiedza o tym, ze tkwia w bledzie. To jest straszne i komiczne zarazem :P
Boru - 21 Styczeń 2012, 16:55

Kiedy ktos sie na mnie denerwuje, to widze, ze ta osoba jest zawieszona w pustej przestrzeni i poza nia niczego w tej przestrzeni nie ma. I ta osoba mowi cos do tej pustki, robi glupie miny, miota sie, ale nie ma niczego, co mogloby wysluchac tych slow. I tak jest w rzeczywistosci.

Albo wyobrazmy sobie Komorowskiego zawieszonego w nicosci mowiacego jakies oredzie. Nie ma nikogo, a on sobie mysli, ze ktos go slucha.

Albo Szaranowicza komentujacego skoki narciarskie, chociaz nikt nie skacze.

Albo goscia mowiacego "ty nie istniejesz, twoje "ja" jest fikcja" :lol:

Wszyscy tak sie wyglupiaja i wielu traktuje to smiertelnie powaznie :P

Boru - 21 Styczeń 2012, 17:33

Cytat:
Ilustracja


Cytat:
Mozna czuc, patrzec i sluchac calym cialem, a takze wejsc w rezonans ze swiadomoscia Ziemi i uzyskac w ten sposob swiadomosc "ogolnoplanetarna", bedac jednoczesnie widocznym jako "zwykly czlowiek".


Ilustracja :lol:

Dlaczego w calym Dragon Ballu tylko Son Goku potrafil "kaio-ken" - technike zwielokratniajaca "domyslny" poziom mocy? Bo mial czyste serce i wchodzil w rezonans ze swiadomoscia planety - ktora jest wibracja milosci i korzystal z jej mocy :lol: Podobnie czynil Jezus :P

Kaio-ken nie mogl wystarczyc przeciwko Freezerowi, poniewaz Freezer w 3 transformacji byl swiadomoscia 6 wymiaru siegajaca gwiazd :lol:

3 minuta

Boru - 21 Styczeń 2012, 19:23

Cytat:
Ziemia zmieni sie w planete "gazowa" na wzor Jowisza czy Saturna


Filmik nr. 1

Filmik nr. 2

Warto sie czasem przysluchac przyrodzie :P

Boru - 22 Styczeń 2012, 15:11

Cytat:
Ludzie przekonani o swoim oddzieleniu lubia tworzyc linie proste, prostokaty, trojkaty, idealnie gladkie kule itd. a w naturze nigdzie czegos takiego nie mozna spotkac. Niech ktos mi znajdzie w lesie linie prosta albo prostokat. Albo niech ktos znajdzie w kosmosie kule .. nie, planety i gwiazdy nie sa idealnie okragle, nie maja gladkiej powierzchnii i nie poruszaja sie po okraglych orbitach ... poza Ksiezycem :lol:


Jezeli cos jest zbyt idealne, to jest to sztucznie stworzone. Planety zbyt idealne sa imitacjami planet. Produkty w reklamach sa zbyt idealne aby mogle byc naturalne. Kobiety zbyt idealne sa sztucznie upiekszane w photoshopie. Ludzie o krystalicznie czystym zyciorysie sa szpiegami, albo ludzkimi hybrydami. Idealny wszechmogacy i wszechwiedzacy Bog jest imitacja. Nie odczuwajacy bolu oswiecony nie jest oswiecony. Gracze i sportowcy zbyt idealni sa oszustami :P

Dlatego tez nie cierpie Neo z matrixa :P Jest zbyt epicki, zbyt przystojny i zbyt dobry aby mogl byc "jedynym".

Boru - 22 Styczeń 2012, 17:02

Cytat:
Co to znaczy: byc czlowiekiem?
To nic innego jak: niemozliwosc bycia roslina i zwierzeciem
Co to znaczy: byc roslina?
To nic innego jak: niemozliwosc bycia czlowiekiem i zwierzeciem

Wszelkie istnienie to "nie bycie czyms", a nicosc to "bycie wszystkim czego nie ma".


To najbardziej hardcorowa rzecz jaka napisalem :lol: Chyba powiem to ksiedzu jak bedzie chodzil "po koledzie".

Mozna powiedziec, ze kazda forma jest pusta przestrzenia pomiedzy innymi formami.
Nie bylbym w stanie wytworzyc zadnej mysli, gdyby nie zjawiska wokol. Moje mysli sa tylko pustym miejscem pomiedzy innymi zjawiskami. Mysl nie jest w stanie pomyslec sama siebie, nozyczki nie sa w stanie pociac siebie na kawalki, a jezyk nie moze sam siebie posmakowac.
W ten wlasnie sposob jest mozliwa zabawa w wolna wole, zabawa pustki samej ze soba. Nie moglbym miec wolnej woli, gdyby nie narzucone zjawiska z zewnatrz.

Tak wiec ostatecznie, tego calego swiata i tak nie ma, ale nie znaczy to, ze jest jakas fatamorgana. Wszelkie doswiadczenia, przyjemne i nieprzyjemne, a takze "ja" sa realne tak jak realna jest pustka. Nie potrzeba wyrzekania sie jakiegos "ja", ktorego nie ma.

Nie ma nic prostszego i bardziej wyzwalajacego. To kim (nie)jestesmy jest niezniszczalne i nigdy nie zostalo stworzone przez kogos.

Utwor muzyczny :lol:

PS. Radze nie ufac "zlotemu buddzie", bo istoty, ktore sie pod niego podszywaja sa gigantycznymi (wielkosci mamutow) pajakami, ktore potrafia hipnotyzowac metno-bialym lub zlotym swiatlem :lol:

Boru - 22 Styczeń 2012, 19:43

Cytat:
rozdzielenie nie jest mozliwe


Ale jednosc wszystkiego tez jest niemozliwa, skoro wszystko to zabawa pustki samej ze soba i ostatecznie nie ma nic :lol: Zarowno jednosc wszystkiego jak i mysl o oddzieleniu pochodzi z tej niemozliwosci.
Zycie to nieskonczona ilosc wariantow niemozliwosci zrobienia czegos.

Nie wiem o co chodzi :lol:

LOL

Boru - 22 Styczeń 2012, 20:34

Miedzynarodowy Instytut Robienia Niezbyt Wiele

Cytat:
Idea spowolnienia może dotyczyć właściwie wszystkiego. Jest ona skierowana głównie przeciwko życiu w biegu i temu, by zauważać upływający czas. Na przekór temu, do czego przywykliśmy, że jeśli nie będziemy w ciągłym ruchu, w ciągłym wirze wydarzeń, to coś nas ominie, wypadniemy z obiegu i...?

I nic – przekonują zwolennicy Slow Down Now.

Boru - 22 Styczeń 2012, 21:39

Nie mam zbytniego talentu do rozkminiania zagadnien zwiazanych z istnieniem badz nieistnienem "ja" czy czegokolwiek. Jesli Absolut jest pozbawiony wszelkiej tresci, nie ma zadnej wiedzy i zadnej mocy zrobienia czegos i wszystko jest zabawa pustki samej ze soba, to nie moge przeciez dojsc do zadnej ostatecznej prawdy. Jesli mamy za soba nieskonczonosc, a przed soba nieskonczonosc, to czy bede blizej prawdy jesli sobie "poukladam" wszystkie koncepcje na temat (nie)istnienia? Wszystkie te filozofie sa wewnetrznym zapetlaniem sie form. A kiedy przyjdzie koniecznosc rozwiazania tych petli, moze pojawic sie problem i bol. Nic we wszechswiecie nie jest stabilne i ostateczne - jest to cos o czym zapomnialo wielu naszych "poprzednikow", ktorzy obecnie staraja sie cofnac ludzi do zwierzecego stanu.

Wyobrazmy sobie czlowieka zawieszonego w nieskonczonej pustej przestrzeni. Poza nim nie ma tam niczego, a on nieustannie powtarza "ciebie nie ma, twoje "ja" jest fikcja", albo "nie ma mnie, wszystko jest". Czy to nie jest absurdalne?
Czy to, ze on sobie cos "poukladal" bedzie mialo jakies znaczenie? Nie, musialby sie rozszczepic w samym sobie na co najmniej 2 czesci, aby mogl sie sam wysluchac i zdobyc uznanie u samego siebie. To jest mniej-wiecej to co roba tzw. Bogowie, ktorzy tworza w samym sobie poszczegolne swiaty, rozszczepiaja sie coraz bardziej i wchodza w coraz nizsze "wymiary" a nastepnie robia wdech aby wszystko przyciagnac z powrotem z tymi wszystkimi zdobytymi i przetworzonymi informacjami, aby zaczac nowy cykl, na nowym poziomie. Jednak poza tymi wszechswiatami nie ma zadnej ostatecznej prawdy i granicy z napisem "stary, juz dowiedziales sie wszystkiego, juz wiesz kim jestes, juz wiesz, ze nie istniejesz, teraz musisz tylko to zapamietac" ktora moglaby ich zatrzymac.

Dlatego tez kazdy kolejny "wymiar" cechuje sie coraz wieksza zmiennoksztaltnoscia, nieprzewidywalnoscia, plastycznoscia i szybkoscia. Istoty np. pieciowymiarowe posiadaja ciala swietliste, a jedenastowymiarowe "eksplodujace" i gdyby taka istota zostala "wklejona" tutaj, to bylaby widoczna jako gigantyczna kosmiczna eksplozja trwajaca nieprzerwanie.

A mimo to, ciagle sie zapetlam :P

Boru - 22 Styczeń 2012, 22:53

Cytat:
rozdzielenie nie jest mozliwe

Ale jednosc wszystkiego tez jest niemozliwa, skoro wszystko to zabawa pustki samej ze soba i ostatecznie nie ma nic


Czlowiek, ktory uwaza siebie za oddzielonego od reszty kreacji, kiedy uswiadamia sobie, ze jednak nie jest oddzielony - przechodzi jakby na wyzszy level. Kazdy kolejny level to uswiadamianie sobie coraz bardziej tej jednosci i ogarnianie coraz wiekszego obszaru.

Dlaczego jednak zjednoczenie sie z kreacja mialoby byc czyms ostatecznym? Moja logika podpowiada mi, ze tak jak ktos nieswiadomy jednosci przechodzi na wyzszy level kiedy sobie ta jednosc uswiadamia, tak samo i jest cos wiecej niz jednosc co nie ma zadnego okreslenia w jezyku, zeby ulozyc z tego jakas definicje.

To jest tak samo jak z ta "swietlistoscia" "Boga". Nie ma zadnego powodu by twierdzic, ze "swietlistosc stworcy wszechswiata" jest czyms najwyzszym i tak samo nie ma zadnego powodu by twierdzic, ze jednosc z wszechswiatem jest jakims szczytowym doswiadczeniem.

Boru - 23 Styczeń 2012, 14:10

Tylko bedac "fraktalnym" mozna przeniesc swoja pamiec poprzez smierc. Tylko blogosc (strach nie jest fraktalny) jest tym, co jestesmy w stanie zatrzymac. Sztuczne twory sa przeciwienstwem fraktalnosci, dlatego tez powrot do "zrodla" jest droga organiczna.
Dlatego tez istoty, ktore obraly droge sztuczna, wylacznie technologiczna, odcieta od natury, oparta na zbiorowym umysle (jak w wojsku) nie sa w stanie zatrzymac swojej pamieci po smierci ich cial (w "wyzszych wymiarach" istoty tez posiadaja ciala i umieraja, to nie jest domena tylko nasza). Takie istoty znajduja sie w krytycznym polozeniu, poniewaz nie sa w stanie przebic sie dalej w wyzsze wymiary, nie potrafia produkowac same blogosci, nie moga przeniesc swojej pamieci po smierci ciala, dlatego tez sa zmuszone, by karmic sie blogoscia innych, aby uczynic swoje ciala niesmiertelnymi. My potrafimy tworzyc sami blogosc, dlatego oni na nas pasozytuja i sa od nas uzaleznieni. Nie chca pamietac o tym, ze sami zgodzilismy sie na wejscie do "matrixa" i boja sie tych, ktorzy sie budza. Nie moga przeniesc sie w wyzsze wymiary, a wiec tworza ich repliki w wymiarach nizszych, tworza falszywe swietliste ciala, aby podszywac sie pod znane anielskie istoty i kieruja swiadomosc otumanionych istot w ta slepa uliczke, aby doic je z energii. Tworzenie replik wyzszych wymiarow w nizszych sprawia, ze spotykajac sie w 4d z taka istota bedaca na szczycie tego imperium ma sie wrazenie, ze jest to ktos bardzo "wzniesiony", chociaz jest on zaledwie pietro (niecale) wyzej.
Dla nich, pozadanym stanem ludzkosci jest ten obecny tzn. gdzie ludzi jest bardzo duzo, niewiele pamietaja, sa obciazeni na tyle, ze nie moga sie przebic do Slonca i kazdy produkuje niewielka ilosc tego "soczku". Nie moga przyjac czystej, stuprocentowej blogosci, dlatego musi ona byc "owinieta" w strach i cierpienie. Oni nie chca zniszczyc ludzkosci, nie chca "podkrecac sruby", wprowadzac jakies NWO, w to sie bawia tylko "nasi" rzadzacy, klony, atrapy ludzkie, manipulowane przez tych "swietlistych" kosmitow. Kiedy nie beda juz im potrzebni, zostana wpakowani do podziemnych bunkrow, gdzie spala sie zywcem.
Te istoty kontaktuja sie tez z roznymi "new-ageowcami" i mowia: o wy biedni ludzie, zabijacie sie nawzajem, jestescie tak slabo rozwinieci, my wam pomozemy, jestesmy waszymi gwiezdnymi bracmi, uruchomcie ta piramide .. ale nie powiedza, ze to oni sa tymi, ktorzy tworza zza sceny wojny i powoduja zacofanie :lol: Jedna reka nas bija, a druga reka nam pomagaja. Za wszelkimi religiami stoja ci sami goscie, zawsze idac za sznureczkiem dochodzi sie do tych gadoidalnych istot ukrywajacych sie pod roznymi imionami i postaciami.
Tysiace planet jest owinietych tymi mackami, a taka lokalna, ziemska baza jest Ksiezyc.

Chodzi wiec o to, aby przetransformowac niskie energie w wyzsze. Tym zajmuje sie alchemia.

Czuc sie tak dobrze, ze kosmici nie beda nas chcieli :P

Boru - 23 Styczeń 2012, 15:01

Mysle, ze jest to wazniejsze niz jakies ACTA :lol:
Boru - 23 Styczeń 2012, 15:50

Cytat:
Tylko bedac "fraktalnym" mozna przeniesc swoja pamiec poprzez smierc. Tylko blogosc (strach nie jest fraktalny) jest tym, co jestesmy w stanie zatrzymac. Sztuczne twory sa przeciwienstwem fraktalnosci, dlatego tez powrot do "zrodla" jest droga organiczna.


Dan Winter - DNA i geometria Swietego Graala

Boru - 23 Styczeń 2012, 16:19

Cytat:
Kiedy ta "iskra" w czlowieku, ten zalazek "wyzszego ja" spotyka sie z wiekszym plomieniem, staje sie nim i rozpala nizsze manifestacje gwaltownie jak zapala sie zapalka, albo jak pocisk wrzucony do pieca.


Ta "iskra" blogosci/milosci, osadza sie w wiekszym fraktalu, dlatego tez podmuch sloneczny nie zrobi czlowiekowi krzywdy, lecz zostanie "wessany" przez serce. Ci, ktorzy kieruja sie w zyciu strachem i nienawiscia nie sa fraktalni, wiec sa ugotowani. Czysta matematyka :lol:

Dlatego tez roznym istotom zalezy na tym by siac strach przed "koncem swiata" i robia kampanie antysloneczna. Wtedy beda mogli przybyc tutaj, aby wystraszonych ludzi ocalic.

Jedyna sensowna rzecza jaka mozna zrobic w obliczu Slonca to dobrze sie czuc.

Bog jest fraktalem, wiec jesli nie jestes fraktalny, nie jestes stworzony przez Boga, a wiec nie istniejesz :lol:

Boru - 23 Styczeń 2012, 17:39

Cytat:
Diamenty powstaja w ekstremalnych temperaturach.


Cytat:
Chodzi o to, aby przetransformowac nizsze energie w wyzsze


jam to dawno dawno temu napisał/a:
Czlowiek bedzie musial jednak nauczyc sie zatrzymywac wegiel w swoim organizmie, bo obecnie wdycha tlen i wydycha dwutlenek wegla - zabijajac oddechem ;) Wegiel to wlasnie "kamien filozoficzny". Czlowiek zatrzymujac wegiel w organizmie bedzie coraz bardziej "diamentowy" i swoje cialo zamieni w kamien madrosci.

Boru - 23 Styczeń 2012, 18:37

Cytat:
Sztuczne twory sa przeciwienstwem fraktalnosci, dlatego tez powrot do "zrodla" jest droga organiczna.
Dlatego tez istoty, ktore obraly droge sztuczna, wylacznie technologiczna, odcieta od natury, oparta na zbiorowym umysle (jak w wojsku) nie sa w stanie zatrzymac swojej pamieci po smierci ich cial


Nie jestem wrogiem technologii. Jest roznica pomiedzy technologia sztuczna, bedaca produktem strachu, a technologia naturalna. Zaawansowane pozytywne i neutralne istoty nie mieszkaja w chatkach zrobionych ze slomy.
Bedac w wymiarach wyzszych mozna za pomoca intencji stworzyc wspolnie z kolegami i kolezankami roznorakie energetyczne statki kosmiczne, czy budynki. Technologia moze byc naturalna i wspolgrac z planeta.

Moge wiec zapewnic kazdego, ze jesli ktos podrozuje za pomoca ciezkiego, metalowego statku, to znaczy, ze ktos bardzo nisko upadl :P

Roznica pomiedzy nimi (pozytywno-neutralnymi) a tymi "falszywie swietlistymi" jest taka, ze ci drudzy kisza sie w swoim wlasnym sosie, w swoich mentalnych projekcjach i aby podtrzymywac ten stan (bo boja sie pojsc dalej), czerpia energie z innych zywych istot i sa jak rak dla innych planet.

Negatyw wciaga wszystko kosztem energii innych, a pozytyw osadza swoja energie w energie wieksza od siebie, zwiekszajac tym samym swoja energie.

Boru - 23 Styczeń 2012, 22:36

Cytat:
strach nie jest fraktalny


Od 3:21

Boru - 23 Styczeń 2012, 23:03

Doob napisał/a:
jestes psychiczny, co nie?


Wikipedia o Walentynie Egipcjaninie napisał/a:
do wspólnych twierdzeń wszystkich walentynian należą następujące wyobrażenia, zapewne charakterystyczne także dla samego Walentyna. Pleroma składa się z (co najmniej) 30 eonów, noszących różne nazwy i uporządkowanych w 15 par. Pierwszym z nich jest "otchłań" (bythos) bądź "praojciec", wierzchołek całego systemu, tworzący parę z "siłą myślową" (ennoia), nazywaną także "łaską" (charis) i "milczeniem". Ostatni eon to eon "mądrości" (sofia), który poprzez swoje "wścibstwo" i nieokiełznane dążenie do nieznanego ojca pleromy doprowadził do powstania świata, wywołana bowiem przez to "niewiedza" (czy "błąd") spowodowała powstanie materialnej substancji. Celem przywrócenia zakłóconego spokoju w pleromie została stworzona nowa para eonów - "Chrystus" i "Duch Święty". Ten pierwszy doprowadza do powrotu Sofii do pleromy, jednak jej "pragnienie" (enthymesis) zostaje poza pleromą i staje się dolną Sofią, czy też "Achamaoth" (hebr. "mądrość"). Nie jest pewne czy ta duplikacja Sofii występowała już u samego Walentyna. Dla usunięcia cierpień tej niższej "mądrości" zostaje zrodzony Jezus, który dzięki "poznaniu" porządkuje jej namiętności, stające się z początku niematerialnymi elementami przyszłego stworzenia świata. Z przeżyć Sofii wyłaniają się następujące potencje bytowe: z namiętności materia, z "nawrócenia" czy "skruchy" dusza (psyche), z elementu wyłonionego po oczyszczeniu Sofii przez Jezusa duch (pneuma). Stąd charakterystyczny dla gnostyków podział ludzi na "materialnych" (tj. pogan), "psychicznych" (to jest nieświadomych chrześcijan) i posiadających właściwą prawdę "duchowych" (to jest gnostyków). Z substancji psychicznej Achamaoth tworzy stwórcę świata, który nie zdając sobie sprawy z istnienia pleromy uważa się za jedynego Boga (jest to odpowiednik Boga judaizmu i chrześcijaństwa). Przebywa on pomiędzy Achamaoth a stworzonym przez siebie, złożonym z rzeczy psychicznych i cielesnych światem. Człowiek u Walentyna jest tworem niższych istot anielskich, jednak dzięki zachowanemu przez siebie elementowi pleromy (powstał bowiem na wzór eonu "człowiek") przewyższa swych stwórców i jest zdolny do wybawiającego z ziemskich więzów poznania. Zachowane źródła niewiele jednak pozwalają powiedzieć o tych kwestiach[4].


Ten swiat w ktorym sie poruszamy jest tymczasowa placowka leczenia dla ludzi chorych psychicznie.

Sophia to rowniez imie naszej Matki Ziemi.

Zeby nie pisac kolejnego posta:

George Kavassilas - The Structure (kolejna przetlumaczona czesc)

Boru - 23 Styczeń 2012, 23:55

Cytat:
Nie moga przyjac czystej, stuprocentowej blogosci, dlatego musi ona byc "owinieta" w strach i cierpienie.


A czym, jak nie wlasnie tym, sa modlitwy? "Panie, ty wiesz wszystko, jestes taki dobry, prosze cie wybaw mnie z tego cierpienia" - to jest wlasnie to, co lubia najbardziej. To jest dla nich jak narkotyk, tym doslownie sie zywia.

Oni nie sa w stanie zywic sie czyms w stylu "wiem kim jestes, tylko grasz boga, ale kocham cie, jestes czescia mnie". To im sprawia bol :P

Cytat:
George Kavassilas - The Structure (kolejna przetlumaczona czesc)


Ten poczatkowy fragment w ktorym mowi, ze istota z 5d, kiedy zaczyna sie wtracac w sprawy z 3d jest przyciagana w dol i jesli rozmawia sie z kims z 5d to ta istota "juz jest w drodze" i ze pamieta to uczucie przyciagania i ciezaru, dal mi do myslenia :lol:

Boru - 24 Styczeń 2012, 01:22

Cytat:
Kiedy nie beda juz im potrzebni, zostana wpakowani do podziemnych bunkrow, gdzie spala sie zywcem.


Ilustracja :lol:

Boru - 24 Styczeń 2012, 01:43

To naprawde jest szalone, ze ludzie zyja od wiekow, tocza swoje historie, tyle roznych dramatow sie wydarzylo i ci ludzie nie wiedza o tym, ze Ziemia jest zywa istota, ze Slonce i gwiazdy sa zywe, ze sami przybyli z gwiazd i maja tam swoich braci i swoje siostry. Trudno powiedziec, czy jest to szczyt glupoty, odwagi, czy tylko zart Stworcy z siebie samego :P
Cala ta transformacja, ktora nas czeka, dotyczy przede wszystkim Ziemi jako zywej istoty, a nas jako nastepnych w kolejnosci, jako, ze Ziemia zgodzila sie abysmy tu przyszli i dzieki niej zyjemy tutaj. Ona sie zmienia, czy to nam sie podoba czy nie.
To troche tak jak mrowki chodzace po sloniu, nie wiedzace o istnieniu slonia. A slon zmierza powoli w kierunku wody, aby sie wykapac. Slon wie, ze rozne owady go podgryzaja, ale nie ma rak aby sie otrzasnac. Kiedy slon wchodzi do wody, to mrowki nie wiedza o co chodzi. Byla jednak grupa mrowek, ktora mowila caly czas "TO zyje!", ktorej wiekszosc sie nie posluchala :P

Boru - 24 Styczeń 2012, 14:14

Cytat:
Ten poczatkowy fragment w ktorym mowi, ze istota z 5d, kiedy zaczyna sie wtracac w sprawy z 3d jest przyciagana w dol i jesli rozmawia sie z kims z 5d to ta istota "juz jest w drodze" i ze pamieta to uczucie przyciagania i ciezaru, dal mi do myslenia :lol:


Ilustracja :lol: Nagrane 4 miesiace temu.

Musialem bardzo, ale to bardzo mocno uderzyc sie w glowe podczas ladowania :( I do tej pory mam amnezje.
Spotkam sie z kolegami i kolezankami z 5d i beda sie smiali "ales niezle przyp****olil ostatnim razem".

Boru - 24 Styczeń 2012, 15:07

Cytat:
Jesli Absolut jest pozbawiony wszelkiej tresci, nie ma zadnej wiedzy i zadnej mocy zrobienia czegos i wszystko jest zabawa pustki samej ze soba, to nie moge przeciez dojsc do zadnej ostatecznej prawdy.


Ktos moglby powiedziec: to sprawia, ze zawsze bedziesz plywal po "morzu niepewnosci" i nie zaznasz spokoju.

Jest wrecz przeciwnie. Fakt, ze nie ma zadnej ostatecznej prawdy, jest wlasnie ta ostateczna prawda, ktora pozwala mi byc spokojnym.

Cytat:
Przypowieść o królu Salomonie

Pewnego dnia, Solomon zadecydował
poniżyć Benaiaha ben Yehoyada, jego
najbardziej zaufanego ministra. Rzekł do
niego, "Benaiahu, jest pewien określony
pierścień, którego chciałbym byś mi go
przyniósł. Życzę sobie go ubrać na Sukkot,
co daje Tobie sześć miesięcy na znalezienie
go." Jeżeli istnieje gdziekolwiek na świecie,
mój Panie." - odpowiedział Benaiah.
"Znajdę go i przyniosę go Tobię, lecz co
czyni pierścień specjalnym?"
"Posiada magiczne moce" - odpowiedział król.
"Jeżeli szczęśliwy mężczyzna spojrzy na niego
staje się smutny, lecz jeżeli smutny mężczyzna
spojrzy na niego staje się szczęśliwym."
Solomon wiedział, że ten pierścień nie istniał
nigdzie na świecie, lecz życzył sobie dać
swojemu ministrowi odrobinę smaku poniżenia.
Wiosna minęła, a potem lato i Benaiah
wciąż nie miał pojęcia gdzie mógł znaleźć ów
pierścień. Noc przed Sukkotem zadecydował
że pójdzie na spacer do najbiedniejszej
części Jeruzalem. Minął kupca, który zaczął
wykładać towary na ubogi dywan. "Czy jest
jakaś szansa, że słyszałeś o magicznym pierścieniu
który sprawia, że gdy nosi go szczęśliwa osoba zapomina
o swej radości i gdy człowiek ze złamanym sercem
nosi go zapomina o swym smutku?" - zapytał Benaiah
Zauważył jak starszy kupiec bierze złoty pierścień
ze swojego dywanu i zaczyna coś grawerować na
nim. Kiedy Benaiah przeczytał słowa wygrawerowane
na pierścieniu jego twarz wykrzywiła się w szerokim uśmiechu.
Tej nocy, całe miasto zawitało w święcie Sukkotu w
wielkiej uroczystości. "Więc, mój przyjacielu." rzekł
Solomon, "Czy znalazłeś to po co Cie wysłałem?"
Wszyscy parsknęli śmiechem, a sam Solomon uśmiechnął się.
Ku niespodziance, Benaiah trzymał mały złoty pierścionek
i zadeklarował, "Oto i on, wasza królewska mość!"
Kiedy Solomon przeczytał inskrypcje, uśmiech z jego twarzy zniknął.
Jubiler wygrawerował na nim trzy hebrajskie litery
"Gimel, Zayin, Yod", które rozpoczął słowami
"Gam zeh ya'vor" - "To również przeminie."
W tamtym momencie, Solomon uświadomił sobie
to iż cała jego wiedza i wspaniałe bogactwo, ogromna władza
były jedynie ulotną rzeczą, gdyż pewnego dnia będzie niczym więcej
niż pyłem.

Boru - 24 Styczeń 2012, 15:29

Cytat:
wszystko (lacznie z cierpieniem) jest realne, jak realna jest pustka


ktos gdzies napisał/a:
"Niezrozumienie pustki prowadzi do jeszcze innych problemów. Zdarzają się one buddystom raczej powierzchownym i zblazowanym. Tak się jakoś utarło w kręgach buddyjskich, że człowiek, który nie akceptuje pustki, nie jest „wporzo”. Udajemy więc, że doceniamy znaczenie pustki, i medytujemy nad nią. Jeżeli jednak nie zrozumiemy jej właściwie, mogą wystąpić niepożądane skutki uboczne."


Pustka moze bolec! Jesli strzelicie do Buddy z pistoletu, to nie zatrzyma kuli jak Neo w matrixie. To tylko film, nie bierzcie tego tak powaznie.

Boru - 24 Styczeń 2012, 21:16

Cytat:
Wszystko co widzimy jest odbiciem naszego stanu wewnetrznego


Dlatego tez zaden "oswiecony" nie moze postrzegac innych jako nieoswieconych, ani zaden "zbawca" nie moze postrzegac innych jako grzesznikow. Nie mozna byc bezgrzesznym i widziec grzech w innych. Nikt zdrowy psychicznie nie postrzega innych jako chorych psychicznie :P Psychiatrzy i psychologowie i ich pacjenci to jedno i to samo.
Nikt kto jest "oredownikiem pokoju" nie moze byc przesladowany, bo jesli ktos uwaza sie za przesladowanego, to naucza przesladowania.
Nie mozna byc kims "pozasystemowym" i jednoczesnie walczyc z systemem.

Smierc jest utozsamieniem sie z mysla o oddzieleniu. Oddzielenie nie jest mozliwe. Smierc moze byc jedynie wklejonym obrazkiem pozbawionym wlasnego zycia.

To podstawowa i bardzo prosta prawda.

Boru - 24 Styczeń 2012, 21:55

Niektorzy ludzie dowiadujac sie o "holograficznej" naturze wszechswiata twierdza, ze swiat jest iluzja, ze jest nieprawdziwy. "Jesli swiat to hologram, to moge wyjsc na ulice i dzgac innym nozem, bo to i tak iluzja". Co to znaczy, ze swiat jest holograficzny? To, ze najmniejsza czesc skladowa hologramu zawiera w sobie obraz calosci. Mozecie zabrac jablko w pusta przestrzen z tego jablka stworzyc reszte wszechswiata. Jesli wiec dzgasz kogos nozem, to dzgasz i siebie i bedziesz musial odczuc to samo.

Czym jest matrix/szescian? Matrix to nalepki nakladane na rzeczywistosc typu "trawa jest zielona" - w lagodnej wersji, lub "on jest zly" oddzielajace (chociaz oddzielenie jest niemozliwe) nas od rzeczywistosci albo tworzenie w glowie koncepcji liniowosci czasu lub oddzielenia od innych "wymiarow" lub ich braku. Nic w naturze nie biegnie po linii prostej. Efekt jest taki, ze widzi sie swiat i rozne wydarzenia, ktore nie istnieja. Taka centralna, zbiorowa halucynacja ludzkosci i sztuczna myslowa projekcja bylo ukrzyzowanie Jezusa :P

Boru - 24 Styczeń 2012, 22:16

Jesli istnieje tylko terazniejszosc, to wszystko, co napisalem wczesniej automatycznie staje sie fikcja :lol: Nie dajcie sie nabrac na to :P
Boru - 24 Styczeń 2012, 22:37

Eckhart Tolle - O swoim przebudzeniu - dobry przyklad systemowego erroru :P
Alan Watts - Nie co powinno być, nie co może być, ale co jest - pierwsza czesc z 6

Boru - 25 Styczeń 2012, 00:24

Cytat:
Czym jest matrix/szescian? Matrix to nalepki nakladane na rzeczywistosc typu "trawa jest zielona" - w lagodnej wersji, lub "on jest zly" oddzielajace (chociaz oddzielenie jest niemozliwe) nas od rzeczywistosci albo tworzenie w glowie koncepcji liniowosci czasu lub oddzielenia od innych "wymiarow" lub ich braku. Nic w naturze nie biegnie po linii prostej. Efekt jest taki, ze widzi sie swiat i rozne wydarzenia, ktore nie istnieja. Taka centralna, zbiorowa halucynacja ludzkosci i sztuczna myslowa projekcja bylo ukrzyzowanie Jezusa :P


Ilustracja

Dlaczego Bog nie interweniuje? Bo nie widzi czegos, czego nie ma :P Nic mu nie wiadomo o jakims oddzieleniu.

Boru - 25 Styczeń 2012, 01:05

Jestem bankrutem, upadla moja firma w ktora wlozylem tyle lat pracy - historyjka, czas, cierpienie, falsz

Mam dyche na koncie - fakt, nie wywoluje cierpienia :P

Boru - 25 Styczeń 2012, 13:12

Eckhart Tolle napisał/a:
Prócz wspomnianego już snu bez marzeń jest jeszcze jed­na brama, w którą wchodzimy mimowolnie. Otwiera się na krót­ko, w chwili fizycznej śmierci. Nawet jeśli przegapisz wszyst­kie w życiu okazje duchowego urzeczywistnienia, ostatnia brama stanie przed tobą otworem tuż po śmierci fizycznego ciała. Istnieją niezliczone relacje ludzi, którzy ujrzeli ją w świet­listej wizji, a potem wrócili, bogatsi o doświadczenie, potocz­nie zwane bliskim spotkaniem ze śmiercią. Wielu z nich wspomi­nało, że doznawali wtedy błogiego spokoju i głębokiej równo­wagi. W Tybetańskiej Księdze Umarłych przeżycie to określa się mianem „świetlistej wspaniałości bezbarwnego światła Pustki", która - jak stwierdza owa księga - jest „twoją własną prawdziwą jaźnią". Brama ta otwiera się jedynie na krótką chwi­lę i jeśli za życia nigdy nie spotkałeś się z wymiarem Nieprzejawionego, zapewne przeoczysz ten moment. Większość ludzi nosi w sobie zbyt wiele zastarzałego oporu i lęku, zanadto przy­wiązana jest do doznań zmysłowych i utożsamiona ze światem przejawionym. Na widok tej ostatniej bramy odwracają się więc ze zgrozą i tracą świadomość. To, co im się później przyda­rza, w większości nie zależy od ich woli i następuje automa­tycznie. W końcu czeka ich powtórka narodzin i śmierci. Za mało byli jeszcze obecni, żeby osiągnąć świadomą nieśmier­telność.


jam to napisał/a:
Wraz ze zblizaniem sie do galaktycznego rownika wszystkie nasze rownolegle zycia zaczynaja sie na siebie nakladac, az do "punktu 0" gdzie zbiegaja sie w jednym momencie. W zaleznosci od tego w jakim stanie swiadomosci czlowiek sie znajduje, to czekaja go rozne scenariusze. Moze przejsc transformacje i przejsc przez brame do nowej ziemi, moze rowniez urwac mu sie film i obudzic sie w swiecie, ktory bedzie pasowal do jego stanu swiadomosci - a wiec obudzi sie w swiecie, w ktorym nic sie nie wydarzylo.


Piszemy o tej samej bramie :P

I jeszcze raz daje linka do tego filmu (pomimo jego kiczowatosci, ale sens jest zachowany :P )

Chyba za daleko zaszedlem w swoich poszukiwaniach aby moc teraz powrocic do "normalnego zycia" :lol: To zycie nigdy nie istnialo.

Boru - 25 Styczeń 2012, 14:21

Carlos Castaneda napisał/a:
Wyjaśnij mi, co rozumiesz przez podwójne pozycje, lub przez pozycję
początkową, w której śniący utrzymuje swoje ciało, by rozpocząć śnienie –
powiedziałem.
– Jak się kładziesz, rozpoczynając śnienie? – zapytała.
– Jak popadnie. Nie mam ustalonej zasady. Don Juan nigdy nie przywiązywał do
tego wagi.
– Cóż, ja przywiązuję – powiedziała i wstała. Zmieniła pozycję. Usiadła po mojej
prawej stronie i wyszeptała mi do prawego ucha, że zgodnie z tym, co wie,
pozycja, w której śniący utrzymuje swoje ciało, jest niesłychanie ważna.
Zaproponowała, bym to sprawdził, posługując się wyjątkowo subtelnym, lecz
prostym ćwiczeniem.
– Rozpocznij śnienie, leżąc na prawym boku z lekko zgiętymi kolanami –
zaproponowała. – Chodzi o to, by utrzymać tę pozycję w trakcie zasypiania. A
potem, podczas śnienia, ćwiczenie polega na tym, by śnić, że leżysz w dokładnie
takiej samej pozycji i znowu zasypiasz.
– A co to daje? – zapytałem.
– Unieruchamia punkt połączenia, i to na dobre, w tej pozycji, w której się
znajdował podczas tego drugiego zasypiania.
– Jakie są efekty tego ćwiczenia?
– Całkowite postrzeganie. Jestem pewna, że twoi nauczyciele powiedzieli ci już,
że moje dary są darami całkowitego postrzegania.
– Tak, ale chyba nie do końca rozumiem, co oznacza to całkowite postrzeganie
– skłamałem.
Zignorowała mnie i kontynuowała wyjaśnienia, mówiąc, że cztery warianty tego
ćwiczenia polegają na zasypianiu na prawym boku, lewym, na plecach i na
brzuchu. Następnie, podczas śnienia, ćwiczenie polega na tym, by śnić, że
zasypia się po raz drugi w tej samej pozycji, w której rozpoczęło się śnienie.
Kobieta obiecała mi nadzwyczajne, niemożliwe do przewidzenia z góry rezultaty.
Potem nagle zmieniła temat i spytała:
– Jaki dar chcesz otrzymać?
– Nie chcę żadnego daru. Już ci mówiłem.
– Nalegam. Ja muszę wręczyć ci dar, a ty musisz go przyjąć. Taka jest nasza
umowa.
– Nasza umowa jest taka, że my dajemy ci energię. Weź więc ją ode mnie. Tym
razem ja stawiam. To mój dar dla ciebie.
Kobieta wyglądała tak, jakby oniemiała. A ja ciągle powtarzałem jej, że nie mam
nic przeciwko temu, by wzięła ode mnie energię. Powiedziałem jej nawet, że
ogromnieją lubię. I naprawdę ją lubiłem. Było w niej coś niesłychanie smutnego i
zarazem pociągającego.
– Wróćmy do kościoła – mruknęła.
– Jeśli naprawdę chcesz mi coś podarować – powiedziałem – zabierz mnie na
spacer po tym mieście, w świetle księżyca.
Kiwnęła głową potakująco.
– Pod warunkiem, że nie odezwiesz się ani słowem – powiedziała.
– Dlaczego? – zapytałem, choć już znałem odpowiedź.
– Ponieważ śnimy – odparła. – Zabiorę cię głębiej w mój sen.
Wyjaśniła, że dopóki pozostawaliśmy w kościele, dopóty miałem dość energii, by
myśleć i rozmawiać, lecz poza jego obrębem sytuacja była odmienna.
– Dlaczego tak jest? – zapytałem śmiało.
– Ponieważ nie ma stąd wyjścia – rzekła niezwykle poważnym tonem, który nie
tylko dodał jej niesamowitości, lecz również mnie przeraził. – To jest sen. Jesteś
przy czwartej bramie śnienia. Śnisz mój sen.
Powiedziała mi, że jej wielką sztuką jest to, że potrafi odzwierciedlać swą
intencję; wszystko, co widzę dookoła siebie, jest jej intencją. Szeptem
powiedziała, że kościół i miasto są wynikiem jej intencji; nie istnieją, a jednak
istnieją. Potem spojrzała mi w oczy i dodała, że jest to jedna z tajemnic
zamierzania podwójnych pozycji śnienia w drugiej uwadze. Można to wykonać,
lecz nie można tego zrozumieć ani wytłumaczyć.
Potem powiedziała mi, że pochodzi z linii czarowników, którzy wiedzieli, jak się
poruszać w drugiej uwadze dzięki odzwierciedlaniu swej intencji. Opowiadała, że
czarownicy jej linii praktykowali sztukę odzwierciedlania swoich myśli podczas
śnienia, aby uzyskać wierne odtworzenie dowolnie wybranego przedmiotu,
budowli czy elementu krajobrazu.
Powiedziała, iż czarownicy jej linii zwykle zaczynali od wpatrywania się w jakiś
nieskomplikowany przedmiot i zapamiętywania wszystkich jego szczegółów.
Potem zamykali oczy, wyobrażali go sobie i poprawiali swoje wyobrażenie,
porównując je z prawdziwym przedmiotem, dopóki nie ujrzeli go z zamkniętymi
oczami w całej jego złożoności.
Następnym etapem było śnienie z tym przedmiotem i wywołanie we śnie, z
punktu widzenia ich własnej percepcji, całkowitej materializacji tego przedmiotu.
Ów akt, powiedziała kobieta, nazywano pierwszym krokiem do całkowitego
postrzegania.
Od nieskomplikowanego przedmiotu czarownicy przechodzili do rzeczy coraz to
bardziej złożonych. Ich celem ostatecznym było wspólne wyobrażenie sobie
jakiegoś całkowitego świata, później wyśnienie go i odtworzenie w ten sposób
całkowicie prawdziwego świata, w którym mogli żyć.
– Gdy czarownicy z mojej linii potrafili już tego dokonać – ciągnęła kobieta –
mogli z łatwością wciągnąć innych do swej intencji, do swojego snu. To właśnie
teraz robię z tobą i to właśnie zrobiłam ze wszystkimi nagualami z twojej linii. Nie
myśl, że to żart – zachichotała, mówiąc to takim tonem, jakbym tak właśnie
myślał. –Całe pokolenia zniknęły dzięki takiemu śnieniu. Dlatego właśnie
powiedziałam ci, że ten kościół i to miasto są jedną z tajemnic zamierzania w
drugiej uwadze.
– Mówisz, że w ten sposób zniknęły całe pokolenia? Jak to możliwe? –
zapytałem.
– Najpierw wyobrażali sobie, a potem odtwarzali w śnieniu tę samą wizję –
odparła. – Ty nigdy nie wyobrażałeś sobie niczego, więc zagłębianie się w mój
sen jest dla ciebie bardzo niebezpieczne.
Potem ostrzegła mnie, że przekroczenie czwartej bramy śnienia i podróż do
miejsc istniejących jedynie w czyjejś intencji jest wielce ryzykowne, ponieważ
każda rzecz w takim śnie musi być rzeczą bardzo osobistą.
– Nadal chcesz iść? – zapytała.
– Tak.
Wtedy opowiedziała mi jeszcze o podwójnych pozycjach. Jeśli więc na przykład
będę śnić o moim mieście, a sen zaczął się, gdy leżałem na prawym boku, mogę
bardzo łatwo zostać w mieście z mojego snu, jeżeli będę leżał we śnie na
prawym boku i śnił, że zasnąłem. Nie dość, że drugi sen z pewnością będzie
snem o moim mieście, to jeszcze będzie to najbardziej konkretny sen, jaki
można sobie wyobrazić.
Kobieta była pewna, że w trakcie ćwiczeń w śnieniu miałem niezliczoną liczbę
takich niezwykle konkretnych snów, lecz każdy z nich był jedynie szczęśliwym
trafem. Jedynym bowiem sposobem zdobycia absolutnej kontroli nad snami jest
technika podwójnych pozycji.
– I nie pytaj dlaczego – dodała. – Tak po prostu jest. Jak wszystko inne.
Potem nakazała mi powstać i napomniała, żebym nie odzywał się do niej ani nie
oddalał. Wzięła mnie łagodnie za rękę, zupełnie jakbym był dzieckiem, i
poprowadziła w kierunku ciemnych konturów zabudowań. Szliśmy wybrukowaną
ulicą. Twarde kamienie rzeczne wbito na sztorc w ziemię; nierównomierny nacisk
pofałdował jej powierzchnię. Wyglądało na to, że kamieniarze układali bruk
zgodnie z przebiegiem terenu, nie zadając sobie trudu, by go wyrównać.
Domy były zakurzone; były to wielkie, pobielone wapnem parterowe budynki z
dachami wyłożonymi dachówką. Dokoła kręcili się w ciszy jacyś ludzie. Ciemne
cienie wewnątrz budynków nasunęły mi na myśl obraz ciekawych, lecz
przestraszonych sąsiadów plotkujących za zamkniętymi drzwiami. Widziałem
również płaskie góry otaczające miasto.
W przeciwieństwie do tego, co przez cały czas zdarzało mi się podczas śnienia,
moje procesy myślowe pozostały nienaruszone. Myśli nie zostały wyparte przez
moc zdarzeń ze snu. Umysł podpowiedział mi, że znalazłem się w sennej wersji
miasta, gdzie mieszkał don Juan, ale w innym czasie. Moja ciekawość sięgała
szczytu. Znajdowałem się wraz z tą, która sprzeciwiła się śmierci, w jej śnie. Ale
czy to był sen? Kobieta sama powiedziała, iż to sen. Pragnąłem wszystko
obserwować, zachować skrajnie posuniętą czujność. Chciałem wszystko
sprawdzić poprzez widzenie energii. Poczułem zażenowanie, ale kobieta
ścisnęła mnie mocniej za rękę, jakby dając znak, że się ze mną zgadza.
Nadal czułem absurdalne zawstydzenie, ale automatycznie wypowiedziałem na
głos swój zamiar widzenia energii. W trakcie ćwiczeń w śnieniu zawsze
używałem tego samego zdania: “Chcę widzieć energię". Czasami musiałem
powtarzać je wielokrotnie, zanim uzyskałem oczekiwany rezultat. Tym razem,
gdy w mieście ze snu kobiety zacząłem powtarzać je w swój zwykły sposób, ta
się roześmiała. Jej śmiech był taki sam, jak śmiech don Juana: głęboki i
niepohamowany.
– Co cię tak bawi? – zapytałem, z kolei nieco ubawiony jej wesołością.
– Juan Matus nie lubi dawnych czarowników, a mnie w szczególności –
powiedziała kobieta między kolejnymi wybuchami śmiechu. – Aby widzieć we
śnie, wystarczy tylko wskazać małym palcem na przedmiot, który chcesz
widzieć. Kazał ci krzyczeć w moim śnie, by dać mi do zrozumienia, co o mnie
myśli. Musisz przyznać, że niezły z niego spryciarz. – Kobieta przerwała na
chwilę, a potem dodała takim tonem, jakby zdradzała mi wielki sekret: –
Oczywiście wydzieranie się jak ostatni kretyn też działa.
Poczucie humoru czarowników kompletnie mnie oszołomiło. Kobieta śmiała się
tak bardzo, że nie mogła iść. Poczułem się głupio. Gdy opanowała się w końcu,
wyjaśniła mi uprzejmie, że mogę wskazać na jakąkolwiek rzecz w jej śnie, nie
wyłączając jej osoby.
Wskazałem na dom małym palcem lewej ręki. Nie było w nim energii. Był taki
sam, jak każda inna rzecz w normalnym śnie. Wskazywałem na wszystko
dokoła, ale z takim samym skutkiem.
– Wskaż na mnie – poleciła mi kobieta. – Musisz przekonać się, że tę właśnie
metodę stosują śniący, aby widzieć.
Miała zupełną rację. To była właściwa metoda. W chwili, gdy wskazałem na nią
palcem, kobieta stała się plamą energii. Mogę dodać, że bardzo szczególną
plamą energii. Jej kształt energetyczny był dokładnie taki, jak opisał go don
Juan. Wyglądał jak olbrzymia muszla, wklęśnięta do środka wzdłuż szczeliny
biegnącej przez całą jej długość.
– Jestem w tym śnie jedyną istotą wytwarzającą energię – powiedziała. –
Najlepiej więc zrobisz, gdy po prostu będziesz się wszystkiemu przyglądać.
W tym momencie po raz pierwszy uderzyła mnie głębia dowcipu don Juana.
Specjalnie nauczył mnie wydzierać się w trakcie śnienia, abym potem się darł w
osobistym śnie tej, która sprzeciwiła się śmierci. Przytyk ten wydał mi się tak
zabawny, że zaniosłem się śmiechem, który niemal mnie zadusił.
– Chodźmy dalej – powiedziała cicho kobieta, gdy już się nasunąłem.
W mieście były tylko dwie przecinające się ulice; przy każdej stały trzy grupy
domów. Przeszliśmy wzdłuż obu ulic nie jeden raz, a cztery. Przyglądałem się
wszystkiemu i nasłuchiwałem, wykorzystując moją uwagę śnienia. Niewiele było
słychać – szczekające w oddali psy albo rozmawiający szeptem ludzie, których
mijaliśmy.
Szczekanie psów wywołało u mnie jakąś nieznaną i głęboką tęsknotę. Musiałem
stanąć. Oparłem się ramieniem o ścianę, by nieco ochłonąć. Kontakt z nią był
dla mnie szokiem. Nie dlatego, że była jakaś niezwykła, lecz dlatego, iż oparłem
się o twardą ścianę, taką jak każda inna ściana, której kiedykolwiek dotykałem.
Dotknąłem jej ręką, przebiegając palcami po chropowatej powierzchni. To była
prawdziwa ściana!
Oszałamiająca realność tej ściany natychmiast położyła kres tęsknocie i znów
ożywiła moje zainteresowanie wszystkim, co mnie otaczało. Przede wszystkim
szukałem szczegółów, które mógłbym odnieść do miasta z normalnego świata, z
teraźniejszości. Nie udało mi się to jednak pomimo bardzo wytężonej obserwacji.
Co prawda, był tutaj plac, ale znajdował się przed kościołem, naprzeciwko
portyku.
Widziałem góry otaczające miasto, które w świetle księżyca były bardzo dobrze
widoczne i niemal znajome. Próbowałem zorientować się, gdzie jestem,
obserwując gwiazdy i księżyc, zupełnie jakbym się znajdował w moim
normalnym, codziennym świecie. Księżyca ubywało, mógł być może dzień po
pełni. Wisiał wysoko nad horyzontem. Było zapewne pomiędzy ósmą a dziewiątą
wieczorem. Z prawej strony księżyca dostrzegłem Oriona; jego dwie główne
gwiazdy, Betelgeuse i Rigel, leżały na jednej, poziomej linii wraz z księżycem.
Doszedłem więc do wniosku, że jest wczesny grudzień. Moim czasem był maj, a
w maju nie widać Oriona na niebie. Patrzyłem bardzo długo na księżyc. Nic się
nie poruszyło. Według mojej najlepszej wiedzy, był to bez wątpienia księżyc.
Natomiast różnica w czasie bardzo mnie poruszyła.
Spojrzałem ponownie na południowy horyzont i wydało mi się, że rozpoznaję
szczyt w kształcie dzwonu, który widać było z domu don Juana. Następnie
spróbowałem się zorientować, gdzie może być dom don Juana. Przez jedną
chwilę wydawało mi się, że go znalazłem. Byłem tak zafascynowany, że
wyrwałem rękę z uścisku kobiety. Natychmiast ogarnął mnie straszny niepokój.
Wiedziałem, że muszę wrócić do kościoła, bo jeśli tego nie zrobię, to po prostu
padnę trupem na miejscu. Obróciłem się i popędziłem do kościoła. Kobieta
szybko chwyciła moją dłoń i pobiegła za mną.
Gdy szybkim krokiem zbliżaliśmy się do kościoła, uświadomiłem sobie, że miasto
w tym śnie znajduje się za kościołem. Gdybym wziął to pod uwagę, być może
potrafiłbym się wcześniej rozeznać w jego układzie. Brakło mi już jednak uwagi
śnienia. Jej resztki skupiłem na szczegółach architektury tylnej części kościoła.
Nigdy przedtem, w normalnym świecie, nie widziałem tej części budowli.
Pomyślałem, że jeśli uda mi się zachować jej cechy w pamięci, będę mógł
później porównać je ze szczegółami prawdziwego kościoła.
Taki był mój plan, zaimprowizowany pod wpływem chwili. Jednakże coś we mnie
wyszydzało te próby weryfikacji. Podczas całego okresu nauki prześladowała
mnie potrzeba zachowywania obiektywności, która zmuszała mnie do ciągłego
sprawdzania i weryfikowania wszystkiego, co odnosiło się do świata don Juana.
Nie chodziło tu o sprawdzanie samo w sobie, lecz wykorzystanie jego dążenia
do obiektywności jako podpory w chwilach najbardziej dotkliwych zaburzeń
moich myślowych procesów poznawczych; gdy przychodził czas, by sprawdzić,
co też udało mi się zweryfikować, nigdy nie mogłem się do tego zabrać.
Weszliśmy do kościoła i uklękliśmy przy małym bocznym ołtarzu po lewej
stronie, tym samym, przy którym byliśmy poprzednio. W następnej chwili
obudziłem się w skąpanym w świetle kościele z mojego normalnego świata.
Kobieta przeżegnała się i wstała. Automatycznie zrobiłem to samo. Chwyciła
mnie za ramię i poprowadziła w kierunku wyjścia.
– Zaczekaj – powiedziałem, zdziwiony, że mogę mówić. Nie mogłem jasno
myśleć, a chciałem zadać jej dość zawile pytanie. Chciałem wiedzieć, skąd
człowiek może mieć tyle energii, by wyobrazić sobie najdrobniejsze szczegóły
całego miasta.
Kobieta uśmiechnęła się i odpowiedziała na moje nie wypowiedziane pytanie.
Stwierdziła, że jest bardzo dobra w wyobrażaniu sobie, ponieważ robiła to przez
całe życie, a później miała bardzo, bardzo wiele czasu na to, by dojść do
perfekcji. Dodała, że miasto, które odwiedziłem, i kościół, w którym
rozmawialiśmy, były przykładami jej ostatnich osiągnięć. Był to ten sam kościół,
w którym Sebastian pracował jako kościelny. Kobieta postawiła przed sobą
zadanie, by zapamiętać najdrobniejszy nawet szczegół i owego kościoła, i
ówczesnego miasta, ponieważ zmusiło ją do tego pragnienie przetrwania.
Zakończyła swoją wypowiedź bardzo niepokojącą refleksją:
– Ponieważ wiesz całkiem sporo o tym mieście, chociaż nigdy nie próbowałeś go
sobie wyobrażać – powiedziała – pomagasz mi teraz je zamierzać. Założę się,
że mi nie uwierzysz, gdy ci powiem, iż miasto, na które teraz patrzysz, w
rzeczywistości nie istnieje poza twoją i moją intencją.
Spojrzała na mnie uważnie i roześmiała się z mojej przerażonej miny; dopiero
teraz w pełni zdałem sobie sprawę z tego, co mówi.
– Czy nadal śnimy? – zapytałem niepomiernie zdumiony.
– Owszem – odparła. – Ale to śnienie jest bardziej rzeczywiste niż pozostałe,
ponieważ mi pomagasz. Nie można wyjaśnić tego inaczej, niż mówiąc, że to się
po prostu dzieje. Jak wszystko inne. – Kobieta wskazała dookoła. – Nie można
powiedzieć jak to się dzieje, ale tak jest. Pamiętaj zawsze, co ci powiedziałam:
jest to tajemnica zamierzania w drugiej uwadze. – Delikatnie przyciągnęła mnie
do siebie. – Przejdźmy się na plac z tego snu – powiedziała. – Może powinnam
się trochę poprawić, abyś był bardziej spokojny.
Patrzyłem na nią zdumiony, jak wprawnie zmieniała swój wygląd. Dokonała tego
bardzo prostymi, zwykłymi ruchami. Rozwiązała długą spódnicę, pod którą nosiła
inną, najzwyczajniejszą spódnicę sięgającą do pół łydki. Potem zwinęła swój
długi warkocz w kok, zmieniła mokasyny na pantofle na niewielkim obcasie,
które miała w małym, płóciennym worku. Następnie odwróciła swój dwustronny
czarny szal, który teraz zamienił się w beżową etolę. Wyglądała jak typowa
przedstawicielka klasy średniej, która przyjechała tu na krótko z większego
miasta.
Pewnie chwyciła mnie pod ramię i poszliśmy w kierunku placu.
– Co stało się z twoim językiem? – zapytała po angielsku. – Połknąłeś go?
Byłem całkowicie pochłonięty tą nieprawdopodobną możliwością, że ciągle śnię,
a co więcej, zaczynałem nabierać przekonania, iż jeśli to prawda, to istnieje
pewne ryzyko, że już się nigdy nie obudzę.
– Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że już wcześniej mówiłaś do mnie po
angielsku – powiedziałem nonszalanckim tonem, który nie należał do mnie. –
Gdzie się tego nauczyłaś?
– W tamtym świecie. Mówię wieloma językami. – Zamilkła na chwilę i spojrzała
na mnie z uwagą. – Miałam mnóstwo czasu, by się ich nauczyć. Spędzimy ze
sobą kupę czasu, więc kiedyś nauczę cię mojego języka.
Zachichotała, bez wątpienia z powodu malującej się w moich oczach rozpaczy.
Zatrzymałem się.
– Spędzimy ze sobą kupę czasu? – zapytałem, zdradzając swoje uczucia.
– Oczywiście – odparła radośnie. – Obdarzysz mnie, i tu powinnam nadmienić,
że bardzo szczodrze, swoją energią. Za darmo. Sam tak powiedziałeś,
nieprawdaż?
Zaparło mi dech w piersiach.
– W czym problem? – zapytała, przechodząc na hiszpański. – Nie żałujesz
chyba swojej decyzji? Jesteśmy czarownikami. Już za późno, by zmieniać
zdanie. Nie boisz się chyba, co?
Byłem bardziej niż przerażony, ale gdybym miał wówczas powiedzieć, co mnie
tak przeraża, nie potrafiłbym. Z całą pewnością nie przerażała mnie perspektywa
przebywania z tą, która sprzeciwiła się śmierci, w innym śnie, czy możliwość
utraty zmysłów albo nawet życia. Czy obawiałem się zła? Zadałem sobie to
pytanie. Ale myśl o złu nie wytrzymała głębszej analizy. Kroczyłem ścieżką
czarowników już od wielu lat i wiedziałem, bez cienia wątpliwości, że we
wszechświecie istnieje tylko energia. Zło zaś jest jedynie wytworem ludzkiego
umysłu, przytłoczonego przez unieruchomienie punktu połączenia w jego
zwyczajowym położeniu. Logicznie rzecz biorąc, tak naprawdę nie miałem się
czego obawiać. Byłem tego świadom, ale jednocześnie wiedziałem, że moją
prawdziwą słabością jest brak płynności pozwalającej natychmiast unieruchomić
punkt połączenia w nowej pozycji, w którą zostanie przesunięty. Kontakt z tą,
która sprzeciwiła się śmierci, przesuwał mój punkt połączenia w
nieprawdopodobnym tempie, a ja nie byłem na tyle biegły, by nadążyć za tym
naporem. Skutkiem tego było niejasne niby –wrażenie strachu, że mogę się już
nie obudzić.
– Nie ma żadnego problemu – powiedziałem. – Kontynuujmy nasz spacer.
Wzięła mnie pod ramię i w milczeniu doszliśmy do parku. Nie było to wcale
wymuszone milczenie. Za to mój umysł pracował na pełnych obrotach. Jakie to
dziwne, myślałem, jeszcze przed chwilą szedłem z don Juanem z parku do
kościoła, owładnięty najokropniejszym, normalnym strachem. Teraz idę z
powrotem z kościoła do parku z obiektem tego strachu i jestem tak bardzo
przerażony, jak jeszcze nigdy w życiu nie byłem, choć jakoś inaczej – bardziej
dojrzale, bardziej ostatecznie.
By odgonić złe myśli, zacząłem rozglądać się dokoła. Jeśli to naprawdę jest sen
– a wierzyłem, że tak jest w istocie – to istnieje sposób, aby wykazać słuszność
bądź niesłuszność tego założenia. Wskazywałem palcem na domy, na kościół,
na chodnik. Wskazywałem na ludzi. Wskazywałem na wszystko. Pochwyciłem
też odważnie dwie osoby, napędzając im chyba wielkiego stracha. Poczułem ich
ciała. Byli tak prawdziwi, jak wszystko, co uważałem za prawdziwe. Nie
wytwarzali jedynie energii. Nic w tym mieście nie wytwarzało energii. Wszystko
wydawało się rzeczywiste i normalne, a jednak był to sen.
Obróciłem się do kobiety, która trzymała mnie za ramię, i zapytałem ją o to.
– Śnimy – odparła swym chrapliwym głosem i zachichotała.
– Ale jak ci ludzie i te wszystkie rzeczy wokoło mogą być tak prawdziwi, tak
trójwymiarowi?
– Oto tajemnica zamierzania w drugiej uwadze! –wykrzyknęła nabożnie. – Ci
ludzie dokoła są tak prawdziwi, że nawet potrafią myśleć.

To był ostatni cios. Nie chciałem pytać już o nic więcej. Chciałem zapomnieć się
w tym śnie. Potężne szarpnięcie za ramię przywróciło mi świadomość.
Doszliśmy już do placu. Kobieta stała i starała się posadzić mnie na ławce. Gdy
usiadłem na niej i nie poczułem jej pod sobą, wiedziałem, że znalazłem się w
opałach. Zacząłem wirować. Pomyślałem, iż lecę w górę. Przez ułamek sekundy
widziałem ulotny obraz parku, jakbym spoglądał na niego z góry.
– To jest to! – wrzasnąłem.
Pomyślałem, że umieram. Przestałem wirować w górę; teraz spadałem po spirali
w czarną otchłań.

Boru - 25 Styczeń 2012, 14:22

double post :P

Koncowy fragment przypomina to o czym mowil Eckhart Tolle w tym filmiku.

Boru - 25 Styczeń 2012, 16:48

matrix = szescian = wieza w IT

Mam nadzieje, ze nie opuszcze wiezy sam i nastepny zlot bedzie miedzyplanetarny :lol:

Boru - 25 Styczeń 2012, 17:05

Cytat:
Kula świadoma Saturn posiada podobną membranową strukturę wewnętrzną, jak kula Jowisz, której sfery ulegają ciągłym przeobrażeniom w kwestii kształtu, budulca cząsteczkowego oraz barw odczuwalnych. Przy pomocy barw niektórzy mieszkańcy kuli Saturn porozumiewają się ze sobą. Wykonują także przeróżne "tańce" na "powierzchniach" ciał gigantycznych istot, układających się w przeróżne kombinacje. To, co nazwane byłoby przez Was zawodami sportowymi, jest bardzo popularnym zajęciem wśród tamtejszych istot. Tworzone są gigantyczne, zmiennokształtne "hale", we wnętrzach, których istoty przybierają niesamowite wręcz, w percepcji jaźni trójwymiarowych od szokujących, "bezsensownych" po dostojne, zagadkowe obrazy. Ich zabawy - konkurencje są widowiskami, o jakich nie sposób zapomnieć, jeśli przebywało się tam lub też czynnie w nich uczestniczyło. Wszystko to przy akompaniamencie gry świateł o spektrum kolorów nieznanym wśród istot o jaźni trójwymiarowej oraz wibracjach - dźwiękach zapewniających niepowtarzalną atmosferę. Jedną z najbardziej widowiskowych konkurencji jest ta polegająca na wyścigu przez częstotliwości kontinuum wymiarów kuli Saturn zaawansowanych istot, napotykających po drodze "przeszkody" w postaci różnych kreacji imitujących mini kłębowiska myślowe negatywu i "młode" enklawy pozytywu. Uczestnicy wyścigów przybierają postacie o właściwościach energetycznych odpowiadających częstotliwościom spektrum wymiarów od czwartego do szóstego celem sprawdzenia podatności swych niższych manifestacji na wpływy obydwu skrajnych biegunowości świadomości nieskończoności. Od strony wizualnej charakter takiej aktywności "imprez" wyglądałby "bajecznie" - tak jedynie jestem w stanie to określić. Przykładowo manifestacje wykorzystywane do "zawodów" szybko ulegają zmianom w zależności od typów wyzwań czekających istoty. Przyjmują, więc one obrazy "epickich" batalii, które mogłyby być skojarzone z walką "na czary", co cechuje naturę wymiaru czwartego. Niekiedy są to częste zmiany postaci w zależności od rodzaju "przeciwnika". Wygląda to jak przeistaczanie się istot energetycznych w pełnym spektrum wibracji wszystkich wymiarów, co jest dostrzegalne, a więc od rozmaitych typów istot żywiołowych pierwszego wymiaru doświadczania świadomości po istoty z szóstego wymiaru. Wykorzystywana jest tutaj doskonała znajomość natury pęków czakr oraz określonych rodzajów pracy cząsteczek formujących się w dane wzory odpowiadające geometrii fraktalnej m.in, lecz nie tylko, jako że natura istot od szóstego wymiaru wzwyż już pozwala na modyfikację, która wskazuje na dowolne przeistaczanie tych form. Występują przykładowo rozmaite gatunki istot zmieniających kształty od tych znanych wśród typów zamieszkujących m.in kulę Ziemię i Mars po istoty rzadko spotykane w tym rejonie bąbla.


Chce w to zagrac :lol:

Boru - 25 Styczeń 2012, 18:20

Cytat:
Czym jest matrix/szescian? Matrix to nalepki nakladane na rzeczywistosc typu "trawa jest zielona" - w lagodnej wersji, lub "on jest zly" oddzielajace (chociaz oddzielenie jest niemozliwe) nas od rzeczywistosci albo tworzenie w glowie koncepcji liniowosci czasu lub oddzielenia od innych "wymiarow" lub ich braku. Nic w naturze nie biegnie po linii prostej. Efekt jest taki, ze widzi sie swiat i rozne wydarzenia, ktore nie istnieja. Taka centralna, zbiorowa halucynacja ludzkosci i sztuczna myslowa projekcja bylo ukrzyzowanie Jezusa.


Te nalepki, czy nakladki myslowe to wlasnie "znamie bestii" z apokalipsy :P Nalepki typu "Jan Kowalski", "Pawel Borcz", "Thomas Anderson", "Jezus z Nazaretu".
Nalepki z czasem sprawiaja wrazenie czegos zywego, moga nawet "samodzielnie" myslec ale jak to napisal Castaneda - nie ma w nich energii, to tylko ruchome obrazki.

Cytat:
I dano jej, by duchem obdarzyła obraz Bestii, tak iż nawet przemówił obraz Bestii, i by sprawił, że wszyscy zostaną zabici, którzy nie oddadzą pokłonu obrazowi Bestii. (16) I sprawia, że wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło (17) i że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia - imienia Bestii lub liczby jej imienia. (18) Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba ta bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.


Filmik

Dlaczego nikt nie mogl wygrac z agentami? Walka z systemem jest czescia systemu, agenci sa wbudowanymi w system programami z kodem gwarantujacym im wygranie z kimkolwiek w systemie.

Nakladki sa w stanie imitowac cokolwiek, w tym i wolnosc od nakladek :lol:

Boru - 25 Styczeń 2012, 18:22

Double posty mi sie robia :P
Boru - 25 Styczeń 2012, 21:30

Tomasz napisał/a:
Rzekł Jezus: "Oto niebo przeminie i tamto, które jest nad nim przeminie i zmarli nie ożyją, a żywi nie będą umierać. W dniach, w których zjedliście coś śmiertelnego, uczynicie to żywym. Jeśli będziecie istnieć w światłości, co uczynicie? W dniu, w którym jesteście jednym, staliście się dwoma. Jeśli zaś staliście się dwoma, co uczynicie?"


Cytat:
Piszemy o tej samej bramie.


O tej samej bramie mowil Jezus:

Cytat:
Wchodźcie przez ciasną bramę; albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. (14) A ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją znajdują.


To brama terazniejszosci, ktora jest jedyna prawda, ktora dla ludzkiej falszywej tozsamosci jest calkowicie niewidoczna.

Boru - 25 Styczeń 2012, 22:00

Niektorzy pewnie by powiedzieli "za duzo filmow chyba sie naogladales, zwlaszcza matrixa, to tylko film stary, wyluzuj".
Problem w tym, ze scenariusz do "matrixa" nie jest zadnym autorskim pomyslem lecz starozytna wiedza gnostykow ("heretyckich" chrzescijan , ludzi, ktorzy faktycznie wyjrzeli za kulisy tego przedstawienia) obleczona w otoczke "wspolczesnosci". Jednym z bardziej znanych gnostyckich tekstow jest Ewangelia Tomasza , stad tez wlasnie imie glownego bohatera matrixa.
Tak wiec z jednej strony film zrobil dobra rzecz, bo dal wielu ludziom bodziec do poszukiwan, ale z drugiej strony inni dowiadujac sie prawdy mowia "to tylko film, to nie moze byc prawda".

Rzeczywistosc jest o wiele bardziej hardcorowa niz w matrixie :P Odtraca mnie kiczowatosc tego typu filmow, ale ogolny sens jest zachowany ;)

Polecam strone: www.gnosis.art.pl

Tomasz napisał/a:
30 Rzekł Jezus: "W miejscu, w którym jest trzech bogów, tam są bogowie. Miejsce, gdzie dwu lub jeden jest, ja jestem z nim".

Boru - 25 Styczeń 2012, 23:37

Wyzwolenie z falszu moze konczyc sie tylko smiechem. Jesli czuje sie odraze w stosunku do "innych ludzi" z powodu ich "zacofania" to ciagle zyje sie w falszu, bo nie ma zadnych innych ludzi a odraza jest sztuczna projekcja na ekranie "monitora" polaczona scisle z emocjami.

Mysle o tych roznych istotach, ktore bojac sie smierci i utraty pamieci, dopuszczaja sie tylu obrzydlistw. Jak to moze sie skonczyc? W koncu te zbrodnie im sie przejedza i beda chcieli o nich .. zapomniec. A przeciez dopuszczali sie tego wszystkiego, bo bali sie utraty pamieci. Oni tez moga z tego wyjsc wylacznie poprzez smiech z siebie samego.

Boru - 26 Styczeń 2012, 13:13

Cytat:
Te nalepki, czy nakladki myslowe to wlasnie "znamie bestii" z apokalipsy :P Nalepki typu "Jan Kowalski", "Pawel Borcz", "Thomas Anderson", "Jezus z Nazaretu".


A takze "katolik", "protestant", "buddysta", "hinduista", "globalista", "antyglobalista", "ateista", "panteista" itd.

Wielu ortodoksyjnych chrzescijan wierzy, ze ludzie beda "zaczipowani" przy pomocy nowoczesnej technologii kiedy objawi sie Antychryst, ktorego pokona Jezus przy swoim powrocie. Pozniej Jezus oddzieli "owce od kozlow" i chrzescijanie beda zyli dlugo i szczesliwie w Jerozolimie przez 1000 lat.
Jest to komiczny sposob myslenia i jest to chyba jeden z najbardziej ekstremalnych przykladow tego czym "znamie bestii" jest. Apogeum tego czipowania ludzkosci trwa od 6000 lat.

Falszywa, wirtualna ludzka tozsamosc, obrazki i historyjki pozbawione zycia. Ludzik siedzacy w czaszce. Kazdy kto sie z tym identyfikuje ma wypisane wielkie 666 na czole :P

"Oddzielenie owiec od kozlow" to podzial ludzkosci, ktory dokona sie naturalnie, gdy Ziemia bedzie sie transformowac i bedzie coraz mniej "goscinna" i coraz bardziej goraca dla "zaczipowanych". Zaczipowani sami beda sie prosic o zabranie, zaden "Syn Boga" nie jest tu potrzebny aby dokanac sadu.

Boru - 26 Styczeń 2012, 13:35

Co do samego slynnego "666" i co to moze oznaczac, postaram sie to prosto i krotko wyjasnic :P

Wspominalem o czyms takim jak system "7x7x7" czyli 7 cyklow planetarnych, kazdy skladajacy sie z 7 duzych epok skladajacych sie z 7 epok pomniejszych.

666 moze oznaczac istote (znajdujaca sie w cyklu 6, mniejszym 6 i jeszcze mniejszym 6), ktora bedzie widoczna z ludzkiego poziomu jako gwiazda zwana "nemezis", czerwony karzel. Bedzie ona jednym z takich "wyzwalaczy" tego, co siedzialo dotychczas we wnetrzach ludzkich, wszelkich negatywnych mysli i emocji gleboko skrywanych. Bedzie ona starala sie odwrocic uwage ludzkosci od Ziemi, ktora bedzie transformowala sie w inne cialo niebieskie. Jej pojawienie sie tutaj jest bardzo bliskie.

To tylko takie luzne przypuszczenia ;)

Boru - 26 Styczeń 2012, 15:06

Cytat:
Bedzie ona jednym z takich "wyzwalaczy" tego, co siedzialo dotychczas we wnetrzach ludzkich, wszelkich negatywnych mysli i emocji gleboko skrywanych.


Stad tez wlasnie symbol odwroconego pentagramu z 666 w srodku. Pentagram jest idealnym fraktalem przewodzacym energie i sam w sobie nie jest niczym "diabelskim". Pentagram stojacy lub pentagram odwrocony sciaga energie do srodka lub oddaje ja na zewnatrz.

"O wszechmocny i milosierny Boze ofiaruje tobie wszystkie swoje cierpienia i prosze o zbawienie" - to przyklad dzialania odwroconego pentagramu :P

Boru - 26 Styczeń 2012, 16:17

Tak wiec dzieciaki bawiace sie w satanizm roznia sie od moherowych beretow tylko strojem i wiekiem ;) Dwie strony tego samego medalu.

Filmik :lol:

Boru - 26 Styczeń 2012, 17:45

Cytat:
Cytat:
Ziemia zmieni sie w planete "gazowa" na wzor Jowisza czy Saturna


Filmik nr. 1

Filmik nr. 2

Warto sie czasem przysluchac przyrodzie :P


Przypomina troche mantry ;) Dlatego tez ludzie je nuca, aby dostroic sie do wyzszych czestotliwosci. Jednak uzaleznieni od mantr nie "przebija" sie dalej jak do 5 wymiaru.

Jeszcze jeden przyklad.

To sa wlasnie te "traby" z apokalipsy :lol:

Istoty, ktore tutaj przybeda, tak zmanipuluja ludzka swiadomoscia, ze wielu uzna to za cos wrogiego i niebezpiecznego.
Uspokajaja mnie te dzwieki, czuje sie w nich jak ryba w wodzie :P

Boru - 26 Styczeń 2012, 18:23

Boicie sie tych dzwiekow? :P Kiedy dalem Klaud do posluchania to powiedziala, ze nie jest w stanie tego sluchac :lol: A to sa wlasnie "wibracje milosci" ;)

Utwor muzyczny.

Boru - 26 Styczeń 2012, 19:25

Cytat:
Istoty, ktore tutaj przybeda, tak zmanipuluja ludzka swiadomoscia, ze wielu uzna to za cos wrogiego i niebezpiecznego.


Cytat:
A to sa wlasnie "wibracje milosci" ;)


Z "wibracjami milosci" jest tak samo jak i ze slodkoscia. Mamy dwoch ludzi: jeden od urodzenia jadl naturalne owoce, zwlaszcza grejpfruty, a drugi byl karmiony sklepowymi slodyczami. Ten pierwszy gdy napije sie slodkiej herbaty, nie wyda mu sie slodka, lecz mdla i obrzydliwa. Ten drugi jesli zje grejpfruta (ktory jest slodki :P ) wyda mu sie okropnie gorzki i kwasny.

Wszystko jest wzgledne? A ktory z nich bedzie zdrowy :P

To samo tyczy sie "wiedzy" i "racjonalnosci" ;) Ja swoja "edukacje" tak naprawde zakonczylem w wieku 12 lat.

Z taka sztuczna, hipnotyzujaca miloscia ludzie maja do czynienia po tzw. smierci, gdzie zostaja przyciagani do "bialego swiatelka".

Jeszcze raz daje Jowisza.

Boru - 26 Styczeń 2012, 22:10

To co tu robie nazywa sie "wypalaniem karmy" :lol: Jeszcze troche sie pospalam i to wszystko zniknie :lol:

Jesli to czytasz i odczuwasz jednosc z tym co pisze, spalasz sie rowniez. Jesli czytasz i czujesz sie oddzielony od tego, poparzysz sie :P

Boru - 27 Styczeń 2012, 00:06

Jeszcze o terazniejszosci:

Niektorzy ludzie mowia, ze "nie potrafie zawsze zyc terazniejszoscia, moj umysl ciagle bladzi".

Blad.

Jesli bladzisz umyslem, to kiedy bladzisz jak nie teraz :P Uswiadamiajac sobie terazniejszosc bladzenia, przestajesz bladzic. "Nie moge zawsze zyc terazniejszoscia" - co za bzdura, nie masz wyjscia, zawsze nia zyjesz. Niektorzy staraja sie myslec usilnie o tym, by pamietac o terazniejszosci, spinaja sie, a spinanie sie jest skutkiem utozsamiania sie z matrwym obrazkiem, a terazniejszosc zawsze jest zywa. Czlowiek nagle odkrywa zywosc ciala. Mozna sprobowac zamknac oczy i poczuc zywosc swojej dloni, pozniej drugiej dloni, nogi, reki itd. az cale cialo stanie sie zywe (zmartwychwstanie ;) ) Mozna powtarzac to cwiczenie "od czasu do czasu", stopniowo zwiekszajac "poziom trudnosci" np. nie zamykajac oczu, nastepnie poczuc zywosc calego ciala od razu, a nie stopniowo wszystkich czesci. Celem jest utrzymywac ten stan bez przerwy normalnie funkcjonujac w swiecie. Stan ten moze byc utracony jedynie wtedy, kiedy znow sie utozsami z martwym obrazkiem do ktorego sa dopasowane okreslone reakcje emocjonalne, koncepcja czasu, mysla o oddzieleniu. Jesli podczepisz sie pod mysl o oddzieleniu od czegos lub kogos - twoje cialo jest martwe, twoje wizje sa martwe i odczuwasz cos czego nie ma. Prawda jest taka, ze wszystko na zewnatrz jest lustrem samego ciebie (ciebie, Boru :P ) i tylko z ta swiadomoscia jestes zywy i istniejesz. Wszystko na zewnatrz to ty sam, a sam jestes nieskonczenie gleboka przestrzenia pomiedzy tym wszystkim - nie myslisz o tym jednak w ten sposob ;)

Jesli jest jednosc, to nie mozesz byc zaatakowany przez kogos.

Wraz z ubywaniem martwych obrazkow, percepcja bedzie sie poszerzala i odbywala sie za pomoca calego ciala.

Co dalej? Dalej juz tylko ekspansja w nieskonczonosc.

Ilustracja

Poczatek zazwyczaj wyglada w taki sposob :lol:

Boru - 27 Styczeń 2012, 01:32

Coraz bardziej zaczynam rozumiec slowa z ewangelii Tomasza:

Cytat:
1 I rzekł: "Kto odnajdzie znaczenie tych słów, nie zakosztuje śmierci".

2 Rzekł Jezus: "Niech ten, który szuka, nie ustaje w poszukiwaniu aż znajdzie. I gdy znajdzie, zadrży, a jeśli zadrży, będzie się dziwił i będzie panował nad Pełnią".

tadzik - 27 Styczeń 2012, 06:54

Będziesz nieśmiertelny?
Boru - 27 Styczeń 2012, 11:38

Niektorzy ludzie uwazaja, ze uwolnia sie od smierci i od reinkarnacji w ktoryms z nastepnych wcielen, badz w tym wcieleniu, ale po zrobieniu okreslonych czynnosci. Mam jednak "dobra nowine": wszyscy ludzie, ktorych spotykasz, sa twoimi przeszlymi badz przyszlymi wcieleniami i wszyscy ludzie, ktorych oni spotykaja. Czy sa oni wolni i niesmiertelni? Jesli nie, jestes skazany na wieczny powrot.

Cytat:
Jesli bladzisz umyslem, to kiedy bladzisz jak nie teraz :P Uswiadamiajac sobie terazniejszosc bladzenia, przestajesz bladzic. "Nie moge zawsze zyc terazniejszoscia" - co za bzdura, nie masz wyjscia, zawsze nia zyjesz.


To taki swiety graal "duchowych poszukiwaczy". Swiety graal nie jest materialnym kielichem lecz znajduje sie w naszej krwi, w naszym dna. Poszukiwacze swietego graala sa w stanie nawet dopuscic sie przelewu krwi aby go znalezc, wiec sa skazani na porazke.

Boru - 27 Styczeń 2012, 13:02

Cytat:
Wraz z ubywaniem martwych obrazkow, percepcja bedzie sie poszerzala i odbywala sie za pomoca calego ciala.


To uwalnia calkowicie od wszelkiej hipnozy. Hipnoza jest wplywaniem na podswiadomosc, a czym jest podswiadomosc? Co sprawia, ze w naszej swiadomosci jest cos podzielone, jest jakies "pod" i "nad"? Koncepcja oddzielenia, fikcja. Co sprawia, ze posiadamy cialo i dusze? Koncepcja oddzielenia. Kiedy to znika, znika bariera pomiedzy swiadomoscia a podswiadomoscia, jest tylko jedna swiadomosc. Kiedy znika bariera pomiedzy cialem a dusza, jest tylko czysty duch - przestrzen, cisza.

Tomasz napisał/a:
112 Rzekł Jezus: "Biada temu ciału, które zależy od duszy. Biada tej duszy, która zależy od ciała".

Boru - 27 Styczeń 2012, 21:05

Cytat:
Ilustracja


Cytat:
matrix = szescian = wieza w IT


Dlatego tez najwyzsza ranga w IT jest piec gwiazdek :P

Boru - 27 Styczeń 2012, 22:15

Robie sobie przerwe :lol:
Boru - 28 Styczeń 2012, 13:05

Mam wrazenie, ze nie skladam sie z samego siebie, lecz jakbym byl zlozonymi w jedna calosc kawalkami puzzli, ktore sa czescia zycia "innych" ludzi. I w pewnym sensie, nosze ciezar cudzych problemow. Dlatego tez transformujac to i scalajac z czyms "boskim", wybawiam ludzi z ich "grzechow" :P
Boru - 28 Styczeń 2012, 15:40

Oko Horusa w mozgu :P Szyszynka to fizyczny odpowiednik "trzeciego oka". Produkuje substancje psychodeliczna zwana DMT - najsilniejszy psychodelik znany ludzkosci. Posiadanie jej jest zabronione przez prawo :lol: Wszyscy jestesmy przestepcami. Dlatego tez kazdy kto wybija sie ponad ta fikcje jest posadzany o szalenstwo i zazywanie narkotykow. Nigdy niczego nie palilem ani nie wstryzkiwalem sobie niczego. Wszystkie dragi mam w sobie, za darmo :P

Ten gosc jest nacpany jak kukula :lol: Swoj swojego zawsze rozpozna.

Obecnie ludzkosc w wiekszosci ma zla faze.

Boru - 28 Styczeń 2012, 16:36

Cytat:
Co dalej? Dalej juz tylko ekspansja w nieskonczonosc.


Ekspansja i kompresja (nie umiem znalezc odpowiednich slow) swiadomosci trwa nieustannie, na wszelkich poziomach i nie jest mozliwa do zatrzymania. Dlatego tez poddajac jakas istote ogromnemu cisnieniu, w momencie kiedy ta istota sie budzi, jest to wybudzenie bardzo gwaltowne. Wszechswiat jest bablem energii zlozonym ze swietlistych nici, na ktory skladaja sie male bable itd. Czlowiek dla widzacego jest otoczony swietlistym bablem lub bablami, o roznej jasnosci, w zaleznosci od tego w jakim stanie swiadomosci sie znajduje. W zaleznosci od tego, ile ze swietlistych nici przechodzi przez "punkt polaczenia", tyle czlowiek postrzega. Obecnie wiekszosc ludzi jest w stanie, gdzie ten punkt ledwo sie porusza i przewodzi tylko maly strzepek calosci babla, ktorym jest otoczony. Sprawia to, ze jest latwy do przebicia jak banka mydlana.
Wszystkie istoty sa na roznych etapach laczenia coraz wiekszej liczby swietlistych nici i przewodzenia ich przez punkt polaczenia. I tylko o to chodzi w sumie :P tzn. w tym wszechswiecie, bo inne nie sa zbudowane ze swiatla, z tego co slyszalem.

To o czym pisze, o zyciu w terazniejszosci i braku stawiania oporu (opor to strach, strach nie jest fraktalny, nie przewodzi energii) jest najlepszym sposobem na to, by poszerzyc doswiadczanie i nie zatracic sie w halucynacjach. Wiele istot, tych z wyzszych wymiarow rowniez, zatracilo sie w halucynacjach i stworzylo sobie iluzoryczne pulapki - kosmiczne matrixy, ktore rozgaleziaja sie na matrixy lokalne (jak np. nasz Ksiezyc).

Filmik

Boru - 28 Styczeń 2012, 17:23

Takim "punktem polaczenia" w wiekszej skali, dla planet, sa gwiazdy. Istota manifestujaca sie jako stworca ukladu planetarnego swoja "ogniskowa" swiadomosc ma w gwiezdzie, ale doswiadcza on/ona zycia na wszystkich planetach jednoczesnie. Tak jak dla planet punktem polaczenia jest gwiazda, tak samo dla gwiazd punktem polaczenia jest centrum galaktyki (ktore wkrotce ugotuje nas jak w mikrofalowce, tworzac nowa forme zycia), gdzie miesci sie stworca/stworczyni galaktyki. Galaktyki kraza wokol meta-galaktyk, a one wokol centrum wszechswiata.

Ziemia jest takim miniaturowym wszechswiatem. Wszystko co jest we wszechswiecie, na Ziemi mamy w mniejszej skali. To zabawne, ze naukowcy szukaja zycia na innych planetach, podczas gdy na naszej planecie, na jej powierzchni, pod nia, a takze w warstwach powietrznych mieszka wiele roznych ras "obcych" :P Ziemia jest czyms w rodzaju "biblioteki". Wenus natomiast jest czyms w rodzaju "uniwersytetu", Neptun "szkola przetrwania", Saturn jakby sanatorium i osrodkiem sportowo-rekreacyjnym.

Idac wglab Ziemi, coraz glebiej i glebiej, znajdziemy tam Slonce :P Zanurzajac sie w Sloncu coraz glebiej i glebiej, znajdziemy tam galaktyke itd. "to co na gorze jest takie jak to co na dole, a to co na dole jest takie jak to co jest na gorze".

W nieskonczonej przestrzeni wielkosc nie ma znaczenia :lol:

Boru - 28 Styczeń 2012, 17:56

Jak z kury zrobic kaczke :P
Boru - 28 Styczeń 2012, 19:16

Wszyscy opuszczamy ciala podczas snu. Jednak ludzie, ktorzy widza swiat poprzez pryzmat "martwych obrazkow" i reakcji emocjonalnych do nich dopasowanych, w momencie kiedy opuszczaja ciala, staraja sie przeniesc te same projekcje, swiadome i podswiadome, podczas pobytu w "ciele sniacym" i w tych projekcjach dalej sie poruszaja. Im wiekszy balagan wewnetrzny, tym wiekszy chaos podczas snu.

Czlowiek, ktory przestaje utozsamiac sie z martwymi projekcjami myslowymi, w ktorego zyciu pojawia sie harmonia i "zloty podzial" zauwaza, ze jego swiadomosc staje sie ciagla tzn. nie traci jej podczas snu. Podobnie jak czlowiek po "smierci" jesli jest "fraktalny" to nie rozpuszcza sie, albo i w ogole nie traci ciala fizycznego, lecz zabiera ze soba i scala.
Nie polecam zajmowania sie takimi rzeczami jak OOBE (opuszczanie ciala) i swiadomy sen ludziom z problemami emocjonalnymi, psychicznymi. To przychodzi samo, wraz z pojawianiem sie harmonii i "fraktalnosci" w zyciu. Nie polecam tez postawy typu "w dzien zajmuje sie pierdolami, zyciem ziemskim, a w nocy bawie sie w wychodzenie z ciala". Wszystko nalezy traktowac na rowni, bez rozdzielenia i swoja swiadomosc wyostrzac w kazdym momencie swojego zycia. Wtedy nawet nie trzeba bedzie opuszczac ciala aby znalezc sie w "innym wymiarze", bo bedzie sie je postrzegac w trakcie "zwyklego zycia".

Jak mozna swiadomie snic? Po prostu bedac swiadomym zasypiania. Kiedy pojawia sie te przyjemne uczucie ciezkosci i "odplywania" nalezy zachowac swiadomosc tego momentu. Po prostu. Wtedy znajdujemy sie swiadomie w jakiejs naszej projekcji. Im doskonalsza harmonia wewnetrzna i wyostrzona swiadomosc otoczenia, tym mniej jest "przeskokow" z jednego snu w drugi i rozmazywania sie przedmiotow w snach.
Jesli w snie pojawia sie cos absurdalnego i bezsensownego, czego sam z siebie czlowiek by nie wymyslil, to znak, ze do snu wkradl sie szpieg, inteligentna energia z zewnatrz. Mozna za nim podazyc i dotrzec tym samym do jego siedziby, ale nie polecam :P

Jak mozna swiadomie znalezc sie w "innym wymiarze" po polozeniu sie spac? Mam na mysli swiat nie bedacy snem i projekcja, lecz realnym swiatem, ktory jest taki sam dla kazdego i ktory mozna obiektywnie i "naukowo" opisac, tak jak geografowie opisuja Ziemie.
Do tej swiadomosci zasypiania, nalezy dolaczyc swiadomosc widzenia sie z gory, lezacego na lozku. Po prostu :lol: Jesli robi sie to pierwszy raz w zyciu, wtedy cialo sniace prawdopodobnie bedzie przyciagane przez najdrobniejsze szczegoly, tak, ze niemozliwym bedzie sprawne funkcjonowanie w tym swiecie. Nieprzyzwyczajone do widzenia cialo sniace zatraca sie w bezwartosciowych szczegolach tak, ze trudno jest nad tym zapanowac. Trzeba przyzwyczaic te pierwszy raz otwarte oczy do widzenia.

Podczas "wychodzenia" moze pojawic sie uczucie strachu, ale trzeba pamietac, ze to nie jest nasz strach, lecz reakcje sztucznie wywolane przez tych, ktorzy boja sie naszego wyjscia. Nieswiadomi ludzie sa doslownie naszpikowani roznymi implantami i demonami, ktore reaguja na proby wyjscia z ciala.

Przykladowy obraz ukazujacy "czwarty wymiar". W "3d" nie widzimy powietrza, natomiast w 4d powietrze jest kolorowe :P Jestesmy obecnie istotami z 4d, ktore zostaly w duzym stopniu oslepione przez inne istoty z 4d grajace bogow. 4d jest wymiarem bardzo duzym i dla kogos z dolu 4d, istota z gory 4d moze byc potrzegana jako "wniebowstapiony mistrz" czy Bog :lol: Tam wlasnie siedzi gosc przedstawiajacy sie jako Jahwe. Dlatego tez nalezy pamietac o tym, ze nie ma zadnych autorytetow i przewodnikow ktorych nalezy sie sluchac poza cialem. Kazdy przedstawiajacy sie jako przewodnik i przyjaciel, ktorego trzeba sie sluchac aby sie nie zgubic, jest oszustem.

Opuszczenie planety nie jest takie latwe, poniewaz zostalismy odgrodzeni specjalna bariera sciagajaca w dol. Ta bariera jest tworzona przez piramidy. Taka kwarantanna :P Jednak ona juz sie rozpuszcza i wkrotce zniknie calkowicie, kiedy zostaniemy potraktowani "sciana" swiatla z centrum galaktyki.
Aby udac sie na Slonce, trzeba poprosic swoje cialo indygo/wyzszej jazni, aby nas tam zabralo.

Boru - 28 Styczeń 2012, 20:19

Trzeba porzucic wszelka "racjonalnosc" jesli chodzi o doswiadczanie innych swiatow, ale nie rozsadek, ostroznosc i "ostrosc" swiadomosci. Wszelka "sennosc" i uwielbienie w stosunku do czegos konczy sie skonsumowaniem przez jakies "zrodlo uniwersalnej swiadmosci" :lol: Patrzac z poziomu 4d, 5d czy 6d na Slonce nie widzi sie tego samego Slonca. Widac wtedy, ze jest ono zlozone z wielu zywych istot i to co widzimy w 3d jako promieniowanie sloneczne jest ich fizycznym przejawem, a nie jakimis mechanicznymi, automatycznymi reakcjami chemicznymi. To samo tyczy sie wszystkich gwiazd i planet. Po osiagnieciu kazdej nastepnej "czestotliwosci" otoczenie zmienia sie i nie przypomina tego, co bylo widziane we wczesniejszych czestotliwosciach.
To co w np. 11d moze byc widziane w jednym momencie, na poziomie 4d trwa cale epoki.

Boru - 28 Styczeń 2012, 23:40

Pisalem o tym, ze rzeczywistosc w ktorej zyjemy jest jak polaczenie matrixa, gwiezdnych wojen, dragon balla i wladcy pierscieni ;)

W matrixie historia zostala przedstawiona w taki sposob, ze sztuczna inteligencja stworzona przez ludzi zbuntowala sie przeciwko czlowiekowi i podlaczyla go do wirtualnej rzeczywistosci po to, aby uzyskac w ten sposob energie generowana przez emocje i aby utrzymac sie przy zyciu dzieki tej energii.

W gwiezdnych wojnach, chyba, bo nie ogladalem, tylko obilo mi sie o uszy :P byla przedstawiona historia "gwiazdy smierci" o ktora toczono bitwe. To historia naszego Ksiezyca.

Jaka jest prawda? Istoty, ktore byly naszymi ludzkimi poprzednikami, poszly droga technologiczna i utracily zdolnosc do tworzenia naturalnej blogosci i przenoszenia pamieci po smierci ciala. Plejadianie (ktorzy prawdopodobnie zainspirowali tworcow matrixa ;) ), anielskie istoty, zasiewaly zycie na wielu planetach i dysponowaly statkiem-planetoida, ktory byl glownym narzedziem do tego. Tamte upadle istoty, ktore oryginalnie sa "reptilianami" stoczyly bitwe o ten statek i ukradly go, po to, aby uzyskac dostep do ludzkich umyslow i stworzyc im wirtualna rzeczywistosc, ktora sprawi, ze beda im przesylac energie generowana przez te sztuczne mysli. Sniacy ludzie po opuszczeniu cial, tzw. smierci, sa przechwytywani przez Ksiezyc gdy ida za "swiatelkiem w tunelu".

We wladcy pierscieni, ktorego tez nie czytalem i nie ogladalem :P Bylo cos takiego jak "oko Saurona". Bylo to przedstawione jako cos "lokalnego" podczas gdy w rzeczywistosci jest to gigantyczna czarna dziura obserwujaca duze fragmenty wszechswiata i wciagajaca cale galaktyki wykazujace przewage negatywu nad pozytywem. Imituje ona "Boga Ojca" i ktos kto jest do tego wciagany ma wrazenie, ze jednoczy sie z absolutem w otoczeniu anielskich istot.

W wymiarach wyzszych niz 4d negatyw jest o wiele bardziej "elegancki" i wyrafinowany. Nie stosuje zadnej przemocy, posluguje sie tylko ogromna madroscia i przebiegloscia.

Co do dragon balla .. to coz, "sayianie" rzeczywiscie istnieja ;) Sa to istoty ludzko-niedzwiedzie z gwiazdy tau-ceti, tworcy rasy slowianskiej na Ziemi :P Sa to "pogromcy" reptilian i tak jak reptilianie posluguja sie technologia, tak tau-ceti walcza z nimi za pomoca wlasnych cial ;)

Ilustracja

W rzeczywistosci sa jednak potezniejsi :P

Ja osobiscie nie chce bawic sie w tego typu kosmiczne wojenki. Interesuje mnie wolnosc absolutna i absolutne widzenie.

Boru - 29 Styczeń 2012, 12:26

Cytat:
reptilianie


Niektorzy ludzie zajmujacy sie "teoriami spiskowymi" gdy dowiaduja sie o "reptilianach" mowia: rozumiem, ze systemem rzadzi ukryta za tymi wszystkimi rzadami i organizacjami elita, ale z tymi gadoidalnymi istotami przesadzasz.

Skad ten pomysl na reptilian?

To jest bardzo proste. Tak jak w 3d widzimy zwierzeta, jaszczurki, ptaki, motyle, koty, psy itd. bedace "nizej" od nas, tak samo i w wyzszych wymiarach sa ich odpowiedniki na bardziej zaawansowanym poziomie "ekspansji" swiadomosci. Mozna wiec tam spotkac gadoidalne istoty (ktorzy w zdecydowanej wiekszosci sa negatywni, ci pozytywni przypominaja bajeczne smoki), skrzyzowania ludzi z ptakami (skrzydlate anioly ;) ), humanoidalne koty, motyle itd.

Reptilianie trzymaja sie w grupie, sa ze soba mocno polaczeni telepatycznie, tworzac cos w rodzaju zbiorowego umyslu, maja gigantyczne ego nie znoszace sprzeciwu i sa pozbawieni poczucia humoru :P Oraz paradoksalnie boja sie ludzi.
Ci stojacy najwyzej w hierarchii maja biala skore, jak Freezer w dragon ballu :P
Sa mistrzami genetyki i imitacji i wielu ludzi, ktorzy uwazaja, ze kontaktuja sie ze swoim "wyzszym ja" kontaktuja sie w rzeczywistosci z nimi.

Kryja sie oni pod powierzchnia Ziemi i ich baz strzega gigantyczne pajaki potrafiace m.in latac i hipnotyzowac :P

Czlowiek moze "sprzedac dusze diablu" w ten sposob, ze staje sie czescia ich zbiorowego umyslu i w wyniku specjalnych rytualow DNA ludzkie zmienia sie w gadzie. Taka osoba dalej wyglada z zewnatrz jak czlowiek, ale czlowiekiem juz nie jest, jest tylko ludzka fasada. Znamy tych "ludzi" jako np. politykow. Gdyby nie nakladki umyslowe nakladane na rzeczywistosc, to zobaczylibysmy ich w prawdziwej postaci.

Boru - 29 Styczeń 2012, 13:46

Cytat:
Czlowiek moze "sprzedac dusze diablu" w ten sposob, ze staje sie czescia ich zbiorowego umyslu i w wyniku specjalnych rytualow DNA ludzkie zmienia sie w gadzie. Taka osoba dalej wyglada z zewnatrz jak czlowiek, ale czlowiekiem juz nie jest, jest tylko ludzka fasada. Znamy tych "ludzi" jako np. politykow. Gdyby nie nakladki umyslowe nakladane na rzeczywistosc, to zobaczylibysmy ich w prawdziwej postaci.


Dolaczam filmik pokazujacy jak mozna pokonac takiego reptilianskiego przebieranca :lol:

Jeszcze jeden filmik ukazujacy klasyczna inkarnowana istote lucyferyczna/reptilianska.

Boru - 29 Styczeń 2012, 14:25

Cytat:
Mozna powtarzac to cwiczenie "od czasu do czasu", stopniowo zwiekszajac "poziom trudnosci" np. nie zamykajac oczu


To tak w razie tego, gdyby spotkalo nas cos takiego :P

Boru - 29 Styczeń 2012, 15:40

Cytat:
to co widzimy w 3d jako promieniowanie sloneczne jest ich fizycznym przejawem, a nie jakimis mechanicznymi, automatycznymi reakcjami chemicznymi.


Nie trzeba byc "jasnowidzacym" aby zauwazyc ta "wielowymiarowosc" zycia.
Czlowiek cos czuje i mysli i przejawia sie to w jego mowie ciala. To w jaki sposob zachowuja sie gwiazdy i planety jest wlasnie taka mowa ciala istot z wyzszych czestotliwosci.
Czlowiek czuje smutek i przejawia sie to w jego wyrazie twarzy w czestotliwosciach nizszych, oraz w wyzszych np. swiecac sie w jakims kolorze. Mozna to zauwazyc postrzegajac swiat nazywany astralnym. Wiekszosc ludzi tego nie widzi, a wsrod samych "jasnowidzacych" zdecydowana wiekszosc to jasnowidzacy astralni - a to nie jest jedyny poziom. To tylko pierwszy krok ponad to ograniczone, codzienne widzenie. Osiagajac zdolnosc do postrzegania jeszcze wyzszych/szybszych czestotliwosci mozna doznawac wizji "dzwiekowych" (w kosmosie planety poruszajac sie tworza "muzyke sfer") a mysli i emocje ludzkie sa widziane jako np. zjawiska atmosferyczne. Slyszenie kolorow, widzenie dzwiekow itd. ;) To dlatego "oswieconego" czlowieka nie mozna w zaden sposob oszukac, poniewaz widzi swiat taki jaki jest, niezaleznie od tego jak bardzo cos sie stara ukryc :P

Boru - 29 Styczeń 2012, 16:32

Cytat:
Co to znaczy, ze swiat jest holograficzny? To, ze najmniejsza czesc skladowa hologramu zawiera w sobie obraz calosci. Mozecie zabrac jablko w pusta przestrzen z tego jablka stworzyc reszte wszechswiata.


Cytat:
terazniejszosc jest brama, przez ktora istota przechodzi sie do swiata, ktory jest odbiciem jej aktualnego stanu swiadomosci


Tak wiec jesli przed czlowiekiem otwiera sie brama, za ktora jest tylko pustka, w momencie kiedy wskakuje sie do niej, przenosi sie do nowego swiata. Mozna jednak tam wskoczyc jedynie bedac pozbawionym strachu i przywiazania do martwych projekcji myslowych.
Ta brama otworzy sie w momencie przecinania sie rownoleglych swiatow w "punkcie 0". Mozna do niej wskoczyc tylko w tym punkcie 0, terazniejszosci, bo pozniej swiaty znow zaczynaja sie "rozwidlac".
Nie trzeba, a nawet nie powinno sie czekac na np. koniec 2012 roku, chociaz rozpadanie sie "matrixa" jest faktem. Przez brame mozna wejsc zawsze kiedy jest sie gotowym i tylko teraz.

Wielu juz przez nia przeszlo.

Jeszcze raz polecam "potege terazniejszosci" Eckharta Tolle. Nie ma tam zadnych "fajerwerkow" karmiacych umysl, od razu zaznaczam :P

Swoja droga, ciekawy jestem jak wygladaja moje alternatywne zycia, skoro przez dluzszy czas nie robilem zupelnie nic :P Tak wiec jesli jestes "leniem", nie robisz tego bez powodu ;) To taka nieuswiadomiona chec scalenia ze soba wszystkich swoich zyc i nie rozwidlania sie dalej, aby moc przejsc przez brame.

Boru - 29 Styczeń 2012, 17:36

Cytat:
Gdyby nie nakladki umyslowe nakladane na rzeczywistosc, to zobaczylibysmy ich w prawdziwej postaci.


Jesli zamknie sie oczy w ciemnosci, to nie widac calkowitej ciemnosci lecz cos jakby "sniezenie" jak w popsutym telewizorze. To jest wlasnie ta nakladka na rzeczywistosc, zaslona, sygnal matrixa, czy jakkolwiek to nazwac. To jest nadawane z Ksiezyca. Sprawia to, ze czujemy sie oddzieleni od swiata, tak, jakby byl przykryty folia i nie czujemy jego "zywosci".

Zle sie wyrazilem jesli chodzi o "plec" Ksiezyca. Stoja za nim istoty meskie, ale sam Ksiezyc przechwytuje pewna ilosc meskiej energii Slonca i transformuje ja w negatywna kobieca. Stad tez taka tendencja kobiet do intryg, manipulacji i gry aktorskiej :P

Filmik (jeden z bardziej znanych) ukazujacy rozplywanie sie tej nakladki.

Jesli chodzi o filmiki ukazujace "gadzie oczy" to problem jest w tym, ze oswietlenie w studio samo w sobie sprawia, ze kazdemu takie oczy mozna zrobic ;)

Ten filmik jest jednym z lepszych :P

Od dziecka mam takiego "schiza", ze przed zajrzeniem w lustro zastanawiam sie czy zobacze tam tego samego goscia co wczesniej ;)

Boru - 29 Styczeń 2012, 20:16

Na lekcjach religii o tym sie nie mowi :lol: Zapomnieli to umiescic w programie nauczania :P

Szczesc Borze (:P) na dzisiejszej lekcji porozmawiamy o ksiezycowej matrycy umyslow.

Boru - 29 Styczeń 2012, 21:18

Carlos Castaneda napisał/a:
(...)to był ostatni cios. Nie chciałem pytać już o nic więcej. Chciałem zapomnieć się
w tym śnie. Potężne szarpnięcie za ramię przywróciło mi świadomość.
Doszliśmy już do placu. Kobieta stała i starała się posadzić mnie na ławce. Gdy
usiadłem na niej i nie poczułem jej pod sobą, wiedziałem, że znalazłem się w
opałach. Zacząłem wirować. Pomyślałem, iż lecę w górę. Przez ułamek sekundy
widziałem ulotny obraz parku, jakbym spoglądał na niego z góry.
– To jest to! – wrzasnąłem.
Pomyślałem, że umieram. Przestałem wirować w górę; teraz spadałem po spirali
w czarną otchłań.


Ghost floor :lol:

Boru - 30 Styczeń 2012, 11:45

Dlaczego pisze, ze ukrzyzowanie nie bylo czyms realnym, tylko projekcja umyslowa?

Do krzyza zostal przybity zywy czlowiek. I chociaz intencja ludzi uwazajacych sie za oddzielonych bylo zabicie kogos oddzielnego, to nie bylo tam nikogo cierpiacego ani smierci. Byl to jedynie ekstremalny przyklad tego, ze oddzielnosc i smierc to iluzja.

Bylo dwoje dzieci o imieniu Jezus. Jeden z nich przybyl z Wenus (wygladanie "za pierwsza gwiazdka" w Wigilie to wlasnie wygladanie za Wenus) i byl pierwotna istota ludzka nie dotknieta skazeniem iluzji "grzechu pierworodnego". Mozna nazwac go prawdziwym Lucyferem. Drugi byl czlowiekiem ziemskim i byl jakby plonem ludzkiej historii. Byl reinkarnacja miedzy innymi Zaratustry, a takze Jozuego - wodza izraelitow, ktory "przejal paleczke" po Echnatonie/Mojzeszu. Jozue mial w zwyczaju wieszac na drzewach krolow podbitych krain.
W wieku 12 lat, jazn Jezusa z Wenus zlaczyla sie z jaznia Jezusa ziemskiego i od tamtej pory byl jedna osoba. Pierwotna, doskonala istota ludzka, noszaca w sobie "brzemie" czy "karme" calej ludzkosci.

Podczas tzw. "drogi krzyzowej" pozbyl sie on wiec ostatniej iluzji, ktora odzielala go od innych. Zostala tam "wypalona karma" calej ludzkosci - tak wiec w tym sensie zbawil ludzkosc od grzechow. Nie bylo nikogo cierpiacego i umierajacego. Kiedy uznal, ze wykonal swoja misje, swiadomie opuscil cialo fizyczne.
Rany Jezusa tworza pentagram stojacy, a wiec sciagajacy energie do wewnatrz. Kiedy pozbyl sie ostatniego falszu, stal sie w pelni "fraktalny" i przewodzil w pelni energie kosmiczna bez zadnego oporu. Swiety Graal znajduje sie w naszej krwi, w naszym DNA i jest to "jedyny mozliwy trojwymiarowy fraktal" dlatego cialo ludzkie jest brama prowadzaca spowrotem do "zrodla".

Cytat:
Czlowiek, ktory przestaje utozsamiac sie z martwymi projekcjami myslowymi, w ktorego zyciu pojawia sie harmonia i "zloty podzial" zauwaza, ze jego swiadomosc staje sie ciagla tzn. nie traci jej podczas snu. Podobnie jak czlowiek po "smierci" jesli jest "fraktalny" to nie rozpuszcza sie, albo i w ogole nie traci ciala fizycznego, lecz zabiera ze soba i scala.


Ksiezyc, ktory nadaje "matryce umyslu" przechwytuje energie meska Slonca i przerabia ja na negatywna kobieca, wywolujac tym samym anomalie. Podczas ukryzowania, Ziemia (ktora jest kobieta) zostala przeniknieta bezposrednio energia sloneczna, umozliwiajac tym samym jej przyszla transformacje i wyzwolenie sie spod buta okupanta .

Tak wiec ukrzyzowanie jest droga do wyjscia z matrixa. To co nas czeka wkrotce jest wlasnie taka "droga krzyzowa", zmartwychwstaniem i wniebowstapieniem, lecz na skale globalna. Wielu ludzi przejdzie do piatego wymiaru przez "brame terazniejszosci", lecz wiekszosc dalej bedzie kontynuowala zycie w iluzji oddzielenia.

Droga krzyzowa - pozbywanie sie iluzji dotyczacej ciala fizycznego
"Smierc" i zmartwychwstanie - scalenie ciala fizycznego z eterycznym spowodowane eksplozja sloneczna
Wniebowstapienie - przejscie do piatego wymiaru przez brame (pustki) i scalenie z cialem astralnym

Filmik

Boru - 30 Styczeń 2012, 14:16

Ludzie zyjacy w fikcji po smierci cial udaja sie do piatego wymiaru, ktory ma swoj fizyczny odpowiednik w pasie Van Halena, jednak nie mozna tego nazwac "wniebowstapieniem" poniewaz ida tam po to, aby znow wrocic. Wniebowstapienie to scalenie ze soba cial od fizycznego do niebieskiego/astralnego, tak, ze stanowia jednosc. W duzej skali, Ziemia dokonuje wniebowstapienia, scalajac swoje nizsze manifestacje z cialem niebieskim/astralnym zmieniajac sie tym samym w planete "gazowa", a w mniejszej skali, ludzie zyjacy w jednosci z ta zywa planeta, dokonuja scalenia ze swoimi cialami niebieskimi/astralnymi. Skala sie zmienia, lecz proporcje sa te same - tym jest wlasnie fraktalnosc.
Planety zmieniaja sie w gwiazdy, a istoty na planetach w bogow.

Dlatego tez o planetach mowi sie "ciala niebieskie" :P W swiecie astralnym system geocentryczny jest prawdziwy, dlatego tez w starozytnosci wierzono, ze Ziemia jest centrum wszechswiata. Ludzie ci widzieli kosmos bedac poza cialem w swoich cialach niebieskich.

Gosc, ktory uznaje sie za Jahwe siedzi w czwartym wymiarze, dlatego tez przechodzac do piatego, wyzwalamy sie z falszu, ktory chcial nam wpoic. Czwarty wymiar odgradza od piatego pusta przestrzen, tak, ze to co jest trucizna w 4d, w 5d nie ma miejsca.

Boru - 30 Styczeń 2012, 15:28

Cytat:
Rany Jezusa tworza pentagram stojacy, a wiec sciagajacy energie do wewnatrz.


Wenus przetnie niebo na tle tarczy Slonca 06.06.2012, na 5 dni przed moimi 23 (numerologicznie 5) urodzinami, dlatego tez podejrzewam, ze moje osobiste "ukrzyzowanie" moze wtedy znacznie przyspieszyc :P
Nic nie dzieje sie oddzielone od reszty wszechswiata, jestesmy odbiciem calego kosmosu i na odwrot.

Swiat nie konczy sie 21.12.2012. Zostanie wtedy aktywowane cialo eteryczne planety, dzieki czemu bedzie mogla przyjac znacznie wiecej energii slonecznej i przyspieszyc transformacje.

Zastanawiam sie nad tym, ze skoro Slonce jest w stanie przetransformowac ludzkie ciala, to czy wspomniana wczesniej przeze mnie "Nemesis" tez nie jest w stanie tego zrobic, ale w negatywnym sensie :P

Boru - 30 Styczeń 2012, 17:02

Cytat:
tylko bedac "fraktalnym" mozna przeniesc swoja pamiec poprzez smierc. Tylko blogosc jest tym, co jestesmy w stanie zachowac.


Pisalem kiedys o tym, co sie dzieje z czlowiekiem po tzw. smierci i jak stopniowo sie "rozpuszcza". Najpierw zanurza sie w ciele eterycznym i oglada swoje zycie jak widz w kinie, kiedy projekcja sie konczy, rozpuszcza sie i z ciala eterycznego zostaje tylko ta doskonala i "fraktalna" esencja, ktora bedzie mogla zostac zabrana wyzej, poprzez podroz przez kolejne wymiary/czestotliwosci.
Kiedy przebywa w ciele astralnym, jest obciazony jakas iloscia niskich popedow i emocji, ktore trzymaja go nisko przy Ziemi jak kula u nogi i uniemozliwiaja mu przejscie do 5d, czy "nieba" jak to niektorzy nazywaja. Na tym polega "czysciec" i te "dusze czysscowe" przebywaja wsrod nas, lecz sa dla oslepionych ludzi niewidoczni. Musza rozpuscic te niskie emocje, doswiadczyc na sobie tego co zrobili innym i znow zostaje z tego ciala tylko doskonala i fraktalna esencja, ktora mozna przeniesc do "nieba". Stamtad znow leca poprzez poszczegolne planety, a na Ziemie "wypluwa" ich Ksiezyc, ktory gromadzi negatywna energie.

Nie mozna okreslic dokladnie co dzieje sie z kazdym czlowiekiem po smierci, tak samo jak nie mozna okreslic jak wyglada zycie przecietnego ziemianina, bo kazde zycie jest inne.
Niektorzy w ogole nie wiedza co jest grane i wolaja wnieboglosy "kiedy to sie wszystko skonczy? kiedy ja umre?" :P

Nie mozna byc nieustannie prowadzanym za raczke przez roznych anielskich nauczycieli, a "niebo" nie jest zadnym celem zycia i naszym domem.

Naszym domem sa gwiazdy, trzeba jednak zyc zyciem, ktore przeplywa calkowicie przez nas samych. Dopoki tego nie ma, jestesmy zamknieci jak w kwarantannie.
Naszym celem nie jest "oczyszczanie sie" w procesie reinkarnacji, a "karmiczne dlugi" to fikcja. "Wypalanie karmy" to pozbywanie sie fikcji dotyczacej istnienia czegos takiego jak "dlug karmiczny".
Nie ma niczego waznego do zrobienia, nie ma niczego do splacania.

Wtedy zamiast rozpuszczania sie, mamy proces odwrotny, czyli scalanie sie ze soba poszczegolnych "cial". Jest sie idealnie "fraktalnym" i niesmiertelnym.

Boru - 30 Styczeń 2012, 19:19

Podobno na poczatku historii kinematografii, kiedy zostal pokazany widzom pierwszy film ukazujacy przyjezdzajac pociag, publicznosc przerazona uciekla z sali bo myslala, ze ich przejedzie :P To jest dokladnie to samo co robi wiekszosc ludzi na tej planecie. Zycie w strachu i z przymusem zrobienia okreslonych rzeczy, na podstawie martwych obrazkow wyswietlanych w glowie.
Boru - 30 Styczeń 2012, 21:15

Cytat:
Naszym domem sa gwiazdy, trzeba jednak zyc zyciem, ktore przeplywa calkowicie przez nas samych. Dopoki tego nie ma, jestesmy zamknieci jak w kwarantannie.


Trzeba wiec przestac byc no-lifem i skonczyc z wirtualnym swiatem :P Internet to taki wirtualy swiat w wirtualnym swiecie.

Boru - 31 Styczeń 2012, 12:24

Cytat:
Fizyka jest tu taka, ze aura rozwija sie gdy zyjesz we fraktalnym srodowisku, co implikuje bio-architekture i kondensator kompresujacy ladunek elektryczny, czyli przestrzen pozwalajaca nasionom kielkowac, ale idac glebiej, to co wybierasz jako przedmiot empatii decyduje czy twoja aura bedzie "karmiona" przez to wspolczucie. Wiec na przyklad nie ma wiekszego sensu zakochiwac sie w aluminiowym budynku, naprawde... poniewaz aluminiowy budynek jest przeciwienstwem fraktalnosci i aura nie moze w nim oddychac, wiec nie bedzie sie rozwijac.


Byc moze ktos slyszal o czyms takim jak "chemitrails". Te rozpylanie na niebie roznych zwiazkow chemicznych ma za zadanie blokowac energie sloneczna i ratowac przed "globalnym ociepleniem" :lol: Ale to tak jakby przejmowac sie zalana lazienka, podczas gdy nadciaga tsunami. Slonce eksploduje, a Ziemia przyjmie ta energie .. co tutaj moga przeszkodzic jakies samolociki? Nie oczekujmy od "ukrytych rzadow" realistycznego myslenia. Oni sa chorzy psychicznie :P

Boru - 31 Styczeń 2012, 14:08

Dolaczam ilustracje przedstawiajaca wzorki tworzone przez inne planety :P
Boru - 31 Styczeń 2012, 15:42

Piszac o tym, ze jestesmy jednoscia nie mam na mysli tego, co jest propagowane przez np. ruch "new age", bo chociaz glosi sie tam jednosc, to jesli sie przyjrzec, to na koncu zawsze sie okazuje, ze trzeba przeslac komus swoja energie, albo otworzyc sie na jakas energie z zewnatrz. Jestesmy jednoscia, a wiec nie ma nikogo, komu moglbym przeslac energie, bo nie ma nikogo poza mna. Pustka manifestuje sie na nieskonczona ilosc swiatow, a wiec i ja moge z niczego "naladowac" sie energia, bez otwierania trzeciego oka na swiatlo jakiegos "wniebowstapianego mistrza". Zaden "mistrz" nie pobiera od nikogo energii, tylko przypomina innym o tym, jak uzywac czegos, co ma sie w sobie.
Boru - 31 Styczeń 2012, 16:46

Dla niektorych brzmie juz absurdalnie, a ja dopiero otworzylem jedno oko i to ledwo ledwo :shock:
Boru - 31 Styczeń 2012, 17:19

Jaka jest roznica pomiedzy systemem nerwowym a systemem w sensie politycznym, wywolujacym nerwowosc w ludziach? :P
Boru - 31 Styczeń 2012, 19:08

Jest roznica pomiedzy byciem cierpiacym, a doswiadczaniem cierpienia. Tak samo jest i z ograniczeniami. Cierpiaca jednostka bierze sie z utozsamiania sie z cierpieniem, a to jest urojona tozsamosc. Stawianie oporu cierpieniu jest kolejnym cierpieniem i tylko go powieksza.
To co jest swiadome wszystkiego nie jest mysla, ani uczuciem, ani zjawiskiem, lecz czyms "nienazwanym" co nie ma formy, dlatego tez nie moze zostac uszkodzone, zniszczone czy umniejszone.
Dlatego tez nie ma nie doswiadczajacego cierpienia "oswieconego". Cierpienie jest jakims ruchem energii w "przestrzeni", ale nie ma nikogo, kto by cierpial.

To co jest swiadome ograniczen jest nieograniczone.

Piszac o tym, ze nie ma cierpiacego, nie mam tu na mysli tworzenia sobie jakis urojonych tozsamosci nie-cierpiacych, w ktore mozna uciec pod wplywem zbyt duzego cierpienia. W to bawia sie chocby ukryte rzady, ktore porywaja dzieci i robia z nich "super-zolnierzy " z paranormalnymi zdolnosciami.
Pisze jedynie o dotarciu do "rdzenia" naszej istoty.

Mam za soba wiele "ograniczajacych" chwil w swoim zyciu. Bywalo, ze przez pol roku nie wychodzilem z malego mieszkania, bedac jakby "niewidocznym" dla innych domownikow. Moze komus zalezalo na tym, bym sie "rozszczepil"? Nie wiem, to bez znaczenia.

Boru - 31 Styczeń 2012, 21:06

Gdyby czlowiek "jasnowidzacy" cofnal sie o 2000 lat i spojrzal na Jezusa wiszacego na krzyzu, nie zobaczylby tego co jest przedstawiane na obrazach, czyli dwoch belek skrzyzowanych i trupa na nim, lecz cos takiego.
Jest to egipski symbol "ankh" oznaczajacy zycie i "zaplodnienie" Ziemi przez Slonce. Energia sloneczna mogla w pelni przeplynac przez jego cialo do Ziemi dopiero po ustapieniu ostatniego oporu i strachu.

ktos gdzies napisał/a:
anhem (ankh) - krzyż egipski (krzyż życia) w formie dwóch skrzyżowanych nieskończoności.

Krzyż ten ma 4 ramiona, które dla mnie symbolicznie pokazują w dużym uproszczeniu budowę człowieka: - w poziomie: świat fizyczny (ciało) i przeciw-ciało (duch, ciało energetyczne) oraz - w pionie: na dole świat wirtualny (dusza - programator) a ta górna pętelka to świadomość, która "wzrasta" wraz ze "wzrostem" tych pozostałych elementów.

Ponadto dwa takie krzyże (44) to symboliczne połączenie dwojga ludzi "kobiety i mężczyzny" dające w efekcie nową jakość - człowieka (bo tylko w relacjach płynie energia miłości). Pewnie wiesz też, że wg Mickiewicza jest to liczba człowieka ("... a jego imię czterdzieści i cztery ...").

Boru - 31 Styczeń 2012, 23:21

Jaka jest roznica w prawdziwym zjednoczeniu sie ze "zrodlem" a falszywym, mozna opisac bardzo prosto:

falsz: czlowiek ma cialo i cos co jest niesmiertelne i nie jest cialem, musi wiec opuscic to cialo jak stary bezuzyteczny pojazd i zdjednoczyc sie ze "zrodlem".

prawda: czlowiek jest niesmiertelny i wieczny, jednak to co uwaza za cialo i dusze jest w rzeczywistosci zludzeniem i bierze sie z iluzorycznego podzialu. Kiedy nie ma podzialu, cialo znika i okazuje sie czystym duchem.

Jesli pewnego dnia ktos nagle poczuje, ze nie ma ciala i ze ogarnia soba wieksza przestrzen i przestaje odbierac otoczenie jako cos odrebnego od siebie, to znaczy, ze wlasnie sie obudzil. Z perspektywy innych, oddzielonych, taka osoba dalej bedzie widoczna w ciele, nie bedzie zadnej wizualnej roznicy sprzed i po "przebudzeniu", chociaz w rzeczywistosci bedzie to jak odbicie w lustrze. To wlasnie jest "oswiecenie", ze nie zmienia sie nic, a zmienia sie wszystko :P
Dlatego tez tak trudno jest ocenic, czy Jezus albo Budda to postacie historyczne, realne, czy mityczne ;)

Tak wiec teraz to moze wydawac sie szalenstwem, kiedy pisze, ze wybuch Slonca nie zrobi czlowiekowi krzywdy. Jednak wkrotce "folia" zostanie zdjeta i wielu ludzi zobaczy to samo co ja.

Boru - 1 Luty 2012, 01:21

Jerzy Prokopiuk napisał/a:
Symbol Wieży — jak każdy symbol — jest podwójnym paradoksem. Z jednej bowiem strony Wieża symbolizuje moc wznoszącą się (wertykalną), z drugiej wszakże strony wyraża klęskę mocy (jej horyzontalizację), jak pokazuje to mit o Wieży Babel ze Starego Testamentu i XVI arkanum tarota — Wieża. Zarazem jednak wieża ma „męski” charakter penetracyjny, jak też charakter „kobiecy”, jako pomieszczenie zamknięte.
Symbol Wieży ma — w analogii zarówno do tradycyjnej struktury kosmosu, jak i budowy człowieka — trzy „piętra”: fizyczne, psychiczne i duchowe. Na piętrze pierwszym wyraża popędowe życie człowieka: tyle jego agresję, co seks (phallos), tyle podbój Nieba, co Ziemi. Na piętrze w drugim wieża symbolizuje
1. myśl i medytację,
2. separację (uczuciową),
3. czujność (woli — skierowana także na zewnątrz).
Na piętrze trzecim — duchowym — odsłania się archetypowe tło symbolu wieży: tu widzimy, że jest ona jedną z form (obok np. piramidy czy zigurratu, odpowiednio — egipskiej i mezopotamskiego) pojawiania się Drzewa Kosmicznego, czy też Góry Kosmicznej — ich zróżnicowane symbole występuj ą we wszystkich religiach Świata.

(...)

Wracając do symbolu Wieży — umieszczonego w tak wielkim zakresie na szerokim tle archetypowym w ramach procesu poznawczego, który Jung nazwał amplifikacją (poszerzeniem znaczenia) — zwróćmy jeszcze uwagę na szczególny jego aspekt, który ujawnił się właśnie dopiero dzięki temu procesowi. Otóż Wieża jawi się nam jako twór ludzki, dzieło kultury i cywilizacji człowieka, w przeciwieństwie do Drzewa Kosmicznego (i Drzewa „w ogóle”) jako bytu boskiego: zarówno w duchu, jak w naturze.
W tym aspekcie mamy także do czynienia z kontrastem nieśmiertelnego dzieła boskiego i śmiertelnego wytworu człowieka. Drzewo Kosmiczne jest wieczne, Wieża zawsze znajduje swą śmierć.
Wspomnieliśmy już biblijną opowieść o wieży Babel, jak również arcanum tarota — Wieżę. Znamienne jest to, że „tarotowa” Wieża ukazana jest w XVI karcie jako wieża burzona uderzeniem pioruna — ginie więc „śmiercią gwałtowną”.
Z bogatej literatury „tarotologicznej” wybrałem nawiązujące do psychologii jungowskiej — dzieło Alfreda Duglasa Tarot, w przekładzie Małgorzaty Mielczarskiej i Wojciecha Jóźwiaka, gdzie znajdujemy następującą prezentację arcanum Wieży:
Potężna wieża wzniesiona na trawiastej wyniosłości została rażona piorunem. Szczyt wieży, opatrzony blankami, został zerwany przez podmuch i ogień bije głęboko do środka. Z trzech okien buchają płomienie, ulewa iskier spada jak deszcz na wszystkie strony. Dwie postacie ludzkie lecą głowami w dół, zrzucone ze swojego rozwalonego schronienia.
Ta karta jest jakby odwrotną stroną poprzedniej (XV — Diabeł). Przeciwieństwem Dionizosa, pana tego, co irracjonalne i mroczne, jest Apollo, bóg światła i rozumu, przeciwieństwem Szatana jest Diabeł, Lucyfer, nosiciel światła.
Wieża ma numer szesnaście. Cyfry jeden i sześć sumują się do siedmiu. Siedem to liczba słoneczna oznaczająca moc i pozytywne, twórcze działanie. W siódmej karcie Rydwan widzieliśmy wpływ Słońca w jego dobroczynnym aspekcie Heliosa, tutaj zaś widzimy surową potęgę kosmicznej energii, bez osłony bijącej w dół.
Piorun jest jednym z atrybutów Jowisza (grom Jowiszowy), jak również ważnym symbolem w mahajanie i buddyzmie tantrycznym, jako znak niezwyciężonego światła prawdy, w którym wszystko, co fałszywe i dualistyczne, zostaje ostatecznie unicestwione. Jest błyskiem wewnętrznej iluminacji, która niesie wolność oświecenia.
[...] Szczyt wieży został [...] zburzony przez ognisty pocisk z niebios. Symboliczne zwieńczenie gmachu często oznacza wierzchołek świadomości, co oznacza, że piorun czystej jaźni, prymarnej energii duszy, w swoim błyskawicowym objawieniu rozrywa i rozrzuca wszystkie struktury ego.
Gdy wędrowiec zebrał w sobie i zaakceptował prawdziwą naturę Szatana, postrzega go jako przemienionego w Lucyfera, który ucieleśnia czystość boskiej prawdy. Rozbijający piorun prawdy zaprzecza wszelkim poprzednim pojęciom, podobnie jak to miało miejsce poprzednio, choć na mniej głębokim poziomie, w przypadku ofiary Wisielca.
Świadomość człowieka zyskuje tu wreszcie bezpośredni kontakt z prymarnymi siłami ukrytego centrum, celu mistycznej podróży. Światło niesione przez Lucyfera to nie łagodny blask intuicji, sączący się w górę z głębin, lecz świetlisty żar boskiej świadomości w całej jej pełni, światło niczym nie przyćmione, takie jak to, które oślepiło Szawła na drodze do Damaszku.
Apokryficzne powiedzenie Jezusa brzmi: „Kto jest blisko mnie, blisko jest ognia”. Prąd i ogień życia są istotą osiągnięcia całkowitości. Alchemicy wierzyli, że ich aqua nostra, czyli woda życia, to także ignis — ogień. Aąua nostra, która wszystko rozpuszcza, jest podstawowym składnikiem do produkcji kamienia filozoficznego, który zapewnia nieśmiertelność.
Burzący napór tego ognia zdolny jest uwolnić umysł z okowów i otworzyć drogę, która prowadzi do centrum, ale jeżeli świadomość człowieka nie jest na to przygotowana, nie dość mocno zbudowana na pewnych fundamentach, może to zakończyć się katastrofą. Z punktu widzenia psychologii wynikiem będzie rozpad, podzielenie się umysłu przeciw samemu sobie.
Potęga błyskawicy zdolna jest przeobrazić wieże świadomości w „Dom Boży” albo, w przeciwnym razie, nieodwołalnie ją rozerwać. W odniesieniu do spraw „światowych” Wieża sugeruje destrukcję jakiejś przestarzałej filozofii, która nie umie zaadaptować się do nowych warunków. Gdy umysł ludzki rozwija się, łatwo wchłania nowe idee ł pojęcia, używając ich do wzniesienia struktury mentalnej, która będzie służyć jako przewodnik w biegu życia. Lecz gdy umysł dojrzewa, jego zasady mają skłonność do utwardzania się, przez co stopniowo staja się czymś sztywnym i ustalonym, i wówczas umysł traci zdolność do przyjmowania nowych treści, których już nie potrafi łatwo wpasować w istniejącą strukturę.
W ten sposób traci on kontakt z dynamika rzeczywistości. Otaczają go mury dogmatycznej opinii których nie można dopasować do zmieniających się okoliczności. Postawione wobec wielkiego wyzwania ze strony nowych idei, mury te mogą tylko runąć, pozostawiając oszołomiony umysł, by zmagał się, tak jak potrafi, z otaczającym go pozornym chaosem. Stąd wynika nauka, że każda struktura dopóty jest zdolna do obrony, dopóki pozostaje giętka i zdolna do ewoluowania; bo życie jako takie jest stanem nieustającego płynięcia, i również żadna z ludzkich konstrukcji nie może mieć nadziei na przeżycie, jeżeli nie potrafi się przystosować.

Boru - 1 Luty 2012, 14:19

Kiedy w czasie "dwoch Ksiezycow" i "dwoch Slonc" ludzie beda krzyczec i biegac z przerazenia, wolajac swoich bogow, ja bede widzial tylko baloniki na niebie, kiedy "obcy" zaatakuja Ziemie, bede sie smial z dobrej komedii, kiedy swietlisto-blondwlosi-niebieskoocy beda przedstawiac teatr milosci i zbawienia, nie bedzie we mnie sladu uwielbienia, kiedy Slonce wybuchnie, wystawie sie calym soba na jego swiatlo, kiedy otworzy sie brama za ktora bedzie tylko pustka, wskocze tam bez wahania.
Boru - 1 Luty 2012, 16:15

Cytat:
Dlatego tez nie lubie Neo z matrixa. Jest zbyt idealny, zbyt epicki i zbyt przystojny aby byc "Jedynym".


Skubany nawet Budde zagral!

Filmik

Warto zwrocic uwage na fragment od 2 minuty az do konca.

Boru - 1 Luty 2012, 17:36

Cytat:
Niektorzy ludzie mowia, ze "nie potrafie zawsze zyc terazniejszoscia, moj umysl ciagle bladzi".

Blad.

Jesli bladzisz umyslem, to kiedy bladzisz jak nie teraz :P Uswiadamiajac sobie terazniejszosc bladzenia, przestajesz bladzic. "Nie moge zawsze zyc terazniejszoscia" - co za bzdura, nie masz wyjscia, zawsze nia zyjesz. Niektorzy staraja sie myslec usilnie o tym, by pamietac o terazniejszosci, spinaja sie, a spinanie sie jest skutkiem utozsamiania sie z matrwym obrazkiem, a terazniejszosc zawsze jest zywa.


Probowac oczyscic swoj umysl za pomoca wysilku umyslowego, to tak, jakby zmywac krew krwia :P

Dlatego tez "robienie medytacji" nie moze dac wolnosci.

Boru - 1 Luty 2012, 19:48

Kiedy bylem w wojsku, to najlepiej czulem sie nie wtedy, kiedy moglem sie "uwalic na woz" (polozyc sie na lozko :P ), bo wtedy zamiast odpoczywac, to nieustannie myslalo sie o tym, czy zaraz ktos nie przyjdzie i nie wygoni do jakiejs bzdurnej roboty. Najlepiej czulem sie wtedy, kiedy po kilkunastu kilometrach marszu, obwieszony karabinem, magazynkami, chelmem, plecakiem, maska przeciwgazowa i odzieza ochronna calkowicie popuszczalem z wszelkiego narzekania na ta sytuacje. Wtedy mialo sie wrazenie, ze pomimo tego ogromnego ciezaru jest sie lekkim i mozna isc tak bez konca.
Bedac tu, na Ziemi, mozna narzekac na ten ciezar i ograbienie z wielu zdolnosci powszechnych wsrod "kosmitow", a patrzac na gwiazdy ma sie wrazenie, ze jest to cos zupelnie nieosiagalnego. Nie ma jednak zadnych barier (poza tymi wirtualnymi) pomiedzy nami a gwiazdami, a popuszczajac z checi uwolnienia sie od czegokolwiek i kogokolwiek szybko staje sie jedna z nich, chodzaca po Ziemi.
Na tym polega wlasnie donioslosc zycia czlowieka na Ziemi, ze mozna tutaj blyskawicznie sie "oswiecic", nie robiac zupelnie nic w tym kierunku ;) Istoty, ktore stoja za tym matrixem, chociaz przepelnione falszem, uwazajace sie za kogos wznioslego, a w rzeczywistosci wszelkie ich dzialania sa spowodowane strachem, robia wiec nieswiadomie dobra robote. Jest to najlepszy zart jaki mozna im zrobic.

A kiedy zdejmie sie te wszystkie okowy, wtedy staje sie bogiem dla tych, ktorzy chwile wczesniej byli uwazani przez nas za bogow.

Z tym "uwaleniem sie na woz" jest tak samo jak i z podrozami pozacielesnymi. Mozna latac w przestrzeni kosmicznej, tworzyc mentalnie latajace spodki, zmieniac ksztalt w jaki tylko sie chce, a po powrocie do ciala jest sie takim samym niewolnikiem jak wszyscy inni zyjacy w falszu. Mialem do czynienia z kilkoma takimi podroznikami, ktorzy nie sa ludzmi wolnymi i z powodu swojej slabosci, gardza zyciem w "matrixie". Zachlysneli sie tylko chwilowym uczuciem wolnosci.

Boru - 2 Luty 2012, 00:51

Rozpoznanie iluzji oddzielonego "ja", swiata podzielonego na fizyczny i duchowy i tego, ze czasu nie ma to kluczowa sprawa. Mozna zdobyc wszelka wiedze, mozna odkryc wszelkie spiski na swiecie, nauczyc sie "paranormalnych" zdolnosci, ale jesli nie ma rozpoznania korzenia wszelkiej iluzji, to wszystko dzieje sie w obrebie klamstwa i podlega smierci (ktora jest fikcja). Oczywiscie, mozna sobie stworzyc nawet wlasny kosmiczny matrix, doskonalic przez epoki techniki manipulacji i zywic sie energia innych istot jak dlugo tylko sie da. Ale jak dlugo?

Jestem bezczelny i interesuje mnie tylko niesmiertelnosc oraz calkowite widzenie, a nie jakies tam zabawki z ktorymi trzeba sie rozstac, gdy rodzice wolaja :P

Boru - 2 Luty 2012, 12:04

Fraktalnosc i zloty podzial to klucz do niesmiertelnosci, poniewaz jest to sposob na "niedestruktywne" osadzanie sie jednej fali w drugiej.

To, ze czlowiek ma dwie nogi, dwie rece i mozg, dzieki ktoremu wydaje sie mu, ze porusza cialem jak pojazdem, nie czyni z niego inteligentnej istoty w obliczu mechanicznej i slepej przyrody.
Gwiazda jest zywa istota, jednak nie potrzebuje rak i nog, poniewaz odbiera otoczenie za pomoca calego swojego ciala i nie ma zadnego stalego podloza, po ktorym musialaby kroczyc :P

Cialo czlowieka samo w sobie przypomina pentagram oraz jest zbudowane na zasadzie zlotej proporcji. W zaleznosci od tego jak sie go uzywa, albo jest bateria dla kogos, albo gromadzi energie do wewnatrz.
Cialo indygo/wyzszej jazni jest "miniaturowym sloncem" i czlowiek moze osadzic sie w nim, gdy idealnie przewodzi energie, stajac sie wtedy "solarna" istota kroczaca po Ziemi, bedac wolna od wiezienia "matrixa", czy "szescianu".

Ilustracja :lol:

Dan Winter napisał/a:
I wtedy możesz odpowiedzieć Diabłu
który mówi: "Zabiorę ci duszę."|I twoją odpowiedzią może być:
Ach... Wiem kim jesteś,|jesteś iskrą w moim oku."
co jest twoim sposobem powiedzeniaNeutral"Nie ma niczego, co nie jest mną.
Mogę zamieszkiwać i samoosadzać się|we wszystkim."
Robiąc tak, stajesz się polem|magnetycznym, które może "skonsumować"
wszystkie perspektywy i to rozpoczyna|ten "strzykacz", który ma miejsce
w momencie nowego współczucia,|kiedy gwiazdy drżą ponieważ
rodzi się nowa grawitacja. To|zaczyna pompowanie, które tworzy
soki wężowych ust Amygdali, które|schodzą w dół ścieżką kundalini
i kończą "oko-ząb", który|ewoluuje, dzięki czemu
smok jest zdolny wydziobać sobie|drogę poprzez jajo (membranę),
skorupę Nib-Uru i Ninhursag


Ilustracja :lol:

Boru - 2 Luty 2012, 15:17

Cytat:
Gwiazda jest zywa istota, jednak nie potrzebuje rak i nog, poniewaz odbiera otoczenie za pomoca calego swojego ciala i nie ma zadnego stalego podloza, po ktorym musialaby kroczyc :P


Cytat:
Cialo indygo/wyzszej jazni jest "miniaturowym sloncem" i czlowiek moze osadzic sie w nim, gdy idealnie przewodzi energie, stajac sie wtedy "solarna" istota kroczaca po Ziemi, bedac wolna od wiezienia "matrixa", czy "szescianu".


Dlatego tez na wschodzie mowi sie, ze "awatar" czyli ucielesnienie jakiegos bostwa, nie robi sladow chodzac po ziemi. I gdyby ktos nie znal znaczenia tego powiedzenia, to pomyslalby sobie patrzac na jakiegos "oswieconego", ze to tylko zabobony :P

Boru - 2 Luty 2012, 19:28

Chyba powiedzialem wszystko co mozna powiedziec :P Nie chodzi jednak o przyjecie jakis koncepcji, lecz osobiste doswiadczenie. "Czas" pokaze, czy sie mylilem :lol:
Dla mnie, cale te pisanie to byla taka "rozgrzewka" ;)

Boru - 3 Luty 2012, 14:17

A co z pieklem? :P Pisalem o tym, ze inteligentne zycie jest nie tylko na powierzchni ziemi lecz i w warstwach podziemnych oraz w powietrzu. Pieklem mozna okreslic miejsce znajdujace sie w 4d, gleboko pod powierzchnia ziemi, lecz z dala od jej jadra. Znajduja sie tam miedzy innymi ci falszywi "anunnaki" oraz "dusze" tych okreslanych na powierzchni jako Zydzi, bedacy gadzimi hybrydami. Jesli ktos jest przepelniony naprawde duza iloscia ciezkich wibracji, to na zasadzie przyciagania jest sciagany do tego miejsca po tzw. zmierci ciala fizycznego. W biblii jest napisane, ze pomiedzy "smiercia" Jezusa a jego zmartwychwstaniem zstapil do tego miejsca, aby uwolnic zalegajacych i "gnijacych" tam Zydow oraz zabral ich do nieba, czy 5d. Od ich przybycia na Ziemie okolo 6000 lat temu zbierali sie w tej podziemnej krainie i nikt nie chcial ich stamtad ruszyc i im pomoc. To tak jak z zapchana kanalizacja, jest problem, ale nie ma odwaznego, ktory by chcial cos z tym zrobic. Po zmartwychwstaniu i wniebowstapieniu, zeslal "Ducha Swietego" umozliwiajac w ten sposob tym hybrydom otwarcie czakry serca i odlaczenia sie od tego zbiorowego, gadziego umyslu.

Filmik
Piosenka

Boru - 3 Luty 2012, 15:49

Apokalipsa Jana jest ksiega, ktora trzeba umiec odczytywac i niedobrze sie stalo, ze znalazla sie wsrod innych "kanonicznych" pism. Cos takiego jak "kanoniczne pisma" tak naprawde nie ma prawa bytu ;) Pisalem o tym, ze negatywne istoty z 4d sa mistrzami jesli chodzi o nakladanie interpretacji na rzeczywistosc, na "dekodowanie" rzeczywistosci w ten sposob, ze widzi sie cos, czego nie ma. To samo stalo sie z apokalipsa, ktora jest symboliczna, "okultystyczna" ksiega. Te wszystkie znane historie o przybyciu antychrysta, "chipowaniu" ludzkosci, pokonaniu go przez Jezusa itd. sa wlasnie takimi nakladkami interpretacyjnymi. Owszem, prawdopodobnie odbedzie sie show pt. inwazja obcych, przyjscie Jezusa, sad ostateczny, jednak wszystkie te zewnetrzne widowiska beda tylko cieniem, nakladka na procesy dokonujace sie wewnatrz, na "przyjscie Chrystusa" od wewnatrz. Tak wiec "drugie przyjscie" ma dwie strony: wersje matrixa i wersje prawdziwa, dokonujace sie w tym samym "czasie". I to jest wlasnie "sad ostateczny" :lol:

Filmik :P

Boru - 3 Luty 2012, 17:05

Podroze w "czasie" sa jak najbardziej mozliwe :P Wszystko dzieje sie jednoczesnie, a terazniejszosc jest brama, ktora prowadzi do swiata, ktora odpowiada aktualnemu stanowi swiadomosci. Tak wiec mozna zajrzec w wydarzenia, ktore juz sie rozegraly, w momencie kiedy podejmuje sie decyzje teraz.
Jednak to, co robi wiekszosc tzw. jasnowidzacych, nie jest podrozowaniem swiadomoscia w czasie, lecz odczytywaniem mysloksztaltow w zbiorowej swiadomosci ludzkosci. Na tym poziomie mozna jedynie okreslic ogolna tendencje w jakim kierunku ludzkosc zmierza, tak samo jak meteorologowie przewiduja pogode. Nie mozna wiec tego traktowac na serio.
Trzeba jednak wiedziec, ze istniejemy tylko my sami i nikogo poza tym i mozemy zobaczyc tylko swoja przyszlosc :P

Tak wiec ukryte rzady, ktore dostaly zabawki do podrozowania w czasie od swietlisto-blondwloso-niebiekookich tylko zapetlaja sie coraz bardziej i bardziej w swojej checi zdominowania wszystkiego, co tylko sa w stanie zdominowac.
Zostaja im teraz posylani inni kosmici mowiacy "pochodzimy z waszej przyszlosci, musicie zamknac te tunele czasoporzestrzenne, poniewaz przez nie dokonala sie katastrofa o ktorej chcemy was ostrzec". No i oni zamkna te tunele, wpakuja sie do podziemnych baz i zostana spaleni kiedy Ziemia bedzie sie transformowac :lol:

Boru - 3 Luty 2012, 18:15

Carl Jung napisał/a:
Nauka jest sztuką tworzenia zręcznych iluzji; głupcy w nie wierzą lub polemizują z nimi, mądry człowiek zaś napawa się ich pieknem i pomysłowością, zdając sobie jednocześnie sprawę, że są to stworzone przez ludzi zasłony, za którymi kryje się mroczna otchłań nieznanego.

Boru - 3 Luty 2012, 20:47

Cytat:
Ziemia to cos w rodzaju biblioteki


Odnosze wrazenie, ze niektorzy pomylili biblioteke z kiblem i stad taki posrany dzial historyczny :P

Boru - 3 Luty 2012, 22:04

Dlaczego mam wrazenie, ze czyta to 12 osob :lol:
Boru - 3 Luty 2012, 23:50

Cytat:
Ostatecznie tego wszystkiego (smierci i cierpiacych jednostek) i tak nie ma, wiec nikomu nie grozi zadna krzywda.


Kiedy jednak widzi sie, ze jakas babcia sie przewrocila i nie moze wstac, nie nalezy myslec, ze jej upadek to iluzja, wiec nie wolno jej pomoc :P Jestesmy tylko my i pomagajac innym pomagamy sobie. Nie pomagajac, sami zatracamy sie w matrixie. Iluzja ma to do siebie, ze dla kogos wewnatrz jest czyms realnym i cierpia niewinne osoby. Wiem o wielu odrazajacych rzeczach dziejacych sie na tej planecie, o porywaniu tysiecy dzieci do podziemi i torturowaniu ich przez "reptilian" i pozeraniu ich i trudno mi uwierzyc, ze ludzie zyja tutaj nieswiadomi tego wszystkiego, reagujac szyderstwami na prawde, bedac zapatrzonym w telewizyjna i edukacyjna maskarade.
Gniew jednak tylko mnie oslabia, a dodaje sily systemowi. Wspominam czesto o Jezusie, bo jest to czlowiek, ktory na tej planecie sprawil, ze system zadal sam sobie ostateczny cios i osmieszyl go, bez zadnej nienawisci. Dac sie przybic do drzewa zupelnie "na luzie", a nastepnie udac sie do "zapchanej kanalizacji" i odetkac krewnych tych, ktorzy przed chwila dokonali na nim proby morderstwa oraz zabrac ich do nieba, to trzeba byc szalonym :P Warto jeszcze dodac, ze przed ziemska inkarnacja mial mozliwosc "wniebowstapienia" czyli przejscia do 5d, jednak zdecydowal sie zejsc tutaj.
"Reptilianie" boja sie ludzi i wibracji milosci, dlatego tez z Jezusa zrobiono tego, ktorego przedstawia teraz religia.

The Moon Matrix

Boru - 4 Luty 2012, 16:46

Symbol krzyza interpretuje tak: belka pionowa - czas, belka pozioma - miejsce/przestrzen. Punkt przecinania sie dwoch belek, punkt 0, to absolutna rzeczywistosc z ktorej wszystko sie "rozgalezia" - czas (wieczne teraz) i pustka (wszedzie).

Cytat:
stworzenie pojecia czasu jest tym, co trzyma ludzi w reinkarnacyjnej pulapce

Cytat:
zadem problem czlowieka nie istnieje w chwili terazniejszej

Cytat:
tylko bedac "fraktalnym" mozna przeniesc swoja pamiec poprzez "smierc"


Dlatego tez w momencie przecinania sie rownoleglych swiatow w punkcie 0, zyjacym w fikcji urwie sie film i obudza sie w "normalnym" swiecie. Takie sa moje przypuszczenia :P

Krzyz ma 4 ramiona, przecina sie w "punkcie 0", podobnie jak swiat 4d jest "oddzielony" od 5d (pentagram tworzony z ran Jezusa) pustka.

Swiat dualnosci to swiat wirtualny o ktorym Bog nawet nie wie. Fikcyjne czasy i miejsca maja swoj koniec, podczas gdy prawda jest niesmiertelna. Dlatego tez "ukrzyzowanie" to wyjscie z matrixa.

Boru - 4 Luty 2012, 17:28

Cytat:
Krzyz ma 4 ramiona, przecina sie w "punkcie 0", podobnie jak swiat 4d jest "oddzielony" od 5d (pentagram tworzony z ran Jezusa) pustka.


Tak wiec kazdy kto zyje w wirtualnym swiecie dualnosci jest urodzony na krzyzu :P

Piosenka

Cytat:
We're off to the witch
We may never never never come home
But the magic that we'll feel
Is worth a lifetime

We're all born upon the cross
The throw before the toss
You can release yourself
But the only way is down


Mysle sobie wiec, ze po wyjsciu z wirtualnego swiata mozna swobodnie podrozowac w czasie :P I bedzie mozna odwiedzac tych w matrixie, zyjacych w roznych epokach. Poniewaz z punktu, gdzie nie ma "rozwidlenia" mozna wniknac w ktorys z "rozwidlonych" swiatow. Troche prymitywnie to brzmi, ale nie umiem zbyt dobrze przekazywac swoich wizji :P

Boru - 4 Luty 2012, 18:28

Prosze ostroznie podchodzic do moich tresci :lol: Niektore (nie duzo, ale jakas czesc), zle odczytane, moga prowadzic w kierunku slepej uliczki iluzji np. gdy mowie o 12-wymiarowym swiecie. Sam podzial na poszczegolne wymiary jest juz oznaka dualnosci, wiec tego typu numeracje trzeba traktowac jako chwilowy drogowskaz i ostatecznie nie ma prawa bytu. Co jesli swiat 4d jest "dwunastowymiarowy" ;) Warto zwrocic uwage na fakt, ze Jezus, istota z "4d" (a moze 12d? :lol: ), przed rozpoczeciem dzialalnosci wybral 12 apostolow, a jego przejscie do "5d"/wniebowstapienie bylo poprzedzone zdrada Judasza, a wiec rozdarciem tej "dwunastosciennej" struktury (slynna data 21.12.2012 to moze byc taki poczatek "rozdarcia"). Dopiero przez te rozdarcie mogl przebic sie dalej. Apostolowie, aby kontynuowac swoja dzialalnosc w 4d musieli wybrac nowego dwunastego. W swiecie prawdy nie ma wyzszych i nizszych wymiarow, ja natomiast pisze o wymiarach/czestotliwosciach po to, aby przekazac, ze jest cos wiecej niz to co widzi sie w "normalnym" stanie.

IT jest 12-wymiarowe, a na koncu i tak zawsze sie spada :P

Trzeba pamietac, ze swiat iluzji jest zamieszkany przez wiele istot, ktore od miliardow lat, tysiecy epok, eonow, nie maja nic innego do roboty jak coraz wieksze "uwiarygodnianie" wirtualnej rzeczywistosci.

Boru - 4 Luty 2012, 19:34

Mam wrazenie, ze "matrixa" opuszcza osoby, o ktore trudno by bylo o to podejrzewac, a zostanie wielu "znawcow" tematu 2012, ezoteryki i "teoretykow" spiskowych :P Cieszy mnie bycie Panem X.

Filmik

Boru - 4 Luty 2012, 23:41

Moje dzialanie jest nierozsadne :P Caly czas szukam odpowiedzi na rozne pytania oraz dopracowuje i dopieszczam odpowiedzi, podczas gdy samo szukanie wpedza mnie w wirtualny swiat, bo od poczatku zaklada ono, ze czegos nie wiem. To wlasnie niewiedza doprowadzila do powstania tego swiata. Tak wiec jesli mam opuscic matrixa, to musze zrezygnowac z tego wszystkiego i w kazdym momencie swojego zycia "zaczynac od zera", bo tylko wtedy nie grozi zaden koniec. To jest takie banalne, stac sie Bogiem, ze az glupio zrezygnowac z zycia w fikcji po takim czasie :lol:

Cytat:
"Powiedz nam, w jaki sposób nastanie nasz koniec?" Odrzekł Jezus: "Odkryliście już początek, aby poszukać końca; tam bowiem, gdzie jest początek, tam będzie i koniec. Błogosławiony, kto stanie na początku - pozna koniec i nie zakosztuje śmierci".

Boru - 5 Luty 2012, 00:08

Cytat:
Symbol krzyza interpretuje tak: belka pionowa - czas, belka pozioma - miejsce/przestrzen.


Podobnie jak w IT skacze sie po poziomych schodkach do gory i im wyzej, tym czas szybciej leci :lol:

Boru - 5 Luty 2012, 12:01

Cytat:
Co jesli swiat 4d jest "dwunastowymiarowy" ;)


Mam tu na mysli 12 znakow zodiaku. Zyjac w wirtualnym swiecie dualnosci jest sie niejako pod panowaniem gwiazd (i dwunastu godzin na zegarze :P ). Wybor 12 apostolow moze miedzy innymi oznaczac, ze ten w srodku jest jakby niewidoczny dla "przeznaczenia" i dopiero po rozerwaniu tej struktury mozna sie do niego dobrac. Rozerwanie moglo jednak powstac tylko od srodka, od jednego z 12.

Cytat:
Apostolowie, aby kontynuowac swoja dzialalnosc w 4d musieli wybrac nowego dwunastego.


Pozniej mozna juz mowic o Marii Magdalenie i jej 12 apostolach.

Rozumienie tych spraw nie przychodzi jednak poprzez wysilek umyslowy, lecz poprzez czynienie z kilku rzeczy jednej. Dopoki dziala sie bedac rozszczepionym, to wszystko jest zakryte.

Boru - 5 Luty 2012, 15:47

Cytat:
Mam tu na mysli 12 znakow zodiaku. Zyjac w wirtualnym swiecie dualnosci jest sie niejako pod panowaniem gwiazd (i dwunastu godzin na zegarze :P ).


A kiedy jest sie jedna z tych gwiazd, panuje sie nad wirtualnym swiatem i czasem mu podlegajacym :P

Byl taki "czas" kiedy ludzie nie byli podzieleni na plec, niebo bylo przykryte gesta mgla, tak, ze nie bylo widac gwiazd, a Slonce bylo widoczne jako plama swiatla.
Ludzie nie potrzebowali widoku gwiazd ponad nimi, poniewaz sami byli jak gwiazdy. Gwiazdy ponad ludzmi pojawily sie dopiero po zapadnieciu w sen.

Tak wiec kiedy Biblia mowi, ze Jahwe stworzyl gwiazdy, to jest w tym ziarno prawdy :lol:

Ksiega Hioba napisał/a:
Czy możesz związać pęk Plejad albo rozluźnić pasek Oriona? (32) Czy możesz wyprowadzić gwiazdy Zodiaku w czasie właściwym i wyprowadzić Niedźwiedzicę z jej młodymi? (33) Czy znasz porządek nieba albo czy możesz ustanowić jego władztwo na ziemi? (34) Czy potrafisz podnieść swój głos ku chmurom, aby cię okrył nawał wód?


Niezly cwaniak z niego, trzeba przyznac ;)

Boru - 5 Luty 2012, 21:52

(tu nie ma nic :P )
Boru - 6 Luty 2012, 13:24

Cytat:
Tak wiec "drugie przyjscie" ma dwie strony: wersje matrixa i wersje prawdziwa, dokonujace sie w tym samym "czasie". I to jest wlasnie "sad ostateczny" :lol:


Cytat:
przed rozpoczeciem dzialalnosci wybral 12 apostolow, a jego przejscie do "5d"/wniebowstapienie bylo poprzedzone zdrada Judasza, a wiec rozdarciem tej "dwunastosciennej" struktury (slynna data 21.12.2012 to moze byc taki poczatek "rozdarcia"). Dopiero przez te rozdarcie mogl przebic sie dalej.


Cytat:
Zyjac w wirtualnym swiecie dualnosci jest sie niejako pod panowaniem gwiazd (i dwunastu godzin na zegarze :P ).


Cytat:
Byl taki "czas" kiedy ludzie nie byli podzieleni na plec, niebo bylo przykryte gesta mgla, tak, ze nie bylo widac gwiazd, a Slonce bylo widoczne jako plama swiatla.
Ludzie nie potrzebowali widoku gwiazd ponad nimi, poniewaz sami byli jak gwiazdy. Gwiazdy ponad ludzmi pojawily sie dopiero po zapadnieciu w sen.

Tak wiec kiedy Biblia mowi, ze Jahwe stworzyl gwiazdy, to jest w tym ziarno prawdy :lol:


Teraz zobaczymy na czym moze polegac taka nakladka:

Apokalipsa napisał/a:
(12) I widziałem, gdy zdjął szóstą pieczęć, że powstało trzęsienie ziemi i słońce pociemniało jak czarny wór, a cały księżyc poczerwieniał jak krew. (13) I gwiazdy niebieskie spadły na ziemię, podobnie jak drzewo figowe zrzuca figi swoje, gdy wiatr gwałtowny nim potrząśnie;


Gniew Boga, czy rozpadanie sie matrixa, uwolnienie spod "panowania" gwiazd i stanie sie jak jedna z nich? :lol:

Ksiega Daniela napisał/a:
A wielu z tych, którzy śpią w prochu ziemi, obudzą się, jedni do żywota wiecznego, a drudzy na hańbę i wieczne potępienie. (3) Lecz roztropni jaśnieć będą jak jasność na sklepieniu niebieskim, a ci, którzy wielu wiodą do sprawiedliwości, jak gwiazdy na wieki wieczne.

Boru - 6 Luty 2012, 13:59

Wszechswiat jako dwunastoscian.
Boru - 6 Luty 2012, 17:30

Cytat:
Ten swiat w ktorym sie poruszamy jest tymczasowa placowka leczenia dla ludzi chorych psychicznie.


Ktos, kto twierdzi, ze jest on oraz ktos poza nim - jest chory psychicznie, ma rozszczepienie osobowosci :P Jak myslicie, dlaczego prawdziwi "gwiezdni bracia" nie objawia sie na skale globalna, lecz tylko falszywi to zrobia. Jest to jednak choroba, z ktorej trzeba wyjsc samemu, nie ma innej mozliwosci. Jesli zdrowie to jednosc, to ktos inny nie moze wyciagnac z tej choroby, proste.

Piosenka :P

Boru - 6 Luty 2012, 18:34

Cytat:
Piosenka :P


Co do teledysku, to tzw. reptilianie gustuja rowniez w zlocie, w tym sensie, ze je jedza i nacieraja nim swoje cialo. To pomaga im utrzymac sie przy "zyciu", jednak czyni z nich bezduszne roboty, automaty. Dlatego tez potrzebuja jesc energie zywych istot, aby zachowac poczucie siebie. Te wszystkie bajki o smokach w kopalniach zlota i porywaniu dziewic to prawda :P

Piosenka

Boru - 6 Luty 2012, 20:06

Cialo = czas

Wystarczy wyeliminowac z zycia czas i cialo znika. Jesli nie ma ciala, to nie ma i reinkarnacji, bo nie ma w co sie reinkarnowac. Mowic wiec o wyzwoleniu sie z reinkarnacji w przyszlych wcieleniach to absurd.
Dlatego tez gdy wskazniki czasu, zarowno te ziemskie jak i na niebie zaczna zachowywac sie "dziwnie", to ci, ktorzy uzotsamiali sie z czasem popadna w wewnetrzny chaos. Ci natomiast, ktorzy zyli w przyjazni z chwila terazniejsza, ostatecznie przekonaja sie o iluzorycznosci cial. Wtedy nawet Slonce moze wybuchnac i nie bedzie ciala, ktore mogloby zostac zniszczone. Dlatego tez zamiast mowic o "koncu swiata" lepiej jest mowic o tescie weryfikacyjnym tego, co jest prawda, a co fikcja.

matrix = swiat oddzielonych form

Boru - 6 Luty 2012, 23:41

Cytat:
matrix = swiat oddzielonych form


Mysl tez jest forma, jest zbudowana z pewnego rodzaju materii, niewidocznej w "normalnym" spektrum postrzegania, odbioru czestotliwosci. Tak wiec nawet wyrzekajac sie wszelkich bogactw, jesli jest sie uzaleznionym od myslenia i identifikacji z myslami - ciagle jest sie materialista.

Boru - 7 Luty 2012, 14:47

Alan Watts - Wartosc doswiadczenia psychotycznego

Swoja droga, nigdy nie bralem zadnych lekow "na uspokojenie", nie potrzebuje nawet kawy, alkoholu i tytoniu aby moc spokojnie zyc, ani nie leczylem sie u psychologa czy psychiatry. Ilu "twardo stapajacych po ziemi" moze to powiedziec? ;)

Boru - 7 Luty 2012, 17:38

SKLAMALEM!!!

Wlasnie uleglem pokusie na kawe, czytam teksty niektorych "duchowych nauczycieli" oraz musze sie uspokoic od czasu do czasu, ale wstydze sie o tym mowic :oops: :evil:

Cholerny pozer i kseroboj :P

Boru - 7 Luty 2012, 18:18

Czasami siedzac sobie w kuchni i popijajac cos, czuje jak wszystkie te myslowe struktury na temat swiata, w tym i te na temat zycia w wirtualnym swiecie mysli, wszystkie te poukladane historyjki rozpadaja sie i spadaja w jakas nieskonczenie gleboka przestrzen. To daje mi takie poczucie, ile to wszystko do czego doszedlem jest warte. Jednak to, ze te wszystkie formy przemijaja, a swiadomosc, ktora nie jest forma, nie jest czyms, daje prawdziwa wolnosc. Wolnosci nie ma w slowach, nawet najpiekniejszych. Widze troche wiekszy zakres tego, co dostrzega tzw. przecietny czlowiek, jednak to co jest swiadome widzenia wiecej i widzenia mniej - jest tym samym i jest tak samo nieograniczone. Widze wiecej kawalkow czegos, co sklada sie z nieskonczonej ilosci kawalkow, dlatego tez moge wiedziec wiecej tylko w porownaniu z "kims innym", kto tych kawalkow uzbieral mniej w stosunku do mnie, ale w absolutnym sensie wiem tyle samo co kazdy. Nie moglbym wydostac sie z "matrixa" gdyby inni w nim nie zostali. Taka jest wlasnie zabawa pustki samej ze soba.

Trudno jest powiedziec co jest bardziej godnym podziwu. Byc jakims anielskim bytem, swiadomym swoich nieograniczonych mozliwosci, czy "uziemionym" czlowiekiem, udajacym, ze jest nieswiadomy i ograniczony. Bo nie mozna byc ograniczonym i smiertelnym inaczej, jak poprzez udawanie i wkroczenie w irracjonalny swiat. To taka zabawa w "co by bylo gdyby" np. gdybym mogl umrzec, gdybym mogl byc oddzielony. Jestesmy jakby sondami wyslanymi do zbadania nie-boskiego, irracjonalnego swiata, kosmicznymi kaskaderami :P

Boru - 7 Luty 2012, 19:54

Jakkolwiek dziwnie to moze zabrzmiec, wiele z "anielskich" istot zazdrosci nam zycia tutaj :P Zwlaszcza krwi i tego co w niej sie znajduje, tak podejrzewam. A my dla nich, poza tym matrixem, jestesmy jak przewodnicy i nauczyciele. Zdarza sie nawet, ze zwykly ziemski czlowiek zyjacy na jawie nieswiadomie, w nocy, poza cialem, jest nauczycielem wsrod "aniolow".
Za ta amnezja inkarnacyjna kryja sie naprawde niewiarygodne rzeczy.

Boru - 7 Luty 2012, 23:01

Cytat:
Dlatego tez gdy wskazniki czasu, zarowno te ziemskie jak i na niebie zaczna zachowywac sie "dziwnie", to ci, ktorzy uzotsamiali sie z czasem popadna w wewnetrzny chaos. Ci natomiast, ktorzy zyli w przyjazni z chwila terazniejsza, ostatecznie przekonaja sie o iluzorycznosci cial.


Dlatego tez nie ma co sie martwic o dzieci. Dzieci maja bardzo male pojecie o czasie.
Znowu zacytuje Ewangelie Tomasza:

Cytat:
"Starzec w swych dniach nie będzie się wahał pytać małego, siedmiodniowego chłopca o miejsce życia i będzie żył. Wielu pierwszych będzie ostatnimi i staną się jednością”.

Boru - 8 Luty 2012, 00:11

Pisalem o tym, ze koncepcja "ja nie istnieje" jesli jest nieprawidlowo zrozumiana, to moze prowadzic w klopoty ;) Podszywaja sie pod te nauki i wypaczaja je rozne istoty z innych czestotliwosci. Zacytuje tutaj fragment wykladu Rudolfa Steinera, wygloszony okolo 100 lat temu:

Cytat:
Sprawa przedstawia się w ten sposób, że aż do siedemnastego,
osiemnastego roku życia wywierany jest na człowieka
wpływ Księżyca, Wenus i Merkurego. Natomiast po przekroczeniu
dwudziestego, dwudziestego pierwszego roku życia ma
miejsce wpływ Marsa, Jowisza i Saturna, który dopiero później
wzmacnia się do tego stopnia, że może nas wyprowadzić
z bytu ziemskiego w świat duchowy. W rzeczywistości wewnętrzna
konstytucja człowieka zależna jest, jeżeli można tak
powiedzieć, od tego przejścia od planet wewnętrznych do planet
zewnętrznych3.
Do siedemnastego,osiemnastego roku życia jesteśmy jako
ludzie zależni przede wszystkim od krążenia krwi, które obiega
całe ciało. Później stajemy się bardziej zależni od płucnego
obiegu krwi. Są to jednak rzeczy, które musimy odłożyć do
późniejszych wykładów. Teraz powinno nas interesować coś
innego, to mianowicie, że podobnie jak nieprawidłowe istoty
Księżyca, Wenus i Merkurego mają swoje siedziby w stałych
i płynnych częściach ziemi, tak samo również i nieprawidłowe
istoty Marsa, Jowisza i Saturna mają swoje warunki bytu - a
obrazowo mówiąc, siedziby - w cieple i powietrzu, które otacza
ziemię. Te istoty również mają wielki wpływ na człowieka
w czasie jego snu. Ale ich wpływ skierowany jest w przeciwną
stronę. Istoty te pragną uczynić człowieka automatem moralnym,
jeżeli mogę się tak wyrazić, w tym znaczeniu, żeby człowiek
w stanie czuwania nie dawał posłuchu swoim instynktom,
swoim popędom, aby nie słuchał mowy swojej krwi, aby tym
wszystkim gardził, a dawał posłuch jedynie podszeptom tych
nieprawidłowych istot Marsa, Jowisza i Saturna, by stał się
moralnym automatem bez perspektywy nadejścia kiedyś wolności.
Tego pragną takie istoty. A ich wpływ również jest silny,
nadzwyczaj silny.
Każdej nocy chciałyby one niejako sprawić, aby człowiek
przyjął w siebie wpływ świata gwiazd i nie powracał więcej na
52
ziemię po to, aby przyjąć w siebie wpływ świata ziemskiego.
Chciałyby człowieka całkowicie wyciągnąć z bytu ziemskiego.
Chcą one - i chciały tego zresztą od początku powstania
rodu ludzkiego na ziemi - aby człowiek wzgardził ziemią aby
na tej ziemi, na której jedynie on sam może obudzić się do
wolności, do tej wolności się nie obudził, aby pozostał moralnym
automatem, jakim był w czasie poprzedniego etapu rozwoju
ziemi, podczas księżycowego bytu ziemi.
Chciałbym powiedzieć, że człowiek tkwi właściwie pośrodku
pomiędzy tymi dwiema grupami, z których jedna usytuowana
jest w elemencie ciepła i powietrza, natomiast druga
w stałym i płynnym elemencie ziemskim; w środku, pomiędzy
tymi dwiema wzajemnie zwalczającymi się kosmicznymi grupami,
stoi człowiek. To, czym on jest w ciele fizycznym, przysłania
mu fakt, że o jego istotę toczy się w kosmosie straszliwa
walka.


Te istoty z Marsa, moim skromnym zdaniem wygladaja tak:

Ilustracja

:lol:

Boru - 8 Luty 2012, 12:05

W nastepnym odcinku "trudnych spraw": Pawel Borcz: szaraki z Marsa staraly sie nim manipulowac.

Tak nawiasem mowiac, to podejrzewam, ze ten wizerunek szaraka z Marsa, najbardziej znany wizerunek "ufoka", zostanie uzyty przy falszywej inwazji obcych :P

Piosenka :lol:

Boru - 8 Luty 2012, 13:15

Ksiezyc - kosmiczny meme generator

To taki serwer na ktorym generowane sa te wszystkie smieszne tozsamosci, a ludzkie mozgi to komputery podlaczone do tego serwera. Ludzie dopisuja do tego historyjki i tak to sie toczy od tysiacleci.

Boru - 8 Luty 2012, 16:06

Dosc tego, bo robie sie jak "statystyczny Kowalski", ktorego zycie w 90% polega na powtarzaniu i przetwarzaniu tych samych informacji :P z ta roznica, ze u mnie informacje sa innego typu.

Ten matrix jest genialnie urzadzony, chyle czola przed programistami.

Boru - 8 Luty 2012, 19:13

Cytat:
Symbol krzyza interpretuje tak: belka pionowa - czas, belka pozioma - miejsce/przestrzen.


Ukrzyzowalem Einsteina :( Spoczywaj w pokoju, wirtualny naukowcu.

Boru - 8 Luty 2012, 23:48

Zaprawde zaprawde powiadam wam :P ze stan "swiadomej bezwiedzy", niemyslenia, zaczynania w kazdym momencie od zera i przebywania nieustannie w ciszy, to najwiekszy "stopien wtajemniczenia" jaki mozna osiagnac. Swiadome sny, OOBE i wszelkie "paranormalne" zdolnosci to tylko fajerwerki, ktore nie daja prawdziwej mocy i wolnosci.
Boru - 9 Luty 2012, 13:01

Cytat:
Zyjac w wirtualnym swiecie dualnosci jest sie niejako pod panowaniem gwiazd


Jeszcze raz powtarzam, ze gwiazdy i planety nie steruja czlowiekiem, nie ma tam zapisanego zadnego przeznaczenia, nie ma jakis "bogow" pilnujacych czy czlowiek splacil swoja "karme" - poza tymi falszywymi. Jednak zyjac w swiecie dualnosci, swiecie fikcji, swiecie irracjonalnym, trzeba dostosowywac sie do gwiazd. Sa one jakby lustrem, w ktorym odbija sie zycie czlowieka, dlatego tez z ich ruchu mozna opisac, kim jest czlowiek i jakie jest jego "przeznaczenie". W "wymiarach" gdzie te gwiazdy maja swoja zogniskowana swiadomosc, nie ma czegos takiego jak liniowosc czasu, dopiero tworzac pojecie liniowosci czasu w "wymiarach" nizszych pojawia sie cos takiego jak "przeznaczenie". Dla planet i gwiazd, to co dla nas jest przyszloscia jest terazniejszoscia, bo wszystko dzieje sie jednoczesnie. Istoty grajace bogow dobrze o tym wiedza, wiedza rowniez o cyklicznosci pewnych wydarzen ("koncow swiata") i moga one sprawic wrazenie, ze panuja nad tymi gwiazdami, panuja nad "karma" i przeznaczeniem.

Dlatego tez im blizej przejscia do "5d" tym szybciej wszystko sie dzieje. Czas jest kompresowany az do punktu w ktorym jest tylko terazniejszosc. Moze to dawac wrazenie zawalania sie calego wszechswiata.

Boru - 9 Luty 2012, 13:51

Cytat:
Sa one jakby lustrem, w ktorym odbija sie zycie czlowieka, dlatego tez z ich ruchu mozna opisac, kim jest czlowiek i jakie jest jego "przeznaczenie". W "wymiarach" gdzie te gwiazdy maja swoja zogniskowana swiadomosc, nie ma czegos takiego jak liniowosc czasu, dopiero tworzac pojecie liniowosci czasu w "wymiarach" nizszych pojawia sie cos takiego jak "przeznaczenie".


Od 2:47 :P

Dlatego tez jesli przed prawdziwie "oswieconym" pojawia sie jakis "czarnoksieznik" popisujacy sie swoja moca, tamten moze zwyczajnie go wylaczyc.

Boru - 10 Luty 2012, 13:40

Cytat:
Byl taki "czas" kiedy ludzie nie byli podzieleni na plec, niebo bylo przykryte gesta mgla, tak, ze nie bylo widac gwiazd, a Slonce bylo widoczne jako plama swiatla.
Ludzie nie potrzebowali widoku gwiazd ponad nimi, poniewaz sami byli jak gwiazdy. Gwiazdy ponad ludzmi pojawily sie dopiero po zapadnieciu w sen.


Moim skromnym zdaniem, to pojawienie sie Ksiezyca na orbicie spowodowalo zniszczenie tej wodnej bariery i wywolalo to, co jest okreslane jako potop.

Nie bez powodu we wszelkich kulturach mowi sie o snie ludzkosci, a o poznaniu prawdy mowi sie, ze jest to przebudzenie.

Piosenka :lol:

Filmik

Boru - 10 Luty 2012, 13:48

Carlos Castaneda napisał/a:
Trwanie w milczeniu z don Juanem było jedną z najwspanialszych rzeczy, jakie znałem. Siedzieliśmy wygodnie na miękkich krzesłach z tyłu jego domu w górach w środkowym Meksyku. Było późne popołudnie. Wiała przyjemna bryza. Słońce znajdowało się za domem, za naszymi plecami. Jego słabnące światło utworzyło przecudowne, zielone cienie na wielkich drzewach na podwórzu. Dokoła domu i dalej rosły inne rozłożyste drzewa, całkowicie przysłaniające widok na miasto. Zawsze dawało mi to złudzenie, że jestem na łonie dzikiej przyrody, innej niż ta na jałowej pustyni Sonory, lecz mimo wszystko dzikiej.
? Dzisiaj będziemy omawiać niezwykle ważną w magii kwestię ? odezwał się nagle don Juan ? i rozpoczniemy od zagadnienia dala energetycznego.
Opisywał mi ciało energetyczne już wcześniej, całą masę razy; mówił, że jest to skupisko pól energii, lustrzane odbicie skupiska pól energii składającego się na nasze ciało fizyczne, widziane jako energia w jej ruchu we wszechświecie. Mówił, że jest mniejsze, bardziej zwarte i z wyglądu cięższe od świetlistej sfery ciała fizycznego.
Wyjaśniał mi, że ciało i ciało energetyczne są dwoma skupiskami pól energii ściśniętymi w jedno pod działaniem pewnej dziwnej siły spajającej. Nieustannie podkreślał, że owa siła, która wiąże w całość te pola energii, to ? według czarowników starożytnego Meksyku ? najbardziej tajemnicza siła we wszechświecie. Jego zdaniem, była to czysta esencja całego kosmosu, łączna suma wszystkiego, co istnieje.
Twierdził, że ciało fizyczne i czato energetyczne są jedynymi równoważącymi się konfiguracjami energetycznymi w naszej ludzkiej sferze. Z tego też powodu nie uznawał żadnego innego dualizmu poza dwoistością obu tych ciał. Dualizm materii i umysłu, ducha i ciała uważał li tylko za mentalny ciąg asocjacyjny, emanację umysłu pozbawioną jakichkolwiek podstaw energetycznych.
Don Juan powiedział mi kiedyś, że dzięki dyscyplinie każdy może zbliżyć ciało energetyczne do ciała fizycznego. W normalnych warunkach dzielący je dystans jest ogromny. Kiedy ciało energetyczne znajdzie się już od ciała fizycznego w określonej odległości, która jest różna dla każdego z nas, poprzez zdyscyplinowane działania każdy może z niego uformować dokładną replikę swojego ciała fizycznego, czyli, inaczej mówiąc, trójwymiarową, materialną istotę. Stąd też bierze się stosowane przez czarowników pojęcie bliźniaka albo sobowtóra. I na odwrót, dzięki tym samym działaniom każdy jest w stanie uformować ze swego trójwymiarowego, materialnego ciała fizycznego doskonałą replikę swego ciała energetycznego ? czyli, inaczej mówiąc, eteryczny obłok energii, niewidoczny dla oka ludzkiego, jak zresztą wszelka energia.
Kiedy don Juan powiedział mi o tym wszystkim, zareagowałem pytaniem, czy opisuje mi treść jakiegoś mitu. Odparł na to, że czarownicy nie mają nic wspólnego z mitami. Czarownicy to istoty praktyczne i to, o czym mówią, jest zawsze nacechowane trzeźwością i rzeczowością. Według don Juana, trudności ze zrozumieniem tego, co robią czarownicy, biorą się stąd, że czerpią oni z innego systemu kognitywnego.
Kiedy tak siedzieliśmy tamtego dnia z tyłu jego domu w środkowym Meksyku, powiedział, że ciało energetyczne ma kluczowe znaczenie we wszystkim, co się dzieje w moim życiu. Widział, że moje ciało energetyczne, zamiast się ode mnie oddalać, jak to ma normalnie miejsce, zbliża się do mnie z ogromną prędkością, i był to fakt energetyczny.
? Co to znaczy, że ono się do mnie zbliża, don Juanie? ? zapytałem.
? To znaczy, że niedługo coś zacznie cię śmiertelnie przerażać ? odparł z uśmiechem. ? Twoje życie zostanie poddane niesamowitej kontroli, ale nie twojej kontroli, lecz kontroli ciała energetycznego.
? Chcesz przez to powiedzieć, don Juanie, że zacznie mnie kontrolować jakaś siła z zewnątrz? ? zapytałem.
? Kontroluje cię obecnie cała masa sił zewnętrznych ? orzekł. ? Kontrola, o której myślę, leży poza sferą języka. To kontrola, a jednocześnie jej brak. Nie można jej w żaden sposób zaklasyfikować, ale bez wątpienia można doświadczyć. I przede wszystkim, z całą pewnością można nią manipulować. Zapamiętaj to sobie: możesz nią manipulować i maksymalnie wyzyskiwać z korzyścią dla siebie, która, rzecz jasna, nie jest korzyścią twoją, lecz ciała energetycznego. Jednakże ciało energetyczne to ty, moglibyśmy więc ganiać tak w kółko jak pies za własnym ogonem, starając się to wszystko opisać. Język nie jest adekwatny. Wszystkie te doświadczenia wykraczają poza reguły składni języka.
Ciemność zapadła bardzo szybko i liście drzew, które jeszcze przed chwilą emanowały zieloną poświatą, były teraz bardzo ciemne i ciężkie. Don Juan powiedział, że jeśli będę się pilnie skupiał na ciemności liści, nie koncentrując wzroku na niczym konkretnym, lecz spoglądając niejako kątem oka, dostrzegę ulotny cień w moim polu widzenia.
? To odpowiednia pora dnia na zrobienie tego, o co cię proszę ? rzekł. ? Skupienie koniecznej uwagi zabierze ci tylko chwilkę. Nie przestawaj, aż dostrzeżesz ten ulotny, czarny cień.
Rzeczywiście, dostrzegłem jakiś dziwny, ulotny, czarny cień na tle liści drzew. Był to albo jeden cień, poruszający się w przód i w tył, albo kilka, przesuwających się z lewa na prawo albo z prawa na lewo lub prosto w górę. Jawiły mi się one jako grube czarne ryby, ogromne ryby. Wyglądało to tak, jak gdyby w powietrzu latały gigantyczne mieczniki. Widok ten pochłonął mnie całkowicie. W końcu zacząłem się go bać. Zrobiło się za ciemno i nie widziałem już liści, ale ciągle widziałem te ulotne, czarne cienie.
? Co to jest, don Juanie? ? zapytałem. ? Wszędzie dokoła dostrzegam ulotne, czarne cienie.
? Ach, to właśnie dziki wszechświat ? odrzekł. ? Niemierzalny, nieliniowy, wykraczający poza sferę języka. Czarownicy starożytnego Meksyku byli pierwszymi, którzy te ulotne cienie ujrzeli, więc zaczęli za nimi podążać. Widzieli je tak, jak ty je teraz widzisz, i widzieli je jako energię w jej ruchu we wszechświecie. I faktycznie udało im się odkryć coś transcendentalnego.
Przestał mówić i spojrzał na mnie. Jego pauzy były zawsze doskonale zaplanowane. Przestawał mówić wówczas, gdy umierałem z ciekawości.
? Co takiego odkryli, don Juanie? ? zapytałem.
? Odkryli, że mamy towarzysza na całe życie ? powiedział tak dobitnie, jak tylko potrafił. ? Drapieżcę, który przybył z otchłani kosmosu i zawładnął naszym życiem. Ludzie są jego więźniami. Ten drapieżca jest naszym panem i władcą. Zrobił z nas potulne, bezradne baranki. Jeżeli chcemy się zbuntować, bunt zostaje zdławiony. Jeżeli chcemy działać niezależnie, rozkazuje nam, byśmy tego nie robili.
Dokoła nas było bardzo ciemno i to chyba zupełnie przytłumiło moją ekspresję. Gdyby działo się to za dnia, śmiałbym się do rozpuku. W ciemności czułem się bardzo nieswojo.
? Ciemno, choć oko wykol ? odezwał się don Juan ? ale jeśli spojrzysz dokoła kątem oka, znów zobaczysz, jak dokoła nas skaczą ulotne cienie.
Miał rację. Ciągle je widziałem. Od ich ruchu kręciło mi się w głowie. Don Juan włączył światło; wszystko się rozwiało.
? Tylko dzięki samodzielnym staraniom dotarłeś do czegoś, co szamani starożytnego Meksyku nazywali kwestią nad kwestiami ? rzekł don Juan. ? Tym razem cały czas owijałem rzeczy w bawełnę, sugerując ci, że jesteśmy przez coś więzieni. I rzeczywiście, coś nas więzi! Dla czarowników starożytnego Meksyku był to fakt energetyczny.
? Dlaczego ten drapieżca zawładnął nami w sposób, o jakim mi mówiłeś, don Juanie? ? zapytałem. ? Musi istnieć jakieś logiczne wytłumaczenie.
? Jest wytłumaczenie ? odparł don Juan ? i to najprostsze na świecie. Zawładnęli nami, ponieważ jesteśmy ich pożywieniem, i uciskają nas bezlitośnie, ponieważ utrzymujemy ich przy życiu. My hodujemy kurczęta na kurzych fermach, gallineros, drapieżcy zaś hodują nas na ludzkich fermach, humaneros. Dlatego zawsze mają co jeść.
Poczułem, że gwałtownie kręcę głową na boki. Nie potrafiłem wyrazić swego głębokiego zaniepokojenia i niezadowolenia, ale moje ciało zaczęło się poruszać, by dać upust tym uczuciom. Trząsłem się cały, od włosów na głowie po czubki palców stóp, zupełnie bezwolnie.
? Nie, nie, nie, nie ? usłyszałem swój głos. ? To absurd, don Juanie. To, co mówisz, jest potworne. To po prostu nie może być prawda, ani dla czarowników, ani dla przeciętnych ludzi, ani dla nikogo.
? Dlaczego nie? ? zapytał chłodno don Juan. ? Dlaczego nie? Bo cię to doprowadza do szału?
? Tak, doprowadza mnie to do szału ? odparłem sucho. ? Twoje sugestie są potworne!
? No cóż ? powiedział ? nie wysłuchałeś jeszcze wszystkich moich sugestii. Poczekaj chwilkę i potem oceń, co na ten temat sądzić. Zaraz dostaniesz się w prawdziwą nawałnicę. To znaczy, że twój umysł zostanie wystawiony na zmasowany atak, a ty nie będziesz mógł się poddać i sobie pójść, bo jesteś w pułapce. Nie dlatego, że cię uwięziłem, ale dlatego, że coś ukryte głęboko w tobie nie pozwoli ci odejść, choć jakaś część ciebie po prostu wpadnie w szał. Tak więc, przygotuj się!
Czułem, że mam w sobie coś z masochisty. Don Juan miał rację. Nie wyszedłbym z jego domu za nic na świecie. Mimo to jednak ani trochę mi się nie podobały brednie, które wygadywał.
? Chcę przemówić do twojego analitycznego umysłu ? rzekł don Juan. ? Zastanów się przez chwilę, a potem mi powiedz, jak byś wytłumaczył sprzeczność pomiędzy inteligencją człowieka-inżyniera i głupotą jego przekonań albo głupotą jego pełnego sprzeczności zachowania. Czarownicy są przekonani, że to drapieżcy dali nam przekonania, nasze pojęcia dobra i zła, nasze prawa społeczne. To oni stworzyli nasze nadzieje i oczekiwania, sny o powodzeniu i myśli o porażce. Dali nam pożądanie, chciwość i tchórzostwo. To przez drapieżców jesteśmy tak zadowoleni z siebie, schematyczni i egoistyczni.
? Ale jak można tego dokonać, don Juanie? ? zapytałem, jakby bardziej jeszcze rozeźlony tym, co mówi. ? Szepcą nam to wszystko do ucha, kiedy śpimy?
? Nie, nie robią tego w ten sposób. To idiotyczny pomysł! ? odparł z uśmiechem. ? Są nieskończenie skuteczniejsi i bardziej zorganizowani, niż ci się zdaje. Aby zapewnić sobie naszego posłuszeństwo, uległość i słabość, drapieżcy wykonali fantastyczne posunięcie ? fantastyczne, oczywiście, z punktu widzenia strategii wojennej, a przerażające z punktu widzenia tych, przeciwko którym zostało skierowane. Oddali nam swój umysł! Słyszysz, co mówię? Drapieżcy oddają nam swój umysł, który staje się naszym umysłem. Umysł drapieżców jest barokowy, pełen sprzeczności, posępny, przepełniony obawą przed zdemaskowaniem, które może nastąpić lada chwila.
Wiem, że choć nigdy nie cierpiałeś głodu ? ciągnął ? odczuwasz niepokój związany z jedzeniem, który nie jest niczym innym, jak niepokojem drapieżcy, że w każdej chwili jego posunięcie zostanie odkryte i zabraknie mu pożywienia. Poprzez umysł, który w końcu jest ich umysłem, drapieżcy wtłaczają w życie ludzi wszystko, co im pasuje. W ten sposób zapewniają sobie pewne bezpieczeństwo, które niczym bufor neutralizuje nieco ich strach.
? To nie o to chodzi, don Juanie, że nie mogę przyjąć tego ot tak ? powiedziałem. ? Mógłbym to zrobić, ale jest w tym coś tak ohydnego, że mnie po prostu odrzuca. Zmusza mnie do zajęcia w tej sprawie stanowiska oponenta. Jeżeli to prawda, że nas zjadają, jak to się odbywa?
Na twarzy don Juana malował się szeroki uśmiech. Był zadowolony jak wszyscy diabli. Wyjaśnił mi, że czarownicy widzą niemowlęta jako dziwne, świetliste kule energii, pokryte od samej góry do samego dołu czymś w rodzaju lśniącej otoczki, przypominającej plastykową pokrywę, ciasno dopasowaną do ich kokonu energii. Powiedział, że to właśnie ta lśniąca otoczka świadomości stanowi pożywienie drapieżców i że do czasu osiągnięcia przez człowieka dorosłości pozostaje z niej jedynie wąski strzęp, który biegnie od podłoża do czubków palców u stóp. Strzęp ten pozwala ludzkości zaledwie na przeżycie, ale nic ponadto.
Zupełnie jak we śnie słyszałem, jak don Juan Matus wyjaśnia mi, że o ile mu wiadomo, człowiek jest jedynym gatunkiem istot, u którego lśniąca otoczka świadomości leży poza tym świetlistym kokonem. Dlatego też jest łatwą zdobyczą dla świadomości innego rzędu, takiej jak ciężka świadomość drapieżcy.
Następnie powiedział coś, co zdruzgotało mnie doszczętnie. Stwierdził, że ów wąski strzęp świadomości stanowi samo centrum autorefleksji, w której człowiek nieuleczalnie się pogrążył. Grając na naszej autorefleksji, która jest jedynym ocalałym punktem świadomości, drapieżcy tworzą rozbłyski świadomości, które następnie bezwzględnie pożerają. Podsuwają nam idiotyczne problemy, które wymuszają powstanie tych rozbłysków świadomości, i w ten sposób utrzymują nas przy życiu, żeby później móc się odżywiać owymi energetycznymi rozbłyskami powstałymi dzięki naszym niby-problemom.
Musiało być coś w tym, co mówił don Juan; byłem w tym momencie tak zdruzgotany, że najzwyczajniej w świecie zrobiło mi się niedobrze.
Po chwili, wystarczająco długiej, bym zdążył dojść do siebie, zapytałem go:
? Ale dlaczego czarownicy starożytnego Meksyku i współcześni czarownicy nic z tym nie robią, choć widzą drapieżców?
? Ani ty, ani ja nic nie możemy z tym zrobić ? odrzekł don Juan poważnym, smutnym głosem. ? Jedyne, co nam pozostaje, to poddać się dyscyplinie, dzięki której w końcu nie będą mogli nas tknąć. Jak chcesz wymagać od innych, by wzięli na siebie taki trud? Wyśmieją cię i wyszydzą, a co bardziej agresywni dadzą ci taki wpierdol, że popamiętasz. I zasadniczo nie dlatego, żeby nie chcieli ci wierzyć. Głęboko w każdym człowieku tkwi atawistyczna, intuicyjna świadomość istnienia drapieżców.
Mój analityczny umysł podnosił się i opadał niczym jo-jo. Puszczał mnie i wracał, puszczał i znowu wracał. Twierdzenia don Juana były po prostu niedorzeczne, niewiarygodne, a jednocześnie tak niezwykle sensowne i proste. Tłumaczyły każdą sprzeczność ludzkiego zachowania, która tylko przyszła mi na myśl. Ale jakżeż można było traktować to wszystko poważnie? Don Juan wpychał mnie pod lawinę, która mogła pochłonąć mnie na zawsze.
Uderzyła we mnie kolejna fala poczucia zagrożenia. Choć nie ja byłem jego źródłem, było ono jednak ze mną związane. Don Juan coś ze mną robił, coś niejawnie dobrego i potwornie złego zarazem. Odczuwałem to jako próbę przecięcia cienkiej warstewki czegoś, czym byłem jakby oklejony. Jego oczy wpatrywały się we mnie nieruchomo. Odwrócił wzrok i zaczął mówić, nie patrząc już w moją stronę.
? Jeżeli tylko kiedyś zaczną cię niebezpiecznie trapić jakieś wątpliwości ? powiedział ? zareaguj pragmatycznie. Wyłącz światło. Przeniknij ciemność; przekonaj się, co dostrzegasz.
Wstał, żeby wyłączyć światło. Powstrzymałem go.
? Nie, nie, don Juanie ? odezwałem się ? nie wyłączaj światła. Wszystko w porządku.
Czułem w tamtej chwili bardzo niezwyczajny jak na mnie strach przed ciemnością. Na samą myśl o niej zaczynałem ciężko dyszeć. Nie miałem wątpliwości, że intuicyjnie coś sobie uświadamiam, ale nie śmiałem tego dotknąć ani w pełni sobie uzmysłowić, za żadne skarby tego świata!
? Dostrzegłeś ulotne cienie na tle drzew ? powiedział don Juan, siadając z powrotem na swoim krześle. ? To bardzo dobrze. Chciałbym, żebyś zobaczył je w tym pokoju. Nie będziesz niczego widział. Będziesz zaledwie wychwytywał ulotne obrazy. Na to masz dość energii.
Obawiałem się, że don Juan i tak wstanie i zgasi światło; tak też zrobił. Dwie sekundy później darłem się na całe gardło. Nie dość, że faktycznie kątem oka dostrzegłem owe ulotne obrazy, to jeszcze usłyszałem, jak brzęczą mi koło ucha. Don Juan skręcał się ze śmiechu, włączywszy na powrót lampę.
? Ależ ten gość ma temperament! ? orzekł. ? Z jednej strony totalny sceptyk, a z drugiej totalny pragmatyk. Będziesz musiał sobie zaaranżować tę wewnętrzną walkę. Inaczej napuchniesz jak wielka ropucha i w końcu strzelisz. Coraz głębiej wbijał mi szpilę.
? Czarownicy starożytnego Meksyku ? powiedział ? widzieli drapieżcę. Nazwali go latawcem, bo skacze w powietrzu. Nie jest to urzekający widok. To wielki cień, mroczny i nieprzenikniony, czarny cień, który w podskokach przemieszcza się w powietrzu. Potem ląduje płasko na ziemi. Czarowników starożytnego Meksyku niezwykle nurtowało pytanie, kiedy pojawił się on na Ziemi. Rozumowali tak, że człowiek w pewnym okresie musiał być istotą doskonałą, obdarzoną fenomenalnym wglądem, zdolnym do takich wyczynów percepcji, że dziś są one przedmiotem legend. A potem wszystko jakby zniknęło i oto mamy obecnie człowieka uśpionego.
Chciałem się rozgniewać, nazwać go paranoikiem, ale gdzieś zniknęło to poczucie prawa do słusznego gniewu, które zawsze miałem. Coś we mnie wyrosło ponad poziom, na którym zawsze zadawałem sobie ulubione pytanie: ?A co, jeśli wszystko to, co mówi, jest prawdą?" Wtedy, tamtej nocy, kiedy ze mną rozmawiał, w głębi mego serca czułem, że wszystko, co mówi, jest prawdą; jednocześnie jednak równie silne było przekonanie, że wszystko, co mówi, to czysty absurd.
? Co ty opowiadasz, don Juanie? ? zapytałem słabo. Gardło miałem ściśnięte. Z trudem oddychałem.
? Opowiadam, że naszym przeciwnikiem nie jest zwykły drapieżca. Jest bardzo przemyślny i zorganizowany. Metodycznie przestrzega planu, który czyni z nas istoty bezużyteczne. Człowiek, istota magiczna, nie jest już magiczny. Jest zwykłym kawałkiem mięsa. Człowiekowi nie pozostały już żadne marzenia oprócz marzeń zwierzęcia hodowanego dla mięsa: marzeń wyświechtanych, konwencjonalnych i kretyńskich.
Słowa don Juana wywoływały we mnie dziwną fizyczną reakcję, podobną do mdłości. Czułem się znów tak, jakbym miał za chwilę zwymiotować. Ale źródłem nudności były najgłębsze pokłady mojej istoty, sam szpik kości. Zacząłem konwulsyjnie drżeć. Don Juan potrząsnął mnie mocno za ramiona. Poczułem, jak szyja mi się trzęsie pod wpływem jego uścisku. Uspokoiłem się od razu. Odzyskałem nieco kontroli nad sobą.
? Ten drapieżca ? powiedział don Juan ? który jest, rzecz jasna, istotą nieorganiczną, nie jest dla nas tak całkowicie niewidzialny jak inne istoty nieorganiczne. Myślę, że jako dzieci go widzimy; jest to dla nas jednak tak przerażający widok, że nawet nic chcemy o tym myśleć. Dzieci, rzecz jasna, czasem się upierają i chcą zwrócić na niego baczniejszą uwagę, lecz wszyscy dokoła zniechęcają je do tego.
Jedyną alternatywą dla ludzkości ? ciągnął ? jest dyscyplina. Dyscyplina to jedyny środek zaradczy. Ale gdy mówię o dyscyplinie, nie chodzi mi o jakieś ascetyczne praktyki. Nie chodzi mi o to, żeby wstawać o piątej trzydzieści każdego ranka i polewać się zimną wodą aż do zsinienia. Poprzez dyscyplinę czarownicy rozumieją umiejętność niewzruszonego stawiania czoła przeciwnościom losu, których nie braliśmy pod uwagę w naszych oczekiwaniach. Dla nich dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem i to nie dlatego, że są oni silni i twardzi, lecz dlatego, że przepełnia ich nabożna cześć.
? W jaki sposób dyscyplina czarowników może być środkiem zaradczym? ? zapytałem.
? Czarownicy powiadają, że dyscyplina sprawia, iż lśniąca otoczka świadomości staje się dla latawca niesmaczna ? odparł don Juan, bacznie wpatrując się w moją twarz, jakby szukał w niej jakichś oznak niedowierzania. ? Efekt jest taki, że drapieżcy są zdezorientowani. Lśniąca otoczka świadomości, która jest niejadalna, nie mieści się, jak sądzę, w ich systemie poznawczym. Zdezorientowani, nie mają innego wyjścia, jak tylko odstąpić od swych nikczemnych zamiarów.
Jeżeli drapieżcy nie będą przez jakiś czas zjadać naszej lśniącej otoczki świadomości ? ciągnął ? ta będzie dalej rosnąć. Upraszczając tę kwestię maksymalnie, mogę powiedzieć tak, że czarownicy, dzięki zachowywaniu dyscypliny, odpychają drapieżców wystarczająco długo, by ich lśniąca otoczka świadomości rozrosła się powyżej poziomu palców stóp. Kiedy już przekroczy ten poziom, urasta z powrotem do pierwotnych rozmiarów. Czarownicy starożytnego Meksyku mawiali, że lśniąca otoczka świadomości jest jak drzewo. Jeżeli go nie przycinać, rozrasta się do naturalnych rozmiarów i osiąga naturalną gęstość. Gdy świadomość osiąga poziomy ponad poziomem palców stóp, jej fenomenalne wyczyny stają się oczywistością.
Wspaniała sztuczka dawnych czarowników ? ciągnął don Juan ? polegała na obciążeniu umysłu latawca dyscypliną. Stwierdzili oni, że jeśli narzucić umysłowi latawca wewnętrzną ciszę, wówczas obca instalacja się rozprasza; daje to każdemu, kto wykonuje ten manewr, absolutną pewność zewnętrznego pochodzenia umysłu. Obca instalacja powraca, tego możesz być pewien, ale już nie tak silna, i tak oto rozpoczyna się proces, w którym rozpraszanie umyslu latawca staje się zabiegiem rutynowym; proces ten trwa tak długo, aż pewnego dnia umysł latawca rozprasza się na dobre. Smutny to dzień, doprawdy! Od tego dnia będziesz musiał się opierać na własnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie będzie już nikogo, kto by ci powiedział, co masz robić. Nie będzie już żadnego zewnętrznego umysłu, który mógłby ci dyktować kretyństwa, do których zostałeś przyzwyczajony.
Mój nauczyciel, nagual Julian, zawsze przestrzegał wszystkich swoich uczniów ? kontynuował don Juan ? że jest to najcięższy dzień w życiu czarownika, ponieważ prawdziwy umysł ? ten, który należy do nas, łączna suma wszystkiego, czego doświadczyliśmy ? po trwającym całe życie poddaństwie, jest nieśmiały, niepewny i nie można na nim polegać. Osobiście powiedziałbym, że dla czarownika prawdziwa bitwa rozpoczyna się dopiero w tym momencie. Cała reszta to tylko przygotowania.
Byłem naprawdę głęboko poruszony. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej, a z drugiej strony coś dziwnego gdzieś w głębi mnie głośno się domagało, bym się nie odzywał, podsuwając mi myśl o mrocznym finale całej sprawy i karze ? czymś w rodzaju boskiego gniewu, który mnie dosięgnie za grzebanie przy czymś, co sam Bóg okrył tajemnicą. Musiałem się zdobyć na ogromny wysiłek, żeby przechylić szalę zwycięstwa na korzyść mojej ciekawości.
? Co... co... co znaczy ? usłyszałem własne słowa ? obciążanie umysłu latawca?
? Dyscyplina niesamowicie obciąża obcy umysł ? odrzekł. ? Tak więc, dzięki niej czarownicy przełamuj ą obcą instalację.
Jego słowa mnie przygniotły. Byłem przekonany, że albo don Juan kwalifikuje się do zakładu zamkniętego, albo mówi mi coś tak potwornie niesamowitego, że to we mnie wszystko zamiera. Zauważyłem jednak, jak szybko wykrzesałem z siebie dość energii, by sprzeciwić się wszystkiemu, co powiedział. Po chwili paniki zacząłem się śmiać, zupełnie jakby don Juan opowiedział jakiś dowcip. Usłyszałem nawet, jak mówię:
? Don Juanie, don Juanie, jesteś niepoprawny!
Rozumiał chyba wszystko, co się we mnie działo. Kiwał głową na boki i wznosił oczy w górę w geście udawanej rozpaczy.
? Jestem tak niepoprawny ? powiedział ? że zaraz zafunduję umysłowi latawca, który w sobie nosisz, jeszcze jeden wstrząs. Wyjawię ci jeden z najbardziej niesamowitych sekretów magii. Opiszę ci odkrycie, którego weryfikacja i uporządkowanie zajęła czarownikom tysiące lat.
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się złowrogo.
? Umysł latawca rozprasza się na zawsze ? powiedział ? kiedy czarownikowi uda się pochwycić wibrującą siłę, która utrzymuje w jednej całości skupisko naszych pól energii. Jeżeli utrzymają w tym uchwycie dostatecznie długo, umysł latawca zostaje pokonany i się rozprasza. I to właśnie zaraz zrobisz: uchwycisz się energii, która utrzymuje nas w jednej całości.
Zareagowałem na to w tak niewytłumaczalny sposób, że aż trudno to sobie wyobrazić. Coś we mnie zadrżało, zupełnie jakby pod wpływem silnego wstrząsu. Ogarnął mnie niezrozumiały strach, który natychmiast skojarzyłem z moim religijnym wychowaniem.
Don Juan zmierzył mnie spojrzeniem od stóp do głów.
? Boisz się gniewu boskiego, co? ? odezwał się. ? Bądź spokojny, to nie twój strach. To strach latawca, bo on wie, że zrobisz dokładnie to, co ci każę.
Jego słowa wcale mnie nie uspokoiły. Poczułem się jeszcze gorzej. Ogarnęły mnie mimowolne, konwulsyjne drgawki i nie było żadnego sposobu, by je opanować.
? Nie martw się ? powiedział spokojnie don Juan. ? Wiem z doświadczenia, że te ataki bardzo szybko tracą na sile. Umysłu latawca nie stać nawet na odrobinę koncentracji.
Po chwili wszystko ustało, tak jak przepowiedział don Juan. Słowo ?oszołomiony" w odniesieniu do mojego stanu w tamtym momencie byłoby eufemizmem. Po raz pierwszy w życiu, z don Juanem czy bez, naprawdę nie miałem pojęcia, co się ze mną dzieje. Chciałem wstać z krzesła i przejść się, ale paraliżował mnie śmiertelny strach. Byłem wypełniony racjonalnymi sądami, a jednocześnie przepełniał mnie infantylny strach. Zacząłem głęboko oddychać, a całe moje ciało pokrył zimny pot. W jakiś sposób moje oczy otwarły się na potworny widok: gdziekolwiek się obróciłem, skakały czarne, ulotne cienie.
Przymknąłem powieki i oparłem głowę na oparciu krzesła.
? Nie wiem, dokąd teraz pójść, don Juanie ? odezwałem się. ? Dzisiaj naprawdę ci się udało zupełnie poplątać moje ścieżki.
? Rozdziera cię wewnętrzna walka ? powiedział don Juan. ? Głęboko w środku wiesz, że nie jesteś w stanie odrzucić przyzwolenia na to, by nieodłączna część ciebie, twoja lśniąca otoczka świadomości, stała się w niepojęty sposób źródłem pożywienia dla istot o niepojętej dla nas naturze. A inna część ciebie będzie się temu przeciwstawiać całą swoją mocą.
Przewrót czarowników ? ciągnął ? polega na tym, że odmówili oni honorowania umów, w których nie byli stroną. Nikt mnie nigdy nie pytał o to, czy nie zgodziłbym się zostać pożarty przez istoty o odmiennym rodzaju świadomości. Moi rodzice po prostu wprowadzili mnie na ten świat po to tylko, bym został czyimś pożywieniem, tak samo jak i oni ? koniec, kropka.

Boru - 10 Luty 2012, 16:34

Sila spokoju.
Boru - 10 Luty 2012, 17:21

Sila spokoju.
Boru - 10 Luty 2012, 18:14

Rozdwojony post :lol:

Alan Watts napisał/a:
Biedny człowiek! (...) zdolny przewidzieć przyszłość - umiera, zanim jeszcze umarł. Wyrywa się z zębów rekina, zanim te go dosięgły, i trwoży się na samą myśl o cmentarnym robaku, na długo zanim ten rozpocznie swą ucztę.


Cytat:
Żadne kreatywne czy konstruktywne działanie nie może się powieść bez uświadomienia sobie, że każdy świadomy wysiłek zmierzający do poprawy świata czy siebie samego jest z góry skazany na niepowodzenie i tak długo, jak mamimy się wzajemnie poprzez polityczne czy duchowe plany mające na celu ukształtowanie rzeczy na modłę bliższą żądaniom serca, tak długo pozostaniemy sfrustrowani, zdenerwowani, w depresji - tak będzie, o ile pierwszym etapem w każdym z planów nie będzie konstatacja, że zrobić nie można nic.

Boru - 10 Luty 2012, 21:06

Zdarzaja sie przypadki, kiedy ludziom cale zycie przelatuje przed oczami w wyniku "zagrozenia zycia". Dzieje sie tak dlatego, ze w trakcie zagrozenia calkowicie zostaje usuniety z umyslu czas i czlowiek zostaje z tym co jest, czyli z terazniejszoscia. Punkt polaczenia laczacy ze soba poszczegolne swietliste nici zostaje wytracony ze swojego stalego polozenia.Wszystkie zdarzenia zlewaja sie w jedna calosc, jednak trwa to zbyt krotko aby zlaczyc to na dobre.

To samo mialo miejsce podczas chrztu jakiego udzielal Jan Chrzciciel (Morfeusz ;) ). To byl chrzest pelen wrazen, dajacy przeblysk zycia poza matrixem :lol:
Podobny chrzest, lecz na skale globalna, bedzie mial miejsce juz wkrotce.

Boru - 10 Luty 2012, 22:28

Od 5:20 - cala filozofia gry w Icy Tower ;)
Boru - 10 Luty 2012, 23:10

Cytat:
To samo mialo miejsce podczas chrztu jakiego udzielal Jan Chrzciciel (Morfeusz ;) ). To byl chrzest pelen wrazen, dajacy przeblysk zycia poza matrixem :lol:


Ilustracja ;)

To typowy sposob dzialania wsrod "przebudzonych" :P Bedac pod opieka kogos takiego, trudno jest odroznic jawe od snu.

Boru - 11 Luty 2012, 16:05

Pisalem o tym, ze kiedy nieswiadomie sniacy czlowiek umiera, to przechodzi przez cos co mozna nazwac czysccem. Odczuwa na sobie to co zrobil innym, jednak przebywa on wtedy w swiecie szybciej wibrujacym, dlatego tez przezywa wszystko kilka razy intensywniej, ale kilka razy krocej.
Jesli poszczegolne ciala energetyczne czlowieka roznia sie od siebie czestotliwoscia i predkoscia wibracji, oraz kazde nastepne zawiera w sobie wczesniejsze, to scalajac je ze soba, mozna dowolnie zwalniac lub przyspieszac uplyw czasu.
Tak wiec ten motyw z omijaniem kul w matrixie jest jak najbardziej realny :P

Podobnie jest ze snami. Kiedy czlowiek spi, a w swiecie materialnym nastapi wystrzal petardy, to moze to wywolac sen w ktorym np. bral udzial w wyscigu na 1500 metrow, a kiedy dobiega do mety i sie budzi, slyszy echo petardy.

Jest to tez w pewnym sensie wyjasnienie, jak to sie dzieje, ze gracze kiedys spowalniajacy, doszli do podobnych wynikow bez spowalniania ;)

Boru - 11 Luty 2012, 19:33

Natknalem sie wczoraj na taki filmik:

Zwierciadla

Od 8:50 do 9:05 - potwierdzilo sie to co pisalem o gwiazdach nad czlowiekiem :P

Boru - 12 Luty 2012, 16:14

A co z opetaniami? Egzorcysta odprawiajacy modly nad zwijajacym sie z bolu i wrzeszczacym demonicznym glosem opetanym czlowiekiem.
Istoty o ktorych pisalem, stojace za calym tym matrixem nie sa tymi samymi, ktorzy sa odpowiedzialni za tego typu opetania. To jest dzielo roznych astralnych fraglesow i psychicznych bytow stworzonych przez ludzi.
Czlowiek moze sam stworzyc demona poprzez prowadzenie wewnetrzenego dialogu z samym soba, mysli sprzeczne z dzialaniami, czy slowami, oraz tlumienie w sobie negatywnych emocji.
To taka ciemna strona ludzkiej psychiki, ktora uzyskuje tymczasowa autonomie w dzialaniach, mogaca przenosic sie z jednego czlowieka na drugiego o pokrewnie wibrujacej energii. Moga byc obudzone lub znajdowac sie w fazie uspienia, budzac sie na okreslony impuls z zewnatrz. Wiekszosc ludzi jest nimi naszpikowana.
Jesli ktos swiadomie badz nieswiadomie boi sie lysych dresow, to bedzie ich przyciagal do siebie. Jesli jakas kobieta byla wykorzystywana i bita przez partnera, to moze przyciagnac kolejnego, ktory bedzie robil to samo.
Tym demonom nigdy nie jest dosc energii i moga rozrosnac sie do ogromnych rozmiarow, a czlowiek bedacy pod ich kontrola widzi swiat wylacznie poprzez ich filtr.
Sa one tworem chorej ludzkiej psychiki, a wiec nacechowane jego obawami, wiec jesli czlowiek uwazal okreslone symbole i rytualy za swiete, to bedzie reagowal histeria na ich widok.
Dochodzi wiec do groteskowych sytuacji, kiedy np. przedstawiciel kosciola katolickiego, organizacji zajmujacej sie zaawansowana czarna magia, ktora sama tworzy takie demoniczne stwory, egzorcyzmuje opetanych :P
Tak wiec ci "reptilianie" o ktorych pisalem, nie opetuja ludzi w ten sposob. Dali oni czlowiekowi ich wlasny umysl, tak, by widzial to czego oni chca, a jednym z efektow tego jest powstawanie roznych demonicznych bytow.

Boru - 12 Luty 2012, 19:21

Carlos Castaneda napisał/a:
Genaro natychmiast ruszył wzdłuż korytarza, wyginając plecy w łuk i unosząc kolana aż do piersi.
– Nagual Julian pokazał mu, jak się chodzi w ten sposób – szepnął don Juan. – Nazywa się to krok mocy. Genaro zna kilka różnych kroków mocy. Nie spuszczaj z niego wzroku.
Ruchy Genara były rzeczywiście hipnotyzujące. Po chwili odkryłem, że powtarzam jego krok, najpierw wzrokiem, a potem całym ciałem. Naśladowałem jego ruchy. Obeszliśmy dokoła patio i stanęliśmy.
Idąc zauważyłem, że każdy krok daje mi poczucie niezwykłej lekkości. Gdy się zatrzymaliśmy, znajdowałem się w stanie wyostrzonej uwagi. Słyszałem każdy dźwięk; wyczuwałem każdą zmianę światła i cieni dokoła mnie. Zadziwiło mnie wrażenie wyczekiwania na coś, co ma za chwilę nadejść. Czułem się niezwykle agresywny, silny i śmiały. Naraz zobaczyłem przed sobą olbrzymi, płaski teren; za plecami miałem las. Wielkie drzewa wznosiły się w górę jak ściana. Las był ciemnozielony i mroczny; równina z kolei zalana słońcem i żółta.
Oddychałem głęboko i dziwnie szybko, ale w normalny sposób. Jednak to właśnie rytm oddechu zmuszał mnie do dreptania w miejscu. Miałem ochotę biec, czy też raczej moje ciało tego pragnęło, ale gdy się podrywałem z miejsca, coś mnie powstrzymało.
Naraz obok mnie pojawili się don Juan i Genaro. Ruszyliśmy wzdłuż korytarza. Genaro znajdował się po mojej prawej stronie. Trącił mnie ramieniem i poczułem na sobie ciężar jego ciała. Lekko popchnął mnie w lewo i skręciliśmy, kierując się wprost na wschodnią ścianę patio. Przez chwilę miałem dziwne wrażenie, że przejdziemy przez tę ścianę i nawet przygotowałem się na zderzenie z nią, ale zatrzymaliśmy się o krok wcześniej.
Twarzą prawie dotykałem ściany. Obydwaj przyjrzeli mi się badawczo i bardzo dokładnie. Wiedziałem, czego szukają; chcieli się upewnić, czy przesunąłem swój punkt połączenia. Byłem pewien, że tak się stało, bo zmienił mi się nastrój. Oni najwyraźniej także o tym wiedzieli. Łagodnie wzięli mnie za ramiona i w milczeniu poprowadzili na drugi koniec korytarza, gdzie wąskie, ciemne przejście łączyło patio z resztą domu. Zatrzymaliśmy się tam. Don Juan i Genaro odsunęli się ode mnie o kilka stóp.
Od tej strony dom był pogrążony w cieniu. Zajrzałem do pustego, ciemnego pokoju. Fizycznie czułem się znużony, rozleniwiony, zobojętniały, a jednak miałem wrażenie duchowej mocy. Wtedy uświadomiłem sobie, że czegoś mi brakuje. W moim ciele nie było siły. Ledwo stałem. W końcu nogi ugięły się pode mną i usiadłem, a potem położyłem się na boku. Gdy tak leżałem, miałem cudowne, błogie myśli o miłości do Boga i wszystkiego, co dobre.
Naraz znalazłem się przed głównym ołtarzem w kościele. W blasku tysięcy świec lśniły pokryte złoceniami płaskorzeźby. Widziałem ciemne postacie mężczyzn i kobiet niosących olbrzymi krucyfiks. Usunąłem się na bok i wyszedłem z kościoła. W moją stronę zbliżało się mnóstwo ludzi, morze świec. Poczułem uniesienie. Poruszony głęboką miłością podbiegłem, by do nich dołączyć. Chciałem być z nimi, modlić się do Pana. Znajdowałem się zaledwie o kilka stóp od tłumu, gdy coś mnie stamtąd zabrało.
W następnej chwili znów byłem z don Juanem i Genarem. Stanęli po moich obu stronach i leniwie ruszyliśmy przez patio.
Następnego dnia podczas lunchu don Juan powiedział, że Genaro wykorzystał krok mocy, by popchnąć mój punkt połączenia i że udało mu się to, bo znajdowałem się w stanie wewnętrznego wyciszenia. Rzekł, że od dnia, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy, tłumaczył mi, iż punktem wyjścia wszystkiego, co robią widzący, jest zatrzymanie wewnętrznego dialogu. Nieustannie podkreślał, że to właśnie wewnętrzny dialog utrzymuje punkt połączenia w utrwalonej pozycji.
– Gdy osiągnie się wewnętrzną ciszę, wszystko staje się możliwe – rzekł.
Bardzo dobrze sobie uświadamiałem, iż w zasadzie przestałem mówić do siebie, ale nie miałem pojęcia, jak mi się udało tego dokonać. Gdyby ktoś mnie o to zapytał, nie potrafiłbym odpowiedzieć.
– Wyjaśnienie jest niezwykle proste – rzekł don Juan. – Użyłeś woli i stworzyłeś nową intencją, nowy rozkaz. A potem twoja wola stopiła się z wolą Orła . Jednym z najbardziej niezwykłych odkryć nowych widzących jest to, że nasza wola może się stać wolą Orła. Wewnętrzny dialog ustaje w ten sam sposób, jak się zaczyna: przez akt woli. Nasi nauczyciele zmuszają nas, byśmy zaczęli gadać do siebie. W proces tej nauki obie strony angażują swoją wolę, z tym, że nieświadomie. Gdy uczymy się gadać do siebie, uczymy się posługiwać wolą. Nasza wola każe nam gadać do siebie. Aby przestać to robić, należy użyć dokładnie tej samej metody: trzeba posłużyć się wolą, wytworzyć w sobie taką intencję.
Przez kilka minut milczeliśmy. Zapytałem don Juana, kogo miał na myśli, gdy mówił o nauczycielach, którzy kazali nam gadać do siebie.
– Mówiłem o tym, co dzieje się z ludźmi w dzieciństwie, w okresie, gdy wszyscy dokoła uczą nas powtarzać w nieskończoność dialog na własny temat. Ten dialog internalizuje się i to już wystarczy, by utrwalić pozycję punktu połączenia. Nowi widzący twierdzą, że dzieci mają setki nauczycieli, którzy uczą ich, gdzie dokładnie mają ustawić swój punkt połączenia.
Don Juan powiedział, że widzący widzą, iż u dzieci na początku położenie tego punktu nie jest trwałe. Ich wewnętrzne emanacje znajdują się w ciągłym ruchu, a punkt połączenia wędruje po całym ludzkim paśmie. Dlatego dzieci potrafią bez wysiłku skupiać się na emanacjach, które potem zostaną usunięte w cień. Później, w miarę jak dzieci dorastają, dorośli, którzy mają nad nimi znaczną władzę, zmuszają je, by przez coraz bardziej złożony wewnętrzny dialog utrwalały swój punkt połączenia w jednym miejscu. Ponieważ pozycja, w której punkt połączenia zostaje utrwalony, jest arbitralna, potrzebna jest siła, która będzie ją nieustannie utrwalać. Taką właśnie siłą jest proces wewnętrznego dialogu.
– W gruncie rzeczy wiele dzieci widzi – ciągnął don Juan. – Ale najczęściej są one uważane za dziwne i dokłada się wszelkich wysiłków, by je doprowadzić do normy, utrwalić pozycję ich punktu połączenia.
– A czy można byłoby zachęcać dzieci, żeby zachowały większą płynność punktu połączenia? – zapytałem.
– Tylko gdyby żyły pomiędzy nowymi widzącymi. W innym wypadku, podobnie jak dawni widzący, wpadłyby w pułapkę milczącej strony człowieka. A wierz mi, że to gorsze, niż kleszcze racjonalizmu.
Don Juan wyraził swój głęboki podziw dla ludzkiej umiejętności wprowadzania porządku w chaos emanacji Orła. Utrzymywał, że każdy z nas, na swój sposób, jest mistrzem magii i że nasza magia polega na utrzymywaniu punktu połączenia w niewzruszonej pozycji.
– Nacisk swobodnych emanacji – mówił – sprawia, że nasz punkt połączenia wybiera pewne emanacje i łączy je w zbitki, dzięki czemu powstaje sieć powiązań Umożliwiająca percepcję. To wynika z nakazu Orła, ale Baczenie, jakie nadajemy temu, co postrzegamy, jest naszą wolą, naszym darem magii.
Dodał, że w świetle tych wyjaśnień to, co Genaro zrobił ze mną poprzedniego dnia, było bardzo skomplikowane, a jednak niezmiernie proste. Było skomplikowane, bo wszyscy trzej musieliśmy się wykazać niesłychaną dyscypliną, żeby zatrzymać wewnętrzny dialog, osiągnąć stan podwyższonej świadomości i by jeden z nas mógł odejść daleko ze swoim punktem połączenia. Wyjaśnienie tych wszystkich skomplikowanych procedur jest bardzo proste: nowi widzący twierdzą, że ponieważ dokładna pozycja punktu połączenia jest arbitralna i została nam narzucona przez naszych przodków, można poruszyć ten punkt przy stosunkowo niewielkim wysiłku; gdy się on przesunie, wymusza nowe połączenia emanacji, a przez to nowy rodzaj percepcji.
– Kiedyś przesuwałem twój punkt połączenia podając ci rośliny mocy – mówił don Juan. – Rośliny mocy tak działają, ale głód, zmęczenie, gorączka i inne rzeczy mogą wywoływać podobny skutek. Przeciętny człowiek popełnia błąd uważając, że skutki takiego przesunięcia są wyłącznie mentalne. Sam możesz zaświadczyć, że to nieprawda.
Don Juan mówił, że w przeszłości mój punkt połączenia przesuwał się już wielokrotnie, podobnie jak poprzedniego dnia, ale światy, które wówczas tworzyłem, przeważnie były tak bliskie zwykłemu światu, iż można je było nazwać światami fantomów. Stanowczo stwierdził, że nowi widzący ignorują wszelkie tego typu wizje.
– Te wizje są wytworem ludzkiego inwentarza – ciągnął. – Nie mają wartości dla wojowników poszukujących absolutnej wolności, bo punkt połączenia wytwarza je przy przesunięciu w bok.
Umilkł i spojrzał na mnie. Wiedziałem, że przez “przesunięcie w bok" miał na myśli przemieszczenie punktu połączenia w poprzek ludzkiego pasma emanacji zamiast w głąb. Upewniłem się, czy się nie mylę.
– Właśnie o to mi chodziło – potwierdził. – Na obu brzegach ludzkiego pasma emanacji znajduje się dziwny skład odpadków, nieobliczalne sterty ludzkich śmieci. Jest to ponury, złowieszczy magazyn, który miał wielkie znaczenie dla dawnych widzących, ale nie dla nas. Nic łatwiejszego niż tam wpaść. Wczoraj Genaro i ja chcieliśmy dać ci szybki przykład takiego przesunięcia w bok i dlatego poruszyliśmy twój punkt połączenia chodząc, ale każdy człowiek może dotrzeć do tego magazynu po prostu zatrzymując swój wewnętrzny dialog. Jeśli przesunięcie jest minimalne, jego skutki tłumaczy się jako fantazje, jeśli jest znaczne, powstają halucynacje.
Poprosiłem, by wyjaśnił, na czym polega przesunięcie punktu połączenia przez chodzenie. Powiedział, że gdy wojownik zatrzyma wewnętrzny dialog i osiągnie spokój umysłu, dźwięk kroku mocy, bardziej niż jego widok, chwyta punkt połączenia w pułapkę. Rytm stłumionych kroków pobudza siłę łączenia emanacji wewnątrz kokonu, które zostały rozłączone przez wyciszenie umysłu.
– Ta siła natychmiast zaczepia się o krawędzie pasma – tłumaczył. – Po prawej stronie znajdują się nie kończące się wizje fizycznej aktywności, agresji, zabijania, zmysłowości. Po lewej znajdujemy duchowość, religię, Boga. Genaro i ja przesunęliśmy twój punkt połączenia w obydwie strony, by dać ci pełen obraz tych ludzkich śmieci.
Po chwili namysłu don Juan stwierdził, że jednym z najbardziej tajemniczych aspektów wiedzy widzących są niewiarygodne skutki wyciszenia umysłu. Gdy się osiągnie ten stan, więzy, które utrzymują punkt połączenia w konkretnym miejscu, zaczynają pękać i punkt może się przesunąć. Zazwyczaj przesuwa się on w lewo, gdyż większość ludzi w naturalny sposób preferuje ten kierunek, ale istnieją widzący, którzy potrafią pokierować ruchem tak, że punkt przesuwa się poniżej swego zwykłego położenia. Nowi widzący nazywają to położenie dolną pozycją.
– Widzącym także zdarza się przypadkowe przesunięcie w dół – mówił don Juan. – Na szczęście punkt połączenia nie pozostaje tam długo. Jest to położenie bestii. Schodzenie w dół jest niezwykle łatwe, ale przeciwne naszym interesom.
Wśród wielu błędów popełnianych przez dawnych widzących, jednym z najsmutniejszych było przenoszenie punktu połączenia w dół, co sprawiło, że stali się oni mistrzami w przybieraniu postaci zwierząt. Wybierali jakieś zwierzę jako punkt odniesienia i nazywali je swoim nagualem. Wierzyli, że przesuwając swój punkt połączenia w konkretne położenie mogą stać się podobni do wybranego zwierzęcia, zyskać jego siłę, mądrość, chytrość, zwinność czy okrucieństwo.
Don Juan zapewnił mnie, że nawet wśród współczesnych widzących można znaleźć wiele okropnych przykładów tego typu praktyk. Względna łatwość, z jaką punkt połączenia człowieka wędruje w dół, jest wielką pokusą dla widzących, a szczególnie dla tych, którzy mają skłonności w tym kierunku. Dlatego obowiązkiem naguala jest sprawdzać swoich wojowników.
Okazało się, że don Juan sprawdził mnie kiedyś, gdy znajdowałem się pod wpływem roślin mocy. Przesunął mój punkt połączenia w dół i prowadził go aż do chwili, gdy wychwyciłem pasmo emanacji wron, w wyniku czego zmieniłem się we wronę.
Znów zadałem don Juanowi pytanie, które słyszał już dziesiątki razy. Chciałem wiedzieć, czy fizycznie zmieniłem się we wronę, czy też tylko myślałem i czułem się jak ptak. Don Juan wyjaśnił, że przesunięcie punktu połączenia w dół zawsze powoduje zupełną transformację. Jeśli przy tym zostanie przekroczony pewien próg, świat znika, to znaczy przestaje być tym, czym jest na ludzkim poziomie.
Don Juan przyznał, że według wszelkich standardów transformacja, której uległem, była przerażająca. Moja reakcja na to doświadczenie przekonała go, że ten kierunek mi nie odpowiada. Gdyby było inaczej, potrzebowałbym olbrzymiej energii, by zwalczyć w sobie chęć pozostania w niższym obszarze; niektórzy widzący czują tam bardzo dobrze.
Powiedział dalej, że przypadkowe przesunięcie w dół od czasu do czasu przytrafia się każdemu widzącemu ale zdarza się to coraz rzadziej w miarę, jak punkt połączenia przesuwa się coraz bardziej na lewo. Jednak każdy taki wypadek znacznie zmniejsza moc widzącego. Jest to krok w tył i trzeba wiele czasu i wysiłku, by zniwelować jego skutki.
– Takie wypadki sprawiają, że widzący wpadają w ponury nastrój i stają się małostkowi – ciągnął – a w pewnych wypadkach krańcowo racjonalni.
– Jak można tego uniknąć?
– Wszystko zależy od samego wojownika. Niektórzy na przykład ty, mają naturalne skłonności do folgowania swoim zachciankom. Ci są w pewien sposób poszkodowani. Takim wojownikom, podobnym do ciebie, zalecam dwudziestoczterogodzinne czuwanie we wszystkim co robią. Zdyscyplinowani mężczyźni i kobiety są mniej podatni na takie przesunięcie. Im zalecam jedynie dwadzieścia trzy godziny czuwania.
Spojrzał na mnie z błyskiem w oku i zaśmiał się.
– Kobietom takie przesunięcie zdarza się częściej niż mężczyznom – podjął. – Ale potrafią one odbić się od tej pozycji bez żadnego wysiłku, podczas gdy mężczyźni pozostają tam niebezpiecznie długo.
Powiedział jeszcze, że widzące kobiety mają niezwykłą zdolność utrwalenia swojego punktu połączenia w dowolnym miejscu poniżej jego zwykłej pozycji. Mężczyźni tego nie potrafią. Obdarzeni są trzeźwością umysłu i celowością działania, ale mają bardzo niewiele talentu. Właśnie dlatego nagual musi mieć w swojej grupie aż osiem kobiet, bo to one dają impuls do przekroczenia ogromu nieznanego. Oprócz tej naturalnej umiejętności, albo może właśnie dzięki niej, kobiety są dzikie i intensywne, dlatego bez trudu potrafią się wcielać w postacie zwierząt, demonstrując przy tym gwałtowność usposobienia i niezrównane okrucieństwo.
– Gdy myślisz o czymś przerażającym – ciągnął don Juan – co czai się w mroku i nie ma żadnej nazwy, nie wiedząc o tym myślisz o widzącej kobiecie, która utrzymuje swój punkt połączenia w dolnej pozycji. Tam właśnie kryje się prawdziwa groza. Jeśli kiedykolwiek spotkasz widzącą kobietę, która zbłądziła na te ścieżki, uciekaj jak najdalej!
Zapytałem, czy inne organizmy też potrafią przesuwać swój punkt połączenia.
– Ich punkty połączenia mogą się przesuwać – odrzekł – ale nie jest to zależne od ich woli.
– Czy punkt połączenia innych organizmów także został wyszkolony w utrzymywaniu stałej pozycji?
– Każdy nowo narodzony organizm przechodzi jakieś szkolenie. My możemy nie rozumieć, jak przebiega taka nauka – w końcu nie rozumiemy nawet, jak się to stało z nami – ale widzący widzą, że nowo narodzonym każe się robić to, co robi ich gatunek. Dokładnie to samo dzieje się z ludzkimi dziećmi: widzący widzą, jak ich punkty połączenia wędrują we wszystkie strony, a potem pod wpływem obecności dorosłych utrwalają się na jednym miejscu. To samo dzieje się ze wszystkimi innymi organizmami.
Don Juan zastanawiał się przez chwilę, a potem dodał, że ludzki punkt połączenia ma w gruncie rzeczy jedną wyjątkową cechę. Wskazał na drzewo obok domu.
– Gdy my, jako poważni, dorośli ludzie, patrzymy na to drzewo – powiedział – nasze punkty połączenia łączą ze sobą nieskończenie wiele emanacji i osiągają cud. Nasze punkty połączenia sprawiają, że postrzegamy zbitkę emanacji, którą nazywamy drzewem.
Wyjaśnił, że punkt połączenia jest odpowiedzialny nie tylko za łączenie emanacji, bez czego nie byłoby percepcji, ale też za ignorowanie niektórych połączeń, aby naszą percepcję uszlachetnić i oczyścić. Jest to sprytny ludzki manewr, który nie ma odpowiednika u żadnych innych istot.
Nowi widzący zauważyli, iż tylko ludzkie istoty potrafią składać zbitki emanacji w większe całości. Don Juan porównał ten proces do zbierania najsmakowitszej śmietanki z powierzchni przegotowanego, schłodzonego mleka. Użył przy tym hiszpańskiego słowa desnate oznaczającego odtłuszczanie. Podobnie w procesie percepcji ludzki punkt połączenia gromadzi część emanacji uprzednio wyselekcjonowanych do połączenia i tworzy z nich smakowitszą całość.
– Oczyszczone wytwory ludzkiej percepcji – ciągnął don Juan – są bardziej realne niż to, co postrzegają inne istoty. I tu wpadamy w pułapkę. Te konstrukcje są dla nas tak realne, że zapominamy, iż stworzyliśmy je rozkazując naszym punktom połączenia pozostawać w określonym miejscu. Zapominamy, że są dla nas realne tylko dlatego, że naszą wolą jest postrzegać je jako realne. Potrafimy zbierać śmietankę z połączeń emanacji, ale nie mamy mocy, by chronić się przed własną wolą. Tego trzeba się nauczyć. Opieranie się na naszej oczyszczonej percepcji, jak to zwykle czynimy, jest błędem w osądzie, za który płacimy równie drogo, jak dawni widzący za swoje błędy.

Boru - 12 Luty 2012, 20:17

Carlos Castaneda napisał/a:
(...)przed moimi oczami pojawił się czarny świat. Nie oznacza to, że było ciemno jak w nocy, tylko że wszystko, co mnie otaczało, przybrało smoliście czarną barwę. Spojrzałem na niebo, ale nigdzie nie zauważyłem światła. Niebo także było czarne, pokryte liniami i nieregularnymi kręgami w różnych odcieniach czerni. Wyglądało jak czarny kawałek drewna z wypukłymi słojami.
Opuściłem wzrok na podłoże. Było puszyste, jakby zrobione z płatków agaru; te płatki nie były ani matowe, ani lśniące. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziałem: czarny agar.
Wtedy usłyszałem głos widzenia. Mówił, że mój punkt połączenia zbudował kompletny świat z emanacji innego pasma: czarny świat.
Chciałem wchłonąć każde słowo, jakie słyszałem; w tym celu musiałem podzielić uwagę. Głos umilkł i znów skupiłem wzrok. Stałem z don Juanem o kilka przecznic od rynku.
Natychmiast poczułem, że nie mam czasu na odpoczynek i nie ma sensu folgować sobie czując się wstrząśniętym. Zebrałem wszystkie siły i zapytałem don Juana, czy zrobiłem to, czego po mnie oczekiwał.
– Dokonałeś dokładnie tego, o co mi chodziło – upewnił mnie. – Wróćmy na rynek i przejdźmy się po nim jeszcze raz, ostatni raz na tym świecie.
Nie chciałem myśleć o odejściu don Juana, więc zapytałem go o czarny świat. Niejasno przypominałem sobie, że już go kiedyś widziałem.
– Ten świat jest najłatwiej zbudować – rzekł. – Ze wszystkiego, czego doświadczyłeś, tylko ten czarny świat się liczy. Jest to jedyne prawdziwe połączenie emanacji innego wielkiego pasma, jakiego dotychczas udało ci się dokonać. Cała reszta była wynikiem bocznego przesunięcia w granicach pasma ludzkiego, co oznacza, że pozostawałeś w obrębie tego samego wielkiego pasma. Ściana mgły, równina z żółtymi wydmami, świat zjaw – wszystko to boczne połączenia, jakie nasz punkt połączenia wytwarza zbliżając się do bariery.
Ruszyliśmy z powrotem w stronę rynku. Don Juan wyjaśniał, że jedną z dziwnych właściwości czarnego świata jest to, iż nie występują w nim emanacje, które w naszym świecie odpowiedzialne są za czas. Za to istnieją tam inne emanacje, które wytwarzają inny skutek. Widzący, którzy trafiają do czarnego świata, mają wrażenie, że spędzili w nim wieczność, ale po powrocie do naszego świata okazuje się, że była to tylko chwila.
– Czarny świat jest okropny, bo postarza ciało – rzekł z naciskiem.
Poprosiłem, by mi to wyjaśnił. Zwolnił kroku, przyjrzał mi się i przypomniał, że Genaro próbował mi to kiedyś wytłumaczyć na swój bezpośredni sposób, mówiąc, że spędziliśmy całą wieczność w piekle, chociaż w świecie, który znamy, nie minęła nawet minuta.
Don Juan przyznał, że w młodości popadł w obsesję na punkcie czarnego świata. W obecności dobroczyńcy zastanawiał się, co by się z nim stało, gdyby pozostał tam przez jakiś czas. Ale ponieważ dobroczyńca nie lubił wyjaśnień, po prostu wrzucił don Juana w czarny świat i pozwolił mu to sprawdzić.
– Moc naguala Juliana była tak niezwykła – mówił don Juan – że wróciłem z czarnego świata dopiero po kilku dniach.
– Czy chcesz powiedzieć, że minęło kilka dni, zanim udało ci się przesunąć punkt połączenia z powrotem do zwykłej pozycji?
– Tak, właśnie to chcę powiedzieć.
Wyjaśnił, że przez tych kilka dni, gdy błąkał się zagubiony w czarnym świecie, postarzał się co najmniej o dziesięć lat, jeśli nie więcej. Emanacje we wnętrzu jego kokonu były wyczerpane jak po wielu latach samotnych wysiłków.
Zupełnie inaczej było z Siviem Manuelem. Nagual Julian także i jego wrzucił w nieznane, ale Silvio Manuel użył innego pasma i zbudował świat, w którym również nie było emanacji czasu, lecz wywierał on na widzących odwrotny wpływ. Silvio Manuel zniknął na siedem lat, ale miał wrażenie, jakby nie było go tylko przez chwilę.
– Budowanie innych światów nie jest tylko kwestią praktyki; także intencji – ciągnął don Juan. – I nie chodzi tu jedynie o to, by się wyćwiczyć w wyskakiwaniu z nich tak sprawnie, jakby ktoś cię wyciągał na gumce. Widzący musi być odważny. Gdy raz przekroczysz barierę percepcji, nie musisz wracać do tego samego miejsca w świecie. Rozumiesz, co chcę powiedzieć?
Powoli zaczynałem rozumieć, co to oznacza. W pierwszej chwili zachciało mi się śmiać z tak niedorzecznej koncepcji, ale zanim przekształciła się ona w pewność, don Juan znów się odezwał i to, co miałem sobie właśnie przypomnieć, przepadło.
Powiedział, że dla wojowników niebezpieczeństwo budowania innych światów polega na tym, że te światy są równie zaborcze jak nasz. Siła łączenia jest tak wielka, że gdy punkt połączenia wyrwie się ze swego zwykłego położenia, nowe połączenia zatrzymują go w innych miejscach. Wojownicy ryzykują zagubienie w niewyobrażalnej samotności.
Ciekawska, racjonalna część mojego umysłu zauważyła od razu, że skoro widziałem don Juana w czarnym świecie jako świetlistą kulę, znaczy to, że można tam pójść w towarzystwie innych ludzi.
– Tylko w przypadku, gdy ktoś tam pójdzie za tobą, przesuwając swój punkt połączenia w tej samej chwili, co ty – wyjaśnił. – Ja przesunąłem swój, by ci towarzyszyć; gdyby nie to, znalazłbyś się tam sam ze sprzymierzeńcami.
Zatrzymaliśmy się i don Juan rzekł, że czas już na mnie.
– Chcę, abyś pominął wszystkie boczne przesunięcia – powiedział – i przeszedł bezpośrednio do najbliższego kompletnego świata: do czarnego świata. Za kilka dni będziesz musiał powtórzyć to samodzielnie. Zabraknie ci czasu na zastanawianie się. Będziesz musiał to zrobić, by uniknąć śmierci.
Stwierdził, że przekraczanie bariery percepcji jest kulminacją wszystkich osiągnięć widzących. Po przekroczeniu tej bariery człowiek i jego los nabierają dla wojownika nowego znaczenia. Ponieważ to przekroczenie ma transcendentalne znaczenie, nowi widzący traktują je jako ostateczny test. Polega on na skoku ze szczytu góry w przepaść w stanie normalnej świadomości. Jeśli wojownik w trakcie skoku nie wymaże zwykłego świata i nie złoży innego, zanim dosięgnie dna przepaści, ginie.
– Musisz sprawić, by ten świat zniknął – ciągnął don Juan – ale musisz przy tym pozostać sobą. To jest ostatni bastion świadomości, ten, na który liczą nowi widzący. Wiedzą, że gdy spali ich ogień świadomości, w jakiś sposób zachowają tożsamość.
Uśmiechnął się i wskazał na ulicę, którą widzieliśmy przed sobą – tę samą, na której Genaro zademonstrował mi tajemnicę połączenia.
– Ta ulica, podobnie jak każda inna, prowadzi do wieczności. Musisz tylko pójść nią w absolutnej ciszy. Już czas. Ruszaj! Ruszaj!

Boru - 12 Luty 2012, 20:39

Dynamo Jack :D
Boru - 13 Luty 2012, 00:18

Eckhart Tolle napisał/a:
To, co widzisz i słyszysz, co smakujesz i wąchasz, czego
dotykasz, to oczywiście przedmioty postrzegania zmysłowego.
Są one tym, czego doświadczasz . Ale kim jest podmiot,
ów doświadczający? Jeśli na przykład powiesz teraz : „Oczywiście,
to ja, Jane Smith, starsza księgowa, Amerykanka,
czterdziestopięcioletnia rozwiedziona matka dwojga dzieci,
jestem tym podmiotem, doświadczającym", nie będziesz
mieć racji . Jane Smith i wszystko, co zostało utożsamione
z tym mentalnym pojęciem, to tylko przedmioty doświadczenia,
a nie doświadczający podmiot.
Każde doświadczenie zawiera trzy możliwe składniki :
wrażenia zmysłowe, myśli lub obrazy mentalne oraz emocje.
Jane Smith, czterdziestopięcioletnia rozwódka, matka
dwojga dzieci, Amerykanka-wszystko to są myśli i dlatego
stanowią część twojego doświadczenia w chwili, gdy owe
myśli myślisz . One same i wszystko, co możesz powiedzieć
lub pomyśleć o sobie, to przedmioty, nie podmiot . To doświadczenie,
nie doświadczający. Możesz dodawać jeszcze
tysiące określeń (myśli) opisujących, kim jesteś, i dzięki
temu z pewnością powiększysz złożoność doświadczenia
samego siebie (a zarazem również honorarium swojego
psychiatry), lecz w ten sposób nie odnajdziesz podmiotu,
owego doświadczającego, który znajduje się przed wszelkim
doświadczeniem, lecz bez którego nie byłoby żadnego
doświadczenia.
Kim więc jest ów doświadczający? To ty . A kim ty jesteś?
Świadomością. Czym jest świadomość? Na to pytanie nie
można odpowiedzieć . W chwili gdy udzielasz odpowiedzi, już
dokonałeś jej sfałszowania, zamieniłeś ją w kolejny przedmiot.
Świadomości, określanej tradycyjnym terminem spiritus,
nie można poznać w zwykłym rozumieniu tego słowa,
a szukanie jej jest daremne. Cała wiedza mieści się w sferze
dualizmu : podmiot i przedmiot, poznający i poznawany.
Podmiot, ja, ów poznający, bez którego nic nie mogłoby być
poznane, postrzeżone, pomyślane lub doznane, musi na zawsze
pozostać niepoznawalne . Jest tak dlatego, że owo ja
nie ma formy . Tylko formy można poznawać, lecz gdyby nie
istniał wymiar bezpostaciowości, nie byłoby świata form .
Świat ten rozbłyskuje bowiem i gaśnie w świetlistej przestrzeni.
Ta przestrzeń to życie, którym JA JESTEM . Jest
ona ponadczasowa. JA JESTEM ponadczasowy, wieczny .
Wszystko, co dzieje się w tej przestrzeni, jest względne
i tymczasowe : przyjemność i ból, zysk i strata, narodziny
i śmierć .
Największą przeszkodą w odkrywaniu przestrzeni wewnętrznej,
w odnajdywaniu doświadczającego, jest to, że
tak silnie zaczynasz się angażować w doświadczenie, iż gubisz
w nim siebie. To znaczy świadomość gubi się we własnym
śnie . Każda myśl, każda emocja i każde przeżycie
pochłaniają cię tak bardzo, że w rzeczywistości znajdujesz
się w stanie podobnym do snu . Od tysięcy lat w takim stanie
żyje cała ludzkość .
Mimo że nie da się poznać świadomości, możesz stać się
jej świadomym tak jak samego siebie . Możesz odczuć ją
bezpośrednio w każdej sytuacji, niezależnie od tego, gdzie
jesteś . Możesz poczuć ją tu i teraz jako tę właśnie Obecność,
przestrzeń wewnętrzną, w której odbierasz słowa na
tej stronie i w której stają się one myślami . To twoje podstawowe
JA JESTEM! Słowa, które czytasz i o których myślisz,
to pierwszy plan, a JA JESTEM to podłoże, tło każdego doświadczenia,
uczucia, każdej myśli .

Oddech

Odkrywaj przestrzeń wewnętrzną, tworząc luki w strumieniu
myśli . Bez tych luk twoje myślenie staje się monotonne,
jałowe, pozbawione twórczej iskry, a więc takie jak
u większości ludzi na tej planecie. Nie staraj się przedłużać
tych luk w czasie . Wystarczy kilka sekund . Stopniowo same
będą stawać się coraz dłuższe, bez żadnego wysiłku z twojej
strony. Ważniejsza niż długość jest ich częstotliwość -
niech twoje codzienne czynności i strumień myśli przeplatane
będą owymi lukami.

Niedawno ktoś mi pokazał rocznicową broszurkę pewnej
organizacji duchowej . Gdy ją przeglądałem, wrażenie na
mnie wywarł szeroki wybór ciekawych seminariów i warsztatów.
Przyszedł mi na myśl stół szwedzki, gdzie można
wybierać spośród mnóstwa kuszących dań . Ta osoba spytała
mnie, czy mógłbym jej polecić jeden lub dwa kursy .
„Nie wiem - odparłem. - Wszystkie wyglądają bardzo interesująco.
Wiem jedno-dodałem . -Jak najczęściej, kiedy
tylko sobie o tym przypomnisz, zwracaj uwagę na swój oddech.
Rób tak przez cały rok, a przyczyni się to do twojej
przemiany bardziej niż jakikolwiek z tych kursów . 1 to za
darmo'.
Zwracanie uwagi na własny oddech odciąga uwagę od
myślenia i tworzy przestrzeń . To jeden ze sposobów wyostrzania
świadomości . Chociaż pełnia świadomości już
istnieje w swej nieprzejawionej postaci, to my mamy wprowadzać
świadomość w ów wymiar .
Zwracaj uwagę na swoje oddychanie. Zauważaj wrażenia,
jakie się wtedy pojawiają . Poczuj, jak powietrze wchodzi
do twojego ciała i z niego wychodzi ; jak podczas wdechu
i wydechu lekko unosi się i opada klatka piersiowa
i brzuch . Jeden świadomy oddech wystarczy, aby wytworzyć
trochę przestrzeni tam, gdzie wcześniej płynął nieprzerwany
strumień myśli. Jeden świadomy oddech (a jeszcze
lepiej : dwa lub trzy) wykonywany wiele razy dziennie, to doskonały
sposób wnoszenia przestrzeni w twoje życie . Nawet
jeśli przez dwie godziny lub dłużej stosowałeś medytację
oddechową, co niektórzy robią, w zupełności wystarczy
uświadomić sobie jeden swój oddech, bo to zawsze jest
możliwe. Reszta to wspomnienia lub antycypacja, czyli myślenie.
Oddychanie nie jest w zasadzie tym, co robisz, lecz
tym, czego jesteś świadkiem, gdy trwa . Oddychanie odbywa
się samoczynnie . Wykonuje je inteligencja znajdująca się
w ciele. Wystarczy, że się temu przyglądasz . Nie potrzeba
żadnego napięcia ani wysiłku . Zauważ także krótkie zamieranie
oddechu, a zwłaszcza nieruchomy punkt na końcu
wydechu, zanim znowu zaczynasz nabierać powietrza .
U wielu osób oddech jest nienaturalnie płytki . Im uważniej
śledzisz swoje oddychanie, tym więcej odzyska ono
naturalnej głębi .
Ponieważ sam oddech nie ma żadnej formy, od dawien
dawna stawiano znak równości między nim a duchem -
bezpostaciowym jedynym tyciem . „Pan Bóg ulepił człowieka
z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia,
wskutek czego stał się człowiek istotą żywą" *. Niemieckie
słowo oznaczające oddychanie - atmen- pochodzi od starohinduskiego
(sanskryckiego) słowa Atman, które opisuje
boskość w człowieku, czyli wewnętrznego Boga .
Fakt, że oddech nie ma żadnej formy, to jedna z przyczyn,
dla których świadome oddychanie jest wyjątkowo
skuteczną metodą wnoszenia przestrzeni w nasze życie,
poszerzania świadomości . Jest ono doskonałym obiektem
medytacji właśnie dlatego, że nie jest rzeczą, że nie ma
kształtu ani formy. Inny powodem jest to, że oddychanie to
jedno z najbardziej subtelnych i na pozór mało znaczących
zjawisk, „to najmniejsze", które według słów Nietzschego
daje „najlepsze szczęście". To, czy praktykujesz świadome
oddychanie jako medytację formalną, zależy od ciebie .
Taka medytacja nie zastępuje jednak wnoszenia świadomości
przestrzeni do naszego codziennego życia .
Zwracanie uwagi na własny oddech zmusza do przebywania
w chwili obecnej, co jest podstawowym warunkiem
wszelkiej przemiany wewnętrznej . Zawsze gdy skupiasz
uwagę na oddychaniu, całkowicie znajdujesz się w teraź-
niejszości . Możesz także zauważyć, że nie potrafisz jednocześnie
myśleć i skupiać się na oddechu . Świadome oddychanie
zatrzymuje myślenie . Daleko ci jednak do tego,
abyś był wówczas w transie lub w półśnie - jesteś w pełni
przebudzony i bardzo czujny. Nie popadasz w stan otępiałego
myślenia, lecz wznosisz się ponad myślenie . A jeśli się
głębiej zastanowisz, stwierdzisz, że te dwa stany-całkowite
wejście w chwilę obecną i wyciszenie myślenia bez utraty
świadomości- są w rzeczywistości jednym i tym samym :
tworzeniem przestrzeni wewnętrznej .

Boru - 13 Luty 2012, 14:43

Wracajac do tych "opetan".

Wlasnie dlatego ludzie z problemami psychicznymi nie powinni sie zajmowac takimi rzeczami jak wychodzenie z ciala, poniewaz wszystko to co czlowiek ma w srodku, wszystkie projekcje myslowe, obawy i "schizy" uzewnetrzniaja sie poza cialem jako realne byty. Spirala strachu nakreca sie dalej sama.
Tak wiec najpierw zabrac sie za rozpuszczanie wszelkich klebowisk myslowych i "demonow", zycie w terazniejszosci, nieustanna swiadomosc oddechu i calego ciala, czego rezultatem automatycznie stanie sie wyostrzenie swiadomosci, zachowanie jej podczas snu, w nocy i w dzien.

Zdarzaja sie przypadki, kiedy jakis narkoman zabiera sie za OOBE, tarota i wszystko co tylko sie da, przyciaga do siebie jakies brudy, efektem tego sa koszmarne halucynacje i "opetanie". Nastepnie zostaje wyegzorcyzmowany, a pozniej taki koles wystepuje jako ekspert przestrzegajacy mlodzez przed "okultyzmem". Smiechu warte.

Boru - 13 Luty 2012, 15:59

Cytat:
czego rezultatem automatycznie stanie sie wyostrzenie swiadomosci, zachowanie jej podczas snu, w nocy i w dzien.


Ilustracja :P

Boru - 13 Luty 2012, 21:46

Biblioteka z Nag Hammadi - przetlumaczone na jezyk polski 12 starozytnych, gnostyckich tekstow.
Boru - 14 Luty 2012, 00:43

Fragment "Apokryfu Jana" przedstawiajacego historie powstania Demiurga/Architekta (wyniklego z bledu Madrosci/Wyroczni), archontow/agentow i matrixa przez nich stworzonego. Slowa podyktowane Janowi przez Jezusa:

Cytat:
(25) Mądrość (Sophia) Myślenia (Epinoia), ponieważ jest także eonem, myślała
w swoim myśleniu razem z myślą niewidzialnego Ducha i pierwszej Gnozy (prognosis).
Postanowiła objawić rodzaj obrazu siebie, jednak bez zgody Ducha (30), bo
na to się nie zgodził, i bez jej partnera oraz bez jego zastanowienia. Strona jej męskiej
osobowości nie zgodziła się (na to), nie znalazła swego partnera. Pomyślała więc
bez zgody Ducha (35) i wiedzy swego partnera i wyprowadziła (ów obraz). (10,1)
Z powodu niepokonanej mocy, która jest w niej, jej myśl nie pozostała bezczynna
i objawił się z niej jej twór niedoskonały, był bowiem różny od jej postaci (5), bo
stworzyła go bez (udziału) swego współtowarzysza. Był to twór niepodobny do wyglądu
swej matki, miał inną postać. Gdy spojrzała na swą wolę, która się urzeczywistniła,
jej (twór) odmienił swój wygląd na podobieństwo smoka o głowie lwa. Jego
oczy (10) były jak ogień, rzucając błyskawicami, wysyłały światłość. Odrzuciła
go daleko od siebie, z dala od tych miejsc, aby nikt z nieśmiertelnych nie mógł go
oglądać, bo stworzyła go w braku gnozy. Otoczyła go (15) świetlistym obłokiem,
ustawiła tron w środku obłoku, aby nikt nie mógł go widzieć, poza Duchem świętym,
którego nazywa się „matką żyjących”. Nazwała go też jego imieniem Jaldabaoth.
Ten (20) to jest pierwszym archontem. To on otrzymał od swej matki wielką moc
i oddalił się od niej. Przebywał zaś z dala od miejsc, na których został stworzony.
Umocnił się i stworzył sobie inne eony (25) z płomieni świetlistego ognia, który
(jeszcze) istnieje teraz. Był zdumiewający w swoim obłędzie, jaki się w nim znalazł.
I stworzył sobie moce. Pierwszą jest ta, której imię Athoth, nazywa się ją pokoleniem
(30) [żniwiarzy sierpem]. Drugą jest Harmas, którą jest [oko] pożądania, trzecią jest
Kalila-Umbri, czwartą jest Jabel, piątą jest Adonaiu, którego nazywa się także Sabaoth,
szóstą jest Kain (35), którego pokolenie ludzi nazywa „słońcem”, siódmą mocą
jest Abel, ósmą Abrisene, dziewiątą Jobel. (11,1) Dziesiątą mocą jest Armupiel, jedenastą
jest Melcheir-Adonein, dwunstastą jest Belias, on jest tym, który jest nad głębią
otchłani. Ustanowił siedmiu królów (5), odpowiednio (do liczby) firmamentów
niebieskich, nad siedmioma niebiosami i pięciu nad głębokością otchłani, aby panowali.
Rozdzielił wśród nich swój ogień, ale nie wysłał im mocy światła, którą otrzymał
od swojej matki (10). Jest ona bowiem nie mającą wiedzy ciemnością. Światło
zaś, gdy się miesza z ciemnością, sprawia, że ciemność świeci. Gdy zaś ciemność mieszała
się ze światłem, sprawiła, że światło stało się ciemne. Nie pojawiło się wtedy
ani światło, ani ciemność, a światłość stała się (15) zamglona. Archont zaś, który jest
chory, ma trzy imiona. Pierwszym imieniem jest Jaldabaoth, drugim Saklas, trzecim
zaś Samael. Jest obłędny w swoim niewiedzy, która w nim jest. Bo powiedział (20):
„Ja jestem Bogiem, i nie ma innego Boga poza mną” (por. Iz 45,5). Był w stanie
niewiedzy co do swojej mocy (oraz) miejsca, skąd przybył.
Archonci stworzyli sobie siedem mocy, a moce stworzyły sobie sześciu aniołów
(25) dla każdego, aż powstało trzysta sześćdziesiąt pięć aniołów. Te zaś są według
nazw ciała: pierwszym jest Athoth i ma twarz owcy, drugim jest Eloaiu i ma twarz
osła, trzecim jest Astaphaios i ma [twarz hieny], czwartym (3) jest Jao i ma twarz
[smoka] o siedmiu głowach, piąty jest Sabaoth i ma twarz smoka, szósty jest Adonin
i ma twarz małpy, siódmy jest Sabbede i ma twarz ognia, które świeci i jest to (35)
siódemka tygodnia. Jaldabaoth miał jednak mnóstwo (12,1) postaci (prosopon), tkwi
wśród nich wszystkich w takim stopniu, że jest w stanie wejść do jakiejkolwiek twarzy
wśród nich wszystkich według swej woli, pozostając jednocześnie pośrodku serefinów.
Podzielił (5) wśród nich swój ogień, dlatego stał się ich władcą. Z powodu
mocy chwały ma światłość swej matki. Dlatego nazwał siebie samego „Bogiem”. Nie
był jednak posłuszny wobec (10) miejsca, z którego przyszedł. Złączył się z potęgami,
które przy nim były, z siedmioma mocami, (według) swojego myślenia. I według
tego, co powiedział, stało się. I nadał imię każdej mocy z osobna. Rozpoczął (15) od
najwyższego. Pierwszą jest Dobroć (chrestos), przy pierwszej (mocy) Athoth. Drugą
jest Opatrzność (pronoia) przy drugiej (mocy) Elolaio. Trzecią jest Bóstwo, przy trzeciej
(mocy) Astrophaio. Czwartą jest (20) Panowanie, przy czwartej (mocy) Jao. Piątą
jest Królestwo, przy piątej (mocy) Sabaoth. Szóstą jest Pożądanie, przy szóstej (mocy)
Adonein. Siódmą jest Mądrość przy siódmej (mocy) (25) Sabbateon. (Moce) te
mają firmament odpowiednio do nieba eonu. Zostały nazwane według wspaniałości
tych, które są w niebie dla zniszczenia samych mocy. Imiona, które zostały im dane
przez Archigenetora (30), same zawierały już moc. Imiona zaś, które zostały im nadane
według wspaniałości tych, którzy są w niebie, stały się dla nich zamieszaniem
i odebraniem ich mocy. Dlatego miały dwa imiona. Każdą rzecz uporządkował {IV,
20,11–12}. Następnie, gdy wszystko stworzył, [uporządkował] według wzoru pierwszych
(35) eonów, które powstały, aby mógł je stworzyć (13,1) według wzoru niezniszczalności.
Ale nie dlatego, że widział niezniszczalność, ale dlatego, że moc, która
w nim była, a którą przyjął od swej matki, wytworzyła w nim podobieństwo (5)
(owego wyższego) porządku. Gdy zobaczył stworzenie, które otaczało go i mnóstwo
aniołów wokół niego, którzy wywodzili się z niego, rzekł do nich: „Ja tylko jestem
Bogiem zazdrosnym i nie ma innego boga prócz mnie”. Ale gdy to (10) ogłosił, wska
zał aniołom, który są przy nim, że istnieje inny Bóg. Bo jeśliby nie było innego, to
wobec kogo miałby być zazdrosny?
Matka zaczęła się poruszać tu i tam. Poznała błąd, gdy (15) blask jej światła się
zmniejszył. Stała się ciemna, bo jej partner się z nią nie zgadzał. Ja jednak zapytałem:
„Panie, (co znaczy), poruszała się tu i tam”. Uśmiechnął się i rzekł: „Nie myśl,
jak to powiedział (20) Mojżesz, „ponad wodami”. Nie, ale gdy zobaczyła zło, które
stało się, kradzież, którą dokonał jej syn, żałowała. A gdy spadła na nią niewiedza, w
ciemności (25) braku poznania, zaczęła się wstydzić. {IV, 21,13–14: Nie miała
odwagi} wrócić, w ruchu (takim) poruszała się tu i tam. I ruch ten odbywał się tu
i tam. Samolubny (Authades) wziął moc od swej matki, (ale) był nieświadomy tego,
bo myślał, że nie istnieje tam żadna inna (moc) poza tą (30) siłą jego matki. A gdy
zobaczył mnóstwo aniołów, które stworzył, wyniósł się ponad nich. Gdy matka poznała,
że zasłona ciemności nie była doskonała, poznała również, że (35) jej partner
nie zgadzał się z nią. I żałowała (14,1) (swego błędu) w wielkim płaczu. Cała Pełnia
(Pleroma) usłyszała jej modlitwę żalu (metanoia) i (wszyscy) wznieśli dziękczynienie
za nią, przed niewidzialnego dziewiczego (5) Ducha. {IV, 22,5–7: I (Duch) się
zgodził. A gdy niewidzialny Duch się zgodził} wylał na nią ducha świętego (pochodzącego)
z całej Pełni (Pleroma). Bo jej partner nie przyszedł do niej (sam od siebie),
ale przyszedł do niej przez Pełnię (pleroma) po to, aby móc naprawić jej brak.
Zabrano ją do góry (10), ale nie do jej własnego eonu, ale do nieba jej syna, aby pozostała
w Dziewiątym aż do chwili, gdy naprawi swój brak. I rozległ się głos z wysokości
wyniosłych eonów: „Istnieje człowiek (15) i syn człowieczy”. A pierwszy
archont, Jaldabaoth usłyszał to i sądził, że głos ten pochodzi od jego matki. I nie
wiedział, skąd pochodzi. Zaś święty i doskonały Matkoojciec (metropator) pouczył
ich, także doskonała Pronoia, obraz Niewidzialnego, ten, który jest Ojcem wszystkiego,
przez którego wszystko powstało, pierwszy człowiek, bo w postaci (typos)
ludzkiej (adreos) objawił się jego obraz.
Cały (25) eon pierwszego archonta zadrżał a podstawy otchłani poruszyły się.
A przez wody, te, które są nad materią (hyle), zabłysła ta strona przez objawienia jego
odbicia, która (30) została ujawniona. Gdy zaś wszystkie moce i pierwszy archont
spojrzeli, ujrzeli całą część dolnej strony, która błyszczała. Poprzez światło zaś zobaczyli
w wodzie postać odbicia. (15,1). I rzekł do mocy, które przy nim były: „chodźcie,
stwórzmy człowieka na obraz (eikon) boży i nasze podobieństwo, aby jego odbicie
stało się dla nas światłością” (5). I stworzyli mocą wzajemnych odpowiednich
znaków, jakie były im dane. I każda z mocy dała znak, według postaci (typos) obrazu
(eikon), jaką każdy zobaczył w swej (postaci) psychicznej. Stworzył istotę (hypostasis)
(10) według obrazu pierwszego, doskonałego człowieka. I rzekli: „Nazwijmy
go Adamem, aby jego imię stało się dla nas mocą światłości”. I moce zaczęły (stwarzać):
Pierwsza, Dobroć (chrestos), stworzyła (15) duszę kości. Druga, Pronoia, stworzyła
duszę nerwów. Trzecia, Bóstwo, stworzyła duszę ciała. Czwarta, Panowanie,
stworzyła duszę szpiku kostnego. Piąta, Królestwo (20), stworzyła duszę krwi. Szósta,
Żądza, stworzyła duszę skóry. Siódma, Mądrość, stworzyła duszę włosów. Mnóstwo
aniołów przystąpiło do niego (25). Przejęli od Mocy siedem form (hypostasis)
duszy. Tym samym mogli stworzyć zgodność członków i zgodność ciała oraz właściwe
zestawienie poszczególnych członków. Pierwszy rozpoczął stwarzać (30) głowę.
Eteraphaope-Abron stworzył jego głowę. Meniggestroeth stworzył mózg. Asterechmen
(stworzył) prawo oko. Thaspomocham (stworzył) lewe oko. Jeronumos (stworzył)
prawe ucho. Bissoum (stworzył)

(...)

Ci, którzy mają
nadzór nad zmysłami, to Archendekta. Ten zaś, który ma nadzór nad postrzeganiem,
to Deitharbathas, ten, który ma nadzór nad wyobraźnią (35), Oummaa, ten zaś,
który ma nadzór nad zgodnością (18,1), to Aachiaram. Ten, który ma nadzór nad ruchem,
to Riaramnacho. Źródło dla demonów, które są w całym ciele, oznaczone jest
w czterech (miejscach): ciepłocie, zimnie, wilgoci (5) i suchości. Matką zaś wszystkich
jest materia (hyle). Ten, który jest panem nad ciepłotą, to Phloxopha, ten zaś,
który jest panem nad zimnem, to Oroorrothos, ten, który jest panem nad tym, co jest
suche, to Erichacho, ten zaś, który jest panem (10) nad wilgocią, to Athuro. Matka
ich wszystkich stoi pośrodku, to Onorthochras, gdyż tylko ona jest bez ograniczenia
i jest zmieszana z nimi wszystkimi. To ona jest w istocie materią, oni mają być przez
nią karmieni. Cztery (15) demony przywódcze to: Ephememphi, który należy do
przyjemności (hedone), Joko, który należy do żądzy (epithymia), Nentophni, który
należy do smutku (lype), Blaomen, który należy do lęku. Matką ich wszystkich jest
Esthensis-Ouch-Epi-Ptoe. Z tych czterech (20) demonów powstały namiętności. Ze
smutku – zazdrość, zawiść, cierpienie, zamęt, bezduszność, nieczułość, niepokój, ból
i inne pozostałe. Z przyjemności zwykle (25) powstaje wiele złości i pusta pycha i
inne podobne do nich. Z żądzy jest gniew, wściekłość i oburzenie, gorzka namiętność
(eros) i nienasycenie i temu podobne, (30) z lęku (wywodzi) się przerażenie,
pochlebstwo, strach i wstyd. Wszystkie są tego rodzaju, że są zarówno pożyteczne,
jak i złe. Jednak Ennoia jest w swoim prawdziwym charakterze Anaro, jest głową materialnej
duszy (19,1), pozostając z 7 odczuciami, Ouch-Epi-Ptoe. Jest to liczba aniołów;
razem jest ich trzysta sześćdziesiąt pięć. Wszyscy pracowali dla niego, każdy
(5) członek po członku, aż ciała (soma) psychiczne i hyliczne zostały przez nich ukończone.
Są jeszcze inni, którzy nadzorują nad resztą namiętności. Nie wymieniłem
ich. Jeśli chcesz je poznać, to opisano to w (10) w księdze Zoroastra.
Aniołowie i demony, wszyscy pracowali aż ciało (soma) psychiczne zostało utworzone.
Ale ich dzieło było całkowicie bezczynne i niezdolne do ruchu przez dłuższy
(15) czas. Gdy matka chciała odzyskać moc, którą przekazała pierwszemu archontowi,
poprosiła Matkoojca (metropator) pełni, tego, który ma wielkie miłosierdzie.
Ten wysłał pięciu dawców światła, stosownie do świętego postanowienia (20), na
miejsce aniołów i pierwszego archonta. Ci poradzili mu, żeby mogli wyprowadzić
moc matki, i rzekli do Jaltabaotha: „Tchnij w jego twarz coś z twego ducha i jego
ciało podniesie się (25)”. I tchnął w jego oblicze swego ducha, którym była moc jego
matki. Nie wiedział o tym, bo egzystuje w niewiedzy. Moc matki wyszła z (30)
Jaltabaotha do psychicznego ciała, które przygotowali według obrazu tego, który istnieje
od początku. Ciało to poruszyło się i otrzymało siłę i zaczęło świecić. W tej samej
chwili stały się zazdrosne (20,1) pozostałe moce, gdyż powstał on dzięki nim
wszystkim, a przekazały swą moc człowiekowi. Jego umysł był mocniejszy od (umysłu)
tych, którzy go stworzyli (5), nawet bardziej niż (umysł) pierwszego archonta.
Gdy (archonci) spostrzegli, że (człowiek) świeci i myśli lepiej od nich i że jest wolny
od zła, wzięli go i wrzucili na dół, w rejon dolnej strony całej materii (hyle). Jednak
błogosławiony Matkoojciec (metropator) (10), dobry i litościwy, zlitował się nad mocą
matki, która została wydobyta z pierwszego archonta, gdyż (inaczej archonci) mogli
uzyskać przewagę nad ciałem psychicznym i zdolnym do doznań (aistheton).
I wysłał (15) przez swojego dobroczynnego ducha i przez swoje wielkie miłosierdzie
wspomożyciela dla Adama Epinoię światłości, jedną z (tych istot), które
z niego pochodzą, którą nazywa się „Życie” (Zoe). Jest ona pomocna dla całego stworzenia
(20), troszcząc się o niego (tj. Adama), wprowadzając go do jego Pełni (pleroma),
pouczając o zstąpieniu jego pokolenia i pouczając go o drodze wstępowania,
drodze, po której zstąpił. (25) A Epinoia światłości jest ukryta w Adamie, żeby archonci
nie mogli (jej) rozpoznać, lecz żeby Epinoia była pomocna w naprawie błędu
matki. Człowiek objawił się zatem z powodu osłony światłości (30), która w nim była.
Jego myśl była wyższa od (myśli) tych, którzy go stworzyli.
Gdy spojrzeli (na niego), zobaczyli, że jego myśl była wyższa. I powzięli postanowienie
z orszakiem archontów (archontike) i aniołów (aggelike) (35). Wzięli ogień,
ziemię (21,1) i wodę i zmieszali je razem z czterema wiatrami ognia. Stopili je razem
i spowodowali wielki niepokój. Doprowadzili go (tj. Adama) do cienia (5) śmierci, aby
mogli (go) ponownie stwarzać z ziemi, wody, ognia i ducha, który pochodzi od materii,
a którym jest niewiedza ciemności i żądz (epithymia) i przeciwstawnego ducha.
APOKRYF JANA 85
I to jest (10) otchłań (spelaion) ponownego formowania (anaplasis) ciała, do której
bandyci zaciągnęli człowieka, to więzy zapomnienia. I ten człowiek stał się istotą
podległą śmierci. Ten jest pierwszym, który zstąpił, i pierwszym, który jest podzielony.
Ale (15) Epinoia światła, która w nim była, była tą, która obudziła jego myślenie.
A archonci wzięli go i umieścili go w raju (paradeisos) i rzekli mu: „Jedz” – to
znaczy (jedz) stale, bo (20) i ich delikatność jest gorzka, a ich piękność bezprawna.
Ich delikatność jest oszustwem, a ich drzewa są bezbożnością, ich owoc jest nieuleczalną
trucizną, ich obietnica śmiercią. Drzewo ich (25) życia ustawili w środku raju.
Ale ja was pouczę, co jest tajemnicą ich życia, jaki jest zamiar, jaki razem powzięli,
jaki jest obraz ich ducha. (30) Jego korzeń jest gorzki, a jego gałęzie śmiertelne,
jego cieniem jest nienawiść, kłamstwo jest w jego liściach, jego odrośl jest namaszczeniem
zła, a (35) żądza jest jego nasieniem, (które) wyrasta ku ciemności. Ci, którzy
z niego kosztują (22,1) – to ich miejscem pobytu jest otchłań, a ciemność miejscem
ich spoczynku.
To drzewo, które zostało nazwane przez nich drzewem poznania dobra i (5) zła, a
jest nim Epinoia światłości – (archonci) trwali przy nim, aby (Adam) nie spojrzał w
kierunku Pełni (pleroma), aby nie poznał swojej nagości i się zawstydził. To ja jednak
postawiłem (je), aby z niego jeść. (10) Rzekłem więc do Zbawiciela: „Panie, czy
to nie wąż był tym, który pouczył Adama, aby jadł?”. Zbawca uśmiechnął się i rzekł:
„Wąż pouczył ich, aby jedli przy pomocy zła (kakia) żądzy (epithymia) płodzenia
(spora), aby w ten sposób (Adam) stał się dla niego (tj. archonta lub węża) pożyteczny.
Wiedział bowiem (tj. pierwszy archont), że był mu nieposłuszny z powodu światła
Epinoi, która w nim (tj. Adamie) jest, która czyni bardziej poprawnym jego myślenie
od (myślenia) pierwszego archonta. Chciał wydobyć moc, która w nim była, a
którą sam (20) mu przekazał. I sprowadził zapomnienie na Adama”. Rzekłem do
Zbawiciela: „Czym jest zapomnienie?”. On odpowiedział: „Nie jest to tak, jak Mojżesz
napisał i jak słyszałeś. Napisał w swej pierwszej księdze: „sprowadził na niego
sen”. Raczej (20) (tak stało się) w jego doznaniu (aisthesis), (tj. zdawało mu się, że
śpi). Bo powiedział przez proroka: „Uczynię ich serca ciężkimi, aby nie byli uważni
i nie widzieli” (por. Iz 6,10). Po to Epinoia światłości ukryła się w nim (tj. Adamie).
Pierwszy archont (30) chciał ją wydobyć z jego boku. Jednak Epinoia światłości
jest nie do uchwycenia. Gdy ścigała ją ciemność, to jej nie pochwyciła. Wydobył
jednak część jego mocy z niego. I uczynił (z tego) jeszcze jeden twór (plasis) w postaci
kobiety, według obrazu Epinoii, która się mu objawiła. Wziął więc (23,1)
część, którą wydobył z mocy człowieka, dla stworzenia kobiecości, a nie, jak to powiedział
Mojżesz, „jego żebro”. I (Adam) zobaczył kobietę obok (5) siebie. W tej
samej chwili wystąpiła Epinoia światłości. Odsłoniła welon, który był na jego umyśle.
I (Adam) wytrzeźwiał od upojenia ciemności. Rozpoznał swoje podobieństwo i
rzekł: (10) „To jest kość z moich kości i ciało z mojego ciała” (por. Rdz 2, 23). Dlatego
mężczyzna opuści swego ojca i swoją matkę i przyłączy się do swej żony i
staną się obydwoje jednym ciałem (por. Rdz 2,24). Dlatego (15) jego towarzyszka
zostaje mu wysłana, a on opuszcza swego ojca i swą matkę 5. (20) Nasza siostra
Sophia jest tą, która zstąpiła w niewinności, aby naprawić swój błąd. Dlatego została
nazwana „Życie” („Zoe”), to znaczy matka żyjących przez Pronoia (25) absolutnej
władzy niebios i {IV, 36,18–20 [przez Epinoię, która się objawiła] jemu}. Przez nią
zakosztowali doskonałej gnozy (gnosis teleios). Ja objawiłem się w postaci orła na
drzewie poznania, którym jest Epinoia z Pronoii światłości (30) czystej, aby ich pouczyć
i obudzić z głębokiego snu. Byli bowiem obydwoje w stanie upadku
i rozpoznali swoją nagość. Epinoia objawiła się im jako światłość i naprostowała ich
myślenie (35). Gdy Jaldabaoth poznał, że się od niego oddalili, przeklął swoją ziemię.
Zabrał kobietę, gdy (24,1) przygotowywała się dla swojego męża. On (tj. Jaldabaoth)
był panem nad nią, chociaż nie znał tajemnicy (mysterion), jaka powstała za
przyczyną świętego postanowienia. Oni (tj. Adam i Ewa) bali się robić mu wyrzuty.
On zaś (5) pokazał swoim aniołom swój brak wiedzy, jaki w nim istniał. I wyrzucił
ich z raju i ubrał ich w czarną ciemność.

Boru - 14 Luty 2012, 15:48

Cytat:
(Moce) te mają firmament odpowiednio do nieba eonu. Zostały nazwane według wspaniałości tych, które są w niebie dla zniszczenia samych mocy. Imiona, które zostały im dane
przez Archigenetora (30), same zawierały już moc. Imiona zaś, które zostały im nadane
według wspaniałości tych, którzy są w niebie, stały się dla nich zamieszaniem
i odebraniem ich mocy. Dlatego miały dwa imiona. Każdą rzecz uporządkował.
Następnie, gdy wszystko stworzył, [uporządkował] według wzoru pierwszych
(35) eonów, które powstały, aby mógł je stworzyć (13,1) według wzoru niezniszczalności.
Ale nie dlatego, że widział niezniszczalność, ale dlatego, że moc, która
w nim była, a którą przyjął od swej matki, wytworzyła w nim podobieństwo (5)
(owego wyższego) porządku.


To jest to o czym pisalem. Istoty grajace bogow, nie majace dostepu do niezniszczalnosci i wyzszych wymiarow, tworza falszywe eony/wymiary nizej, na wzor prawdziwych.

I to jest wlasnie to w co prowadzi np. ruch New Age, 90% materialow ezoterycznych, channelingow itd. Ci wszyscy goscie kontaktujacy sie z roznymi anielskimi bytami, z Jezusem, Michalem, Saint Germainem, Sanat Kumara (Gandalf bialy :P ) itd. oraz opisujacy najrozniejsze organizacje jak "galaktyczna federacja swiatla", "biale braterstwo" itd. kontaktuja sie w rzeczywistosci z matrixowymi odpowiednikami realnych istot.

Odnosze wrazenie, czytajac caly ten tekst, ze baaaardzo daleko sie zapuscilismy :lol:

Boru - 14 Luty 2012, 22:05

Z "Apokryfu Jana" wynika, ze "Doskonaly Czlowiek" jest kims calkowicie poza stworzonym przez Demiurga swiatem matryc/form, ze jest to "obraz Boga niewidzialnego", a juz pierwszy czlowiek przez niego (Demiurga) stworzony, byl jedynie proba odtworzenia widoku, ktory mu sie ukazal. Dopoki nie przekazal nieswiadomie czlowiekowi mocy swojej matki poprzez tchnienie, ten byl jedynie martwa forma. Pozniej stal sie silniejszy od niego i od wszystkich archontow. Cala nasza historia kreci sie wokol tej energii i proby jej wydobycia, czego skutkiem jest stopniowe ograbianie czlowieka ze wszystkiego co ma.
To wlasnie dlatego swiadomy oddech jest jedna z najwazniejszych bram prowadzacych do uwolnienia z wiezienia formy. Jesli nie jest sie swiadomym oddechu - jest sie trupem.

Mozna wiec powiedziec, skoro matka Demiurga jest Madrosc, ze uwolnieniem z matrixa jest zrobienie z nich (archontow) glupcow.

Jezus jest czlowiekiem, ktory nie zostal jeszcze zanadto ograbiony przez archontow, a w ktorego wcielil sie "Doskonaly Czlowiek" podczas chrztu w Jordanie, przenikajac go coraz bardziej az do ukrzyzowania, gdzie zostal wyzwolony calkowicie z formy oraz "wypalil karme" calej ludzkosci.

Warto zwrocic uwage na to co mowil Carlosowi Castanedzie toltecki szaman, Don Juan Matus. Zadziwiajaca zgodnosc z gnostyckimi pismami, powstalymi w zupelnie roznej kulturze.

Carlos Castaneda napisał/a:
Wyjaśnił mi szczegółowo, czym jest matryca człowieka. Nie mówił o niej w kategoriach emanacji Orła, tylko określił ją jako wzorzec energetyczny, który wyciska ludzką charakterystykę na amorficznych bąblach biologicznej materii. W każdym razie tak to zrozumiałem, zwłaszcza, że w dalszych wyjaśnieniach posługiwał się mechaniczną analogią. Powiedział, że matryca człowieka przypomina gigantyczny stempel, który bez końca wyciska ludzkie istoty, jakby przesuwały się one na fabrycznym transporterze. Zilustrował ten proces mocno składając razem wnętrza dłoni, jakby matryca modelowała ludzką istotę za każdym razem, gdy obydwie jej połówki łączyły się ze sobą.

(...)

Z subiektywnego punktu widzenia widziałem to światło nieskończenie długo. Żadne słowa nie mogą opisać wspaniałości tego widoku, a jednak nie miałem pojęcia, dla. czego wydawał mi się tak piękny. Potem przyszło mi do głowy, że to piękno wyrasta z harmonii, z wrażenia spokoju i relaksu, z poczucia, że dotarłem do miejsca swoje-go przeznaczenia i wreszcie jestem bezpieczny. Oddychałem spokojnie i z ulgą. Co za niesamowite poczucie pełni! Wiedziałem bez cienia wątpliwości, że stoję twarzą w twarz z Bogiem, źródłem wszystkiego. I wiedziałem, że ten Bóg mnie kocha. Bóg był miłością i przebaczeniem. Kąpałem się w świetle i czułem się czysty, odrodzony. Ogarnął mnie niepohamowany szloch, przede wszystkim z żalu nad sobą. Na widok tego promiennego światła poczułem się zły i grzeszny.
Nagle usłyszałem w uchu głos don Juana. Rzekł, że muszę wyjść poza matrycę, bo jest ona tylko etapem, przystankiem dającym chwilowy spokój i wytchnienie tym, którzy zapuszczają się w nieznane, jest jednak sterylna i statyczna. Jest to jednocześnie płaskie odbicie w lustrze i samo lustro. A odbity obraz przedstawia człowieka.
Poczułem niepohamowaną odrazę do tego, co mówił don Juan; buntowałem się przeciw jego bluźnierczym słowom. Chciałem mu powiedzieć, żeby się odczepił, ale nie potrafiłem wyrwać się spod uroku mojego widzenia. Zatopiłem się w nim bez reszty. Zdawało się, że don Juan bardzo dobrze wie, jak się czuję i co chcę mu powiedzieć.
– Nie możesz powiedzieć nagualowi, żeby się odczepił – rzekł mi do ucha. – To nagual, jego technika i moc, umożliwiły ci widzenie. Nagual jest przewodnikiem.
W tym momencie uświadomiłem sobie, że głos w moim uchu nie jest głosem don Juana, choć bardzo go przypomina. Poza tym zrozumiałem, że ten głos ma rację. Sprawcą tego widzenia był nagual Juan Matus. To dzięki jego technice i mocy mogłem zobaczyć Boga. On twierdził, że to nie jest Bóg, lecz matryca człowieka; wiedziałem, że ma rację. Ale nie mogłem mu tego przyznać, nie z irytacji czy z uporu, lecz dlatego, że odczuwałem bezgraniczną lojalność i miłość dla tej boskości, którą widziałem przed sobą.

Boru - 14 Luty 2012, 22:44

Cytat:
Mozna wiec powiedziec, skoro matka Demiurga jest Madrosc, ze uwolnieniem z matrixa jest zrobienie z nich (archontow) glupcow.


Piotr napisał/a:
"Cóż to ja widzę o Panie, czy to ciebie samego ujęto? A ty jednocześnie ująłeś mnie? albo kim jest ten nad drzewem (krzyża) i jest pogodny, a kim jest ten drugi, któremu przybijają jego nogi i jego ręce?"
Powiedział mi Zbawca: "Ten, którego widzisz nad drzewem (krzyża), który jest pogodny i śmieje się, to właśnie żyjący Jezus. Ten zaś, któremu przybijają gwoźdźmi ręce i nogi, to owa Cielesność należąca do niego, to znaczy to, co podmieniano. Czynią z niego przedmiot zawstydzenia, z tego, który powstał według jego obrazu. Popatrz na niego i na mnie".
Ja zaś gdy spojrzałem, powiedziałem: "Panie, nikt nie widzi ciebie, uciekajmy z tego miejsca".
On zaś mi powiedział: "Powiedziałem ci przecież, to ślepcy, zostaw ich, a sam popatrz jak nie rozumieją tego, co mówią. Bo syna ich chwały w miejsce mojego sługi ustanowili za przedmiot zawstydzenia.
Ja jednak widziałem jednego, jak chciał się zbliżyć do nas, a był podobny do tego, który się smiał nad drzewem (krzyża), był napełniony Duchem Swietym i był to Zbawca. Była to wielka światłość, która ich otaczała, (światłość) nieopisana i mnóstwo aniołów nie do opisania i nie do zobaczenia, błogosławiących ich. I to ja go zobaczyłem, gdy objawili się z nim i odawali mu cześć.
On jednak rzekł do mnie: "Bądź silny! Tobie bowiem zostały przekazane tajemnice, a byś je poznał dzięki objawieniu, że ten, który został przybity gwoźdźmi to Pierworodny, mieszkanie demonów i naczynie kamienne w którym one czatują należąc do Elohim, należąc do krzyża, który jest ustanowiony pod prawem. Ten zaś, który stoi obok, blisko niego, to Zbawca żyjący. Jego pierwszego pochwycono, a następnie wypuszczono. Stoi tu
radosny. I widzi, że ci, którzy go pochwycili przemocą (sami) są podzieleni między sobą. Dlatego wyśmiewa ich brak rozeznania wiedząc, że zostali urodzeni w ślepocie. W skutek tego jednak on jest tym, który przyjął cierpienia dla ciała, które podmieniano. Ten zaś, którego uwolniono, jest moim ciałem niecielesnym. Ja zaś jestem rozumnym duchem, tym, który jest pełen promieniującej światłości. Ten którego zobaczyłeś, jak sięzbliża do mnie, to nasza Pełnia duchowa, to ona łączy doskonałą światłość z Duchem Swietym we mnie. To, co zobaczyłeś, winieneś powierzyć obcym, którzy nie są z tego eonu. Ci bowiem nie mieli żadnego uznania wśród tych wszystkich ludzi, którzy nie byli nieśmiertelni, tylko u tych, którzy zostali wybrani z racji nieśmiertelnej istoty. A ta objawiała się gdyżjest mocą, aby przyjąć do siebie tego z którym dzieli się (swym) nadmiarem. Dlatego powiedziałem: "każdemu, kto ma, temu dodadzą - a czy ktoś będzie miał więcej od niego? - Ten zaś, który nic nie ma" - a takim jest człowiek z tego świata, jest całkowicie martwy - będąc zmieniony przez związek ze stworzeniem i rodzeniem i tak jeśli ktoś objawi się z bytu nieśmiertelnego, to myślą, że go pochwycą: "temu będzie zabrane i będzie dane temu, który jest". Ty zaś bądź mężny i nie lękaj się nikogo, gdyż ja będę z tobą, aby nikt z twoich wrogów nie miał przewagi nad tobą. Pokój z tobą; bądź silny".


Piosenka ;)

Boru - 15 Luty 2012, 00:22

Pisalem, ze archonci/reptilianie boja sie ludzi. Boja sie dlatego, ze jesli ludzie przestana ich karmic i czcic, kiedy te swiatelka uwiezione w psychicznych cialach przetransformuja te niskie energie, uwolnia sie i znikna z ich pola razenia, kiedy nie beda mieli zadnego "punktu zaczepienia" umozliwiajacego manipulacje, wtedy sa skonczeni, a ich "eon" zostanie spalony.

To wlasnie ta energia Sophii w Archigenetorze, ktora oddal nieswiadomie ludziom umozliwila powstanie tego swiata matryc/oddzielonych form na wzor wyzszych wymiarow/eonow.
Jesli ta energia zniknie z tego swiata i zostanie jedynie niewiedza, bez domieszki wiedzy, to zrobi sie to co pod koniec trzeciej czesci matrixa.

Filmik :P

Dlatego tez ludzie sa tymi, ktorzy beda ich zbawiac.

Boru - 15 Luty 2012, 01:02

Ciekawy slownik gnostycki, ale po angielsku :P

Cytat:
Nazwała go też jego imieniem Jaldabaoth.
Ten (20) to jest pierwszym archontem. To on otrzymał od swej matki wielką moc
i oddalił się od niej. Przebywał zaś z dala od miejsc, na których został stworzony.
Umocnił się i stworzył sobie inne eony (25) z płomieni świetlistego ognia, który
(jeszcze) istnieje teraz.


Moze przeniosl sie przez czarna dziure? :P

Boru - 15 Luty 2012, 12:22

Postac Archigenetora i upadlej Sophii zostala przedstawiona rowniez w tej kreskowce.
Boru - 15 Luty 2012, 14:24

Jeszcze mala porcja nauk tolteckiego szamana, Don Juana :P Swoja droga, to ciekawe, ze "toltek" oznacza czlowieka wiedzy, podobnie jak i gnostyk pochodzi od slowa "gnosis" oznaczajacego wiedze. Mozemy wiec mowic o roznych ludziach wiedzy, zyjacych w roznych zakatkach swiata, opisujacych ta sama rzeczywistosc.

Carlos Castaneda napisał/a:
– To tak proste, że brzmi wręcz idiotycznie. Dla widzącego człowiek jest świetlistą istotą. Ta świetlistość Pochodzi od emanacji Orła zamkniętych w naszym jajowatym kokonie. Ta konkretna część, ta garstka emanacji, którą obejmuje kokon, sprawia, że jesteśmy ludźmi.
Postrzeganie polega na dopasowywaniu emanacji zawartych wewnątrz naszego kokonu do tych, które znajdują się na zewnątrz. Widzący potrafią na przykład zobaczyć emanacje we wnętrzu każdej żywej istoty i powiedzieć, jakie emanacje na zewnątrz im odpowiadają.
– Czy emanacje przypominają linie światła? – zapytałem.
– Nie, zupełnie nie. To byłoby za proste. One są nie do opisania. A jednak ja osobiście powiedziałbym, że przypominają one świetliste włókna. Normalna świadomość nie potrafi pojąć tego, że te włókna są świadome. Nie potrafię ci tego wyjaśnić, bo sam nie wiem, co mówię. Mogę ci tylko powiedzieć we własnym imieniu, że te włókna są obdarzone samoświadomością, żywe i wibrujące; jest ich tak wiele, że liczby przestają mieć znaczenie, a każde z nich stanowi zamkniętą w sobie wieczność.


Carlos Castaneda napisał/a:
– Emanacje zewnętrzne i wewnętrzne – usłyszałem w odpowiedzi – to takie same włókna światła. Żywe stworzenia to malutkie bąbelki utworzone z tych włókien, mikroskopijne punkciki światła przyczepione do nieskończonych emanacji.
– Dalej don Juan mówił, że żywe istoty zawdzięczają swą świetlistość temu, że we wnętrzu ich kokonów uwięziona jest pewna część emanacji Orła. Gdy widzący widzą proces percepcji, obserwują, jak światło emanacji Orla znajdujących się na zewnątrz kokonów żywych istot rozjaśnia emanacje zamknięte w ich wnętrzu. Zewnętrzne światło przyciąga wewnętrzne; chwyta je jakby w pułapkę i zatrzymuje w miejscu. Właśnie to unieruchomienie jest świadomością każdej żywej istoty.
Widzący mogą też zobaczyć, że emanacje na zewnątrz kokonu wywierają nacisk na emanacje wewnętrzne. Ten napór określa stopień świadomości każdej żywej istoty.
Poprosiłem, żeby wyjaśnił dokładniej, w jaki sposób zewnętrzne emanacje Orła wywierają presję na wewnętrzne.
– Emanacje Orła to coś więcej niż włókna światła. Każda z nich jest źródłem nieograniczonej energii. Pomyśl o tym tak: ponieważ niektóre emanacje na zewnątrz kokonu są takie same jak te, które znajdują się wewnątrz, ich energie wytwarzają nieustający napór. Ale kokon izoluje emanacje znajdujące się wewnątrz, a przez to steruje kierunkiem tego naporu.


Carlos Castaneda napisał/a:
– A co z emanacjami, które znajdują się wewnątrz kokonu, ale pozostają poza granicami ludzkiego pasma? – zapytałem. – Czy można je dostrzec?
– Tak, ale tego nie da się opisać. Nie jest to ludzkie nieznane, tak jak nie używane emanacje w obrębie ludzkiego pasma, lecz niezmierzone nieznane, gdzie ludzkie cechy w ogóle nie występują. Jest to obszar tak przytłaczającej nieskończoności, że nawet najlepsi widzący mieliby kłopoty z jego opisaniem.
Znów zacząłem się upierać, że moim zdaniem oczywiste jest, iż źródło tajemnicy znajduje się w naszym wnętrzu.
– Ta tajemnica znajduje się poza nami – odrzekł. – Wewnątrz nas są tylko emanacje, które usiłują wyrwać się z kokonu. I ten fakt, w taki czy inny sposób, wywołuje w nas zaburzenia, nieważne, czy jesteśmy zwykłymi ludźmi, czy wojownikami. Tylko nowi widzący potrafią sobie z tym poradzić. Dokładają wysiłków, by widzieć. Dzięki temu, że potrafią przesuwać swój punkt połączenia, uświadamiają sobie, że tajemnica leży w postrzeganiu. Nie w tym, co postrzegamy, ale w tym, co sprawia, że postrzegamy. Wspominałem ci, że nowi widzący wierzą, iż nasze zmysły potrafią wyśledzić wszystko. Wierzą w to, bo widzą, że jedynie pozycja punktu połączenia decyduje o tym, co postrzegają nasze zmysły. Jeśli punkt połączenia znajdzie się w innej niż zwykle pozycji wewnątrz kokonu i zacznie łączyć emanacje, to ludzkie zmysły będą postrzegać niepojęte rzeczy.


Kokon zawdzieczamy Demiurgowi, a emanacje Orla pochodza od Sophii, ktora utracila czastke siebie plodzac Demiurga, ktory z kolei przypadkowo dal te emanacje nam.
I ten "Orzel" wlasnie, czy "Doskonaly Czlowiek" lub "Logos" przeniknal w pelni w ludzkie cialo podczas chrztu Jezusa w rzece Jordan, a nastepnie rozprawil sie do konca z iluzja cielesnosci.
Tak wiec w tym sensie Bog stal sie czlowiekiem.

Boru - 15 Luty 2012, 16:23

I wlasnie te "emanacje orla" chcace uwolnic sie z kokonu i cial materialno-psychicznych sa ta niesmiertelna czescia czlowieka, a nie to co ludzie okreslaja mianem "dusza", co "idzie do nieba". Tak dlugo jak ludzie widza swiat przez pryzmat tamtych cial, tak dlugo sa przerabiani przez reinkarnacyjny mlyn, a ta "iskra" wewnetrznego czlowieka, zwalczana przez "archontow" jest wciskana z jednych cial w drugie, tak, by zatracila sie w formie. To masowa produkcja, jak w fabryce, nie ma w tym (reinkarnacji) niczego wznioslego.
Wszystkie ludzkie problemy, programy napraw i cierpienia sa sztucznie stworzone tylko po to, aby czlowiek nie skierowal uwagi do swojego wnetrza, bo wtedy zorientowalby sie, ze w ogole tego nie potrzebuje. W tym wewnetrznym czlowieku jest juz gotowa wszechmoc, wszechwiedza, niesmiertelnosc i nieskonczonosc, nie trzeba i nie mozna nic zrobic aby to uzyskac.

Boru - 15 Luty 2012, 16:44

Poimandres.
Boru - 15 Luty 2012, 18:16

Cytat:
nie trzeba i nie mozna nic zrobic aby to uzyskac.


Jedyne co czlowiek moze zrobic, to przygotowac sie na to, ze 99% tego co przezyl bylo falszem i jego glupota zostanie obnazona i osmieszona. To wszystko :P

Boru - 15 Luty 2012, 21:17

Cytat:
Natknalem sie wczoraj na taki filmik:

Zwierciadla


I te zwierciadla sa wlasnie przeciwienstwem tego, o co mi chodzi :lol: Aluminium jest przeciwienstwem fraktalnosci, odbija wszystko na zewnatrz. Warto zwrocic uwage na to, ze babka ujrzala swiat podzielony szachownica. I tym wlasnie jest swiat 4d w ktorym sie zagubilismy, to rozszczepienie, dualnosc, bez udzialu "uniwersalnej swiadomosci".

Boru - 15 Luty 2012, 22:43

Ten dlugi tekst z "Apokryfu Jana" opisujacy powstanie Demiurga oraz stwarzanie przez niego czlowieka opisuje historie rozgrywajaca sie setki tysiecy lat temu, jeszcze w epokach nazywanych atlantycka i lemuryjska. To co ja pisze o Ksiezycu nadajacym "matryce umyslu", to jest koncowka tej historii i apogeum uspienia. Ksiezyc jest bardzo potezna bronia skierowana przeciwko nam, poniewaz byl on czescia ciala planetarnego na ktorym nasze jaznie mialy swoje "sondy" w krolestwie odpowiednikow dzisiejszych zwierzat.
Dlatego tez to jak to wszystko naprawde bylo, kto z kim, jak i po co, jest nie do odtworzenia.
I w tym wlasnie apogeum uspienia, ograbienia ze wszystkiego co tylko sie da, mozemy paradoksalnie najlatwiej dotrzec do rdzenia naszej istoty. Mozna zaobserwowac obecnie dwa ruchy nabierajace mocy: wiecej formy i wiecej myslenia, oraz odwrotnosc tego. Ten pierwszy jest bardziej widoczny, poniewaz robi wiecej halasu.

Boru - 16 Luty 2012, 18:15

Po czym mozna rozpoznac, ze ktos uwolnil sie z matrixa? Po tym, ze po tzw. smierci jego cialo znika calkowicie. To jest znak, ze "wypalil swoja karme" i jego czyny nie ida wiecej za nim. Karma = dualnosc = cialo = smierc. Jesli czyjes cialo sie rozklada, znaczy to, ze byl tym ukrzyzowanym trupem i wroci do swiata dualnosci znow. Proste :P
Wielu ludziom juz sie to udalo (tzn. wyjscie), a wkrotce zdarzy sie to na wieksza skale.

Boru - 16 Luty 2012, 21:45

Ten krotki tekst zawiera w sobie wszystko co chcialem przekazac przez te kilkadziesiat stron:

Hermes Trismegistos napisał/a:

1. PRAWDZIWE, BEZ FAŁSZU, PEWNE I NAJPRAWDZIWSZE:

2. TO, CO JEST NA DOLE JEST JAK TO, CO NA GÓRZE; I TO, CO JEST NA GÓRZE JEST JAK TO, CO JEST NA DOLE, BY CZYNIĆ CUD JEDNEJ RZECZY.

3. I JAK WSZYSTKIE RZECZY ISTNIEJĄ Z JEDNEGO, MEDYTUJĄCEGO JEDNEGO, TAK WSZYSTKIE URODZONE RZECZY Z TEJ STRONY JEDNEJ RZECZY ISTNIEJĄ Z ADAPTACJI.

4. JEJ OJCEM JEST SŁOŃCE, JEJ MATKĄ KSIĘŻYC;

5. WIATR NIESIE JĄ W SWOIM ŁONIE; KARMI JĄ ZIEMIA.

6. TUTAJ JEST OJCIEC WSZELKIEJ CUDOWNOŚCI CAŁEGO ŚWIATA.

7. JEGO MOC JEST PEŁNA JEDYNIE GDY ZWRÓCONA KU ZIEMI. ODDZIELA ZIEMIĘ OD OGNIA, SUBTELNE OD GĘSTEGO, PRZYJEMNIE, Z WIELKĄ ZDOLNOŚCIĄ.

8. WZNOSI SIĘ Z ZIEMI DO NIEBA, PONOWNIE SCHODZI NA ZIEMIĘ I PRZYJMUJE MOC GÓRY I DOŁU.

9. TAK POSIĄDZIESZ CHWAŁĘ CAŁEGO ŚWIATA. DLATEGO WSZELKI MROK OD CIEBIE UCIEKNIE.

10. TU JEST NAJSILNIEJSZA SIŁA WSZELKIEJ SIŁY; GDYŻ ZWYCIĘŻA WSZELKIE SUBTELNE RZECZY, PRZENIKA WSZELKIE RZECZY STAŁE.

11. TAK ZOSTAŁ STWORZONY ŚWIAT.

12. Z TEGO POWSTANĄ ZDUMIEWAJĄCE ADAPTACJE, NA KTÓRE JEST TO SPOSÓB.

13. ZATEM JESTEM NAZYWANY HERMES POTRÓJNIE-UKORONOWANY (TRISMEGISTUS), POSIADAJĄC TRZY CZĘŚCI FILOZOFII (MĄDROŚCI) CAŁEGO ŚWIATA.

14. KOMPLETNE JEST TO CO MÓWIŁEM O DZIAŁANIU SŁOŃCA.


Hermes Trismegistos = Gandalf Bialy :P

Boru - 16 Luty 2012, 22:28

Cytat:
Poimandres.


Ciekawe jest to, ze w tym tekscie hermetycznym (gnoza egipsko-hellenstyczna) postac Demiurga jest przedstawiona w lepszym swietle niz u gnostykow chrzescijanskich, gdzie ze stworcy tego swiata robi sie wrecz idiote ;)
Mysle, ze jest to dojrzalszy sposob myslenia :P chociaz patrzac na to co sie dzieje na swiecie, bedac zagubionym dzieciakiem robi sie jakby lzej myslac o tym, ze jest to spowodowane dzialaniami jakiegos nieudolnego i slepego stworcy.

Boru - 17 Luty 2012, 00:47

Jestem troche jak ktos, kto w obawie przed wirusami komputerowymi chce miec jak najlepszy program antywirusowy i firewalla, cale dnie poswieca na porownywaniu programow i skanowanie systemu, ale nigdy nie jest dosc bezpiecznie aby skonczyc. Jedyne rozsadne wyjscie to odlaczenie od pradu :P
Jestem idiota :(

Boru - 18 Luty 2012, 15:59

Mysle, ze historia opisana w "Apokryfie Jana" jest prawdziwa, ale nie opisuje ona powstania wszechswiata jako calosci, lecz naszego lokalnego kosmosu, ziemskiego matrixa. Sophia to imie "wyzszego ja" Matki Ziemi, natomiast ta "dolna sophia" zwana Achamoth jest jej ego. Achamoth powstala z Sophii w wyniku bledu, bez udzialu partnera, jest kobieta z kobiety. Jest to negatywny aspekt kobiecosci, z ktorym wspolgra "Archigenetor", przypadkowy i nieudany syn Sophii, oraz Ksiezyc, nad ktorym (on) panuje, ktory nadaje negatywna kobieca energie na Ziemie. Stad tez taka tendencja na Ziemi do tlamszenia kobiet (w tym i Matki Ziemi) oraz tendencja kobiet do oszukiwania i gry aktorskiej :P No i takze homoseksualizm.

Co do siedmiu zarzadcow/archontow

Cytat:
Ustanowił siedmiu królów (5), odpowiednio (do liczby) firmamentów
niebieskich, nad siedmioma niebiosami i pięciu nad głębokością otchłani, aby panowali.
Rozdzielił wśród nich swój ogień, ale nie wysłał im mocy światła, którą otrzymał
od swojej matki (10). Jest ona bowiem nie mającą wiedzy ciemnością. Światło
zaś, gdy się miesza z ciemnością, sprawia, że ciemność świeci. Gdy zaś ciemność mieszała
się ze światłem, sprawiła, że światło stało się ciemne. Nie pojawiło się wtedy
ani światło, ani ciemność, a światłość stała się (15) zamglona. Archont zaś, który jest
chory, ma trzy imiona. Pierwszym imieniem jest Jaldabaoth, drugim Saklas, trzecim
zaś Samael. Jest obłędny w swoim niewiedzy, która w nim jest. Bo powiedział (20):
„Ja jestem Bogiem, i nie ma innego Boga poza mną” (por. Iz 45,5). Był w stanie
niewiedzy co do swojej mocy (oraz) miejsca, skąd przybył.
Archonci stworzyli sobie siedem mocy, a moce stworzyły sobie sześciu aniołów
(25) dla każdego, aż powstało trzysta sześćdziesiąt pięć aniołów.


To wkleje fragment wypowiedzi uzytkownika "Farmer" z innego forum:

Cytat:
Ziemia jest pod wpływem tzw 7 kościołów jest to opisane w Apokalipsie św. Jana.
Szmaragdowe Tablice również mówią o 7 "opiekunach" ziemi którzy spoczywają w "Halach Amenti" mógłbym długo wymieniać listę "magicznej" siódemki z różnych źródeł religijnych a kończąc na ewangelii Holywood z historią "SIEDMIU WSPANIAŁYCH" czy "SIEDMIU SAMURAJÓW"

Ta magiczna siódemka dotyczy 12 planet naszego układu słonecznego ( Apostołów) gdzie 7 jest wyrażnie dominująca i widoczna na naszym niebie.
To od Imion tych planet (Bogów) mamy 7 dni tygodnia.

SATURDAY - Saturn
SUNDAY - Sun.
MONDAY - Moon
TUESDAY - Mars
WEDNESDAY - Mercury
THURSDAY - Jupiter
FRIDAY - Venus

Tak jak i wśród Hollywoodzkich "gwiazd" samurajów i kowbojów pozostało przy życiu 3 najsilniejszych , podobnie jest wśród naszych gwiezdnych "bogów" gdzie 3 sprawuje dominującą rolę w naszym systemie słonecznym.

Jest to SATURN , JUPITER , oraz , SŁOŃCE-(IHS- czytaj JES)
Tyle mamy właśnie kościołów w Polsce.

Kościół Słońca czyli Judy to prawdziwe chrześcijaństwo.
Kościół JUPITERA ( JewPiter) to kościół JEHOVAH.
Kościół SATURNA

Ten ostatni zdominował wszystko na ziemi w końcówce cyklu naszej epoki.
Saturn jest planetą najciemniejszą i najzimniejszą z wszystkich siedmiu. Jego kolorem jest CZARNY.
Starożytni nazywali ziemie zamieszkałe przez Romów jako SATURNIA.
Wszystkie "czarne" religie oraz tajne związki są zdominowane przez braci w czarnych mundurach, ironiczne jest tylko przyjęcie przez nich zwodniczą "Iluminacką" alegorię.

Nasza mitologia Słowiańska określa dużo dokładniej genealogię wyznawców kościoła SATURNA.
Wiadomym jest że Egipt Grecja i Rzym była ziemią o dużym wpływie ETRUSKÓW. Czyli Rusów. Słowianie w swoim rodzimym miejscu które nazywali KOLIBĄ (kolebką) (a był to GONUR dzisiejszy Turkmenistan/Iran) przestępców trudniących się pedofilią , złodziejstwem, zabójstwem, i sexualną rozwiązłością , po prostu wyrzucali ze swojego społeczeństwa.
Nazywano ich WYRODOMAJAMI. Etymologia pochodzi od wyrodnego syna, nie reprezentującego interesów rodu.
Ci wyrzuceni wyrodnicy gromadzili się najchętniej pasożytując przy innych nacjach.
Mitologia Słowian jasno określa miejsce szczególnego skupienia się Wyrodomajów ( Romajów) było nim górzyste południe Europy.
Na terenie Polski nazywano ich HYETRUSKAMI (Etruskowie). Znaczenie i pochodzenie słowa chytrus wiąże się właśnie z cechami charakteru tych ludzi.
Plemiona Słowiańskie odwiecznie miały problemy z Hyetruskami, i od czasów 3000BC. powodowało wieczne konflikty z Rusami ze wschodu.
To o czym bardzo skrótowo napisałem powyżej jest całkowicie moim dociekaniem prawdy i oczywiście mogę się w pewnych miejscach mylić. Myślę jednak że w tym co piszę zawiera się spory procent prawdy.


Wyrodomajanie = ludzko-gadzie hybrydy, maskujacy sie jako zwykli ludzie.

Cala wypowiedz.

Boru - 18 Luty 2012, 21:17

Warto zaznaczyc, ze "Doskonaly Czlowiek" zstepujac do materialnego swiata i ludzi pograzonych we snie, robi to nie tylko po to, aby zbawic ludzi, lecz i zbawic siebie samego, poniewaz jego wlasne czastki sa zamkniete w ludzkich kokonach. W tym samym stopniu jest zbawicielem, jak i zbawianym.
Boru - 18 Luty 2012, 22:40

Cytat:
Ciekawe jest to, ze w tym tekscie hermetycznym (gnoza egipsko-hellenstyczna) postac Demiurga jest przedstawiona w lepszym swietle niz u gnostykow chrzescijanskich, gdzie ze stworcy tego swiata robi sie wrecz idiote ;)


Jesli chodzi o starotestamentowego Boga, a wlasciwie istote uwazajaca sie za Boga, to latwo jest popasc w dwie skrajnosci. Jedna to uznanie go za stworce wszechswiata, oraz tlumaczenie jego zbrodni wyzszym dobrem lub przywilejem stworcy, a druga to traktowanie go jak ostatniego idiote.
Widze to w ten sposob, ze celem powstania tego naszego matrixa jest ukazanie boskiej madrosci w dzialaniu. Upadek Sophii (madrosci), utracenie jej czastki i wciagniecie sie w swiat dualnosci, oraz jej chec powrotu do Pleromy/Pelni/Zrodla jest wlasnie tym, co umozliwia ukazanie tej madrosci. Demiurg/Architekt bedacy skutkiem tego upadku, chociaz jego natura jest zla, jest narzedziem, ktore ma ukazac, ze koncepcja oddzielonego od stworzenia stworcy jest czyms glupim i to moze byc najwyzej zlym snem. Nie bez powodu ten "Bog" jest tylko wladca Ksiezyca ;)
W tym sensie traktuje go jako "zjednoczonego ze Slowem" jak to mowi Poimandres.

Boru - 18 Luty 2012, 23:12

Warto zainteresowac sie takim czlowiekiem jak Rudolf Steiner. Liczba dziedzin jakich znawca byl ten czlowiek, sprawia, ze trudno jest powiedziec kim on wlasciwie jest i trudno o jakas nalepke.

Rudolf Steiner napisał/a:
Wszystko, co ma o nim do powiedzenia wiedza duchowa, ezoteryczne
badanie, znajduje pełne potwierdzenie w samej Biblii. Gdy jednak czytamy
tam odpowiednie rozdziały o Eliaszu w sposób zwyczajny, dużo spraw pozostaje
nie wyjaśnionych. Obecnie pragnę zwrócić uwagę tylko na jedno.
Czytamy tam, że Eliasz pomstuje na całą drużynę, na cały lud króla
Achaba, który panuje w jego kraju, że sam przeciwstawia się swoim przeciwnikom,
kapłanom Baala i przygotowuje dwa ołtarze. Jeden przeznacza
dla kapłanów Baala, aby złożyli na nim swoją ofiarę, na drugim zaś sam
składa swoje zwierzę ofiarne i wykazuje, jak słuszne jest wszystko, co o
kapłanach Baala mówią ich przeciwnicy. W ofierze kapłanów Baala nie
ujawnia się bowiem żadna duchowa wielkość, podczas gdy w ofierze Eliasza
ujawnia się natychmiast wielkie znaczenie Jahwe, czyli Jehowy. Jest to
zwycięstwo, jakie odnosi on nad wyznawcami Baala. Potem, nie wiadomo
dlaczego, mowa jest o tym, że Achab ma sąsiada, Nabota, który posiada
winnicę, że król Achab pragnie tę winnicę posiąść, ale Nabot nic chce mu
jej odstąpić, ponieważ stanowi dla niego świętość jako spuścizna po przodkach.
A dalej mamy w Biblii dwa fakty: z jednej strony mowa jest o królowej
Izebel, która odnosi się wrogo do Eliasza i grozi, że postara się, aby
został zabity, tak jak zabici zostali jego przeciwnicy, kapłani Baala, na
38
skutek zwycięstwa, jakie odniósł na swoim ołtarzu. Ale według tekstu Biblii
Eliasz nie ginie za sprawą królowej Izebel, natomiast dzieje się coś innego.
To Nabot, sąsiad króla, zostaje przywołany na rodzaj pokutnego
święta, na które zaproszone zostały również inne wybitne osobistości kraju,
i przy tej okazji zostaje zamordowany z inspiracji królowej Izebel2.
Biblia mówi nam, że Nabot został zamordowany za sprawą królowej
Izebel; nie mówiła ona jednak, jakoby zamierzała go zabić. Mówiła natomiast,
że chce zabić Eliasza. Te fakty nie zgadzają się zatem ze sobą. Z pomocą
przychodzi badanie duchowe, które wyjaśnia, że Eliasz jest wszechogarniającym
duchem, który w sposób niewidzialny krąży po kraju Achaba,
ale czasem wstępuje w duszę Nabota. Przenika jego duszę, tak że Nabot
staje się fizyczną osobowością Eliasza. Kiedy więc mówimy o osobowości
Nabota, to faktycznie mówimy o fizycznej osobowości Eliasza. Ujmując
rzecz w duchu Biblii, można by powiedzieć, że jest on postacią niewidzialną,
zaś Nabot jest jego widomym odbiciem w świecie fizycznym. Wszystko
to omówiłem obszernie w wykładzie: „Prorok Eliasz w świetle wiedzy
duchowej". Gdy jednak zagłębimy się w ducha, jaki przejawia się w całym
dziele tego proroka, gdy pozwolimy oddziaływać na naszą duszę jego
pełnemu duchowi, jakiego przedstawia nam Biblia, to musimy powiedzieć,
że mamy w nim do czynienia równocześnie z duchem całego ludu starohebrajskiego.
Wszystko, co ożywia i przesnuwa ten lud, mieści się w duchu
Eliasza. Możemy się do niego odnosić jak do ducha ludu starohebrajskiego.
Jest on zbyt wielki, aby w pełni zamieszkać w duszy swojej ziemskiej postaci,
w duszy Nabota. To właśnie odsłaniają nam badania prowadzone na
drodze wiedzy duchowej. Opływa on Nabota niby jakaś chmura i jest nie
tylko w nim, lecz krąży po całym kraju jako element natury; działa w deszczu
i blasku słońca. Widzimy to wyraźnie czytając cały opis rozpoczynający
się od tego, że w kraju panuje posucha i spiekota, a dzięki związkom
Eliasza ze światami duchowymi zażegnane zostają wszystkie biedy, jakie
nawiedziły kraj. Działa on jako element natury, jak samo prawo natury.
Można by powiedzieć, że najlepiej zdołamy zrozumieć, co czynne jest w
jego duchu, gdy pozwolimy oddziaływać na siebie sto czwartemu psalmowi
z zawartym tam opisem Jahwe jako Boga przyrody, którego działalność
wszystko przenika. Nie należy oczywiście utożsamiać Eliasza z tą boskością,
jest on jedynie jej ziemskim odbiciem, a jednocześnie duszą ludu starohebrajskiego.
Jest jakby zróżnicowanym Jehową, ziemskim Jehową. Stosu-
39
jąc zaś wyrażenie Starego Testamentu, można by powiedzieć, że duch Eliasza
jest jakby obliczem Jehowy.
Patrząc w ten sposób, nabiera dla nas szczególnego wyrazu fakt, że w
Janie Chrzcicielu pojawia się ponownie ten sam duch, który żył w Eliaszu-
Nabocie. Jak działa on w Janie Chrzcicielu? Według Biblii, a mianowicie
według Ewangelii św. Marka, działa on początkowo przez to, co określone
jest jako chrzest. Czym naprawdę jest ten chrzest? Po co właściwie św. Jan
Chrzciciel dokonuje chrztu na ludziach, którzy zgłaszają się, aby poddać
się temu obrzędowi? Musimy się zastanowić, co ten chrzest rzeczywiście
wywoływał w ludziach, którzy mu się poddawali. Ludzie ci byli zanurzani
w głąb wody. Występowało wtedy u nich to, co ma miejsce zawsze, gdy
człowiek doznaje szoku, jaki wywołać może każde gwałtowne zagrożenie
życia. Zdarza się to np. wtedy, gdy człowiek wpada do wody i bliski jest
utonięcia albo spada w przepaść. Mówiłem niejednokrotnie, że mamy wtedy
do czynienia jakby z rozluźnieniem ciała eterycznego. Ciało eteryczne
wychodzi częściowo z ciała fizycznego, powodując to, co dzieje się zawsze
po śmierci: człowiek ogląda obraz swego ostatniego życia. Jest to fakt
dobrze znany, opisywany często nawet przez współczesnych materialistycznych
myślicieli. I właśnie coś podobnego działo się przy chrzcie św. Jana
w Jordanie. Ludzie byli zanurzani w głąb wody. Nie był to zatem taki
chrzest, z jakim mamy do czynienia dzisiaj. Chrzest św. Jana wywoływał
rozluźnienie ciała eterycznego, na skutek czego ludzie widzieli więcej niż
mogli pojmować zwyczajnym rozumem. Widzieli swoje życie w duchu, a
także wpływy działające na to życie w sferze duchowej. Widzieli także to,
co głosił Jan Chrzciciel, że wypełniły się dawne czasy i muszą rozpocząć
się nowe. W jasnowidzeniowym oglądzie, jaki na moment uzyskiwali podczas
zanurzenia przy chrzcie, widzieli to, co można by ująć słowami: ludzkość
doszła w swojej ewolucji do punktu zwrotnego; to, co ludzie posiadali
od pradawnych czasów, kiedy byli zanurzeni w duszę grupową w pełni
obumarło; muszą zaistnieć zupełnie inne stosunki. To oglądali ludzie w
swoich uwolnionych ciałach eterycznych: ludzkość musi przyjąć nowy impuls,
muszą powstać nowe właściwości.
W ten sposób Chrzest Janowy stanowił rodzaj poznania. „Zmieńcie
wasze nastawienie; nie kierujcie waszego wzroku wstecz, ale patrzcie na
coś innego: przybliżył się Bóg, który może objawić się w ludzkiej jaźni,
przybliżyło się królestwo Boże". Jan Chrzciciel nie tylko to głosił, ale spra-
40
wiał, że ludzie poznawali to podczas chrztu w Jordanie. Ci zatem, którzy
ten chrzest przeszli, wiedzieli na podstawie własnego oglądu jasnowidzeniowego
- jakkolwiek ogląd ten trwał krótko - że słowa Jana Chrzciciela
są epokowym wydarzeniem dla dziejów świata.
Gdy rozważymy te związki, to duch Eliasza, działający potem również
w Janie Chrzcicielu, ukaże się nam we właściwym świetle. Ujrzymy
wtedy w Eliaszu ducha ludu żydowskiego, ludu starozakonnego. Jakiż to
był duch? Był on już niejako duchem jaźni. Nie występował jednak jako
jaźń poszczególnego człowieka, ale jako duch całego ludu, był duchem
niezróżnicowanym. To, co później miało mieszkać w poszczególnym człowieku,
u Eliasza było równocześnie duszą grupową starohebrajskiego ludu.
Gdy nadszedł czas Jana Chrzciciela, to, co miało wstąpić w każdą pierś
ludzką jako indywidualna dusza, znajdowało się w światach nadzmysłowych.
Nie tkwiło jeszcze w piersi każdego człowieka. Nie mogło żyć jeszcze
w Eliaszu w taki sposób, żeby wniknąć w Nabota jako poszczególną
osobowość; mogło żyć tylko tak, że opływało osobowość Nabota. Można
powiedzieć, że w Eliaszu-Nabocie manifestowało się to wyraźniej niż w
każdym innym człowieku należącym do ludu starohebrajskiego. Ten duch,
który równocześnie unosił się ponad ludźmi i ich historią miał stopniowo
wstępować coraz bardziej w każdą indywidualną pierś - to właśnie było
owym wielkim wydarzeniem, jakie obwieszczał Eliasz-Jan Chrzciciel, gdy
przy chrzcie mówił: To, co było dotychczas jedynie w świecie nadzmysłowym
i stamtąd działało, musicie teraz przyjąć w wasze dusze jako impulsy,
które z królestwa niebieskiego wniknęły aż w głąb serca ludzkiego.
Sam duch Eliasza wskazuje na to, jak obecnie musi on zwielokrotniony
wnikać w ludzkie serca, aby ludzie w historycznym biegu dziejów mogli
stopniowo przyjąć Impuls Chrystusowy.


Cytat:
Sens Ewangelii Św. Marka polega na tym, że pragnie ona opowiedzieć,
jak w Jezusa z Nazaretu wnika w całości, jak w całości wypełnia
jego ziemską osobowość to, czym jest Chrystus, i jak działa to, co ujmujemy
jako ogólnoludzką jaźń. Cóż jest tak groźne dla owych demonów, które
opętały ludzi, przy zetknięciu z Chrystusem? Groźne jest to, co zmusza je
do powiedzenia: „Ty jesteś Tym, który w sobie nosisz Boga!"13 Rozpoznają
Go jako boską moc w osobowości, która zmusza demony, aby się
przed Nim ujawniły i wyszły z ludzi przez moc tego, co tkwi w indywidualnej
osobowości człowieka.14 W ten sposób w pierwszych rozdziałach
Ewangelii św. Marka w sposób szczególny wypracowana zostaje postać,
która w pewnym sensie przeciwstawia się Eliaszowi-Nabotowi, a także Eliaszowi-
Janowi. Podczas gdy w tamtych nie mogło w pełni zamieszkać to,
co przepełniało duszę, to w Chrystusie mieściło się to w całości. Dlatego
48
Jezus Chrystus, chociaż żyje w nim zasada kosmiczna, równocześnie stoi
wobec innych ludzi jako całkowicie indywidualna, pojedyncza osobowość
ludzka - także wobec tych, których uzdrawia.


Cytat:
(...)obok jestestw przepojonych Chrystusem działają
nadal inne siły, które w czasach egipsko-chaldejskich
pozostały w tyle. Przejawia się to również w stanowisku,
jakie wielokrotnie zajmuje się w naszych czasach
wobec ewangelii. Ukazują się dzieła literatury40, które
usilnie starają się wykazać, że w ewangeliach można
wszystko zrozumieć, jeśli interpretuje się je w sposób
astrologiczny. Najzagorzalsi przeciwnicy ewangelii powołują
się na takie astrologiczne interpretacje, według
których na przykład droga przebyta przez Archanioła
Gabriela od Elżbiety do Marii nie oznacza nic innego
jak przejście słońca ze znaku Panny do jakiegoś innego
znaku. Otóż jest w tym coś, co w pewnym stopniu jest
słuszne, ale tego rodzaju myśli podszeptują w naszych
czasach właśnie te jestestwa, które w czasach egipskochaldejskich
pozostały w tyle. Za pomocą takich wyobrażeń
chcą one zaszczepić przekonanie, że ewangelie
są tylko zbiorem alegorii symbolizujących pewne kosmiczne
stosunki. Natomiast prawdą jest, że w Chrystusie
wyraża się cały kosmos, a zatem życie Chrystusa
88
można wyrazić poprzez przywołanie dla poszczególnych
wydarzeń odpowiadających im stosunków kosmicznych,
które przez Chrystusa oddziaływały na Ziemię.
Prawidłowe zrozumienie musi prowadzić do pełnego
uznania ziemskiego życia Chrystusa, podczas gdy opisane
błędne ujęcie skłania do przypuszczenia, że skoro
opisane w ewangeliach życie Jezusa jest wyrazem kosmicznych
konstelacji, to dowodzi, że potraktowano je
tylko alegorycznie i że nie istniał żyjący realnie na Ziemi
Chrystus.
Chcąc użyć porównania, moglibyśmy na przykład
powiedzieć tak: Wyobraźmy sobie każdego człowieka
pod postacią zwierciadlanej kuli. Takie lustro odbijałoby
obrazy odzwierciedlające całe otoczenie. Moglibyśmy
teraz wziąć ołówek i zrobić obrys odbicia całego
otoczenia. Następnie można by zabrać zwierciadło,
a obraz ten zanieść gdziekolwiek. Może to nam uzmysłowić
fakt, że człowiek od chwili swoich narodzin zawiera
w sobie odbicie całego kosmosu i potem działanie
tego jednego obrazu nosi ze sobą przez całe swoje
życie. Można by jednak to zwierciadło tak pozostawić,
aby wszędzie, dokądkolwiek by je zaniesiono, odbijało
zawsze swoje otoczenie. Takie zwierciadło dawałoby
stale obraz swojego całego otoczenia i byłoby symbolem
Chrystusa od chrzu Janowego aż do Misterium Golgoty.
To, co wnika w ziemski byt każdego innego człowieka
w chwili narodzin, to wnikało w Jezusa Chrystusa
89
w każdym momencie Jego życia. A gdy dokonało się
Misterium Golgoty, wtedy to, co promieniowało z kosmosu,
wniknęło w duchową substancję Ziemi i odtąd
złączone jest z jej Duchem.
Gdy św. Paweł w drodze do Damaszku stał się jasnowidzącym,
mógł pojąć, że to, co poprzednio było w kosmosie,
przeszło w Ducha Ziemi. Przekonać się o tym
będzie mógł każdy, kto swoją duszę doprowadzi do takiego
stanu, że sam przeżyje to, co było treścią wydarzenia
na drodze do Damaszku. W dwudziestym stuleciu
pojawią się pierwsi ludzie, którzy w duchowy sposób
przeżyją Chrystusowe wydarzenie św. Pawła.
Dotychczas wydarzenie takie mogli przeżywać jedynie
ci ludzie, którzy za pomocą szkolenia ezoterycznego
przyswoili sobie siły jasnowidzenia. W przyszłości
naturalny rozwój ludzkości umożliwi rozwijającym
się siłom duszy ludzkiej widzenie Chrystusa w duchowej
sferze Ziemi. Przeżycie to - jako ponowne przeżycie
wydarzenia na drodze do Damaszku - będzie możliwe
dla niektórych ludzi, począwszy od określonego czasu,
w dwudziestym stuleciu. Następnie liczba takich ludzi
powiększy się, a w dalszej przyszłości stanie się to naturalną
zdolnością duszy ludzkiej.

Boru - 19 Luty 2012, 12:26

Biblijna ciekawostka:

2 Samuela 24:1-2 napisał/a:
Jeszcze raz PAN (JHWH) zapłonął gniewem przeciw Izraelitom. Pobudził przeciw nim Dawida słowami: «Idź i policz Izraela i Judę». 2 Rzekł więc król do Joaba, dowódcy wojsk, który był z nim: «Przebiegnij wszystkie pokolenia Izraela od Dan do Beer-Szeby i policzcie ludzi, abym się dowiedział, jaka jest liczba narodu».


1 Kronik 21:1-2 1 napisał/a:
Powstał SZATAN przeciwko Izraelowi i pobudził Dawida, żeby policzył Izraela. 2 Rzekł więc Dawid do Joaba i do książąt ludu: «Idźcie, a policzcie Izraela od Beer-Szeby aż do Dan i donieście mi, abym znał ich liczbę».


:lol:

Boru - 19 Luty 2012, 14:00

Dariusz Kwiecien - Sztuka Przetrwania :lol:
czesc 2

Boru - 19 Luty 2012, 21:33

Cytat:
Sophia to imie "wyzszego ja" Matki Ziemi, natomiast ta "dolna sophia" zwana Achamoth jest jej ego. Achamoth powstala z Sophii w wyniku bledu, bez udzialu partnera, jest kobieta z kobiety. Jest to negatywny aspekt kobiecosci, z ktorym wspolgra "Archigenetor", przypadkowy i nieudany syn Sophii, oraz Ksiezyc, nad ktorym (on) panuje, ktory nadaje negatywna kobieca energie na Ziemie. Stad tez taka tendencja na Ziemi do tlamszenia kobiet (w tym i Matki Ziemi) oraz tendencja kobiet do oszukiwania i gry aktorskiej :P No i takze homoseksualizm.


Jesli ktos praktykuje swiadome snienie, to podczas snu, a pozniej i na jawie, moze slyszec "glos przewodnika". Moim zdaniem ten glos jest wlasnie glosem nizszej Sophii. Glos ten podpowiada w roznych zyciowych sprawach, a takze wyjawia co mysla i robia inni ludzie. Moze rowniez objawic sie w postaci nagiej kobiety :P
Kobieta jak ze snow :D

Carlos Castaneda napisał/a:
Nie oczyściłeś jeszcze swojej uwagi śnienia ze wszystkich śmieci. O świecie istot
nieorganicznych porozmawiamy innym razem.
– Czy mam z tego wnioskować, że nie akceptujesz albo nie lubisz wysłannika,
don Juanie?
– Ani go nie akceptuję, ani nie lubię. Wysłannik należy do innego porządku,
porządku dawnych czarowników. A poza tym jego nauki i przewodnictwo po
naszym świecie to absurd. A za ten absurd wysłannik pobiera
nieprawdopodobne ilości energii. Pewnego dnia zgodzisz się ze mną. Sam
zobaczysz.
W tonie don Juana pobrzmiewało ukryte przekonanie, że nie zgadzam się z nim
w kwestii wysłannika. Już miałem wszcząć kłótnię, gdy usłyszałem głos
wysłannika.
– On ma rację – powiedział. – Lubisz mnie, ponieważ nie widzisz niczego złego
w próbowaniu wszystkich możliwości. Chcesz wiedzy, a wiedza jest mocą. Nie
chcesz siedzieć sobie bezpiecznie, zagrzebany w rutynie i przekonaniach swego
powszedniego życia.
Wysłannik powiedział to po angielsku z wyraźnym akcentem z Zachodniego
Wybrzeża. Potem przeszedł na hiszpański. Rozróżniłem słaby akcent
argentyński. Nigdy przedtem nie słyszałem, by wysłannik mówił w ten sposób.
Byłem tym zafascynowany. Opowiedział mi o spełnieniu i wiedzy; o tym, jak
daleko jestem od miejsca swoich narodzin; o pragnieniu przygód i obsesji na tle
nowych rzeczy i nowych horyzontów. Głos mówił nawet po portugalska, z
wyraźnym akcentem południowych pampasów.
Słuchanie jego głosu, zalewającego mnie pochlebstwami, przeraziło mnie i
przyprawiło o mdłości. Natychmiast powiedziałem don Juanowi, że muszę
przerwać moje lekcje śnienia. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Gdy jednak
powtórzyłem mu to, co usłyszałem, zgodził się ze mną. Wyczułem jednak, że
robi to tylko po to, by mnie uspokoić.


Utwor muzyczny :)
Jeszcze jeden :P
I jeszcze jeden :lol:

Boru - 20 Luty 2012, 20:39

Ten gnostycki mit o stworzeniu swiata i uwiezieniu niesmiertelnych "iskierek" w materialnych kokonach, o zdeponowaniu tutaj smoczych jaj, jak on sie zaczyna? To jest kluczowa sprawa w calym "rozwoju duchowym" czlowieka i w tym, jak ma powrocic do Pelni/Zrodla.
Wszystkie problemy biora sie z niewiedzy. Sophia, madrosc, chciala poznac Stworce, Ojca i Matke Pelni, ale samo zalozenie, ze go nie zna doprowadzilo do powstania nierzeczywistego swiata oraz nieswiadomego Architekta.
Wiekszosc ludzi (chociaz ich liczba w ostatnich latach sie zmniejsza ze wzgledu na rozpadanie sie matrixa) popelnia ten sam blad co Sophia, chcac rozwijac sie duchowo i splacac swoje "dlugi karmiczne" czy uwolnic sie od grzechow (to jedno i to samo), zaklada automatycznie, ze nie jest sie rozwinietym i doskonalym.
Mamy wiec nasiono - niewiedze i niedoskonalosc, wiec jak z tej niewiedzy moze wyrosnac wiedza i spelnienie? Wszystko co z tego wyrasta, niewazne jak wielkie drzewo to bedzie i jak wielka moc sie zdobedzie w obrebie tych poszukiwan, wszystko to jest poddane zniszczeniu i rozczarowaniu, bo jest niedoskonale i przemjajace. Idac ta droga mozna podbijac nawet cale galaktyki i byc dla "malych zuczkow" jakims "mistrzem wniebowstapionym", co i tak nie zmieni faktu, ze do spelnienia pozostala nieskonczenie daleka droga (krzyzowa), a na "Nienazwanym" nie robi to zadnego wrazenia i nie ma zamiaru interweniowac.
Prawdziwe uwolnienie zaczyna sie od stwierdzenia faktu, ze nie mozna nic zrobic aby sie udoskonalic, bo doskonalosc juz jest, tylko jest przykryta wieloma warstwami zaslon, ktore nalezy sciagnac, aby odkryc prawde za nimi ukryta.
Twierdzenie, ze cos mozna zrobic aby sie uwolnic i uszczesliwic, tak naprawde jest sprytna sztuczka ego, ktore chce sie podbudowac, ze samo cos osiagnelo. Karmi sie tak dlugo, az peka pod ciezarem swoich staran i cierpien, ktore samo sobie stworzylo, zostajac tylko z naga prawda.

Tak samo jest i np. z jedzeniem, czy muzyka. Jesli "rozwoj duchowy" ma zakladac, ze mam zrezygnowac z jakis dan i gatunkow muzycznych, to ustawia mnie to automatycznie w pozycji kogos, kto postepuje lepiej niz inny. I tutaj drogi zaczynaja sie rozwidlac, zaczyna sie ukrzyzowanie ;)
Ja osobiscie potrzebuje dla rownowagi napic sie czasem czegos szkodliwego i posluchac czegos diabelskiego, aby zbytnio sie nie unosic i nie wynosic :P

Boru - 22 Luty 2012, 00:35

Cytat:
Boru
00:03:23
jesli swiadomosc to nic, to mozesz miec za soba nieskonczenie dluga droge i przed soba rowniez, a jednak nie czujesz tego, bo nie jestes doswiadczeniem, lecz doswiadczajaca, ktora jest ciagle tym samym
Klaud
00:04:30
*Oklapnięty Klaudek*.
Boru
00:04:35
mozna powiedziec, ze w tej chwili doswiadczasz przeszlosci i przyszlosci odleglej o miliardy lat :P
Klaud
00:04:51
To musi być wyjaśnieniem mojego zmęczenia. :P
Boru
00:05:17
dlatego tez nie mozna sie znudzic zyciem, bo zawsze trwa tylko jeden moment :D
Klaud
00:05:41
Powiało optymizmem na koniec. :D
00:05:42
Niemalże.
00:05:45
Prawie Ci wyszło. *Głask*.
Boru
00:05:48
*glask*

Boru - 22 Luty 2012, 12:38

Istota swiadomosci jest nieuchwytna, bo kazda teoria na ten temat jest przedmiotem doswiadczenia, a swiadomosc tylko jest swiadoma istnienia teorii.
Boru - 22 Luty 2012, 16:00

Czy wspomniani wczesniej przeze mnie archonci/reptilianie sa produktem uspionego umyslu, czy to oni uspili ludzki umysl i zaszczepili mu wlasny? :lol:

Swiadomosc nie moze zginac wraz z zakonczeniem dzialalnosci mozgu, bo swiadomosc to nie mozg. Mozg jest glownie narzedziem pod ktore podpinaja sie pasozyty uploadujace systemowe programy utozsamiania sie z problematycznym i oddzielonym myslicielem. To na tym poziomie mamy "smierc swiadomosci".
Ludzie zyja z wirtualnymi sobowtorami, potrafiacymi imitowac wszystkie ich zachowania i umiejetnosci. Uspienie polega na "przyklejeniu" sie do tego sobowtora.

Boru - 22 Luty 2012, 18:53

Twierdzenie, ze swiadomosc to mozg, to tak jakby stwierdzic, ze rzeczywistosc zaczyna sie i konczy wraz z wlaczeniem i wylaczeniem komputera. To objaw skrajnego no-life'izmu :P
Boru - 23 Luty 2012, 12:35

Zlapani w matrycy - Dlaczego czworoscian/osmioscian/szescian nie jest fraktalem?

Cytat:
Geometria heksagonalna tworzy struktury dzięki IZOLOWANIU FAL ŁADUNKU ELEKTRYCZNEGO i (w ten sposób) zapobiega ich rozpraszaniu. Jest to przydatne w przypadku przechowywania (zob., np. sześciokątne plastry miodu), ale już nie w przypadku dystrybucji, ponieważ wymaga ona fraktalności. Oczywiście, nigdy nie powinno się opisywać geometrii HEX jako czegoś złego na podobieństwo katolickiego obłędu związanego z pentagramem. Niemniej, jest oczywistym fakt, że ci, którzy mieszkają w sześciennych strukturach definitywnie wykluczają siebie z osadzania się w energii m.in. Ziemi.


Cytat:
Wewnątrz „gniazda TETRA” - stosunek wszystkich fal, które zbliżają się do siebie w celu (rekursywnej) interferencji wynosi 2 i pierwiastek kwadratowy z 2. W stellacji czworościan/sześcian/ośmiościan (tetra/cube/octa) nigdzie nie znajdziemy Złotej Proporcji. I zaznaczam raz jeszcze, że to nie jest coś złego. Po prostu, definiuje to w sposób przejrzysty do czego ta struktura się nadaje.

Pokazaliśmy (z dużą pomocą frank@heartcoherence.com ), że fale zbliżające się do siebie w wielokrotności liczby 2 i pierwiastka kwadratowego z dwóch - tworzą NAJBARDZIEJ DESTRUKCYJNĄ INTERFERENCJĄ FALOWĄ jaka jest w ogóle możliwa!


Cytat:
swiadomosc to nic


Albo inaczej mowiac: istota swiadomosci jest pustka (czyli nie wiadomo co ;) ), ktora zawiera w sobie wszystko co tylko mozliwe jako nie-przejawione, jednak aby pustka mogla sie przejawic jako poszczegolne doswiadczenia, dzieli sie wedlug zasady zlotego podzialu i fraktalnosci.
Mozna powiedziec, ze pustka uczy sie samej siebie w kazdym momencie swojego istnienia, na wszystkich "levelach" swiadomosci jednoczesnie. Przykladowo level 11 sklada sie z 10 wczesniejszych + czegos co wczesniej nie wystepowalo. To co w 11 trwa jedna chwile, w 5 trwa cale epoki, jednak 11 nie jest czyms "lepszym" od 5, bo te 5 wchodzi w sklad 11. Nie mozna wiec udac sie do 11 wykluczajac wczesniejsze wymiary. Dlatego tez zadna prawdziwa "wniebowstapiona" istota z wyzszych wymiarow nie bedzie namawiala do wzgardzenia swiatem nizszym. W takie manipulacje bawia sie tylko istoty z np. 4d z innymi istotami z 4d, ktore chca zyskac jakies wieksze wplywy w obrebie malego placu zabaw. Wyzej takie manipulacje nie sa mozliwe. Jesli istota z 5d zaczyna manipulowac kims z 4d, to ta istota jest sciagana w dol.

Tak wiec moje przemyslenia sa bardzo prymitywne w porownaniu do tego, co wie ktos z wymiaru wyzej, jednak wchodzi to w sklad czegos wiekszego, czego doswiadcze jako istota z 5d, co z obecnej perspektywy wydaje sie byc przyszloscia, lecz kiedy nadejdzie, bedzie terazniejszoscia :P

Boru - 23 Luty 2012, 16:06

Kilka dni temu lecial w tv jakis program o alkoholizmie. Bylo tam powiedziane, ze swietnym rozwiazaniem byloby to, aby do sprzedazy zostala wprowadzona tabletka, po zazyciu ktorej czlowiek bylby pijany jak po alkoholu, ale nie bylo zadnych skutkow ubocznych.

Ach ci naukowcy.

Dlaczego nikt w tym programie nie powiedzial o psychodelikach, np. o DMT, ktore daje odlot milion razy wiekszy niz alkoholowy, nie uzaleznia, nie wywoluje zadnych skutkow ubocznych oraz jest wytwarzany przez ludzki organizm, za darmo? :lol:

Boru - 23 Luty 2012, 17:01

Bez mozgu da sie zyc, ale nie da sie przezyc.
Wpojona nam chec przetrwania, zarowno cial jak i pogladow jest tym co zniza nas do poziomu zwierzat, a nawet czyni czyms gorszym od zwierzat (przez poglady wlasnie)

Boru - 23 Luty 2012, 20:10

Byc moze okreslenie, ze czlowiek z gadzim mozgiem znizyl sie do poziomu zwierzat, nie jest wlasciwe. Jest jeszcze mozliwosc, ze to czlowiek przyblizyl zwierzeta do swojego poziomu, sprawiajac, ze zabijaja sie one i zjadaja nawzajem.
Boru - 24 Luty 2012, 14:44

Jesli fraktalnosc jest tym, co umozliwia przejawienie sie swiadomosci i umozliwia zabawe w zycie i rozwoj poprzez przechodzenie w kolejne "wymiary". (pustka zawiera w sobie wszystko co tylko moze sie wydarzyc jako nieprzejawione), to wszystko co nie jest fraktalem - nie istnieje :P Jesli uznac fraktal za Boga, to mozna ujac to tez w taki sposob: wszystko co stwarza Bog jest fraktalne (doskonale i nieskonczone), bo stwarza z samego siebie, a co nie zostalo stworzone przez Boga, tego nie ma i jest sie w czarnej dupie za przeproszeniem.

I w ramach tego przejawiania sie, moze pojawic sie pomysl w stylu "co by bylo gdybym mogl sie odlaczyc", a skutkow tego doswiadczamy w dzisiejszym swiecie.

Boru - 24 Luty 2012, 16:44

Ewangelia Filipa napisał/a:
Ci, którzy twierdzą, że będziemy najpierw umierać, a potem powstaniemy z martwych, mylą się. Jeśli nie otrzymają zmartwychwstania najpierw, gdy jeszcze żyją, to nie otrzymają niczego, gdy umrą.

Boru - 25 Luty 2012, 13:01

Klotnia przy blogoslawieniu :lol:

To dobry filmik pokazujacy glupote powszechnego wizerunku Jezusa, jako kogos przemawiajajacego do wielkich rzesz ludzi.

(Mt 5,1-2) napisał/a:
Tedy Jezus, widząc tłumy, wstąpił na górę. A gdy usiadł, przystąpili do niego jego uczniowie. I otworzywszy usta swoje, nauczał ich, mówiąc:

Boru - 27 Luty 2012, 00:14

Jeff Foster - Tozsamosc "braku tozsamosci"
Boru - 27 Luty 2012, 17:50

Swiety Graal we krwi.

Dawalem juz podobny filmik, ale tu jest to opisane dokladniej.

Ddzieki temu Swietemu Graalowi, czy "sercu nieskonczonosci" we krwi, mozliwe jest by niematerialna nieskonczonosc, jedna i jedyna rzeczywistosc w pelni zamieszkala w ograniczonym materialnym ciele i mozliwe jest, by czlowiek stal sie Pelnia, bedac widocznym przez innych jako odrebna jednostka. W takim stanie smierc jest czyms zupelnie niemozliwym, tak samo jak niemozliwe jest by fala mogla wysuszyc ocean.
Dlatego tez Swiety Graal jest najpotezniejszym "artefaktem" jaki mozna znalezc, bo daje panowanie nad wszystkim co tylko moze zaistniec.


O tym wlasnie mowil jeden z najwiekszych "oswieconych" jaki chodzil po tej planecie, Ramana Maharishi:

Cytat:
Uczeń: Bhagawan mówi o Sercu jako o ośrodku świadomości
identycznym z Jaźnią. Co to słowo Serce właściwie
oznacza?
Mahariszi: Zadajesz to pytanie — o Serce — gdyż chciałbyś
znaleźć źródło świadomości. Wszystkie głębokie umysły
fascynuje to badanie Ducha, „Ja-źni", czym ona jest i jaka
jest jej istotna natura.
Można ją nazwać jak chcemy — Jaźnią, Duchem, Bogiem,
Sercem, ośrodkiem Świadomości, będzie to zawsze
to samo. Ale trzeba zrozumieć jedno: że SERCE to rdzeń
naszej istoty, jej jądro, jej oś, bez której nie może zgoła
istnieć.
Uczeń: Ale Bhagawan określił miejsce tego Serca w
fizycznym organizmie w piersiach, o dwa palce na prawo
od środka.
Mahariszi: Tak, wedle świadectwa mędrców jest to
! ośrodek duchowych przeżyć. Owo duchowe Serce jest zu
-
* Słynne „TAT TWAM ASI", serce całej filozofii i religii hinduizmu,
i 75

pełnie odrębne od fizycznego organu rozprowadzającego
krew po organizmie, a zwanego tym samym imieniem. Duchowy
ośrodek Serca nie jest organem cielesnym. Wszystko,
co można o nim powiedzieć to to, iż jest samym rdzeniem
twej istoty, TYM, czym w istocie jesteś (jak to
dosłownie wskazuje sanskryckie miano) we śnie czy na
jawie, gdy oddajesz się pracy, czy pogrążasz w samadhi.
Uczeń: W takim razie jak może ono być „umiejscowione"
w jakiejkolwiek części ciała? Określając miejsce,
gdzie się to Serce ma znajdować, czyż nie wyznacza się
ograniczeń Temu, co jest poza przestrzenią i czasem?
Mahariszi: Oczywiście. Ale człowiek, który zadaje pytanie
co do położenia Serca, uważa siebie za istniejącego w ciele
fizycznym. Zadając to pytanie, czy byłbyś skłonny powiedzieć,
iż tylko twe ciało znajduje się w tej chwili tutaj, a ty
sam mówisz skądinąd? Nie, prawda? Przyjmujesz swe cielesne
istnienie jako niezaprzeczalny fakt. I właśnie z tego
punktu mówi się o duchowym Sercu w stosunku do fizycznego
organizmu.
Mówiąc ściśle czysta świadomość jest niepodzielna i nie
posiada żadnych części; nie ma formy, ni kształtu, „wewnątrz"
ani „zewnątrz", strony „prawej" czy „lewej". Czysta
świadomość, która jest Sercem, ogarnia wszystko; nic
nie znajduje się poza nią, ani od niej oddzielnie. To jest
ostateczną prawdą. I z tego punktu Serce, Duch lub Świadomość
nie może mieć żadnego specjalnego miejsca w naszym
organizmie. Dlaczego? Bo samo ciało jest jeno projekcją
umysłu (osobowości), a umysł jeno ograniczonym i ubogim
odbiciem promieniście jaśniejącego Serca. Jakże więc
może TO, w czym wszystko się zawiera, TO, co wszystko
sobą ogarnia, być ograniczone i zamknięte jako mała drobina
wewnątrz fizycznego organizmu człowieka, który jest
tylko nieznacznym, zewnętrznym przejawieniem jedynej
Rzeczywistości?


Cytat:
gdy subtelna dusza (umysł) kieruje się na zewnątrz
poprzez działanie intelektu i organów zmysłowego
poznania, pojawia się konkretne „imię i kształt" [nama-rupa]
stanowiące widzialny świat. Natomiast gdy dusza trwa
skupiona w sercu, imię i kształt bledną i znikają. Powstrzymywanie
rzucającej się ku zewnątrz myśli i jakby
wchłanianie jej w Serce nazywa się antarmukha-drszti,
czyli pogrążaniem się w głąb; zaś wyłanianie się jej z serca
i kierowanie się na zewnątrz nazywa się Bahirmukhadrszti,
czyli obiektywizowaniem (uzewnętrznianiem).
^Gdy dusza pogrąża się tym sposobem w Serce, nasze
ja" (osobowość), będące ośrodkiem niezliczonych myśli, w
końcu zacicha i znika, a czysta, samoistna i świetlista
świadomość Ducha-Atmana, która trwa nieustannie podczas
wszystkich stanów umysłu i duszy, sama pozostaje.
I właśnie ten stan, gdy nie ma ani śladu myśli i poczucia
Ja", jest naszym bytem istotnym; nazywa się go pokojem
lub milczeniem — mouna.
Stan takiego prostego, jakby przyrodzonego trwania w
czystym bycie, znany jest jako sięgnięcie w mądrość. Trwanie
takie oznacza całkowite pogrążenie się duszy (umysłu)
i zniknięcie ja", tj. osobowości — w Duchu-Atmanie. Zaś
wszystko inne, wszelkie zdolności i władze psychiczne, jak
czytanie myśli, telepatia, jasnowidzenie itp., nie są bynajmniej
mądrością.


Cytat:
Duch to Serce, jest ono samoświetlne. Wszelkie
oświecenie powstaje w Sercu i z niego odchodzi do
mózgu, który jest siedliskiem myśli. To umysł, intelekt,
postrzega świat dookolny przez odbite światło Ducha. Postrzegamy
przedmioty dzięki działaniu umysłu (intelektu).
Gdy umysł jest oświetlony przez Ducha, staje się świadomy
otaczającego świata, lecz jeśli światła Ducha jest pozbawiony,
nic nie może poznawać ani sobie uświadamiać.
Gdy myśl (dusza) zwraca się całkowicie ku wewnątrz,
ku źródłu światła, obiektywne poznanie ustaje i Duch jaśnieje
sam w Sercu.
Księżyc świeci dzięki odbiciu światła słonecznego, kiedy
słońce zaszło, księżyc staje się użyteczny, by uwydatnić
przedmioty; ułatwia postrzeganie. Ale gdy słońce wzejdzie,
nikt nie potrzebuje księżyca, choć tarcza jego może być
widzialna na niebie. Tak samo jest z umysłem i Sercem.
Intelekt jest użyteczny tylko dzięki Światłu, które odbija,
człowiek używa go dla postrzegania przedmiotów; ale gdy
się zwraca ku wewnątrz i jednoczy ze źródłem światła,
które jaśnieje samo przez się, wówczas umysł jest jak księżyc
w dzień — bezużyteczny.

Boru - 27 Luty 2012, 18:29

Takim "Swietym Graalem" Icy Tower moznaby nazwac dojscie do ostatniego schodka :P Nie mozna jednak takiego znalezc, chyba ze uznac kazdy schodek jako pierwszy i ostatni. Tak samo nie mozna znalezc Graala jako istniejacego gdzies ukrytego przedmiotu, materialnego kielicha.
Umozliwiloby to gre w nieskonczonosc i nigdy nie znudzenie sie gra, bo kazdy moment bylby jak rozpoczecie dopiero gry. O tym mowil Steiner w ostatnim fragmencie ktory wkleilem, kiedy opisywal Chrystusa jako nieustannie odbijajacego kosmos, rodzacego sie na nowo w kazdej chwili zycia.

Boru - 28 Luty 2012, 00:13

Cytat:
Uczeń: Jak zauważyłem uprzednio, widzimy, odczuwamy
i odbieramy wrażenia zewnętrznego świata w najróżnorodniejszy
sposób. Te wrażenia są reakcjami naszymi
na przedmioty widzialne, odczuwalne, wąchane itp. i nie
są bynajmniej mentalnymi wytworami, jak to ma miejsce
we śnie, bo sny różnią się bardzo znacznie nie tylko u rozmaitych
ludzi, ale nawet u tej samej osoby. Czyż tego nie
dość, by udowodnić obiektywną rzeczywistość tego świata?

Mahariszi: Całe to udowadnianie niekonsekwencji i
dziwności świata snów istnieje tylko teraz, tzn. w stanie jawy,
ale podczas snu wszystkie twe widzenia wydawały ci się
sensowne i powiązane w całość. Tzn. gdy czujesz we śnie
pragnienie, wypicie (ułudne) niby-wody doskonale zaspokaja
twoje złudne pragnienie. I wszystko to wydało ci się całkiem
realne a nie złudne, dopóki nie wiedziałeś, że sam twój sen
był ułudą. Podobnie się dzieje z tym widzialnym światem
jawy, wszystkie twe odczucia są skoordynowane i dają ci
wrażenie, że świat ten jest całkiem rzeczywisty.
A jeśli byłoby odwrotnie, tzn. gdyby świat posiadał samoistną
rzeczywistość (a zdaje się to masz na myśli mówiąc
o jego obiektywności), co by mogło mu przeszkadzać
odsłonić się przed tobą również i w twoim śnie? Wszak nie
mówisz, że nie istniejesz, gdy śpisz?

uczeń: Ale też nie zaprzeczam istnienia świata podczas
snu; istnieje on wciąż; jeśli go nie widzę, gdy śpię, widzą go
inni.

Mahariszi: Czy na to, aby stwierdzić, żeś żył podczas
snu, potrzebowałeś świadectwa „innych", aby ci tego dowiedli?
Po cóż ci chodzi teraz o ich świadectwa? Ci „inni"
mogą ci powiedzieć, że widzieli cały ten świat, gdyś spał,
ale tylko wówczas, gdyś jest sam w stanie jawy. Jeśli zaś
chodzi o twe własne istnienie, z nim jest całkiem inaczej.
Gdy się budzisz, mówisz, że świetnie spałeś, można więc
powiedzieć, iż do pewnego stopnia nie tracisz świadomości
siebie nawet w najgłębszym śnie; natomiast, gdy
pogrążysz się w sen, nie masz najmniejszej świadomości
istnienia zewnętrznego świata. Nawet w tej chwili, na
jawie, czy to świat ci mówi „jestem konkretny, rzeczywisty",
czy też mówisz to o nim ty sam?

Uczeń: Rzecz prosta, iż ja to mówię, ale mówię o świecie.

Mahariszi: Otóż ten świat, o którym mówisz, iż jest
rzeczywisty, w istocie kpi z ciebie i z twoich usiłowań udowodnienia
jego realności, gdy nie zdajesz sobie zupełnie
sprawy z rzeczywistości twego własnego istnienia.
Upierasz się, by tak czy owak udowodnić rzeczywistość
bytu tego świata wokoło. Ale jakiż jest twój sprawdzian
dla określenia, co jest rzeczywiste? Tylko to można
nazwać rzeczywistym, co jest samorodne, co istnieje
samo przez się, co objawia się samoistnie i jest wieczyste,
niezmienne.
Czy świat istnieje sam przez siebie, samoistnie? Czy go
kto kiedykolwiek widział bez umysłu umożliwiającego postrzeganie?
We śnie, gdy nie ma myśli, znika i świat. A po
obudzeniu się myśl zaczyna pracować i oczywiście pojawia
się i świat. Cóż to nieodmiennie jednoczesne istnienie oznacza?
Znasz zasady indukcyjnej logiki, którą uważa się za
zasadniczą podstawę wszelkich naukowych badań. Dlacze-
góż nie rozstrzygniesz tej kwestii — rzeczywistości lub
nierzeczywistości dookolnego świata — na podstawie tych
przyjętych zasad logiki?
O sobie możesz powiedzieć z całą pewnością: Jestem,
istnieję." Czyli twe życie jest nie tylko po prostu istnieniem,
ale jest istnieniem, którego jesteś świadom, więc
samoświadomym. Czyli istnienie jest identyczne ze świadomością.

uczeń: Świat może nie posiadać świadomości swego istnienia,
a jednak istnieć.

Mahariszi: Świadomość jest zawsze świadomością
siebie, czyli samoświadomością. Jeśli zdajesz sobie z
czegokolwiek bądź sprawę, jesteś zasadniczo i bezsprzecznie
pewien siebie. Istnienie bez świadomości siebie i swego
życia jest w samym założeniu sprzecznością, absurdem.
Nie jest wcale życiem, to jest mu tylko przypisywane,
rzutowane, ale nie samoistne. A prawdziwe istnienie —
Sat — nie jest żadnym atrybutem ani przymiotem, jest
samorodną treścią, rdzeniem i jądrem istnienia. Rzeczywistość
jest przeto znana jako Sat-Czit, Byt-Świadomość,
a nie jest nigdy jednym z wyłączeniem drugiego.
Świat nie ma ani samoistnego bytu, ani też nie jest
swego istnienia świadomy. Jakże więc możesz o nim powiedzieć,
że jest rzeczywisty?

Boru - 28 Luty 2012, 01:05

Nassim Haramein - Spiralny ruch ukladu slonecznego
Boru - 28 Luty 2012, 19:41

Pan wszelkich iluzji zostal najlepiej przedstawiony (wedlug mnie) w filmie "To" na podstawie powiesci Stephena Kinga.

Pennywise the dancing clown.

Caly jego dowcip polega na tym, ze nie jest rzeczywisty. Jednak zanim nie rozpozna sie go jako projekcje myslowa, potrafi sprawic wiele bolu i jest nie do zatrzymania.

Boru - 29 Luty 2012, 12:56

Wczoraj czytajac "aktywna strone nieskonczonosci" Carlosa Castenedy zapadlo mi w pamiec kilka fragmentow, ktore postanowilem wkleic:

Cytat:

Życie zdawało się biec dalej normalnym torem. Moi przyjaciele zachowywali się wobec mnie tak samo jak zawsze. Zajmowało nas, jak zwykle, chodzenie na imprezy, do kina czy po prostu gadanie o wszystkim i o niczym albo wyszukiwanie restauracji, gdzie za przyzwoitą cenę można się było najeść do woli. Jednakże pomimo owej pseudonormalności w moim życiu pojawił się jakiś dziwny, nowy element. Jako podmiot tego nowego przeżycia miałem wrażenie, że ni stąd, ni zowąd moje horyzonty myślowe niezwykle się zawęziły. Zacząłem oceniać moich przyjaciół w taki sam sposób, jak wcześniej psychiatrę i profesora antropologii. Za kogo się tak naprawdę uważałem, żeby stawiać się ponad innymi i ich oceniać?
Miałem olbrzymie poczucie winy. Osądziłem moich przyjaciół w takim duchu, którego wcześniej nie znałem. Co jednak uważałem za rzecz jeszcze gorszą, to stopniowe uświadamianie sobie, że jakby nie dość, iż ich oceniam, to jeszcze ich problemy, wzloty i upadki zaczynają mi się wydawać zdumiewająco banalne. Byłem tym samym człowiekiem; oni byli tymi samymi przyjaciółmi. Wcześniej wysłuchiwałem ich narzekań i opowiadań setki razy i nigdy nie miałem żadnych innych odczuć poza wrażeniem głębokiego utożsamienia się ze wszystkim, czego słucham. Zgroza, która mną owładnęła po uświadomieniu sobie mojego nowego stanu ducha, była potworna.

(...)

Poczułem palącą potrzebę towarzystwa don Juana. Zostawiłem wszystkie swoje sprawy w Los Angeles i wybrałem się w podróż do Sonory. Opowiedziałem don Juanowi o dziwnym nastroju, w który popadam w obecności moich przyjaciół. Z poczuciem nieczystego sumienia, pociągając nosem, przyznałem się, że zacząłem ich osądzać.
– Nie unoś się z powodu byle czego – powiedział mi chłodno don Juan. – Wiesz już, że dobiega końca cała epoka w twoim życiu, ale żadna epoka tak naprawdę się nie kończy, dopóki król nie umrze.
– Co chcesz przez to powiedzieć, don Juanie?
– To ty jesteś tym królem i jesteś dokładnie taki sam jak twoi przyjaciele. To jest ta prawda, która tobą trzęsie. Jedno, co możesz zrobić, to przyjąć to tak, jak jest, czego ty, oczywiście, nie potrafisz. Druga rzecz, którą możesz zrobić, to powiedzieć sobie: “To nie jestem ja, to nie jestem ja", i powtarzać to sobie w kółko. Zaręczam ci jednak, że przyjdzie taka chwila, kiedy zdasz sobie sprawę z tego, że to właśnie jesteś ty.


Cytat:
istnieje we wszechświecie pewna odwieczna siła, którą czarownicy starożytnego Meksyku nazywali mrocznym morzem świadomości (u buddystow "bezbarwne swiatlo pustki" - Boru). U szczytu swych możliwości postrzegania widzieli oni coś, co sprawiało, że trzęśli portkami, jeśli w ogóle coś takiego nosili. Widzieli, że mroczne morze świadomości jest odpowiedzialne nie tylko za świadomość organizmów, lecz również za świadomość istot, które organizmów nie posiadają.


Cytat:
Byłem uprzywilejowany – mówił dalej don Juan – gdyż miałem możność poznania i obcowania z dwoma naguala-mi. Na prośbę naguala Eliasa, nauczyciela naguala Juliana, mieszkałem z nim przez sześć lat. Można powiedzieć, że to on mnie wychowywał. Rzadki to był przywilej. Nie istniał lepszy sposób, żeby się nauczyć, kim naprawdę jest nagual. Nagual Elias i nagual Julian to byli mężczyźni o skrajnie odmiennych temperamentach. Nagual Elias był bardziej wyciszony i pogrążony w mroku swego milczenia. Nagual Julian był pompatyczny i gadał jak najęty. Sprawiał wrażenie, jakby żył tylko po to, by olśniewać kobiety. W jego życiu było tyle kobiet, że nie starczyłoby ci ochoty na liczenie. Pomimo to obaj byli zaskakująco podobni w tym, że nie mieli w sobie nic. Byli puści. Nagual Elias był żywym zbiorem zdumiewających, zapadających w pamięć opowieści o nikomu nie znanych miejscach. Nagual Julian był żywym zbiorem opowieści, które kładły na ziemię każdego w konwulsjach śmiechu. Zawsze, gdy próbowałem wytropić w nich człowieka, prawdziwego człowieka – tak jak potrafiłem wyodrębnić człowieka w moim ojcu i w każdym, kogo znałem – nie odnajdywałem niczego. W miejsce prawdziwej osoby, ukrytej w środku, była tylko garstka opowieści o nieznanych osobach. Obaj mężczyźni mieli swój własny styl, lecz rezultat był zawsze taki sam: pustka, i to pustka, która nie odzwierciedlała świata, lecz nieskończoność.


Cytat:
– Kiedy ci się wydawało, że śniło ci się, że udałeś się do umówionego miasteczka – ciągnął don Juan – tak naprawdę umieściłeś swój punkt połączenia bezpośrednio w określonym miejscu mrocznego morza świadomości, które zezwala na odbycie takiej podróży. Następnie mroczne morze świadomości wyposażyło cię we wszystko, co niezbędne do odbycia twojej podróży. Nie ma absolutnie żadnego sposobu świadomego wybrania sobie tego miejsca. Czarownicy mawiają, że wewnętrzna cisza sama go bezbłędnie wybiera. Proste, co?
Następnie tłumaczył mi problem wyboru. Powiedział, że dla wojowników w podróży wybór nie jest tak naprawdę aktem ich woli, a raczej aktem eleganckiego poddania się sugestiom nieskończoności.
– To nieskończoność wybiera – powiedział. – Sztuka wojownika w podróży polega na opanowaniu umiejętności podążania za najmniejszą nawet podpowiedzią; jest to sztuka poddania się każdemu nakazowi nieskończoności. Potrzeba do tego ogromnego męstwa, siły, a nade wszystko zaś trzeźwości umysłu. Te trzy czynniki razem wzięte dają w sumie właśnie elegancję!
Po chwili przerwy powróciłem do kwestii, która najbardziej mnie zaintrygowała.
– Ale to niewiarygodne, don Juanie, że faktycznie byłem w tamtym miasteczku, ciałem i duszą! – powiedziałem.
– To niewiarygodne, ale nie niemożliwe – odrzekł. – Wszechświat nie ma granic i doprawdy nie sposób ogarnąć umysłem wszystkich wchodzących w grę możliwości w całym jego bezkresie. Tak więc nie wpadaj w pułapkę aksjomatu “wierzę tylko w to, co widzę", bo jest to najgłupsze stanowisko, jakie tylko można przyjąć.
Wyjaśnienia don Juana były najzupełniej jasne. Brzmiały sensownie, choć nie wiedziałem, gdzie tego sensu szukać; z pewnością nie w mym codziennym świecie przyziemnych spraw. Wówczas don Juan z wielką pewnością w głosie oświadczył – czym wywołał we mnie dreszcz zaniepokojenia – że
czarownicy znają tylko jeden sposób przyswojenia sobie wszystkich tych informacji: trzeba je sprawdzić na własnej skórze, gdyż umysł nie jest w stanie wchłonąć tak ogromnego pobudzenia.
– Co mam zrobić, don Juanie? – zapytałem.
– Musisz świadomie wybierać się w podróże po mrocznym morzu świadomości – odparł – ale nigdy się nie dowiesz, jak się to robi. Powiedzmy, że robi to wewnętrzna cisza, podążając niepojętymi ścieżkami, których nie można ogarnąć, a jedynie się ich trzymać.
Kazał mi usiąść na moim łóżku i przyjąć pozycję, która sprzyjała nastaniu wewnętrznej ciszy. Zazwyczaj natychmiast po jej przyjęciu zasypiałem. Kiedy jednak byłem z don Juanem, jego obecność nie pozwalała mi zasnąć; zamiast tego osiągałem stan głębokiego, pełnego wyciszenia. Tym razem, po chwili ciszy, spostrzegłem, że idę. Don Juan mnie prowadził, trzymając za ramię.
Nie byliśmy już u niego w domu; spacerowaliśmy po miasteczku zamieszkałym przez Indian Yaqui, w którym nigdy jeszcze nie byłem. Wiedziałem, że to miasteczko istnieje naprawdę; niejednokrotnie byłem w pobliżu, ale wrogość zamieszkującej te okolice ludności zmuszała mnie do zawrócenia z drogi. Była to osada, do której wstęp był dla kogoś obcego rzeczą nieomal niemożliwą. Jedynymi ludźmi spoza plemienia Yaqui, którzy mogli swobodnie do niego przyjeżdżać, byli inspektorzy banku federalnego, a to za sprawą faktu, że bank kupował zboże od okolicznych farmerów. Nie kończące się negocjacje Indian Yaqui koncentrowały się wokół przydzielania im przez bank zaliczek w oparciu o ogólnikowe prognozy jakości nadchodzących zbiorów.
Od razu rozpoznałem miasteczko z opisów ludzi, którzy w nim byli. Moje zdumienie jeszcze wzrosło, gdy don Juan wyszeptał mi do ucha, że jesteśmy w tym właśnie miasteczku. Chciałem go zapytać, jak się tu dostaliśmy, ale nie mogłem wypowiedzieć ani jednego słowa. Dokoła nas kręciło się mnóstwo Indian kłócących się ze sobą; wydawało się, że w miasteczku wrze jak w ulu. Nie rozumiałem ani słowa z tego, co mówiono, ale w momencie, gdy sformułowałem tę myśl, rozjaśniło mi się w głowie. Odniosłem wrażenie, jakby scenę oświetliło dodatkowe światło. Wszystko nabrało ostrości i ładu i zacząłem rozumieć, co mówią Indianie, chociaż nie wiedziałem, jakim sposobem; nie znałem ich języka. Wyraźnie rozumiałem ich słowa, nie pojedynczo, ale w zbitkach, tak jakby mój umysł nabrał zdolności wychwytywania całych konstrukcji myślowych.
Szczerze przyznam, że przeżyłem tam największy szok w moim życiu, nie tyle dlatego, że rozumiałem, co oni mówią, ile z powodu treści ich rozmów. Ludzie ci byli rzeczywiście bardzo wojowniczy. Nie byli to absolutnie ludzie pokroju człowieka Zachodu. Ich wypowiedzi koncentrowały się na konflikcie, na prowadzeniu wojny, na strategii. Szacowali własne siły, potencjał bojowy, i ubolewali nad tym, że nie mają absolutnie żadnej możności wcielenia w życie swoich zamierzeń. Moje ciało przeszyła udręka ich niemocy. Najnowocześniejszej broni mogli przeciwstawić jedynie pałki i kamienie. Byli rozżaleni tym, że nie mają przywódców. Bardziej niż czegokolwiek innego na świecie pożądali pojawienia się na arenie jakiegoś charyzmatycznego wojownika, który by nimi wstrząsnął i zmobilizował do działania.
Nagle podniósł się cyniczny głos; jeden z Indian wyraził myśl, która najwyraźniej dobiła wszystkich zgromadzonych, nie wyłączając mnie samego; czułem się z nimi nierozerwalnie związany. Indianin powiedział, że zostaliśmy pokonani i nie ma dla nas żadnego ratunku, bo gdyby w którymś momencie jeden spośród nas siłą swej charyzmy wybił się ponad wszystkich i mobilizował resztę do walki, zostałby zdradzony z powodu zazdrości, zawiści i urażonej dumy pozostałych.
Chciałem powiedzieć coś don Juanowi o tym, co się dzieje, ale nie byłem w stanie wydobyć z siebie żadnego słowa. Tylko don Juan mógł mówić.
– Indianie Yaqui nie są wyjątkowi w swej małostkowości – powiedział mi do ucha. – W taki właśnie stan popadli ludzie, stan, który nie jest nawet charakterystyczny dla człowieka, bo został mu narzucony z zewnątrz.
Czułem, jak usta otwierają mi się i zamykają bezwolnie, gdy próbowałem desperacko zadać pytanie, które nawet nie przychodziło mi do głowy. Umysł miałem pusty, wypróżniony ze wszelkich myśli. Don Juan i ja znajdowaliśmy się w środku grupki ludzi, żaden z nich jednak jakby nas nie zauważył. Nie spostrzegłem żadnego ruchu, żadnej reakcji ani ukradkowego nawet spojrzenia, które mogłoby wskazywać na to, że zdawali sobie sprawę z naszej obecności.
W następnej chwili spostrzegłem, że jestem w jednym z meksykańskich miasteczek, wybudowanych na szlaku kolei; było oddalone o około dwa i pół kilometra na wschód od domu don Juana. Don Juan i ja staliśmy na środku ulicy przy banku państwowym. Zaraz potem ujrzałem bodaj najdziwniejszy widok, jaki kiedykolwiek dane mi było oglądać w świecie don Juana. Zobaczyłem energię w jej ruchu we wszechświecie, lecz nie zobaczyłem ludzi po postacią kulistych czy
prostokątnych bąbli energii. Ci, którzy mnie otaczali, byli w jednej chwili normalnymi ludźmi z powszedniego świata, w następnej zaś bardzo dziwnymi stworzeniami. Wyglądało to tak, jakby kula energii – normalny obraz człowieka – była przezroczysta, podobna do aureoli otaczającej przywodzący na myśl owada rdzeń. Rdzeń ów nie przypominał kształtem istoty z rzędu naczelnych. Nie było w nim żadnych części szkieletowych, tak więc nie widziałem tych ludzi tak, jak się ogląda zdjęcia rentgenowskie, na których widać kościec człowieka. Rdzeń tych ludzi stanowiły raczej figury geometryczne zbudowane z czegoś, co wyglądało jak bardzo gęsta wibracja materii. Rdzeń przypominał litery alfabetu – główny szkielet konstrukcji stanowiła duża litera “T". Przed nią zawieszona była gruba, odwrócona litera “L"; u podstawy pionowej kreski litery “T" znajdowała się grecka “delta", która sięgała niemal samego podłoża i stanowiła podporę całej konstrukcji. Na górze litery “T" dostrzegłem coś, co przypominało linę o średnicy może jednego cala; lina przebijała czubek świetlistej sfery, nadając mojej wizji wygląd gigantycznego paciorka, ciężkiego klejnotu, wiszącego sobie swobodnie na łańcuszku.
Kiedyś don Juan opisał mi metaforycznie energetyczną unię łączącą wiązki istot ludzkich. Powiedział mi wówczas, że czarownicy starożytnego Meksyku opisywali te wiązki jako zasłonę wykonaną z paciorków nanizanych na sznurek. Brałem ten opis dosłownie i sądziłem, że sznurek ten przechodzi przez skupisko pól energii, z których składa się człowiek, od samej góry do dołu. Ów łączący sznurek, który widziałem, bardziej nadawał okrągłej konfiguracji pól energetycznych człowieka wygląd wisiorka. Nie widziałem jednak żadnej innej istoty, która byłaby nanizana na ten sam sznurek. Wszystkie istoty, które widziałem, były istotami o geometrycznym układzie z niby-liną w górnej części sferycznej aureoli. Ta lina uparcie przywodziła mi na myśl kanciaste zygzaki, jakie niektórzy z nas widzą, gdy zmrużą powieki.
Don Juan i ja przeszliśmy miasteczko od jednego jego końca do drugiego i widziałem dosłownie dziesiątki istot o takim geometrycznym układzie. Moja zdolność widzenia ich była niezwykle rozchwiana. Przez chwilę je widziałem, po czym traciłem wizję i miałem przed sobą zwykłych ludzi.
Moje siły szybko się wyczerpały i mogłem dostrzec już tylko ludzi w ich zwykłej postaci. Don Juan powiedział, że czas wracać do domu i po raz kolejny coś we mnie zatraciło zazwyczaj dobre poczucie ciągłości. Znalazłem się w domu don Juana, nie mając najmniejszego pojęcia, w jaki sposób pokonałem drogę dzielącą miasteczko od jego domu. Położyłem się na łóżku i usilnie starałem się sobie przypomnieć, co się wydarzyło, przywołać z pamięci jakieś wspomnienie, badając najgłębsze pokłady mojej świadomości w poszukiwaniu jakiejś wskazówki, w jaki sposób dostałem się do tamtego indiańskiego miasteczka i miasteczka przy stacji kolejowej. Nie wierzyłem, że mógł to być sen, gdyż sceny były tak szczegółowe, że nie mogły być nierealne; pomimo to w żaden sposób nie mogły być jednak rzeczywiste.
– Tracisz tylko czas – odezwał się don Juan ze śmiechem. – Gwarantuję ci, że nigdy nie będziesz wiedział, jak się dostaliśmy z domu do miasteczka Indian, z miasteczka Indian do miasteczka przy stacji i z miasteczka przy stacji do domu. Ciągłość czasu została przerwana. Tak właśnie działa wewnętrzna cisza.
Cierpliwie mi tłumaczył, że przerwanie owego strumienia ciągłości, który umożliwia nam zrozumienie świata, to właśnie zasługa magii. Powiedział, że tego dnia podróżowałem po mrocznym morzu świadomości i widziałem ludzi takimi, jacy są, pochłonięci ludzkimi sprawami. A potem widziałem sznur energii, który łączy ludzi ze sobą w określone linie.
Don Juan bez przerwy mi powtarzał, że uczestniczyłem w czymś wyjątkowym i niewytłumaczalnym. Rozumiałem, co mówili Indianie, choć nie znam ich języka, i widziałem sznur energii, który łączy istoty ludzkie z pewnymi innymi istotami; zwróciłem też na te aspekty uwagę poprzez akt zamierzenia. Podkreślał, że moje zamierzenie nie było czymś świadomym ani wolicjonalnym; zamierzenie miało swój początek na głęboko ukrytym poziomie, a kierowała nim konieczność. Odczuwałem potrzebę uzmysłowienia sobie pewnych możliwości związanych z podróżowaniem po mrocznym morzu świadomości i moja wewnętrzna cisza pokierowała intencją – odwieczną siłą wszechświata – tak, by mogło się stać tej potrzebie zadość.


Cytat:
– Czy takie istoty nieorganiczne żyją tak samo jak my? zapytałem.
– Jeżeli uważasz, że życie oznacza świadomość, to w takim razie tak, żyją – odparł. – Przypuszczam, że trafnym byłoby stwierdzenie, iż jeśli życie można mierzyć intensywnością, przenikliwością, trwaniem takiej świadomości, wówczas – zupełnie szczerze – istoty takie są bardziej żywe niż ty i ja.
– Czy takie istoty nieorganiczne umierają, don Juanie? – zapytałem.
Don Juan chichotał przez chwilę, nim mi odpowiedział.
– Jeśli śmiercią nazywasz koniec świadomości – tak, umierają. Ich świadomość się kończy. Ich śmierć nieco przypomina śmierć człowieka, a jednocześnie jest inna, ponieważ śmierć człowieka kryje w sobie pewną dodatkową opcję. To trochę jak klauzula w dokumencie prawnym, klauzula napisana tak małymi literkami, że ledwie dostrzegalna. Musisz wziąć szkło powiększające, żeby się doczytać, a jednak to właśnie ta klauzula jest najważniejszą częścią dokumentu.
– Co to za ukryta opcja, don Juanie?
– Ukryta opcja śmierci dotyczy wyłącznie czarowników. O ile mi wiadomo, są oni jedynymi ludźmi, którzy przeczytali tę drobno drukowaną klauzulę. Dla nich opcja ta ma bezpośrednie, praktyczne zastosowanie. Dla przeciętnego człowieka śmierć oznacza koniec jego świadomości, koniec jego organizmu. Dla istot nieorganicznych śmierć oznacza to samo: koniec ich świadomości. W obu przypadkach wynikiem śmierci jest akt wessania do mrocznego morza świadomości. Indywidualna
świadomość, naładowana doświadczeniami całego życia, przekracza własne granice i pod postacią energii rozlewa się po mrocznym morzu świadomości.
– Ale co to za ukryta opcja śmierci, na którą decydują się jedynie czarownicy, don Juanie? – zapytałem.
– Dla czarowników śmierć jest czynnikiem jednoczącym. Zamiast dezintegrować organizm, jak to zazwyczaj bywa, śmierć go jednoczy.
– Jak śmierć może cokolwiek jednoczyć? – zaoponowałem.
– Dla czarownika – odrzekł – śmierć kończy panowanie indywidualnych nastrojów ciała. Dawni czarownicy wierzyli, że to właśnie władza różnych części ciała dyktuje nastroje i reakcje całego organizmu; części, które przestają funkcjonować poprawnie, powodują w reszcie ciała chaos, jak na przykład wówczas, gdy robi ci się niedobrze po zjedzeniu jakiegoś świństwa. W takim przypadku nastrój twojego żołądka odbija się na stanie całości. Śmierć eliminuje takie samowładztwo poszczególnych części ciała. Jednoczy ich świadomość, tworząc jedną, zwartą całość.
– Chcesz przez to powiedzieć, że po śmierci czarownicy ciągle mają świadomość? – zapytałem.
– Dla czarowników śmierć jest aktem zjednoczenia, który nie pozostawia im ani krzty energii. Ty wyobrażasz sobie śmierć jako leżącego trupa, ciało, które zaczyna się rozkładać. Dla czarowników, w chwili gdy zachodzi akt zjednoczenia, nie ma żadnego trupa. Nie ma żadnego rozkładu. Absolutnie całe ciało czarownika zostaje przekształcone w energię – energię obdarzoną świadomością, która nie jest podzielona na części. Granice ustanowione przez organizm, granice, które zostają złamane przez śmierć, w przypadku czarowników ciągle funkcjonują, choć nie są już widoczne gołym okiem.
Wiem, że umierasz z ciekawości i chciałbyś mnie zapytać – mówił dalej z szerokim uśmiechem – czy to, co ci opisuję, to dusza, która idzie do piekła albo do nieba. Nie, to nie jest dusza. To, co się dzieje z czarownikiem, gdy zdecyduje się na ową ukrytą opcję śmierci, to przemiana w istotę nieorganiczną, niezwykle wyspecjalizowaną, obdarzoną zawrotną prędkością istotę nieorganiczną, zdolną do niewiarygodnych wyczynów w zakresie postrzegania. Wówczas czarownicy przechodzą w stan, który szamani starożytnego Meksyku nazywali ostateczną podróżą. Wówczas to polem ich działania staje się nieskończoność.
– Chcesz przez to powiedzieć, don Juanie, że stają się nieśmiertelni?
– Mój trzeźwy umysł czarownika mówi mi – odrzekł – że ich świadomość kiedyś się skończy tak samo, jak kończy się świadomość istot nieorganicznych, lecz ja nigdy czegoś takiego nie widziałem. Nie mam na ten temat żadnych wiadomości z pierwszej ręki. Dawni czarownicy byli przekonani, że świadomość właściwa istotom nieorganicznym będzie trwać tak długo, jak długo będzie żyć Ziemia. Ziemia jest ich matrycą. Dopóki istnieje, dopóty świadomość istot nieorganicznych się nie kończy. Moim zdaniem jest to najrozsądniejsza odpowiedź na twoje pytanie.

Boru - 29 Luty 2012, 13:42

Czestotliwosci wymiarowe.
Boru - 1 Marzec 2012, 14:22

Cytat:
falsz: czlowiek ma cialo i cos co jest niesmiertelne i nie jest cialem, musi wiec opuscic to cialo jak stary bezuzyteczny pojazd i zdjednoczyc sie ze "zrodlem".

prawda: czlowiek jest niesmiertelny i wieczny, jednak to co uwaza za cialo i dusze jest w rzeczywistosci zludzeniem i bierze sie z iluzorycznego podzialu. Kiedy nie ma podzialu, cialo znika i okazuje sie czystym duchem.


To jest klasyczny przyklad tego, jak bardzo cienka jest granica pomiedzy prawdziwym wyzwoleniem, a jego matrixowym odpowiednikiem.
Czlowiek nie jest cialem - taki jest wspolny punkt i jest to prawda, ale mowiac o opuszczeniu ciala jako o pozostawieniu bezuzytecznego i tylko ograniczajacego kombinezonu, czyni sie z ciala cos realnego (a nie jest realne), bo nie mozna opuscic czegos, czego nie ma i jest tylko bledna projekcja myslowa. Kiedy znika chcace uwolnienia od ciala "ja", znika i samo cialo, bo to wlasnie "ja" jest tym co je tworzy.

Boru - 1 Marzec 2012, 15:10

Cytat:
Widziano nas jako dziwne stwory plywajace w purpurowej mgle , podlaczone do jakby "sznurow", ktore wstrzykiwaly nam substancje odzywcze


Stad tez okreslenie "bujac w oblokach" :P a krolowie i kaplani ubieraja sie w purpure, bo to mocno hipnotyzuje. Motyw purpury i purpurowych mgiel czesto pojawia sie np. w muzyce (deep purple, pink floyd, king crimson itd. itp.)

Ten utwor dobrze oddaje klimat naszego wczesniejszego "zwierzecego" zycia.

Boru - 1 Marzec 2012, 15:13

uzytkownik "redmuluc" z innego forum napisał/a:
każda forma "eugeniki" oparta na tworzeniu ludzi "Rasy Panów" jest skazana na niepowodzenie. Po prostu "szczute" DNA poddawane wszelkim formom stresu, agresji, depresji, czy innych wszelkich patologi ulega fizycznej degradacji. Stworzenie "nadludzi" metodami nazistów" po prostu jest niemożliwe nie znając tych zasad działania. Nawet jeśli się uda im metodą połączeń stworzyć formę aryjską...jej DNA ulega trwałym uszkodzeniom, rozpada się, koleje dzieci w następnych pokoleniach rodzą się z uszkodzeniami wrodzonymi. To są naukowe fakty. Idealne środowisko rozwoju dla "utrzymania wysokiej jakości" DNA które jest dynamiczne i dynamicznie reaguje na środowisko to środowisko oparte na...miłości, błogości...wolności... tego typu bodźce wywołują prawidłowe kaskady fal harmonicznych serca które programuje DNA. Tak jest, serce i emocje programują DNA nie eugenika. Wychowanie dziecka bez miłości daje takie same efekty...jego DNA już za jego życia z wiekiem (negatywnymi tarumami) ulega degeneracji do tego stopnia że jego dzieci mogą rodzić się już z uszkodzeniami. Tak to zostało wymyślone sprytnie przez naturę (lub nie Mruga )

Mogę wdawać się w więcej szczegółów, ale wnioski końcowe są dosyć proste, Rasa Panów idealnych genetycznie nie może istnieć w terrorze, jest to fizycznie niemożliwe. Tylko jedna droga jak widzicie, druga prowadzi ZAWSZE do upadku. Wszelkie eksperymenty genetyczne na uzyskanie jakiegoś "wzorca" nie utrzymają się na dłużą metę. To taka sprytna pułapka bo DNA reaguje natychmiastowym "splataniem".
Eugenika to tylko usprawiedliwienie dla ludobójstwa, współczesna medycyna oparta na nazistowskiej eugenice nie odnosi sukcesów...o ile nie wymorduje jakiejś populacji...to walka bez końca , pułapka bez wyjścia, chcą wyeliminować uszkodzenia...genetyczne a tu ciągle powstają nowe...To tak nie działa.


Cytat:
Dalej reasumując całość problemu, przez te wszystkie lata zauważyłem jeden ciekawy proces. Dotyczy on tzw "obietnic wielkości". Jeżeli to ktoś czyta z fanatyków nazizmu z ich obsesją aryjskiej rasy nadludzi.
Prawda dotycząca tego czym jest nadczłowiek jest zupełnie inna niż WAM się wydaje. To paradoks, bo im ktoś chce być wyżej rozwinięty, inteligentniejszy, posiadać większą wiedzę tym bardziej staje się NIEZALEŻNY. Przestaje być częścią systemu a staje się coraz bardziej potężniejszą jednostką która w coraz większym zakresie stanowi o swoim losie...taka osoba ...przestaje słuchać ROZKAZÓW, jedyne wyjście to stworzyć Aryjską Rasę Nadludzi - jako tępaków... :D i bo tylko wtedy będziecie mieć nad nimi kontrolę. Ale to wtedy już żaden PAN tylko debil...ładny ale debil... przyszłość nazizmu...Czwarta Rzesza...z KIM ? Owszem można to osiągnąć uzyskać kontrolę ...ale jak ? MK-Ultra ? bo tylko tak się da utrzymać ten system.

Metody genetyczne jak udowodniono są skazane na porażkę,
cały wysiłek Lebensbornu i tak jest skazany na całkowite fiasko...o czym doskonale pewnie wiedzą, jedyne wyjście to tryb pasożyta. Czyli porywanie dzieci, przygotowanie ich traumatycznymi metodami MK-Ultra czy Monarcha, ale tworzą w tej sposób tylko i wyłącznie socjopatów na pozycje władzy..co raczej nie było na rękę starym rodzinom królewskim z linii sumeryjskiej wygenerowanej przez pierwotne manipulacje. Za każdym razem teoria rasy panów nie ma racji bytu. Na pozycjach władzy nic się nie zmieniło bo ci ludzi mają cholerną obsesję na punkcie czystości krwi i mają gdzieś eugenikę, warto to zapamiętać. Te linie rodowe nigdy by nie oddały władzy w inne ręce.

Moim zdaniem jak na dłoni widać tutaj oszustwo, te istoty które obiecały Hitlerowi władzę ... chcąc ustanowić Rasę Panów ...one wiedziały doskonale że metody genetyczne nie wypaliły dawno dawno temu. Asymilacji uległo jedynie 5 max 10 % genów w wyjątkowych wypadkach aby stworzyć skuteczną hybrydę. Nie udało się bo ludzka genetyka okazała się silniejsza. Odebrano nam zdolności umysłowe, one wracają teraz, odebrano nam długie życie, to już trudniejsze ale wiemy jak żyć długo w zdrowiu i bez chorób a nasza średnia długość życia nawet przy takim ograniczeniu jest dla nich poważnym zagrożeniem. Mamy mechanizmy których oni nigdy nie będą mieli...jedyne co mogą zrobić to pasożytować niczym wampiry...Dumna Nieśmiertelna Rasa ...pasożytów narkomanów...jedyne co osiągnęli to bycie ćpunami... Innego typu oczywiście ale to nadal wymaga dostaw krwi, hormonów itp Tak jest na całym świecie okaleczenia ludzi i bydła. To już jest tylko eksploatacja...nie powstanie nowej rasy doskonalszych istot ...ale pasożytowanie. Tym się stali.

Owszem ostatni zryw miał na celu jedynie odtworzenie bardziej wydajnych "nośników" krwi bo pasożytujące rasy wężowe są uzależnione od rasy białej, niebieskookiej o jasnych włosach. To dla nich idealna ofiara...i nie chodziło o Nową Rasę Panów. Aktualnie plan nie wypalił i utworzono jedynie doskonalszy system pasożytowania. Podkreślam jeszcze ras idealna ofiara wśród współczesnych elit w satanistycznych rytuałach to typ nordycki wysoki o niebieskich oczach oraz blond włosach. Skąd ta nagła odmiana ? a może jej nigdy nie było ?

ZAWSZE grupa kontrolujących niewidzialnych istot wciska ludziom kit że są narodem wybranym...podkreślenie czyjejś wyjątkowości to pierwszy krok do kontroli. Najpierw Jahwe z narodem żydowskim... Hitler ze swoją Rasą Panów...Illuminati teraz... ze swoją obsesją władzy nad światem kontynuują dzieło. zasoby zostały przesunięte do USA może i Riese i innych obiektów nie ukończono ale ukończono znacznie więcej i znacznie bardziej potężniejszych podziemnych baz na całym świecie. Obozy koncentracyjne buduje się nadal na wzór niemieckich obozów zagłady a nazywają się REX'84...gra się jeszcze nie skończyła.


Co do ludzi zmieniajacych sie w gady ;) I tego, ze kazdy moze sie takim gadem stac:

Cytat:
Z moich badań wynika że nie jest to wynik eugeniki ale aktywacji ukrytej puli genetycznej gadziego pochodzenia, wykonuje się to poprzez rytuały takie jak np Czaszki i Piszczeli lub poprzez tortury i deprywacje sensoryczną. u osób uczestniczących w programach MK-ULTRA też aktywują sie tego typu oczy. To nie wynik eugeniki ale genetyki, włączania i wyłączania uśpionych genów. Tacy ludzie istnieli od dawna gdzie nikt nie słyszał o eugenice. Jak działa ten mechanizm ? Bruce Lipton - Umysł Ponad Materią, konkretnie...sygnał - informacja włącza i wyłącza geny.Klucz informacyjny zawarty w słowach które są kodem magnetycznym dla serca które jest programatorem DNA.
Ktoś wie jak programować, wie jak to włączyć lub wyłączyć. Wiemy że podstawą tego są emocje negatywne, kiedy pojawia się ekscytacja zabijaniem, wojną, czymś złym, wtedy zmieniają sie rysy twarzy i następuję włączenie sekwencji.


To juz wklejalem, ale jeszcze raz dla przypomnienia:

Cytat:
Splatanie DNA, może przybrać (wg. Wintera) kształt toroidalny przypominający pierścień. Staje się tak na skutek implozji ładunku elektrycznego, która prowadzi do "rozpalenia ognia w sercu". Przeżywana przez człowieka błogość tworzy płynącą z serca falę fononową - harmonijny, spójny (coherent) dźwięk, który na zasadzie piezoelektrycznej działa na DNA jak zaklinacz węży. Dźwięk ten programuje DNA, splatając je aż do momentu, w którym (dzięki spójności dźwięku płynącego z serca) DNA staje się toroidalne. Wówczas imploduje ono, wciągając coraz więcej energii OGNIA "osadzając się" czy też "zagnieżdżając" w coraz dłuższych falach plazmowych istniejących w otoczeniu człowieka, aż po jedność z całym wszechświatem... Osadzanie to jest możliwe dzięki fraktalnej budowie rzeczywistości, w której żyjemy. Miłość, czysta intencja i błogość w naszym sercu generują fale o charakterystyce odpowiadającej złotemu podziałowi, który harmonijnie spaja cały wszechświat. Osadzanie się tych fal w otoczeniu wymaga jednak istnienia fraktalnego w sensie elektrycznym otoczenia, które jest niestety zaburzane przez różnego rodzaju urządzenia oparte na szkodliwych dla naszego zdrowia częstotliwościach falowych - od przysłowiowego komputera, telewizora i telefonu komórkowego, poprzez linie przesyłowe wysokiego napięcia, stacje nadawcze ziejące elektrosmogiem aż po same materiały z których wykonane jest środowisko naszego życia.

Czy dzięki uzyskaniu toroidalnego DNA stają się możliwe szamańskie podróże w czasie i przestrzeni? Czy człowiek staje się wówczas Władcą Pierścieni? Dan Winter na oba pytania odpowiada twierdząco...


Ilustracja do powyzszych fragmentow :lol:

Boru - 1 Marzec 2012, 23:57

Carlos Castaneda napisał/a:
Przyznałem don Juanowi rację; moje narzekania były skrajnie małostkowe. Tyle wiedziałem sam. Powiedziałem mu, że codziennie staję w obliczu zdarzeń, które obniżają moje morale, osłabiając niezłomność mojej woli, i że czuję się zażenowany, kiedy muszę mu relacjonować zajścia, które wywierają na mnie tak wielką presję.
– Dalejże! – zaczął mnie dopingować. – Gadaj mi tu zaraz! Nie miej przede mną żadnych tajemnic. Jestem niczym pusta rura. Cokolwiek mi powiesz, zostanie wyrzucone w nieskończoność.
– Mam jedynie żałosne skargi – powiedziałem. – Jestem dokładnie taki sam jak wszyscy ludzie, których znam. Nie sposób z żadnym z nich rozmawiać i nie usłyszeć jakiejś wprost czy oględnie wyrażonej skargi.
Opisałem don Juanowi, jak w nawet najprostszych dialogach moim znajomym udaje się przemycić nie kończące się pretensje, jak w tej przykładowej rozmowie:
– Jak tam sprawy, Jim?
– A świetnie, Cal, świetnie. – Po czym następuje długa cisza. Czuję się zmuszony zapytać:
– Coś nie tak, Jim?
– Nie! Wszystko w porządku. Mam mały problem z Melem, ale wiesz, jaki on jest – samolubny sk****el. Ale przyjaciół trzeba brać takimi, jakimi są, no nie? Pewnie, że mógłby nieco bardziej zważać na innych. Ale co, k***a, zrobisz. Jest, jaki jest. Zawsze zwala wszystko na ciebie – jak ci się nie podoba, to spadaj. Zachowywał się tak już wtedy, kiedy mieliśmy po dwanaście lat, więc tak naprawdę to moja wina. Ale dlaczego, k***a, ma mi się to podobać?
– No tak, Jim, masz rację; Mel to bardzo trudny gość. Taaak.
– A skoro już mówimy o sk****elach, ty wcale nie jesteś lepszy od Mela, Cal. Nigdy nie można na tobie polegać. I tak dalej. Inny klasyczny dialog:
– Jak się masz Alex? Jak tam pożycie małżeńskie?
– Stary, po prostu rewelacyjnie. Po raz pierwszy w życiu jem we właściwych godzinach, posiłki w domu, a ja nie tyję. Nie mam nic innego do roboty poza oglądaniem telewizji. Kiedyś się wychodziło z wami całą paczką, ale teraz nie mogę. Teresa mnie nie puszcza. Pewnie, że mógłbym jej kazać się odp*****lić, ale nie chcę jej urazić. Jestem zadowolony, ale czuję się beznadziejnie.
A Alex był najbardziej beznadziejnym z beznadziejnych gości, zanim jeszcze się ożenił. Jego klasyczny dowcip, którym częstował znajomych za każdym razem, gdy się gdzieś spotkaliśmy, rozpoczynał się od słów:
– Chodźcie, chłopaki, przedstawię was mojej panience. Ubaw miał po pachy, widząc nasz ogromny zawód, gdy w samochodzie znajdywaliśmy jego sukę. Przedstawiał swoją “panienkę" wszystkim dookoła. Kiedy wreszcie ożenił się z Teresą, biegaczką długodystansową, byliśmy zaszokowani. Poznali się na maratonie, kiedy Alex zasłabł. Było to w górach i Teresa musiała go ocucić za wszelką cenę, nasikała mu więc na twarz. Od tamtej pory Alex był jej niewolnikiem. Teresa naznaczyła swoje terytorium. Przyjaciele zaczęli go nazywać jej “zaszczanym niewolnikiem". Uważali Teresę za prawdziwą heterę, która przerobiła dziwaka Alexa na swojego tucznika.
Don Juan i ja śmialiśmy się przez chwilę. Potem spojrzał na mnie z poważnym wyrazem twarzy.
– Takie są właśnie upadki i wzloty powszedniego życia – powiedział. – Wygrywasz i przegrywasz, i nie wiesz, kiedy wygrywasz, a kiedy przegrywasz. Taka jest cena, którą się płaci za życie rządzone przez autorefleksję. Nie mam ci nic do powiedzenia i ty nie masz sobie nic do powiedzenia. Mogę ci jedynie doradzić, żebyś się nie czuł winny dlatego, że jesteś dupa, ale usilnie się starał zakończyć panowanie autorefleksji. Wracaj do szkoły. Jeszcze się nie poddawaj.


Cytat:
– Jak ci już wielokrotnie mówiłem – odezwał się don Juan, gwałtownie wyrywając mnie ze stanu koncentracji – w życiu każdego czarownika, którego znam – mężczyzny czy kobiety – prędzej czy później nadchodzi moment załamania.
– Czy to oznacza załamanie nerwowe albo coś podobnego? – zapytałem.
– Nie, nie – odrzekł ze śmiechem. – Załamania nerwowe są dla osób, które sobie folgują. Czarownicy nie są osobami. Miałem na myśli to, że w pewnym momencie ciągłość ich życia musi się załamać, by mogła zapanować wewnętrzna cisza i stać się aktywną częścią ich struktury.
To bardzo, bardzo ważne – ciągnął don Juan – byś sam, rozmyślnie, osiągnął taki właśnie punkt załamania, czyli sam go sztucznie, inteligentnie wytworzył.
– Jak mam to rozumieć, don Juanie? – spytałem, gubiąc się nieco w jego intrygującym rozumowaniu.
– Twój punkt załamania – odrzekł – oznacza przerwanie ciągłości znanego ci do tej pory życia. Wypełniłeś wszystkie moje polecenia, sumiennie i dokładnie. Jeżeli masz talent, nie pokazujesz go po sobie. Taki jest chyba twój styl. Nie jesteś powolny, ale zachowujesz się tak, jakbyś był. Jesteś bardzo pewny siebie, ale zachowujesz się tak, jakbyś był niepewny. Nie jesteś zahukany, a jednak zachowujesz się tak, jakbyś się bał ludzi. Wszystko, co robisz, wskazuje na jedną jedyną rzecz: musisz to wszystko przełamać, bez litości.
– Ale w jaki sposób, don Juanie? Co ci chodzi po głowie? – zapytałem niezwykle rozgorączkowany.
– Wydaje mi się, że wszystko sprowadza się do jednego – odparł. – Musisz zostawić swoich przyjaciół. Musisz się z nimi pożegnać, na zawsze. Jest niemożliwością, byś mógł dalej kroczyć ścieżką wojownika, niosąc ze sobą swą osobistą historię, i dopóki nie przerwiesz swojego dotychczasowego trybu życia, dopóty nie będę w stanie udzielić ci dalszych instrukcji.
– Zaraz, zaraz, chwileczkę, don Juanie – powiedziałem. – Stanowczo się nie zgadzam. Wymagasz ode mnie zbyt wiele. Jeśli mam być z tobą szczery, nie sądzę, żebym mógł to zrobić. Moi przyjaciele to moja rodzina, to mój punkt odniesienia.
– Dokładnie, dokładnie – skomentował. – To twój punkt odniesienia. Dlatego też musi zniknąć z twojego życia. Czarownicy mają tylko jeden punkt odniesienia: nieskończoność.
– Ale jak to sobie wyobrażasz, don Juanie? – spytałem błagalnym głosem. Jego polecenie doprowadzało mnie do szaleństwa.
– Musisz po prostu wyjechać – odrzekł rzeczowo. – Zostaw ich w jakikolwiek sposób.
– Ale dokąd mam się udać? – zapytałem.
– Zalecałbym, byś wynajął sobie pokój w jednym z tych obskurnych hotelików, które znasz – powiedział. – Im podlejszy, tym lepszy. Jeżeli w pokoju będziesz miał szarozielony dywan, szarozielone zasłony i szarozielone ściany, tym lepiej; niech będzie miejsce podobne do tamtego hotelu, który pokazałem ci kiedyś w Los Angeles.
Zaśmiałem się nerwowo, gdy przypomniałem sobie, jak pewnego razu przejeżdżaliśmy z don Juanem samochodem przez przemysłową dzielnicę Los Angeles, gdzie mieściły się jedynie magazyny i zdewastowane hotele dla przejezdnych. Szczególnie jeden z nich przykuł uwagę don Juana swą napuszoną nazwą: “Edward Siódmy". Zatrzymaliśmy się na chwilę na ulicy, by mu się przyjrzeć.
– Ten hotel po drugiej stronie – powiedział don Juan, wskazując na niego –jest dla mnie prawdziwym obrazem życia przeciętnego człowieka na Ziemi. Jeśli masz szczęście albo nie masz skrupułów, dostajesz pokój z widokiem na ulicę, gdzie widzisz nie kończący się pochód ludzkiej nędzy. Jeśli nie masz tyle szczęścia albo masz skrupuły, dostajesz pokój od wewnętrznej strony, z oknami wychodzącymi na ścianę kolejnego budynku. Pomyśl sobie, co to musi być za życie, rozdarte pomiędzy tymi dwoma widokami, kiedy zmęczony wyglądaniem przez okno zazdrościsz innym widoku na ulicę, jeśli mieszkasz od wewnętrznej strony, i widoku na ścianę innego budynku, jeśli mieszkasz od strony zewnętrznej.
Metafora don Juana niezwykle mnie zbulwersowała, gdyż dobrze ją pojąłem.
Teraz zaś, gdy stanąłem przed ewentualnością wynajęcia pokoju w hotelu pokroju “Edwarda Siódmego", nie wiedziałem, co powiedzieć ani od czego zacząć.
– Co ja mam tam robić, don Juanie? – zapytałem.
– Czarownik wykorzystuje podobne miejsce do tego, by umrzeć – odrzekł, wpatrując się we mnie bez mrugnięcia okiem. – Nigdy w swoim życiu nie byłeś sam. Teraz nadszedł na to czas. Zostaniesz w tym pokoju tak długo, aż umrzesz.
Jego polecenie mnie przeraziło; jednocześnie zachciało mi się śmiać.
– Nie żebym chciał to zrobić, don Juanie – powiedziałem – ale jakie byłyby kryteria oceny, czy już jestem martwy? Jeśli nie chcesz, oczywiście, bym umarł tam naprawdę.
– Nie – powiedział – nie chcę, abyś umarł tam naprawdę. Chcę, abyś umarł jako osoba. To dwie różne sprawy. W gruncie rzeczy twoja osoba ma bardzo niewiele wspólnego z twoim ciałem. Twoja osoba to twój umysł, a twój umysł – możesz mi wierzyć – twój umysł nie należy do ciebie.
– Co to za bzdury, don Juanie? Jak to mój umysł nie należy do mnie? – usłyszałem własny głos, w którym pobrzmiewało nerwowe drżenie.
– Kiedyś ci o tym opowiem – odrzekł – ale nie teraz, gdy otacza cię pierścień przyjaciół.
Kryterium, które pozwala ocenić – ciągnął – że czarownik umarł, jest to, że jest mu najzupełniej obojętne, czy jest w czyimś towarzystwie, czy też jest sam. Dzień, w którym przestaniesz pożądać towarzystwa przyjaciół, których wykorzystywałeś jako tarcz, będzie tym dniem, w którym umrzesz jako osoba. Co ty na to? Wchodzisz w tę zabawę?

Boru - 2 Marzec 2012, 13:28

Ksiazki Castanedy uwazam za jedno z lepszych zrodel wiedzy duchowej z tego wzgledu, ze wokol tych wszystkich nauk i historii tam zawartych unosi sie jakby klimat absurdu czego brakuje wielu innym autorom, ktorzy zanieczyszczaja przekaz wielkich duchowych nauczycieli poprzez swoje religijne uwielbienie i sztywnosc. Swiadczy to o poczuciu wlasnej waznosci, ktorej prawdziwy "czarownik" czy "oswiecony" jest pozbawiony.

Eckhart Tolle napisał/a:
Prócz wspomnianego już snu bez marzeń jest jeszcze jed­na brama, w którą wchodzimy mimowolnie. Otwiera się na krót­ko, w chwili fizycznej śmierci. Nawet jeśli przegapisz wszyst­kie w życiu okazje duchowego urzeczywistnienia, ostatnia brama stanie przed tobą otworem tuż po śmierci fizycznego ciała. Istnieją niezliczone relacje ludzi, którzy ujrzeli ją w świet­listej wizji, a potem wrócili, bogatsi o doświadczenie, potocz­nie zwane bliskim spotkaniem ze śmiercią. Wielu z nich wspomi­nało, że doznawali wtedy błogiego spokoju i głębokiej równo­wagi. W Tybetańskiej Księdze Umarłych przeżycie to określa się mianem „świetlistej wspaniałości bezbarwnego światła Pustki", która - jak stwierdza owa księga - jest „twoją własną prawdziwą jaźnią". Brama ta otwiera się jedynie na krótką chwi­lę i jeśli za życia nigdy nie spotkałeś się z wymiarem Nieprzejawionego, zapewne przeoczysz ten moment. Większość ludzi nosi w sobie zbyt wiele zastarzałego oporu i lęku, zanadto przy­wiązana jest do doznań zmysłowych i utożsamiona ze światem przejawionym. Na widok tej ostatniej bramy odwracają się więc ze zgrozą i tracą świadomość. To, co im się później przyda­rza, w większości nie zależy od ich woli i następuje automa­tycznie. W końcu czeka ich powtórka narodzin i śmierci. Za mało byli jeszcze obecni, żeby osiągnąć świadomą nieśmier­telność.


Castaneda opisal swoje doswiadczenie z ta brama w ten sposob:

Cytat:
Silvio Manuel przeszedł przez most, a za nim, nie obdarzając mnie ani jednym spojrzeniem, ruszył Eligio. Trzymałem sześcioro uczniów zbitych w ciasną grupę na północnym krańcu mostu. Wszyscy byli przerażeni. Wyrwali się z moich objęć i rozbiegli w różnych kierunkach. Udało mi się pochwycić trzy kobiety i po kolei doprowadzić je do Silvia Manuela, który zatrzymał je przy wejściu do szczeliny między światami. Trzej mężczyźni byli dla mnie za szybcy. Nie miałem siły ich gonić.
Spojrzałem na don Juana, szukając wskazówek. Stał po drugiej stronie mostu wraz z resztą swojej grupy i kobietą Nagualem. Wszyscy oni patrzyli na mnie, śmiejąc się z moich niezdarnych wysiłków, i gestami nakazywali mi łapać uciekinierów. Don Juan ruchem głowy pokazał, bym zignorował trzech mężczyzn i razem z la Gordą podszedł do Silvia Manuela.
We dwójkę przeszliśmy na drugą stronę. Silvio Manuel i Eligio stali w takich pozach, jakby przytrzymywali z dwóch stron pionową szczelinę wysokości człowieka. Kobiety podbiegły do nas i schowały się za la Gordę. Silvio Manuel kazał nam wszystkim wejść w szczelinę; tylko ja go posłuchałem. Za wejściem nie było nic, ale przestrzeń była po brzegi wypełniona tym czymś, co stanowiło esencję nicości. Miałem otwarte oczy i wyostrzone wszystkie zmysły. Usiłowałem dostrzec coś przed sobą. Nic tam jednak nie było, albo, jeśli było, to nie byłem w stanie tego zauważyć. Moje zmysły nie potrafiły wyróżnić żadnych znajomych jednostek znaczeniowych. Wszystko docierało do mnie jednocześnie, czy też raczej nicość docierała do mnie w stopniu, jakiego nigdy nie doświadczałem ani wcześniej, ani później. Czułem, że coś rozdziera moje ciało. Jakaś siła z mojego wnętrza parła na powierzchnię. Czułem, że eksploduję, i to nie w przenośni. Naraz, gdy już miałem się rozpłynąć w nicości, wyrwała mnie stamtąd ludzka ręka.
Na ratunek przyszła mi kobieta Nagual. Eligio nie mógł się poruszyć, bo odchylał brzeg szczeliny, a Silvio Manuel trzymał za włosy cztery kobiety, każdą ręką po dwie, gotów je wrzucić do środka.
Przypuszczam, że wszystko razem musiało trwać co najmniej piętnaście minut, ale wtedy nawet przez chwilę nie pomyślałem o innych ludziach na moście. Miałem wrażenie, że czas się zatrzymał, podobnie jak wtedy, gdy wróciliśmy na most w drodze do Mexico City.
Silvio Manuel stwierdził, że chociaż próba wydawała się porażką, w istocie zakończyła się pełnym sukcesem. Cztery kobiety widziały szczelinę i inny świat po drugiej stronie; moje przeżycie z kolei było prawdziwym doświadczeniem śmierci.
– W śmierci nie ma nic wspaniałego ani spokojnego – powiedział. – Bo w chwili śmierci zaczyna się prawdziwa groza. Za sprawą tej niezmierzonej siły, którą tam poczułeś, Orzeł wyciśnie z ciebie każdą najmniejszą iskrę świadomości.


Cytat:
– To Genaro powinien ci opowiadać o Orle – rzekł – tylko że jego wersje są zbyt nonszalanckie. Uważa, że widzący, którzy nazwali tę siłę Orłem, albo byli bardzo głupi, albo potraktowali to jako wielki żart, bo orły nie tylko składają jaja, ale także srają.

Boru - 2 Marzec 2012, 13:40

Cytat:
stworzyli falszywe swietliste ciala


Mysle, ze ten obrazek jest bardziej zgodny z prawda :lol:

Boru - 2 Marzec 2012, 15:46

Cytat:
Archont zaś, który jest
chory, ma trzy imiona. Pierwszym imieniem jest Jaldabaoth, drugim Saklas, trzecim
zaś Samael.


Cytat:
(...)w tym i biednego Marsa i tamtejszych istot (ludzkich i nieludzkich) zyjacych w podziemiach pod ciezkim butem Jahwe.


Wujek Sam na Marsie

Cytat:
Wuj Sam (ang. Uncle Sam) — narodowa personifikacja Stanów Zjednoczonych, której początki sięgają wojny brytyjsko-amerykańskiej w 1812 roku.

Wuj Sam przedstawiony jest najczęściej jako srogi, starszy mężczyzna z siwymi włosami i bródką. Zwykle ma na sobie ubranie, które zawiera elementy i barwy znajdujące się na fladze Stanów Zjednoczonych - na przykład cylinder w czerwone i białe paski z białą gwiazdą na niebieskiej obwódce, a także czerwono-białe spodnie. Wizerunek Wuja Sama w obecnej formie utrwalił się po wojnie secesyjnej. Stworzony jako karykatura prezydenta Abrahama Lincolna i zamieszczony w czasopiśmie Punch zyskał popularność, będąc następnie wykorzystywanym w wielu reklamach.


Ilustracja

Boru - 2 Marzec 2012, 16:43

Warto zwrocic uwage na to, ze toltecki szaman mowi o Orle jako o zrodle mocy dla wszystkiego co zywe, a w gnostyckim "Apokryfie Jana" mamy slowa Chrystusa swiadczace o tym, ze objawil sie on pierwszemu czlowiekowi w postaci Orla.
Najwyzszy stworca w zaratrustraizmie, Ahura Mazda rowniez byl przedstawiany z orlimi skrzydlami.

Hermes Trismegistos

Symbol Enkiego - przypominam o naszym "wezowym" DNA i Swietym Graalu

Slowa Jezusa (reinkarnowany Zaratustra) na temat tego symbolu:

Cytat:
Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie!


Regula Naguala:

http://www.text-upload.co...99588&c=4485734

Ciekawy fragment:

Cytat:
W wyniku tej obserwacji widzący stwierdzili, że gdy świetlista osłonka ludzkiej istoty zostanie skruszona, można dostrzec w Orle słabe odbicie człowieka. Widzący uzyskują wówczas wgląd w nieodwołalne wyroki Orła, mogą je odpowiednio zinterpretować i zgromadzić w postaci strzegącego ciała.


Apokryf Jana:

Cytat:
I rozległ się głos z wysokości
wyniosłych eonów: „Istnieje człowiek (15) i syn człowieczy”. A pierwszy
archont, Jaldabaoth usłyszał to i sądził, że głos ten pochodzi od jego matki. I nie
wiedział, skąd pochodzi. Zaś święty i doskonały Matkoojciec (metropator) pouczył
ich, także doskonała Pronoia, obraz Niewidzialnego, ten, który jest Ojcem wszystkiego,
przez którego wszystko powstało, pierwszy człowiek, bo w postaci (typos)
ludzkiej (adreos) objawił się jego obraz.
Cały (25) eon pierwszego archonta zadrżał a podstawy otchłani poruszyły się.
A przez wody, te, które są nad materią (hyle), zabłysła ta strona przez objawienia jego
odbicia, która (30) została ujawniona. Gdy zaś wszystkie moce i pierwszy archont
spojrzeli, ujrzeli całą część dolnej strony, która błyszczała. Poprzez światło zaś zobaczyli
w wodzie postać odbicia. (15,1). I rzekł do mocy, które przy nim były: „chodźcie,
stwórzmy człowieka na obraz (eikon) boży i nasze podobieństwo, aby jego odbicie
stało się dla nas światłością”

Boru - 2 Marzec 2012, 18:06

Cytat:
wezowe DNA


Serce dziala jak zaklinacz wezy.

Bombardowanie nas negatywnymi myslami i strachem ma na celu wybicie nam tego z glowy :lol: To tak naprawde nie jest nasz strach i nasze mysli, bo nosimy w sobie obcy umysl i tylko uwazamy go za swoj.

Dlatego oni tak bardzo sie nas boja, maja obsesje na tym punkcie, a po nocach snia im sie takie sceny :lol:
Powstalismy na wzor "doskonalego czlowieka" bedacego obrazem Boga i oni tego czlowieka chca zdominowac, aby w swoim mniemaniu byc ponad nim. Moga skracac nam zycie, traktowac jak zwierzeta, szpikowac truciznami, a mimo to zawsze jestesmy dla nich smiertelnym zagrozeniem i poza klamstwami nie maja zadnej broni przeciwko nam. Oni sa zalosni, przybieraja imiona znanych i przyjaznych ludzkosci istot z "wyzszych wymiarow", boja sie zdemaskowania, boja sie ze ludzie zobacza ich nedze i slabosc.

Jedyna droga dla nich, aby sie uwolnic od wlasnych matactw i koszmarow jest odpuszczenie nam tego wszystkiego, co dla nich, w obecnym stanie swiadomosci, byloby oddaniem nam poklonu i calkowitym upokorzeniem.

To my bedziemy nad nimi panowac, ale nasze panowanie nie bedzie mialo nic wspolnego z ich panowaniem nad nami. To ma byc dla nich lekcja pokazujaca, o co w tym wszystkim tak naprawde chodzi. "Korone" dostanie jednak tylko ten, kto wyrzeknie sie samego siebie.

Cytat:
Jeszcze raz powtarzam, ze gwiazdy i planety nie steruja czlowiekiem, nie ma tam zapisanego zadnego przeznaczenia, nie ma jakis "bogow" pilnujacych czy czlowiek splacil swoja "karme" - poza tymi falszywymi. Jednak zyjac w swiecie dualnosci, swiecie fikcji, trzeba dostosowywac sie do gwiazd.


A "serce nieskonczonosci " moze dzialac tylko w wymiarze bezczasowosci.

Boru - 2 Marzec 2012, 18:34

Podroz w gore wiezy poprzez kolejne typy schodkow obrazuje wlasnie nasze DNA. Gdyby IT bylo trojwymiarowe, Harold skakalby tworzac za soba spirale. Samael, czyli "slepy bog" nie chce dopuscic do uwolnienia czlowieka, sprawia ze jest slepy na prawde, co skutkuje wcisnieciem w reinkarnacyjny mlyn i rozpoczynaniem za kazdym razem wszysktiego od nowa. Znaczenie schodkow: link i dzial "Trigrams".

Dan Winter - Przeznaczenie DNA

Boru - 2 Marzec 2012, 21:38

Cytat:
Splatanie DNA, może przybrać (wg. Wintera) kształt toroidalny przypominający pierścień. Staje się tak na skutek implozji ładunku elektrycznego, która prowadzi do "rozpalenia ognia w sercu".


Jedna z najwazniejszych sil, ktora powoduje splatanie DNA jest energia seksualna. Problem w tym, ze statystyczni Kowalscy nie potrafia uprawiac seksu, wyrzucaja z siebie energie bezuzytecznie i nie rozni sie to w zasadzie niczym od wydalania pokarmu (ja tak powstalem i wy prawdopodobnie tez). Chodzi o cos odwrotnego, o to, aby seks byl jak najgoretszy, i jak najdluzszy a w kluczowym momencie cala energie zatrzymac w sobie, tak, by zobaczyc gwiazdy :P

Cisza i spokoj, duzo Slonca i seksu i bedzie dobrze - taka jest moja zyciowa filozofia :lol:

Boru - 3 Marzec 2012, 16:38

Cytat:
co skutkuje wcisnieciem w reinkarnacyjny mlyn i rozpoczynaniem za kazdym razem wszysktiego od nowa.


To jest tak samo jak i w IT. Za kazdym razem zaczyna sie wszystko od nowa, jednak umiejetnosci zdobyte podczas wczesniejszych gier umozliwiaja sprawniejsza i szybsza gre na znanych juz pietrach.
Ja w swoich "poprzednich wcieleniach" zajmowalem sie juz "wiedza duchowa", a teraz w przyspieszonym tempie powtarzam lekcje, ktore juz kiedys przerobilem.

Boru - 3 Marzec 2012, 19:19

Nie ma czegos takiego jak zycie wieczne. Jest tylko tu i teraz, w kazdej chwili czlowiek sie rodzi i umiera. Dlatego tez kluczem do "niesmiertelnosci" jest nieustanne, jednoczesne umieranie i rodzenie sie, byc zawsze na poczatku i koncu jednoczesnie, w "punkcie zerowym".
Ludzie zyja tak jakby nigdy nie mieli umrzec, a kiedy smierc lub zagrozenie zycia przychodzi, to nastepuje wielkie zdziwienie. Czego ludzie sie spodziewaja?

Nosimy w sobie umysly istot bojacych sie smierci, abysmy my musieli doswiadczac tego, czego oni sie boja. Wszystko ma swoje przeciwienstwo. Ktos musi umierac czesto i zyc krotko, aby ktos mogl zyc dlugo. Wynik koncowy i tak zawsze jest zerowy.

Boru - 4 Marzec 2012, 14:58

Cytat:
Boru
21:14:56
jakby to bylo zaczynac wszystko od zera i jakby kazdy ruch byl pierwszym w zyciu?
Klaud
21:19:02
Beznadziejnie, bo nie byłoby się na czym oprzeć.
21:19:05
Wciąż te same błędy.
Boru
21:52:53
*wraca*
21:53:56
nie mozna zrobic bledu zaczynajac zawsze wszystko od nowa
Klaud
21:54:01
Gdzie byłeś?
Boru
21:54:11
bo nie zdazylabys utworzyc w glowie koncepcji, co jest bledem a co nie :D
Klaud
21:54:38
Ale w ocenie innych to byłoby nim. ;)
Boru
21:54:54
nie utworzylabys w glowie koncepcji innych :D
Klaud
21:55:01
A na błędy w miarę możliwości nie powinniśmy sobie pozwalać. :P
21:55:05
Tak ogólnie.
21:55:16
Czy mamy świadomość czy nie.
21:55:34
To jak z prawem. :P Nieznajomość prawa nie zwalnia Cię od odpowiedzialności, jeśli popełnisz przestępstwo.
Boru
21:56:08
a po co prawo, jesli nie ma innych ludzi, ktorych moglbym skrzywdzic? :D
Klaud
21:57:19
...
21:57:20
Są. ;)
21:57:32
Rozmawiasz ze mną, a nie ze sobą na przykład. :P
21:57:48
Ze sobą może przy okazji też, bo sobie porządkujesz pewne rzeczy.
Boru
21:58:15
jak rozmawiam z kims innym, to zle ze mna :(
Klaud
21:58:29
No to źle z Tobą. :D
Boru
21:58:39
*jest chory psychicznie*
21:59:01
jesli w Twojej glowie jest wiecej niz jedna osoba, to jestes chora psychicznie
Klaud
21:59:23
Nie ma nikogo w mojej głowie, są myśli o innych osobach.
Boru
21:59:31
inne osoby to mysli
Klaud
21:59:48
Widelec to samolot. ;)
21:59:56
Inne osoby to nie myśli, Boraczku. :D
Boru
21:59:59
masz wyobrazenia o innych osobach i uwazasz to za osoby
Klaud
22:00:26
To z kim teraz rozmawiasz?
Boru
22:00:58
z nikim :D
Klaud
22:01:26
A jak mówisz, że lubisz Klaudka, to kto to jest Klaudek?
Boru
22:01:35
nikogo nie lubie :D
Klaud
22:01:57
Niedawno mówiłeś, że lubisz!
22:02:02
Jednak masz paranoję. :D
Boru
22:02:07
:P
22:02:17
tylko siebie mozna lubic


Cytat:
Wspaniała sztuczka dawnych czarowników – ciągnął don Juan – polegała na obciążeniu umysłu latawca dyscypliną. Stwierdzili oni, że jeśli narzucić umysłowi latawca wewnętrzną ciszę, wówczas obca instalacja się rozprasza; daje to każdemu, kto wykonuje ten manewr, absolutną pewność zewnętrznego pochodzenia umysłu. Obca instalacja powraca, tego możesz być pewien, ale już nie tak silna, i tak oto rozpoczyna się proces, w którym rozpraszanie umyslu latawca staje się zabiegiem rutynowym; proces ten trwa tak długo, aż pewnego dnia umysł latawca rozprasza się na dobre. Smutny to dzień, doprawdy! Od tego dnia będziesz musiał się opierać na własnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie będzie już nikogo, kto by ci powiedział, co masz robić. Nie będzie już żadnego zewnętrznego umysłu, który mógłby ci dyktować kretyństwa, do których zostałeś przyzwyczajony.

Mój nauczyciel, nagual Julian, zawsze przestrzegał wszystkich swoich uczniów – kontynuował don Juan – że jest to najcięższy dzień w życiu czarownika, ponieważ prawdziwy umysł – ten, który należy do nas, łączna suma wszystkiego, czego doświadczyliśmy – po trwającym całe życie poddaństwie, jest nieśmiały, niepewny i nie można na nim polegać. Osobiście powiedziałbym, że dla czarownika prawdziwa bitwa rozpoczyna się dopiero w tym momencie. Cała reszta to tylko przygotowania.

Boru - 4 Marzec 2012, 15:33

Zaczynanie wszystkiego od zera to sila z ktorej Bog czerpie swoja wszechmoc. Jesli sie nie wie, ze czegos nie da sie zrobic, to mozna zrobic wszystko.
Jedno z lepszych okreslen na wszechmocnego stworce to "wieczne dziecko swiadomosci nieskonczonosci".

Cytat:
Jesli fraktalnosc jest tym, co umozliwia przejawienie sie swiadomosci i umozliwia zabawe w zycie i rozwoj poprzez przechodzenie w kolejne "wymiary". (pustka zawiera w sobie wszystko co tylko moze sie wydarzyc jako nieprzejawione), to wszystko co nie jest fraktalem - nie istnieje :P Jesli uznac fraktal za Boga, to mozna ujac to tez w taki sposob: wszystko co stwarza Bog jest fraktalne (doskonale i nieskonczone), bo stwarza z samego siebie


Dlatego tez gnostycy nazywali Chrystusa rowniez Autogenesem, czyli zrodzonym z samego siebie. Nawet w katolickim wyznaniu wiary mamy "zrodzony, a nie stworzony, wspolistotny Ojcu."

Jakby to bylo pierwszy raz w zyciu otworzyc oczy i zobaczyc, ze jest sie przybitym do krzyza? :D Nie zdazyloby sie stworzyc koncepcji cierpiacej jednostki, ani innych ludzi, ktorzy zrobili krzywde przybitej osobie.

Boru - 4 Marzec 2012, 20:33

Uciekajac przed smiercia zawsze sie z nia przegra. Trzeba sie z nia zmierzyc twarza w twarz, a nie udawac niesmiertelnego. Huragan niszczy wszystko wokol, a w oku cyklonu jest cisza i spokoj.
Boru - 4 Marzec 2012, 21:58

Sila toczenia

Cytat:
Gdy spojrzałem na umierającego człowieka, zobaczyłem zjawisko, o którym mówił don Juan; gdzie okiem sięgnąć, mój wzrok napotykał coś, co przypominało jednocześnie ogniste kręgi i tęczowe osty. Przetaczały się po ludziach, po don Juanie, po mnie. Poczułem je w brzuchu i zrobiło mi się niedobrze.
Don Juan kazał mi skupić wzrok na umierającym człowieku. W pewnej chwili zobaczyłem, że zwija się jak gąsienica, gdy się jej dotknie. Ogniste kręgi odepchnęły go, jakby zmiatając na bok ze swej majestatycznej, niewzruszonej ścieżki.
Nie podobało mi się to wrażenie. Ogniste kręgi nie wzbudziły we mnie strachu; nie wydawały się groźne czy złowieszcze, nie byłem chory ani przygnębiony. Po prostu na ten widok robiło mi niedobrze; czułem je w brzuchu. To uczucie najbliższe było odrazie.
Na wspomnienie tego wydarzenia znów poczułem mdłości i zacząłem wymiotować. Don Juan śmiał się, aż zabrakło mu tchu.
– Ależ ty lubisz przesadzać – rzekł. – Siła toczenia nie jest taka zła. W gruncie rzeczy jest piękna. Nowi widzący każą się na nią otworzyć. Dawni widzący również się na nią otwierali, ale motywowało ich do tego głównie poczucie własnej ważności i obsesje. W przeciwieństwie do nich, nowi widzący zaprzyjaźniają się z tą siłą, zapoznają się z nią bez poczucia własnej ważności. Rezultaty są oszałamiające.


Cytat:
Dlaczego dawni widzący skupiali się na lawinie? – zapytałem.
– Bo wierzyli, że ich życie zależy od tego, czy uda im się ją zobaczyć. Byli pewni, ze w ten sposób uzyskają odpowiedź na odwieczne pytania. Widzisz, myśleli, że jeśli odkryją sekrety toczącej się siły, staną się nietykalni i nieśmiertelni. Smutne jest to, że w taki czy inny sposób, udało im się odkryć te tajemnice, a jednak nie stali się przez to ani nietykalni, ani nieśmiertelni. Nowi widzący zmienili wszystko przez zrozumienie, że dopóki człowiek posiada kokon, nie może aspirować do nieśmiertelności.
Don Juan stwierdził, że dawni widzący chyba nigdy sobie nie uświadomili, iż ludzki kokon jest pojemnikiem i nie jest w stanie wytrzymywać naporu toczącej się siły w nieskończoność. Pomimo całej wiedzy, jaką zgromadzili, w ostatecznym rozrachunku nie znaleźli się w lepszej pozycji niż przeciętny człowiek, a może nawet W znacznie gorszej.


Filmik.

Boru - 4 Marzec 2012, 23:24

Czy przed powstaniem jakiejs mysli jest taki moment, w ktorym decyduje sie jaka bedzie jej tresc? Czy "nieprzejawione" z ktorego wszystko sie wylania, podejmuje decyzje o tworzeniu nieskonczonej ilosci swiatow?
Nie mamy zadnego wplywu na to co sie wydarza, czy jest wiec sposob na to, by to odwrocic i poddac swiat swojej woli? A gdyby wszystko co nas spotyka, przyjmowac jako cos, czego chcielismy i bez mrugniecia okiem przyjmowac wszystkie wyzwania nieskonczonosci. Ostatecznie wszystko i tak rowna sie zeru i niemozliwoscia jest, by stan absolutnej rownowagi zostal zachwiany.

Boru - 5 Marzec 2012, 00:44

Cytat:
Kiedy znika chcace uwolnienia od ciala "ja", znika i samo cialo, bo to wlasnie "ja" jest tym co je tworzy.


Chec "oswiecenia sie" i chec przezycia jakis wznioslych doswiadczen duchowych, jakis duchowych fajerwerkow, nie rozni sie niczym od checi wygrania na loterii, czy checi kupna samochodu.

Boru - 5 Marzec 2012, 12:19

Ewangelia Tomasza napisał/a:
Niech ten, który szuka, nie ustaje w poszukiwaniu aż znajdzie. I gdy znajdzie, zadrży, a jeśli zadrży, będzie się dziwił i będzie panował nad Pełnią.


A teraz znow bedzie Castaneda :P jako wyjasnienie dla powyzszych slow Jezusa.

Cytat:
Zamówiłem stek z jajkami, kulki z ziemniaków i grzankę z białego chleba z masłem. Kiedy odeszła z moim zamówieniem, mój umysł ogarnęła kolejna fala paniki: czy było to tylko złudzenie, że skoczyłem w Meksyku w tę przepaść o zmierzchu poprzedniego dnia? Lecz nawet jeśli sam skok nie był złudzeniem, w jaki sposób mógłbym wrócić z tak odległego miejsca do Los Angeles zaledwie w dziesięć godzin? Czy spałem przez dziesięć godzin? A może było tak, że w dziesięć godzin przyleciałem, przyfrunąłem, przypłynąłem czy Bóg jeden wie co, do Los Angeles? Pokonanie w tradycyjny sposób dystansu do Los Angeles z miejsca, gdzie skoczyłem w przepaść, nie wchodziło w rachubę, jako że sama podróż do Mexico City z miejsca, gdzie skoczyłem, zajęłaby dwa dni.
W głowie zaświtała mi kolejna dziwna myśl. Była tak samo wyrazista jak poprzednie niby-wspomnienie o mojej śmierci i powrocie do życia, i tak samo całkowicie obca: moje poczucie ciągłości zostało nieodwracalnie zerwane. Naprawdę zginąłem – w taki czy inny sposób – na dnie tamtego wąwozu. Nie byłem w stanie ogarnąć tego, że żyję, że jem śniadanie u Shipsa. Nie byłem w stanie spojrzeć za siebie, w przeszłość, i dojrzeć nieprzerwany ciąg zdarzeń, który wszyscy w takich momentach widzimy.
Jedynym wytłumaczeniem, które mi pozostało, było to, że zastosowałem się do wytycznych don Juana; przesunąłem swój punkt połączenia w takie położenie, że zapobiegło mojej śmierci, i z mej wewnętrznej ciszy odbyłem powrotną podróż do Los Angeles. Nie istniał już żaden inny tok rozumowania, którego mógłbym się trzymać. Po raz pierwszy w życiu takie rozumowanie było dla mnie możliwe do zaakceptowania i całkowicie zadowalające. Tak naprawdę niczego nie wyjaśniało, lecz z pewnością wskazało mi na pewną praktyczną procedurę, którą już wcześniej przetestowałem w łagodnej formie, kiedy spotkałem się z don Juanem w tamtym miasteczku, w którym się wcześniej umówiliśmy; ta myśl chyba całkiem mnie uspokoiła.
W mojej głowie zaczęły się pojawiać bardzo wyraźne obrazy. Miały pewną wyjątkową cechę: rozjaśniały mój umysł. Pierwsza nagła myśl dotyczyła czegoś, co męczyło mnie przez cały czas. Don Juan opisywał mi to wcześniej jako powszechną przypadłość mężczyzn-czarowników; chodziło o moją niezdolność do przypomnienia sobie zdarzeń, które miały miejsce w czasie, gdy znajdowałem się w stanach podwyższonej świadomości.
Don Juan tłumaczył podwyższoną świadomość jako bardzo nieznaczne przemieszczenie mojego punktu połączenia, czego dokonywał za każdym razem, kiedy się widzieliśmy, mocno naciskając na moje plecy. Dzięki takim przemieszczeniom pomagał mi uaktywnić pola energii, które normalnie znajdowały się na obrzeżach mojej świadomości. Innymi słowy, pola energii, które mieściły się zazwyczaj na skraju mojego punktu połączenia, znajdowały się po takim przemieszczeniu w samym jego środku. Przemieszczenie tej natury wywierało dwojaki skutek: powodowało niesamowitą jasność
myślenia i postrzegania oraz niezdolność do przypomnienia sobie po powrocie do normalnego stanu tego, co zaszło w czasie, gdy przebywało się w odmiennym stanie świadomości.
Przykładem takiego dwojakiego skutku był mój związek z moimi kompanami. Miałem swoich kompanów, innych uczniów don Juana, którzy mieli mi towarzyszyć podczas mojej ostatecznej podróży. Kontakt z nimi nawiązywałem jedynie w stanach podwyższonej świadomości. Ich klarowność i zakres były fenomenalne. Wadą tej sytuacji było dla mnie to, że w codziennym życiu pozostawały one tylko i wyłącznie szarpiącymi za serce niby-wspomnieniami, które doprowadzały mnie do rozpaczy, wzbudzając silny niepokój i niecierpliwość. Mógłbym powiedzieć, że moje normalne życie upływało na nieustannym wyglądaniu kogoś, kto nagle wyrośnie przede mną; być może wyjdzie z jakiegoś biurowca, być może wyłoni się zza rogu jakiegoś budynku i wpadnie na mnie. Gdziekolwiek szedłem, moje oczy bez ustanku, bezwiednie biegały we wszystkie strony, wypatrując ludzi, których nie było, choć istnieli bardziej niż ktokolwiek inny.
Kiedy siedziałem tak tamtego ranka u Shipsa, wszystko, co mi się przydarzyło przez te lata spędzone z don Juanem w stanach podwyższonej świadomości – wszystko z najdrobniejszymi szczegółami – znów stało się dla mnie nieprzerwanym ciągiem wspomnień. Don Juan ubolewał nad tym, że mężczyzna-czarownik, który jest nagualem, siłą rzeczy musi być rozszczepiony z powodu swej ogromnej masy energetycznej. Powiedział mi, że każda część naguala przeżywa określony wycinek całego zakresu jego działania i że to, co przeżył on w każdym takim wycinku, musi pewnego dnia połączyć w pełny, świadomy obraz wszystkiego, co się wydarzyło w całym jego życiu.
Patrząc mi w oczy, rzekł wówczas, że doprowadzenie do takiego scalenia trwa całe lata, a słyszał nawet o takich nagualach, którzy nigdy świadomie nie ogarnęli pełnego zakresu swego działania i żyli w stanie rozszczepienia.
To, czego doświadczyłem tamtego ranka u Shipsa, przeszło moje najśmielsze wyobrażenia. Don Juan wielokrotnie powtarzał, że świat czarowników nie jest światem niezmiennym, w którym słowo jest czymś ostatecznym i niezmiennym; jest to świat wiecznych fluktuacji, gdzie niczego nie wolno przyjmować za pewnik. Skok w przepaść zmodyfikował mój proces poznawczy w sposób tak drastyczny, że dopuszczał teraz możliwości tyleż złowrogie, ileż nie dające się opisać.
Jednak wszystko, co mógłbym powiedzieć o scaleniu moich odrębnych części poznawczych, blado by wypadło w porównaniu z tym, czym to w rzeczywistości było. Owego przełomowego ranka u Shipsa przeżyłem coś nieskończenie bardziej potężnego niż wówczas, gdy zobaczyłem po raz pierwszy energię w jej ruchu we wszechświecie – tamtego dnia, gdy po zdarzeniu na terenie kampusu Uniwersytetu Kalifornijskiego znalazłem się w swoim łóżku w moim mieszkaniu, a nie trafiłem tam w sposób, którego dopominał się mój system kognitywny, bym mógł uznać całe to wydarzenie za rzeczywiste. U Shipsa doprowadziłem do integracji wszystkich części mojej istoty. W obrębie każdej z nich działałem z doskonałą pewnością siebie i żelazną konsekwencją; pomimo to nie miałem jednak najmniejszego pojęcia, że tak się dzieje. Byłem zasadniczo jedną wielką układanką i ułożenie wszystkich klocków na właściwych miejscach dało efekt, którego nie da się opisać.
Siedziałem przy barze u Shipsa; pocąc się obficie, nadaremno łamałem sobie głowę i obsesyjnie zadawałem sobie pytania, na które nie było odpowiedzi: jak to jest wszystko możliwe? Jakże mogłem być rozszczepiony w taki sposób? Kim tak naprawdę jesteśmy? Z pewnością nie tymi ludźmi, którymi – jak nas wszystkich nauczono wierzyć – jesteśmy. Przypominałem sobie zdarzenia, których nigdy nie było; nie było z punktu widzenia najgłębszego rdzenia mojej istoty. Nie mogłem się nawet rozpłakać.
– Czarownik płacze, gdy jest rozszczepiony – powiedział pewnego razu don Juan. – Kiedy osiąga pełnię, ogarnia go drżenie, które ma wystarczającą moc, by z racji swego natężenia położyć kres jego życiu.
Czułem takie właśnie drżenie! Wątpiłem, czy kiedykolwiek spotkam jeszcze moich kompanów. Zdawało mi się, że wszyscy zabrali się z don Juanem. Byłem sam. Chciałem się nad tym zastanowić, zacząć ubolewać nad tą stratą, tak jak zawsze pogrążyć się w kojącym smutku. Nie mogłem. Nie było nad czym ubolewać, nie było się nad czym smucić. Nic nie miało znaczenia. Wszyscy byliśmy wojownikami w podróży i wszyscy zostaliśmy pochłonięci przez nieskończoność.
Przez cały czas naszej znajomości słuchałem, jak don Juan mówi o wojowniku w podróży. Niesamowicie mi się podobały jego opisy i utożsamiałem się z nimi na gruncie czysto emocjonalnym. Nigdy jednak nie poczułem, co tak naprawdę don Juan ma na myśli, choć tyle razy mi wyjaśniał, jak rozumieć jego słowa. Tamtej nocy, przy barze u Shipsa, zrozumiałem, o czym przez cały czas prawił mi don Juan. Byłem wojownikiem w podróży. Liczyły się dla mnie tylko i wyłącznie fakty energetyczne. Cała reszta to były dodatki, które nie miały absolutnie żadnego znaczenia.
Owej nocy, gdy tak siedziałem, czekając na zamówione śniadanie, w mojej głowie pojawiła się nagle jeszcze jedna myśl. Poczułem przypływ empatii, poczułem, jak utożsamiam się z zasadami don Juana. W końcu spełnił się cel jego nauk: stanowiliśmy jedno tak bardzo jak jeszcze nigdy przedtem. Nigdy nie było tak, że po prostu sprzeciwiałem się don Juanowi czyjego koncepcjom – tak rewolucyjnym, bo nie poddającym się liniowości mojego sposobu myślenia, charakterystycznego dla człowieka Zachodu. Było raczej tak, że precyzja don Juana w prezentacji swoich koncepcji śmiertelnie mnie przerażała. Jego skuteczność na tym polu sprawiała na mnie wrażenie dogmatyzmu. To właśnie to złudzenie zmuszało mnie do szukania wyjaśnień i pod jego wpływem zachowywałem się przez cały czas jak niewierny Tomasz.
Tak, skoczyłem w tę przepaść, powiedziałem sobie, i nie zginąłem, ponieważ zanim spadłem na dno wąwozu, pozwoliłem, by pochłonęło mnie mroczne morze świadomości. Poddałem się mu bez cienia strachu czy żalu. A mroczne morze świadomości dało mi wszystko, co było niezbędne, bym nie zginął, lecz wylądował we własnym łóżku w Los Angeles. Dwa dni wcześniej takie stwierdzenie nie wyjaśniłoby mi niczego. O trzeciej nad ranem u Shipsa wszystko to było oczywistością.
Walnąłem dłonią w bar, jak gdybym był zupełnie sam na sali. Ludzie popatrzyli na mnie i uśmiechnęli się z wyrozumiałością. Nie obchodzili mnie. Mój umysł był skoncentrowany na nierozstrzygalnym problemie: nadal żyłem, pomimo tego, że dziesięć godzin wcześniej skoczyłem w przepaść, chcąc postradać życie. Wiedziałem, że podobnego problemu nie da się nigdy rozstrzygnąć. Moje normalne rozumowanie domagało się zadowalającego, linearnego wytłumaczenia, a linearne wytłumaczenia nie były możliwe. W tym właśnie tkwił sęk przerwania ciągłości. Don Juan powiedział kiedyś, że to właśnie przerwanie ciągłości jest magią. Zrozumiałem to w tamtym momencie, na tyle jasno, na ile było mi dane. Jakąż słuszność miał don Juan, kiedy mówił, że aby tu pozostać, będę potrzebował całej mojej siły, całej mojej wytrzymałości a nade wszystko całej żelaznej odwagi wojownika w podróży.
Chciałem pomyśleć o don Juanie, ale nie mogłem. Poza tym, don Juan mnie nie obchodził. Istniała pomiędzy nami jakby gigantyczna bariera. W owej chwili byłem najzupełniej przekonany, że owa obca myśl, która nasuwała mi się od czasu, gdy się obudziłem, jest prawdziwa: jestem kimś innym. W chwili skoku doszło do wymiany. Inaczej myśl o don Juanie sprawiłaby mi wielką przyjemność; tęskniłbym za nim. Poczułbym nawet szarpiący żal, że nie zabrał mnie ze sobą. To byłoby moje normalne “ja". Naprawdę nie byłem sobą. Myśl ta przybrała na sile, aż w końcu całkiem mną zawładnęła. Wówczas to, co mogło jeszcze pozostać po moim starym “ja", zniknęło bez reszty.
Ogarnął mnie nowy nastrój. Byłem sam! Don Juan pozostawił mnie we śnie, który sam sprowokowałem. Poczułem, jak moje ciało zaczyna tracić sztywność; stopniowo nabierało elastyczności, aż w końcu mogłem oddychać głęboko i swobodnie. Roześmiałem się w głos. Nie obchodziło mnie to, że tym razem ludzie, którzy wpatrywali się we mnie, nie uśmiechali się. Byłem sam i nie mogłem w żaden sposób temu zapobiec!
Fizycznie czułem, jak zagłębiam się w jakiś korytarz; korytarz był obdarzony własną siłą. Wciągał mnie do środka. Był to milczący korytarz. To don Juan był tym korytarzem, cichym i nieogarniętym. Wówczas to po raz pierwszy w życiu poczułem, że don Juan był pozbawiony wymiaru fizycznego. Nie było miejsca na sentymentalizm i tęsknotę. W żaden sposób nie mogłem za nim tęsknić, ponieważ istniał pod postacią oddzielonej od osobowości emocji, która nęciła mnie ku sobie.
Korytarz był dla mnie wyzwaniem. Poczułem rozradowanie, swobodę. Tak, mogłem ruszyć w podróż tym korytarzem, sam lub w towarzystwie; być może byłaby to wieczna podróż. I nie było to coś, co mi narzucono; nie była to też dla mnie przyjemność. Było to coś więcej niż rozpoczęcie ostatecznej podróży, która jest nieuniknionym przeznaczeniem wojownika w podróży; to był początek nowej epoki. Uświadomiwszy sobie, że znalazłem ten korytarz, powinienem był płakać, ale nie. Stanąłem twarzą w twarz z nieskończonością, u Shipsa! Jakież to niesamowite! Po plecach przebiegł mi zimny dreszcz. Usłyszałem głos don Juana, mówiący, że wszechświat jest doprawdy niezgłębiony.
W owej chwili otwarły się tylne drzwi restauracji, które prowadziły na parking, i do środka wszedł dziwny osobnik: był to mężczyzna może nieco po czterdziestce, wymięty i wychudzony, choć rysy twarzy miał bardzo regularne. Przez długie lata widywałem go w różnych miejscach uniwersytetu; kręcił się wszędzie i zagadywał studentów. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jest dochodzącym pacjentem w niedaleko położonym Szpitalu Weteranów. Sprawiał wrażenie osoby niezrównoważonej. Widziałem go wcześniej u Shipsa wielokrotnie, zgarbionego nad filiżanką kawy, zawsze przy tym samym końcu baru. Widziałem też nieraz, jak stał na zewnątrz i zaglądał przez okno do środka, gdy akurat ktoś siedział na jego ulubionym stołku, czekał, aż się zwolni jego miejsce.
Kiedy wszedł do restauracji, usiadł tam, gdzie zwykle siadywał, po czym spojrzał na mnie. Nasze oczy się spotkały. Chwilę później usłyszałem jego przerażający wrzask, który zmroził mi i wszystkim obecnym krew w żyłach. Ludzie na sali, z szeroko rozwartymi oczyma, niektórzy z niepogryzionym jeszcze jedzeniem w ustach, spojrzeli na mnie. Najwyraźniej sądzili, że to ja krzyknąłem. Ustanowiłem precedens, waląc dłonią w bar i śmiejąc się w głos. Mężczyzna zeskoczył ze swego stołka i wybiegł z restauracji, odwracając się, by raz jeszcze dobrze mi się przyjrzeć, gestykulując z ożywieniem rękoma ponad głową.
Wiedziony nagłym impulsem, ruszyłem za nim na dwór. Chciałem, żeby mi powiedział, co takiego we mnie zobaczył, że aż krzyknął. Dogoniłem go na parkingu; poprosiłem, żeby mi wytłumaczył swoją reakcję. Zakrył oczy i znów krzyknął, jeszcze głośniej niż przedtem. Był jak dziecko, które wrzeszczy co sił w płucach, przerażone koszmarnym snem. Zostawiłem go i wróciłem do restauracji.
– Co się stało, mój drogi? – zapytała kelnerka z zatroskanym wyrazem twarzy. – Już myślałam, że mnie zostawiłeś na lodzie.
– Wyszedłem tylko zobaczyć się z przyjacielem – powiedziałem.
Kelnerka spojrzała na mnie, udając rozgniewaną i zaskoczoną.
– Tamten facet to twój przyjaciel? – zapytała.
– Mój jedyny przyjaciel na tym świecie – odrzekłem i była to prawda, jeśli miałbym zdefiniować “przyjaciela" jako kogoś, kto przenika spojrzeniem otaczający cię woal i wie, skąd tak naprawdę jesteś.

Boru - 5 Marzec 2012, 13:24

Rudolf Steiner napisał/a:
Ludzie w stosunku do najwyższych prawd osiągnęliby już dawno zgodność, gdyby zaszli w tej dziedzinie tak daleko, jak w stosunku do prawd matematycznych. Prawdy matematyczne pojmujemy jednak najbardziej wewnętrzną częścią duszy i zdobywamy je właśnie dlatego, że pojmujemy je w ten sposób (...). Gdyby tysiące ludzi, różniących się w swych przekonaniach, uniezależniło się od siebie samych, doszłoby do tej samej prawdy.

Boru - 5 Marzec 2012, 13:59

Cytat:
Ludzie przekonani o swoim oddzieleniu lubia tworzyc linie proste, prostokaty, trojkaty, idealnie gladkie kule itd. a w naturze nigdzie czegos takiego nie mozna spotkac. Niech ktos mi znajdzie w lesie linie prosta albo prostokat. Albo niech ktos znajdzie w kosmosie kule .. nie, planety i gwiazdy nie sa idealnie okragle, nie maja gladkiej powierzchnii i nie poruszaja sie po okraglych orbitach ... poza Ksiezycem :lol:


To jest kolejna zagadka wszechswiata, ze patrzac na osobne zjawiska, wydaja sie chaotyczne i niedoskonale, jednak suma tego wszystkiego zawsze znajduje sie w stanie absolutnej rownowagi i nic nie moze sie temu wymknac, dlatego tez kazda chec udoskonalania swiata jest skazana na porazke.

Swiat kpi sobie z ludzkich prob poprawiania go.

W absolucie bedacym idealna rownowaga moze zmiescic sie pozornie nieskonczony chaos. Miliard swiatow moze sie zawalic, a w tym samym momencie miliard swiatow wlasnie powstaje.

Boru - 5 Marzec 2012, 14:13

Ksiezyc nie swieci sam z siebie, bo jest niepodlaczony :lol:
Boru - 5 Marzec 2012, 15:46

Cytat:
Jesli w snie pojawia sie cos absurdalnego i bezsensownego, czego sam z siebie czlowiek by nie wymyslil, to znak, ze do snu wkradl sie szpieg, inteligentna energia z zewnatrz. Mozna za nim podazyc i dotrzec tym samym do jego siedziby, ale nie polecam :P


Moze ja jestem takim szpiegiem? :lol:

Boru - 5 Marzec 2012, 16:54

Frank Zappa (muzyk) napisał/a:
Złudzenie wolności będzie trwało tak długo jak długo będzie przynosiło zyski trwanie tej iluzji. Kiedy stanie się ona zbyt droga do utrzymania, po prostu zdejmą scenografię, rozsuną zasłony, poprzesuwają stoły i krzesła, i zobaczysz ceglaną ścianę z tyłu teatru.

Boru - 5 Marzec 2012, 18:56

Ludzie sa doskonali, bo nie moga byc lepsi. To jednak nie zmienia faktu, ze sa idiotami :lol: Nie wylaczajac siebie oczywiscie. To zadziwiajace, ze mozna widziec 1000 razy wiecej od przecietnego czlowieka, w ciagu godziny przezyc wiecej niz ktos przez cale zycie, ze mozna odbywac podroze w czasie, a i tak na zewnatrz ciagle jest sie tym samym glupkiem co zawsze, chociaz w srodku jest juz tylko niezmierzona pustka.
Ja juz pogodzilem sie z tym, ze moje wady, cechy charakteru i slabosci sa nieusuwalne i sa integralna czescia kosmosu :lol: Swiadomosc tego daje nieograniczone mozliwosci. Czy Jezus byl Bogiem chodzacym po ziemi? Jak najbardziej. Czy byl nieskazitelny i nigdy sie nie wahal? Nie. Chec poprawiania sie to kolejna sztuczka ego i dalsze zapetlanie sie w swoim zarozumialstwie.

Wszechswiat jest tak urzadzony, ze doskonalosc i idealna rownowaga jest tworzona tylko poprzez sume niedoskonalych i pozornie chaotycznych zjawisk, tak, by zawsze mozna bylo wyzwolic sie z falszu i by nigdy nikt nie czul sie gorszy od kogos innego.

Boru - 5 Marzec 2012, 20:34

Moje wady dobrze okresla kalendarz Majow :lol:

Cytat:
Jesteś wichrzycielem i fantastą – wprowadzasz chaos, pielęgnujesz iluzje.
Każda najdrobniejsza zmiana wyzwala w tobie bunt i opór. Twoje poglądy są skostniałe, staroświec-kie, zakorzenione jeszcze w średniowieczu. Jesteś fanatyczny, drobiazgowy, negatywnie nastawiony do każdej najdrobniejszej zmiany i nowości.
Nie masz żadnego celu i nie starasz się go odkryć. Po co. Nie warto. To i tak nic nie da, te słowa naj-częściej padają z twoich ust. Wciąż narzekasz, zrzędzisz, wszystko negujesz, a potem się dziwisz, że tylko na ciebie spadają niepowodzenia i choroby, że to ty masz problemy z kolanami, na oczach jęcz-mienie, na ustach zajady.


Zaakceptowanie swoich wad i przestanie traktowac tego na powaznie daje zadziwiajace efekty, trudne do wyjasnienia.
Na przyklad godzac sie ze swoim lenistwem, bedac swiadomym tego, ze nic z tym juz nie zrobie, potrafie dzialac bardziej efektywnie, niz gdybym staral sie byc pracowity :lol:
Akceptujac swoj brak checi do zmian, zmieniam sie szybko jak nigdy.
I ciagle pozostaje tym samym dupkiem.

Boru - 5 Marzec 2012, 22:48

Smieszne jest to, ze wielu ludzi mowiacych o braku ja i pustce, jest manipulowanych przez istoty, ktore w rzeczywistosci tej pustki boja sie jak niczego innego. Tak dlugo jak bedzie sie o tym mowic, tak dlugo nie doswiadczy sie tego.
Boru - 6 Marzec 2012, 12:21

Herman Hesse napisał/a:
Ptak wykluwa się z jajka. Jajkiem jest świat. Kto chce się urodzić, musi świat zniszczyć. Ptak leci do Boga. A imię Boga Abraxas.


Carlos Castaneda napisał/a:
`Zdecydowałem się przyjść na te warsztaty - choć to jest gówno warte - tak, wtedy jest tym.`
To jest droga czarownika? `Och, ja nie zostałem indywidualnie potraktowany ...` Ludzie
przychodzą po raz pierwszy, mówiąc nam byśmy `przewietrzyli nasze pomieszczenia.` Mamy
pozbyć się ego, mówię im, ale wtedy to jest, `Pieprz się`. Mamy być ostrzy jak brzytwa,
najpierw jednak podejdź powoli, wtedy możesz skoczyć. Nie dawajcie mnie tego: `Ofiarowuję
się dla twojej grupy, weź mnie, weź mnie, zrobię cokolwiek chcesz...` Mówię byś przestał być
ego-maniakiem. `Och, tak bardzo jestem rozczarowany, Carlos ... nie ma już pejotlu na
pustyni?`


Carlos Castaneda napisał/a:
-Powiem ci o czymś, co jest bardzo proste, ale bardzo trudno to wykonać. Opowiem ci o niedziałaniu,
mimo, że nie da się o tym mówić, ponieważ to ciało się tym zajmuje.
-Nie-działanie jest tak trudne i ma taką moc, że nie powinno się o nim wspominać -
kontynuował. -Przynajmniej do czasu, kiedy nie zatrzyma się świata. Tylko wtedy można o
nim swobodnie mówić, jeśli się tego pragnie.
…-Działanie jest tym, co sprawia, że skała jest skałą, a krzak krzakiem.
…Weź na przykład skałę. Patrzenie na nią to działanie, a widzenie jej to nie-działanie.
…-Ta skała jest skałą z tego powodu, że wiesz jak z nią postępować - powiedział. -Nazywam
to działaniem. Człowiek wiedzy, na przykład, wie, że skała jest skałą tylko z powodu
działania. Więc jeśli nie chce, aby nią była, musi po prostu nie-działać.
…-Świat jest światem, ponieważ znasz działanie potrzebne do stworzenia go takim, jakim
jest - powiedział. -Gdybyś nie znał tego działania, świat byłby inny.
…Dalej wyjaśniał, że bez działania nie byłoby nic znajomego w naszym otoczeniu.
…-To jest kamyk, ponieważ znasz działanie potrzebne do uczynienia z niego kamyka -
powiedział.
…-Powiedziałem, że robisz z tego kamyk, ponieważ znasz potrzebne do tego działanie -
powiedział. -Po to, aby zatrzymać świat, musisz przestać działać.
…-W przypadku tego małego kamienia - kontynuował - pierwszą rzeczą, jaką wykonuje z nim
działanie, jest skurczenie go do tej wielkości. Jeśli więc wojownik chce zatrzymać świat,
powiększa taki mały kamień, albo jakąkolwiek rzecz, przez nie-działanie.
Wstał i położył kamyk na głazie, a później powiedział mi, abym podszedł bliżej i dokładnie go
obejrzał. Kazał mi patrzeć na otwory i wgłębienia i spróbować uchwycić nawet najmniejsze
131
szczegóły. Powiedział, że jeśli uda mi się znaleźć te szczegóły, otwory i wgłębienia znikną, a
ja zrozumiem, czym jest nie-działanie.
…-Działanie sprawi, że oddzielasz kamyk od większego głazu - podjął jeszcze jedną próbę. -
Jeśli chcesz się nauczyć nie-działania, powiedzmy, że musisz je połączyć.
Wskazał na mały cień, jaki kamyk rzucał na głaz i stwierdził, że to nie cień, ale klej, który
wiąże je ze sobą.
…-Wojownik potrafi z cieni przepowiedzieć wszystko.
Później zasugerował, abym wziął kamień i gdzieś go zakopał.
-Dlaczego? - zapytałem.
-Obserwowałeś go bardzo długo - powiedział. -Teraz jest w nim jakaś część ciebie. Wojownik
zawsze próbuje wpłynąć na siłę działania, zmieniając ją w nie-działanie. Działanie polegałoby
na pozostawieniu kamienia tam, gdzie leży, ponieważ to tylko mały kawałek skały. Niedziałanie
każe postępować z nim tak, jakby był czymś dużo więcej niż tylko skalnym
okruchem. W tym przypadku kamyk długo nasiąkał tobą i teraz jest tobą. Dlatego nie możesz
go tak zostawić, ale musisz zakopać. Natomiast gdybyś miał osobistą moc, nie-działanie
zamieniłoby ten kamyk w obiekt mocy.
Str. 235
-Czy to wszystko prawda, don Juanie?
-Odpowiedź tak albo nie na twoje pytanie to działanie. Ale ponieważ uczysz się nie-działania,
muszę ci powiedzieć, że w rzeczywistości nie ma znaczenia, czy to wszystko jest prawdziwe
czy fałszywe. Tutaj wojownik ma przewagę nad zwykłym człowiekiem, który zwraca uwagę
na to, czy rzeczy są prawdziwe, czy fałszywe. Wojownik tak nie postępuje. Zwykły człowiek w
specyficzny sposób reaguje na to, czy rzeczy są prawdziwe, czy fałszywe. Wojownik tak nie
postępuje.
…Z rzeczami uważanymi za prawdziwe postępuje w taki sposób, aby wykonywać działanie.
Z rzeczami uważanymi za nieprawdziwe postępuje tak, aby wykonać nie-działanie.
Wyrzucanie z ciała
Str. 236
…jeśli chcesz wiedzieć, co rozumiem przez nie-działanie, musisz wykonać proste ćwiczenie.
Kazał mi się położyć, ujął moją prawą rękę i zgiął ją w łokciu. Później tak ją wykręcił, że dłoń
miałem zwróconą w jego kierunku. Zagiął mi palce, tak że wyglądało, jakbym trzymał gałkę
do drzwi, i wtedy zaczął poruszać nią do tyłu i do przodu kolistym ruchem przypominającym
popychanie i przyciąganie dźwigni przymocowanej do koła.
Don Juan powiedział, że wojownik wykonuje taki ruch, zawsze kiedy chce coś wyrzucić ze
swego ciała, na przykład chorobę albo niepożądane uczucie. Trzeba odpychać i przyciągać
wyobrażoną przeciwną siłę, dopóki nie poczuje się ciężkiego przedmiotu czy czegoś, co
zatrzymuje swobodny ruch ręki. W przypadku tego ćwiczenia nie-działanie polega na
powtarzaniu go, aż poczuje się ten ciężar, pomimo całkowitego braku wiary w możliwość
jego odczucia.
132
Str. 237
Nie-działanie jest tylko dla bardzo silnych wojowników.
…Dlatego rób to stopniowo, tak abyś nigdy nie czuł zimna. Kiedy ręka jest ciepła, jesteś w
stanie wyczuć nią linie świata.
Linie świata
Str. 237
Istnieje nieskończona ilość linii, które łączą nas z rzeczami. Powiedział, że ćwiczenie niedziałania,
jakie właśnie opisał, może pomóc każdemu odczuć linię wychodzącą z
poruszającej się ręki, linię, którą da się rzucić, gdziekolwiek się chce. Don Juan powiedział,
że było to tylko ćwiczenie, ponieważ linie tworzone przez rękę nie są wystarczająco trwałe,
aby mieć wartość w praktycznej sytuacji.
-Człowiek wiedzy używa innych części ciała, aby wytworzyć trwałe linie - powiedział.
-Jakich części ciała, don Juanie?
-Najtrwalsze linie, jakie wytwarza człowiek wiedzy, pochodzą z centrum jego ciała -
powiedział. -Ale może je także zrobić oczami.
…Najtrudniejszą częścią ścieżki wojownika jest uświadomienie sobie, że świat jest uczuciem.
Kiedy się nie-działa, odczuwa się świat, odczuwa się go poprzez linie.
…Uniósł brwi i otworzył oczy, a potem zamrugał, co w efekcie przypominało mruganie ptaka.
Prawie natychmiast poczułem się nieswojo i zaczęło mnie mdlić. Było tak, jakby coś
faktycznie naciskało mi na żołądek.
Widzenie
Str. 238
-Nie-działanie jest bardzo proste i bardzo trudne - powiedział. -Nie chodzi tutaj o
zrozumienie, ale o opanowanie go. Widzenie jest oczywiście ostatecznym osiągnięciem
człowieka wiedzy. Uzyskuje się je tylko po zatrzymaniu świata, dzięki technice nie-działania.
Trening
Str. 239
…kiedy uzyskuje się pewien poziom osobistej mocy, ćwiczenia czy inny trening nie są
potrzebne, ponieważ aby znaleźć się w nieskazitelnej formie, wystarczy nie-działać.
Cienie
Str. 239
-Cienie są szczególne - powiedział niespodziewanie. - Z pewnością zauważyłeś, że jeden
podąża za nami.
…-To tylko moc.
…Zapewnił mnie, że w ciągu dnia mogę jedynie poczuć jego obecność.
133
Chciałem, aby mi wyjaśnił, dlaczego nazywa to coś cieniem, chociaż wcale nie było podobne
do cienia. Odparł, że te istoty i cienie mają takie same linie i dlatego tak je nazywa.
Obserwowanie cienia
Str. 239
-Spójrz na cień tego kamienia - powiedział. -Cień jest kamieniem, a jednak nim nie jest
Obserwowanie kamienia w celu poznania tego, czym on jest to działanie, ale obserwowanie
jego cienia to nie-działanie. Cienie są jak drzwi, drzwi nie-działania. Na przykład człowiek
wiedzy może opowiedzieć o najskrytszych uczuciach ludzi, obserwując ich cienie.
…Można powiedzieć, że jest w nich ruch, albo też, że ukazują się w nich linie świata, albo że
pochodzą z nich uczucia.
……Zaprowadził mnie w miejsce, gdzie dwie skały wielkości człowieka stały obok siebie w
odległości czterech czy pięciu stóp. Don Juan zatrzymał się dziesięć metrów przed nimi i
stanął twarzą w kierunku zachodnim. Zaznaczył miejsce, w którym ja miałem stać, i
powiedział mi, abym patrzył na cienie skał. Powinienem obserwować je i zezować tak samo,
jak zwykle zezuję, gdy omiatam wzrokiem ziemię, szukając miejsca na odpoczynek.
Sprecyzował swoje wskazówki mówiąc, że kiedy poszukuje się miejsca na odpoczynek, nie
powinno się koncentrować wzroku w danym punkcie, natomiast obserwując cienie, należy
zrobić zeza i równocześnie utrzymywać ostry obraz. Efektem miało być nałożenie jednego
cienia na drugi. Wyjaśnił, że dzięki temu można rozróżnić pewne emanujące z nich uczucia.
…i z góry krzyknął, abym rozejrzał się za dwoma małymi, długimi i wąskimi kawałkami skały.
…Umieścił je w odległości około jednej stopy od siebie w dwóch szczelinach. Kazał mi
stanąć powyżej nich, twarzą na zachód i powiedział, abym zrobił to samo ćwiczenie z tymi
cieniami.
…Powiedział, że to co miałem zrobić, powinno polegać na utrzymaniu wizji, bez ulegania jej
pokusie, ponieważ w pewien sposób działanie związane jest z uleganiem.
…Zmniejszając świat zwiększyłem go i chociaż daleko mi jeszcze do odczuwania jego linii, to
jednak właściwie wykorzystałem cień skał jako drzwi do nie-działania.
Str. 244
-W ciągu dnia cienie stanowią drzwi nie-działania - powiedział. -Ale w nocy, ponieważ bardzo
mało działania pozostaje w ciemności, wszystko jest cieniem, łącznie ze sprzymierzeńcami.
…Wojownik stosuje nie-działanie do wszystkiego na świecie, a jednak nie mogę ci już nic
więcej powiedzieć. Musisz pozwolić swojemu ciału odkryć moc i uczucie nie-działania.
Śnienie i nie-działanie
Str. 243
…śnienie jest nie-działaniem snów i postęp w nie-działaniu spowoduje także postępy w
śnieniu. Cała sztuczka polega na tym, aby nie zaprzestać poszukiwania własnych rąk, nawet
jeśli nie wierzysz, że to co robisz ma jakieś znaczenie. Jak już ci powiedziałem, wojownik nie
musi w nic wierzyć, ponieważ dopóki czymś się zajmuje, w nic nie wierząc, dopóty nie-działa.
…jedyną rzeczywistą rzeczą w tobie jest ta istota, która musi umrzeć. Dotarcie do tej istoty
jest nie-działaniem "ja".

(...)

-Pokazałem ci odrobinę mojego nie-działania - stwierdził…
-Istnieją tylko przebrania, ponieważ wszystko, co robimy, jest w pewnym sensie jedynie
przebraniem. Wszystko, co robimy, jak już ci powiedziałem, jest kwestią działania. Człowiek
wiedzy potrafi zahaczyć się o czyjeś działanie i wywołać dziwne rzeczy. Ale one naprawdę
nie są dziwne. Są dziwne tylko dla tych, którzy są schwytani w pułapkę działania.
…-Na przykład nasze pierścienie mocy, twój i mój, są zahaczone o działanie w tym pokoju.
Stwarzamy ten pokój. Nasze pierścienie mocy właśnie w tej chwili snują istnienie tego
pokoju.
…Natomiast człowiek wiedzy rozwija inny pierścień mocy. Nazwałbym go pierścieniem niedziałania,
ponieważ jest zahaczony o nie-działanie. Dzięki niemu można snuć inny świat.

Boru - 6 Marzec 2012, 13:37

Ziemia najpierw otoczona wodna bariera, ktora opada (potop, Ksiezyc i zydowski bog jako nosiciel ludzkiego egoizmu), tworzac niebo jakie znamy obecnie, ktore z kolei zostanie spalone ogniem (Slonce) tworzac nowa Ziemie.

Ogolnosc z moca -> jednostkowosc bez mocy (egoizm) -> moc wraca na wyzszym poziomie, zachowana jednostkowosc (ale nie egoizm).

Takie jest znaczenie chrztu Jana (wodnego) i chrztu Jezusa (ogniem, Duchem Swietym).

Boru - 6 Marzec 2012, 15:36

Najpierw uziemnienie, potem transformacja.
Boru - 6 Marzec 2012, 19:03

Lubie chodzic wieczorami po cmentarzu :P
Stoje, na pierwszym planie mam krzyze i palace sie znicze, a na drugim planie, w oddali, stoja prostokatne blokowiska z zapalonymi swiatlami w oknach - nie potrafie odroznic jednego od drugiego. I chce mi sie smiac.

Boru - 6 Marzec 2012, 19:39

Cytat:
Ludzie sa doskonali, bo nie moga byc lepsi. To jednak nie zmienia faktu, ze sa idiotami :lol: Nie wylaczajac siebie oczywiscie. To zadziwiajace, ze mozna widziec 1000 razy wiecej od przecietnego czlowieka, w ciagu godziny przezyc wiecej niz ktos przez cale zycie, ze mozna odbywac podroze w czasie, a i tak na zewnatrz ciagle jest sie tym samym glupkiem co zawsze, chociaz w srodku jest juz tylko niezmierzona pustka.


Zadziwiajace tez jest to, ze my wszyscy mamy za soba nieskonczonosc doswiadczen, a teraz jestesmy tym kim jestesmy :lol: I jak tu myslec o jakims rozwoju? Nigdy nie bedziemy madrzejsi niz teraz. Juz na zawsze pozostaniemy kosmicznymi glupkami. Uff..

Boru - 7 Marzec 2012, 12:17

Emil Cioran napisał/a:
Czujemy się bezpieczniejsi z szaleńcem, który mówi, niż z takim, który nie potrafi otworzyć ust.


Co ty nie powiesz?

Boru - 7 Marzec 2012, 22:50

Wszystko juz sie wydarzylo. Czym wiec jest martwienie sie?
Boru - 8 Marzec 2012, 00:28

Hulu.
Boru - 8 Marzec 2012, 12:33

Cytat:
Czy przed powstaniem jakiejs mysli jest taki moment, w ktorym decyduje sie jaka bedzie jej tresc? Czy "nieprzejawione" z ktorego wszystko sie wylania, podejmuje decyzje o tworzeniu nieskonczonej ilosci swiatow?


Gdzies uslyszalem dobre porownanie, ze ludzie ze swoim samodzielnym mysleniem sa jak malpy w kabinie pilota samolotu za sterami. Ciesza sie kiedy samolot skreca w wyznaczonym przez siebie kierunku, nie wiedzac, ze samolot jest kierowany przez autopilota.

Kazdy wielki filozof, naukowiec czy sportowiec powie, ze najlepsze wyniki przychodza same, gdy zupelnie sie wycisza i przestaje myslec.

Boru - 8 Marzec 2012, 14:21

Ciekawe, ze ludzie sa dla siebie obcy i zadaja sobie wzajemnie bol poprzez utozsamianie sie z "ja", jednak kiedy to "ja" znika, chociaz nie czuje sie wobec nikogo nienawisci, nie wyrzadza sie krzywdy, nie patrzy sie na status spoleczny lecz traktuje sie wszystkich jednakowo, nie mozna byc zranionym i mozna z zewnatrz zyc jak szary, przecietny czlowiek, to dzieje sie z tego powodu, ze jest sie jeszcze bardziej obcym, bezwzglednym i bezlitosnym niz kiedykolwiek. Kocha sie wszystkich jednakowo, tak jak i pustka kocha wszystkich jednakowo.
Nikt szczery nie wierzy w te przeslodzone bajki o uniwersalnej milosci.

Piosenka

Boru - 8 Marzec 2012, 16:40

Z tym swiatem form jest tak samo jak i z matrixem. Wpisujac odpowiednie komendy z poziomu dostepu administratora mozna bawic sie w boga/administratora.
Problem jest jednak taki, ze wszelkie zabawy z materia sa dzialaniami czarno-magicznymi (kazdy poszczegolny uzytkownik matrixa jest iluzjonista) i prowadza do kolejnego zniewolenia.
Tak wiec np. historia o Jezusie pomnazajacym chleb nie rozegrala sie na planie fizycznym i obrazuje glebsza prawde. Inaczej ta historia nie mialaby sensu.

Pamietam jak w wieku okolo 15 lat (i pozniej) siedzialem sporo na czacie onetu (jako mroczny_wedrowiec :P ). Pomyslalem sobie, ze fajnie byloby zostac adminem calego czata i pobawic sie ukrytymi komendami (czat onetu jest podobny do IRCa). Zauwazylem, ze oprocz oficjalnych adminow, uprawnienia posiada jeszcze troche wiecej ludzi. Jednym z nich byl Michal Zablocki - poeta, ktory realizowal tam projekt pt. "multipoezja".
Skorzystalem ze strony secure.onet.pl, wlazlem na "zapomnialem hasla", wpisalem jego nick i wyskakuje pytanie na ktore trzeba wpisac odpowiedz: AAA
Wpisalem odpowiedz BBB i tak oto przejalem wladze :lol: Zawsze szukam najprostszego rozwiazania :D
Oczywiscie zostalem obalony i dostalem K-line na kilka dni ;) a w nagrode dostalem uprawnienia w jednym z pokoi, umozliwiajace mi wysylanie wiadomosci z dowolnego nicka, bez logowania sie na niego.

List do hakierow :D

Cichosza, pozdrowienia dla pana Michala Zablockiego, autora tekstu ;)

Boru - 8 Marzec 2012, 20:47

Kwestia tego, czy mamy na cos wplyw czy nie mamy, jest kolejna pulapka dualistycznego jezyka. To jest tak samo jak i z "nicoscia", ze mozna o tym powiedziec "nie istnienie" lub "istnienie braku wszystkiego". O nie podejmowaniu decyzji mozna powiedziec, ze jest to podjecie decyzji o nie decydowaniu o czyms.
I tak wlasnie jest, ze chcac mowic o swoich wewnetrznych przezyciach, czlowiek jest zmuszony do tego, by mowic o jednej stronie medalu. Ja raczej prezentuje wersje, ktore jak najmniej pompuja ego.
Tam, gdzie jest wybor 50 na 50 i jest zastanawianie sie, tam swiat sie rozszczepia i odgrywane sa oba scenariusze, tak wiec jakbym sie nie zastanawial, to i tak bez znaczenia :P Stoje przed dwoma wariantami: dokonuje wyboru, czy nie dokonuje wyboru .. wybieram odpowiedz 2, rozszczepiam sie i "dokonuje wyboru", ze to i to :lol: I tak mozna sie zaplatywac do usranej smierci :P

Im mniej gadania, tym szybciej smierc bedziemy mieli za soba ;)

Cytat:

Język

Człowiek wnikliwie wpatrywał się w swoje równania i rzekł, że wszechświat miał swój początek. – To była eksplozja – rzekł. Wybuch nad wybuchami – i tak oto narodził się wszechświat. – I ciągle się rozszerza – rzekł. Obliczył nawet długość jego żywota: dziesięć miliardów obrotów Ziemi dokoła Słońca. Na całym globie zagrzmiały wiwaty; wszyscy dostrzegli w obliczeniach naukę.
Nikt nie pomyślał, że postulując początek wszechświata, człowiek odwzorował jedynie składnię swojego języka; zwykłą składnię, której dla stwierdzania faktów potrzeba początków – jak narodziny, rozwinięć – jak dorastanie, i zakończeń – jak śmierć. Wszechświat miał swój początek i wszechświat się starzeje, zapewnił nas, i wszechświat umrze, tak jak wszystko, i jak on sam umarł, gdy już znalazł matematyczny obraz składni swojego języka.

Inny język

Czy wszechświat naprawdę miał początek? Czy teoria Wielkiego Wybuchu jest prawdziwa? To nie są pytania, chociaż brzmią podobnie. Czy język, w którym stwierdzanie faktów wymaga początków, rozwinięć i zakończeń, jest jedynym istniejącym językiem? Oto prawdziwe pytanie. Istnieją inne języki. Istnieje na przykład taki, który postuluje, by faktami były różne stopnie natężenia. W tym języku nic się nie rozpoczyna i nic nie kończy; i tak narodziny nie są wyraźnym, osobnym wydarzeniem, lecz jedynie szczególnym rodzajem natężenia; i tak też jest z dorastaniem i tak jest ze śmiercią. W tym języku człowiek wodzi wzrokiem po swoich równaniach i odkrywa, że wyliczył już tyle stopni natężenia, by z przekonaniem stwierdzić, iż wszechświat nigdy nie miał początku i nigdy nie będzie miał końca, przechodził za to, i przechodzi nadal, i będzie przechodził przez nie kończące się fale natężenia. Człowiek taki nie zawahałby się orzec, że cały wszechświat jest jednym wielkim rydwanem natężenia, w który można wsiąść i ruszyć w podróż pośród zmian bez końca. Oprócz tego wysnułby wiele innych wniosków, a być może nawet by mu przez myśl nie przemknęło, że obrazuje jedynie składnię swojego języka.

Boru - 8 Marzec 2012, 22:07

Dualizm i dualistyczny jezyk jest tym co tworzy cialo, wiec jak mozna odpowiedziec na pytanie:

czy jestes swoim cialem? ;)

Boru - 9 Marzec 2012, 01:06

Cytat:
kazdy ma swojego wirtualnego sobowtora


Kiedy czlowiek juz raz przyklei do niego swoja uwage, wtedy trudno odroznic kto jest kim.
Z sobowtorem nie mozna wygrac poprzez walke, bo zna nasz kazdy ruch z wyprzedzeniem i zna kazdy slaby punkt. Sobowtora mozna pokonac poprzez nie zasilanie go myslami i rozpoznanie go jako zjawy nie wytwarzajacej energii.

Wszystkie iluzje, wszystkie podlaczenia generujace wirtualny swiat nie wytwarzajacy energii mozna odciac poprzez wewnetrzna cisze. Nie ma nic prostszego, bo to nie jest cos co sie robi. Jedyna trudnosc polega na tym, ze w ten sposob pozbywamy sie 99% tego, co uwazalismy za swoje wlasne zycie, mysli i uczucia. Mozna to okreslic jako samobojstwo. Jestem zdania, ze skoro smierc jest nieuchronna, to najlepiej miec juz ja za soba.

Utwor muzyczny

Boru - 9 Marzec 2012, 22:05

Obcy umysl, ktory czlowiek nosi w sobie to cos jak "wersja standardowa, rozmiar uniwersalny", nie nadaje sie praktycznie do niczego, poza iluzjonistycznymi sztuczkami. Dlatego tez, jesli tym umyslem czlowiek chce zbadac rzeczywistosc za kulisami, kiedy widzi ogrom tego wszystkiego, ogrom piekna i brzydoty, wznioslosci i zenady, tych wszystkich kosmitow krecacych sie wokol ludzkosci, to zaczyna swirowac.
Kazdy poszukiwacz prawdy i wolnosci staje w koncu przed dylematem: albo bronie obcego umyslu i swiruje, albo dokonuje wirtualnego samobojstwa i ucze sie zyc od nowa. Dlatego tez Budda nazywal swiat "tatata" co jest pierwszymi slowami niemowlaka widzacego swiat. Ojcowie w swoim egoizmie mysla, ze dziecko mowi do nich ;)
Wszystko ma dwie strony medalu. Patrzac na "statystycznego Kowalskiego", ktory majac nieskonczony potencjal zyje jak bydlo ma sie ochote przywalic mu w pysk, ale czy mozna sie gniewac na czlowieka widzac jego oczy? Na dodatek jestem taki sam jak i on.
Z jednej strony chcialoby sie uciec jak najdalej od tego bagna, a z drugiej strony ma sie swiadomosc, ze nigdzie nie znajdzie sie wolnosci, jak tutaj wlasnie.

Boru - 9 Marzec 2012, 22:16

Cytat:
[19:48:21] <Valgard> ja generalnie nie jedlem 3 dni tylko ale mi wystarczylo do 2 wnioskow- procesy myslowe nie spadly, a fiz choc czulem sie dobrze caly czas to stopniowo propocjonalnie slablem
[19:49:52] <mro_> hehe Valgard tak to jest, ze procesy myslowe nie spadaja od nie-jedzenia tylko od nie-myslenia <jezyk>
[19:50:34] <Valgard> mro ale generalnie jest takie przeswiadczenie ze mozemy myslec dzieki fiz procesom w mozgu, a jak on nie dostaje cukru to spada wydajnosc
[19:50:59] <Valgard> ja mialme przeswiadczenie ze umysl i myslenie nie ejst zalezne od energi
[19:51:25] <mro_> bo wirtualna tozsamosc nie wytwarza energii ; p

Boru - 9 Marzec 2012, 23:54

Boru: Latwiej jest zostac gwiazda niz zrozumiec astrologie ;)
Swiatoslaw Florian Nowicki : A do tego lepiej jest zostać gwiazdą niż męczyć się nad nimi, jak to robi astrolog.

Boru - 10 Marzec 2012, 00:42

Cytat:
[19:20:23] <mro_> widzisz jakiegos blond-wlosego niebieskookiego, swietlistego przystojniaczka, ale jesli spojrzysz przez ta fasade, to zobaczysz u niego gadzie oczka ; p
[22:19:18] * Nie jesteś już oznaczony "zaraz wracam".
[22:22:10] <Seraphin> mro_ w astralu imituja swietlista milosc?
[22:22:18] <Seraphin> jak sie zag;lada za ta fasade?
[22:23:00] <Seraphin> a co sie kreci w kosciolach
[22:23:13] <mro_> kopnac aniola w dupe, jesli jest falszywy to ujawni sie jego prawdziwa postac ; p
[22:24:52] <Seraphin> hehe
[22:26:44] <Seraphin> mro_ co w kosciolach sie kreci z astralu
[22:27:38] <mro_> mowie powaznie, oni nie maja poczucia humoru i sa przewrazliwionymi ego-maniakami, kiedy smieje sie z tych wszystkich swietlistych cyrkow i ich demaskuje, to ich skreca z bolu
[22:27:45] <mro_> nie chodze po kosciolach
[22:27:48] <mro_> dlaczego pytasz ; p
[22:28:24] <Seraphin> bo tam tak zawziecie sie modla
[22:28:29] <Seraphin> ze musza slac ta energie
[22:28:35] <Seraphin> ja tez nie chodze po kosciolach
[22:28:58] <mro_> czlowiek noszac w sobie obcy umysl zachowuje sie tak samo, dlatego tez czlowiek musi nauczyc sie z siebie smiac, by niszczyc poczucie swojej wlasnej waznosci
[22:29:46] <mro_> modlitwy skierowane na zewnatrz, jak i wszystkie praktyki duchowe sa przez kogos konsumowane, nic w kosmosie sie nie marnuje


Carlos Castaneda - Bagienne cienie

Kiedys dawalem wiekszy fragment tego rozdzialu, tu jest calosc.

Istoty opisane przez Castanede jako skaczace w powietrzu, ciezkie i wulgarne cienie moim skromnym zdaniem sa tymi samymi, ktore na wschodzie nazywa sie assurami. Sa to istoty, ktore upadly w cyklu kosmicznym nazywanym Saturnem, jeszcze przed powstaniem Slonca. Moim zdaniem rowniez, to nie oni dali nam umysl, chociaz na niego wplywaja bardzo mocno. Umysl (gadzi) dostalismy w prezencie od istot "lucyferycznych", ktorych image jest zupelna odwrotnoscia "latawcow".
Cytat:

Na twarzy don Juana malował się szeroki uśmiech. Był zadowolony jak wszyscy diabli. Wyjaśnił mi, że czarownicy widzą niemowlęta jako dziwne, świetliste kule energii, pokryte od samej góry do samego dołu czymś w rodzaju lśniącej otoczki, przypominającej plastykową pokrywę, ciasno dopasowaną do ich kokonu energii. Powiedział, że to właśnie ta lśniąca otoczka świadomości stanowi pożywienie drapieżców i że do czasu osiągnięcia przez człowieka dorosłości pozostaje z niej jedynie wąski strzęp, który biegnie od podłoża do czubków palców u stóp. Strzęp ten pozwala ludzkości zaledwie na przeżycie, ale nic ponadto.

Zupełnie jak we śnie słyszałem, jak don Juan Matus wyjaśnia mi, że o ile mu wiadomo, człowiek jest jedynym gatunkiem istot, u którego lśniąca otoczka świadomości leży poza tym świetlistym kokonem. Dlatego też jest łatwą zdobyczą dla świadomości innego rzędu, takiej jak ciężka świadomość drapieżcy.

Następnie powiedział coś, co zdruzgotało mnie doszczętnie. Stwierdził, że ów wąski strzęp świadomości stanowi samo centrum autorefleksji, w której człowiek nieuleczalnie się pogrążył. Grając na naszej autorefleksji, która jest jedynym ocalałym punktem świadomości, drapieżcy tworzą rozbłyski świadomości, które następnie bezwzględnie pożerają. Podsuwają nam idiotyczne problemy, które wymuszają powstanie tych rozbłysków świadomości, i w ten sposób utrzymują nas przy życiu, żeby później móc się odżywiać owymi energetycznymi rozbłyskami powstałymi dzięki naszym niby-problemom.

Musiało być coś w tym, co mówił don Juan; byłem w tym momencie tak zdruzgotany, że najzwyczajniej w świecie zrobiło mi się niedobrze.


Cytat:
Poświęciłem się głębszej analizie literatury dotyczącej mitów i legend. Uświadomiłem sobie wówczas coś, czego nigdy wcześniej nie odczuwałem: każda z przeczytanych przeze mnie książek była interpretacją mitów i legend. Przez każdą z nich przemawiał ten sam, homogeniczny umysł. Style były odmienne, lecz ukryty pod warstwą słów zamiar jednakowy: pomimo tego, że temat pracy dotyczył czegoś tak abstrakcyjnego jak mity i legendy, autorowi zawsze udało się zawrzeć w niej jakieś opinie o sobie. Celem każdej z tych książek nie było omówienie rzeczonego tematu; była nim autoreklama. Nigdy wcześniej sobie tego nie uświadamiałem.

Boru - 10 Marzec 2012, 13:52

Cytat:
[12:41:33] <Seraphin> moze ja sie zapisze do buddystow <mysli>
[12:41:41] <Seraphin> oni daza do uwolnienia sie od cierpienia
[12:43:08] <mro_> nowy system religijny jeszcze nikogo nie uwolnil
[12:43:36] <Seraphin> tu nie chodzi o egregora buddyzmu tylko pozytywnych ludzi z ktorymi naucze sie medytowac
[12:45:07] <mro_> medytacji nie mozna sie nauczyc, bo to nie jest cos co sie robi, to nie jest czynnosc do wykonania wymagajaca umiejetnosci
[12:45:15] <mro_> wystarczy przestac gadac ze soba w myslach
[12:45:21] <mro_> i byc swiadomym oddechu
[12:45:28] <mro_> masz to za darmo
[12:45:55] <mro_> oddech to nie jest cos co robisz, tylko cos czego jestes swiadkiem

[12:54:00] <Seraphin> a osiagniecie boskosci podczas obserwacji oddechu swiadomego jest mozliwe?
[12:55:15] <mro_> najlepiej nie jest oczekiwac czegokolwiek, zamiast bujac w oblokach o osiagnieciu boskosci zajac sie tym co jest
[12:55:58] <Seraphin> <haha>
[12:56:09] <mro_> czy mozesz fantazjowac o jakims osiagnieciu boskosci bedac swiadomym oddechu?
[12:56:19] <Seraphin> raczej nie
[12:56:24] <mro_> no to masz odpowiedz ; p
[12:56:29] <Seraphin> fantazjowanie to odplywanie
[12:56:41] <Seraphin> trzeba zyc tu i teraz
[12:57:01] <Seraphin> a oczyszczanie sie podswiadomosci?
[12:57:05] <Seraphin> z wdrukow
[12:57:53] <mro_> jak bedziesz swiadomie oddychal, to caly syf z podswiadomosci zacznie wyplywac
[13:00:29] <Seraphin> a oddcyhanie swiadome i jednoczesnie robienie czegos?np sprzatanie,spacery cwiczenia fizyczne
[13:01:14] <Seraphin> chodzi o koncentracje na tym co sie robi+oddech swiadomy
[13:01:33] <mro_> to jest wykonalne, dopoki nie zacznie sie fantazjowac w glowie i nie zacznie przyklejac sie do kazdej mysli i utozsamiac sie z nia
[13:02:33] <ovo_> jaki ty masz problem z robieniem czegos i rownoczesnie sprawdzeniem czy poprawnie oddyhasz?
[13:02:56] <Seraphin> w sumie to nie mam
[13:03:14] <Seraphin> czasami zapominam sie i odplywam,ot tyle
[13:03:18] <ovo_> krotki oddeh oznacza stres .. wiec jak robisz cos oczywistego to poprostu oddyhaj stosownie do czynnosci
[13:03:26] <mro_> generalnie jestem zdania, ze oddech jest wazniejszy niz rozkminianie w glowie tego co sie dzieje, bo jesli przestaniesz rozkminiac, to dalej zyjesz, a kiedy przestajesz oddychac, to jestes martwy
[13:03:28] <mro_> ; p

Boru - 10 Marzec 2012, 14:17

Dzika furia czesto jest bardziej oczyszczajaca niz mantrowanie wsrod kadzidelek.

Zaden marny cel.

Boru - 10 Marzec 2012, 18:27

Cytat:
Obcy umysl, ktory czlowiek nosi w sobie to cos jak "wersja standardowa, rozmiar uniwersalny", nie nadaje sie praktycznie do niczego, poza iluzjonistycznymi sztuczkami. Dlatego tez, jesli tym umyslem czlowiek chce zbadac rzeczywistosc za kulisami, kiedy widzi ogrom tego wszystkiego, ogrom piekna i brzydoty, wznioslosci i zenady, tych wszystkich kosmitow krecacych sie wokol ludzkosci, to zaczyna swirowac.


Wielu ludzi, ktorzy zaczynaja widziec troche wiecej niz to umozliwia obcy umysl, nie mogac zyc tak jak reszta spoleczenstwa, nie mogac zestroic zycia w matrixie z jednoczesnym widzeniem rzeczywistosci poza scena, trafia do szpitali psychiatrycznych. Czy mozna tego uniknac? Mozna, ale trzeba wykonac pewien manewr. Trzeba zostawic swoje przebranie na zewnatrz, ktore bedzie zylo jakby dalej bylo podlaczone do matrixa, a w rzeczywistosci doswiadczac zycia bez przebrania. Przebranie moze byc czymkolwiek, to juz zalezy od fantazji.

Cytat:
"Cóż to ja widzę o Panie, czy to ciebie samego ujęto? A ty jednocześnie ująłeś mnie? albo kim jest ten nad drzewem (krzyża) i jest pogodny, a kim jest ten drugi, któremu przybijają jego nogi i jego ręce?"
Powiedział mi Zbawca: "Ten, którego widzisz nad drzewem (krzyża), który jest pogodny i śmieje się, to właśnie żyjący Jezus. Ten zaś, któremu przybijają gwoźdźmi ręce i nogi, to owa Cielesność należąca do niego, to znaczy to, co podmieniano. Czynią z niego przedmiot zawstydzenia, z tego, który powstał według jego obrazu. Popatrz na niego i na mnie".
Ja zaś gdy spojrzałem, powiedziałem: "Panie, nikt nie widzi ciebie, uciekajmy z tego miejsca".

Boru - 10 Marzec 2012, 22:44

"Tyrael, tak .. teraz cie poznaje .. powinienem byl sie domyslec, ze bedziesz podrozowal w przebraniu .. oni , oni zawsze obserwuja" :lol:
Boru - 11 Marzec 2012, 12:35

Czy z perspektywy Boga, czy Absolutu latwiej jest kiwnac palcem czy przesunac gore sila woli? Czy dla planety przemierzyc miliardy kilometrow w przestrzeni kosmicznej jest trudniej niz czlowiekowi przejsc kilkadziesiat kilometrow pieszo?
Stopien trudnosci to nie jest cos co mozna obiektywnie ocenic, tylko zalezy od stopnia opanowania intencji. Im mniejsze opanowanie intencji, tym wiekszy wysilek trzeba wlozyc i mniejszy jest zakres dzialan. Jest to jednak czesc zabawy w rozwoj, aby istoty mogly cieszyc sie ze swoich osiagniec.
Kazdego "czarnoksieznika" spotyka w swoich zyciu taki moment, w ktorym zostaje pozbawiony swoich zabawek, aby mu przypomniec, ze to jest nic nie warte. Oby to nie nastapilo podczas lewitacji, bo mozna sobie zeby powybijac.

Boru - 11 Marzec 2012, 15:28

Cytat:
Czy przed powstaniem jakiejs mysli jest taki moment, w ktorym decyduje sie jaka bedzie jej tresc?


Czy ktos jest w stanie mi powiedziec, w jaki sposob planuje nastepne mysli? :lol:
Czy to nie jest przypadkiem tak, ze iluzja kontroli nad czyms bierze sie stad, ze jedne zjawiska sa akceptowane przez filtr "centrum dowodzenia "ja"", a drugie nie? I cala ta kontrola jest jedynie utozsamianiem sie z przefiltrowana trescia. A kiedy przez filtr przebija sie cos niechcianego (a zawsze cos sie przedostanie) powstaje choroba i cierpienie.
W ten sposob tworzy sie bolesna czesc czlowieka, nieszczesliwa historia i dopasowane do niej reakcje emocjonalne, nieustannie pragnace coraz wiecej strachu i bolu.
Gdyby jednak czlowiek wniknal w swoja bolesna czesc bez filtra, gdyby nie mial nic przeciwko temu aby te wszystkie cierpienia tam byly, to co sie z tymi cierpieniami dzieje i czyje one sa? Niczyje, ogien podtrzymujacy ognisko gasnie, a dym rozwiewa sie w przestrzeni jak gdyby nigdy nic.

"ja poruszam reka", "ja mysle", "ja chodze", "ja oddycham", "ja mowie", a czy ktokolwiek podczas poruszania reka wie w jaki sposob ta reka sie poruszyla, jakie reakcje chemiczne zaszly w organizmie? Czy dysponujesz taka wiedza, by moc poruszyc swoim palcem?

Ostrzegam jednak, ze z pozbycia sie iluzji nie ma zadnych osobistych korzysci, bo nie ma juz nikogo, kto moglby korzysci odniesc. Nie dostaniesz zadnej nagrody za to, zadnych nowych "skilli", zadnych pochwal.

Boru - 11 Marzec 2012, 15:53

Cytat:
"Cóż to ja widzę o Panie, czy to ciebie samego ujęto? A ty jednocześnie ująłeś mnie? albo kim jest ten nad drzewem (krzyża) i jest pogodny, a kim jest ten drugi, któremu przybijają jego nogi i jego ręce?"
Powiedział mi Zbawca: "Ten, którego widzisz nad drzewem (krzyża), który jest pogodny i śmieje się, to właśnie żyjący Jezus. Ten zaś, któremu przybijają gwoźdźmi ręce i nogi, to owa Cielesność należąca do niego, to znaczy to, co podmieniano. Czynią z niego przedmiot zawstydzenia, z tego, który powstał według jego obrazu. Popatrz na niego i na mnie".
Ja zaś gdy spojrzałem, powiedziałem: "Panie, nikt nie widzi ciebie, uciekajmy z tego miejsca".


Symbol krzyza moze tez przypominac miecz, a "Zbawca zyjacy" i smiejacy sie nad krzyzem jest jak aniol z obosiecznym mieczem, oddzielajacym prawde od falszu.

Boru - 11 Marzec 2012, 17:41

Cytat:
Gdyby jednak czlowiek wniknal w swoja bolesna czesc bez filtra


Osiagniecie wolnosci od cierpienia nie polega na tym, ze czlowiek staje sie niewrazliwy na bodzce zewnetrzne - wrecz przeciwnie, zwieksza swoja wrazliwosc na wszelkie doznania, przyjemne i nieprzyjemne, moze doswiadczac chwil kiedy jest niezwykle naladowany energia i kiedy jest slaby i kruchy, jednak nie ma juz zadnej osoby w srodku, ktora moglaby sie uwazac za cierpiaca, slaba lub silna jednostke. Na tym polega zycie wojownika-wedrowca-oswieconego, idacego bez konca i bez przerwy w nieznane. Nie ma zadnej nagrody na koncu, bo nie ma konca, a podroz sama w sobie jest celem.

Ludzie sa wojownikami w podrozy, ktorzy utkneli w wirze "fraktalnej rzeki". Kreca sie w kolko, ciagle przezywaja to samo, wydaje sie, ze rozwijaja sie, a stoja w miejscu.

Boru - 11 Marzec 2012, 20:29

Pomylilem tematy :oops:
Boru - 11 Marzec 2012, 21:43

Cytat:
zadnych nowych "skilli"


To zabawne kiedy ludzie mowia, ze czlowiek wykorzystuje kilka procent swojego mozgu, a medytacja moze sprawic, ze zacznie wykorzystywac wiecej i sprawi to, ze np. wzrosnie niebywale IQ, czy odblokuje w ten sposob paranormalne zdolnosci i wzrosnie jego predkosc reakcji. To sa bzdury. "Czarownik" moze dokonywac zdumiewajacych rzeczy, kiedy jednak da mu sie test IQ do rozwiazania, to moze sie okazac, ze jest idiota. To dlatego, ze nie ma skali trudnosci, jest tylko opanowanie intencji.

Medytacja to po prostu pozbycie sie swojego ego i nic wiecej, to pozbycie sie tresci, a nie przyswojenie sobie wiecej lepszej tresci, nie ma zadnych bonusow za to, czlowiek przestaje fantazjowac, a zaczyna doswiadczac swiata takim jaki jest. Oczywiscie, ze mozna dokonywac rzeczy uznawanych za cuda, jest to jednak skutkiem intencji, tak jak kazda inna dzialanosc i nie jest to niczym szczegolnym co czlowiek moze sobie odblokowac. Utozsamianie sie z nowymi fajerwerkami to kolejna pulapka, taka sama jak i utkniecie ludzi w zwyklym, codziennym swiecie. Ego chce jednak doswiadczen duchowych, nawet wystepuje czesto taki paradoks i sprzecznosc, ze ego chce doswiadczyc stanu bez ego. Tak jak zlodziej przebiera sie za policjanta i lapie samego siebie.

Boru - 11 Marzec 2012, 23:58

Cytat:
stan swiadomej bezwiedzy i zaczynanie od zera


Jesli nie wie sie, ze cos da sie zrobic i czegos nie da sie zrobic, to mozna zrobic cokolwiek. Kiedy czlowiek ma jakis system wierzen co do tego, co potrafi, a czego nie potrafi, to utozsamianie sie z ta trescia wierzen jest jedyna rzecza ktora go ogranicza. Tak jak majac przed soba pusta kartke, mozna narysowac na niej cokolwiek. Jesli jest cos na niej nabazgrolone, to mozna najwyzej cos dorysowac. Jesli chce sie absolutnej wolnosci, trzeba zniszczyc swiat i stworzyc go od nowa. "Punkt 0" to pole nieskonczonych mozliwosci, a intencja manifestuje z tego pola okreslone doswiadczenia.

Boru - 12 Marzec 2012, 00:35

Gdyby czlowiek, powiedzmy, ze na wozku inwalidzkim, cierpiacy z powodu swoich ograniczen, nie wiedzial, ze potrzebuje do szczescia chodzenia, nie wiedzial ze jest cierpiaca i ograniczona jednostka, to czy dalej bylby ograniczony?
Wielu ludzi, ktorzy zostali w jakis sposob okaleczeni, obudzilo sie w jakims stopniu ze snu o formie i dzieki swemu pozornemu kalectwu dokonuja dziel, ktorych wczesniej nie potrafiliby zrobic.

Boru - 12 Marzec 2012, 11:33

Widzac rzeczywistosc bez filtra nie mozna widziec kogos jako ograniczonego, bo kazda taka opinia naklada ograniczenia na widzacego. Dlatego tez w stosunku do kalekich ludzi jestem tak samo bezlitosny jak i do zdrowych, bo zarowno jedni jak i drudzy ze swoimi osobistymi historyjkami i uzalaniem sie nad soba sa w rownym stopniu symulantami.

Cytat:
Gdyby czlowiek, powiedzmy, ze na wozku inwalidzkim, cierpiacy z powodu swoich ograniczen, nie wiedzial, ze potrzebuje do szczescia chodzenia, nie wiedzial ze jest cierpiaca i ograniczona jednostka, to czy dalej bylby ograniczony?


Zalozmy ze widzimy niepelnosprawnego na wozku, ktory nie narzeka na swoj los, w ktorego oczach nie ma zadnego cierpienia i zalu w stosunku do swiata, Boga czy czegokolwiek, emanuje od niego spokoj. Zaraz, zaraz, czy ten czlowiek nie wie w jakiej jest sytuacji? Podchodzimy i mowimy do niego: czy nie wiesz, ze jestes kaleka? Jak mozesz byc taki spokojny? On odpowiada: jakim kaleka? Nic mi o tym nie wiadomo.
My natomiast chcac go oswiecic, opowiadamy mu o jego ograniczeniach, a on poprzez utozsamianie sie z historyjka, traci swoj spokoj.

Co tak naprawde mu zrobilismy? Powiedzielismy prawde, czy polamalismy nogi?

Boru - 12 Marzec 2012, 16:37

Czlowiek wyrazajac intencje czerpania tozsamosci z mysli o idacej chodnikiem jednostce, sprawia, ze idzie chodnikiem, a nie dlatego, ze wie jak poruszac cialem.
Ludzie sie pytaja: jak moge wyciszyc wewnetrzny dialog? Tak samo jak sie go zaczelo, czyli wyrazajac intencje przerwania dialogu. Dopiero po pozbyciu sie wszelkiej tresci i zupelnego braku czerpania z niej tozsamosci, mozliwe jest dowolne poruszanie "punktem scalajacym" laczacym swietliste emanacje, ktore odpowiadaja za cale widzenie (nie mam na mysli zmyslu wzroku). Gdy nie ma juz zadnych osobistych korzysci, otwieraja sie kolejne "bramy wtajemniczenia" i zwieksza sie zakres doswiadczen, a kazda brama jest brama smierci falszywej tozsamosci.

Boru - 12 Marzec 2012, 17:08

Papaji - Pokaz mi mnie

Proste? :lol:

Boru - 12 Marzec 2012, 18:37

Cytat:
Jesli fraktalnosc jest tym, co umozliwia przejawienie sie swiadomosci (...)


Fraktal nie ma strony wewnetrznej ani zewnetrznej, dlatego tez prawda, ze moc drzemie w naszych wnetrzach jest tylko polprawda.

Boru - 12 Marzec 2012, 19:05

W branzy "ezo" duzo mowi sie o takich rzeczach jak np. oczyszczanie czakr.
Czakramy, centra energetyczne, to czy dzialaja sprawnie, czy nie, jest przejawem dzialania umyslu. Blokady, filtry umyslowe wywoluja zaklocenia w energetyce.

Dlatego tez zabieranie sie za oczyszczanie czakramow, aby "podkrecic wibracje" i uwolnic sie od jakis natretnych mysli i emocji, to zabieranie sie do rzeczy od tzw. dupy strony. Ludzie zrobia wszystko, byleby tylko nie pozbyc sie korzenia wszelkich problemow - samego siebie.

Boru - 12 Marzec 2012, 20:12

.. oczywiscie, czlowiek moze bawic sie w oczyszczanie samego siebie, jesli jednak pozbywa sie samego siebie, wznosi sie ponad system czakr.
Boru - 12 Marzec 2012, 20:26

Cytat:
Czlowiek wyrazajac intencje czerpania tozsamosci z mysli o idacej chodnikiem jednostce, sprawia, ze idzie chodnikiem, a nie dlatego, ze wie jak poruszac cialem.


Czlowiek moze tez nie wiedziec, w jaki sposob jest zbudowany np. kot, jesli jednak wyrazi intencje przesuniecia punktu polaczenia w kierunku pasma zwierzat, polaczy odpowiednie emanacje, to moze zmienic sie fizycznie w kota :P

Dla czlowieka zmienic sie fizycznie w zwierze jest latwiej, niz zmienic nieznacznie swoj ludzki wyglad dlatego, ze zmiana w zwierze wymaga duzego, "zamaszystego" przesuniecia punktu polaczenia, a zeby zmienic sie z chudzielca w grubasa, wymaga to delikatnego manewrowania tym punktem.

Boru - 12 Marzec 2012, 21:45

W tym kontekscie ciekawe sa slowa Jezusa:

Cytat:
Czy mozesz uczynic swoj jeden wlos czarnym albo bialym?


:lol:

Zaden "czarnoksieznik" nie jest w stanie odpowiedziec na te pytanie twierdzaco.

Boru - 12 Marzec 2012, 23:04

Jesli ktos siedzial w klimatach IRC-owych, to wie, ze jednym z lepszych sposobow na to, by uprzykrzyc zycie ircownikom, jest wpuszczenie klonow przy pomocy jakiegos skryptu.

Filmik

Tak samo jest i z tym wirtualnym swiatem form. Tam, gdzie ludzie zbytnio sie zaczynaja wychylac, tam wpuszcza sie "plemie zmijowe", ktore wnika w rozne struktury i zmienia je od srodka w kolejny program matrixa. Tak stalo sie z chrzescijanstwem na przyklad.
Nie mozna tego traktowac zbyt powaznie i emocjonalnie, jest to po prostu kolejne wyzwanie nieskonczonosci.

Ludzie utkneli w serwerze, ktorego adminem jest wrog ludzkosci ;)
Serwerem jest Ksiezyc.
"Archonci" czy "obserwatorzy" to cos jak na IRC-u ChanServ, NickServ itd.

Spis modlitw :lol:

Cytat:
split

rozłączenie się dwóch lub więcej serwerów IRC. Na rozłączonych serwerach istnieją kanały o tych samych nazwach, ale mają różne, niewidzące się wzajemnie grupy użytkowników, mogą mieć różne tryby. Po zakończeniu splitu następują tzw. kolizje kanałów i kolizje nicków.

Boru - 13 Marzec 2012, 12:24

Cytat:
Dopiero po pozbyciu sie wszelkiej tresci i zupelnego braku czerpania z niej tozsamosci, mozliwe jest dowolne poruszanie "punktem scalajacym" laczacym swietliste emanacje, ktore odpowiadaja za cale widzenie (nie mam na mysli zmyslu wzroku).


Cytat:
Dla czlowieka zmienic sie fizycznie w zwierze jest latwiej, niz zmienic nieznacznie swoj ludzki wyglad dlatego, ze zmiana w zwierze wymaga duzego, "zamaszystego" przesuniecia punktu polaczenia, a zeby zmienic sie z chudzielca w grubasa, wymaga to delikatnego manewrowania tym punktem.

W tym kontekscie ciekawe sa slowa Jezusa:

Cytat:
Czy mozesz uczynic swoj jeden wlos czarnym albo bialym?


:lol:

Zaden "czarnoksieznik" nie jest w stanie odpowiedziec na te pytanie twierdzaco.


Dlaczego tak?
Czlowiek jest uwieziony w kokonie/smoczym jaju. Wszystko co czlowiek uwaza za siebie i za widziany przez siebie swiat, jest jedynie trescia przefiltrowana przez kokon.
W kokonie uwieziona jest garstka "emanacji orla", umozliwiajaca widzenie, na ktora naciera lawina tych emanacji z poza kokonu. Kiedy kokon nie jest w stanie dluzej wytrzymac naporu lawiny, zwija sie i ludzie nazywaja to smiercia.
Kluczem do niesmiertelnosci, i mowie tu o prawdziwej niesmiertelnosci, a nie o jej parodii, ktora prezentuje wiele roznych istot, podtrzymujacych swoje ciala przy zyciu dzieki pasozytowaniu na innych (stad tez mamy swoje kokony), jest wiec pozbycie sie kokonu - a wiec wszystkiego co do tej pory uwazalismy za nas samych i za realny swiat.

Filmik

Cytat:
dla planet takim punktem polaczenia jest Slonce


Cytat:
wyzsza jazn to miniaturowa gwiazda


Wszelka magia polega na umiejetnym przesuwaniu punktem polaczenia znajdujacym sie w kokonie, laczacym swietliste nici. W zaleznosci od tego ile tych nici przechodzi przez punkt, tyle czlowiek postrzega. Sposoby moga na to byc dowolne, wazne sa jedynie efekty, a te mozne wywolac za pomoca najrozniejszych "rytualow" - to juz zalezy od fantazji "czarownika".

Kiedy czlowiek pozbywa sie kokonu i laczy sie w pelni z "wyzszym ja", czy z "Ja jestem", sam staje sie jak jeden wielki punkt polaczenia, ktory moze przemieszczac sie dowolnie. Istota taka odzwierciedla otoczenie kosmiczne wokol niej, staje sie jednoscia z energia spajajaca wszechswiat, z tym "swietym graalem", "sercem nieskonczonosci", w ktorym nie ma strony wewnetrznej i zewnetrznej.

Cytat:
I rzekł znowu do nich: Ja odchodzę, a wy mnie szukać będziecie i w grzechu swoim pomrzecie; dokąd Ja odchodzę, wy pójść nie możecie. (22) Rzekli więc Żydzi: Czyżby chciał sobie życie odebrać, że mówi: Dokąd Ja odchodzę, wy pójść nie możecie? (23) I rzekł do nich: Wy jesteście z niskości, Ja zaś z wysokości; wy jesteście z tego świata, a Ja nie jestem z tego świata. (24) Dlatego powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Jeśli bowiem nie uwierzycie, że to Ja jestem, pomrzecie w swoich grzechach. (25) Wtedy pytali go: Kimże Ty jesteś? Jezus odpowiedział im: Po co Ja w ogóle mówię do was? (26) Wiele mógłbym o was mówić i sądzić, lecz Ten, który mnie posłał, jest wiarogodny, a Ja to, co usłyszałem od niego, mówię do świata. (27) Nie zrozumieli jednak tego, że im o Ojcu mówił. (28) Wtedy rzekł Jezus: Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że nic nie czynię sam z siebie, lecz tak mówię, jak mnie mój Ojciec nauczył. (29) A Ten, który mnie posłał, jest ze mną; nie zostawił mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się jemu podoba.


Bog Ojciec (matko-ojciec) - Nieprzejawiona swiadomosc
Logos/Syn - uniwersalny fraktal, przejawiona swiadomosc

Boru - 13 Marzec 2012, 13:33

Swiatoslaw Florian Nowicki - Horoskop Lucyfera cz. 1 i 2, cz. 3

Cytat:
Stosunek Lucyfera do Boga Ojca stanowi po pierwsze pewną fundamentalną dla świata duchowego relację pomiędzy bytem samym w sobie, Absolutem pogrążonym w nieświadomości (Bóg Ojciec jako sam tylko Byt), a bytem dla siebie, Absolutem w formie wiedzy o sobie (Syn Boży, Logos). Bóg Ojciec występuje tu więc jako niezindywidualizowany Byt, a Lucyfer - jako indywidualna Samowiedza. W ruchu stawania się absolutnego bytu w sobie podmiotowym bytem dla siebie istotnym momentem jest rozbicie Absolutu na wielość usamodzielnionych indywidualności. Ale drugim równie istotnym momentem jest jedność wyłaniająca się z tej wielości - Absolutna Samowiedza Boga Ojca jako suma wszystkich indywidualnych samowiedz. Prawda jest taka, że żadna jednostkowa samowiedza nie jest bytem samym w sobie i dla siebie - każda z nich jest tylko świadomością siebie pewnej porcji bytu samego w sobie, odszczepionej od Absolutu w tym właśnie celu, żeby poznała siebie i następnie powróciła z tą wiedzą do Ojca. Lucyfer zanegował ten drugi aspekt sprawy, absolutyzując pluralistyczny indywidualizm jako ostateczny punkt widzenia - w szczególności zaś obstając przy własnej absolutnej samoistności. Bóg Ojciec jako „Inny” - zgodnie z Descendentowym charaktererm Werteksu - to „Inny” w znaczeniu charakterystycznym dla Werteksu, Ktoś z innego wymiaru, z kim nie można wejść w normalną relację „jak równy z równym”, ponieważ nie ma on żadnego indywidalnego oblicza, które mógłby ukazać, stając naprzeciw („Boga nikt nigdy nie widział”). Znamienne są tu pozycje zodiakalne władców obu krańców tej osi. Po stronie Ascendentowej Strzelec z jego wybujałymi aspiracjami, a po stronie Descendentowej Ryby jako symbol Pleromy - niezróżnicowanej pełni.


Cytat:
Teoretyczna różnica 0°32’22” (3 „komaty Jezusowe” - rozmiar kątowy równy tarczy Słońca lub Księżyca w perygeum) między prostym systemem trzynastkowym, opartym na początku zodiaku (Jowisz w 0° Barana), a systemem trzynastkowym horoskopu poczęciowego Jezusa, opartym na podstawie jedenastkowo-siódemkowej (na Jowiszu), to różnica, którą precesja niweluje w okresie od Poczęcia Jezusa do Jego Chrztu.

Oznacza to, że Jezus jako „wehikuł” dla Chrystusa przeszedł drogę rozwoju duchowego opartego na systemach wschodnich (czyli de facto na inicjacji Lucyferycznej), a Chrystus działa poprzez Niego ściśle biorąc od momentu Chrztu (na podstawie precesji datuję ten Chrzest na styczeń 31 roku naszej ery).


Utwor muzyczny ;)

Lucyfer poprzez swoj bunt stal sie kosmicznym narkomanem - jest uzalezniony od uwielbienia. Jest on wladca naszego Ksiezyca.
Chrystus z kolei jest wladca Slonca.

Ksiezyc imituje Slonce, chociaz w rzeczywistosci jest tylko malutkim odpryskiem, mogacym filtrowac niewielka czesc energii rzeczywistego Slonca. Tak samo jak swiat materialny jest przefiltrowanym swiatem bezforemnosci.

Siva = Lucyfer
Wisznu = Chrystus/Logos
Brahman = Ojciec

Boru - 13 Marzec 2012, 17:36

Tomasz Adamski napisał/a:
ty jesteś jak krew, której wojna już nie przyjmuje

ty jesteś jak wódz, z twarzą martwą rozbitą na wietrze

ty jesteś jak ptak, gdy lecisz stygnie twoje serce

ty jesteś jak sen, bezdusznie spetany jak zwierze

serce to serce, tak woła

serce to serce, tak woła

serce to serce, tak woła

serce to serce, tak woła


Utwor

Boru - 13 Marzec 2012, 18:49

Cytat:
Osiagniecie wolnosci od cierpienia nie polega na tym, ze czlowiek staje sie niewrazliwy na bodzce zewnetrzne - wrecz przeciwnie, zwieksza swoja wrazliwosc na wszelkie doznania, przyjemne i nieprzyjemne, moze doswiadczac chwil kiedy jest niezwykle naladowany energia i kiedy jest slaby i kruchy, jednak nie ma juz zadnej osoby w srodku, ktora moglaby sie uwazac za cierpiaca, slaba lub silna jednostke. Na tym polega zycie wojownika-wedrowca-oswieconego, idacego bez konca i bez przerwy w nieznane. Nie ma zadnej nagrody na koncu, bo nie ma konca, a podroz sama w sobie jest celem.


To jest wariant "Chrystusowy", a jaki jest wariant "Lucyferyczny"? Jest on jego odwrotnoscia.
Czyli mamy odlaczenie sie od wszelkich "negatywnych bodzcow", niewrazliwosc na bol, oraz zanurzanie sie w odmetach swojego wlasnego egoizmu, fantazjowanie o byciu boska istota, w ktora zanurzaja sie inne istoty szukajace wolnosci.

Najtrudniej jest dostrzec problem w sobie samym, dlatego tez droga Chrystusowa jest "waska brama" terazniejszosci, w ktorej zaden egoizm bedacy senna mara nie moze zaistniec.

Boru - 13 Marzec 2012, 20:14

Gdyby tak zsumowac wszystkie te sciezki (a jest ich wiecej niz dwie), to ostatecznie i tak mamy zero, rownowage, a tam gdzie jest zero, tam jest Pelnia. Wszystkie sciezki w roznych momentach swojej wedrowki lacza sie ze sciezka srodkowa, ktora jest jak spoiwo trzymajace wszystko w calosci. Mozna wiec powiedziec, ze bez Chrystusa nie ma Lucyfera, tak jak bez Slonca, Ksiezyc nie moze odbijac jego swiatla, natomiast dla Slonca, brak Ksiezyca nie czyni wiekszej roznicy. I to jest takie bezlitosne.
Boru - 13 Marzec 2012, 21:20

Sciezki poboczne koncza sie, kiedy lacza sie ze srodkowa, natomiast sama sciezka srodkowa biegnie bez konca w nieznane.
Boru - 13 Marzec 2012, 22:07

Sciezka biegnie bez poczatku i bez konca i niezaleznie od tego w jaki sposob swiadomosc sie przejawi, kilka rzeczy, a wlasciwie nie-rzeczy, pozostaje niezmiennymi i pozwalaja wedrowcowi-wojownikowi nabrac sil do dalszej drogi oraz przypominaja mu, ze ostatecznie to wszystko i tak bez znaczenia. Sa to:

-cisza
-przestrzen
-terazniejszosc

Boru - 14 Marzec 2012, 00:02

Cytat:
Utwor muzyczny


Najlepsza mantra jaka znam i jaka stosuje to "oj tam oj tam oj tam oj taaaaaaaam" - zadna inna nie rozpuszcza blokad energetycznych jak ta :P

Boru - 14 Marzec 2012, 14:51

Jedna z glownych tarcz chroniacych kokon przed niechciana prawda nieustannie nacierajaca na niego sa wyobrazenia na temat przyjaciol, wrogow, czy rodziny i ich roli w czyims zyciu.
Kiedy oczekiwania okazuja sie zludne, spokoj w kokonie jest naruszony i czesto zamiast obudzic sie ze zludzen bolesna strona czlowieka rosnie w sile, mogac nawet przejac niemal calkowita kontrole nad nim, zyjac juz tylko oczekujac na kolejna porcje strachu i cierpienia.
W rzeczywistosci nikt nie jest krzywdzony ani opuszczany przez innych, to jedynie filtry umyslowe tworzone przez ludzi krzywdza ich samych.
Chcac calkowitej wolnosci trzeba pozbyc sie wyobrazen co do roli przyjaciol i rodziny. Trzeba stac sie obojetnym na to, czy jest sie w towarzystwie, czy tez zupelnie samemu, czy przemawia sie do tlumow ludzi, czy do pustej sali.

Ale Boru .. rodzina jest moim oparciem, moi przyjaciele sa dla mnie jak rodzina ... trudno, dobranoc :lol:

Boru - 14 Marzec 2012, 15:06

Za kazdym uczuciem melancholii kryje sie poczucie wlasnej waznosci.

Cytat:
Sciezka biegnie bez poczatku i bez konca i niezaleznie od tego w jaki sposob swiadomosc sie przejawi, kilka rzeczy, a wlasciwie nie-rzeczy, pozostaje niezmiennymi i pozwalaja wedrowcowi-wojownikowi nabrac sil do dalszej drogi oraz przypominaja mu, ze ostatecznie to wszystko i tak bez znaczenia. Sa to:

-cisza
-przestrzen
-terazniejszosc


Ta bezlitosna cisza po upadku na 999 FML... :P

Boru - 14 Marzec 2012, 16:40

Mowienie ludziom prawdy wprost nie odnosi skutku, poniewaz kokony maja wbudowane proste mechanizmy obrony.
Aby stopniowo uwalniac innych ludzi (a takze i siebie) z kokonow, nalezy nauczyc sie czegos, co mozna nazwac sztuka osaczania.
Osaczanie moze polegac np. na zadawaniu niespodziewanych, prostych pytan, czy wykonywaniu niespodziewanych, prostych gestow, ktorych mieszkaniec jaja/kokonu sie nie spodziewa i nie jest gotowy na ich przefiltrowanie i zinterpretowanie, co wywoluje "error" i wepchniecie w przepasc ;)
Prawdziwa sztuka jest wyciskanie z jak najmniejszego bodzca, jak najwiekszego efektu.
Natomiast prawdziwy geniusz osacza sama obecoscia :lol:

Boru - 14 Marzec 2012, 18:23

Psycholodzy nieslusznie zakladaja, ze ludzka psychika jest niezwykle skomplikowana i wymaga wyrafinowanych sposobow leczenia.
Ludzie maja problemy z psychika, bo daja im poczucie tozsamosci i nie chca sie ich pozbywac.
Tak jak pielegnuje sie wlosy u fryzjera, tak pielegnuje sie problemy u psychologa.

Cytat:
[17:38:54] <Seraphin> ludzie na ezoteryce maja niezle jazdy czasem jak opisuja no nie?
[17:39:19] <mro_> ja tam nie wiem
[17:41:22] <Seraphin> mro_ zwalczasz jakos kompleksy psychiczne? np w transie?
[17:43:21] <mro_> najlepiej wniknac w swoje kompleksy bez filtra i zobaczyc, ze sa niczyje, wtedy sie rozwiewaja jak dym w powietrzu
[17:44:35] <mro_> bolesna czesc czlowieka bierze sie stad, ze poprzez filtr egotycznego umyslu przedostaja sie niechciane tresci
[17:44:59] <mro_> pozbywajac sie filtra i wnikniecie bezposrednio w bolesna czesc sprawia, ze sie od tego uwalnia
[17:45:06] <mro_> zamiast uciekac od tej bolesnej strony
[17:46:12] <Seraphin> uhm
[17:46:20] * Zaden84 wchodzi do pokoju #Ezoterra
[17:46:25] <Seraphin> bez filtra ale jak to w praktyce wyglada?
[17:46:47] <mro_> mam w teorii powiedziec jak cos w praktyce wyglada?
[17:46:52] <mro_> to sam sobie musisz zrobic
[17:46:53] <mro_> ; p
[17:47:22] <Seraphin> psychoanaliza?
[17:48:44] <mro_> wystarczy, ze przeanalizujesz to, co by sie stalo, gdybys nie mial nic przeciwko swoim bolesnym kompleksom i czyje one wtedy sa
[17:49:21] <Seraphin> aha w ten sposob
[17:49:26] <mro_> widzenie w nich problemu jest tym co je podtrzymuje
[17:49:51] <mro_> trzeba wiec u samej podstawy to uciac
[17:50:05] <Seraphin> kompleks p[otrafi opetac a wtedy jest psychoza
[17:50:16] <Seraphin> ale to w modelu psychologicznym
[17:50:25] <mro_> bolesna czesc moze przejac kontrole nad czlowiekiem
[17:50:36] <Seraphin> cien indywidyualny wg junga
[17:55:58] <mro_> nie znam sie na psychologii, jestem prosty chlopak <jezyk>

Boru - 15 Marzec 2012, 11:50

Cytat:
wszystko co czlowiek mysli o sobie i o swiecie, jest zawarte w tym kokonie


Wielu ludzi podrozuje po swiecie, zwiedza rozne kultury, badaja glebiny oceanow, wspina sie na najwyzsze szczyty gor, podrozuje pozacielesnie, leca na Ksiezyc .. ale tak naprawde nigdy w zyciu nigdzie prawdziwie nie byli i nigdy nie wyszli poza swoje jajo/kokon. To jedynie ich mysli sie poruszaly. Prawdziwa obecnosc pojawia sie kiedy nie ma zadnej mysli.

Boru - 15 Marzec 2012, 13:24

Mozna byc w stu procentach prawdziwym tylko w tym, czego sie nie robi, a nie w tym co sie robi, bo kazde dzialanie jest jakims przebraniem.
Cisza, przestrzen i bezruch to stali swiadkowie goszczacy wszelkie swiaty, umozliwiaja istnienie wszystkiemu ale w niczym nie biora udzialu i zawsze sa punktem wyjscia dla istot zaplatanych w iluzje. To bolesna prawda dla branzy ezoterycznej :lol:

Boru - 15 Marzec 2012, 14:50

Cytat:
i czesto zamiast obudzic sie ze zludzen bolesna strona czlowieka rosnie w sile, mogac nawet przejac niemal calkowita kontrole nad nim, zyjac juz tylko oczekujac na kolejna porcje strachu i cierpienia.


Czesto sie zdarza, ze ludzie sa nieszczesliwi z powodu bycia nieszczesliwym, co jest tylko kolejnym sztucznym generowaniem kolejnych porcji cierpienia przez "obcy umysl" z ktorym czlowiek bezwiednie sie utozsamia.

Boru - 15 Marzec 2012, 15:06

Cytat:
Jestem zdania, ze skoro smierc jest nieuchronna, to najlepiej miec juz ja za soba.


Wszystko dzieje sie w jednym momencie, wszystko juz sie wydarzylo. Prawdziwa sztuka to wiedziec, ze juz sie umarlo ;)

Boru - 15 Marzec 2012, 15:46

Cytat:
Osaczanie moze polegac np. na zadawaniu niespodziewanych, prostych pytan, czy wykonywaniu niespodziewanych, prostych gestow, ktorych mieszkaniec jaja/kokonu sie nie spodziewa i nie jest gotowy na ich przefiltrowanie i zinterpretowanie, co wywoluje "error" i wepchniecie w przepasc


Przykladowe pytanie, niespodziewanie zadane buddyscie:

Czy Budda jest buddysta? :lol:

Boru - 15 Marzec 2012, 21:18

Ciekawi mnie zjawisko melancholii. Wielu ludzi dopada taki nastroj tesknoty za czyms, ale jakby sie tak szczerze przyjrzec temu, to nie ma za czym.
Widze to tez po sobie. W moim zyciu w matrixie nie wydarzylo sie nic takiego, za czym moglbym tesknic w deszczowe wieczory, a mimo to mam poczucie, ze gdzies tam zostawilem swoj dom i teraz jestem jakby na wygnaniu.
Doszedlem do tego, ze jest to jedynie wzorzec zachowania obcego umyslu. Istoty, ktore podarowaly nam ten umysl, ktore byly "zacofane" w momencie rozpoczecia nowego cyklu kosmicznego, tesknia za swoim dawnym otoczeniem, za planeta Wenus, ktora kiedys byla polaczona z Ksiezycem i Ziemia i tutaj sa jak na wygnaniu - Ziemia jest dla nich jak dziwka (wystarczy zobaczyc co z Maria Magdalena, inkarnacja Matki Ziemi zrobil kosciol katolicki, a jak wyniols pod niebiosa "Krolowa Niebios"). Sprowadzenie tutaj Ksiezyca przez te istoty okolo 6000 lat temu wywolalo potop i od tamtej pory ludzie zaczeli najmocniej w swojej histori utozsamiac sie z wzorcami obcego umyslu - stad tez taka tesknota za jakas kobieta, w deszczowy wieczor, przy swietle Ksiezyca.

Utwor Muzyczny

Przeciwienstwem do nastroju "wygnanca" jest nastroj wojownika-wedrowca, ktory nie ma swojego stalego miejsca zamieszkania, ktory nie przywiazuje sie do ludzi i bez konca zmierza w nieznane. Czasami trudno jest odroznic jeden nastroj od drugiego.

Boru - 15 Marzec 2012, 21:50

Cytat:
Za kazdym uczuciem melancholii jest ukryte poczucie wlasnej waznosci.


Dlatego tez brzmienie oklaskow przypomina spadajace krople deszczu ;)

Boru - 15 Marzec 2012, 22:37

I to sa wlasnie takie ostatnie podgygi "lucyferycznej" istoty, ktora wypala swoje iluzje, jednak ciagle ma w sobie ta chec do karmienia sie uwielbieniem i liczy, ze znajdzie sie chociaz kilka osob, ktore podczas tego wypalania bedzie bilo mu brawo :lol:
Boru - 15 Marzec 2012, 22:58

Eckhart von Hochheim (Mistrz Eckhart) - Mowy Pouczajace

A to jest mowa pouczajaca tego samego czlowieka, tylko wieki pozniej :lol:

Boru - 16 Marzec 2012, 00:58

Cytat:
W kokonie uwieziona jest garstka "emanacji orla", umozliwiajaca widzenie, na ktora naciera lawina tych emanacji z poza kokonu. Kiedy kokon nie jest w stanie dluzej wytrzymac naporu lawiny, zwija sie i ludzie nazywaja to smiercia.


Najrozniejsi medrcy w roznych epokach i kulturach zawsze powtarzaja, ze Bog, czy nadajac temu inna nazwe, zawsze przemawia do czlowieka, tylko czlowiek nie slyszy go poprzez swoje zatracenie sie w swiecie.
Dla widzacego nie jest to tylko takie metaforyczne filozofowanie, lecz prawda poznana w pozazmyslowym widzeniu.
Wypierajac sie samego siebie, a wlasciwie wyobrazen co do siebie tworzonych glownie przez obcy umysl z ktorym czlowiek jedynie bezwiednie sie utozsamia, wola czlowieka zewnetrznego, staje sie wola "Doskonalego Czlowieka", czy tez "Orla" albo Boga.

Tym jest wlasnie "narodzenie sie na nowo" - wyklucie sie z jaja.

Boru - 16 Marzec 2012, 13:03

Kokon sprawia, ze ludzie w nich uwiezieni nie dostrzegaja bezmiaru kosmosu wokol nich. Wszystko co dostrzega sie w kokonach jako odleglosc, jako odlegle od Ziemi Slonce i gwiazdy, jest tak naprawde odlegle na wyciagniecie reki, tak daleko jak siega kokon ;)
Bezmiar przestrzeni potrafi byc przerazajacy, doswiadczam tego czasami w nocy np. dzisiaj zorientowalem sie, ze snie swiadomie i jestem w supermarkecie, po chwili okazalo sie ze mam otwarte oczy i jestem w swoim pokoju, ale nie moge sie ruszyc (paraliz senny) i slysze kobiecy glos mowiacy mi "wielu dostrzega przedmioty w przestrzeni, ale malo kto dostrzega ja sama" (fragment "potegi terazniejszosci" Eckharta Tolle'a) i zostalem wrzucony jakby przez jakas rure/tunel w pusta przestrzen, czujac przy tym paralizujacy strach.

Utwor

Boru - 16 Marzec 2012, 16:08

Albo raczej nie zostalem wrzucony, tylko postawiony przed wejsciem.

Mysle, ze przekaz wizji byl prosty: karmisz sie informacjami jak produktami z supermarketu, a kiedy przychodzi je skonfrontowac z rzeczywistoscia, to tchorzysz :lol:

Boru - 16 Marzec 2012, 17:24

Smocze jaja sa troche skorzaste, a smoczyce nie sa dobrymi matkami i wydziobanie w nich dziury wymaga sprytu, upartosci, cierpliwosci i opanowania.

Czlowiek nie wie jak poruszyc palcem, nie moze uczynic jednego wlosa bialym albo czarnym, wiec jak moze sie doskonalic duchowo? Nie da sie nic zrobic, aby wydostac sie z tego jaja/kokonu. Wszelkie proby doskonalenia sie duchowo sa jedynie przyozdabianiem jaja od wewnatrz, a nie rozbijaniem skorupy. Przyozdabiajac go od wewnatrz, stawia sie ciagle opor "emanacjom orla" nieustannie nacierajacym na niego z zewnatrz.

Jajo to nasz umysl, wyobrazenia, cala walka o wolnosc toczy sie jedynie w umysle. Jesli wiec mysli sie, ze wyjsciej jest trudne, to bedzie trudne. W jaju jestesmy sami, nikt nie moze wiec nam pomoc inaczej jak dajac wskazowki.

Trzeba wiec nauczyc sie osaczac samego siebie.

Tak wiec z jednej strony jest beznadziejnie - jestesmy uwiezieni i nic z tym nie mozna zrobic, a z drugiej strony - zaakceptowanie tego jest kluczem do wolnosci.
Jesli nie ma sie nic przeciwko temu by byc w tym jaju, to opor, ktory sam w sobie tworzy to jajo, znika razem z samym jajem :P

Boru - 16 Marzec 2012, 19:14

Cytat:
wyzsza jazn to miniaturowa gwiazda


Cytat:
Wszystko co dostrzega sie w kokonach jako odleglosc, jako odlegle od Ziemi Slonce i gwiazdy, jest tak naprawde odlegle na wyciagniecie reki, tak daleko jak siega kokon ;)


Male dzieci, ktore prosza swoich rodzicow, aby dali im gwiazdke z nieba, wcale nie prosza o cos nieosiagalnego. Kazdy ma swoja wlasna gwiazde, doslownie, nie w przenosni.
Poprzez wewnetrzna cisze, przyciaga sie do siebie gwiazde.

Boru - 16 Marzec 2012, 22:30

Cytat:
Boru
22:21:35
*zastanawia sie nad wyrazeniem "przykuc uwage"*
22:22:02
fraktal jest centrum naszej uwagi, swiety graal jest idealnym fraktalem, ukrzyzowanie, gwozdzie, przybijanie..
22:22:02
:D
22:22:37
mozna powiedziec, ze do krzyza zostala przykuta uwaga calej ludzkosci :P
Klaud
22:23:12
Boru... :D :D
Boru
22:23:29
wszelka magia polega na opanowaniu intencji i przykuciu uwagi w postaci np. jakis rytualow
22:23:51
ukrzyzowanie to rytual czarno-magiczny, zastosowany na skale globalna :P
22:24:35
ludzie sa pod wplywem tej samej czarnej magii
22:25:01
ukrzyzowanie ma dwie strony, wersje cielesna i wersje duchowa
22:25:35
http://forum.icy.pl/viewtopic.php?p=35978#35978 :P
22:26:41
rytual czarno-magiczny jakby "niechcacy" przyczynil sie do uwolnienia ludzkosci od tzw. zbiorowej karmy ludzkosci i reinkarnacji
22:26:53
bo zostal przelamany poprzez zmartwychwstanie
22:27:02
*skonczyl*
22:27:03
:D

Boru - 16 Marzec 2012, 23:04

Do wczesniejszego posta, opis czlowieka wedlug Castanedy:

Cytat:
Ci, którzy mnie otaczali, byli w jednej chwili normalnymi ludźmi z powszedniego świata, w następnej zaś bardzo dziwnymi stworzeniami. Wyglądało to tak, jakby kula energii – normalny obraz człowieka – była przezroczysta, podobna do aureoli otaczającej przywodzący na myśl owada rdzeń. Rdzeń ów nie przypominał kształtem istoty z rzędu naczelnych. Nie było w nim żadnych części szkieletowych, tak więc nie widziałem tych ludzi tak, jak się ogląda zdjęcia rentgenowskie, na których widać kościec człowieka. Rdzeń tych ludzi stanowiły raczej figury geometryczne zbudowane z czegoś, co wyglądało jak bardzo gęsta wibracja materii. Rdzeń przypominał litery alfabetu – główny szkielet konstrukcji stanowiła duża litera “T". Przed nią zawieszona była gruba, odwrócona litera “L"; u podstawy pionowej kreski litery “T" znajdowała się grecka “delta", która sięgała niemal samego podłoża i stanowiła podporę całej konstrukcji. Na górze litery “T" dostrzegłem coś, co przypominało linę o średnicy może jednego cala; lina przebijała czubek świetlistej sfery, nadając mojej wizji wygląd gigantycznego paciorka, ciężkiego klejnotu, wiszącego sobie swobodnie na łańcuszku.


jam to napisał/a:
dualizm i dualistyczny jezyk jest tym, co tworzy cialo

Boru - 17 Marzec 2012, 12:38

Przykuc uwage, czyli dac uwiesc sie jakiejs formie (moze to byc cokolwiek np. swietlisty aniol ;) ) i przywiazac sie do niej, co powoduje unieruchomienie w przejawionym swiecie (ukrzyzowanie), w tej "fraktalnej rzece" plynacej do "mrocznego morza swiadomosci" gdzie nic nie jest stale i pewne. Unieruchomienie w przejawionym, "plynacym" swiecie nie jest tym samym, co bezruch w nieprzejawionym - bezruch nieprzejawionego uwalnia od unieruchomienia przejawionego.
Cialo, czas, karma, reinkarnacja, to sa sztuczne produkty wytworzone przez "przykuty" umysl, dlatego tez nalezy "postradac rozum" aby zostac od tego uwolnionym.
"Ja" ze swej natury jest przykute, a jezyk sluzacy do komunikacji jest tak skonstruowany by utrzymywac ta myslowa projekcje. Alfabet dostalismy w prezencie od istot "pajeczych", dlatego tez mozna powiedziec, ze ludzkosc zostala schwytana w siec liter, interaktywna siec ;)

Boru - 17 Marzec 2012, 15:04

Cytat:
Unieruchomienie w przejawionym, "plynacym" swiecie nie jest tym samym, co bezruch w nieprzejawionym - bezruch nieprzejawionego uwalnia od unieruchomienia przejawionego.


Cytat:
Alfabet dostalismy w prezencie od istot "pajeczych", dlatego tez mozna powiedziec, ze ludzkosc zostala schwytana w siec liter, interaktywna siec ;)


Tak wiec jesli pewnego dnia, ujrzysz swietlistego, zlotego lub bialego Budde, ktory swoim spokojem i bezruchem zahipnotyzuje cie, tak, ze bedziesz mial wrazenie, ze dotarles na miejsce swego przeznaczenia, ze "dobiles na drugi brzeg", to wiedz, ze ...

... ze to jedynie gigantyczny, miedzy-wymiarowy pajak, bawiacy sie uspionym, przykutym umyslem :lol:

Ilustracja :D
Filmik

Boru - 17 Marzec 2012, 15:48

Cytat:
Unieruchomienie w przejawionym, "plynacym" swiecie nie jest tym samym, co bezruch w nieprzejawionym - bezruch nieprzejawionego uwalnia od unieruchomienia przejawionego.


To jest odpowiedz na pytanie: "jesli Bog jest wszechmocny i milosierny, to dlaczego pozwolil, by jego syn zostal zabity?"
Ortodoksyjni chrzescijanie odpowiadaja, ze Syn wzial na siebie grzechy ludzkosci, dlatego tez sluszny gniew Jahwe spadl na Syna i jest to w zasadzie dowod na jego milosierdzie niz na okrucienstwo.

Tego typu absurdy biora sie z robienia "Boga Ojca" kogos konkretnego.
Ojciec, czy tez lepiej Matko-Ojciec, jest Nieprzejawionym, albo Bogiem Milczacym.
Syn (uniwersalny fraktal, swiety graal) zjednoczony z tym milczeniem Ojca, akceptuje wszystko co mu sie przydarza, co uwalnia go od "przybicia" w swiecie materialnym, bedacym jedynie przefiltrowanym przez przykuty umysl swiatem bezforemnosci.
Sprawia to, ze chociaz doswiadcza on ogromnego cierpienia, to nie jest cierpiaca, skrzywdzona przez kogos jednostka bedaca projekcja umyslu. Czy mozna byc bardziej wolnym od cierpienia?

Boru - 17 Marzec 2012, 16:08

Cytat:
swiety graal we krwi/DNA

Cytat:
uniwersalny fraktal


Te slowa maja wiekszy sens, jesli sie je zrozumie w ten sposob w jaki tu przestawiam :D

Cytat:
Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił; jeśli kto spożywać będzie ten chleb, żyć będzie na wieki; a chleb, który Ja dam, to ciało moje, które Ja oddam za żywot świata. (52) Wtedy sprzeczali się Żydzi między sobą, mówiąc: Jakże Ten może dać nam swoje ciało do jedzenia? (53) Na to rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi jego, nie będziecie mieli żywota w sobie. (54) Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. (55) Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. (56) Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a Ja w nim. Jak mię posłał Ojciec, który żyje, a Ja przez Ojca żyję, tak i ten, kto mnie spożywa, żyć będzie przeze mnie. (58) Taki jest chleb, który z nieba zstąpił, nie taki, jaki jedli ojcowie i poumierali; kto spożywa ten chleb, żyć będzie na wieki.


Cialo Syna Czlowieczego :lol:

Boru - 17 Marzec 2012, 18:09

Cytat:
strach nie jest fraktalny


Cytat:
Bezmiar przestrzeni potrafi byc przerazajacy, doswiadczam tego czasami w nocy np. dzisiaj zorientowalem sie, ze snie swiadomie i jestem w supermarkecie, po chwili okazalo sie ze mam otwarte oczy i jestem w swoim pokoju, ale nie moge sie ruszyc (paraliz senny) i slysze kobiecy glos mowiacy mi "wielu dostrzega przedmioty w przestrzeni, ale malo kto dostrzega ja sama" (fragment "potegi terazniejszosci" Eckharta Tolle'a) i zostalem wrzucony jakby przez jakas rure/tunel w pusta przestrzen, czujac przy tym paralizujacy strach.


Moje wlasne slowa mnie dopadly :lol:

Tak dlugo jak istota boi sie kogokolwiek lub czegokolwiek, tak dlugo nie moze aspirowac do nieskonczonosci.

Bog to fraktal, tak wiec powiedzenie "boj sie Boga" to najwieksza bzdura pod Sloncem :lol:

Boru - 17 Marzec 2012, 19:20

Wszystkie istoty, ktore zadaja od ludzi by bali sie ich gniewu i by bali sie im sprzeciwiac pod grozba jakis nieprzyjemnych konsekwencji trzesa portkami przed nieskonczonoscia, tym bezmiarem pustki "oddzielajacym" ich od wiecznosci i z powodu tego strachu, aby utrzymac swoje ciala przy zyciu, zywia sie uwielbieniem zmieszanym ze strachem.
Nasze ciala generuja bardzo duza ilosc energii, dlatego tez jestesmy tacy cenni. W naszym DNA znajduje sie uniwersalny fraktal (a DNA jest "splatane" przez serce) dlatego tez to "cialo wewnetrzne" nie majace nic wspolnego z tym cialem fizycznym, z ktorym wiekszosc sie utozsamia, jest brama do nieskonczonosci.
Tak wiec mamy tutaj pewien paradoks - nie jestesmy tymi cialami, kruchymi skafanderkami o znikomej uzytecznosci, a jednoczesnie pod tym przebraniem znajduje sie "cialo wewnetrzne" zawierajace w sobie nieskonczonosc.
Kiedy wiec przestaje gardzic sie tym cialem fizycznym, kiedy przestaje ono byc przedmiotem zawstydzenia i wnika sie w milczeniu do jego wnetrza, uwalnia sie od jego ograniczen.
To jest bardzo wazna kwestia, bo zastosowana zostala tutaj genialna pulapka.
Isoty o ktorych pisalem, wcisnely nas w zwierzece ciala, a teraz przedstawiaja sie oni jako nasi zbawcy, "gwiezdni bracia", ktorzy uwalniaja nas od jarzma fizycznosci, karmy i reinkarnacji.
Mechanizm jest taki, ze "duchowy poszukiwacz" chcacy duchowych przezyc w wyzszych wymiarach, majacy dosc zwierzecosci tego ciala, trafia do jakis rajskich krain stworzonych przez te same istoty, ktore w te zwierzece ciala nas wcisnely.

To jest wlasnie dziki kosmos :P

Ilustracja :lol:

Boru - 17 Marzec 2012, 19:58

Cytat:
Trzeba stac sie obojetnym na to, czy jest sie w towarzystwie, czy tez zupelnie samemu, czy przemawia sie do tlumow ludzi, czy do pustej sali.


Nie zeby to mialo jakies znaczenie, ale czy ktos to czyta? :lol:

A teraz oddam sie milczeniu przez jakis "czas".

Boru - 18 Marzec 2012, 19:37

Cytat:
Wszystko co dostrzega sie w kokonach jako odleglosc, jako odlegle od Ziemi Slonce i gwiazdy, jest tak naprawde odlegle na wyciagniecie reki, tak daleko jak siega kokon.


Gdyby tylko Ikar wiedzial, ze jedyne co go oddziela od Slonca to jego wlasna chora ambicja, to Slonce samo by do niego przylecialo na skrzydlach intencji.

Ilustracja

Boru - 19 Marzec 2012, 15:26

Cytat:
fraktalna rzeka


Jest powiedzenie, ze nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki. W tej odwiecznej wedrowce, kazdy nastepny moment jest inny niz poprzedni i nic nie pozostaje takie samo. Nowy moment sie rodzi i jednoczesnie poprzedni umiera. Dltatego tez chcac zatrzymac jakis moment "na zawsze", a mozna zachowac go jedynie w wyobrazeniach, trzeba wiec bedzie na zawsze walczyc z pradem rzeki, zamiast poddac sie mu. Kazda nowa fala jest filtrowana automatycznie przez te wyobrazenia, co daje wykrzywiony obraz rzeczywistosci. Z czasem zycie zamienia sie w koszmar.
"To teatr zyciem plynacy" w ktorym niestety wiekszosc ludzi jest nieswiadomymi statystami, krecacymi sie w kolko w wirze tej rzeki, odtwarzajacymi z gory zaplanowane scenariusze, napisane przez istoty chcace zatrzymac swoje wspomnienia na zawsze.
Noszac w sobie ten "obcy umysl" i pokonujac go, automatycznie stajemy sie nauczycielami dla tych istot.

Boru - 19 Marzec 2012, 16:34

Jezus nie napisal zadnej ewangelii.

Cytat:
Potem uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili kobietę przyłapaną na cudzołóstwie, postawili ją pośrodku (4) i rzekli do niego: Nauczycielu, tę oto kobietę przyłapano na jawnym cudzołóstwie. (5) A Mojżesz w zakonie kazał nam takie kamienować. Ty zaś co mówisz? (6) A to mówili, kusząc go, by mieć powód do oskarżenia go. A Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi.


Pisal tylko palcem po ziemi, tak, by nikt nie mogl sie do tego przywiazac i stworzyc z tego kolejnego prawa/zakonu ;)
Co napisal? Byc moze "wszystko co zlozone podlega rozkladowi".

Dlatego tez pisanie w Internecie, gdzie wszystko co sie napisze pozostaje dluzej niz przez chwile, unieruchamia jak zlapanie w pajecza siec.
Jesli mam byc wolny, to musze pozbyc sie wszystkich swoich postow. Byc moze Slonce zrobi to za mnie juz niedlugo.

Boru - 19 Marzec 2012, 18:47

Wracajac do przedostatniego posta i porownania tego wszystkiego do rzeki.

Dla kogos kto stoi na moscie jest oczywiste, ze zarowno cala rzeka jak i ten wir krecacy sie w niej, jest zbudowany z tej samej substancji.
Natomiast dla kogos, kto siedzi w tym wirze krecacego sie umyslu swiat jest podzielony na roznego rodzaju ciala np. fizyczne, eteryczne, astralne itd. chociaz ich istnienie jest tylko subiektywne, powstaja przez filtrujacy umysl i nie maja obiektywnego rzeczywistego bytu.
Ta "substancja" tworzaca i spajajaca wszystko jest nieprzejawiona pustka i fraktal ja przejawiajacy.

Tak wiec w ciele astralnym mozna pojsc do nieba, ale to nie jest zaden cel podrozy. Te rajskie krainy, ktore faktycznie istnieja ponad chmurami, istnieja tylko dlatego, ze czlowiek wpadl w pulapke i z tych niebios jest posylany na dol aby sie ogarnal i wiecej tam nie wracal :lol:
Bylem w roznych niebach, spotykalem sie z "aniolami" .. i co? Czy w zyciu chodzi o to, by zlapac sie jakiegos pieknego doswiadczenia i juz go utrzymac na zawsze? Czy to nie jest nudne?

Wszystko co zlozone podlega rozkladowi. Niewazne czy jest to cialo fizyczne, czy astralne, czy powierzchnia ziemi, czy jej podziemia albo rajskie miasta ponad nia. Kiedy Slonce dmuchnie w Ziemie, to niebiosa sie rozpuszcza i zlacza sie z powierzchnia, tworzac nowa planete, jakiej jeszcze nikt nigdy nie widzial.
Slonce tez kiedys sie rospusci i przemieni w cos zupelnie innego, jak i wczesniej zmienialo swoja postac.

Boru - 19 Marzec 2012, 19:51

Cytat:
tesknia za swoim dawnym otoczeniem, za planeta Wenus, ktora kiedys byla polaczona z Ksiezycem i Ziemia i tutaj sa jak na wygnaniu - Ziemia jest dla nich jak dziwka (wystarczy zobaczyc co z Maria Magdalena, inkarnacja Matki Ziemi zrobil kosciol katolicki, a jak wyniols pod niebiosa "Krolowa Niebios").


Atmosfera tego ciala planetarnego byla zbudowana z ognistej, purpurowej/fioletowej mgly, a tamtejsze istoty oddychaly ogniem, tak jak my dzisiaj powietrzem.

Stad tez historie o smokach ziejacych ogniem :D

Ilustracja
Utwor

Boru - 19 Marzec 2012, 22:33

Cytat:
Sprawia to, ze chociaz doswiadcza on ogromnego cierpienia, to nie jest cierpiaca, skrzywdzona przez kogos jednostka bedaca projekcja umyslu.


Wbicie kilku gwozdzi w cialo nie bylo dla Jezusa szczegolnym wyzwaniem.
Prawdziwym wyzwaniem dla niego, jako inkarnacji Slonca, bylo to, ze dajac sie przybic do drzewa, odstapil od swojej zony, Ziemi - Marii Magdaleny, pozwalajac roznym mrocznym energiom na wykorzystywanie jej.

Koscioly sa kontrolowane przez istoty traktujace Ziemie jak dziwke.

Tak wiec powrot meza moze byc dla niektorych bolesny i palacy :P

Boru - 20 Marzec 2012, 14:33

Cytat:
Symbol krzyza moze tez przypominac miecz, a "Zbawca zyjacy" i smiejacy sie nad krzyzem jest jak aniol z obosiecznym mieczem, oddzielajacym prawde od falszu.


Jako ciekawostke dodam, ze Jezus-czlowiek (nie Chrystus-Slonce) pojawil sie pozniej jeszcze raz jako Krol Artur.

Trzeba jednak wiedziec w jaki sposob interpretowac te historie o Swietym Graalu, ktory jest w DNA splatanym przez serce, czysta intencje i Slonce, czy Excaliburze - mieczu, ktorego noszenie przy sobie chronilo od wszelkich ran.

Cytat:
Nie ma skali trudnosci, jest tylko opanowanie intencji.


Artur o tym wiedzial, dlatego bez problemu wyciagnal miecz ze skaly ;)

Cytat:
Jedna z glownych sil "splatajacych" DNA jest energia seksualna


Miecz w pochwie moze miec rowniez takie znaczenie :P

Boru - 20 Marzec 2012, 16:06

Filmik do poprzedniego posta :lol:
Boru - 20 Marzec 2012, 19:19

Rozmyslanie nad tym, czy cos ma realny, obiektywny byt, czy tez nie, zawsze przyprawia mnie o bol glowy.

Wszelka wypowiedziana prawda, to tylko polprawda. Czy powie sie, ze swiat jest rzeczywisty, czy tez nierzeczywisty, zawsze powie sie tylko polowe.

Wszystko po prostu jest, ani rzeczywiste, ani nierzeczywiste, ani dobre, ani zle, ani czyjes, ani niczyje.

A ja ciagle chcialbym wiedziec, czy cos jest takie, albo takie, chociaz czuje, ze wolnosc jest w swiadomej bezwiedzy.

... chyba :lol:

Boru - 21 Marzec 2012, 11:40

Czy dieta ma wplyw na "rozwoj duchowy"?

To jest prosta kwestia.

Jesli czlowiek czerpie swoja tozsamosc z jedzenia, jesli uwaza, ze "jest tym co zje" to intencja innych ludzi chcacych mu zaszkodzic poprzez jedzenie wspolgra z jego intencja czerpania tozsamosci z tego jedzenia - i wtedy mu szkodzi.
Jesli czlowiek nie potrafi funkcjonowac np. bez kawy, ktora umozliwia mu sprawniejsze funkcjonowanie w swiecie nerwow, to zatraca sie poprzez to w swiecie i traci kontakt z samym soba.

Jesli czlowiek uwaza, ze lepsza dieta jest w stanie go przyblizyc do uwolnienia od reinkarnacji, to robi to samo co kazdy inny uzytkownik matrixa, czerpiac tozsamosc z jedzenia.

Jesli wszystko co sie robi, robi sie nie ze swojej woli, lecz z woli nieskonczonosci, nie dodajac ani nie odejmujac niczego od siebie, to wszystko co sie je i pije, czyni nieskazitelnym.
Ludzie truja sie nawzajem poprzez jedzenie, nakladaja na siebie wielkie ciezary, jednak jesli nie ma punktu zaczepienia w postaci wspolnej intencji, to intencja otrucia wraca z powrotem do wlasciciela, tak jak wyslany list do nieistniejacego adresata, wraca do nadawcy.

Cytat:
jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi jego, nie będziecie mieli żywota w sobie.

Boru - 21 Marzec 2012, 13:36

To samo tyczy sie np. chodzenia do kosciola.
Gdy ide do kosciola, to widze, ze kiedy tak kaplan stoi z wyciagnietymi rekoma i odprawia swoje rytualy, to ludzie uczestniczacy w tym oddaja swoja energie negatywnym istotom zywiacym sie uwielbieniem tak, jak narkomani wstrzykuja sobie narkotyki do zyl.
W zamian ci narkomani moga np. "porazic mozgowo" czlowieka, dajac mu poczucie euforii i blogosci.
To samo, lecz ubrane w inne przebranie ma miejsce np. podczas channelingow powszechnych w srodowisku new-age.

Czy to znaczy, ze kiedy moj brat bedzie bral slub, to mam odmowic pojscia do kosciola?
To jest prosta kwestia tak samo jak i jest z jedzeniem.
Jesli wszelkie te rytualy przykuwajace uwage, traktuje sie tak jak kazda inna czynnosc, jak picie herbaty, spacerowanie czy rozmowe z kims, jesli ma sie swiadomosc bez cienia watpliwosci, ze zadna zewnetrzna czynnosc nie jest w stanie odebrac mi czegos, ani dac mi cos nowego czego nie mam, to nie jest sie okradanym z energii przez kogos z zewnatrz i nie jest sie hipnotyzowanym. Tak to mozna nawet polozyc sie krzyzem przed oltazem spiewajac Bogurodzice. Aby byc okradanym z energii, musi byc odpowiednio ukierunkowana intencja. Intencja zywiacych sie musi wspolgrac w zamaskowany sposob z intencja zywicieli. To nie rytualy same w sobie cos moga zrobic czlowiekowi, lecz ludzie poprzez czynienie tego czyms wyjatkowym, robia z siebie glupkow.
Gdybym odmowil pojscia na slub, to reakcje emocjonalne wywolane ta decyzja oddalyby wiecej energii tym istotom, niz gdybym sam poszedl do kosciola i oddal wiaderko swojej.

Boru - 21 Marzec 2012, 17:15

Chcialbym zaprezentowac najpotezniejsza mantre swiata, czyli Oj tam, w moim wykonaniu :lol:
Boru - 21 Marzec 2012, 19:04

Jesli cialo istnieje tylko z powodu filtra umyslowego, poprzez akceptacje jednych informacji, a odrzucanie innych, to jak mozna okreslic poszczegolne czesci ciala, czym one sa? Reka to chyba tylko nie-noga, nie-glowa, nie-ucho, a glowa to tylko nie-noga, nie reka, nie dlonie itd.
Cialo z zalozenia jest niezgodne z samym soba, dlatego tez doskonala rownowaga nie moze byc cialem, choc przez cialo moze zostac przejawiona, kiedy tylko zlaczy sie z tym spoiwem trzymajacym wszystko w calosci.

Boru - 21 Marzec 2012, 21:29

Z tym Swietym Graalem/sercem nieskonczonosci jest tak, ze faktycznie daje on wszechmoc i niesmiertelnosc, czy wiec taka wszechmocna i niesmiertelna istota moze np. na oczach tysiecy ludzi przeniesc gore sila woli i obwolac sie Bogiem? Nie za bardzo, bo trzeba najpierw zrobic podzial na siebie i innych ludzi przed ktorymi sie popisuje, a to samo w sobie odcina od tego wszechmocnego fraktala i traci sie swoja moc :P Dlatego tez w tych legendach o Swietym Graalu mowi sie, ze tylko istota o nieskazitelnym sercu moze go zdobyc.

Swiety Graal to wolnosc od samego siebie i wszechmoc nie robienia niczego :D

Boru - 21 Marzec 2012, 21:49

Cytat:
W zamian ci narkomani moga np. "porazic mozgowo" czlowieka, dajac mu poczucie euforii i blogosci.
To samo, lecz ubrane w inne przebranie ma miejsce np. podczas channelingow powszechnych w srodowisku new-age.


Ilustracja

Boru - 22 Marzec 2012, 11:49

Gdzies slyszalem dobry sposob na to, jak odroznic prawdziwego "gwiezdnego brata" od falszywego.
Kiedy twoj brat pojawia sie przed toba, to wiesz, ze jest to twoj brat i nie musi sie przedstawiac. Jesli jednak ktos wchodzi do twojego domu i mowi, ze jest twoim bratem, chociaz pierwszy raz go widzisz na oczy, to prawdopodobnie jest naciagaczem albo swirem.
Prawda jest jak zwykle bardzo prosta :lol: Sa istoty o blond wlosach i niebieskich oczach, ktore faktycznie sa naszymi "gwiezdnymi bracmi", ale sa tez i aktorzy w maskach ich imitujacych. Jesli ktos podrozuje w ciezkim, metalowym statku, to znaczy, ze bardzo nisko upadl i wedruje przez kosmos ze swoja grupa cyrkowa, a nie jest zadnym bogiem z gwiazd. Trzeba im raczej wspolczuc z tego powodu, ze sa zmuszeni do uzywania zlomu.

Nie znam sie za bardzo na historii ludzkosci, ale z tego co widze, to za gosciem od "rasy panow" i kosciolami stoja ci sami goscie podrozujacy ze swoim latajacym cyrkiem.

Oto przekaz od galaktycznej federacji swiatla :lol:

Boru - 22 Marzec 2012, 14:06

Trzeba jednak wiedziec, ze sa rozne poziomy widzenia rzeczywistosci, tak wiec na pewnym poziomie te kosmiczne manipulacje sa niezwykle grozne, na innym poziomie sa smieszne, a na jeszcze innym poziomie istoty manipulujace poswiecaja sie dla nas, abysmy mogli przejsc ciekawa i ciezka lekcje zycia.
Ktos kto kompletnie nie wie o zyciu poza scena, nie wie nawet o tym, ze gra na scenie w przedstaieniu, trzeba najpierw powiedziec o zagrozeniach, jednak zatrzymywanie sie na tym poziomie prowadzi do unieruchomienia - i to jest roznym istotom w zasadzie na reke, bo gadanie o nich jako o kims groznym, jest tym co podtrzymuje ich zludna sile i przedstawienie jest odgrywane bez zaklocen.
To jest i straszne i piekne i smieszne jednoczesnie. Rozum nie ogarnia tego, wiec przychodzi moment w ktorym nalezy sie go pozbyc, albo trzymac sie wyobrazen.

Boru - 22 Marzec 2012, 17:34

Cytat:
kazda kolejna fala jest filtrowana automatycznie


Tak to jest, ze istoty, ktore postanowily zatrzymac sie w miejscu, staja sie z czasem automatyczne, upodabniaja sie do maszyn, otaczaja sie maszynami i postrzegaja swiat jako mechaniczny, zatracajac sie w tym. Rozne istoty roznie sobie z tym radza.
W rzeczywistosci jednak nic nie jest centralnie sterowane. Jest tylko przestrzen w ktorej zjawiska spontanicznie sie pojawiaja i znikaja. Dla istot uwazajacych sie za bogow, a takze dla ich wyznawcow, jest to nie do pomyslenia, bo faktycznie jest to nie do pomyslenia i mozna tego doswiadczyc w wewnetrznej ciszy.

Ten Ksiezyc, ktory wychodzi co noc na patrol, on juz tu kiedys byl, byl czescia tej planety. Jego obecnosc, oraz obecnosc istot, ktore go tu sprowadzily znowu, sprawia, ze ludzie zaczynaja sie zatrzymywac, a przez to i powtarzac, upodabniajac sie stopniowo coraz bardziej do automatow. Tworzy sie "matryca umyslu", powtarza sie te same schematy, zmieniaja sie tylko stroje.

Jest to jednak czesc zabawy, jedno z wyzwan rzuconych przez nieskonczonosc, bez tego typu "problemow" odbywalibysmy niekonczaca sie bezproblemowa podroz, ogladajac jedynie ladne widoki, co byloby nudne.

Filmik

Boru - 22 Marzec 2012, 21:03

Stad tez bierze sie tzw. zlosliwosc rzeczy martwych, bo przez filtrujacy umysl i mechaniczny swiat przez niego stworzony zawsze przedostanie sie cos niespodziewanego, taka niespodzianka od nieskonczonosci, co daje wrazenie, ze maszyny, czy sama natura, sa przeciwko czlowiekowi.
Boru - 22 Marzec 2012, 21:14

... napisalem to i po chwili slysze jak samochod rozbija sie o slup :P
Boru - 23 Marzec 2012, 13:59

Mowiac o "Orle", "sercu nieskonczonosci", czy "Swietym Graalu" nie nalezy tego rozumiec doslownie. Te nazwy biora sie stad, ze w tym uniwersalnym fraktalu mozna dojrzec podobienstwo do skrzydlatego serca, orla z wyciagnietymi skrzydlami, czy kielicha.
Szaman zobaczy w tym Orla, a matematyk zobaczy matematyczne prawo, chociaz nie jest to ani tym ani tym. Dla mnie jest to po prostu sposob, w jaki Bog Milczacy sie przejawia. Dlatego tez odcinajac sie od tego fraktala, nie mozna liczyc na pomoc tego Boga, bo nic mu nie wiadomo o jakims oddzieleniu. Powrot do niego nastepuje tylko poprzez wewnetrzna cisze.

Boru - 23 Marzec 2012, 14:43

Sposobow na przejawienie sie zycia jest nieskonczona ilosc, kazdy kolejny kosmiczny cykl to nowa egzotyka. Tak jak my teraz poruszamy sie w cialach fizycznych, ktore sa naszym najnizszym "nosnikiem", tak istoty bedace naszymi poprzednikami we wczesniejszych cyklach poruszaly sie w cialach eterycznych (na Starym Ksiezycu), czy astralnych (na Sloncu) bedacymi najniszymi ich nosnikami, dlatego tez warunki w jakich zyli calkowicie roznily sie od tych, ktore mamy obecnie. Ich krolestwo zwierzat bylo innym krolestwem zwierzat, tak samo i bylo z krolestwem roslin.

Teraz na przyklad widzimy, ze najnizszym swiatem jest swiat mineralny, a w nastepnym cyklu moze juz go nie byc, a najnizszym bedzie swiat odpowiadajacy terazniejszym roslinom, w kolejnym najnizej beda zwierzeta itd.
Tak wiec kosmos jaki znamy obecnie bedzie zmienial sie calkowicie, prawa fizyki jakie teraz mamy, znikna na rzecz nowych. Trzymajac sie wyobrazen co do nienaruszalnosci tego swiata i jego praw, popelnia sie ten sam blad co istoty, ktore obecnie zywia sie ludzka energia, chcac zatrzymac sie w miejscu. Zawsze pozostaje jakas czesc istot, ktore pakuja kij w szprychy kolejnym, ktorzy naplywaja, aby rzucic im wyzwanie. Tak jak w wojsku byla kiedys fala , tak jest podobnie i w kosmosie :D
Wszechswiat w ktorym zyjemy jest zbudowany ze swiatla, ale jest on jedynym sposrod nieskonczonej ilosci innych, ktorych natury nie jestesmy w stanie zrozumiec, bedac w srodku tego. Swiatlo nie jest jedynym mozliwym "budulcem", zycie nie ma ograniczen.
Ale ludzie nawet nie wiedza, ze zyja w swiecie zbudowanym ze swiatla :shock:

Boru - 23 Marzec 2012, 15:51

Warto wiec pojsc na spacer i poczuc w sobie, ze te wszystkie kamienie, rosliny, zwierzeta, Slonce i Ziemia, ze to wszystko juz nigdy wiecej sie nie powtorzy, ze zyje sie w unikalnym swiecie i to, czego czlowiek i wszystkie istoty doswiadcza tutaj, tego nie doswiadcza juz nigdzie indziej.
Boru - 23 Marzec 2012, 19:59

Z ta rzeczywistoscia czy nierzeczywistoscia swiata materialnego (albo tez ego) jest tak, ze kiedy nazywa sie go nierzeczywistym, to ciagle przezywa sie nierzeczywiste problemy. Wczesniej moglo sie dostac w morde od rzeczywistego bandyty, a tak to mozna dostac w morde od goscia z napisem na czole "nierzeczywisty".
Jesli jednak przestaje sie go nazywac takim albo takim, to znika z naszego pola widzenia. Tak wiec co jest nierzeczywiste? Chyba tylko etykietki.
Jest jak jest.

Boru - 23 Marzec 2012, 20:46

Ludzie uwalniaja sie od etykietek w momencie zagrozenia zycia, pozniej dosyc szybko wracaja do codziennego stanu swiadomosci.

Gdyby tak Slonce postanowilo przytulic Ziemie, to wielu ludziom rozwialyby sie wszelkie watpliwosci co do realnosci badz nierealnosci "ja" czy swiata ;)

Boru - 24 Marzec 2012, 15:01

Cytat:
Co to znaczy, ze swiat jest holograficzny? To, ze najmniejsza czesc skladowa hologramu zawiera w sobie obraz calosci.


Dlatego tez mozna wrozyc ze wszystkiego, z gwiazd, z dloni, z kart, z fusow, czy z liczb.

Czlowiek filtruje "mowe gwiazd" poprzez swoj kokon, co tworzy cialo, jego linie papilarne itd. zawiera wiec w sobie odbicie kosmosu, a poprzez tworzenie pojec czasu i przestrzeni, mozna zawsze okreslic jego wspolrzedne na osiach krzyza. Kiedy kokon nie jest w stanie dluzej sie bronic i zwija sie, wspolrzedne mieszkanca kokonu nie zmieniaja juz swojego polozenia, co nazywa sie miejscem na cmentarzu. Gwiazdy nikogo nie pilnuja. Karma i reinkarnacja jest tylko w kokonie/umysle.

Boru - 24 Marzec 2012, 15:35

Kiedy obcy umysl zostanie mocno zraniony i czlowiek zaczyna widziec zycie poza ta fasada .. wtedy jest on najbardziej niebezpieczny, bo rzuca sie desperacko z resztkami swoich sil, probuje ostatnich sztuczek aby czlowieka wykonczyc. Jesli czlowiek nie da sie sprowokowac i pozostanie niewzruszony, zakorzenony w wewnetrznej ciszy az do konca tych desperackich atakow, wtedy uwalnia sie od tego ostatecznie.
To takie przejscie przez droge krzyzowa.

Boru - 25 Marzec 2012, 15:52

Cytat:
Trzeba jednak wiedziec, ze sa rozne poziomy widzenia rzeczywistosci, tak wiec na pewnym poziomie te kosmiczne manipulacje sa niezwykle grozne, na innym poziomie sa smieszne, a na jeszcze innym poziomie istoty manipulujace poswiecaja sie dla nas, abysmy mogli przejsc ciekawa i ciezka lekcje zycia.


Niebezpieczne jest to, ze np. swiadomosc czlowieka moze zostac "zmielona" do poziomu bydlecego, czy nawet mineralnego, w zaleznosci od tego jakie istoty na niego dzialaja. Smieszne jest to, ze we wszechswiecie jest tak, ze jak sie cos zdezintegruje w jednym miejscu, to wylazi to w drugim w podobnej lub innej postaci i ostatecznie absolutna rownowaga nigdy nie jest zachwiana. W przyrodzie nic nie ginie i nic sie nie marnuje.

Ilustracja

Wszechswiat jest jak ocean, a budulcem tego oceanu jest uniwersalny fraktal z 9d.
Wiec jesli istota z 4d, niewazne jak potezna by sie zdawala, chce kogos zatrzymac i zniszczyc, to osmiesza sama siebie bo jest jak fala atakujaca ocean.
Fala nawet sama z siebie sie nie porusza, lecz jest poruszana przez calosc.

Boru - 25 Marzec 2012, 19:53

Ludziom sie zdaje, ze obecny rozwoj technologiczny w postaci jaka widac obecnie swiadczy o ich wysokim stopniu rozwoju. Faktycznie, jest to rozwoj, ale rozwoj taki sam jak plesni na kanapce, nic wiecej.

Swoja droga, ta technologia, ktora widzimy i ktorej uzywamy na codzien to epoka kamienia (glupie wyrazenie, ale nie potrafie znalesc innego) w porownaniu z tym, co jest poukrywane za scena.

Boru - 25 Marzec 2012, 20:46

Zalosny stan totalnego uspienia ludzkosci to jedna strona medalu, jak to jest ze wszystkim. Ludzie wypalaja swoja energie bezuzytecznie, ale jak juz pisalem, w kosmosie nic sie nie marnuje. Na tej energii, pozornie zmarnowanej, ktos kto przyjal wyzwanie od nieskonczonosci, potrafi wypalic swoje wlasne iluzje szybko i gwaltownie. Nie byloby przebudzenia, gdyby nie bylo uspienia, iluzja i oswiecenie to jedno i to samo. Kazda sytuacje, kazda energie, nawet najpodlejsza, mozna przetransformowac aby na niej wzniesc sie wyzej.
Kiedy tylko przestaje filtrowac sie swiat poprzez swoje wyobrazenia, to widzi sie, ze poprzez uspionych ludzi przemawia w kazdej chwili nieskonczonosc.

Kto wyzwolil Jezusa z ograniczen fizycznosci, jak nie ci, ktorzy wbijali mu gwozdzie?

Boru - 25 Marzec 2012, 22:38

Cytat:
Widze to tez po sobie. W moim zyciu w matrixie nie wydarzylo sie nic takiego, za czym moglbym tesknic w deszczowe wieczory, a mimo to mam poczucie, ze gdzies tam zostawilem swoj dom i teraz jestem jakby na wygnaniu.
Doszedlem do tego, ze jest to jedynie wzorzec zachowania obcego umyslu.


Uczucie tesknoty za czyms, a takze strach, bol i gniew, to sa uczucia wchodzace w sklad Pelni, chodzi jednak o to, aby znajdowaly sie w idealnej proporcji i by nie byly czyms osobistym.

Gdyby w Pelni nie bylo tesknoty i melancholii, to nie mogloby sie to znalezc w obcym umysle. Problem obcego umyslu jest w tym, ze wyolbrzymia to wszystko i czerpie z tego tozsamosc.

To jest wielki problem istot "lucyferycznych", ktore sa bardzo romantyczno-melancholijno-teskniace, a ich tesknota objawia sie w postaci raka na ciele Ziemi.

Utwor, ktorzy dobrze obrazuje ten stan.

Boru - 25 Marzec 2012, 23:38

Cytat:
Widziano nas jako dziwne stwory plywajace w purpurowej mgle , podlaczone do jakby "sznurow", ktore wstrzykiwaly nam substancje odzywcze
(...) Motyw purpury i purpurowych mgiel czesto pojawia sie np. w muzyce (deep purple, pink floyd, king crimson itd. itp.)


Cytat:
Sprowadzenie tutaj Ksiezyca przez te istoty okolo 6000 lat temu wywolalo potop


Z tego co slyszalem to facet o ksywce Eminem twierdzi, ze sprzedal dusze Rainmenowi ;) I z czasem ten pakt chyba mu zbrzydl. Tego typu pakty nie maja zadnej rzeczywistej mocy i trwaja tak dlugo, jak dlugo zyje sie w umyslowych halucynacjach.

Oto Rainmen we wlasnej osobie.

Boru - 26 Marzec 2012, 12:56

Streszczajac to wszystko w kilku zdaniach :lol:

I. Wszystko co zlozone, podlega rozkladowi, jest to naturalne, wiec przykuwanie uwagi do tego tworzy sztuczne problemy i daje obraz swiata w krzywym zwierciadle.
II. Prawdziwa natura czlowieka i wszystkich istot nie sa zjawiska, lecz to co jest swiadome zjawisk, a to jest niezmienne i nie posiada egzystencji (egzystowac tzn. wyrozniac sie).
III. To jest niezglebione i zadna ilosc obiektow nie jest w stanie tego zapelnic.
IV. Przeszlosc mozna wspominac tylko teraz, a kiedy przyszlosc nadejdzie, bedzie chwila terazniejsza.
V. Cisza, przestrzen i terazniejszosc sa za darmo.
VI. Sa rozne poziomy widzenia swiata i to co wydaje sie bezsensowne z jednego punktu, z szerszego zakresu widzenia jest sensowne.
VII.Zycie nie ma poczatku i konca. Poczatek i koniec wszystkiego jest teraz.
VIII.Swiat nie jest ani rzeczywisty ani nierzeczywisty, tylko po prostu jest, to etykietki okreslajace swiat sa nierzeczywiste.
IX. Nic nie jest centralnie sterowane, wszystko dzieje sie spontanicznie.
X. Kazda wypowiedziana prawda to tylko polprawda.

Oto slowo Borze.
Boru niech beda dzieki.

Boru - 26 Marzec 2012, 16:34

Cytat:
Z tego co slyszalem to facet o ksywce Eminem twierdzi, ze sprzedal dusze Rainmenowi ;) I z czasem ten pakt chyba mu zbrzydl. Tego typu pakty nie maja zadnej rzeczywistej mocy i trwaja tak dlugo, jak dlugo zyje sie w umyslowych halucynacjach.


Jaki poziom muzyczny jest prezentowany w mediach, to widac. Na kogo tu jednak narzekac?
Wielu z tych, ktorych znamy z tv jako "gwiazdy" od dziecinstwa przechodza wysoce wyrafinowane programy prania mozgow, po to, aby sluzyly za "tuby" do oglupiania tlumow. Dlatego tez wysmiewajac jakiegos dzieciaka spiewajacego kiczowata muzyke, chwalac sie przy tym, jak bardzo jest sie "alternatywnym", to tak jakby przejmowac sie szmaciana lalka w teatrzyku, ktore nie porusza sama soba, lecz jest sterowana zza sceny przez jakiegos pana Mietka alkoholika.

Cytat:
Widziano nas jako dziwne stwory plywajace w purpurowej mgle , podlaczone do jakby "sznurow", ktore wstrzykiwaly nam substancje odzywcze
(...) Motyw purpury i purpurowych mgiel czesto pojawia sie np. w muzyce (deep purple, pink floyd, king crimson itd. itp.)


Tak wiec tej ambitniejszej muzyki tez bym tak nie przecenial ;)

Zadaniem tzw. aniolow w tamtym okresie bylo kierowanie tymi sokami, odpowiednikiem dzisiejszej krwi, do cial tych stworzen. Ci, ktorzy nie poszli dalej z pradem rzeki zycia, chyba wzieli sobie do serca swoja dawna role i kontynuowali ja dalej, tylko, ze na ludziach. Nie bez powodu mowi sie, ze "ktos pociaga za sznurki". Ludzie sa podlaczeni do takich sznurkow i wstrzykiwane sa im przez nie "odzywcze" mysli, a energia generowania przez utozsamianie sie ludzi z nimi, jest pobierana przez tych kosmicznych narkomanow. Ksiezyc to taki wielki komar, wysysajacy krew z ludzi.
Aby uwolnic sie od kola narodzin i smierci, karmy i reinkarnacji, trzeba wiec "narodzic sie na nowo" i przeciac pepowine.
Tak wiec uzaleznienie od myslenia jest jak narkomania, czy nalogowa masturbacja.

Mimo to, ludzie sa uwazani za rase krolewska ;)

Boru - 26 Marzec 2012, 18:57

Cytat:
Wszechswiat jest jak ocean


Ten swiat w ktorym zyjemy jest jak taka powierzchnia oceanu, gdzie wszyscy sie moga wyszumiec. Tak jak na ocenie, na jego powierzchni moze byc wiele szumu i gwaltownosci, natomiast gleboko pod powierzchnia zawsze jest idealny spokoj.
Miliony lat gwiezdnych wojen, najrozniejszych manipulacji, zwyciestw i porazek, zachwytow i rozczarowan, to ledwie zmarszczka na powierzchni. Mam juz chyba dosc tych wszystkich intensywnosci i wole nurkowac gleboko w samotnosci.

Boru - 26 Marzec 2012, 21:51

Chyba bardziej jestem wojownikiem niz filozofem :P
Chociaz jedni i drudzy czerpia sile z tego samego.

Boru - 27 Marzec 2012, 12:42

Czlowiek uwieziony w kokonie posiada ogromny potencjal, obcy umysl, ktory w nim jest, zwierzece cialo, razem z tym "swietym graalem" we krwi, czyni z niego zabojcza mieszanke. Dopoki jednak siedzi zamkniety, jego potencjal jest tylko w stanie .. potencjalnym :P Siedzenie w srodku nie jest celem samym w sobie, dlatego tez wiekszosc ludzi poswieca swoja energie bez sensu. Cos z tego kokonu ma wyjsc. Moim zdaniem, ci ktorzy wcisneli czlowieka w kokon/jajo zrobili to tylko z mysla o sobie, nie zdajac sobie sprawy, ze sa jedynie narzedziem do tego, by wydac na swiat potezne istoty, ktore poucza ich o prawdzie, jakkolwiek patetycznie to brzmi. W kosmosie jestesmy uwazani za "rase panow", jezeli mozna tak to nazwac, czy "krolewska krew". Istoty przebrane za blond-wlosych i niebieskookich, ktore w rzeczywistosci sa reptilianami chcialy stworzyc "doskonalego czlowieka" czy "mesjasza" wedlug swojego planu, tak by istota bedaca odbiciem Boga byla pod nimi, jednak ta "krolewska krew" zawsze im sie wymykala. Nie potrafili jej okielznac, poniewaz "krolewskie DNA" jest splatane przez wibracje milosci, a wszelkie terroryzowanie tylko je degeneruje. "Doskonaly czlowiek" jest poza ich zasiegiem.
To troche tak jak w dragon ballu motyw z Freezerem i "super sayianinem" ;) Pomieszane jest troche w tej kreskowce, ale ogolny sens jest zachowany.

Cytat:
sprowadzenie tutaj Ksiezyca 6000 lat temu spowodowalo zniszczenie tej wodnej bariery wokol Ziemi i wywolalo potop


Ludzkie cialo sklada sie w duzej czesci z wody. Woda zmienia swoja budowe w zaleznosci od tego jakimi emocjami/uczuciami na nia sie dziala. Blogosc sprawia, ze uklada sie "fraktalnie", a negatyw rozbija ta fraktalnosc. Utozsamianie sie z obcym, niezadowolonym umyslem, sprawia sie, ze ta woda jest martwa. Moze zostac "dotleniona" i ozywiona, wymaga to jednak skonczenia z identyfikacja z myslami.

Ksiezyc jest fascynujacym i genialnym narzedziem, ale pelni role diabelskiego swiadka wobec nas. Na podstawie swoich zeznan ma prawo (na podstawie prawa Mojzesza) do powtornego zeslania czlowieka w materialny swiat. Jest to pierwsza planeta, ktora uspiony czlowiek odwiedza po smierci, bedac zahipnotyzowanym jego swiatlem, oraz ostatnia, ktora wprowadza go do tego swiata. Dlatego tez w okresie pelni Ksiezyca ma miejsce najwiecej porodow ;) Kiedy ten swiadek nie ma juz zadnych zarzutow wobec czlowieka, nie ma z nim polaczenia, wtedy czlowiek udaje sie w podroz przez Slonce.

Cytat:
O Samarytaninie, który niósł jagnię i szedł do Judei, rzekł do swych uczniów: "Ten z jagnięciem?" Odrzekli Mu: "Aby je zabić i zjeść". Rzekł im: "Jak długo ono żyje, on nie zje go, lecz jeśli je zabije, stanie się trupem". Powiedzieli Mu: "Inaczej tego nie może zrobić". Rzekł im: "Wy sami szukajcie dla siebie miejsca spokojnego, abyście nie stali się trupami i nie zjedzono was".

Boru - 27 Marzec 2012, 15:32

Krew Boga :lol:
Boru - 27 Marzec 2012, 18:58

Cytat:
Nassim Haramein - Spiralny ruch ukladu slonecznego


A teraz spojrzmy na ten symbol.
Czy naprawde w starozytnosci twierdzono, ze Ziemia jest plaska i stoi w centrum wszechswiata? :lol:

Cytat:
Utozsamianie sie z obcym, niezadowolonym umyslem, sprawia sie, ze ta woda jest martwa. Moze zostac "dotleniona" i ozywiona, wymaga to jednak skonczenia z identyfikacja z myslami.
(...)
Kiedy ten diabelski swiadek nie ma juz zadnych zarzutow wobec czlowieka, nie ma z nim polaczenia, wtedy czlowiek udaje sie w podroz przez Slonce.


Warto zwrocic uwage na to, ze woda jest bezksztaltna, oddech jest bezksztaltny, ogien jest bezksztaltny, natomiast myslenie sprawia, ze widzimy swiat stalych obiektow. No i nie da zastanawiac nad niczym, bedac swiadomym swojego oddechu.

Boru - 27 Marzec 2012, 19:51

Pisze duzo o Ksiezycu, bo czasami mozna wyczytac, ze Ziemia przechodzi w "wyzsza gestosc" i wlasciwie to negatywu juz tutaj nie ma, zli kolesie sie wynosza, a teraz bedzie fajnie.
Ja natomiast twierdze, ze tak dlugo jak Ksiezyc jest na orbicie ziemskiej, tak dlugo Ziemia nie przejdzie do "wyzszej gestosci" i rownolegle do jego zabrania stad, bedzie odbywal sie ten caly cyrk zwiazany z przyjsciem Chrystusa, plagami, pokonaniem zla i "wniebowstapieniem". To dlatego, ze nie beda juz dluzej mogli kontrolowac wszystkiego zza sceny i zostana zmuszeni do osobistego przedstawienia sie ludzkosci.
Uwazam, ze prawdziwie "wniebowstapia" tylko ci, ktorzy nie beda sie bali i nie dadza sie zwiesc zewnetrznym zjawiskom i rownolegle do tych wydarzen, beda stopniowo uwalniani od swoich form, tak, ze to co dla zwiedzionych bedzie niebezpiecznymi kataklizmami, to bedzie zbawienne dla trzezwych. Ci beda gotowi na "przyjscie Chrystusa" jako Slonce, ktore ich nie spali, lecz uczyni z nich prawdziwie swietliste istoty.

Boru - 27 Marzec 2012, 21:42

Moze i sie powtarzam, ale troche mnie wzburza, ze ludzi traktuje sie jak simsy :P

Swiat jest skonstruowany tak, ze zjawiska w mniejszej skali, maja swoje odpowiedniki w skali wiekszej. I tak jak czlowiek, ktory zaczyna dostrzegac zycie poza etykietkami, widzi przez ta fasade, kiedy obcy umysl zostal oslabiony, to wtedy takiego czlowieka czeka najciezsza proba, bo ten umysl rozpaczliwie wije sie pod nim jak waz i probuje najwiekszych sztuczek. Podobnie mamy i w wiekszej skali, kiedy Ziemia ma sie przemienic i uwolnic sie od swoich gnebicieli, to tuz przed ostatecznym wyzwoleniem czeka mieszkancow planety krotki i bardzo intensywny test, jak obosieczny miecz oddzielajacy prawde od falszu.

Natknalem sie wczoraj na taki fragment w jednej z ksiazek Carlosa Castanedy:

Cytat:
– Nie wiem, co mi się przytrafiło z psychiatrą i profesorem antropologii – powiedziałem don Juanowi – ale doprowadziło mnie to do nie znanego mi wcześniej stanu emocjonalnego. Mogę go określić jedynie terminem “introspekcja". Gadałem do samego siebie bez ustanku.
– Natura twojej przypadłości jest bardzo nieskomplikowana – odpowiedział don Juan, trzęsąc się ze śmiechu.
Najwyraźniej sytuacja, w której się znalazłem, niezwykle go bawiła. Nie potrafiłem dzielić jego wesołości, gdyż nijak nie dostrzegałem w tym wszystkim nic śmiesznego.
– Twój świat dobiega końca – powiedział. – Jest to dla ciebie koniec pewnej epoki. Myślisz, że świat, który znałeś przez całe życie, odda cię bez walki, bez żadnego szemrania? Nie! Będzie się pod tobą wił i walił cię ogonem.

Boru - 28 Marzec 2012, 16:03

Cytat:
Kiedy ten swiadek (...)


Swiadek Jehowy ;)

Boru - 28 Marzec 2012, 18:34

Dzisiaj natomiast natknalem sie na taki fragment:

Cytat:
– Co teraz zrobimy? – zapytałem szeptem.
– Rozluźnij się i nie skupiaj wzroku na niczym, nawet na krotką chwilę. Patrz na wszystko, co pojawi się w lustrze. Patrz nie skupiając wzroku.
Posłuchałem go. Patrzyłem na wszystko, co odbijało się w lustrze. W uszach dziwnie mi brzęczało Don Juan szepnął, że jeśli poczuję, iż zagarnia mnie jakaś dziwna siła, to powinienem zataczać kręgi oczami zgodnie z ruchem wskazówek zegara, podkreślił jednak, ze pod żadnym pozorem nie wolno mi podnosić głowy i patrzeć na niego.
Po chwili zauważyłem, ze lustro odbija coś jeszcze oprócz naszych twarzy i okrągłego kształtu. Powierzchnia szkła pociemniała i pojawiły się na niej intensywne, szybko rosnące punkty fioletowego światła. Był także jeden smoliście czarny punkt, który po chwili przekształcił się w coś w rodzaju płaskiego obrazu przedstawiającego pochmurne nocne niebo oświetlone blaskiem księżyca. Naraz cała powierzchnia wyostrzyła się jak obraz w kinie i pojawił się na niej nowy widok, trójwymiarowy, zapierający dech w piersiach obraz głębi.
Wiedziałem, że w żaden sposób nie potrafię się oprzeć niezwykłemu przyciąganiu tego obrazu. Zaczął mnie on wciągać w głąb.

Don Juan szepnął dobitnie, że jeśli chcę ocalić życie, muszę zataczać kręgi oczami. Ten ruch przyniósł mi natychmiastową ulgę. Znów dostrzegłem odbicia naszych twarzy i sprzymierzeńca. Potem sprzymierzeniec zniknął by po chwili pojawić się po przeciwnej stronie lustra.
Don Juan kazał mi trzymać lustro z całej siły. Ostrzegł, bym nie tracił zimnej krwi i nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów.
– Co się stanie? – zapytałem szeptem.
– Sprzymierzeniec będzie próbował wyjść.
Ledwie to powiedział, poczułem silne szarpnięcie. Coś pociągnęło moje ramiona. Szarpnięcie pochodziło spod lustra. Była to jakby siła ssąca, która wytwarzała jednolite ciśnienie dokoła całej ramy.
– Trzymaj lustro mocno, ale uważaj, żeby go nie zbić – nakazał don Juan. – Walcz z tym naciskiem. Nie wolno nam dopuścić do tego, żeby sprzymierzeniec wciągnął lustro zbyt głęboko.
Ogromna siła ciągnęła nas w dół. Obawiałem się, że połamie mi palce albo zmiażdży je o kamienie na dnie. W pewnej chwili obydwaj z don Juanem straciliśmy równowagę i musieliśmy zejść z kamieni w nurt. Woda była dość płytka, ale sprzymierzeniec napierał na ramę z tak przerażającą siłą, jakbyśmy znajdowali się w dużej rzece. Mimo, że woda dokoła naszych stóp wirowała szaleńczo, odbicia w lustrze nawet nie drgnęły.
– Uważaj! – zawołał don Juan. – Nadchodzi!
Coś nagle uderzyło w lustro od spodu i pochwyciło za krawędź ramy; nie za zewnętrzną krawędź, którą trzymaliśmy, lecz od środka, od strony lustrzanej tafli, tak, jakby szklana powierzchnia naprawdę była otwartym oknem, przez które coś lub ktoś próbował przejść.
Obydwaj z don Juanem dokładaliśmy rozpaczliwych wysiłków, by wepchnąć lustro niżej, gdy coś je wypychało od spodu, i pociągnąć je do góry, gdy dziwna istota ciągnęła je w dół. Pochyleni, powoli przesuwaliśmy się w dół strumienia. Woda była tu głębsza, a dno pokryte śliskimi kamieniami.
– Wyjmijmy lustro z wody i strząśnijmy go – zaproponował don Juan ochryple.
Głośne trzaski nie ustawały, jakbyśmy złapali gołymi rękami wielką rybę, która szaleńczo kręciła się w kółko.
Przyszło mi do głowy, że lustro właściwie jest czymś w rodzaju włazu. Dziwny kształt próbował przez nie wyjść na powierzchnię. Na krawędzi włazu opierał się. potężny ciężar, na tyle wielki, że przesunął odbicia naszych twarzy. Nie widziałem ich już, dostrzegałem tylko przepychającą się masę.
Lustro już nie spoczywało na dnie strumienia. Moje palce nie były przyciśnięte do kamieni. Lustro znajdowało się w połowie głębokości strumienia, utrzymywane na tym poziomie przez zrównoważoną siłę sprzymierzeńca i naszą. Don Juan powiedział, że wsunie dłonie pod spód, a ja mam je jak najszybciej pochwycić; w ten sposób oprzemy lustro na przedramionach i spróbujemy je wyciągnąć na powierzchnię. Puścił krawędź ramy i lustro przechyliło się na jego stronę. Szybko poszukałem jego dłoni, ale pod spodem nic nie było. Wahałem się o sekundę za długo i lustro wysunęło mi się z rąk.
– Łap je! Łap je! – wykrzyknął don Juan.
Pochwyciłem lustro w ostatniej chwili, zanim zdążyło upaść na kamienie, i wyjąłem je z wody, ale było już za późno. Woda przypominała klej. Wyciągając lustro czułem, że wraz z nim wyciągam część ciężkiej, gumowatej substancji, która usiłowała wyrwać mi lustro z rąk i znów je zanurzyć.
Don Juan niezwykle zręcznie pochwycił lustro i bez trudu postawił je pionowo.
Jeszcze nigdy w życiu nie przeżyłem takiego ataku melancholii. Był to smutek, który nie miał żadnej konkretnej przyczyny; łączyłem go ze wspomnieniem widzianej w lustrze głębi. Była to mieszanka czystej tęsknoty za tą głębią i bezgranicznego strachu przed jej mrożącą krew w żyłach samotnością.
Don Juan stwierdził, że w życiu wojownika smutek bez żadnego konkretnego powodu jest czymś jak najbardziej naturalnym. Widzący twierdzą, że przy przekraczaniu granic znanego pole energetyczne, jakim jest świetliste jajo, wyczuwa swoje ostateczne przeznaczenie.

Boru - 28 Marzec 2012, 19:26

Potrzebuje dostac bana na jakis czas :lol: Musze odciac dostep tlenu pasozytowi :P
Boru - 1 Kwiecień 2012, 20:53

Dzisiaj natknalem sie na taki tekst:

Swiatoslaw Florian Nowicki - "Madrosc" i "rozum" w "Apokalipsie", czyli jak filozof czyta tekst religijny

Boru - 1 Kwiecień 2012, 23:46

Kto to wszystko napisal, po co i komu? :shock: Dziwna sprawa.
Boru - 2 Kwiecień 2012, 14:47

Cytat:
W kokonie jest uwieziona garstka emanacji orla, na ktora naciera lawina tych emanacji spoza kokonu. Kiedy kokon nie jest w stanie dluzej wytrzymac naporu lawiny, zwija sie - co nazywa sie smiercia
(...)
Wszystko co czlowiek uwaza za siebie i za realny swiat jest jedynie informacja/idea przefiltrowana przez kokon


A moze to nie lawina naciera, lecz ruch kokonu/umyslu daje takie wrazenie i gdyby tak wyjsc poza kokon, to znalazloby sie poza czasem, w bezruchu, w swiecie, gdzie nic nie przemija.
Czyzby wszelkie dzialanie bylo slabym odbiciem nie-dzialania i kazdy ruch istnieje jedynie w oddzielonym umysle?

Cytat:
Gdyby nie bylo Chrystusa, nie byloby Lucyfera, tak jak bez Slonca nie ma Ksiezyca odbijajacego jego swiatlo


Przychodzi czarnoksieznik do Jezusa i mowi:

-nie jestes nikim wyjatkowym, tez potrafie to co ty
-ta? to wez zamien wode w wino
*czarnoksieznik zamienia wode w wino*
-ok, a teraz rozmnoz chleb
*czarnoksieznik rozmnaza chleb*
-niezle, a teraz pokaz jak latasz
*czarnoksieznik unosi sie wysoko w gore*
-super! a teraz spadaj
*czarnoksieznik spada i lamie sobie kregoslup*

Boru - 2 Kwiecień 2012, 15:53

Cytat:
Bog Milczacy


Nic nie mowi, ale oddanie sie temu milczeniu sprawia, ze swiat zaczyna mowic, tak jakby wszystko co przejawione, bylo symbolem, metafora, czy idea.
I wtedy znikaja inni ludzie, ktorzy czegos nie wiedza i potrzebuja jakiegos nauczania, bo sa oni jak symbole i znaki od nieskonczonosci, ktore odczytac bez znieksztalcen mozna tylko w ciszy. To samo tyczy sie wszelkich "diabelskich" istot.

Boru - 2 Kwiecień 2012, 18:45

Swiatoslaw Florian Nowicki napisał/a:
Diabeł to, jak wiadomo, Kłamca i Ojciec Kłamstwa. Spośród wielu kłamstw na miano kłastwa epokowego zasługuje kłamstwo dotyczące początku naszej epoki, która zgodnie z obowiązującym w naszym kręgu cywilizacyjnym kalendarzem i konwencją astrologicznych efemeryd zaczyna się 1.01.01 o godzinie 0 GMT.

Nasza chrześcijańska era zaczyna się, jak wiadomo, od narodzin Jezusa Chrystusa w Betlejem. Ogólnie jednak wiadomo, że Jezus Chrystus nie narodził się tego dnia, że taki początek naszej ery oparty jest więc na kłamstwie w postaci błędów w obliczeniach, których dopuścił się mnich Dionysius Exiguus, w VI wieku n.e.

W czyje imię zaczyna się więc każdy nowy rok, świętowany uroczyście przez ludzkość? W imię Kłamstwa, w imię Diabła. Nie ma więc potrzeby przemęczania się intelektualnego w celu ustalenia daty jego horoskopu. Wskazuje ją po prostu kalendarz. A miejsce? Logika nakazuje iść do końca w zaparte, upierając się przy narodzinach Jezusa w Betlejem jako początku nowej ery. Miejscem horoskopu jest więc Betlejem.

A teraz wystarczy tylko przyjrzeć się dokładniej temu horoskopowi pod kątem, czy wyczerpuje on zadowalająco wszelkie znamiona diabelstwa.

1) Ascendent jest w punkcie 7°00’27” Skorpiona, a w I domu znajduje się Neptun (19°52’20” Skorpiona). Neptun to zdecydowanie duch, ale w Skorpionie – raczej duch zły, podstępny, złośliwy. Neptun to także zamęt, pomyłki, iluzje. I to się zgadza, przyjęty początek naszej ery opiera się na pomyłce. Ponadto Neptun jest władcą Ryb, a chrześcijaństwo zaczęło się pod znakiem symboliki związanej z Rybami. Symbolem Neptuna jest trójząb, czyli takie diabelskie widły. Na razie się zgadza.

2) Słońce jest w Koziorożcu (9°23’30” Koziorożca) i w III domu. Diabła często przedstawia się jako kozła, czemu najbardziej odpowiada wizerunek Koziorożca. Diabeł określany jest mianem Księcia Tego Świata, a Koziorożec najbardziej ze wszystkich znaków oznacza władzę i jej struktury. Jeżeli szukamy astrologicznego odpowiednika opozycji Ten Świat – Tamten Świat, to w pierwszej kolejności jest to relacja III dom (Ten Świat) – IX dom (Tamten Świat). A Słońce, zgodnie z określeniem „Książę Tego Świata”, jest właśnie w III domu. Rządzi zaś X domem w Lwie, a X dom jest analogią do znaku Koziorożca, czyli też oznacza władzę, mianowicie władzę świecką.

3) Słońce (9°23’20” Koziorożca) jest w koniunkcji z Lilit (11°10’48” Koziorożca), co zgadza się z okolicznością, że kochanicą Diabła jest czarownica, wiedźma jeżdżąca na koźlim grzbiecie, fruwająca na miotle i oddająca się na sabatach orgiastycznym praktykom – całkowite przeciwieństwo słodkiej, niewinnej i macierzyńskiej Maryi Wiecznie Dziewicy. Lilit ma niewątpliwie różne ciemne wtajemniczenia duchowe, o czym świadczy septyl, jaki odbiera ona od Neptuna w znaku Skorpiona:

Neptun (19°52’20” Skorpiona) + 360° x 1/7 = 11°18’03” Koziorożca.

4) Słońce wraz z Lilit stanowią wierzchołek potężnej energetycznie konfiguracji planetarnej zwanej „Półkrzyżem”. W kwadraturze do Słońca (9°23’30” Koziorożca) jest Jowisz (9°07’30” Wagi), a w kwadraturze do Lilit (11°10’48” Koziorożca) – Mars (11°00’48” Barana). Opozycja Marsa (W V domu w Baranie) i Jowisza (w XI domu Wadze) pokazuje napięcie pomiędzy jednostką i jej egoistycznym działaniem (Mars) a społeczeństwem jako mocą zbiorowości (Jowisz), która staje się mocą władców tego świata, wyobrażonych w omawianym horoskopie przez Słońce. Wodospad energii wali tu w dziewiąty dom, w punkty opzycyjne wobec Słońca i Lilit. Oznacza to, że Książę Tego Świata jest źródłem religii jako formy świadomości społecznej, która ma utrzymywać w karbach stado tych Marsów w Baranie, czyniąc z nich potulne baranki. Religia, która upowszechnia takie wyobrażenia (pasterza i owieczek itp.) służy więc obiektywnie Księciu Tego Świata i ma zapewne genezę diabelską.

5) W tym kontekście ciekawe jest, że te opozycyjne punkty w Raku to Maryja Królowa Polski z mojego horoskopu Polski (Wenus w pozycji 9°13’26” Raka w IX domu, w opozycji do Słońca Diabła) i władca poczęciowego horoskopu Jezusa, mówiącego o indywidualnym rozwoju duchowym, którego celem jest stanie się Synem Bożym, mianowicie Merkury (11°08’27” Raka, X dom, w opozycji do Lilit Diabła). Łatwo odróżnić w tym Półkrzyżu pic ideologiczny (Jowisz, Słońce, Maryja Królowa Polski) od układu, w którym występuje rzeczywista duchowość jako domena jednostek a nie zbiorowości (Mars, Lilit, poczęciowy Merkury Jezusa).

6) Kto więc chce szukać w Diable rzeczywistej duchowości, ten ją u niego znajdzie – w postaci Lilit (11°10’48” Koziorożca). Jest ona wierzchołkiem konfiguracji zwanej Palcem Losu, mającym u podstawy na jednym wierzchołku Saturna w VIII domu (11°19’05” Bliźniąt), a na drugim – Medium Coeli (10°57’59” Lwa). Istotny energetycznie midpunkt tego sekstyla wynosi 11°08’32 Raka, czyli znajduje się dokładnie tam, gdzie wspomniany poczęciowy Merukry Jezusa, i w opozycji do Lilit Diabła. Saturn (władca Słońca, Lilit i Merkurego) niesie z sobą zadanie zmiany (VIII dom) sposobu myślenia (Bliźnięta), zgodnie z wielokrotnie powtarzającym się w Apokalipsie wezwaniem: „zmień myślenie”, tłumaczonym zwykle banalnie jako „opamiętaj się”. „Zmień myślenie” ma sens ezoteryczny, „opamiętaj się” – moralizatorsko religijny. Okoliczność, że drugim wierzchołkiem podstawy Palca Losu jest Medium Coeli, pokazuje, że zapisana w horoskopie Diabła droga duchowa jest zbieżna z ezoteryką chrześcijańską, której zasadą jest, że człowiek rozwija się duchowo dzięki życiu w tym świecie, a nie poprzez uciekaniu od niego, nie poprzez „odlot”.

7) Dla odmiany pozycja Księżyca rządzącego religijnym, IX domem w Raku (X dom, 13°02’38” Lwa) pokazuje charakterystyczne dla świata chrześcijańskiego osadzenie religii w strukturach władzy, co sprawia, że staje się ona dziedziną podporządkowaną Księciu Tego Świata.

8) Odnotować też trzeba występującą w tym horoskopie opozycję między Uranem (26°13’20” Ryb, V dom) a Plutonem (27°36’35” Panny, XI dom). Jej niedokładność pozwala wydobyć z niej dodatkową informację na temat elementów już omówionych. Należy mianowicie zanalizować aspekty biseptylowe od obu tych planet:

Uran + 360° x 2/7 = 9°04’46” Raka;

Pluton + 360° x 2/7 = 10°28’01” Koziorożca;

Wynika z nich, że o ile Uran dostraja się do „społecznego” układu Jowisz-Słońce, o tyle Pluton postuluje jakby syntezę układu „społecznego” z „indywidualistycznym” (midpunkt Słońca z Lilit = 10°17’04” Koziorożca). Zważywszy, że znaczeniem aspektów siódemkowych jest ispiracja duchowa, inspiracja Uraniczna dotycząca idei religijnych powstających w miejscu rozładowania się energii Półkrzyża prowadzi do herezji religijnych (w szczególności więc jako pochodzącąca od Diabła uraniczną herezję należałoby traktować kult Matki Boskiej Królowej Polski, czyli polskiej Wenus – 9°13’26” Raka). Odpowiednio do tego z ispiracji Plutonicznej powstawałby satanizm jako kult związany z połączeniem Księcia Tego Świata z jego kochanicą Lilit.

9) Potwierdzeniem domysłu na temat uranicznej genezy heretyckiego kultu Matki Boskiej jest okoliczność, że w omawianym horoskopie Diabła w wodnikowym IV domu znajduje się Wenus (25°11’04” Wodnika). Jej pozycja w IV domu wskazuje na to, że chodzi tu o jakiś stary przedchrześcijański kult bogini będącej – jako władczyni Descendentu w Byku – małżonką naszego Diabła. W tym kontekście istotny jest kwintyl (72°) między tą Wenus a Descendentem, wskazujący na to, że układ małżeński Diabła oparty jest na twórczym przetworzeniu starego archetypu w duchu nowszych czasów.

10) Wkraczamy w Epokę Wodnika, w której wszystko, co wodnikowe, powinno być przedmiotem najwyższej uwagi. Pomyślmy więc ciepło o tej Wenus w Wodniku jako diabelskiej małżonce, zwłaszcza że objawiła mi się ona we własnej osobie w ostatni czwartek 15 września o godzinie 15:18 w Warszawie, na ulicy Żelaznej. A było to tak. Usiłowałem przejść przez ulicę na pasach w miejscu bez sygnalizacji świetlnej. W sznurze samochodów dojeżdżających do Alei Jerozolimskich wytworzyła się luka na tych właśnie pasach, więc postanowiłem nią szybko przejść na drugą stroną. Nie zauważyłem jednak w porę, że drugim pasem jechał czerwony samochód, który uderzył mnie zderzakiem w prawą łydkę i podcięty, wylądowałem na masce samochodu, a jeden but – ten z lewej nogi – wystrzelił przy tym z mojej nogi na kilkanaście metrów. Samochód stanął, ja zgrabnie sturlałem się z maski i stanąłem na nogi. Czym prędzej pognałem po swój but, a następnie powróciłem do samochodu. Za kierownicą ujrzałem młodą, piękną, bardzo elegancką kobietę, która stwierdziwszy, że o mało nie dostała zawału, spytała następnie, czy nic mi się nie stało. Zapewniłem, że nic zgoła, demonstrując jej pełną sprawność wszystkich kończyn, no może z wyjątkiem lekkiego zadrapania na małym palcu lewej dłoni.

Po powrocie do domu postawiłem horoskop tego wydarzenia. I co stwierdzam? Ascendent 0°34’52” Koziorożca, a w VIII domu Wenus w kwadraturze do Ascendentu, w pozycji 0°33’00” Wagi. Medium Coeli 6°59’51” Skorpiona – czyli … Ascendent Diabła. Wenus w horoskopie Diabła – 25°11’04” Wodnika, w kwadraturze do mojego Ascendentu (25°20’47” Byka). Łydka, łydka!! – przemknęło mi przez głowę. Podnoszę nogawkę i widzę na łydce dyskretną poprzeczną linię, ślad po zderzaku. Łydki odpowiadają, jak wiadomo, Wodnikowi. To musiała być ona, małżonka samego Diabła! Pamiętajcie, to atrakcyjna młoda kobieta w eleganckim, czerwonym samochodzie. I tak to Diabeł uczcił fakt, że mu postawiłem horoskop.

Boru - 2 Kwiecień 2012, 19:41

Cytat:
Sophia to imie "wyzszego ja" Ziemi.


Czyli filozof tzn. kochajacy madrosc, to rowiez ktos kochajacy Ziemie jako zywa istote.
Filozofa mozna wiec rowniez poznac np. po tym, co sadzi o inkarnacji Sophii - Marii Magdalenie, autorce "ewangelii Jana" ;)

Boru - 2 Kwiecień 2012, 21:32

Cytat:
to co dla zwiedzionych bedzie niebezpiecznymi kataklizmami, to bedzie zbawienne dla trzezwych.


"Blogoslawieni, ktorzy cierpia przesladowania dla sprawiedliwosci" - a wiec plagi dla godnych tych plag, sa blogoslawienstwem czy przeklenstwem?

Boru - 3 Kwiecień 2012, 15:48

Wracajac do melancholii i tesknoty za jakas nieokreslona kobieta.

Okreslilem to jako wzorzec zachowania obcego umyslu, ale to tylko jest pol prawdy.

To jest tak, ze ludzie maja swoje "drugie polowki" czy "blizniaczy plomien" w gwiazdach, swiecie niedualnosci. Oprocz tego, czlowiek nosi w sobie obcy umysl istot, ktore zle czuja sie na Ziemi i tesknia za jej siostra - Wenus. To dlatego media bombarduja ludzi "milosnymi" piosenkami, ale jakos ludzie bardziej sie nie kochaja. Czlowiek jest jakby podwojnie wygnany.

Ja rozrozniam te dwa rodzaje tesknoty za kobieta w ten sposob, ze diabelski jest tym w swietle Ksiezyca i deszczu, a prawdziwy tym przy patrzeniu w gwiazdy :D

Piosenka

Boru - 4 Kwiecień 2012, 15:44

Wielu myli jednosc ze zbiorowym umyslem. Wolnosc od umyslu to jednosc.
Boru - 4 Kwiecień 2012, 20:58

Cytat:
Gdy ide do kosciola, to widze, ze kiedy tak kaplan stoi z wyciagnietymi rekoma i odprawia swoje rytualy, to ludzie uczestniczacy w tym oddaja swoja energie negatywnym istotom zywiacym sie uwielbieniem tak, jak narkomani wstrzykuja sobie narkotyki do zyl.


Cytat:
Jesli wszelkie te rytualy przykuwajace uwage, traktuje sie tak jak kazda inna czynnosc, jak picie herbaty, spacerowanie czy rozmowe z kims (...) to nie jest sie okradanym z energii


Podejrzewam, ze katoliccy oswieceni wiedzieli o tym, dlatego powtarzali, by modlic sie czy przyjmowac sakramenty nie tylko w kosciele, lecz by cale zycie bylo jak modlitwa, czy medytacja. W przeciwnym wypadku ich starania ida na marne. Katolickie sakramenty same w sobie nie sa niczym zlym. Maja one potencjal i sens, o ile posluguje sie nimi nieskazitelnie.

Jesli ktos przetrawil to co pisalem o Ksiezycu, to juz wie, dlaczego na mszach ludzie ziewaja ;)

Boru - 4 Kwiecień 2012, 23:10

Moznaby pomyslec, ze mam jakas ksiezycowa fobie, ale nic bardziej mylnego. Lubie spacerowac po cmentarzu przy pelni Ksiezyca. Nie skladam kotow w ofierze, ale medytacja w otoczeniu smierci jest bardzo wyzwalajaca.
Sloneczny upal w miescie i ubraniu jest uciazliwy. Podejrzewam wiec, ze jesli ludzkosc ma dostapic "wzniesienia" to tylko na golasa i w wodzie. Najpierw jest chrzest woda, a pozniej ogniem.

Boru - 5 Kwiecień 2012, 16:21

Z katolickich oswieconych polecam Mistrza Eckharta (XIII i XIV wiek), innych nie znam.
Wczoraj natknalem sie na ten tekst, bardzo mi bliski (nawet jedno porownanie jest identyczne do tego, ktore napisalem tutaj):

Mistrz Eckhart napisał/a:
Przeczytałem wiele pism, zarówno mistrzów pogańskich, jak też proroków Starego i Nowego Testamentu, uważnie i z wielką gorliwością poszukując najwznioślejszej i najlepszej cnoty, za pomocą której człowiek by mógł najmocniej i najściślej się związać z Bogiem, przez łaskę stać się tym, czym On jest z natury, oraz osiągnąć największe podobieństwo do tego obrazu, jakim był w Nim i w którym przed stworzeniem świata, nie istniała między nim a Bogiem żadna różnica. A kiedy tak zgłębiam wszystkie pisma, jak tylko pozwala mi na to mój rozum i jego zdolności poznawcze, nie znajdują niczego lepszego nad czyste odosobnienie. To wznosi się ponad wszystko, gdyż każda inna cnota ma jakieś odniesienie do stworzeń, podczas gdy odosobnienie jest od nich wszystkich oddzielone. Dlatego Chrystus powiedział do Marty: Unum est necessarium (Łk 10, 42), co znaczy: Marto, kto chce być wolny od troski i czysty, musi mieć jedno, to jest odosobnienie.

Mistrzowie nie szczędzą najwyższych pochwał miłości. Tak postępuje, na przykład, św. Paweł, gdy mówi: "Cokolwiek bym czynił, jeśli nie mam miłości, niczym jestem" (por. l Kor 13, 1). Ja natomiast ponad wszelką miłość sławię odosobnienie. Po pierwsze, ponieważ w miłości najlepsze jest to, że przymusza mnie ona do miłowania Boga, odosobnienie natomiast Jego zmusza do kochania mnie. A przecież przymuszanie Boga do mnie należy o wiele wyżej cenić aniżeli przymuszanie mnie do Boga - z tej mianowicie racji, że Bóg może głębiej wejść we mnie i ściślej się ze mną zjednoczyć, niż ja mógłbym z Nim. Że zaś odosobnienie przymusza Boga do mnie, wynika to stąd, że każda rzecz pragnie się znaleźć na swoim, z natury jej właściwym miejscu. Właściwym zaś i naturalnym miejscem Boga są jedność i czystość - tych zaś miejscem jest odosobnienie. Dlatego Bóg musi się oddać sercu odosobnionemu. Odosobnienie wynoszę nad miłość dlatego też, że ta nakłania mnie do znoszenia wszystkiego ze względu na Boga, odosobnienie natomiast daje mi zdolność przyjmowania samego tylko Boga. Otóż ze zdolności przyjmowania wyłącznie Jego płynie korzyść znacznie większa aniżeli ze znoszenia wszystkiego ze względu na Niego. W cierpieniu bowiem zawiera się jeszcze jakieś odniesienie człowieka do stworzeń, one są przecież jego źródłem, odosobnienie natomiast jest od nich wszystkich całkowicie oddzielone. Że zaś odosobnienie ma zdolność przyjmowania wyłącznie Boga, wykażę to w następujący sposób:

Nic nie może zostać przyjęte, jeżeli nie istnieje przyjmujący podmiot. Otóż odosobnienie jest tak bardzo bliskie nicości, że poza Bogiem nie ma nic tak subtelnego, żeby w nim mogło przebywać. On jeden jest tak prosty i subtelny, że może przebywać w sercu odosobnionym. Z tej racji odosobnienie nie może niczego przyjąć poza Bogiem.

Również pokorę mistrzowie wysławiają ponad wiele innych cnót. Ja natomiast ponad największą pokorę stawiam odosobnienie, z tej racji mianowicie, że pokora może istnieć bez odosobnienia, doskonałe odosobnienie natomiast nie może istnieć bez doskonałej pokory, ponieważ taka pokora zmierza do unicestwienia własnego "Ja". Odosobnienie zaś dotyka tak blisko nicości, że między doskonałym odosobnieniem a nią nic się nie może znaleźć. Stąd doskonałe odosobnienie nie jest możliwe bez pokory - a przecież dwie cnoty zawsze są lepsze niż jedna. Drugą przyczyną, dla której nad pokorę wynoszę odosobnienie, jest to, że doskonała pokora uniża się przed wszystkimi stworzeniami, a w uniżeniu tym człowiek wychodzi z siebie samego i kieruje się ku stworzeniom; odosobnienie natomiast trwa samo w sobie. Żadne zaś, najszlachetniejsze nawet wyjście nie potrafi dorównać szlachetnością pozostawaniu w sobie. Dlatego prorok Dawid mówi: Omnis gloria eius filiae regis ab intus, to znaczy: "Wszelka chwała tej córy królewskiej płynie z jej wnętrza" (Ps 45, 14). Doskonałe odosobnienie wyklucza wszelkie odniesienia do stworzeń, zarówno w sensie uniżania się przed nimi, jak i wywyższania się nad nie; nie pragnie ono być pod czymś ani nad czymś, chce istnieć samo z siebie i nie być przedmiotem niczyjej miłości ani udręki, nie pragnie równości ani nierówności z żadnym stworzeniem, nie chce tego i tamtego, chce tylko być, nic poza tym. Ale nie chce być tym lub tamtym, bo kto chce być tym lub tamtym, ten chce być czymś, odosobnienie natomiast chce być niczym. Dlatego pozostawia w spokoju wszystkie rzeczy.

(...)

Otóż, jak wiadomo, mistrzowie mówią, że w każdym z nas istnieje dwóch ludzi. Jeden zwie się "człowiekiem zewnętrznym" - jest to życie zmysłowe. Temu człowiekowi służy pięć zmysłów, działa on jednak mocą pochodzącą od duszy. Drugi nazywa się "człowiekiem wewnętrznym" - jest to jego życie duchowe. Otóż wiedz, że człowiek duchowy, miłujący Boga, posługuje się władzami duszy w człowieku zewnętrznym tylko w tym stopniu, w jakim się tego koniecznie domaga pięć zmysłów. Jego wnętrze zwraca się do owych zmysłów, tylko po to by nimi kierować, być ich przewodnikiem i je chronić, ażeby się za wzorem zwierząt nie oddały całkowicie swemu przedmiotowi zmysłowemu, jak to się zdarza u wielu tych, którzy szukają w życiu rozkoszy zmysłowych i postępują jak pozbawione rozumu zwierzęta; takich należałoby nazywać "bydłem" raczej niż "ludźmi". Wszystkie inne swe władze, poza tymi przez które się zwraca ku pięciu zmysłom dusza oddaje człowiekowi wewnętrznemu. A kiedy ten człowiek zwróci się nieco ku rzeczom wzniosłym i szlachetnym, wtedy dusza wszystkie te władze, które wypożyczyła pięciu zmysłom, przyciąga na powrót ku sobie, a wówczas on tak się zachowuje, jakby odszedł od zmysłów i wpadł w uniesienie, przedmiotem bowiem, ku któremu się zwraca są wyobrażenia poznawcze lub pojęcia bezobrazowe. Wiedz jednak, że od każdego duchowego człowieka Bóg oczekuje, żeby Go kochał wszystkimi władzami duszy. Mówi bowiem: "Kochaj Boga całym sercem!" (Mk 12, 30). Otóż są i tacy, którzy wszystkie władze duszy zużywają całkowicie w człowieku zewnętrznym. To ci, którzy wszystkie zmysły i rozum kierują ku dobru przemijającemu; tacy nic nie wiedzą o człowieku wewnętrznym. Ty natomiast powinieneś wiedzieć, że człowiek zewnętrzny może być pochłonięty różnymi zajęciami, a mimo to wewnętrzny pozostaje od nich całkowicie wolny i przez nie nieporuszony. Otóż, zarówno w Chrystusie, jak w Maryi był i człowiek zewnętrzny, i wewnętrzny. Jeśli więc mówili kiedykolwiek o sprawach zewnętrznych, czynili to w ich człowieku zewnętrznym, podczas gdy wewnętrzny trwał w nieporuszonym odosobnieniu. Tak też było, kiedy Chrystus mówił: "Smutna jest moja dusza aż do śmierci" (Mt 26, 38), jak i zawsze wtedy kiedy Maryja uskarżała się i o czymś mówiła; ich wnętrze pozostawało zawsze w nieporuszonym odosobnieniu. Posłużmy się tu następującym porównaniem: Drzwi poruszają się na zawiasach. Ich zewnętrzne deski porównam do człowieka zewnętrznego, zawiasy zaś do wewnętrznego. Kiedy drzwi się otwierają i zamykają, wówczas deski poruszają się w obie strony, zawiasy natomiast pozostają nieporuszone na swoim miejscu i nigdy nie zmieniają położenia. Tak samo rzecz się ma w naszym przypadku, jeśli tylko zechcesz właściwie to rozumieć.
Jeśli się teraz zapytam o przedmiot czystego odosobnienia, odpowiem, że nie jest nim to lub tamto. Zmierza ono do czystej nicości, i powiem ci, dlaczego tak jest. Otóż czyste odosobnienie zmierza do tego, co najwyższe. Najwyższe zaś znajdujemy w tym, w kim Bóg może działać całkowicie według swojej woli. A nie w każdym sercu może On działać w ten sposób, bo chociaż jest wszechmocny, działać może w tej tylko mierze, w jakiej znajdzie albo stworzy gotowość. To "albo stworzy" dodałem ze względu na św. Pawła, bo w nim Bóg nie znalazł najmniejszej gotowości, lecz przygotował go przez udzieloną mu łaskę. Dlatego powiadam: Bóg działa odpowiednio do znalezionej gotowości. W człowieku działa inaczej niż w kamieniu. Możemy się tu posłużyć porównaniem zaczerpniętym z porządku natury. Gdy się rozpali w piekarniku i wsadzi do niego cztery ciasta: owsiane, jęczmienne, żytnie i pszenne, w piecu będzie jeden tylko żar, a mimo to jego oddziaływanie na te cztery rodzaje ciasta nie będzie jednakowe, bo z jednego wyjdzie piękny chleb, z drugiego coś gorszego, a z trzeciego - jeszcze coś gorszego. A winę za to ponosi nie żar, lecz w tym wypadku niejednakowy materiał. Podobnie i Bóg niejednakowe sprawia skutki w sercach; zależą one od stopnia gotowości i zdolności przyjmowania. Jeśli w sercu jest to lub tamto, może się pośród tego znaleźć coś, co Bogu uniemożliwi działanie najwznioślejsze. Żeby zatem serce było gotowe przyjąć to najwznioślejsze, musi zmierzać do czystej nicości, ona to bowiem stanowi największą możność. Ponieważ zaś serce odosobnione zmierza do tego, co najwyższe, musi zmierzać również do nicości, ona bowiem oznacza najwyższy stopień możności przyjęcia. Posłużmy się takim oto przykładem: Jeśli zamierzam napisać coś na woskowej tablicy, przeszkadzać mi będzie wszystko, co jest na niej napisane; choćby to było coś najszlachetniejszego, nie będę mógł pisać. A jeśli koniecznie zechcę coś napisać, muszę najpierw zetrzeć i usunąć to, co jest na niej. Tablica najlepiej się nadaje do pisania wtedy właśnie, kiedy zupełnie nic na niej nie ma. Tak samo, żeby Bóg mógł w moim sercu wpisać się na sposób najwznioślejszy, musi z niego wyjść wszystko, co można nazwać tym lub tamtym - a właśnie wtedy będzie to serce odosobnione. Dlatego Bóg może w nim działać w sposób najwznioślejszy i zgodnie ze swoją najwznioślejszą wolą. Z tej racji przedmiotem serca odosobnionego nie jest to lub tamto.

Zapytam z kolei: jaka jest modlitwa serca odosobnionego? I dam na to następującą odpowiedź: Czystość odosobniona modlić się nie może, bo kto się modli, ten czegoś od Boga pragnie - żeby mu coś dał, albo go czegoś pozbawił. A serce odosobnione niczego nie pragnie, niczego też nie ma, co chciałoby stracić. Dlatego też nie wydobywa się zeń żadna modlitwa; jego jedyną modlitwą jest całkowite upodobnienie się do Boga. Do tego się sprowadza cała jego modlitwa. Możemy tu przytoczyć wypowiedź św. Dionizego, w której objaśnia słowa św. Pawła (l Kor 9, 24): "Wielu ich jest i wszyscy biegną po wieniec; a przecież jeden tylko go otrzyma" - wszystkie władze duszy biegną po wieniec, a otrzyma go tylko jej istota. Otóż Dionizy mówi: Ten bieg to odwracanie się od stworzeń i zespalanie się z niestworzonością. A gdy dusza już dojdzie do tego kresu, wtedy zatraca swą nazwę, a Bóg ją pociąga ku sobie, tak że sama w sobie staje się niczym. Podobnie słońce przyciąga ku sobie zorzę poranną, tak że ta ginie bez śladu. Człowieka może do tego doprowadzić tylko czyste odosobnienie. Można tu też przytoczyć słowa św. Augustyna. Mówi on: "Dusza ma tajemne wejście wprowadzające w Bożą naturę, gdzie wszystkie rzeczy przestają dla niej istnieć". Na ziemi tym wejściem nie może być nic innego jak czyste odosobnienie. Kiedy ono dojdzie do szczytu, wtedy się stanie poznaniem niepoznającym, miłością niemiłującą i światłem niejasnym. Możemy tu jeszcze przytoczyć słowa pewnego mistrza. Mówi on: "Ubodzy w duchu to ci, którzy Bogu wszystkie rzeczy powierzyli, w ten sposób, jak On je miał, wówczas gdy nas jeszcze nie było. Czegoś podobnego dokonać może tylko czyste, odosobnione serce.

Boru - 5 Kwiecień 2012, 17:57

Z warstwami zla jest podobnie jak i z poszukiwaniem najmniejszej czastki elementarnej. Ludzie najpierw ogladali komorki przez mikroskop i mysleli, ze to jest tak male, ze trudno o cos mniejszego. Pozniej zaczeli badac atomy i doszli do wniosku, ze sa one tak malutkie w porownaniu z komorkami, ze nic mniejszego nie ma prawa istniec. Nastepnie doszli do wniosku, ze atomy tez sie z czegos skladaja, rozbijaja je wiec na coraz mniejsze kawaleczki poszukijac "boska czastke", nie zdajac sobie sprawy, ze ich umysl tworzy materie i tak dlugo jak beda robijac materie na coraz mniejsze kawaleczki, tak dlugo beda znajdowali coraz mniejsze czastki. Nigdzie jednak nie znajda swiadomosci, bo swiadomosc nie jest czyms, nie jest obiektem.

Podobienstwo do zla jest takie, ze np. ktos odkrywa, ze politycy sa jedynie fasada, marionetkami w rekach ukrytego rzadu. Dociera sie do najrozniejszych masonow, iluminatow i mysli sie, ze to jest tak wielka konspiracja, ze to juz dalej nie moze siegac. Okazuje sie jednak, ze to nieprawda, bo masoni czy iluminaci sa w rekach jakis glow elitarnych rodzin. To jest juz szczyt piramidki, tak by sie zdawalo. Nic bardziej mylnego, przygladajac sie tym rodzinom widzi sie, ze sa one tylko marionetkami w rekach jakis nie-ludzkich istot, ktore dzialaja nie tylko na Ziemi, lecz i na innych planetach. Dociera sie np. do tzw. szarakow - najbardziej znany wizerunek "ufoka" przedstawia wlasnie ich. Szaraki (sa szaraki sztuczne i prawdziwe) sa w rekach tzw. reptilian, ktorzy z kolei tworza swoje organizacje typu "galaktyczna federacja swiatla" (bedaca matrixowym odpowiednikiem rzeczywistej organizacji z innego wymiaru), w ktorych panuje okreslona hierarchia. "Galaktyczni" tworza tez "wyzsze wymiary" itd.
To jest swiat niekonczacych sie podzialow i hierarchii.

Moje zdanie jest takie, ze my jako ludzie, zdecydowalismy sie zagrac w tej grze, w ktorej cokolwiek bysmy zrobili, zawsze przegrywamy. Jedyne wyjscie to po prostu przestac grac, poddac sie i w ciszy znalesc szczeline, po przekroczeniu ktorej nastepuje smierc wszystkiego co falszywe i podzielone. Trzeba przezyc wlasna smierc.

Boru - 5 Kwiecień 2012, 20:35

Ktos moglby powiedziec, ze skoro smierc jest wyzwoleniem z podzielonego swiata, to po rozpadzie ciala fizycznego jest sie juz wolnym na zawsze.

Nie.

Tak jak woda paruje, unosi sie ku gorze, a nastepnie znow opada jako deszcz, tak samo i wszystkie sklonnosci czlowieka powracaja tak dlugo, jak dlugo swiadomie sie z nimi nie skonfrontuje i nie przezyje swojej wlasnej smierci z pelna swiadomoscia tego, kim sie naprawde jest, co w jego zyciu jest prawda a co klamstwem.

Jesli komus sie wydaje, ze zyje, chociaz go nie ma, to jak pustka moze go wyzwolic? Cialo nie jest rzeczywiste, wiec jak rozpad ciala moze byc kresem iluzji?

Boru - 5 Kwiecień 2012, 23:16

Jesli chce sie wyzwolic ze swiata dualnosci, to trzeba doswiadczyc wszystkiego co oferuja te dwa scierajace sie ze soba bieguny, zebrac cala ta intensywnosc, zaprzestac gry, oraz przezyc swoja wlasna smierc bez cienia narzekania i strachu. Sila zebranych intensywnosci spala jak ogien.
Odosobnienie i nie-dzialanie jest tu najwazniejsze. Nie chodzi o unikanie swiata, lecz o stan, w ktorym nic nie traktuje sie osobiscie i zadne zewnetrzne doswiadczenia nie docieraja gleboko, nigdy nie zaklocajac spokoju. Jest to samotnosc wyzszego rodzaju.

Postawa typu "power of love & light", jeszcze nikogo nie wyzwolila, a ludzie ktorzy ja prezentuja zbieraja tymczasowo doswiadczenia po jednej ze stron. Swiat dualnosci jest odbiciem swiata niedualnosci, nie mozna wiec dostapic "wzniesienia" nie doswiadczajac na sobie tego, czym jest ciemna strona mocy.

Nie oszukujmy sie, kazdy tutaj albo byl gnojem, albo jest, albo bedzie. Na czym rosna piekne kwiaty?

Mistrz Eckhart napisał/a:
Również w świecie
zewnętrznym, w naturze, znajdujemy wymowny obraz i sugestywne świadectwo
potwierdzające te słowa i tę prawdę. Kiedy mianowicie ogień zaczyna właściwe
sobie działanie i zapala drewno, wtedy czyni je delikatnym i jemu samemu
niepodobnym, pozbawia je jego pospolitej natury, chłodu, ciężkości i wilgotności,
coraz bardziej upodabniając je do siebie samego. Jednakże ani ogień, ani drewno
nie uspokoi się, nie ucieszy ani nie znajdzie zadowolenia, przy najwyższym nawet
rozgrzaniu i upodobnieniu, dopóki ogien nie zrodzi siebie samego w drewnie oraz
nie przekaże mu swojej własnej natury i bytu, tak że wszystko będzie jednym tylko
ogniem, obu stronom jednakowo właściwym, bez najmniejszej różnicy, bez więcej
lub mniej. Dlatego też aż do nadejścia tego momentu, pomiędzy ogniem a
drewnem nie ustają dym, zmaganie się, trzaski, mozół i walka. Ale gdy zniknie
wszelka różnica, wtedy ucisza się ogień, milknie też drewno. Powiem też więcej, a
zgodnie z prawdą: utajona w naturze siła w skrytości nienawidzi podobieństwa w
tej mierze, w jakiej ono zawiera w sobie różnicę i zdwojenie, szuka w nim
natomiast jednego, które podobieństwo ma w sobie i które w nim ta siła kocha dla
niego samego.

Boru - 6 Kwiecień 2012, 12:14

Cytat:
atmosfera tego ciala planetarnego byla ognista mgla i tak jak my oddychamy powietrzem, tamte istoty oddychaly ogniem. Stad tez sie biora historie o smokach ziejacych ogniem.


Cytat:
ludzie nosza w sobie obcy umysl istot teskniacych za Wenus.


To jest milosc typu: tak bardzo ja kochalem, chyba nie staralem sie tak jak powinienem, zostawila mnie dla innego, upokorzyla mnie, suka, nienawidze jej, moze jak bede gwalcil jej siostre to zwroci na mnie uwage i znow bedziemy razem, przeciez pasujemy do siebie. Tak to jest, robisz dla kobiety wszystko, a ona zostawia cie jak psa. Teraz bede siedzial przy swietle Ksiezyca w deszczu i rozmyslal nad tym do smierci. Kto by chcial jej siostre? Jest taka zimna..

Mezczyzni noszac w sobie obcy umysl zachowuja sie podobnie, natomiast kobiety maja sklonnosc do tego, by zachowywac sie tak jak tamte istoty widza Wenus :lol:

O tym, ze wiekszosc ludzkich kompleksow ma podloze seksualne wiedzial chyba niejaki Freud, ale nie odkryl tego, ze to jest wzorzec zachowania nie nalezacy do czlowieka.

Kazdy wysilek intelektualny to w jakims stopniu masturbacja i utrata krwi, wlasnej lub cudzej.

Ten ogien, ktorego tak brak na powierzchni Ziemi, jest teraz w ludzkiej krwi, zwlaszcza menstruacyjnej. Ci "wygnancy" faktycznie mieszkaja gleboko pod powierzchnia ziemi, tak wiec te historie o diable w piekle sa prawdziwe, jesli wlasciwie je zrozumiec.

Filmik
Piosenka
Jeszcze jedna.

Boru - 6 Kwiecień 2012, 13:32

Odezwal sie czarnowlosy, szarooki, blady jak sciana :lol:
Boru - 6 Kwiecień 2012, 15:10

Cytat:
Serce dziala jak zaklinacz wezy.


Gadzi mozg moze wiec zostac poskromiony poprzez "melodie serca", sprawiajaca ze staje sie lagodny jak baranek. Wbrew temu co sie moze wydawac, serce dziala prawidlowo tylko w nie-dualnosci. Dobrym przykladem poskromienia i wykorzystania gadziego umyslu jest Rudolf Steiner, jeden z najwiekszych geniuszy ludzkosci, ktory pokazal jak mozna znalesc synteze pomiedzy mistyka a nauka.

Rudolf Steiner napisał/a:
Pierwszym warunkiem prawdziwego zmysłu prawdy jest oderwanie się od siebie samego, uświadomienie sobie co jest zależne od naszego własnego stanowiska.


Cytat:
Ludzie w stosunku do najwyższych prawd osiągnęliby już dawno zgodność, gdyby zaszli w tej dziedzinie tak daleko, jak w stosunku do prawd matematycznych. Prawdy matematyczne pojmujemy jednak najbardziej wewnętrzną częścią duszy i zdobywamy je właśnie dlatego, że pojmujemy je w ten sposób (...). Gdyby tysiące ludzi, różniących się w swych przekonaniach, uniezależniło się od siebie samych, doszłoby do tej samej prawdy.

Boru - 6 Kwiecień 2012, 15:39

Cytat:
A góra Synaj cała dymiła, gdyż Pan zstąpił na nią w ogniu. Jej dym unosił się jak dym z pieca, a cała góra trzęsła się bardzo. (19) A głos trąby wzmagał się coraz bardziej. Mojżesz przemawiał, a Bóg odpowiadał mu głosem. (20) A gdy Pan zstąpił na górę Synaj, na szczyt góry, wezwał Pan Mojżesza na szczyt góry i Mojżesz wstąpił. (21) I rzekł Pan do Mojżesza: Zejdź, przestrzeż lud, by nie napierał się na Pana, aby go zobaczyć, boby wielu z nich zginęło.


Filmik :lol:

Boru - 6 Kwiecień 2012, 16:31

Cytat:
Swiety Graal w DNA splatanym przez czysta intencje i Slonce


Czyli te bajki typu: ksiezniczka zamknieta w wiezy przez smoka, po ktora przybywa krolewicz, wspina sie po splecionym warkoczu na gore i ja ratuje, czy jakos tak, to ma ukryty sens ;)

A ja nie pozwalalem Klaud by spinala wlosy :lol:

Boru - 6 Kwiecień 2012, 19:19

Z okazji swiat, fragment Ewangelii Judasza (jednego z najwspanialszych ludzi w historii ;) ):

Cytat:
Znalazł ich jak siedzieli
(25) zebrani i ćwiczyli się
w pobożności. Gdy
spotkał tak swoich uczniów 
(34,1)zebranych i siedzących, gdy sprawowali
dziękczynienie nad chlebem wyśmiał
uczniów (Wtedy) rzekli mu:
„Nauczycielu, dlaczego wyśmiewasz nasze
(5) dziękczynienie . Uczyniliśmy to, co jest
słuszne.” Odpowiedział im
mówiąc: „Nie wyśmiałem was.
Co czynicie, uczyniliście nie
z [waszej] woli, lecz żeby w tym
(10) wasz Bóg otrzymał błogosławieństwo”.
(Wtedy) rzekli: „Nauczycielu, ty
[jesteś posłanym]1 Synem naszego Boga”.
Rzekł im wówczas Jezus:
„Czy poznajecie mnie
(15) w czymś” Zaprawdę mówię
wam, że nikt z (tego) pokolenia
nie pozna mnie wśród ludzi, którzy są
wśród was”. Gdy to usłyszeli
jego uczniowie
(20) zaczęli się gwałtownie oburzać i
gniewać, przeklinając go
w swoim sercu. Jezus zaś gdy
zobaczył ich brak zrozumienia [powiedział]
im: „Dlaczego niepokój
(25) sprowadził (ten) gniew? To wasz Bóg, który
jest wśród was i [jego aniołowie 2
(35,1) wprowadzili oburzenie do waszych dusz
Ten, który jest mocny wśród was,
spośród ludzi, niech sprowadzi człowieka
doskonałego i niech stanie on
(5) przede mną, przed moim obliczem ”.
I wszyscy powiedzieli: „jesteśmy mocni”. Ale ich duch nie mógł
się odważyć, aby stanąć w jego
obecności, poza Judaszem
(10) Iskariotą. On był w stanie
wystąpić w jego obecności. Nie był
jednak w stanie, aby spojrzeć na
niego, w jego oczy, ale
odwrócił swą twarz do tyłu.

Boru - 6 Kwiecień 2012, 20:11

Jamblich napisał/a:
Człowiek posiada dwie dusze: jedna pochodzi z Pierwszego Umysłu i ma również udział w mocy Demiurga, druga została w nim umieszczona z obrotu niebios, w który włącza się widząca Boga dusza. Z tego powodu dusza, która zstąpiła w nas ze sfer podąża wraz z obrotami sfer; lecz dusza obecna w nas jako umysł z Umysłu jest wyższa nad ruch, który powoduje stawanie się i to dzięki niej dochodzi do wyzwolenia spod władzy heimarmene (losu) i do wstępowania ku poznawalnym umysłem Bogom.

Boru - 7 Kwiecień 2012, 12:30

Co z bezwarunkowa miloscia?

Tak dlugo jak istnieje jakies "ja", tak dlugo sa warunki. Jezyk jakim sie poslugujemy sluzy podtrzymywaniu projekcji "ja", wiec pisanie o bezwarunkowej milosci to sprzecznosc sama w sobie. Najprosciej moznaby powiedziec, ze bezwarunkowa milosc to po prostu pozwalanie na to, by wydarzenia sie dzialy, ale warunek jest juz taki, ze jest ktos, kto moglby na cos pozwalac lub nie. Bo to ja pozwalam wszystkiemu wszystko, ja jestem taki bezwarunkowy. Trzebaby uzyc sprzecznosci w stylu "milosc niekochajaca", czy "swiatlosc nieoswietlajaca".
Wszyscy jestesmy otoczeni ta niekochajaca miloscia, umozliwiajaca istnienie wszystkiemu, przyjmujaca wszystko jednakowo i nie wychodzaca nikomu naprzeciw.

Boru - 7 Kwiecień 2012, 15:15

Cztery ewangelie i kazda daje nam inny obraz Chrystusa. Zwlaszcza ewangelia Jana rozni sie od pozostalych. Sam Chrystus nie napisal zadnego tekstu o sobie.
Prawda jest zawsze posrodku. Chrystus jest jak puste miejsce pomiedzy tymi czterema ewangeliami, ktore moze zostac przejawione jako byt dzieki nim. Tak wiec aby chrzescijanstwo jako droga wyjscia z dualnego swiata mogla zostac ukazana w swiecie dualnosci, musi zostac przejawiona w kilku roznych postaciach.

Bog Ojciec jako Nieprzejawione ma wiec ta sama "substancje" co Chrystus.

Toltecki szaman tak mowi o tym:

Cytat:
Moc, która rządzi przeznaczeniem wszystkich żyjących istot, nazywana jest Orłem, nie dlatego, by była orłem czy miała z nim coś wspólnego, lecz dlatego, że dla oczu widzącego ma kształt olbrzymiego, czarnego jak węgiel orła, stoi wyprostowana jak orzeł i sięga w górę nieskończenie wysoko.

Gdy widzący wpatruje się w czerń, którą jest Orzeł, jego postać odkrywają cztery rozbłyski ognia. Pierwszy, podobny do błyskawicy, pozwala obserwatorowi dostrzec kontury Orła, który ma na ciele plamy bieli, przypominające orle pióra, i szpony. Drugi rozbłysk ukazuje podobną do orlich skrzydeł czerń – łopocząc, stwarza ona wiatr. Przy trzeciej błyskawicy obserwator widzi przenikliwe, nieludzkie oko. A czwarty i ostatni rozbłysk odkrywa przed nim poczynania Orła.

(...)

Zapytałem don Juana, jak doszło do tego, że ludzie poznali regułę. Wyjaśnił, że reguła jest nieskończona i obejmuje każdy aspekt zachowania wojownika. Gromadzenie treści reguły i jej interpretacja jest dziełem widzących, których jedynym przez wiele wieków zadaniem było widzenie Orła i obserwacja jego nieustannego przepływu. W wyniku tej obserwacji widzący stwierdzili, że gdy świetlista osłonka ludzkiej istoty zostanie skruszona, można dostrzec w Orle słabe odbicie człowieka. Widzący uzyskują wówczas wgląd w nieodwołalne wyroki Orła, mogą je odpowiednio zinterpretować i zgromadzić w postaci strzegącego ciała.


Mistrz Eckhart tak pisal:

Cytat:
Wszystko co wyżej zostało powiedziane, zapowiedział już prorok Ezechiel w tych
słowach: "Orzeł potężny, o rozłożystych skrzydłach i długich członkach pokrytych
rozmaitymi piórami, przyleciał na czystą górę i wydobył szpik, to jest rdzeń z
najwyższego drzewa, zerwał jego wierzchołek pokryty listowiem i zniósł na dół"
(17, 3). Co Chrystus zwie szlachetnym człowiekiem, prorok nazywa wielkim orłem.
A któż jest szlachetniejszy nad tego, kto się narodził z najwyższego i najlepszego,
co tylko może mieć stworzenie, a zarazem z największej głębi Bożej natury, z jej
pustkowia? U proroka Ozeasza Pan mówi: "Wywiodę duszę na pustkowie i tam
będę Jej mówił do serca" (2, 16). Jedno z Jednym, jedno z Jednego, jedno w
Jednym i w jednym Jedno na wieki. Amen.

Boru - 7 Kwiecień 2012, 20:22

"Nie dramatyzuj" to jedno z najmadrzejszych ludzkich powiedzen.
Boru - 7 Kwiecień 2012, 22:02

Przyjaciel terazniejszosci to przyjaciel smierci.
Boru - 7 Kwiecień 2012, 23:56

Cytat:
Ludzie sa podlaczeni do takich sznurkow i wstrzykiwane sa im przez nie "odzywcze" mysli, a energia generowania przez utozsamianie sie ludzi z nimi, jest pobierana przez tych kosmicznych narkomanow.


Jaki narkotyk jest wstrzykiwany ludziom od urodzenia? To potrzeba akceptacji.

Boru - 8 Kwiecień 2012, 15:51

Ktos moglby powiedziec, ze odosobnienie o jakim pisze sprawia, ze czlowiek staje sie niewrazliwy na potrzeby innych.

Nie jest tak.

Pisalem o tym, ze kiedy to jajo ktorym czlowiek sie otacza zaczyna sie kruszyc, zwieksza sie jego zakres doswiadczen, nie tylko tych przyjemnych ale i nieprzyjemnych.
Jesli czlowiek doswiadcza na sobie cierpien, po ktorych wielu popada w rozpacz, a te cierpienia ani troche nie naruszaja jego spokoju i odosobnienia, to czy mozna to nazwac niewrazliwoscia? To nic innego jak wykazanie iluzorycznosci cierpiacych i potrzebujacych czegos do szczescia jednostek. Cierpienie jest uciazliwe jedynie wtedy, kiedy uporczywie trzyma sie swojego poczucia tozsamosci i oporu, ktory sie stawia, aby go utrzymac. Tylko to jest ograniczeniem. Odnosze nawet wrazenie, ze ludzie tworza wiekszosc swojego osobistego cierpienia poprzez nieszczesliwosc z powodu bycia nieszczesliwym.

A co z cierpieniem dzieci? Czy nie bierze sie ono przypadkiem z chorobliwego poczucia tozsamosci doroslych?

Boru - 8 Kwiecień 2012, 16:05

Najlatwiej jest zahipnotyzowac tych, ktorzy uwazaja, ze sa na hipnoze odporni poniewaz ich pewnosc siebie sama w sobie jest juz efektem dzialania hipnozy ;)
Boru - 9 Kwiecień 2012, 00:28

Uwaga nie jest cecha nalezaca do umyslu. Umyslowi moze cos sie nie spodobac i odwrocic sie od tego, chcac odwrocic uwage, ale uwaga nie zostaje wylaczona, jest tylko nieuswiadomiona przez umysl.
Boru - 9 Kwiecień 2012, 13:20

Zycie w malym umysle to udzial w przedstawieniu teatralnym, dramacie. Wyzsza jazn to aktor znajdujacy sie pod przebraniem, ktory jest swiadomy, ze to tylko przedstawienie i pozostaje niewzruszony niezaleznie od wydarzen na scenie. Karma to scenariusz, napisany przed przedstawieniem i ktory jest odgrywany przed publicznoscia chcaca nakarmic sie tymi dramatami. Aktor pod przebraniem wie jak bedzie przebiegal dramat, ale postac ktora gra odtwarza go tak jakby nie wiedziala.
Niektorzy z aktorow zbytnio wczuwaja sie w swoje role i nie potrafia odroznic siebie za scena od siebie na scenie, wtedy jest to chorobliwe skrzywienie.

Wrogowie na scenie sa przyjaciolmi poza scena i gratuluja sobie wzajemnie dobrze odegranych rol.

Spojrzmy jeszcze raz na ten obrazek.
Ten zygzak w dole 5d to taka garderoba :P

Boru - 9 Kwiecień 2012, 15:39

Skoro juz mowa o teatrze to:

Jim Carrey o swoim przebudzeniu.

Wyslalem kiedys znajomemu ten filmik z komentarzem "trudno powiedziec, czy mowi powaznie, czy robi sobie jaja". Dostalem odpowiedz "to tak jak z toba" :P

Inna ciekawa postac:

Aniol Slazak - Mistyk Barokowy

Cytat:
„Nagła przemiana głębokiego mistyka w bezlitosnego i apodyktycznego polemistę jest dla wielu bardziej zaskakująca niż głośne w swoim czasie przyjęcie katolicyzmu. [...] Skłoniło to Schradera do sformułowania niezwykłej hipotezy, jakoby w rzeczywistości istniało dwóch różnych autorów: poeta-mistyk Angelus Silesius i fanatyczny polemista, twórca z górą pół setki inwektyw, Jan Scheffler. Teza ta, prawie powszechnie zwalczana, może posiadać rozmaite warianty. Najbardziej oryginalny (sądzę, że mógłby go wymyślić na przykład Emmanuel Swedenborg) mówi, że Cherubinischer Wandersmann podyktowali Schefflerowi aniołowie, pozostałe pisma były jego dziefem (Jan Tomkowski, dz. cyt.). Co do nas, gotowi jesteśmy przyjąć tę tezę.


A moze w ten sposob:

Angelus Silesius - umysl prawdziwy, w bezruchu
Jan Scheffler - umysl mniejszy, przebranie zewnetrzne - odbicie umyslu wiekszego

Mistyk ten wszedl tak gleboko w odosobnienie, ze doswiadczal zycia z poziomu "anielskiego", dajac slabe odbicie na zewnatrz jako Jan Scheffer. To tak jak z Chrystusem i Lucyferem, bedacym Chrystusem w dzialaniu i przebraniu. Dlatego jego biografowie, utozsamiajacy sie ze swoimi rolami nie potrafia pogodzic ze soba tych dwoch postaci.

Boru - 9 Kwiecień 2012, 21:25

Cytat:
diamenty powstaja w ekstremalnych temperaturach

Cytat:
Chrystus przyjdzie jako Slonce


Moze stad podobienstwo slow "Chrystus", "Kryszna" i "krysztal" ;) Prawdziwe swiatlo, niespolaryzowane, jest jak przezroczysty krysztal.

Boru - 9 Kwiecień 2012, 22:46

Sa dwa rodzaje samo(is)tnosci.
Pierwsza to ta, kiedy czlowiek zostal opuszczony przez kogos, albo chce by wszyscy dali mu spokoj. Druga to ta, kiedy nie ma juz tego, kto moglby zostac opuszczony, lub chcialby byc sam. Ten drugi moze znajdowac sie w tlumie ludzi, lecz jego samo(is)tnosc nigdy nie bedzie naruszona. Pierwszy rodzaj to tylko oznaka slabosci i folgowania sobie, uzalanie sie nad soba. Drugi rodzaj to przezycie wlasnej smierci, spotkanie z nieskonczonoscia.

Boru - 10 Kwiecień 2012, 15:36

Cytat:
Swiety Graal w DNA splatanym przez serce, czysta intencje i Slonce.


Ilustracja

Boru - 10 Kwiecień 2012, 17:16

William Blake napisał/a:
Niech zaprzestaną Kapłani w czerni śmiertelnej, co służą Krukowi brzasku, przekleństwa rzucać głosem chrapliwym na radość synów. I ci, co są mu braćmi z przyzwolenia - których on, tyran, zwie wolnymi - niechaj nie kładą granic ni stropów nie wznoszą. Niech blade pobożne wszeteczeństwo nie mieni dziewiczym tego, kto pragnie, ale nie działa ! Bo co żyje wszystko Święte jest.

Boru - 10 Kwiecień 2012, 21:06

Jan w Apokalipsie napisał/a:
(...)a ogon jego zmiótł trzecią część gwiazd niebieskich i strącił je na ziemię.


Jak gwiazdy moga spasc na Ziemie? Przeciez jedna gwiazda jest nieporownywalnie duza w porownaniu z Ziemia.
No tak, ale to ktos napisal 2000 lat temu, kto myslal, ze gwiazdki sa takie malutkie i kraza wokol Ziemi. Na pewno?

jam to napisał/a:
Wyzsza Jazn to miniaturowa gwiazda.


Kiedy czlowiek pozbywa sie tych wszystkich oslon, przebran i masek, wtedy gwiazdy spadaja na niego z nieba. Mozna to nazwac koncem swiata.
Zrzucenie na Ziemie 1/3 gwiazd moze oznaczac zlaczenie sie 1/3 ludzkosci z wyzszymi jazniami.

Boru - 10 Kwiecień 2012, 22:56

Cytat:
gdy świetlista osłonka ludzkiej istoty zostanie skruszona, można dostrzec w Orle słabe odbicie człowieka. Widzący uzyskują wówczas wgląd w nieodwołalne wyroki Orła, mogą je odpowiednio zinterpretować i zgromadzić w postaci strzegącego ciała.


Czlowiek ten z daleka jest jedna istota, natomiast z bliska jest jednoscia w wielosci roznych istot. Jest to wiec konkretna istota, ale jest to istota kolektywna, zawierajaca w sobie wszystkie istoty, ktore ja tworza. Tak jak z kilku figur geometrycznych, jesli je ustawic odpowiednio obok siebie, to w pustym miejscu pomiedzy nimi powstanie nowa figura. Geometria czlowieka w tym sensie jest swieta, ze opiera sie na niej kosmos. Dlatego tez istoty, ktore graja ludzmi jak pionkami w szachach, fantazjuja sobie o byciu stworcami. Centralnym punktem tego teatru jest inkarnacja Anthroposa w smiertelne cialo czlowieka zewnetrznego i zabicie go. Zmartwychwstanie jako przypomnienie, ze to tylko teatr i wszystko co sie tutaj dzieje, nie jest na serio.

W ten oto sposob, w niebiosach oddaje sie chwale Bogu jako osobie, ktora panuje nad wszystkimi. To jest pogodzenie dziwnego paradoksu, calkowita anarchia i monarchia absolutna jednoczesnie :D

Tak wiec monarchia absolutna jest swietnym pomyslem, ale nie do odtworzenia w swiecie pozornie rozszczepionym ;)

Boru - 11 Kwiecień 2012, 01:14

Ciekawostka historyczna :D

Rudolf Steiner napisał/a:
Zaznaczałem wielokrotnie, w jaki sposób duch Eliasza-Jana czynny
był później poprzez swoje impulsy w historii świata. A ponieważ zebraliśmy
się tu jako antropozofowie i możemy zagłębiać się również w ezoteryczne
fakty, to można tę sprawę omówić. Niejednokrotnie zaznaczałem,
że dusza Eliasza-Jana pojawia się ponownie w malarzu Rafaelu. Jest to jeden
z tych faktów, które mogą nam właśnie wskazać, jak na skutek tego potężnego
przełomu, który dokonał się dzięki Misterium Golgoty, dokonują
się przemiany dusz. Ponieważ w czasach po Chrystusie również i taka dusza
musiała działać poprzez pojedynczą osobowość w Rafaelu, dlatego też
43
to, co tak szeroko w dawnych czasach rozciągało swoją działalność, co,
można by powiedzieć, obejmowało tą działalnością cały świat, pojawia się
w osobowości tak bardzo zróżnicowanej, jaką był Rafael. Czyż nie można
wyczuć, że to, co u Eliasza-Jana występowało jako spowijająca go aura, zaznacza
się również u Rafaela, że również u Rafaela mamy do czynienia z
czymś podobnym, o czym można powiedzieć, że jest zbyt wielkie, aby
wniknąć w jedną poszczególną osobowość, że mamy do czynienia z czymś,
co opływa ją niby chmura, tak że objawienie, przejawiające się za pośrednictwem
tej fizycznej osobowości, ma charakter olśnienia. Niewątpliwie
było coś takiego u Rafaela.
Można podać pewien dowód potwierdzający to - dowód, który wprawdzie
ma charakter osobisty, ale tym niemniej jest zastanawiający; dowód,
którego poszczególne elementy podałem już w Monachium. Pragnę to obecnie
poruszyć nie ze względu na osobowość samego Jana Chrzciciela, ale
dlatego, aby uwypuklić całe jestestwo Eliasza-Jana przy omawianiu dalszych
dziejów tej duszy w Rafaelu. Człowiek, który zapragnie uczciwie i
szczerze poznać, kim był Rafael, odczuje w nim coś szczególnego.
Zwracałem już waszą uwagę na współczesnego nam historyka sztuki
Hermana Grimma i mówiłem, że człowiek ten zdołał bez większych trudności
opracować biografię Michała Anioła, natomiast trzykrotnie rozpoczynał
pracę, gdy zapragnął dać opis życia Rafaela. Herman Grimm nie był
zwyczajnym uczonym - ten bowiem umie sobie ze wszystkim dać radę.
Był człowiekiem uniwersalnym i ze szczerym sercem przystępował do tego,
co pragnął ująć i opracować. Właśnie dlatego za każdym razem, kiedy
napisał coś, co miało przedstawiać życie tego malarza, musiał przyznać, że
nie było to wcale życie Rafaela. Tak więc zmuszony był rozpoczynać tę
pracę wciąż od nowa i nigdy nie był z niej zadowolony. Na krótko przed
śmiercią spróbował jeszcze raz wziąć się za Rafaela - co zachowało się w
odnalezionych po jego śmierci papierach - aby przedstawić go tak, jak pragnęło
go ująć jego serce. I oto jakże znamienny jest sam tytuł, który zamierzał
dać tej rozprawie: „Rafaeljako ogólnoświatowa moc"* Uważał
bowiem, że gdy ktoś zbliży się w sposób uczciwy do tej postaci, nie zdoła
jej opisać, jeżeli nie ujmie jej jako mocy ogólnoświatowej, jeżeli przez Rafaela
nie będzie przezierało to, co swoją działalnością przenika całe dzieje
świata. Jest rzeczą zupełnie naturalną że nowoczesny pisarz czuje się, powiedzmy,
nieswojo, gdy powinien pisać o rzeczach tak, jak pisali ewange-
44
liści, którzy czynili to z całą szczerością i swobodą. Nawet najlepszy pisarz
czu-je się wtedy w swojej pracy zażenowany. Często jednak same postacie,
jakie ma przedstawić, wymuszają na nim użycie odpowiednich słów. Bardzo
dziwne są te słowa o Rafaelu, jakie czytamy w pierwszych rozdziałach
pracy napisanej przez Hermana Grimma na krótko przed jego śmiercią.
Można by naprawdę powiedzieć, że mówiąc o Rafaelu wyczuwa on w
swoim sercu coś ze stosunków, jakie charakteryzują postać tego rodzaju co
Eliasz-Jan. Czytamy tam takie słowa:
„Gdyby Michał Anioł powrócił jakimś cudem ze świata zmarłych, aby
żyć znowu pomiędzy nami i gdybym go spotkał, to z najwyższą czcią
zszedłbym mu z drogi, aby mnie wyminął. Gdybym jednak spotkał Rafaela,
to szedłbym za nim z nadzieją że może uda mi się usłyszeć jakieś słowa
wypowiedziane przez jego usta. Gdy chodzi o Leonarda da Vinci i Michała
Anioła, można się ograniczyć do tego, że opowie się, kim oni byli w swoim
czasie. Z chwilą jednak, gdy chodzi o Rafaela, trzeba zacząć od tego, kim
on jest dla nas dzisiaj. Tamtych zakrywa już lekka zasłona, ale nie Rafaela.
Należy on do tych, którzy rosną i rosnąć będą jeszcze długo. Można
doskonale wyobrazić sobie przyszłe generacje ludzi, którym postawi on
nowe zagadki do rozwiązania".9
Herman Grimm przedstawia Rafaela jako moc ogólnoświatową jako
ducha kroczącego przez stulecia, przez tysiąclecia, który w jednym człowieku
nie znajduje dla siebie dość miejsca. Ale u Hermana Grimma znajdujemy
jeszcze inne słowa, wymuszone, jak się już wyraziłem, szczerością
i uczciwością jego duszy. A słowa te brzmią tak, jak gdyby ktoś chciał powiedzieć,
że patrząc na Rafaela mamy do czynienia z czymś, co niby jakaś
wielka aura unosi się wokół niego - tak jak duch Eliasza unosił się wokół
Nabota. Trudno tę rzecz wyrazić lepiej niż wyraził ją Grimm mówiąc:
"Rafael" ma obywatelstwo w dziejach całego świata. Jest on jak gdyby
jedną z czterech rzek, które według dawnych wierzeń wypływały z raju".10
Są to słowa, które można by uważać prawie za słowa napisane przez
jednego z ewangelistów; tak prawie można by pisać o Eliaszu. Oznacza to,
że nawet współczesny historyk sztuki, gdy odczuwa uczciwie i szczerze,
może odczuć coś z wielkich, idących poprzez czasy impulsów świata. Aby
rzeczywiście zrozumieć nowoczesną wiedzę duchową wystarczy odwołać
się do potrzeb duszy i ducha ludzi, którzy z tęsknotą dążą do tego, co w
ewolucji ludzkości jest prawdą.


Paul Sedir napisał/a:

Elias Artista
Poza żółtym słońcem, które jej [ziemi] świeci obraca się sześć innych słońc jeszcze niewidzialnych, zasilających życie na ziemi. Nasze żółte słońce ma za zadanie rozwój życiowych funkcji. Inne słońce, słońce czerwone, wpływa na rozbudowę ziemskich organizmów, zarządza morfologią, zjawiskami powinowactwa fizycznego, chemicznego, intelektualnego i społecznego.
Słońce czerwone jest siedzibą istoty, której Paracelsus, pierwszy na tej ziemi, nadał imię Elias Artista.
Elias Artista jest aniołem Różokrzyża. Nikt wiedzieć nie może, kim on jest, nawet ten, na którym spoczął. Wszystko, co można powiedzieć, streszcza się w twierdzeniu, że jest on siłą przyciągającą i harmonizującą, zmierzającą do scalenia poszczególnych jednostek w jednorodne ciało.
Stanislas de Guaita tak się o nim wyraża:

"Elias Artista jest nieomylny, nieśmiertelny, ponadto niedostępny ułomnościom, skażeniom i śmiesznostkom ludzi cielesnych, a ujawnia się światu poprzez nich za ich ofiarną zgodą. Ten Duch światła i postępu wciela się w istoty dobrej woli, które go przywołują. Jednakże opuszcza je natychmiast z chwilą najdrobniejszego ich potknięcia.
Fałszować to słowo wzniosłości jest rzeczą niemożliwą, nawet nie sposób kłamać w jego imieniu. Wcześniej czy później bowiem znajdzie on narzędzie bardziej siebie godne (choćby na jedną chwilę), usta wierne i lojalne (choćby na moment), by wymówić jedno słowo.
Czy to będzie organ wyboru, czy usta trafu - co za różnica? Głos jego daje się słyszeć, głos potężny i drgający tym spokojnym autorytetem, który użycza słowu ludzkiemu natchnienia z Niebios. W ten sposób zadany zostaje na ziemi kłam tym wszystkim, których jego sprawiedliwość potępiła w abstrakcji.
Strzeżmy się fałszować tradycyjnego ducha Zakonu, potępiani w tej samej godzinie tam, wysoko, bylibyśmy prędzej czy później tu, na ziemi, odrzuceni przez tajemniczego demiurga, którego Zakon wita imieniem .

Nie jest on Światłością, ale podobnie jak św. Jana Chrzciciela, posłannictwem jego jest dawać świadectwo Światłości chwały, które ma opromieniać z nowych niebios odmłodzoną ziemię. Oby się przejawiał poprzez rady mocy, oby oczyścił piramidę świętych tradycji, zniekształconą warstwami różnorodnych dziwacznych szczątków i gruzów, jakie na niej nagromadziło 20 wieków! I oby w końcu otworzył on drogi na przybycie Chrystusa w chwale najwyższej aureoli; wtedy on zniknie - dokonawszy swego dzieła - on, zwiastun przyszłych czasów, ludzki kształt św. Parakleta, dajmon wiedzy i wolności, mądrości i sprawiedliwości integralnej: Elias Artista."

Boru - 11 Kwiecień 2012, 12:20

Mowiac o tym, ze czlowiek jest uwieziony w kokonie, mam na mysli cos w tym stylu. Sa to ciala swietliste, ale nie jest to czysta energia, tylko cos w rodzaju pojemnika i filtra przechwytujacego czysta energie i ja ksztaltujaca.
Pewna ilosc tej czystej energii jest w srodku tego kokonu i to ona jest niesmiertelna czescia czlowieka.

Cialo "czakrowe", z 7 centrami energetycznymi to swiat dualnosci. Kiedy zostana one zharmonizowane i skupione w "centrum grawitacji ", sercu, wtedy zostaje sie z jednym centrum energetycznym. Im pelniejsza zgodnosc, tym ladniej serce spiewa. To cos jak ukladanie kostki rubika. W swiatach wyzszych rowniez jest dualnosc, pozytyw i negatyw, ale jest to juz dualnosc innego rodzaju, dojrzalsza, ktorej natura jest trudna do zrozumienia z punktu widzenia tutejszych tarc. Kiedy tam nastepuje jakas roznica zdan, wtedy dana istota jest sciagana w dol do pokrewnych energii nizej. Wszystko odbywa sie na zasadzie przyciagania. Historie opowiadajace o np. buncie aniolow w niebie i wygonieniu ich przez Boga do podziemii sa przykladami tego, jak dziala zasada przyciagania.

I tak jak przy kostce rubika: jeden bedzie czytal dziesiatki poradnikow i rozkminial najrozniejsze techniki, a i tak bedzie sie meczyl z ta kostka godzinami, natomiast ktos inny przyjdzie i bez wiekszego przygotowania, dzieki intuicji ulozy w pare minut. To samo mamy w branzy "ezo", gdzie wielu ludzi meczy sie z ukladaniem, madrzy sie, czego to oni nie wiedza i jakich to technik nie znaja, a i tak nie sa w stanie ulozyc, a ktos inny przyjdzie i sam nie wiedzac jak, poradzi sobie bez pomocy tych madralinskich :P
Im mniej chcenia, tym latwiej.
Ja mowie, ze najwazniejsza jest dziecieca ciekawosc, duch artystyczny i wdziek. Mozna ubrac sie w najkosztowniejsze stroje, nauczyc sie prawidlowo wyslawiac i zachowywac i nie miec w sobie za grosz wdzieku. Mozna tez zachowac wdziek bedac ubranym w brudna koszule i jedzac parowke.

William Blake napisał/a:
Gdyby udało się otworzyć drzwi percepcji,
wszystko ukazałoby się człowiekowi takim,
jakim jest – nieskończonym.

Boru - 11 Kwiecień 2012, 15:18

Cytat:
Cialo "czakrowe", z 7 centrami energetycznymi to swiat dualnosci. Kiedy zostana one zharmonizowane i skupione w "centrum grawitacji ", sercu, wtedy zostaje sie z jednym centrum energetycznym.


Bedac w kokonie, ma sie swiadomosc pokawalkowana na poszczegolne zmysly. Kiedy slyszy sie czyjs glos, to slychac tylko glos. Kiedy widzi sie kwiat, to tylko widzi sie ten kwiat. Kiedy je sie obiad, to tylko sie go smakuje. Brzmi to oczywiscie, jak mogloby byc inaczej? :D

Kiedy pokawalkowane zmysly skupiaja sie w centrum grawitacji w sercu, wszystkie perspektywy zostaja przez nie "wchloniete", stajac sie jednym zmyslem.
I wtedy sluchajac spiewu ptaka, nie tylko sie go slyszy, ale i tez widzi i czuje i smakuje. Widzac planety, nie tylko sie je widzi, ale tez i slyszy jak tworza muzyke itd.

Dlatego tez "oswieconego" nie mozna oszukac, mowiac jedno, a myslac drugie, bo widac to klamstwo jak na dloni.

Podobnie jest i z przeszloscia i przyszloscia, ktora staje sie wieczna terazniejszoscia.

To mial na mysli Mickiewicz piszac:

Cytat:
Miej serce i patrzaj w serce.


Tak nawiasem mowiac tzw. bogowie zwani tez reptilianami, maja po dwa serca :P Jednym sercem nas glaszcza, a drugim bija. Jednym pozbawiaja wszystkiego, a drugim oferuja pomoc.

Boru - 11 Kwiecień 2012, 16:15

Filmik

I wlasnie cos takiego trzeba zrobic :lol:

Jedno jest pewne: ty jako osoba stworzona z mysli nigdy tego nie zrobisz, bo jestes tylko po to, aby do tego nie dopuscic.

Boru - 11 Kwiecień 2012, 21:58

Cytat:
Kiedy pokawalkowane zmysly skupiaja sie w centrum grawitacji w sercu, wszystkie perspektywy zostaja przez nie "wchloniete", stajac sie jednym zmyslem.


Prawda jest, ze zadna istota nie jest w stanie wykonac wiecej niz jedna czynnosc jednoczesnie lub objac uwaga wiecej niz jeden zmysl. Aby zwiekszac zakres doswiadczen trzeba wiec laczyc ze soba wiele czynnosci, tak jakby staly sie czyms pojedynczym. Nieprawda jest, ze byli tacy mistycy, ktorzy mieli tzw. dar bilokacji, czyli umiejetnosc przebywania w dwoch, lub wiecej miejscach jednoczesnie. Zawsze mozna byc tylko w jednym miejscu, zawsze tutaj i teraz.

Boru - 12 Kwiecień 2012, 12:47

Cytat:
Mowiac o tym, ze czlowiek jest uwieziony w kokonie, mam na mysli cos w tym stylu. Sa to ciala swietliste, ale nie jest to czysta energia, tylko cos w rodzaju pojemnika i filtra przechwytujacego czysta energie i ja ksztaltujaca.


Albo inaczej:

Obrazek

Boru - 12 Kwiecień 2012, 14:07

Cytat:
Trzeba przezyc wlasna smierc


Uwalnianie sie od reinkarnacji polega na tym, ze podczas zycia w ciele doswiadcza sie tego, czego ludzie doswiadczaja zazwyczaj po tzw. smierci. I to jest jedyna roznica, ktora rozni przebudzonych od spiochow - czas, ktorego nawet nie ma. Zabawne, ze wszedzie widac skutki czasu, chociaz jego samego nikt nigdy nie doswiadczyl.
Kilkadziesiat stron temu :lol: pisalem o tym, jak po opuszczeniu ciala czlowiek przechodzi przez "czysciec" emocjonalny, nastepnie przez mentalne zawieruchy itd.
Przez to samo przechodzi sie podczas zycia w ciele. Przestaje utozsamiac sie z emocjami, stajac sie dla nich martwym, a one sie rozpuszczaja. Nieskonczonosc rzuca wtedy wyzwania, wyciagajac na wierzch wszystkie ukryte emocje i popedy, podsuwa innych ludzi, rodzine, ktora bedzie draznic itd.
Kiedy umiera sie dla tego, wtedy wszystko co czlowiek pomyslal i poczul, naciera na niego w postaci warunkow atmosferycznych. Jesli ktos ogladal dragon balla, to moze miec pojecie o co chodzi :D

Duzo by o tym pisac, a kazda smierc jest sprawa indywidualna :lol: wiec u kazdego wyglada to inaczej. Nie traktowac niczego osobiscie, bo smierc dotyczy osoby i to dla niej jest to nieprzyjemne, a czlowiek na najglebszym poziomie istnienia nie jest osoba.

Kluczowe jest to, ze uwalnianie sie od cyklu narodzin i smierci dokonuje sie podczas zycia w ciele, laczac ze soba pokawalkowane zmysly w jeden zmysl i zadne pozacielesne "odloty" nie sa w stanie tego przerwac na zawsze.
W ludzkim ciele znajduje sie uniwersalny fraktal, zasada kosmiczna na ktorej oparte sa tez i "niebiosa", wiec paradoksalnie uwalnianie sie od cielesnosci jest mozliwe tylko poprzez cialo. Tak to juz jest, ze przechodzenie w kolejne "wymiary" polega na laczeniu ze soba pozornych sprzecznosci. Nie chodzi o to, by bronic "realnosci" swojego ciala, lecz o to, by uwolnic sie od niego, nawet z niego nie wychodzac. Jesli opuszcza sie cialo jako cos ograniczajacego, to podtrzymuje sie wyobrazenie o tym ciele jako o czyms realnym, a to, czego nie ma, nie moze ograniczac. To jest wlasnie przezycie wlasnej smierci, czy przezycie konca swiata.

Boru - 12 Kwiecień 2012, 15:27

Cytat:
Przestaje utozsamiac sie z emocjami


Nie chodzi o to, aby stac sie pozbawionym emocji robotem, lecz o to, ze urojona ludzka tozsamosc uwaza siebie za jakies nieruchome centrum dowodzenia, a emocje pojawiaja sie i znikaja, sa niczyje. Kiedy cos co uwaza sie za stale i niezmienne czerpie tozsamosc z czegos, co pojawia sie i znika, pojawia sie osobiste cierpienie.
Swiadomosc jest nieruchoma, ale "ja" jest nieswiadome. Jest wiec cierpienie swiadome, beztozsamosciowe i cierpienie nieswiadome, ktore napedza samo siebie jak automat.

Obcy umysl jest umyslem zbiorowym, tak wiec mozna go okreslic nazwa "nieswiadomosc zbiorowa".

Boru - 12 Kwiecień 2012, 18:13

Slowa: samotnosc i odosobnienie kojarza sie negatywnie, ale jakby sie im przyjrzec, to nie ma w nich nic takiego.

Samotnosc to inaczej samo-istnosc, czyli istnienie czegos samo z siebie, cos niestworzonego.
O tym, czy cos jest negatywne lub pozytywne decyduje osoba, wiec od-osobnienie nie moze byc ani takie, ani takie.

Ktos, kto boi sie samo-istnosci potrzebuje innych do zycia, a wiec jest pasozytem energetycznym.

Okreslen tych moznaby uzywac zamiast slowa swiadomosc.
Stworca uni-wersum jest Bog Odosobniony i Samotny.

Cytat:
wszystko co czlowiek pomyslal i poczul, naciera na niego w postaci warunkow atmosferycznych.


Powiedzenia typu "jak grom z jasnego nieba" lub "burza mozgow" dla jasnowidzacego nie sa tylko metaforami.

Boru - 12 Kwiecień 2012, 19:01

Cytat:
Stworca uni-wersum jest Bog Odosobniony i Samotny.


Wszechswiat to nie uniwersum.

Wszech-swiat, to kazdy przejawiony swiat czy kazde swiatlo. Uniwersum to natomiast jeden-wers, jedna informacja ("Jestem"), a wiec tylko swiat bedacy pelna jednoscia.
Bog Samo(is)tny nie stworzyl swiata ktorego doswiadcza sie fizycznymi zmyslami, poniewaz jest to swiat-swiatlo odbite i rozszczepione na wielosc przez pryzmat.

Boru - 12 Kwiecień 2012, 19:43

Dobrym okresleniem na obcy umysl jest "motorhead" :P Tak okresla sie ludzi uzaleznionych od amfetaminy. Potrzeba akceptacji to odpowiednik uzaleznienia od amfetaminy, czlowiek nacpany ma od razu ochote zapierdalac, nie usiedzi.
Drugi umysl, prawdziwy, jest umyslem w bezruchu, umyslem uniwersalnym.

Piosenka

Jednym ze skutkow ubocznych jest swiatlowstret, dlatego ludzie nie sa w stanie patrzec na Slonce.

Boru - 12 Kwiecień 2012, 23:43

Zabawna rzecz:

Kiedy mowi sie: Slonce - to mozna wskazac na Slonce
Kiedy mowi sie: Cialo - to mozna wskazac na cialo
Kiedy mowi sie: Drzewo - to mozna wskazac na drzewo

ale kiedy mowi sie: Ja - to na co mozna wskazac? :lol:

Mam sasiadke, niby prosta kobieta i prymitywna, ale to tylko pozor, bo przychodzac do mojej mamy zadaje jej pytanie w stylu zen:

Jestes Bozenka? :lol:

Powinna kiedys odpowiedziec: nie, k**wa, nie ma mnie.

Boru - 13 Kwiecień 2012, 18:30

Cytat:
Kiedy pokawalkowane zmysly skupiaja sie w centrum grawitacji w sercu, wszystkie perspektywy zostaja przez nie "wchloniete", stajac sie jednym zmyslem.


Nie tylko zmysly, ale tez i takie energie jak np. zywioly, czy plec ;) Mezczyzna musi wiec rozbudzic w sobie kobiecy wdziek. Nie ma to jednak nic wspolnego z przebieraniem sie w kobiece ciuszki, czy homoseksualizmem :P

Cytat:
pisalem o tym, jak po opuszczeniu ciala czlowiek przechodzi przez "czysciec" emocjonalny, nastepnie przez mentalne zawieruchy itd.


Jeszcze innym doswiadczeniem "posmiertnym" moze byc np. to, ze widzi sie siebie samego zajmujacego sie jakimis sprawami, chociaz swiadomosc jest z boku tego wszystkiego. Nie ma wiec "ja to robie" lecz jakby "ty to robisz".
Prawdopodobnie tego samego trzeba doswiadczyc podczas zycia w ciele, jesli bedzie sie odlaczac od matrixa.

Boru - 13 Kwiecień 2012, 22:36

Taki jakis chujowy ten poprzedni post :P
Boru - 14 Kwiecień 2012, 13:32

Cytat:
wcisnieci w zwierzece ciala

Cytat:
geometria czlowieka w tym sensie jest swieta, ze opiera sie na niej kosmos


To w koncu zwierzece, czy swiete?

Te ciala, ktore postrzega sie pokawalkowanymi zmyslami na poziomie fizjologicznym nie roznia sie od cial zwierzecych. Postrzegajac swiat wylacznie tymi zmyslami, jest sie ciagle w krolestwie zwierzat. Z obcym umyslem, jest sie tak naprawde najstraszniejsza bestia chodzaca po Ziemi, nieuleczalnie pograzona w zalosnej autorefleksji.
Swiete sa natomiast jego proporcje i skupiajac zmysly w jeden zmysl, przez to cialo moze przejawiac sie wiecznosc, zasada kosmiczna.
Skupienie nastepuje w centrum grawitacji w sercu, wiec uwalnia sie od przyciagania ziemskiego i ksiezycowego, ktore przyciaga uspionych ludzi po smierci cial, dlatego tez na wschodzie mowi sie, ze awatar nie robi sladow chodzac po Ziemi, bo jest jak gwiazda zawieszona w przestrzeni kosmicznej.

Boru - 14 Kwiecień 2012, 14:47

Tak wiec z moich badan wynika, ze:

-ludzie sa bardziej mieszkancami Ksiezyca niz Ziemi i prawdziwym osiagnieciem byloby zejscie na Ziemie i odkrycie zycia na niej. Podobnie jak Ksiezyc, ludzie w srodku sa pusci, a ich powierzchnia imitujaca cos prawdziwego, kryje pod soba armie demonow. To nie pustka nieskonczonosci, lecz swiata.

-to nie dezodoranty sa winne globalnego ocieplenia, lecz Jezus Chrystus

-ogladanie pornosow, czy chodzenie do burdeli i udzial w mszy niewiele sie roznia. W jednym jest sie obslugiwanym, a w drugim sie obsluguje. Jak nisko upasc moze anielska istota, skoro daje sobie obciagac starym babom.

Boru - 14 Kwiecień 2012, 15:42

Cytat:
W miejscu, które tylko JA pokierowany zostałem w całej uważności mego ducha. Usiadłem na ławce koloru zielonego, pokrywającego wiele warstw farby długiego życia, drewnianych szczeblin, osadzonych na żeliwnych podporach. Wokół cisza i półmrok, przestrzeń ograniczona niebytem, nieczasem, niemiejscem. Wewnątrz tego świata JA, oparty wygodnie na łuszczącym się zielenią oparciu, widziałem przed sobą, na przeciw, drugą ławkę, podobną do mojej, bliźniaczą.

Siedzi tam, milcząco patrząc w moją stronę potężny, pewny siebie, skoncentrowany w pewności swojego istnienia, pasiasty pomarańczowo-czarny kot. Tygrys wpatruje się pięknymi, wyraźnymi i rozumnymi oczami szukając mojego wzroku. Pomiędzy nami opalizujące światło. Perliście lśni unoszący się nad zieloną trawą kamień-diament-perła. Kot jest silny, władczy, ale nie boję się go. Daje mi uczucie bezpieczeństwa, stwarza wrażenie ochrony przed rozciągającym się za nim lasem.

Las to równomierne rozmieszczone gładkie pnie potężnych drzew, jego głębia ginie w mroku niepokoju, niepewności, zagubienia, pytań bez odpowiedzi. Patrzę JA na tygrysa oczekując CZEGOŚ, mając nadzieję, czekając...kot wstaje zapraszająco spoglądając w moim kierunku, podchodzi do granic półmroku rozjaśnionego światłem lewitującego kamienia-diamentu-perły. Decyduję się, ufając Mu bezgranicznie, pójść tam gdzie mnie zaprasza. Z chciwością ciała, potrzebą umysłu, pragnieniem serca podziwiam widok, który rozpostarł się nagle przed nami.

Po lewej krajobraz ogrzany Słońcem, pagórki, drzewa, pola pełne dojrzałych zbóż, ludzie w oddali zajęci prostotą ich edeńskiego życia. Dołączyłbym z chęcią do nich, rozpływając się w zwyczajności dobrze przemijających dni.

Po prawej Księżyc unosi się nad ziemią pełną wiedzy, poznania i odkrytych tajemnic. Umysł, w swych możliwościach, góruje tam nad krajobrazem. Chcę tam pójść, by być Nauczycielem, Twórcą, Prorokiem.

Tygrys nie mówi nic, ale wiem, że pokazuje mi to wszystko, stawiając pytanie. Nie mogę podjąć decyzji, nie wiem co zrobić, zaglądam wprost w jego oczy prosząco...

Księżyc i Słońce zbliżają się do siebie, krajobrazy zwijają jak gobelin zerwany ze ściany, krajobraz spływa w stronę Słońca. Nauczyciel, Twórca i Prorok zostają wchłonięci przez Księżyc. Kot podniósł swą potężną łapę i wszystko zniknęło jak zerwany ekran w kinie.

Wróciliśmy na trawę, pomiędzy ławki. Kot wziął w łapy kamień-diament-perłę i dał mi. Schowałem głęboko w samym jądrze opuszczonym przez JA i poszedłem w głąb lasu, podziwiając i obserwując.

LAS jest bezkresny, a wędrówka nigdy się nie kończy...

Boru - 14 Kwiecień 2012, 15:53

William Blake - Ksiega Urizena
Boru - 14 Kwiecień 2012, 20:09

Tak pisze o tym Orle, krwi, czterech ewangeliach, o tym, ze mamy teraz epoke germansko-anglosaska, po niej ma byc slowianska .. moze to ma cos wspolnego z tym:

Cytat:
Patrz! – ha! – to dziecię uszło – rośnie – to obrońca!
Wskrzesiciel narodu,
Z matki obcej; krew jego dawne bohatery,
A imię jego będzie czterdzieści i cztery.


:P

Przyznam sie, ze z lektur szkolnych przeczytalem tylko "Akademie Pana Kleksa" i "Chlopcow z Placu Broni".

Cytat:
Cztery ewangelie i kazda daje nam inny obraz Chrystusa. Zwlaszcza ewangelia Jana rozni sie od pozostalych. Sam Chrystus nie napisal zadnego tekstu o sobie.
Prawda jest zawsze posrodku. Chrystus jest jak puste miejsce pomiedzy tymi czterema ewangeliami, ktore moze zostac przejawione jako byt dzieki nim. Tak wiec aby chrzescijanstwo jako droga wyjscia z dualnego swiata mogla zostac ukazana w swiecie dualnosci, musi zostac przejawiona w kilku roznych postaciach.


40 i 4 mozna potraktowac jako 44, lub tez jako 404. Odwrocona druga czworka da nam symbol szachownicy, puste miejsce pomiedzy nimi to wyzwoliciel.
4+4=8, symbol DNA, swietego graala we krwi, ktore jest jak skrzydlate serce.

Castaneda napisał/a:
Moc, która rządzi przeznaczeniem wszystkich żyjących istot, nazywana jest Orłem, nie dlatego, by była orłem czy miała z nim coś wspólnego, lecz dlatego, że dla oczu widzącego ma kształt olbrzymiego, czarnego jak węgiel orła, stoi wyprostowana jak orzeł i sięga w górę nieskończenie wysoko.

Gdy widzący wpatruje się w czerń, którą jest Orzeł, jego postać odkrywają cztery rozbłyski ognia.

Boru - 14 Kwiecień 2012, 21:29

Cytat:
swiety graal we krwi, ktore jest jak skrzydlate serce


Dlaczego serce przedstawia sie w taki sposob, jaki sie przedstawia, chociaz wyglad ten nie ma nic wspolnego z jego wygladem jako organu?

Ten symbol przedstawia ksztalt serca jako centrum przyciagajace wszystkie zmysly, to ksztalt torusa.

Boru - 15 Kwiecień 2012, 15:54

Sala ciszy, sala tortur.

Ciekawe ile kosztuje wynajecie takiego pokoju :P

Boru - 15 Kwiecień 2012, 20:29

Cytat:
Wierni
(Żerec .....)
O Słońce, Słońce gromowe
Przybądź w czerwonych łunach.
(Żerec .....)
O Słońce, Słońce gromowe!
Przybądź w czerwonych łunach!
Świetli nam głowy czerwienią!
Świetli nam ciało tęczami!
(Żerec .....)
O Słońce, Słońce gromowe
Przychodzisz w ogniowych łunach.
Spalić krzyżem opętanych
Przywalić popiołem mętami
Kościoły, kolumny Romy.
(Żerec .....)
Razem: Włady, rozwierasz przestworze!

RedJohn - 18 Kwiecień 2012, 10:39

Witaj Boru,

Moje pierwsze pytanie - skąd pochodzi Twoja wiedza? Czy to tylko Twoje przemyślenie? Medytacja? Czy może naczytałeś się channelingów i ksiąg np. Uranti i postów Uzuliego? Czy może wszystko razem?

Drugie pytanie - Raz piszesz w ślad za Uzulim, że ukrzyżowanie było hologramem i dziełem Reptilian, później, że Jezus był istotą z Konfederacji...

Dużo jest w tym co piszesz wszystkiego i niczego jednocześnie, Twoje własne interpretacje nie wnoszą nic i wnoszą dużo jednocześnie, tak czy siak dopóki one istnieją sam jesteś uwikłany w tą piramidkę, burzysz bariery które sam sobie wyznaczyłeś i sięgasz wyżej. Może ta piramidka nie jest taka głupia jak Ci się wydaje? Może, aby objąć to szerzej trzeba właśnie być wyżej i przełamywać bariery w nieskończoność?

Sory jak na coś już odpowiedziałeś ale jestem dopiero na 14 stronie :twisted:

Boru - 18 Kwiecień 2012, 13:33

Musialbys pogadac z tymi wszystkimi ludzmi, ktorzy napisali pierwsze 14 stron.
Ten temat nie jest miejscem do dyskusji, to jakby moje miejsce odosobnienia, gdzie zmagam sie od jakiegos czasu z roznymi naukami i pozbywam sie smieci. Na forum DI jestem zarejestrowany jako pawelb.
Jezus to dla mnie postac-klucz, nie da sie jednak o nim powiedziec niczego co byloby 100% prawda, to jak zwierciadlo, ktore odbija obraz kazdego, kto sie do niego zblizy.
Czytanie tego tematu nie rozwieje twoich zadnych watpliwosci, nic ci nie da jako poszukiwaczowi prawdy, bo daze do zniszczenia osobowosci, ktora chce cos wiedziec i czegos dalej szukac.

RedJohn - 18 Kwiecień 2012, 15:17

Boru napisał/a:
Ten temat nie jest miejscem do dyskusji


Chciałbym zauważyć, że jesteśmy na forum dyskusyjnym i jest to jak najbardziej temat do dyskusji. Nie Ty założyłeś ten temat. Kontynuujesz go. Zauważyłem, że raczej sam się w nim udzielasz i umieszczasz swoje coraz to nowsze przemyślenia często będące dwuznaczne, korygowane. I dobrze :) Skoro nie interesuje Ciebie dyskusja na ten temat dlaczego umieszczasz swoje przemyślenia na publicznym forum?

PS. Czytam temat nie dlatego, żeby rozwiać moje wątpliwości, czytam go bo jest ciekawy i pozwala rzucić światło na nowe poglądy.

Sorry jeśli zaburzyłem Twoje miejsce TU :)
Szanuje Twoje zdanie, nie zakłucam spokoju, udanych przemyśleń życzę.

Boru - 20 Kwiecień 2012, 00:14

Jesli chodzi o Jezusa to sprawa wyglada tak:

Jezus z Nazaretu jako matrixowa tozsamosc, osoba przybita do drzewa, to produkt gadziego/ksiezycowego umyslu. To jest wirtualna tozsamosc stworzona z mysli, w tym sensie ukrzyzowanie bylo projekcja sztuczna, technologicznym trikiem.
Chrystus jako umysl sloneczny, wyzsza jazn, jest wolny od tego przykucia i podczas umierania osobowosci unosi sie nad tym, doswiadczajac tych wszystkich cierpien, bedac nieporuszonym.

Natchnienie czerpie z wszystkich doswiadczen, moga to byc czyjes posty na forum, fragmenty ksiazek, przechodnie na ulicy albo napis na murze.

Wiele z tego co napisalem w tym temacie jest tylko intelektualna masturbacja, produktem umyslu nakrecanego na korbke, nie bede wiec tego wyjasnial i pisal co mialem dokladnie na mysli, bo w chwili terazniejszej tego nie ma. Mozesz odpowiadac na te posty, ale postac-widmo nie odpowie ci.

Posty umieszczam na publicznym forum z tego samego powodu, co dziewczynka ustawia sobie na fotelu pluszowe misie, aby dla nich spiewac z mikrofonem-skakanka. Jest publicznosc, ale niezdolna do sprzeciwu.

To do czego doszedlem mozna strescic krotko:

Cytat:
I. Wszystko co zlozone, podlega rozkladowi, jest to naturalne, wiec przykuwanie uwagi do tego tworzy sztuczne problemy i daje obraz swiata w krzywym zwierciadle.
II. Prawdziwa natura czlowieka i wszystkich istot nie sa zjawiska, lecz to co jest swiadome zjawisk, a to jest niezmienne i nie posiada egzystencji (egzystowac tzn. wyrozniac sie).
III. To jest niezglebione i zadna ilosc obiektow nie jest w stanie tego zapelnic.
IV. Przeszlosc mozna wspominac tylko teraz, a kiedy przyszlosc nadejdzie, bedzie chwila terazniejsza.
V. Cisza, przestrzen i terazniejszosc sa za darmo.
VI. Sa rozne poziomy widzenia swiata i to co wydaje sie bezsensowne z jednego punktu, z szerszego zakresu widzenia jest sensowne.
VII.Zycie nie ma poczatku i konca. Poczatek i koniec wszystkiego jest teraz.
VIII.Swiat nie jest ani rzeczywisty ani nierzeczywisty, tylko po prostu jest, to etykietki okreslajace swiat sa nierzeczywiste.
IX. Nic nie jest centralnie sterowane, wszystko dzieje sie spontanicznie.
X. Kazda wypowiedziana prawda to tylko polprawda.

Boru - 20 Kwiecień 2012, 00:51

Polecam strony: www.gnosis.art.pl oraz www.pistis.pl

Ta druga jest prowadzona przez mojego znajomego, ktory jakby rownolegle ze mna przechodzil przez te same duchowe rozterki.
To zabawne, bo piszac rozne komentarze, on moze zgodzic sie z moim kazdym slowem, a ja z jego slowem i wlasciwie rozni nas tylko jedna rzecz - on traktuje pewne sprawy symbolicznie, metaforycznie, ja natomiast nie widze roznicy pomiedzy archetypem, czy poetyckim stwierdzeniem, a rzeczywistoscia. On traktuje mnie jakbym byl swirem, a ja go uwazam za zakuty leb :P chociaz poglady mamy te same :lol:

RedJohn - 20 Kwiecień 2012, 11:19

Nie odnosisz czasem wrażenia, że od tego ciągłego myślenia można zwariować?
Może lepiej było by usiąść w ciszy i posłuchać swojej nadświadomosci co ona ma do powiedzenia. Niestety umysł (przynajmniej mój) cały czas "naparza" a potem obala swoje poglądy... i tak w nieskończoność. Może niedziałanie jest lepsze od działania i wiecznego niezadowolenia, że cel jest gdzieś tam daleko. Twoje wylewne i filozoficzne wypowiedzi też świadczą poniekąd o tym, że szukasz gdzieś czegoś, myślisz o tym i chyba w konsekwencji nie daje Ci to spokoju skoro wciąż drążysz. Nie wolałbyś się od tego uwolnić? A może sprawia Ci to przyjemność?

Co do Twojego znajomego to fajnie, że znalazłeś pokrewną duszę, bo ciężko o osobę która może pogadać o tych wariactwach :P Osobiście chyba większym wyzwaniem do nauki są spotkania z osobami mającymi odmienne poglądy.

Boru - 20 Kwiecień 2012, 12:13

Masz racje, ale..

Polowa postow tutaj to efekt dzialania krecacego sie umyslu, a polowa to efekt wewnetrznej ciszy i sluchania rad "nadswiadomosci".
Powtarzasz cos co pisalem do siebie samego przez jakies 15 ostatnich stron, w ~80% niezakloconego przez niezadowolony umysl, a nastepnie znowu zwracasz sie do wirtualnej postaci szukajacego mysliciela, ktory ciagle gdzies tam jest, jeszcze nie do konca zduszony, chociaz nauczylem sie odrozniac siebie na scenie od siebie poza scena.

Moze twoje intencje nie sa takie dobre, skoro chcesz rozbudzic we mnie ten niezadowolony umysl, a nastepnie swoimi radami go obalic ;)

Chetnie pogadam z toba, jesli nie bedziesz mnie sprowadzal do pozycji goscia, ktorego obraz sobie namalowales w glowie na podstawie postow sprzed pol roku.

Ale o czym tu dyskutowac? Jest jak jest, chwila terazniejsza jest kompletna.

Akataleptos - 20 Kwiecień 2012, 12:49

Pod tym nickiem jestem gotowy do dyskusji ;)

Jak tam? Czy teraz moze byc inne niz jest?
Nie chodzi mi o to, czy mozna bylo cos zrobic wczesniej, aby czemus zapobiec, lecz czy teraz moze byc inaczej niz jest.
Moze to jest tak, ze w chwili obecnej tworzy sie przeszlosc i przyszlosc jednoczesnie i przeszlosc staje sie nieskazitelna, gdy stosunek do chwili obecnej jest nieskazitelny.
Jak inaczej mozna wytlumaczyc ofiare za grzechy ludzkosci zlozona przez Chrystusa?

RedJohn - 20 Kwiecień 2012, 16:55

Boru napisał/a:
Moze twoje intencje nie sa takie dobre, skoro chcesz rozbudzic we mnie ten niezadowolony umysl, a nastepnie swoimi radami go obalic ;)


Hehe a to Ciekawe :) Ciesze się więc, że Twój umysł jest zadowolony :) Bo widzisz widzę w Tobie torchę jak siebie, ale rzecz jasna się mylę, ponieważ mnie to już zaczyna denerwować, rozumiesz ten niby rozwój duchowy... idziesz ścieżką, już myślisz, że wszystko jest ok i nagle wpadasz w dziurę, zmienia się system przekonań i znowu ciągniesz ten wózek próbujesz poukładać sobie w głowie jak już myślisz ze już wiesz o co w tym wszystkim biega.. krach.. coś wywraca Ci światopogląd do górny nogami. I znowu ten sam wózek, no może trochę z innym bagażem... może tylko do celu bliżej... ale kto wie, może dalej?

PS. nie zamierzam dawać rad ani nawet ich brać, co najwyżej coś wspólnie spróbować, podyskutować, każdy z nas jest chyba na tyle mądry, że ma własne poglądy i umie przesiać co nieco czyż nie?

Co do Twojego obrazu w mojej głowie to musisz mi wybaczyć, niestety jestem tylko człowiekiem, albo aż człowiekiem i na pewne sprawy wyrabia sie jakaś opinia i pogląd. Pewnie, że chciałbym to wszystko "puścić" niech się dzieje, nie osądzam, nie oceniam..., ale pewnie sam wiesz, że nie należy to do najłatwiejszej części pracy nad sobą, mógłbym rzec, że dla mnie to zmora. Nawet nie chodzi o Ciebie tylko o WSZYSTKO. Odnoszę wrażenie, że wiesz o czym piszę.

Akataleptos - 20 Kwiecień 2012, 17:48

Cytat:
Pewnie, że chciałbym to wszystko "puścić" niech się dzieje, nie osądzam, nie oceniam..., ale pewnie sam wiesz, że nie należy to do najłatwiejszej części pracy nad sobą, mógłbym rzec, że dla mnie to zmora. Nawet nie chodzi o Ciebie tylko o WSZYSTKO. Odnoszę wrażenie, że wiesz o czym piszę.


Pewnie, ze wiem :P Najtrudniejsze i najlatwiejsze zarazem jest to, ze ty jako osobowosc pracujaca nad soba nie jestes w stanie niczego "puscic" ani od czegos sie uwolnic, poniewaz system w jakim pracuje ta osobowosc ma za zadanie nieustanne trzymanie sie czegos, nawet trzymania sie checi puszczenia.
Zastanow sie nad tym, kto chcialby to wszystko puscic. Sam siebie chcesz puscic? To jest was dwoch, jeden sie czegos trzyma, a drugi chce zeby ten pierwszy spadl.

Akataleptos - 20 Kwiecień 2012, 18:51

W ogole mowienie o tym, ze mam jakas "wiedze" to nieporozumienie. Ja jako osoba widoczna w tym swiecie jestem jedynie sonda wyslana przez tzw. wyzsze ja w swiat pozornych ograniczen. To wszystko czym jestem. Nie jestem tu po to, aby wiedziec i mowic o sprawach nieskonczonosci. Jest w tym jakies podobienstwo do tego, co robia iluzjonisci kiedy daja sie zamykac w jakis ciasnych pudlach, skrepowani lancuchami, a nastepnie niby w ostatniej chwili uwalniaja sie z tego. To wszystko bylo zaplanowane wczesniej, nie przeze mnie piszacego te slowa, lecz przez wieksza czesc mnie, a po wejsciu do pudla stracilem pamiec (co bylo rowniez zaplanowane). Odpowiednie osoby, odpowiednie zdarzenia sa bodzcami, ktore przypominaja mi o tym, ze siedze w tym pudle, do ktorego chcialem wejsc i z ktorego chcialem efektownie wyjsc. Ci wszyscy kosmiczni tyrani, zwani tutaj bogami, czy "gwiezdnymi bracmi" sa jedynie architektami tej rzeczywistosci. To jak handel, siec SuperSam(ael), cos za cos, oni dostaja energie od tych sond, a my od nich doswiadczenia ucisku. Kiedy doswiadcze tego wszystkiego, wtedy zostane scalony z wieksza czescia siebie. Po prostu.

Kluczem do wyjscia z pudla jest przyjazn z chwila terazniejsza, uswiadomienie sobie, ze jest jak jest i nic z tym nie moge zrobic, a opor, ktory stawiam, zeby cos zaradzic terazniejszosci i wszystkie te praktyki majace mnie jako osobe "wzniesc" ponad nia, samo w sobie jest tym pudlem. Tyczy sie to tez wszelkich duchowych praktyk.
Nie mam zadnej innej wiedzy niz to.

Akataleptos - 20 Kwiecień 2012, 20:28

Cytat:
Ciesze się więc, że Twój umysł jest zadowolony :)


Czy wolnosc musi oznaczac zadowolenie? Niezadowolenie jest jakims stanem swiadomosci, jednym z nieskonczonej ilosci, samo w sobie nie jest niczym zniewalajacym, to tylko utozsamianie sie z tym uczuciem zniewala. Tozsamosc cierpi z powodu bycia niezadowolonym, a nie z powodu samej obecnosci tego uczucia.

Akataleptos - 20 Kwiecień 2012, 21:05

Na forum DI zostal umieszczony wywiad z Georgem Kavassilasem, z ktorym moge zgodzic sie niemal w 100%.

Link

Wazna sprawa (wyjasnienie dlaczego tak podkreslalem, ze "centrum grawitacji" jest w sercu, a ciala auryczne i czakry sa tylko opakowaniem, ktore tylko odbija, rozszczepia czysta energie i ja ksztaltuje w nizszych wszechswiatach):

Cytat:
(...)ciało czakralne człowieka, które jest
„nakładką”. Ludzie sądzą, że zapewnia ono jedyną drogę do oświecenia, a to jest tylko jedna z możliwości.
Można iść tą drogą, ja doświadczyłem jej w przeszłości i nie zamierzam ponownie nią kroczyć. Tak jak
ciało czakralne jest programową nakładką, tak szyszynka jest implantem biologicznym. Wiem, że rzucam
tu spore bomby. Tak, zwierzęta także posiadają szyszynkę. Oni zaczęli eksperymentować z tym jakieś 300
tysięcy lat temu w celu „ściągnięcia” ludzkości w dół. Trzeba pamiętać, że znana nam ścieżka ewolucyjna
ludzkości poprzez małpy człekokształtne i dalej formy humanoidalne nie jest jedyna, jesteśmy
zaprogramowani żeby tak myśleć. Równolegle istniały rozwinięte cywilizacje, które mieszały się
genetycznie z ziemskimi naczelnymi i żyły na tej planecie posiadając ludzkie ciała. Zatem były to OBIE linie
rozwoju i pamiętając o tym układanka (puzzle) się rozwiązuje. Szyszynka to implant biologiczny, bo
została zaprojektowana do kontroli poprzez układ dokrewny, jest też umieszczona w centralnym układzie
nerwowym. W ostatnich czasach, w szczególności przez ostatnie 6 tysięcy lat była nazywana nasieniem
duszy. W tej WERSJI oświecenia energia kundalini ma wznieść się do szyszynki, która jest umiejscowiona
w mózgu, siedlisku umysłu, czyli jest to „umysłowa” – szczególna wersja oświecenia. Nasieniem mojej
duszy nie jest szyszynka, a serce. Interesujący jest pomnik szyszynki w Watykanie na centralnym placu,
New Age skupia się na szyszynce, hinduizm i niektóre odmiany buddyzmu koncentrują się na niej,
antyczni bogowie sumeryjscy i babilońscy oferują „szyszkę” [kształt szyszynki] jako nasienie wiedzy. To
wszystko dotyczy umysłowego oświecenia. Gdy połączyć te wszystkie kropki ukazuje się cały kształt tego
kosmicznego spisku, odkrywa się wyższy poziom oszustwa wymuszonego na ludzkości.


Cytat:
Pomyśl, że jesteś
spoza tego wszechświata, sięgnij po wielkie rzeczy, bo wtedy wszystko, co jest poniżej staje się łatwe.
Religie, edukacja uczą cię małych kroków, wspinania się po szczeblach, każą ci myśleć, że możesz dojść
tylko o stopień wyżej, a potem ewentualnie następny. New Age proponuje podobnie – zrobisz taką
praktykę, medytację, osiągniesz to, potem zrobisz inną praktykę i inną medytację i osiągniesz co innego.
To wszystko te same pierdoły, ten sam system z inną fasadą. Idź wprost do wielkich rzeczy! Pamiętaj kim
i czym jesteś. Jesteś nieskończony. Zwróć się do swego serca, to jest na środku klatki piersiowej, wejdź
tam. Wyjdź poza czakry. Moja żona i ja „wypowiedzieliśmy” naszym ciałom czakralnym, zrobiliśmy
medytację z wizualizacją i odłączyliśmy się od nich, zadecydowaliśmy nie uczestniczyć dalej w tym
programie. Trzeba pozbyć się świadomości, że one są obowiązkowe. Nie są, to jest programowa nakładka.

Tak, dalej mamy szyszynki, ale ja wybrałem dostęp do wiedzy nie przez nią, wybrałem dostęp do wiedzy
przez serce, to jest różnica. Zwracając się do wewnątrz siebie, do swojego serca, poza ciało czakralne,
sięgasz do energii swojego Wyższego Ja, do swojej części w piątym wymiarze. Tam jest jedno centrum
energetyczne, to powrót do jedności, harmonii, integracji, punktu zero, „singularity” ze świętej geometrii,
a nie pofragmentowany stan istnienia z wieloma centrami energetycznymi – czakrami. Singularity – tym
jesteś głęboko w swoim sercu. Jeśli zaczniesz z tego punktu, to jak w efekcie domina, dalej będzie łatwo.

RedJohn - 21 Kwiecień 2012, 10:10

Akataleptos napisał/a:
W ogole mowienie o tym, ze mam jakas "wiedze" to nieporozumienie.


W sumie tak, ale posiadasz jakiś ładunek świadomość która jest częścią większej całości. Ładunek ten pozawala Ci podejmować decyzje (pisałeś, że mam złe zamiary, dlatego tak napisałem), ja uważam, że wolna wola istnieje, oczywiście nie muszisz się z tym zgodzić.

Akataleptos napisał/a:
To wszystko bylo zaplanowane wczesniej, nie przeze mnie piszacego te slowa, lecz przez wieksza czesc mnie, a po wejsciu do pudla stracilem pamiec (co bylo rowniez zaplanowane). Odpowiednie osoby, odpowiednie zdarzenia sa bodzcami, ktore przypominaja mi o tym, ze...


Na podstawie tego ładunku, cząstka świadomości może zgłębiać granice nieskończoności. Jesteśmy istotni z tego punktu widzenia, bo gdyby nie te wszystkie cząstki świadomości otaczające nas, nieskończoność nic by nie wskórała. Zatem uważam, że mamy wpływ na pewne sprawy, nawet jednostka.

Akataleptos napisał/a:
Kluczem do wyjscia z pudla jest przyjazn z chwila terazniejsza, uswiadomienie sobie, ze jest jak jest i nic z tym nie moge zrobic


To po co manifestujesz się w tym wymiarze, skoro nic nie możesz zrobić? Tak po prostu, żeby być? Odegrać swoją rolę która z góry jest zaplanowana?

Akataleptos - 21 Kwiecień 2012, 12:27

Nie wiem jak to jest z ta wolna wola. Z tego poziomu to wydaje sie, ze moge miec wolna wole, albo tez jej nie mam i odgrywam jakies z gory ustalone scenariusze. Ale moze jest cos wiecej niz wolna wola i odgrywanie, moze jest jakas synteza tego, gdzies na glebszym poziomie, czego nie da sie przelozyc na slowa. Przeczuwam, ze w tej chwili wszystko juz sie wydarzylo, przeszlosc i przyszlosc tworze teraz. Czy jednak moge cos zrobic z chwila terazniejsza? W chwili doswiadczania czegos, czy moze to byc czyms innym? Nie.
Nie mysle nad tym za duzo, jest jak jest.

RedJohn - 21 Kwiecień 2012, 12:37

Właśnie czytam ten wywiad.
Ciekawy cytat, ktory moze sie odniesc do naszej dyskusji.

Cytat:
...Ty stworzyłeś swoje życie, jesteś jego właścicielem, więc zacznij przyjmować swoje
cierpienie, nieszczęście, ból i bądź wdzięczny każdemu, kto pomaga ci grać tę rolę, bo bez tego nie byłbyś tym, kim jesteś dzisiaj, a owijanie w bawełnę nie pomoże zajść w życiu gdziekolwiek.....



Cytat:
....Wolna wola to bardzo ciekawe zagadnienie. Jako George – moja ziemska inkarnacyjna osobowość –
zdałem sobie sprawę, że to nie ja stworzyłem to życie, ja tylko doświadczam życia stworzonego przez
większą część mnie. George nie decydował, że będzie inkarnował, George JEST inkarnacją. To, co ja
zrobiłem, to uwolniłem i oddałem kontrolę nad tym życiem mojej większej części, Wyższemu Ja, nie
aniołom, nie wzniesionym mistrzom, niczemu na zewnątrz mnie, ale większej części mnie samego. Ta
część – moje Wyższe Ja – przebywa w piątym wymiarze (5D).....


Jedno wyklucza drugie, a jednak jest zrozumiałe hehe :)


Cytat:
Proszę przestań myśleć, że jesteś tylko postacią w grze,
pomyśl, że masz ręce na kontroli sterowania. Usuń się z wnętrza gry, w której jesteś nieznaczący, nie
masz mocy, zależysz od kaprysu systemu. Kiedy zaczniesz sobie zdawać sprawę, że tak nie jest, że jesteś
nieskończony, że sam jesteś autorem warunków, w których żyjesz, gdy wyjdziesz ze świadomości biedy
czy ofiary, wszystko się zmieni.

Akataleptos - 21 Kwiecień 2012, 14:05

Nie twierdze, ze jestem nic nie znaczacy. Twierdze, ze ja jako ten mniejszy aspekt jestem sonda badawcza, badajaca swiat niby-ograniczen, zbieram doswiadczenia i abym mogl to zrobic, prawdy dotyczace nieskonczonosci, oglad calosci placu zabaw, sa przede mna zasloniete. Nie jestem pacholkiem systemu, tylko kaskaderem, ktory wystawia sie na dzialanie tego systemu nie sprzeciwiajac sie mu. System ucisku jest narzedziem do tworzenia diamentow, ktore powstaja w ekstremalnych warunkach. System robi mi przysluge, chociaz chcialby dla mnie zle.
Akataleptos - 22 Kwiecień 2012, 15:50

Wyzsza jazn gra sobie w gierke bedaca polaczeniem zrecznosciowej, wyscigowej, strategicznej, fps itd. Wydziela z samej siebie czesc, wiele tysiecy czesci, korzysta z oprogramowania, ktore ktos stworzyl i sobie gra. Tysiace, czy miliony gier jednoczesnie, w najrozniejszych zakatkach kosmosu. Jak to czesto bywa, zanim przejdzie sie jakis trudny poziom, postac musi setki, czy tysiace razy rozpieprzyc sie o wirtualne granice i rozpoczac od nowa, majac jednak zakodowane, ze w pewnej konkretnej sytuacji musi zareagowac inaczej, aby dojechac do mety.
Zakonczenie gry nastepuje wtedy, gdy postac uswiadamia sobie, ze w srodku niej, jest czesc, ktora nie podlega grze i jej zasadom. Kiedy jeden umysl sie porusza, drugi pozostaje w bezruchu. To jest "Nieruchome Krolestwo" czlowieka.
Kodem gry jest czas i egoizm. Odcinajac sie od tych pojec i uswiadamiajac sobie ich wirtualnosc, zostawia sie je same sobie, gra gra sie sama az nastepuje game over. Zakonczenie nie nastepuje od razu, wraz z uswiadomieniem sobie wirtualnosci, podobnie jak po ustaniu wiatru, wiatrak kreci sie jeszcze przez jakis czas, az wyczerpie sie sila, ktora od wiatru przechwycil.
Za kazdym razem, gdy swiadomosc przylepia sie do tych mysli, generowane sa sztucznie nowe poziomy do przejscia i dmucha sie w ten wiatrak.
Postac wirtualna nie jest w stanie zasilac sama siebie, cala jej energia jest jedynie odbita i uksztaltowana energia swiatow wyzszych.

Akataleptos - 22 Kwiecień 2012, 16:19

Wazne jest to, ze ludzie nie sa poczatkujacymi graczami. Gra w czlowieka, to gra na wysokim poziomie trudnosci, a wiele istot, ktore z ludzmi sie kontaktuja, traktuja ich jakby trzeba bylo ich uczyc sterowania. To jest wlasnie czescia tego wysokiego poziomu trudnosci, by nie dac sie oglupic takimi tekstami. Oni sa tego swiadomi i nie chca dopuscic do tego, aby ludzie stali sie ich nauczycielami, bo tak wlasnie bedzie, gdy tylko wyloguja sie z gry.
Akataleptos - 22 Kwiecień 2012, 23:34

Ciekawa rzecz jest z tym ego, bo przeciez egoizm to kontrola czlowieka na poziomie behawioralnym, automatyzm dzialania. Ego to program sztucznie wgrany czlowiekowi przez "galaktyczne zoo" jak to ktos ladnie okreslil. Ale wyzsza jazn tego uzywa jakby jakiegos skafandra, w ktorym moze zbierac doswiadczenia w wirtualnym swiecie, zbiera pokawalkowana tozsamosc ludzka w centrum grawitacji w sercu i gra sie konczy. Czlowiek jako osoba stworzona z mysli, nie jest w stanie nic zrobic, jest zdalnie sterowany, jest martwa historyjka do ktorej swiadomosc tylko sie przykleja. To jest program, ale nigdy w 100% nie dziala zgodnie z zamierzeniem programistow. Ta niewielka szczelina pozbawiona automatyzmu jest chyba wlasnie polem dzialania wyzszej jazni, dzieki niej steruje swoja inkarnacja zgodnie ze swoim zamierzeniem. 99% to sterowanie przez program, ale WJ popycha delikatnie tam, gdzie potrzeba, a program wykonuje reszte jej roboty.

I jak to mowil Kavassilas: Wyzsze Ja nie wybieralo wejscia do tego uniwersum. Wyzsze Ja jest z kolei pod wplywem "obecnosci Ja Jestem" i to tam istoty z poza tego uniwersum dostosowuja sie do uniwersalnego fraktala i nastepnie schodza w nizsze wymiary.
Bog jako kreator uniwersum istnieje, jest realna istota, ale jest to istota kolektywna, bedaca suma wszystkich istot we wszechswiecie .. wiec jakby to tak zebrac do kupy, tym malym rozumkiem, to wszystko istnieje, bo musi, nie wiadomo dlaczego i po co, nikt tym nie steruje, ale wszystko jest idealnie kontrolowane. O co tu chodzi :lol:

Akataleptos - 23 Kwiecień 2012, 22:24

Istnieje wszystko to, co mozna wykonac jako jedna czynnosc. Prawdziwa moze byc tylko jedna informacja. Nawet stworca uniwersum nie potrafi zrobic wiecej niz jedna rzecz naraz i znac wiecej niz jedna informacje, chociaz doswiadcza zycia w miliardach galaktyk jednoczesnie.
RedJohn - 24 Kwiecień 2012, 09:36

To Ciekawe co piszesz, ale chyba jestem na to za głupi :)
Akataleptos - 24 Kwiecień 2012, 12:16

Nie ma skali trudnosci, jest tylko opanowanie intencji. Czy stworcy uniwersum latwiej jest spacerowac po ulicach, czy tez kierowac ruchem galaktyk? Czy intencja o wiekszym zasiegu musi wymagac wiekszego nakladu mocy niz intencja w skali mniejszej? Galaktyka jest wprawiana w ruch dlatego, ze czlowiek idzie po ulicy, a czlowiek idzie po ulicy dlatego, ze galaktyka jego wprowadza w ruch. Ostatecznie wiec nikt sie nie porusza. Ten bezruch jest wlasnie "nieruchomym krolestwem", w ktorym nie nastepuje uplyw czasu, a wiec i nie ma materii, a razem z nia smierci i chorob.

Szeregowi astrologowie mowia o tym, jak gwiazdy wplywaja na czlowieka, ale nie powiedza, ze ludzkie serca utrzymuja gwiazdy na swoich miejscach.
Taka jest fraktalna budowa wszechswiata, ze zjawiska w skali mniejszej, maja swoje odpowiedniki w skali wiekszej. Ludzie w cialach to mikrokosmos, gwiazdy to ich odpowiednik w makrokosmosie. Ci wyzej utrzymuja tych nizej w takim samym stopniu, w jakim ci nizej utrzymuja tych wyzej. Niezalenie od tego, czy ci nizej wiedza jak to robic.

Akataleptos - 24 Kwiecień 2012, 15:19

Tak wiec kiedy zlodziej przychodzi do banku i mowi "nie ruszac sie, bo wszyscy zginiecie", to wypowiada gleboka prawde filozoficzna ;)

Cytat:
Kodem gry jest czas i egoizm.


A podstawa egoizmu jest strach.

Akataleptos - 25 Kwiecień 2012, 12:11

Cytat:
Taka jest fraktalna budowa wszechswiata, ze zjawiska w skali mniejszej, maja swoje odpowiedniki w skali wiekszej. Ludzie w cialach to mikrokosmos, gwiazdy to ich odpowiednik w makrokosmosie.


Ta zasada samopodobienstwa sprawia, ze ludzkie ciala sa w stanie sie "rozpakowac" i zamieszkiwac swoje wieksze odpowiedniki tzn. gwiazdy, a gwiazdy sa w stanie sie "skompresowac" i zamieszkac w ludzkim ciele.
To pierwsze jest definicja "wniebowstapienia" a drugie jest definicja "inkarnacji Chrystusa" :P
Jak to powiedzial ktorys mistyk, nie pamietam juz ktory: Bog stal sie czlowiekiem, aby czlowiek stal sie Bogiem.

Akataleptos - 25 Kwiecień 2012, 17:31

Tak wiec ostatecznie nie chodzi o to, by zdobyc jakas wiedze o swiatach wyzszych, lecz o przyjazn z chwila terazniejsza, jakkolwiek by sie objawila, poniewaz to czas czyni z czlowieka worek z rozkladajacym sie miesem, a nie niewiedza. Jedyne co powstrzymuje czlowieka przed tym rozpakowaniem sie jako gwiazda, to ego-interpretator tego co sie wydarzylo. Glupota nie jest zadnym usprawiedliwieniem, nie ma obowiazku byc madrym.
Akataleptos - 25 Kwiecień 2012, 21:41

Zrob proste cwiczenie:

Uswiadom sobie, ze jestes jak jakis widz w teatrze, ktory zasnal jeszcze przed rozpoczeciem przedstawienia i ktory obudzil sie w jego polowie. Widzisz rozne zdarzenia, ale nie masz kodu interpretacyjnego do tego, co one moga oznaczac. Slyszysz jakies slowa, ale to tylko jakies "blablabla". Widzisz kolory, ale zaden kolor nie jest "niebieski", czy "zielony", bo to nalezy do automatyzmu interpretacji. Stoisz na moscie, ale rzeka nie jest plynaca czy szumiaca, nie wiesz jaka jest. Slyszysz slowa, ktore z "ciebie" sie wydostaja, ale nie wiesz, ze "ty" cos mowisz, bo "ty" to kod interpretacyjny.
Kiedy zaczyna padac deszcz, nie wiesz, ze masz zaprogramowane przyspieszyc kroku aby nie zmoknac.
Kiedy pojawi sie jakas interpretacja, nie walcz z nia, tylko uswiadom sobie interpretacje bez interpretacji ;) ona tez nie ma znaczenia, bo jest ona znaczaca wylacznie dla siebie samej, jest wewnetrznie zapetlajaca sie.

Kiedy juz powrocisz do zwyklego stanu swiadomosci, gdzie "wiesz" ze cos ma taki sens, lub inny, rozkminiaj, jak to sie dzieje, ze "blablabla" staje sie np. "zjedz obiad" lub "kocham cie". Czy to nie jest tak, ze wyrazasz intencje by cos zobaczyc lub uslyszec? Sprobuj wtedy spontanicznie powiedziec cos zupelnie bezsensownego. Udaje ci sie?

Sprobuj zlokalizowac swoje "ja". Kiedy mowisz "Slonce" to mozesz pokazac na Slonce, kiedy mowisz "cialo" to mozesz wskazac cialo, ale kiedy mowisz "ja", to na co wskazujesz? Czy to nie przypadkiem mysl, ktora odnosi sie do siebie samej?

Podczas jakis codziennych zajec zatrzymaj sie nagle bez planowania w bezruchu, jakkolwiek "wazna" rzecz bys robil np. czekajac na autobus, przepusc go (przypomnial mi sie zlot :lol: ) a pozniej powroc do zwyklych czynnosci jak gdyby nigdy nic, nie oczekujac zadnych efektow.

Polecam duzy wysilek fizyczny, do granic mozliwosci, a kiedy wydaje sie, ze granica wytrzymalosci juz nastapila, uswiadom sobie, do kogo ta granica nalezy, czy przypadkiem nie do mysli o granicy.

Jesli jestes wegeterianinem, zjedz na zimno kilka parowek. Jesli jesz mieso, zostan wegeterianinem na miesiac.
Jesli praktykujesz medytacje lub masz "buddyjska wizje swiata", zamiast niej, odmow "Ojcze Nasz" albo pojdz na msze i rzuc na tace troche ze swoich oszczednosci.
Jesli masz kobiete i uprawiasz z nia seks, to tuz przed orgazmem, powiedz jej ladnie "dziekuje" i bez zalu ja zostaw.

Nigdy nie badz tym samym, kim lub czym byles przed chwila. To jest bezruch o ktorym mowie.

RedJohn - 26 Kwiecień 2012, 10:26

Akataleptos napisał/a:
Polecam duzy wysilek fizyczny, do granic mozliwosci, a kiedy wydaje sie, ze granica wytrzymalosci juz nastapila, uswiadom sobie, do kogo ta granica nalezy, czy przypadkiem nie do mysli o granicy.


A propos granic umysłu. Mam w zwyczaju nie raz sobie poćwiczyć na siłowni. I ostatnio zauważyłem zajebistą zależność.

przykład 1 - martwy ciąg zwykle robiłem 90kg, przez pomyłkę założyłem inne talerze i zrobiło się 110kg - dałem radę bez problemu gdyż myślałem, że jest to 90kg, gdybym wiedział, że tam jest 110kg nie podnisł bym bo wczensiej już probowałem kiedyś pozatym 90kg ledwo szło.

przykład 2 - ławeczka płaska wyciskanie, poprosiłem kolegę o asekuracje, chciałem wyciskać do upadku mięśniowego, do ostatniego powt. Wycisłem 3 razy ledwo ledwo, kolega tak ułożył ręce, że myślałem że mi pomaga wykonać pozostałe 4 powtórzenia, szło jak z płatka. Po wszystkim podziękowałem mu, a ten powiedział, że nie ma za co bo on mi wogole nie pomagał tylko ręce podłożył, ale one nie dotykały nawet sztangi, sam to wycisłem.

przykład 3 - gdy wykonuje jakieś cwiczenie po 12 powtórzeń to nie raz w drugiej serii robie już ledwo 10. Ostatnio jednak zmieniłem taktykę i trzecią serie liczyłem głośno 1,2,3, 1-2-3, 1-2-3, 1-2-3, czyli liczyłem 4 razy do trzech co daje 12 powtórzeń które weszły bez problemu :)

Akataleptos napisał/a:
Jesli masz kobiete i uprawiasz z nia seks, to tuz przed orgazmem, powiedz jej ladnie "dziekuje" i bez zalu ja zostaw.


To by było chamstwo :) Chyba troche przekolorowałeś :)

Akataleptos - 26 Kwiecień 2012, 11:00

Filmik :P
Akataleptos - 26 Kwiecień 2012, 14:28

Na pewno slyszales o czakrach i cialach aurycznych tzn. fizycznym, eterycznym, astralnym itd.
To sa filtry mentalne, emocjonalne, fizyczne itd. ktore sprawiaja, ze czlowiek postrzega to co postrzega. Ciala te przechwytuja czysta, krysztalowa/chrystusowa energie, rozpraszaja i ksztaltuja. Czlowiek jest otoczony takim jajem zlozonym z tych cial i caly swiat, ktory postrzega, jest zawarty w tym jaju. W tym swietlistym jaju znajduje sie pewien jasny punkt laczacy ze soba swietliste nici i w zaleznosci ile z nici przechodzi przez ten punkt, tyle czlowiek widzi. Ten punkt jest jakby odbiciem Slonca.

Jesli uwazasz, ze jestes za glupi, to wiedz, ze twoja glupota jest jedynie okreslona pozycja punktu zogniskowania swiadomosci i jesli wytracisz ja w nowe polozenie np. tego co okreslane jest tu jako madrosc, mozesz byc madry. Proste.
To samo tyczy sie innych wlasciwosci jak np. wyglad zewnetrzny czy cechy charakteru.

To co jest tutaj nazywane edukacja, jest w rzeczywistosci odtwarzaniem wewnetrznego dialogu, ktory ma za zadanie utrwalic okreslona pozycje. To jest zadaniem szkolnictwa.

Zabawne jest to, ze wszystko co czlowiek w jaju widzi jako odlegle od siebie przedmioty, w rzeczywistosci znajduje sie w takiej samej odleglosci, niezaleznie od tego, czy widzi gwiazdy, czy dlugopis na stole, poniewaz jest to widok narzucony jak jakas zaslona przed oczami, z najrozniejszymi widokami z dobrze oddana perspektywa. Moze to wyjasnia skad sie wziely pisanki :P

Sprawa jest bardzo prosta. Chodzi o to, by wytracac punkt zogniskowania swiadomosci w najrozniejsze polozenia, nie dopuscic by nowe polozenie stalo sie znowu jakims wyznacznikiem prawdziwosci, a nastepnie scalic ze soba wszystkie perspektywy postrzegania i ciala znow w czysta energie.
To jest wlasnie "polaczenie sie z wyzsza jaznia", ktora jest miniaturowa gwiazda.

Podroze pozacielesne nie sa w stanie czlowieka wyzwolic, poniewaz potrzebuje scalic np. cialo astralne z cialem fizycznym, a jesli nie przebywa w ciele, nie zrobi tego.
Musi wiec kontynuowac swoja pozacielesna podroz dalej w ciele, tak jakby nie bylo roznicy pomiedzy jednym stanem a drugim, by nie bylo roznicy pomiedzy snem a wybudzeniem.

Akataleptos - 26 Kwiecień 2012, 15:24

Cytat:
Sprawa jest bardzo prosta. Chodzi o to, by wytracac punkt zogniskowania swiadomosci w najrozniejsze polozenia


Od tego jest wlasnie reinkarnacja...

Cytat:
i nie dopuscic do tego, bo nowe polozenie stalo sie jakims wyznacznikiem prawdziwosci


A oto dlaczego reinkarnacja nie dziala ;)

Kluczem do wolnosci jest wiec nieustanne przezywanie wlasnej smierci, az do momentu, w ktorym smierc przestaje byc czyms realnym.

Akataleptos - 26 Kwiecień 2012, 16:56

Nie chodzilo mi o to, by zerwac zwiazek z kobieta.
Chociaz z moich obserwacji wynika, ze partnerzy najczesciej sa ze soba jedynie po to, by chronic swoje jaja, a nie z powodu jakis glebszych uczuc. Ludzie traktuja sie nawzajem jak tarcze, ktorymi chronia sie przed mysla o smierci i nieskonczonoscia. Trzeba pogodzic sie z samo(is)tnoscia, jesli aspiruje sie do wolnosci.

Akataleptos - 26 Kwiecień 2012, 19:07

Gdybys mial jeszcze jakies blablabla to chetnie odpowiem, a teraz zamilkne ;)
Asef - 26 Kwiecień 2012, 22:39

Rozprawa na temat wiary i nauki


Czy wiara stoi w sprzeczności z nauką?


Albert Einstein w swojej wypowiedzi, cyt.
"Nie myślę, że z konieczności nauka i religia są naturalnymi oponentami. W rzeczy samej, myślę, że jest bardzo bliski związek między nimi. Co więcej, myślę, że nauka bez religii jest kulawa, i odwrotnie, religia bez nauki jest ślepa. Obie są ważne i powinny współpracować "ręka w rękę",
odniósł się do religii i nauki jako ważnych dla człowieka.

Jako ważnych, ale czy najważniejszych?
Jego jednoznaczne wskazanie na istnienie zależności, które wzajemnie motywują egzystencje i rozwój obu dziedzin, jest uzasadnione tylko wtedy, gdy dotyczy ono religii w stosunku do nauki. Gdy w miejsce religii postawimy wiarę, taka zależność nie istnieje, wiara to nie system, to osobista postawa człowieka. Jednak ta osobista wartość jest fundamentem religii.

Czy odniesienie do religii jest, jednoznaczne z odniesieniem do wiary?
Takie są myślowe stereo typy, lecz to są tylko pozory, jest to iluzja, która zaślepia człowieka a w szczególności uczestnika kultu. Człowiek z punktu widzenia religii jest tylko materiałem do odpowiedniego przeformatowania, który z kolei jako wierny uzyskuje gwarancję a zarazem jest instrumentem. Jego osobisty potencjał wiary jest wykorzystywany i wtapiany w kult.

Czym się różni religia od wiary?
Podstawą do pełnego określenia każdego tematu jest wskazanie jego źródła. Źródłem religii jest naturalnie istniejąca cecha nieświadomego postrzegania rzeczy nad naturalnych - wiara, jednak wiara nie jest religią. Tak jak źródłem nauki jest doświadczanie i poznawanie, tak, ani doświadczanie, ani poznawanie nie jest nauką.

„Wszystko ma swoje miejsce i czas”, ale przede wszystkim - wszystko ma swoje źródło -, jedyny stały czynnik wszystkiego, co istnieje.

Człowiek korzystający z dobrodziejstwa swoich zmysłów, doświadcza i poznaje.
Człowiek korzystający z dobrodziejstwa swoich uczuć posiada wrażliwość.
Zmysły są źródłem doświadczania i poznawania, wypełnione uczuciami tworzą człowieka myślącego i czującego. Analizując drogę przyczynowo skutkową cofamy się wstecz i tu; poznanie poprzedzone jest doświadczaniem z kolei doświadczanie warunkowane jest stanem naszych uczuć.

Jednak te wszystkie kwestie, osobistego działania człowieka nie czynią, ani religii, ani nauki. Kultury te są owocem ewolucji cywilizacji człowieka na ziemi. One w rzeczywistości powstały jako wtórny i niezamierzony element jego życia. Ich nurty wywodzą się z charakteru i sposobu postępowania człowieka, lecz te nurty nie były i nie są, wiodącą potrzebą życia człowieka..

Wiara i poznawanie, same z siebie nie byłyby wystarczającym bodźcem do rozwoju kultów i nauki. Niezbędny był wiodący czynnik, który najogólniej można określić jako potrzebę uzyskania więcej, ponad to, co oferowało naturalne środowisko. W czasie, gdy człowiek był już wystarczająco rozwinięty i zadziałały instrumenty odczówania wiary, mógł zaistnieć etap indoktrynacji człowieka drogą poza zmysłową. Dominacje w swoich społecznościach, przejęły odpowiednio silne i bezwzględne jednostki. W celu pozyskania określonych wartości, wiara jednostki posłużyła jako instrument do utworzenia pierwotnych form kultowych.

Już istniejący w świadomości człowieka, stan uczuciowy, który wywoływał doznania szczęścia w trakcie kontemplacji przyrody, został przekształcony na hołd bóstwom przyrody. W taki sposób powstała wyższa istota, która w kolejnych etapach indoktrynacji została mianowana do postaci Boga ołtarzowego. Z biegiem czasu, Bóg jako obiekt kultu, przybierał, a raczej przybierany był w różne szaty. Postać Boga ołtarzowego istnieje do dziś i osiągnęła wręcz kuriozalne formy. Najbardziej drastycznym przykładem jest tu, wyeksponowanie Jezusa Chrystusa do postaci, której nigdy nie wskazywał swoim życiem a przede wszystkim, której nigdy nie wskazywał, celem swojej misji na ziemi.

By te wszystkie kwestie; charakteru człowieka, wiary, religii i nauki, określić w sposób wystarczająco wyrazisty, należy precyzyjnie określić informacje dotyczące ich źródłowych wartości. Nie wystarczy powiedzieć „wiara” i przyjąć, że wszystko, co jej dotyczy jest takie, jakie jej obecne rozumienie. Nic bardziej błędnego, takie stwierdzenie jest przykładem braku zrozumienia źródła, lub inaczej mówiąc, jest iluzją.

W obecnie istniejącym na ziemi rozumieniu istoty wiary, jest widoczny całkowity brak rozumienia pierwotnych przyczyn jej powstania w zakresie świadomości człowieka. Tak słabo ugruntowany w wartości źródłowe, lecz jakże istotny aspekt życia, jakim jest wiara, stawiany jest jako filar w wielu obszarach życia. Najważniejszą podporą, jaką spełnia ten filar jest społeczne uzasadnienie (stosowane przez kapłanów) potrzeby istnienia kultów i religii. W obecnie istniejącym pojęciu człowieka, wiara jest odniesieniem do Boga. Jednak to odniesienie, posiada silny akcent pośrednika w postaci kapłana jako pośrednika na drodze do kultowego celu. Tak rozumiane przez wiernych pośrednictwo, zabezpiecza partykularne interesy instytucji pośredniczących. One dbają, by informacje kształtujące obraz człowieka wierzącego, nie wskazywały jego osobistych możliwości kontaktu z wartościami Boga. Brak informacji źródłowych, mówiących o pierwotnych zdolnościach, zabezpiecza takie interesy pośredników – kapłanów.

Iluzja w tej materii to, brak szczegółowych informacji o przyczynach powstania wiary. W efekcie takiej iluzji, wiara i religia to dla człowieka pojęcia, jednoznaczne lub ściśle z sobą związane. Taki obraz wiary, istniejącej nierozłącznie z religią, jawi nam się zawsze, gdy myślimy o życiu i Bogu. Często, zamieniamy słowa, religia i wiara a nawet jedna myśl, nam nie podda w wątpliwość tego rodzaju zależności. A powinna i to nie jedna, a każda. Jednak moc iluzji, jest żelazną bramą. O takiej bramie świadczą słowa ujęte w Psalmach;

Ps. 24:7
7. Podnieścież, o bramy! wierzchy wasze; podnieście się, wy bramy wieczne! aby wszedł król chwały!
(BG)
Bramy na drodze do wiedzy, która powinna być dostępna dla świadomości, zawsze na ziemi zamykały człowiekowi drogę do poznania pierwotnych źródeł i przyczyn życia zgodnego z potrzebą Boga.

Cóż znaczy wiedza o istnieniu wiary, gdy nie wiemy, jakie były jej pierwotne wartości.

Co czerpiemy z wiary, gdy poznajemy ją w klimacie religii?

Jak te bramy wieczne otworzyć?

Posiadamy odpowiednie instrumenty, które wydadzą owoc, jeżeli skorzystamy z logiki i filozofii. Tylko logicznie oceniając otaczające nas zdarzenia i rzeczy, możemy sprowadzić ich cechy i wartości, do poziomu jednoznaczności. Sprawa ujęta zbiorem logicznych orzeczeń, staje się niezależna, lecz sama w sobie spójna i logiczna. Jest ona odporna na destrukcyjne przyczyny, jednak zamknięta w swoi zbiorze wartości, czeka na dalsze logiczne rozwinięcie drogi przyczyny i skutku. Drogi, której sama jest efektem a po zaistnieniu dodatkowego czynnika, wraz z nim czyni kolejny efekt.

I tu w sukurs logice przychodzi filozofia, która swobodnemu umysłowi pozwala porównywać i dopasowywać rzeczy, aż znajdzie tę jedyną z poprzedniego stopnia przyczynę, która jest całkowicie zgodna logicznie z już istniejącym zbiorem ocen i wyroków. W taki sposób, powstanie ścieżka poznawania wstecz, całej drogi przyczynowo skutkowej. Takiej drogi wstecz, która prowadzi do źródła i do pierwotnej przyczyny. Tak określonej pierwotnej przyczyny, której nasza logicznie przyjęta wartość rzeczy na drodze przyczynowo-skutkowej,, będzie jej właściwym efektem. Z kolei jakość takiego efektu, zależy od tego, jaki on uczyni wpływ na postępowanie człowieka w jego środowisku życia. Właściwym będzie taki, który przyczyni się do pozytywnych działań a w ich następstwie, powstaną pozytywne emocje. Wszystkie inne drogi i ich efekty z punktu widzenia potrzeb Boga nie są tymi właściwymi i w poszukiwaniu wstecznej drogi do przyczyn wiary, należy je pominąć.

Takim sposobem myślenia a w przypadku braku ogniwek informacji w łańcuszku drogi przyczynowo - skutkowej z Boską pomocą, odkryłem świat za żelazną brama, za bramą wieczną.

Odnalazłem tam również informacje, które mówią jak powstała wiara. Obrazują one człowieka, który nie znal słowa Bóg, nie znał słowa Niebo, nie znał a potrafił je poczuć pod postacią szczęścia, gdy czerpał natchnienie z otoczenia.
Z przyrody, która go otaczała klimatu, który mu służył, z radości ludzi i miłości bliskich, z tej całej „Łaski Boga”, czyli przygotowanego dla człowieka środowiska życia.

Są to cechy naturalne, zakorzenione w aspekcie duchowym człowieka, one pozwalają mu odczuwać więź i radość z rzeczy, których nie odbiera fizycznymi zmysłami. Rzeczy ulotnych i niewidocznych, lecz w raju inaczej niż teraz, na każdym kroku i w każdym spojrzeniu dostępnych. Otaczające go środowisko życia obficie oferowało całą gamę ulotnych odczuć, które tworzyły szczęście, nawet bez „przekuwania”.

Jak powstała wiara?

Forma naturalna „wiary”.
Człowiek w Raju, wolny od nienaturalnych obciążeń, którego świadomość to „Biała Szata”, bez przeszkód dysponuje dobrodziejstwem tego eterycznego instrumentu, służącego do organizacji takiego sposobu myślenia, który w efekcie daje szczęście. Pozwala mu on, odczuwać uniesienie a przy tym wzniosłą radość, którą doznaje czerpiąc jej przyczyny z otaczającej go „Łaski Boga”, jego naturalnego środowiska.

Forma kultowa wiary.
Wiara jako zbiór wartości kultowych, które ujmują wymuszony sposób odniesienia do Boga, jest efektem indoktrynacji świadomości człowieka. Przyczyny nienaturalnych potrzeb wprowadzone w świadomości, która posiadała wewnętrzną budowę dającą jej charakter określany mianem „białych szat”, zdeformowały utrwalone w niej formacje myślo kształtów a tym samym, przyczyniły się do zaistnienia nowych intencji w procesie myślenia człowieka. Jednak wiara, nie jest pierwszym efektem w całym szeregu wszystkich wprowadzanych zakłóceń.

Wiara, została „zastosowana”, jako wspomaganie już istniejącego negatywnego wpływu na człowieka. Człowiek już zdominowany, indywidualnymi dodatkowymi potrzebami, (który mimo tego, posiadał jeszcze możliwość swobodnego wyboru drogi działania), został dodatkowo zniewolony.

Jak przebiegał proces deformacji świadomości człowieka?

Sposób zastosowania, takiego rodzaju negatywnych wpływów, które mogłyby deformować świadomość polegał na przesłaniu określonych informacji do świadomości człowieka. W pierwszym etapie przesyłane były one drogą eteryczną w postaci informacji kierowanych w obszar percepcji nadświadomości.

Informacje takie były zachętą do tworzenia w świadomości uprzednio nieistniejących potrzeb. One, wraz z różnymi manifestacjami eterycznymi, które objawiały się w środowisku jego życia, utworzyły zbiór informacji ujmujący w sobie nowe potrzeby. W dalszej kolejności przesyłane droga duchową informacje, uzupełniły odczuwane i postrzegane zjawiska w cechy wartościowe. W kolejnych pokoleniach, informacje zarówno przekazywane do nadświadomości jak i w postaci objawień, pozwoliły człowiekowi rozpoznać istotę wyższą w przyszłości nazwaną Bogiem.

W dalszej kolejności, bardziej zaradni członkowie społeczności, postanowili wykorzystać, indywidualną wiarę w istnienie Boga do własnych potrzeb. W ten sposób narodziły się kulty a w procesie rozwoju i ekspansji religie.

Określenie „wiara” z obszaru indywidualnego doznawania wrażeń przyczyniających się do powstawania szczęścia, zostało przeniesione do obszaru wiary w Boga ołtarzowego. Wiara uzyskuje rangę głównego filara wspólnot i kultów.

Należy pamiętać, że już indywidualne wierzenie, czy wiara w istnienie wyższej istoty lub Boga, było przyczyną ograniczenia swobodnego wpływu „Łaski Boga” jako naturalnego środowiska życia człowieka w raju. Obecnie istniejące formy wiary w społeczności życia człowieka na Ziemi, są wysoko zaawansowanym procesem destrukcji naturalnych wartości. W sposób zawaluowany, stoją w sprzeczności z potrzebami Boga a wszystko to, dzięki doświadczeniom, jakie eteryczne cywilizacje negatywne nabyły w czasie kilku miliardów lat wpływów i doświadczeń, w stosowaniu dominacji nad człowiekiem, w różnych cywilizacjach takich jak ziemska..

Gdy będziemy wymawiali słowo wiara lub wierzę, zastanówmy się nad naszymi naturalnymi zdolnościami. Pomyślmy, że każdy może uaktywnić swoje naturalne cechy, które pozwolą mu odczuwać istnienie pokładów wzniosłych uczuć i niezgłębionej radości. Jest to emocjonalne wrażenie, którego nie sposób opisać. Pozwala ono na doznawanie szczęścia w sposób niezależny od otaczającej nas rzeczywistości.

ˆ Struski Andrzej
Powyzszy tekst jest tekstem autorskim
Kopiowanie, rozpowszechnianie tylko za zgodą autora tekstu oraz podaniem linku do orginalnej strony autora.

http://www.andrzejstruski...ry-i-nauki.html

Asef - 26 Kwiecień 2012, 22:39

Zdublował mi się post. Jeden usuńcie.



Rozprawa na temat wiary i nauki


Czy wiara stoi w sprzeczności z nauką?


Albert Einstein w swojej wypowiedzi, cyt.
"Nie myślę, że z konieczności nauka i religia są naturalnymi oponentami. W rzeczy samej, myślę, że jest bardzo bliski związek między nimi. Co więcej, myślę, że nauka bez religii jest kulawa, i odwrotnie, religia bez nauki jest ślepa. Obie są ważne i powinny współpracować "ręka w rękę",
odniósł się do religii i nauki jako ważnych dla człowieka.

Jako ważnych, ale czy najważniejszych?
Jego jednoznaczne wskazanie na istnienie zależności, które wzajemnie motywują egzystencje i rozwój obu dziedzin, jest uzasadnione tylko wtedy, gdy dotyczy ono religii w stosunku do nauki. Gdy w miejsce religii postawimy wiarę, taka zależność nie istnieje, wiara to nie system, to osobista postawa człowieka. Jednak ta osobista wartość jest fundamentem religii.

Czy odniesienie do religii jest, jednoznaczne z odniesieniem do wiary?

Takie są myślowe stereo typy, lecz to są tylko pozory, jest to iluzja, która zaślepia człowieka a w szczególności uczestnika kultu. Człowiek z punktu widzenia religii jest tylko materiałem do odpowiedniego przeformatowania, który z kolei jako wierny uzyskuje gwarancję a zarazem jest instrumentem. Jego osobisty potencjał wiary jest wykorzystywany i wtapiany w kult.

Czym się różni religia od wiary?

Podstawą do pełnego określenia każdego tematu jest wskazanie jego źródła. Źródłem religii jest naturalnie istniejąca cecha nieświadomego postrzegania rzeczy nad naturalnych - wiara, jednak wiara nie jest religią. Tak jak źródłem nauki jest doświadczanie i poznawanie, tak, ani doświadczanie, ani poznawanie nie jest nauką.

„Wszystko ma swoje miejsce i czas”, ale przede wszystkim - wszystko ma swoje źródło -, jedyny stały czynnik wszystkiego, co istnieje.

Człowiek korzystający z dobrodziejstwa swoich zmysłów, doświadcza i poznaje.
Człowiek korzystający z dobrodziejstwa swoich uczuć posiada wrażliwość.
Zmysły są źródłem doświadczania i poznawania, wypełnione uczuciami tworzą człowieka myślącego i czującego. Analizując drogę przyczynowo skutkową cofamy się wstecz i tu; poznanie poprzedzone jest doświadczaniem z kolei doświadczanie warunkowane jest stanem naszych uczuć.

Jednak te wszystkie kwestie, osobistego działania człowieka nie czynią, ani religii, ani nauki. Kultury te są owocem ewolucji cywilizacji człowieka na ziemi. One w rzeczywistości powstały jako wtórny i niezamierzony element jego życia. Ich nurty wywodzą się z charakteru i sposobu postępowania człowieka, lecz te nurty nie były i nie są, wiodącą potrzebą życia człowieka..

Wiara i poznawanie, same z siebie nie byłyby wystarczającym bodźcem do rozwoju kultów i nauki. Niezbędny był wiodący czynnik, który najogólniej można określić jako potrzebę uzyskania więcej, ponad to, co oferowało naturalne środowisko. W czasie, gdy człowiek był już wystarczająco rozwinięty i zadziałały instrumenty odczówania wiary, mógł zaistnieć etap indoktrynacji człowieka drogą poza zmysłową. Dominacje w swoich społecznościach, przejęły odpowiednio silne i bezwzględne jednostki. W celu pozyskania określonych wartości, wiara jednostki posłużyła jako instrument do utworzenia pierwotnych form kultowych.

Już istniejący w świadomości człowieka, stan uczuciowy, który wywoływał doznania szczęścia w trakcie kontemplacji przyrody, został przekształcony na hołd bóstwom przyrody. W taki sposób powstała wyższa istota, która w kolejnych etapach indoktrynacji została mianowana do postaci Boga ołtarzowego. Z biegiem czasu, Bóg jako obiekt kultu, przybierał, a raczej przybierany był w różne szaty. Postać Boga ołtarzowego istnieje do dziś i osiągnęła wręcz kuriozalne formy. Najbardziej drastycznym przykładem jest tu, wyeksponowanie Jezusa Chrystusa do postaci, której nigdy nie wskazywał swoim życiem a przede wszystkim, której nigdy nie wskazywał, celem swojej misji na ziemi.

By te wszystkie kwestie; charakteru człowieka, wiary, religii i nauki, określić w sposób wystarczająco wyrazisty, należy precyzyjnie określić informacje dotyczące ich źródłowych wartości. Nie wystarczy powiedzieć „wiara” i przyjąć, że wszystko, co jej dotyczy jest takie, jakie jej obecne rozumienie. Nic bardziej błędnego, takie stwierdzenie jest przykładem braku zrozumienia źródła, lub inaczej mówiąc, jest iluzją.

W obecnie istniejącym na ziemi rozumieniu istoty wiary, jest widoczny całkowity brak rozumienia pierwotnych przyczyn jej powstania w zakresie świadomości człowieka. Tak słabo ugruntowany w wartości źródłowe, lecz jakże istotny aspekt życia, jakim jest wiara, stawiany jest jako filar w wielu obszarach życia. Najważniejszą podporą, jaką spełnia ten filar jest społeczne uzasadnienie (stosowane przez kapłanów) potrzeby istnienia kultów i religii. W obecnie istniejącym pojęciu człowieka, wiara jest odniesieniem do Boga. Jednak to odniesienie, posiada silny akcent pośrednika w postaci kapłana jako pośrednika na drodze do kultowego celu. Tak rozumiane przez wiernych pośrednictwo, zabezpiecza partykularne interesy instytucji pośredniczących. One dbają, by informacje kształtujące obraz człowieka wierzącego, nie wskazywały jego osobistych możliwości kontaktu z wartościami Boga. Brak informacji źródłowych, mówiących o pierwotnych zdolnościach, zabezpiecza takie interesy pośredników – kapłanów.

Iluzja w tej materii to, brak szczegółowych informacji o przyczynach powstania wiary. W efekcie takiej iluzji, wiara i religia to dla człowieka pojęcia, jednoznaczne lub ściśle z sobą związane. Taki obraz wiary, istniejącej nierozłącznie z religią, jawi nam się zawsze, gdy myślimy o życiu i Bogu. Często, zamieniamy słowa, religia i wiara a nawet jedna myśl, nam nie podda w wątpliwość tego rodzaju zależności. A powinna i to nie jedna, a każda. Jednak moc iluzji, jest żelazną bramą. O takiej bramie świadczą słowa ujęte w Psalmach;

Ps. 24:7
7. Podnieścież, o bramy! wierzchy wasze; podnieście się, wy bramy wieczne! aby wszedł król chwały!
(BG)

Bramy na drodze do wiedzy, która powinna być dostępna dla świadomości, zawsze na ziemi zamykały człowiekowi drogę do poznania pierwotnych źródeł i przyczyn życia zgodnego z potrzebą Boga.

Cóż znaczy wiedza o istnieniu wiary, gdy nie wiemy, jakie były jej pierwotne wartości.

Co czerpiemy z wiary, gdy poznajemy ją w klimacie religii?

Jak te bramy wieczne otworzyć?

Posiadamy odpowiednie instrumenty, które wydadzą owoc, jeżeli skorzystamy z logiki i filozofii. Tylko logicznie oceniając otaczające nas zdarzenia i rzeczy, możemy sprowadzić ich cechy i wartości, do poziomu jednoznaczności. Sprawa ujęta zbiorem logicznych orzeczeń, staje się niezależna, lecz sama w sobie spójna i logiczna. Jest ona odporna na destrukcyjne przyczyny, jednak zamknięta w swoi zbiorze wartości, czeka na dalsze logiczne rozwinięcie drogi przyczyny i skutku. Drogi, której sama jest efektem a po zaistnieniu dodatkowego czynnika, wraz z nim czyni kolejny efekt.

I tu w sukurs logice przychodzi filozofia, która swobodnemu umysłowi pozwala porównywać i dopasowywać rzeczy, aż znajdzie tę jedyną z poprzedniego stopnia przyczynę, która jest całkowicie zgodna logicznie z już istniejącym zbiorem ocen i wyroków. W taki sposób, powstanie ścieżka poznawania wstecz, całej drogi przyczynowo skutkowej. Takiej drogi wstecz, która prowadzi do źródła i do pierwotnej przyczyny. Tak określonej pierwotnej przyczyny, której nasza logicznie przyjęta wartość rzeczy na drodze przyczynowo-skutkowej,, będzie jej właściwym efektem. Z kolei jakość takiego efektu, zależy od tego, jaki on uczyni wpływ na postępowanie człowieka w jego środowisku życia. Właściwym będzie taki, który przyczyni się do pozytywnych działań a w ich następstwie, powstaną pozytywne emocje. Wszystkie inne drogi i ich efekty z punktu widzenia potrzeb Boga nie są tymi właściwymi i w poszukiwaniu wstecznej drogi do przyczyn wiary, należy je pominąć.

Takim sposobem myślenia a w przypadku braku ogniwek informacji w łańcuszku drogi przyczynowo - skutkowej z Boską pomocą, odkryłem świat za żelazną brama, za bramą wieczną.

Odnalazłem tam również informacje, które mówią jak powstała wiara. Obrazują one człowieka, który nie znal słowa Bóg, nie znał słowa Niebo, nie znał a potrafił je poczuć pod postacią szczęścia, gdy czerpał natchnienie z otoczenia.
Z przyrody, która go otaczała klimatu, który mu służył, z radości ludzi i miłości bliskich, z tej całej „Łaski Boga”, czyli przygotowanego dla człowieka środowiska życia.

Są to cechy naturalne, zakorzenione w aspekcie duchowym człowieka, one pozwalają mu odczuwać więź i radość z rzeczy, których nie odbiera fizycznymi zmysłami. Rzeczy ulotnych i niewidocznych, lecz w raju inaczej niż teraz, na każdym kroku i w każdym spojrzeniu dostępnych. Otaczające go środowisko życia obficie oferowało całą gamę ulotnych odczuć, które tworzyły szczęście, nawet bez „przekuwania”.

Jak powstała wiara?

Forma naturalna „wiary”.

Człowiek w Raju, wolny od nienaturalnych obciążeń, którego świadomość to „Biała Szata”, bez przeszkód dysponuje dobrodziejstwem tego eterycznego instrumentu, służącego do organizacji takiego sposobu myślenia, który w efekcie daje szczęście. Pozwala mu on, odczuwać uniesienie a przy tym wzniosłą radość, którą doznaje czerpiąc jej przyczyny z otaczającej go „Łaski Boga”, jego naturalnego środowiska.

Forma kultowa wiary.

Wiara jako zbiór wartości kultowych, które ujmują wymuszony sposób odniesienia do Boga, jest efektem indoktrynacji świadomości człowieka. Przyczyny nienaturalnych potrzeb wprowadzone w świadomości, która posiadała wewnętrzną budowę dającą jej charakter określany mianem „białych szat”, zdeformowały utrwalone w niej formacje myślo kształtów a tym samym, przyczyniły się do zaistnienia nowych intencji w procesie myślenia człowieka. Jednak wiara, nie jest pierwszym efektem w całym szeregu wszystkich wprowadzanych zakłóceń.

Wiara, została „zastosowana”, jako wspomaganie już istniejącego negatywnego wpływu na człowieka. Człowiek już zdominowany, indywidualnymi dodatkowymi potrzebami, (który mimo tego, posiadał jeszcze możliwość swobodnego wyboru drogi działania), został dodatkowo zniewolony.

Jak przebiegał proces deformacji świadomości człowieka?

Sposób zastosowania, takiego rodzaju negatywnych wpływów, które mogłyby deformować świadomość polegał na przesłaniu określonych informacji do świadomości człowieka. W pierwszym etapie przesyłane były one drogą eteryczną w postaci informacji kierowanych w obszar percepcji nadświadomości.

Informacje takie były zachętą do tworzenia w świadomości uprzednio nieistniejących potrzeb. One, wraz z różnymi manifestacjami eterycznymi, które objawiały się w środowisku jego życia, utworzyły zbiór informacji ujmujący w sobie nowe potrzeby. W dalszej kolejności przesyłane droga duchową informacje, uzupełniły odczuwane i postrzegane zjawiska w cechy wartościowe. W kolejnych pokoleniach, informacje zarówno przekazywane do nadświadomości jak i w postaci objawień, pozwoliły człowiekowi rozpoznać istotę wyższą w przyszłości nazwaną Bogiem.

W dalszej kolejności, bardziej zaradni członkowie społeczności, postanowili wykorzystać, indywidualną wiarę w istnienie Boga do własnych potrzeb. W ten sposób narodziły się kulty a w procesie rozwoju i ekspansji religie.

Określenie „wiara” z obszaru indywidualnego doznawania wrażeń przyczyniających się do powstawania szczęścia, zostało przeniesione do obszaru wiary w Boga ołtarzowego. Wiara uzyskuje rangę głównego filara wspólnot i kultów.

Należy pamiętać, że już indywidualne wierzenie, czy wiara w istnienie wyższej istoty lub Boga, było przyczyną ograniczenia swobodnego wpływu „Łaski Boga” jako naturalnego środowiska życia człowieka w raju. Obecnie istniejące formy wiary w społeczności życia człowieka na Ziemi, są wysoko zaawansowanym procesem destrukcji naturalnych wartości. W sposób zawaluowany, stoją w sprzeczności z potrzebami Boga a wszystko to, dzięki doświadczeniom, jakie eteryczne cywilizacje negatywne nabyły w czasie kilku miliardów lat wpływów i doświadczeń, w stosowaniu dominacji nad człowiekiem, w różnych cywilizacjach takich jak ziemska..

Gdy będziemy wymawiali słowo wiara lub wierzę, zastanówmy się nad naszymi naturalnymi zdolnościami. Pomyślmy, że każdy może uaktywnić swoje naturalne cechy, które pozwolą mu odczuwać istnienie pokładów wzniosłych uczuć i niezgłębionej radości. Jest to emocjonalne wrażenie, którego nie sposób opisać. Pozwala ono na doznawanie szczęścia w sposób niezależny od otaczającej nas rzeczywistości.


ˆ Struski Andrzej
Powyzszy tekst jest tekstem autorskim
Kopiowanie, rozpowszechnianie tylko za zgodą autora tekstu oraz podaniem linku do orginalnej strony autora.

http://www.andrzejstruski...ry-i-nauki.html

RedJohn - 26 Kwiecień 2012, 22:53

Akataleptos napisał/a:
Gdybys mial jeszcze jakies blablabla to chetnie odpowiem, a teraz zamilkne ;)


Ja cały czas czytam i sledze wątek :)
Pewne sprawy są dla mnie niezrozumiałe, ale nie obraź się (wiem, że daleko Ci do tego :) ale z uprzejmości piszę) nie uważam Ciebie też za wyrocznie :)

Czasem po prostu nie wiem co napisać, można powiedzieć, że jestem takim wolnym słuchaczem, jak bede miał jakieś rozkminki to napewno napiszę :)

RedJohn - 28 Kwiecień 2012, 15:10

Powiedz mi Akataleptos jak byś popracował nad czakrą serca.
Czuję, że w życiu brakuje mi zrozumienia, empati, trudno mi wykrzesać jakiekolwiek uczucia. Nie wiem czy jest to efekt akceptacji, wiem, że kiedyś było inaczej i tego mi brakuje. Człowiek obdarty z uczuć to chyba nie to co chciałbym osiągnąć i pielęgnować, choć może to właśnie jest ta równowaga? Przynajmniej nic na dłużej nie zajmuje mi uwagi. Ma to swoje wady i zalety. Zalety to podchodzenie na luzie i bez emocji, wady? Nie potrafię cieszyć się najmniejszymi sprawami, wschodem słońca, zapachem trawy... to tylko wspomnienia. Brakuje mi tego, nie wiem jak to odzyskać.

Akataleptos - 29 Kwiecień 2012, 14:24

Cytat:
Czuję, że w życiu brakuje mi


A kto to mowi? Kto jest swiadomy, ze brakuje czegos? Zlokalizowales juz swoje "ja"?

Uczuciowosc musi oznaczac bycie kims uczuciowym?

RedJohn - 29 Kwiecień 2012, 18:15

Nie wiem, źle mi z tym i nie mam pojęcia jak to przywrócić, najlepsze jest to, że nawet nie mam pojęcia jak to straciłem. Czuje się ograbiony z uczuć, nikogo mi nie żal, nie umiem kochać bezwarunkowo, w ogóle co to jest miłość?
Akataleptos - 29 Kwiecień 2012, 20:00

Komu jest zle? Glosowi w glowie? Jesli czerpiesz tozsamosc z mysli, to jestes postacia wirtualna, niezdolna do wspolczucia.
Wspol-czucie to nie uzalanie sie nad kims, litowanie sie, lecz odczuwanie tego co dzieje sie z innymi istotami.

Nosisz w sobie obcy umysl, dla ktorego zycie tutaj i teraz zawsze jest niewystarczajace.

Jesli przestaniesz gadac ze soba w myslach, przerwiesz wewnetrzny dialog, to wszystko okaze sie w porzadku. Przestan biadolic nad soba. Jesli masz zamiar wyplakiwac mi sie w ramie, to zle trafiles.

RedJohn - 29 Kwiecień 2012, 20:46

Nie mam z tego powodu depresji, po prostu to zauważyłem.
A Ty niby co robisz w tym temacie? Wewnętrzny dialog tyle, że na publicznym forum.
Nie sądzę aby to był zewnętrzny program.
Szkoda, że nie rozumiesz. Albo nie szkoda. Może to ja nie rozumiem, jeden pieron :)

Akataleptos - 30 Kwiecień 2012, 12:39

Cytat:
Powiedz mi Akataleptos jak byś popracował nad czakrą serca.


Ciala czakrowe/auryczne to pokawalkowany stan istnienia. Mowiac o sercu, nie mam na mysli czakry serca, lecz o scalenie wszystkich centrow energetycznych, lacznie z czakra serca, w jedno centrum w sercu. Niektorzy nazywaja to "roza serca".

Rozszczepiony i podlegajacy zniszczeniu swiat jest piekny dlatego, ze jest odbiciem swiata niezniszczalnego.

Ilustracja

Na czym polega praca nad scalaniem napisalem tutaj.

Glownymi czynnikami scalajacymi sa: niszczenie falszywego poczucia wlasnej waznosci, smianie sie z siebie i swoich "powaznych" problemow/przemyslen, przerwanie wewnetrznego dialogu.

Cytat:
Nie mam z tego powodu depresji, po prostu to zauważyłem.


Kto zauwazyl?

Cytat:
A Ty niby co robisz w tym temacie?


Trzeba cos robic?

Cytat:
Nie sądzę aby to był zewnętrzny program.


Kto sadzi, ze to nie zewnetrzny program?

Akataleptos - 30 Kwiecień 2012, 13:33

Ego-interpretator widzi tylko to co sie wydarzylo, a wiec caly ten swiat widziany przez interpretarora jest jedynie wspomnieniem z przeszlosci. To co bylo kiedys, tego nie ma teraz.
Akataleptos - 30 Kwiecień 2012, 14:53

Cytat:

Ilustracja


Symbolem scalenia pokawalkowanej tozsamosci w centrum w sercu jest piramida ze Sloncem na szczycie, natomiast symbolem Interpretatora przeszlosci i pokawalkowanej, rozszczepionej tozsamosci jest niedokonczona piramida z okiem stanowiacym jej szczyt.

Ten pierwszy jest symbolem Chrystusa/Slonca, a drugi symbolem istoty okreslajacej sie jako Jehowa, pana Ksiezyca.
Ten drugi tworzy falszywe repliki wszystkiego co ma miejsce w swiecie prawdziwym. Jest bardzo potezna istota, ale jego potega siega wylacznie jego placu zabaw. W swoim swiecie jest nie do pokonania.

Akataleptos - 30 Kwiecień 2012, 17:36

Jaka jest roznica pomiedzy robieniem herbaty przez uspionego a oswieconego:

Uspiony, obcy umysl: "zagotowalem wode, teraz wiec musze zalac herbate, poslodzic i wypic ja w przyszlosci, po wykonaniu tych czynnosci."

Umysl prawdziwy: "woda sie gotuje, zalanie herbaty, zalanie herbaty moglo nastapic po zagotowaniu, a wiec zalanie i gotowanie jest jedna czynnoscia, podobnie jak wypicie zawiera w sobie scalone czynnosci zagotowania, zalania i poslodzenia."

Oba umysly dzialaja w tym samym momencie. Umysl prawdziwy jest jednak w stanie "objac" swoja uwaga umysl uspiony, natomiast umysl uspiony nie potrafi objac prawdziwego. To dlatego, ze ten uspiony jest rozszczepionym umyslem prawdziwym.

Stad tez powiedzenie "wyzej dupy nie podskoczysz".

Akataleptos - 30 Kwiecień 2012, 22:22

Podobnie sprawa ma sie z reinkarnacja i osiagnieciem tzw. oswiecenia. Wcielenie, w ktorym dokonuje sie oswiecenie zawiera w sobie wszystkie "poprzednie" wcielenia. W cudzyslowie, poniewaz nie ma czegos takiego jak nastepujace po sobie wcielenia, jedno za drugim, lecz wszystkie odbywaja sie w tym samym momencie. Czlowiek moze spotkac swoje "wczesniejsze" wcielenia na ulicy ktore beda wystawialy go na probe :lol:
Akataleptos - 30 Kwiecień 2012, 23:14

Ten krotki post zawiera w sobie wszystkie 43 strony :P

Czekam na odpowiedz, a teraz sobie pomilcze.

Akataleptos - 1 Maj 2012, 11:36

Jakie to banalnie proste. Sposob w jaki dziala system oraz obcy umysl to genialna sprawa, widac, ze to sa jedni z najlepszych specjalistow w kosmosie od manipulacji. Jednak sposob, w jaki z tej manipulacji mozna sie wyplatac pokazuje przepasc dzielaca madrosc diabelska a madrosc boska :P
To takie kosmiczne aikido, gdzie wykorzystuje sie sile przeciwnika do pokonania go, samemu nie wkladajac w to zadnego wysilku.
To ostatni level w tej grze.

Cytat:
trzeba przezyc swoja wlasna smierc


Cytat:
Ego-interpretator widzi tylko to co sie wydarzylo, a wiec caly ten swiat widziany przez interpretatora jest jedynie wspomnieniem z przeszlosci. To co bylo kiedys, tego nie ma teraz.


Ludzie po opuszczeniu cial fizycznych, po tzw. smierci, ogladaja swoje zycie jak widzowie w teatrze.
Pisalem o tym, ze uwolnienie od reinkarnacji polega na tym, ze podczas zycia w ciele, czlowiek doswiadcza tego, czego zazwyczaj ludzie doswiadczaja po smierci.

Czlowiek widzi jakies zjawisko, ale to co zrobil umysl w tym momencie to "widziales to", a wiec automatycznie staje sie to tylko wspomnieniem przeszlosci, juz w momencie, kiedy to sie dzieje :lol:
Trzeba wiec sobie uswiadomic, ze juz teraz ogladam film ze swojego "wczesniejszego" zycia, "dokonalo sie" jak to Jezus powiedzial na krzyzu.

Na wspomnieniach to sie nie konczy, to tylko jedno z doswiadczen posmiertnych.

Akataleptos - 1 Maj 2012, 18:50

Postawa "pierd**e czakry, nie otwieram ich" nie jest rozsadna, bo jesli chce sie skupic wszystkie centra energetyczne w jedno centrum w sercu, to trzeba je najpierw otworzyc i porozpuszczac te wszystkie blokady. Jesli jednak czlowiek przystepuje do tego z intencja "zajmuje sie czakrami, aby wyzwolic sie z cyklu reinkarnacyjnego" to nie ma to szansy powodzenia, poniewaz od reinkarnacji moze wyzwolic tylko ich scalenie. Celem jest wiec scalenie, a nie zajmowanie sie nimi, a scalenie moze nastapic tylko w terazniejszosci. Proste.
Najwieksze ciezary u ludzi spoczywaja na czakrze splotu slonecznego, trzeciej od dolu i to co jest zwane egoizmem jest wlasnie taka blokada. Bardzo duzy wplyw ma na to Ksiezyc, jest jakby takim "olowianym sterowcem". Blokada tego centrum utrzymuje swiadomosc na poziomie zwierzeco-zahipnotyzowanym, stan walki o przetrwanie, pozywienie, przetrwanie gatunku, nic wiecej. Ksiezyc jest rowniez patronem "narkotycznej", fanatycznej milosci, ktora jest tylko kolejna maska egoizmu, uzalania sie nad soba, poczucia wlasnej waznosci.

To, ze czlowiek postrzega tylko swiat fizyczny rowniez jest efektem tej blokady. Gdyby czlowiek choc troche rozpuscil ta blokade i przesunal swoj punkt zogniskowania swiadomosci wyzej, to postrzegalby to co jest zwane "zjawiskami paranormalnymi" :lol: A przeciez postrzeganie cial aurycznych innych istot, to dopiero poczatek zabawy z ukladaniem tej kostki rubika.

Czwarta nad ranem, moze sen przyjdzie :lol:

Akataleptos - 2 Maj 2012, 00:40

Moze zabrzmie troche dziwnie, jesli powiem, ze cialo fizyczne czlowieka to glownie mieszkanie dla demonow i jedyne sensowne wyjscie to spalenie go zywym ogniem :lol:
RedJohn - 2 Maj 2012, 08:54

To co piszesz jest łatwiejsze w teorii niż w praktyce :)
Ja niby znam teorie, ale nie znam praktyki.
Gdzieś tam w środku mnie szukam spokoju, ciszy i miłości, gdzieś tam pragnę wyciszyć się i zajrzeć jeszcze bardziej w głąb, ale potok myśli jaki temu towarzyszy zupełnie na to nie pozwala. Kiedyś czyt. w przeszłości potrafiłęm doświadczyć totalnego spokoju, skrawka nieskończoności... Od kiedy go doświadczyłem, zacząłem jeszcze bardziej szukać, była to taka zachęta dla mnie do eksploaracji. Niestety doświadczenie zniknęło i zamieniło się na tęsknotę za nieskończonością. Wydawało mi się, że byłem tak blisko, odeszło...

Nie nie znalazłem jeszcze źródła JA, znaczy może znalazłem, ale go nie dostrzegam lub też nie jestem w pełni jego świadomy.

Cytat:
... lecz wszystkie odbywaja sie w tym samym momencie. Czlowiek moze spotkac swoje "wczesniejsze" wcielenia na ulicy ktore beda wystawialy go na probe :lol:


Kto wie, może Ty to ja, ja to Ty, My to wszystko... szukamy się gdzieś tam, tu... z pewnością.

To co napisałeś o splocie słonecznym wydaje się mieć dla mnie głębokie znaczenie, do tej pory myślałem, że może serce szwankuje, a to po prostu egoizm go zaślepia.

Akataleptos - 2 Maj 2012, 12:07

Cytat:
Gdzieś tam w środku mnie szukam spokoju, ciszy i miłości, gdzieś tam pragnę wyciszyć się i zajrzeć jeszcze bardziej w głąb, ale potok myśli jaki temu towarzyszy zupełnie na to nie pozwala.


Jesli intencja jest szukanie, to bedziesz szukal, jesli intencja jest wyciszenie, to bedzie wyciszenie.
Jesli pojawia sie narzekajaca mysl, uswiadom sobie, ze nie jestes mysla, lecz tym, ktory sobia mysl uswiadamia. Ty jako ktos, kto chce rozpuscic klebowisko myslowe nie jestes w stanie tego zrobic, poniewaz "ty" to kolejna zapetlajaca sie mysl.

Nie ma zadnych technik porzucania ciezkich mysli. Jesli nosisz ciezki kamien, to po prostu go puszczasz, a nie myslisz nad puszczeniem. I znowu: jesli wyrazasz intencje checi porzucenia, to bedziesz chcial porzucic, a jesli wyrazisz intencje porzucenia, to porzucisz.

Umysl nie jest twoim wrogiem. Wystarczy skierowac na niego uwage i zauwazyc jak on sie miota i probuje nadac sobie znaczenie.

Cytat:
Nie nie znalazłem jeszcze źródła JA


Kto nie znalazl zrodla kogo? To ilu was tam jest?

Cytat:
Ja niby znam teorie, ale nie znam praktyki.


Kto zna teorie i kto chcialby cos praktykowac?

Akataleptos - 2 Maj 2012, 12:41

Ten ostatni level to taki zart programistow, jest zrobiony dla zmylki.

To cos jakby w grze RPG, spotykasz jakas postac, ktora daje misje do wykonania, powiedzmy, ze zabicie trzech smokow, gdzie kazdy z nich pilnuje fragmentu jakiegos artefaktu.
No i lecisz podniecony, zabijasz jednego smoka, zabierasz mu fragment, zabijasz drugiego, zabierasz mu fragment, zabijasz trzeciego .. a ten niczego nie pilnowal. Masz nieskompletowany przedmiot, a postac, ktora zlecila ta misje zniknela, nie ma jej.
Kierujesz sie do miasta, kieruja toba drogowskazy, ale wszystkie one prowadza do jakis jaskin pajakow, ogrow, trolli itd.
Trafiasz jakos do miasta, znowu masz misje, znowu nie mozna jej wypelnic, walczysz z jakimis stworami, ale nie mozesz ich pokonac, bo sa niewrazliwi na wszystkie typy broni i magie. Pozniej sie okazuje, ze sa dwa miasta o takiej samej nazwie, a ty trafiles do repliki.

Jedyne wyjscie to usiasc w milczeniu, obserwowac co sie dzieje ze swiadomoscia, ze nie mam juz nic waznego do zrobienia. Jest jak jest, wszystko juz sie wydarzylo. Wtedy gra zaczyna sie rozsypywac.

RedJohn - 2 Maj 2012, 12:54

Cytat:
Umysl nie jest twoim wrogiem. Wystarczy skierowac na niego uwage i zauwazyc jak on sie miota i probuje nadac sobie znaczenie.

Cytat:
Nie nie znalazłem jeszcze źródła JA


Kto nie znalazl zrodla kogo? To ilu was tam jest?

Cytat:
Ja niby znam teorie, ale nie znam praktyki.


Kto zna teorie i kto chcialby cos praktykowac?


Zadajesz pytania których nie rozumiem.
Co do intencji to rozumiem, że chodzi Ci o skupieniu się na rezultacie jaki się chce osiągnąć w czasie teraźniejszym a nie kierowanie uwagi na chęć osiągnięcia czegoś.
Gdzieś czytałem, jednak w praktyce nie sprawdzałem, że też nie jest tak prosto wmówić sobie coś skoro tak nie jest... podświadomość to odrzuca. To już lepiej sobie ponoć wykształcić intencje, że "Ktoś/wszyscy uważają, że jestem spokojny i opanowany". Ponoć podświadomość dostaje od tego świra i lepiej przyjmuje taką sugestię od "Ja jestem spokojny i opanowany" (podczas gdy nie jestem, jawne oszustwo może zanegować podświadomy umysł, nie może natomiast zanegować, że ktoś o mnie/nim tak myśli).


Akataleptos napisał/a:
Czwarta nad ranem, moze sen przyjdzie :lol:


Toś Ty nie w Polsce :D ?

Akataleptos - 2 Maj 2012, 13:14

Cytat:
Zadajesz pytania których nie rozumiem.


Co to znaczy "ja". Uwazasz, ze jestes jakims ludzikiem w glowie, jakims nieruchomym centrum dowodzenia, ktore kieruje ruchem rak, nog i tym co mowi? Ktore odbiera wrazenia od narzadow zmyslow i je interpretuje? I ktore uwaza, ze to co jest na zewnatrz, nie jest nim?

Zauwaz, ze kiedy mowisz "ja", to jest cos/ktos, co jest swiadome tego, ze mowisz. To co myslisz i mowisz o sobie, to przedmiot doswiadczenia, a podmiot doswiadczajacy, to to, co jest swiadome tych zjawisk.

Zauwaz tez, ze nie jestes w stanie okreslic, czym ta swiadomosc jest. Bo kazde okreslenie, to przedmiot doswiadczenia, a to co jest swiadome, ze sie go okresla, jest podmiotem.

Podobnie jest z intencja, moze swiadomosc i intencja to jedno i to samo, dlatego nie jestem w stanie powiedziec, czym intencja jest. Wiem jednak, ze jesli cos robisz, np. pijesz kawe, to musisz wyrazic intencje wypicia kawy. Jesli porzucasz ciezkie mysli, to wyrazasz intencje porzucenia, a nie checi porzucenia. Teraz twoja intencja jest chec porzucenia, wiec chcesz porzucic, ale nie porzucasz. Proste? :p

Akataleptos - 2 Maj 2012, 13:30

Czy ty kierujesz swoim oddechem, albo biciem serca? Kto tym kieruje?

Czy ty naprawde ruszasz swoja reka? A wiesz, w jaki sposob dzialaja te wszystkie wlokna miesniowe, uklad nerwowy itd.?

Ty myslisz, czy mysl jest? Czy przed pojawieniem sie mysli, zaplanowales ja? Czy moze tylko sie pojawila, a ty wyraziles intencje, by czerpac z niej tozsamosc.

Czy to co jest swiadome mysli, oddechu, ruszania reka, jest tym samym i sie nie porusza?

Akataleptos - 2 Maj 2012, 13:38

Ktos moglby powiedziec: to sa czynnosci wykonywane przez podswiadomosc.

I mowiac to, zapewne mysli sobie "moja podswiadomosc".

Ale czy gdyby nie Slonce, to moglby oddychac? A przeciez Slonce nie jest jego.

RedJohn - 2 Maj 2012, 15:06

Czyli co sugerujesz? że niby kto tym wszystkim porusza, kto myśli i kto teraz pisze za mnie na klawiaturze do Ciebie? Bo dla mnie JA to moje ciało fizyczne, astralne, mentalne itd. itp. Wszystko to wzięte razem do kupy. a moje małe rozczłonkowane JA, ma nad sobą jakieś większe JA, które zna cel tej wyprawy i jest bardziej swiadome tego co sie tu dzieje.
Akataleptos - 2 Maj 2012, 15:18

Czy w centrum doswiadczenia musi byc ktos? Nie moze byc samo doswiadczenie i jego swiadomosc?

"Cialo fizyczne, astralne, mentalne itd." jest tworzone przez gwiazdy, gwiazdy sa utrzymywane na swoich miejscach dzieki ludzkim sercom, gwiazdy maja swoje Slonce Centralne w srodku galaktyki, nie byloby Slonca Centralnego, gdyby nie gwiazdy krazace wokol niego, galaktyki sa podtrzymywane przez centrum wszechswiata itd.

Czyli ile to jest "razem wszystko wziete do kupy" jesli mozna tak w nieskonczonosc?

A to co jest swiadome tego wszystkiego, wszedzie jest tym samym, nie jest niczym ograniczonym i skonczonym, bo nie jest czyms.

Akataleptos - 2 Maj 2012, 15:20

Jestes cialem astralnym? A wiesz jak jest ono zbudowane, wiesz jak dziala? Mozesz teraz wyjsc w tym ciele i spotkac sie ze mna?
Akataleptos - 2 Maj 2012, 15:58

Z ta swiadomoscia to ciekawa sprawa, bo czy swiadomosc jako podloze dla wszystkiego co sie dzieje, wie jak cos zrobic?
Czy moze wiedza na temat czegos nie jest jej wlasciwoscia. Jej jedyna wlasciwoscia jest swiadomosc, nie ma zadnej wiedzy. Wiedza pochodzi ze swiadomosci, swiadomosc nie pochodzi od czegos.

W ostatnich latach poszerzylem horyzonty bardzo daleko, ale wiem coraz mniej.

W jakiejs tam dyskusji facebookowej ze Swiatoslawem Nowickim, swietnym astrologiem, filozofem, heglista, oraz znawca wielu roznych dziedzin zycia, przyznal, ze nie wie, czy to on mysli, czy mysli mysla sie same :P

Akataleptos - 2 Maj 2012, 19:41

Cytat:
że niby kto tym wszystkim porusza


Mam watpliwosci co do tego, czy cos w ogole sie porusza.
Bo jesli wszystko pochodzi ze swiadomosci, ktora jest nieruchoma, to wrazenie ruchu moze powstac tylko wtedy, gdy nastapi pozorne oddzielenie.
Te wszystkie planety, gwiazdy, galaktyki, tutaj one sprawiaja wrazenie czegos ruchomego, ale dzieje sie tak tylko dlatego, ze postrzega sie je w czestotliwosci, ktora mozna postrzegac tylko wtedy, gdy nie widzi sie calosciowo uniwersum, lecz widzi sie fragmentarycznie.

Dla mnie swiat krecacy sie, to cos jakby kosmiczne laboratorium alchemiczne, w ktorym testuje sie rozne idee, poprzez wprawianie ich w ruch.

RedJohn - 2 Maj 2012, 20:25

Akataleptos napisał/a:
A to co jest swiadome tego wszystkiego, wszedzie jest tym samym, nie jest niczym ograniczonym i skonczonym, bo nie jest czyms.


JA nie jestem świadomy, a w mysl tego w/w stwierdzenia powinienm być. Jestem ograniczony choć nie jestem.

Akataleptos napisał/a:
Jestes cialem astralnym? A wiesz jak jest ono zbudowane, wiesz jak dziala? Mozesz teraz wyjsc w tym ciele i spotkac sie ze mna?


Myślę, że było by to możliwe jednak JA tu i teraz nie posiadam takich zdolności, choć może posiadam, tylko w tym wymiarze nie pamiętam.

Cytat:
W jakiejs tam dyskusji facebookowej ze Swiatoslawem Nowickim, swietnym astrologiem, filozofem, heglista, oraz znawca wielu roznych dziedzin zycia, przyznal, ze nie wie, czy to on mysli, czy mysli mysla sie same :P


Głębokie :P

Akataleptos napisał/a:
Czy w centrum doswiadczenia musi byc ktos? Nie moze byc samo doswiadczenie i jego swiadomosc?


Skrót myślowy :) Miałem na myśli świadomość :)

Akataleptos napisał/a:
Dla mnie swiat krecacy sie, to cos jakby kosmiczne laboratorium alchemiczne, w ktorym testuje sie rozne idee, poprzez wprawianie ich w ruch.


Programowo fraktalnie zapęlająca się świadomość?

Akataleptos - 2 Maj 2012, 20:51

Cytat:
JA nie jestem świadomy, a w mysl tego w/w stwierdzenia powinienm być. Jestem ograniczony choć nie jestem.


Ty najwyrazniej utozsamiasz sie z myslami, a wiec z jakims obiektem. Swiadomosc nie jest obiektem lecz tym, co obiektow jest swiadome.
To co jest swiadome ograniczen jest nieograniczone, poniewaz ograniczenia to przedmiot doswiadczenia, a podmiotem doswiadczajacym ograniczen jest nieograniczona swiadomosc.

Cytat:

Myślę, że było by to możliwe jednak JA tu i teraz nie posiadam takich zdolności, choć może posiadam, tylko w tym wymiarze nie pamiętam.


Zapytam jeszcze raz:

Mowisz, ze jestes cialem fizycznym, astralnym, mentalnym itd.

Powiedz mi co potrafisz jako cialo fizyczne. Nie potrafisz poruszyc reka, bo nie wiesz jak sterowac ukladem nerwowym, nie poruszysz palcem, nie kierujesz tlenu do komorek.
Zaloze sie, ze nie wiesz jak zrobic cokolwiek.

A moze nie jestes cialem, tylko mysla o kierowaniu cialem. Powiedz mi co potrafisz jako mysl. Czy przed pojawieniem sie jakiejs mysli jest taki moment w ktorym decydujesz jaka bedzie jej tresc?

Mowisz, ze jestes tym wszystkim "zebranym do kupy".
Problem jest taki, ze te wszystkie ciala zebrane do kupy nie istnieja, poniewaz istnieja one dzieki pofragmentowaniu. Jesli scalisz ze soba cialo fizyczne, astralne, mentalne, eteryczne i co tam jeszcze, to nie masz juz tych cial. To co wtedy jest to wlasnie ta swiadomosc o ktorej mowie, ktora nie jest czyms.

Akataleptos - 2 Maj 2012, 21:11

Ruch to nie zdrowie. Ruch to smierc :P

Ale polecam ciezkie cwiczenia fizyczne po to, by uswiadomic sobie, ze swiadomosc ograniczen jest nieograniczona i nie ma tego, ktory moglby byc kims wyczerpanym. To zadziwiajace ile czlowiek jest w stanie zniesc, gdy pozbedzie sie iluzji na temat samego siebie.

Zwlaszcza rozne sztuki walki sa w tym pomocne.

RedJohn - 2 Maj 2012, 22:03

Akataleptos napisał/a:
Powiedz mi co potrafisz jako cialo fizyczne. Nie potrafisz poruszyc reka, bo nie wiesz jak sterowac ukladem nerwowym, nie poruszysz palcem, nie kierujesz tlenu do komorek.
Zaloze sie, ze nie wiesz jak zrobic cokolwiek.


Jeśli pomyśle to ruszę palcem, podstawowe czynności fizyczne które jestem wstanie ogarnąć wykonuje umysł świadomy.

Oddychanie, bicie serca i wszelkie przemiany komórkowe - tym zajmuje się umysł podświadomy.

Akataleptos napisał/a:
Powiedz mi co potrafisz jako mysl.

Są takie myśli które wprawiają mnie w ruch, są też takie które mnie hamują.
Są takie których jestem świadomy i są takie o których nie mam pojęcia.
Co potrafię jako myśl świadoma napisałem wyżej, co potrafi podświadomy umysł również.

Akataleptos napisał/a:
Problem jest taki, ze te wszystkie ciala zebrane do kupy nie istnieja, poniewaz istnieja one dzieki pofragmentowaniu.


To jak to w końcu istnieją czy nie istnieją :twisted:
a może istnieją tylko w mojej głowie?

Akataleptos napisał/a:
Ale polecam ciezkie cwiczenia fizyczne


Tego akurat mi nie brakuje, choć preferuję siłownie i ćwiczenia bardziej statyczne niż dynamiczne.

Akataleptos napisał/a:
Ty najwyrazniej utozsamiasz sie z myslami, a wiec z jakims obiektem.


Być może tak właśnie jest i dlatego tak trudno mi Ciebie zrozumieć, może jesteś wyżej o ten szczebelek albo dwa, a może nie ma szeczebelków. A może po prostu musze poświęcić jeszcze pół życia na to żeby to ogarnąć, a drugie pół, żeby to obalić :twisted: Bo nasza rozmowa wygląda troche jakbyś ślepcowi chciał opisać jakiś przedmiot niekoniecznie skomplikowany :)

Akataleptos - 2 Maj 2012, 22:48

Cytat:
Są takie myśli które wprawiają mnie w ruch, są też takie które mnie hamują.


Ciebie czyli kogo?
Czy przed pojawieniem sie mysli jest taki moment w ktorym decydujesz jaka bedzie jej tresc?
Napisz jak planujesz nastepne mysli.

Cytat:
Jeśli pomyśle to ruszę palcem, podstawowe czynności fizyczne które jestem wstanie ogarnąć wykonuje umysł świadomy.


Ja tam ruszam palcem bez myslenia.

Cytat:
Oddychanie, bicie serca i wszelkie przemiany komórkowe - tym zajmuje się umysł podświadomy.


Gdzie jest podswiadomosc? Tak myslisz czy tak jest?
Dlaczego nie ma jednego centrum, bez podzialu na podswiadomosc, swiadomosc, wyzsza jazn itd.?

Cytat:
To jak to w końcu istnieją czy nie istnieją


Istnieja jako pofragmentowane. Ale czy oddzielenie jest mozliwe?

Pewnie slyszales teksty typu "juz jestes oswiecony". Brzmi to troche naiwnie, ale to najwieksza i zarazem najprostsza tajemnica.
Zauwaz, ze jesli swiadomosc nie jest czyms, to jest ona juz gotowa.
Umysl postrzega tylko to co sie wydarzylo i na tym buduje swoja tozsamosc. Dlatego caly swiat, ktory widzisz, to tylko wspomnienie przeszlosci. Teraz natomiast, a przeciez terazniejszosc jest faktem, jestes wiec oswieocny.
Uwalnienie sie od reinkarnacji polega na scalaniu ze soba wszystkich tych cial, a kiedy sie je scali, to zostaje czysta swiadomosc ... czyli to, co juz teraz jest swiadome twoich mysli o przeszlosci, oddechu, bicia serca itd.

Akataleptos - 3 Maj 2012, 00:09

Cytat:
Są takie myśli które wprawiają mnie w ruch, są też takie które mnie hamują.


Pisze z zombie?

A gdyby tak jakis kosmita przesylal ci mysli do glowy, to jak moglbys odroznic, ktora jest twoja, a ktora jego.

To w koncu jestes cialem, ktore mysl wprawia w ruch, czy mysla, ktora porusza cialem?

RedJohn - 3 Maj 2012, 11:43

Akataleptos napisał/a:
Pewnie slyszales teksty typu "juz jestes oswiecony".

Taa, łatwo powiedzieć :)

Akataleptos napisał/a:
Pisze z zombie?

Jest taka opcja :)

Wczoraj tak myślałem nad tym co piszesz i jest tak, że wszystkie te odruchowe reakcje nadzoruje umysł podświadomy. Umysł świadomy również może pomyśleć i wykonać. Na tym właśnie polega medytacja, na świadomości wykonywanych czynności, ruchu, otoczenia, energii.

Pisałem Ci, że ciężko jest mi się wyciszyć i zacząłem starać się świadomie wykonywać czynności, skupiać się nad tym co robię... pierwsze pomyśleć, potem wykonać, obce myśli jakby znikły a odczuwanie teraźniejszości wyraźnie wzmocniło się. Dzięki czemu poczucie szczęścia i spełnienia zintensyfikowało się.

Dlatego też każda nowa rzecz dla nas ludzi, nowe wyzwanie, nowe wrażenia wywołują u nas (jako cząstki świadomości nieskończoności) silne poczucie bycia TU i TERAZ. I tak sobie myślę, że wszystkie te osoby które szukają mocnych wrażeń, mocnych bodźców - skoki bungie, sporty ekstremalne itp. uzależniają ponieważ trzymają silnie TU i TERAZ odgraniczają od przeszłości i przyszłości intensyfikując przeżycia teraźniejsze. Oczywiście nie uważam, że tego typu bycie TU i TERAZ jest dobre, jest to raczej akt desperacji by poczuć coś. To cudowne odkrycie dla mnie. Dziękuję Ci, że dzięki Tobie na to wpadłem ;-)


EDYCJA: a Oni dalej rozbijają i szukają fraktalnie zapętlonego Wszechświata i dobrze :)
W LHC odkyto nową cząstkę elementarną

Pozdrawiam

Akataleptos - 3 Maj 2012, 12:17

Pewnie to ci sami goscie, ktorzy kiedys uderzali kamieniem o kamien. Teraz zmienil sie tylko obiekt zainteresowania. Faktycznie, potwierdzaja tym samym zasade fraktalnosci "jak na gorze tak na dole".

Cytat:
Wczoraj tak myślałem nad tym co piszesz i jest tak, że wszystkie te odruchowe reakcje nadzoruje umysł podświadomy.


I gdzie ta podswiadomosc jest?

Cytat:
Umysł świadomy również może pomyśleć i wykonać.


W jaki sposob umysl swiadomy planuje nastepna mysl?

Cytat:
Pisałem Ci, że ciężko jest mi się wyciszyć


Cisza to brak tresci, "ty" to tresc, a wiec nie jestes w stanie sie wyciszyc. Cisza jest niezaleznie od ciebie.

Cytat:
poczucie szczęścia i spełnienia zintensyfikowało się.


Wiem, myslenie jest jak narkotyk. Tylko nie lec na "misje na Marsa" jak ten slynny koles.

Cytat:
I tak sobie myślę, że wszystkie te osoby które szukają mocnych wrażeń, mocnych bodźców - skoki bungie, sporty ekstremalne itp. uzależniają ponieważ trzymają silnie TU i TERAZ odgraniczają od przeszłości i przyszłości intensyfikując przeżycia teraźniejsze.


Dlatego uwazam, ze przyjaciel terazniejszosci to przyjaciel smierci.

RedJohn - 3 Maj 2012, 14:04

Akataleptos napisał/a:
I gdzie ta podswiadomosc jest?


We mnie, ja nią jestem jako cząstka nieskończoności. Jak ta babka ruska, co w babce jest jedna babka, a w niej jeszcze jedna i kolejna itd.

Akataleptos napisał/a:
W jaki sposob umysl swiadomy planuje nastepna mysl?


Nie mam zielonego pojęcia, po prostu jest.

Akataleptos napisał/a:
Wiem, myslenie jest jak narkotyk. Tylko nie lec na "misje na Marsa" jak ten slynny koles.


Nie wiem OCB?

Cytat:
Dlatego uwazam, ze przyjaciel terazniejszosci to przyjaciel smierci.


Nie wiem czy śmierć ma tu jakieś znaczenie. Ot zmiana stanu. I kręci się dalej jak sądzę.

Akataleptos - 3 Maj 2012, 14:14

Cytat:
We mnie, ja nią jestem jako cząstka nieskończoności. Jak ta babka ruska, co w babce jest jedna babka, a w niej jeszcze jedna i kolejna itd.


A tak poza wyobrazeniami to wszystko w porzadku?

Cytat:
Nie mam zielonego pojęcia, po prostu jest.


Czyli w momencie pojawienia sie mysli, jestes postawiony przed faktem dokonanym i nikt tego nie planuje?

Cytat:
Nie wiem czy śmierć ma tu jakieś znaczenie. Ot zmiana stanu. I kręci się dalej jak sądzę.


A wiec jestes jednym z tych miliardow niesmiertelnych ludzi, krecacych sie w kolko?
Tylko swiadoma smierc moze wyzwolic czlowieka z tej karuzeli.

Akataleptos - 3 Maj 2012, 14:48

Jesli swiadomosc jest podlozem dla wszystkiego co sie dzieje, jesli to co jest swiadome najrozniejszych zjawisk jest tym samym, to w momencie, kiedy przestanie sie utozsamiac z umyslem, jest sie na nowo "polaczonym ze zrodlem", to mozliwe sa tzw. podroze w czasie, czy tez wejscie w skore np. Napoleona i doswiadczyc co wtedy myslal i czul. Nie trzeba tez znac jezykow obcych, aby zrozumiec co kto mowi i mysli, bo wszystko jest intencja, lacznie z jezykiem, a wtedy jest sie swiadomym intencji.
To nie jest nic wielkiego, bo przeciez i ten post jest wspomnieniem jakiegos czlowieka.

Akataleptos - 3 Maj 2012, 15:09

Z tym, ze z siedmioma czakrami czlowiek jest w stanie zajrzec trzy wstecz (kiedy byl w stanie swiadomosci odpowiadajacym dzisiejszym mineralom) i trzy do przodu.
Akataleptos - 3 Maj 2012, 16:13

Cytat:
Nie wiem OCB?


Podobno byl taki gosc, ktory pod wplywem jakis srodkow oduzajacych wszedl, czy zostal wsadzony do pudla, napisali na nim "misja na Marsa" i wypchneli go przez okno.

Podejrzewam, ze gdy dekonstrukcja matrixa przyspieszy, przyleca tutaj tzw. wybawiciele ze swoimi statkami, zabiora swoja "ludzka horde" jak to mowia i zabiora ich do "raju", na Marsa, do Wujka Samaela/Jehowy, gdzie czeka ich smutne zycie w podziemnych bazach. Obecnie jest tam juz sporo ludzi. Niektorzy udadza sie tez do jakis rajskich krain, ale to dalej bedzie wegetacja, wiezienie.
Ale jak to bedzie dokladnie to nie mozna tego przewidziec, poniewaz przyszlosc tworzy sie teraz, albo tez inaczej mowiac, wszystkie wersje przyszlosci juz sie odgrywaja, a teraz decyduje sie (jesli mozna tak powiedziec), ktorej sie doswiadczy.

RedJohn - 3 Maj 2012, 21:29

Akataleptos napisał/a:
Czyli w momencie pojawienia sie mysli, jestes postawiony przed faktem dokonanym i nikt tego nie planuje?


Chciałbym żeby tak nie było. Mam nadzieję, że moje wyższe JA wie co robi jeśli ono wie to nie pozostaje mi nic innego ja zawierzyć mu, co jest niezmiernie trudne, gdyż nie posiadam odpowiedniej wiedzy.

Akataleptos napisał/a:
Czyli w momencie pojawienia sie mysli, jestes postawiony przed faktem dokonanym i nikt tego nie planuje?


Nie wiem skąd bierze się myśl, czy sama się myśli? Może to wyższe JA sni o mnie, a mi się wydaje ze to ja myślę, choć też snię o czym innym? Jeszcze niższym JA?

Jeśli myśl sama się myśli to wkraczamy w temat wolnej woli. Czy myśl sama się mysli? Jeśli tak to mam usprawiedliwienie na wszystkie podłe czyny ktore uczyniłem.

Akataleptos napisał/a:
A wiec jestes jednym z tych miliardow niesmiertelnych ludzi, krecacych sie w kolko?
Tylko swiadoma smierc moze wyzwolic czlowieka z tej karuzeli.


Mam nadzieję, że nie jestem. Pewności co do Twojego okreslenia świadomej smierci nie mam. Ty masz?

Akataleptos napisał/a:
, kiedy przestanie sie utozsamiac z umyslem, jest sie na nowo "polaczonym ze zrodlem", to mozliwe sa tzw. podroze w czasie, czy tez wejscie w skore np. Napoleona i doswiadczyc co wtedy myslal i czul.


Ty to potrafisz? :)

Akataleptos - 3 Maj 2012, 22:16

Zyjesz w swiecie z przeszlosci, w terazniejszosci jestes polaczony z tzw. Wyzsza Jaznia.
WJ nie czeka wiec na ciebie.

Najlepsza rada jaka mam to: niech nic cie nie obchodzi. Nie chodzi o jakis foch skierowany do swiata, tylko cos na glebszym poziomie.
Pamietasz, by ktos sie ciebie pytal o zdanie, czy chcesz tu zejsc? Ja nie. Nie miej tutaj nic waznego do zrobienia. Przede wszystkim nie troszcz sie o swoje urojone poczucie tozsamosci.
Ja sobie chodze tutaj, jestem swiadomy tego i tamtego, ale nic mnie nie rusza. Nawet gdy na zewiatrz dzieje sie wiele, jest wiele emocji, to swiadomosc tego pozostaje nienaruszona.
Nie naklejaj etykietek niczemu i nikomu, niech nic nie bedzie czyms pieknym albo brzydkim, niech po prostu bedzie. Kiedy czlowiek zwieksza swoj zakres widzenia, to zaczyna postrzegac rzeczy takie, z ktorymi nie mozna zyc w spokoju majac swoje przekonania co do tego, co jest dobre a co zle, co piekne a co brzydkie. Stoisz przed kims, przed jakims artysta podziwiajacym jakis piekny obraz i widzisz jak przez wszelkie otwory jego ciala wlaza najobrzydliwsze stworzenia jakie tylko mozesz sobie wyobrazic, cos jakby pajaki. Cale to piekno obrazu wyroslo rowniez na tych szkaradach. I juz nie wiadomo, czy cos podziwiac, czy wymiotowac. Jest jak jest, bez interpretacji :lol:

Cytat:
Ty to potrafisz? :)


Wszyscy to robia, z tym ze jedni sa swiadomi, ze nie sa tym co mysla i czuja, a inni sie identyfikuja z czyms.
Ci, ktorzy sie identyfikuja sa jak ci goscie w psychiatrykach uwazajacych sie za Napoleonow. Mozna wejsc w skore Napoleona, pod warunkiem, ze nie uwaza sie za niego :lol:

Akataleptos - 3 Maj 2012, 22:33

Cytat:
Czy myśl sama się mysli? Jeśli tak to mam usprawiedliwienie na wszystkie podłe czyny ktore uczyniłem.


Mysli sa zasilane poprzez utozsamianie sie z nimi. Same w sobie nie sa w stanie dokonac zadnej zbrodni. Mozna wiec powiedziec, ze swiadomie nie zrobiles niczego zlego i byles niepoczytalny, nie mozesz jednak zwalic winy na to, ze samo sie cos zrobilo. Nikt nie kazal ci sie przyklejac do danej mysli.

Akataleptos - 4 Maj 2012, 00:07

Mowisz, ze nie potrafisz cieszyc sie ze swiata w taki prosty sposob jakbys byl dzieckiem, czy cos w tym stylu, ale problem nie jest w tym, ze cos powinienes zrobic aby ten zapomniany stan odzyskac, lecz w tym, ze ty chcesz byc w centrum tego doswiadczenia, a ty jestes wlasnia ta folia oddzielajaca cie od swiata. Ty pewnie chcialbys doswiadczyc stanu bez "ja", najlepiej w przyszlosci.
Karmisz sie jakimis absurdalnymi wyobrazeniami, jestes mysla, ale nie wiesz jak mysl powstaje, jestes cialem, choc nie wiesz jak zrobic z cialem cokolwiek. Zobacz jakie to proste, jest doswiadczenie i jest swiadomosc doswiadczenia. Ty jako mysl, czy cokolwiek z czym sie utozsamisz, to przedmiot doswiadczenia. Ty jako osoba chcaca osiagnac jakis stan, to przedmiot doswiadczenia. Swiadomosc doswiadczenia zawsze jest teraz. Wspomnienie o przeszlosci i przyszlosci jest przedmiotem doswiadczenia, ktorego sie doswiadcza teraz. Czym swiadomosc jest tego nikt nigdy sie nie dowie, poniewaz swiadomosc pozbawiona jest wlasciwosci wiedzy, a wiec zadna wiedza na temat swiadomosci jej nie dotyczy. Swiadomosc jest tylko swiadoma wiedzy.

RedJohn - 4 Maj 2012, 08:50

Kolego dla Ciebie to takie proste :) A ja nie wiem o czym Ty piszesz.
Widać sam muszę do tego dojść :)

Czyli co wg. Ciebie myśli płyną a my się do nich przyklejamy albo nie?

Akataleptos napisał/a:
Pamietasz, by ktos sie ciebie pytal o zdanie, czy chcesz tu zejsc?


NIE

Akataleptos napisał/a:
Cytat:
Ty to potrafisz? :)


Wszyscy to robia


Tego też nie pamietama wg. Ciebie ma to miejsce :)


Akataleptos napisał/a:
Najlepsza rada jaka mam to: niech nic cie nie obchodzi.


O tym też pisałem, rzadko jest coś co wzbudza we mnie emocje, zwykle nic mnie nie obchodzi, właśnie dlatego czuję się czasami obdarty z uczuć. Po prostu np. widzę człowieka, któremu dzieje się krzywda i myślę coś w stylu "to jego życie, to jego ścieżka, musi podołać, da rade, nie interesuje mnie to, wierze że musi tak być".

No dobra a co z życiem, ma mnie nie obchodzić też praca, rodzina, bliscy, przyjaciele...?
Nigdy chyba nie zrozumiałem Don Juana (Carlos Castaneda), który wolał porzucić najbliższych, żeby nie czuć przynależności. Tak też się dzieje, wszystko układa się w jakimś sensie samo. Chciałbym coś zrobić, aby żyło mi się tu na fizycznym planie lepiej w sensie wygodniej, ale z drugiej strony blokuje mnie to.

Wczoraj wieczorem wpadłem w paskudny nastrój, poszliśmy spać z moją drugą połową. Godzina ok 0:00 Krzyk, panika... Widziała węża na suficie... pełzł... Oświeć światło proszę on tam jest...

HEHE Szaraki atakują :)

Akataleptos - 4 Maj 2012, 12:23

Cytat:
O tym też pisałem, rzadko jest coś co wzbudza we mnie emocje, zwykle nic mnie nie obchodzi, właśnie dlatego czuję się czasami obdarty z uczuć. Po prostu np. widzę człowieka, któremu dzieje się krzywda i myślę coś w stylu "to jego życie, to jego ścieżka, musi podołać, da rade, nie interesuje mnie to, wierze że musi tak być".


Mi chodzi natomiast o to, by nie bylo tego, kogo mogloby cos obchodzic. Chodzi mi o stan, gdzie swiat przestaje miec znaczenie, a nie kiedy my mamy go gdzies.
Pisalem o nie naklejaniu etykietek niczemu i nikomu. Ty widzac tego czlowieka nakleiles mu swoja etykietke. Musisz ciagle gadac do siebie i komentowac otoczenie?
Widzac ludzka krzywde nie przejde udajac, ze nic nie widze, pojawia sie jakies emocje, ale czy ja musze byc w centrum tego doswiadczenia ze swoja interpretacja? Czy emocje, uczucia, musza byc czyjes? Mysli o sobie i naklejanie jakichkolwiek etykietek, w stylu "biedny czlowiek, pomoge mu", a pozniej "pomoglem mu, zrobilem cos dobrego" pelnia role folii oddzielajacej od istoty. Tak wiec chodzi mi o wyzszy rodzaj wspolczucia.

Chodzi mi o to, by wspolczuc, czyli doswiadczac tego co dzieje sie z innymi, a jednoczesnie zeby to nie dotykalo centrum swiadomosci. W oku cyklonu masz cisze, w srodku galaktyki masz czarna dziure, centrum galaktyki doswiadcza calosci zycia w galaktyce, centrum swiadomosci czlowieka, ta "czarna dziura", oko cyklonu, znajduje sie w sercu, ktore pozostaje niewzruszone, doswiadczajac rowniez i cierpien, o ile czlowiek to sobie uswiadomi.

Caly wszechswiat pokazuje ci, ze w centrum doswiadczenia nie musi byc ktos.

Jesli naprawde szczerze przyjrzysz sie ludzkiemu tzw. wspolczuciu, to zobaczysz, ze nawet za pozornie wznioslymi czynami, kryje sie zwykly egoizm. Jesli ktos pomaga drugiemu i oczekuje, ze pojdzie za to do nieba, to nie jest zdolny do wspolczucia.

Anthony de Mello - Maskarada dobroczynnosci
cz. 2

Cytat:
Czyli co wg. Ciebie myśli płyną a my się do nich przyklejamy albo nie?


Tak.

Cytat:
Tego też nie pamietama wg. Ciebie ma to miejsce


Umysl nie postrzega tego, co sie wydarza w tzw. przyszlosci. Umysl nie postrzega tego co jest teraz. Umysl widzi tylko to co sie wydarzylo: przejechal samochod, powiedzialem to i tamto, zaspiewal ptak. Widzac zdarzenie z terazniejszosci, umysl dekoduje je automatycznie w czasie przeszlym, a wiec od razu to co widzisz poprzez dekodujacy umysl, jest wspomnieniem przeszlosci i tego nie ma teraz. Tak to widze ;)

Ten umysl czlowiek dostal w "prezencie" z zewnatrz od istot teskniacych za przeszloscia. Umysl ten ma sprawic, ze czlowiek nie widzi tego co jest, lecz to co bylo, a przez to oddaje tym istotom swoja energie, kierujac nieswiadomie ku nim uwage. Genialnie urzadzone, ale i jednoczesnie genialnie proste do ominiecia. Bo to co bylo kiedys, tego nie ma teraz, nie masz wiec niczego do zrobienia, nie masz zadnych zobowiazan wobec tych istot, nie masz zadnych dlugow karmicznych do splacenia, nic, dokonalo sie :lol:

Cytat:
Widać sam muszę do tego dojść :)


Ty jako osoba nigdy tego nie zrozumiesz, poniewaz ty jako osoba jestes dekoderem przeszlosci. Wyzej dupy nie podskoczysz.

RedJohn - 4 Maj 2012, 13:29

Akataleptos napisał/a:
Mi chodzi natomiast o to, by nie bylo tego, kogo mogloby cos obchodzic. Chodzi mi o stan, gdzie swiat przestaje miec znaczenie, a nie kiedy my mamy go gdzies.
Pisalem o nie naklejaniu etykietek niczemu i nikomu. Ty widzac tego czlowieka nakleiles mu swoja etykietke. Musisz ciagle gadac do siebie i komentowac otoczenie?
Widzac ludzka krzywde nie przejde udajac, ze nic nie widze, pojawia sie jakies emocje, ale czy ja musze byc w centrum tego doswiadczenia ze swoja interpretacja? Czy emocje, uczucia, musza byc czyjes? Mysli o sobie i naklejanie jakichkolwiek etykietek, w stylu "biedny czlowiek, pomoge mu", a pozniej "pomoglem mu, zrobilem cos dobrego" pelnia role folii oddzielajacej od istoty. Tak wiec chodzi mi o wyzszy rodzaj wspolczucia.



Tak dokładnie o to mi chodzi, dokładnie o to tylko nie wiedziałem jak to napisać. Wiedziałem, że to tak zinterpretujesz a pomimo wszystko zostawiłem to tak jak jest.
Ja nie oceniam, staram sie tego nigdy nie robić, wiadomo nie zawsze wychodzi i łapie sie na tym. Tak tylko chciałem zobrazować. Że widzę cierpienie, rozumiem, nie oceniam i nie utożsamiam się z uczuciami osoby cierpiącej, pojawia się jakby zrozumienie, że tak właśnie ma być. Coś w tym stylu.

Akataleptos - 4 Maj 2012, 15:15

Polecam zapoznac sie z takimi goscmi jak Carlos Castaneda, Eckhart Tolle, Georgij Gurdzijew, czy Anthony de Mello.
Akataleptos - 4 Maj 2012, 15:19

Cytat:
Pewien człowiek znalazł jajko orła.
Zabrał je i włożył do gniazda kurzego w zagrodzie.
Orzełek wylągł się ze stadem kurcząt
i wyrósł wraz z nimi.
Orzeł przez całe życie
zachowywał się jak kury z podwórka,
myśląc, że jest podwórkowym kogutem.
Drapał w ziemi szukając glist i robaków.
Piał i gdakał. Potrafił nawet
trzepotać skrzydłami
i fruwać kilka metrów w powietrzu.
No bo przecież, czyż nie tak właśnie fruwają koguty?
Minęły lata i orzeł zestarzał się.
Pewnego dnia zauważył wysoko nad sobą,
na czystym niebie wspaniałego ptaka.
Płynął wspaniale i majestatycznie
wśród prądów powietrza,
ledwo poruszając potężnymi, złocistymi skrzydłami.
Stary orzeł patrzył w górę oszołomiony.
– Co to jest? – zapytał kurę stojącą obok.
– To jest orzeł, król ptaków – odrzekła kura. – Ale nie myśl o tym
Ty i ja jesteśmy inni niż on.
Tak więc orzeł więcej o tym nie myślał.
I umarł wierząc,
że jest kogutem w zagrodzie.

RedJohn - 4 Maj 2012, 15:20

Castanede przeczytałem, niezwykle mnie wciągło, nie wiem czy dałbym rade przeczytać jeszcze raz :)

Pamiętam ze byłem bardzo zawiedziony jak wyszło na jaw że to wszystko jest zmyślone.

Jak było na prawde to nie wiem, wiem, że pisał z sensem.

Eckhart - widziałem, mądrze gada na YT, ostatnie dwie pozycje są mi obce.


EDIT: zajefany cytat o tym orle :)

Akataleptos - 4 Maj 2012, 15:33

Cytat:
Castanede przeczytałem, niezwykle mnie wciągło, nie wiem czy dałbym rade przeczytać jeszcze raz :)

Pamiętam ze byłem bardzo zawiedziony jak wyszło na jaw że to wszystko jest zmyślone.


Nie powiedzialbym, ze zmyslone. Rudolf Steiner, tez swietny "oswiecony" pisal, ze czlowiek najpierw traktuje nauki tajemne doslownie, pozniej odrzuca doslowne traktowanie, wchodzi na wyzszy poziom rozumienia i traktuje metaforycznie, ale pozniej wchodzi na jeszcze wyzszy poziom i znow traktuje doslownie, lecz z nowym rozumieniem tego, na co dane slowa wskazywaly. Ja bym powiedzial, ze jest to scalenie doslownosci z metaforycznoscia, ze nie ma roznicy pomiedzy jednym rozumieniem a drugim, bo cale zycie, zmyslowe i pozazmyslowe, staje sie zywa metafora. Z Don Juanem jest tak samo, jako osoba jest realny tak samo jak ty i ja. Historie opisane przez Castanede rowniez sa tak samo realne. Moze to ludzie jako osoby traktuja sie zbyt doslownie.

Akataleptos - 4 Maj 2012, 16:20

Anthony de Mello napisał/a:
Ktoś kiedyś zapytał: "Czym jest oświecenie? Czym jest przebudzenie?" Nim omówię tę
kwestię, pozwolę sobie opowiedzieć pewną historyjkę.
Oto pewien londyński tramp poszukiwał miejsca na nocleg. Z trudem zdobył kromkę
chleba do zjedzenia. Doszedł do bulwaru nad Tamizą. Ponieważ mżyło, owinął się w swój
stary płaszcz. Właśnie miał się ułożyć do snu, gdy nagle pojawił się elegancki Rolls-Royce.
Wysiadła z niego piękna młoda dama i powiedziała:
– Mój dobry człowieku, chyba nie zamierzasz spędzić nocy na tym nabrzeżu?
A tramp na to: – Ależ tak.
Ona w odpowiedzi: – Nie mogę na to pozwolić. Proszę jechać do mego domu, gdzie
wygodnie się prześpisz i zjesz dobrą kolację. Nalegała, by włóczęga wsiadł do samochodu.
Wyjechali poza granice Londynu, gdzie znajduje się okazała rezydencja i rozległe włości
damy. Został wprowadzony przez majordomusa, któremu dama poleciła:
– James, dopilnuj, by położono go w którymś z pokoi dla służby i dobrze potraktowano.
Tak też James uczynił. Młoda dama rozebrała się i już miała się położyć do snu, gdy nagle
przypomniała sobie o swoim gościu. Narzuciła coś na siebie i powędrowała korytarzem do
skrzydła przeznaczonego dla służby. Dostrzegła światło w pokoju, w którym zakwaterowano
trampa. Pukając delikatnie w drzwi, otworzyła je i zauważyła, że mężczyzna jeszcze nie śpi.
– Czy coś cię gnębi, mój dobry człowieku, czy podano ci dobry posiłek? – zapytała.
– Nigdy w życiu nie jadłem lepszego, proszę pani – padła odpowiedź.
– Czy nie jest ci zimno? – pytała dalej.
– Ależ nie, jest cudownie ciepło.
Zapytała w końcu:
– A może potrzebujesz towarzystwa? Posuń się trochę! – mówiąc to podeszła do niego.
On odsunął się nieco w bok i... wpadł do Tamizy! Ha! Nie spodziewaliście się tego!
Oświecenie! Oświecenie! Przebudzenie. Kiedy będziesz gotów zamienić swe iluzje na
rzeczywistość, gdy będziesz już przygotowany, by zamienić sny na fakty, to oznaka, że jesteś
na dobrej drodze. Tu życie zaczyna mieć sens. Wówczas dopiero życie jest piękne.

Akataleptos - 4 Maj 2012, 21:18

Cytat:
Absztyfikanci Grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, bycze chłopy.
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.


Izraelitcy doktorkowie,
Widnia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę !
Którzy chlipiecie z “Naje Fraje”
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.


Item aryjskie rzeczoznawce,
Wypierdy germańskiego ducha
(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
Werzcie mi, jedna będzie jucha),
Karne pętaki i szturmowcy,
Zuchy z Makabi czy z Owupe,
I rekordziści, i sportowcy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.


Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiwacze pod kulturę,
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.


Item ów belfer szkoły żeńskiej,
Co dużo chciałby, a nie może,
Item profesor Cy… wileński
(Pan wie już za co, profesorze !)


I ty za młodu nie dorżnięta
Megiero, co masz taki tupet,
Że szczujesz na mnie swe szczenięta;
Całujcie mnie wszyscy w dupę.


Item Syjontki palestyńskie,
Haluce, co lejecie tkliwie
Starozakonne łzy kretyńskie,
Że “szumią jodły w Tel-Avivie”,
I wszechsłowiańscy marzyciele,
Zebrani w malowniczą trupę
Z byle mistycznym kpem na czele,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.


I ty fortuny skurwysynu,
Gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.


Item ględziarze i bajdury,
Ciągnący z nieba grubą rętę,
O, łapiduchy z Jasnej Góry,
Z Góry Kalwarii parchy święte,
I ty, księżuniu, co kutasa
Zawiązanego masz na supeł,
Żeby ci czasem nie pohasał,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.


I wy, o których zapomniałem,
Lub pominąłem was przez litość,
Albo dlatego, że się bałem,
Albo, że taka was obfitość,
I ty, cenzorze, co za
wiersz ten
Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę !…

Akataleptos - 5 Maj 2012, 16:22

Na odblokowanie splotu slonecznego opracowalem wlasna metode. Rozmawiaj czule z roslinami i kamieniami, ale uzywaj przy tym tak wulgarnych wyrazen jakich tylko jestes w stanie przywolac. Mow jednak z intencja czulosci i delikatnosci :P Powtarzaj to tak dlugo, az stanie sie to tak bezsensowne i idiotyczne, ze nie bedziesz mial watpliwosci co do swojej glupoty.
W zasadzie to samo mozesz zrobic z ludzmi, a ich ewentualne negatywne reakcje traktuj tak jakby tez cie obdarzali uczuciem i badz im wdzieczny, wzrusz sie.

Wprawiaj umysl w oslupienie.

Pojdz na jakis bardzo dlugi i wyczerpujacy spacer, a kiedy juz zmeczony bedziesz przed drzwiami swojego domu, przyloz ucho do klamki i powiedz "acha, acha, czyli w Krakowie na Brackiej nadal pada deszcz?" i zrob jeszcze z kilometr marszu.

I rob to wszystko z pozornie zachowana maska powaznosci.

Uswiadomisz sobie wtedy, ze to wszystko co ludzie robia i uwazaja za sensowne i powazne, jest tak samo powazne jak to co robisz ty.

Akataleptos - 5 Maj 2012, 16:30

W kazdym razie nie polecam siedzenia po turecku i otwierania sie na swiatlo z kosmosu.

Niedlugo ma byc jakas wieksza medytacyjna, ogolnoswiatowa akcja, odbedzie sie podczas pelni Ksiezyca. Beda medytowac chyba o pokoj na swiecie.

A chodzi tylko o to, by dac sie wydoic jakims astralnym narkomanom, pozytywna energia warunkowej milosci (tzw. pasywna agresja) zostanie przetransformowana na negatywna, a zamiast pokoju na swiecie, przyczynia sie byc moze do jakiejs nowej wojny.

Akataleptos - 5 Maj 2012, 22:19

Cytat:
Eckhart - widziałem, mądrze gada na YT


ET mnie smieszy, jest nudny, monotematyczny, nie ma w jego ksiazkach niczego interesujacego, zadnych fajerwerkow. Ktos kto chce "poszerzyc horyzonty myslowe", jak to sie mowi, bardzo sie zawiedzie.
Nie zmienia to jednak faktu, ze przedstawia rozwiazanie wszystkich problemow ludzkosci, w tym i duchowych poszukiwaczy :P Moznaby porozsylac te teksty po calym kosmosie i wszedzie bylyby prawdziwe.

Akataleptos - 6 Maj 2012, 13:45

Cytat:
Umysl nie postrzega tego, co sie wydarza w tzw. przyszlosci. Umysl nie postrzega tego co jest teraz. Umysl widzi tylko to co sie wydarzylo: przejechal samochod, powiedzialem to i tamto, zaspiewal ptak. Widzac zdarzenie z terazniejszosci, umysl dekoduje je automatycznie w czasie przeszlym, a wiec od razu to co widzisz poprzez dekodujacy umysl, jest wspomnieniem przeszlosci i tego nie ma teraz. Tak to widze ;)


Przed chwila natknalem sie na taki fragment u Castanedy:

Cytat:
– Twój umysł jest nastawiony na szukanie tylko jednej strony tej sprawy – powiedział.
Sięgnął po suchą gałązkę i poruszył nią w powietrzu. Nie rysował w powietrzu ani nie robił żadnych
znaków. Przypominało to raczej ruchy, jakie wykonywał przy usuwaniu śmieci ze sterty nasion. Jego
gesty wyglądały jak delikatne szturchanie albo drapanie powietrza gałązką.
Odwrócił się i spojrzał na mnie. Machinalnie wzruszyłem ramionami w geście zakłopotania.
Przysunął się bliżej i powtórzył te same ruchy, rysując osiem punktów na ziemi. Zakreślił pierwszy
punkt.
– Jesteś tutaj – powiedział. – My wszyscy jesteśmy tu. To jest uczucie, a posuwamy się stąd dotąd.
Zakreślił drugi punkt, który narysował dokładnie nad pierwszym. Potem przesuwał gałązkę tam i z
powrotem pomiędzy tymi dwoma punktami, żeby pokazać, że panuje między nimi duży ruch.
– Jest jednak jeszcze sześć punktów, które człowiek może opanować – powiedział. – Większość
ludzi nie ma o nich pojęcia.
Umieścił gałązkę między punktem pierwszym a drugim i postukał nią w ziemię.
– Poruszanie się między tymi dwoma punktami nazywasz zrozumieniem. Robiłeś to przez całe
życie. Jeśli mówisz, że rozumiesz moją wiedzę, to nie zrobiłeś nic nowego.
Następnie połączył liniami kilka z ośmiu punktów. Wyszła z tego długa, trapezoidalna figura,
mająca osiem centrów i nieregularnie promieniująca.
– Każdy z tych pozostałych sześciu punktów jest światem, tak jak uczucie i rozumienie są dwoma
światami dla ciebie – powiedział.
– Dlaczego osiem punktów? Dlaczego nie nieskończona ilość, jak w okręgu? – zapytałem.
Narysowałem na ziemi okrąg. Don Juan uśmiechnął się.
– Z tego, co ja wiem, jest tylko osiem punktów, które człowiek potrafi opanować. Może ludzie mogą
wyjść poza to. Mówię: opanować, nie zrozumieć, dotarło to do ciebie?
Ton jego głosu był tak zabawny, że roześmiałem się. Naśladował, a raczej przedrzeźniał mój
wymóg precyzyjnego używania słów.
– Twój problem polega na tym, że chcesz wszystko zrozumieć, a to nie jest możliwe. Kiedy
upierasz się przy rozumieniu, nie uwzględniasz całości swojego ludzkiego wymiaru. Blokująca cię
przeszkoda pozostaje nienaruszona. Dlatego właśnie przez te wszystkie lata prawie nic nie zrobiłeś.
Otrząsnąłeś się z uśpienia, to prawda, ale to można było osiągnąć też w innych warunkach.
Po chwili przerwy don Juan polecił mi wstać. Mieliśmy iść do kanionu z wodą. Kiedy zbliżaliśmy się
do samochodu, zza domu wyszedł don Genaro i dołączył do nas. Przejechaliśmy część drogi
samochodem, a potem weszliśmy do głębokiego wąwozu. Don Juan wybrał w cieniu wielkiego drzewa
miejsce na odpoczynek.
– Wspomniałeś kiedyś – zaczął don Juan – że jeden z twoich przyjaciół, kiedy obaj patrzyliście na
liść spadający z samego czubka jawora, powiedział, że ten sam liść nigdy, w całej wieczności, nie
spadnie jeszcze raz z tego samego jawora, pamiętasz?
Przypomniałem sobie, że rzeczywiście opowiadałem mu o tym wydarzeniu.
– Jesteśmy u stóp wielkiego drzewa – ciągnął – i teraz, kiedy spojrzymy na to drugie drzewo przed
nami, może zobaczymy liść spadający z samego wierzchołka.
Dał znak, żebym spojrzał. Po drugiej stronie wąwozu stało wielkie drzewo. Miało suche i żółtawe
liście. Don Juan ruchem głowy polecił mi przyglądać się drzewu. Po kilkuminutowym oczekiwaniu
spostrzegłem, że oderwał się z czubka liść i zaczął opadać na ziemię. Trzy razy obijał się o liście i
gałęzie, zanim wylądował na grubej ściółce.
– Widziałeś go?
– Tak.
– Pewnie powiesz, że ten sam liść nigdy więcej nie spadnie z tego samego drzewa, prawda?
– Prawda.
– Według twojego rozumienia, to jest prawda, ale tylko według twojego rozumienia. Popatrz
jeszcze raz.
Machinalnie spojrzałem w górę i zobaczyłem spadający liść. Rzeczywiście, uderzał o te same liście
i gałęzie, co pierwszy. To było tak, jakbym patrzył na błyskawiczną “powtórkę" w telewizji. Śledziłem
faliste opadanie liścia, aż dotknął ziemi. Wstałem, żeby sprawdzić, czy leżą dwa liście, ale gruba
ściółka dokoła drzewa nie pozwoliła mi dostrzec, gdzie dokładnie upadł liść.
Don Juan roześmiał się i kazał mi usiąść.
– Popatrz – powiedział, wskazując głową na szczyt drzewa. – Oto znowu leci ten sam liść.
Jeszcze raz zobaczyłem liść opadający dokładnie tak samo, jak dwa poprzednie.
Kiedy opadł, wiedziałem, że don Juan zaraz poleci mi popatrzeć na czubek drzewa, ale zanim to
zrobił, sam spojrzałem w górę. Liść znowu spadał. Wtedy zdałem sobie sprawę, że widziałem
opadanie tylko pierwszego liścia albo raczej było tak, że za pierwszym razem widziałem liść od chwili,
kiedy odczepił się od gałęzi. W pozostałych trzech przypadkach, kiedy podnosiłem głowę do góry, liść
już spadał.
Powiedziałem to don Juanowi i poprosiłem, żeby wyjaśnił, co robi.
– Nie rozumiem, jak to robisz, że widzę powtórzenie tego, co już wcześniej widziałem. Co ze mną
zrobiłeś, don Juanie?
Roześmiał się, ale nie odpowiedział, choć nalegałem, żeby powiedział mi, jak to się dzieje, że
mogę w kółko oglądać ten sam spadający liść. Stwierdziłem, że zgodnie z moim rozumem, jest to
niemożliwe.
Don Juan powiedział, że jego rozum mówi mu również to samo, a jednak przecież widziałem, jak
ten sam liść ciągle spada. Potem zwrócił się do don Genaro:
– Czyż nie tak? – zapytał.
Don Genaro nie odpowiedział. Jego oczy były utkwione we mnie.
– To jest niemożliwe! – powiedziałem.
– Jesteś przykuty! – wykrzyknął don Juan. – Jesteś przykuty do swojego rozumu.

Akataleptos - 6 Maj 2012, 20:36

A wiec ta kobieta:

Wislawa Szymborska napisał/a:
Nic dwa razy sie nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny zrodzilismy sie bez wprawy i pomrzemy bez rutyny.


Mylila sie :P

Akataleptos - 7 Maj 2012, 13:35

Cytat:
Pewności co do Twojego okreslenia świadomej smierci nie mam. Ty masz?


Kiedy zamierzasz umrzec? Pewnie nie dzisiaj ani nie jutro, prawda? :P
Smierc nigdy nie przychodzi kiedys tam, po tym, jak juz czlowiek sie spelni. Smierc kiedy przychodzi, to przychodzi w chwili terazniejszej, tak jak i wszystko inne.

Mowie o smierci osobowosci, swiadomosc nie umiera, bo nie jest czyms. Swiadomosc to tlo dla wszystkiego.

Utozsamianie sie z osobowoscia sprawia, ze jest sie niszczonym razem z nia. Geniusz po smierci nie pozostaje juz geniuszem, buddysta po smierci nie pozostaje buddysta ale swiadomosc pozostaje swiadomoscia.

RedJohn - 7 Maj 2012, 20:48

Ja tu zaglądam, także jak masz co pisać ciekawego to pisz :) Fajnie się czyta :)
Akataleptos - 7 Maj 2012, 21:42

Mysli, uczucia i emocje to jak farba, swiadomosc to powietrze. Mozna wylac farbe w powietrze, ale powietrza sie nie pomaluje.
Mozna doznawac roznych stanow, pobudzenia, zmeczenia, blogosci, czy niezadowolenia, ale to co jest swiadome tych doswiadczen nie zostaje tym oznaczone.
Jest cos przerazajacego i uspokajajacego zarazem w tej bezkresnej ciszy.

Gdy przykuwa sie uwage do przemijajacych zjawisk, to w momencie kiedy rozplywaja sie w tej ciszy, zostaje sie zniszczonym razem z nimi, poniewaz czerpalo sie z nich tozsamosc.
Kiedy uswiadamia sie tlo tych zjawisk, to cos nienazwanego, to w momencie kiedy zjawiska znikaja, nie znika sie razem z nimi, poniewaz jest sie tym, w czym zjawiska sie rozpuszczaja. Czy to nie proste?

Jezus w ewangelii Tomasza powiedzial:

Cytat:
"Gdy pozwolicie powstać tamtemu, co jest w was, wtedy to, co macie, uratuje was. Jeśli nie istnieje tamto, co jest w was, wtedy to, czego nie macie w sobie, uśmierci was".

Akataleptos - 7 Maj 2012, 23:34

Cisza/bezruch, przejawia sie jako fraktal. Ostatnio czesto mowi sie o fraktalnej budowie wszechswiata, ale mam wrazenie, ze robi sie z fraktala cos konkretnego, jest to kolejne gadanie, nowa forma myslowa, ale fraktal to nie jest cos. Mowi sie o tym jak o jakims prawie matematycznym, ale to tylko interpretacja umyslu. Matematyka to nie absolutna rzeczywistosc, jest zycie poza matematyka. Liczby, figury geometryczne, to tylko czyjs opis. Fraktal to nie jest ktos. Z czego jest zbudowany fraktal? Dla mnie fraktal to cisza przejawiona, o ile w ogole to ma sens.

W nieskonczonej przestrzeni nie ma o co sie oprzec, nie ma za co chwycic. Mozna sobie wyobrazic podpore i usilowac ja utrzymac przez wiecznosc .. ale na czym podpora sie opiera? :lol:

RedJohn - 8 Maj 2012, 09:45

Ja fraktal jeśli bym musiał opisać to opisałbym jako pętlę nieskończoną zarówno w + nieskończoność jak i w - nieskończoność.
Akataleptos - 8 Maj 2012, 15:03

William Blake napisał/a:
Zobaczyć świat w ziarenku piasku,
Niebiosa w jednym kwiecie z lasu.
W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar,
W godzinie – nieskończoność czasu.


William Blake napisał/a:
Anioł przyszedł do mnie i rzekł: "O na litość zasługujący głupi młodzieńcze! O zgrozo! O
jakież straszne położenie twoje! bacz na ów kocioł wrzący, który szykujesz sobie na
wieczność całą, ku któremu zmierzasz, takim postępowaniem".
Powiedziałem: "Zapewne zechcesz mi ukazać mą wieczną dolę, a razem nad nią zamyślać
będziemy, i zobaczymy, czy mój, czy też twój los bardziej jest pożądany".
Tak więc powiódł mnie przez stajnię jakąś i przez kościół, i w dół ku kościelnym lochom, u
końca których był młyn: przez ten młyn przechodząc, weszliśmy do pieczary: w dół krętej
jaskini prowadziła nasza nużąca droga, aż się ukazała pod nami pustka nieobjęta, jako niebo
dna, i trzymając się korzeni wisieliśmy nad tym bezmiarem; rzekłem wszelako: "jeżeli
życzysz sobie, powierzmy się pustce tej i zobaczymy, czy opatrzność jest i tam też: jeśli ty nie
zrobisz tego, ja to zrobię"; ale on odparł: "nadto nie ufaj sobie, o młodzieńcze, lecz skoro tu
pozostaniemy, oglądaj dolę swoją, która się rychło ukaże, kiedy przeniknie ciemność".
Przeto pozostałem z nim, siedząc na poskręcanym korzeniu dębu; on zaś uczepił się grzyba,
który zwisał kapeluszem swym ku głębi odwrócony.
Stopniowo obejmowaliśmy wzrokiem nieskończonym Przepaść, ognistą jak dym płonącego
miasta; pod nami, w bezkresnej dali, słońce było, czarne, lecz świecące; wokoło niego
rozchodziły się drogi ogniste, a po nich krążyły ogromne pająki, pełzające za łukiem, który
leciał, czy raczej płynął głębią nieskończoną, w najstraszliwszych kształtach zwierząt
powstających ze zgnilizny; a powietrze było ich pełne i zdawało się złożone z nich: to są
Diabły, które się zwie Mocami powietrza. Spytałem teraz mego towarzysza, co z tego jest
moją dolą wieczną? Rzekł: "między owymi czarnymi a białymi pająkami."
Bo oto, spomiędzy pająków czarnych i białych, chmura i ogień buchnęły i potoczyły się przez
głębię, czerniąc wszystko pod sobą, tak że się głębia dna stawała czarna jak morze i toczyła
się z hukiem straszliwym; teraz pod nami nic widać nie było, tylko burzę czarną, aż, ku
wschodowi patrząc, między chmurami i falami ujrzeliśmy wodospad krwi z ogniem
zmieszanej, a na kilka rzutów kamienia od nas pojawił się i pogrążył znowu łuszczasty splot
jakiegoś potwornego węża; w końcu na wschodzie, w odległości około trzech stai zjawił się
nad falami grzbień ognisty; wznosił się z wolna jak gań skał złotych, aż postrzegliśmy dwie
kule szkarłatnego ognia, od których morze pierzchało w chmurach dymu; i zobaczyliśmy
teraz, że jest to głowa Lewiatana; czoło jego dzieliły pasy zieleni i purpury i czerwone
dychawki zwisały tuż ponad oszalałą pianą, czarna toń farbując smugi krwi, a przybliżał się
ku nam z całą furią istoty duchem obdarzonej.
Przyjaciel mój, anioł, wstąpił się ze stanowiska swego do młyna: zostałem sam; a wtedy
zjawienie to znikło, tylko się znalazłem siedzącym na miłym brzegu rzeki w świetle księżyca,
słuchając harfiarza, który śpiewał do wtóru harfy; a temat jego był: "Człowiek, co nigdy
zdania nie zmienia, jest jak woda stojąca i karmi gady umysłu".
Podniosłem się jednak i poszukałem młyna, a tam Anioła zastałem, który, zdumiony, spytał
jak uszedłem.
Odpowiedziałem: "wszystko, co widzieliśmy winne jest twojej metafizyce; gdy bowiem
uciekłeś, znalazłem się na brzegu przy świetle księżyca, słysząc harfiarza. Lecz teraz, skoro
zobaczyliśmy mój wieczny los, czy ci mam twój pokazać?" Roześmiał się na to; ale nagle
pochwyciłem go siłą w ramiona, i poleciałem na zachód poprzez noc, aż unieśliśmy się ponad
cień ziemi; potem rzuciłem się z nim prosto w ciało słońca; tam ubrałem się w biel i
wziąwszy do ręki tomy Swedenborga, spadłem ze wspaniałej tej krainy, i minąłem planety
wszystkie, aż dotarliśmy do Saturna: tu się zatrzymałem, by odpocząć, a potem na dół
skoczyłem w pustkę między Saturnem i gwiazdami stałymi.
"Tu", rzekłem, "jest dola twoja, w tej przestrzeni- jeśli przestrzenią nazwać to można."

Akataleptos - 8 Maj 2012, 15:25

Historia sprowadzenia Ksiezyca przez istote zwana Jehowa?

William Blake napisał/a:
W ciemności zamknięty swemu rodowi się przypatrywał,
A jego dusza omdlewała!
Przeklinał
I synów, i córki; widział bowiem,
Że ani ciało, ani duch przestrzegać nie mogą
Żelaznych jego praw choćby przez jedną chwilę.
Widział bowiem, że życie śmiercią żyje:
Wół jęczy w rzeźni,
Pies u wrót domu, gdy wiatr zimy dmie;
Zapłakał — i nazwał to
Litością,
A jego łzy na wszystkie strony poniósł wiatr.
Zimny, kroczył wysoko ponad ich miastami
We łzach, smutku, bólu;
A dokądkolwiek szedł w niedoli
Przez niebiosa sędziwe,
Cień zimny płynął za nim zawsze,
Do pajęczyny tkanej przez pająka podobny,
Wilgotny, zimny, mglisty,
Wyłaniający się z jego zbolałej duszy,
Rozszczepiający kamienne niebiosów więzienie
Wszędzie tam, gdzie ponad miastami
Urizen w smutku kroczył.
I wreszcie
Pajęczyna ciemna i zimna
Z Urizenowego smutku
Wszystkie udręczone żywioły oplotła.
A owa Sieć Pajęcza to Niewiasta w zarodku.
Nic, nawet skrzydła ognia, nie mogło rozerwać
Owej sieci — tak mocne jej sznury,
Tak ciasne sploty, tak zwikłane,
Jak zwikłane są zwoje człowieczego mózgu.
I Wszyscy ją Siecią Religii nazwali.
Wtedy mieszkańcy owych miast
Czuli, że ich mięśnie w szpik się przemieniają;
I twardniejące kości się poczęły
W gwałtownych bólach i udrękach,
Drgając, trzeszcząc, rozrastając się
Na wszystkie strony; aż zmysły, osłabione,
Rzuciły się do ucieczki w głąb, aby być jak najdalej
Od mrocznej sieci zarazy.
A wtedy oczy, odwracające się, zacienione,
Już nie rozpoznawały troskliwie utkanej obłudy;
Strugi mułu na ich niebie,
Scalone ścieśniającym się postrzeganiem,
Jawiły się jako powietrze przejrzyste; oczy ich bowiem
Tak małe się stały jak ludzkie oczy;
I oto oni, kurcząc się, pełzając,
Byli już teraz tworami wysokimi tylko na siedem stóp.
Przez sześć dni tak umykali od istnienia,
A siódmego dnia już spoczęli
I błogosławili siódmy dzień w swej mdłej nadziei,
I zapomnieli już o Życiu wiecznym.
A trzydzieści ich miast podzielonych
Na kształt ludzkiego serca.
Już nie mogli wznosić się swobodnie
Pośród próżni bezmiernej, lecz do ziemi przykuci
Zacieśniającym się postrzeganiem
Żyli przez ileś lat,
A potem ciało chore zostawiali
Łapczywym szczękom ciemności.
I płakały ich dzieci, budowały
Grobowce w miejscach odludnych;
I ogłaszały prawa roztropności, nazywając je
Wiecznymi prawami Boga.

Akataleptos - 8 Maj 2012, 19:31

Cytat:
Z miejsca, przy którym usiadłem, mogłem przez szybę obserwować chłopców. Trzej młodzi
mężczyźni w drogich garniturach zajęli stolik, a chłopcy otoczyli ich, chcąc wyczyścić im buty.
Mężczyźni odmówili. Zaskoczyło mnie, że chłopcy nie nalegali, ale wrócili na swoje miejsce na
krawężniku. Po chwili, gdy mężczyźni wstali i wyszli, chłopcy podbiegli do ich stolika i zaczęli zjadać
resztki. W kilka sekund wyczyścili talerze. To samo stało się z resztkami na innych stolikach.
Zauważyłem, że dzieci były bardzo porządne. Kiedy wylały wodę, wycierały ją swoimi szmatkami
do czyszczenia butów. Przyjrzałem się również dokładności towarzyszącej ich padlinożernym
zwyczajom. Zjadali nawet kostki lodu pozostawione w szklankach z wodą i kawałki cytryny z herbaty,
razem ze skórką. Nie zostawiali niczego.
Podczas pobytu w hotelu dowiedziałem się, że chłopcy mieli umowę z właścicielem restauracji.
Wolno im było czekać w nadziei na zarobienie jakichś pieniędzy czyszczeniem gościom butów, a
także zjadać resztki pod warunkiem, że nie napastowali nikogo i niczego nie rozbijali. Chłopców było
jedenastu, w wieku od pięciu do dwunastu lat, jednakże najstarszego grupa trzymała na dystans.
Umyślnie wykluczali go z towarzystwa, ubliżając mu piosenkami o tym, że ma już włosy łonowe i jest
za stary, żeby przebywać wśród nich.
Trzy dni przyglądania się chłopcom, którzy jak sępy rzucali się na najnędzniejsze z resztek,
przygnębiły mnie. Wyjechałem z miasta z przeświadczeniem, że nie ma żadnej nadziei dla tych dzieci,
których światem była codzienna walka o okruchy.
– Czy żałujesz ich? – wykrzyknął don Juan pytającym tonem.
– Oczywiście – odpowiedziałem.
– Dlaczego?
– Ponieważ interesuje mnie dobro moich współbraci. Te dzieci i ich świat są brzydkie i tandetne.
– Czekaj! Czekaj! Jak możesz mówić, że ich świat jest brzydki i tandetny? – powiedział don Juan,
przedrzeźniając moje stwierdzenie. – Sądzisz, że tobie wiedzie się lepiej?
Przytaknąłem, a on wtedy spytał mnie, dlaczego tak uważam. Odparłem mu, że w porównaniu ze
światem tych dzieci mój świat jest nieskończenie bardziej różnorodny, bogatszy w doświadczenia i
możliwości osiągnięcia osobistej satysfakcji i rozwoju. Śmiech don Juana był przyjacielski i szczery.
Powiedział, że nie wiem, co mówię i nie mam pojęcia o bogactwie i możliwościach istniejących w
świecie tych dzieci.
Pomyślałem, że don Juan po prostu upiera się przy swoim punkcie widzenia tylko po to, żeby mnie
rozzłościć. Byłem szczerze przekonany, że te dzieci nie miały najmniejszej szansy na rozwój
intelektualny.
Wykłócałem się o mój punkt widzenia jeszcze przez chwilę, po czym don Juan spytał mnie wprost:
– Czyż nie powiedziałeś mi kiedyś, że twoim zdaniem największym osiągnięciem człowieka jest
zostanie człowiekiem wiedzy?
Przytaknąłem, po czym powtórzyłem, że według mnie stanie się człowiekiem wiedzy jest jednym z
największych osiągnięć intelektualnych.
– Czy uważasz, że twój bardzo bogaty świat pomoże ci kiedykolwiek stać się człowiekiem wiedzy?
– nieco sarkastycznie spytał don Juan.
Nie odpowiedziałem, więc powtórzył pytanie, formułując je nieco inaczej, jak ja to zwykle robię,
kiedy myślę, że nie rozumie, o co mi chodzi.
– Inaczej mówiąc – powiedział, uśmiechając się szeroko, oczywiście świadomy, że rozpoznałem
jego wybieg – czy twoja wolność i możliwości pomagają ci stać się człowiekiem wiedzy?
– Nie! – powiedziałem stanowczo.
– Więc dlaczego jest ci przykro z powodu tych dzieci? – zapytał poważnie. – Każde z nich może
zostać człowiekiem wiedzy. Wszyscy ludzie wiedzy, których znam, byli takimi dziećmi jak te, które
widziałeś, wyjadającymi resztki i liżącymi stoły.
Usłyszawszy argument don Juana, poczułem się nieswojo. Nie dlatego czułem żal, że te
upośledzone dzieci nie miały dość jedzenia, ale dlatego, że według mnie ich świat je skazał na
intelektualny niedorozwój. Jednakże zdaniem don Juana każde z nich mogło osiągnąć to, co
uważałem za esencję ludzkich dokonań intelektualnych, ten cel, jakim jest bycie człowiekiem wiedzy.
Powód, dla którego im współczułem, był bezsensowny. Don Juan przygwoździł mnie dokładnie.
– Być może masz rację – powiedziałem. – Ale w jaki sposób można uniknąć pragnienia,
naturalnego pragnienia niesienia pomocy współbraciom?
– A myślisz, że jak można im pomóc?
– Przynosząc im ulgę w cierpieniu. Przynajmniej można próbować ich zmienić. Ty sam to robisz,
czyż nie?
– Nie, nie robię. Nie wiem, co mógłbym zmienić i dlaczego miałbym to robić?
– A co ze mną, don Juanie? Czy nie uczyłeś mnie po to, żebym mógł się zmienić?
– Nie. Nie próbuję cię zmieniać. Być może pewnego dnia zostaniesz człowiekiem wiedzy – nie ma
sposobu, żeby się o tym przekonać – ale to cię nie zmieni. Pewnego dnia być może będziesz w stanie
widzieć ludzi inaczej, a wtedy zdasz sobie sprawę, że nie ma sposobu, żeby cokolwiek w nich zmienić.
– Jaki jest ten inny sposób widzenia ludzi, don Juanie?
– Kiedy widzisz, ludzie wyglądają inaczej. Dymek pomoże ci zobaczyć ludzi jako świetliste włókna.
– Świetliste włókna?
– Tak. Włókna, takie jak biała nić pajęcza. Bardzo delikatne nici, które krążą od głowy do pępka.
Dlatego też człowiek wygląda jak jajko złożone z krążących włókien. A jego ręce i nogi są jak świetliste
szczecinki, wystrzeliwujące we wszystkich kierunkach.
– Czy wszyscy wyglądają w ten sposób?
– Wszyscy. Poza tym każdy człowiek utrzymuje kontakt ze światem zewnętrznym nie poprzez
ręce, ale poprzez wiązkę długich włókien, wystrzeliwujących ze środka brzucha. Te włókna łączą
człowieka z jego otoczeniem, utrzymują go w równowadze, dają mu stabilność. Tak więc, co być może
sam będziesz widział pewnego dnia, człowiek jest świetlistym jajem, niezależnie od tego, czy jest
żebrakiem, czy królem i nie sposobu, żeby cokolwiek w nim zmienić. Bo co by można zmienić w
świetlistym jaju? Co?


Cytat:
Pomyślałem sobie, ze być może powinienem zacząć od matki.
– Jak nazywałeś swoją matkę? – zapytałem.
– Nazywałem ją Mama – odparł naiwnym tonem.
– Chodzi mi o to, jakich innych słów używałeś, nazywając swego ojca i matkę? Jak ich wołałeś? – Starałem się być cierpliwy i uprzejmy.
Don Juan podrapał się po głowie i popatrzył na mnie z głupim wyrazem twarzy.
– Ojej! – powiedział. – Dopadłeś mnie. Niech pomyślę.
Wahał się chwilę, potem wydawało mi się, że coś sobie przypomina, więc przygotowałem się, aby to zapisać.
– A więc – powiedział, jakby dokonał bardzo poważnych myślowych operacji – jak inaczej na nich wołałem? Wołałem: hej, hej, Tato! Hej, hej, Mamo!
Zaśmiałem się wbrew sobie. Wyglądał naprawdę komicznie i w tym momencie nie wiedziałem, czy jest on starym żartownisiem robiącym ze mnie błazna, czy tylko prostaczkiem. Wykorzystując całą swoją cierpliwość, wytłumaczyłem mu, że to bardzo poważne pytania i że dla mnie bardzo ważne jest wypełnienie tych formularzy. Usiłowałem wytłumaczyć mu sens odkrywania jego genealogii, jego osobistej historii.
– Jakie były imiona twojego ojca i matki? – zapytałem.
Spojrzał na mnie jasnymi, dobrymi oczyma.
– Nie trać czasu na te bzdury – powiedział łagodnie, ale z niespodziewaną mocą.
Nie wiedziałem, jak na to zareagować, wyglądało to tak, jakby ktoś inny wypowiedział te słowa. Jeszcze przed chwilą był on niedołężnym, głupim Indianinem skrobiącym się po głowie, a potem w jednym momencie nasze role odwróciły się. Ja byłem tym głupim, a on wpatrywał się we mnie nie dającym się opisać wzrokiem, w którym nie było jednak ani arogancji, ani wyzwania, ani nienawiści czy pogardy. Jego oczy były dobre, jasne i przenikliwe.
– Nie mam żadnej osobistej historii – powiedział po dłuższej przerwie. – Pewnego dnia odkryłem, że osobista historia nie jest mi już dłużej potrzebna i, podobnie jak picie, porzuciłem ją.
Nie całkiem to rozumiałem. Nagle poczułem się nieswojo, odczytywałem to jako stan zagrożenia. Przypomniałem mu, że bez zastrzeżeń zgodził się, abym zadawał mu pytania.
Don Juan potwierdził, że nie ma nic przeciwko nim.
– Po prostu nie mam już osobistej historii – powiedział i popatrzył na mnie badawczo. – Porzuciłem ją pewnego dnia, kiedy poczułem, że już mi nie jest potrzebna.
Gapiłem się na niego, próbując odkryć znaczenie jego słów.
– W jaki sposób można porzucić własne dzieje? – zapytałem zaczepnie.
– Najpierw trzeba chcieć je odrzucić – powiedział. – A później należy postępować systematycznie, ciągle po trochu je gubić.
– Dlaczego ktoś ma tego pragnąć?! – wykrzyknąłem.
Byłem zdumiewająco silnie przywiązany do swych dziejów i historii mej rodziny. Uczciwie przyznawałem się, że bez tych korzeni moje życie nie miałoby żadnej ciągłości ani celu.
– Może powinieneś mi powiedzieć, co rozumiesz przez porzucenie osobistej historii – poprosiłem.
– Usunięcie jej, tak to właśnie rozumiem – odparł ostro.
Ja upierałem się jednak, że chyba nie zrozumiałem Jego stwierdzenia.
– Weźmy ciebie, na przykład – powiedziałem. – Jesteś Yaqui. Nie możesz tego zmienić.
– Na pewno jestem? – zapytał, śmiejąc się. – Skąd to wiesz?
– Rzeczywiście – powiedziałem – nie mogę tego wiedzieć z całą pewnością, ale ty to wiesz i to się liczy. Dzięki temu tworzy się osobista historia.
Czułem, że zabiłem mu klina.
– Fakt, że to ja wiem, czy jestem Yaqui, czy nie, wcale nie stwarza mej osobistej historii – odpowiedział. – Tylko wtedy, kiedy wie o tym jeszcze ktoś, może ona powstać. A zapewniam cię, że nikt nie może tego stwierdzić z całą pewnością.
Niezdarnie streściłem w notatniku to, co powiedział. Przestałem pisać i spojrzałem na niego. Nie potrafiłem go rozszyfrować. Uświadomiłem sobie, jakie wrażenie na mnie wywiera, przypomniałem sobie tajemnicze i niezwykłe spojrzenie, którym obdarzył mnie podczas naszego pierwszego spotkania, urok, z jakim twierdził, że od świata uzyskuje potwierdzenie swych słów, jego irytujący humor i czujność, udawaną naiwność, kiedy pytałem go o ojca i matkę, a później niespodziewaną moc stwierdzeń, których nie mogłem pojąć.
– Nie wiesz, kim jestem, nieprawdaż? – powiedział, jakby czytał w moich myślach. – Nigdy nie będziesz wiedział, ani kim, ani czym jestem, ponieważ nie mam osobistej historii.
Zapytał mnie, czy mam ojca. Odpowiedziałem, że tak. Powiedział, że mój ojciec jest przykładem tego, o co mu chodzi. Nalegał, abym uświadomił sobie, co mój ojciec myśli o mnie i co wie.
– On wie wszystko – powiedział. – Ma cię jak na dłoni. Wie, kim jesteś i co robisz, i żadna siła na ziemi nie zmusi go do zmiany opinii o tobie.
Don Juan wytłumaczył mi, że każdy, kto mnie zna, ma jakieś wyobrażenie o mnie, a ja ożywiam to wyobrażenie wszystkim tym, co robię.
– Czy tego nie widzisz? – zapytał dramatycznie. – Musisz odnawiać swoją osobistą historię, opowiadając rodzicom, krewnym i przyjaciołom o wszystkim, co robisz. Natomiast jeśli nie ma się swej
historii, żadne wyjaśnienia nie są potrzebne. Nikt nie jest zły ani rozczarowany twoim zachowaniem, a przede wszystkim czyjeś mniemania o tobie nie mogą cię do niczego zobowiązać.
Nagle zrozumiałem, o co tu chodzi, kiedyś prawie sam do tego doszedłem. Nieposiadanie osobistej historii było koncepcją pociągającą, przynajmniej na poziomie intelektualnym. Jednak wywoływała ona we mnie awersję i poczucie zagrożenia. Chciałem to przedyskutować z don Juanem, ale pohamowałem się, ponieważ wydawało mi się to nie na miejscu. Głupio mi było próbować wciągać w filozoficzną dyskusję starego Indianina, który, rzecz jasna, nie mógł być tak “wyrobiony" jak student uniwersytetu.
W jakiś sposób don Juanowi udało się odciągnąć mnie od mojego pierwotnego zamierzenia, czyli wypytania go o genealogię.
– Nie wiem, jak doszliśmy do tej rozmowy, bo wszystko, czego chciałem od ciebie, to kilka imion do mojego formularza – powiedziałem, próbując z powrotem skierować konwersację na pożądany przeze mnie temat.
– To bardzo proste – odparł. – Doszliśmy do tego, ponieważ powiedziałem ci, że zadawanie pytań dotyczących czyjejś przeszłości jest gówno warte.
Jego ton był stanowczy. Poczułem, że nie ma sposobu, aby go przekonać, i zmieniłem taktykę.
– Czy koncepcja nieposiadania osobistej historii jest czymś, co przynależy do tradycji Yaqui? – zapytałem.
– Jest czymś, co przynależy do mnie.
– Gdzie się tego nauczyłeś?
– Nauczyłem się podczas swojego życia.
– Czy twój ojciec nauczył cię tego?
– Nie. Powiedzmy, że nauczyłem się tego sam i teraz mam zamiar przekazać ci tę tajemnicę. – Zniżył głos do dramatycznego szeptu. – Tak więc, dzisiaj nie odejdziesz z pustymi rękami.
Śmiałem się z tej jego teatralności. Musiałem jednak przyznać, że był zdumiewająco sugestywny. Przyszła mi do głowy myśl, że obcuję z samorodnym talentem aktorskim.
– Zapisz to – powiedział opiekuńczo. – Dlaczego by nie? Lepiej się czujesz, kiedy piszesz.
Spojrzałem na niego, mój wzrok musiał zdradzać zakłopotanie. Don Juan klepnął się po udach i zaśmiał się radośnie.
– Najlepiej wymazać całą osobistą historię – powiedział powoli, jakby chciał mi dać czas na moje niezdarne pisanie – ponieważ wtedy uwalniamy się od obciążających myśli innych ludzi.
Nie mogłem uwierzyć, że mówi to naprawdę. W tej chwili zupełnie nie wiedziałem, co o tym sądzić. Z mojej twarzy musiał wyczytać ogarniający mnie niepokój i natychmiast to wykorzystał.
– Weźmy ciebie, na przykład – kontynuował. – Teraz nie wiesz, co się z tobą dzieje. A to dlatego, że wyzbyłem się swej przeszłości. Stopniowo wytworzyłem mgłę wokół siebie i swojego życia. I teraz nikt na pewno nie może wiedzieć, kim jestem i co robię.
– Ale ty sam przecież wiesz, kim jesteś, nieprawdaż? – wtrąciłem.
– No pewnie, że... nie wiem! – wykrzyknął i potoczył się po podłodze, śmiejąc się z mojego zaskoczonego spojrzenia.
Zrobił wystarczająco długą pauzę, abym mógł uwierzyć, że powie “nie", tak jak przypuszczałem. Jego podstęp był przerażający i rzeczywiście zacząłem się bać.
– Mam zamiar przekazać ci dzisiaj mały sekret powiedział cicho. – Nikt nie zna mojej osobistej historii. Nikt nie wie, kim jestem ani co robię. Nawet ja sam.
Zmrużył oczy. Nie patrzył na mnie, ale gdzieś ponad moje prawe ramię. Siedział ze skrzyżowanymi nogami, miał sztywno wyprostowane plecy, a jednak wydawało się, że jest niezwykle rozluźniony. W tym momencie stanowił wzorowy okaz dzikości. W mojej wyobraźni stał się indiańskim wodzem, czerwonoskórym wojownikiem z romantycznych opowieści pogranicza z czasów mego dzieciństwa. Ogarnęło mnie najbardziej zdradzieckie uczucie ambiwalencji. Szczerze mógłbym powiedzieć, że bardzo go lubię, ale także jednym tchem dodałbym, że śmiertelnie się go boję.
Patrzył w ten dziwny sposób przez dłuższą chwilę.
– Jak mam wiedzieć, kim jestem, kiedy jestem tym wszystkim – powiedział, pokazując ruchem głowy całe otoczenie. Później spojrzał na mnie i uśmiechnął się. – Powoli, po trochu musisz zacząć stwarzać wokół siebie tajemnicę. Musisz wszystko wymazać, aż o niczym nie będziesz już z góry przesądzał, aż nic nie będzie już całkiem pewne. Twój kłopot polega na tym, że jesteś zbyt oczywisty. Twoje wysiłki są za bardzo oczywiste, twoje nastroje są zbyt oczywiste. Nie bądź zbyt pewny tego wszystkiego. Musisz zacząć wymazywać siebie.

Akataleptos - 8 Maj 2012, 20:26

Wymazanie osobistej historii to cos wiecej niz zmiana nicka i numeru gg w internecie :lol: Poniewaz wtedy czlowiek zostaje w swoim mniemaniu tym kim jest i tylko zmienia fasade widoczna dla innych, a wymazanie historii polega na zapomnieniu siebie samego. Dopiero wtedy jest sie wolnym od cudzych opinii.
Akataleptos - 8 Maj 2012, 22:21

Nie jestem jakims wrogiem rozwoju, nihilista, ktory wszystko wrzuca w nicosc.
Jednak czlowiek znajduje sie w takim polozeniu, ze utozsamia sie z czyms, czym nie jest i jesli nie wyrwie tego z korzeniami, to wszystkie jego starania beda prowadzic do slepych uliczek. Dopiero wtedy zycie staje sie piekne, nieskonczenie tajemnicze i zaskakujace. Jesli jednak fantazjuje sie o tym przez pryzmat ego, to pozostanie to jedynie umyslowa masturbacja i bramy realnej nieskonczonosci pozostana zamkniete.
Istota swiadomosci jest cisza, ktora jest nieskonczona i niestworzona, wiec kiedy cisza sie przejawia, moze przejawic sie tylko jako nieskonczonosc, nie stworzona przez kogos, kiedys, gdzies.
To co nie jest nieskonczone, nie istnieje.

Akataleptos - 9 Maj 2012, 00:30

George Kavassilas napisał/a:
Oni ogolili mu głowę, gdy niósł swój krzyż na górę nie
miał włosów. Ja nie z tego powodu nie mam włosów, moje włosy znikają.

Byłem tez w poprzednim życiu mnichem buddyjskim, dlatego mam te energie w sobie. W tamtych czasach starsi mędrcy mieli włosy i brody, on nigdy nie miał brody, bo był rebeliantem.


Ciekawe, bo ja mam taki "defekt" w ciele, ze jestem pozbawiony zarostu na twarzy :P

Rudolf Steiner przedstawil Jezusa w ten sposob

Przypomina mi troche inna znana postac :lol:

Akataleptos - 9 Maj 2012, 14:06

Niezidentyfikowana i wszechprzenikajaca "substancje" w hinduizmie nazywa sie "akasza". Wszystko co ma swoje miejsce, pozostawia swoj "slad" na niej.
W swiecie duchowym istnieje cos, co mozna nazwac "kosmiczna biblioteka", czy "duchowym internetem" przy ktorym internet to tylko zalosna zabawka. Z tej darmowej biblioteki mozna czerpac informacje na temat wszystkiego, kazdego wydarzenia jakie ma miejsce mozna doswiadczyc, albo obejrzec je jak w teatrze. To ile z tej biblioteki sie wyciagnie zalezy od stopnia "dostrojenia" sie do niej, nie ma zadnych ograniczen.
Kiedy czlowiek oglada tam zycie, to po powrocie do ciala uswiadamia sobie, ze tak wlasciwie to nigdzie nie wrocil, bo jego zycie w ciele nie rozni sie wlasciwie niczym od doswiadczania tego, co juz sie wydarzylo i co zostalo zapisane, ze osobowosc to tylko maska, a on sam jest jakims bezimiennym aktorem. Ten zwany Jezusem niosl krzyz, ale jego boska esencja zwana Chrystusem ogladala to wydarzenie jak zapis filmowy, dlatego powiedzial "dokonalo sie".
Jedynym ograniczeniem jest to, kiedy aktor nie odroznia siebie na scenie od siebie poza scena. Uzaleznionym od masek aktorom, czy tez statystom w cudzym przedstawieniu trudno jest pojac, ze wielkie sprawy nie sa czyms, co trudno jest osiagnac i ze wystarczy odroznic siebie od maski/ego, ze ze swoja checia bycia w centrum wszystkiego sami sa dla siebie jedyna przeszkoda. Trudno jest im pojac, ze sa w stanie porzucic kazda rzecz, kazdy ciezar, tak po prostu, jak pstryknac palcem, bez zbednego gadania, ze statysta jest w stanie po prostu stwierdzic "pierd**e, nie bede robil z siebie idioty za darmo" i odejsc wolnym. Trudno jest im pojac, ze zeby np. wyjsc z ciala, nie potrzebuja stosowac zadnych szczegolnych technik, nikt nie musi ich tego uczyc, ze jesli beda zyc na "jawie" w sposob swiadomy, to naturalna konsekwencja tego bedzie to, ze zachowaja swiadomosc w trakcie snienia, tak po prostu, bez jakis gownianych relaksacyjnych muzyk, czy prosb skierowanych do "boskich przewodnikow".
Naukowcy, kaplani, sportowcy, buddysci itd. to sa tylko maski, ktore zostana zwyczajnie zniszczone i nie przedstawiaja zadnej wartosci, nie maja samoistnego bytu, lecz sa zasilane poprzez przykuta uwage aktora/sniacego. Jaki jest sens przykuwania sie do tego, doczekanie zgrzybialej starosci, a nastepnie dac sie wciagnac przez "mechaniczna pomarancze" i byc wrzuconym na ziemie znowu jako statysta? Naprawde, nie ma w tym zadnego glebszego sensu, nie ma w tym szalenstwie i cierpieniu jakiegos glebszego boskiego planu, nie ma jakis glebszych nauk z tego plynacych, poza tym, ze to glupota. Ale w wiecznosci sa miejsca i na takie zabawy.

Akataleptos - 9 Maj 2012, 14:25

Z ta kosmiczna biblioteka to sa czasami niezle jaja, kiedy jakis nawiedzony przywodca religijny zostaje odwiedzony przez "aniola" ktory namaszcza go na jakiegos proroka, podczas gdy ten aniol jest jedynie wgranym ladnym obrazkiem przez jakiegos zartownisia, a "prorok" w swoim zaslepieniu tego nie rozpoznaje :lol:
Akataleptos - 9 Maj 2012, 17:15

Publicznoscia w tym teatrze sa gwiazdy, gdzie sa obecne rowniez i rodziny aktorow. Maska zwana egoizmem jest wyposazona w mechanizm, ktory sprawia, ze patrzac w publicznosc nie rozpoznaje sie ich jako publicznosc, lecz jako plonace gazowe kule pozbawione zycia. To jest po to, aby ich widok zbytnio nie rozpraszal w odtwarzaniu tych wszystkich "trudnych spraw".
Akataleptos - 9 Maj 2012, 17:47

Cytat:
Kiedy czlowiek oglada tam zycie, to po powrocie do ciala uswiadamia sobie, ze tak wlasciwie to nigdzie nie wrocil, bo jego zycie w ciele nie rozni sie wlasciwie niczym od doswiadczania tego, co juz sie wydarzylo i co zostalo zapisane


Mowi sie, ze przyszlosc jest zapisana w gwiazdach. Jest to prawda, o ile wlasciwie sie to zrozumie. Wszystko juz sie rozegralo, wszystkie wersje "przeszlosci" i "przyszlosci" i zostalo zapisane w "kronice akasza", czy "wiecznym eterze" (to jak maslo maslane, bo eternity to wiecznosc) w wiecznym "teraz" i nie ma odwrotu od tego. Nie w tym sensie, ze jakis boski kierownik zapisal cos w ksiazeczce doslownie i wprawi to w odpowiednim momencie w zycie dla naszego dobra. Zagladanie do tej kroniki mozna nazwac jasnowidzeniem, ale wiekszosc z tych, ktorych nazywa sie jasnowidzacymi sa tylko jasnowidzacymi astralnymi, czy tez odczytuja ludzkie mysloksztalty i na ich podstawie prognozuja przyszlosc jak meteorolodzy przewiduja pogode i nie odczytuja czesto tego, co faktycznie ma miejsce.
Jest roznica pomiedzy prognozowaniem jutrzejszego dnia, a przeniesieniem sie w tzw. czasie do niego.

Ten trik z lisciem, ktory don Juan zrobil Castanedzie polegal chyba na tym, ze wyswietlil mu obraz spadajacego liscia, ktory zostal zapisany w kronice.
Cale zycie polega na odczytywaniu wydarzen juz rozegranych, a wiec wszyscy sa jasnowidzacymi, z tym, ze jedni swiadomie, a inni nieswiadomie.

Akataleptos - 9 Maj 2012, 22:09

Cytat:
To co nie jest nieskonczone, tego nie ma


Z channelingow od Plejadian czy jakis innych fraglesow od Uranti czlowiek moze nasluchac sie bajek o siedmiu gestosciach, czy jakis siedmiu wszechswiatach krecacych sie wokol wszechswiata centralnego, ale to sa bzdury.

Oni robia to w ten sposob, ze mowia o jakims malym wycinku rzeczywistosci, ktory faktycznie ma miejsce, tworza jakies swoje barwne interpretacje historii luzno powiazanych z rzeczywistoscia starajac sie ukierunkowac tam uwage innych istot nadajac tym malym wycinkom kreacji znaczenie absolutne.
Tak, jest siedem gestosci, w szostej mozna nawet "zlaczyc sie z Bogiem", ale mozna tez skoczyc dalej, w siodma, osma, dziewiata itd. o ile liczby tu maja jakies znaczenie, w pewnym momencie uniwersum sie konczy, ale to uniwersum, jedyne zbudowane ze swiatla, jest jednym z wielu innych uniwersow zbudowanych na innej konstrukcji, ktore tworza razem cos wiekszego, co tworzy cos wiekszego itd.

Trzeba wyrobic w sobie cos w rodzaju bezwzglednosci w stosunku do takich istot. To sa malolaci chcacy uchodzic za jakis nauczycieli.

Akataleptos - 9 Maj 2012, 23:17

Cytat:
W nieskonczonej przestrzeni nie ma o co sie oprzec, nie ma za co chwycic.


Cytat:
Wszystko juz sie rozegralo


Moje stwierdzenie jest wiec niczym nie poparte :P
Ale do czego innego mozna dojsc, bedac swiadomym obecnosci tej ciszy wokol?
Wsluchujac sie w cisze slysze tylko "nieskonczonosc juz sie dokonala, a to sa moje wspomnienia."

RedJohn - 10 Maj 2012, 10:49

Kiedy byłem mały, nie wiem ile mogłem mieć lat może 8, niezaśmiecony aż tak umysł posiadałem wiedzę, której nikt raczej nie mógł mi przekazać w zyciu ziemskim, już wtedy zastanawiałem się nad fraktalnością świata. Miałem przemyślenia, raczej niezgodne z wierzeniami moich rodziców. Później czytając wszelkiego rodzaju książki o życiu potwierdzałem tylko swoje tezy. Wczoraj rozmawiałem moją drugą połową, rozmawialiśmy o zyciu i dała mi nie lada zagwózdkę. Mówi mi

Cytat:
"RedJohn-ie, masz już tyle lat, popatrz ile tego czasu straciłeś na poszukiwanie życiowej scieżki, której nadal nie znalazłeś i czujesz się z tego powodu nieszczęśliwy? Czy warto było? Zamiast wykorzystać ten czas na ŻYCIE to ty zastanwaiałeś się intelektualnie czym ŻYCIE jest i jak je poprawić abyś czuł się spełniony. Ja po prostu żyję, i mnie to nie interesuje, nie będę tracić czasu i życia na bajki."


Nasuwa się pytanie, po co to wszystko, może mieć to wszystko gdzieś porzucić wszelkie poglądy, aniołów, szaraków, tylko czerpać garściami z życia, które przecież jest piękne. Może nie ma żadnej iluzji, a iluzją jest cała ta otoczka wiary, wiedzy? w coś co być może nie jest istotne.

Akataleptos - 10 Maj 2012, 12:27

Poszukiwanie zyciowej sciezki w myslach, zaklada prawdopodobnie znalezienie celu w przyszlosci, czyli czyms, co nie istnieje. Ego bedace obca instalacja jest zaprogramowane w ten sposob, by byc w stanie szukania. To jak wyszukiwarka, bedaca zmylka, wpisujesz do niej jakies zapytanie, pojawia sie komunikat "searching..", ty czekasz, ale ona niczego nie znajdzie, bo jej jedyna funkcja to wlasnie to "searching..".
Uzytkownik w tym czasie czeka, a ona wgrywa mu wirusy bez jego wiedzy.

Uswiadomic sobie, ze ja to nie ta wyszukiwarka. "Moze miec to gdzies, moze porzucic poglady" to sa caly czas wpisy do wyszukiwarki.
Nie miej niczego gdzies, nie porzucaj pogladow, bo porzucajac i majac gdzies utozsamiasz sie dalej z tym. Ty jako osoba majaca cos gdzies, cos porzucajaca, czegos sie wyrzekajaca, to caly czas wirtualny twor, niezdolny do odczuwania zycia.

Przestan gadac ze soba w myslach, uswiadom sobie oddech, cialo zacznie zyc. Jesli pojawi sie mysl, nie walcz z nia, tylko sobie ja uswiadom. Dopoki czlowiek jest zatracony w myslach, jest zombie. Wszystko czego czlowiek szuka kryje sie w jego ciele, nie w tym worku miesa bedacym efektem stworzenia projekcji czasu, lecz czyms nieokreslonym, co mozna poczuc. Nie poczuje sie tego, jesli bedzie sie dalej poszukiwaczem. Mozna to nazwac "swietym graalem w DNA", ale nie mysl o tym w ten sposob.

Akataleptos - 10 Maj 2012, 12:42

Szukanie znalezienia celu w przyszlosci nie bierze pod uwage pewnej rzeczy: smierci
Szukajac nie zdajesz sobie sprawy z tego, ze za minute mozesz juz umrzec.

Oczywiscie, mozna myslec o sobie w stylu "jestem iskierka nieskonczonosci, jestem wieczny" ale to nie zmienia faktu, ze to tylko wyobrazenie, ktore przepadnie.
Nikt nie opusci tego matrixa inaczej jak poprzez smierc ego. Kazdego czeka "skok w otchlan".

Akataleptos - 10 Maj 2012, 12:57

A rzucajac sie w wir zycia, zastanow sie, czy przypadkiem nie chcesz wyladowac w ten sposob negatywnych emocji zwiazanych z nieudanymi poszukiwaniami.
"Zycie pelnia zycia" sie skonczy, emocje sie skoncza, baterie sie wyczerpia i nastapi "powrot zombie 4".

Nie bierz przykladu z tego czlowieka :lol:

RedJohn - 10 Maj 2012, 15:58

Akataleptos napisał/a:
channelingow od Plejadian czy jakis innych fraglesow od Uranti czlowiek moze nasluchac sie bajek o siedmiu gestosciach, czy jakis siedmiu wszechswiatach krecacych sie wokol wszechswiata centralnego, ale to sa bzdury.

Oni robia to w ten sposob, ze mowia o jakims malym wycinku rzeczywistosci, ktory faktycznie ma miejsce, tworza jakies swoje barwne interpretacje historii luzno powiazanych z rzeczywistoscia starajac sie ukierunkowac tam uwage innych istot nadajac tym malym wycinkom kreacji znaczenie absolutne.


Mi się wydaje, że oni niczym nie różnią się od nas, Tworzą kolejne myśli/rzeczywistości oparte o jakieś hierarchie, od taki Świat w Świecie, dosłownie matrix. A korzystanie z ich pomocy i teorii, które próbują nam wtłoczyć to nic innego jak doświadczenie ich rzeczywistości podczas gdy rozwiązanie istnieje w nas samych.

Akataleptos napisał/a:
A rzucajac sie w wir zycia, zastanow sie, czy przypadkiem nie chcesz wyladowac w ten sposob negatywnych emocji zwiazanych z nieudanymi poszukiwaniami.
"Zycie pelnia zycia" sie skonczy, emocje sie skoncza, baterie sie wyczerpia i nastapi "powrot zombie 4".


Nie miałem na myśli życia w stylu "hulaj dusza piekła nie ma" :) Chodziło mi raczej o zaprzestanie bzdurnego zastanawiania się na życiem i przestawienie się tylko na odbieranie :)



Wiesz o czym czasem myślę?
Myślę czasem, że ta świadomość z którą być może się kiedyś połączę, a co do której istnienia mam już powoli wątpliwość... Myślę, że ona nie istnieje, a jeśli istniej to na pewno nie zależy jej na mnie :)

Myślę, sobie, że człowiek też jest twórcą, wiadomo nie tak doskonałym jak to co stworzyło to wszystko wokół nas i nas samych, choć w sumie nie wiadomo... :)
Ale do czego zmierzam. Coś stworzyło nas, powiedzmy stworzyła nas nieskończoność. My tworzymy coś, powiedzmy materie z materii (i nie tylko). Czasem tworzymy coś, np. stolarz tworzy krzesło, potem to krzesło trafia gdzieś, zostaje użyte do czegoś w ostateczności ląduje gdzieś na strychu, zapomniane, uszkodzone może nawet przez Twórce, który intensywnie go eksploatował. Krzesło zapomniane przez twórcę... czasem czuje się jakby nieskończoność o mnie zapomniała.

Akataleptos - 10 Maj 2012, 16:20

Ego to sen, a sniacym jest swiadoma snu nieskonczonosc. Ego nie ma samoistnego bytu, istnieje tylko poprzez zasilanie go uwaga. Mysli w stylu "o ja biedny chlopiec porzucony przez nieskonczonosc jak zuzyty mebel" to proba jeszcze wiekszego wciagniecia w sen tej sniacej swiadomosci, przykuc/ukrzyzowac jej uwage.

Uzalanie sie nad soba to zakamuflowane poczucie wlasnej waznosci, a twoje poczucie wlasnej waznosci to obca instalacja.

Nie widzisz, ze to co piszesz jest idiotycznie smieszne? Nieskonczona swiadomosc utozsamia sie z myslami o porzuconym przez nieskonczonosc biednym chlopcu i nieustannie wprawia w ruch te wyobrazenia.

Zrob krok wstecz i spojrz na te mysli, kto jest ich swiadomym?

RedJohn - 10 Maj 2012, 16:36

Nie chodzi o użalanie się nad sobą, chodzi o stwierdzenie faktu.
Nie czuje się z powodu ów "porzucenia" gorszy czy lepszy, biedniejszy czy bogatszy, w sumie to wszystko mi jedno. Chodzi o fakt, ze do tej pory myślałem ze czuwa nad nami jakieś wyższe dobro, że muszę zrobić coś żeby się z nim połączyć. A ja to ja i nie ma nic więcej. Po prostu jestem, zapomniany czy nie, jestem. wszystkim.

Akataleptos - 10 Maj 2012, 16:48

Sam fakt, ze czujesz sie porzucony swiadczy o uzalaniu sie nad soba.
Fakty sa takie, ze nie jestes tym co myslisz.

Cytat:
A ja to ja i nie ma nic więcej.


Ty tzn. kto? Osoba stworzona z mysli? Wiesz, ze "facet" zwany Jehowa twierdzi tak samo? ;) A on sam w sobie nie ma zadnej mocy, cala jego moc jest odbita moca wieksza od niego.

Cytat:
jestem. wszystkim.


Biedny, porzucony chlopiec nie jest wszystkim. To tylko mysl zasilana poprzez przykuta uwage. Postac wirtualna, ktora nie moze byc czymkolwiek poza swoja wirtualnoscia. Zrob krok wstecz i zobacz, kto jest swiadomy, ze tak piszesz, myslisz i czujesz.

RedJohn - 10 Maj 2012, 18:23

Może i jestem biedny i porzucony :) Ja tak nie uważam :)

A Ty niby wiesz lepiej niż ja? Może Twoje EGO wie lepiej :)
Skąd Twoja wiedza pochodzi, z własnych przemyśleń, i ton przeczytanych książek? i wpisów na forum DI ? :) Skąd pewność, że masz racje? Czy aż tak ufasz swojej intuicji? :)

Właśnie po to odrzucam to wszystko, żeby spojrzeć na to z innej perspektywy.

Akataleptos - 10 Maj 2012, 18:44

Ty odrzucasz i spogladasz, czyli kto?
Akataleptos - 10 Maj 2012, 18:50

Jeszcze niedawno byles cialem fizycznym, astralnym itd. zebranym do kupy, teraz jestes wszystkim, ale czy wtedy i teraz tak po prostu o tym nie myslales? Jestes planetami i gwiazdami? Jak tam sprawy na Sloncu? A moze to tylko mysl o byciu wszystkim. Kto jest swiadomy mysli?
Akataleptos - 10 Maj 2012, 18:55

I jak ten, ktory jest wszystkim, moze cos odrzucic? :P
RedJohn - 10 Maj 2012, 20:30

Dokładnie to jest takie proste, że aż nie pojęte :)
Akataleptos - 10 Maj 2012, 21:00

Tak, jestes planetami i gwiazdami, ale w nie-przefiltrowanej terazniejszosci, a nie w wyobrazeniach powstalych na podstawie przeszlych doswiadczen.

To co jest swiadome wszystkiego pozbawione jest wszelkich filtrow, a wiec kazdy mentalny filtr to nieswiadomosc, a to co jest nieswiadome, tego nie ma. To co nazywasz odrzucaniem czegos, aby spojrzec na cos z wlasnej perspektywy, to wlasnie jest tworzenie filtrow i falszywych projekcji. Ale nawet, gdy siedzi sie po uszy w iluzjach, to to co jest swiadome iluzji, jest jej pozbawionym i uswiadomienie sobie tego jest tym, co te iluzje rozpuszcza.
Tak zwany egoizm sam w sobie jest filtrem, a wiec czlowiek jako osoba nie jest w stanie sie uwolnic z tej sieci zaleznosci. Trzeba wiec zrobic krok wstecz, aby spojrzec na czym stoja te wszystkie mysli i dopasowane do nich reakcje emocjonalne. Czlowiek rozpoznaje swoja wlasna, niewypowiadalna istote, jednak robiac krok wstecz sprawil, ze do przepasci spadly wszystkie jego maski i bezpowrotnie rozpuscily sie, niejako w nim samym.

Proste jest to, ze tu nie ma nic do zrozumienia, poniewaz rozum, jak Ksiezyc, jest slabym odbiciem Slonca, rozum nie jest w stanie wejsc w centrum doswiadczenia i zrozumiec wszystko, tak samo jak Ksiezyc nie moze wejsc w centrum ukladu slonecznego, wytracic Slonce, zajac jego miejsce i swiecic planetom. Ksiezyc nie swieci bez Slonca, Slonce swieci bez Ksiezyca.

Akataleptos - 10 Maj 2012, 21:44

I co dalej po skoku? Nie zmienia sie nic, a zmienia sie wszystko. Z zewnatrz zostaje sie tym samym kim sie bylo, z tymi samymi slabosciami, cechami charakteru, nie dostaje sie zadnych super-mocy, ale nie ma juz utozsamiania sie, nie jest sie niewolnikiem wlasnych rol.

Mowi sie, ze kazdy czlowiek jest wyjatkowy. Ja twierdze, ze masek ludzkich jest tylko kilka rodzajow, a ludzie uzaleznieni wydaja sie rozni jedynie ze wzgledow na roznice w lokalizacji. Mechanizmy stojace za nimi sa takie same.

Akataleptos - 11 Maj 2012, 01:20

Cytat:
A Ty niby wiesz lepiej niż ja? Może Twoje EGO wie lepiej :)


Jestem idiota, lepiej? Klaniam sie przed porzuconym przez nieskonczonosc i tym ktory jest wszystkim, wszystko to w jednej osobie. Moge byc idiota, to najbardziej wyzwalajaca rzecz jaka mozna zrobic.

Cytat:
Skąd Twoja wiedza pochodzi, z własnych przemyśleń, i ton przeczytanych książek? i wpisów na forum DI ?


Jesli powiem, ze przeczytalem cos i powtarzam po kims, to ty sie uspokoisz myslac "uf, to moze nie miec racji, poszukam sobie dalej", a jesli powiem, ze przezylem to i to, ze jestem jakims cholernym budda, to pomyslisz sobie byc moze "ooo, ciekawy gosc, chetnie poczytam dalej, to interesujace." I zostaniesz dalej ze swoimi mechanicznymi reakcjami.
Chce przekazac przez swoje posty, ze rzeczywistosc kryje sie za slowami, ze interpretacje sa bez znaczenia, ze to co mysli i robi ego jest bez znaczenia, ze drogowskazy prowadzace do niewypowiedzianej rzeczywistosci sa bezwartosciowe same w sobie i to niewazne, czy zostanie to objawione przez aniola, czy przeczyta sie ksiazke.

Cytat:
Skąd pewność, że masz racje?


Nie mam racji, zmyslilem to wszystko, robie sobie jaja z ciebie. Wierzysz w to?

RedJohn - 11 Maj 2012, 10:16

A jakie to ma znaczenie?

Od dziś jesteś moim guru, pójdę za Tobą w ogień :twisted:
Zadowolony? :)

Akataleptos - 11 Maj 2012, 12:47

Cytat:
Wszystko juz sie rozegralo, wszystkie wersje "przeszlosci" i "przyszlosci" i zostalo zapisane w "kronice akasza", czy "wiecznym eterze" (to jak maslo maslane, bo eternity to wiecznosc) w wiecznym "teraz" i nie ma odwrotu od tego. Nie w tym sensie, ze jakis boski kierownik zapisal cos w ksiazeczce doslownie i wprawi to w odpowiednim momencie w zycie dla naszego dobra.
(...)
Cale zycie polega na odtwarzaniu wydarzen juz rozegranych w wiecznym "teraz"


To co robia negatywne istoty okreslajace sie mianem jakis boskich kierownikow, czy panow karmy, polega na tym, ze w imie jakis "wyzszych celow" namawiaja ludzi do odtwarzania historii, ktorych wcale nie musza odtwarzac, ktore wcale nie sprawia, ze beda blizej uwolnienia sie z sieci zaleznosci.

Mogloby sie wydawac, ze skoro wszystko juz sie rozegralo w wiecznym "teraz" to nie ma tu miejsca na spontanicznosc. Nic bardziej mylnego, bo jesli kazdy stan swiadomosci juz jest gotowy i wystarczy ze stanu potencjalnego go "wyciagnac", to gdzie tu miejsce na karme? W terazniejszosci karma i reinkarnacja nie istnieje.
Niemozliwe jest splacenie dlugow karmicznych z tego prostego powodu, ze w wiecznym "teraz" caly czas potencjalnie dokonuje wszystkich "przeszlych bledow" :lol:

Akataleptos - 11 Maj 2012, 13:10

Ktos moglby spytac: a wiec co tu jeszcze robisz?

Jak to co? Jestem tu gdzie jestem i zawsze bede tu gdzie jestem teraz :lol:

Akataleptos - 11 Maj 2012, 15:10

Ludzki, codzienny jezyk jakim sie posluguje istnieje tylko po to, aby utrzymac ludzi w tych sztywnych, karmicznych ramach, dlatego tez pisanie o "wszystkim dziejacym sie teraz" to proba podskoczenia wyzej dupy. Piszac o tym zawsze cos bedzie sprzeczne, zawsze poprawiajac cos z jednej strony, wyjdzie cos z drugiej, a jak sie poprawi z drugiej, to znow wyjdzie z pierwszej, dlatego tez sprawy wolnej woli, czy odgrywania, spotykania swoich "wczesniejszych" inkarnacji itd. zostawiam w spokoju :P trzeba jednak wspomniec o tym, by moc spojrzec za slowa i mysli.
Akataleptos - 11 Maj 2012, 16:48

Cytat:
Bog jako osoba, stworca swiata, istnieje, ale jest to istota kolektywna bedaca suma wielu istnien


Cytat:
Cisza/bezruch przejawia sie jako fraktal


Ilustracja

Akataleptos - 11 Maj 2012, 21:28

Przejdz sie na cmentarz, przypatruj sie tym wszystkim nazwiskom, datom urodzenia i smierci, zniczom, pozniej usiadz i uswiadom sobie, ze to co myslisz o sobie, ze tym jestes, to napis na nagrobku, to co podtrzymuje te wyobrazenia to blokada splotu slonecznego, ktora jest jak znicz, a trumna jest cialo fizyczne, w ktorym gniezdzi sie robactwo.
Wieczorem jak bedziesz w miejscie to spojrz na blokowiska/trumny z zapalonymi swiatlami/zniczami w mieszkaniach.

Niewazne co o sobie pomyslisz, ze tym jestes, ze jestes iskierka nieskonczonosci, ze jestes wszystkim, ze jestes niesmiertelna dusza, cokolwiek, to ciagle jest napis na nagrobku.
To jest jak satelita, Ksiezyc, a to co jest swiadome mysli to jest Slonce. Nie walczysz z Ksiezycem, tylko jestes go swiadomy.
Ksiezyc jest mechaniczny i caly jego blask jest przechwycona i znieksztalcona energia Slonca. Egoizm to obca instalacja, ktora ma zmienic Ziemie w zgnila.

Przywroc cialo do zycia poprzez nieustanny swiadomy oddech. Jesli zlapiesz sie na tym, ze nie jestes swiadomy oddechu i zdenerwujesz sie tym, uswiadom sobie zdenerwowanie, nie przyklejaj sie do niego i znow oddychaj.
Zauwaz, ze nie jestes w stanie swiadomie oddychac, jednoczesnie bedac przykutym do mysli, interpretacji i opinii na temat innych, a przeciez to co nie oddycha, to nie zyje.

Piosenka :P

Akataleptos - 11 Maj 2012, 22:06

Czy nalezy kochac wszystko i wszystkich? Nie.
Nie ma sensu przytulac sie do tramwaju, czy aluminiowej blachy. Kochac tylko to, co oddycha.

Poczuj, ze cialo fizyczne to tylko skorupa w ktorej ukryty jest krysztal i im dluzej swiadomie oddychasz, tym ten krysztal staje sie wiekszy i rozsadza od srodka cala ta trumne i sam stajesz sie tym krysztalem.

Akataleptos - 11 Maj 2012, 23:06

Cytat:
Dac sie przyciagnac przez "mechaniczna pomarancze"


Ksiezyc to taka astralna dojarka mleka :P Te wszelkiego rodzaju masowe imprezy, koscielne rytualy, wojny, bohaterskie zrywy wolnosciowe, ogolnoswiatowe akcje medytacyjne itd. to dojenie bydla przez Wujka Sama(ela).

Filmik

Akataleptos - 12 Maj 2012, 12:20

Wyobraz sobie krysztalowe/przezroczyste swiatlo, ktore zostaje rozszczepione przez pryzmat i nastepnie tworzy najrozniejsze formy zycia.
Jeden kolor tworzy mineraly, drugi kolor polaczony z pierwszym tworzy rosliny, zwierzeta, czlowiek jest istota, ktora tutaj potencjalnie ma siedem kolorow, ma wszystko co potrzebne aby poskladac sie znow w calosc.
Wszystko to co postrzegasz jako rosliny i zwierzeta to jakby wyslannicy ze swiata nierozszczepionego, to jakby ich sondy badawcze. Widzisz kota, ale ten kot na wyzszym poziomie jest podlaczony do jakiejs wyzszej istoty. Ludzie sa podlaczeni do tego, co nazywa sie powszechnie "wyzsza jaznia" i sa na ostatnim etapie, w ktorym nastepuje scalenie z nia. Jesli czlowiekowi sie nie uda, to moze sam siebie cofnac do stanu zwierzecego, czy nawet mineralnego i zaczac gre od nowa.
"Wyzsza jazn" to sloneczna czesc czlowieka, a "koniec swiata" polega na zabraniu/"wniebowstapieniu" dokonanego przez Slonce.

To "krysztalowe" swiatlo nie jest gdzies tam, ono jest tutaj, w tym co rozszczepiony czlowiek postrzega jako "przestrzen". Ciala auryczne rozszczepiaja to swiatlo. W tych wszystkich aurycznych cialach znajduje sie jakby "zarodek", ta czesc prawdziwa sprzed rozszczepienia. To ona jest swiadoma tego, ze myslisz i czujesz cokolwiek. Widzisz swiat rozsczepiony, ale to co jest swiadome rozszczepionego swiata, jest caloscia.

Zadaniem czlowieka jest poskladac te wszystkie kolorki znow w jeden, w sercu.
Tak zwany "system" to narzedzie ucisku tworzace diamenty. Mozna albo go przechytrzyc i wykorzystac jego sile dla wlasnej wolnosci, albo tez zostac przez niego "zmielonym".
My sami prosilismy o ten system dlatego, ze oni akurat byli w stanie stworzyc nam taka rzeczywistosc, ktora umozliwi skonczenie gry. Ludzie pozapominali o co tu w ogole chodzi, a "galaktyczne zoo" udaje, ze zapomnialo, ze my im pozwolilismy na "dojenie". Stali sie oni narkomanami uzaleznionymi od nas, poniewaz czlowiek to najlepszy narkotyk i najlepsza bateria we wszechswiecie, ktora nigdy sie nie wyczerpuje z racji tego, ze w jego ciele znajduje sie uniwersalny fraktal.

Ci, ktorzy sie ogarna, stana sie jakby terapeutami tych narkomanow.

Zauwaz, ze wszystko we wszechswiecie odbywa sie na zasadzie samopodobienstwa i przyciagania. Drzewa przypominaja ludzkie pluca, wiec jesli chce sie zlapac kontakt z tym, czym te drzewo jest w pelni, musisz odblokowac w sobie cos, co jest jego odpowiednikiem w tobie. Powiedziales, ze czasem czujesz sie jakbys byl porzucony przez nieskonczonosc. Jesli uderzasz kolanem w stol, to negatywne emocje sa w tobie, a nie w stole. Jesli pada deszcz, a ty czujesz sie zle z tego powodu, negatywne emocje nie sa w deszczu, tylko w tobie. Ze swiatem jest wszystko w porzadku.

Cytat:
Rzekli Mu uczniowie Jego: "Kim jesteś, który nam to mówisz?" "W tym, co wam mówię, nie znajdujecie, kim jestem? Lecz staliście się jak Żydzi: lubią drzewo i nienawidzą jego owocu, i lubią owoc, a nienawidzą drzewa".


Cytat:
– Jak mam wiedzieć, kim jestem, kiedy jestem tym wszystkim – powiedział, pokazując ruchem głowy całe otoczenie. Później spojrzał na mnie i uśmiechnął się. – Powoli, po trochu musisz zacząć stwarzać wokół siebie tajemnicę. Musisz wszystko wymazać, aż o niczym nie będziesz już z góry przesądzał, aż nic nie będzie już całkiem pewne. Twój kłopot polega na tym, że jesteś zbyt oczywisty. Twoje wysiłki są za bardzo oczywiste, twoje nastroje są zbyt oczywiste. Nie bądź zbyt pewny tego wszystkiego. Musisz zacząć wymazywać siebie.


Cytat:
Rzekł Jezus: "Ja jestem światłością, która jest ponad wszystkimi. Ja jestem Pełnią, Pełnia wyszła ze mnie, Pełnia doszła do mnie. Rozłupcie drzewo, ja tam jestem. Podnieście kamień, a znajdziecie mnie tam".

Akataleptos - 12 Maj 2012, 14:49

Cytat:
Jesli czlowiekowi sie nie uda, to moze sam siebie cofnac do stanu zwierzecego, czy nawet mineralnego i zaczac gre od nowa.


Cytat:
(...) ze aktor jest w stanie po prostu wstac i powiedziec "pierd**e, nie bede robil z siebie idioty" i pojsc wolnym


Czy to nie jest straszne i komiczne zarazem? Czlowiek przechodzi przez bardzo dluga droge, jest juz na ostatnim odcinku, wystarczy po prostu zauwazyc, ze gra jest skonczona i sobie pojsc, a on stoi jak baran i daje sie zabierac na jakis statek i idzie do "lepszego swiata" na zmielenie przez goscia, ktory twierdzi "ja jestem i poza mna nie ma nic" :P

Filmik.

Faktycznie, poza nim wydaje sie, ze nic nie ma, ale to wlasnie w tej bezdennej otchlani zaczyna sie prawdziwe zycie.

RedJohn - 12 Maj 2012, 16:20

Dlaczego użalanie się nad sobą jest takie interesujące?

Bo skupiamy się na sobie i jesteśmy bardziej świadomi siebie. To coś jak medytacja tyle tylko że z negatywnymi myślami co może rodzić negatywne emocje wysoce rzeczywiście odczuwalne.

Coś jak z tymi ekstremalnymi sportami tyle że one raczej nie rodzą negatywnych emocji.

Akataleptos - 12 Maj 2012, 17:18

Biadolenie nad soba nie sprawia, ze skupiasz sie na sobie, lecz na myslowej projekcji dotyczacej siebie. Biadolenie nad soba moze byc czynnikiem przebudzenia w tym sensie, ze kiedy czlowiek ma dosc tego biadolenia i nie moze juz zniesc wlasnego cierpienia, wtedy uswiadamia sobie, ze to nigdy nie byl on i to cierpienie nie jest mu potrzebne.

Ekstremalne sporty moga dac przedsmak swiadomosci terazniejszosci, podobnie jak bliskie spotkanie ze smiercia. Uzalanie sie zawiera w sobie mysli o nieudanej przeszlosci, a wiec twoje porownanie nie jest udane.

RedJohn - 12 Maj 2012, 17:21

Uważam inaczej kolego. Jest to niewątpliwie moment kiedy przynajmniej ja skupiam się na sobie :) Może po prostu inaczej rozumiemy definicje użalania się nad sobą.

Wiem co masz na myśli pisząc o ksupieniu się na "wyobrażeniu siebie", ale to nie tak.

Akataleptos - 12 Maj 2012, 17:24

Kto skupia sie na kim? Jesli "ja" skupia sie na "sobie" to jest was co najmniej dwoch :)
Akataleptos - 12 Maj 2012, 17:36

Ja doswiadczam zycia w tym matrixie jakby z perspektywy osoby trzeciej. Pawel cos je, Pawel sobie idzie, Pawel to poczul, Pawel powiedzial "jestem Pawel" itd. Uwazam, ze to jest najbardziej naturalny sposob zycia jaki tutaj mozna prowadzic. Doswiadczanie siebie w pierwszej osobie to objaw choroby psychicznej. Nie mysle niemal wcale, w glowie jedna wielka pauza z przerwami na przelotna mysl.

Jak wiec powstaja moje posty?

Odpowiedz jest w ostatnim zdaniu tej piosenki.

RedJohn - 12 Maj 2012, 18:19

No i tu jest różnica Ty

"Nie mysle niemal wcale, w glowie jedna wielka pauza z przerwami na przelotna mysl."

a ja

Myślę bez przerwy, w głowie jeden wielki kłębek myśli z przerwami na przelotne TU i TERAZ (bez myślenia).

Akataleptos - 12 Maj 2012, 18:29

Ale kiedy mysli sie pojawiaja, to pojawiaja sie w terazniejszosci. Tylko uswiadamiajac sobie to mozesz rozpuscic to klebowisko. W przeciwnym wypadku myslisz w stanie amoku, nieswiadomosci, a nieswiadomosc to to czego nie ma, wiec myslisz o problemach, ktorych nie ma.

I nawet nie wiesz kim jest mysliciel.

Jak to jest ze ty skupiasz sie na sobie? Kto skupia sie na kim?

RedJohn - 12 Maj 2012, 18:53

chodzi o to ze wtedy nic się nie liczy, znikają problemy zewnetrzne, czuje siebie intensywniej tu i teraz. To taki przebłysk jakby rozszerzonej świadomosci. I dołek znika. Może też być tak, że ja to określam jako użalanie, skupienie sie na sobie, jaki to ja jestem nieszczesliwy itp. (trochę przekoloryzowałem celowo) i w istocie tak jest na moment, potem przebłysk i delektuje sie tym stanem, nie jest on już dołujący, jest przyjemny. Z opisu wygląda jakby to był sadomasohizm, ale tak nie jest. Ja to mogę błednie opisywać jako stan przygnębienia/użalania jednak bliżej temu mu do stanu melancholijnej refleksji.

Na prawde nie wiem jak Ci to mam opisać, są pewne sprawy i szczególne odmienne stany świadomości, których nie umiem opisać, to jedna z nich.

Akataleptos - 12 Maj 2012, 19:14

Cos w tym stylu? :lol:
albo cos takiego

Nosisz w sobie umysl istot, ktore przegapily wschod Slonca i tesknia za swoim dawnym otoczeniem, za siostra Ziemi, jej samej nie znoszac. Ataki melancholii, gdzies przy swietle Ksiezyca, mysli o sobie jako o kims zapomnianym przez nieskonczonosc, to nie nalezy do czlowieka.

Podejrzewam, ze znam tego typu stany o ktorych mowisz, ale rozpoznalem to jako cos, co nie jest moje.

Mozna doznawac najrozniejszych stanow "poszerzenia swiadomosci" co nie zmienia faktu, ze one ciagle moga byc umyslowa masturbacja.
---------

"Ja" skupia sie na "sobie", ale jesli zniknie ten drugi czlon, to ten pierwszy tez zniknie?

Kiedy byles malym dzieckiem, to ten ktory skupial sie na sobie byl tym samym, ktory teraz skupia sie na doroslym. Swiadomosc zostaje ta sama, zmienia sie tylko drugi czlon, czyli przedmiot, ktorego sie doswiadcza.

Sprobuj zaplanowac nastepna mysl.

Akataleptos - 12 Maj 2012, 19:37

Channelingowcy dostajacy przekazy od "galaktycznej federacji swiatla" rowniez zostaja "porazeni mozgowo" doznajac niezwyklego uczucia blogosci, co nie zmienia faktu, ze jest to stan osiagany droga sztuczna, technologiczna.

W swiecie rozszczepionym jest wiele nieslychanych swiatow, dostepnych droga "umyslowego oswiecenia", ale sa to swiaty surrealistyczne, bedace zaburzeniami postrzegania. Cala prawdziwa rzeczywistosc zostala jakby zreplikowana w swiatach nizszych, przy pomocy swiatla syntetycznego, wszelkiego rodzaju duchowe hierarchie rowniez zostaly zreplikowane, sa jakby falszywym odbiciem rzeczywistosci.

Ludzie nie zdaja sobie sprawy z geniuszu tych wszystkich istot.

Zalecam rozprawic sie z takimi stanami umyslowego odurzenia i zyc tym, co jest.

Rozpracuj iluzje "ja", to jest podstawa wszystkiego, jedyny problem czlowieka, ktory nawet nie jest jego wlasnym problemem.

Akataleptos - 12 Maj 2012, 19:54

Cytat:
Jest to niewątpliwie moment kiedy przynajmniej ja skupiam się na sobie


Kto skupia sie na kim?

Akataleptos - 12 Maj 2012, 20:00

Jesli stan "poszerzonej swiadomosci" nastepuje po myslach o jakiejs nieszczesliwej historii, to nie moze to byc stan "tu i teraz". Jestes wtedy swiadomy oddechu? Swiadomosc oddechu to najlepszy wyznacznik tego, czy jestes swiadomy tego co robisz.
Akataleptos - 12 Maj 2012, 21:04

Stan bycia "tu i teraz" charakteryzuje sie tym, ze jest to blogosc ale jest to blogosc, ze tak powiem, surowa. Tak jak surowa jest sama przestrzen.
Czlowiek nie trafia do nowego swiata, lecz odkrywa, ze zawsze w nim byl, ze ze swiatem zawsze wszystko bylo w porzadku.

Wtedy nawet sam Lucyfer moze stanac przed czlowiekiem i bombardowac go narkotyczna, swietlista miloscia, jednak przenika to przez niego tak jakby byl przezroczysty.

Akataleptos - 12 Maj 2012, 23:51

Rozne moga byc przyczyny tego stanu o ktorym mowisz. Z jednej strony czlowiek nosi w sobie obcy umysl i zyje melancholia, ktora nie jest jego melancholia, a z drugiej strony zostawil w gwiazdach swoja "druga polowke".
Jest na ziemi, ktora nie jest jego prawdziwym domem, ale z drugiej strony jesli bedzie fantazjowal o "powrocie do domu" to z duzym prawdopodobienstwem trafi tylko do jego repliki.

Przede wszystkim trzeba rozpracowac iluzje dotyczace wyobrazen na swoj temat. Wtedy czlowiek jest juz u siebie.

Akataleptos - 13 Maj 2012, 12:18

Ja tylko moge zadawac pytania jak naiwne dziecko, nie bede za toba gonil i cie prostowal :P

System (polityczny i nerwowy) dziala w ten sposob, ze najpierw czlowieka sie traumatyzuje, a kiedy jest juz na granicy, wtedy ten sam system daje mu lekarstwo, narkotyk, ale to jest ciagle to samo bagno.

Wolnosc zaczyna sie wtedy, gdy znika punkt zaczepienia, do ktorego system moze sie przyczepic ze swoja dojarka. Tym punktem zaczepienia sa wyobrazenia na temat siebie, swoja osobista historia. Nie masz historii, jestes nietykalny. Wszystkie stany swiadomosci, ktore stoja na tej osobistej historii i wewnetrznym dialogu sa stanami znieksztalconego postrzegania.

Akataleptos - 13 Maj 2012, 13:24

Ludzie nie sa swoimi myslami, ani uczuciami, jednak odkrywajac to latwo jest wpasc w pewna pulapke.
Czlowiek nie zdajac sobie sprawy, tworzy sobie tozsamosc jako kogos, kto jest niezdefiniowanym obserwatorem i nie jest tym co obserwuje :lol: Swiadomosci nie mozna zdefiniowac jako obserwatora, bo jest to kolejna rzecz do doswiadczenia przez "..."

Akataleptos - 13 Maj 2012, 18:24

Cytat:
Jesli uderzasz kolanem w stol, to negatywne emocje sa w tobie, a nie w stole. Jesli pada deszcz, a ty czujesz sie zle z tego powodu, negatywne emocje nie sa w deszczu, tylko w tobie. Ze swiatem jest wszystko w porzadku.


Czy to nie jest banalnie proste? Czlowiek nie jest skrzywdzony dlatego, ze ktos go skrzywdzil, ale dlatego, ze oczekiwal czegos innego niz to co dostal, przez co wywolal negatywne emocje w sobie. Wystarczy przestac nadawac znaczenie ludzkim dzialaniom i przestac oczekiwac czegos od nich i w tym samym momencie zostaje sie od nich wolnym.

RedJohn - 14 Maj 2012, 10:58

Akataleptos napisał/a:
Channelingowcy dostajacy przekazy od "galaktycznej federacji swiatla" rowniez zostaja "porazeni mozgowo" doznajac niezwyklego uczucia blogosci, co nie zmienia faktu, ze jest to stan osiagany droga sztuczna, technologiczna.


To tak jak w serialu "V" ;)

Powiedz mi dlaczego to wszystko jest takie skomplikowane, czy nie najlepszą są najprostsze rozwiazania? Minimalizm. Zawsze wszystko upraszczam żeby nie robić sobie wody z mózgu. A tu tyle teorii spiskowych, ktoś coś doi itp: :mrgreen:

Co myślisz o Michaelu Newtonie, wszystko to co pisał to postrzeganie wg. Konfederacji? Znaczy po to, żeby karmić ich pozytywnymi emocjami? Bo rozumiem szaraki stoją po drugiej stronie barykady i żywią się negatywną energią. Więc to wszystko to taka walka o emocje? A prawda leży gdzieś po środku?

Jak myślisz reinkarnacja dotyczy tylko osób w nią wierzących? Czy dotyczy wszystkich nieświadomych? Czy jest to tylko myślokształt osób w nią wierzących czy jest to stan faktyczny?

Dlaczego "nieskończoność/Bóg" na to pozwala?

Istoty z konfederacji jeśli są takie zaawansowane, dlaczego nie korzystają ze źródła bezpośrednio? Czyżby nie były jego świadome i zadowalają się półśrodkami?

Akataleptos - 14 Maj 2012, 12:11

Cytat:
Powiedz mi dlaczego to wszystko jest takie skomplikowane, czy nie najlepszą są najprostsze rozwiazania? Minimalizm. Zawsze wszystko upraszczam żeby nie robić sobie wody z mózgu. A tu tyle teorii spiskowych, ktoś coś doi itp


To co pisze to banalne prawdy dla idiotow.
Nie jestes swoimi myslami i uczuciami, to prosta prawda, ktorej nie dostrzeganie prowadzi do dojenia. Energia idzie tam, gdzie kierujesz swoja uwage. Jesli kierujesz uwage do umyslu, do ktorego jest podlaczona dojarka, to zostajesz wydojony, proste. Ty uwazasz sie za niewiadomo jakiego geniusza, wiec przegapiasz wszystko.

Cytat:
Co myślisz o Michaelu Newtonie, wszystko to co pisał to postrzeganie wg. Konfederacji?


Nie znam tego goscia. Twoje rozkminy dotyczace relacji panujacych w tym calym "galaktycznym zoo" sa efektem dzialania negatywu klebowisk myslowych a wiec odpowiedz na te pytania nie przyblizy cie do prawdy.

Cytat:
Jak myślisz reinkarnacja dotyczy tylko osób w nią wierzących?


Czlowiek uspiony, ktory nie wierzy w reinkarnacje, identyfikuje sie z umyslem, ktory sprawi, ze po tzw. smierci zostanie przyciagniety do pokrewnych energii, ktore znow wrzuca go do tego swiata pod pozorem dalszego ksztalcenia sie, tak jak to juz dzialo sie z nim prawdopodobnie wczesniej. "Biale swiatelko w tunelu" prowadzi na Ksiezyc, ktory jest jakby matryca ludzkich mechanicznych zachowan. Taki czlowiek przegapi wszystkie mozliwe drogi wyjscia, ktore beda pojawialy sie przed nim.

Jesli buntujesz sie przeciwko reinkarnacji, "konfederacji swiatla", szarakom, gadom itd. to twoje negatywne emocje przyciagna cie do tych samych "panow karmy" i twoj bunt niczego nie zmieni. We wszechswiecie wszystko odbywa sie na zasadzie przyciagania.

Wtlaczanie raz za razem istot ludzkich w reinkarnacyjny mlyn to dzialania istot negatywnych wrogich czlowiekowi. Ale jak to napisal chyba Goethe w "Fauscie": "Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro."
Negatywne intencje istot wrogich czlowiekowi, gdy nie maja swojego punktu zaczepienia w postaci identyfikowania sie z umyslem, sprawiaja, ze sa one sila, ktora od tej reinkarnacji uwalnia raz na zawsze. Paradoksalnie dzieki tym istotom ludzie sa w stanie zakonczyc ta dluga podroz, zmienic sie w zywe diamenty i udac sie w podroz na Slonce.

Reinkarnacja istnieje dopoki jest sie rozszczepionym, rozszczepienie to zaburzenia postrzegania. Reinkarnacja wiec to efekt zaburzonego postrzegania, ale jest sie jej podleglym tak dlugo, jak jest sie rozszczepionym.

Cytat:
Dlaczego "nieskończoność/Bóg" na to pozwala?


Swiadomosc, ktora stoi za tym pytaniem, ktora zastanawia sie "dlaczego", to wlasnie jest nieskonczonosc/Bog.

Cytat:
pozwala mi skupic sie na sobie


Kto skupia sie na kim?

Akataleptos - 14 Maj 2012, 12:39

Cytat:
Przywroc cialo do zycia poprzez nieustanny swiadomy oddech. Jesli zlapiesz sie na tym, ze nie jestes swiadomy oddechu i zdenerwujesz sie tym, uswiadom sobie zdenerwowanie, nie przyklejaj sie do niego i znow oddychaj.
Zauwaz, ze nie jestes w stanie swiadomie oddychac, jednoczesnie bedac przykutym do mysli, interpretacji i opinii na temat innych, a przeciez to co nie oddycha, to nie zyje.


Mozna utrzymywac nieustanna swiadomosc oddechu, bedac aktywnym w zwyklym swiecie. Wystarczy przestawic sie na inny odbior. Rozmawiajac z kims, zamiast przykuwac sie do slow i ich interpretacji, nalezy przyjmowac informacje za pomoca calego ciala. Tak samo jest ze wszystkim. Dobrze jest odciazyc zmysl wzroku i wchlaniac calym cialem wrazenia z pozostalych zmyslow. Ludzie zbytnio sa uzaleznieni od patrzenia.

Chodzi o to, by to co nieswiadome uczynic swiadomym, nieswiadome zycia cialo uczynic swiadomym. W ten sposob uwalnia sie od ciala raz na zawsze, nie uciekajac od niego, lecz od srodka rozpracowujac jego iluzorycznosc.

Dobrze jest urzadzic sobie dluzszy post, powiedzmy, ze dwutygodniowy. Najrozniejsi asceci stosowali post po to, aby umartwiac cialo, ja natomiast proponuje cos odwrotnego, czyli za pomoca postu wniknac w cialo glebiej, uswiadomic sobie jego zywosc. Swiadomy post powoduje, ze najrozniejsze smieci i blokady z podswiadomosci zaczynaja wyplywac.
Nie symulowac zmeczenia, ruszac sie, wszelkie negatywne emocje uswiadamiac sobie i nie przyklejac sie do nich.

Akataleptos - 14 Maj 2012, 14:27

Najlepiej to zaczac od poczatku:

Kim jestes? Co jest w twoim zyciu teraz, tak bez zastanawiania sie.

Akataleptos - 14 Maj 2012, 18:54

Cytat:
Zawsze wszystko upraszczam


No wlasnie widze, ze tak to sobie wszystko zajebiscie uprosciles, ze:

Cytat:
Myślę bez przerwy, w głowie jeden wielki kłębek myśli z przerwami na przelotne TU i TERAZ (bez myślenia).


:D

Akataleptos - 14 Maj 2012, 19:29

Cytat:
Bo rozumiem szaraki stoją po drugiej stronie barykady i żywią się negatywną energią. Więc to wszystko to taka walka o emocje? A prawda leży gdzieś po środku?


Dlaczego po prostu nie puscisz tych gownianych mysli i samemu nie sprawdzisz jak to jest.
Podejrzewam, ze nigdy swiadomie nie zajrzales za kulisy teatru, jak ci sie wydaje, dlaczego? Czyzby nie z powodu tego bajzlu w glowie?
Rozkminiasz szarakow, gadow, konfederacje, ale myslenie o tym sprawia, ze nie jestes w stanie widziec. Nie wydaje ci sie to podejrzane? Kto sie boi je puscic, ty, czy obcy umysl w tobie?

Szarak moze teraz stac obok ciebie, a ty rozkminiajac go, czy jest taki albo sraki, nawet go nie zobaczysz :D
Istoty o ktorych piszesz maja ciebie, jako osobowosc, rozpracowana. Znaja ciebie lepiej niz ty sam. Nie zrozumiesz ich nigdy w ten sposob w jaki chcesz to zrobic, poniewaz jako osoba za ktora sie uwazasz, jestes pociagany przez nich za sznurki. Kolejny przyklad proby podskoczenia wyzej dupy. Ty jako osoba jestes zwykla sciera do wycierania przez kosmicznych cpunow, dociera? Ale masz w sobie sile, przy ktorej te wszystkie kosmiczne manipulacje sa niczym. Ty jako ego nie istniejesz, jestes tylko umyslowo/emocjonalna mechaniczna konstrukcja do ktorej przykuta jest uwaga, masz jakies dowody na swoja realnosc? Jak na razie nie udowodniles tego. Dawaj na ring :lol: , chetnie sie dowiem kim jestes i zadam ci kilka pytan.

Jak to powiedzial lider zespolu "siekiera", Tomasz Adamski:

Swiry do przodu, prochno za drzwi :D

Akataleptos - 14 Maj 2012, 21:39

Nie bedzie mnie na necie na troche, mozesz wykorzystac ten moment np. na wyprobowanie tych rad, ktore podalem i podzielic sie tym co z tego wyniklo. Mozesz tez to olac. Zarowno pierwsza wersja jak i druga jest mile widziana.
Akataleptos - 15 Maj 2012, 15:06

Zapomnialem dodac najwazniejsze: to ty jako osoba sprawiasz, ze istoty o ktore pytasz istnieja :P Oni istnieja jako podzieleni, ty uwazasz sie za jakas oddzielna jednostke i tylko dlatego jestes w stanie ich postrzegac, czy o nich myslec. To co jest caloscia, widzi tylko calosc. Tworzac projekcje na temat siebie, porzuconego przez cos, ktory moze cos karmic, tworzysz automatycznie cala armie demonow. Siedzac w srodku, moze to wydawac sie realne, ale nie ma to realnego bytu. Wystarczy odpowiedni filtr i w swiecie mozesz zobaczyc cokolwiek. Nieskonczonosc bawi sie w ten sposob, ze przebiera sie w jakiegos slabego, bezbronnego ludzika, szmaciana lalke w rekach kosmicznych tyranow, aby w pewnym momencie uswiadomic sobie, ze to niemozliwe. To wszystko jednak nie zniknie, gdy bedziesz sobie powtarzal jako osoba "tego nie ma" bo po prostu wyswietlisz etykietke na ekranie, musisz pozbyc sie projektora :lol:

To tylko przedstawienie, ciekawe i trudne, ale tylko przedstawienie i nie traktuj tego na serio. Mozesz brac w tym udzial, ale nie utozsamiaj sie z ta rola.
Nie traktuj tez osobiscie tego co do ciebie mowie, bo tez mialem tego typu "problemy" co ty, wiec smiejac sie z ciebie, smieje sie jakby z siebie. Ja jeszcze calkiem niedawno blagalem o przebaczenie Wujka Jehowe :lol:

Piosenka

Zobacz, siedzisz sobie w jakims pomieszczeniu, jestes swiadomy roznych obiektow, uswiadamiasz sobie je, wiec nie jestes nimi. Kiedy pojawia sie mysl, ze jestes tym i tym, jestes jej w taki sam sposob swiadomy w jaki swiadomy jestes obiektow w pokoju. Dlaczego wiec mialbys sie uwazac za jakas konstrukcje myslowa, a za telewizor juz nie. Czy swiadomosc moze byc postrzegana?

RedJohn - 16 Maj 2012, 10:04

Wybacz dłuższą absencję, nie miałem czasu zastanawiać się za bardzo :)
Jest w tym co mówisz jakiś sens. Dla mnie medytacja (oddech i jego świadomość) przychodzi bardzo trudno, co chwile łapię się na tym że jednak jakaś myśli gdzieś przelatuje.

Ponadto jeśli twierdzisz, że myśli to nie my to czym my jesteśmy?
To niezmiernie trudne nie identyfikować się z myślami, które wydają się być moje.
Co generuje myśli? Mózg? Obcy umysł?

Nie można pozbyć się myślenia, zawsze się coś myśli.
Ty też zanim napiszesz na forum to chyba pomyślisz co zamierzasz napisać?
To co piszesz nie jest Twoje? Jeśli nie jest Twoje to czemu się z tym identyfikujesz? Czemu tego nie odrzucisz jeśli nie jest Twoje?

Ostatnio nie daje mi spokoju myśl, co my tu na prawdę robimy. Zastanawiam się czy dążenie do czegokolwiek ma sens. Wiesz mam na myśli zarówno rozwój intelektualny, który defakto później może tylko przeszkadzać oraz jakieś powiedzmy dążenie do poprawy warunków materialnych. Jak mam np. traktować to życie na luzie, gdy np. nie ma co do gęby włożyć?

Akataleptos - 16 Maj 2012, 12:43

Nie wiem Karolku, ja nie znalazlem siebie w tym co pojawia sie i znika, a tobie juz sie udalo? Znajdz mi chociaz jednego czlowieka, ktory znalazl siebie w tych rzeczach i pozostal tam.
Kiedy zjawiska sie pojawiaja, to pojawiaja sie w "czyms", co jest ich swiadomym, co niczego nie odrzuca ani nie akceptuje i co ich nie tworzy. Wystarczy dojsc do tego punktu i system jest skonczony.


Cytat:
Co generuje myśli? Mózg? Obcy umysł?


Nie wiem co je generuje, jestem tylko swiadomy tego, ze pojawiaja sie i znikaja.

"Obcy umysl" to pojecie jak z jakiegos filmu sci-fi klasy b, ale tak nazywam cos, z czym czlowiek sie identyfikuje, a czym nie jest.

Jesli generujesz mysli, to powiedz w jaki sposob to robisz, jak je planujesz.

Cytat:
To co piszesz nie jest Twoje? Jeśli nie jest Twoje to czemu się z tym identyfikujesz? Czemu tego nie odrzucisz jeśli nie jest Twoje?


Gdybym cos odrzucal, jakas mysl, to znaczyloby to, ze moglbym to byc ja i musze z tym walczyc, aby sie tym nie stac. To, ze z czyms sie identyfikuje to juz twoje metne domysly.
Nigdzie nie znalazlem zadnego ludzika w glowie, ktory by tworzyl, kontrolowal i planowal mysli, dlaczego wiec mialyby byc moje?

Dlaczego nie odpowiesz na pytanie: kto skupia sie na kim?

Cytat:
Jak mam np. traktować to życie na luzie, gdy np. nie ma co do gęby włożyć?


Mozna swiadomie wpieprzac schabowego i nieswiadomie glodowac.

Cytat:
Ty też zanim napiszesz na forum to chyba pomyślisz co zamierzasz napisać?


Mysli sie mysla, ale czy to ja musze myslec nimi?

Cytat:
Ostatnio nie daje mi spokoju myśl, co my tu na prawdę robimy.


Z tego co widze to robimy sobie jaja :)

RedJohn - 16 Maj 2012, 14:54

Akataleptos napisał/a:
Dlaczego nie odpowiesz na pytanie: kto skupia sie na kim?


No ja na sobie :)

Powiem Ci Grzegorzu, że nic a nic z tego nie rozumiem ;)

Akataleptos - 16 Maj 2012, 14:58

"Ja" - swiadomosc, skupia sie na "sobie" czyli myslach albo ciele?

Cytat:
Dla mnie medytacja (oddech i jego świadomość) przychodzi bardzo trudno


To nie sa cwiczenia oddechowe, ktore wykonujesz, lecz oddech ktorego jestes swiadomy.

Akataleptos - 16 Maj 2012, 15:17

Mowiac o tym, ze nalezy pozbyc sie projektora nie chodzi mi o samobojstwo, bo to nie naprawia niczego :P Poprzez samobojstwo czlowiek tylko umacnia projekcje na temat siebie, a nie pozbywa sie ego. Nie mozna uwolnic sie od czegos, odrzucajac to, bo odrzucajac tylko potwierdza sie to, ze moze sie tym byc.

Istnieja nieudacznicy, czy tylko fale nieudacznictwa?

Akataleptos - 16 Maj 2012, 16:12

Mnie tez czasami dopadaja rozne klebowiska myslowe, imitujace tez mysli glebsze, do ktorych sie przylepie, czasami tutaj tez cos sie przemyci z tego, ale wystarczy uswiadomic sobie ich tlo i rozplywaja sie w nim, jakby niczyje nie byly. Uprawiam takie kosmiczne aikido. Dlatego tez prosze nie wierzyc w to co mowie, tylko uswiadamiac sobie to :P
Akataleptos - 16 Maj 2012, 20:08

Najciekawsze jest to, ze mysli sa o wiele bardziej poukladane i trafniejsze, gdy pojawiaja sie same, bez utozsamiania sie z nimi, bez wyobrazania sobie jakiegos ludzika w centrum, ktory je generuje.

Moje pisanie odbywa sie bardzo prosto.
Czytam np. twoja odpowiedz, pojawiaja sie rozne mysli, uswiadamiam sobie je w ciszy, jedne odplywaja gdzies tam w dal, a to co zostalo, to zostaje i to pisze :P Najczesciej edytuje wielokrotnie, w taki sam sposob. Czasami napisze za szybko i to co by odplynelo, zostaje zmieszane z tym co by zostalo. Nie ma w tym mnie, ktory cos tutaj robi i jesli sprawdzisz swoje wlasne mysli, wtedy tez zobaczysz, ze siebie w nich nie znajdziesz, ze planowanie przez jakiegos kontrolera to iluzja. Sa mysli o tym, ze jest jakis kontroler i to utozsamianie sie z nimi powoduje powstawanie tych klebowisk. Jesli uswiadomisz sobie iluzje kontrolera, wtedy klebowiska rozpuscisz. Dopiero wtedy mozna zaczac uzywac rozumu w zdrowy sposob, kazdy geniusz ci to powie, wiec nie ma sensu robic z siebie jakiegos obroncy rozumu, ktory broni sie przed ciemnota :P

Akataleptos - 17 Maj 2012, 00:53

Cytat dnia :P
RedJohn - 17 Maj 2012, 09:47

Co Ci da świadomość oddechu, kiedy jest jeszcze tyle nieświadomych procesów... bicie serca, odruchy bezwarunkowe, odnowa komórek, trawienie i wiele wiele innych :)
Akataleptos - 17 Maj 2012, 10:57

Komu ma cos dac? Unikasz odpowiedzi na pytania, na ktore predzej czy pozniej bedziesz musial odpowiedziec.

Cytat:
"Ja" - swiadomosc, skupia sie na "sobie" czyli myslach albo ciele?


Co ci da odpowiedz na pytanie, ktore zadajesz, skoro jest jeszcze proces rozkladu ciala, z ktorym sie identyfikujesz?
To nie ty masz sprawic, ze zaczniesz kontrolowac procesy dokonywane przez inna sile niz ty, bo to niemozliwe, lecz uswiadomic sobie to co jest nieswiadome i przez to sprawic, ze to co nieswiadome znika. Cialo te produkt nieswiadomosci.

Akataleptos - 17 Maj 2012, 11:49

Jesli bedziesz rozkminial jak kontrolowac komorki, to nie bedziesz mogl uswiadomic sobie oddechu, ktory sprawi, ze kazda komorka ciala zostanie ozywiona i uzyska swiadomosc.
Akataleptos - 17 Maj 2012, 14:14

Cytat:
To niezmiernie trudne nie identyfikować się z myślami, które wydają się być moje.


Jak ty mozesz przestac identyfikowac sie z myslami, jesli to za kogo sie uwazasz to mysl z ktora sie identyfikujesz?

Akataleptos - 17 Maj 2012, 15:37

Cytat:
Przejdz sie na cmentarz, przypatruj sie tym wszystkim nazwiskom, datom urodzenia i smierci, zniczom, pozniej usiadz i uswiadom sobie, ze to co myslisz o sobie, ze tym jestes, to napis na nagrobku, to co podtrzymuje te wyobrazenia to blokada splotu slonecznego, ktora jest jak znicz, a trumna jest cialo fizyczne, w ktorym gniezdzi sie robactwo.
Wieczorem jak bedziesz w miejscie to spojrz na blokowiska/trumny z zapalonymi swiatlami/zniczami w mieszkaniach.


Swiatoslaw Nowicki - O tym, ze Chrystusa juz tak naprawde z nami nie ma

Swiatoslaw Nowicki napisał/a:
Dobry Pasterz to martwy pasterz. Świadczą o tym słowa Zachariasza (13, 7): „Ocknij się, mieczu, przeciwko mojemu pasterzowi i przeciwko mężowi – mojemu towarzyszowi! – mówi Pan Zastępów. – Uderz pasterza i będą rozproszone owce. Ja zaś zwrócę swoją rękę przeciwko maluczkim.” Nawiązuje do tego Mateusz (26, 31): „Wtedy mówi do nich Jezus: Wy wszyscy zgorszycie się ze mnie tej nocy; napisano bowiem: Uderzę pasterza i będą rozproszone owce trzody.”

A wyjaśnia sprawę Jan (16, 7): „ Lecz ja wam mówię prawdę: Lepiej dla was, żebym ja odszedł. Bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie, jeśli zaś odejdę, poślę go do was.” Wiadomo: to odejście dokonało się poprzez śmierć na krzyżu, po trupie (to ptoma = 37 x 43) Jezusa jako żywego pasterza (poimen = 6 x 43). Bo, jak powiedziałem, dobry pasterz to martwy pasterz. Pisałem już o tym. Gematria imienia Jezus (888) jest taka sama jak gematria wyrażenia „martwe Słowo”: Ho nekros Logos.


Niedobrze, mieszkam w bloku 8, mieszkanie 35 (numerologicznie 8 ) i moja data urodzenia to numerologicznie 8 :P

Ale to jest tylko jak Ksiezyc, za ktorym kryje sie:

Cytat:
ZATEM JESTEM NAZYWANY HERMES POTRÓJNIE-UKORONOWANY, POSIADAJĄC TRZY CZĘŚCI MĄDROŚCI CAŁEGO ŚWIATA

RedJohn - 17 Maj 2012, 17:31

Dlaczego świadomość oddechu jest ważniejsza od innych nieświadomych procesów?

Ok. załóżmy że myśli nie są moje i myślą się same :) To czym jestem jak nie ta kupą charakteru? kto za mnie myśli. Odpowiesz mi... Czy musisz czymś być? No gdzieś coś chyba jest i ja też chyba tym jestem, skoro nie musze być czymś to mnie nie ma? to tez jest stan.

Akataleptos - 17 Maj 2012, 18:34

Dlatego, ze gdy widzisz nieprzytomnego na ulicy, to robisz mu najpierw sztuczne oddychanie, bo dopiero pozniej jest sens zajmowac sie np. zlamana noga. Jesli masz trupa, to noga jest juz niewazna.

Gdy mowisz: ja skupiam sie na sobie, to swiadomosc skupia sie na mysli, albo ciele, za ktore sie uwaza? Jesli tak, to jak swiadomosc to robi? Robi w ogole cokolwiek aby sobie cos uswiadomic?
Gdy zabierzesz "na sobie" to "ja" znika? A w nocy poczas snu bez marzen istniejesz czy nie istniejesz? Moze swiadomosc wtedy jest, tylko nie ma drugiego czlonu, czyli "mnie".

Stan snu bez marzen obecny jest rowniez po przebudzeniu, z ta roznica, ze dochodzi "mnie".

Akataleptos - 17 Maj 2012, 19:08

Cytat:
Cialo te produkt nieswiadomosci.


Ludzkosc poczeta w akcie nekrofilii :P

To dlatego mowi sie: cud narodzin ;)

RedJohn - 17 Maj 2012, 19:41

Akataleptos napisał/a:
Dlatego, ze gdy widzisz nieprzytomnego na ulicy, to robisz mu najpierw sztuczne oddychanie, bo dopiero pozniej jest sens zajmowac sie np. zlamana noga. Jesli masz trupa, to noga jest juz niewazna.



Grzegorzu czy Ty tego nie dostrzegasz, że to się kupy nie trzyma?
A co jeśli ktoś ma zatrzymanie akcji serca? To chyba sie robi masaż serca :)

Dlaczego mamy skupiać sie na oddechu? Serce jest równie ważne. Może skupiajmy się na pulsie serca? :)

Nie twierdze, że świadomość oddechu to jakaś bujda na resorach, może faktycznie pomaga to się oświecić co poniektórym :)

Można sobie zwiększać świadomość a to kontrolując oddech, a to skupiając się na sercu, ale jest jeszcze sporo innych procesów, można sobie spróbować je również uświadomić. Pewnie poszerzy to świadomość... Tylko nie wiem po co.

Zgodze sie z tym, że skupiając świadomość na czymś pierwotnym, można superowo sie wyciszyć, może nawet zobaczyć coś, doświadczyć czegoś. Ot takie zwolnienie i odpoczynek od codziennych spraw.


PS.mi się świadomoć kojarzy z jakimś ładunkiem energii, który postrzega, doświadcza siebie i otoczenie. I ten ładunek którym jestem uważam, że jest zdolny nie tylko do doświadczania, ale też do odczuwania i być może nawet myślenia... Nie umiem sobie wyobrazić siebie inaczej :) Może tu jest pies pogrzebany :)

Akataleptos - 17 Maj 2012, 20:00

Cytat:
PS.mi się świadomoć kojarzy z jakimś ładunkiem energii, który postrzega


A ladunek energii jest postrzegany przez kogo?

Cytat:
Dlaczego mamy skupiać sie na oddechu? Serce jest równie ważne. Może skupiajmy się na pulsie serca?


To nie my sie skupiamy na oddechu, tylko swiadomosc oddechu jest. To nie my sie wyciszamy, to cisza jest i to niezaleznie od tego, czy jestes pograzony w codziennych sprawach, czy "sobie powiekszasz".

Cytat:
Można sobie zwiększać świadomość


A kto bedzie swiadomy, ze swiadomosc sie poszerzyla?

RedJohn - 17 Maj 2012, 20:12

Nie zadawaj mi takich pytań bo nie wiem co mam na nie odpowiedzieć, pogubiłem się. Jakto kto JA ;)
Akataleptos - 17 Maj 2012, 20:43

Fajnie jest byc takim postrzegajacym ladunkiem energii? ;) Ja nie wiem kim jestem i jest fajnie.

Kiedy czlowiek przestaje gadac ze soba w myslach, to swiadomosc oddechu jest pierwsza rzecza, ktora sie pojawia i ktora przywraca cialo do zycia. Oddech nie jest niczym szczegolnym co jest konieczne do zbawienia, po prostu sie pojawia samoistnie.

Jak juz sobie poszerzysz to daj znac :)

RedJohn - 17 Maj 2012, 21:00

Aleś Ty zabawny Jarku. :)
Akataleptos - 17 Maj 2012, 21:08

Swiadomosc to to, co nie moze byc postrzegane przez cos, nawet przez sama siebie, poniewaz to co jest postrzegane, jest uswiadamiane sobie przes swiadomosc :lol: Tak jak oko nie moze siebie zobaczyc, ani dlon uscisnac sama siebie. Dlatego tez swiadomosc to nieskonczona tajemnica, ktorej odkrywanie trwa od wiecznosci i nigdy nie jest blizej konca jej odkrycie.
Kiedy piszesz, ze swiadomosc to ladunek energii, to ten ladunek energii jest nim dlatego, ze cos go sobie uswiadamia, wiec sam w sobie nie moze lezec u podloza wszystkiego.
Kiedy piszesz, ze swiadomosc sie poszerza, to cos musi sobie uswiadamiac, ze sie poszerza, wiec nie moze to lezec u podstawy wszystkiego.
To nie jest ani jakis byt, ani nicosc, nie jest to ani pasywne ani aktywne. Nie moze to byc tez "obserwator" bo obserwator to kolejna rzecz do doswiadczenia.
Absolut to nie jest cos z czym istoty lacza sie w siodmym wymiarze po dlugiej wedrowce. Przeciez musi byc cos, co jest swiadome, ze sie zlaczylo z czyms :lol:

Wystarczy to odkryc i czlowiek juz nigdy nie poczuje sie niczym zagrozony.

Akataleptos - 17 Maj 2012, 21:53

Trzeba rozbudzic w sobie nastroj wojownika, ktory nie rozmysla nad kolejnym ruchem, bo kiedy analizujesz wszystko, to zanim zdazysz dokonac analizy tego, co powinienes zrobic aby wygrac, dostajesz w twarz i lezysz nieprzytomny.
Rozkminianie sensu zycia sprawia, ze jestes ciezki jak radziecka lokomotywa. Sensem zycia jest samo zycie. Spelnienie, ktorego szukasz, to to co jest swiadome, ze szukasz. Zapomnij o wszystkim.
Pytales, czy moze nie rzucic tego wszystkiego i nie zaczac po prostu zyc chwila. To prawda, ale wyczulem, ze jest to bardziej chec wyrzucenia z siebie negatywnych emocji zwiazanych z nieudanymi poszukiwaniami "drogi zycia". Nie chodzi o jakis hipisowski bunt, zyj intensywnie, umieraj mlodo, czy cos w tym stylu. Zyj chwila, ale niech to bedzie swiadome i bez utozsamiania sie z jakas rola, rola ofiary, nieudanego poszukiwacza, czy czegos tam.
Musisz byc kims? Jakims kontrolerem mysli, posiadaczem ciala, ladunkiem energii, calym tym gownem ezoterycznym itd.? Musi byc cos, czego trzeba sie uchwycic i to zatrzymac? Nie znajdziesz siebie nigdy w tym co pojawia sie i znika, to co pojawia sie i znika nie jest realne i nie jest toba.

Akataleptos - 17 Maj 2012, 23:11

Nie poszerzysz "swojej" swiadomosci, mozesz co najwyzej nadmuchac balon wyobrazen.
Akataleptos - 17 Maj 2012, 23:56

Wszystko co zostaje to smiech. :lol:
RedJohn - 18 Maj 2012, 09:41

Chyba jestem z innego Świata bo nie jarzę tego filmiku :)
Akataleptos - 18 Maj 2012, 11:59

Ego pyta sie, czy kiedy sie juz pozbedzie, to doswiadczy jakiegos stanu, ktorego bedzie moglo doswiadczyc, a ktory juz sie dzieje lecz jest niedostrzegalny z powodu swoich poszukiwan :P
Zawsze w centrum musi siedziec jakis ludzik, ktory powie "ja tego doswiadczam", a ten ludzik jest jedyna przeszkoda. Ego pyta sie, czy po pozbyciu sie siebie, nie wroci aby poszukac czegos stalego. Ego szuka bezwarunkowej milosci aby moc powiedziec "kocham tak bezwarunkowo", lecz warunkiem jest jego siedzenie w srodku, by moc to powiedziec.

Zauwaz, jak strasznie boi sie swiadomego oddechu i kombinuje na ten temat, bo wtedy uswiadomilbys sobie, jak ogromna ilosc wirusow zostalo ci wgrane, tysiace bezuzytecznych i wzajemnie sprzecznych tozsamosci wysysajacych energie.
A tak to masz rozkminy, dlaczego nie serce, dlaczego nie puls, ze moze to dobre dla innych, ze to fajne dla wyciszenia i odpoczynku od "codziennych spraw" i moze wgrywac nadal swoje programy. Gdybys uswiadomil sobie cala ta gadanine jako cos, czym nie jestes, to swiadomosc oddechu przyszlaby samoistnie i z kazdym wydechem zostaloby wyrzucone cos z tego, co zostalo wgrane.

Akataleptos - 18 Maj 2012, 12:33

Tak sie z tym postepuje :lol:
RedJohn - 18 Maj 2012, 13:38

Dobra to powrót do korzeni. Czym jest EGO?
Akataleptos - 18 Maj 2012, 14:33

A kto pyta? Kto chce zrozumiec czyms jest ego? :lol:
Nie mozna zrozumiec ego, tak samo jak nie mozna zrozumiec, ze 2+2=5

RedJohn - 18 Maj 2012, 14:44

To o czym my w ogóle rozmawiamy skoro nie wiadomo czym jest?
Skoro posługujemy się nazwą EGO to chyba powinniśmy określić czym jest? żebyśmy wiedzieli czym nie jest :)

Akataleptos - 18 Maj 2012, 14:47

A jesli pisze, ze 2+2=5, to powinienem opisac jak to mozliwe?
Akataleptos - 18 Maj 2012, 14:52

Ego to wlasnie ta sprzecznosc, ze kiedy mowisz: jestem cialem, to nie wiesz jak zrobic z cialem cokolwiek, ze kiedy mowisz, ze mozesz zaplanowac mysli, to nie zaplanowales tego stwierdzenia, ze kiedy mowisz, ze jestes wszystkim, to nie wiesz co sie dzieje na Sloncu.
To sprzecznosc, ktora pojawia sie i znika w swiadomosci, jak kazda inna rzecz.

Nie mozna napisac, czym ego jest, bo ego pojawia sie i znika, a swiadomosc jest.

Akataleptos - 18 Maj 2012, 15:57

Jeszcze inna sprzecznosc, ostatnio coraz bardziej popularna to ta, gdy mowi sie: ja nie jestem tym cialem, jestem wieczna energia .. a kiedy z cialem dzieje sie cos nie tak, to uwaza sie za poszkodowanego :lol: Odrzucajac cialo tylko potwierdza sie, ze moze sie nim byc, trzeba walczyc aby sie nim nie stac i ciagle pozostaje przeszkoda, ciagle sie do niego wraca, aby w koncu sobie uswiadomic, ze nie jest realne.

Mialem do czynienia juz z takimi "podroznikami astralnymi" ktorzy tak pieknie mowili o wolnosci, a jak sie wjechalo na ich ambicje, to wylewal sie caly ten smietnik zwiazany z przywiazaniem do ciala.

Akataleptos - 18 Maj 2012, 18:13

RedJohn a ty jako postrzegajacy ladunek energii pogniewalbys sie, gdybym powiedzial, ze jestes efektem nudnego dupczenia? :)

Gdyby ktos powiedzial, ze jestem beznadziejnym pilkarzem, to nie mogloby to mnie ruszyc, bo nie gram w pilke. Jesli ktos twierdzi, ze nie jest cialem, to obrazanie, czy zranienie ciala nie moze go poruszyc. Trzeba traktowac rzeczy w taki prosty sposob.
To tak jak z "ukrzyzowaniem Chrystusa". Chrystus to nie cialo, wiec nie mogl zostac ukrzyzowany. Ukrzyzowana zostala skorupa, automatyzm egotycznych zachowan. To byl taki drastyczny pokaz, jak bardzo bez znaczenia jest to, za co ludzie sie uwazaja. Koscioly nie czcza Chrystusa, bo on nie moze byc czczony. Koscioly czcza Iron Mana :P

Akataleptos - 18 Maj 2012, 20:55

Cytat:
Ok. załóżmy że myśli nie są moje i myślą się same :) To czym jestem jak nie ta kupą charakteru? Kto za mnie myśli.


To nie jest zalozenie, to rzecz do sprawdzenia.

Ktos ci powiedzial, ze jestes tym i tym, ze jestes myslicielem i kontrolerem ciala, a teraz chcialbys, zeby jakis koles z internetu z okiem orla w awatarze powiedzial ci kolejna koncepcje w ktora sobie uwierzysz na jakis czas, dopoki jakis miszcz nie powie ci czegos nowego?

Co jest teraz w twoim zyciu, bez zastanowienia. Robisz cokolwiek aby widziec otoczenie wokol?

RedJohn - 18 Maj 2012, 22:29

Akataleptos napisał/a:
RedJohn a ty jako postrzegajacy ladunek energii pogniewalbys sie, gdybym powiedzial, ze jestes efektem nudnego dupczenia? :)


Masz prawo myśleć co Ci się żywnie podoba :)
Nie obraziłbym się, ale z pewnością, nie wdawałbym się już z Tobą w dyskusję.

Akataleptos napisał/a:
Ktos ci powiedzial, ze jestes tym i tym, ze jestes myslicielem i kontrolerem ciala, a teraz chcialbys, zeby jakis koles z internetu z okiem orla w awatarze powiedzial ci kolejna koncepcje w ktora sobie uwierzysz na jakis czas, dopoki jakis miszcz nie powie ci czegos nowego?


Fajnie sie z Tobą rozmawia, choć nie rozumiem Twoich ideii, nie jesteś dla mnie guru, nie podchodzę do tego w ten sposób. Lubie popatrzeć na świat z innej perspektywy, sprawia mi to przyjemność i mogę dzięki temu doświadczyć czegoś nowego. Ty też wiele razy zmieniasz zdanie, nie ma w tym nic złego.

Akataleptos napisał/a:
Co jest teraz w twoim zyciu, bez zastanowienia. Robisz cokolwiek aby widziec otoczenie wokol?


Niestety zwykle analizuję, tak wiem nie jest to dobre, ale pracuje nad tym :)

Akataleptos - 18 Maj 2012, 22:46

Ales ty grzeczny :)
To z tym dupczeniem to mowie powaznie. Zdecydowana wiekszosc ludzi zostala poczeta w stanie wielkiej nudy, a poprzez utozsamianie sie z cialem taki czlowiek jest zwyklym miesem armatnim. Musi wiec nadrobic to niedojebanie poprzez gromadzenie w sobie energii seksualnej, dzieki czemu bedzie mial paliwo konieczne do wyniesienia sie w gwiazdy.
Dopoki bedziesz marnotrawil ta energie, bedziesz wlasnie takim niedojebkiem poszukiwaczem :)

Jak to ze wszystkim, nie chodzi o to by gardzic popedami, lecz uswiadamiac je sobie, nie przykuwac do nich uwagi, dzieki czemu wszystko uklada sie tak jak powinno byc.

Nie pytam o to co robisz zwykle, tylko co jest teraz. Co jest teraz w twoim zyciu, czy widzac otoczenie wokol siebie, robisz cos aby je widziec, czy nie ma tu ciebie robiacego widzenie? Czy ty jako koncepcja w umysle twierdzaca, ze jest wykonawca czynnosci i ich swiadkiem, jestes tu do czegos potrzebny? A jesli nie jestes potrzebny do tego, by doswiadczac wrazen ze swiata, to do czego jestes potrzebny? Aby istniec? Orly jakos nie maja zdania na swoj temat i na temat swiata, a zyja i zyja pieknie.

To tylko automatyczny umysl zniknie ze swoimi reakcjami ratujacymi go przed unicestwieniem, zycie pozostanie zyciem.

Cytat:
jestem .wszystkim.


Jestes wszystkim, czy wszystko jest i jest swiadomosc tego?

RedJohn - 19 Maj 2012, 10:11

Hehe może jest tak jak piszesz, nie sądze jednak by to w jaki sposób ktoś/coś zostało poczete miało wpływ jakis wiekszy na niego, to czysta biologia, pierwotne instynkty :) Osobiscie nie wyobrazam sobie wstrzemieźliwości, wiec moze jestem jednym z tych mies armatnich :) choć nie bawi mnie już to jak kiedyś :P nie ten poziom testosteronu co za mlodzienczych lat :)

Mam jednak wrazenie ze oceniasz ludzi, chyba ze celowo to opisales zeby mi cos zobrazowac.

Jak moje JA, EGO postrzega świat? Ano Świat jest gdzieś się kręci, każdy ma prawo myslec co chce, jego sprawa :) Jesli to za bardzo we mnie nie ingeruje to sie kręci i staram sie nie oceniac i nie zwracać na to uwagi. Po prostu jest i nic z tym nie robie, bo po co? Samo sie robi :)

Akataleptos - 19 Maj 2012, 12:19

Fajny belkot :)
Akataleptos - 19 Maj 2012, 13:25

Ego to taki mechaniczny komentarz pojawiajacy sie rownolegle do swiadomosci zdarzen. Komentator nie jest tworca tego o czym mowi i nie jest zdolny do tego, by komentowac zdarzenie w tym samym momencie, kiedy ono sie rozgrywa. Jest zdolny mowic tylko o tym, co sie wydarzylo, moze to robic tak szybko, ze daje to zludzenie jakby on i chwila terazniejsza to jednosc. Gdyby jednak przjrzec sie temu w zwolnionym tempie, to zawsze komentarz i doswiadczenie troche sie "rozjezdza".

Widac pokoj, jest samo doswiadczenie widzenia, po ktorym bardzo szybko pojawia sie glos w umysle "ja patrze", ale to nie glos jest tworca swiadomosci widzenia, to chyba oczywiste. Tak jak Szaranowicz mowiac, ze Puyol podaje pilke Messiemu nie sprawia, ze to sie dzieje przez niego. Pilka zostalaby podana niezaleznie od komentatora.

Umysl generuje rowniez interpretacje "lubie to" i "nie lubie tego" i przyklejajac sie do ktorejs z nich sprawia sie, ze po pojawieniu sie zdarzenia skrajnie odmiennego pojawia sie rownolegle do niego cierpiacy komentator.
Taki Szaranowicz, jesli od poczatku meczu bedzie widocznie kibicowal ktorejs z druzyn, to jesli ta druzyna przegra, widzowie beda cierpiec z powodu dzialania samego komentarza z ktorym sie utozsamili. Gdyby komentarza nie bylo, nie byloby zawodu.

Wystarczy uswiadomic sobie komentatora zdarzen, nie zasilac go swoja uwaga, a jego baterie wyczerpia sie samoistnie.
Wiekszosc ludzi zyje prowadzona przez mechaniczny glos w glowie, ktory nie jest nimi, ktory nie ma zadnej mocy poza tej danej przez ich wlasna uwage! Czy to nie jest komicznie straszne?

Ale to jeszcze nie koniec! Nie ma zadnego meczu, nikt nie przegrywa i nie wygrywa, to komentarz sam w sobie sprawia, ze czlowiek widzi mecz :lol:

RedJohn - 19 Maj 2012, 13:30

Skoro to co ja pisze to jest bełkot, to nie wiem jak nazwać Twój komentarz, który tylko pewnie Ty rozumiesz i inne podobne dziwadła :)
Akataleptos - 19 Maj 2012, 13:50

Cytat:
nie sądze jednak by to w jaki sposób ktoś/coś zostało poczete miało wpływ jakis wiekszy na niego, to czysta biologia, pierwotne instynkty


Jesli ktos utozsamia sie z cialem, to wplyw jest chyba duzy, bo kim bys byl, gdyby twoi rodzice byli kims innym?

Cytat:
Osobiscie nie wyobrazam sobie wstrzemieźliwości


Nie chodzi o wstrzemiezliwosc, tylko o to, ze ludzie nie uprawiaja sexu, tylko wydalaja z siebie negatywne emocje tak jakby szli do kibla. Mozna uprawiac sex, nie marnotrawiac energii, zachowujac ja w sobie.

Cytat:
Jak moje JA, EGO postrzega świat?


Czyje jest ego? Wychodzi na to, ze jest ego i jestes ty, ktory je ma. To jest was co najmniej dwoch. A moze jedno i drugie to ego komentujace samo siebie jako kogos, co posiada?

RedJohn - 19 Maj 2012, 13:56

Akataleptos napisał/a:
Jesli ktos utozsamia sie z cialem, to wplyw jest chyba duzy, bo kim bys byl, gdyby twoi rodzice byli kims innym?


Ty się nie utożsamiasz z ciałem? Może nie zostałeś poczęty? :) A może zostałeś poczęty z prawdziwej miłości a nie z nudy i dzięki temu możesz teraz być guru?

Przecież to komincznie brzmi HAHAHAAHAHA :)

Akataleptos - 19 Maj 2012, 14:00

Jestes tchorzem, ktory boi sie odpowiedzi na pytania.

Jestes cialem, czy cialo jest? Czy to nie jest tak, ze cialo jest, a "jestem nim" to komentarz w glowie? Jesli jestes nim to powiedz jak to robisz, ze ono dziala.

RedJohn - 19 Maj 2012, 14:04

Ja po prostu nie znam odpowiedzi na to pytanie :)
Nie umiem nawet zdefiniować EGO.
Nie wiem kim jestem i co tu robię...

Akataleptos - 19 Maj 2012, 14:18

Cialo zostalo stworzone, ale swiadomosc doswiadczajaca ciala nie jest nim i nie zostala stworzona.
Ja jako osoba, ktora bylaby cialem, to sprzecznosc niemozliwa do zaistnienia, bo w zaden sposob tego ciala nie jestem w stanie kontrolowac. Narodziny, smierc, ponowne narodziny itd. to wszystko powstaje na tej sprzecznosci, ktora jest jak 2+2=5, dlatego tez nigdy realnie nie moglem sie urodzic, ani nie moge realnie umrzec, jedynie wirtualnie.

Akataleptos - 19 Maj 2012, 14:32

Chodzi wiec o to, by juz podczas zycia w ciele przezyc z pelna swiadomoscia smierc tozsamosci pozbawionej jakiekolwiek mocy.
Akataleptos - 19 Maj 2012, 17:38

Cytat:
Nie wiem kim jestem i co tu robię...


Moze nie istniejesz i tak naprawde to nic nie robisz?
Napisalem cos, pojawily sie u ciebie rozne emocje, ale mechaniczny komentator w glowie powiedzial "to ja jestem, ktory czuje, ze nie wiem kim jestem i co tu robie", przykleiles sie do tego i napisales to. To jestes ty?

"Ty" szukajac czegos zakladasz, ze znajdziesz cos, co bedziesz mogl spostrzec i powiedziec, ze juz wiesz, ze tym jestes. A co jesli to kim jestes nie jest mozliwe do spostrzezenia?

To jest wlasnie wolnosc, kiedy wiesz, ze nie jestes ani kims ani czyms, nigdy sie nie narodziles, wiec nie mozesz umrzec, nie ma powodzen i porazek, sa tylko fale o roznej intensywnosci. Fale nieudacznictwa, fale szczesliwosci, fale halasow, ale nic nie jest w stanie zniszczyc tego kim sie jest u samej podstawy. To nie jest ani byt, wiec nie moze zniknac, nie jest to nicosc, wiec nie pojawi sie aby zaklocic spokoj.

RedJohn - 19 Maj 2012, 18:32

Nie wiem kolego, może tak właśnie jest jak piszesz :)

Trudno sobie wyobrazić ze mnie nie ma jak jestem powłoką fizyczną, coś czuje, jakieś emocje. Wiec gdzieś jestem i jakos sie manifestuje. Trudno wiec powiedziec ze mnie nie ma.

Piszesz ze
Akataleptos napisał/a:
kim sie jest u samej podstawy

i nic nie moze tego zniszczyc, wiec jednak ktoś, gdzieś jest.

Akataleptos - 19 Maj 2012, 18:51

Czyli chcesz doswiadczyc nie-istnienia, aby w tym stanie powiedziec "to jestem ja, ktory doswiadczam nie istnienia". Slyszysz sam siebie?

Cytat:
Wiec gdzieś jestem i jakos sie manifestuje.


To co uwazasz za siebie istnieje, tak jak 2+2=5 istnieje jako np. napis na kartce, ale nie istnieje prawdziwosc tego, co te rownanie chcialoby soba przedstawic. Ego istnieje, istnieje jako wyobrazenie o kontrolerze np. ciala, mysli itd. ale to tylko wyobrazenie, ktore nie przedstawia niczego prawdziwego.

Cytat:
wiec jednak ktoś, gdzieś jest.


Ale ty nigdy sobie tego nie uswiadomisz, nigdy tego nie doswiadczysz, poniewaz jestes uswiadamiany sobie przez "to", co nie jest czymkolwiek :P

RedJohn - 19 Maj 2012, 19:13

Kompletnie nie mam pojęcia o czym Ty piszesz :)
Czasem mi się wydaje jakbyśmy pisali o zupełnie innych sprawach.
Może Ty myślisz, że ja tak myślę i o to mi chodzi, a mi chodzi o coś zupełnie innego?

Kto powiedział, ze chce doświadczyć nieistnienia, ja właśnie neguję nieistnienie siebie, bo istnieję :) To Ty cały czas piszesz, że nie istniejesz. Może Ty nie istniejesz, ja istnieje, przynajmniej w formie fizycznej na pewno.

Akataleptos - 19 Maj 2012, 19:19

Cytat:
Kto powiedział, ze chce doświadczyć nieistnienia


Cytat:
Trudno sobie wyobrazić ze mnie nie ma


Jak ty mozesz sobie wyobrazic, ze cie nie ma?

Cytat:
bo istnieję


To mozemy zweryfikowac. Kim jestes?

Cytat:
ja istnieje, przynajmniej w formie fizycznej na pewno.


W ktorym miejscu tej formy fizycznej istniejesz? Zlokalizuj sie.

Kiedy mowisz: samochod, to mozesz wskazac na samochod, kiedy mowisz: drzewo, to mozesz wskazac na drzewo, kiedy mowisz: ja, to na co wskazujesz? Na wyobrazenie w umysle twierdzace o sobie, ze jest cialem? No to istniejesz jako sprzecznosc, bo cialem nie umiesz kierowac.

RedJohn - 19 Maj 2012, 19:22

Akataleptos napisał/a:
Moze nie istniejesz i tak naprawde to nic nie robisz?


To była odpowiedź do pytania.

RedJohn napisał/a:
Trudno sobie wyobrazić ze mnie nie ma


:)

Akataleptos napisał/a:
No to istniejesz jako sprzecznosc, bo cialem nie umiesz kierowac.


Pewnymi procesami umiem kierować.

Akataleptos - 19 Maj 2012, 19:26

Aby umiec poruszyc palcem musialys umiec kierowac ukladem nerwowym, miesniowym, kostnym, krwionosnym itd. a zaloze sie, ze nie umiesz.
Palec sie porusza, pojawia sie komentarz w umysle "poruszylem palcem". Ale to tylko komentarz, ktory nie przedstawia zadnej prawdy.

Jestes ukrzyzowany, nie masz zadnej mocy zrobienia czegokolwiek jako osoba za ktora sie uwazasz.

Czesto sluchajac ludzi, czy tez siebie, slysze jakby "metalicznosc" tego, jakby echo nastepujace ulamek sekundy po slowie, co jest dosc przerazajace. Ale czy to co nie jest prawdziwe, moze byc prawdziwie przerazajace?
Ludzie maja wirtualnych sobowtorow i jesli chca byc wolni, musza pozwolic im zginac.

Akataleptos - 19 Maj 2012, 20:18

Kim jestes RedJohn? Najpierw biadolisz, ze nie masz pojecia kim jestes, aby nastepnie stwierdzic w akcie obrony, ze istniejesz z pewnoscia i to w formie fizycznej. Gdzie jestes w tej formie fizycznej? Miedzy uszami, ze sluchawkami na uszach, przy panelu dowodzenia?
Akataleptos - 19 Maj 2012, 21:10

Ja tylko pisze, ze jestes nieskonczony i wystarczy puscic te niepotrzebne ciezary.
Nie musisz nic zrobic, aby stac sie niesmiertelnym, wystarczy pozwolic umrzec postaci wirtualnej, ktora zasilasz uwaga.
Twoje duchowe poszukiwania nie sa czyms wyjatkowym, odgrywasz schemat, przez ktory przechodzi tysiace ludzi. Nie masz powodow, by czuc sie jakis opuszczony przez nieskonczonosc, poszkodowany z powodu swej "innosci".
Jesli boisz sie weryfikacji tego za co sie uwazasz, to nie moj problem, nie interesuje mnie to. Pojawiles sie tutaj, piszesz, odpisuje zadajac dziecinnie proste pytania. Predzej czy pozniej i tak te wszystkie sprzecznosci zapetla sie i bedziesz mial dosc, wtedy po prostu uswiadomisz sobie, ze nie potrzebujesz tego i nigdy nie potrzebowales.

RedJohn - 19 Maj 2012, 22:18

W końcu piszesz z sensem i tak właśnie do tego podchodze.
Oczywiscie dalej umysł analityczny walczy i zadaje pytania i szuka odpowiedzi.

Jednak czy Ci się to podoba czy nie posługujesz się ciałem fizycznym, dzięki niemu piszesz na klawiaturze i przekazujesz informacje i wszystkie inne rzeczy. Może nie utożsamiasz się z ciałem bo jest to tylko pojemnik, który wykorzystujesz w jakimś celu, przynajmniej na razie.

Wybacz kolego idę spać :) Do zaś :)

Akataleptos - 19 Maj 2012, 22:35

Piszesz posty takie na odpierdol sie, zadnych konkretow, umysl jest w impasie.

Cytat:
Jednak czy Ci się to podoba czy nie posługujesz się ciałem fizycznym


Ciekawa logika: za cholere nie wiem jak obslugiwac cialo fizyczne, ale ten gosc pisze posty, wiec jest kontrolerem swojego ciala, a jesli on moze, to ja tez.

Jeszcze nie masz siebie wystarczajaco dosc, zycze abys jak najszybciej sie zmeczyl i wrocil do pytan, ktore zadalem: kto jest swiadomy, ze mysle, czuje, robie cokolwiek?

Tymczasem darujmy sobie dalsze pisanie. Mnie tez tu jest za duzo :P

RedJohn - 20 Maj 2012, 09:07

Hehe cokolwiek nie napiszę stajesz okoniem.

Czym zatem jest ciało? Nie masz ciała? Kim jest ta osoba na zdjęciach w wątkach? np.



zdjęcie COJAMYŚLE (JA ? )


Może problem stanowi jak zwykle to bywa definicje? Ty może nie utożsamiasz się z ciałem, ale ono jest, pisze, dba o siebie itp. Co to za ciało? Skoro nie Twoje to po co je trzymasz, robisz mu fotki i wstawiasz na forum?

Akataleptos - 20 Maj 2012, 12:04

To jest cialo, jest jego swiadomosc, nie ma mnie ktory moglby nim kontrolowac. Nie wstydze sie ciala, nie gardze nim, tylko patrze jak jest. Jestem swiadomy ciala tak jak jestem swiadomy kazdego innego obiektu.

Jesli jestes ty gdzies w tym ciele, to powiedz gdzie, w ktorym miejscu, bo tylko powtarzasz, ze gdzies i jakos jestes, a zapytany o konkrety zaczynasz biadolic, ze nie wiesz o co chodzi i zaczynasz od nowa.

Co czyni cialo twoim?

RedJohn - 20 Maj 2012, 12:28

Dobra wygrałeś, nie ma sensu o tym biadolić, masz swoje poglądy, ja mam swoje, end of story :)
Akataleptos - 20 Maj 2012, 12:41

To co czyni cialo twoim to wyobrazenie "jestem cialem", ktorego jestes swiadomy tak samo jak kazdego innego obiektu. Nikt tu nie wygrywa i nie przegrywa, jedyna roznica miedzy nami jest taka, ze ciebie nie uderzyly jeszcze te sprzecznosci, pozostaja one nieuswiadomione i tylko kwestia czasu jest kiedy to sie stanie, a czasu nie ma, bo to tez tylko wyobrazenie, pojawiajace sie zawsze w terazniejszosci. "Stawanie okoniem" do wszystkiego co piszesz to tylko taka formula, ktora moglaby przyspieszyc zapetlenie. Nie mozesz nie byc wolnym, nie mozesz byc skonczona istota, wszystko co sprawia, ze wydaje sie byc inaczej to sprzecznosci.
RedJohn - 20 Maj 2012, 13:16

Czy uważasz, że jest sens dbania o ciało i o inne rzeczy, których się jest świadomym?
Akataleptos - 20 Maj 2012, 14:16

Mozna dbac o cialo i nie byc do niego przykutym, mozna tez cialo zaniedbywac, umartwiac i byc od niego uzaleznionym. Jest swiadomosc dbania o cialo, ale nie znajdziesz tego, ktory by za to cialo odpowiadal, jakiegos kontrolera miedzy uszami.
Akataleptos - 21 Maj 2012, 11:38

Jeszcze tylko jedna rzecz:

Nie chodzi o to, by przestac myslec. To byloby glupie starac sie pozbyc mysli, poniewaz nie ma mysliciela, ktory by nad nimi panowal :D Chodzi o to, ze mysli pojawiaja sie samoistnie, a to co ludzie uwazaja za "ich" myslacych, to jedynie mechaniczny komentator pojawiajacy sie rownolegle do mysli. Komentator produkuje strach, niezadowolenie i poszukiwanie. Tylko uswiadamiajac sobie go i przestajac go zasilac, myslenie zaczyna miec sens.

Kiedy mowi sie "ja sobie cos uswiadamiam" to jest to sprzecznosc, swiadomosc jest, nie ma postrzegajacego. Nie chce jednak pozbywac sie takich sprzecznych twierdzen z jezyka, poniewaz swiadczyloby to o tym, ze mowienie czegos moze cos zmienic i musze starac sie nie bym czyms, czego i tak nie ma :P

Nawinal mi sie taki post na ktoryms z forum:

Cytat:
Lu , a skąd się biorą myśli ? Od Myśliciela,który je myśli ?

A może wcale nie są to myśli, lecz ... sekwencje liczb ,wzory ? Coś jak w tym filmie TOUCH (epizod 2) co go zamieściłeś .

Chłopiec w tym filmie nie był żadnym magikiem, żadnym wizjonerem. Po prostu zamiast drzew , rzeczy i istot żywych widział sekwencje wzorów, liczb, związków oraz interakcji pomiędzy nimi , co w rezultacie pokazywało przewidywalne w czasie zdarzenia . A tam, gdzie sekwencje "się plątały" potrzebne było sprawdzenie ,doświadczalne rozwiązanie.
Chodzi o to, że w "przypadkowych" zdarzeniach nie ma żadnego "ja" ,które by tym sterowało, czy od którego wymagałoby się POMYŚLENIA. Nie ma myśliciela, który myśli myśli, choć ludziom wydaje się, że jest odwrotnie, że to ONI - czyli utożsamione JA myślą. Że mają myśli. Mają życie. Że panują nad sprawiedliwością , dobrem , miłością ,albo złem .
A to wszystko tylko gra sekwencji liczb. Nie ma niczego ,co oddzielone byłoby od tego harmonicznego matrixa liczbowego.
To nie ważne JA wyczynia te wszystkie sztuczki, ani nawet nie postrzega tego, tylko .. dzieje się .. po prostu wszystko wyraża się bezosobową matematyką Mrugnięcie Interpretator życia to iluzja.

Igmano ... Czy Ja odkrywa piękno ...? Ja się zachwyca ? Kto tam w Tobie wydaje jakieś polecenie ,naciska jakiś guzik " O - teraz się zachwyć ". Albo "to jest piękne, a tamto brzydkie"?.
Tym bardziej są to iluzoryczne twierdzenia, że może być zupełnie na odwrót . To są przekonania, opinie na temat czegoś generowane przez coś ,w co uwierzyliśmy, że tym jesteśmy. I z tego rozdzielenia typu tu JA ,a tam piękny obiekt tracimy obraz całości w którym nic nie jest od siebie rozdzielone. Piękno przepływa , nie musi nikt tego rozpoznawać ani nazywać. Czy nazywasz pięknym obieg krwi w arteriach ciała ? Rozpoznajesz harmoniczną doskonałość zorganizowania 50 bilionów komórek ? No i czy ktoś tym steruje ? W sensie - czy jest jakiś JA, jakaś centralka ,która naciska guziczki ? Czy ten cały ekosystem przyrody budzącej się na wiosnę do życia wymaga jakiegoś Szefa-koordynatora ?

A jednak z całej przyrody tylko człowiek uważa, że coś kontroluje ! Nawet, kiedy oczywistym jest, że nie kontroluje tego, co uważa za własne ciało.
Synchroniczne zdarzenia się dzieją. Ktoś to kontroluje ? Nikogo takiego nie ma, ale i tak tożsamość (konstrukcja z myśli), - JA - wymyśla , wierzy, że taki kontroler jest - Bóg na przykład.

" Nic co dzieje się w Twoim życiu nie może dotknąć tego czym jesteś "
Nie może dotknąć, ponieważ nie ma tam żadnego Ciebie. A nie dlatego, że czymś jesteś.

Rozejrzyjmy się dookoła co uczyniło to Ważne Ja ( iluzja) tej Planecie.

(...)

"Jest martwe przewijanie taśmy, ciąg sekwencji. To „JA” je ożywia. "

Ożywia ? Animuje ewolucję ? Naciska guzik i wschodzi Słońce ? Uruchamia ktoś ten Księżyc ? Kręci KTOŚ galaktykami ? Dziecko, które jeszcze nie ma ja - płacze. Jest płacz wyrazem głodu. Uśmiech jest. Chcesz powiedzieć, że to automat, że go nie ma, że nie ma w nim życia ? tylko dlatego, że nie ma poczucia JA ?


To wlasnie "ja" sprawia, ze swiat wydaje sie pozbawiony swiadomosci.
Wszystko jest na odwrot niz sie ludziom mowi. To iluzja mysliciela czyni z ludzi idiotow, iluzja kontrolera ciala czyni cialo nafaszerowanym chorobami i pasozytami, fizycznymi i niefizycznymi, iluzja znajdowania sensu zycia tworzy systemy totalitarne, iluzja swiadomego "ja" czyni swiat martwym. Gdy rozpoznaje sie trupa "ja", pali sie te zwloki, wtedy swiat zaczyna zyc.

Jezus w ewangelii Tomasza powiedzial:

Cytat:
Kto poznal swiat, znalazl trupa, a kto znalazl trupa, tego swiat nie jest wart.

RedJohn - 21 Maj 2012, 13:04

Chyba w końcu dostrzegłem Twój sens rozumowania, lub chociaż trochę przybliżyłem się do niego.

Wydaje mi się, że wiele nieporozumień wynika z interpretacji.

Cytat:
Kiedy mowi sie "ja sobie cos uswiadamiam" to jest to sprzecznosc, swiadomosc jest, nie ma postrzegajacego.


W uproszczeniu - świadomość jest, jest na nią nałożony filtr/interpretator, jeśli ktoś pisze/mówi ze sobie coś uświadomił... można to zrozumieć, że zdjął filtr? Bo w sumie swiadomość jest świadoma, tylko jakby zaślepiona filtrem?

Akataleptos - 21 Maj 2012, 13:16

Tak, a uwolnienie od filtrujacego interpretatora polega na tym, ze robi sie jakby krok wstecz od niego i uswiadamia go sobie, ze sam filtr pojawia sie w swiadomosci, ktora nie ma jakis warstw. Pozostawia sie filtr samemu sobie, bez uwazania go za cos wrogiego, swojego, czy obcego, a energia, ktora wczesniej wlozylo sie w jego krecenie wyczerpuje sie, on sie zatrzymuje i nie jest w stanie sam sie poruszyc, bo jest zasilany poprzez przykucie do niego uwagi i uwazanie go za siebie.

Jestes swiadomoscia, a nie to co sie za nia uwaza. Jestes swiadomoscia, ale nie kiedy mowisz jako osoba "jestem swiadomoscia", tylko to co jest swiadome, ze mowisz :P Kiedy wskazuje sie palcem np. na drzewo, to nie nalezy mylic palca z drzewem. Swiadomosc to cos nieokreslonego, nigdy nie dowiesz sie kim konkretnie jestes. Wszystko na co wskazujesz i mowisz, ze tym jestes, to tylko przebranie dla swiadomosci.

Cytat:
jeśli ktoś pisze/mówi ze sobie coś uświadomił... można to zrozumieć, że zdjął filtr?


Ale nikt nie jest w stanie zdjac filtra, poniewaz ten kto uwaza, ze zdejmuje filtr, sam jest kolejnym filtrem. Chodzi o uswiadomienie go sobie, a swiadomosc to nie jest ktos, kto robi cos.

Akataleptos - 21 Maj 2012, 13:42

Co do ostatniego zdania, to przypomnial mi sie fragment apokalipsy:

Cytat:
I widziałem w prawej dłoni tego, który siedział na tronie, księgę zapisaną wewnątrz i zewnątrz, zapieczętowaną siedmioma pieczęciami. (2) Widziałem też anioła potężnego, który wołał głosem donośnym: Któż jest godny otworzyć księgę i zerwać jej pieczęcie? (3) I nikt w niebie ani na ziemi, ani pod ziemią nie mógł otworzyć księgi ani do niej wejrzeć. (4) I płakałem bardzo, że nie znalazł się nikt godny otworzyć księgę ani do niej wejrzeć. (5) A jeden ze starców rzecze do mnie: Nie płacz! Zwyciężył lew z pokolenia Judy, korzeń Dawidowy i może otworzyć księgę, i zerwać siedem jej pieczęci. I widziałem pośrodku między tronem a czterema postaciami i pośród starców stojącego Baranka jakby zabitego, który miał siedem rogów i siedmioro oczu; a to jest siedem duchów Bożych zesłanych na całą ziemię.


Siedem pieczeci to cialo czakrowe-filtrujace.

Akataleptos - 21 Maj 2012, 16:15

Wszystko sprowadza sie do tego urojonego kontrolera.
Podzial na podswiadomosc, "ja", "wyzsze ja", rowniez jest dzielem tej sprzecznosci, poniewaz to co jest swiadome wszystkich tych trzech czesci, jest tym samym.
Kiedy tych sprzecznosci nie ma, przywraca sie cialo do zycia, odzyskujac tym samym "swiadomosc podswiadomosci", co jest wymagane do scalenia sie z tzw. wyzsza jaznia, co rowniez mozna nazwac zamieszkaniem na Sloncu.
Tak dziala fraktalna budowa wszechswiata, czyli niedestruktywne osadzanie sie jednej fali w drugiej. Fraktal to nieskonczona rzeczywistosc samoorganizujaca sie, zawierajaca w sobie rowniez mozliwosci swiata rozszczepionego, lecz w stanie idealnej rownowagi, z racji tego, ze swiat rozszczepiony wyszedl wlasnie z niego, ktora to rzeczywistosc w srodku moze miec swoja personifikacje zwana "Bogiem" :P
W rzeczywistosci fraktalnej niemozliwa jest smierc, poniewaz to co zostanie w niej zdezintegrowane w jednym miejscu, zostaje re-integrowane w innym. Tak wiec najrozniejsze miedzywymiarowe "bitwy" sa tam mozliwe, lecz nie ma juz obaw o pozbawienie swiadomosci. W swiecie rozszczepionym istoty bedace w stanie nierownowagi, traktuja te wszystkie gwiezdne wojny powaznie, w obawie przed utrata kontroli, w obawie przed zapomnieniem tego kim sa i co zdobyli.

Te wszystkie szaraki, gady, konfederacje o ktorych wspomniales, oni sa nie do pokonania tak dlugo, jak trzyma sie tych sprzecznosci w umysle, kiedy jednak czlowiek rozpoznaje prawdziwa nature swiadomosci, to wszystko staje sie komicznie smieszne, widzi sie, jak bardzo oni sa niewydolni w tym co robia. To takie dzieci, starszaki z przedszkola, ktore opanowaly plac zabaw i terroryzuja mlodszych. W przypadku ludzi, to nawet nie jest dobre porownanie, poniewaz ludzie sa "starsi" :P

Akataleptos - 21 Maj 2012, 17:21

Do tych fraktali jeszcze:

Ilustracja
Jeszcze jedna

Zasada samopodobienstwa, czlowiek sklada sie w jedna calosc i wtedy jest w stanie rozpakowac sie w ciele wiekszym np. planet.

Dzialanie sztucznych satelit imitujacych planety, jak np. nasz Ksiezyc, to jakby prowadzenie bitwy z planeta i ich istotami, przeszkadzanie im w re-integracji siebie na wyzszym poziomie. Dlatego tez mowi sie, ze ludzkosc jest pograzona we snie.
Rozpracowanie tych sprzecznosci, ktore Ksiezyc ludzkim umyslom serwuje, umozliwia poznanie siebie jako niesmiertelnego.
Nie rozpracowanie tego grozi dezintegracja, rozproszeniem tych wszystkich kolorkow, ktore sie zebralo i zbieranie ich od nowa :P
Tak wiec z jednej strony Ksiezyc ma wplyw zbawienny, a z drugiej jest naszym najwiekszym wrogiem.

Ksiezyc jest np. patronem ludzi, ktorzy "rozwijaja sie duchowo" nie rozwiazujac jednak sprzecznosci istniejacych w nich, co prowadzi do kapania sie w blasku hipnotyzujacego swiatla, bujania w oblokach po jakis rajskich krainach bedacych jedynie slaba replika i imitacja tego, co faktycznie istnieje w swiecie nierozszczepionym. To tylko kapanie sie w odmetach egoizmu a nie faktyczna wolnosc.
To patron tych, ktorzy nie obudzili sie za zycia i umarli we snie, zostajac zabranymi do "nieba", ktorzy spotykaja tam swoich "rodzicow" i "przyjaciol", bedacych jedynie gra aktorska istot robiacych z nich glupkow.

Akataleptos - 21 Maj 2012, 20:25

Jesli spotkasz rodzicow w niebie, to wiedz, ze to faktycznie tylko zly sen :P
RedJohn - 22 Maj 2012, 09:30

Strasznie to zakręcone muszę na chwile odpuścić bo sie mi sieczka z mózgu zrobiła XD
Akataleptos - 22 Maj 2012, 12:29

Idea rozwoju duchowego jest bardzo prosta.

Poczatek i koniec wszystkiego jest w tym samym "miejscu".
Wszystkie "levele" istnieja tutaj, gdzie jest sie teraz.
Aby bawic sie w rozwoj, istoty tworza w sobie sprzecznosci do rozwiazywania, zapominaja o tym, dzieki czemu powstaje zludzenie przechodzenia na wyzsze etapy, podczas gdy to wszystko jest jedynie jak bieg w miejscu.
Zaklada sie na siebie ciezary, ktore zaburzaja postrzeganie i czynia wyzsze poziomy niedostepnymi, a sciaganie ich daje zludzenie pojawienia sie czegos nowego.

W rzeczywistosci, nie istnieje nawet cos takiego jak ruch.

Roznica pomiedzy wtajemniczonymi a niewtajemniczonymi polega na tym, ze wtajemniczeni dokonuja swiadomie tego, co niewstajemniczeni dokonuja nieswiadomie.

Wezmy taki przyklad:
Istnieje stan snu bez marzen. Wchodza w niego nieswiadomie ludzie niewtajemniczeni. Wtajemniczeni wchodza tam z pelna swiadomoscia.
Stan snu bez marzen istnieje takze i tutaj, na "jawie", tylko pozostaje on w tle. Wtajemniczony laczy stan jawy i stan snu bez marzen i tak naprawde to nie wraca z "tamtego swiata", a mimo to jest tu gdzie byl zawsze.

Rozwoj nie polega na tym, ze czlowiek cos dodaje do siebie. Rozwoj polega na tym, ze czlowiek zdejmuje z siebie ciezary, do ktorych sie przywiazal. Chodzi o to, co przestaje sie robic, a nie co zrobic nowego. Ludzie jednak nie chca zdejmowac ciezarow, krzyzy ktore nosza, bo uznaja je za samych siebie. Duchowe poszukiwania - to tez ciezar, ktorego poszukiwacze nie chca sie pozbyc, bo uwazaja, ze to oni sa poszukiwaczami.
Poprzez dodawanie do siebie czegos nowego, czlowiek moze odwiedzac nieslychane swiaty, ale co z tego, skoro sila ciezarow, ktore nosi, przyciaga go znow w swiat materii?

Akataleptos - 22 Maj 2012, 14:06

Szmaragdowa tablica mowi, ze: to co jest na dole jest takie jak to co jest na gorze, a to co jest an gorze jest takie jak to co jest na dole.

Inne tlumaczenie, ktore przeczytalem to: im nizej sie zejdzie, tym wyzej bedzie mozna sie wzniesc, im wyzej sie wzniesie, tym nizej mozna spasc :P

Akataleptos - 22 Maj 2012, 15:26

Cytat:
Strasznie to zakręcone muszę na chwile odpuścić bo sie mi sieczka z mózgu zrobiła XD


Jako prawdziwy guru, robienie sieczki z mozgu mam we krwi.

Akataleptos - 22 Maj 2012, 17:03

Cytat:
Zaklada sie na siebie ciezary, ktore zaburzaja postrzeganie i czynia wyzsze poziomy niedostepnymi, a sciaganie ich daje zludzenie pojawienia sie czegos nowego.


Takimi "zaginaczami widzenia" sa wlasnie sztuczne satelity, czy tez w skali wiekszej "czarne dziury".
Te channelingi mowiace o zlaczeniu sie z absolutem w siodmym wymiarze, to jest wlasnie czarna dziura :lol:

Cytat:
Wszystkie "levele" istnieja tutaj, gdzie jest sie teraz.


Tak samo jak kanaly w telewizorze, wszystkie sa nadawane w tym samym momencie.
Zakladajac na siebie ciezary, czlowiek odcina sie od szybszych czestotliwosci i swiat ktory postrzega, odbiega od tego czym jest on bez tych ciezarow.
Slonce jest widziane z ciezarkami jako plonaca gazowa kula, ale po sciagnieciu ciezarkow juz nia nie jest, jest czyms innym.

To samo jest z galaktykami. Sa np. spiralami z powodu czarnych dziur, ale po przezwyciezeniu ich przyciagania, przestaja byc spiralami, sa czyms innym.

Nie trzeba opuszczac ciala, aby moc postrzegac wyzsze czestotliwosci, ba sa one tutaj, ale niewidoczne z powodu utozsamiania sie z kontrolerem ciala, ktory jest efektem dzialania sztucznego satelity, mechanicznej pomaranczy :P

Akataleptos - 22 Maj 2012, 17:17

Cytat:
Eckharta widzialem filmiki na yt. Madrze gada.


Eckhart Tolle to wedlug mnie ten sam gosc, ktory byl w sredniowieczu znany jako Mistrz Eckhart, mistyk chrzescijanski :P

Z powodu reinkarnacji, ktora jest czyms realnym na jakims poziomie postrzegania, przez historie ludzkosci przewijaja sie ci sami gsocie, tylko w roznych przebraniach.

Innym przykladem jest np. Arystoteles, Tomasz z Akwinu i Rudolf Steiner - jeden i ten sam gosc.

RedJohn - 22 Maj 2012, 18:22

Akataleptos napisał/a:
Cytat:
Strasznie to zakręcone muszę na chwile odpuścić bo sie mi sieczka z mózgu zrobiła XD


Jako prawdziwy guru, robienie sieczki z mozgu mam we krwi.


Dobrze wiesz, że z Ciebie taki prawdziwy guru jak z koziej pupy trąbka :)
Domyślam się że to był żart/prowokacja/gra słów :)

Akataleptos - 22 Maj 2012, 19:45

Trzeba byc ostroznym w mowieniu, ze swiat to iluzja, hologram itp.
Faktycznie, to co ludzie uwazaja za Slonce, jest jedynie zaburzeniem postrzegania. Wiekszosc ludzi w cialach nigdy nie widziala tak naprawde Slonca, lecz jego sztuczna projekcje wytworzona z powodu trzymania sie ciezarow.

Fanatyczni "chrzescijanie" twierdzacy, ze swiat ma 6000 lat i ze zostal stworzony przez Jehowe maja racje ;) Poniewaz Ksiezyc z powodu ktorego ludzie widza swiat w ten sposob, dzieki ktoremu wytworzone zostalo pojecie czasu, zostal sprowadzony tutaj 6000 lat temu, wedlug liniowosci czasu, ktora tez jest fikcja.

Nie mozna jednak znalezc realnego swiata gdzies tam, poniewaz gdziekolwiek czlowiek sie udaje z takim nastawieniem, zabiera ze soba ciezary, ktore sprawiaja, ze widzi swiat bedacy zaburzeniem. Wtedy moze znalezc cos, co w jego mniemaniu nie bedzie iluzja, ale faktycznie dalej w niej tkwi. Realny swiat jest tutaj, to wlasnie czyni iluzje iluzja. Szukajac prawdy gdzies indziej niz tutaj, tylko umacnia sie projekcje.
Jest to blad, ktory popelnili np. gnostycy chrzescijanscy, zwiedzeni przez istoty "lucyferyczne", uciekajac przez Demiurgiem i swiatem pelnym cierpienia przez niego stworzonym.

Akataleptos - 23 Maj 2012, 19:11

Sa dwa wyjscia: zostac polknietym przez absolut, albo byc polykajacym absolutem :P
Akataleptos - 24 Maj 2012, 12:21

Cytat:
Czym zatem jest ciało? Nie masz ciała?


Cialo odczuwa bol, glod, jest podatne chorobom, jesli ktos je zrani, to nie bede udawal, ze nic nie czuje.
Moge stroic sie godzinami przed lustrem, mnie jednak w nim tj. ciele nie ma. Cialo jest wymagane do zalogowania sie do tej gry i pozostawiam je samemu sobie do czasu, az sie wyczerpie jego przeznaczenie.
Mozna osiagac takie stany, gdzie traci sie kontakt ze swiatem i nie reaguje sie na bodzce zewnetrzne, mozna ranic cialo, ale nie czuje sie tego. Po co to? Dla mnie to jest nic nie warte. Wraca sie do swiata z tymi samymi przywiazaniami.
Nie gustuje w jakis transowych stanach, nie widze swiata skapanego w cyferkach, nie potrzebuje tez widziec pol energetycznych istot, sa zjawiska, jest ich swiadomosc, nie ma mnie wykonujacego cokolwiek.

Akataleptos - 24 Maj 2012, 15:03

Na to, ze nie ma czegos takiego jak ruch i odleglosc jest bardzo prosty dowod :P

Idziemy, w oddali stoi jakis obiekt do ktorego sie zblizamy i jestesmy zmeczeni wedrowka, ale zarowno swiadomosc tego, ze sie idzie, swiadomosc zblizania sie obiektu, swiadomosc mysli "ja ide", oraz swiadomosc zmeczenia pojawia sie w tym samym "miejscu".

Akataleptos - 24 Maj 2012, 17:11

Przypomina mi to troche scene z montowaniem anteny, gdzie ktos chodzi z antena po mieszkaniu, gdziekolwiek by nie poszedl to sniezy, a inni mowia mu w pewnym momencie "tak stoj i nie ruszaj sie" :P
Akataleptos - 25 Maj 2012, 12:46

Chinscy wojownicy vs falszywy pajeczy Budda :lol:
Akataleptos - 28 Maj 2012, 00:07

forum DI napisał/a:
"angelrage" napisał/a:
czynnik X którym jest esencja ludzkiej istoty doprowadza ich do obłędu, ciągła potrzeba kontroli procesu, korekt, bo w ich koncepcji egzystencjalnej- ład tworzy się poprzez kontrolę - siłę, a nie spontaniczność i płynięcie z prądem- gdzie niczego kontrolować nie trzeba a jedynie można delikatnie zmieniać kierunek własnej podróży. Jednak ta zmiana kursu nie wynika z obsesji kontroli czy strachu tylko napędzana jest excytacją nowego.


"redmuluc" napisał/a:
Czynnik X o którym tu mowa nie ma nic wspólnego z ludźmi jako gatunkiem i nigdy tak nie było. To potężny czynnik "duchowy" jakiś potężnych istot, którzy doskonale wiedzą jak są rozstawione wszystkie pionki do gry, ich działanie mnie więcej opiera się na ... specyficznym korygowaniu poprzez inspirację i intuicję ludzkich jednostek których efekty działania przypominają "Efekt Motyla" rozciągnięty w czasie. Nie ingerują fizycznie, nie przedstawiają się i nie ujawniają. Inspirują ludzi do działania.


Karolina napisał/a:
Już dawno chciałam to opowiedzieć, ale na forum nie miałam odwagi. Pierwszy raz świadomie się z nim skomunikowałam, kiedy pod jedną z kart Pan powiedział, że to inspiracja anielska. Było to na samym początku naszej znajomości [4 stycznia 2011 r.]. Byłam ciekawa tego Anioła i wysłałam sygnał, że chętnie go zobaczę. Oczywiście przyszedł. Jeszcze z taką potęgą nie miałam do czynienia. Normalnie te istoty podchodzą do mnie dość blisko, a i tak ciało fizycznie wręcz nie jest w stanie tego wytrzymać. W tym przypadku mogłam się z Nim skomunikować jedynie na bardzo dużą odległość, bo inaczej chyba z tego przepływu energii rozpadłabym się na kawałki. Była to potężna świetlista kula, wręcz olśniewające światło, można by przyrównać to do ognia, ale ogniem nie było. Ale widać też było twarz z bardzo wyrazistymi oczami i długimi białymi włosami. Spojrzał w moim kierunku, skinął głową na przywitanie i zniknął. I kiedy Pan zamieścił ten cytat z „Apokalipsy”, wręcz zdębiałam, bo bardzo przypomina on moją wizję. Niestety, nie widziałam tęczy. Pojawił się ponownie, kiedy zamieścił Pan ostatnie karty. Ale już jakby nie musi podchodzić zbyt blisko, żeby się skomunikować, tylko mentalnie daje sygnał, że jest. Nawet teraz jakby jest przy mnie i patrzy, co lub jak opisuję.


Cyprian napisał/a:
Rozumiem, po prostu się zastanawiam jak to jest. Ciągle też do końca nie wiem, czy te byty, jak ten Anioł istnieją niezależnie od człowieka i są samoświadome, czy też są projekcją. Zawiłe to wszystko w każdym bądź razie. Czym więcej się wgłębiam tym mniej wiem. Apokalipsa z tego co kojarzę była poddawana pod wątpliwość jeszcze w IV w. n.e. przez historyka Kościoła Euzebiusza z Cezarei.


Boru napisał/a:
Jesli chodzi o to, czy Chrystus jest rozny od Hermesa, to dla mnie sprawa wydaje sie prosta tzn. Chrystus jest to swiadomosc wyzwolona ze swiata dualnosci i kazda istota wyzwolona moze byc zwana Chrystusowa. Jest to swiadomosc kolektywna i "na odleglosc" wydaje sie jedna istota, a z bliska jest to wiele istot. Dlatego tez jedna sloneczna/chrystusowa istota moze "przeswiecac" przez druga.

Nierealne byty sa postrzegane wtedy, kiedy postrzegajacy jest nierealny, to jest wlasnie projekcja. I kiedy taki realny byt sie zjawia, sprzecznosci w postrzegajacym moga sprawic, ze napuchnie jak zaba i peknie, dlatego tez moze trzymal Karoline na odleglosc ;) A gdyby te sprzecznosci rozplatac, to pewnie okazaloby sie, ze samemu jest sie takim Hermesem, a te wszystkie proby ustalenia tozsamosci to jak proba ugryzienia wlasnego ogona.

Akataleptos - 28 Maj 2012, 14:50

Mam trzy wyznaczniki tego, czy jakas istota, ziemska czy niebianska nie wciska mi kitu:

-nieuchwytnosc istoty swiadomosci
-nieskonczonosc zycia
-brak poczucia misji do wykonania

Ezoteryczny rynek zalewany jest roznymi przekazami od gwiezdnych braci ratujacych ludzi przed czyms.

Zanim zbawi sie swiat, nalezy sie upewnic, czy jest on realny, czy znajdzie sie samego siebie w tym swiecie. Bo co z tego, ze swiat sie zbawi, jesli samemu sie przepadnie?

Ratunek przed czyms zaklada, ze broni sie czegos prawdziwego, a jesli to czego sie broni jest jedynie zaburzeniem postrzegania, to zbawia sie iluzje.

Istoty wyzwolone dzialaja poprzez wchodzenie w rezonans z podobnie wibrujacymi istotami, na zasadzie przyciagania, dzieki synchronizacji, jest to cos nieuchwytnego dziejacego sie w tle, a kiedy spotyka sie taka istote oko w oko, to nie potrzeba zadnej autoreklamy, ze oto jestem gwiezdnym bratem, po prostu wiadomo, ze ma sie do czynienia z jednym z "bogow". Ja gram w druzynie u niejakiego Hermesa Trismegistosa :P

Akataleptos - 28 Maj 2012, 20:54

Nie moge sie ruszyc z miejsca. Ide ulica i mam wrazenie, ze ide po sztucznej biezni, a swiat jest wyswietlany jak projekcja filmowa na zaslonie przed oczami. Nie ma takiego momentu, w ktorym moglbym zdecydowac, ze porusze jakas czescia ciala, wszystko dokonuje sie jakby sila bezwladu, jakby puscic wozek z gorki, a on sam sobie zlatuje i roztrzaskuje sie na dole.
Nie narzekam, to bardzo fajne, bo mozna odpoczac bedac (o ile tak mozna powiedziec) w swiecie.

To bylby dobry temat do "warto rozmawiac".

Akataleptos - 28 Maj 2012, 22:35

Cytat:
Sa dwa wyjscia: zostac polknietym przez absolut, lub byc polykajacym absolutem


Kresem intelektualnych rozwazan jest nihilizm. Docierajac na skraj mozna popasc np. w rozpacz, beznadzieje, bo przeciez to i tak bez znaczenia. Mozna masturbowac sie tymi wyobrazeniami az do smierci, lub tez puscic je wolno, wtedy uswiadamiajac sobie, ze nie jest sie rozwazaniami, lecz tym, w czym one sie rozpuszczaja. I dopiero wtedy zycie moze stac sie piekne, bo przeciez jest bez znaczenia.
Brak znaczenia powoduje smutek dlatego, ze uwaza sie za cos, co stara nadac sobie znaczenie.
Nihilizm to wyzwolenie wywrocone do gory nogami.

Akataleptos - 29 Maj 2012, 13:00

Cytat:
Nie narzekam, to bardzo fajne, bo mozna odpoczac bedac (o ile tak mozna powiedziec) w swiecie.


Nie trzeba tez martwic sie o to, jaka dieta jest bardziej rozwijajaca duchowo, a ktora zle wplywa na rozwoj. Sila zyciowa zadba o sama siebie najlepiej jak to mozliwe.
Ja nie znam sie na tym, nie mam zadnych kompetencji w tych sprawach.

Akataleptos - 29 Maj 2012, 17:00

Cytat:
Wyobraz sobie krysztalowe/przezroczyste swiatlo, ktore zostaje rozszczepione przez pryzmat i nastepnie tworzy najrozniejsze formy zycia.
Jeden kolor tworzy mineraly, drugi kolor polaczony z pierwszym tworzy rosliny, zwierzeta


itd. czyli to co jest w hierarchii jeden stopien nizej, postrzega w wyzszym tylko ta czesc, ktora jest w nim samym np. zwierze w czlowieku postrzega tylko cialo fizyczne, ale nie postrzega jego umyslu. Czlowiek, ktory zatrzymal sie na poziomie materializmu, postrzega w wyzszych bytach tylko to co zachodzi w ich materialnych cialach np. postrzega je jako plonace gazowe kule, gwiazdy.

Cytat:
Aby bawic sie w rozwoj, istoty tworza w sobie sprzecznosci do rozwiazywania, zapominaja o tym, dzieki czemu powstaje zludzenie przechodzenia na wyzsze etapy, podczas gdy to wszystko jest jedynie jak bieg w miejscu.
Zaklada sie na siebie ciezary, ktore zaburzaja postrzeganie i czynia wyzsze poziomy niedostepnymi, a sciaganie ich daje zludzenie pojawienia sie czegos nowego.


Mozna tez opisac to w ten sposob, ze lustro tworzy w sobie filtr postrzegania, to jest ciezar, ktory daje wrazenie rozbicia sie lustra i caly ten swiat widziany przez filtr postrzegania, to takie rozbite lustro.

Dlaczego Bog/bogowie nie reaguja?

Ludzie wszystko postrzegaja, ale niczego nie widza, bogowie widza wszystko, ale niczego nie postrzegaja.

Czlowiek postrzega ich jako pozbawione swiadomosci zjawisko fizyczne, lub tez "postrzega" ich jako "przestrzen" czyli ich nie postrzega.

Tak samo dla nich, to co czlowiek uwaza za siebie, to dla nich nie istnieje, poniewaz widza calosc, nie moga widziec nas inaczej jak kompletnych.

Kiedy czlowiek mysli o pozbyciu sie ograniczen, czy tez uwolnieniu od zla, to najczesciej ma na mysli poprawienie warunkow egzystencji w ramach swiata potluczonego, ktorego bogowie nie widza i nie rozumieja, bo jest niezrozumialy i sprzeczny. Kiedy wiec z ludzmi kontaktuja sie jakies "oswiecone byty", z tymi wszystkimi historiami o walkach dobra ze zlem, to sa to tylko potluczeni aktorzy.
Czlowiek moze z prawdziwymi gwiezdnymi bracmi wspolpracowac wtedy, kiedy zdejmuje z siebie filtry postrzegania, otwieraja mu sie oczy i wtedy jego widzenie jest synchronizowane z widzeniem ich, lustro samoistnie sklada sie w jedna calosc. Wtedy czlowiek tez uswiadamia sobie, ze sam jest jednym z tych swietych indywiduow, ze to on sam poslal siebie jako jakas badawcza sonde w swiat pozornych ograniczen, po to, aby powrocic do swiata bogow z nowymi doswiadczeniami, ktorych tam zdobyc nie mozna.

Akataleptos - 29 Maj 2012, 17:27

Taka zabawa w chowanego z samym soba, a kiedy juz czlowiek sie znajduje, to gryzie swoj wlasny ogon.

Ilustracja

Cytat:
Kiedy czlowiek mysli o pozbyciu sie ograniczen, czy tez uwolnieniu od zla, to najczesciej ma na mysli poprawienie warunkow egzystencji w ramach swiata potluczonego, ktorego bogowie nie widza i nie rozumieja, bo jest niezrozumialy i sprzeczny.


Upadek Ikara ;)

Akataleptos - 29 Maj 2012, 20:15

Cytat:
Im nizej sie upadnie, tym wyzej mozna bedzie sie wzniesc, im wyzej sie wzniesie, tym nizej mozna upasc


W "dragon ballu" czesto pojawial sie taki motyw, ze jakis wojownik rodzil sie na planecie, gdzie sila przyciagania byla wieksza niz na pozostalych, albo tez udawal sie na trening gdzies, gdzie sila grawitacji byla wielokrotnie silniejsza. Powodowalo to, ze po powrocie do wczesniejszych warunkow bylo sie o wiele silniejszym i szybszym. To samo ma miejsce tutaj, ludzie od dziecka nosza na sobie ogromne treningowe ciezary, ciezary wlasnej tozsamosci, sa lustrami, ktore roztrzaskaly sie przy ladowaniu i zapomnialy o co chodzi. Jesli z ciezarem chodzi sie od urodzenia, to roznice widac dopiero wtedy, kiedy sie go sciagnie. Jak to powiedzial jeden czlowiek "nie musisz umierac na krzyzu, bo juz urodziles sie ukrzyzowany", chodzi wiec o uswiadomienie sobie tego ukrzyzowania i puszczenie tego ciezaru, rozdarcie zaslony przed oczami.

Planety to takie treningowe sale, a satelity to galki do krecenia, zwiekszajace obciazenie :P
Byc moze wielu przeliczylo sie i wzielo na siebie za duzo.

Ikar najpierw chcial latac, a potem umarl, slonce przypalilo, ziemia przyciagnela.
Neo w matrixie najpierw zostal zabity, a pozniej nauczyl sie bezpiecznie latac :P
Zdjecie ciezaru daje wrazenie latania i nie ma obaw o to, ze sie spadnie.

Akataleptos - 30 Maj 2012, 00:25

Przy okazji wyjasnilo sie, dlaczego stluczone lusterko to siedem lat nieszczescia :P
Akataleptos - 30 Maj 2012, 14:09

Ludzie czesto buduja sondy badawcze i wysylaja je gdzies w kosmos, czy tez w glebiny oceanu, tylko po to, aby ta sonda tylko sie roztrzaskala gdzies tam o skaly.
Mozna powiedziec, ze "bogowie " robia to samo z samym soba, wydzielaja z siebie czesc, nabieraja obciazen , roztrzaskuja sie gdzies i ta wydzielona czesc ma sobie przypomniec, ze ma sie pozbierac w calosc i powrocic do siebie z zebranymi doswiadczeniami.
Lustro zostalo rozbite i swiatlo rozszczepilo sie na siedem czesci, powstal surrealistyczny swiat i dopoki czlowiek nie pozbiera sie w calosc, dopoki nie uswiadomi sobie, ze swiadomosc w nim to cos nie z tego swiata, cos nierozszczepionego i niepotluczonego, czeka go "siedem lat nieszczescia".

Takiej potluczonej sondzie badawczej moze sie zdawac, ze posiada jakas wolna wole, ale jest to tylko iluzja wytworzona na potrzeby badan. To tylko taka zabawa w "co by bylo gdyby", ale to tylko wyobrazenia, nie majace pokrycia w rzeczywistosci.
Powrot do siebie nastepuje poprzez smierc tozsamosci, ktora sama w sobie jest obciazeniem, kiedy czlowiek uswiadamia sobie, ze wszystko co przezyl nigdy sie nie wydarzylo naprawde.

Cale te galaktyczne zoo o ktorym wspomnial RedJohn, to tylko postacie z gry, z ktorych wielu tak bardzo utozsamilo sie z gra, ze wylogowanie sie z gry, to dla nich smierc, koniec wszystkiego. Niewazne jak bardzo wydawaly by sie potezne, jak ten gosc zwany Jehowa, tak naprawde tez nie posiadaja czegos takiego jak wolna wola. Czy to nie jest komiczne? Gosc, ktory twierdzi, ze jest stworca i kontrolerem wszechrzeczy, jest tylko marionetka w grze i cala jego potega to jakis zart prawdziwych bogow/Boga. To jakis czarny humor i suchar zarazem.

I to jest wlasnie takie potluczone :P ze z jednej strony czlowiek to jakas marionetka, ale marionetka samego siebie.

Akataleptos - 30 Maj 2012, 15:28

Fizycy badajac historie np. ukladu slonecznego moga stwierdzic jedynie, w jaki sposob te historie przejawila sie na planie fizycznym, czyli to co istnieje od momentu oderwania i potluczenia tzn. Slonce, bedace w innej postaci niz obecnie, od ktorego oderwuja sie mniejsze kawalki, co sprawia, ze Slonce zmienia swoja postac, ze na tych mniejszych kawalkach rozwija sie zycie, ze te zycie wyginie, ze planety powroca do Slonca, ze Slonce zmieni znow swoja postac.
Nie sa jednak w stanie dostrzec tego, ze istnialo sie przed pojawieniem sie zycia na Ziemi, poniewaz patrzy sie na to przez filtr, ktory powstal dopiero tutaj, a ktorego zdjecie sprawia, ze wraca sie do siebie, czyli na Slonce.

Akataleptos - 30 Maj 2012, 17:28

To co sprawia, ze np. Ziemia jest planeta skalisto-wodna, a Jowisz gazowa, wieksza i goretsza, to to, ze sa na roznych stopniach scalania ze soba pokawalkowanych czesci. To co na Ziemi jest dwoma "warstwami" czestotliwosci, na Jowiszu jest nalozone na siebie, dlatego tez fizycznie objawia sie jako planeta wieksza i z perspektywy ludzi przykutych do ziemi, niezdolna do zamieszkania. Gdyby tylko jednak czlowiek zdjal z siebie ciezary i filtry przez ktore postrzega swiat, zobaczylby, ze wszystkie planety nosza na sobie zycie i same sa zywe, z wyjatkiem roznych sztucznych satelit imitujacych planety, ktorych zadaniem jest wlasnie sciasnienie postrzegania, po to, by tego zycia na planetach nie dostrzec :P
Slonce jest punktem odniesienia wszystkich planet, lustrem, poniewaz jest poczatkiem i koncem ich drogi. Poczatkiem i koncem w terazniejszoci. Istota/istoty bedace Sloncem doswiadczaja zycia na wszystkich planetach jednoczesnie.

Cytat:
To co na Ziemi jest dwoma "warstwami" czestotliwosci, na Jowiszu jest nalozone na siebie


Przykladowo, na ziemi u czlowieka patrzenie, slyszenie, smakowanie, to wszystko odbywa sie jako oddzielone, ale u jakiejs istoty "jowiszowej", to jest polaczone np. postrzega i smakuje dzwieki, czy wacha kolory :P

Planety wokol Slonca tworza "muzyke sfer", ich personifikacje niczym "niebiaski chor" stoja wokol "tronu Boga" spiewajac mu bez przerwy. A wlasciwie to spiewaja samym sobie do lustra :lol:

W kazdym razie dzieje sie duzo fajnych spraw :P

Akataleptos - 30 Maj 2012, 19:33

Klapouchy napisał/a:
Jeśli się okaże, że ogon się zapodział, wiedz, że ma pełne prawo ci brakować.


Cytat:
Nie jest to dobry dzień na ucieczkę z domu. Jeśli w ogóle jest taki dzień.

Akataleptos - 30 Maj 2012, 23:00

Cytat:
Ukrzyżowanie
Wielka Matka wisi na krzyżu, a my kobiety umieramy razem z nią ukrzyżowane przez patriarchat. Ukamienowali nas i zamienili na Matkę Boską, pokorną służebnicę pańską.


Ilustracja

Cytat:
To co na Ziemi jest dwoma "warstwami" czestotliwosci, na Jowiszu jest nalozone na siebie, dlatego tez fizycznie objawia sie jako planeta wieksza i z perspektywy ludzi przykutych do ziemi, niezdolna do zamieszkania.


Klapouchy napisał/a:
No i wychodzi słońce to znaczy, że niebo zaraz zacznie spadać.

Akataleptos - 31 Maj 2012, 14:28

Cytat:
Jak to powiedzial jeden czlowiek "nie musisz umierac na krzyzu, bo juz urodziles sie ukrzyzowany", chodzi wiec o uswiadomienie sobie tego ukrzyzowania i puszczenie tego ciezaru, rozdarcie zaslony przed oczami.


Ludzie zawsze martwia sie o to, co juz sie wydarzylo i o co nie trzeba sie martwic. Ostatnio slyszalem gdzies w radiu pytanie: czy ludzkosci grozi to, ze zostanie opanowana przez maszyny i ludzie stana sie maszynami?

Przeciez ludzie juz sa mechaniczni, zdalnie sterowani. Mechaniczne emocje, uczucia i pragnienia, to juz jest. Nie trzeba sie o to martwic, tylko to porzucic.

To samo tyczy sie "chipowania ludzkosci", czy "nowego porzadku swiata". To juz sie wydarzylo, jednak odbywa sie to w odmienny sposob niz ludzkie osobowosci przewiduja, poniewaz ludzkie osobowosci to wlasnie efekt tych wydarzen.

Cytat:
Komentator/osobowosc nie jest tworca tego o czym mowi i nie jest zdolny do tego, by komentowac zdarzenie w tym samym momencie, kiedy ono sie rozgrywa. Jest zdolny mowic tylko o tym, co sie wydarzylo, moze to robic tak szybko, ze daje to zludzenie jakby on i chwila terazniejsza to jednosc. Gdyby jednak przjrzec sie temu w zwolnionym tempie, to zawsze komentarz i doswiadczenie troche sie "rozjezdza".


Iluzja dotyczaca naszych wlasnych osobowosci jest punktem zaczepienia dla wszystkich "spiskow" dziejacych sie na swiecie, ta iluzja powoduje rowniez, ze wszelkie proby rozmontowywania spiskow sa wykonywane na slepo.

Gdy jednak oczy sie otwieraja, znika filtr osobowosci, ktory sprawia, ze postrzega sie ten swiat, czlowiek przestaje angazowac sie w te wszystkie historie, bo widzi, ze to jest jedna wielka halucynacja, ktora wydaje sie czyms powaznym, gdy siedzi sie w srodku.

Mozna wiec istotom spiskujacym, zwlaszcza tym "kosmicznym" na szczycie, ktorych "siec" rozciaga sie na wiele systemow planetarnych, oddac szacunek, bo sa niemozliwi do pokonania, oni jednak niczego nie widza, spia, niczego w rzeczywistosci nie kontroluja i snia tylko o tym, zapetla sie oni sami w tym snie, bez udzialu jakiegos zewnetrznego czynnika, bo ich swiat to swiat sprzecznosci.

My jako ludzie, najstarsze "dusze" z tego calego zoo, jestesmy tu po to, aby pokazac, ze bedac ograbionym ze wszystkiego, bedac poddanym ogromnym ciezarom, podlaczonym do tysiecy dojarek, bedac trutym na kazdym kroku, z wody, ziemi i powietrza, mozna bezproblemowo sie wyplatac, sila spokoju, nie traktujac niczego osobiscie.

Jest to kolejny przyklad "lustrzanego odbicia" swiata. Swiat z ktorego pochodzimy i to kim jestesmy, to odwrocenie tego, za kogo te istoty, czczone jako bogow sa. To cos jakby dwa rozne "przeciwswiaty", z ktorego jeden jest stworzona replika. Tu wszystko jest osobiste, kontrolowane i ciagle spod tej kontroli sie wymykajace, tam wszystko jest bezosobowe, a jednoczesnie zindywidualizowane, trudne do uchwycenia z perspektywy pokawalkowanej swiadomosci pogodzenie tego ze soba, samoorganizujace sie, zawsze w idealnym porzadku, niemozliwym do zburzenia. Wszelkie proby zburzenia tam rownowagi, to nabieranie obciazen i przyciaganie do "przeciwswiata". O tym wlasnie mowia historie o "buncie aniolow w niebie" i straceniu ich w dol.

Akataleptos - 31 Maj 2012, 16:10

Mozna to porownac do pieciu palcow u dloni. Kciuk jest przeciwstawny do pozostalych czterech. Cztery palce to "przeciwswiat", a razem z kciukiem to swiat oryginalny.
Cztery palce chca wszystko uchwycic, ale idzie im to z trudem i zawsze cos upuszcza.

Piec palcow jako piec pokawalkowanych zmyslow scalonych na nowo, a cztery palce to ciezary, krzyze na plecach :P

Akataleptos - 31 Maj 2012, 18:26

Jerzy Prokopiuk - Manicheizm - religia swiatlosci

Manichejczykom z ta swiatloscia i ciemnoscia nie chodzilo o dobro i zlo, tylko o to, ze gdy w krysztalowej/chrystusowej swiatlosci powstaje jakis filtr postrzegania, chec odzielenia, to nabiera sie ciezaru, lustro rozbija sie na siedem czesci/czakramow (rozbite lustro i siedem lat nieszczescia), to wtedy taka odzielona istota zaplatana w te wszystkie "ja", podswiadomosci, dobro i zlo, postrzega swiat niedualnosci jako nicosc, "mroczne morze" mozna powiedziec, ze widzi w lustrze wlasne nieistnienie :P

Naprawde, jesli chce sie kontaktowac z "piatym wymiarem", to nalezy wywrocic wszystko do gory nogami ;)

ktos napisał/a:

W wielkich arkanach jest tylko jedna taka para - Wisielec (12) i Świat (21). Dlatgo rysuje się te karty tak, że jeśli odwrócić Wisielca, to ma on układ nóg taki sam jak środkowa postać na karcie Świat. W tym układzie 11 jest wyjątkowa, bo w obie strony przedstawia się tak samo. Jest też znane odwrócenie 6 i 9.
I tu nasuwa się sugestia, że skoro 666 jest "liczbą człowieka", to z perspektywy bogów przedstawia się ona jako 999, czyli - w zaokrągleniu - tysiąc.
Skoro Wisielec wisi z naszej perspektywy "do góry nogami", to chyba jest to sugestia, że przyjął perspektywę właściwą niebianom.


Cytat:
Troszeczkę to się wplata w moment osfajania się ze śmiercią. Dla Nas żyjących tu i teraz to trauma, z niebiańskiej perspektywy oczekiwanie , radosć, jednym słowej impreza.

Akataleptos - 31 Maj 2012, 20:51

Innym przykladem tego czym jest "przeciwswiat" jest np. starzec ubrany w biel, chroniacy swoje cialo w pancernym wozie, przemawiajacy do tlumow oklaskujacych go ludzi, oraz mlody mezczyzna, ktory nie chroni ciala podczas noszenia krzyza, majacy niewielkie grono uczniow. Pierwszy to zaslepiony straznik klamstw, "iron man", a drugi to ten, ktory rozdziera zaslone przed oczami.
RedJohn - 31 Maj 2012, 21:28

Mam do Ciebie prośbę, na pewno spotkałeś się z teoriami Uzuliego, wyraża się on jak dla mnie dość niezrozumiale. Szczerze to coś nawet odpycha mnie od niego. Jednak chciałbym dostrzec jego punkt widzenia. Czym tak na prawdę jest kwarantanna? Czy jest to wg. Ciebie zjawisko realne i pozytywne dla nas ludzi?
Akataleptos - 31 Maj 2012, 22:14

Ludzie sa zainfekowani wirusem egoizmu, maja halucynacje, dali sie upic i zamknac pod kloszem. Chodzi o to, by doswiadczyc zycia ze skrajnymi obciazeniami, w maksymalnej fragmentacji, aby nastepnie przypomniec sobie skad sie przyszlo i poskladac sie w calosc i wrocic z nowymi doswiadczeniami do domu. Wokol ludzkosci kreci sie wiele roznych istot, ktore dbaja o to, by nie wyjrzec za mur kwarantanny, poniewaz ludzie sa niewyczerpalnym zrodlem zasilania. Kwarantanna sama w sobie nie moze byc czyms dobrym, przeciez to oznaka choroby i cierpienia, jest jednak czynnikiem przebudzenia i wyzwolenia, gdy czlowiek ma dosc choroby i tych wszystkich straznikow, podajacych sie za opiekunow, majacych lekarstwa na wszsytkie choroby, a tak naprawde testujacy coraz to nowsze, slodsze trucizny. Straznicy, lekarze, sami sa chorzy od uzaleznienia sie od pacjentow i pewnie to sami pacjenci beda ich leczyc, gdy stad wyjda. Kiedy ma dosc sie choroby i kwarantanny, calego tego wmawiania sobie chorob wtedy czlowiek moze sobie przypomniec skad przyszedl. W tym sensie jest ona zbawienna, ale nie jest ona taka sama w sobie.
Akataleptos - 31 Maj 2012, 22:45

Jako, ze czlowiek pochodzi z miejsca, ktorego ten swiat jest odwrotnoscia, moze najlepiej przypomniec sobie o swojej wlasciwej istocie wtedy, gdy jako bezbronny i pozbawiony wszystkiego, zostaje przeciwstawiony czemus pozornie silnemu i wszechmocnemu.
Wtedy moze dokonac sie jakby "wywrocenie sie na druga strone", zmiana z patrzenia na widzenie. Brak jakiejkolwiek wiedzy i pewnosci co do czegokolwiek, wywraca sie na druga strone i staje sie wszechwiedza. Niemozliwosc nawet poruszenia palcem, wywraca sie na druga strone i zmienia sie w wszechmoc.

Cytat:
Tu wszystko jest osobiste, kontrolowane i ciagle spod tej kontroli sie wymykajace, tam wszystko jest bezosobowe, a jednoczesnie zindywidualizowane, trudne do uchwycenia z perspektywy pokawalkowanej swiadomosci pogodzenie tego ze soba, samoorganizujace sie, zawsze w idealnym porzadku, niemozliwym do zburzenia. Wszelkie proby zburzenia tam rownowagi, to nabieranie obciazen i przyciaganie do "przeciwswiata".


Z perspektywy tych na drugiej stronie, ci co tutaj wydaja sie zywi, tam sa trupami, a ci co tutaj sa martwi, tam sa zywi. I na tym wlasnie polega zmartwychwstanie ;) To co tutaj sie wynosi ku gorze, z tamtej perspektywy upada, to co tutaj sie rozwija, tam stoi w miejscu i popada w stagnacje, a to co tam sie nie rusza jest zrodlem nieskonczonej kreatywnosci :P
Tutaj za swiadomosc uwaza sie to, co pojawia sie i znika, a tam za swiadomosc uwaza sie to, w czym to sie pojawia i w czym sie rozpuszcza.

Nie chodzi o dualizm, bo dualizm w swojej najsilniejszej postaci to cos, co nalezy wlasnie do przeciwswiata, ktory jest odwrocona replika swiata autentycznego. Karma to wlasnie nabieranie rownowagi w swiecie rozszczepionym, karmy nie ma w swiecie autentycznym. Im wiecej pozytywnie naladowanej milosci i swietlistosci, tym wiekszy cien tworzy. To cos w rodzaju pasywnej agresji, swietlista milosc, a sprzeciw sprawia, ze taki "caly w bieli" nagle okazuje sie bestia. Podobnie jest z blaskiem ksiezyca, czy "bialym swiatelkiem w tunelu", gdzie czekaja na spiacych ludzi rodzice, Jezus z Budda itd. ;)

Nie mozna jednak powiedziec, ze sa to swiaty zlokalizowane gdzies w roznych miejscach, one istnieja tutaj jednoczesnie. W przeciwnym razie, nie moznaby dokonac tego wywrocenia sie w sobie.

RedJohn - 1 Czerwiec 2012, 09:15

Jeżeli tu jest inaczej niż tam.
To tam powinny być rzucone wszelkie balasty i powinno się dokonać oświecenie.
Tymczasem twierdzisz, że można być tam i można być równie mocno zaślepionym jak tu.

Może i karma i ta cała reinkarnacja to faktycznie jedna wielka iluzja.
Ale czy nie jest tak, że one i tak są pewnego rodzaju drogą prowadzącą do zrozumienia/widzenia? Każdy kroczek mały do przodu, potem czasem dwa do tyłu.
Prawda jest taka ze nie popełniając błędów niczego byśmy się nie nauczyli. Czyż nie?

Akataleptos - 1 Czerwiec 2012, 12:23

W okresie pomiedzy smiercia a nowymi narodzinami czlowiek moze pozbyc sie balastu, jednak pozostawil tutaj swoje mentalne przywiazania, ktore znow go tutaj przyciagna i ktorych ostatecznie moze pozbyc sie tylko podczas inkarnacji w ciele.

Ksiezyc pelni role czegos w rodzaju "oskarzyciela przed tronem Boga" i na podstawie swoich zeznan ma prawo do wrzucenia czlowieka ponownie w cialo.

Chodzi o to, by pozostawic swoje czyny za soba, tak, by nie mogly juz za czlowiekiem isc, powrocic do stanu sprzed narodzin podczas inkarnacji w ciele.
Karma to nabieranie rownowagi, aby jednak wyplatac sie spod jej panowania, nie mozna kiwnac nawet palcem ;) Kiedy czlowiek pozbywa sie mentalnych balastow, dokonuje przewrotu w druga strone, odkrywa, ze we wszystkim co robi, nie ma jego wykonujacego czynnosci, ze to dzieje sie samo, jakby sila rozpedu wczesniej wlozona. Kiedy choc raz czlowiekowi zda sie, ze cos on robi, albo ze jest skrzywdzony przez los i musi poprawic warunki zycia, to nakreca zaleznosci przyczynowo-skutkowe od nowa i nie pozwala im sie zatrzymac. Pozostawic wszystko samemu sobie, niech swiat zatroszczy sie o to co nalezy do niego.

Cytat:
Prawda jest taka ze nie popełniając błędów niczego byśmy się nie nauczyli. Czyż nie?


Dla mnie swiat rozszczepiony to cos w rodzaju alchemicznego laboratorium, gdzie na potrzeby badan odwrocone zostaja wszystkie wlasciwosci swiata scalonego. Wprowadza sie w ruch najrozniejsze idee, zderza sie je ze soba, miesza i mozna tutaj dobrze sie bawic, o ile nie uzaleznia sie od tego swiata i nie szuka w nim siebie. Gdy uzaleznia sie od tego swiata, szuka sie w nim czegos stalego, szuka sie w nim siebie, trzeba liczyc sie z niekonczacym sie ciagiem niepowodzen i aby znalezc siebie naprawde, trzeba zatrzymac sie, wywrocic wszystko do gory nogami i wtedy to jest jak waz, ktory gryzie koniec wlasnego ogona. Wiele istot utknelo tutaj i tkwia tutaj od wielu, wielu epok, bedac pasozytami, graja role bogow, wypracowali oni tak wyrafinowane metody manipulacji, ze wydaja sie identyczni w porownaniu z ich odpowiednikami ze swiata scalonego. Trzeba byc naprawde gleboko zakorzenionym w sobie, aby rozpoznac, ze cos z tymi opiekunami i bogami nie gra. Niektorzy sa tak niesamowicie piekni i swietlisci, oraz wydaja sie tak wszechmocni, ale z perspektywy swiata scalonego sa oni na dnie otchlani piekielnych :P Niektorzy zabrneli w tym tak daleko, ze juz jest dla nich nie do pomyslenia by to odwrocic.

Taki Samael/Jahwe, to odwrocona do gory nogami idea Boga, a jego aniolowie to odwroceni aniolowie prawdziwi. To co oni wszyscy robia, to proba jak najwiekszego upodobnienia sie do oryginalu. Im bardziej sie upodobnia do swiatla prawdziwego, tym wiekszy cien tworza.

Byc moze troche sie powtarzam, ale chyba warto to sobie wbic w swiadomosc :lol: Praktycznie caly rynek ezoteryczny, new-ageowy, to wlasnie robota tych istot.
Ktos, powiedzmy, ze katolik dokonuje "duchowego przelomu" i staje sie np. new-ageowcem i wydaje sie mu, ze w porownaniu z katolickimi moherami jest "duchowo rozwiniety", a w rzeczywistosci wpadl z deszczu pod rynne. Zalewa sie duchowymi przekazami, ktore sa bardziej wyrafinowana robota tych samych istot, ktore wczesniej staly za katolicyzmem i ktore porzucily dawne metody, by je zaktualizowac.

Akataleptos - 1 Czerwiec 2012, 13:46

Cytat:
Może i karma i ta cała reinkarnacja to faktycznie jedna wielka iluzja.


Ja bym powiedzial, ze to jest jak film nagrany na DVD. Kiedy oglada sie film, to widac nastepujace po sobie wydarzenia, ciag przyczynowo-skutkowy, ale one wszystkie juz sa rozegrane na plytce i tylko czekaja na odkodowanie ich na ekranie.
Swiat roszczepiony to wlasnie takie cyferki, dekodowane przez odpowiednie mentalne filtry. Te filtry sa jednoczesnie maskami w sztuce, jest to wiec cos wysoce interaktywnego :P
Czlowiekowi zdaje sie, ze gdzies idzie, chociaz to sa tylko wrazenia przewijajace sie na zaslonie/ekranie przed nim. Sa rozne warianty scenariuszy, w ktore wchodzi sie w zaleznosci od pokierowania uwaga.

Filmik

Cytat:
Planety to takie treningowe sale, a satelity to galki do krecenia, zwiekszajace obciazenie


Mozna to tez porownac do studia muzycznego z tymi wszystkimi pokretlami do znieksztalcania dzwieku, satelity to wlasnie takie pokretla.

Akataleptos - 1 Czerwiec 2012, 20:22

Cytat:
Tymczasem twierdzisz, że można być tam i można być równie mocno zaślepionym jak tu.


W ktorym miejscu tak napisalem?

Jesli widzisz nacpanego, ktory cos majaczy i patrzac na ciebie widzi latarnie, a ty nie widzisz tego co on, to znaczy, ze jestes zaslepiony na jego swiat, czy ze on mowi o czyms czego nie ma? :P

RedJohn - 1 Czerwiec 2012, 22:32

W takim razie kto świadomie wybrałby TAM reinkarnację?
Akataleptos - 1 Czerwiec 2012, 22:49

Moze kaskaderzy jacys.

Mi nic nie wiadomo o jakims wyborze inkarnacji tutaj, nie mam tutaj niczego waznego do zrobienia, pisze to wszystko dla zabicia czasu. To by znaczylo, ze w swiecie odwroconym chcialem tutaj przyjsc :lol: jednak zeby z niego wyjsc, nie chce tutaj niczego, nie mam nawet pragnienia checi opuszczenia go ;) Ci, ktorzy maja tutaj jakies wazne duchowe misje do wykonania, sprzeciwiaja sie swojej prawdziwej "ojczyznie". Szamotanie sie w checi wyzwolenia z tego pokawalkowanego swiata tylko umacnia jego projekcje, tylko bardziej zaplatuje sie w sieci. Nie mam nawet takiej wladzy by ruszyc palcem samodzielnie, niech sie dzieje to co ma byc. Ta chwila jest taka, ze w tym momencie po prostu lepsza byc nie moze.

RedJohn - 1 Czerwiec 2012, 23:03

A jednak! Jesteś TU :)
Jutro postaram sie poszukac fragmentow w ktorych pisałeś o tym :)
Dobranoc :)

Akataleptos - 1 Czerwiec 2012, 23:10

Nie mozesz w zaden sposob odroznic po ktorej stronie jestem.

Ide ulica z jakims czlowiekiem, jemu sie wydaje, ze gdzies idzie i sie porusza, a ja jestem swiadomy pojawiania sie wszystkiego w swiadomosci, ktora stoi zawsze w bezruchu. Ja stoje w miejscu, on idzie, a i tak jestesmy obok siebie.

Akataleptos - 2 Czerwiec 2012, 00:28

RedJohn, ja tutaj ci daje przed nosem najwieksza tajemnice tego swiata i jak od niego uwolnic sie na wieki :P

Mowi sie, ze ludzie wybrali inkarnacje tutaj, bo chcieli, bo chcieli sie czegos nauczyc, a ja tutaj w ogole tego nie czuje, wydaje mi sie to idiotyczne bym chcial tu przyjsc. Ale przeciez jestem w swiecie, ktory jest odwrotnoscia swiata autentycznego, wiec po drugiej stronie moja intencja mogla byc odwrotna. I teraz, zeby z tego pokawalkowanego swiata wyjsc juz raz na zawsze, to czlowiek zamiast sie starac o to by z niego wyjsc, czy tez odrobic na nim jakies wazne lekcje, musi porzucic nawet pragnienie checi wyjscia z niego i poprawy czegos na nim i wtedy wywraca ten swiat na druga strone, bez opuszczania go i odrabia swoja "lekcje".

I ewentualnie jakis "koniec swiata" przydalby sie jako taki test weryfikacyjny tego, czy chce sie go o opuszczac, czy wszystko jest tak jak powinno :P

Akataleptos - 2 Czerwiec 2012, 08:40

Takie porownanie mi przyszlo do glowy, ze swiat, ktory czlowiek widzi w swojej "codziennej" swiadomosci tzn. kiedy uwaza sie za jakas samodzielna jednostke wobec pozbawionego swiadomosci wszechswiata, gdzie widzi gwiazdy jako fizyczne zjawiska, to tak jak sweter wywrocony na lewa strone z tymi wszystkimi "farfoclami", metkami i szwami na wierzchu. I poprzez od-tozsamienie sie, przewraca sie to na wlasciwa strone i widac, ze ta tozsamosc cierpiaco-narzekajaca jest trupem, a cala reszta jest zywa. To jest wlasnie zmiana z patrzenia na widzenie. Mozna dac przyklad Jezusa, bo kiedy zostal pochwycony przez zolnierzy, to jego cierpiaca, wirtualna osobowosc zostala pozostawiona samej sobie, a jego swiadomosc zostala "wywrocona" w strone gwiazd i byl wolny od tego calego zamieszania. Ludzie martwi ogladali to przedstawienie, ale jego samego w tym nie bylo.

Ilustracja

Cytat:
Rzekł Jezus: "Niemożliwe, aby ktoś wszedł do domu siłacza, pochwycił go przemocą, jeśli wpierw nie zwiąże jego rąk. Wtedy wywróci jego dom".


Cytat:
"Niebo wywróci się i ziemia w waszej obecności, a żywy z Żywego nie ujrzy śmierci ani strachu, gdyż Jezus rzekł: "Kto znalazł samego siebie, tego świat nie jest wart".


Apokalipse ludziom przedstawia sie do gory nogami, w wersji "archontow" i ich ratunku przed zaglada.

Akataleptos - 2 Czerwiec 2012, 09:54

Jesli idzie sie do nieba po smierci, to bedzie sie wracalo tak dlugo, az przewroci sie swiat w druga strone, tak by niebo przyszlo samo na dol :P
RedJohn - 2 Czerwiec 2012, 10:33

Hej, nie chce mi się szukać i grzebać w Twoich wypowiedziach, ale napisałeś coś w tym stylu, że świadomość po śmierci może trafić do tych niby wyższych istot, które to niby wmawiają nam, że musimy inkarnować, żeby sie czegoś nauczyć, a inkarnując zdobywamy nowe obciążenia karmiczne i tak toczy się to do momentu aż nie uświadomimy sobie, że to nie o to chodzi.

Później piszesz, że po śmierci jest coś w stylu oświecenia.

Ja się pytam, jeżeli po śmierci fizycznej jest coś w stylu oświecenia, to powinniśmy chyba wiedzieć, że nie musimy inkarnować, i te całe przebiegłe sztuczki nie miałby większego sensu, czyż nie?

Zdradzasz mi tajemnice Świata? Ja rozumiem, że Ty w to wierzysz, ale czy to jest wiedza czy wiara? Masz na te teorie jakieś potwierdzenie? Bo mi się wydaje, że sobie tylko gdybasz :)

Akataleptos - 2 Czerwiec 2012, 12:42

Cytat:
Ja się pytam, jeżeli po śmierci fizycznej jest coś w stylu oświecenia, to powinniśmy chyba wiedzieć, że nie musimy inkarnować, i te całe przebiegłe sztuczki nie miałby większego sensu, czyż nie?


Ty jako osoba nigdy sie nie "oswiecisz", wiec ty nie bedziesz "po drugiej stronie" jako ktos oswiecony, kto wie, ze nie musi, wiec to co piszesz nie ma sensu.
I dlatego jestes znow przykuwany, az do rozpoznania, ze to co myslisz o sobie i swiecie, to halucynacja, jeszcze podczas jej trwania, tak, ze kolejne osobowosci nie beda mogly juz zostac wgrane.

Twoja osobowosc i cialo do niej przynalezace nalezy do "archontow", swiadomosc ich to swiat "odwrocony" na strone wlasciwa, zostawic temu swiatu co jest jego, a swiatu prawdziwemu to co jego. Cialo i osobowosc same w sobie, bez swiadomosci, sa bez czucia, sa wirtualne i martwe. Moga sprawiac wrazenie czegos cierpiacego i pokrzywdzonego, albo kochajacego i troskliwego, chodzacego po swiecie, ale same w sobie to tylko obrazki na ekranie.

Cytat:
Zdradzasz mi tajemnice Świata? Ja rozumiem, że Ty w to wierzysz, ale czy to jest wiedza czy wiara? Masz na te teorie jakieś potwierdzenie? Bo mi się wydaje, że sobie tylko gdybasz :)


Pisze tylko dla zabicia czasu, nie przejmuje sie tym by cos ci potwierdzac, nie przejmuje sie tym co pojawia sie i znika.

Akataleptos - 2 Czerwiec 2012, 13:32

Mowiac "przeciwswiat" nie mam na mysli jakis pseudo-naukowych teorii, nie nalezy tez traktowac tego w ten sposob, ze doslownie cos zostaje odwrocone np. ze ludzie zaczynaja chodzic do tylu, jablka spadaja na galezie z ziemi itd. :P
To sa wyobrazenia, a "przeciwswiat" jest nim dlatego, ze jest po drugiej stronie wyobrazen, jakichkolwiek teorii matematyczno-fizycznych. To cos poza czasem i przestrzenia. I to jest tutaj, za darmo.

Akataleptos - 2 Czerwiec 2012, 17:03

RedJohn nie masz czasem wrazenia, ze to wszystko musi byc bardzo proste, tylko chodzi o to, by odkryc jeden taki "myk", ktory otwiera wszystkie drzwi do nieskonczonosci, a zamyka wszystkie drzwi ograniczeniom? :lol:

Ja wiem czym jest ten myk, ale wszystko co moge zrobic to negowanie tego, czym on nie jest, bo znajduje sie za wyobrazeniami i teoriami. Dlatego tez piszac ze mna zawsze bedziesz mial wrazenie, ze jestem przeciwko, ale ja nie jestem wrogo nastawiony. To dziala jak lustro.

Kiedy rozni mistycy mowili o "wierze" to nie chodzilo im o slepa wiare jak to chca "kaplani w czerni", tylko oni tez mieli ten myk, ktorego nie da sie wytlumaczyc, a ktory wlasnie sprawia, ze oczy sie otwieraja.

Akataleptos - 2 Czerwiec 2012, 19:25

Cytat:
tu wszystko jest osobiste, kontrolowane i ciagle spod tej kontroli sie wymykajace, tam wszystko jest bezosobowe, a jednoczesnie zindywidualizowane, trudne do uchwycenia z perspektywy pokawalkowanej swiadomosci pogodzenie tego ze soba


Osoba to dla mnie nie to samo co indywidualnosc.

Osoba to "ja i reszta swiata" natomiast indywidualnosc to "ja, dzieki reszcie swiata", jak puste miejsce pomiedzy innymi.
Gdy wszystko staje sie osobiste, to tworzy sie zbiorowy umysl, gdzie ktos na szczycie jakiejs hierarchii jest "szefem", natomiast gdy wszystko jest indywidualne, jest jeden umysl, samoorganizujacy sie. Umysl zbiorowy jest podatny na "zawieszanie sie systemu" i grozi utrata danych, pamieci. Umysl indywidualny to niedestrukcyjne osadzanie sie fal w sobie, co uniemozliwia utrate danych, zwana smiercia :P

Cytat:
I zapytał go: Jak ci na imię? Odpowiedział mu: Na imię mi Legion, gdyż jest nas wielu.

RedJohn - 2 Czerwiec 2012, 19:37

Nie wiem czy wiem o jaki myk Ci chodzi, ale wiele razy odnosze wrazenie, ze to nie ma wiekszego znaczenia, wczystko co mowie, co piszesz ma tzw. drugie dno i może oznaczać to o czym piszesz i co masz do przekazania, ale może tez oznaczać jego przeciwieństwo które też chcesz przekazać. Ma znaczenie, ale nie ma znaczenia. Inny słowy coś może być dobre i złe jednocześnie.

Tak kolego, wiele razy odnoszę wrażenie, że to wszystko jest bardzo proste, aż tak proste, że czasem się o tym zapomina, czasem się to pomija. Coś jest blisko a my szukamy daleko. Coś jest przed oczami tak blisko, ze tego nie widać.

Nie odniosłeś się do mojego pytania o przymus reinkarnacji, ewentualnej manipulacji, że taka konieczność istnieje. Lub też nie zrozumiałem Twojego posta. Proszę o prostszą odpowiedź.

Jeśli jeteśmy oświeceni TAM, to dlaczego wybraliśmy bycie TU ? :) Z tego samego powodu dla którego nieskończoność wypuściła sondy? :)

Akataleptos - 2 Czerwiec 2012, 19:48

Juz odpowiedzialem.

To jak zabawa w chowanego z samym soba. Wszystkie proby poukladania sobie przez ciebie "dlaczego i po co" nalezy do swiata postrzeganego zmyslami, a osoba, ktora zadaje te pytania nie jest toba. Ty sam jestes po drugiej stronie wyobrazen, by sie znalezc i zaniemowic.

Zmanipulowac mozna tylko osobe, wiec niewazne jak bardzo sobie poukladasz to wszystko i jak wiele dowiesz sie o posmiertnych manipulacjach, to i tak nic ci nie da, bo twoj umysl zwyczajnie nie jest twoj ;)

RedJohn - 2 Czerwiec 2012, 20:10

Dobra dobra Ty mi tu nie mędrkuj, teraz przełóż to na sposób zrozumiały dla RedJohna, ew. postępuj z nim jak z dzieckiem :)
Akataleptos - 2 Czerwiec 2012, 20:11

Kto jest swiadomy, ze myslisz?
RedJohn - 2 Czerwiec 2012, 20:19

Nie dogadam sie chyba z Tobą :P
Akataleptos - 2 Czerwiec 2012, 20:34

Czytam teraz mysl, ktora napisales, jestem jej tak samo swiadomy jak tego, ze np. teraz pisze na klawiaturze. Co sprawia, ze twoja mysl nie jest mna, a moja mysl jest mna? :D
Akataleptos - 2 Czerwiec 2012, 20:56

To ty mi wytlumacz jak dziecku kim jestes i dlaczego, bo ja tego nie rozumiem.
RedJohn - 2 Czerwiec 2012, 21:34

Nie mam zielonego pojęcia czym jestem i po co tu jestem.
Gdybym wiedział to bym nie szukał... nie starał się zrozumieć...

Akataleptos - 2 Czerwiec 2012, 22:04

A jesli nie jestes szukajacym, to jak w koncu moglbys sie znalesc?
Akataleptos - 3 Czerwiec 2012, 12:46

Cytat:
Im bardziej sie upodobnia do oryginalu, tym wiekszy cien tworza


To jest podobnie jak z sytuacja, kiedy czlowiek od urodzenia jest wychowywany starannie przez nienagannych rodzicow, zapominaja oni niemal o sobie tylko po to, aby ich dziecko odnosilo sukcesy, dziecko zawsze moze liczyc na opieke i pomoc, nie ma takiej sytuacji w ktorej rodzice nie zrobiliby wszystkiego, by dziecku pomoc ... kiedy jednak dziecko uswiadamia sobie, ze nie jest tym, co rodzice mu mowia i postanawia to odwrocic, to caly cien rodzicow zostaje wywleczony na wierzch :lol:

I tak samo jest z "archontami", opiekunami ludzkosci. Wszystko co ludzie maja zawdzieczaja im, oni ludzi stworzyli, ich osobowosci, opiekunowie cale epoki poswiecili na to, by dobrze nauczyc sie wychowywac ludzi. Nikt nie potrzebuje kontrolowac tego bezposrednio, wystarczy, ze czlowiek dostal umysl dekodujacy swiat w taki, a nie inny sposob, do ktorego przykuwa sie uwage i wychowywanie odbywa sie w wiekszej mierze automatycznie. I to "cos", co stoi za myslami, cialem, wsopmnieniami itd. poprzez kierowanie uwagi zjawiskom podsuwanym przed nos, jest niewyczerpalnym zrodlem energii. Stracili zdolnosc do tego, by zachowac swoja pamiec po smieci, dlatego potrzebuja nieustannego odradzania sie ludzi w cialach i ich uwagi i uwielbienia. Ludzie sa jakby w dwoch swiatach naraz.

Patrzac na historie ludzkosci mozemy zauwazyc, ze przeciez byly tez takie okresy, w ktorych wolnosc rozkwitala, ale to bylo jak aktualizacja systemu, chwilowe puszczenie ze smyczy po to, by znow podkrecic srube i w odpowiednim momencie znow poluzowac. I tak mozna bardzo dlugo. Czlowiek ma duzo dobrych wspomnien z zycia, ale przeciez zadne ze wspomnien nie jest nim. To historie, ktore pojawiaja sie i znikaja. "Stare dobre czasy", ktore czlowiek sobie wspomina, to mechanizm aktualizacji, umysl zwalnia uscisk po to, by nastepnie znow sie straumatyzowac, skonfrontowac z czyms nieprzyjemnym i to tak nakreca sie samo bez konca, wcielenie za wcieleniem :lol:

Bohaterskie zrywy wolnosciowe, protesty, bunty, to jest czesc tresury i aktualizacji.

I jak tu powiedziec: dziekuje, ale wracam do siebie? :P

Sytuacja wydaje sie beznadziejna, ale wyjscie z tego jest tak proste jak tylko sie da. Trzeba polknac ten swiat. Zamiast byc tym co pojawia sie i znika, byc tym w czym to sie pojawia i znika. Wywrocic sweter na strone wlasciwa, a nie chodzic z metkami i szwami na wierzchu.
"Oddac cesarzowi co cesarskie, a Bogu co boskie". Oddac swiatu co jest jego, niech sam sie tym zajmuje, niech ludzka natura zostanie puszczona i sila rozpedu niech bedzie obecna w swiecie, az do jej wyczerpania. Bez przykuwania uwagi, osobowosc i cialo, same w sobie, sa bez czucia i sa tylko obrazkami na ekranie.
Ta swiadomosc, ktora odkleja sie od zjawisk, zaczyna sie rozszerzac i pochlania jak ogien od srodka.

Dobra wizualizacja :lol:

Akataleptos - 3 Czerwiec 2012, 14:16

Do zatrzymania i odwrocenia swiata potrzebna jest jednak pewna doza intensywnosci przezyc w swiecie umyslu. W przeciwnym razie nie ma czego odwrocic ;) W tym sensie opiekunowie ludzkosci i "obcy umysl" sa zbawienni dla nas. Jako srodek do celu, a nie cel sam w sobie. Cierpienie tutaj, jest dobrym czynnikiem wyzwalajacym, bo kiedy ma sie juz dosc samego siebie, tego miotania sie raz za razem, wcielenie za wcieleniem, wtedy dopiero mozna ten swiat polknac. Czlowiek szuka sam siebie, wierzy w sensownosc swoich dzialan, az w koncu to mu zbrzydnie i odnajduje siebie, widzi, ze zawsze byl tuz za tym.

Znowu dam przyklad Jezusa, on przyszedl tutaj, by przyjac w siebie istote Slonca i by "przeslonecznic" Ziemie, jednak zeby to uczynic przeszedl w swoim zyciu inicjacje "lucyferyczna", wschodnia, umyslowa, aby to umyslowe oswiecenie w pewnym momencie (podczas chrztu w Jordanie) obrocic w sercowe, dzieki tej zebranej intensywnosci.
Przyjal w siebie Slonce, jednak nosil filtry w postaci osobowosci, pewnych dawnych czynow (wieszanie krolow na drzewach jako Jozue, jak podejrzewam) i ciala, ktore zostaly oddzielone podczas drogi krzyzowej i okazaly sie tylko martwym obrazkiem, pozbawionym swiadomosci, jak film nagrany na plytce. W swiecie postrzeganym zmyslami trup na krzyzu, a w obroconym "aniol z obosiecznym mieczem".

Swiatoslaw Nowicki napisał/a:
Pierwszym listem we wstępie do „Apokalipsy” jest list do kościoła w Efezie. Efez kojarzy się nam, filozofom, przede wszystkim z wielkim greckim filozofem, Heraklitem z Efezu. I faktycznie, Heraklit, który ma w swojej gematrii Chrystusową liczbę 37:

ho Herakleitos = 70 + 8 + 100 + 1 + 20 + 30 + 5 + 10 + 300 + 70 + 200 = 814 = 37 x 22,

wyjaśnia nam tę sprawę: „Ludzie są śmiertelnymi bogami, a bogowie nieśmiertelnymi ludźmi; żyjąc, są śmiercią tamtych, a umierając ich życiem” (G.W.F. Hegel, Wykłady z historii filozofii, t. I, Warszawa 1994, s. 418 - NB. numer tej strony jest odwrotnością powyższej gematrii Heraklita).

Czyż można się więc dziwić, że Jezus (Iesous) mając gematrię 888, ma dokładnie taką samą liczbę jak martwy Logos?

Ho (70) nekros (445) Logos (373) = 888 = 37 x 24.

Co więcej, w tej Jezusowej postaci staje się on negatywem Logosu: ho alogos = 70 + 1 + 30 + 70 + 3 + 70 + 200 = 444 znaczy „niemy”, „nierozumny” „bezsensowny” itp. Jednocześnie jest to gematria wyrażenia „ciało i krew”: sarks kai haima = 200 + 1 + 100 + 60 + 20 + 1 + 10 + 1 + 10 + 40 + 1 = 444 = 37 x 12. No cóż, Logos wcielony jest A-Logosem. Ciekawe, że bez tej jednej alfy (o wartości gematrycznej = 1) ho Logos = 443, a to oznacza, że ma gematrię taką samą jak przymiotnik eilikrines = 5 + 10 + 30 + 10 + 20 + 100 + 10 + 50 + 8 + 200 = 443, który znaczy: czysty, prosty, absolutny, czyli bez „ciała i krwi”.

Warto dodać, że spotęgowanie Chrystusowej liczby 37, czyli 372 = 1369, jest gematrią dwóch znaczących słów:

bałwochwalstwo: he eidololatria = 8 + 5 + 10 + 4 + 800 + 30 + 70 + 30 + 1 + 300 + 100 + 10 + 1 = 1369

i zakryć, zatrzeć: afanizo = 1 + 500 + 1 + 50 + 10 + 7 + 800 = 1369.

Najwyraźniej 37 do kwadratu to wcielony Logos, który w tej postaci jest zakryty, zatarty, zamazany i dlatego w tym cielesnym świecie oddaje się cześć Logosowi w postaci bałwana. Rozwiązaniem może tu być chyba tylko 373 (= 50653, cokolwiek to znaczy) jako powrót z ziemskiego wygnania do ojczyzny w niebie.

Skądinąd ciekawe, że o tym samym pisze ostatnio do mnie Paweł Borcz

Akataleptos - 3 Czerwiec 2012, 15:22

Filmik do powyzszego :lol:

Jest jakies podobienstwo w historii. Czesto ludzie piszac scenariusze do jakis kreskowek, traktujac to jako sci-fi, przedstawiaja cos, co faktycznie mialo miejsce "z drugiej strony". Jednak to wszystko powstaje z udzialem mentalnych filtrow i wychodzi czesto z tego parodia, najrozniejsze postacie sa ukazywane w odmiennych rolach, czy tez mieszane sa ze soba miejsca rozgrywanych wydarzen.

Akataleptos - 3 Czerwiec 2012, 17:51

RedJohn napisał/a:
chodzi o to ze wtedy nic się nie liczy, znikają problemy zewnetrzne, czuje siebie intensywniej tu i teraz. To taki przebłysk jakby rozszerzonej świadomosci. I dołek znika. Może też być tak, że ja to określam jako użalanie, skupienie sie na sobie, jaki to ja jestem nieszczesliwy itp. (trochę przekoloryzowałem celowo) i w istocie tak jest na moment, potem przebłysk i delektuje sie tym stanem, nie jest on już dołujący, jest przyjemny. Z opisu wygląda jakby to był sadomasohizm, ale tak nie jest. Ja to mogę błednie opisywać jako stan przygnębienia/użalania jednak bliżej temu mu do stanu melancholijnej refleksji.


Widze tu dwa warianty:

Albo umysl cie programuje w ten sposob, ze najpierw sie traumatyzuje, a nastepnie daje lekarstwo przyjemnie odurzajace, albo tez w momencie szczytowym biadolenia nad soba chwilowo zrywasz identyfikacje z myslami i dokonuje sie przedsmak "obrotu".

W pierwszej wersji wszystko dokonuje sie w obrebie tresury umyslowej i kazdy taki stan bedzie rzucal swoj ponury cien. Druga wersja to wywleczenie cienia na swiatlo i tym samym pozbycie sie go.

Filmik :P

Akataleptos - 3 Czerwiec 2012, 19:03

Cytat:
Gurdżijew tak charakteryzował egzystencjalną sytuację człowieka: wszyscy rodzimy się jako ludzie śmiertelni, także i w duchowym sensie. Żeby uniknąć wyroku przeznaczenia, trzeba natrafić na jakąś drogę wiodącą do nieśmiertelności. Istnieją trzy podstawowe drogi prowadzące do tego celu. Droga fakira, droga mnicha i droga jogina. Jednak większość ludzi – gdyby istniały tylko te drogi zyskania nieśmiertelności – byłaby stracona na zawsze. Mają one bowiem nieprzezwyciężalne wady: „są trudne i tylko dla wybranych”, a w dodatku „zaczynają się od rzeczy najtrudniejszej, od całkowitej zmiany trybu życia, od odrzucenia wszystkich rzeczy doczesnych. Człowiek musi porzucić swój dom, rodzinę – jeśli ją ma – musi odrzucić wszystkie przyjemności, przywiązania i życiowe obowiązki, i wyruszyć na pustynię albo do klasztoru, czy też do szkoły jogi”. I dalej: „W życiu codziennym, nawet w życiu wypełnionym naukowymi, filozoficznymi, religijnymi czy społecznymi zainteresowaniami, nie istnieje nic i nie może istnieć nic, co dawałoby możliwości takie jak te, które zawarte są w drogach. Drogi prowadzą – czy też powinny prowadzić – człowieka do nieśmiertelności. Życie codzienne, nawet w najlepszym wydaniu, prowadzi człowieka do śmierci i do niczego innego prowadzić go nie może”.
I tutaj pojawia się miejsce dla mistyki instant. Oto Gurdżijew stwierdza: „Sytuacja byłaby doprawdy beznadziejna, gdyby nie fakt, że istnieje jeszcze możliwość czwartej drogi. Czwarta droga nie wymaga odejścia na pustynię, nie wymaga od człowieka opuszczenia i wyrzeczenia się wszystkiego, dzięki czemu do tej pory żył”. Czwarta droga nie jest oparta na „wierze”, lecz na rozumieniu. Właściwie wiara sprzeciwia się czwartej drodze. „Czwartą drogę nazywa się czasem drogą człowieka przebiegłego. »Przebiegły człowiek« zna pewną tajemnicę, której ani fakir, ani mnich, ani jogin nie znają. W jaki sposób »przebiegły człowiek« poznał tę tajemnicę, nie wiadomo. Może trafił na nią w starych księgach, może odziedziczył ją, może ją kupił, może wykradł ją komuś”. Tak czy inaczej, okazuje się, że człowiek podążający tą ścieżką jest pod każdym względem w lepszej sytuacji od adeptów pozostałych dróg.

Akataleptos - 3 Czerwiec 2012, 22:48

Cytat:
Tak kolego, wiele razy odnoszę wrażenie, że to wszystko jest bardzo proste, aż tak proste, że czasem się o tym zapomina, czasem się to pomija. Coś jest blisko a my szukamy daleko. Coś jest przed oczami tak blisko, ze tego nie widać.


Piosenka :D

Cytat:
wiele razy odnosze wrazenie, ze to nie ma wiekszego znaczenia, wczystko co mowie, co piszesz ma tzw. drugie dno i może oznaczać to o czym piszesz i co masz do przekazania, ale może tez oznaczać jego przeciwieństwo które też chcesz przekazać. Ma znaczenie, ale nie ma znaczenia. Inny słowy coś może być dobre i złe jednocześnie.


Pisze sobie, bo trzeba jakos zabic czas. Wszystko co postrzegalne to jakas gra. Nie wiem skad sie to bierze, ze pisze te rzeczy i nie jestem pewien niczego co tutaj napisalem, dlatego tez moge byc wolny od tych wpisow.
Jest to moj sposob spedzania czasu, nie ma zadnego drugiego dna. Staram sie wlasnie wskazac na swiadomosc pozbawiona jakis warstw i opisow, a srodki jakich uzyje do tego, cala otoczka i mitologia to tylko srodek do celu.

Akataleptos - 4 Czerwiec 2012, 14:34

Cytat:
Tak czy inaczej, okazuje się, że człowiek podążający tą ścieżką jest pod każdym względem w lepszej sytuacji od adeptów pozostałych dróg. Otóż, według Gurdżijewa, człowiek taki „wie całkiem dobrze, jakiego rodzaju substancji potrzebuje on dla swoich celów, i wie, że te substancje mogą zostać wytworzone w ciele po miesiącu fizycznych cierpień, tygodniu emocjonalnego wysiłku czy też dniu ćwiczeń umysłowych. Wie także, że mogą zostać one wprowadzone do organizmu z zewnątrz, jeśli wiadomo, jak to zrobić. Przygotowuje i połyka małą pigułkę, która zawiera wszystkie potrzebne mu substancje, i w ten sposób, bez straty czasu, uzyskuje pożądane rezultaty”.


Dlatego tez polecam duzy wysilek fizyczny, a takze wielotygodniowe posty, nie nastawione jednak na umartwianie ciala, lecz na glebsze wnikanie w nie.

Wszelkie praktyki duchowe powinny byc traktowane jako srodek do celu, a nie cel sam w sobie. Praktyki dla samych praktyk to religia i prowadza do dojenia z energii przez jakies "narkotyczne" byty. Kiedy mowie, ze praktyki duchowe nie sa w stanie czlowieka uwolnic, to nie mam na mysli tego, ze nalezy usiasc na tylku i nic nie robic. Zaden len duchowy nie wyzwoli sie spod panowania zmyslow. Duchowe praktyki jak posty, medytacje, spiewy, modlitwy itd. to jest cos, co powinno zostac wykorzystane do "gromadzenia mocy", rozpalania ognia od wewnatrz i wykonania "obrotu". Swiadomosc to cos co nie porusza sie i nie zmienia, jednak potrzeba czegos przeciwnego, aby obrocic sie w jej kierunku, zachowujac jednak swiadomosc tego bezruchu w tle. Trudno mi inaczej to wyjasnic. Tak jakby wszystko co sie robilo, robila osoba trzecia. Czlowiek nie znajdzie siebie w praktykach, ale musi posluzyc sie nimi, by znalesc siebie z drugiej strony.
Potrzeba wielkiego wysilku i samodyscypliny, jednak zachowujac swiadomosc tego, ze nie jest sie tym co robi, ten wysilek przyjmuje sie lekko. Wystarczy spojrzec na Slonce i jego znieksztalcony obraz jako fizycznej, plonacej, kuli materii. Slonce to swiadomosc, nie podejmuje zadnego wysilku, ale jak ogromnej energii potrzebuje by swiecic.

To samo tyczy sie psychodelicznych srodkow, czy "roslin mocy". To tez srodek do celu, narzedzie, a nie cel. Ludzie siedzacy "w temacie" czesto absolutyzuja np. szyszynke, a to jest tylko implant biologiczny dajacy wglad w swiat obroconych idei. Jest cos poza szyszynka, DMT, wymiarami itd. To sa rzeczy wyzwalajace o ile sluza do gromadzenia "mocy", a nie podniecania sie fajerwerkami.

Podobnie jest z nauczycielami duchowymi, czy sa potrzebni, czy nie. To prawda, ze czlowiek juz jest nieskonczony i wolny, ale ktos musi mu o tym przypomniec. Wszystko rozchodzi sie wlasnie o godzenie tych przeciwienstw ze soba i "obrot". Moim "guru" jest istota zwana Hermesem Trismegistosem.

I dlatego tez zadna prawdziwie "oswiecona" istota nie porzuci swych duchowych praktyk az do smierci ciala, poniewaz tylko dzieki nim jest w stanie byc widocznym w swiecie zmyslow jednoczesnie bedac po drugiej stronie, w bezruchu :lol:

Akataleptos - 4 Czerwiec 2012, 15:07

RedJohn wspomnial o Uzulim z forum DI.

Cytat:
Czynności rekomendowane istocie, której ogniskowa koncentracja uwagi opuszcza ciało fizyczne /żółte/ w wyniku śmierci.
Należy zwrócić uwagę na prawdopodobieństwo nagłej groźby asymilacji ogniskowej koncentracji, skupionej w ciele zielonym, bądź niebieskim, w trakcie trwania w czasoprzestrzeni wewnątrz owalu tuby morficznej, aktualnie wydłużonej do obszaru, gdzie wyczuwalna jest energia skupiona istoty. Gdy umiera dana istota ludzka, natychmiast podąża ku jej ogniskowej koncentracji plastyczna tuba, jakiej źródłem jest określona placówka eksperymentalna imitująca śliczną krainę/szkołę, czy sama enklawa eksperymentalna o charakterze regenerującym. Można to zjawisko porównać do pracy ssącej rury od odkurzacza. Od stanu indywidualnego pęków czakr zależy, w jakim ciele istota pojawi się otoczona owalem tuby niebędącej tunelem czasoprzestrzennym powstałym naturalnie na skutek procesów generowanych przez sam audyt/planetę w synchronizacji z oknem - gwiazdą. Tunele naturalne oczywiście istnieją, lecz większość istot umierających nie doświadcza wnikania w nie. /Wnikanie pośmiertne w tunele naturalne pola czasoprzestrzeni planety miało miejsce w epokach, zanim nastąpiła ingerencja kombinatu światła kontrolowanego w pierwszej połowie spektrum częstotliwości/.

Sztuczne tunele składają się na masę ektolitową, którą istota dostatecznie posługująca się ciałami zielonym, bądź niebieskim, może przekształcać. Gdy umiera doświadczona istota /czarownik, wojownik/, zazwyczaj dokonuje ona nagłych rozproszeń ciał zielonego, bądź niebieskiego, po czym pojawia się poza wnętrzem tuby w zupełnie odmiennym środowisku, niż "mrok" owego "tunelu". Możliwe jest wówczas korzystanie z przeogromnej palety możliwości, od wykreowania własnego miejsca służącego do kumulacji energii na podróż w rejon pierścienia indygo audytu Gajihani - vi, przez penetrację pola czasoprzestrzeni poszczególnych pierścieni w poszukiwaniu innych istot świadomych w odpowiednim stopniu realnej sytuacji planety związanej z ekranem zabezpieczającym jej wymiar piąty, po niekiedy nawet bezpośrednie starcie z patrolami światła kontrolowanego. Realia w częstotliwościach ciał planety następujących po żółtym doświadczanym tu obecnie w tej chwili, przypominają interakcje w świecie przyrody pomiędzy różnymi formami życia z tą różnicą, iż tam już mamy do czynienia z większą swobodą ruchu, zmian kształtów i gabarytów, czy dysponowaniem szeregiem zdolności opartych o komunikację z tworzywem ektolitowym sztucznym i prawdziwym oraz tworzywami plazmowymi i plazmopodobnymi, a także innego typu masami plastycznymi, efemerycznymi w zależności od danego środowiska ciała kuli i spektrum częstotliwości.

Tak więc priorytetem jest dla istoty, by natychmiast po opuszczeniu tej tutaj częstotliwości trzeciego wymiaru, emanowała ona energią pęków zieleni i niebieskiego na zewnątrz, co pozwoli jej na dysponowanie zaletami ciał owym pękom odpowiadającym. Pęki czakr serca i gardła powinny być otwarte w stopniu dostatecznym. Wówczas percepcja istoty będzie na tyle wyostrzona, iż nie da się ona podejść urokom ślicznych przedstawień, w skład których często wchodzi proceder polegający na imitowaniu przez zwodniczy negatyw istot będących zmarłymi wcześniej członkami rodziny danej istoty. Jest to skuteczna metoda omamiania umierającego analogiczna do sytuacji, w której ufne zwierzę jest wabione przez człowieka mającego nieczyste intencje. Metoda ta jest stosowana zwłaszcza do omamiania istot umierających o dosyć słabej kondycji poszczególnych pęków czakr. Jednak nie wszystkie takie przypadki spotkań bliskich po śmierci świadczą o owej groźbie, aczkolwiek spora ich część takim podstępem właśnie jest.

Mamy także to czynienia z przypadkami, kiedy umierająca istota jest eskortowana przez "anielskie" aparycje prosto do wnętrza ruchomej placówki eksperymentalnej, którą interpretuje ona zazwyczaj, jako, niezwykle atrakcyjne i bajeczne wręcz miejsce, w którym często pragnie ona pozostać. Miejsce to jest w rzeczywistości obiektem wibrującym w czasoprzestrzeni, przypominającym wyglądem pojazd latający stopnia zaawansowanego o pokaźnych gabarytach. Może mieć on również kształt połowy kuli niczym latająca wyspa. Obecny wymiar piąty planety Ziemi jest bogaty w tego typu obiekty przemieszczające się nad ciałem niebieskim, /także wewnątrz tegoż ciała i pod nim/ audytu Gajihani - vi.

W kolejnej części przedstawię szczegółowo czynności rekomendowane, jakie należy podjąć celem uniknięcia spotkań z energiami nieprzyjaznymi o charakterze lepkiego uroku hipnotycznego, do zdemaskowania których najodpowiedniejsze są ciała niebieskie i aurenia indygo. Zatrzymanie zjawiska przyciągania przez światła białe i złote jest czynnością dosyć łatwą. Trudniejsze w realizacji są już metody omijania patroli światła kontrolowanego, uchodzących w niektórych źródłach za "strażników" planety Ziemi, niemających nic wspólnego z oddziałami wojsk z wnętrza okna - gwiazdy Słońca.

Akataleptos - 4 Czerwiec 2012, 22:03

Pisanie tutaj przed wymyslona publicznoscia, jakimis "duchowymi adeptami" to jest moja duchowa praktyka oczyszczajaca, dzieki ktorej moge wykonac "obrot", to takie moje dziwactwo :P Nie utozsamiam sie z tym, to tylko narzedzie.

Ludzie sa ssakami uwiezionymi w smoczym jaju, wlasnie po to, by wessac to jajo w siebie gdy juz dorosna do tego, w ten sposob znajdujac sie poza nim.

Akataleptos - 5 Czerwiec 2012, 13:51

Cytat:
Osoba to dla mnie nie to samo co indywidualnosc.

Osoba to "ja i reszta swiata" natomiast indywidualnosc to "ja, dzieki reszcie swiata", jak puste miejsce pomiedzy innymi.
Gdy wszystko staje sie osobiste, to tworzy sie zbiorowy umysl, gdzie ktos na szczycie jakiejs hierarchii jest "szefem", natomiast gdy wszystko jest indywidualne, jest jeden umysl, samoorganizujacy sie. Umysl zbiorowy jest podatny na "zawieszanie sie systemu" i grozi utrata danych, pamieci. Umysl indywidualny to niedestrukcyjne osadzanie sie fal w sobie, co uniemozliwia utrate danych, zwana smiercia


Umysl zbiorowy vs indywidualny :D

Akataleptos - 5 Czerwiec 2012, 23:35

Prosta i wstrzasajaca prawda: jestem na tym swiecie sam, a cala reszta to tylko lustro.
Akataleptos - 6 Czerwiec 2012, 00:45

Adam Wisniewski Snerg napisał/a:
Zwinne jak małpki kukiełki dzieci wpadały z wrzaskiem pod ruchome wraki wozów, obrywały sobie wzajemnie uszy lub łamały plastykowe nogi i zdzierały nosy w beztroskich zabawach pod wierzchołkami ulicznych palm. Lepsze miejsca w dekoracyjnych niszach i w zawalonych szopach okupowały rodziny biedaków naśladujących jakieś skromne zajęcia. Jedne atrapy ludzi zajmowały się tu wyrobem lichych imitacji, inne - drobnym handlem. Ostatnia sztuczna nędza i hołota żerowała na wysypiskach pozornych śmieci lub próżnowała bezczelnie przy krawężnikach jezdni, najczęściej w pozycji leżącej na wznak


Cytat:
Już chciałem mu wskazać przedmiot jego długotrwałych poszukiwań, kiedy do baru wszedł Płowy Jack.
- Szanuję was wszystkich, którzy pozostajecie w cieniu - powiedział.
Przybył w towarzystwie kilkunastu manekinów. Na jego widok instynktownie (czy to pod wpływem obawy, że w końcu zapyta mnie o pochodzenie czerwonej plamy na koszuli, dostrzeżonej u Yorenów, czy też kierowany niechęcią do wysłuchiwania dalszego ciągu przepowiedni na mój temat) ukryłem się za gazeta rozpostartą przez sztucznego sąsiada, chociaż wykluczałem możliwość, że prorok przywoła tu policję lub karabinierów.
- Jeżeli mnie też szanujesz - rzekł barman - to spraw, by włosy odrosły mi na głowie.
- A wierzysz, że mogę to uczynić?
- Ufam ci, Panie. Ty to potrafisz.
Płowy Jack zmierzył barmana długim, poważnym spojrzeniem. Kazał mu stanąć pod tabliczką, gdzie namaścił klejem jego plastykową czaszkę i założył na nią perukę zdjętą z gwoździa. Tak ozdobionego skierował za ladę mówiąc:
- Szynkarzu, już nie zaświeci łysina twoja. Licz dalej swoje pieniążki i wracaj do statków.

Akataleptos - 6 Czerwiec 2012, 12:48

Cytat:
Kolejnym punktem spornym w koncepcji Kanta i teorii Einsteina, jak mogłoby się wydawać, jest pogląd na relację zachodzącą pomiędzy przedmiotem a przestrzenią. Dla Kanta przestrzeń istnieje niezależnie od zjawisk: „nie można sobie wyobrazić, że nie ma przestrzeni, jakkolwiek można sobie pomyśleć, że nie spotykamy w niej żadnych przedmiotów" . Fenomeny w żaden sposób na nią nie wpływają, jak bowiem stwierdza Kant: "przestrzeń uważa się za warunek możliwości zjawisk, a nie za określenie od nich zależne" . Jak stwierdza Cassirer: "fakt, że ani czysta przestrzeń ani czysty czas (...), a tylko ich wypełnienie jakimś określonym materiałem empirycznym daje to, co nazywamy rzeczywistością, należy do podstawowej doktryny krytycznego idealizmu" . Na tym tle zupełnie inaczej prezentuje się czasoprzestrzeń fizyki, która w obecności masywnych obiektów (np. planet, gwiazd, czarnych dziur) może ulegać zakrzywieniu. Hawking w Krótkiej historii czasu pisze: "Czasoprzestrzeń nie jest płaska, lecz zakrzywiona lub pofałdowana przez rozłożona w niej energie i masę" . Nie jest ona zatem tworem niezależnym, apriorycznym ale podłożem dla istnienia przedmiotów, które mogą na nią wpływać i modyfikować jej konstytucję.

Ponadto Kant postuluje, iż może istnieć "tylko jedna jedyna przestrzeń" . Dlaczego? Otóż, jak pisze, "przestrzeń wyobrażamy sobie jako nieskończoną daną nam wielkość" , dlatego "jeżeli mówi się o wielu przestrzeniach, to rozumie się przez to tylko części jednej i tej samej przestrzeni" . Przestrzeń jako forma czystej naoczności nie jest bowiem w żaden sposób podzielona.


Rzeczywistosc jest jak lustro, a to co jest rozszczepione/sprzeczne postrzega w lustrze siebie jako nieistniejace.
Istota swiadomosci w swiecie (swietle) rozszczepionym/postrzeganym przedstawia sie jako "przestrzen", dlatego tez przestrzen "istnieje" tylko dzieki poruszajacym sie i rozkladajacym sie w niej przedmiotom (zjawisko to nazywa sie "czasem", a umysl zaangazowany w to uzbraja sie w "pamiec", ze swoimi interpretacjami tego, czy jakas zjawa byla korzystna czy nie). Kiedy w swietle nierozszczepionym dokonuje sie podzial i obrocenie idei, to swiat oryginalny sprzed rozszczepienia nie postrzega swiata podzielonego, a podzielony swiat nie widzi scalonego. Zadna istota nie moze doswiadczyc tego, czego nie ma w sobie. Po dokonaniu "obrotu umyslu" na druga strone wyobrazen nie ma wiec juz mowy o czyms takim jak czas i przestrzen, istnienie i nieistnienie.

To jest moja "ogolna teoria wzglednosci" :P

Po drugiej stronie mozna poznac siebie tylko jako najwyzsza rzeczywistosc, Boga, czy jakkolwiek to nazwac, podczas gdy w swiecie obroconych idei to jest jak na tym filmiku :lol:

Swiat "czasoprzestrzenny"/umyslowy mozna przedstawic jako kostke rubika (ciala czakrowe, albo krzyz, gdzie czas to belka pionowa, a przestrzen pozioma), po ktorej ulozeniu osadza sie ja w srodku (sercu) "krysztalowej kuli ", ktora nie ma brzegu, a ktorej srodek jest wszedzie ;) . Nie mozna jej (kostki) tam wlozyc nieulozonej, poniewaz jej sprzecznosci powoduja smierc. Warto zwrocic uwage na te kobiece ksztalty na ilustracji, to by tlumaczylo te kompleksy seksualne istot "czasoprzestrzennych" i tesknote za jakas nieokreslona "druga polowka" w gwiazdach. Idealne osadzenie sie w srodku to powrot do stanu sprzed narodzin, punkt startowy i koncowy wszystkich drog.

Ewangelia Tomasza napisał/a:
"Kto poznał świat, znalazł trupa, a kto znalazł trupa, świat nie jest go wart".


Moment "obrotu umyslu" (Ksiezyca) w strone nieskonczonosci (Slonca) w popularnej kreskowce "dragon ball" zostal pokazany jako "przemiana w super wojownika" :D Jest to zmiana ze slepego patrzenia na widzenie.

Filmik

Sen mojej znajomej:

Cytat:
zobaczyłam, że jestem w tunelu fikcyjnych przestrzeni. Taki niby tunel czasoprzestrzeni, ale nieudolnie podrobiony. Znalazłam źródło i dotarłam do kogoś, kto jakby dmuchając w ten tunel kreował światy. Wyrwałam mu go z ust i od razu wszystko znikło. Ale wtedy tuż przed moją twarzą wyłonił się z ciemności łeb ogromnego smoka. Z ogromnymi pustymi oczodołami. A ja się tylko zastanawiałam, dlaczego się go nie boję. I pozwoliłam, by mnie wchłonął. I wtedy on rozbłysnął jak piękne sztuczne ognie.

Akataleptos - 6 Czerwiec 2012, 14:37

O tym pisal tez Uzuli na forum DI w temacie: pole ochronno-rownowazaco-skupiajace eye shell, muszli oka.
Akataleptos - 6 Czerwiec 2012, 20:19

Jakkolwiek new-ageowo to zabrzmi, poza czasem i przestrzenia, w rzeczywistosci absolutnej, jest tylko nieskonczona bezwarunkowa milosc :P Nie lubie tego mowic, bo mentalne filtry straszliwie to wypaczaja i tworza jakies karykaturalne obrazy tego w krzywym zwierciadle. Granie pojeciem bezwarunkowej milosci to najsilniej udoskonalana technika manipulacji w warunkach swiatla rozszczepionego. Co sie dzieje, gdy prawdziwie bezwarunkowo kochajaca istota spotyka sie z new-ageowym aniolkiem:

Cytat:
Jeśli owe istoty spostrzegą, iż zostały zdemaskowane przez pole eye shell widzące rzeczy takimi, jakimi one są, doznają one konwulsji na skutek objawu rozszerzania się pola eye shell niczym "bańki spiralnej", obejmującej często również inne istoty rezonujące o świadomości nieskończoności. Konwulsje nasilają się, gdy istoty bieguna negatyw blokują otwarcie pęków zielonych czakr serc oraz pozostałych, ewentualnych pęków. Jeśli stopień zahipnotyzowania tych istot jest bardzo głęboki, odczuwają one większe "cierpienie" i rozmaite energetyczne wstrząsy, prowadzące do postradania zmysłów nie tylko w częstotliwości wymiaru trzeciego. Jeśli te istoty odczuwające rozszerzające się pole eye shell zdołają otworzyć pęki żółty i zielony oraz niebieski, konwulsje znikają, a istoty doświadczają nieznanej im do tej pory w danej częstotliwości poczucia spokoju oraz równowagi, co jest nabraniem świeżego powietrza w obliczu faktu perspektywy wolności realnej, całkowitej niezależności i samowystarczalności.
W tym kontekście pole eye shell działa w sposób uzdrawiający na istoty bieguna negatyw, przy czym warunkiem takiego uzdrowienia-oprzytomnienia, jest otwarcie pęków żółtego i zielonego oraz niebieskiego w początkowej fazie budzenia się mowy wiecznego dziecka, tym samym uniknięcie "bólu", którego iluzja jest często podstawą do interpretacji pola eye shell przez te istoty, jako działania "evil eye".


"Miej serce i patrzaj w serce" jak to ktos powiedzial :D

Akataleptos - 7 Czerwiec 2012, 00:34

Nie wiem o co ludziom chodzi z ta predkoscia swiatla. Gdyby nie umysl i jego "dekodowanie" swiata, faktycznie swiatlo by sie poruszalo z maksymalna predkoscia? U mnie nic sie nie porusza, kiedy cos sie pojawia i znika, to dzieje sie to zawsze tu i teraz. Swiatlo nierozszczepione, "krysztalowe", jest "uwiezione" w bezruchu, nigdzie sie nie spieszy, a "rozszerza sie" dzieki swej lustrzanej naturze i odbiciom. Sprawia to, ze gdy jakas istota czegos potrzebuje, w tym samym momencie to dostaje, a wiec pragnienie nawet nie zdazy sie pojawic. To samo ma miejsce w warunkach swiatla rozszczepionego/czasoprzestrzennego, ale tego sie nie dostrzega z powodu znieksztalcen postrzegania, tworzacych pozorne opoznienia. Jesli nikt nie wysle intencji smierci, to ta intencja nie odbije sie w jego kierunku. Jesli ktos tworzy czas, to wprowadza w ruch rowniez intencje smierci i kwestia czasu jest, kiedy go dopadnie. Trzeba obrocic wszelkie idee spowrotem aby uzyskac niesmiertelnosci, trzeba wiec przejsc przez brame smierci osobowosci, aby po drugiej stronie odnalezc siebie jako niepodlegajacego jej. To rozszerzanie sie o ktorym wspomnialem nie wymaga jakiejs ogromnej przestrzeni w ktorej moze sie to odbywac, bo dokonuje tego w sobie samym, do wewnatrz. Zamiast eksplozji i wielkich wybuchow, implozja. Przez te umyslowe fajerwerki z ktorymi ludzie nie potrafia sie obchodzic urwal im sie chyba kciuk i nie moga uchwycic istoty swiadomosci. Jeszcze tylko jedna edycja zeby tekst lepiej sie ulozyl.
Akataleptos - 7 Czerwiec 2012, 14:30

Cytat:
Swiatlo nierozszczepione, "krysztalowe", jest "uwiezione" w bezruchu.


Dlatego Morfeusz powiedzial Neo, ze gdy sie obudzi, to nie bedzie musial uchylac sie przed kulami :P
Cytat:

Jesli ktos tworzy czas, to wprowadza w ruch rowniez intencje smierci i kwestia czasu jest, kiedy go dopadnie.


Mozna powiedziec, ze gdy ktos tworzy czas, to w tym samym momencie jego smierc juz sie dokonala, lecz wewnatrz tego mirazu objawi sie dopiero w przyszlosci, po nastepujacej po sobie kolejnosci zdarzen, ktore do tej smierci doprowadza i tylko do niej moga doprowadzic, niewazne jak ogromna moc taka istota mialaby wewnatrz swojej projekcji.

Akataleptos - 8 Czerwiec 2012, 00:26

"Obrocenie idei" tlumaczy wiele spraw. Ludzie czekaja na powrot Chrystusa, mezczyzny, ale powroci tutaj kobieta i ona zrobi porzadek ;) Wlasciwie to juz wrocila. Mielismy juz matriarchat, teraz odchodzi patriarchat i nastepuje scalenie tego na wyzszym poziomie, polaczenie z "drugimi polowkami" z gwiazd.

"Archaniol Gabriel" to ona :P Michal to on.

Ilustracja

Nie chodzi o jakis kult, jak to sie robi z Maria. Kult maryjny to zamaskowana tesknota istot "lucyferycznych" do Wenus, ktora to chorobliwa tesknota jest jednym z czynnikow niszczacych Ziemie. Ksiezyc byl kiedys jej (Wenus i Ziemi - siostr ktore zostaly rozdzielone) czescia i istoty go kontrolujace za jego pomoca niszcza Ziemie, poprzez znieksztalcanie prawdziwych idei. Tak to widze.

Po prostu, planety to zywe istoty, ta planeta jest kobieta, a ludzie zyja na jej ciele. Warto o tym wiedziec, bo kobiety czasem sie zmieniaja.

Cytat:
Przyjal w siebie Slonce, jednak nosil filtry w postaci osobowosci, pewnych dawnych czynow (wieszanie krolow na drzewach jako Jozue, jak podejrzewam) i ciala, ktore zostaly oddzielone podczas drogi krzyzowej i okazaly sie tylko martwym obrazkiem, pozbawionym swiadomosci, jak film nagrany na plytce. W swiecie postrzeganym zmyslami trup na krzyzu, a w obroconym "aniol z obosiecznym mieczem".


Prawdziwa "ofiara Chrystusa" polegala na tym, ze odstapil od swojej kobiety i pozwolil by byla ponizana, raniona i gwalcona przez ludzi i ich "opiekunow", po to, by w wyniku tej ofiary ludzkosc mogla dokonac "obrot umyslu" w strone nieskonczonosci, co karykaturalnie przedstawia sie jako "nawrocenie".

To bardzo gruba sprawa, nie ma za bardzo jak to strescic.

Akataleptos - 8 Czerwiec 2012, 13:47

Inny przyklad "miedzywymiarowego obrocenia idei":

Ilustracja 1
Ilustracja 2

:lol:

Akataleptos - 9 Czerwiec 2012, 16:06

Uwazam, ze w swiecie rozszczepionym, postrzeganym zmyslami wszystkiego jest za duzo. Zbyt wiele rzeczy i zbyt mala "moc obliczeniowa" by to ogarnac.
Rozbicie "lustra rzeczywistosci" sprawia, ze dokonuje sie niepotrzebne mnozenie bytow, koncepcji, filozofii, za duzo jest ludzi i ich historii zmierzajacych donikad. Gwiazdy sa zbyt duze, zbyt gorace i zbyt daleko, po co one sa? Sa zbyteczne. To troche tak jakby jakies paprochy osiadly na projektorze filmowym i powiekszylo je do ogromnych rozmiarow na ekranie.
W swiecie zdrowym i niepotluczonym wszystkiego musi byc mniej, nie moze byc duzych odleglosci, ktore trudno jest pokonac i czegos "zbyt" by tam nie byc. Nie ma tego, co jest zbyt-eczne.

Akataleptos - 10 Czerwiec 2012, 21:53

Cytat:
Swiat "czasoprzestrzenny"/umyslowy mozna przedstawic jako kostke rubika (ciala czakrowe, albo krzyz, gdzie czas to belka pionowa, a przestrzen pozioma), po ktorej ulozeniu osadza sie ja w srodku (sercu) "krysztalowej kuli ", ktora nie ma brzegu, a ktorej srodek jest wszedzie ;)


Wszelkie duchowe praktyki powinny prowadzic do rozpalenia i podtrzymywania "wewnetrznego ognia", ktory wypali wszelkie "karmiczne" zaleznosi i mentalne przywiazania, zwlaszcza do ciala, ktore sklada sie glownie z wody.
Ogien nie moze zostac rozpalony gdy nie ma tlenu.

Czlowiek wdycha tlen, a wydycha dwutlenek wegla, gdyby jednak zatrzymal wegiel w sobie i rozpalil w sobie ogien, zamienilby sie w nie-materialny diament.

Zamiast wchlaniac swiatlo z kosmosu od wniebowstapionych mistrzow, jak to wielu robi, najlepiej jest zaprzyjaznic sie z roslinami, drzewami. To oni sa wielkimi sprzymierzencami ludzi, dzieki ktorym mozna rozbudzic w sobie uspiona moc. Wystarczy spojrzec na drzewa, ze sa podobne do ludzkich pluc, nie trzeba byc geniuszem by to dostrzec. Wystarczy tylko dzieciece nastawienie do swiata.

Takie scalenie zywiolow tworzy diamentowego, swietlistego czlowieka z jednym centrum energetycznym w sercu, ktory zdolny jest do zamieszkania na Sloncu.

RedJohn pytal kiedys, dlaczego swiadomosc oddechu jest tak wazna. Bez nieustannej swiadomosci oddechu nie ma mowy o wypaleniu mentalnych przywiazan.
Swiadomosc oddechu powoduje, ze rozne smieci zepchniete w nieswiadomosc zaczynaja sie unosic ku gorze, a najrozniejsze pasozyty, ktorymi nieswiadomy czlowiek jest naszpikowany domagaja sie swojej porcji cierpienia i zatracania sie w emocjach.

Dobrze jest je przypalic ognistymi, piorunujacymi wizualizacjami a'la "przemiana w super sayianina" z dragon balla, to naprawde dziala :P

Cialo moze roznie reagowac, w zaleznosci od stopnia zainfekowania. Moga sie pojawic np. jakies tiki nerwowe, czy mimowolne ruchy, ale nie musza. W kazdym razie nie nalezy spodziewac sie przyjemnosci od ciala.

Od swiata tez nie nalezy oczekiwac przyjemnosci. Zrywanie z identyfikacja z myslami powoduje, ze odlacza sie od zbiorowego umyslu (majacego "serwer" na Ksiezycu, ktory oplotl planete "zelazna dziewica"), a mechanizmem chcacym przywrocic sie do "rownowagi" moga byc nieprzyjemnosci, czy szantaze emocjonalne od rodziny i najblizszych. Moze sie okazac, ze przyjaciele i kochajaca rodzina to byla jakas farsa. Nie szukac "wspolnego jezyka" i "porozumienia" z nimi, zostawic to w spokoju i pozwolic temu byc.

Tyczy sie to rowniez tematu "apokalipsy".
To o czym przed chwila napisalem jest procesem indywidualnym, lecz i w wiekszej skali - planetarnym.

Cytat:
to co sprawia, ze Jowisz jest planeta gazowa, a Ziemia skalisto-wodna, to to, ze to co np. na Ziemi jest dwoma warstwami czestotliwsosci (zywiol ziemi i powietrza) na Jowiszu jest nalozone na siebie. Dlatego z perspektywy codziennej ludzkiej swiadomosci jest planeta wieksza i niezdolna do zamieszkania.


Jesli planeta ma dostapic wzniesienia, to trzeba liczyc sie z tym, ze zywioly zostana "rozwiazane" i moze sie zdarzyc, ze niebo spadnie na dol, woda zaleje ziemie, a na koniec zostanie podpalona sloneczkiem i trzeba bedzie zostawic cala przeszlosc i przywiazania za soba, jesli chce sie byc przyjacielem tej wspanialej kobiety, jaka jest H-Earth :P
Zawsze jednak mozna liczyc na pomoc zbawcow przybylych z nieba, ktorzy chetnie ludzi uratuja.

Apokalipse ludziom tlumaczy sie na odwrot, to co jest zwane katastrofami i plagami jest procesem jak najbardziej oczyszczajacym.

Akataleptos - 10 Czerwiec 2012, 22:42

Cytat:
RedJohn pytal kiedys, dlaczego swiadomosc oddechu jest tak wazna. Bez nieustannej swiadomosci oddechu nie ma mowy o wypaleniu mentalnych przywiazan.


Problem mozna zakopac, ale trup nadal jest pod ziemia, mozna go zalac, ale zaden pijak nie rozwiazal swojego nalogu kolejna flaszka. Co jak nie ogien?

Akataleptos - 11 Czerwiec 2012, 12:36

Cialo samo w sobie nie zostanie przetransformowane, podobnie jak osobowosc, poniewaz sa to pozbawione swiadomosci obrazki na ekranie.
Moze zostac jedynie oddzielone od tego, co je zasila, a zasila je przykuta uwaga. Wtedy czlowiek moze odnalesc siebie jako nieskazitelnego, za wyobrazeniami. Tak wiec swiadomosc oddechu, ani zadne inne praktyki, nie sa czyms co spowoduje transformacje, lecz czyms, co odklei swiadomosc od przemijajacych zjawisk, oddzieli swiatlosc od ciemnosci, dzieki czemu odnajdzie sie siebie, juz doskonalego, z drugiej strony.

Cytat:

Cały (25) eon pierwszego archonta zadrżał a podstawy otchłani poruszyły się.
A przez wody, te, które są nad materią (hyle), zabłysła ta strona przez objawienia jego
odbicia, która (30) została ujawniona. Gdy zaś wszystkie moce i pierwszy archont
spojrzeli, ujrzeli całą część dolnej strony, która błyszczała. Poprzez światło zaś zobaczyli
w wodzie postać odbicia. (15,1). I rzekł do mocy, które przy nim były: „chodźcie,
stwórzmy człowieka na obraz (eikon) boży i nasze podobieństwo, aby jego odbicie
stało się dla nas światłością”

(...)

Jest to liczba aniołów;
razem jest ich trzysta sześćdziesiąt pięć. Wszyscy pracowali dla niego, każdy
(5) członek po członku, aż ciała (soma) psychiczne i hyliczne zostały przez nich ukończone.
Są jeszcze inni, którzy nadzorują nad resztą namiętności. Nie wymieniłem
ich. Jeśli chcesz je poznać, to opisano to w (10) w księdze Zoroastra.
Aniołowie i demony, wszyscy pracowali aż ciało (soma) psychiczne zostało utworzone.
Ale ich dzieło było całkowicie bezczynne i niezdolne do ruchu przez dłuższy
(15) czas. Gdy matka chciała odzyskać moc, którą przekazała pierwszemu archontowi,
poprosiła Matkoojca (metropator) pełni, tego, który ma wielkie miłosierdzie.
Ten wysłał pięciu dawców światła, stosownie do świętego postanowienia (20), na
miejsce aniołów i pierwszego archonta. Ci poradzili mu, żeby mogli wyprowadzić
moc matki, i rzekli do Jaltabaotha: „Tchnij w jego twarz coś z twego ducha i jego
ciało podniesie się (25)”. I tchnął w jego oblicze swego ducha, którym była moc jego
matki. Nie wiedział o tym, bo egzystuje w niewiedzy. Moc matki wyszła z (30)
Jaltabaotha do psychicznego ciała, które przygotowali według obrazu tego, który istnieje
od początku. Ciało to poruszyło się i otrzymało siłę i zaczęło świecić. W tej samej
chwili stały się zazdrosne (20,1) pozostałe moce, gdyż powstał on dzięki nim
wszystkim, a przekazały swą moc człowiekowi.


Mozna sie domyslec, o co chodzi w tym calym cyrku z "rasa panow".

Ortodoksyjni chrzescijanie, podobnie jak new-ageowcy, twierdza, ze dostapia "wzniesienia" w nowych, doskonalych i niezniszczalnych cialach. Ze jakis blond-wlosy i swietlisty mistrz wsadzi ich do specjalnej komory, ktora da nowy poziom swiadomosci. Oczywiscie moga na to liczyc, rowniez moga liczyc na nowe zabawki i "skille", ale to jest wzniesienie kontrolowane, dzieki czemu czlowiek staje sie doskonalsza bateria.

Istota doskonalego czlowieka jest nieuchwytna, co zostalo pokazane podczas drogi krzyzowej. Chrystus nie umarl, lecz oddal archontom co jest ich i zostali jedynie z trupem. Nie zmartwychwstal w ciele fizycznym, cialo zwyczajnie zniknelo, gdy wyczerpalo sie jego przeznaczenie, tak, jakby go nigdy naprawde nie bylo.

Akataleptos - 11 Czerwiec 2012, 15:55

Oprocz swiadomosci oddechu i ognistych wizualizacji kolejna technika jaka dobrze jest wprowadzic to swiadomosc tego, ze jest sie sama tylko galka oczna zawieszona w powietrzu, bez ciala :P Cos jakby ogniste, oddychajace oko, jako odwrocenie slepego, metalowego, nieoddychajacego czlowieka i jego slepego, ksiezycowego boga.

Ilustracja
Ilustracja 2

Odpowiednia dieta jest czyms, co przychodzi samoistnie wraz z odklejaniem sie swiadomosci od przemijajacych zjawisk. Dieta nie jest w stanie czlowieka zbawic, mozna byc wegeterianinem, przykutym do swego wegeterianizmu, co jest sztucznie nalozonym ograniczeniem i czerpaniem tozsamosci z jedzenia. Dieta nie zbawia, ale oczywiste jest to, ze gdy czlowiek odklei sie od swych mentalnych przywiazan, przestajac czerpac z nich tozsamosc, to nie bedzie obzeral sie bez opamietania i jadl byle czego. Wtedy po prostu sie wie, co mozna zjesc, a co nie, tak samo naturalnie i bez zastanawiania sie, jak to jest z oddechem. W tym sensie dieta jest bez znaczenia.

Cytat:
swiadomosc oddechu, ani zadne inne praktyki, nie sa czyms co spowoduje transformacje, lecz czyms, co odklei swiadomosc od przemijajacych zjawisk


Pulapka swiadomego oddychania moze byc taka, ze czlowiek utozsamia sie z kims, kto jest swiadomym oddechu i kto sie na nim skupia. Jest swiadomosc oddechu i niepotrzebny jest ktos, kto bedzie to komentowal i wsadzal swoje cztery litery w srodek. To wyrafinowane, zamaskowane przykuwanie uwagi i takiej swiadomosci oddechu nie mozna utrzymac funkcjonujac w swiecie, dlatego wydaje sie to poczatkowo niewykonalne, a swiadome oddychanie staje sie jedynie odprezeniem po trudach codziennosci i czyms, co daje wiecej sily do zapierdzielania ;) Nie chodzi o to, by sie odprezyc i moc latwiej zapierdzielac, lecz o to, by zapierdzielajac, tak naprawde nie byc zatraconym w czynnosciach, lecz byc bez przerwy w sobie.

Albo wszystko, albo nic, nie mozna dwom panom sluzyc.

Najlepiej jest stopniowo zwiekszac stopien trudnosci.
Najpierw oddech z zamknietymi oczami nie ruszajac sie, oddech wznieci ogien, pozniej oddech z otwartymi oczami i ogniem, pozniej oddech i spacer, pozniej oddech i spacer jako lewitujace, plonace oko :P W ten sposob stopniowo pozbywa sie ciezarow i dociera sie do punktu bezruchu, bez udawania sie na pustynie i bez zadnego wyrzekania sie czegos.

Akataleptos - 11 Czerwiec 2012, 18:39

Swiatoslaw Nowicki - Kat bedzie rabal twoje cielsko, czyli o jutrzejszym meczu Polska - Rosja
Akataleptos - 12 Czerwiec 2012, 14:00

Cytat:
Oprocz swiadomosci oddechu i ognistych wizualizacji kolejna technika jaka dobrze jest wprowadzic to swiadomosc tego, ze jest sie sama tylko galka oczna zawieszona w powietrzu, bez ciala


Czy sama tylko galka oczna moze funkcjonowac w spoleczenstwie? :P Moze, ale po przestawieniu sie z traktowania "siebie" w pierwszej osobie na trzecia osobe. Zamiast "ja to robie, mysle i czuje", to "on to zrobil, pomyslal i poczul", tak jakby ogladalo sie film kiedys nagrany.

Sama tylko galka oczna nie moze niczego naprawic, ani zmienic, nie moze sie do niczego przywiazac, ani cos po swojemu skomentowac i zinterpretowac, a unoszac sie nad ziemia, jest wolna od jej przyciagania.

Czy to nie jest genialnie proste?

Widze kogos, kto stoi przed lustrem i przejmuje sie swoim wygladem i gdybym potraktowal to w pierwszej osobie, to bylbym przywiazanym do ciala narcyzem, a tak to nie ma mnie w tej czynnosci i jestem wolny od przywiazan do ciala.

Akataleptos - 12 Czerwiec 2012, 16:25

Cytat:
Sama tylko galka oczna nie moze niczego naprawic, ani zmienic, nie moze sie do niczego przywiazac


"Jestem okiem, nie moge ci pomoc"

Takie oko mogloby sie zakrasc np. do damskiej przebieralni i ogladac z ukrycia ile sie chce, ale co z tego, skoro nie ma ciala?

Nie moze tez sprawic, ze sie zamknie, bo nie ma powiek i postawione przed jakas scena przedstawiajaca ogromne cierpienie, musi widziec. Nie ma jednak filtrow postrzegania, ktore same w sobie sprawiaja, ze jakies zjawisko interpretuje sie jako korzystne, badz niekorzystne, wiec nie widzi tego samego co ktos zatracony w przedstawieniu i pozostaje nieporuszone.

Nie nalezy mylic patrzenia z widzeniem. Patrzenie nalezy do zmyslow, a widzenie jest po drugiej stronie zmyslow i zawiera je wszystkie w sobie.

Tomasz z Akwinu napisał/a:
Człowiek ma rozum i rękę.


Po dokonaniu obrotu zmienia sie to na nie-fizyczne serce i oczy.

Akataleptos - 13 Czerwiec 2012, 18:22

Jestem skrajnym minimalista jak widac.

Ludzie zajmuja sie np. czakrami, doskonale wiedza jak je oczyszczac, znaja tyle technik, mantr, medytacji, ale malo kto zastanawia sie, po co one (czakry) w ogole sa. Dlaczego jest ich siedem, a nie jedna? Jesli pojazd ma siedem silnikow, to jest wieksze zagrozenie, ze sie rozpieprzy podczas jazdy.

Zajmowanie sie nimi to jak ukladanie kostki rubika dla samego ukladania, bez intencji jej ulozenia. Moja intencja jest ulozenie, dlatego wszystko zmierza do ulozenia, jesli intencja jest ukladanie, to bedzie sie ukladac bez konca i cos zawsze bedzie sie nie zgadzac.
Jedyna moja intencja jest nieskonczonosc, widziec tylko nieskonczonosc i byc nieskonczonym, nic innego mnie nie interesuje. Odmawiam uczestnictwa w zabawie prowadzonej przez wszelkiego rodzaju kosmicznych duchowych opiekunow, stosujacych metody "krok po kroczku i dostaniesz nowa zabawke jesli bedziesz sie nas sluchal". Albo wszystko teraz i za darmo, albo nic i nigdy.

Im mniej pustej wiedzy (jak pusty jest Ksiezyc) i koncepcji tym lepiej, bo po przejsciu przez "brame serca", gdzie wszystko sie zaczyna i konczy, nic z tego nie pozostaje. Jedyne co potrzeba to zdeterminowanie, dziecieca ciekawosc i natura wojownika i wtedy wszystko przychodzi naturalnie i spontanicznie. Wszelkie techniki otwierajace na nieskonczonosc to sa abstrakcyjne sprawy i to jest jak sztuka, mozna znalesc niezliczona ilosc sposobow na to.

Akataleptos - 13 Czerwiec 2012, 20:48

Jakub Boehme - Mysterium Ziemskie i Niebieskie

Jak na szewski rozum, to calkiem glebokie teksty pisal ;) Pisal on pod natchnieniem Hermesa.

Cytat:
I gdy bierze oto wola, co jest niczem, jest ona panem i posiadaczem; nie jest ona sama bytem, a jednak panuje w bycie; i byt czyni ją pożądającą, mianowicie, bytu.


To tak jakby zrobic dziure w murze, albo w serze. Dziura nie jest ani czescia muru, ani poza nim.

Jest pozadajaca w tym sensie:

Ilustracja

Caly byt pochodzi z tej "dziury" w srodku i do niej zmierza jednoczesnie, ale nigdy ostatecznie jej nie chwyta i poznaje siebie przez nieskonczonosc.

Cytat:
6. Bacz tedy, co czynisz! Gdyż Babel stoi w żarze i płonąć zaczyna; nie masz już ugaszenia, i nie masz lekarstwa: uznana została za złą, panowanie jej ku końcowi!


Niektorzy okreslaja ten Babel jako "Azyl".

Akataleptos - 14 Czerwiec 2012, 17:50

Cytat:
Swiat "czasoprzestrzenny"/umyslowy mozna przedstawic jako kostke rubika (ciala czakrowe, albo krzyz, gdzie czas to belka pionowa, a przestrzen pozioma), po ktorej ulozeniu osadza sie ja w srodku (sercu) "krysztalowej kuli ", ktora nie ma brzegu, a ktorej srodek jest wszedzie


Niektorzy twierdza, ze centrum duchowych doswiadczen znajduje sie w czakrze trzeciego oka, albo w czakrze korony (cierniowej?) i na tym sie skupiaja. To tak jakby stwierdzic, ze kostka zostaje ulozona, gdy jedna ze scian jest np. niebieska.
Jesli absolut mamy w czakrze korony, to gdzie byl zanim czakry sie pojawily? ;)
Absolut jest w "dziurze" w sercu, poza czasem i przestrzenia, a czakry najlepiej jest "wessac", przewracajac to na druga strone. O to chodzi w "nawroceniu". Jedyne czego potrzeba do ulozenia to "fanatyczne" dociekanie tego, czym jest swiadomosc, a gdy juz sie dowie, czym nie jest, to zostaje sie z ta "dziura" i wtedy wszystkie wyobrazenia moze "zassac".

Jakub Boehme napisał/a:
I ci są wolni od Babelu i od Antychrysta, gdyby mu nawet zasiedli na łonie.


Takie zharmonizowanie centrow energetycznych sprawia, ze istota otacza sie czyms w rodzaju pola ochronnego, zwanego "merkaba". Czlowiek upodabnia sie do gwiazdy zawieszonej nad ziemia i staje sie nietykalny dla tego, co sie wydarza i nie moze sie przewrocic.

Ilustracja
Ilustracja 2

Sa ludzie, ktorzy buduja takie merkaby z krysztalow i sprzedaja je za gruba kase, ale zakup czegos takiego jest zbyteczny, poniewaz pole to jest wytwarzane naturalnie i za darmo, wraz ze zrywaniem z identyfikowaniem sie ze zjawiskami i wypalaniem mentalnych przywiazan do nich.

"Kazdy orze jak moze" jak to mowia :P

Zasysam wszystko za darmo i to mnie jara.

Akataleptos - 14 Czerwiec 2012, 19:50

Cytat:
Wystarczy spojrzec na drzewa, ze sa podobne do ludzkich pluc


Cytat:
Takie zharmonizowanie centrow energetycznych sprawia, ze istota otacza sie czyms w rodzaju pola ochronnego, zwanego "merkaba". Czlowiek upodabnia sie do gwiazdy zawieszonej nad ziemia i staje sie nietykalny dla tego, co sie wydarza i nie moze sie przewrocic.

Ilustracja
Ilustracja 2


Ilustracja 3 :D

Mozna sie domyslec tez, o co chodzi ze "zjedzeniem owocu z drzewa zycia".
Drzewo wiadomosci dobrego i zlego, krzyz/kostka na ktorym wisi trup w swiecie czasoprzestrzennym, po dokonaniu obrotu jest drzewem zycia.

http://www.salvador-dali....ukrzyowanie.jpg

Planety to takie wieksze owoce, na wiekszym drzewie.

Cytat:
to co sprawia, ze Jowisz jest planeta gazowa, a Ziemia skalisto-wodna, to to, ze to co np. na Ziemi jest dwoma warstwami czestotliwsosci (ziemia i niebo) na Jowiszu jest nalozone na siebie. Dlatego z perspektywy codziennej ludzkiej swiadomosci jest planeta wieksza i niezdolna do zamieszkania.


Katastrofa czy zbawienie?

Apokalipsa napisał/a:
I widziałem, gdy zdjął szóstą pieczęć, że powstało trzęsienie ziemi i słońce pociemniało jak czarny wór, a cały księżyc poczerwieniał jak krew. (13) I gwiazdy niebieskie spadły na ziemię, podobnie jak drzewo figowe zrzuca figi swoje, gdy wiatr gwałtowny nim potrząśnie; (14) i niebo znikło, jak niknie zwój, który się zwija, a wszystkie góry i wyspy ruszone zostały z miejsc swoich.

Akataleptos - 15 Czerwiec 2012, 12:48

Cytat:
(...)po ktorej ulozeniu osadza sie ja w srodku (sercu) "krysztalowej kuli


Cytat:
Absolut jest w "dziurze" w sercu, poza czasem i przestrzenia, a czakry najlepiej jest "wessac", przewracajac to na druga strone.


Cytat:
Ilustracja


Wykres zasysania

Dlatego pierwsi chrzescijanie uzywali symbolu ryby, a nie krzyza.

Ksiezyc wytworzyl wokol ziemi cos w rodzaju chwytajacej i szatkujacej sieci na ryby, mieniacej sie kolorami czakr, do ktorej podlaczone sa umysly ludzi, tworzac zbiorowy, szatkujacy sie wzajemnie umysl. Cokolwiek czlowiek by zrobil bedac podlaczonym, zostaje poszatkowany, jakkolwiek jego checi bylyby wzniosle, a siec przywroci sie do rownowagi dzieki wbudowanemu mechanizmowi. Dlaczego po kazdej rewolucji i buncie, wszystko wraca na stare smieci? Bo jest to sposob na re-programowanie.

http://www.youtube.com/watch?v=YnuRpHkg0H8

Ludzkosc zostala totalnie pograzona, a uwaza sie za korone stworzenia, chociaz sama jest martwa w tetniacym zyciem wszechswiecie. Szuka inteligentnego zycia na innych planetach, podczas gdy w swojej slepocie nie dostrzega go wszedzie wokol siebie. Wszystkie naturalne planety sa zywe, nosza na sobie zycie: na powierzchni, pod nia i nad nia, sa w progresie, scalajac ze soba kolejne warstwy, gwiazdy sa zywe, pusta przestrzen ktora czlowiek postrzega tez jest wypelniona zyciem.

Kiedy sie pojawil, zniszczyl wodna bariere wokol ziemi i spowodowal potop, jednoczesnie odslaniajac ludziom gwiazdy, gdzies tam daleko, po to, by rozpoczac gre w skladanie sie w calosc. Jest narzedziem, dzieki ktoremu mozna najglebiej wniknac w siebie, juz raz na zawsze sie uwalniajac.

Uwolnienie odbedzie sie na odwrot. Wczesniej spadla woda, tworzac niebiosa jakie znamy, teraz maja spasc niebiosa, na dol, na zalana woda ziemie i ziemia zostanie "podpalona", zmieniajac ludzi w zywe gwiazdy.

Poza tym: dlaczego wilki wyja do ksiezyca? Bo je to kreci i sa glupimi, dzikimi zwierzetami? Nie. One wyja do ksiezyca, bo sa madrzejsze od ludzi, a poprzez ta czynnosc tworza wokol siebie bariere ochronna, chroniaca przed jego wplywem.

O przejsciu z "ery ryb" do "ery wodnika", sen mojej znajomej:

Cytat:
Dzisiaj miałam dość ponury sen, ale jakoś wpisuje się on w to, co napisałeś o drużynie, o braku wiary. Jestem w dziwnym świecie. Wszędzie pełno martwych, ogromnych ryb, poćwiartowanych. Widok okropny, a do tego szaro niebieska kolorystyka z odcieniami ciemniejszego grafitowego. Ponuro, smutno i beznadziejnie. Przeraża mnie ten widok i nie wiem, dlaczego ktoś stworzył taki świat, lub dlaczego komuś przyszła chęć, by zrobić taką masakrę. Chodzę w błocie wymieszanym z gnijącymi resztami i wydzielinami tych ogromnych zwierząt. Jestem z kilkoma osobami. Oni emanują beznadzieją, jakimś przeświadczeniem, że nie da się tego naprawić, zmyć, oczyścić. Ja jednak szukam rozwiązania, czuję, że jest nadzieja, że taki świat nie może być skończony bez możliwości transformacji. Szukam rozwiązania, choć wszystko dookoła budzi lęk. Niby nie ma zagrożenia, ale wionie, chyba przez ten bezruch i śmierć, zgrozą. Boję się, znajduję jakieś dwa źródła. Nie wiem, czy płyną w tym samym kierunku, gdy je dostrzegam, są równoległe. Czuję, że są w stanie obmyć ten szlam, tę krew, ten brud. Ale trzeba dojść do źródła, a ono jest, w moim intuicyjnym odczuciu w głębi ziemi, trzeba jakby zejść kanałami, które wyglądają jeszcze paskudniej, do miejsca, które uwolnione, obmyje wszystko. Jedyne, co mam, to nadzieja, ale grupa jest oporna, nie wierzą, ogarnia ich zwątpienie. Sen kończy się nadzieją, że jednak uda mi się ich przekonać”. Chyba tak właśnie jest, że do tej pory ciągle spotykamy jedynie prawie gotowych.

Akataleptos - 15 Czerwiec 2012, 17:00

Zassanie sie w calosci w ta waska brame/szparke dziewicza (jak to mowi pismo :D ) to jest wlasnie oswiecenie i jest to jak nie-fizyczny orgazm trwajacy w sposob ciagly. To jest "narodzenie sie z dziewicy".

Ilustracja

Cytat:
Wchodzcie przez ciasna brame, bo szeroka i przestronna jest brama prowadzaca na zatracenie


Niektorzy wola rozjechane, ale ja takich nie preferuje.

Muzulmanie z tego co wiem, wierza, ze meczennik umierajacy za Allaha dostaje w niebie iles tam dziewic, jest w tym ziarno prawdy, tylko trzeba wiedziec o co chodzi.

Akataleptos - 16 Czerwiec 2012, 12:51

Fizyczny orgazm ma to do siebie, ze jest to eksplozja trwajaca jakis czas i znikajaca, co sprawia, ze szuka sie tego jeszcze raz i najlepiej jeszcze bardziej intensywnie, co sprawia, ze zatraca sie w tym, a czasami prowadzi do roznych zwyrodnien.
Patronem stosunkow seksualnych przesiaknietych np. przemoca jest, jak to jest z reszta we wszystkim tutaj na zewnatrz, Ksiezyc.
Nie-fizyczny orgazm jest to implozja, a implozja zamiast znikac bezpowrotnie, osadza sie w coraz to wiekszych falach, wiec trwa nieprzerwanie w bezczasowosci, zwiekszajac jedynie swoja moc.

Eksplozja moze zostac "zassana" przez implozje, ale implozja nie moze zostac rozszczepiona przez eksplozje.

I o to wlasnie chodzi, by przezywac nieustanna blogosc, bo ten, kto nie przezywa wlasnej blogosci, ten jest pasozytem na innych organizmach, zywiacym sie uwielbieniem i strachem.

Cytat:
Absolut jest w "dziurze" w sercu, poza czasem i przestrzenia, a czakry najlepiej jest "wessac", przewracajac to na druga strone.


W centrum wszystkiego znajduje sie wlasnie ta "dziura", ten kto sobie to uswiadomi, ma wszystko. Tam jest poczatek i koniec wszystkiego jednoczesnie, znajdujac to panuje sie nad wszystkim, ma sie wladze absolutna. Uswiadomic sobie, ze wszystko co sie dzieje wokol, wpada w ta studnie bez dna w centrum, bez filtrow i warstw i wtedy juz nie mozna stracic rownowagi.

Ego okropnie sie tego boi, po to wlasnie stworzylo sobie "Azyl " w postaci ciala, by uchronic sie przed "sadem ostatecznym", ustawiajac sie z gory na pozycji straconej, w "ciemnosciach zewnetrznych".
"Pieklo nienasycone" to wlasnie ego i jego azyl. "Pojscie do piekla" to ponowne inkarnowanie sie w ciele, a szatanem jest jego "szef" czczony jako stworca wszechrzeczy, ktory to tak naprawde boi sie wladzy absolutnej i ogranicza sie do panowania nad umyslami slabszych istot.

Sen mojej znajomej, dosyc icytowerowy:

Cytat:
Jestem w grupie 12 osób, schodzących z przestrzeni. Nie umiem tego inaczej określić. Bo dookoła jest coś w rodzaju nieograniczonej niczym przestrzeni. Wiem, że ruch jest niby z góry w dół. Po prawoskrętnej spirali. A w środku jest trochę inny jej rodzaj. Jakby nicość, strącenie do nicości. Odrealnienie, zniknięcie, lub rozpłynięcie się. Po prostu czarne nic. Choć w sumie to nie ma koloru czarnego, raczej przypomina odcieniem kolor torfu. I jest to jakby studnia bez dna. Nie ma formalnych ram, dopiero niżej się one kształtują. Na początku jest tylko zmianą odcienia w przestrzeni. Bardzo boję się tam wpaść. Początek wędrówki zaczyna się od przechodzenia po takich zawieszonych, w sumie nie wiadomo gdzie podczepionych platformach. Są niezbyt duże i trudno na nich ustać, bo nie są stabilne. Brak też połączenia pomiędzy nimi. Muszę jednak postarać się pokonać kolejne etapy. Najtrudniej jest na początku, ponieważ jestem ze swoim psem, owczarkiem niemieckim o bardzo żywym usposobieniu, stwarzającym zagrożenie, że w każdej chwili może spaść w tę otchłań. Muszę go uspokajać i trzymać całą sobą, by nie spadł. W tym momencie staję się obserwatorem swoich poczynań. Powolutku i bardzo ostrożnie przenoszę psa na kolejne platformy.



Gdybym była sama, pokonanie ich byłoby bardzo proste, jednak z psem wymaga to wielkiej uwagi i zręczności. Etapów jest 12. Czwarty etap, to już droga połączona, jednolita z góry, i w miarę przestrzenna, więc psa mogę puścić wolno bez obawy, że nagle zniknie w tej dziwnej studni. Bo właśnie od tego etapu mogę powiedzieć o tej przestrzeni, że jest studnią otoczoną kamienną drogą schodzącą spiralnie w dół.


Jest prowadzona dokładna i obszerna dokumentacja przechodzenia przez kolejne etapy. Nie tyle w formie zamkniętej księgi, lecz bardziej segregatora, do którego wpinane są kolejne raporty z drogi. W końcu udaje się dojść na miejsce. Przy czym tu jest pewna dziwność. Schodzenie było w dół a narodzenie jest w górę. Jakby lustrzane odbicie przestrzeni. Trochę to wygląda jak wydobywanie się kiełków roślin, tylko że dotyczy osób. Jesteśmy już na powierzchni. Lecz pierwszą lekcję daje ktoś spoza naszej 12-tki. Podchodzi on do jednej z osób i ją policzkuje. Jakby ją chciał ustawić w szeregu. W kontekście panowania. Wiem, że to ostatni egzamin. Egzamin z przyswojenia wiedzy, której uczyliśmy się przez te 12 etapów. Tam po drugiej stronie. Przychodzi mi na myśl PAN/NIEWOLNIK. Osoba spoliczkowana nie wdaje się z egzaminatorem w dyskusję, lecz pomimo takiego potraktowania pozostaje sobą. Zdaje egzamin. Ja sama też poddana zostaję takiej konfrontacji. Teraz znowu jestem w swojej skórze, przestałam być obserwatorem.


Ktoś oddaje mi książkę, którą mu poleciłam lub sprzedałam na allegro. Była nowa, lecz on oddaje mi ją zniszczoną i porozrywaną, mówiąc, że to jakieś bzdury dla czarnuchów. Mówię mu, że treść może mu się nie podobać, ale to nie powód, żeby oddawać ją aż tak zniszczoną. Ten człowiek zapowiada, że da mi bardzo nieprzychylny komentarz na allegro. Mówię, że nie pozostanę mu dłużna. On grozi, że mnie zniszczy. Nie mam ochoty dalej z nim rozmawiać, choć uczucie niepewności pozostaje. I wówczas znowu pojawia się myśl, że mam być Panią tej sytuacji, pozostać sobą, nie dać się stłamsić. Książka to «Myśli na każdy dzień» ks. Twardowskiego. Wiem też, że jestem obdarzona wielkim kredytem zaufania w tej internetowej społeczności i jeden nieprzychylny komentarz niczego w tym nie zmieni. Lecz nie do końca jestem pewna, czy to wystarczy, czy czasem nie zostanie zrobiony jakiś dziwny myk

Akataleptos - 16 Czerwiec 2012, 16:39

Stad tez bierze sie caly ten zwyczaj z trzymaniem kciukow.
Gdy przez eksplozje umyslowych fajerwerkow zostaje urwany kciuk, to wszystko wymyka sie z rak i jest nieszczescie, a implozja wciaga go do srodka, tak ze czlowiek zawsze jest "w domu".

Akataleptos - 17 Czerwiec 2012, 12:54

Cytat:
Wystarczy spojrzec na drzewa, ze sa podobne do ludzkich pluc


Drzewa to ludzkie pluca, ale oczywiscie na odwrot ;)

Cytat:
"Pojscie do piekla" to ponowne inkarnowanie sie w ciele


Cytat:
Ksiezyc wytworzyl wokol ziemi cos w rodzaju chwytajacej i szatkujacej sieci na ryby mieniacej sie kolorami czakr


Cytat:
Kiedy sie pojawil, zniszczyl wodna bariere wokol ziemi (cos jakby blone dziewicza) i spowodowal potop (krwi), jednoczesnie odslaniajac ludziom gwiazdy, gdzies tam daleko, po to, by rozpoczac gre w skladanie sie w calosc.


A pieklo nie polega na podpaleniu, lecz podtopieniu. Wniebowstapienie to podpalenie "piekla". Z perspektywy tych, ktorzy unikna "gniewu bozego" moze to wygladac tak, jakby na ziemi dokonala sie sprawiedliwa zaglada bezboznikow, a kiedy sie zorientuja, ze to tam odbylo sie "wniebowstapienie" pojawi sie "placz i zgrzytanie zebow" - nawet w tym okresleniu mamy pokazane, ze chodzi o zywiol wody.

Cytat:
A gdy one odeszły kupować, nadszedł oblubieniec i te, które były gotowe, weszły z nim na wesele i zamknięto drzwi. (11) A później nadeszły i pozostałe panny, mówiąc: Panie! Panie! Otwórz nam. (12) On zaś, odpowiadając, rzekł: Zaprawdę powiadam wam, nie znam was. (13) Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny, o której Syn Człowieczy przyjdzie.


Poszli kupowac do "super samu" do Wujka Samaela/Jehowy, Pana Ksiezyca, szukac wody na Marsie ;)

Akataleptos - 17 Czerwiec 2012, 16:22

Jesli ktos czytal wczesniejsze posty :lol: To powinien z latwoscia "odkodowac" o co moze chodzic w takich fragmentach ewangelii, ktore odczytane bez "klucza" sa jakimis glupimi historyjkami, bardziej nadajacymi sie do komedii. Przykladowo:

Cytat:
Przybył więc do miasta samarytańskiego, zwanego Sychar, blisko pola, które Jakub dał swemu synowi Józefowi. (6) A była tam studnia Jakuba. Jezus więc, zmęczony podróżą, usiadł sobie przy studni; było to około szóstej godziny. (7) Wtem przyszła niewiasta samarytańska, aby nabrać wody. Jezus rzekł do niej: Daj mi pić! (8) Uczniowie jego bowiem poszli do miasta, by nakupić żywności. (9) Wtedy niewiasta samarytańska rzekła do niego: Jakże Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, o wodę? (Żydzi bowiem nie obcują z Samarytanami). (10) Odpowiadając jej Jezus, rzekł do niej: Gdybyś znała dar Boży i tego, który mówi do ciebie: Daj mi pić, wtedy sama prosiłabyś go, i dałby ci wody żywej. (11) Mówi do niego: Panie, nie masz nawet czerpaka, a studnia jest głęboka; skądże więc masz tę wodę żywą? (12) Czy może Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię i sam z niej pił, i synowie jego, i trzody jego? (13) Odpowiedział jej Jezus, mówiąc: Każdy, kto pije tę wodę, znowu pragnąć będzie; (14) ale kto napije się wody, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu. (15) Rzecze do niego niewiasta: Panie, daj mi tej wody, abym nie pragnęła i tu nie przychodziła, by czerpać wodę. (16) Mówi jej: Idź, zawołaj męża swego i wróć tutaj! (17) Odpowiedziała niewiasta, mówiąc: Nie mam męża. Jezus rzekł do niej: Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. (18) Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego teraz masz, nie jest twoim mężem; prawdę powiedziałaś. (19) Rzekła mu niewiasta: Panie, widzę, żeś prorok. (20) Ojcowie nasi na tej górze oddawali Bogu cześć; wy zaś mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy Bogu cześć oddawać. (21) Rzekł jej Jezus: Niewiasto, wierz mi, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie oddawali czci Ojcu. (22) Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, bo zbawienie pochodzi od Żydów. (23) Lecz nadchodzi godzina i teraz jest, kiedy prawdziwi czciciele będą oddawali Ojcu cześć w duchu i w prawdzie; bo i Ojciec takich szuka, którzy by mu tak cześć oddawali. (24) Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i w prawdzie. (25) Rzekła mu niewiasta: Wiem, że przyjdzie Mesjasz (to znaczy Chrystus); gdy On przyjdzie, wszystko nam oznajmi. (26) Rzekł jej Jezus: Ja, który mówię z tobą, jestem nim. (27) W tej właśnie chwili przyszli jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z niewiastą. Nikt jednak nie rzekł: O co pytasz? Albo: O czym z nią rozmawiasz? (28) Niewiasta tymczasem pozostawiła swój dzban, pobiegła do miasta i powiedziała ludziom: (29) Chodźcie, zobaczcie człowieka, który powiedział mi wszystko, co uczyniłam; czy to nie jest Chrystus? (30) Wyszli więc z miasta i przyszli do niego. (31) Tymczasem jego uczniowie prosili go, mówiąc: Mistrzu, jedz! (32) Ale On rzekł do nich: Ja mam pokarm do jedzenia, o którym wy nie wiecie. (33) Wtedy uczniowie mówili między sobą: Czy kto przyniósł mu jeść? (34) Jezus rzekł do nich: Moim pokarmem jest pełnić wolę tego, który mnie posłał, i dokonać jego dzieła. (35) Czy wy nie mówicie: Jeszcze cztery miesiące, a nadejdzie żniwo? Otóż mówię wam: Podnieście oczy swoje i spójrzcie na pola, że już są dojrzałe do żniwa. (36) Już żniwiarz odbiera zapłatę i zbiera plon na żywot wieczny, aby siewca i żniwiarz wspólnie się radowali. (37) W tym właśnie sprawdza się przysłowie: Inny sieje, a inny żnie. (38) Ja posłałem was żąć to, nad czym wy nie trudziliście się; inni się trudzili, a wy zebraliście plon ich pracy.

Akataleptos - 18 Czerwiec 2012, 01:23

Cytat:
Takie zharmonizowanie centrow energetycznych sprawia, ze istota otacza sie czyms w rodzaju pola ochronnego, zwanego "merkaba". Czlowiek upodabnia sie do gwiazdy zawieszonej nad ziemia i staje sie nietykalny dla tego, co sie wydarza i nie moze sie przewrocic.


Najpierw dziura w sercu przyjmujaca wszystko bez filtrow, lacznie z cierpieniem, pozniej nietykalnosc, a nie na odwrot. Ochrona jest nia dlatego, ze nie ma juz tego, co moznaby chronic, i kto moglby cos chronic, a nie dlatego, ze chroni sie to, co uwaza za swoje osobiste. Zadnej rodziny w centrum, ani blizszych osob. Wtedy mozna znalesc blogosc niezalezna od zdarzen, szczescie bez zadnego powodu. To szczescie i blogosc jest naturalnym stanem, wszystko inne to zaburzenie postrzegania.

Ilustracja

Nie chodzi o zimne i bezemocjonalne podchodzenie do wszystkiego. Wrecz na odwrot, gromadzi sie wtedy cala ta moc przezyc ze snu w sobie, rozpalajac sie od srodka, tym doprowadzajac to wybudzenia. Czesto porownuje to do "przemiany w super sayianina" :D bo tak wlasnie jest.

Filmik

Wygladajac za zaslone, budzac sie ku nieskonczonosci, trzeba liczyc sie z tym, ze zobaczy sie rzeczy i przezyje sie takie historie, ktore dla osobowosci sa nie do przyjecia. Ale dla kogo sa nie do przyjecia? Dla kogos, kto siedzi w centrum uwagi, ze swoimi zmaganiami. To jest dziki kosmos, bardziej dziki niz dziki zachod.

Tak mnie naszlo po przeczytaniu tego watku.

Ja uwazam, ze "oni" czy "obserwatorzy", nie boja sie rozpowszechniania tekstow ich demaskujacych. Dla nich to jest kolejna okazja do tego, by pokazac kto tu rzadzi, tak jakby pseudo-casanova popisywal sie przed dziewica swoim malym wackiem. Jej ten sprzet wyda sie czyms groznym, ale jest tak dlatego, ze nie ma porownania. Taka jest prawda o nich. Oni boja sie tego, gdy ktos ich WIDZI jako tych, ktorzy sa slepi i ktorzy sa bez znaczenia, przemijajace zjawy, a widzenie jest wtedy, gdy zatrzymuje sie swiat ,a nie podkreca sie dalej kola przyczynowo-skutkowego "szturmem".

To jest najwyzszy rodzaj walki, obrony i wspolczucia.

Akataleptos - 18 Czerwiec 2012, 14:28

"Boru" to matrixowa osobowosc, idea obrocona, natomiast Akataleptos/Nieuchwytny/Hermes Trismegistos/"Blizniak", to moj odpowiednik ze swiata idei, ktory rozpala sie we mnie od srodka, wraz ze zdejmowaniem filtrow i okularow przeciwslonecznych :P Boru jest z przeszlosci, Akataleptos jest z terazniejszosci.

Chociaz Bog/Chrystus, czy jakkolwiek go/ja nazwac z daleka przedstawia sie jako jedna istota, to z bliska jest to wielosc istot, ktorych "scalenie" daje jedna istote "ponad", jak lustro w ktorym sie przyglada. Ludzie sa jednymi z tych bogow w gwiazdach. Tak samo jak Slonce przedstawia sie fizycznie jako jeden obiekt, to w swiecie ponadzmyslowym, sklada sie na nie ogrom roznorodnosci. Podobnie jest z "ewangelia", ktora w swiecie obroconym jest rozszczepiona na cztery czesci, jak krzyz na ktorym wisi trup, to po obroceniu/nawroceniu, jest tylko jedna ewangelia, ktora jest "drzewem zycia".

Zagadka: Dlaczego mowi sie, ze Jew-Piter chcial zostac ukrzyzowany do gory nogami?

Rozne dywagacje na temat mojej osoby:

Cytat:
"Boru" to gematrycznie to samo co "Birsha", czyli Król Gomory :) Ale tutaj może być błąd, bo Birsha w gematrii hebrajskiej, a Boru obliczony w greckiej. A w greckiej "Kerygma" - nauczanie, nawoływanie we fragmencie Mt 12,41 - "nawoływanie [kerygma] Jonasza." (prorok polkniety przez wieloryba)


Cytat:
Byl tez krol celtycki Brian Boru, ktory wikingom jakies drzewo swiete spalil :P


Cytat:
A to juz wszystko jasne, najpierw zostalem spalony ogniem z nieba, a pozniej w odwecie spalilem drzewo Thora. Jeszcze tylko samospalenia brakuje.


:P

Akataleptos - 18 Czerwiec 2012, 17:09

Cytat:
On też sprawia, że wszyscy, mali i wielcy, bogaci i ubodzy, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na swojej prawej ręce albo na swoim czole, (17) i że nikt nie może kupować ani sprzedawać, jeżeli nie ma znamienia, to jest imienia zwierzęcia lub liczby jego imienia. (18) Tu potrzebna jest mądrość. Kto ma rozum, niech obliczy liczbę zwierzęcia; jest to bowiem liczba człowieka. A liczba jego jest sześćset sześćdziesiąt sześć.


Czym jest liczba bestii? Chodzi tutaj o .. czakry, trzy na gorze, trzy na dole ktore sa umyslowa nakladka, przywiazujaca do zjawisk, ktore po "obroceniu" i scaleniu w srodkowej, staja sie liczba czlowieka. Kostka rubika, ktorej kanciastosc (osi czasu i przestrzeni) nalezy zagiac w kule.

Demiurg, Samael/Jahwe/Wujek Sam - to bog handlu, jest wladca Ksiezyca, ktory jest jak pryzmat rozszczepiajacy swiatlo. Jest to system "cos za cos", tworzy on tutaj ekstremalne, ciezkie warunki, ktore sprzyjaja powstawaniu diamentow.

Nie chodzi o jakis nano-chip pod skore ;) Ludzie jak zwykle prognozuja cos, co juz sie wydarzylo.

W taki sposob ja to widze.

Swiatoslaw Nowicki napisał/a:
Ja czakry w Apokalipsie wiążę z siedmioma głowami ognistego smoka. Bestia, która wyszła z wody, też miała siedem głów, ale jedną śmiertelnie zranioną. To pewnie sahasrara, której zranienie oznacza odcięcie tej bestii od łączności z niebem, "uziemienie".


jam to napisał/a:
Ta jedna glowa smiertelnie zraniona kojarzy mi sie z fragmentem ew. Tomasza "kto znalazl swiat, znalazl trupa, a kto znalazl trupa, tego swiat nie jest wart". Czakry wymagaja jednak tego trupa w srodku, bo gdyby tego trupa nie bylo, nie byloby swiatla rozszczepionego. Trup, czlowiek jako poszatkowana ryba, zalana woda z potopu, gdy zostaje "podpalony" Sloncem, przestaje byc trupem i zostaje z jednym centrum. Nie wiem czy przekazuje to zrozumiale :)

Akataleptos - 18 Czerwiec 2012, 20:09

Dlatego zalewanie sie to Babilon, a jaranie to zbawienie. Jaranie o ktorym mowie to jednak cos wiecej niz "palenie trawy", to wypalenie do cna osobowosci i ciala. Mozna sobie pomagac "roslinami mocy" o ile to nie stanie sie wszystkim, jest to pomocne. Nalezy sie strzec falszywych "rastafari" z trawa w pysku, jak krowa na pastwisku.
Akataleptos - 20 Czerwiec 2012, 12:59

Cytat:
Takie porownanie mi przyszlo do glowy, ze swiat, ktory czlowiek widzi w swojej "codziennej" swiadomosci tzn. kiedy uwaza sie za jakas samodzielna jednostke wobec pozbawionego swiadomosci wszechswiata, gdzie widzi gwiazdy jako fizyczne zjawiska, to tak jak sweter wywrocony na lewa strone z tymi wszystkimi "farfoclami", metkami i szwami na wierzchu.


W takim stanie czlowiek jest niewolnikiem przeznaczenia, czy "karmy", wydaje sie, ze ma wolna wole, ale jest to tylko miraz. Wolna wola jest tak dlugo, jak dlugo jest cialo i osobowosc. Po "obroceniu" i przejsciu przez szczeline nie ma czegos takiego jak wolna wola, jest tylko przeznaczenie, z ta roznica, ze istota w pelni scala sie z nim, tak, ze zdobywa kontrole nad wszystkim. To trudne do uchwycenia scalenie przeciwienstw. Tak to jest, ze ten, kto staje sie niczym, staje sie wszystkim, a to co nie moze nic sam z siebie zrobic, panuje nad caloscia. I na odwrot: ten, kto uwaza, ze panuje nad wszystkim, w rzeczywistosci odgrywa z gory ustalony scenariusz, a ten, kto stawia sie w centrum wszystkiego, jest tylko paprochem na projektorze filmowym, powiekszajacym siebie na ekranie do niebywalych rozmiarow.

Akataleptos - 20 Czerwiec 2012, 23:25

Karme i reinkarnacje mozna porownac do chodzenia po linie. Gdy gubi sie srodek ciezkosci, to zaczyna sie hustac, w jedna i druga strone (dualizm), pojawia sie strach i upada sie.
Gdy ktos stara sie byc totalnie idealny i pozytywny, to bedzie musial zrownowazyc to jakas podla inkarnacja, rownie intensywna jak tamta.

Mozna sobie wyobrazic "statystycznego Kowalskiego", ktory jest przywiazany do zjawisk i identyfikuje sie z myslami, co objawia sie jako cos w rodzaju sluzu oblepiajacego centra energetyczne. Czakry to cos jakby wiatraki. Gdy uswiadomi sie swoj oddech, co wymaga odklejenia sie od zjawisk, wznieca sie ogien spalajacy ten sluz i wprowadza sie w ruch czakry, ktore "zasysaja" sie nawzajem, jedna kompresuje sie w druga, przechodza przez glowe i sa wywracane w strone serca jak sweter przewraca sie z ze strony lewej na prawa, tworzy sie cos jakby tornado/huragan z okiem cyklonu w sercu. Chrzescijanie nie maja pojecia, dlaczego Jezus bral "chrzest nawrocenia" w Jordanie. Taka fuzja wymaga idealnej zgodnosci, tak jak z ta zabawka dla dzieci, gdzie odpowiednie figury-klocki trzeba wlozyc do pudelka z otworami w ksztalcie konkretnych klockow. W ten sposob sie sprawdza, czy ktos jest zrownowazony psychicznie ;)
Tego rodzaju kompresja jest "kompatybilna" z planetami i gwiazdami, wiec mozna sie rozpakowac jako one i dalej, bez konca.

Wszelkie wizualizacje zasysajace powietrze/ogien, tworzace w centrum ta cicha "osobliwosc" sa pomocne i jak po nitce do klebka czlowiek znajduje siebie w gwiazdach.
Czlowiek o nazwisku Alex Grey wie o co chodzi i namalowal spora ilosc dobrych obrazow, mozna znalesc w wyszukiwarce.

Spokoj jest wlasnie w tym bezruchu, ale chodzi o scalanie przeciwienstw, wiec te (nie)ruchome centrum najlepiej jest sobie uswiadomic w "wirze dzialania". Jaka jest wtedy mozliwosc wyprowadzenia z rownowagi? Zadna. Mozna zostac popchnietym, ale sie nie upadnie, tylko najwyzej przeturla.

Zdarza sie, ze jakis czlowiek siedzi na tylku i medytuje, a jakas pajecza imitacja Buddy, jak na tym filmiku, oblepia go "pajeczyna blogosci", unieruchamiajac go i kradnac mu energie. Nie o to chodzi :P Tak sie dzieje, gdy ego-aktor stara sie uchwycic stany stojace poza nim. Tego typu pajeczych klimatow jest pelno chocby na forach ezoterycznych.

"Opetanie" przez pajecze hipnotyzujaco-unieruchamiajace "swiatlo smierci" mozna rozpoznac po tym, ze ktos duzo i pieknie mowi, ale jest to piekne mowienie dla samego pieknego i madrego mowienia. Zdarza sie to np. kaplanom religii wszelakich, politykom, czy wykladowcom na uniwersytetach. Gdyby na takiego pieknego mowce spojrzec jasnowidzaco, wtedy zobaczyloby sie jaka szkarada za tym stoi ;)
Tego typu istoty stoja tez czesto za np. straszeniem dzieci w snach koszmarami.

Ewangelia Tomasza napisał/a:
Jeśli spytają was, jaki jest mak waszego Ojca w was, odpowiedzcie im: <<To jest ruch i odpocznienie>>".

Akataleptos - 21 Czerwiec 2012, 12:51

Cytat:
wprowadza sie w ruch czakry, ktore "zasysaja" sie nawzajem, jedna kompresuje sie w druga


Takie skompresowanie sie centrow energetycznych w jedno jest mozliwe dzieki zasadzie zlotej proporcji.

Istoty manipulujace zza kulis charakteryzuja sie tym, ze posiadaja odpowiednie centra w znakomitej kondycji, jednak nie istniejace w harmonii jako wszystkie razem, dzieki czemu nie moga sie wzajemnie "zassac". Sa mistrzami w ukladaniu kostki rubika w ten sposob, by wszystko ulozyc idealnie z wyjatkiem kilku elementow, ktore znajduja sie nie na swoich miejscach, co sprawia, ze potrafia znakomicie upodabniac sie do bytow wyzszych. Zamiast wciagnac sie samemu w "oko cyklonu", tworzy sie sile przyciagania ku sobie, ku "slepemu oku". Istoty oslepione podazaja ku takim "mistrzom" jak po sznurku, bo wszystko odbywa sie na zasadzie samopodobienstwa. Tego typu manewr odcina jednak od wyzszych "wymiarow" i prowadzi do pasozytnictwa, by taki uklad utrzymac. Tych kilka nieulozonych elementow to wlasnie smierc, ktora w koncu ich dopadnie. W taki sposob tworzy sie samemu sobie pulapke.

Kazde kolejne energetyczne centrum i cialo mu odpowiadajace zawiera w sobie mozliwosci wczesniejszego, dlatego tez to wczesniejsze, jesli jest idealnie zrownowazone w stosunku do tego wyzszego, moga sie skompresowac jako jedno.

Jesli ktos opuszcza cialo np. w ciele astralnym, to ma wieksze mozliwosci niz w ciele fizycznym, ale jesli podczas zycia w ciele scali je ze soba, to bez opuszczania ciala mialby w nim te same mozliwosci, co karykaturalnie okresla sie jako "zdolnosci parapsychiczne".

Wezmy np. "cud" czytania w myslach, na czym to polega? Czlowiek utozsamiajacy sie z cialem fizycznym, moze postrzegac inne byty tylko jako fizyczne zjawiska. Gdy cialo fizyczne osadza sie np. w ciele mentalnym, to widzi mysli, proste.

"Problem" jest tylko w tym, ze ego czlowieka jest scisle powiazane z cialem fizycznym, a ego czlowieka jest zaprogramowane w ten sposob, by unikac zlotego podzialu. Ego pelni role czegos w rodzaju aluminiowej blachy, czy folii, tak, by ludzie "calowali sie przez szybe".

Dlatego egoistyczni naukowcy nie wiedza czym jest grawitacja, nie maja pojecia dlaczego upuszczony przedmiot spada na ziemie. Jest to nieskonczona i idealna kompresja oparta na zasadzie zlotego podzialu, co tworzy "ssanie" ku centrum osobliwosci, ktorej nigdy ostatecznie nie chwyta.

I to jest taki myk, ze zdolnosci parapsychiczne sa bardzo proste do zdobycia, z tym, ze gdy juz scali sie ze soba poszczegolne centra, to nie posiada sie pragnien ego do ich uzywania :D

Mozna powiedziec, ze cuda i kontrola nad wszystkim to skonczenie z meka odseparowania.

Akataleptos - 22 Czerwiec 2012, 12:35

Fraktalnosc oparta na zlotym podziale, ta nieskonczona kompresja, jest kluczem otwierajacym wszelkie zamkniete "bramy nieskonczonosci" i ktorych w zaden inny sposob nie da sie otworzyc. Nic poza tym nie przetrwa smierci. Smierc mozna odwlec, zajmujac sie wampiryzmem, stajac sie kosmicznym narkomanem, ale to tylko odwlekanie i nic wiecej. Mozna powiedziec, ze dopoki czlowiek nie zacznie robic wszystkiego zgodnie z ta zasada, nie zacznie oddychac, myslec, mowic, poruszac sie, snic itd. tak dlugo nie przecisnie sie przez "ucho igielne". To wydaje sie niewykonalne, ale sedno jest w tym, ze to prawo jest jakby "geometria milczenia" wiec przychodzi samoistnie wraz z calkowitym wewnetrznym wyciszeniem. Don Juan uczyl Castanede, ze czarownik gromadzi w sobie cisze, co jest niczym innym jak tworzeniem "implozji" w sercu.
Dlatego uzywa sie oksymoronow w stylu "cisza gra", a wschod Slonca w pelni mozna przezyc w ciszy, bo sa to momenty w ktorch harmonia zlotego podzialu sie przejawia np. w muzyce czy w ruchach cial niebieskich.

Cytat:
Nie pamiętam, co skłoniło don Genaro do opowiedzenia mi o porządku “drugiego świata", jak go
nazywał. Powiedział, że mistrz czarownik jest orłem albo raczej może zmienić się w orła. Natomiast
zły czarownik to tecolote, sowa. Zły czarownik jest dzieckiem nocy i dla takiego człowieka najbardziej
użytecznymi zwierzętami są puma i inne dzikie koty albo nocne ptaki, szczególnie zaś sowa. Brujos
liricos, liryczni czarownicy, czyli dyletanci wolą inne zwierzęta, na przykład wronę. Don Juan, który
przysłuchiwał się w milczeniu, zaśmiał się. Don Genaro odwrócił się do niego i powiedział:
– To prawda, przecież wiesz o tym, Juanie.
Potem mówił dalej, że mistrz czarownik potrafi zabrać swojego ucznia ze sobą w podróż i
naprawdę przejść przez dziesięć poziomów innego świata. Jeśli mistrz jest orłem, może zacząć od
najniższego poziomu, a potem przechodzić przez każdy następny świat, aż dojdzie do szczytu. Źli
czarownicy i dyletanci mogą – w najlepszym razie – przejść przez pierwsze trzy poziomy.
Don Genaro opisał te kroki następująco:
– Zaczynasz na samym spodzie, a potem twój nauczyciel zabiera cię na lot i wkrótce następuje
bum! Przechodzisz przez pierwszy poziom. Potem, niewiele później, znowu bum! Przechodzisz przez
drugi. I bum! Przechodzisz przez trzeci...
Don Genaro poprowadził mnie przez dziesięć bum, aż do ostatniego poziomu świata. Kiedy
skończył, don Juan popatrzył na mnie i uśmiechnął się ze zrozumieniem.
– Genaro nie ma upodobania do mówienia – powiedział – ale jeśli chciałbyś otrzymać lekcję,
nauczy cię on o równowadze rzeczy.


"Orzel" to Slonce. Ktos kto widzi Slonce, widzi je jako "skrzydlate serce", albo "kielich" (czy jakkolwiek to okreslic) z czlowiekiem w srodku.

Ilustracja

Sowa to Ksiezyc. Zly czarownik ogranicza sie tylko do kolejnych trzech nastepnych czakr, omijajac "implozje" i obrocenie/nawrocenie ich wszystkich w oku cyklonu sercu i nie moze wyjsc poza to.

Dlatego wampiry unikaja Slonca, a spojrzenie bazyliszka odwrocone z lustrze zabija go, czy jak to tam bylo. I dlatego wlasnie najlepsza obrona jest widzenie.

Akataleptos - 22 Czerwiec 2012, 15:24

Z moich "obliczen" wynika, ze cale ludzkie cialo jest w stanie skompresowac sie jedynie do oczu :P
Akataleptos - 22 Czerwiec 2012, 17:34

Cytat:
Zly czarownik ogranicza sie tylko do kolejnych trzech nastepnych czakr, omijajac "implozje" i obrocenie/nawrocenie ich wszystkich w oku cyklonu sercu i nie moze wyjsc poza to.


Mysle, ze to tlumaczy rowniez ta legende ;)

"Podmiana" McCartneya to aluzja gdzies tam wbijana w podswiadomosc do podmiany ukrzyzowanego Jezusa i Apostola Pawla jako tworcy chrzescijanstwa opartego na "ukrzyzowanym", ktore jest odwrotnoscia chrzescijanstwa Jana/Magdaleny, opartego na drzewie zycia.

I dlatego na tej okladce Paul idzie na odwrot niz reszta.

Apostol Pawel napisał/a:
Albowiem uznałem za właściwe nic innego nie umieć między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego.


Cytat:
Ja zaś gdy spojrzałem, powiedziałem: "Panie, nikt nie widzi ciebie, uciekajmy z tego miejsca".
On zaś mi powiedział: "Powiedziałem ci przecież, to ślepcy, zostaw ich, a sam popatrz jak nie rozumieją tego, co mówią. Bo syna ich chwały w miejsce mojego sługi ustanowili za przedmiot zawstydzenia.

Akataleptos - 23 Czerwiec 2012, 13:00

Implozja w sercu to jest to, co mozna nazwac "duchem".
Niezdolnosc do tego prowadzi do stania sie cyborgiem, nie wytwarzajacym energii, prowadzi do tworzenia sie zbiorowego umyslu. Mechaniczne emocje i uczucia, mechaniczne plany na przyszlosc, mechaniczne marzenia.
Wiekszosc ludzi posiada ducha jakby jedynie potencjalnie, tli sie w nich ta iskierka, ktora jest przylepiona do umyslu, kierujac tym samym energie na zewnatrz zgodnie z umyslowa hierarchia, gdzie ktos stojacy w niej wyzej, moze zrobic z nia to co mu sie podoba. Aby stac sie zywa istota musieliby ja (ducha) do siebie przyciagnac, musieliby "przyjac moc z wysokosci", wraz z kazdym oddechem, ktora gdzies tam unosi sie nad nimi, a ktora nie moze sie osadzic w czlowieku z powodu smieci, ktore w sobie nosi.

Umiera tylko to, co nie wytwarza wlasnej energii.

RedJohn - 23 Czerwiec 2012, 22:14

Akataleptos napisał/a:
Czakry to cos jakby wiatraki. Gdy uswiadomi sie swoj oddech, co wymaga odklejenia sie od zjawisk, wznieca sie ogien spalajacy ten sluz i wprowadza sie w ruch czakry, ktore "zasysaja" sie nawzajem, jedna kompresuje sie w druga, przechodza przez glowe i sa wywracane w strone serca jak sweter przewraca sie z ze strony lewej na prawa, tworzy sie cos jakby tornado/huragan z okiem cyklonu w sercu.


To jest to co do mnie przemawia kolego. Prosto, schludnie i na temat, bez zbędnego teoretyzowania :) Jeśli o tym będzie się pamiętać to będzie się "w domu".

Akataleptos - 23 Czerwiec 2012, 23:06

Cytat:
Miraż, fatamorgana – zjawisko powstania pozornego obrazu odległego przedmiotu w wyniku różnych współczynników załamania światła w warstwach powietrza o różnej temperaturze, a co za tym idzie, gęstości.


To jest wlasnie to, co robia np. z gwiazdami czakry i poszczegolne ciala im odpowiadajace. Gdy scharmonizuja sie one wedlug zasady zlotej proporcji, tak, ze kolejna bedzie mogla wciagnac w sobie wczesniejsza i skompresowac sie w nastepna (ciag Fibonacciego), wtedy wygrywa sie ze smiercia, bo smierc to wlasnie sprzecznosci pomiedzy cialami. Jedyne co utrzymuje swiatlo w stanie rozszczepionym to projekcja trupa w srodku, rozpietego na krzyzu czasu i przestrzeni i z tym trupem i jego falszem trzeba sie zmierzyc.

Srodek ciezkosci czlowieka jest w gwiazdach i wraz ze zesrodkowaniem i scaleniem wszystkich pokawalkowanych centrow, przybliza sie "miniaturowa gwiazde" do siebie, tak, ze mozna w niej zamieszkac. Ego i jego filtry powiekszaja je do ogromnych rozmiarow, niezgodnych z rzeczywistoscia. Ksiezyc jest jakby przywiazanym ciezarkiem, "olowianym sterowcem ", sprawiajacym, ze istota wychyla sie w jedna strone gubiac srodek ciezkosci, tworzac w umysle do niego podlaczonym znieksztalcony obraz swiata. W tym sensie wszechswiat jest iluzja.

Z trudnoscia wykonania tego jest podobnie jak z tym, kiedy tak przerabia sie rower, by skrecajac w lewo, on jechal w prawo, wszystko sie myli, bo umysl jest przyzwyczajony do wykonywania wszystkiego na odwrot. Wystarczy sie odzwyczaic, a wtedy niemozliwym staje sie upadek. Trzeba liczyc sie z tym, ze poczatki sa pokraczne, ale pozniej sie z nich smieje.

Akataleptos - 24 Czerwiec 2012, 22:35

Jakkolwiek to slodko zabrzmi: tylko "milczaca milosc" ma moc stwarzania.

Tracac "polaczenie ze zrodlem" pozostaje tylko moc odtwarzania.

Wyobraz sobie, ze jestes kims czczonym przez tysiace planetarnych ras jako Bog, masz pewna moc manipulacji nad czasem i materia, mozesz przestawiac nimi jak pionkami w szachach, jednak zgodnie z zasada samopodobienstwa "to co jest na dole jest takie jak to co jest na gorze" samemu jest sie tylko aktorem, ktory ma tylko pozorna moc tworcza. I nie ma jak wyjsc poza to, chyba, ze uznac swoja nicosc.

Czy nie lepiej jest faktycznie tworzyc wlasne gwiazdy, planety, czy uni-wersa, zamiast odtwarzac historie o stworcy/stworcach?

Akataleptos - 25 Czerwiec 2012, 00:37

Oddychanie wedlug zasady zlotej proporcji, tworzenie implozji, gromadzenie mocy ;)

-Gleboki wdech, liczymy do osmiu, wydech, tez liczac do osmiu
-Wdech liczac do pieciu, wydech tak samo, objetosc oddechu odpowiednio zmniejszona w stosunku do wczesniejszego
-To samo, tylko do trzech
-Do dwoch
-Do jednego
-"Punkt zero" utrzymany przez krotka chwile i rozpoczecie cyklu od nowa

Najlepiej jest pomoc sobie jakas wizualizacja np. wciaganie w siebie ognia, skrecajacego sie w spirale, osadzajacego sie w sercu i krwi.

Ten sposob jest dobry na szybsze podladowanie sie. W ciagu dnia tego sie nie utrzyma ;) W ciagu dnia najlepiej jest oddychac zwyczajnie, zachowujac jednak tego swiadomosc.

Akataleptos - 25 Czerwiec 2012, 17:01

Cytat:
Nie pamiętam, co skłoniło don Genaro do opowiedzenia mi o porządku “drugiego świata", jak go
nazywał. Powiedział, że mistrz czarownik jest orłem albo raczej może zmienić się w orła. Natomiast
zły czarownik to tecolote, sowa. Zły czarownik jest dzieckiem nocy i dla takiego człowieka najbardziej
użytecznymi zwierzętami są puma i inne dzikie koty albo nocne ptaki, szczególnie zaś sowa. Brujos
liricos, liryczni czarownicy, czyli dyletanci wolą inne zwierzęta, na przykład wronę. Don Juan, który
przysłuchiwał się w milczeniu, zaśmiał się. Don Genaro odwrócił się do niego i powiedział:
– To prawda, przecież wiesz o tym, Juanie.
Potem mówił dalej, że mistrz czarownik potrafi zabrać swojego ucznia ze sobą w podróż i
naprawdę przejść przez dziesięć poziomów innego świata. Jeśli mistrz jest orłem, może zacząć od
najniższego poziomu, a potem przechodzić przez każdy następny świat, aż dojdzie do szczytu. Źli
czarownicy i dyletanci mogą – w najlepszym razie – przejść przez pierwsze trzy poziomy.


Cytat:
Czym jest liczba bestii? Chodzi tutaj o .. czakry, trzy na gorze, trzy na dole ktore sa umyslowa nakladka, przywiazujaca do zjawisk, ktore po "obroceniu" i implozji w srodkowej, staja sie liczba czlowieka.


Dlatego masoni posiadajacy "tajemna wiedze", ktora jest tylko pseudo-wiedza, rozdrobnili sie i maja 33 (tyle ile lat miala projekcja trupa przybitego do osi czaso-przestrzennej) stopni wtajemniczenia, zeby to jakos wygladalo i biznes sie krecil :lol:

Nie ma stopni wtajemniczenia, sa tylko rozne etapy zrzucania mentalnych balastow.

Autor nieznany napisał/a:
Śmierć to myśl, która przybiera wiele form, często nierozpoznanych. Czasem ukazuje się w postaci smutku, lęku, niepokoju, czasem gniewu, wątpliwości, nieufności, czy też braku wiary. Czasem to zabiegi na rzecz ciał, a czasem zawiść oraz wszelki kształt, pod którym chęć, by być jakim się nie jest, może kusić. Wszelkie tego typu myśli są nie więcej jak odblaskiem czci niesionej śmierci w podarunku za zbawienie i za kres niewoli.

Kształt wcielony lęku i gospodarz grzechu, bóstwo winnych, oraz władca wszelkich krętactw i iluzji, o, jak wszechpotężna zdaje się widziana w taki sposób myśl o śmierci. Bowiem zdaje się, że tłamsi ona wszelką żywą treść w swej zwiędłej garści, wszelką chęć i wszelki głos nadziei dusząc w palcach ku zatracie, wszelkie cele widząc jeno ślepą swą źrenicą. Słabi, chorzy i bezradni biją pokłon przed jej wizerunkiem, wierząc, że to on jedynie jest prawdziwy i nieunikniony, on jedynie godzien zaufania. Tylko bowiem on nikogo nie ominie.

To, co nie jest śmiercią, jawi się jako niepewne. Łatwo to utracić, choć tak trudno zdobyć, a końcowy wynik jest i tak nieznany. Łatwo zaprzepaścić pokładane niegdyś w tym nadzieje, kiedy czuje się jedynie proch i popiół pod językiem, zamiast aspiracji oraz marzeń. Ale śmierć nas nie zawiedzie. Przyjdzie ona bez wahania, gdy wybije jej godzina. I bez cienia obaw weźmie w swą niewolę wszelkie życie.

Czy bałwany takie właśnie pragniesz czcić? Oto moc i wszechpotęga Boga postrzeżona w cielcu ulepionym z pyłu. Oto przeciwieństwo Boga, okrzyknięte panem wszelkiego stworzenia, potężniejszym niźli wola życia w sercu Boga, niż miłości bezkres i niż Niebios doskonała i niezmienna stałość. Oto wola Ojca oraz Syna ostatecznie pokonana, i złożona pod nagrobnym głazem jakim śmierć przykryła ciało najświętszego Syna Boga.

I w porażce swej nieświęty, stał się tym, czym chciała aby stał się. W jego epitafium, przez śmierć samą sprządzonym, imię jego nawet raz nie pada, bo on przecież odszedł w proch. A napisane jest tam tylko to: „Tu leży świadek, że Bóg umarł.” I te słowa wypisuje ona wciąż na nowo, a czciciele potakują, i klęknąwszy z czołem tuż przy ziemi, szepczą wystraszeni, że tak jest.

Bo kult śmierci, jakikolwiek kształt przybrałby, jest niemożliwością, gdy form jednych jej nie cenisz i unikasz, a zachować chcesz wciąż wiarę w pozostałe. Bowiem śmierć jest czymś totalnym. Albo wszystkie rzeczy umierają, albo żyją i nie mogą umrzeć. Niemożliwy jest kompromis. Tutaj bowiem ukazane nam jest znów owo jedyne oczywiste stanowisko, które trzeba zająć, jeśli chcemy nie postradać zmysłów. To, co przeczy całkowicie jakiejś myśli, prawdą być nie może, jeśli nie wykaże się, że przeciwieństwo tego jest fałszywe.

Myśl o śmierci Boga jest tak niedorzeczna, że nawet szaleni wierzą w nią z trudnością. Bowiem sugeruje ona, że Bóg kiedyś żył, a potem jakoś umarł. Może go zabito, najwyraźniej z ręki kogoś, kto nie pragnął, aby przetrwał. Potężniejsza wola zatryumfowała ponad wola Boga, i w ten sposób życie wieczne zapoczątkowało śmierć. A razem z Ojcem umarł także Syn.

Zanoszący modły wobec śmierci mogą bać się. Lecz czy tego typu myśl jest zdolna budzić trwogę? Gdyby zobaczyli, że to w nią jedynie wierzą, zostaliby uwolnieni w tejże chwili. Ty pokażesz im to dzisiaj. Nie ma śmierci, dziś ją odrzucamy w każdej formie, aby nieść zbawienie tak dla siebie jak i dla nich. Bóg nie zrobił śmierci. Zatem, niezależnie jaką przyjmie ona postać, musi być złudzeniem. To jest dzisiaj nasze stanowisko. Dane jest nam dzisiaj patrzeć na wskroś śmierci, i zobaczyć życie poza nią.

Akataleptos - 25 Czerwiec 2012, 20:28

Cytat:
Wezmy np. "cud" czytania w myslach, na czym to polega? Czlowiek utozsamiajacy sie z cialem fizycznym, moze postrzegac inne byty tylko jako fizyczne zjawiska. Gdy cialo fizyczne osadza sie np. w ciele mentalnym, to widzi mysli, proste.


Cytat:
Dlatego egoistyczni naukowcy nie wiedza czym jest grawitacja, nie maja pojecia dlaczego upuszczony przedmiot spada na ziemie. Jest to nieskonczona i idealna kompresja oparta na zasadzie zlotego podzialu, co tworzy "ssanie" ku centrum osobliwosci, ktorej nigdy ostatecznie nie chwyta.


Ta zasada samopodobienstwa i zlota proporcja jest tak banalna sprawa i tlumaczy tak naprawde wszystkie prawa fizyczne, chemiczne, psychologiczne, czy jakiekolwiek inne.

I prowadzi to do donioslej prawdy, ze jesli u podstawy wszystkiego znajduje sie niczym nieograniczony i niezmienny absolut, to cokolwiek z tego absolutu pochodzi, musi byc nieskonczone i niezmienne, bo inne byc nie moze. To jest jedyne ograniczenie absolutu :D

Nie ma takiej mozliwosci by byc realnie przez kogos zaatakowanym, albo zranionym, nie ma realnej mozliwosci, by byc kims zamknietym w ograniczonym ciele, bo jest to niezgodne z "boskim prawem", a to co nie jest ustanowione w wiecznosci, to nie ma prawdziwego bytu, chyba ze jako odtworzone w filmowej projekcji.

Nie wierze w chaos, ze prawda moze byc rozna dla roznych osob. Prawdziwosc swojej prawdy mozna probowac utrzymac jedynie poprzez atakowanie cudzej ;) Ja wiem o istnieniu jednej, wiecznej, niezmiennej i nienaruszalej prawdzie. Nie bede jednak nikogo jej nauczal, bo nauczanie kogos zaklada zmiane w kims, a zmiana kogos nie jest mozliwa.

Akataleptos - 26 Czerwiec 2012, 12:22

Nalezy pomagac ludziom, ale nie mozna realnie pomoc zadnemu czlowiekowi, wspoldzielac z nim cierpienie, czy ograniczenia, bo wtedy wspoldzieli sie rowniez z nim bezsilnosc, ktora uniemozliwia pomoc. Zatracanie sie w cudzym cierpieniu to tylko odgrywanie jakiejs roli, teatr. Realnie mozna pomagac ludziom jedynie widzac ich juz jako nieograniczonych.

Kazdy czlowiek jest podlaczony do tego, co nazywa sie powszechnie "wyzsza jaznia", a ktora to nazwa juz zawiera w sobie niemozliwosc i podtrzymywanie projekcji nierownosci.
Do "wyzszej jazni" sa podlaczone tysiace, czy setki tysiecy roznych gier/wcielen w roznych zakatkach kosmosu. Nie ma nastepujacych po sobie wcielen, wszystkie one rozgrywaja sie "symultanicznie". Widzac czlowieka, ktory sprawia wrazenie kompletnie pograzonego, nie widzi sie, ze jego ponura rola zostanie, czy wlasciwie juz zostala "zasymilowana" przez jakas czesc jego w innym zakatku, gdzie jest bardziej swiadomy siebie i ta ponura rola jest tym, co umozliwi mu zesrodkowanie balansu rownowagi.

Jednak gdy tkwi sie po uszy w czasie, to widzi sie swiat niemozliwosci.

I kiedy pojawia sie jakis mistrz "caly w bieli" i mowi, ze ten powinien przeciez wchlaniac swiatlo w siebie, w przeciwnym wypadku cos mu grozi .. to sa bzdury, tak robia slepcy.

Czy to nie fajnie jest moc wylaczyc caly ten belkot swiata, po prostu wylaczajac odpowiednie pokretla istniejace w umysle?

Akataleptos - 26 Czerwiec 2012, 16:43

Cytat:
Ta zasada samopodobienstwa i zlota proporcja jest tak banalna sprawa i tlumaczy tak naprawde wszystkie prawa fizyczne, chemiczne, psychologiczne, czy jakiekolwiek inne.


Najfajniejsze jest to, ze fraktale i te sprawy, ostatecznie nie maja niczego wspolnego z matematyka, czy fizyka. To z tych praw wyrastaja dopiero te dziedziny nauki opisujace to, ale nie stoja one u podstawy kreacji. Ostatecznoscia jest "niezglebionosc", kreujaca na swoje podobienstwo. Nie mam pojecia o chemii, a wiem jak zmienic sie w diament bez skazy, nie mam pojecia o szkoleniu astronautow, a moge latac na Ksiezyc, czy Jowisza, nie ogarniam tez tabliczki mnozenia, to jest niepotrzebne do zycia. Zamiast dywagowac na temat tego, co znajduje sie w srodku ziemi, przyjmowac jakies niesprawdzalne dogmaty, lepiej jest zdjac mentalne balasty i sprawdzic samemu. Wystarczy poszerzyc swiadomosc, zdjac tego trupa z umyslu i sprawdzic, czy faktycznie Slonce jest gorace, czy to tylko jakis dogmat w ktory mozna najwyzej sobie bezpodstawnie uwierzyc, bo przeciez nikt tego nie sprawdzi w doswiadczeniu.
Dlateto ten, kto odnajdzie podstawe wszystkiego, z ktorej wszystko wyrasta, ma "wrodzone" zdolnosci do panowania nad wszystkim i wiedzenia wszystkiego. Wystarczy znalesc "skompresowana" i "bezkompromisowa" podstawe kreacji, ta zasade samopodobienstwa, a cala reszta staje sie jasna.

Akataleptos - 26 Czerwiec 2012, 22:17

Cytat:
Ktos kto widzi Slonce, widzi je jako "skrzydlate serce", albo "kielich" (czy jakkolwiek to okreslic) z czlowiekiem w srodku.


To napisalem kilka dni temu, a dzis Uzuli z forum DI charatnal taki sympatyczny obrazek :D

Akataleptos - 27 Czerwiec 2012, 16:33

Adam Wisniewski Snerg napisał/a:
Ściana, na którą zwróciłem broń, celując z odległości ledwie dwudziestu centymetrów przed oddaniem fatalnego strzału, miała wygląd nie otynkowanej betonowej płyty i nosiła na sobie brudne ślady różnorodnych zacieków i plam. “Mur jest gładki i stary" - to był lakoniczny opis krótkotrwałego obrazu ściany, jaki pojawił się w mej świadomości w postaci szybko po sobie następujących trzech informacji. Po informacji ,,mur" pojawiła się pewność bezpieczeństwa osób przebywających prawdopodobnie z drugiej jego strony, po informacji “gładki" natychmiast wyobraziłem sobie mały krater i zamknąłem oczy, spodziewałem się bowiem gradu betonowych odłamków i ciosu odbitej kuli w przypadku, gdyby tkwiła ona w komorze nabojowej.
Bywa czasem, że w przedmiocie wielokrotnie badanym dostrzegamy tylko najbardziej jaskrawe jego strony i trzeba przypadku, skojarzeniowego bodźca, by dotąd ukryta, jakaś niezmiernie ważna cecha wcześniej i gdzie indziej oglądanej rzeczy - w myśli szybkiej i jasnej jak błyskawica - niespodziewanie ujawniła się nam.
Tego rodzaju olśnienia doznałem w najmniej odpowiednim momencie: bezpośrednio przed uruchomieniem spustu. Kiedy zamknąłem oczy, skrystalizowała się w mym umyśle kolejna informacja. Przynosiła błahą wiadomość, że mur jest “stary". Dotarła jako ostatnia i spowodowała zatrzymanie ruchu palca, bowiem w tym właśnie ułamku sekundy zamiast rewolweru wypaliła w mej świadomości lekceważona dotąd myśl, że wszystkie dekoracje Kroywenu są równie stare, jak ten prawdziwy mur.
W czasie wielogodzinnej wędrówki po mieście, przytłoczony liczbą fałszywych budowli oraz faktem, że ich tu wczoraj nie było, przegapiałem systematycznie wcale nieobojętną możliwość oceny ich wieku, gdyż zdominowały ją tamte, bardziej krzykliwe fakty. I nie dostrzegałem patyny lat: spłowiałych na słońcu kolorów, rdzy, pajęczyn rozwieszonych w zakamarkach, grubej warstwy kurzu na powierzchniach osłoniętych przed wiatrem, oszlifowanych butami lub dotykami setek rąk krawędzi, próchna, wypaczeń wywołanych rzadkimi ulewami i całodzienną operacją słońca oraz wszechobecnego brudu - słowem widząc same dekoracje, nie dostrzegałem, że noszą one na sobie ślady wieloletniego istnienia w Kroywenie, gdzie upływało całe moje życie.
Dopiero po tej piorunującej myśli, która ujawniała obiektywny fakt stałej obecności dekoracji w mieście i wywracała do góry nogami sens porannego odkrycia, wskazując równocześnie na niepojętą ślepotę mego dotychczasowego życia, z opóźnieniem (czterosekundowym chyba) nacisnąłem spust i usłyszałem huk wystrzału.
Otwierając oczy, zwróciłem je bezpośrednio na drzwi zatrzymanej windy. Stali już przed nimi sztuczni karabinierzy. Było ich dwóch, bo w krótkim czasie, kiedy strzelałem z niepewnej broni i myślałem o wieku dekoracji, czterej inni nie zdążyli jeszcze opuścić kabiny. Ci dwaj, którzy wyskoczyli już z windy, skamienieli pośrodku korytarza, wpatrując się we mnie wytrzeszczonymi szklanymi oczami. W porównaniu z innymi sztucznymi ludźmi robili takie wrażenie, jak sztywne figury woskowe lub pozbawione możliwości ruchu manekiny ustawione na wystawie sklepu z mundurami wojskowymi. Zrozumiałem po chwili, że pozorowanym uczuciem, które ich zahamowało w biegu, chcieli wyrazić swe osłupienie spowodowane ohydą dostrzeżonego bestialstwa. A pojąłem to dopiero wtedy, gdy zwróciłem oczy na ścianę, by ocenić wynik strzelniczego eksperymentu.
Pod ścianą naprzeciwko wylotu lufy tkwiła przeszyta na wylot rewolwerowym pociskiem głowa plastykowego chłopca.
Na ten widok nogi ugięły się pode mną. Straciłem poczucie upływającego czasu. Stopy wrosły mi w podłogę, zaś bolesny kurcz mięśnia prawej ręki, utrzymującej wciąż na wysokości czoła imitowanej ofiary narzędzie symulowanego okolicznościami mordu, uniemożliwiał mi zmianę strasznej, ostatecznie już beznadziejnej pozycji. Jedyną przytomną myślą, jaka torując sobie drogę wśród niedorzecznych majaczeń przedarła się w mym umyśle przez nagłą eksplozję trwogi, była lodowata konstatacja: wszystkie manekiny działają zgodnie z narzuconym przez kogoś programem, który zmusza mnie do odgrywania roli zwyrodniałego bandyty. Był to bowiem fakt nader oczywisty, że pozbawiony instynktu samozachowawczego, kierowany wcześniej ustalonym programem sztuczny szczeniak w czasie mej krótkotrwałej nieuwagi - sprytnie ją wykorzystując - podbiegł szybko do miejsca przewidywanego strzału w tym wyłącznie podłym celu, aby wypełnić swoją pustą głową niewielką odległość między ścianą a wylotem lufy.
Gdy zastrzelona kukła malca zwaliła się na podłogę, karabinierzy zdjęli z ramion imitacje swych pistoletów. Potrącając ich w biegu, kilkunastoma szybkimi skokami pomknąłem na drugi koniec korytarza. Tam przycisnęła mnie do drzwi długa seria drewnianych pocisków z pistoletu maszynowego. Zamroczony lawiną nieprzewidywalnych zdarzeń nie działałem w myśl jakiegoś sensownego planu postępowania: ratowałem się tylko ucieczką przed natychmiastowym wykonaniem wyroku, już bez troski o przyszłość, jak dzikie, osaczone zwierzę.
Głęboko osadzone w ścianie drzwi, na które naciskałem coraz mocniej, kryjąc się za rogiem muru przed ciosem prawdziwej kuli, otworzyły się niespodziewanie. Przypadek sprawił, że wpadłem tyłem do sekretariatu kierownika Lindy. Jego kukła powalona uderzeniem pieści leżała jeszcze w gabinecie. Znalazłem się więc z powrotem w tym samym miejscu, skąd wyszła moja usiana sztucznymi trupami droga.
W środku zastałem trzy ubrane na biało postacie. Wchodziły one w skład ekipy ratunkowej pierwszej karetki pogotowia. Dwaj sztuczni sanitariusze układali na noszach kukłę kierownika. Manekin lekarza, pochylając się nad fałszywą sekretarką, zbliżał rękę uzbrojoną w prawdziwy skalpel do rozerwanego boku rannej. Komuś, kto patrzyłby z daleka na tę scenę, wydawałoby się pewnie, że obserwuje operację chirurgiczną. Sekretarka miała zamknięte oczy; była niema i sztywna.
Scenę tę ogarnąłem jednym, szybszym od myśli spojrzeniem. Miała ona charakter niezwykle statyczny: wszystkie postacie biorące w niej udział pozowały tylko, jak gdyby stały przed aparatem fotograficznym. Dopiero ogłuszający terkot pistoletu maszynowego, który wstrząsnął ścianami piętra, momentalnie uruchomił wszystkie sprężyny ospale toczącej się akcji.
W postaci mężczyzny ściganego gradem kuł i cofającego się z rewolwerem w ręku fałszywy lekarz dostrzegł natychmiast swego potencjalnego wroga. Z wprawą cyrkowego miotacza cisnął we mnie skalpelem. W sekundę po jego niecelnym rzucie pociągnąłem za cyngiel. Ten nerwowy odruch został wywołany świstem ostrza śmigającego przy moim uchu. Chociaż tym razem już świadomie mierzyłem w pierś napastnika, zdenerwowany gwałtownością starcia - spudłowałem. Kula rozdarła torbę sanitariusza, ukazując jej zawartość: zwój grubej liny. Lecz choć pocisk z całą pewnością nie ugodził lekarza, ten z głuchym jękiem rozpostarł ręce i wyprężył się jak człowiek śmiertelnie trafiony. Na jego białym płaszczu wykwitła czerwona plama.


Cytat:
Ale jak byli zbudowani wewnętrznie i czy odczuwali ból? Skalpelem ukrytym w kieszeni - po zerwaniu zeń plastra - naciąłem kapralowi udo. Sierżantowi (ośmielony obojętnością tamtego) podważyłem ostrzem jabłko w kolanie i obejrzałem je ze wszystkich stron. Było odlane z twardej różowej masy plastycznej. Obydwaj nie mrugnęli nawet, kiedy ich kaleczyłem: siedzieli sztywno jak mumie, ze szklanymi oczami utkwionymi w perspektywie pogrążonej w półmroku ulicy, którą zamykały w dali zalane słońcem tarcze drapaczy chmur.
Oni nie czuli bólu, a ja czułem realny niesmak po tej drastycznej, choć pozorowanej operacji. Dawał mi on pewność, że w nowej swej postaci nie jestem sadystą. I nie byłem również jednym z tych pospolitych wandali, którzy znajdują swe liche orgazmy w niszczycielskich aktach przemocy i siły rozładowywanej skrycie nad martwymi przedmiotami, bo tak żałosna działalność, jak demolowanie pustych opakowań, nie przynosiła mi - co wiedziałem już wcześniej - nawet namiastki tej intymnej rozkoszy, jaką tamci, prując nożami oparcia foteli w wagonach metra lub urywając słuchawki przy telefonach ulicznych, otrzymują za darmo.
U celu tej ponurej jazdy stała maskowana fasadą jednej przyzwoitej ściany prymitywna kopia posterunku karabinierów. Stała gdzieś pośrodku Uggioforte, w dzielnicy nieomal całkowicie imitowanej ogromnymi makietami domów.
Zatrzymaliśmy się tam. Dwa pozostałe radiowozy kolumny, która asekurowała pierwszy samochód, parkowały pod posterunkiem do czasu, aż znalazłem się za grubymi kratami. Przedtem kapral zajął miejsce przy prawdziwej maszynie do pisania i pod dyktando sierżanta sporządził protokół mojego wstępnego zeznania. Po przesłuchaniu gotowy protokół powędrował na stół sierżanta, który dopisał na nim odręczną adnotację, zostawiając niżej miejsce na mój autograf. Cały papier pokrywały rzędy liter chaotycznie wystukanych na maszynie. Cztery linijki regularnej spirali nakreślone długopisem przez sierżanta tuż pod maszynowym tekstem jego kolegi uzupełniały trafnie głęboką myśl celnie sformułowaną przez kaprala. Podpisałem ten rekwizyt czytelnie: pełnym imieniem i nazwiskiem - co na obecnych nie wywarło żadnego wrażenia.
Zamknęli mnie w oddzielnej celi. Obok, w głębokiej wnęce - poza wykoślawioną przez upał i czas plastykową kratą tymczasowego aresztu - tkwiły trzy woskowe figury. Przedstawiały stałych bywalców komisariatu: szpetną i ponurą prostytutkę, z wyglądu starą awanturnicę uliczną, opoja nurzającego się w namiastce własnych brudów oraz całkiem sympatyczną babcię, cierpiącą na zanik pamięci, która wyszła z domu i dotychczas jeszcze nie powróciła. Obecność tak dobranego towarzystwa prowadziła mnie do wniosku, że posterunek ten posiada wyposażenie typowe - może znormalizowane dla większości tego typu komisariatów.
W południe poinformowałem kaprala o swym pragnieniu i głodzie. Kiedy dostałem pusty kubek i drewniany klocek w kształcie kromki razowego chleba, zdenerwowałem się ostatecznie: wykorzystując nieuwagę strażników, rozkroiłem skalpelem tekturową ścianę wnęki i przez powstałą w niej nieestetyczną dziurę swobodnie - choć z pewnym zdziwieniem - po prostu wyszedłem na ulicę.
Pod gołym niebem słońce prażyło niemiłosiernie. Miałem też wrażenie, że zwracam uwagę fałszywych przechodniów swym niedbałym wyglądem. Ale byłem wolny!

Akataleptos - 27 Czerwiec 2012, 19:41

Gdyby tak spojrzec glebiej we wnetrze czlowieka, to okazaloby sie, ze kazdy w srodku jest dzieckiem, ktore w doroslym swiecie czuje sie jak w piekle. Gdyby spojrzec glebiej w obcy umysl, to okazaloby sie, ze boi sie on "kary boskiej", ze wmowil sobie, ze zaatakowal Syna Boga/Wieczne Dziecko, co juz od samego poczatku bylo zludzeniem, a w wyniku tej koszmarnej halucynacji wytworzylo sobie "azyl" w postaci ciala, by uchronic sie przed urojona kara, zatracajac sie tylko z coraz wieksza intensywnoscia w swych koszmarach, niszczac kazdy przejaw tej wiecznej dziecinnosci i kobiecej nieskazitelnosci.
Tragiczna pomylka, ktorej efektem sa te wszystkie podziemne, krete korytarze strachu, prowadzace donikad.

"Ofiara Chrystusa", polegala na tym, ze udowodnil, ze atak na "wieczne dziecko" jest niemozliwoscia, wiec kara za to nie moze nastapic.

Obcy umysl jest pelen sprzecznosci, z jednej strony wynosi sie ponad wszystko, a z drugiej strony drzy przed wymyslona przez siebie kara Stworcy.

Cytat:
Najpierw dziura w sercu, a pozniej nietykalnosc, a nie na odwrot. Ochrona jest nia dlatego, ze nie ma juz sie niczego do obrony.


Znowu proste zastosowanie zasady samopodobienstwa.

Gdyby tak komus powiedziec, ze jego dom jest obrzydliwy, to z duzym prawdopodobienstwem zareagowalby tak, jakby zostal zaatakowany, ale przeciez to stwierdzenie nie tyczy sie niego, tylko mieszkania. Gdyby tak spojrzec na to trzezwo, to reakcja obronna nie ma zadnego sensu.

Czym sie to rozni od obrony ciala? Czlowiek nie ma wplywu na bicie serca, na krazenie krwi, nie wie jak dziala uklad nerwowy, nie odpowiada za prace ciala w najmniejszym stopniu, nie moze wiec byc nim, wiec jak to jest mozliwe, ze mozna zostac zaatakowanym poprzez zranienie ciala?

Wszystko odbywa sie na zasadzie samopodobienstwa, wiec atak jest mozliwy tylko wtedy, gdy wczesniej wmowilo sobie obrone czegos, z czym sie utozsami.
Cale to cierpienie na swiecie bierze sie stad, ze od urodzenia az do smierci czlowiek nosi w sobie obcy umysl, ktory wmawia mu, ze jest czyms, czym w rzeczywistosci nie jest i czego nalezy bronic, co nieustannie wytwarza na zewnatrz projekcje ataku, ktorej nie da sie zatrzymac inaczej jak poprzez rozproszenie tej obcej instalacji.

Swiety graal to wlasnie zasada fraktalnosci, samopodobienstwa, "ciagnie swoj do swego" czy "to co na gorze jest takie jak to co jest na dole".
Historie o Krolu Arturze, ktory dzieki nieskazitelnemu sercu wyciagnal miecz ze skaly, ktorego noszenie przy sobie chronilo od wszelkich ran, sa prawdziwe, o ile zrozumie sie ich znaczenie.

Jako, ze czlowiek nosi w sobie obcy umysl "bogow", to to co mowie o nich, odnosi sie takze do systemu myslowego, ktorym czlowiek sie posluguje.

Jak dlugo mozna sie bronic przed skutkami czegos, co naprawde sie nie wydarzylo? Co z tego, ze opracuje sie sposob na nieustanne podtrzymywanie ciala, skoro nieustannie przedluza sie mozliwosc ataku na nie, co nieustannie wytwarza na zewnatrz projekcje niebezpieczenstwa? Co to za wiecznosc, gdzie bez przerwy trzeba bronic swojej "niesmiertelnosci"? Boska madrosc objawia sie wlasnie w tym, ze nie reaguje na cos, co nie ma sensu, pozwala po prostu zmeczyc sie glupocie, bez zadnych konsekwencji. Za to co dokonuje sie w szalenstwie, nie mozna poniesc konsekwencji tam, gdzie jest zdrowie.

RedJohn - 27 Czerwiec 2012, 20:03

Akataleptos napisał/a:
Nie mam pojecia o chemii, a wiem jak zmienic sie w diament bez skazy, nie mam pojecia o szkoleniu astronautow, a moge latac na Ksiezyc, czy Jowisza


Możesz opisać dokłądnie krok po kroku jak mam lecieć na księżyc?
Albo jak mam oddtworzyć hologram ukrzyżowania?

Akataleptos - 27 Czerwiec 2012, 20:24

Hologram drogi krzyzowej masz odtwarzany nieustannie przed oczami, gdy utozsamiasz sie z trupem w umysle i jego ciezarem ;) Wtedy gdziekolwiek sie nie spojrzy, tam jest parada martwych logosow.

Gdy tkwi sie gleboko pod woda, brakuje powietrza i nosi sie na sobie balast, to wydostac sie na powierzchnie jest najlatwiej zrzucajac obciazenie. Nie podam jakiejs specjalnej metody, po prostu trzeba sie zmeczyc ciezarem i go zrzucic, trzeba nieustannie i "fanatycznie" drazyc dziure w sobie, zadajac sobie pytanie "kim jestem"?, "kto jest swiadomy ze mysle?", a gdy juz sie dowie, ze nie jest sie ciezarem, to sie go puszcza i leci sie tam, gdzie chce i jest sie zawsze tam, gdzie sie powinno, bo nie ma juz pragnien.

Kazdy meczy sie sam soba na inny sposob.

RedJohn - 27 Czerwiec 2012, 20:36

No dobra a na ten ksiezyc to jak mam doleciec? :P
Akataleptos - 27 Czerwiec 2012, 20:40

A czy ja spadlem z Ksiezyca? :P

Dlaczego akurat tam. Ciagnie cie do tych kilkumetrowych blondwlosych przystojniakow? ;)

Nie lepiej byloby zaprzyjaznic sie ze sloneczkiem?

RedJohn - 27 Czerwiec 2012, 22:03

Ok wszystko jedno, byle daleko :) Jak? :)
Akataleptos - 27 Czerwiec 2012, 22:23

Jesli przyszlo sie tutaj poprzez nabieranie obciazen, to unosi sie ku gorze poprzez ich zdejmowanie, co daje wrazenie lotu. W jaki sposob ciezar sie zdejmie, to nie ma znaczenia.

Chcenie czegos, to tylko obciazenie przykuwajace do ziemi. Musisz wyrobic w sobie taki nawyk odwracania wszystkiego, bo ten swiat widziany w codziennej swiadomosci w domysle ma byc odwroceniem oryginalnej kreacji. Przykladem odwrocenia jest to, ze gdy sie chce uwolnienia, to aby go osiagnac, trzeba pozbyc sie tego pragnienia, bo pragnienie uwolnienia jest czescia swiata odwroconego, ktore nie nalezy do oryginalnego, a wiec nie mozna za jego pomoca tego zdobyc.

Glownym ciezarem jest osobowosc, ale wydaje sie to czyms tak podstawowym, ze jest to ostatnia rzecz, ktorej ktokolwiek chcialby sie pozbyc. Nie ma niczego trudnego z porzuceniem ciezaru osobowosci, po prostu trzeba sie tym dostatecznie zmeczyc.

Akataleptos - 27 Czerwiec 2012, 23:46

Sprawa wyglada bardzo prosto:

Czlowiek jest otoczony zewszad przez nieskonczonosc, jednak nosi na sobie ciezary, znoszace go na dno metnej wody, topiac sie. Gdy zdejmuje ciezary, moze sie wynurzyc, nabrac oddechu i wtedy wciaga w siebie ta moc (ogien) naokolo, robi miejsce dla "zlotej proporcji", zgodnie z ktora wszystkie poszczegolne ciala i centra energetyczne moga skompresowac sie jako jedno, jako "serce nieskonczonosci".

Z calego ludzkiego ciala fizycznego zostaja tylko oczy. One jako pierwsze sie uksztaltowaly w procesie dlugiej ewolucji i podczas "obrocenia swiatow" cale cialo skompresuje sie do tych oczu wlasnie.

Gdy jest sie unoszaca nad wodami galka oczna, nie mozna zostac dopadnietym przez tych, ktorzy pozostali na dole z ciezarami, nie sa w stanie z tym balastem wzbic sie ku gorze.
Dlatego wlasnie na takim Sloncu mozna byc golym i wesolym i nie bac sie tych wszystkich kosmicznych balwanow i generalnie oni wszyscy sprawiaja wrazenie jakis oblakanych.

Reinkarnacja bierze sie stad, ze ktos sie topi, jego wieczna czesc unosi sie ku gorze, ale koledzy z dolu trzymaja cos, co zostawil u nich, a czego jeszcze swiadomie nie porzucil i to przyciaga go znow na dol.

Chodzi o to, aby podczas snu swiadomie sie wybudzic i nabrac powietrza.

Akataleptos - 28 Czerwiec 2012, 12:58

Gdy "olowiany sterowiec" zostanie zdjety, a "wieczne dzieci" z wszystkich zakatkow swiata, ktore nie daly sie zastraszyc i nie podazyly za iluzjami, zaspiewaja radosnie "plonie babilon" wtedy przyciagna do siebie sloneczne tornado.

To jest celem prawdziwych modlitw. Niewolnicy strachu modla sie do Ksiezyca, wysysajacego z nich krew.

Dzieciece serca maja moc do tego, by kierowac podmuchem slonecznym i wciagnac je w siebie bez szkody. Wibracja strachu jest niezgodna ze Sloncem, wiec w bezposredniej konfrontacji zastraszone istoty musza uciec aby ratowac swoj koszmar.

Akataleptos - 28 Czerwiec 2012, 15:05

Cytat:
Odpowiednia dieta jest czyms co przychodzi naturalnie wraz z odklejaniem sie od umyslowych projekcji.


Cytat:
Dieta naturalna jak oddech


Zgodnie z zasada "to co jest na dole jest takie jak to co jest na gorze" to to co czlowiek je, jest fizyczna manifestacja jego stanu ducha.
Jesli czlowiek jest przyklejony do zjawisk imitujacych cos slodkiego i dobrego (np. przeslodzonej "miloscia" muzyki popularnej), to gdy sie odkleja, to znika z jego zycia nadmiar tego co jest fizyczna manifestacja przyklejenia sie, czyli np. cukier i wszelkiego rodzaju sztuczne, trujace substancje slodzace.

Najlepiej jest traktowac to w taki prosty sposob. Wystarczy znalesc korzen wszystkiego, a ucinajac go pozbywa sie calej reszty, ktora z niego wyrasta. Nie jest wymagana znajomosc na temat zywienia. Jesli czlowiek pozbedzie sie z umyslu projekcji na temat czegos, czym nie jest, to znika z zycia to, co jest manifestacja tego na planie fizycznym.
Jesli z umyslu znika to, co uniemozliwia zaistnienie zlotej proporcji, to ta harmonia zlotej proporcji zmanifestuje sie w diecie samoistnie.

Wszystko staje sie proste i oczywiste, gdy dociera sie do siebie poprzez odejmowanie.

Rudolf Steiner napisał/a:
W zwykłym życiu człowiek
postrzega świat zewnętrzny przy pomocy zmysłów.
Postrzega zewnętrzny świat w kolorach, kształtach, dźwiękach
i innych wrażeniach zmysłowych. Człowiek żyje w
zwykłym życiu niejako wewnątrz świata wrażeń zmysłowych.
W chwili, gdy wtajemniczenie ma dojść do pewnego
określonego stopnia, człowiek nie może stawiać przed sobą
świata zewnętrznego tak, że przeżywa błękit, czerwień czy
inną barwę; musi być w stanie uczynić z przeżycia barwy
- nie tracąc tego przeżycia - zwykły środek do zdobycia
wyższego celu.
W zwykłym życiu człowiek patrzy na przykład podczas
pogodnego dnia daleko w przestrzeń świata i widzi błękit
nieba. Żyje w widoku błękitu nieba. Jeśli chce zostać wtajemniczonym,
to na określonym stopniu inicjacji musi być
w stanie patrzeć na błękitne niebo tak, aby stało się dla niego
całkowicie przezroczyste. Normalnie istnieje pewna „gra-
17
nica"; teraz ta granica musi się stać przezroczysta, a to, co
człowiek chce zobaczyć, musi widzieć poprzez ten błękit
nieba. Nie może teraz istnieć dla niego żadna granica. Albo
weźmy różę. Dla zewnętrznego spojrzenia powierzchnia
róży ograniczona jest czerwoną barwą. W chwili inicjacji
czerwony kolor róży przestaje być ograniczeniem. Czerwień
staje się przezroczysta, a poza nią ukazuje się to, czego właściwie
się szukało. Kolor nie przestaje oddziaływać przez
swoją naturę, ale wtajemniczony widzi inaczej, gdy patrzy
przez błękit nieba, inaczej, gdy patrzy przez czerwień róży,
a inaczej, gdy patrzy przez zorzę poranną itd. Przeżywa kolor
w zupełnie określony sposób. Kolor staje się dla jego
spojrzenia natychmiast przezroczysty, zostaje usunięty przez
siłę duszy, która osiągnięta zostaje dzięki ćwiczeniom prowadzącym
do tej przezroczystości. Tak jest ze wszystkimi
wrażeniami zmysłowymi. O ile wcześniej były one tym, w
czym żyło się, to po inicjacji stają się jedynie środkiem do
przeżywania tego, co kryje się poza nimi.
Podobnie jest na przykład z całym światem myśli. W
normalnym życiu człowiek myśli. Proszę mnie teraz dobrze
zrozumieć i nie popełnić błędu. Zauważycie zgodność, jeżeli
porównacie to odpowiednio z innymi moimi wypowiedziami.
Jednak można przecież powiedzieć, że na określonym
stopniu inicjacji zanika w człowieku myślenie w
zwykłym znaczeniu tego słowa. Nie chodzi o to, czy człowiek
kiedykolwiek dojdzie do tego, aby móc zatrzymać
myślenie pozbawione znaczenia - wtajemniczony mógłby
do tego dojść - lecz o to, aby z czegoś, co stanowiło cel i
sens życia duszy, uczynić zwykły środek. Oznacza to, że
człowiek podlegający inicjacji przeżywa nowy świat. Aby
mógł go przeżyć, to poza innymi rzeczami, o których będziemy
jeszcze mówić, musi wyjść poza zwykłe myślenie
na planie fizycznym. Gdy człowiek żyje na planie fizycz-
18
nym, to czyni osądy o rzeczach, zdobywa o nich poglądy,
tworzy swój punkt widzenia. Od pewnego stopnia wtajemniczenia
osądy i poglądy na temat rzeczy nie mająjuż żadnego
znaczenia, żadnej wartości.
Muszę tu poczynić pewną uwagę, ponieważ mówimy
o regionach życia duszy, które tak bardzo różnią się od tego,
do czego jesteśmy przyzwyczajeni, że bardzo łatwo mogą
powstać różne nieporozumienia. Kiedy osiąga się taki stopień
wtajemniczenia, który będę musiał opisać w celu dalszych
rozważań, to musi też z reguły istnieć dla człowieka
możliwość prowadzenia pewnego rodzaju podwójnego życia.
W zwykłym, codziennym życiu nie jest w ogóle możliwe,
ażeby nie myśleć o rzeczach i nie oceniać ich. Na
planie fizycznym jesteście zmuszeni do oceniania rzeczy i
do myślenia o nich; stanowi to dla Was rzecz najbardziej
oczywistą że człowiek musi na planie fizycznym myśleć.
Załóżmy, że siedzicie w pociągu i nie myślicie; wtedy na
stacji, na której macie wysiąść, nadal będziecie siedzieć. Jeśli
się nie myśli, to może dojść do sytuacji, że antropozof,
który powinien chronić swoją kartę członkowską, zostawi
ją w zwykłym życiu na dowolnym miejscu, co jest przecież
sprzeczne z zasadą ochrony tej karty. Świat zorganizowany
jest właśnie w taki sposób, że człowiek musi oceniać i
myśleć. Jednak z takim ocenianiem i myśleniem nie wejdzie
się do wyższych światów. Może jedynie nastąpić pewnego
rodzaju przemieszanie obu stanowisk. Ktoś może być tak
bardzo opanowany przez chęć wniknięcia w wyższe światy,
że może o tym zapomnieć. Jednak obowiązującą zasadą
musi być rozdzielenie obu tych rzeczy. W życiu na planie
fizycznym zdolność oceniania jest regułą absolutnie zdrową
i konieczną; jednak musi być jasne, że dla wyższych
światów właśnie to, co człowiek tak energicznie wykształca
dla planu fizycznego, może być jedynie środkiem.

Akataleptos - 28 Czerwiec 2012, 23:41

Jakub Boehme napisał/a:
Kiedy sztuka wyłania się całkowicie ze stworzenia [człowieka] i staje się niczym zarówno dla natury, jak i stworzenia, wtedy jest ona tą nieskończoną, która jest Bogiem i wtedy to Ty powinieneś dostrzec i poczuć najwyższą cnotę miłości. Także, jak powiedziałem, ktokolwiek ją znajdzie ten nie znajdzie niczego a zarazem znajdzie wszystko; prawdą jest również to, że ten, kto znajdzie nadnaturalną, ponadzmysłową, bezdenną Otchłań, w której zamieszkać nie będzie mu dane; i nie znajdzie on niczego, co jest podobne do tego, a zatem może być porównane do niczego, ponieważ jest głębsze niż cokolwiek innego i jest jak nic dla innych rzeczy, dlatego też nie jest łatwe do zrozumienia; a ponieważ jest niczym jest to wolne od innych rzeczy, a jest tylko Dobrem, którego człowiek nie może wyrazić lub stwierdzić czym ono jest. Na koniec powiem, iż prawdą jest również to, że ten, który to znajdzie, znajdzie wszystkie rzeczy; będzie to początkiem wszystkiego, a także będzie tym początkiem rządziło. Jeśli to znajdziesz, posiądziesz wszystko to, od czego wszystko inne się zaczyna i trwa, więc sztuka jest królem całego dzieła Bożego.

Akataleptos - 29 Czerwiec 2012, 16:19

Cytat:
Ok wszystko jedno, byle daleko :) Jak? :)


Zgodnie z zasada samopodobienstwa, jesli aspiruje sie do zamieszkania np. na Sloncu, ktore swieci jednakowo zarowno bandytom jak i uzdrowicielom, ktore pozostaje nieporuszone niezaleznie od "ogromu" prowokacji (jak to robia np. istoty manipulujace "przywlaszczajace" sobie jego tozsamosc, co nie zmienia pojednawczego nastawienia Slonca do tych istot), to nalezy rozbudzic w sobie to samo.
Slonce nie broni sie przed niczym, bo nie ma niczego do obrony, nie atakuje, chociaz "pojednawczy podmuch" jest w stanie przegonic istoty, ktore zatracone w snach, poczuja sie zaatakowane i zmuszone do ucieczki.

Na tym polega wlasnie panowanie i potega prawdziwej milosci w stosunku do calej reszty. Kazdy w koncu zmieknie :P

Akataleptos - 29 Czerwiec 2012, 20:55

Cytat:
zadnych bliskich osob


Powiedziec "bliska osoba" to tak jakby powiedziec "sucha woda".

Osoba, czyli osobnosc, cos co nie jest bliskie.

Typowy belkot swiata.

Akataleptos - 30 Czerwiec 2012, 17:42

Cytat:
Cale to cierpienie na swiecie bierze sie stad, ze od urodzenia az do smierci czlowiek nosi w sobie obcy umysl, ktory wmawia mu, ze jest czyms, czym w rzeczywistosci nie jest i czego nalezy bronic, co nieustannie wytwarza na zewnatrz projekcje ataku, ktorej nie da sie zatrzymac inaczej jak poprzez rozproszenie tej obcej instalacji.


Wiec czemu sluzy cale te cierpienie niewinnych istot na calym swiecie?
Sposob dzialania ego, jego mechanizmy dzialania, sa niezrozumiale i bezsensowne, wiec i jego skutki, ktore tworzy na swoje podobienstwo, rowniez sa takie.
Nie da sie wytlumaczyc tych wszystkich obozow koncentracyjnych, tak samo jak nie mozna wytlumaczyc jakie znaczenie moze miec to, ze 2+2=5 i jaka plynie z tego nauka na przyszlosc, poza tym, ze jest to obled.
Nie ma sensu tez zachowywanie tego w pamieci, nie ma sensu skladanie holdu poleglym, wszystkie zbrodnie na swiecie powstaly wlasnie z powodu pamieci reakcji na wydarzenia rozegrane w przeszlosci, ktore nastepnie rzutuje sie na terazniejszosc, tworzac projekcje zbrodni.
Z tego co widze, to cale cierpienie na swiecie jest jedynie ponurym wspomnieniem przeszlosci, ktore w wiecznej terazniejszosci nie moze miec miejsca.
Ostatecznie wszelcy bandyci nie zostana ukarani, bo wspomnienie tego co zrobili innym i wspomnienie uczuc innych istot ktorym to uczynili, samo w sobie jest juz jak adekwatna kara piekla. Zgodnie z zasada samopodobienstwa, kara za obled moze dokonac sie tylko w obledzie, a obled nie moze miec zadnych konsekwencji tam, gdzie jest zdrowie.

Czy mozna tez mowic o czyms takim jak skala obledu?
Czy czlowiek, ktory oplywa w bogactwo, walczy cale zycie o to by je zdobyc, by je utrzymac, a w koncu i tak smierc go dopada i traci wszystko, jest mniej obledny od dziecka, ktore rodzi sie by po pieciu latach wpasc pod kola samochodu? W bezsensie jest tylko skala maksymalna, nie ma zroznicowania.

Akataleptos - 30 Czerwiec 2012, 20:45

Inne cwiczenie obmyslone przeze mnie:

Z zamknietymi oczami zwrocic twarz ku Sloncu i z kazdym oddechem polykac swiatlo, poczuc, ze jest to surowa i nierozcienczona energia, ktora w ustach jest slodka jak miod, ale gdy dociera do wnetrznosci, to napotyka opor i staje sie gorzka i nieprzyjemna.
Gdy idzie sie z tym uczuciem przez zycie, to kazde nieprzyjemne wedlug interpretacji ego zdarzenie, ktore zostanie przezyte swiadomie (oddychajac), bez zatracania sie, bedzie robilo maly otwor w ciele, przez ktore bedzie moglo wypromieniowac na zewnatrz ku wszystkim stworzeniom jednakowo.

Akataleptos - 1 Lipiec 2012, 00:48

Cytat:
Demiurg, Samael/Jahwe/Wujek Sam - to bog handlu, jest wladca Ksiezyca, ktory jest jak pryzmat rozszczepiajacy swiatlo.


Nie do konca w ten sposob.

"Centrala" matrixa, nadajaca sygnal czakr znajduje sie w pierscieniach Saturna.
To jest cos w rodzaju "bitwy" pomiedzy "Satanem", a "Sanat Kumara", zwanym tez Chrystusem, personifikacja Slonca.

Albo tez Sauron jako "wladca pierscieni".

Ksiezyc jest lokalnym ziemskim "panelem sterowania" umyslow, narzucajacym zaslone na kobieca energie, czy tez uzywajac innego okreslenia: obladowuje siatka z zakupami.

Nie tylko Ziemia ma problem z matrixem, na Marsie sytuacja wyglada o wiele gorzej niz na Ziemi. To wszystko odbywa sie w roznych miejscach ukladu Slonecznego od wielu wielu epok i rozciaga sie poza niego.
Nie da sie przekazac historii tego wszystkiego, po prostu trzeba poszerzyc swiadomosc, wyjsc poza swoje uwarunkowania i uswiadomic sobie, ze jest to dziki kosmos :P

Akataleptos - 3 Lipiec 2012, 22:49

Prosty fakt odnosnie matrixa:

Sa ludzie, a dalej i nie-ludzie, ktorzy stoja za kulisami i zdaje sie im, ze kontroluja cos. Wydaje sie im, ze kontroluja ludzi.

Ludzkie osobowosci sa jednak iluzoryczne.

Znowu zastosuje zasade samopodobienstwa mowiac: w rzeczywistosci nie da sie kontrolowac iluzorycznego swiata :lol: Nie mozna realnie wplywac na cos i manipulowac czyms, co nie ma prawdziwej natury. Nie da sie manipulowac innymi ludzmi, bo nie ma zadnych innych ludzi.

Aby manipulowac innymi, trzeba najpierw samemu zasnac. Nie da sie tego ominac.

Taka jest genialnie prosta natura rzeczywistosci.

Jak to sie mowi: wydaje sie, ze pchasz, a to ciebie pchaja.

Ja nie widze zadnych innych ludzi, widze jakies symbole dawane przez nieskonczonosc, ktore daja rozne wskazowki i odpowiedzi. Wystarczy byc cichym.

Akataleptos - 4 Lipiec 2012, 14:32

Kolejny przyklad zasady samopodobienstwa: im drobniej poszatkowany umysl, tym mniejsze czastki elementarne znajduje.
Akataleptos - 4 Lipiec 2012, 17:04

Anthony de Mello napisał/a:
Przypuśćmy, że
któregoś dnia ktoś puka do drzwi mojego pokoju.
– Proszę wejść – mówię. – Czy wolno zapytać kim pan jest?
On zaś odpowiada:
– Jestem Napoleonem.
– Czy to nie ten Napoleon...
– Ten właśnie. Bonaparte. Cesarz Francji.
– Co też pan mówi! – odpowiadam i myślę, że lepiej wobec tego faceta mieć się na
baczności. – Może Wasza Wysokość raczy usiąść – mówię.
– Słyszałem, że ksiądz nieźle sobie radzi z rozwojem duchowym. Mam problem natury
duchowej. Obawiam się, że teraz trudniej mi będzie ufać Bogu. Moja armia walczy w Rosji, a
ja spędzam bezsenne noce, zastanawiając się, jak to się zakończy.
– No tak, Wasza Wysokość, mógłbym coś na to poradzić. Sugerowałbym raczej
przeczytanie rozdziału szóstego według Mateusza: "Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną,
nie pracują ani przędą".
W tym momencie zaczynam się zastanawiać, kto jest bardziej szalony, ten facet czy ja. Ale
brnę dalej z tym lunatykiem. Tak właśnie na początku postępuje wobec ciebie mądry guru.
Towarzyszy ci, traktując serio twoje problemy. Otrze kilka łez z twoich oczu. Jesteś
wariatem, ale jeszcze o tym nie wiesz. Wkrótce musi nadejść chwila, kiedy wytrąci ci z ręki
broń i powie:
– Skończ z tym. Nie jesteś Napoleonem.
W słynnych dialogach Katarzyny ze Sieny, Bóg miał jej powiedzieć: "Ja jestem tym, który
jest, ty jesteś tą, której nie ma". Czy kiedykolwiek doświadczyłeś swego nieistnienia? My na
Wschodzie mamy obrazowe przedstawienie tego przeżycia. Jest to obraz tancerza i tańca. Bóg
jest tancerzem, a stworzenia boskie tańcem. Nie jest tak, że Bóg jest wielkim tancerzem, a ty
jesteś małym tancerzem. O nie! Nie jesteś tancerzem w ogóle. Ciebie się tańczy! Czy
kiedykolwiek tego doświadczyłeś? A może kiedy człowiek odzyskuje rozum i zdaje sobie
sprawę, że nie jest Napoleonem, nie przestaje istnieć? Istnieje nadal, ale nagle uzmysławia
sobie, że jest czymś innym, niż myślał.


Anthony de Mello napisał/a:
Wielki Tomasz z
Akwinu pod koniec swego życia przestał mówić i pisać – zaczął widzieć.
Zawsze wydawało mi się, że to jego słynne milczenie trwało kilka miesięcy, tymczasem
ciągnęło się ono przez lata. Bowiem zdał sobie sprawę, że zrobił z siebie głupca i powiedział
to wprost. To tak, jakby ktoś, kto nigdy nie jadł zielonego mango, pytał mnie: "Jak ten owoc
smakuje?" Odpowiedziałbym: "Jest kwaśny". Mówiąc cokolwiek wprowadziłbym cię w błąd.
Spróbujcie to zrozumieć. Ludzie w swej większości nie są zbyt mądrzy, opierają się na słowie
– nie na słowie Pisma na przykład – wszystko pojmują błędnie. Mówię: "Kwaśny", a ty
pytasz: "Kwaśny jak cytryna, kwaśny jak ocet?" Odpowiadam: "Nie. Kwaśny jak mango".
"Nigdy nie próbowałem mango" pada odpowiedź. Tym gorzej! Ale nie daje mu to spokoju i
w końcu pisze doktorat na ten temat. A nie robiłby tego, gdyby tylko spróbował mango.
Naprawdę. Może napisałby doktorat, ale już na inny temat. I kiedy pewnego dnia spróbuje w
końcu owocu mango, powie: "Boże, zrobiłem z siebie głupca. Nie powinienem był pisać tego
doktoratu". Tak właśnie postąpił Tomasz z Akwinu.
Wielki niemiecki filozof i teolog napisał całą książkę tylko o milczeniu św. Tomasza. A on
po prostu milczał. Nic nie mówił. W prologu do "Summy Teologicznej", będącej syntezą
całej jego teologii, napisał: "O Bogu nie możemy powiedzieć, kim jest, ale raczej, czym nie
jest". A więc, nie możemy mówić o tym, jaki On jest, ale raczej, jaki On nie jest. A w swym
słynnym komentarzu do traktatu Boecjusza "O Trójcy Świętej" mówi, że są trzy drogi
poznania Boga: pierwsza poprzez dzieło stworzenia, druga poprzez działanie Boga w historii i
trzecia poprzez najwyższą formę wiedzy o Bogu – poprzez poznanie Boga tamquam ignotum
(poznanie Boga jako niepoznawalnego).
Najwyższą forma wiedzy o Trójcy jest to, iż nie wie się, kim Ona jest. I takiej tezy wcale
nie wygłasza Wschodni Mistrz Zenu. Mówi tak kanonizowany święty Kościoła rzymskokatolickiego,
od wielu stuleci uznany za księcia teologii. Poznać Boga jako nieznanego. W
innym miejscu św. Tomasz powiada nawet: jako niepoznawalnego. Rzeczywistość, Bóg,
boskość, prawda, miłość są niepoznawalne, to znaczy nie mogą być pojęte przez myślący
umysł. Powinno to powstrzymać olbrzymią ilość pytań, które ludzie stawiają, ponieważ żyją
iluzją, że możemy wiedzieć. A nie wiemy. I wiedzieć nie możemy.
Czym zatem jest Pismo Święte? Jest aluzją, kluczem, ale nie opisem. Fanatyzm jednego
szczerze wierzącego, któremu wydaje się, że wie, powoduje o wiele więcej zła niż wspólny
wysiłek dwustu łajdaków. Przerażenie ogarnia, gdy się widzi, co szczerze wierzący
wyczyniają tylko dlatego, iż wydaje im się, że wiedzą. Czyż nie byłoby wspaniale żyć na
świecie, gdzie wszyscy ludzie mówiliby: "Nie wiem". Jedną wielką przeszkodę mielibyśmy
za sobą. Czy nie byłoby to cudowne?
Przychodzi do mnie mężczyzna niewidomy od urodzenia i pyta:
– Czym jest to, co nazywacie zielonym?
Jak opisać komuś zielony kolor, kto nie dostrzega barw od urodzenia? Może przez
analogię?
Mówię mu więc:
– Kolor zielony jest czymś w rodzaju delikatnej muzyki.
Pyta:
– Jak delikatna muzyka?
– Tak – mówię – jak delikatna, kojąca muzyka.
Przychodzi drugi ociemniały i pyta:
– Czym jest kolor zielony?
I mówię mu, że jest podobny do miękkiej satyny, bardzo miękkiej i kojącej w dotyku.
Następnego dnia widzę, jak tych dwóch wygraża sobie nawzajem.
Jeden z nich mówi:
– Jest jak delikatna muzyka.
Na co drugi:
– Jest jak miękka satyna. I tak to trwa. Żaden z nich w gruncie rzeczy nie wie, o czym
mówi, gdyby bowiem wiedzieli, milczeliby. I to tak właśnie jest. A nawet gorzej, ponieważ
pewnego dnia przywracasz, powiedzmy, temu niewidomemu wzrok, a on siedzi w ogrodzie i
rozgląda się wokół. Mówisz do niego:
– Teraz wiesz, jak wygląda kolor zielony.
A on odpowiada:
– To prawda. Słyszałem go trochę tego ranka.
Prawda jest taka, że otoczeni jesteście przez Boga i nie widzicie Go, bo coś o Bogu
"wiecie". Ostateczną barierą w dostrzeżeniu Boga jest wasze wyobrażenie o Nim. Brak wam
Boga, bo wydaje wam się, że "wiecie". Jest to straszny aspekt religii. Mówią o tym
Ewangelie, że religijni ludzie "wiedzieli", a więc pozbyli się Jezusa. Najwyższa forma wiedzy
o Bogu jest wiedzą o Bogu niepoznawalnym. Stanowczo zbyt wiele słychać gadaniny o Bogu,
świat jest tym przesycony. Zbyt mało za to jest świadomości, zbyt mało miłości, zbyt mało
szczęścia – ale nie nadużywajmy i tych słów. Zbyt mało porzuceń iluzji, odrzuceń błędów,
rezygnacji z własnych uwikłań i zbyt wiele okrucieństwa. Zbyt mało świadomości. I to jest
przyczyna cierpienia świata, a nie brak religii. Religia dotyczyć ma przebudzenia, ma mówić
o braku świadomości. Spójrzcie, jacy jesteśmy zdegenerowani. Odwiedźcie mój kraj i
zobaczcie, jak zabijają się nawzajem z powodu religii. Znajdziecie to wszędzie. "Ten, który
wie, nie mówi. Ten, który mówi, nie wie". Wszystkie objawienia są niczym innym, jak tylko
palcem wskazującym na księżyc. Tu na Wschodzie mówimy: "Kiedy mędrzec wskazuje
księżyc, idioci patrzą na palec".
Jean Guitton, bardzo pobożny i ortodoksyjny pisarz francuski, dodaje do tego przerażający
komentarz: "Często używamy tego palca, by wyłupić oczy". Czy nie jest to przerażające?
Świadomość, świadomość i jeszcze raz świadomość! W świadomości wasze uzdrowienie, w
świadomości prawda, w świadomości wyzwolenie. W świadomości jest duchowość, w
świadomości tkwi rozwój, w świadomości zawarta jest miłość, w świadomości tkwi
przebudzenie. Świadomość.
Muszę mówić o słowach i pojęciach, gdyż pragnę wam wyjaśnić, dlaczego patrząc na
drzewo tak naprawdę go nie widzimy. Wydaje nam się, że widzimy, ale zapewniam was, że
nie widzimy. Patrząc na jakąś osobę nie widzimy tej osoby naprawdę, tak nam się tylko
wydaje, że ją widzimy. To, co widzimy, to coś, na czym zafiksował się nasz umysł.
Odnosimy jakieś wrażenie i następnie kurczowo się go trzymamy, patrząc na tę osobę przez
jego pryzmat. I czynimy tak naprawdę ze wszystkim. Jeśli to pojmiecie, zrozumiecie także
piękno i wspaniałość stanu świadomości – odnoszącej się do wszystkiego wokół. Bo tam jest
rzeczywistość, "Bóg" – czymkolwiek jest – też tam jest. Biedna mała rybka w oceanie pyta:
"Przepraszam, którędy do oceanu? Czy możesz powiedzieć mi, gdzie go znajdę?"
Wzruszające? Gdybyśmy tylko przejrzeli na oczy i zobaczyli, wówczas również byśmy
zrozumieli.

Akataleptos - 4 Lipiec 2012, 18:05

Z walka z egoizmem i swiatem, ktory tworzy na swoje podobienstwo jest tak samo jak w dragon ballu przedstawialo sie walki z "niezniszczalnymi" przeciwnikami, ktorzy porozrywani na strzepy, niespodziewanie sie odbudowywali i transformowali w silniejsza forme.

Schemat mniej wiecej taki: potwor sieje smierc i zniszczenie, rozprawia sie z wszystkimi przeciwnikami jakby byli z tektury. Pozniej z zaswiatow, po jakims tajemnym treningu zwielokratniajacym moc, wraca dobry wojownik swiatla. Role sie odwracaja, przeciwnik nie ma szans, ale ten dobry zamiast go wykonczyc, bawi sie z nim, popisuje sie przed nim swoja moca, tymczasem ten zly, zostawil kawalek jakiegos "gluta" za skala i w niespodziewanym momencie pochlania kilku innych wojownikow i ten "potezny" znow nie ma szans.

Filmik

Na poczatku jest pokazane tworzenie implozji :P

Kiedy czlowiek uswiadamia sobie, ze juz wygral, ze jest on zwyciezca i jest wolny, to moze przygotowac sie na takiego "gluta zza skaly", ktory bedzie szukal sposobu na zwielokrotnienie swojej mocy.

Gdzie lezy blad? Nie ma zadnych wygranych i zwyciezcow, bo walka byla nierzeczywista i to ego ja tworzy, wiec nie mozna wygrac z nim w jego swiecie.

Cytat:
"Centrala" matrixa, nadajaca sygnal czakr znajduje sie w pierscieniach Saturna.
To jest cos w rodzaju "bitwy" pomiedzy "Satanem", a "Sanat Kumara", zwanym tez Chrystusem, personifikacja Slonca.


To jest walka tylko w mniemaniu tego pierwszego. Najpierw komus sie zdawalo, ze sie zbuntowal i zostal wygoniony i ze tworzy cos odwrotnego w oderwaniu od swiata z ktorego, jak wydawalo sie, odszedl i w wyniku tego blednego widzenia prowadzi walke z wlasnymi wyobrazeniami. Jest w stanie nieustannego zagrozenia, bo wydaje mu sie, ze ktos go atakuje, a poddanie sie moze pozbawic go tego czym jest i co osiagnal, a co w ogole nie mialo miejsca. Nie jest to mozliwe, by jeden "Syn Boga" zaatakowal drugiego, bo tylko jeden "Syn" (czy raczej Sun/Slonce) jest prawdziwy.

Akataleptos - 7 Lipiec 2012, 15:22

Samoobserwacja wlasnych zachowan i reakcji przede wszystkim.

Kiedy jeden czlowiek rozmawia z drugim, to nieswiadomie reaguje rowniez na jego wyglad, ubior, ton glosu, miejsce spotkania i te wszystkie nieuswiadomione reakcje sa tym, co czlowiekiem steruje.

Nie chodzi o to, by zaczac myslec lepiej o ludziach. Nie da sie zaplanowac nastepnej mysli, to niemozliwe, jak wiec cos takiego jak pozytywne myslenie moze dzialac?

Chodzi o to, by uswiadomic sobie reakcje zachodzace w organizmie, a nastepnie dochodzic do tego, skad one sie wszystkie biora i do kogo naleza. Ostatecznie dochodzi sie do tego, ze wszystkie one maja swoj jeden korzen, to mysl "ja jestem tym cialem, ktore nalezy chronic przed atakiem". Ale ta mysl nie ma zadnego wplywu na prace ciala, nie jest nim.
Gdy dociera sie do tego, w czym ta mysl sie pojawia, ona przestaje miec jakakolwiek moc, bo okazuje sie niczym.

Czlowiekowi sie zdaje, ze ma jedna niezmienna osobowosc, podczas gdy w nieswiadomosci, w wyniku negatywnych przezyc, nieustannie dokonuje sie mnozenie wzajemnie sprzecznych osobowosci, walczacych ze soba.

Jestem swiadomy glosu oceniajacego ludzi, tego, ze cos mu sie nie podoba, jego szczekania, jak malego, wystraszonego pieska, oraz jego poczucia bycia zaatakowanym i zranionym. Tego nie da sie wylaczyc, mozna to po prostu sobie uwiadomic i rozpoznac jako nicosc. Obrazki jakie generuje ten glos, "martwy logos", nie sa ani straszne, ani smutne, ani nie powoduja zadnych konsekwencji, bo sa po prostu niczym. Nie ma wiec sensu wspolczuc innym, nieszczesliwym osobowosciom, bo samo w sobie to nie posiada czucia. Nie da sie wspolczuc ograniczeniom. Mozna ogarnac wspolczuciem tylko to, co stoi za myslami i czym czlowiek jest, a nie to czym sie zdaje.

Akataleptos - 7 Lipiec 2012, 18:42

Prosty dowod na to, ze czlowiek utozsamiajacy sie z fizyczymi obiektami zyje wylacznie jako wspomnienie przeszlosci:

Predkosc swiatla.

Fizyczne Slonce widoczne z Ziemi, to nie jest Slonce w terazniejszosci, lecz sprzed okolo 8 minut. Gwiazdy widoczne z Ziemi to setki tysiecy lat.

Utozsamiajac sie z obiektami, zaden czlowiek nie widzi czlowieka jakim jest on w terazniejszosci, a przeciez kiedy jakis obiekt sie pojawia, to jest sie go swiadomym wlasnie teraz. Swiadomosc obiektow to terazniejszosc, natomiast obiekty same w sobie to przeszlosc i w terazniejszosci ich nie ma. Za nimi kryje sie swiatlo w bezruchu.

RedJohn - 7 Lipiec 2012, 22:29

Mam drobne zaległosci w czytaniu Twoich postow, ale ostatno przytrafiaja mi sie niezwykle dziwne rzeczy ktorych nie potrafie zinterpretowac, otóż wyglada to jak jakas klatwa, coś, lub ktoś kladzie mi klody pod nogi, rzeczy banalne zaczynaja byc trudne. jesli juz cos mi sie uda pojawiaja sie niespotykane trudnosci, ktorych prawdopodobienstwo wystapienia bylo rowne zeru. Pewnie napiszesz ze mi sie to wydaje, ale na prawde nigdy wczesniej z czyms takim sie nie spotkałem. Czuje jakby coś celowo utrudnialo mi zycie, staram sie nie nadawac temu znaczenia, nie walczyc z tym, tylko zaakceptować, ale to nie pomaga. Jak myslisz co to takiego?
Akataleptos - 7 Lipiec 2012, 22:50

Szykuje sie duze przemeblowanie, a wlasciwie przewrocenie ziemskiego domu do gory nogami.
System bada czyj jestes, poddajac cie probie zastraszania, tworzac sztuczne problemy.
Nie powiem nic nowego, musisz zweryfikowac kim jestes, kogo te wszystkie przeszkody dotycza. Albo dasz sie zastraszyc, do czego utozsamianie sie ze sztucznym umyslem z pewnoscia doprowadzi, albo wykorzystasz te "nawalnice" w ten sposob, ze po przekroczeniu progu odczucia idiotyzmu systemu, przestanie miec to jakiekolwiek znaczenie, odnajdujac spokoj niezalezny od tego, co sie wydarza i wtedy dopiero zerwiesz sie ze sznurka.

Pisalem kiedys o tym, ze system jest zorganizowany jak pajecza siec, do ktorej sa podlaczone ludzkie umysly. Kiedy ktos sie zrywa, wtedy mechanizm samo-reguluje sie, starajac sie za posrednictwem tych, ktorzy sa podlaczeni, tworzyc sztuczne problemy, aby przywrocic delikwenta do "rownowagi".

Akataleptos - 7 Lipiec 2012, 23:48

Anthony de Mello napisał/a:
Pewna kobieta wymieniła dwie sytuacje, w których bardzo trudno było jej zachować
świadomość. Pracowała w jakimś przedsiębiorstwie usługowym, w którym było mnóstwo
interesantów, dzwoniących telefonów – musiała z nimi dawać sobie radę, borykając się
jednocześnie z rozgardiaszem spowodowanym przez nachalnych i zirytowanych petentów.
Ciężko jej było zachować łagodność i spokój. Druga sytuacja dotyczyła jazdy samochodem,
kiedy panował duży ruch, trąbiły klaksony, kierowcy klęli. Pytała mnie, czy ta jej nerwowość
ustąpi i czy będzie w stanie zachować spokój.
Czy dostrzegliście jej przywiązanie? Spokój. Jej przywiązanie do spokoju i ciszy. Mówi:
– Dopóki nie będę spokojna, nie będę szczęśliwa.
Czy kiedykolwiek przyszło wam do głowy, że możecie być szczęśliwi pomimo napięcia?
Nim zostałem oświecony, byłem przygnębiony; po tym, jak zostałem oświecony, nadal jestem
przygnębiony. Rozluźnienie i wrażliwość nie mogą stanowić celu. Czy słyszeliście kiedyś o
ludziach, którzy stawali się napięci usiłując się zrelaksować? Jeśli jesteś napięty, po prostu
obserwuj swe napięcie. Nigdy nie zrozumiecie samych siebie, jeśli będziecie usiłowali się
zmienić. Im usilniej staracie się zmienić, tym gorzej to będzie wam się udawało. Jesteście
wezwani, by stać się świadomymi. Poczuj dzwoniący telefon, poczuj szarpanie nerwów,
poczuj kierownicę w samochodzie. Innymi słowy, zbliż się do rzeczywistości, niech napięcie
czy spokój sobie trwa. W istocie będziesz musiał im pozwolić na takie trwanie, bo zbytnio
zaangażujesz się we wchodzenie w kontakt z rzeczywistością. Krok po kroku, pozwól, aby to
co się dzieje, spokojnie się działo. Prawdziwa zmiana nastąpi we właściwym czasie. Nie
dzięki twemu "ego", ale dzięki rzeczywistości. Świadomość daje rzeczywistości możliwość
zmienienia ciebie. Zyskując świadomość, zmieniasz się, ale musisz tego doświadczyć. Na
razie po prostu uwierz mi na słowo. Masz, być może, już jakiś plan dotyczący tego, jak stać
się świadomym. Twoje "ego", na swój przebiegły sposób, usiłuje osiągnąć świadomość.
Obserwuj je! Napotkasz na opór, będziesz miał kłopoty. Jeśli ktoś zbyt usilnie stara się być
świadomym przez cały czas, to ujawnia pewien poziom lęku. Chce być przebudzonym, ciągle
sprawdza, czy już jest przebudzony, czy też jeszcze nie. Jest to forma ascetyzmu, a nie
świadomości. Brzmi to dziwnie w kulturze, w której trening przygotowujący do osiągnięcia
celów, docierania dokądś, jest celem nadrzędnym, choć w rzeczywistości nie mamy gdzie iść,
bo tam, gdzie chcielibyśmy być, już jesteśmy. Japończycy bardzo ładnie dają temu wyraz w
powiedzeniu: "W dniu, w którym zaniechasz podróży, dotrzesz do celu". Twoja postawa
winna być następująca: "Chcę być świadomy, chcę mieć kontakt z tym, co jest, czymkolwiek
by to nie było i niech się dzieje to, co ma się dziać. Jeśli jestem przebudzony to dobrze, jeśli
śpię, to też dobrze".

Akataleptos - 8 Lipiec 2012, 18:16

Cytat:
staram sie nie nadawac temu znaczenia, nie walczyc z tym, tylko zaakceptować, ale to nie pomaga.


Starasz sie ale nie robisz tego. W jaki sposob to nie nadawanie znaczenia i akceptacja mialaby sie objawic? Poprzez poprawe zewnetrznych okolicznosci zycia? Jesli oczekujesz poprawy, to nadajesz znaczenie swiatu i pozostaniesz na takim wlasnie etapie "starania sie".

Nie mozna manipulowac nierzeczywistoscia. Nie chodzi o to, by uspokoic swiat na zewnatrz, lecz o to, by przestac identyfikowac sie z umyslem, ktory tworzy ten swiat.

RedJohn - 8 Lipiec 2012, 20:55

Też odebrałem to jako próbę zastraszenia, jednak pomimo wszystko zrobiłem to co zaplanowałem. Śmieszne gry jakie system ze mną toczy są wręcz niebywałe. Owszem przestraszyło mnie to i to nie raz, ale parłem do przodu i co? Nie powiem, że nie zrobiło to na mnie wrażenia. Zrobiło i to spore. Mam nadzieję, że to koniec.

Powiedz jak mogę nie oczekiwać poprawy warunków życia? Jak mam zaakceptować sytuacje w której się znajduję? Nie mogę tego zrobić. Żyję z dnia na dzień. Brakuje mi kasy na jedzenie, na normalne życie. Musze coś z tym zrobić. Nie mogę tego ot tak zaakceptować, bo coś muszę jeść. Moze troche przekolorowałem, jednak celowo. Jestem zdrowy, mam gdzie mieszkać, jest mi ciepło, mam co jeść (jeszcze :) ).

A co zrobił system? Kilka niby przypadkowych sytuacji, które właśnie wyciągnęły mi ostatnie grosze z kieszeni, sytuacje, które nie powinny mieć miejsca. Ale miały, głupie. Żyję i to jest najważniejsze, jakoś sobie dam rade.

Akataleptos - 8 Lipiec 2012, 21:07

Kto musi cos jesc? Komu brakuje kasy?
Jest ci cieplo, masz co jesc, a wybiegasz w przyszlosc z problemami smierci glodowej, nawet nie majac gwarancji zycia chocby dzien dluzej.
Dlaczego w ogole zakladasz, ze dozyjesz jutrzejszego dnia? Jestes chyba zbyt wazny w swoim mniemaniu, nie ma takiej potrzeby bys istnial jako osoba, za ktora sie uwazasz.

Nic wiecej nie moge poradzic.

System systemem, ale jest on problemem tylko wtedy, kiedy ma swoj punkt zaczepienia w postaci twojego wkrecania sobie czegos, co nie ma poparcia w rzeczywistosci.

Akataleptos - 8 Lipiec 2012, 21:41

Zobacz sobie pierwszy cytat w tym poscie. Ten sam problem.
Akataleptos - 8 Lipiec 2012, 23:12

Cytat:
Śmieszne gry jakie system ze mną toczy są wręcz niebywałe.


Smieszne jest to odgrywanie roli ofiary, kogos przesladowanego przez system. Poblazasz sobie w ten sposob. Musisz zderzyc sie z rzeczywistoscia i rozpoznac, ze nie jestes nikim szczegolnym. Nie pisze tego po to, by cie zdolowac, lecz bys porzucajac te glupoty mogl odnalesc siebie jako nieskonczonego, ktorego szczescie nie moze byc niczym zachwiane. Kiedys dawalem linka do wywiadu z niejakim Georgem Kavassilasem. Ten czlowiek byl porywany przez "swietliste" istoty stojace za kulisami i torturowany przez nie, gdy rozpoznal kim sa, byl poddawany wysoce wyrafinowanym programom kontroli umyslu, faszerowany jakimis hologramami wgrywanymi w cialo. Nie uwaza sie jednak za ofiare.
Twoj strach przed glodem, to nawet nie jest twoj strach, tylko jest to strach "boga" , ktorego masz w umysle, ktory potrzebuje systemu by sie karmic jego dramatami.
To jest strach boga, ktory martwi sie o to, co sie stanie, gdy czlowiek uswiadomi sobie, ze nie ma niczego wspolnego z calym tym teatrem, i co ten bog wtedy bedzie jadl.

Ostatecznie jestes "polem swiadomosci", czy "wiecznym swiadkiem", nie bedacym czymkolwiek, ktory umozliwia zaistnienie nieskonczonym mozliwosciom, samemu pozostajac przez nie nietknietym. Nie ma mozliwosci wyjscia poza to, nie mozesz sobie stworzyc czegos poza tym. Wystarczy, ze sobie to uswiadomisz i caly ten matrix zostanie zmieciony wybuchem smiechu.
Kiedy ktos w nocy ma koszmar i wydaje mu sie, ze ucieka przed wrogiem, a pozniej sie budzi, to okazuje sie, ze kto kogo gonil? Cierpienie jakie ewentualnie przechodzisz i ktore pewnie bedziesz dalej przechodzil jest tym, co przypomina ci, ze spisz, a kiedy sie obudzisz, dopiero wtedy odczuwasz ulge. Ostatecznie nie ma mozliwosci bys byl przez cos zaatakowany. Nie miej niczego do obrony, to atak nie bedzie mozliwy.

RedJohn - 9 Lipiec 2012, 13:45

Łatwo powiedzieć, gorzej zrozumieć i wykonać.
Ciesz się, że potrafisz.

Akataleptos - 9 Lipiec 2012, 14:24

Ta rzecz, ktora chce zrozumiec jest tym co przeszkadza w poznaniu. Nie mozesz za pomoca czegos poznac nie-czegos.
Nie stworzysz swiadomosci swoimi wyobrazeniami, bo wyobrazenia sa uswiadamiane przez nia. Ciesze sie, ze nie musze niczego potrafic.

Nie zmeczyles sie jeszcze dostatecznie i na razie nie chcesz byc wolny, tylko chcesz poprawy warunkow egzystencji w wiezieniu, ktore z reszta sam sobie wytworzyles i z ktorego mozesz odejsc bez konsekwencji. Byc moze wydaje ci sie, by wyjsc z niego i uzyskac wolnosc musisz poniesc jakas strate, musisz wyrzec sie czegos. Iluzoryczna kreacja nie powoduje zadnych strat.

Akataleptos - 9 Lipiec 2012, 16:31

Cytat:
Jestem swiadomy glosu oceniajacego ludzi, tego, ze cos mu sie nie podoba, jego szczekania, jak malego, wystraszonego pieska, oraz jego poczucia bycia zaatakowanym i zranionym. Tego nie da sie wylaczyc, mozna to po prostu sobie uwiadomic i rozpoznac jako nicosc.


Kazdy kto jest inkarnowany w ciele jest wyposazony w ego, ktore jest wiecznie nienazarte.

Nie ma takiego czlowieka i nigdy nie bylo, ktory nie bylby w nie wyposazony.

Jestem w nie wyposazony, ale go nie posiadam, nie jest "moje".

Oswiecenie polega na tym, ze gdy pragnienia i cierpienie sie pojawiaja, jest sie przez nie nietknietym, wiec nie wywoluja zadnych skutkow, a nie na tym, ze doswiadczenia sie nie pojawiaja. To jest wlasnie niezaleznosc.

"Moje" szczescie jest niezalezne od czegokolwiek, jesli wygram w jakis sposob milion zlotych, to nie zwiekszy to mojego szczescia, jesli nie bede mial czego do ust wlozyc, to nie zmniejszy to szczescia.

Ciekawy fragment pojawia sie w jednej z ewangelii:

Cytat:
A Jezus odezwał się i rzekł do nich: Jak na zbójcę wyszliście z mieczami i kijami, aby mnie pochwycić. (49) Codziennie bywałem u was w świątyni i nauczałem, a nie pojmaliście mnie, lecz to się stało, aby się wypełniły Pisma. (50) Wtedy wszyscy go opuścili i uciekli. (51) A pewien młodzieniec, mając narzucone prześcieradło na gołe ciało, szedł za nim. I pochwycili go. (52) Ale on pozostawił prześcieradło i uciekł nagi. (53) I przywiedli Jezusa do arcykapłana, i zeszli się wszyscy arcykapłani i starsi, i uczeni w Piśmie.


Ten mlodzieniec, Akataleptos (tj. nieuchwytny), to wlasnie naga i bezbronna natura swiadomosci, bezbronna bo niemozliwa do uchwycenia i zaatakowania.

Akataleptos - 9 Lipiec 2012, 18:58

Polecam ciekawy temat z innego forum o Saturnie.

cz. 2

O "purpurowej mgielce" czesto wspominalem kiedys.

Piosenka.

Genialne wyrazenie :lol:

Cytat:
bezczasowa przeszłość z czasów zanim światło weszło do tego świata.

RedJohn - 9 Lipiec 2012, 20:28

Akataleptos napisał/a:
Byc moze wydaje ci sie, by wyjsc z niego i uzyskac wolnosc musisz poniesc jakas strate, musisz wyrzec sie czegos. Iluzoryczna kreacja nie powoduje zadnych strat.


Nie uważam, aby wyrzeczenie się czegoś miało być jakimś warunkiem.
Nie sądzę też aby spełnienie jakichś warunków miało by mnie oświecić.

Uważam jednak, że pewne wyrzeczenia mogą przybliżyć do wytrącenia się z równowagi, aby zobaczyć się z innej perspektywy. np. głodówki, wstrzemięźliwość seksualna, chwilowe odosobnienie i medytacja. To tylko przykład :)

Sytuacja o której pisałem, że wcześniej się w niej znalazłem, była właśnie próbą zastraszenia mnie i sprowadzenia na inne tory.

Myślisz ze nie jestem zmęczony tym wszystkim? To po co tu jestem? Po co szukam? Może w końcu znajdę.

Akataleptos - 9 Lipiec 2012, 21:07

Jedyne co czlowiek jest w stanie "zrobic" by osiagnac uwolnienie od ograniczen, to szukanie tego, co nalezy porzucic/puscic, a co mu sie wydaje, ze jest nim, az dokopuje sie do "wiecznego swiadka", ktory umozliwia przejawienie sie nieskonczonosci.

To cos innego niz wyrzeczenie sie czegos. Kiedy czlowiek wyrzeka sie np. bogactwa, to on musi sie starac, by nie byc bogatym i brak pieniedzy staje sie tym, co musi podtrzymac.
To jest tozsamosc ascety, to jest ciezar tozsamosci.
Kiedy czlowiek uswiadamia sobie, ze nie jest kims, kto moglby byc bogaty, albo biedny, to zarowno bieda jak i bogactwo nie sa w stanie zaczepic sie o jego tozsamosc, tworzac pozorne szczescie lub nieszczescie. Moze miec duzo kasy, albo byc bez grosza, to bez znaczenia dla tego kim jest. Znaczenie ma tylko dla tego, co zostalo rozpoznane, ze nie jest nim i co zostalo puszczone.

Puszczanie ciezarow przywraca do rownowagi, wyrzeczenie sie wytraca z rownowagi.

To samo tyczy sie np. glodowek. Glodzenie "siebie" to ciezar tozsamosci, natomiast rozpoznanie, ze nie jest sie tym, co jest glodne, albo najedzone to puszczenie ciezaru. Wtedy mozna byc wolnym zarowno na glodowce lub majac pelna lodowke.

Akataleptos - 10 Lipiec 2012, 13:23

Czy mozna wyjsc poza swiadomosc? Czy mozna istniec poza swiadomoscia? To czego szukasz to swiadomosc, wiec czego ci jeszcze brakuje?

Jesli szukasz swiadomosci i nie mozesz jej znalesc, to widocznie dzialasz w nieswiadomosci, a to co nieswiadome, tego nie ma. Nie ma szukajacego, za ktorego sie uwazasz.

Nie da sie zgubic tego "wiecznego swiadka", nie da sie wiec go znalesc, bo szukanie nie moze nawet zaistniec.

Akataleptos - 10 Lipiec 2012, 18:31

Niektorzy np. twierdza, ze wszechswiat powstal iles tam miliardow lat temu, a swiadomosc dopiero utworzyla sie na Ziemi.
I teraz przy pomocy tej swiadomosci (w swoim mniemaniu), odtwarza sie w jakis symulacjach jak odbylo sie zdarzenie, ktore nie bylo wtedy uswiadomione :lol: Nie bylo wtedy swiadka zdarzenia, tak sie twierdzi, ale zwariowana istota ludzka by podbudowac swoje poczucie "wiedzy" i poczucie bycia "korona (chyba cierniowa) stworzenia" stawia sie w roli swiadka, ktory moglby opisac, jak to bylo.

Takie teorie sie tworza, gdy wszystko odwraca sie na druga strone. To ego, ktore przemawia takim belkotem, dziala nieswiadomie i jest uswiadamiane sobie przez swiadka.

Uwazam, ze popelniasz podobny blad, liczac na taki "wielki wybuch nieswiadomosci".

RedJohn - 10 Lipiec 2012, 19:25

Chcesz mi przez to powiedzieć, że jestem tylko świadomością, doświadczającą bycia ciałem, ale nie mającą wpływu na nic? Tylko taka świadoma niemożności ale godząca się z tym marionetka? Że nie mogę zrobić nic bo wszystko już się wydarzyło?
Akataleptos - 10 Lipiec 2012, 20:20

Cytat:
Chcesz mi przez to powiedzieć, że jestem tylko świadomością, doświadczającą bycia ciałem, ale nie mającą wpływu na nic?


Na odwrot. To nic, ktorego sie trzymasz, nie ma wplywu na swiadomosc. Patrzysz na to przez pryzmat iluzji, wiec wydaje sie to glupota, a nie zadna wolnoscia, bo teraz zdaje ci sie, ze w jakis sposob kierujesz swoim zyciem, a po rozpoznaniu siebie jako swiadomosc, staniesz sie jakas marionetka.

Wolnosc na ktora wskazuje jest poza kontrola i nie-kontrola. Na najglebszym poziomie jestes niezglebiona tajemnica, umozliwiajaca przejawienie sie nieskonczononym mozliwosciom. Nie ma czegokolwiek, co nie byloby tym objete. To nie jest kontrola w taki sposob, w jaki uwarunkowany umysl to chcialby postrzegac, ani nie jest jakas bezradnoscia, to cos nieskonczenie glebszego. Najwieksza kontrola jaka tylko sobie mozna wyobrazic, pochodzi wlasnie z tego niezglebionego stanu i tam zmierza.
Czas, przestrzen, wolna wola, przeznaczenie itd. to wszystko jest jedynie ziewnieciem "tego", a "to" nie moze zostac ziewniete :lol:

Teraz jestes marionetka tego zrodla wlasnie, reagujaca strachem na byle zjawe z zewnatrz, ktora z reszta sam do siebie przyciagasz.

Cytat:
bo wszystko juz sie wydarzylo?


Wiecznosc i nieskonczonosc jest juz teraz, to jest pewne. Na najglebszym "poziomie", kreacja, jej odtwarzanie, ukonczenie, odpoczecie, to wszystko jest polaczone. Umysl chcialby wyjasnic to w ten sposob, ze cos sie wydarzylo, w domysle, ze "kiedys", a teraz sie to jedynie odtwarza. Nie uchwycisz tego tak, to tajemnica.

Nie mozna uchwycic prawdziwej przyczyny nawet najglupszego zjawiska, poniewaz kreacja jest nieskonczona i doskonalosc, wielopoziomowosc jej synchronizacji, samo-organizacji, jest nie do ogarniecia.

Dac sobie spokoj i odpoczac jako niezglebionosc.

RedJohn - 11 Lipiec 2012, 11:51

Teraz to zamieszałeś konkretnie, nic z tego nie rozumiem.
To wg. Ciebie nie mam wpływu na nic czy mam wpływ na coś?

Akataleptos - 11 Lipiec 2012, 12:14

Jesli powiem, ze nie masz, to moje slowa pozbawia cie jakiejs mocy? Albo jesli powiem, ze masz, to poczujesz przyplyw energii? Nie reaguj na slowa jak robot.

Powiem, ze mozesz miec wplyw na wszystko, a twoj umysl, ktorym nie kierujesz, zostanie podbudowany poczuciem kontroli.

Rzeczywistosc jest samo-organizujaca sie totalnie. Kontrola odbywa sie za twoim posrednictwem, ale nie masz wplywu na to :P

Kiedy chcesz wladzy, to jestes jedynie marionetka i narzedziem wyzszej sily ktora sama sie organizuje, kiedy pozbywasz sie pragnienia wladzy, wtedy panujesz nad soba bez wysilku.

Akataleptos - 11 Lipiec 2012, 12:59

Jesli nie istnieje nic poza tajemnica swiadomosci, czyli poza twoim prawdziwym "ja", to brak wolnej woli niczego nie zmienia, bo nie ma nikogo, kto moglby toba kierowac i manipulowac.

Wolna wola, odgrywanie, przeznaczenie itd. to sa warianty mozliwe do odkrywania dzieki tej niezglebionosci. Jej samej to sie nie tyczy, poniewaz jej jedyna wlasciwoscia jest wlasnie ta niezglebionosc.

Akataleptos - 11 Lipiec 2012, 16:29

Cytat:
W roku 1923 zaczął (Georgij Gurdzijew) przekazywać nauki o idiotyzmie zwane "Toastem dla Idiotów". Zdaniem C.S. Notta nauka idiotyzmu była "zwierciadłem, w którym człowiek może ujrzeć sam siebie"→305. Podzielił ludzi na 18 kategorii, odpowiednio do reprezentowanego przez nich stopnia idiotyzmu:

(1) zwykłych idiotów

(2) super idiotów

(3) arcyidiotów

(4) bezradnych idiotów; wśród "bezradnych idiotów" wyróżnił podgrupę "zwykłych", którzy poprzestają na samych sobie, oraz podgrupę "prawdziwych", czyli widzących własną całkowitą nicość i nie zdających sobie sprawy z tego, że zmartwychwstać można tylko poprzez śmierć "ja".

Wówczas można stać się

(5) współczującym idiotą, który - jak buddyjski bodhisattwa - żyje dla pożytku innych. Ponadto mówił o:

(6) wijących się idiotach, którzy nie są jeszcze gotowi do pomagania innym

(7) kwadratowych

(8) okrągłych

(9) zygzakowatych, reprezentujących różne stopnie wglądu na ścieżce do poszukiwania własnej tożsamości

(10) oświeconych

(11) wątpiących

(12) buńczucznych

(13) urodzonych

(14) patentowanych

(15) psychopatycznych, którzy mogą się pogrążać lub ewoluować. Pozostałe kategorie idiotów reprezentują sobą moc obiektywnego rozumu i coraz głębsze stany wglądu we własną naturę. Według Gurdżijewa przejście do następnej kategorii następuje po śmierci poprzedniego stadium.

(16) pierwszy z nich można osiągnąć dopiero po pierwszym zstąpieniu powiązanym z wstąpieniem,

(17-18) dwa ostatnie są przeznaczone dla synów bożych→306.

Akataleptos - 12 Lipiec 2012, 14:59

Jest "samo-organizacja" mechaniczna, oraz samo-organizacja spontaniczna, ktora jest glebiej niz ten pierwszy rodzaj.

Najrozniejsze istoty tworzace wszelkiego rodzaju "matrixy" sa z tego pierwszego rodzaju. Szaraki, pajaki i gady imitujace swietlistych aniolow, ale prawdziwymi "pociagajacymi za sznurki" sa jeszcze potezniejsze istoty pajecze, geniusze aktorscy i rezyserscy, jak to zostalo pokazane w "matrixie", ktore z kolei podlegaja "ekstremum klebowiska myslowego" w jezyku Uzuliego, zwanym tez czarna dziura, bedaca czyms w rodzaju imitacji absolutu i ostatecznosci.

W ramach tego pierwszego rodzaju moga istniec cale hierarchie anielskie, niezliczone ilosci koncepcji filozoficznych, cale swiaty, cale programy rozwoju. Mozesz tez zostac wessany przez "absolut", zostac przez niego przemielonym i zaczac zabawe w skladanie sie od nowa.

Ale to wszystko jest jedynie czescia samo-organizacji spontanicznej, niekontrolowanej gdzies "centralnie". Te wszystkie "matrixowe" istoty z glebszego poziomu pelnia jakas inna wazna role, chociaz one same moga sobie nie zdawac z tego sprawy. Nic sie nie marnuje we wszechswiecie.

Nie wiem jak inaczej opisac ta kwestie wolnej woli, posiadania realnego wplywu na rzeczywistosc. To jakby probowac podskoczyc wyzej dupy, poniewaz jezyk zostal dany czlowiekowi przez pajecze istoty o naturze w duzym stopniu "mechanicznej", czy "centralnie sterowanej".

Spotykajac jakas istote, ktora wydostala sie przez te wszystkie syntetyczne stany, nie dowiesz sie od niej niczego ostatecznego, mozesz najwyzej zostac zmieciony smiechem.

Nie daj sie unieruchomic przez ta siec umyslow, gdy czlowiekowi zdaje sie, ze ostatecznie juz cos wie i dotarl do mety, to zostal jedynie unieruchomiony przez ta pajecza siec, ktora moze imitowac najrozniejsze stany.

Kiedy mowie, ze rzeczywistosc jest samo-organizujaca sie, to ktos zinterpretuje jako cos mechanicznego, cos co dzieje sie samoistnie bez mozliwosci udzialu w tym. To dlatego, ze dziala caly czas z poziomu tego zaplatania sie w znaczeniach. Wszystko co robisz z poziomu tego klebowiska mysli, prowadzi cie jak po nitce do klebka w jakas "czarna dziure", poniewaz wszystko odbywa sie na zasadzie samopodobienstwa.

Rozszerz swiadomosc, wyjdz poza to przyklejanie sie.

To jest jak niekonczaca sie gra, gdzie zawsze jest cos jeszcze glebiej.

Akataleptos - 12 Lipiec 2012, 20:15

Mowiac o mechanicznosci nie nalezy tego utozsamiac wylacznie z technologia, srubkami itd.
To jest jedynie nizszy przejaw mechanicznosci wyzszej.
Mechaniczne moga byc emocje, marzenia, przemyslenia, mechaniczne moze byc swiatlo, bog uwazajacy sie za stworce wszechrzeczy moze byc mechaniczny, mechaniczna moze byc udawana spontanicznosc i stany "mistyczne", swiat moze wydawac sie mechaniczny, gdy patrzy sie na niego przez mechaniczne filtry rzeczywistosci.

Ta samo-organizacja spontaniczna, ktorej natura jest wlasciwie nieznana tutaj, niszczy ta mechanicznosc od srodka, ukazujac stopniowo iluzorycznosc kontroli. Nie dziala w sposob widoczny, po prostu sie pojawia, a w "centrali" cos idzie nie tak, co niektorzy nazywaja "zlosliwoscia rzeczy martwych".

W nieskonczonosci nie ma miejsca, gdzie moznaby sie oprzec i odpoczac, chyba, ze nieskonczonosc sama w sobie bedzie oparciem. Niekonczaca sie podroz wtedy nie meczy, a z powaznej walki zmienia sie w zabawe.

Akataleptos - 13 Lipiec 2012, 12:23

Fajne jest to, ze niewazne co bym napisal, to i tak nie zmieni to niczego :P

Potrafisz zaplanowac nastepna mysl? Jak to robisz, ze tworzysz mysl? Jesli pojawi sie mysl, ze cos kontrolujesz, a nie zaplanowales tej mysli wczesniej, to co to znaczy?

Czy ty potrafisz wytworzyc mysl, ze rozumiesz, badz nie rozumiesz tego co pisze? Jesli nie, to kto czegos nie rozumie, albo rozumie?

"Twoj" umysl moze zgadzac sie z jedna teoria, a druga obalac, bo cos mu nie pasuje, ale gdzie w tym jestes ty, ktory tworzy to wszystko?

Cytat:
ktore z kolei podlegaja "ekstremum klebowiska myslowego" w jezyku Uzuliego, zwanym tez czarna dziura, bedaca czyms w rodzaju imitacji absolutu i ostatecznosci.


Ta idea "absolutnej zmylki" jest jednoczesnie absurdalnie smieszna oraz bezlitosna. Wiele istot jest "eskortowanych" przez pajeczych anielskich przebierancow ku ostatecznemu polaczeniu sie ze zrodlem, zmeczeni podroza, nareszcie w domu ... :lol:
Sa tez istoty wyzwolone, ktore odklejone od wszelkich "ostatecznych manifestacji" potrafia spojrzec prosto w twarz absolutowi, nie dac sie przyciagnac przez niego, i przebic sie dalej, poza te "slepe oko", by widziec juz calosc kreacji w jej realnej postaci.

Wystarczy przestac utozsamiac sie z czymkolwiek, niezaleznie od skali atrakcyjnosci zjawiska, cokolwiek moze zostac zobaczone i doswiadczone, to nie jest to czym istota naprawde jest. To jest uniwersalna prawda, ktora obowiazuje wszedzie, zarowno w swiecie "materialnym" jak i w "wyzszych wymiarach" i chroni tak naprawde przed wszystkim co tylko moze istote oszukac.
Niektore gwiazdy w ramach "jazdy bez trzymanki" daja sie zasysac w takie "absolutne manifestacje", bez szkody dla siebie, odbudowuja sie w jakims innym miejscu nieskonczonej kreacji.

Akataleptos - 13 Lipiec 2012, 22:13

W "Dniu Swira" byla taka scena, gdzie Adam Miauczynski chcac odpoczac na plazy, zmeczony obledem swojego zycia, widzial postacie bedace projekcja jego umyslu, przesladujace go.
Bylo pokazane, ze np. rozgadana, piskliwa dziewczyna, ktora "napierdala do niego caly czas, a on se mysli i nie slucha", to w rzeczywistosci byl jakis ptak, ktory wydawal specyficzny odglos.

Filmik

Dokladnie to samo ma miejsce u wielu ludzi. Noszac w sobie pamiec negatywnych przezyc z przeszlosci, rzutuje ja na chwile terazniejsza, widzac cos co w rzeczywistosci sie nie dzieje. Cos sie dzieje, a umysl dorabia do tego cala historie, aktorow i scene na ktorej wystepuja, pasujaca do reakcji z przeszlosci, a to wszystko dzieje sie we wlasnym, prywatnym swiecie, we wlasnym "kokonie".

Gdy czlowiek reaguje w oparciu o przeszlosc, wszystko co widzi teraz, to jedynie holograficzna projekcja "ukrzyzowania".

Akataleptos - 14 Lipiec 2012, 16:16

Cytat:
a to wszystko dzieje sie we wlasnym, prywatnym swiecie, we wlasnym "kokonie".


Kiedy jeden czlowiek reaguje na drugiego czlowieka w oparciu o reakcje z jakimi utozsamil sie w przeszlosci, to tworzy jego obraz, jaki istnieje wylacznie w jego swiecie. Ten drugi czlowiek ma swoj wlasny kokon i reagujac na tego pierwszego w oparciu o reakcje z przeszlosci, tworzy jego obraz, jaki istnieje tylko u niego.

Kiedy pieciu ludzi sie spotyka, to nie mamy do czynienia z jedna sztuka teatralna, gdzie wystepuje pieciu ludzi, lecz z piecioma roznymi sztukami, z dwudziestoma piecioma roznymi aktorami grajacymi jednoczesnie.

W cudzym swiecie jestem zdany na laske i nielaske tego, kto wytwarza swiat ze mna w srodku, ale to sa wylacznie jego wyobrazenia, ktore nie ruszaja tego, czym jestem w rzeczywistosci.

Akataleptos - 14 Lipiec 2012, 21:56

Cytat:
cokolwiek moze zostac zobaczone i doswiadczone, to nie jest to czym istota naprawde jest.


Nawet rozpoznanie tego, ze nie jest sie tym co sie pojawia i znika i moment "oswiecenia" nie jest tym czym, w czym sie odnajdzie. Czlowiek cieszy sie z tego, ze zrozumial i pojal niezglebione, czuje sie uwolniony od przywiazan, ze skonczyl sie utozsamiac, nie zdajac sobie sprawy z tego, ze nie jest sie ta radoscia z powodu rozpoznania i ze nie jest w stanie tego stanu zatrzymac, bo nie ma tego, kto moglby to zrobic.
To jest takie wyzwolenie, gdzie iluzja zostala niedobita. Ostateczne wyzwolenie jest wtedy, gdy jest swiadomosc tego, ze uwolnienie tez jest iluzja, bo nie ma mozliwosci by wyjsc poza to, czym jest rzeczywistosc. Nie da sie wyjsc poza niezglebione, wiec nie mozna realnie wrocic. Powrot jest jak kazda inna rzecz pojawiajaca sie w "tym".
To jest wolnosc glebsza niz wybuch radosci, ktory moze zniknac i zostac zastapiony innym stanem.

Akataleptos - 15 Lipiec 2012, 17:49

RedJohn czy to nie fajnie byloby obudzic sie i uswiadomic sobie, ze te wszystkie przemierzone kilometry, problemy, cale epoki spedzone na poszukiwaniu czegos, byly jedynie jakims ruchem umyslu, ktorym nawet sie nie kierowalo samodzielnie, a ty sam nie ruszyles sie z miejsca nawet o metr?

Kiedy spisz, to podczas snu mozesz rozmawiac z innymi ludzmi, mozesz byc zmeczony jakas podroza, ale gdzie to wszystko sie odbywalo?
Dokladnie to samo jest i w tym, co zwane jest rzeczywistym swiatem. Widzisz ludzi i przedmioty poruszajace sie tu i tam, ale przeciez musi byc "cos" co pozostaje ciagle tym samym, co moze uswiadomic sobie zmiany, musi byc "cos", co jest zawsze w bezruchu, by uswiadomic sobie ruch.
Jesli to "pole swiadomosci" jest nieskonczone i wszechobejmujace, to jak moze cokolwiek realnie sie poruszac, jak swiadomosc w ogole moze sobie gdzies pojsc, jaki tutaj punkt odniesienia mozna zastosowac? Ruch istnieje tylko przy porownaniu jednego skonczonego obiektu z drugim skonczonym obiektem, nie da sie porownac tego z nieskonczonym "nie-czyms", w ktorym ruch sie pojawia i stwierdzic, o ile cos sie przemiescilo w tym polu.

Nie powinno sobie wyobrazac tego pola swiadomosci jako czegos nieskonczenie rozleglego, raczej jako pojedynczy "punkt", ktorego wlasciwoscia jest jedynie glebia i terazniejszosc, ktora moze zmiescic w sobie wszelka rozleglosc, czasu, przestrzeni, czegokolwiek.

Jest niezglebiona tajemnica swiadomosci i sa nieskonczone mozliwosci odkrywania tej tajemnicy. Kazda koncepcja to jest jedna z mozliwosci, ale najlepiej i najprosciej jest dojsc do samej podstawy tego wszystkiego, tej tajemnicy, wtedy wszystko staje sie prostsze.

Trzeba przejsc cos w rodzaju wirtualnej smierci, ale ludzie dramatyzuja zbytnio z tym. "Co sie ze mna stanie, przestane istniec?", drza ze strachu przed bezdenna otchlania. Wirtualna smierc nie jest ani jakas strata, nie jest wyrzeczeniem, bo nawet nie ma czego sie wyrzekac i nie ma co umierac, bo to co ma niby umrzec nawet nie powstalo. Czego sie bac? Ze nie ma mozliwosci wyjscia poza nieskonczonosc?

I to jest cala esencja duchowosci, malo kto mowi to wprost, najczesciej sa to jakies zawile i kuszace koncepcje, umilajace sen.

RedJohn - 15 Lipiec 2012, 22:15

Fajnie by było obudzić się i uznać ze to wszystko to tylko sen :)

Jesli ja nie mysle, i mysli sie samo to po co mysli sie o tym co mysli?
Po co to wszystko skoro nie ma sie wplywu.

Akataleptos - 16 Lipiec 2012, 00:13

Nie bierz do siebie niektorych moich mocnych odzywek, "moje" zycie to byla jedna wielka zenada, tak samo jak zycie "innych ludzi", bo przeciez patrzac przez pryzmat zenady, widzi sie tylko zenade. "Myslalem" nawet o samobojstwie, podejrzewam nawet, ze taki byl cel tego wszystkiego, tylko ze rozpoznalem to jako jedynie pewien wzorzec zachowania umyslu, ktory tak zostal zaprogramowany, by dawac wrazenie czegos "swojego". Moj udzial w tym byl jedynie taki, ze do tego sie przyklejalem jak zahipnotyzowany, nic wiecej. I zamiast podtrzymywac ta dramatyczna projekcje poprzez niby "siebie" zabijanie, co doprowadziloby tylko do dalszego miotania sie w swoim wlasnym, prywatnym kokonie, "umarlem" naprawde, juz nie na niby. Tak wlasciwie to rozpoznalem, ze nawet nie ma nikogo do umierania. To tylko taka historyjka o nieszczesliwej przeszlosci, ktora w terazniejszosci nie ma prawa nawet zaistniec. Wobec "siebie" trzeba byc calkowicie bezlitosnym, nalezy to zaglodzic, niezaleznie od tego jak bardzo by wylo, podczas gdy psychologowie i psychiatrzy, sami bedac przez to opetani, staraja sie poprawic nierzeczywistosc.

Cytat:
Jesli ja nie mysle, i mysli sie samo to po co mysli sie o tym co mysli?


Mysliciel mysli jest po to, by tworzyc swoj wlasny prywatny swiat koszmarow i doprowadzic do slepej uliczki.
Wokol tego prywatnego swiata rozciaga sie nieskonczone zycie dla samego zycia.
Ludzie nie zdaja sobie sprawy z tego, jak bardzo ciasno sa spakowani, jak sardynki w puszce, podczas gdy otacza ich przestrzen bez granic. Boja sie wszystkiego w srodku puszki i boja sie zajrzec za nia.

William Blake napisał/a:
Prawe Ramię wyciągnął ku północy,
Lewe ku południowi,
Rozprzestrzeniając się w udręce bezdennej,
A jego stopy Otchłań dolną deptały
W dreszczu, wyciu, niedoli.
I siódmy przeminął Wiek,
Stan posępnego cierpienia.
W przerażeniu Los od swego oderwał się dzieła;
Wielki młot wypadł z jego rąk.
Ognie swoje widząc ze zgrozą,
Silne członki ich ukrył w dymie;
Bo pośród wszystkich gromów zniszczenia,
Pośród chrzęstu, łoskotu, jęków
Nieśmiertelny przetrwał łańcuchy,
Choć śmiertelnym był spętany snem.
Wszystkie miriady Wieczności.
Cała mądrość i radość życia
Wokół niego toczą się jak morze
Oprócz tego, co jego małe kręgi widzenia
Stopniowo odsłaniają.


Utwor

Akataleptos - 16 Lipiec 2012, 22:34

Wszystko staje sie prostsze, gdy postrada sie umysl :P

Moja taktyka na "podbicie" nieskonczonosci to taktyka odejmowania, najprostsza i najskuteczniejsza. Zamiast zwiekszac "moc obliczeniowa" np. umyslu, dzieki czemu latwiej bedzie chwycic jakas koncepcje, ktorej i tak sie nie zatrzyma, to pozbywam sie go, dzieki czemu zwieksza sie moc, bo juz nie ma co spowalniac reakcji :lol: Nie mozna popelnic bledu, gdy nie ma tego, co moze sie pomylic.
Poza tym, jako ze wszystko odbywa sie na zasadzie samopodobienstwa, nie mozna zostac zlapanym przez kogos identyfikujacego sie z umyslem, moze co najwyzej zwiesc sam siebie tworzac wlasna projekcje na temat "mnie" w swoim wlasnym swiecie, majac poczucie, ze "mnie" zlapal.
Efekty odejmowania sa naprawde zadziwiajace np. spotyka sie niby ludzi totalnie zaslepionych, ale gdy nie ma sie tego bezwartosciowego szumu w glowie, to okazuje sie, ze przez tych ludzi przemawia "Duch", dajac jakies wskazowki. Gdy dziala sie z poziomu umyslu, to jest to niedostrzegalne. Mozna wtedy dzialac bedac "po drugiej stronie", bedac widocznym jako jedna z osob w swiecie.
Wystarczy dotrzec do podstawy wszystkiego, a wtedy wszystko
uklada sie samo. Nie trzeba znac sie np. na czakrach, wystarczy, ze porzuci sie to, czym sie nie jest, a objawi sie to w postaci zharmonizowania centrow energetycznych. Nie trzeba niczego potrafic, wystarczy samo-obserwacja, a to nie jest cos, co sie robi.
Ludzie zupelnie zatracili sie w tym calym robieniu, gdyby tylko porzucili swoje iluzje, to okazaloby sie, ze wszystko moze dziac sie samo, bez popychania. To tak jakby malpe posadzic przed sterami samolotu, gdzie jest wlaczony autopilot, a ona jest zadowolona, ze samolot leci zgodnie z jej wola.

Akataleptos - 17 Lipiec 2012, 13:10

Mozna wiec powiedziec, ze czlowiek ma jakby dwa umysly dzialajace rownolegle do siebie. Jeden jest calkowicie mechaniczny i reaguje w oparciu o przeszlosc, tworzac na ekranie terazniejszosci pozbawione energii obrazki. Rownolegle z nim, lecz zagluszany przez ten ciezki, jest umysl, ktory widzi swiat jaki jest w rzeczywistosci. Ten drugi dziala sam z siebie, ten pierwszy potrzebuje przykucia do niego uwagi. Ten pierwszy patrzy, a ten drugi widzi. Ten pierwszy sie porusza, a ten drugi pozostaje w bezruchu. Gdy czlowiek przestaje identyfikowac sie z tym mechanicznym, to moze uslyszec, jak przez innych ludzi przemawia w roznych okolicznosciach ten drugi, chociaz ci inni ludzie nic o tym nie wiedza.

Carlos Castaneda napisał/a:

Nagle owładnęło mną gwałtowne, dziwne drżenie. Myślałem, że zemdleję, i usiadłem na kamiennych schodach. Przed oczyma dojrzałem żółte plamy. Czułem się tak, jakbym wirował. Byłem przekonany, że za chwilę zwymiotuję.
Obraz stał się zamazany, aż w końcu przestałem widzieć w ogóle. Mój stan fizyczny był tak fatalny, a odczucia tak intensywne, że nie pozostawiały mi miejsca na jedną chociażby myśl. Rejestrowałem jedynie własny strach i niepewność na poziomie fizycznym, połączone z uniesieniem oraz dziwnym przeczuciem, że znalazłem się na progu czegoś monumentalnego. Wrażenia te nie miały swoich odpowiedników myślowych. W pewnym momencie nie wiedziałem już, czy siedzę, czy stoję. Zostałem otoczony ciemnością tak nieprzeniknioną, jak to tylko można sobie wyobrazić, po czym – zobaczyłem energię w jej ruchu we wszechświecie.
Widziałem pochód świetlistych sfer, zbliżających się do mnie bądź to oddalających się. Widziałem je pojedynczo, tak jak zawsze mówił don Juan. Wiedziałem, że są to różne osoby, ponieważ różniły się wielkością. Przyglądałem się dokładnie szczegółom ich struktury. Ich świetlistość i krągłość tworzyły włókna, które wyglądały tak, jakby były ze sobą sklejone. Włókna były cienkie albo grube. Każda z takich świetlistych figur miała grubą kosmatą powłokę. Wyglądały niczym dziwaczne, świetliste, włochate zwierzaki albo monstrualne okrągłe owady pokryte świetlistymi włochami.
Najbardziej szokujące z tego wszystkiego było to, że uzmysłowiłem sobie wówczas, iż widziałem te włochate owady przez całe życie. Wydało mi się w owej chwili, że za każdym razem, kiedy don Juan pomagał mi rozmyślnie je zobaczyć, było to niczym udanie się do celu okrężną drogą. Przypomniałem sobie każdą sytuację, kiedy pomógł mi widzieć ludzi pod postacią świetlistych sfer, i wszystkie te chwile widzenia różniły się od owego ogromu widzenia, do którego teraz miałem dostęp. Wiedziałem wówczas bez cienia wątpliwości, że postrzegałem energię w jej ruchu we wszechświecie przez całe życie, zupełnie samodzielnie, bez niczyjej pomocy.
Uświadomienie sobie tego było dla mnie przeżyciem druzgocącym. Poczułem się niesamowicie bezbronny, kruchy. Rosła we mnie potrzeba ucieczki w jakieś bezpieczne miejsce, ukrycia się. Było dokładnie tak jak we śnie, który chyba każdy z nas wcześniej czy później ma: jesteśmy w nim nadzy i nie wiemy, co zrobić. Ja czułem się gorzej jeszcze, niż gdybym był nagi; czułem się całkowicie bezbronny, słaby, a powrót do normalnego stanu napawał mnie grozą. Dość niejasno zdawałem sobie sprawę, że leżę. Gotowałem się na powrót do normalności. Wyobrażałem sobie, że kiedy się ocknę, będę rozciągnięty na kamiennym chodniku, szarpany konwulsjami, otoczony ciasnym kręgiem gapiów.
Wrażenie, że leżę, jeszcze bardziej się nasiliło. Poczułem, że mogę poruszać oczyma. Przez przymknięte powieki widziałem światło, ale wzdragałem się na myśl, że mam otworzyć oczy. Dziwne w tym wszystkim było to, że nie słyszałem nikogo z kręgu osób, które – jak sobie wyobrażałem – stoją wokół mnie. Nie dochodził do mnie absolutnie żaden dźwięk. W końcu zaryzykowałem i otwarłem oczy. Byłem we własnym łóżku, w moim mieszkaniu na rogu bulwarów Wilshire i Westwood.
„Dostałem ataku histerii. Ale z jakiegoś powodu, który wykraczał poza moje zdolności pojmowania, niemal natychmiast się uspokoiłem. Histerię zastąpiło zobojętnienie, pewien stan fizycznego zadowolenia, podobnego do uczucia po zjedzeniu dobrego posiłku. Nie mogłem jednak uspokoić mojego umysłu.

Uświadomienie sobie tego, że postrzegałem energię bezpośrednio przez całe życie, było dla mnie szokiem, który trudno sobie wyobrazić. Jak, do diabła, było to możliwe, że nie wiedziałem tego wcześniej? Co broniło mi dostępu do tego aspektu mojej natury? Don Juan mówił mi wcześniej, że każdy człowiek ma możność postrzegania energii bezpośrednio. Nie powiedział jednak, że każdy człowiek faktycznie widzi energię bezpośrednio, choć nic o tym nie wie.
(…)
Nie odważyłem się nikomu wspomnieć o tym, że obudziłem się we własnym łóżku i nie jestem w stanie wyjaśnić tego, w jaki sposób się tam znalazłem. Dlatego też moje pośpieszne zabiegi, by zobaczyć się z don Juanem, były jak najbardziej usprawiedliwione. Poleciałem do Mexico City najszybciej, jak mogłem, wynająłem samochód i pojechałem do jego domu.
– Dokonałeś tego wszystkiego już wcześniej! – powiedział don Juan ze śmiechem, gdy zdałem mu relację z tego spędzającego mi sen z powiek przeżycia.
– Są tylko dwie nowe rzeczy. Jedno to to, że teraz udało ci się dojść do postrzegania energii zupełnie samodzielnie. To, czego dokonałeś, to zatrzymanie świata; potem uświadomiłeś sobie, że zawsze widziałeś energię w jej ruchu we wszechświecie, tak jak każdy człowiek, choć nie potrafiłeś sobie tego sam uzmysłowić. Druga nowa rzecz to to, że odbyłeś podróż ze swej wewnętrznej ciszy zupełnie samodzielnie.
(…)
Ale tym, co ma tutaj największe znaczenie, nie jest świadomość, że zawsze postrzegałeś energię bezpośrednio, ani twoja podróż z wewnętrznej ciszy, ale pewna dwuaspektowa kwestia. Po pierwsze, przeżyłeś coś, co czarownicy starożytnego Meksyku nazywali czystym widokiem albo utratą ludzkiej formy: jest to czas, kiedy znika ludzka małostkowość, zupełnie jakby była spowijającym nas złowrogo oparem mgły, oparem, który powoli zaczyna się rozrzedzać i rozpływać. Ale pod żadnym pozorem nie wolno ci myśleć, że jest to coś, czego można dokonać raz na zawsze. Świat czarowników nie jest światem niezmiennym tak jak świat naszego powszedniego życia, gdzie będą ci mówić, że kiedy raz osiągniesz jakiś cel, pozostaniesz zwycięzcą na zawsze. W świecie czarowników wypełnienie jakiegoś zadania znaczy tyle, że udało ci się po prostu zdobyć najbardziej skuteczną broń do kontynuowania swej walki, która, tak przy okazji, nigdy się nie skończy.

Druga część owej dwuaspektowej kwestii to to, że dotknąłeś problemu, który przysparza największej udręki sercu człowieka. Sam go sformułowałeś, gdy zadałeś sobie te pytania: “Jak, do diabła, było to możliwe, że nie wiedziałem, iż postrzegałem energię bezpośrednio przez całe życie? Co broniło mi dostępu do tego aspektu mojej natury?”


Ten "opar mgly" o ktorym mowi Don Juan to przeszlosc, to swiat kiedy Ziemi (i innym planetom) swiecilo saturnowe slonce, a istoty zyjace na niej poruszaly sie w purpurowej mgielce.
Cala ta sloneczna symbolika obecna u roznych "tajnych" stowarzyszen, a takze jej obecnosc w zyciu codziennym (np. Polsaturn :P ) ich pozorny kult Slonca, tak naprawde odnosi sie do Saturna.
Nie bylo wtedy czasu, Saturn swiecil bedac zawieszony zawsze w tym samym miejscu na niebie, sprawiajac wrazenie, ze sie nie porusza. Z reszta teraz tez go nie ma, lecz by zatrzymac swoja pozycje, by uchronic sie przed terazniejszoscia w postaci nowego Slonca, zostalo wytworzone wrazenie czasu, by moc zyc przeszloscia. Dlatego nie widzi sie swiata jakim jest teraz. Nie bylo wtedy wiatru, dlatego czlowiek utozsamiajacy sie z sztucznym umyslem, nie jest w stanie dzialac bedac swiadomym oddechu, jest nieobecny tu i teraz, zyje ciagle zaslepiony purpurowa mgla.
Rownolegle do tego jest w nim czesc Slonca z terazniejszosci, mozna to nazwac "umyslem Buddy" , ktora jest zagluszana chaotycznym belkotem.
Ta oslepiajaca mgla, ktora jest sie otoczonym jest poczuciem winy z powodu tego, ze zaatakowalo sie "Syna Boga" i strachem przed gniewem boskim, przed unicestwieniem w otwartej przestrzeni. Ten strach jest gleboko wbity w podswiadomosc. Ostatecznie jest to strach przed tym, ze gdy sie spojrzy za ta mglista zaslone, to okaze sie, ze zadnego ataku nie bylo, a wszystko co wytworzylo sie w slepocie, bylo wynikiem blednego postrzegania, co wlasnie jest "grzechem".

Akataleptos - 18 Lipiec 2012, 14:01

Czlowiek postrzega swiat w taki sposob w jaki postrzega tylko dlatego, ze nadaje mu szczegolne znaczenie.
Odbieranie znaczenia swiatu najlepiej jest wykonac stopniowo, docierac po nitce do klebka tak jak to robia male dzieci np. idzie sie ulica, patrzy na nia i dociera sie do jej zrodla pytajac "po co ona jest?", pojawia sie w umysle odpowiedz "ona jest po to, by ludzie mogli sprawnie sie poruszac", wiec znowu pytanie: "po co ludzie mieliby sprawnie sie poruszac?", znowu odpowiedz "po to, by moc zarabiac pieniadze", pytanie: "po co ludzie mieliby zarabiac pieniadze?", odpowiedz "aby moc utrzymac swoje cialo przy zyciu", pytanie "po co utrzymywac cialo przy zyciu? jakim zyciu?".
Albo tez: "jakie cialo? jak czlowiek kieruje cialem? jak czlowiek robi to, ze bije sercem, albo kieruje krwiobiegiem?", odpowiedz: "nie kieruje", pytanie "to jak moze je utrzymac przy zyciu?".

Nalezy isc przez swiat z takim nastawieniem, ze nie wie sie, po co jest cokolwiek, w ciszy i uswiadamiajac sobie kazda swoja reakcje w ciele i umysle, dochodzac do jej korzenia, jakby sie rozbudzilo w srodku przedstawienia nie majac pojecia o przeszlych zdarzeniach zaszlych w nim.

Dochodzi sie do tego, ze wszystko co sie postrzega to sprzecznosci, wiec to nie moze miec zadnego znaczenia, belkot jest belkotem, nie moze znaczyc nic.
I kiedy pojawia sie jakies wrazenie strachu przed tym, co rozpoznalo sie juz, ze jest bez znaczenia, nalezy uswiadomic sobie, ze jest sie zaniepokojonym z powodu tego, co nie ma sensu, wiec niepokoj tez nie moze miec sensu. To co nie ma znaczenia, nie moze wywolywac zadnych skutkow i przyczyn (co zwie sie karma).

Na tym polega taktyka odejmowania, powoduje ona odpadanie platami nakladek nalozonych na rzeczywistosc, dziejaca sie rownolegle do nich. Nie da sie widziec obu swiatow jednoczesnie, albo jeden jest calkowicie prawdziwy, albo jest calkowicie falszywy.

Umysl ciezki i mechaniczny, ktory opiera sie na ochronie ciala i reakcjach z przeszlosci zostaje wtedy odlaczony od zasilania, umozliwiajac nabranie oddechu. Odslania sie umysl, ktorego swiadomosc rozciaga sie na cale cialo, a przeciez gdyby cale cialo bylo swiadome, to nie byloby ciala, wiec cialo jest samo w sobie nieswiadome i bez czucia.

Gdyby czlowiek widzial calym cialem , nie widzialby ciala. Cialo samo w sobie jest wiec dzielem slepoty.

Akataleptos - 18 Lipiec 2012, 21:10

Cytat:
Ruch istnieje tylko przy porownaniu jednego skonczonego obiektu z drugim skonczonym obiektem, nie da sie porownac tego z nieskonczonym "nie-czyms", w ktorym ruch sie pojawia i stwierdzic, o ile cos sie przemiescilo w tym polu.


Biegnie sobie po boisku pilkarz z pilka. Jesli wydzieli sie samego tylko pilkarza i umiesci sie go w samej tylko przestrzeni, to nie bedzie on mogl nigdzie pobiec.
Teraz znow mamy boisko, pilkarza i pilke, pilkarz kopie pilke i teraz wydzielajac sama tylko pilke i umieszczajac ja w przestrzeni, pilka nigdzie nie poleci, bedzie w tym samym miejscu gdzie zostala kopnieta.
Pilkarz i pilka moga sie oddalic i zniknac gdzies w dali, ale od kogo? Wyobrazajac sobie to, stawia sie w roli obserwatora zjawiska, ale co jesli sama osobe obserwujaca sie zabierze? Nie bedzie oddalajacej sie pilki od obserwatora, tylko sama obserwacja pilki, czy pilkarza tam gdzie jest, tu i teraz, bez mozliwosci wyjscia poza to.

Co sprawia, ze pojawia sie wrazenie ruchu? Pozorne ograniczenia, pozorne oddzielenie i wirtualne linie na boisku.
Gdyby tylko czlowiek zajrzal za zaslone, a widzi swiat za zaslona, lecz jest na to nalozona "nakladka", to zobaczylby, ze z ruchem jest podobnie jak z klatkami z filmu, ktore szybko przewijane, sprawiaja wrazenie ruchu, z tym, ze zamiast klatek filmowych sa to gotowe, nieruchome, cale swiaty i wszechswiaty, w ktore nieustannie przechodzi sie, z jednego do drugiego, co daje wrazenie jakiejs nowosci, ale to wszystko dzieje sie teraz.

O to chodzi z tym zatrzymywaniem kul w matrixie, bez potrzeby uchylania sie od nich.

Akataleptos - 18 Lipiec 2012, 23:41

I z tego punktu bezruchu sa tworzone scenariusze, zakladane sa przebrania i przechodzi przez te nieruchome swiaty, by przetestowac najrozniejsze idee, dociera sie do konca gry i znow powraca sie tam, gdzie to wszystko sie zaczyna i konczy. Ostatecznie jednak nie da sie wyjsc poza ten punkt, nic wiec ostatecznie nie moze przepasc, zostac unicestwionym, poniewaz wszystkie zdarzenia wewnatrz nieruchomych swiatow tak sie zorganizuja, idee tak sie ze soba polacza, ze nie ma innej mozliwosci jak powrot. Zabawa polega na tym, ze nie wiadomo nigdy jak to sie stanie. Swiat przemawia i daje wskazowki do wyjscia z gry kazdemu w rownym stopniu, tylko sa rozne stopnie zagluszania tego glosu.
Bardzo trudno to wytlumaczyc slowami, ale bardzo prosto wykonac.

Akataleptos - 19 Lipiec 2012, 11:45

Osoby w ogole nie sa tworzone i brane pod uwage w scenariuszach i same niczego nie tworza, poniewaz sa ze soba sprzeczne i niemozliwe do zaistnienia. One sprawiaja wrazenie czegos stworzonego, gdy nie widzi sie swiata bedacego caloscia i w zaslepieniu postrzega sie to jako cos osobnego.
Dlatego wlasnie nawet najwieksza zbrodnia moze zostac przetransformowana przez "Ducha" w cos uzdrawiajacego. Jesli nieosobowa moc jest w stanie przemowic przez osobe, to osoby sa nieprawdziwe. To nie jest relatywizm moralny, bo zaklada on wzglednosc i to, ze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, podczas gdy ja mowie o tym, ze tylko jedna rzeczywistosc jest prawdziwa, druga moze sie tylko chwilowo zdawac i zlo moze zostac przetransformowane w uzdrowienie, poniewaz calosc sie samo-organizuje i wszystko zmierza do wolnosci, ale na odwrot to nie dziala.

To tak jakby ktos zrobil sweter z jakims ladnym wzorkiem, lecz po obroceniu ubrania na lewa strone zamiast wzorku sa jakies odstajace nitki. Czy mozna powiedziec, ze to po lewej stronie jest tym, co zostalo stworzone? Mozna je poucinac, bez naruszenia wlasciwego wzoru.

Cytat:
– Wtedy Iluvatar przemówił: Wielką moc mają Ainurowie, a najmocniejszy z nich jest Melkor, lecz niech wie i on, i każdy z was, że jam jest Iluvatar.
Pokażę wam teraz wszystko, co wyśpiewaliście, abyście zobaczyli swoje dzieło. Ty zaś Melkorze, przekonasz się, że nie można wprowadzić do symfonii żadnego tematu, który by w istocie nie miał swego źródła we mnie i że nie uda ci się zmienić tej muzyki na przekór mojej woli. Kto się o to pokusi okaże się w końcu tylko narzędziem moich planów, ujrzy bowiem rzeczy wspanialsze niż wszystko, co sam zdolny jest sobie wyobrazić. Strach ogarnął Ainurów, ponieważ nie rozumieli jeszcze słów Iluvatara, a Melkor palił się ze wstydu, który przerodził się w tajemny gniew w jego sercu.

Akataleptos - 20 Lipiec 2012, 13:42

Cytat:
Ten mlodzieniec, Akataleptos (tj. nieuchwytny), to wlasnie naga i bezbronna natura swiadomosci, bezbronna bo niemozliwa do uchwycenia i zaatakowania.


Cytat:
Nie trzeba znac sie np. na czakrach, wystarczy, ze porzuci sie to, czym sie nie jest, a objawi sie to w postaci zharmonizowania centrow energetycznych.


Cytat:
Poza tym, jako ze wszystko odbywa sie na zasadzie samopodobienstwa, nie mozna zostac zlapanym przez kogos identyfikujacego sie z umyslem, moze co najwyzej zwiesc sam siebie tworzac wlasna projekcje na temat "mnie" w swoim wlasnym swiecie, majac poczucie, ze "mnie" zlapal.


Tak samo jak nie da sie zlapac teczy i jej zatrzymac dla siebie.
To co robia istoty trzymajace czlowieka w wiezieniu to wlasnie proba zatrzymania teczy poprzez tworzenie nierownowagi pomiedzy poszczegolnymi jej kolorami.
Natomiast sila zwana tutaj "Duchem Swietym", poprzez wypalanie ogniem "sluzu" spowalniajacego centra energetyczne, zmierza do ich scalenia w "oku cyklonu" w sercu.
"Slepy Bog" jest skazany na porazke w tej "konfrontacji", poniewaz postrzega swiat fragmentarycznie i nie ogarnia wszystkich "zmiennych", zawsze ta tecza przenika mu przez szpony, natomiast "Duch" ma oglad calosci, z jego perspektywy nic sie nie rusza, nic sie mu wymknac nie moze i zna rozstawienia wszystkich figur w grze i potrafi nawet posluzyc sie samym Slepcem, by ten nieswiadomie ludzi wyzwolil.
Ludzie zajmujacy sie rozwojem duchowym, ktorzy skupiaja sie na czakrach i swiata nie widza poza nimi, probuja zlapac tecze i nigdy dostatecznie nie zrownowaza jej kolorow, poniewaz dzialaja na oslep. Duchowy wzrok jest wynikiem juz zrownowazonych centrow energetycznych. Dojsc do tego co nieuchwytne, isc ze swiadomoscia obecnosci "obserwatora", a tecza sama zajasnieje. Wszystko juz jest poukladane w wiecznosci, trzeba tylko otworzyc oczy, a nie na odwrot, czyli ukladanie po to, by widziec. Jesli uklada sie, by widziec, to jak mozna ulozyc niczego nie widzac?

Akataleptos - 20 Lipiec 2012, 22:42

Wracajac do nieruchomych swiatow.

Czy jest to wiec mozliwe, by czlowiek zwany niepelnosprawnym np. na wozku inwalidzkim byl bardziej ograniczony ruchowo od kogos, kto ma zdrowe nogi? :P Z punktu widzenia rzeczywistego swiata, ani jeden ani drugi nie ruszaja sie.
Ograniczenie ruchowe wynika tylko z porownania roznic pomiedzy conajmniej dwoma ideami, natomiast nie bedaca obiektem obserwacja, ktorej jedyna wlasciwoscia jest niezglebionosc, nigdzie sobie nie idzie. Swiat potrzebuje do istnienia nieruchomego punktu obserwacji.
Nie chodzi o to, by czlowiekowi na wozku mowic, ze jego kalectwo jest nierzeczywiste i by on sobie to wmawial, lecz by przestal utozsamiac sie z nim.

Akataleptos - 22 Lipiec 2012, 23:27

Santos Bonacci - O duszy w krolestwie czasu
Akataleptos - 23 Lipiec 2012, 12:16

Cytat:
I z tego punktu bezruchu sa tworzone scenariusze, zakladane sa przebrania i przechodzi przez te nieruchome swiaty, by przetestowac najrozniejsze idee, dociera sie do konca gry i znow powraca sie tam, gdzie to wszystko sie zaczyna i konczy.


Cytat:
Osoby w ogole nie sa tworzone i brane pod uwage w scenariuszach i same niczego nie tworza, poniewaz sa ze soba sprzeczne i niemozliwe do zaistnienia.


Jak wytlumaczyc ta pozorna sprzecznosc? Tworzone sa scenariusze, swiaty w calosci, ale nie sa tworzone osoby i role jakie mialyby odegrac?
Swiaty sa tworzone po to, by mogly przez nie przechodzic osoby, ale nie da sie stworzyc czegos, co nie jest czescia calosci. Osoba nie moze wiec jako oddzielne istnienie wplywac na swoj los, ani na swiat w ktorym zyje.
Tworzone jest jej wrazenie, kiedy koncentracja uwagi skupia sie z jakas czestotliwoscia na kolejnych nieruchomych scenach, nie widzac calosci kreacji, skupiajac sie na jakims wariancie, a uwalnianie sie osoby to spontaniczna i nieprzewidywalna samo-organizacja nieruchomych swiatow. Cala zabawa polega na spontanicznym i nieprzewidywalnym splataniu sie roznych watkow i rozwiazywaniu sprzecznosci oddzielnych istot.
To moze wydawac sie dosc okrutne, ale jest zupelnie na odwrot. To jest taki ostateczny bufor bezpieczenstwa, ze niezaleznie od tego co sie uczyni w zaslepieniu na realne stworzenie, nie ma to zadnego znaczenia, tak jak nie maja znaczenia te nitki po drugiej stronie wzorku na bluzie. "Grzech" to zaburzenie widzenia, nieskonczonosc nie jest zaburzona, wiec grzechu nie widzi.
Ogrom wielowymiarowosci tego typu przedsiewziecia jest nie do ogarniecia przez rozum, w ktory czlowiek jest zakuty, poniewaz zostal on wytworzony specjalnie po to, by osoba bioraca udzial w przedstawieniu mogla zostac rozwiazana jako niemozliwosc. Pisanie o tym ociera sie wiec zawsze o probe podskoczenia wyzej dupy.

Akataleptos - 23 Lipiec 2012, 12:53

Hebrajska gematria mojego imienia i nazwiska jest taka sama jak wyrazenia "It's Over Nine Thousand" :P
Akataleptos - 23 Lipiec 2012, 15:36

Jako, ze swiat ma nieruchoma nature, a wrazenie czasu jest po prostu zmiana koncentracji uwagi z odpowiednia czestotliwoscia pomiedzy scenami istniejacymi w przestrzeni terazniejszosci (zwana np. jako eter, czy akasza), krote zostawily na niej slad, to wszystko, cokolwiek tylko w tej przestrzeni jest, to co zwane jest przyszloscia, przeszloscia, mozna tego doswiadczyc teraz, jak w nieskonczonej interaktywnej bibliotece.

Czlowiekowi zostal odciety dostep do tej biblioteki, po to, by jakis "stworca" chcacy zatrzymac przeszlosc, mogl wbic do umyslow swoja wlasna wersje historii kosmosu.

I tutaj wystepuje wlasnie niemozliwosc i sprzecznosc, bo wszystko co tylko czlowiek dokonuje, nawet z wypranym umyslem, wszystko co jak mu sie wydaje, ze robi, jest wlasnie odczytem z kroniki akasza :lol: Wiec pytania typu: "jak mozna zajrzec do tej biblioteki?" nie maja sensu. To, ze jakis pseudo-stworca cos manipuluje i kreci, rowniez jest odczytem z tej "kroniki" i nie moze wyjsc poza to.

Akataleptos - 24 Lipiec 2012, 12:51

Nie da sie tu niczego uchwycic :P Nie lapie o co tu chodzi.

Wolnej woli nie ma, ale nie ma tez nikogo, komu moznaby byc podleglym. To jest, czy nie ma? I to i to, jako scalone. Dopiero gdy "rozprasza" sie (chociaz z najglebszego "poziomu" nic sie nie rozprasza) podstawowy stan bytu, pojawiaja sie tego typu kwestie.
Wszystko pojawia sie teraz, spontanicznie i nieprzewidywalnie i wszystko zostawia/zostawilo swoj slad, tak, ze wszystko juz wiadomo i wystarczy to odczytac.
Zdaje sobie sprawe rowniez z tego, ze swiat nie ma ani ruchomej, ani nieruchomej natury, jest to tajemnica scalenia tych wlasciwosci, ale jako, ze czlowiek zbytnio sie spieszy, nie wiadomo po co i gdzie, wole mowic o bezruchu. To jest bardziej mozgoniszczace.

Moj "patron", ktorego "imienia" uzywam jako nicka pewnie przed wiekami doszedl do tego samego, dlatego tak sie okresla.

Cytat:
w przestrzeni terazniejszosci (zwana np. jako eter, czy akasza)


Nie nalezy okreslac tej przestrzeni jako nicosc (w sensie: nieistnienia, ale o tym dalej). Ludzie zbytnio folguja sobie z okreslaniem tego w ten sposob.
Powiem cos oczywistego, co wynika samo przez sie: nie ma czegos takiego, jak nicosc :lol: To co zwane jest przestrzenia, czy eterem, to jest po prostu istnienie w stanie totalnej rownowagi, dlatego nie jest postrzegane z perspektywy czegos rozszczepionego, a to co zwane jest istnieniem, a gdyby byc calkowicie szczerym, to jest "mniej realne" od tej przestrzeni, bo nieustannie sie zmienia i dazy do powrotu do tego podstawowego stanu, jest po prostu drganiem tego "bezruchu".
Nie mozna wiec powiedziec, ze wszystko zmierza do nicosci, albo ze powstaje z nicosci. Wszystko odbywa sie na zasadzie samopodobienstwa, a wedlug tej prostej zasady "cos" nie moze zmierzac do "nie-czegos". Dlatego sprzecznosci nie zmierzaja do unicestwienia, lecz sa rozwiazywane jako niemozliwosc. To czego nie ma, juz tego nie ma i nawet sie nie zjawia, wiec nigdzie nie dazy.

Mozna tez ujac to inaczej, ukazujac znaczenie slow:

Nicosc, to inaczej nie-cos. Przestrzen nie jest czyms, rzecza, ale to nie jest brak istnienia. Jest to warunek przejawienia sie czegos, co jest uswiadamiane przez ni-cos.
Podobnie w angielskim: nothing, no-thing, nie-rzecz, nie-cos.

A wiec aby osiagnac niesmiertelnosc, trzeba przejsc przez unicestwienie, ale nie przestac istniec, czyli wszystko na odwrot: to co jest falszem, cieniem, nalezy rozswietlic i rozpoznac jako zjawe. Z cieniem sie nie walczy, chyba, ze w wyobrazeniach, z cieniem sie nie wygrywa, tylko wystawia sie na Slonce. Ja zostalem unicestwiony, ale jestem.
Czy to nie jest wspaniala nowina? Nie da sie nie istniec, ostatecznie nie ma innej mozliwosci jak niesmiertelnosc.

Akataleptos - 24 Lipiec 2012, 20:25

Ktos napisał/a:
Kto gromadzi wiedzę, gromadzi ból.


Ja mowie: kto gromadzi informacje, ten gromadzi bol, a kto wie, czym informacja jest, uwalnia sie od bolu.

Akataleptos - 25 Lipiec 2012, 19:11

Swiat jest ostra jazda bez trzymanki. Pisze np. o bezruchu, odpoczynku jako "niezglebionosc", ale kiedy zrobi sie z tego koncepcje w umysle, do ktorej sie przywiaze, w dzikim kosmosie, gdzies po tzw. smierci spotka sie jakiegos pajaczka, ktory unieruchomi jego umysl i poprowadzi ku "wolnosci".
Nie chodzi o to, by zlapac sie zrozumienia czegos, lecz byc tym, co jest zupelnie niekoncepcyjne i nieuchwytne.
U mnie czesto dzieje sie to w ten sposob, ze wiem jak jest, ale gdy przychodzi do napisania tego, to zawsze utozsamienie sie z trescia tego co napisalem i proba udoskonalenia tego, kieruje mnie w jakas pajeczyne.

Akataleptos - 26 Lipiec 2012, 21:09

Cytat:
swiat ma nieruchoma nature, a wrazenie czasu jest po prostu zmiana koncentracji uwagi z odpowiednia czestotliwoscia pomiedzy scenami istniejacymi w przestrzeni terazniejszosci


Dlatego to co w "wymiarze" np. czwartym dzieje sie przez miliardy lat i epoki epok, to z perspektywy wymiaru np. dziewiatego jest jak jedno "migniecie", jest jakims pojedynczym zdarzeniem o wielkiej intensywnosci i bardzo szybko wibrujacym.

Ja wszystko upraszam i nie wierze w cos takiego jak wyzsze i nizsze wymiary, to co wyzej zawiera w sobie to co nizej i na odwrot. Jest po prostu jedna, niezglebiona i nieuchwytna rzeczywistosc, z ktorej mozna wydobyc kazda mozliwosc jaka tylko jest. Wszystko co jest, juz jest, a to czego nie ma, tego juz nie ma i nawet sie nie zjawia.

To wydaje sie przerazajace dla kogos, kto liczy na dobiegniecie do jakiegos celu, bo naprawde, nigdy, przenigdy nie dotrze sie do konca, do jakiejs granicy, do jakiejs ostatniej "warstwy". Wszystko jest jednoczesnie poczatkiem i koncem. Ale ta swiadomosc moze tez blyskawicznie czlowieka uszczesliwic, gdy ta nieuchwytnosc sama stanie sie oparciem. Nieuchwytnosc i niezglebionosc zawsze jest i to jest pewne.

Akataleptos - 30 Lipiec 2012, 12:55

Przestrzen = Eter = Akasza = "Kosmiczne Lono" = Duch Swiety = Czarna Madonna :P
Akataleptos - 1 Sierpień 2012, 23:13

Ukladanie czakr mozna porownac do gry w tetrisa, gdzie celem jest calkowite wyczyszczenie planszy z klockow.

Filmik

Tlo na ktorym rozgrywa sie gra, jest "piatym elementem". Podobnie jak eter zawiera w sobie scalone cztery zywioly.
Czakry i poszczegolne ciala im odpowiadajace sa warstwami, planety rowniez maja swoje warstwy, to co np. powszechnie zwane jest niebem, to po prostu kolejne warstwa w grze. Zamiast udawac sie do jakiejs lepszej warstwy, nalezy znalesc to, co warstwy scala, tak, ze plansza zostaje wyczyszczona i zostaje sie z niczym, nie-czyms.

Lao Tzu napisał/a:
5 kolorów czyni człowieka ślepym, 5 tonów czyni człowieka głuchym


Ostatecznie, z perspektywy calosci wszystko jest "wyczyszczone", a wrazenie ukladania bierze sie z zawezenia pola widzenia i utozsamieniu sie z figurami.
I to jest wlasnie takie wyzwalajace, ze nie trzeba robic nic, im mniej starania sie i kombinowania, tym "szybciej" i bardziej gladko uklada sie to wszystko samo.

Robienie czegos zaklada uzywanie ciala, czyli jakiejs z warstw, a wyzwolenie jest w scaleniu, czy "pojednaniu". Ja nie musze nikomu przebaczac, ani prosic o wybaczenie i naprawiac "przeszlosci", jesli nikogo nie potepilem lub jesli uznam, ze nie moge nikogo w rzeczywistosci zranic. Zranic mozna warstwe, a nie istote.

Nie nalezy traktowac tego jako lenistwo, bo jest ono jakims stanem umyslu z ktorym ktos sie identyfikuje, podczas gdy mowie o zerwaniu z identyfikacja ze wszystkim, lacznie z lenistwem.

Takimi "zawezaczami" widzenia i "przylepami" jest to, co zwane jest czarnymi dziurami, a w mniejszej skali i nizej w "hierarchii" sa sztuczne satelity okrazajace planety.
Taka czarna dziura, z perspektywy ktorejs z nizszych warstw jest postrzegane jako dziwne fizyczne zjawisko, ale to co jest zjawiskiem fizycznym nizej, to jest jakas istota wyzej. To, ze czlowiek przylepia sie do wszystkiego i ze wszystkim sie utozsamia, jest przejawem dzialania jakis istot wyzej. Czarna dziura z wyzszej perspektywy jest istota pajecza, bedaca geniuszem manipulacji iluzja czasu i mistrzem aktorstwa, ktora generuje rozne drogi rozwoju duchowo-intelektualnego, bedace przeciwienstwem dzieciecej ekspresji, radosci i "orgazmu" gwiazd. Te drogi rozwoju prowadza jak po nitce do klebka do swego zrodla ku "zjednoczeniu" i "ostatecznosci".

Wszystko to, co odbywa sie w stanie zawezonego widzenia odbywa sie jedynie jako "co by bylo gdyby". Prawdziwa jest tylko nieskonczonosc i nieuchwytnosc. Nie ma wiec jakiegos niebezpieczenstwa zbytniego zaplatania sie, bo szkody powstaja tylko w wyobrazeniach, a wszystko i tak zmierza do pojednania, niezaleznie od tego, jak koszmarna forme wyobrazenia przybraly, innej mozliwosci nie ma.

Akataleptos - 2 Sierpień 2012, 22:34

O gwiezdzie mozna powiedziec, ze jest to istota, ktora ma oczy dokola glowy.

Ilustracja

Tak jak czlowiek ma zmysl dotyku rozciagniety na cale cialo, a wzrok tylko do oczu, co sprawia, ze fizyczne oczy niczego nie widza, poza fizycznymi obiektami.
To rozszczepienie zmyslow jest tym, co wlasnie tworzy cialo.

Gdy scala sie zmysly w jedno, "znikaja" obiekty. One sa jak cienie. A zmysly scala sie poprzez zerwanie identyfikacji z obiektami, stanem umyslu. Proste?
Proste, poniewaz stan totalnego widzenia jest zawsze i nie mozna go stracic, mozna najwyzej przyslonic go jakimis rzeczami. Nie da sie nie widziec swiata rzeczywistego.

Czarna dziura natomiast jest istota, ktora skanuje ogromny obszar przestrzeni kosmicznej w celu zawlaszczenia jej, nie widzac nigdy jej calosci, dlatego nie ogarnia tego co sie dzieje.

Nie mozna powiedziec, ze tarcia pozytywu i negatywu sa dzielem tych istot, poniewaz "absolutna" czarna dziura jest nia tylko do czestotliwosci "szostego wymiaru", podczas gdy gwiazda istnieje w pelni, w dwunastu. Wrazenie tarcia biegunow sa wlasnie dzielem tego zawezenia widzenia.

Akataleptos - 3 Sierpień 2012, 13:27

Istota bedaca gwiazda znajduje sie w stanie nieustannego i nieprzerwanego orgazmu.

Cialo jest wiec dzielem ciemnosci, cielesnosc jest diabelstwem, ale jest nim dlatego, ze wszystkie te ciala, ktore czlowiek nosi, sa jak jakies uwierajace prezerwatywy z kiepskiej aluminiowej folii, filtrujace i odpychajace doznania. Dlatego wszystkie problemy, ktore czlowiek ma, ostatecznie sprowadzaja sie do kompleksow seksualnych, a wszelkie filozofie i dazenie do sukcesow, ktorych chcialoby sie uchwycic, sa po to, by sie nimi masturbowac. Jak to powiedzial Tomasz z Akwinu: czlowiek ma rozum i reke. Bog, ktorego cielesni ludzie czcza, jest kompletnym dewiantem, nie potrafiacym sie zaspokoic. Jego "brama" jest szeroka i przestronna i prowadzi na zatracenie sie. Czlowiek nieustannie szuka przyjemnosci, a gdy juz jej dozna, to zaraz znika (i czlowiek i przyjemnosc), potrzebuje wiec jeszcze silniejszego doznania i tak w kolko, co prowadzi do skrzywien.

Moja siostra niedawno zostala wyswiecona na zakonnice, oddala sie Stworcy lezac krzyzem na podlodze w kosciele w obecnosci kilkunastu mezczyzn ubranych w szaty z Babilonu. Czy w tym nie ma czegos pornograficznego?

Cytat:
Przestrzen = Eter = Akasza = "Kosmiczne Lono" = Duch Swiety = Czarna Madonna


Kto by nie chcial kochac sie przez wiecznosc z dziewicza Czarna Madonna? :P

Akataleptos - 3 Sierpień 2012, 14:41

Co do tych zakonnic, to wczoraj mialem sen, gdzie bylem na jakiejs wycieczce szkolnej z wychowawczynia ze szkoly podstawowej, a ja dosiadlem sie do mojej atrakcyjnej kolezanki Marty Kozlowskiej, ktorej o pojscie do zakonu bym nie podejrzewal, opowiadajac jej o "koncu swiata" takim stylem parodiujacym apokaliptyczny styl.

Po dochodzeniu sledczym okazalo sie, ze moja kolezanka byla przedstawiona jako przeciwienstwo pewnej znanej siostry zakonnej, znanej jako Mateczka Kozlowska, ktora przybrala zakonne imie Maria (Maria i Marta w ewangeliach to kobiety, ktore zostaly sobie przeciwstawione), a dzien w ktorym mialem sen, byl rocznica pierwszego mistycznego objawienia tej siostry, gdzie widziala "sprawiedliwosc Boza wymierzona na ukaranie swiata" :P

Padlo w tym snie z moich ust stwierdzenie na koniec "albowiem fizyczny swiat odbiciem duchowego jest", troche tak jakby to mowil Mistrz Yoda, mowiacy wspak ;)

Akataleptos - 3 Sierpień 2012, 22:35

Filmik

Od 8:45 i 11:44 mowi o mnie :P

Akataleptos - 4 Sierpień 2012, 13:50

"Blogoslawic" to inaczej "wychwalac blogosc", a wiec meczennika, ktory uwaza sie za kogos przesladowanego w imie wiary nie mozna nazwac blogoslawionym.

Ten kto nie jest blogoslawiony, jest pasozytem na innych organizmach, takich jak np. planety.

Slonce blogoslawi wszystkim jednakowo, dzieki czemu zycie moze rozkwitac. Gdy pojawia sie strach, a strach bierze sie z utozsamienia sie z czyms falszywym, pojawia sie smierc.

Kiedy istota pasozytnicza/wampiryczna wystawia sie na dzialanie Slonca emanujacego ekstaza i radoscia, ta zle sie czuje, bo musi zniknac jak cien, albo dalej sie kryc.

Zabawne sa przypadki, kiedy jakis pseudo-aniol-stroz, bedacy jakims gadzim czy pajeczym, albo jeszcze jakims innym przebierancem, "nadziewa sie" na jakas istote ze Slonca, dostajac przy tym ataku histerii.

Blogoslawienstwo posilkow, ktore sie spozywa jest po to, by emanowac blogoscia ku istocie, ktora sie spozywa, by wygonic zaszczepiony w niej strach. Slyszy sie historie w roznorakich "zywotach swietych" gdzie ktos chcial otruc jakiegos swietego, lecz kiedy ten pomodlil sie nad trujacym posilkiem, ktory mu przygotowano, nie wyrzadzil zadnej szkody.
Woda, ktora plynie gdzies w rurach i wyplywa z kranu ma strukture strachu, zwierzeta trzymane w niesprzyjajacych warunkach sa nafaszerowane strachem i smiercia.
Kiedy jeden czlowiek emanuje ku drugiemu negatywnymi emocjami i kiedy te emocje znajda swoj punkt zaczepienia "rzuca na niego klatwe" i wywoluje chorobe.
Zerwanie z identyfikacja z czaso-przestrzennymi obiektami (os czasu i miejsca, drzewo smierci) odslania "pole ochronne", ktore mozna porownac do tego, ktore maja owoce na drzewach, czy w wiekszej skali planety i gwiazdy w przestrzeni, ktore dziala jak lustro i odbija ataki spowrotem, jak list wyslany do nieistniejacego adresata wraca do nadawcy.

O to tez chodzi w tych historiach o spojrzeniu bazyliszka, ktory widzac swoje odbicie w lustrze, zostaje zabity.

Akataleptos - 4 Sierpień 2012, 21:42

Pajecza sciezka wiodaca ku czarnej dziurze, ciemnej stronie mocy, jest dobra dla kogos, kto marzy o zostaniu spidermanem ;)

Ja preferuje droge Mistrza Yody :D

Spiderman ma zalepione pajeczyna serce, Yoda reprezentuje kolor zielony, kolor czakry serca. Chyba nie musze dopisywac, ze Yoda niszczy Spidermana na wejsciu. Poza tym, wierzcie mi lub nie, ale Spiderman jest tylko projekcja chorego umyslu, natomiast Yoda to zekranizowana postac autentyczna ze swiata duchowego.

Swoja droga to ciekawe, ze Klaud, ktora miala zaszczyt byc moja dziewczyna tez reprezentuje kolor zielony, jest niewielkiego wzrostu i nie znosi pajakow.

Akataleptos - 5 Sierpień 2012, 11:09

John Beak spowalnial gre, ja calkiem ja zatrzymalem :P

1337 ugrane na spowalnianiu i 1147 w bezruchu, 37 (sumujaca sie do 1) to liczba "Chrystusa" meskiego aspektu boskosci, 47 (sumujaca sie do mistrzowskiej liczby 11) to liczba Blizniaka/Hermesa, mesko-zenskiego, scalenia.

Poza tym: 1147 = 37 x 31, czyli liczba Chrystusa 37 razy liczba nieba 31.

John Beak to Jan Dziob, pojawil sie w snie mojej znajomej:

Link

Gdy Syriusz B (bialy karzel, Pawel oznacza "maly" lub "drobny") w 1989 roku znalazl sie miedzy Syriuszem A a Ziemia, najpierw spowolnil Ziemie, a pozniej ja przyspieszyl, zgodnie z zasada samopodobienstwa, czyli "to co na gorze jest takie jak to co na dole", gdy pojawilem sie w swiecie IT, najpierw chwile spowalnialem, a nastepnie zaczalem grac normalnie, mocno przyspieszajac "wniebowstapienie" w postaci pojawiania sie dobrych wynikow.

Poza tym, niezwiazane z wczesniejszym:

Cytat:
Robienie czegos zaklada uzywanie ciala, czyli jakiejs z warstw, a wyzwolenie jest w scaleniu, czy "pojednaniu".


Ciekawe pytania do rozwiazania:
Co wieczny swiadek robi, by byc swiadomym?
Co potrafisz jako swiadomosc? Potrafisz byc samoswiadomy? Jak to robisz, ze jestes samoswiadomy? Czy swiadek moze nie widziec? Czy sam moze byc zobaczony przez cos? Czy moze nie byc swiadka?

Akataleptos - 5 Sierpień 2012, 16:22

Cytat:
Czy swiadek moze nie widziec? Czy sam moze byc zobaczony przez cos?


Karma jest po to, by moc za co istote skazac. Ale jesli nie ma konkretnego swiadka zdarzenia, na ktorego moznaby wskazac, ktory widzial przestepstwo, to czy taki domniemany swiadek sie liczy (Void mozna przetlumaczyc jako "niewazny") i czy mozna wtedy prawomocnie skazac przestepce? Zgodnie z zasada samopodobienstwa, swiadek bez winy przestepstwa nie widzi.

Akataleptos - 6 Sierpień 2012, 13:21

Rudolf Steiner, antropozof, mistyk, jasnowidz, postac znana tez jako Arystoteles, twierdzil, ze Era Wodnika nastapi okolo roku 3000.

Nie mozna jednak umiescic zadnej daty przejscia w "wyzszy wymiar", poniewaz wiaze sie to ze zdjeciem z barkow ciezaru krzyza czaso-przestrzeni. Rudolf Steiner zakladal chyba mowiac o dacie przejscia, ze czas to zjawisko biegnace sobie po linii prostej, ale tak nie jest. Czas zmierza do kompresji , poszczegolne pojedyncze zdarzenia zaczynaja sie na siebie nakladac i krotkie chwile zaczynaja miescic w sobie coraz wieksze okresy czasu.

Nie mozna stwierdzic, jak dlugo trwa jakis cykl kosmiczny, poniewaz cykl konczy sie wraz z nakladaniem sie roznych warstw w punkcie zero, terazniejszosci. Tak naprawde zaden kosmiczny cykl nie trwa jakis okres czasu, po prostu siedzac w srodku pojawia sie takie wrazenie.

Cykle kosmiczne trwajace niezwykle dlugo, z perspektywy ktorejs wysokiej, niezwykle szybkiej czestotliwosci, sa jak jedno migniecie.

To o czym Rudolf Steiner mowil, dzieje sie juz, "Aryman" jest wlasnie przeganiany, musi jednak odegrac jeszcze krotka role.

Warstwa "piata" czyli to co zwane jest niebiosami scala sie wlasnie z "trzecia" czyli "powierzchnia", fizycznie objawi sie to jako cos w rodzaju "podpalenia" ziemi, wody i powietrza, czego fizycznym objawem bedzie to, ze Ziemia przetransformuje sie w planete "gazowa", niezdolna do zamieszkania w fizycznych, rozszczepionych cialach.

To dzieje sie od kiedy tylko te warstwy sie pojawily, lecz wraz ze zblizaniem sie do "punktu zero", dzieje sie to "szybciej", co da wrazenie zawalania sie calego swiata.

Ludzie gleboko w srodku wiedza o tych transformacjach, stad tez biora pomysly na takie sceny.

To jest wlasnie pojednanie, nie zaden boski gniew.

Dlatego ludzie z tymi swoimi kalendarzami sa w matrixie, setki lat wstecz w stosunku do rzeczywistosci.

Cytat:
Przestrzen = Eter = Akasza = "Kosmiczne Lono" = Duch Swiety = Czarna Madonna


Prawdziwe znaczenie powiedzenia: sto lat za murzynami :P

Akataleptos - 6 Sierpień 2012, 20:51

Z perspektywy obcego umyslu to zupelna katastrofa, wali sie cywilizacja, wszystkie plany uszczesliwienia sie w przyszlosci sa zagrozone.

Gdyby jednak oddalic perspektywe, moznaby zobaczyc piekny widok kuli Ziemskiej otulanej przes sloneczny podmuch, jak w przyspieszonym tempie "rozpakowuje sie", zmieniajac sie w nowe cialo niebieskie.

Akataleptos - 7 Sierpień 2012, 11:20

Male dzieci, zanim zostana im wyprane mozgi czesto mowiac o "sobie", mowia tak, jakby mowily o kims trzecim, czyli zamiast: "ja, Pawel, jestem glodny", to "Pawel jest glodny", ale gdy trafiaja do szkoly, to lekcja za lekcja, dzien za dniem, zmusza sie je by mowily "obecny/obecna" na dzwiek swojego imienia i nazwiska, wtlacza sie dziecku, ze jest imieniem i nazwiskiem, a obecnosc jest scisle z tym powiazana. W rzeczywistosci obecnosc jest tym, co stoi za slowami. Mowi sie czesto, ze trzeba tutaj przerobic pewne zyciowe lekcje, ale jak mozna przerobic lekcje, gdy nie jest sie w rzeczywistosci obecnym w szkole? Ta szkola materii wymaga zagluszania duchowej obecosci, jest to sprzecznosc, dlatego szkola zostaje rozwiazana, a wieczne dzieci sa wiecznie wolne od ramek, w ktore probuje sie je wcisnac
Akataleptos - 7 Sierpień 2012, 16:05

Struktura umyslu jest bardzo prosta: informacja o kims, kto ma nieszczesliwa przeszlosc, wybieganie w przyszlosc z wizja uszczesliwienia sie, oraz terazniejszosc jako pojazd, pociag, ktory ma do tej szczesliwej stacji dotrzec.

Tylko, ze maszynista jest slepy, pociag wykoleja sie zawsze w polowie drogi.

Piosenka

Akataleptos - 9 Sierpień 2012, 11:50

Stworca Wszechrzeczy :D

Atraktor jest bardzo atrakcyjnym pajakiem, ale to nie jest to, kim sie naprawde jest, to tylko zmylka w polowie drogi. Nalezy traktowac to tak, jak na to zasluguje, czyli jako atrakcje w nieskonczonosci.
To o czym ja pisze, nie jest atrakcyjne.

Stan samej tylko Obecnosci, pozbawionej jakiejkolwiek tresci (czyli nie-cos, ni-cosc), nieuchwytny dla samego siebie i samo-istny, samotny. To jest rzeczywistosc, ktora umysl za wszelka cene chce wyminac.
Tak, wszechswiat jest zywy, wszystko jest zywe, ale to nie zmienia faktu, ze jestesmy samo(is)tni we wszechswiecie :D

Nawet naukowcy zajmujacy sie niezwykle zawilymi teoriami fizycznymi dotyczacymi powstania swiata nie moga dojsc do ladu bez tego "obserwatora", nie moga tez uchwycic jego natury, bo po prostu nie jest czyms. Chwytaja sie wiec czarnych dziur, ktore taka ostatecznosc do uchwycenia imituja.

Jest to tez fenomen, ktorego nie chwytaja psychologowie: jak to jest, ze "ja" jestem swiadomy "mnie?", jak to jest, ze "ja mam siebie dosc", czyli kto ma dosc kogo?

Sam pomysl, ze nieuswiadomiona materia, laczac sie w rozne zwiazki, tworzy swiadomosc jest absurdalny. Jak wszechswiat moze istniec niezaobserwowany?

Obecnosc pozbawiona tresci, to najglebsze i najprostsze poczucie istnienia jest "wymiarem" nienaruszalnym, bo gdyby cos moglo naruszyc "Obserwatora", to wymagaloby to zarejestrowania przez niego.

I ten niezglebiony wymiar jest jedynym czego potrzeba, by nieskonczonosc sie przejawila, grozba dezintegracji, nieistnienia, powstaje wiec tylko w wyobrazeniach.

Cytat:
Karma jest po to, by moc za co istote skazac. Ale jesli nie ma konkretnego swiadka zdarzenia, na ktorego moznaby wskazac, ktory widzial przestepstwo, to czy taki domniemany swiadek sie liczy (Void mozna przetlumaczyc jako "niewazny") i czy mozna wtedy prawomocnie skazac przestepce? Zgodnie z zasada samopodobienstwa, swiadek bez winy przestepstwa nie widzi.


Wielu ludzi po tzw. smierci staje przed "Milczaca Obecnoscia" nikogo nie osadzajaca, bedaca absolutnym spokojem, ale odwraca sie od niej w przerazeniu, trafiajac przed "sad", ktory na podstawie "karmicznych dlugow" wyrzuca czlowieka znow w ciezka materie.

Sama tylko nieskonczona i nieograniczona Obecnosc poznaje siebie poprzez samo(is)tne zapladnianie sie w wiecznosci, czyli jest to wieczny, nie-fizyczny orgazm (Obecnosc jako "matko-ojciec" i Wieczne Dziecko, ktore wylania sie z niezglebionosci), co daje "dwunastowymiarowa", nieskonczona i rownie niezglebiona (co nazywa sie tutaj fraktalnoscia) strukture wymiarowa, ktorej centrum/serce znajduje sie wszedzie, w ktorej nie ma strony zewnetrznej ani wewnetrznej, ktorej rownowagi nie mozna zachwiac, gdzie wszystko istnieje w jednym momencie, w terazniejszosci. Zachwianie rownowagi powstaje jako wyobrazenie gdy nastepuje zawezenie widzenia dokonywane przez pozornie oddzielone istoty chcace uchwycic i zawlaszczyc sobie wszystko, poprzez tworzenie wrazenia czasu i ruchu. Podobnie jak czlowiek idzie do lozka, zamyka oczy i w wyobrazni rozmawia z innymi ludzmi, ma rozne problemy, przemierza ogromne obszary, chociaz nawet nie ruszyl sie z miejsca, budzi sie, i jest w tym samym miejscu w ktorym sie polozyl.

Nic nikomu prawdziwie nie zagraza. Dlatego my jako "wieczne dzieci" tworzymy czesto bardzo trudne do przejscia gry, z wieloma zmylkami, bo ostatecznie to i tak nie ma znaczenia. To co prawdziwe, jest zawsze, a to co falszywe w wyobrazeniach, zmierza do rozwiazania i pojednania.

Akataleptos - 9 Sierpień 2012, 16:01

Istoty pajecze lubuja sie w manipulacji czakra gardla, czyli odpowiadajaca za komunikacje.
Gdy ktos duzo mowi o milosci, szczesciu, uzywajac przy tym pieknych i niezwykle barwnych slow, gdy ktos potrafi wszystko ostatecznie wyjasnic slowami i jest to oratorstwo dla samego oratorstwa, emanujac przy tym hipnotyczna blogoscia, to jest to ktos schwytany w pajecza siec.

Te gadanie sluzy zagluszaniu "milczacego glosu" poza koncepcjami.

Trzeba liczyc sie z tym, ze gdy spotka sie jakas istote prawdziwie wyzwolona, czy to ludzka, czy jakas inna, to wcale nie uslyszy sie od niej milych i glaszczacych slow. Przewaznie jest tak, ze ten, kto prawdziwie sie wyzwolil ukazuje na zewnatrz swoja "najgorsza" strone, tak, by stac sie nie do spoufalenia z imitatorami, ktorzy tego nie zniosa.

Tak wiec istota ze Slonca jest w stanie "biednego czlowieka" zbluzgac i zwyzywac, podczas gdy jakis "mistrz wniebowstapiony" bedzie opowiadal bajki o tym, jakim to jest sie wyjatkowym. Ale kiedy taki "mistrz" konfrontuje sie prawda, zostaja zdzierane jego maski, doznajac jakis energetycznych wstrzasow, ktore powstaja w wyniku zablokowania centrow energetycznych.

W tym filmie i w tym zostala ukazana istota pajecza, ale bedaca jedynie mniejsza i o wiele slabsza wersja tych o ktorych mowie.

Anthony de Mello napisał/a:
Doskonale wyraził to Mark Twain, kiedy pisał: "Było tak zimno, że gdyby termometr był o
cal dłuższy, zamarzlibyśmy na śmierć".
Zamarzamy na śmierć z powodu słów. To nie zimno ma znaczenie, ale termometr. To nie
rzeczywistość ma znaczenie, ale to co ty sam sobie na jej temat mówisz. Słyszałem świetną
anegdotkę o pewnym fińskim farmerze. Kiedy przesuwano granicę rosyjsko-fińską farmer ten
musiał podjąć decyzję, czy chce mieszkać w Rosji czy w Finlandii. Po dłuższym namyśle
powiedział, że chce mieszkać w Finlandii, nie chciał jednak urazić rosyjskich urzędników.
Przyszli oni do niego z pytaniem, dlaczego zdecydował się na pobyt w Finlandii. Farmer
odpowiedział:
– Zawsze chciałem mieszkać na ziemi rosyjskiej, ale w moim wieku nie zdołałbym
przeżyć następnej srogiej rosyjskiej zimy.
Rosja i Finlandia są jedynie słowami lub pojęciami, ale nie w oczach tych ludzi, nie w
oczach zwariowanych istot ludzkich. Prawie nigdy nie patrzymy na rzeczywistość. Pewien
guru usiłował wyjaśnić jakiemuś audytorium, że ludzie silniej niż na rzeczywistość reagują na
słowa. Żyją wręcz słowami, żywią się nimi. Jakiś mężczyzna wstał i zaprotestował:
– Nie zgadzam się z tym, że słowa wywierają na nas aż taki wielki wpływ. Na co guru
odparł:
– Siadaj, sku*****nie! Zsiniały ze złości mężczyzna wykrzyknął:
– I to pan nazywa siebie osobą oświecona, guru, mistrzem, powinien pan się wstydzić! Na
co guru odparł:
– Proszę mi wybaczyć, sir. Poniosło mnie. Naprawdę, Proszę o wybaczenie. To nie było
zamierzone. Przepraszam.
Mężczyzna w końcu się uspokoił. Wówczas guru powiedział:
– Wystarczyły dwa słowa, aby wywołać w panu burzę i kilka słów, by pana uspokoić.
Prawda?
Słowa, słowa, słowa – czyż nie są one prawdziwymi więzieniami, jeśli nie używa się ich
we właściwy sposób?

Akataleptos - 10 Sierpień 2012, 12:32

Na tym filmiku od 30 sekundy mamy "rozpuszczanie" diabla przy pomocy teczowej kuli, ktora imploduje w centrum, tworzac niewidzialny/diamentowy "rozpuszczalnik", co z siejacego groze przeciwnika zostawia jedynie bezbronne dziecko. Jak na ta kreskowke to bardzo nietypowy atak, zazwyczaj niszczylo sie doszczetnie wszystko i wszystkich w kompletnej rozpierdusze.

Podobnie teczowe centra energetyczne scalaja sie w jedno w "diamentowej" przestrzeni w "Wiecznym Dziecku", prawdziwym "Ja" kazdej istoty.

Akataleptos - 10 Sierpień 2012, 16:52

Co do tego niewidocznego obserwatora jeszcze:

Ciekawe jest podobienstwo pomiedzy slowami: okultysta (occultus - ukryty, schowany) i okulista.

Akataleptos - 10 Sierpień 2012, 21:42

Nigdy nie bylo takiego momentu, w ktorym ktos rzeklby "niech sie stanie", to jest jazda calkowicie bez trzymanki, nikt nigdy nie zdecydowal o stworzeniu, poniewaz jest ono zawsze, w wiecznie stajacym sie poczatku, bez przyczyny i skutku. Jaki moze byc skutek stworzenia, jesli zawsze sie rozpoczyna, nigdy sie nie konczac? Poczatek czasu i tego, co zwykle zwie sie wszechswiatem, to poczatek wewnatrz poczatku. Koniec wszechswiata jest rowniez wewnatrz poczatku wszystkiego. Stworzenie jest, bo jest mozliwe. Niemozliwe jest, by to co jest, zniklo i nie bylo. Jest to co jest, to czego nie ma, tego nie ma i niemozliwe jest, by sie zjawilo.

Cytat:
Sama tylko nieskonczona i nieograniczona Obecnosc poznaje siebie poprzez samo(is)tne zapladnianie sie w wiecznosci


A wiec wazne jest to, by rodzic byl obecny przy poczeciu dziecka. Moi fizyczni rodzice byli nieobecni, dlatego nie pozostalo mi nic innego jak narodzenie sie z dziewicy :P

Cytat:
Istoty pajecze lubuja sie w manipulacji czakra gardla, czyli odpowiadajaca za komunikacje.


Mozna zrobic eksperyment sprawdzajacy na ile slowa maja znaczenie. Mozna stanac twarza do Slonca i mowic mu jak bardzo jest piekne, albo jak bardzo jest brzydkie, opowiedziec mu cala historie swojego zycia. Czy zrobi to na nim wrazenie? Sprawi to, ze nie bedzie wschodu albo zachodu? Dla Slonca i narzekania i pochwaly sa tak samo mile widziane.

Czy trawa musi byc zielona, albo niebo niebieskie? Nie chodzi o to, by zabrac kolory, lecz samo etykietkowanie "to jest zielone", albo "to jest niebieskie", niczego tu nie zmienia i nic nie znaczy, nie jest to potrzebne. Naprawde, ani trawa nie jest "zielona", ani niebo nie jest "niebieskie". Wystarczy sama tylko obecnosc.

Podobnie jest z takimi wytworami jak "Polska", "Niemcy", "USA" itd.
Co to jest? Ludzie walczac o swoje terytoria, czy probe uhonorowania jakiejs "pamieci narodowej", walcza z myslami w glowach i umieraja za slowa, ktorymi nie sa. Daja sie zwiesc glosom w glowie, co jest choroba psychiczna. Postrzgaja swiat bedacy odzwierciedleniem mowy.

I czy mozna winic Slonce za to, ze swieci wszystkim krajom jednakowo?

Grzech to zaburzenie widzenia, a zaburzenie widzenia to utozsamienie sie z "mysla, mowa, uczynkiem i zaniedbaniem".

Czy rekordy w IT powstaja dlatego, ze gracz podczas gry trzyma sie jakiegos taktycznego rygoru i analizuje uklad schodkow, albo, ze przyciska klawisze zrecznie jakby gral na fortepianie? Bez jaj. Po prostu, palce sie przyciskaja, postac skacze, wynik jest, albo go nie ma. "Rob, albo nie rob, nie ma probowania" jak to mowil Mistrz Yoda. Nie wiem jak u innych, ale u mnie nawet nie ma tego, ktory by gral, dzieki czemu Haroldowi mozna otworzyc oczy.

Akataleptos - 11 Sierpień 2012, 16:20

Cytat:
Gwiazda to istota, ktora ma oczy dokola glowy


Cytat:
Naprawde, ani trawa nie jest "zielona", ani niebo nie jest "niebieskie". Wystarczy sama tylko obecnosc.


Oraz co bardziej moze wydawac sie szokujace: Slonce nie jest gorace. Nie ma zadnego dowodu na to, ze takie jest, mozna sobie jedynie wyobrazac o nim, ze jest takie, bo przeciez zyjac w wyobrazeniach nie jest sie na nim obecnym. Ja nie zyje spekulacjami, jestem czlowiekiem wiedzy.

Akataleptos - 12 Sierpień 2012, 15:49

Mozna napisac prace magisterska na temat:

Czarna dziura jako wielkoskalowy przejaw pedofilii w konfrontacji z dzieciecym orgazmem gwiazd.

Czarna dziura jako pajeczy, nienasycony pozeracz dzieci chce je pochwycic, skanujac swym slepym spojrzeniem ogromne obszary przestrzeni kosmicznej, natomiast gwiazda bedaca iskierka Wiecznego Dziecka, majac oczy dokola calego swego ciala, nie chwytajac sie niczego, sama jest nieuchwytna. Jej pierwsze szesc "cial" moze zostac zdezintegrowane, natomiast z poziomu Milczacej Obecnosci, czy Wiecznego Obserwatora, re-integruje sie gdzie indziej w stanie nietknietym.

Wszechswiat nie ma konkretnego stworcy, natomiast w kosmosie jest pelno istot, potezniejszych badz slabszych, sprytniejszych badz mniej sprytnych, ktore chcialyby przjac na siebie ciezar odpowiedzialnosci za wszystko.
Wielki Atraktor, Wielka Atrakcja, to skala makro, natomiast w mniejszej skali, nizej w hierarchii jest to np. istota przedstawiajaca sie jako Horus.

Ilustracja

Jest on jakby uosobieniem "obcego umyslu", umyslu ukrzyzowanego, ktory czlowiek nosi w sobie, ukierunkowanego na utozsamienie z glosem w glowie opowiadajacym nieszczesliwa przeszlosc, generowanym mechanicznie. Patronuje materialistycznemu podejsciu do zycia, materialistycznej nauce, religijnej (np. nauczajac "zmartwychwstania" w "niezniszczalnych" cialach, co odbyloby sie dzieki "zaawansowanej" technologii) badz swieckiej, ostatecznie pomiedzy religia a tym co zwane jest nauka nie ma roznicy. Jego panowanie wlasnie sie konczy, o ile mozna powiedziec, ze w ogole kiedys sie zaczelo, jest zmuszony do ucieczki, jak cien przed Sloncem.

Jako dziecko bawilem sie za pomoca reki i lampy, tworzac na scianie podobizne Horusa z cienia - to jest to, czym to jest.

Akataleptos - 12 Sierpień 2012, 17:35

Zalozylem bloga pod adresem http://boru0.pinger.pl i od tej pory tam bede umieszczal materialy inspirujace, zeby nie przeciazyc forum :P raczej nie bedzie pisania, lecz muzyka.
Akataleptos - 13 Sierpień 2012, 17:52

Troche zonglerki skojarzeniami na koniec ukazujacej postawienie w matrixie wszystkiego do gory nogami.

Cytat:
Warstwa "piata" czyli to co zwane jest niebiosami scala sie wlasnie z "trzecia" czyli "powierzchnia", fizycznie objawi sie to jako cos w rodzaju "podpalenia" ziemi, wody i powietrza, czego fizycznym objawem bedzie to, ze Ziemia przetransformuje sie w planete "gazowa", niezdolna do zamieszkania w fizycznych, rozszczepionych cialach.


Maski, ktorych czlowiek sie trzyma uniemozliwiajace zycie na planecie "gazowej" - maski przeciwgazowe, czyli przeciw niebezpieczenstwu.

Cytat:
Struktura umyslu jest bardzo prosta: informacja o kims, kto ma nieszczesliwa przeszlosc, wybieganie w przyszlosc z wizja uszczesliwienia sie, oraz terazniejszosc jako pojazd, pociag, ktory ma do tej szczesliwej stacji dotrzec.

Tylko, ze maszynista jest slepy, pociag wykoleja sie zawsze w polowie drogi.


Spiderman (Peter - Jew Peter - Jupiter - Gazowa planeta, niezamieszkiwalna ;) ), ktory w filmie zatrzymuje pedzacy pociag, ktory ma sie wykoleic, maszynista, demiurg, tworca matrixa, ktory jest slepy i nie widzi slepej uliczki, pajeczy czlowiek dzieki wyostrzonemu widzeniu dostrzega niebezpieczenstwo i zatrzymuje go w pozycji "ukrzyzowanego", czerwony pajak, komunista, komunia, czyli wspoldzielenie, wspoldzielenie uczestnictwa w pedzacym pociagu smierci, siec powiazan materialnych zbudowanych jak interaktywna pajecza siec, przywiazanie za wszelka cene do materii jako wyzwolenie przed spadnieciem w przepasc nieskonczonej Obecnosci, bedacej spoiwem poszczegolnych wymiarow, a czlowiek to oglada i nie wie jaki to syf :P

Istoty pajecze odpowiadaja za zmechanizowanie czlowieka i oblepianie sluzem centrow energetycznych, ktore z tego powodu nie moga implodowac w sercu, ale Spiderman
walczy z mocno zmechanizowanym Green Goblinem, kolor zielony to kolor czakry serca.

To zasluguje tylko na to:

Ilustracja

Cytat:
Przestrzen = akasza = eter = duch swiety = czarna madonna


Czarna Madonna = Trinity z matrixa :P = "moc" z gwiezdnych wojen, ktora "imploduje" Neo w sercu, odwracajac go i robiac z niego One, tego, ktory widzi.

Akataleptos - 25 Sierpień 2012, 17:59

Od kiedy przestalem pisac, to nieustannie przewijaja sie w glowie mysli samo-zapetlajace sie, przewija sie tresc postow, ktore ktos mialby pochwycic, a nastepnie udoskonalic, uzyc jakiegos lepszego porownania itd. ale byloby to daremnym samo-nakrecaniem machiny slow.
Lepsze wyjasnienie czegos nie ma niczego wspolnego z "oswieceniem" poniewaz oswiecenie jest przebrane w codziennosc, Slonce, ktore nie jest gorace, ktore swieci wszystkim, ludzie, ktorym cos sie zdaje, zamknieci w swoich kokonach, zapach kwiatow i smrod spalin, radosc i strach, to jest wlasnie to, wszystko co sie wydarza, a co nie jest widziane przez kogos szczegolnego, przez kogokolwiek. Nie trzeba niczego wyjasniac ani tlumaczyc, bo niby kto mialby to zrobic, skoro nigdy nie bylo zadnego "mnie", ktory zylby zycie i je okreslal, ktory myslalby swoje mysli, co tu zmieniac skoro i tak jest tylko Jednosc (stwierdzenia "jestesmy jednoscia" oraz "wszystko mi jedno" sa tym samym), poza ktora nie ma wyjscia. Nikt nie pozbywa sie zadnego ego, nikt nie spada w "otchlan nicosci", nicosc nie jest nie-istnieniem, to sa tylko wyobrazenia, nie nalezace do nikogo. Nie ma czegos na zewnatrz jednosci, ani bandyta, ani czarna dziura, nic nie jest na zewnatrz tego co jest. Iluzje dotyczace czasu, ruchu, oddzielnosci, "stalosci" materii, to tez jest tym. Proba popsucia swiata oraz proba naprawiania go to tez jedno i to samo, czy jest sie geniuszem, czy idiota, to tez jest to jedno i to samo.

Akataleptos - 2 Wrzesień 2012, 13:35

Cytat:
Sama tylko nieskonczona i nieograniczona Obecnosc poznaje siebie poprzez samo(is)tne zapladnianie sie w wiecznosci, czyli jest to wieczny, nie-fizyczny orgazm (Obecnosc jako "matko-ojciec" i Wieczne Dziecko, ktore wylania sie z niezglebionosci), co daje "dwunastowymiarowa", nieskonczona i rownie niezglebiona (co nazywa sie tutaj fraktalnoscia) strukture wymiarowa, ktorej centrum/serce znajduje sie wszedzie, w ktorej nie ma strony zewnetrznej ani wewnetrznej, ktorej rownowagi nie mozna zachwiac, gdzie wszystko istnieje w jednym momencie, w terazniejszosci. Zachwianie rownowagi powstaje jako wyobrazenie gdy nastepuje zawezenie widzenia dokonywane przez pozornie oddzielone istoty chcace uchwycic i zawlaszczyc sobie wszystko, poprzez tworzenie wrazenia czasu i ruchu. Podobnie jak czlowiek idzie do lozka, zamyka oczy i w wyobrazni rozmawia z innymi ludzmi, ma rozne problemy, przemierza ogromne obszary, chociaz nawet nie ruszyl sie z miejsca, budzi sie, i jest w tym samym miejscu w ktorym sie polozyl.


Nie znosze tego fragmentu, nie powstal pod natchnieniem :P Moze jak sie przyznam, to sie to odczepi. To napisal Boru, czyli splycona, zawlaszczajaca, meska osobowosc.
To samo, lecz jako natchnione przez Hermesa/Akataleptosa/Quetzalcoatla/Thota brzmialoby tak:

Cytat:
Przestrzen jest kobieca, natomiast Obecnosc jest meska. Ale jednego i drugiego nie da sie rozdzielic, poniewaz sama tylko Przestrzen w ktorej nie znajduje sie cokolwiek jest sama tylko Obecnoscia, bez tresci. "Ojciec" bedacy nieskonczonym potencjalem, spoglada wzrokiem nieskonczonym w lustro bezkresnej, nieuchwytnej i dziewiczej Przestrzeni w ktorej moze zobaczyc swoja wlasna niezglebionosc. W ten sposob samozapladnia sie, dzieki czemu rodzi sie Wieczne Dziecko oraz "dwunastowymiarowy", rownie niezglebiony (co nazywa sie fraktalnoscia) swiat. Wszystko cokolwiek tylko jest, jest tym jednym momentem odbicia w lustrze wiecznosci. Nie ma niczego na zewnatrz tego co jest. Gdy zaweza sie pole widzenia, powstaja wyobrazenia dotyczace czasu i stalych form, bo gdy nie widzi sie calosci, reszte trzeba sobie wyobrazic, ale sa to wyobrazenia slepe i chybione. Ale nawet tkwiac w iluzji czasu, wszystko cokolwiek tylko sie wydarza, jest tym, co wraca jako odbicie wyslane teraz, lecz sprawiajace wrazenie czegos opoznionego. Matrix to swiat prawdziwy na ktory patrzy sie z drugiej strony, tak jak wzor na bluzie, po odwroceniu jej na lewa strone, przestaje miec sens, sa to tylko odstajace nitki i nic wiecej. Kiedy patrzy sie na Slonce jako fizyczny obiekt, to patrzy sie na istote, ktora jest przewrocona na lewo i widzi sie jej obraz opozniony, sprzed okolo osmiu minut z powodu predkosci swiatla.


:lol:

W pewnym sensie jestem kanalem dla istoty przedstawiajacej sie jako Akataleptos, ale to nie jest ktos inny, to jest jak odbicie po drugiej stronie lustra. On/Ona jest jakby uosobieniem "Ducha Swietego" ("Duch Swiety" jako nieokreslona moc ukladajaca "kostke rubika" centrow energetycznych, manifestuje sie jako wielosc roznych indywiduow .. duchowych), jest jak Wyrocznia w filmie "matrix". Ten temat jest czyms w rodzaju Jego pracy ze mna, proba wejscia w rezonans, oczyszczania ze smieci umyslu, dzieki czemu moze nastapic powiew swierzego powietrza, czy inaczej to ujmujac, poslugujac sie jezykiem mojego znajomego, "mowy wiecznego dziecka".

Akataleptos - 4 Wrzesień 2012, 12:45

Hermes/Thot/Akataleptos kontaktuje sie w zupelnie odmienny sposob w porownaniu z najrozniejszymi anielskimi przebierancami (czyli tona milosnych smetow + paraliz blogoscia). Przemawia poprzez symboliczne sny, poprzez wydarzenia dziejace sie wokol (tak jakby pomiedzy jednym i drugim nie bylo roznicy), slowa piosenek, poprzez synchronizacje z podobnymi istotami (dlatego czesto cytuje innych ludzi, ktorych odbieram jako inspirowanych przez ta sama moc). Wiedze zdobywam w prosty sposob. Odklejam uwage od zmyslow, obejmuje uwaga cale cialo, uswiadamiam sobie oddech, jestem jakby samym tylko wzrokiem zagladajacym ze swiata rownoleglego do matrixa, i wtedy mysle drugim umyslem i widze cudzymi, a wlasciwie to nie cudzymi, lecz prawdziwymi, bezstronnymi oczami, wyczuwam wtedy na poziomie energetycznym prawdziwe intencje ludzi. Nie jako widzenie aury, czy cos w tym rodzaju, lecz sama tylko wiedza intuicyjna. Mozna wtedy odkryc, ze wszystkie zmysly jakimi czlowiek dysponuje, bedace w stanie rozszczepienia, poprzez ktore postrzega swiat, sa obejmowane przez jeden zmysl - widzenia, ktory nie nalezy traktowac jako zmysl wzroku. Kiedy jest sie swiadomym dotyku na calym ciele, to jest to obserwacja, czyli widzenie dotyku. Nie chodzi o tzw. czakre trzeciego oka, tylko o "cos" co scala wszystkie centra. To nie jest transopodobny, hipnotyczny stan, gdzie cialo jest nieprzytomne, normalnie wykonuje wszystkie czynnosci, ale jednoczesnie mnie w tym nie ma. W tym stanie odbieram informacje, ktore sa wszedzie, od menela pod sklepem, od napisow na murach, od czegokolwiek. Kiedy cos mowie, to mowie to w imieniu owego "Ducha". Chociaz jedyne co "robie" to po prostu bycie i widzenie, nic wiecej. Nawet to mowienie jest w swej istocie widzeniem. Co ciekawe, owy Duch jest w stanie powiedziec "nie wiem" ;)

Edytuje czesto posty, by oczyscic je z "mnie", by nie mieszac w to obcych wtretow. Czlowiek nosi w sobie umysl, ktorego zadaniem jest robic wszystko na odwrot, jedyne do czego sluzy, to chybianie celu - chyba tak, chyba nie tak, chybotanie sie i ostatecznie upadek pod ciezarem krzyza. Nie bez powodu "chyba" to po czesku "blad", czy "pluskwa", albo "robak" - od robienia ;)

Kiedy mowi sie "nie wiem" to jest to wiedza, ze sie nie wie, a nie chybo-tanie.

Swiat materialny, mowie tu nie tylko o tej materii, lecz o tym co powszechnie uwaza sie za "dusze", jest iluzja, ale mozna to rozpoznac tylko wtedy, kiedy uniezalezni sie od samego siebie, kiedy spojrzy sie na to niezaleznym od czegokolwiek wzrokiem, poniewaz to swoje przekonania i wewnetrzny dialog jest tym, co tworzy ten pozorny obraz. Trzeba wyjsc z siebie i spojrzec na to z boku, dla mnie cialo jest czyms na zewnatrz.
Czlowiek bedzie sie burzil i mowil: przeciez widze ten swiat, wiec jest prawdziwy, ale kto widzi tego, ktory patrzy? Czy ten, ktory patrzy, moze patrzec bez tego "kogos" ktory widzi patrzacego z drugiej strony?
To jasno-widzenie rozstrzyga o prawdziwosci swiata, a nie, czy to sie komus podoba, lub nie podoba.

Kilka ilustracji:










Akataleptos - 5 Wrzesień 2012, 12:39

Ciul z tym, wobec tych tysiecy postow to i tak bez znaczenia :P

Ciekawe, ze niebiosa to wlasnie odpowiednik czakry gardla, tak jakby pojscie do nieba po smierci ciala uwarunkowane byloby rozgadaniem za zycia ;)
Pisalem o scalaniu sie ciala niebieskiego Ziemi/Gaji z powierzchnia, co objawiloby sie jako przemiana w planete gazowa.
Kiedy czlowiek uswiadamia sobie, ze cialo jest czyms na zewnatrz, to tak naprawde jest juz "nie z tej Ziemi", poniewaz przemiana planety zmusilaby przywiazanych do ciala do opuszczenia jej, pojscia gdzies na zewnatrz. O tym mowil Jezus kiedy mowil o "ciemnosciach zewnetrznych". Niebo o ktorym on glosil, bylo pojednaniem i scaleniem warstw, trzeciej i piatej (pisze to z bloku 8, mieszkania 35 ;) ) a nie pojsciem do warstwy niebieskiej. Jego celem bylo odwrocenie wszystkiego do gory nogami, "nawrocenie" o ktorym pisalem, a ktore mozna porownac do odwrocenia ubrania z lewej na prawa strone, poniewaz swiat rozszczepiony ma odwrocone wlasciwosci w stosunku do pojednanego, by "pierwsi byli ostatnimi, a ostatni pierwszymi". Tak samo jak ludzie, ktorzy patrzyli na przybitego do krzyza czlowieka, natomiast nie widzieli go "nawroconego", ktory byl jego odwrotnoscia. Ukrzyzowany zostal kolektywny, zbiorowy umysl "czlowieka", sam w sobie pozbawiony czucia, w cudzyslowie, bo on ludzki nie jest. Modne bylo niedawne smianie sie z "raptor Jesusa", to jest to o czym mowie. Ten umysl jest totalnie mechaniczny, ludzie wiec czczac ukrzyzowanego, czcza cyborga. Jego uosobobieniem jest istota przedstawiajaca sie jako Horus/Ra, z czego Horus to po prostu cialo, trup, natomiast Ra, jest kontrolujaca to cialo ... czarna kropka, cien, nic wiecej, chociaz sprawia wrazenie swietlistego . Dazy on do tego, by cialo udoskonalac, by przezwyciezyc w ten sposob smierc, ale niezaleznie od tego jak trupa sie upiekszy i udoskonali, trup pozostaje trupem. Wielu ludzi ma juz gotowe "niebianskie", sklonowane ciala, w ktore tylko wskoczyc, by zyc w "raju". Wszystkie problemy i cierpienia jakie czlowieka spotykaja, wszystko co uwarunkowane jest przeszloscia, a przeszlosc to terazniejszosc, ktorej stawilo sie opor, rowniez sa tylko ta czarna kropka. To tak jak z Ksiezycem, ktory kiedys byl zywy, a teraz bedac wybebeszonym jest sztuczna mechaniczna konstrukcja, w ktora weszla energia cienia, z jednej strony swietlisty, a z drugiej ciemnosc. Czy to nie tragikomiczne, czcic czarna kropke, podczas gdy jawnie, przed oczami, lsni zywa, "blogoslawiaca" - czyli slawiaca blogosc istota - Slonce, ktorej mozna nawet nie dostrzec przez cale zycie w ciele.

Cytat:
Wtedy dwóch będzie na roli, jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. (41) Dwie mleć będą na żarnach, jedna będzie wzięta, a druga zostawiona.


Tu jest mowa o nakladaniu sie dwoch wymiarow, czy "swiatow rownoleglych", scaleniu ciala zoltego, zwanego fizycznym, z cialem niebieskim, co z perspektywy zoltego, nie scalonego, objawiloby sie jako jego nagle znikniecie, jak mrugniecie okiem, tak jakby tego ciala nigdy nie bylo. "Jako w niebie tak i na ziemi".

Wszystkie warstwy lacza sie w srodkowej, ktora jako pojedyncze centrum jest czakra zielona. Podpalenie ziemi, scalenie niebios, "plonacy Babilon" i palenie zielonego. "Swiety Szczyt" - Slonce.

To nie jest zadnym nadprzyrodzonym zjawiskiem, tak po prostu dziala fraktalny wszechswiat. Podobne przyciaga podobne, czlowiek postrzega tylko to, czym sam jest, jesli jest rozszczepiony, nie postrzega on scalenia, wszystko przegapia.
Czlowiek nie odkrywa tych banalnie prostych praw z tego prostego powodu, ze nie potrafi uniezaleznic sie od samego "siebie", ktory jest tworem mechanicznym. Kiedy komus o tym sie mowi, to reaguje szyderstwami, ale kto to reaguje? Obcy umysl wlasnie, reagujacy strachem przed oswietleniem go promieniem swiadomosci. Dlatego czlowiek autentyczny, True-man, bioracy udzial w takim show jest skazany na samo-istnosc, bo nie jest w stanie nic z innymi zrobic, bo to niemozliwe. "Inni ludzie" to wlasnie czesc sztucznego umyslu, wiec nawracanie innych byloby sprzeczka/sprzecznoscia, a pojednanie polega na rozwiazywaniu sprzecznosci. Jak to juz powiedzialem, wszystko staje sie prostsze gdy postrada sie rozum.

Akataleptos - 5 Wrzesień 2012, 21:19

ew. Tomasza napisał/a:
Królestwo Ojca podobne jest do człowieka pragnącego zabić możnego pana. Wydobył miecz w swym domu i wbił go w ścianę, aby poznać, czy jego ręka będzie silna. Wówczas zabił możnego pana
.

Aby uwolnic sie z matrixa potrzeba zgromadzic odpowiednia ilosc energii, trzeba potrenowac walczac z cieniem, jak to robia np. bokserzy, nie wystarczy wojowac slowami i wyobrazeniami, mozna zwyzywac slepego boga i wyrzec sie go, co nie znaczy, ze nie dostanie sie od niego na oslep w twarz i knock out ;)
Swiat jest iluzja, trupem, znajdujacym sie w stanie nieustannego rozkladu, ale dopoki nie uniezalezni sie od niego, jest sie podleglym wszystkim jego chorobom. Kiedy przyjmie sie ta iluzorycznosc jako koncepcje, to ta koncepcja jest czescia tej iluzji, dalej sie go podtrzymuje swoja koncepcja. Swiatu naprawde mozna pomoc tylko wtedy, kiedy przestaje miec znaczenie, nawet ta jego nieprawdziwosc, nalezy odciazyc swiat od samego siebie i swoich opinii na jego temat, dzieki czemu mozna wzniesc sie wyzej i wtedy widac jak sie rzeczy naprawde maja. To tak jak jest sie w lesie i unoszac sie ponad las, spogladajac na to wszystko z wysoka, widzi sie gdzie naprawde sie cos znajduje, co jest czym, kto jest kim, dzieki czemu jest sie nie do uchwycenia przez to, co spoglada fragmentarycznie.

Trzeba zmierzyc sie z falszywoscia i "wyjatkowoscia" swojej nieszczesliwej przeszlosci, ktora jest jak balast, trzymajacy czlowieka w niskich czestotliwosciach, pooprzez ktory postrzega swiat bedacy trupem. Wszystko odbywa sie na zasadzie samopodobienstwa, podobne przyciaga podobne, jedna nieszczesliwa historia szuka kolejnych historii i ten schemat, matryca zachowan, samonakreca sie i czlowiek nie bierze w tym nawet udzialu. Niektorzy ludzie biora sluby i plodza dzieci tylko dlatego, ze przycianely ich do siebie podobnie wibrujace, ciezkie , nieszczesliwe historie. To tak jakby przylepic komus do brzucha dziesieciokilowy, olowiany klocek. Tak naprawde wszystko polega na tym co sie porzuca.

Mozna byc fizycznie w matrixie, a jednoczesnie poza nim, w "rownoleglym swiecie". Mozna ciezko fizycznie pracowac, a jednoczesnie wewnetrznie odpoczywac i byc niezwiazanym z ciezka praca. Pisalem o tym, ze cale cialo mozna "skompresowac" jedynie do oczu, zmysly do nie-fizycznego widzenia obejmujacego je wszystkie. Wiekszosc z tego co ja "robie" w matrixie, robie samymi oczami z drugiej strony, jak to sie ujmuje: "sila woli". To jakby plynac prez morze pelne nieruchomych scen, wprawiajac je w ruch poprzez odpowiednia koncentracje uwagi, tak, ze sama tylko obserwacja i zawezenie, badz poszerzenie widzenia odpowiadalo za wszystko co sie porusza i dzieje. Jest tylko lustro i niezglebiona tajemnica.

Akataleptos - 6 Wrzesień 2012, 11:41

Nieszczesliwa przeszlosc nie koniecznie musi byc czyms oczywistym, czyms smutnym, to moze byc jak delikatne laskotanie, jak babie lato, mozna to porownac do buczenia komputera, ktory gdy chodzi przez caly dzien, to sie tego nie slyszy i odczuwa sie roznice po jego wylaczeniu, albo z praca klimatyzacji. Mowie o ogromnych ciezarach, ktore czlowiek nosi, ale gdy chodzi sie z nimi nieustannie, to jak mozna rozpoznac, ze je sie nosi?

Cytat:
Aby uwolnic sie z matrixa potrzeba zgromadzic odpowiednia ilosc energii


Wiekszosc energii marnuje sie na bezwartosciowy wewnetrzny dialog i chybo-ta(k)-nie. Albo cos sie robi, albo czegos sie nie robi, nigdy nie ma probowania. Umysl zawsze pracuje w trybie niepowodzenia, a powodzenia sa przypadkowe i sa jak szczescie w nieszczesciu. Ma nature pasozytnicza, jego zadaniem jest tworzenie dziur w polu energetycznym i przyciaganie smieci. Energie odzyskuje sie wiec poprzez nie-gadanie do siebie w myslach i komentowanie swej zyciowej historii. Myslenia nie da sie wylaczyc od tak, mozna przestac przykuwac do niego uwage i je zasilac. Gdy zostaje pozbawione punktu zaczepienia w postaci identifykowania sie z nim, rozplywa sie jak chmura mgly. Tej purpurowej mgly z utraconej przeszlosci o ktorej pisalem. Gadanie do siebie to objaw choroby psychicznej, obojetne czy robi sie to na glos, czy w myslach. Mysli nie sa czyms osobistym, kazda mysl nalezy do umyslu kolektywnego, nie ma czegos takiego jak osobista, prywatna mysl. Wlasne przemyslenie to w rzeczywistosci cudza mysl, ktora znalazla swoj odpowiednik u innego czlowieka i zostala przez niego przyciagnieta, ale dziala to w ten sposob, ze przyklejajac sie do niej, na tyle zaweza sie widzenie, ze widac tylko jej "osobistosc". To brzmi idiotycznie kiedy sie o tym slyszy, ale jak mozna obiektywnie to ocenic, jak nie poprzez uniezaleznienie sie od swoich wlasnych pogladow na temat tego, co jest idiotyczne a co nie? Jak mozna sprawdzic, czy ta niedorzecznosc (to dobre okreslenie, bo mowienie od rzeczy, powstaje jako efekt od-utozsamienia sie z rzeczami) w mojej opinii jest faktycznie nieprawdziwa, jesli ta kwestia dotyczy samego myslenia, poza ktore nie moge wyjsc? Prawdziwa madrosc nie jest mysla osobista, ktora samemu sie wytwarza, to jest cos co plynie z gory, co uzywa ciala jako przekaznika. To jest jedyna sensowna funkcja ciala. Dlaczego jest tak, ze gdy przestaje sie samo-okaleczac myslami i starac sie rozwiazac jakis problem, ten problem samo-rozwiazuje sie, okazujac sie tylko jakas postacia we mgle, a najwieksze odkrycia przychodza jako natchnienie nie wiadomo skad? Bo przestaje stawiac sie opor i pozwala przyjsc czemus, co jest naprawde wartosciowe, synchronizuje sie wtedy z boskim mysleniem.

Prawda jest postawiona do gory nogami. Pisalem o wywroceniu sie do gory nogami niebios, czyli ciala niebieskiego planety i powierzchni, czyli ciala zoltego. Kolor zolty to w negatywie niebieski.

Aniol Slazak napisał/a:
Jeżeli wieczne słowo usłyszeć pragniesz w sobie.
To musisz przestać wprzód słuchać czegokolwiek.


Angelus Silesius herbu Dwuwieże, łac. , właściwie Johannes Scheffler (ur. 1624 we Wrocławiu, zm. 9 lipca 1677 we Wrocławiu).

Jako osoba, byl on raczej zenujacy, ale swoje najwieksze dziela nie pisal jako on, tylko przekazywal madrosc z gory od owego "Angelusa", bedac dla niej kanalem.

Rudolf Steiner napisał/a:
A real artist may create his picture in a lonely desert... gods look over his shoulder; he creates in their company. What does he care whether or not anybody admires his picture?

Akataleptos - 6 Wrzesień 2012, 15:57

Paradoksalnie, a paradoks to scalanie przeciwienstw, to wlasnie to co pisze jest samodzielnym mysleniem, poniewaz wyplywa to ze stanu samo(is)tnosci i nie jest czescia myslenia kolektywnego. To wlasnie to co nazywa sie mysleniem samodzielnym, jest w rzeczywistosci mysleniem zbiorowym, lecz sprawia wrazenie samodzielnego, gdy nie potrafi sie stanac z boku i spojrzec niezaleznie od swych nienaruszalnych pogladow.

Puszczanie ciezarow to najwazniejsza kwestia, a kolejna to scalanie przeciwienstw, czyli paradoksy. Paradoks tak wlasciwie jest efektem puszczenia obciazenia.

Znalesc w sobie miejsce bezruchu najlatwiej jest w swiecie, gdzie wszystko nieustannie sie zmienia. Spokoj najlepiej jest znalesc w nieustannej walce, znalesc w sobie to "oko" samo niewidziane i nie do uchwycenia i isc z jego swiadomoscia przekraczajac wszystkie "ostatecznosci". Inny paradoks to to, ze wszystko jest pelne zycia, ale w ostatecznosci we wszechswiecie jest sie samemu, poniewaz cala reszta jest jak odbicie w lustrze. Kolejny jest taki, ze gdy chce sie wszystko kontrolowac, to ta kontrola nieustannie sie wymyka, gdy chce sie myslec swymi myslami, to juz samo to pragnienie zawiera w sobie informacje, ze mozna myslami nie kierowac i w ostatecznosci nie kieruje sie nimi. Ja pozwalam myslom przyplynac samym, dzieki czemu nie chyb(i)am celu. Jesli nie ma mysliciela mysli, nie ma kto sie pomylic. Jesli wiem, to wiem, jesli nie wiem, to wiem, ze nie wiem, ale nie bedzie to chybo-tak-nie.

Akataleptos - 6 Wrzesień 2012, 23:08

Cytat:
Ma nature pasozytnicza, jego zadaniem jest tworzenie dziur w polu energetycznym i przyciaganie smieci.


W kosmosie jednak nic sie nie marnuje ostatecznie, wszystko ma swoje miejsce w ekonomii kosmosu, kazda energia, nawet najpodlejsza, moze zostac rozpuszczona i przetransformowana, mozna to nazwac recyclingiem. Wszystko rozchodzi sie o zawezenie badz poszerzenia pola widzenia.
Pisalem o "czarnych dziurach", ktora to nazwa w ogole nie jest adekwatna, poniewaz to przybiera wyglad czegos niezwykle atrakcyjnego i swietlistego, jako o ekstremalnym przejawie negatywu, jako o kosmicznych, pajeczych aktorach-wszechstworcach, starajacych sie kontrolowac i "jednoczyc" sie ze wszystkim. One pelnia role takich przetwornikow, dzieki ktorym rownowaga zostaje utrzymana.
Taki pajaczek pelni w swoim mniemaniu okreslona funkcje, ale swoje mniemanie jest uwarunkowane zawezeniem pola widzenia, gdy pole widzenia sie poszerza, pajaczek wykonuje inna prace, na rzecz utrzymania rownowagi.

Goethe napisał/a:
Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro.


W tym sensie, ostatecznie zla nie ma, ale samo umyslowe przyswojenie tego faktu nie wyzwala, bo dopoki siedzi sie w srodku tego, to jest sie temu podleglym.

Zdrowy rozsadek przestaje miec jakiekolwiek zastosowanie wobec takich spraw.
Dlatego wlasnie "wszystko mi jedno"/jestesmy jednoscia i niczym sie nie przejmuje.

To reprezentuje symbol yin yang, ze nawet ekstremalny przejaw negatywu juz sam w sobie zawiera mozliwosc pozytywu, a wiec nie ma mozliwosci by odpasc od calosci, zawsze calosc tak sie samo-organizuje, ze wszystko wychodzi na zero.

Akataleptos - 8 Wrzesień 2012, 11:47

Cytat:
Ten umysl jest totalnie mechaniczny, (sam w sobie pozbawiony czucia) ludzie wiec czczac ukrzyzowanego, czcza cyborga


Filmik ;)

Akataleptos - 8 Wrzesień 2012, 15:54

Inny odpowiednik tej samej sceny: Filmik

Zarowno Terminator jak i Frank byli wyslancami z tzw. przyszlosci, ktorzy chcieli namieszac.

Uwazam, ze lepiej miec za przyjaciela kogos, kto widzi, bo "jesli slepy slepego prowadzi, obaj wpadna do dolu".

Akataleptos - 8 Wrzesień 2012, 20:44

To jest dobry obraz ukazujacy w jaki sposob przychodzi natchnienie od Pierzastego/Teczowego Weza:

Ilustracja

Pisalem o "paleniu zielonego" w odniesieniu do czakry serca, ale nie polecam tzw. palenia trawy. To co sie sprzedaje jest nafaszerowane jakims dziadostwem, ktore ma uzalezniac, ludzie to pala i mysla, ze od tego system sie wali, podczas gdy system wali ich, robiac z siebie clownow.
W organizmie czlowieka znajduja sie juz gotowe wszystkie substancje, dzieki ktorym wyzwala sie z sztucznie nalozonych ograniczen. Przede wszystkim chodzi o wegiel, ktory dzieki oddechowi i odklejeniu sie od klebowisk mysli rozpala ogien, zmieniajac sie tym samym w duchowy krysztal.
Cztery zywioly lacza sie w "piatym elemencie", ktore ja nazywam Czarna Madonna.
Podobnie jak piec rozszczepionych zmyslow scalaja sie w Widzeniu.
Dostac prawdziwego "kopa" mozna dzieki zastosowaniu dluzszego postu, powiedzmy, ze tygodniowego, podczas ktorego bedzie sie pic tylko wode, polaczonego z cwiczeniami fizycznymi i nieustanna swiadomoscia oddechu. Nalezy przestac filtrowac swiat przez te wszystkie kondony, poczuc wszystko co sie dzieje calym cialem. Wazne, by nie bylo to nastawione na poszczenie samo w sobie, by to nie stalo sie jakims ascetyzmem dla samego ascetyzmu, ktore oslabia i ktorym moga zywic sie jacys astralni narkomani, chodzi wiec przede wszystkim o post od umyslu i tozsamosci, ktore nieustannie wytwarza. Tozsamosc ascety to jest caly czas jakas tozsamosc. Jest to bardzo subtelna, ale i kolosalna roznica. Kiedy cialo jest poddawane skrajnosciom, a umysl pokusom, wtedy te tozsamosci cierpiace szybko sie ujawniaja ze swoich kryjowek i wtedy mozna je przypalic ogniem uwagi. Czlowiek jest w stanie zniesc o wiele wiecej niz to mu sie zdaje, oceniajac to przez pryzmat osobowosci ukrzyzowanej, pozbawionej energii. Umysl bedzie mowil "nie dam rady" - ale gdy to nie znajdzie swego punktu zaczepienia w identyfikowaniu sie z tym, jesli pozwoli sie temu glosowi wygadac i nie przyczepi sie do niego - wtedy dostaje sie wlasnie zastrzyk mocy z gory - Swietego Szczytu - Slonca, ktoremu pozwoli sie osadzic w sercu. Takie sa paradoksy, ze aby uwolnic sie od ciala, trzeba przede wszystkim je sobie uswiadomic i je poczuc, i objac je duchowym widzeniem, poniewaz cialo samo w sobie jest nieswiadome i dzielem slepoty. Najskuteczniej pozbywa sie ciala, gdy jest podawane skrajnosciom jednoczesnie bedac nietknietym przez to co je spotyka.

Inna sprawa to gromadzenie energii seksualnej, ktora w wiekszosci przypadkow jest marnotrawiona. Nudny, pozbawiony energii seks zasila kolejne pozbawione energii pokolenia. Wiekszosc ludzi, nie wylaczajac z tego siebie, jest efektem nudnego dupczenia, trzeba wiec energie nadrobic. Nie koniecznie musi sie to wiazac z tzw. celibatem, ale nie marnotrawienia trzeba sie nauczyc. Dewiacje seksualne wsrod np. ksiezy biora sie stad, ze system koscielny dziala w oparciu o schemat, ktory takie dewiacje pielegnuje. Pojawiaja sie pragnienia, znajduja one punkt zaczepienia w postaci nie mogacej sie zaspokoic tozsamosci, nie moze znalesc innego ujscia, jak w jakis dewiacjach. Caly system skierowany jest przede wszystkim przeciwko dzieciom.

Dzieki takiemu oczyszczeniu z wszelkich smieci zalegajacych w polu energetycznym, skruszeniu wszelkich tarcz, ktore maja za zadanie przyciagac atak i odbijac tzw. natchnienie Ducha, mozna przezyc cos, co w biblii jest okreslone jako "chrzest Duchem Swietym", czy "przyjecie mocy z wysokosci". Najlepiej jednak nie oczekiwac zadnych cudow ani fajerwerkow, bo jak to juz napisalem wczesniej - oswiecenie jest przebrane w codziennosc. Im mniej fajerwerkow, tym bardziej jest to wiarygodne.

Cytat:
A oto Pan przechodził, a wicher potężny i silny, wstrząsający górami i kruszący skały szedł przed Panem; lecz w tym wichrze nie było Pana. A po wichrze było trzęsienie ziemi, lecz w tym trzęsieniu ziemi nie było Pana. (12) Po trzęsieniu ziemi był ogień, lecz w tym ogniu nie było Pana. A po ogniu cichy łagodny powiew. (13) Gdy go Eliasz usłyszał, zakrył płaszczem swoją twarz, wyszedł i stanął u wejścia do pieczary, a wtedy doszedł go głos: Co tu robisz, Eliaszu?

Akataleptos - 9 Wrzesień 2012, 19:04

Przyklad synchronizacji:

Link

To jest to co pisalem o "nawroceniu", tylko ladniej napisane :P

A tak nawiasem mowiac: dlaczego znikneli z forum wszyscy ciemno-zolci, a zostala garstka niebieskich? ;)

Cytat:
To jest dobry obraz ukazujacy w jaki sposob przychodzi natchnienie od Pierzastego/Teczowego Weza


Mowi sie, ze pijany czlowiek porusza sie jakby tropil weza. To samo mozna powiedziec o kims, kto wyzwolil sie ze sztucznej tozsamosci. Taki "pijany duchem" jedyne czym sie zajmuje to tropienie weza wlasnie, weza teczowego, ze skrzydlami. A kaca nie ma, gdy pijanstwo trwa bez konca.
Mowi sie, ze Swiety Graal to kielich. To jest Slonce w swojej prawdziwej postaci, ktore widzi sie, gdy posklada sie ta kostke rubika centrow energetycznych, gdy zintegruje sie je w sercu. Stad te teksty o tym, ze tylko nieskazitelny wojownik go zdobedzie. Po jednej stronie jest krzyz, trup i lament, a po odwroceniu miecz, tropienie weza i drzewo zycia. Czy to nie jest komiczne, ze ludzie szukaja tego kielicha wszedzie, lacznie z niejakim Hitlerem, podczas gdy swieci on jawnie i nigdzie sie nie ukrywa? Znalesc Graala i napic sie z niego mozna wtedy, gdy zaprzestaje sie poszukiwan. Poszukiwania to balast i tarcze, ktore trzymaja nisko przy ziemi i odbijaja "blogoslawienstwo".

Filmik

Akataleptos - 10 Wrzesień 2012, 13:07

Samo rozpoznanie faktu, ze to co zwane jest mysleniem samodzielnym, samodzielnym mysleniem tak naprawde nie jest, jest jedynie rozpoznaniem trupa. Dopiero wtedy, gdy trupa sie znajdzie i go pozbedzie, wtedy dopiero zaczyna sie zycie nieskonczone i nieliniowe.
Kiedy widze to co pisze sie o "braku ja" w roznych miejscach sieci, to czesto jest to rozpoznaniem trupa i pogodzeniem sie z nim. I wtedy ten trup chodzi i mowi "nie ma mnie, ego to iluzja, nie ma mysliciela mysli" i zafiksuje sie na tym braku mysliciela i wszystko-po-prostu-sie-zdarzaniu spontanicznym. Ale skoro jest tylko spontanicznosc, to dlaczego tacy ludzie sa tacy przewidywalni?

Mozna panowac nad zyciem, kontrolowac je, mozna podejmowac decyzje samodzielnie, ale jest to nie do opisania, poniewaz sa to pozornie sprzeczne ze soba paradoksy. Wezmy np. przeznaczenie. Wszystko juz jest ustalone, przeznaczenia nie da sie zmienic, ale gdy scala sie z tym przeznaczeniem, wspolgra sie z nim, to panuje sie nad nim, bo samemu sie nim jest i samemu sie ustala o losie.

To, ze wszystko po prostu sie zdarza bez kontroli oraz, ze wszystko jest pod kontrola, laczy sie w paradoksie. Kontrola po prostu sie zdarza, wszystko sie zdarza w wyniku decyzji :lol: Nieskonczonosc stroi sobie zarty z tego typu prob okreslania.

I jesli uznac, ze z przeznaczeniem i pozornie decydujacym umyslem jest tak jak z ubraniem, ktore przewraca sie na lewo, ze obie strony ubrania sa tym samym ubraniem, to nawet ten pozornie decydujacy umysl ma wolna wole, poniewaz te pozorne decyzje sa po prostu wolna wola na ktora patrzy sie od dupy strony.

Tak samo jest z tym, czy Absolut jest osobowy, czy bezosobowy. Jest to pelnia przeciwienstw i paradoksow, jest to i osobowe i bezosobowe, wielkie i male jednoczesnie, istniejace i nieustniejace jednoczesnie. Czy wszechswiat ma konkretnego stworce? Tak ma, jest to jedna istota, ktora jest istota "kolektywna", czyli suma tego wszystkiego co jest, objawiajaca sie jako pojedynczy byt. Tak dziala fraktalnosc. Jest stworca wszechswiata, ale zbudowanego ze swiatla, wchodzi natomiast w relacje ze stworcami innych wszechswiatow. Znajduje sie on w "Ungrund" jak to okreslal Boehme, czyli w nieokreslonosci, w ktorej zawiera sie o osobowe i bezosobowe.

Te paradoksy, oraz wiele innych, to nawet nie jest czubek gory lodowej tego, czym nieskonczonosc i nieuchwytnosc jest.

Ja ide z takim nastawieniem, ze wszystko po prostu JEST. Nie wiem nawet, czy cos sie po prostu zdarza, czy ja cos robie. Jesli ja cos robie, to po prostu to jest, jesli wszystko sie zdarza, to tak po prostu jest.

Pisze sobie posty, jeden za drugim, poprawiam sam siebie, pale kartke za kartka jak to robia rozni artysci, nikt mi nie przeszkadza, rozmawiam sobie z Pierzastym Wezem (w roznych kulturach przedstawiany jako np. pawian, czy ibis), ktory nie wiadomo kim i czym jest, czy to ktos inny, czy to ja sam, skoro uczy mnie, ze wszechswiat jest lustrem.

Akataleptos - 11 Wrzesień 2012, 12:29

Cytat:
Czy wszechswiat moze istniec niezaobserwowany?


Teraz bardzo prosta rozkmina:

Gdyby uznac, ze swiadomosc jest funkcja materii, ktora tworzy ja laczac sie w rozne zwiazki, to wyobrazmy sobie, ze nastepuje kosmiczna katastrofa, wszyscy ludzie w cialach gina, zwierzeta tez. I od tej pory mamy swiat materialny, ktory istnieje, a ktory jest nieuswiadomiony sobie przez cokolwiek. Planety sie poruszaja, gwiazdy sie tworza, czarne dziury zasysaja, ale to wszystko odbywa sie nieuswiadomione i niezaobserwowane. Czy w ogole mozna cos takiego sobie wyobrazic? Juz wyobrazajac sobie to, jak to robia tzw. madrzy ludzie, stawia siebie w roli swiadka. Kiedy mowi sie o laczeniu sie materii w rozne zwiazki tworzace swiadomosc, to stawia sie w roli swiadka czegos, o czym nawet nie bylo wiadomo wtedy gdy to sie dzialo, jak wiec moga to stwierdzic ludzie, ktorych swiadomosc powstala pozniej? To jest tez banalny dowod na iluzorycznosc materii, ktora sama z siebie nie moze istniec niezauwazona. Prawdziwe jest tylko to, co jest samo w sobie widzeniem. Nie znam sie na fizyce kwantowej, tam tez maja niezly pierdzielnik i niepotrzebnie wszystko sie komplikuje, ale nawet tam "odkryto", ze materia jest tworzona przez sam akt obserwacji - ale przeciez to jest oczywista oczywistosc, to wynika samo przez sie. To tak jakby czlowiek szczycil sie tym, ze odkryl , ze jak przymknie oczy, to inni ludzie dalej go widza - hurra, geniusz :lol: A przeciez to dopiero pierwszy krok do wyjscia z psychiatryka :lol: Pan "czarna kropka oswiecenia ", z nic-nie-widzacym okiem, wcisnal czlowiekowi swoj umysl i wciska mu kazda bzdure, ktora lyka jak pelikan, nie potrafiac uniezaleznic sie od samego siebie.

Cytat:
Inna sprawa to gromadzenie energii seksualnej


Co ma wspolnego zasada samopodobienstwa/fraktalnosci z sexem:

Narzad rozrodczy, pepek, klatka piersiowa, to wiekszy odpowiednik jamy ustnej, nosa i oczu.
Kiedy mezczyzna patrzy sie na piersi kobiety, to w rownym stopniu to on patrzy na piersi, co piersi patrza na niego, nie jest to wiec jego wina, tylko podstawowe prawo kosmosu.
Klatka piersiowa, oczy, oddech. Pisalem o kompresowaniu sie calego ciala i zmyslow do nie-fizycznego Widzenia. Dlatego swiadomosc oddechu jest taka wazna, aby tego dokonac. Dzieki doplywowi powietrza trup kontrolowany przez czarna kropke zostaje spalony, wegiel bedacy "kamieniem filozoficznym" poddany ekstremalnej temperaturze zmienia sie w diament, kostka rubika czakr, sama w sobie slepa, scala sie w oku cyklonu w sercu, zaginajac sie tym samym w kule, pelna oczu dookola - miniaturowa gwiazde.
Dlatego stosunek seksualny odbyty bez wynaturzen i zaburzen powinien byc jak jasno-widzenie gwiazd, podczas gdy ludzie traktuja to jak pobyt w WC. To powinno byc jak odwrocenie nieba i ziemi o ktorym pisalem wczesniej, tak ze czlowiek staje sie Sky-walkerem ze swietlnym mieczem.

Cytat:
Pisalem o "czarnych dziurach", ktora to nazwa w ogole nie jest adekwatna, poniewaz to przybiera wyglad czegos niezwykle atrakcyjnego i swietlistego, jako o ekstremalnym przejawie negatywu, jako o kosmicznych, pajeczych aktorach-wszechstworcach, starajacych sie kontrolowac i "jednoczyc" sie ze wszystkim.


Bedac poddanym pajeczej hipnozie, jednoczac sie ze "Stworca", zostaje sie wydymanym w kakaowe oko ;)

Akataleptos - 12 Wrzesień 2012, 19:30

Kiedy sie widzi, to widzi sie, ze wszystko samo w sobie nie ma zadnego znaczenia. Caly swiat, ktory sie spostrzega, z calymi jego dramatami, spostrzega sie dzieki nadawaniu mu znaczenia, dzieki reakcjom nabytym z tzw. przeszlosci, podczas gdy widzenie odbywa sie w wiecznym teraz.
Nie znaczy to, ze nie ma juz radosci, ani smutkow i ze "ma sie wyjebane", to wszystko jest, bo swiat wtedy sie nie zmienia, tylko nie filtruje sie go przez te wszystkie warstwy czakr, cial im odpowiadajacym, widzi sie tym, czym widzi nieskonczonosc. Kiedy radosc jest, to po prostu jest, bez przyczyny, ale to kim jest widzacy, jest przez to nietkniete. Dopiero wtedy, kiedy uniezaleznia sie od swych radosci i smutkow, dobrych i zlych uczynkow, wtedy zycie staje sie naprawde fascynujace, tajemnicze i nieskonczone. Widzenie nie jest czyms, co sie zdobywa, tylko cos, co sie odslania. To co widzi, nie jest czymkolwiek, wiec nikt tego zdobyc nie moze. Kiedy sie widzi, nie ma sie juz niczego swojego, jest sie wiec wolnym od strat. Nie mozna zostac zaatakowanym, bo nie ma sie niczego do obrony. Zycie i walka trwaja bez konca, ale widzacy w walce stoi jednoczesnie tam, gdzie wszystkie poczatki i konce sie znajduja. Nie ma roznicy pomiedzy widzacym, a tym co jest widziane, bo jest to jak lustro w ktorym przyglada sie sobie. Kiedy uniezaleznia sie od swojego kochania i nienawidzenia, ktore jest nic nie znaczace, wtedy znajduje sie milosc, ktora nie nalezy do nikogo i ktora jest bez powodu, wtedy wie sie, co znaczy "a blizniego swego jak siebie samego". Nikt nie jest w stanie robic kochania kogos. Osobowosci same w sobie sa pozbawione czucia. Milosc jest, ale ja, jako ktos okreslony, nie jestem w stanie nikogo pokochac.

Akataleptos - 15 Wrzesień 2012, 20:15

Cytat:
Czas to nie jest cos, co biegnie sobie po lini prostej


Cytat:
prawdziwa madrosc to nie jest cos, co wytwarza sie samemu, lecz cos, co plynie z gory i uzywa ciala jako przekaznika


O ludziach wybitnych mowi sie, ze "wyprzedzili swoja epoke", ale to jest stwierdzenie, ktore wyplywa z ignorancji. Prawda jest taka, ze ludzie, ktorzy tak twierdza, zyja przeszloscia, dlatego to oni sa w tyle, a nie wybitni ludzie ich przescigneli. Kalendarz, ktory traktuje czas liniowo odcina od tzw. wyzszych wymiarow, poniewaz z perspektywy wyzszych wymiarow biegnie on po spirali, kiedy wiec czlowiek odcina sie od poczucia czasu i oddaje sie samo-istnosci, odcinajac sie od kolektywnego umyslu, otwiera sie na natchnienie plynace z gory, ktorego nie wytwarza on sam, a jedynie pozwala przyjsc czemus, co juz jest wyzej, co mozna nazwac "swiatem idei". I jedynie na tym polega genialnosc, to nie ma niczego wspolnego z wysilkiem myslenia, ze im wiecej bede nad czyms myslal, tym bardziej fascynujacy bedzie pomysl. Nie da sie wymyslic czegos czego nie ma, to chyba oczywiste. Wysilek przyczynic sie moze do przyjscia natchnienia w ten sposob, ze kiedy juz ma sie dosc bezowocnego wysilku i puszcza sie go, wtedy nie wiadomo skad przychodzi pomysl, bo juz sie go nie blokuje swoja "samodzielnoscia".

Akataleptos - 16 Wrzesień 2012, 18:20

Istoty z tzw. wyzszych wymiarow, ktore autentycznie opiekuja sie ludzkoscia, tak samo potrzebuja ludzi dzieki ktorym moga wzniesc sie wyzej, jak i ludzie potrzebuja ich by wyzej sie wzniesc. Wiele z upadlych istot to te, ktore opiekujac sie ludzkoscia w swoim procesie wzniesienia zatrzymaly sie, przez co wypadly z tej duchowej synchronizacji i staly sie jak kij wkladany w szprychy, to z kolei stanowi konieczne wyzwanie. I tutaj robi sie niezly pierdzielnik, bo te wkladajace kij w szprychy staraja jak najbardziej upodobnic sie do tych oryginalnych, mowia o wznoszeniu sie wyzej, podczas gdy zagladajac za ta maske widac, ze chodzi tu o probe paralizu i karmienie sie uwielbieniem w celu podtrzymania swych cial.
Wezmy np. zjawisko narkomanii. W poprzedniej kosmicznej epoce na tzw. starym ksiezycu byly odpowiedniki dzisiejszych ludzi, ktorzy obecnie sa aniolami, te istoty kierowaly pewne substancje odzywcze tamtejszym zwierzetom do czegos co stanowilo odpowiednik ukladu krwionosnego. Wtedy to bylo pozyteczne. Poblazali sobie jednak, swiat poszedl do przodu, pociag ruszyl dalej bez pytania, i teraz kontynuuja swoja dawna role na ludziach, ktorym szkodza, dajac im poczucie falszywego odlotu. To mocne uproszczenie, ale daje jakies pojecie w jaki sposob to sie odbywa.

Jedna z najwazniejszych zdolnosci jakie nalezy zdobyc w dzikim wszechswiecie to umiejetnosc zagladania za maski i rozrozniania z czym na sie do czynienia, a ta zdolnosc uzyskuje sie przede wszystkim dzieki uniezaleznieniu sie od swych wlasnych masek ;) i patrzenia wzrokiem niezaleznym. Wtedy zyskuje sie wzrok, ktory skanuje na wylot i ktory sam w sobie jest ochrona, jak lustro przed spojrzeniem bazyliszka.

Jesli jakas grupa istot z wyzszego wymiaru chce wspoldzialac z grupa z nizszego, to musza zsynchronizowac sie na tyle, by stalo sie to jak lustrzane odbicie, gdzie jedna i druga strona jest tak samo wazna. W centrum tego "lustrzanego kwiatu" jest cisza, Absolut. Jesli najwazniejsza postacia, swego rodzaju "mentorem" z drugiej strony jest np. Hermes - poslaniec bogow, to jego odpowiednikiem jest postac pozornie najmniejsza i najmniej wazna, "chlopiec na posylki". W ten sposob tworzy sie klamerka obejmujaca i spajajaca wszystkich. Jeden dziala przez drugiego, drugi jest potrzebny pierwszemu i ostatecznie sa nie do odroznienia i kazde poczucie wyzszosci w stosunku do kogos innego automatycznie powoduje rozpad. Na tym polega "hierarchicznosc" swiata duchowego, ktora jest kompletnie wypaczana. W calym tym matrixie, wszystko co jest autentyczne i bez jakis skrzywien, odbywa sie w ukryciu, a gdy to co w ukryciu ujawnia sie i rozpowszechnia, zostaje bruatlnie potraktowane, jak to bylo np. z katarami, stara sie wpuscic do srodka wirus, ktory ma sprawic, ze to co nieskazitelne od srodka gnije, sieje sie dezinformacje, lub zaklada sie cos skrzywionego pod ta sama nazwa i to sie rozpowszechnia. Tak to bylo chocby z calym chrzescijanstwem. Wszystko odbywa sie na zasadzie samopodobienstwa, jesli tylko czlowiek pozbedzie sie swoich iluzji, nie zostanie on z tym w pojedynke, lecz zacznie formowac sie te odbicie lustrzane. Tym zajmuje sie sam Duch, ktory moze przemowic np. poprzez sen, jak to bylo np. w tym przypadku. Ta pani poznala mnie (chlopaka z balonem) dopiero po tym snie.

Akataleptos - 17 Wrzesień 2012, 19:11

Cytat:
Oswiecenie przebrane w codziennosc


Cytat:
jakby przechodzic przez nieruchome sceny, ktore wprawia sie w ruch poprzez sam akt obserwacji


Jak to sie dzieje, ze czesto najwiekszymi dzielami sztuki sa np. obrazy, czy zdjecia, ktore przestawiaja zwykle sceny z dnia codziennego, sloneczniki, krzeslo itp.? Albo w muzyce np. jazda na rowerze. Aby to uchwycic, trzeba pozwolic umyslowi znieruchomiec i znalesc nieruchomy i nieuchwytny punkt obserwacyjny, wtedy mozna uchwycic prawdziwa nature pozornie glupiej sceny, ktora nieprzefiltrowana zawiera w sobie glebie. Bog kreujac wszechswiat potrzebuje do kreacji nieruchomego punktu obserwacyjnego i nie kreuje czegos czego nie ma, lecz wydobywa to co jest, ze stanu nieprzejawionego. Sam akt obserwacji wprawia w drgania nieruchoma, nieskonczona i bezbarwna przestrzen, wydobywajac z niej kazda mozliwosc. Zarowno obserwacja jak i kreacja odbijajaca sie w nieskonczonym lustrze, odbywa sie spontanicznie i nieprzewidywalnie, nawet dla samego Kreatora, niejako "automatycznie" tzn. bez potrzeby ingerencji i "robienia" tego co sie kreuje, czy cos robiac, czy czegos nie robiac, to niczego nie zmienia, trwa od zawsze w wiecznym teraz, nie bylo konkretnego momentu w ktorym nastapilo "pierwsze spojrzenie". Tym sa nizsze i wyzsze wymiary, to predkosc przewijania, zmiana koncentracji uwagi poprzez nieruchoma przestrzen. Aby wzniesc sie wyzej, trzeba znalesc w sobie to nieruchome oko i stac sie swego rodzaju wojownikiem-artysta-jasnowidzacym. Wszystko co widziane, jest ostatecznie nieruchome, to jest kolejny paradoks. W "matrixie" pokazano to w dosc naiwny sposob.

Akataleptos - 17 Wrzesień 2012, 21:51

Cytat:
Cztery zywioly lacza sie w "piatym elemencie", ktore ja nazywam Czarna Madonna.
Podobnie jak piec rozszczepionych zmyslow scalaja sie w Widzeniu.


Czy mozna wyobrazic sobie, slyszenie kolorow przy jednoczesnym widzeniu dzwiekow itd. odbierane calym swoim cialem? Przy jednoczesnym nie-fizycznym orgazmie, ktory nie ustaje, lecz tylko sie rozprzestrzenia, ktory daje poczatek nowym planetom. Przeciez Slonce to nic innego jak czlonek w erekcji. Bezwstydne troche, prawda?
Nie powinno tez sie ograniczac do pieciu znanych zmyslow, czy czterech zywiolow, tego jest wiecej. Wszechswiat jest nieskonczenie tajemniczy i fascynujacy.
Do tego wszystkiego dodac nie-liniowosc czasowa, wglad w tzw. przeszlosc i przyszlosc.
To co czlowiek mysli, mowi, czuje, to przy dostrojeniu sie wyzej, jest widoczne jako np. muzyczny falsz, czy jako zjawisko atmosferyczne. Kiedy przed kims dostrojonym pojawia sie czlowiek, ktory chce go oszukac, to widac to jak na dloni, tego nie da sie ukryc. Prawdziwa anielska istote, czy jakiegos boga, trudno jest wiec oszukac ;) Tzw. czytanie w myslach nie jest zadnym cudem, poniewaz mysli nie sa w ogole czyms osobistym, w wyzszych czestotliwosciach sa zwyczajnie widziane.
Zostalo to w jakims stopniu oddane np. w "dragon ballu " kiedy to wojownicy zwiekszali swoja moc, zmieniajac tym samym pogode.
Przykladowo wiatr sloneczny jest widoczny nizej jako fizyczne zjawisko, natomiast wyzej jest to istota, ktora emanuje "fala uderzeniowa", ktora ma moc scalic cialo zolte i niebieskie planety, czlowieka i innych istot. Takie dzialanie Slonca nie usmiercilo by kogos szczerego, kto nie udaje kogos kim nie jest, poniewaz wtedy dla swiata fizycznego, ktory zostalby roztopiony, autentyczny czlowiek stalby sie przerzoczysty i "katastrofa" bylaby ekscytujacym przezyciem.

Akataleptos - 19 Wrzesień 2012, 17:27

Nikt nie chce byc wolny, a kiedy ktos mowi, ze chce, to tylko tak mu sie zdaje. Ja takze w calym swoim zyciu nie chcialem znac prawdy o sobie ani o swiecie ktory stwarzalem. Nikt, lacznie z Jezusem i Budda. Kiedy mowi sie o wyzszych wymiarach, zywych gwiazdach i planetach, nieskonczonej przestrzeni, to czlowiekowi zdaje sie, ze on tego chce, ale tak naprawde wszystko co robi i o czym mysli, robi tylko po to, by tego nie osiagnac. Jest to porazajaca prawda.
To cale chcenie nalezy wlasnie do tego, czego nalezy pozbyc sie, gdy aspiruje sie ku nieskonczonosci, to chcenie nalezy wlasnie do sztucznej osobowosci, calkowicie niereformowalnej, pozbawionej czucia i ktorej nie da sie zmienic. Mozna to tylko zaakceptowac, spojrzec prawdzie w oczy i uznac, ze nigdy nie chce sie uwolnic ze swoich wlasnorecznie nalozonych ograniczen. Samodzielnosc, samo(is)tnosc w nieskonczonosci jest przerazajaca, tak jak pies ktory wiele lat byl przywiazany lancuchem do budy, ktorego jedynym zadaniem bylo szczekanie na pojawiajace sie przed nim sceny, nagle puszczony, nie wie co ze soba zrobic. Gdzies uslyszalem, ze to nie strach jest tym co czlowieka blokuje, lecz strach przed baniem sie. Strach sam w sobie nie jest zadna przeszkoda, jesli przezywa sie go swiadomie. To tak jak z kolejka gorska w wesolym miasteczku.
Wielu chcialoby spotykac sie z prawdziwymi anielskimi, boskimi istotami, ale kiedy takie spotkanie nastepuje, to natychmiast w obecnosci kogos takiego czuje sie zaatakowanym, poniewaz ta moc zabija tego trupa, wszystkie jego sprzecznosci wpadaja w poploch i nastepuje zwarcie i marzy sie o powrocie do swego "bezpiecznego" swiata. To z reszta sprzecznosc, bo najbardziej niebezpiecznym obcym bytem, jest to, co czlowiekowi sie wmawia od urodzenia, ze tym jest, ze jest jakims kontrolerem ciala zamknietym w tym pojezdzie, wrazliwym na byle dmuchniecie ze strony niebezpiecznego swiata. Dlatego wspolpraca z nimi odbywa sie "na odleglosc", uzywajac ciala, ktore jest filtrem, jako przekaznika dla tego, co mogloby zintegrowac to rozszczepienie i sprzecznosci, blokujace swobodne poruszanie sie w wyzszych swiatach.

Akataleptos - 20 Wrzesień 2012, 13:34

Krolowa nauk nie jest matematyka, lecz astrologia. Gwiazdy i planety tworza organizmy, zawiera wiec w sobie biologie, polozenie gwiazd i planet wplywa na charakter i zachowania, a wiec zawiera psychologie i historie ludzkosci, mozna tak dalej i zawsze dociera sie do astrologii. Dlatego jej prawdziwa natura jest tak wykrzywiana i osmieszana. Negatywne istoty chcace kontrolowac innych tez o tym wiedza, dlatego kontrola odbywa sie na poziomie planetarnym, np. Saturn, ktory prowadzi "bitwe" ze Sloncem o utrzymanie swej nadrzednej pozycji w tym ukladzie, ktory za pomoca siedmiu pierscieni kontroluje "cialo teczowe" czakr utrzymujace w dualizmie pozytywu i negatywu, poprzez ktore postrzega sie swiat. Jest magiem (od magnetyzmu) wielosci, Slonce natomiast jest zamieszkiwane przez "Starozytnych" - kreatorow/zapladniaczy ze swiatla nierozszczepionego, elohimow, czlonkow w erekcji (od elektrycznosci, przedrostek "el" w imionach np. Micha-el, Paw-el, Dani-el, Jezus w biblii nazwany byl tez Emmanu-el, natomiast razem z Maria Mag-dalena jako jego "blizniaczym plomieniem", to jak uosobienie elektro-magnetyzmu ). Saturn przeszkadza w tworzeniu implozji rozszczepionych centrow w sercu - serce to odpowiednik Slonca , a takze rdzeni planetarnych. Oprocz planety Ziemi, problem z tzw. matrixem w tym ukladzie maja/mialy problemy planety Mars, Maldek (Namek? ;) Jej cialo fizyczne zostalo zniszczone i obecnie istnieje jako pas asteroid), czy Wenus.

Funkcje zyciowe organizmow, oddech, Umysl (ten przez duze U, ktorym w ukladzie slonecznym jest Merkury - Hermes, kurier, poslaniec niosacy wiedze), to wszystko jest kreowane i podtrzymywane przez gwiazdy, czlowiek jest "miniaturowa gwiazda", ukladem slonecznym w miniaturce i opuszcza matrixa tylko przez "nawrocenie sie" ku sercu Slonca, dlatego uswiadamianie sobie tego wszystkiego wraz z "oswieceniem", ze nie jest sie tego wykonawca (nikt nie wie jak bic swoim sercem, albo jak sprawic, by oko widzialo swiatlo - i nikt tego nie robi) jest tym, co wznosi ku nim, poniewaz wszystkie odbywa sie na zasadzie samopodobienstwa. Ta pulapka robienia wszystkiego jest swiatem, na ktory patrzy sie z drugiej strony, znowu dam tu na przyklad odwracanie swetra na lewo. Tyczy sie to rowniez istot manipulujacych ludzkoscia, bo robia cos w swoim mniemaniu, chociaz pracuja jednoczesnie nad tym, by czlowieka wyzwolic - i to ludzie beda ich "nawracac", gdy juz sami przejda na druga strone, to tylko pokazuje geniusz boskiej madrosci. Prawdziwa tajemnica sukcesu i kontroli/samoopanowania lezy w tym, czego wlasnie sie nie robi. Kiedy idzie sie z ta swiadomoscia przez zycie, to to, co jest zywe, unosi sie ku gorze w rejony niedostepne dla "sil ciemnosci", a to co martwe, bez czucia i co jest balastem pozostaje na zewnatrz. Ukrzyzowanie bylo niczym innym jak ekstremalna demonstracja tego. Cialo samo w sobie jest martwe i wydaje sie byc zywa "Jaznia" tak jak plonaca kula zelaza wydaje sie byc sama tylko kula ognia.

Akataleptos - 20 Wrzesień 2012, 15:56

Moc nie-dzialania ukazywal Castanedzie Juan Matus, czy Jezus, ktory wykorzystywal ta moc, by np. ukazywac sie apostolom pod postacia dziecka, jak to czesto robil.
To nie jest nic nadprzyrodzonego, nie ma czegos takiego jak cuda i lamanie praw kosmicznych, jest tylko wiedza jak je uzywac, wystarczy tylko uniezaleznic sie od tego, co niby sie "wie", a mozliwe staja sie rzeczy niewyarygodne.

Link

Czas nie biegnie po lini prostej, wiec czy podroz w czasie i tzw. jasnowidzenie jest cudem? Wszystko jest nieruchome, wiec mozna natychmiastowo "teleportowac" sie z jednej planety na druga, czy jest to cud?Mysli sa falami, ktore sa nadawane na jakiejs czestotliwosci, sa widoczne gdy scala sie zmysly, wiec czy czytanie w myslach jest cudem? Oprocz ciala fizycznego, sa ciala szybciej wibrujace, ktore dla fizycznego sa przezroczyste, wiec scalajac cialo fizyczne z ktoryms z szybszych mozna przechodzic przez "stala" materie - to juz bardzo niedlugo sie objawi.
I do tego wszystkiego nie jest wymagana skomplikowana technologia, kosmiczne statki (prawdziwe anielskie, boskie istoty, nie poruszaja sie statkami ze srubek i metali, sa one wytworem samej tylko intencji, mocy - tak po prostu, jest intencja statku i oto jest statek, a ktos kto porusza sie ciezkimi statkami metalowymi - upadl bardzo nisko), wystarczy sama swiadomosc i upraszczanie zycia, bo zycie w istocie jest bardzo proste, to umysl czyni je trudnym.

W kosmosie nie ma miejsca na lamanie podstawowych praw.

Akataleptos - 20 Wrzesień 2012, 21:31

Przeslanie od istoty negatywnej z piatego wymiaru :lol:
Akataleptos - 21 Wrzesień 2012, 16:47

Cytat:
Umysl (ten przez duze U, ktorym w ukladzie slonecznym jest Merkury - Hermes, kurier, poslaniec niosacy wiedze)


Czym jest Umysl prawdziwy mozna tylko poznac, poniewaz wyobrazajac go sobie, robi sie to umyslem pozornym, proste.
Mozna dojsc do tego poprzez negacje i odwrocenie, czyli:

Umysl pozorny: tworzacy na zewnatrz obraz martwego swiata pozbawionego czucia, obcego, rozszczepiajacy i tworzacy podzialy, chaotyczny, tworzacy wrazenie wykonawcy czynnosci, zamykajacy w ciasnych formach, "eksplodujacy", kierujacy energie na zewnatrz, wampiryczny, oparty o reakcje w przeszlosci, chwytajacy, w ciaglym ruchu, rozgadany, mechaniczny.

Umysl prawdziwy: widzi swiat jako rozumny, swiadomy, bedacy lustrzanym odbiciem samego siebie, scalajacy przeciwienstwa, rozwiazujacy sprzecznosci, synchronizujacy, samo(is)tny, rozprzestrzeniajacy sie, implodujacy w sercu, samozwiekszajacy swoja moc, bez podparcia, w wiecznym teraz, nieuchwytny, w bezruchu, milczacy, spontaniczny.

Czlowiek znany jako Georg Wilhelm Friedrich Hegel, ktory byl czlowiekiem wiedzy, powiedzial:

Cytat:
Co jest rozumne, jest rzeczywiste; a co jest rzeczywiste, jest rozumne.


Cytat:
Kto patrzy na świat rozumnie, na tego i świat patrzy rozumnie.


Cytat:
To, co jest wytworzone z formy czystej myśli, a nie mocą autorytetu, tylko to należy do filozofii.


jam to napisał/a:
Saturn, ktory prowadzi "bitwe" ze Sloncem o utrzymanie swej nadrzednej pozycji w tym ukladzie, ktory za pomoca siedmiu pierscieni kontroluje "cialo teczowe" czakr utrzymujace w dualizmie pozytywu i negatywu, poprzez ktore postrzega sie swiat. Jest magiem (od magnetyzmu) wielosci


Jesli ktos siedzial kiedys troche na IRC-u to powinien zalapac porownanie z wpuszczaniem klonow na kanal przez bylego admina kanalu #uklad_sloneczny, ktory to admin zostal zbanowany. Klony zalewaja chaosem i bylejakoscia, tworzac lagi, wchodza w mechaniczne interakcje z innymi uzytkownikami. Problem zostaje jednak rozwiazany przez adminowska, bezinwazyjna madrosc i spryt, niejako "teleportujac" uzytkownikow prawdziwych, zostawiajac na zewnatrz klony, ktore pozostawione zostana jedynie w swoim towarzystwie, ktore same nawzajem sie zapetla i nastepnie wyrzuca po wielkim lagu. Nawiasem mowiac, predkosc swiatla jest wlasnie takim lagiem.

Akataleptos - 22 Wrzesień 2012, 11:54

Czesto mowi sie: badz soba, miej swoje zdanie, umiej sie postawic - ale to sa bzdury, bo gdy tylko od samego siebie sie uniezalezni, wtedy zobaczy sie, ze nigdy swojego wlasnego zdania sie nie mialo. Nie mam swoich opinii na temat swiata ani ludzi, oczywiscie opinie pojawiaja sie z racji tego, ze zalogowany jestem do "matrixa", ale dzieki temu ze nie przyklejam sie do nich, moge widziec je jako to czym sa - uwarunkowaniami, nawykami. Nie w tym sensie, ze bycie soba jest bzdura, lecz to w jaki sposob to bycie soba sie traktuje. "Badz soba" najczesciej slychac w reklamach, bedziesz soba jesli uzyjesz tego szamponu, albo dezodorantu, czy w srodowiskach zajmujacych sie duchowym rozwojem: bedziesz soba jesli oczyscisz ta czakre, bedziesz soba jesli staniesz sie oswiecony. Caly czas sa warunki: bedziesz - jesli. Lecz prawdziwe bycie jest nieuwarunkowane okolicznosciami, wszystko to o czym pisze sprowadza sie do dwoch kwestii: po prostu badz oraz nie stawiaj oporu.
Prawdziwy rozwoj, rozprzestrzenianie sie swiadomosci w nieskonczonosc, to odwrocenie tego co ludzkosci sie proponuje. Najpierw badz soba, odnajdz siebie w nieskonczonej tajemnicy, odnajdz to "oko" nie do ruszenia, a dzieki temu, ze je odnajdziesz, kazda przeszkoda i blokada zostanie usunieta, rozpuszczona i przetransformowana. Nie zyj zycia, niech zycie sie zyje, bo wszystko co tylko sie robi jest jakims przebraniem.
Nieskonczona tajemnica to jedyne miejsce w ktorym ktokolwiek i kiedykolwiek sie odnajdzie. Odnalesc siebie poza czakrami, mantrami, medytacjami, modlitwami, calym tym robieniem by w koncu stac sie prawdziwym soba. Byc soba w kazdej okolicznosci, nie stawiac oporu zyciu, to zawiera w sobie wszystko, kazde cwiczenie i kazda medytacje, to najpotezniejsze cwiczenie otwierajace wszystkie drzwi ku nieskonczonosci, ktore sprawia, ze laczy sie z niewyobrazalna potega. Brzmi niepozornie, ale prawdziwa potega tkwi w niepozornych sprawach.

To zabawne jak ludzie reaguja na to, kiedy mowi sie, ze nie sa swoimi myslami, to tak jakby powiedziec komus, ze jak wylaczy kompa, to dalej bedzie istnial, a on sie dziwi i nie dowierza.
Wszystko odbywa sie na zasadzie samopodobienstwa tzn. ze to co nizej, ma jakis swoj odpowiednik wyzej. Pisalem tutaj o istotach pajeczych, anielskich, aktorskich geniuszach. To ma swoj odpowiednik nizej chocby w internecie, gdzie na kazdym kroku jest sie zalewanym reklamami, aplikacjami, "ulatwiajacymi" zycie, ktorych ostatecznie sie nie potrzebuje, a i zdarzaja sie przypadki, gdzie program antywirusowy jest zamaskowanym trojanem. Pisaniem takich programow zajmuja sie kosmiczni no-lifowcy, ktorych jedynym zajeciem jest udoskonalanie swych masek i udawanie w sieci kogos kim sie nie jest. To co zwie sie tutaj rozwojem duchowym, to w wiekszosci przypadkow pakowanie sie bez firewalla i antywirusa do sieci i klikanie na kazde pojawiajace sie okienko. "Oko" o ktorym pisze to jest cos w rodzaju firewalla, mozna sie wpakowac z nim wszedzie i niczego nie przepusci.

Akataleptos - 22 Wrzesień 2012, 18:08

Cytat:
(od elektrycznosci, przedrostek "el" w imionach np. Micha-el, Paw-el, Dani-el, Jezus w biblii nazwany byl tez Emmanu-el, natomiast razem z Maria Mag-dalena jako jego "blizniaczym plomieniem", to jak uosobienie elektro-magnetyzmu )


Dlaczego uwaza sie, ze owocem z drzewa wiedzy jest jablko?

Dlatego

Drzewo to z kolei odwrocone ludzkie pluca.

A ten waz nie taki straszny :P Jest to "teczowy waz" centrow energetycznych, ktore imploduja w sercu/sloncu. To nie Szatan/Saturn jest tym wezem, to wlasnie Saturn, jego siedem piers-cieni przeszkadza w implozji, sprawiajac, ze patrzy sie na swiat bedacy przefiltrowanym przez kondony i blokady tych centrow.

Akataleptos - 23 Wrzesień 2012, 13:07

Cytat:
Najpierw badz soba, odnajdz siebie w nieskonczonej tajemnicy, odnajdz to "oko" nie do ruszenia, a dzieki temu, ze je odnajdziesz, kazda przeszkoda i blokada zostanie usunieta, rozpuszczona i przetransformowana.


Nie chce tutaj przekazac, ze wszystko stanie sie takie przyjemne i ze bedzie sie osiagac same sukcesy. Lecz to, ze nieprzyjemnosci i porazki nie sa przeszkodami.

Nie ma takich stanow swiadomosci, ktore odpowiadaja stanowi zjednoczenia, a ktore odpowiadaja stanowi oddzielenia. To, ze czuje sie przygnebienie, albo, ze czuje sie poszukiwaczem wolnosci nie jest skutkiem tego, ze odpadlo sie od niej. Sa to idee, ktore pojawiaja sie w obrebie jednosci. Idea odpadniecia pojawia sie w tym co jest i nie jest rozna od tego.
To jest gra, ktora wymaga pewnej intensywnosci daremnosci dzialan (jak np. pisanie w tym temacie, przestalem traktowac to jak poscig, lecz jest to juz hobby :P ), ktorej skala jest niewyobrazalna, a ktora rozciaga sie poza ta planete, czy uklad sloneczny. Czlowiek jest zalogowany do tysiecy, czy setek tysiecy roznych gier jednoczesnie, bedac podlaczonym do tzw. wyzszej jazni, gdzie przechodzi podobnie jak tutaj, poprzez poszczegolne epoki, ktore z reszta tez odbywaja sie jednoczesnie (z perspektywy ktoregos z wyzszych wymiarow, nastepna inkarnacja moze odbyc sie w poprzedniej epoce). To wlasnie "pomiedzy" WJ, a inkarnacja odbywaja sie te wszystkie sprawy zwiazane z anielskimi opiekunami w niebiosach, przez ktore daremnie sie przechodzi, ale i nie ma w tym nic zlego, jest to pewna dawka daremnosci, ktora jest wymagana do wylogowania sie z gry. Na tej planecie to juz dobiega konca. Gdyby komus z czytajacych to zdarzylo sie umrzec, to prawdopodobnie zostalby zgarniety przez istoty ze Slonca.
Tutaj moge spotkac kogos totalnie uspionego, ale ta istota moze byc po drugiej stronie galaktyki swiadoma, tak samo jak i ja na innej planecie jestem uspiony. Dlatego proba wyzwalania innych ludzi jest taka daremna, chociaz nawet i to nie jest czyms zlym, w iluzjach nie ma niczego zlego. Wszystko zawsze wychodzi na zero.

To jest zabawa dziecka, ktorego potega jest nieskonczona, ktore bawi sie dla samej zabawy, nie przewidujac jej wyniku, co trwa od zawsze, bez poczatku. Wszystko co jest, jest jednoczesnie poczatkiem i koncem.

Znowu wroce do tych "absolutnych" pajakow, bo to jest swietne. Sa istoty, ktore udaja ostatecznosc, a ktore to udawanie w domysle ma odbywac sie poza jednoscia prawdziwa, ktora jest wszystkim co jest, lacznie z tymi pajakami :lol: Co sie z nimi stanie? Zostaja one rozpuszczane i staja sie innym wyrazem jednosci. Nie ma unicestwienia bo to zakladaloby, ze cos bylo, a teraz znika, a jednosc jest zawsze, moze tylko zmanifestowac sie w innej postaci.

Czy ta "pulapka" jednosci, nieskonczonosci i bezwarunkowej milosci nie jest zajebista?

Akataleptos - 23 Wrzesień 2012, 17:52

Na to, ze nie ma ograniczen jest prosty dowod.
Kiedy ktos wyobraza sobie lisc, albo kwiat, albo cokolwiek innego, to w wyobrazni widzi go jako cos, co ma jakas czarna obwodke wokol, wypelniona w srodku kolorem. Ale jej tam nie ma, wystarczy sie przyjrzec, cokolwiek wziac do reki, a tam nie ma zadnej granicy na koncu przedmiotu, ktora oddziela go od innych przedmiotow. Jak mozna rozpoznac, gdzie konczy sie moje cialo, a gdzie konczy sie jakis mebel? To jest podstawa idei osobnych jednostek, ze jestem ja w ciele, ktorym kieruje jak pojazdem oraz jest reszta swiata. Jesli nie ma tej obwodki, to nie ma mnie - kogos zyjacego zyciem. Teraz prosze spojrzec na postac Harolda na gorze forum w tej obwodce z przyslonietymi oczami. Widzenie wlasnie polega na zdjeciu tej obwodki.

Ilustracja

Na tym tez polega "koniec swiata". Ta obwodka powoduje nieustanne odradzanie sie, ta obwodka jest karma i reinkarnacja :lol: To jest tak samo tragi-komiczne jak to, ze umysl ukrzyzowany jest tylko czarna kropka. I ci wszyscy powazni naukowcy, ktorzy rysuja sobie te wszystkie czastki elementarne :lol:
To wlasnie poprzez "robienie" tych granic powstaja rozne od siebie obiekty, ktorych nie ma, poniewaz jest tylko jednosc. Zawsze widzi sie jednosc, nie da sie jej nie widziec, dlatego nie da sie tego nauczyc, ani wykonac. W jednej z ksiazek Castanedy, Juan Matus uczy go "nie-dzialania" tlumaczac mu bezkutecznie na czym ono polega:

Link

I jaki to ma zwiazek z stonehenge? :P

Kiedy probuje przelozyc na jezyk to co wiem, to wszystko wyglada to jak ignorancja, piszac np. o tym, ze "uswiadamiam sobie oddech", czy "obejmuje uwaga cale cialo", albo "to co martwe i bez czucia zostaje na zewnatrz", to sa stwierdzenia ignoranta, poniewaz nic takiego nie ma miejsca, to jest owy "Martwy Logos". Inaczej jednak sie nie da i tym nie ma co sie przejmowac.

Akataleptos - 24 Wrzesień 2012, 11:36

Prawdopodobnie nigdy nie bylo takiego czlowieka, ktory uwolnilby sie od cielesnych ograniczen poprzez pozacielesne odloty lub mistyczne wizje.
Z tego co widze to uwolnienie odbywa sie w sposob nastepujacy:

Robi sie to co zwykle, idzie sie, albo je, az nagle przychodzi ta oczy wistosc bez przerywania czynnosci: ja tego nie robie. Nie jako mysl, lecz jako sama oczy-wistosc, poniewaz nie ma kogos kto moglby to stwierdzic i sobie to przypisac, to nikogo sie nie tyczy. I to jest koniec iluzji na temat siebie.
Podstawowym bledem (grzechem) jest to, ze uwolnienie tyczy sie kogos, z kogo zostanie zdjety ciezar. To tak jak z Jezusem, nie bylo zdjecia ciezaru, ale gdy przyszlo niesc krzyz, nie bylo tam nikogo, kto by go niosl.
I pozniej mamy legion ludzi, w obramowaniach, ktorych nie ma, ktorzy czcza tego, ktorego nie ma, ktory niczego nie wykonal, nikogo nie zbawil. Czarna kropka, czarne slonce, cien, we wszechswiecie zbudowanym ze swiatla.

Tak samo jest podczas gry w IT, gra sie, robi sie wynik, jest przeskok i jest ta swiadomosc, ze gra sie gra, a nie ja gram w gre.

Ja piszac te posty przez jakis czas je pisalem, az w koncu przestalem je pisac bez przerywania pisania :lol:

Akataleptos - 24 Wrzesień 2012, 15:06

Cytat:
To jest zabawa dziecka, ktorego potega jest nieskonczona, ktore bawi sie dla samej zabawy, nie przewidujac jej wyniku, co trwa od zawsze, bez poczatku. Wszystko co jest, jest jednoczesnie poczatkiem i koncem.


Matrix jest skonstruowany tak, by dziecko na kazdym kroku utwierdzalo sie w przekonaniu, ze na zewnatrz jest niebezpieczny swiat, przed ktorym musi miec sie na bacznosci.

-nie zblizaj sie do kuchenki
-nie jedz za szybko tym rowerkiem
-rozgladaj sie zanim przejdziesz na druga strone ulicy
-nie wlaz w te kaluze, samochod mi zabrudzisz

Natomiast dla gwiazdy bedacej wiecznym dzieckiem w kosmosie nie ma takich znakow ostrzegawczych, moze natknac sie na jakiegos pajeczego wszechstworce, "wielka atrakcje", ale to jak ze skokiem na bungee lub kolejka gorska, jest to zagrozenie kontrolowane i nie ma strachu przed baniem sie, dzieki czemu przezywa sie cos ekscytujacego.

Cytat:
Boru
22:41:00
zobacz Klaudek jaka jest roznica miedzy rzeczywistoscia a matrixem:

Matrix: jest ktos, kto stoi na powierzchni ziemi (odpowiednik wiekszy czakry zoltej), patrzy na martwe gwiazdy zawieszone na sklepieniu niebieskim (negatyw zoltego), uwaza sie za odzielonego od reszty swiata wykonawce czynnosci

Rzeczywistosc: nie ma wykonawcy czynnosci, bez zywych gwiazd nie mogloby rozkwitac zycie i nie da sie niczego wykonac w oderwaniu od nich, to co uwaza sie za wykonawce jest martwe, nie chodzi sie po powierzchni, lecz jest sie Sky-walkerem i zywa gwiazda :P
22:43:02
no i te ramki, nie ma takiego miejsca w ktorym konczy sie powierzchnia a zaczyna sie atmosfera
Klaud
22:43:31
*Wraca i patrzy*.
22:45:09
Dla powierzchni i atmosfery ramek nie ma, ale jak mam kubek, to ten kubek ma jakieś granice. Można to nazwać „ramkami” umownie.
Boru
22:45:35
zaprawde powiadam Ci, kubek Twoj nieskonczony jest
Klaud
22:45:47
Ale jego zawartość nie. :/
Boru
22:46:35
zaprawde powiadam Ci, pragnienia twe picia i picia bez konca ograniczaja

Akataleptos - 25 Wrzesień 2012, 17:32

Cytat:
Czy mozna wyobrazic sobie, slyszenie kolorow przy jednoczesnym widzeniu dzwiekow itd. odbierane calym swoim cialem? Przy jednoczesnym nie-fizycznym orgazmie, ktory nie ustaje, lecz tylko sie rozprzestrzenia, ktory daje poczatek nowym planetom. Przeciez Slonce to nic innego jak czlonek w erekcji. Bezwstydne troche, prawda?


Oczywiscie bedac zalogowanym do matrixa nie mam nieprzerwanych orgazmow :lol: To jest tak, ze dzieje sie zycie, samoistnie, ktorego ja nie zyje, sa opinie i do ktorych sie nie przyklejam, jest oddech, odczucie "zywosci", a ten stan znany gwiazdom, jest odczuwany w zalazku, dzieki temu, ze swoj oddech lacze z podmuchami slonecznymi, ktore z kolei rozpuszczaja wszelkie blokady, kondony filtrujace zycie, co z kolei umozliwia przybycie wiekszej intensywnosci. To wszystko dazy do "podziurawienia" ciala - seksualne stygmaty :P Zamiast odbijac te sloneczne pocalunki, znajduja one we mnie "mieszkanie".

Ilustracja

Cytat:
Slonce natomiast jest zamieszkiwane przez "Starozytnych" - kreatorow/zapladniaczy ze swiatla nierozszczepionego, elohimow, czlonkow w erekcji (od elektrycznosci, przedrostek "el" w imionach np. Micha-el, Paw-el, Dani-el, Jezus w biblii nazwany byl tez Emmanu-el, natomiast razem z Maria Mag-dalena jako jego "blizniaczym plomieniem", to jak uosobienie elektro-magnetyzmu ).


Cytat:
Cialo samo w sobie jest martwe


Czyli Frankenstein dobrze kombinowal z tym wskrzeszeniem za pomoca pradu :P

Akataleptos - 26 Wrzesień 2012, 00:01

Cytat:
sa opinie i do ktorych sie nie przyklejam


Kolejny przyklad "martwego logosu". Idea, ze ktos sie przykleja do mysli i utozsamia sie z tym co mysli o sobie, swiecie i innych ludziach jest po prostu jakas idea odnoszaca sie do innej idei, ale nikt jej nie robi, nie da sie wiec sprawic, ze przestanie sie przyklejac, to jest niewykonalne. Nigdy nie przestalem robic czegos, czego nigdy nie robilem. Nikt nigdy nie zrobil czegokolwiek, by wyjsc poza jednosc, poza to co jest. Nikt nigdy nie zrobil czegos, czego nie da sie zrobic. Nie da sie zdecydowac, ze oto wyjde poza jednosc, a pozniej do niej wroce, decyzja moze byc jako to czym jest, czyli idea nie bedaca poza jednoscia o ktorej nie decyduje ktokolwiek.

Akataleptos - 26 Wrzesień 2012, 14:24

Jestem idiota, ale z pewnoscia nie-skonczonym :lol:
I najfaniejsze, ze nigdy nie mialem "pierdolonej schizofreni", ktorej moznaby przypisac owe odkrycie.

Akataleptos - 26 Wrzesień 2012, 18:11

Cytat:
Jest to gra, ktora wymaga pewnej intensywnosci daremnosci dzialan


To zdanie z kolei sugeruje, ze potrzeba zmeczyc sie swymi poszukiwaniami by nastepnie stwierdzic, ze zawsze bylo sie tam, gdzie sie tego szukalo. I chociaz brzmi to jak gleboka madrosc, to nawet to jest bzdura, chociaz i ona zadnych skutkow nie wyrzadza, to jest po prostu tym czym jest. Bzudra jest dlatego, ze w calym poszukiwaniu, nie ma nikogo konkretnego, kto by te szukanie wykonywal i kogos konkretnego kto moglby sie zmeczyc, nie ma wiec jakiejs daremnej drogi do przebycia, by rozpoznac jednosc, bo nie ma drogi na zewnatrz jednosci z ktorej moznaby wyjsc. Zacytowane stwierdzenie caly czas daje takie poczucie, ze oto gdy juz naprawde sie zmecze, wtedy zobacze ze to nie mialo sensu i wtedy pojawi sie TO, szczegolne doswiadczenie, podczas gdy TO jest tym czym jest :lol:
"To jest tym czym jest" jest to ujeta w inne slowa zasada samopodobienstwa, fraktalnosci, jest to bardziej bezposrednie stwierdzenie niz "jako w niebie tak i na ziemi".
W tym miesci sie cala potega.

Uswiadomic sobie ta oczy-wistosc, ze oto jest sie otoczonym przez nieskonczonosc, we wszechswiecie zbudowanym ze swiatla, samemu jest sie swiatlem, wszechswiat ten jest jedynym zbudowanym ze swiatla, sa inne, nieskonczone, ze siedzi sie na fotelu i to siedzenie jest tym czym jest i jest nieograniczone przez cokolwiek, nie ma ono jakis granic ktore oddzielaja go od innych czynnosci, ze to wszystko jest jakas opowiescia, ktora nie pochodzi z zadnego konkretnego miejsca.

Skad pochodzi to co pisze? Moznaby powiedziec, ze pisze pod natchnieniem niejakiego Hermesa, ale jego natchnienie z kolei skad pochodzi? To przychodzi z nikad i nikt tego nie wykonuje, tak samo jak jest z wszystkim innym, z chodzeniem, jedzeniem, oddychaniem, wiatrem, drzewem itd.

Jeszcze o wolnej woli. Czy wolna wola jest lub jej nie ma, najlepiej jak to mozna opisac, to w ten sposob, ze wolna wola jest, ale jest wolna dlatego, ze nikt jej nie posiadl ;) Jest to bezosobowa moc ku odkrywaniu nieskonczonosci, ktora jest tym czym jest.

Akataleptos - 27 Wrzesień 2012, 15:22

Zabawne jest to, jakie ego ma wyobrazenia na temat tego, jakiego stanu doswiadczy, gdy sie juz go pozbedzie. Ze oto nastanie pustka, bezemocjonalna, chlodna obojetnosc, brak wspolczucia, podczas gdy stan gdzie wszystko jest tym czym jest i nie ma osob, jest jedynym prawdziwym wspolczuciem. Ego zawsze przedstawia ta prawdziwa zywotnosc jako cos martwego, chociaz z tymi wszystkimi swymi emocjami samo jest martwe, wiazka mechanicznych reakcji. Osoby nie potrafia czuc, to jest niewykonalne, jest maska wspolczucia, maska milosci, swiatla, za ktora kryje sie pajecza szkarada ze swymi chwytajacymi odnozami. Gdy nie ma tego, ktory by wykonywal kochanie, jest ogien w oczach, ktory rozpuszcza te maski i jest milosc, ktora jest tym czym jest, bez przyczyny i niezalezna od okolicznosci. Politycy, wybitnie czujace jednostki, pomagajace dzieciom w biednych krajach, za pomoca szczepionek. Brak jednostki, obojetnosc, bezemocjonalnosc, cos tu nie gra, prawda? To nie jest na odwrot?
Ego caly czas kalkuluje, ze gdy sie uwolnie, wtedy nastapi taki a taki stan, bez cierpienia, bolu i strachu podczas gdy nie ma nikogo nie ma juz takiej kalkulacji, moze byc cierpienie i bol, jest nieustraszonosc nawet przed baniem sie, ale nie w tym wszystkim nie ma kogos oddzielnego kogo by to dotykalo. To jest wlasnie bezwarunkowa milosc, calkowicie poza opisem i nie do uchwycenia.

W dzikim i nieprzewidywalnym kosmosie sa istoty, ktora buduja specjalne rajskie krainy dla takich poszukiwaczy, jakies nieslychane swiaty w astralu, surrealistyczne, "narkotyczne", ale to caly czas upiekszanie wiezienia dla siebie. W srodku wydaje sie to jakas manifestacja zycia absolutnego, ostateczne uwolnienie od ograniczen, chociaz jest to cos syntetycznego i mechanicznego. To, ze prezerwatywa jest bananowa, czy truskawkowa, nie zmienia faktu, ze jest to jakis filtr. Wielu z "czarownikow" dalo sie w to wciagnac, chociaz nawet i to, jest wyrazem jednosci i ostatecznie nie ma to znaczenia.


Zabawny fragment z ew. Judasza:

Cytat:
I znalazł się w Judei
przy swoich uczniach pewnego
dnia. Znalazł ich jak siedzieli
(25) zebrani i ćwiczyli się
w pobożności. Gdy
spotkał tak swoich uczniów 
(34,1)zebranych i siedzących, gdy sprawowali
dziękczynienie  nad chlebem wyśmiał
uczniów (Wtedy) rzekli mu:
„Nauczycielu, dlaczego wyśmiewasz nasze
(5) dziękczynienie . Uczyniliśmy to, co jest
słuszne.” Odpowiedział im
mówiąc: „Nie wyśmiałem was.
Co czynicie, uczyniliście nie
z [waszej] woli, lecz żeby w tym
(10) wasz Bóg otrzymał błogosławieństwo”.
(Wtedy) rzekli: „Nauczycielu, ty
[jesteś posłanym]1 Synem naszego Boga”.
Rzekł im wówczas Jezus:
„Czy poznajecie mnie
(15) w czymś” Zaprawdę mówię
wam, że nikt z (tego) pokolenia
nie pozna mnie wśród ludzi, którzy są
wśród was”. Gdy to usłyszeli
jego uczniowie
(20) zaczęli się gwałtownie oburzać i
gniewać, przeklinając go
w swoim sercu. Jezus zaś gdy
zobaczył ich brak zrozumienia [powiedział]
im: „Dlaczego niepokój
(25) sprowadził (ten) gniew? To wasz Bóg, który
jest wśród was i [jego aniołowie
(35,1) wprowadzili oburzenie do waszych dusz
Ten, który jest mocny wśród was,
spośród ludzi, niech sprowadzi człowieka
doskonałego i niech stanie on
(5) przede mną, przed moim obliczem ”.
I wszyscy powiedzieli: „jesteśmy mocni”. Ale ich duch nie mógł
się odważyć, aby stanąć w jego
obecności, poza Judaszem
(10) Iskariotą. On był w stanie
wystąpić w jego obecności. Nie był
jednak w stanie, aby spojrzeć na
niego, w jego oczy, ale
odwrócił swą twarz do tyłu.

Akataleptos - 28 Wrzesień 2012, 15:17

Dlaczego nie ma odpowiedzi na pytanie "jaki jest sens zycia"? Dlatego, ze istnienie jest bez pytania, a pytania i odpowiedzi podlegaja isteniniu. Jesli jest tylko jednosc, ktora jest tym czym jest, to kto moglby zadac pytanie i od kogo mialby odzyskac odpowiedz? Potrzebaby tu kogos innego, cos poza mna w tej jednosci, co jest sprzecznoscia.
Juz samo udawanie sie (dobre okreslenie) do jakiegos nauczyciela i pomysl, ze jednosci trzeba sie nauczyc, jest zbudowane na tym podstawywym bledzie (grzechu), ze jest cos poza mna. Nauczycieli spotyka sie tylko w snach, odpowiedzi ktore daja wydarzaja sie w snach, zostaja wygenerowani przez wlasne pragnienia. Istnienie jest nienauczalne, nie bylo takiego momentu przed powstaniem istnienia, kiedy nieistnienie nauczylo sie istniec.
Wspolpraca z istotami z wyzszych wymiarow ma miejsce, ale to jest bardziej jak taniec synchroniczny.

Akataleptos - 28 Wrzesień 2012, 21:33

Cytat:
Zabawne jest to, jakie ego ma wyobrazenia na temat tego, jakiego stanu doswiadczy, gdy sie juz go pozbedzie. Ze oto nastanie pustka, bezemocjonalna, chlodna obojetnosc, brak wspolczucia, podczas gdy stan gdzie wszystko jest tym czym jest i nie ma osob, jest jedynym prawdziwym wspolczuciem.


To samo tyczy sie takiej kwestii jak: styl. Czy brak osobowosci oznacza nijakosc, brak "wlasnego stylu"? Nie ma dwoch takich samych gwiazd na niebie, chociaz zadna z nich nie jest osoba. A teraz wlaczmy TV i spojrzmy na jej "gwiazdy". Jeszcze jakies pytania? Kult osobowosci, czy jakiegos bostwa, wymaga istnienia umyslu kolektywnego, zbiorowego, ktory jest uwarunkowany okreslonymi, ciasnymi schematami i jest kierowany "centralnie". I pozornie. Istoty zwane "szarakami ", czy gadzie, czy owadzie, o biegunie negatywnym, a prezentujace sie jako oswiecone, tez sa jednoscia, ale to jest jednosc kolektywnego, zbiorowego umyslu. Kiedy ktos mowi "jestesmy jednoscia" to najczesciej mowi to w imieniu tej zbiorowosci, poniewaz uwaza, ze to osoba jest tym kto doswiadcza stanu jednosci, oswiecenia, czy jak to nazwac. To prowadzi zawsze do pyszalkowatosci, ego ktore twierdzi o sobie, ze go nie ma, rosnie i rosnie jak nigdy przedtem. Przypadek ludzi tutaj to maly pikus przy tym, co zdarza sie roznym istotom w kosmosie. Planety sa niszczone z tego powodu, ze ktos czul sie bardziej oswiecony. Brak osobowosci to jeden Umysl, ktory manifestuje sie jako roznorodnosc, niepowtarzalnosc i jest samoistny, z "centrum" nigdzie. Ale to nie ma do czynienia z nikim. Kiedy bylem poszukiwaczem, to uwazalem, ze siedze na fotelu, by cos dalej wykonac, kiedy nie jestem poszukiwaczem, jest samo siedzenie na fotelu, ktore jest tym czym jest. Taka jest roznica.

Mozna dac na to porownanie, film matrix reaktywacja, jednosc sklonowanego wielokrotnie Smitha i jednosc Neo/One.
Praktycznie wszystkie nauczania duchowe to jednosc kolektywna i "nie-dualizm" negatywu imitujacego, poniewaz wszystkie te nauczania odnosza sie do kogos, kto ma dostapic uwolnienia, a kto jest w srodku tej kolektywnosci. Ale i to jest manifestacja jednosci, nie walcze z tym. Dlatego tak "trudno" jest to dojrzec i nie da sie o tym komus powiedziec, by to nie bylo ignorancja. I dlatego tez uwolnienie sprowadza do "zwyklego, szarego zycia".

Akataleptos - 29 Wrzesień 2012, 17:19

Cytat:
To wlasnie "pomiedzy" WJ, a inkarnacja odbywaja sie te wszystkie sprawy zwiazane z anielskimi opiekunami w niebiosach, przez ktore daremnie sie przechodzi, ale i nie ma w tym nic zlego, jest to pewna dawka daremnosci, ktora jest wymagana do wylogowania sie z gry. Na tej planecie to juz dobiega konca.


Inaczej to ujmujac: nie trzeba przechodzic poprzez kolejne inkarnacje by osiagnac spelnienie. Nikt tego nie robi. To cale umieranie, wracanie, umieranie, wracanie itd. to juz samo w sobie jest wyrazem jednosci, jest doskonale w calej swej rozciaglosci. Tak jak ze wszystkim - to nie ma do czynienia z nikim, dzieje sie, ale nie dzieje sie komus, jest doswiadczane i widziane, ale nie jest widziane przez kogos i z jakiegos miejsca. Czy jest to wiec konieczne? To po prostu historia, ktora ma swoje miejsce i jest perfekcyjna. Nie mogla wydarzyc sie inaczej. Nie mozna w zaden sposob stwierdzic, ktora inkarnacja byla pierwsza, a ktora ostatnia, bo zadna nie byla "moja" i zadna nie miala miejsca w okreslonym czasie. Nie da sie stwierdzic, w ktorym konkretnie miejscu powstaje burza, a w ktorym sie konczy, bo wszystko jest nieograniczone przez cokolwiek.

Akataleptos - 29 Wrzesień 2012, 19:27

Cytat:
Osoby nie potrafia czuc, to jest niewykonalne


Nie chce przekazac przez to, ze oto tam sa na zewnatrz osoby, ktore nic nie czuja, w ten sposob samemu owija sie w ta folie i zadusza sie. Kiedy dwoje ludzi tworzy szczesliwy i szczery zwiazek, to czy ich uczucie jest wynikiem tego, ze ktos nacisnal guzik z napisem "aktywuj milosc"? Albo zachwycajac sie jakims pieknym widokiem, czy obrazem, wciska sie guzik z napisem "zachwic sie"? Nie, uczucie po prostu jest, za ktorym nie stoi ktokolwiek. Nigdy nie rozmawiam z innymi osobami (i nikt tego nie robi), bo wtedy tworzy sie ta bariera/folia. Rozmowa sie odbywa, nikt jej nie rozmawia, jest to cos zywego i bezposredniego. Rozmowa jest pewna wymiana energii, w ktorej nie musi brac udzial ktokolwiek. Dlatego tez moge okazac sie dla kogos niebezpieczny i "poruszyc do zywego" :lol:

(nareszcie zostalo to przetlumaczone :P )

Akataleptos - 30 Wrzesień 2012, 12:29

Sceptycy daja milion zlotych osobie, ktora udowodni istnienie zjawisk paranormalnych :D

No to odpadam juz na wejsciu :lol: Najpierw lepiej udowodnic, czy osobne jednostki istnieja, kto mialby ta kase odebrac, bo to jest kluczem do wszystkich "cudow". To tak jak z tym 500 zl za pobicie rekordu Polski :D

Niech ktos ze sceptykow udowodni, ze Slonce jest gorace, albo, ze Ziemia krazy wokol Slonca a nie odwrotnie tzn. Ziemia jako centrum wszechswiata wokol ktorej kraza gwiazdy.

W "astralu" to system geocentryczny jest prawidlowy.

Zarowno system heliocentryczny jak i geocentryczny jest prawidlowy, zalezy jak sie na to spojrzy, ostatecznie sprowadza sie do tego, ze nic sie nie porusza, a centrum nie ma. Centrum jest nieskonczone i nieokreslone i jest wszystkim co jest, nie da sie stwierdzic o ile cos sie w nim przemiescilo i wzgledem czego. Trzebaby wyjsc poza wszystko i spojrzec na wszystko z zewnatrz, by to zobaczyc, a to jest sprzeczne, bo nawet patrzacy z zewnatrz jest tym czym jest.

Akataleptos - 30 Wrzesień 2012, 22:24

Cytat:
Slonce natomiast jest zamieszkiwane przez "Starozytnych" - kreatorow/zapladniaczy ze swiatla nierozszczepionego, elohimow, czlonkow w erekcji (od elektrycznosci, przedrostek "el" w imionach np. Micha-el, Paw-el, Dani-el, Jezus w biblii nazwany byl tez Emmanu-el, natomiast razem z Maria Mag-dalena jako jego "blizniaczym plomieniem", to jak uosobienie elektro-magnetyzmu ).


Cytat:
Funkcje zyciowe organizmow, oddech, Umysl (ten przez duze U, ktorym w ukladzie slonecznym jest Merkury - Hermes/Akataleptos, kurier, poslaniec niosacy wiedze) to wszystko jest podtrzymywane przez gwiazdy i planety


To, ze elektrycznosc sluzy jako przekaznik informacji nie jest niczym nowym, a to w jaki sposob elektrycznosci sie uzywa w tzw. cywilizowanym swiecie, jest totalnym barbarzynstwem.
Uzywanie elektrycznosci nie musi miec zadnego zwiazku z maszynami, urzadzeniami elektrycznymi itp. to wszystko moze byc calkowicie naturalne i darmowe. To jest wszedzie. Tu chodzi o sile wolnej woli, tej, ktora jest wolna dlatego, ze nikt jej nie posiada. Ale to wymagaloby porzucenie iluzji na temat siebie, trzebaby najpierw zostac porazonym tym pradem :lol:

Grzmot: Umysl Doskonaly

Akataleptos - 1 Październik 2012, 11:24

Cytat:
To wlasnie "pomiedzy" WJ, a inkarnacja odbywaja sie te wszystkie sprawy zwiazane z anielskimi opiekunami w niebiosach, przez ktore daremnie sie przechodzi, ale i nie ma w tym nic zlego, jest to pewna dawka daremnosci, ktora jest wymagana do wylogowania sie z gry.


To jest jeden z tych paradoksow, ktore gdy sie opisuje, stawia sie w roli ignoranta. Gdyby ci wszyscy aniolowie, czy to pozytywni (ktorzy chcac dobrze, popelniaja "bledy" - i znowu, czy mozna bylo inaczej? nie), czy to negatywni, znikneliby nagle to zrobilby sie straszny smietnik. Wszystko juz jest doskonale i skonczone, ale by sie wydostac z tego calego inkarnacyjnego kola, trzeba przez to wszystko przejsc. I gdy to sie konczy, to widac, ze w tym wszystkim nigdy nie bylo kogos, kto by to przechodzil i kto moglby podjac decyzje, by sie w to nie wciagnac.

Czlowiek zasadniczo jest najpotezniejsza i najmadrzejsza istota w kosmosie, ktora byla tak potezna, ze trzeba bylo jej zakrecic kurek. I przyszla pora na madrosc. Wszystko co sie odbywa z czlowiekiem, nie tylko na tej planecie, to jest duzo duzo bardziej rozlegle, odbywa sie ku jego uwolnieniu, przy pomocy istot, ktore daza ku jego zniewoleniu. "Jam czescia tej sily, ktora wiecznie zla pragnac, wiecznie czyni dobro". Chodzi i o pozytywnych i o negatywnych. O pozytywnych mozna powiedziec, ze wiecznie dobra pragnac, wiecznie czynia zlo.
W czlowieku sa dwa umysly, jeden jest dzielem negatywu, ktory pelni role "zaworu bezpieczenstwa", przy pomocy ktorego kontroluje sie jego cialem, jak robotem i ktory oddaje energie zgodnie z programem. To implant wszczepiony w kregoslup, ktory poprzez wywolywanie blokad w czakrach, generuje swiat postrzegany jako cos bezrozumnego, niebezpiecznego i na zewnatrz. Lokalna, ziemska "centrala" tego umyslu znajduje sie na Ksiezycu, ktory jest sztuczna planeta, a centrala obejmujaca uklad sloneczny jest w pierscieniach Saturna. Gnostycy, ktorzy twierdzili, ze swiat stworzyl Szatan mowili o tym wlasnie, poniewaz swiat widziany przez filtr tego "ukrzyzowanego" umyslu jest swiatem widzianym jak przez folie. Jednosc jest tutaj, nigdy nie byla gdzies indziej, zawsze patrzy sie na jednosc i zywotnosc. Takie jest przeslanie ukrzyzowania "Dziecka Boga". Kosmiczni narkomani czerpia energie od najpotezniejszych istot, ktorzy z kolei staraja jak najbardziej upodobnic sie do oryginalnych "Starozytnych" braci i siostr z gwiazd. Sa to "elitarni oswieceni", blondwlosi i niebieskoocy, odseparowani od jakiegos tam motlochu, ktorzy stworzyli sobie samym rajska pulapke i pieklo strachu przed utrata baterii. Drugi umysl jest wszystkim co jest, lacznie z istotami negatywu i przy pomocy tego umyslu wszystko doskonale sie synchronizuje. I to ci narkomani nam pomagaja sie wydostac, poprzez zaaplikowanie nam odpowiedniej dawki negatywu w celu zrownowazenia balansu, po to, by nastepnie my tych "mistrzow" uwolnic od swych iluzji.

Niejaki "Lucyfer" jest bratem niejakiego "Chrystusa" i teraz kiedy czlowiek z umyslem "Lucyfera" przestaje widziec swiat i ludzi (cyber/cypher people :P ) jako wrogow i kogos "niegodnego" (np. stania sie oswieconym), wtedy pokonuje go i go uwalnia.

Czlowiek jest na koncu pewnej "bardzo dlugiej" podrozy ewolucyjnej, jest miniaturowym ukladem slonecznym, Slonce jest w centrum w sercu, uklad sloneczny jest z kolei miniaturowa droga mleczna, ktora jest z kolei miniatura .. itd. Caly kosmos zawiera sie w czlowieku, i teraz scala sie, robi "perfect clear" jak w tetrisie i scala sie ze swoja "wyzsza jaznia" w gwiazdach. Ta "bardzo dluga podroz" konczy sie w mgnieniu oka, wydarza sie w bezczasowosci, nie ma w ogole miejsca w czasie.

Ta historia konczy sie scaleniem niebios i ziemi (ktore sa swoimi negatywami, odpowiednik czakry zoltej i niebieskiej.), "kataklizmem konca swiata" i odkreceniem kurka z gazem.

To taki "taniec przekladaniec" :P Przykladow tego odwracania jest wiecej np. poprzednia kosmiczna epoka z ktorej pochodza owi narkomani byla epoka "purpurowej mgly", ta z kolei konczy sie scaleniem w sercu, ktore jest czakra zielona, negatyw purpury/fioletu.

Dlaczego centra energetyczne scala sie w sercu, a nie w czakrze korony? Tu chodzi wlasnie o te odwracanie, czakra korony to negatyw serca ("pierwsi beda ostatnimi a ostatni pierwszymi"), czakra splotu to negatyw gardla itd. gdy scala sie bieguny, wtedy zostaje czysty, bezbarwny i nieskonczony Byt, bezwarunkowa milosc, przestrzen, pustka, "Ungrund" czy jakkolwiek to nazwac. To jest niewyslowione, niewytlumaczalne, niezrozumiale i jest tym czym jest i nie ma czegokolwiek ponad to.

Akataleptos - 1 Październik 2012, 16:21

Co do elektrycznego Slonca i elohimow jeszcze:

Cytat:
Ta "bardzo dluga podroz" konczy sie w mgnieniu oka, wydarza sie w bezczasowosci, nie ma w ogole miejsca w czasie.


Czy moze raczej: jak uderzenie pioruna. W ew. Mateusza jest napisane:

Cytat:
Gdyż jak błyskawica pojawia się od wschodu i jaśnieje aż na zachód, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego


Ilustracja - Tarot, karta z numerem XVI - Wieza (Babel ) razona piorunem wychodzacym ze Slonca, pelnego oczu dokola calego ciala.

Uwolnienie z ograniczen nigdy nie odbywa sie stopniowo, krok po kroczku, to jest nagle, bezczasowe i przydarza sie nikomu.
Mozna medytowac w jaskiniach i byc wegetarianinem i nic z tego, bo tam ciagle rzekomo ktos jest, mozna tez byc pijakiem i odkryc nagle, ze tu nikogo nie ma. To jest nieodwracalne, bo nie ma juz kto wracac.
Te porazenie piorunem nigdy nie chybia, zawsze trafia "prosto w dziesiatke", czyli w serce.

Akataleptos - 1 Październik 2012, 21:25

Czy to nie jest porazajace, ze szukajac spelnienia, jest sie wszystkim co jest? Jest wrazenie, ze odpadlo sie od calosci, a tylko calosc istnieje. Chce odczuc jednosc, ale jedynym problemem jest to, ze to co uwaza sie za oddzielone nie moze tego zrobic. Prawda jest to, ze jednosc jest, iluzja jest to, ze ktos jej doswiadcza. Jednosc nie jest doswiadczana przez kogos, tylko jest sama wiedza o doswiadczeniu. Niektorzy mowia "doswiadczylem stanu jednosci" ale to bzdura, ten ktos pojawil sie dopiero pozniej z komentarzem, a nastepnie ten ktos naucza innych jak tego dokonac, czego nie da sie zrobic. Albo czy nie porazajace to, ze w tzw. cywilizowanym swiecie jest pelno cierpienia, ale w tym cierpieniu nie ma cierpiacej osoby? To wszystko jest jak symulowanie straszenia samego siebie, by odkryc z ulga, ze to niemozliwe.
Akataleptos - 2 Październik 2012, 12:21

Cytat:
Gdyby ci wszyscy aniolowie, czy to pozytywni (ktorzy chcac dobrze, popelniaja "bledy" - i znowu, czy mozna bylo inaczej? nie), czy to negatywni, znikneliby nagle to zrobilby sie straszny smietnik.


Calkowicie daremnym jest takie gdybanie, co by sie stalo, gdyby cos inaczej sie wydarzylo. Tak mozna bez konca: czy gdybanie moglo byc inne? :D Ostatecznie wszystko sprowadza sie do tego, ze wszystko sie wydarza tak jak sie wydarza. Nic nie dzieje sie dlatego, ze cos musialo sie wydarzyc, albo ze cos sie nie wydarzylo, bo nie moglo lecz wszystko dzieje sie dlatego, ze sie dzieje :lol: Wszystkie pytania i odpowiedzi padaja dlatego, ze padaja. Nie dlatego, ze czegos sie nie wie. Wszystko pochodzi ze stanu nieokreslonego, ktory jest tym czym jest, wiec i wszystko co z niego sie wylania jest takie jakie jest i nic ponad to. Wolna wola odkrywa przez nieskonczonosc to co jest, ale jest ona niczyja, nikt jej nie ma, ani o niej nie zdecydowal, sama jest tym czym jest, jak i wszystko inne. Nie da sie nawet odejc na krok od tego, ruszyc sie o milimetr, bo nie ma czegos takiego jak odleglosc, to pulapka bycia, bezwarunkowej milosci i jednosci. To brzmi niesamowicie naiwnie, ale to zawiera w sobie wszelka moc.
Bycie to ocean, zrozumienie, pytania i odpowiedzi, przyczyny i skutki, narodziny i smierc, proby zachwiania rownowagi i jej przywracania, to zmarszczki na jego powierzchni. Nie sa rozne od samego tylko bycia, ale podlegaja mu.

Cytat:
Czlowiek jest na koncu pewnej "bardzo dlugiej" podrozy ewolucyjnej, jest miniaturowym ukladem slonecznym, Slonce jest w centrum w sercu, uklad sloneczny jest z kolei miniaturowa droga mleczna, ktora jest z kolei miniatura .. itd. Caly kosmos zawiera sie w czlowieku, i teraz scala sie, robi "perfect clear" jak w tetrisie i scala sie ze swoja "wyzsza jaznia" w gwiazdach. Ta "bardzo dluga podroz" konczy sie w mgnieniu oka, wydarza sie w bezczasowosci, nie ma w ogole miejsca w czasie.


Filmik

Filmik 2

Cytat:
– Myślę, że zrozumiałeś... na pewno. Zrozumiałeś, że przez cały czas Genaro był za tobą. Lecz tu
nie chodzi o zrozumienie.
Stwierdzenie, że przez cały czas don Genaro znajdował za mną, zaszokowało mnie. Błagałem go
o wyjaśnienie.
– Twój umysł jest nastawiony na szukanie tylko jednej strony tej sprawy – powiedział.
Sięgnął po suchą gałązkę i poruszył nią w powietrzu. Nie rysował w powietrzu ani nie robił żadnych
znaków. Przypominało to raczej ruchy, jakie wykonywał przy usuwaniu śmieci ze sterty nasion. Jego
gesty wyglądały jak delikatne szturchanie albo drapanie powietrza gałązką.
Odwrócił się i spojrzał na mnie. Machinalnie wzruszyłem ramionami w geście zakłopotania.
Przysunął się bliżej i powtórzył te same ruchy, rysując osiem punktów na ziemi. Zakreślił pierwszy
punkt.
– Jesteś tutaj – powiedział. – My wszyscy jesteśmy tu. To jest uczucie, a posuwamy się stąd dotąd.
Zakreślił drugi punkt, który narysował dokładnie nad pierwszym. Potem przesuwał gałązkę tam i z
powrotem pomiędzy tymi dwoma punktami, żeby pokazać, że panuje między nimi duży ruch.
– Jest jednak jeszcze sześć punktów, które człowiek może opanować – powiedział. – Większość
ludzi nie ma o nich pojęcia.
Umieścił gałązkę między punktem pierwszym a drugim i postukał nią w ziemię.
– Poruszanie się między tymi dwoma punktami nazywasz zrozumieniem. Robiłeś to przez całe
życie. Jeśli mówisz, że rozumiesz moją wiedzę, to nie zrobiłeś nic nowego.
Następnie połączył liniami kilka z ośmiu punktów. Wyszła z tego długa, trapezoidalna figura,
mająca osiem centrów i nieregularnie promieniująca.
– Każdy z tych pozostałych sześciu punktów jest światem, tak jak uczucie i rozumienie są dwoma
światami dla ciebie – powiedział.
– Dlaczego osiem punktów? Dlaczego nie nieskończona ilość, jak w okręgu? – zapytałem.
Narysowałem na ziemi okrąg. Don Juan uśmiechnął się.
– Z tego, co ja wiem, jest tylko osiem punktów, które człowiek potrafi opanować. Może ludzie mogą
wyjść poza to. Mówię: opanować, nie zrozumieć, dotarło to do ciebie?
Ton jego głosu był tak zabawny, że roześmiałem się. Naśladował, a raczej przedrzeźniał mój
wymóg precyzyjnego używania słów.
– Twój problem polega na tym, że chcesz wszystko zrozumieć, a to nie jest możliwe. Kiedy
upierasz się przy rozumieniu, nie uwzględniasz całości swojego ludzkiego wymiaru. Blokująca cię
przeszkoda pozostaje nienaruszona. Dlatego właśnie przez te wszystkie lata prawie nic nie zrobiłeś.
Otrząsnąłeś się z uśpienia, to prawda, ale to można było osiągnąć też w innych warunkach.
Po chwili przerwy don Juan polecił mi wstać. Mieliśmy iść do kanionu z wodą. Kiedy zbliżaliśmy się
do samochodu, zza domu wyszedł don Genaro i dołączył do nas. Przejechaliśmy część drogi
samochodem, a potem weszliśmy do głębokiego wąwozu. Don Juan wybrał w cieniu wielkiego drzewa
miejsce na odpoczynek.
– Wspomniałeś kiedyś – zaczął don Juan – że jeden z twoich przyjaciół, kiedy obaj patrzyliście na
liść spadający z samego czubka jawora, powiedział, że ten sam liść nigdy, w całej wieczności, nie
spadnie jeszcze raz z tego samego jawora, pamiętasz?
Przypomniałem sobie, że rzeczywiście opowiadałem mu o tym wydarzeniu.
– Jesteśmy u stóp wielkiego drzewa – ciągnął – i teraz, kiedy spojrzymy na to drugie drzewo przed
nami, może zobaczymy liść spadający z samego wierzchołka.
Dał znak, żebym spojrzał. Po drugiej stronie wąwozu stało wielkie drzewo. Miało suche i żółtawe
liście. Don Juan ruchem głowy polecił mi przyglądać się drzewu. Po kilkuminutowym oczekiwaniu
spostrzegłem, że oderwał się z czubka liść i zaczął opadać na ziemię. Trzy razy obijał się o liście i
gałęzie, zanim wylądował na grubej ściółce.
– Widziałeś go?
– Tak.
– Pewnie powiesz, że ten sam liść nigdy więcej nie spadnie z tego samego drzewa, prawda?
– Prawda.
– Według twojego rozumienia, to jest prawda, ale tylko według twojego rozumienia. Popatrz
jeszcze raz.
Machinalnie spojrzałem w górę i zobaczyłem spadający liść. Rzeczywiście, uderzał o te same liście
i gałęzie, co pierwszy. To było tak, jakbym patrzył na błyskawiczną “powtórkę" w telewizji. Śledziłem
faliste opadanie liścia, aż dotknął ziemi. Wstałem, żeby sprawdzić, czy leżą dwa liście, ale gruba
ściółka dokoła drzewa nie pozwoliła mi dostrzec, gdzie dokładnie upadł liść.
Don Juan roześmiał się i kazał mi usiąść.
– Popatrz – powiedział, wskazując głową na szczyt drzewa. – Oto znowu leci ten sam liść.
Jeszcze raz zobaczyłem liść opadający dokładnie tak samo, jak dwa poprzednie.
Kiedy opadł, wiedziałem, że don Juan zaraz poleci mi popatrzeć na czubek drzewa, ale zanim to
zrobił, sam spojrzałem w górę. Liść znowu spadał. Wtedy zdałem sobie sprawę, że widziałem
opadanie tylko pierwszego liścia albo raczej było tak, że za pierwszym razem widziałem liść od chwili,
kiedy odczepił się od gałęzi. W pozostałych trzech przypadkach, kiedy podnosiłem głowę do góry, liść
już spadał.
Powiedziałem to don Juanowi i poprosiłem, żeby wyjaśnił, co robi.
– Nie rozumiem, jak to robisz, że widzę powtórzenie tego, co już wcześniej widziałem. Co ze mną
zrobiłeś, don Juanie?
Roześmiał się, ale nie odpowiedział, choć nalegałem, żeby powiedział mi, jak to się dzieje, że
mogę w kółko oglądać ten sam spadający liść. Stwierdziłem, że zgodnie z moim rozumem, jest to
niemożliwe.
Don Juan powiedział, że jego rozum mówi mu również to samo, a jednak przecież widziałem, jak
ten sam liść ciągle spada. Potem zwrócił się do don Genaro:
– Czyż nie tak? – zapytał.
Don Genaro nie odpowiedział. Jego oczy były utkwione we mnie.
– To jest niemożliwe! – powiedziałem.
– Jesteś przykuty! – wykrzyknął don Juan. – Jesteś przykuty do swojego rozumu.
Wyjaśnił, że liść spadał w kółko z tego samego drzewa po to, żebym przestał próbować zrozumieć.
Poufnym tonem powiedział mi, że wszystko przydarza mi się jak na życzenie, a jednak moja mania
zawsze w końcu mnie zaślepia.
– Tu nie ma niczego do zrozumienia. Rozumienie to tylko bardzo drobna kwestia, zupełnie
maleńka – powiedział.

Akataleptos - 2 Październik 2012, 16:40

Cytat:
Praktycznie wszystkie nauczania duchowe to jednosc kolektywna i "nie-dualizm" negatywu imitujacego


Krotko mowiac: Usta Bytu Oblakanego :P

Odbywa sie to w prosty sposob: umysl, ktory jest podlaczony do jakiejs wiekszej struktury, na gorze ktorej jest jakis "mistrz wniebowstapiony", dostaje poczucie wiedzy, to z kolei wywoluje odpowiednie blokady w poszczegolnych centrach energetycznych, zwlaszcza splotu slonecznego, sprawiajac, ze znajduje to swoje ujscie w czakrze gardla i mowi wtedy w imieniu owego "mistrza". Te nauczania z kolei sprawiaja, ze zaweza sie widzenie, przez co owego mistrza sie nie dostrzega i nie mozna go wtedy zdemaskowac. I spotykajac sie z taka "oswiecona osoba", spotyka sie i rozmawia z owym "mistrzem' z gory.

Ilustracja

Tu chodzi tylko o bycie, ktore jest samoistne i ktore jest wszystkim, jak w ogole mozna nauczyc kogos chodzic, oddychac, czy bic sercem?
Zabawne, jak ta niewinna i dziecinna nowina, ktora glosze wywoluje panike wsrod tych, ktorzy twierdza, ze wiedza. To straszne, poczuc, ze wszystko jest zywe, ze jest sie tym czym sie jest i ze tego zycia sie nie wykonuje, ze te zycie jest widziane, ale nie jest widziane przez kogos i z jakiegos miejsca.

Akataleptos - 2 Październik 2012, 20:34

Zabawne, bo zdarza mi sie, starajac cos wyrazic, ze w to co pisze zostaja przemycone slowa podeslane przez owe "usta bytu oblakanego", zwlaszcza w kwestii moich relacji z "Nieuchwytnym". To jak delikatne laskotanie, ktore znajduje swoje ujscie zupelnie bezwiednie. Co prawda inspirowany jestem "z gory", jak kazdy, kto zostaje odlaczony od matrixa, ale gdy mowie o tym, to mowia to usta oblakane, po to, by zrobic ze mnie szalenca i zamknac duchowe oko falszywa pewnoscia siebie :lol: Na pocieszenie: to prawdopodobnie blad wszystkich "prorokow" :P
Akataleptos - 2 Październik 2012, 22:27

RedJohn pytal sie kiedys, w jaki sposob moznaby sie udac na Slonce, odpowiedzialem, ze musi robic wszystko na odwrot, czyli jesli chce wzniesc sie wyzej, to musi pozbyc sie chcenia. Ale to jest wlasnie niewykonalne, ujecie tego w ten sposob nie jest prawdziwe. Wolnosc jest wtedy, gdy jest widzenie, ze w calym tym chceniu czegos, nie ma tego, ktory by chcial. Sa pragnienia, ale gdzie w tym wszystkim jest ktos, kto pragnie? Ujecie tego w ten sposob, ze oto trzeba pozbyc sie chcenia, prowadzi do tego, ze oto teraz bede sie tego pozbywal, ale ten kto sie pozbywa jest sam w sobie tym balastem i nie jest tym za co jest przebrany, nie jest "mna", ktory mialby wybor przejscia od jednego punktu do drugiego. I pojawiaja sie wtedy cele do uchwycenia takie jak: bede spokojny, bede akceptowal wszystko takie jakie jest, bede zyl terazniejszoscia, sprytne wiezienie, prawda? Eckhart Tolle naucza tego jak stac sie bardziej obecnym. Kto ma stac sie obecnym? Hellol :lol: Wszystko fajnie, ale kto to mialby zrobic? Czy bycie jest bardziej lub mniej, czy zawsze jest po prostu byciem? Czy mozna stac sie bardziej oddychajacym, bardziej bijacym sercem? Tu chodzi o rozpoznanie tej sprzecznosci, bo wszystko co sprawia, ze wydaje sie byc ograniczonym to sprzecznosci, jak 2+2=5.
Moze tez pojawic sie idea: "aha, czyli nie bede robil nic", nie, bo to jest ciagle ktos, kto robi "nic".
Nie da sie poleciec na Slonce, nie da sie tego zrobic, pora zderzyc sie z rzeczywistoscia.

Filmik :lol:

To co przekazuje zdazylo do maksymalnej kompresji :P Nie przedstawiam tu niczego atrakcyjnego, cos czym moznaby sie pobrandzlowac, jedyna moja pasja to wolnosc i nieskonczonosc. Nie opowiadam bajek o wolnosci wyboru, o tym jak w kilku krokach otworzyc czakry, o sile pozytywnego myslenia, to wszystko jest o wiele prostsze, ale nie do zaakceptowania przez kogokolwiek.

Akataleptos - 3 Październik 2012, 12:08

Kiedys lezac w lozku mialem wrazenie, ze za oknem slysze odglos oklaskow jak w jakims teatrze, ale okazalo sie, ze to tylko odglos spadajacych kropel deszczu. To jest wlasnie umieranie, wracanie, ponowne umieranie itd. to teatr, odgrywanie jakiejs swojej historii, ale czy krople faktycznie te role wykonuja, czy to tylko wrazenie, a deszcz po prostu sobie jest. Kazda z kropel jest swiecie przekonana, ze oto jest kontrolerem spadania. W ktorym miejscu deszcz sie zaczyna, a w ktorym konczy? Gdzie historia ludzkosci sie zaczyna, a w ktorym zakonczyla? Spogladajac na calosc tego przedstawienia nie mozna tego stwierdzic, nie mozna stwierdzic, ktora epoka byla pierwsza, a ktora ostatnia, poniewaz calosc byla po prostu jednym niepodzielnym zjawiskiem, calkowicie bezosobowym.

To historia dramatyczna, pelna lez, krotej nikt konkretny nie odgrywa. Miliardy zali i skarg, ktore nie docieraja nigdzie, ktorych nikt nie wypowiada.

Akataleptos - 3 Październik 2012, 14:45

I w tym deszczu dobrze jest uwazac na channelingi :lol:

Tu nie chodzi tylko o rynek ezoteryczny, lecz o wszystko co sie robi, kazdy kto uwaza sie za doroslego i zamknietego w ciele wobec groznego swiata na zewnatrz jest tak naprawde "opetany" i rozmawiajac z takim doroslym rozmawia sie z ... TYM :P

Czarny humor nieskonczonosci: istota czczona jako stworca wszechrzeczy, ktora pozuje na "Orla", wyewoluowala w wielkiego ... kurczaka, czczonego przez mniejsze, ludzkie kurczaki hodowlane.

Stephen King napisał/a:
Jego dłoń opadła; tym razem nie uderzył jej, ale schwycił ją z całej siły. Palce zacisnęły się
na jej ramieniu jak szpony. Krzyknęła. Podniósł ją i po raz pierwszy spojrzał jej prosto w oczy.
Krzyknęła ponownie, kiedy zobaczyła, co znajdowało się głęboko w ich wnętrzu. To była...
pustka. Nicość. Jej ojciec zniknął gdzieś. I nagle Beverly zrozumiała, Ŝe jest sam na sam z Tym -
w ów sierpniowy poranek, w swoim mieszkaniu. Nie wyczuwała otwartej emanacji zła, jak w
domu na Neibolt Street półtora tygodnia temu. To zostało w jakiś sposób rozrzedzone przez
ludzką otoczkę jej ojca, niemniej jednak To było tutaj i działało przez niego.
Cisnął ją w bok. Rąbnęła w stolik kawowy i przewróciła się na podłogę z głośnym
krzykiem. To właśnie tak się dzieje - pomyślała - powiem o tym Billowi. On to zrozumie. To jest
wszędzie... W całym Derry. To po prostu... wypełnia puste miejsca - nic więcej.


Analogiczny fragment z innego dziela:

Morfeusz napisał/a:
Matrix jest wszędzie, otacza nas ze wszystkich stron. Nawet tu i teraz. Widzisz go wyglądając przez okno i włączając telewizor. Czujesz, gdy idziesz do pracy, czy do kościoła, gdy płacisz podatki. To świat, który postawiono ci przed oczami, by przesłonić prawdę.
Neo – Jaką prawdę?
Morfeusz – Że jesteś niewolnikiem. Jak wszyscy inni, urodziłeś się w kajdanach. W więzieniu, którego nie mozesz poczuć ani dotknąć. W więzieniu umysłów. Niestety, nie da się wytłumaczyć, czym jest Matrix. Sam musisz się przekonać.

Akataleptos - 3 Październik 2012, 18:32

Wszystko sprowadza sie do tego:

Tu bylo cos w rodzaju podsumowania, ale nie mozna tego podsumowac :P Wypunktowanie jakis "podstawowych praw" prowadzi do zrozumienia, to wszystko, daje poczucie tego, ze uchwycilo sie czegos oczywistego, nawet gdy mowa jest w tych punktach o tym, ze zycie jest nieuchwytne. Ostatecznie nie ma zadnych praw, jest tylko bezgraniczne bycie, ktore jest tym czym chce, calkowicie nieujarzmione i dzikie. Wszystkie prawa podlegaja byciu, bycie nie podlega zadnym prawom. Tego bycia i tej woli nikt nie jest w stanie posiasc. Mozna tylko tym byc i nie mozna tym nie byc.

Akataleptos - 3 Październik 2012, 21:05

:lol:

Cytat:
Nagual mówił także, że to właśnie intencja stwarza świat.
Wiedziałem, że już kiedyś słyszałem te słowa. Pomyślałem, że don Juan na pewno mówił mi to samo, tylko o tym zapomniałem.
– Kiedy don Juan ci o tym powiedział? – zapytałem.
– Nie pamiętam. Ale mówił mi, że ludzie, a także wszystkie inne żywe stworzenia, są niewolnikami intencji. Jesteśmy w jej szponach. Musimy robić wszystko, co ona chce. Intencja każe nam działać w świecie. Powoduje nawet to, że umieramy. Ale gdy zaczynamy być wojownikami, intencja staje się naszym przyjacielem. Pozwala nam przez chwilę doświadczyć wolności; czasami nawet do nas przychodzi, jakby czekała w pobliżu. Nagual powiedział, że on sam jest tylko przyjacielem intencji – w odróżnieniu od Silvia Manuela, który jest jej panem.
Kłębiły się we mnie ukryte wspomnienia, usiłując się wydostać na powierzchnię. Miałem wrażenie, że zaraz wypłyną. Poczułem potężną frustrację, a potem coś się we mnie poddało i odzyskałem spokój. Nie miałem już ochoty dowiadywać się niczego więcej o Silviu Manuelu.
Zdaniem la Gordy moja zmiana nastroju oznaczała, że nie jesteśmy jeszcze gotowi stawić czoła wspomnieniom o nim.
– Nagual pokazał nam wszystkim, czego można dokonać za pomocą intencji – powiedziała nagle. – Przywołując intencję, sprawiał, że znikąd się pojawiały różne rzeczy. Powiedział mi, że jeśli chcę latać, to muszę przywołać intencję latania. Potem pokazał mi, jak on sam to robi. Podskoczył, wzbił się w powietrze i zatoczył krąg, jak ogromny latawiec. Albo też coś pojawiało się w jego dłoni. Mówił, że zna intencję stwarzania wielu rzeczy i wyrażając ją, może te rzeczy przywołać. Różnica między nim a Silviem Manuelem polegała na tym, że Silvio Manuel, jako pan intencji, znal intencję wszystkiego.
Powiedziałem jej, że to tłumaczenie wymaga dalszych wyjaśnień. La Gorda z trudem dobierała słowa.
– Nauczyłam się intencji latania – rzekła wreszcie – przywołując wszystkie uczucia, jakich doznawałam, gdy latałam w śnieniu. To była tylko jedna rzecz. Nagual w ciągu całego życia nauczył się intencji setek rzeczy. Ale Silvio Manuel dotarł do samego źródła i połączył się z nim. Nie musiał się uczyć intencji niczego, bo był z nią jednym. Problem polegał na tym, że nie miał już żadnych pragnień, gdyż sama intencja nie ma pragnień, więc musiał czerpać wolę od Naguala. Inaczej mówiąc, Silvio Manuel potrafił zrobić wszystko, czego chciał Nagual. Nagual kierował intencją Silvia Manuela. Ale ponieważ Nagual także nie miał pragnień, większość czasu nic nie robili.

Akataleptos - 3 Październik 2012, 23:29

Zatem czy zycie trwa wiecznie i nigdy nie umre? Kiedy ludzie mowia "zycie jest wieczne, nikt nie umiera" to najczesciej mowia to w imieniu umyslu kolektywnego, ktory chcialby przetrwac, a ktory jest skazany na zdemaskowanie jego falszu :lol: Ale tak, nigdy nie umre, poniewaz nigdy nie urodzil sie ktos, kto zylby swoim zyciem, to co sie nie zaczelo, nie ma swojego konca. Zatem prawdziwym stwierdzeniem byloby "jest zycie wieczne" niz "mam zycie wieczne". Nikt nie zyje wiecznie, nikt w ogole nie zyje zycia.
Akataleptos - 4 Październik 2012, 12:48

I teraz umysl na to: aha, czyli jesli uzam, ze nie mam wyboru, to bede zyl wiecznie?

To nie zadziala :lol: Jednosc w ogole nie czeka na akceptacje tego, to juz jest. Co za clown z tego tworu.

Akataleptos - 5 Październik 2012, 17:35

O siedmiu pierscieniach Saturna jest napisane w ew. Marii Magdaleny:

Utwor muzyczny

Cytat:
Strona 16



1. Wyzwolona z trzeciego klimatu (sfery), dusza kontynuowała swe wstępowanie

2. i znalazła się w czwartym klimacie (sferze).

3. Ten zaś miał siedem przejawów:

4. pierwszym z nich jest Ciemność,

5. drugim - Pożądanie,

6. trzecim - Niewiedza,

7. czwartym - (śmiertelna) Zawiść,

8. piątym - Niewola Ciała,

9. szóstym - Odurzająca Mądrość,

10. siódmym - Podstępna Mądrość.

11. Oto siedem przejawów gniewu,

12. które dręczyły duszę pytaniami:

13. »Skąd przybyłaś, morderczyni?«

14. »Dokąd zmierzasz, włóczęgo?«

15. A dusza odpowiadała:

16. »To, co mnie dręczyło, zabito;

17. to, co oblegało mnie, znikło;

18. moje pożądanie wygasło

19. i jestem wolna od mojej niewiedzy«.





Strona 17



1. »Opuściłam świat z pomocą innego świata;

2. pewien wzorzec został wymazany

3. dzięki wyższemu wzorcowi.

4. Odtąd wędruję ku Wytchnieniu,

5. gdzie czas spoczywa w Wieczności (Czasu);

6. teraz zaś wchodzę w Milczenie«”.

7. Powiedziawszy to, Maria zamilkła,

8. albowiem właśnie w milczeniu Nauczyciel mówił do niej.

9. Wtedy Andrzej zaczął mówić do swych braci:

10. „Powiedzcie mi, co sądzicie o tych rzeczach, które nam powiedziała?

11. Co do mnie, to nie wierzę,

12. żeby Nauczyciel mógł mówić w ten sposób.

15. Te idee zbyt różnią się od tych, które myśmy poznali”.

14. A Piotr dodał:

15. „Jak to możliwe, żeby Nauczyciel rozmawiał

16. w ten sposób z kobietą

17. o tajemnicach, które nawet nam są nieznane?

18. Czy mamy zmienić nasze zwyczaje

19. i słuchać tej kobiety?

20. Czy rzeczywiście ją wybrał i wolał ją od nas?”

Akataleptos - 5 Październik 2012, 19:38

William Blake napisał/a:
Wszystkie Biblie, czyli zakony święte, stały się następujących Błędów przyczyną:
1. Że w Człowieku dwa prawdziwe istnieją pierwiastki, a to: Ciało i Dusza.
2. Że Energia, zwana Złem, z Ciała jest jedynie; i że Rozum, zwany Dobrem, jest jedynie z
Duszy.
3. Że w Wieczności Bóg na męki wyda Człowieka za postępowanie wedle Energii swoich.
Ale są Prawdziwymi następujące tego Przeciwieństwa:
1. Człowiek nie ma Ciała oddzielnego od Duszy; to bowiem, co Ciałem zwiemy, jest cząstką
Duszy rozeznawaną przez pięć Zmysłów, przez owe główne w wieku naszym Duszy wnijścia.
2 Energia jedynym jest życiem, i z Ciała jest: Rozum zaś jest obrysem, albo obwodem Energii
zewnętrznym.
3. Energia jest Wieczną Rozkoszą.

Akataleptos - 5 Październik 2012, 20:48

Stephen King napisał/a:
Uśmiechnęli się do siebie, a potem Richie ponownie oparł głowę o ścianę i uniósł wzrok,
wpatrując się w dymny otwór. Niebawem poczuł, Ŝe odpływa. Nie... nie odpływał. Unosił się w
górę. Pławił się. Jak... (tu na dole wszyscy się pławimy) balon.
- N-n-nic w-wam n-n-nie jest, chłopaki? - Głos Billa wpływał do środka przez dymny
otwór. Napływał z Wenus. Zatroskany. Bill, pozwól nam mieć wizje, chcemy mieć (świat) wizje.
Klubowy domek był większy niŜ kiedykolwiek, część jego podłogi pokrywało polerowane
drewno. Dym był gęsty jak mgła i trudno było dostrzec ogień. Ta podłoga! Jezu! Była wielka jak
parkiet taneczny w jednym z musicali wytwórni MGM. Mike spoglądał nań z przeciwka, prawie
niewidoczny we mgle.
Idziesz, Mikey?
Jestem tu z tobą, Mikey.
Nadal twierdzisz, Ŝe jest ci dobrze?
Tak... ale złap mnie za rękę... moŜesz?
Chyba tak.
Richie wyciągnął rękę i choć Mike znajdował się po przeciwnej stronie tej ogromnej sali,
poczuł, jak te silne, brązowe palce zamykają się wokół jego nadgarstka. Och, to było świetne - ten
dotyk był cudowny, tak wspaniale było odnaleźć pragnienie w pocieszeniu i pocieszenie w
pragnieniu - odnaleźć coś trwałego w dymie i coś ulotnego w czymś trwałym.
Odchylił głowę do tyłu i patrzył na mały, biały prostokąt dymnego otworu. Wydawał się
odległy. Bardzo odległy. Wiele mil nad nimi. Wenusjański świetlik. To się zaczęło. Poczuł, Ŝe
unosi się w górę. No to jazda - pomyślał i zaczął wznosić się coraz wyŜej, pośród dymu, mgły,
pary, czymkolwiek to było.

(...)

Nie byli juŜ w środku. Stali obok siebie pośrodku Barrens. Zapadał zmierzch. To było
Barrens, wiedział o tym, ale wszystko wyglądało tu inaczej. Listowie było bardziej bujne,
aromatyczne i dzikie. Rosły tu rośliny, jakich nigdy dotąd nie widział, i Richie zdał sobie nagle
sprawę, Ŝe niektóre spośród domniemanych drzew były w rzeczywistości gigantycznymi
paprociami. Z oddali dobiegał odgłos płynącej wody, ale duŜo głośniejszy, niŜ powinien być
słyszalny - nie przypominał leniwego poszumu Kenduskeag, a raczej dźwięk towarzyszący rzece
Colorado przepływającej przez Wielki Kanion.
Było teŜ bardzo gorąco. Owszem, w Maine bywały upalne i parne lata, kiedy to - bywa -
budzisz się nocą mokry jak szczur, ale jeszcze nigdy dotąd nie było aŜ tak gorąco i parno. Nisko
zwieszająca się mgiełka, gęsta i lepka, wypełniała zagłębienia w ziemi i owijała się wokół nóg
chłopców. Miała kwaśną woń jak palone zielone gałązki.

(...)

Dłoń Mike’a zacisnęła się na jego ręce i nagle zdał sobie sprawę, Ŝe cisza została
zakłócona. Słychać było cichą wibrację. W sumie bardziej ją było czuć niŜ słychać - ten dźwięk
docierał do czułego miejsca jego bębenków, pobudzając je. To narastało regularnie i niezmiennie.
Nie było jakimś konkretnym dźwiękiem - po prostu było (na początku było słowo i słowo było...)
niemelodyjnym, bezdusznym odgłosem.
Sięgnął ręką w stronę pobliskiego drzewa i gdy go dotknął, zacisnąwszy palce na wygięciu
pnia, poczuł uwięzioną wewnątrz wibrację. W tej samej chwili uświadomił sobie, Ŝe czuł to
równieŜ w stopach - delikatne „mrowienie” sięgające ku górze, przez kostki, łydki, aŜ do kolan,
zmieniające jego ścięgna w kamertony. To narastało. I narastało.
To przybyło z nieba. Richie uniósł twarz ku górze, choć wcale tego nie chciał, ale nic nie
mógł na to poradzić. Słońce było ognistą monetą, wypalającą otwór pośród nisko zwieszających
się chmur, okoloną czarodziejską otoczką wilgoci. PoniŜej rozciągał się tryskający bujną zielenią
spokojny i cichy zakątek Barrens. Richie zrozumiał, czym była ta wizja - mieli być świadkami
przybycia Tego.
Wibracja przybrała na sile - ryk narastał do ogłuszającego crescendo. PrzyłoŜył obie
dłonie do uszu i krzyknął przejmująco, ale nie słyszał własnego głosu. Obok niego Mike Hanlon
robił to samo, przy czym Richie zauwaŜył, Ŝe Mike nieznacznie krwawił z nosa.
Chmury na zachodzie rozjaśniły pąki czerwonych płomieni. To sunęło w ich stronę,
rozszerzając się ze struŜki w strumień, a następnie rzekę złowieszczych barw. Potem, kiedy
płonący spadający obiekt przebił się przez zasłonę chmur, pojawił się wiatr. Był gorący i
niszczący, cuchnący i duszący. Obiekt na niebie miał iście gigantyczne rozmiary i przypominał
wielką płonącą zapałkę - tak jaskrawą, Ŝe nie sposób było na nią patrzeć. Tryskały zeń łuki
elektryczne - niebieskie pioruny, którym towarzyszyły potęŜne odgłosy wyładowań.
- Statek kosmiczny! - krzyknął Richie, padając na kolana i zakrywając oczy. - Mój BoŜe, to
statek kosmiczny!
Najlepiej jak potrafi, wyjaśni później pozostałym, Ŝe to nie był statek kosmiczny, choć
mógł przemierzyć kosmos, aby tutaj dotrzeć. Cokolwiek spadło na ziemię tamtego odległego
dnia, pochodziło z o wiele odleglejszego miejsca aniŜeli jakaś inna gwiazda czy inna galaktyka - i
jeŜeli statek kosmiczny był pierwszym określeniem, jakie przyszło mu wówczas na myśl, to tylko
dlatego, Ŝe nie potrafił znaleźć Ŝadnego innego na obraz, jaki rejestrowały jego oczy. Potem
nastąpiła eksplozja - potęŜny ryk, a po nim fala uderzeniowa tak silna, Ŝe zbiła ich obu z nóg.
Tym razem to Mike sięgnął po dłoń Richiego. Jeszcze jedna eksplozja. Richie otworzył oczy i
zobaczył bijący w niebo słup dymu i płomieni.
- To! - krzyknął do Mike’a ogarnięty śmiertelnym przeraŜeniem. Nigdy w Ŝyciu, przedtem
ani potem, Ŝadne uczucie nie wydawało mu się równie głębokie i wszechogarniające. - To! To!
To!

(...)

Ben słuchał tego wszystkiego, kiwając głową.
- Po prostu sięgałem ręką, wiecie? Nie robiłem nic więcej prócz tego, Ŝe wyciągałem rękę,
jak na przywitanie. Ty ją schwyciłeś, Mike. Świetnie się spisałeś. Myślałem, Ŝe juŜ po tobie.
- Mówicie tak, jakby nasz klubowy domek był większy, niŜ jest w rzeczywistości - rzekł
Richie. - Łaziliście w tę i z powrotem, a przecieŜ bok domku ma zaledwie pięć stóp długości.
Nastała chwila ciszy, podczas gdy pozostali przyglądali się zasępionemu, pogrąŜonemu w
rozmyślaniach Billowi.
- B-b-był większy - odezwał się w końcu. - N-no nie, B-b-ben?
Ben wzruszył ramionami. - Tak wyglądało. Chyba Ŝe to przez ten dym.
- To nie był dym - stwierdził Richie. - Na chwilę przed tym, jak to się stało - zanim
zniknęliśmy - pamiętam, Ŝe wnętrze domku wydawało mi się olbrzymie jak sala balowa w jakimś
filmie. To znaczy w musicalu. Na przykład w Siedem narzeczonych dla siedmiu braci. Prawie nie
widziałem Mike’a siedzącego pod przeciwległą ścianą.
- Zanim zniknęliście? - spytała Beverly.
- No... chodzi mi o to, Ŝe... jak...
Schwyciła Richiego za ramię.
- To się stało, prawda? To naprawdę się stało! Mieliście wizje, tak jak w ksiąŜce Bena! - Jej
twarz płonęła wewnętrznym blaskiem. - To się stało! Naprawdę! Richie spojrzał najpierw na
siebie, a potem na Mike’a. Mike miał sztruksy z dziurą na jednym, a Richie dŜinsy z dziurą na obu
kolanach. Przez postrzępione włókna widać było zdartą skórę i krew.
- JeŜeli to była wizja, to nigdy nie chcę przeŜyć drugi raz czegoś takiego. Nie wiem, jak
stojący tam WaŜniak, ale kiedy schodziłem na dół, nie miałem dziurawych spodni. Były prawie
nowe, jak rany. Ale mi się dostanie od mamy.
- Co się stało? - spytali jednocześnie Ben i Eddie.
Richie i Mike wymienili spojrzenia, a potem Richie powiedział:
- Bevvie, masz papierosa?
Miała dwa, owinięte w kawałek szmatki. Richie włoŜył jednego do ust, a kiedy mu
przypaliła, juŜ po pierwszym sztachnięciu dostał gwałtownego ataku kaszlu.
- Nie mogę - powiedział. - Przepraszam.
- To była przeszłość - rzekł Mike.
- Gówno prawda - wtrącił Richie. - Przeszłość to mało powiedziane. To była prehistoria.
- Tak. Racja. Byliśmy w Barrens, ale Kenduskeag płynął z prędkością mili na minutę. Był
diablo głęboki. A do tego kurewsko dziki. Przepraszam Bevvie, ale tak właśnie było. I były w nim
ryby, chyba pstrągi. W kaŜdym razie tak mi się wydaje.
- M-m-mój tata m-m-mówi, Ŝe w K-k-kenduskeag juŜ od d-d-dawna nie było Ŝadnych r-rryb.
Z p-p-powodu ścieków.
- To było dawno, fakt - stwierdził Richie. Przyglądał im się niepewnym wzrokiem. -
Myślę, Ŝe to było co najmniej milion lat temu.
Wypowiedź tę powitała iście grobowa cisza. W końcu przerwała ją Beverly: - Ale co się
stało?
Richie czuł podchodzące mu do gardła słowa, lecz nie potrafił ich stamtąd wydobyć.
Zupełnie jakby znowu zwymiotował.
- Widzieliśmy przybycie Tego - wykrztusił wreszcie. - Myślę, Ŝe to było To.
- Chryste - mruknął Stan. - O Chryste!
Rozległ się głośny ryk, gdy Eddie zrobił uŜytek ze swego aspiratora.
- To przybyło z nieba - powiedział Mike. - Nigdy więcej nie chciałbym zobaczyć czegoś
takiego. Było rozpalone do tego stopnia, Ŝe nie dało się na to patrzeć. I tryskało wyładowaniami
elektrycznymi przy wtórze odgłosów przypominających grzmoty. Ten dźwięk... - potrząsnął
głową i spojrzał na Richiego - brzmiał tak, jakby zaraz miał nastąpić koniec świata. A kiedy
uderzyło w ziemię, to wznieciło poŜar lasu. I to był juŜ koniec.
- Czy to był statek kosmiczny? - zapytał Ben.
- Tak - odrzekł Richie.
- Nie - odparł Mike.
Spojrzeli na siebie nawzajem.
- CóŜ, myślę, Ŝe tak - stwierdził Mike i jednocześnie Richie powiedział: - Nie, tak
naprawdę to nie był statek kosmiczny, bo widzicie...
Umilkli, podczas gdy pozostali przyglądali się im z zakłopotaniem.
- Ty powiedz - rzekł Richie do Mike’a. - Myślę, Ŝe chodzi nam o to samo, ale oni nic z
tego nie kapują.
Mike kaszlnął w zaciśniętą dłoń, a potem, prawie przepraszająco, uniósł wzrok i spojrzał
na pozostałych.
- Nie wiem, jak mam wam to wyjaśnić - stwierdził.
- P-p-postaraj się - rzekł ponaglającym tonem Bill.
- To przybyło z nieba - powtórzył Mike - ale to nie był właściwie statek kosmiczny. I nie
był to równieŜ meteoryt. To było bardziej jak... jak... biblijna Arka Przymierza, wewnątrz której
miał się znajdować Duch BoŜy, tylko Ŝe to nie był Bóg. Wystarczyło, Ŝe To poczułeś,
obserwowałeś przybycie Tego, a wiedziałeś, Ŝe To było złe. Bardzo złe. - Spojrzał na nich.
Richie skinął głową. - To przybyło z... zewnątrz. Mam takie przeczucie. Z zewnątrz.
- Spoza czego, Richie? - zapytał Eddie.
- Spoza wszystkiego. A kiedy to spadło na ziemię... wybiło w niej największą pieprzoną
dziurę, jaką mógłbyś zobaczyć w Ŝyciu. To zmieniło całe olbrzymie wzgórze w coś w rodzaju
ciastka z dziurką. Wylądowało dokładnie tu, gdzie dziś znajduje się śródmieście Derry. - Spojrzał
na nich. - Chwytacie, o co mi chodzi?
Beverly wypuściła z ręki na wpół wypalonego papierosa i zgniotła go butem. Mike
powiedział: - To było tu od zawsze, od zarania dziejów, zanim jeszcze na świecie pojawili się
ludzie, chyba Ŝe moŜe Ŝyły juŜ gdzieś w Afryce pierwsze nieliczne jeszcze plemiona - mieszkające
w lasach albo gnieŜdŜące się w jaskiniach. - Krateru dziś juŜ nie ma... Prawdopodobnie w okresie
epoki lodowcowej dolina pogłębiła się, okoliczne tereny zmieniły swój wygląd, a krater został
zasypany... ale To było tu wtedy i być moŜe spało, a moŜe czekało, aŜ lód stopnieje, a potem
pojawią się ludzie. - Dlatego To korzysta z kanałów i ścieków - wtrącił Richie. - Muszą być dla
Tego czymś w rodzaju regularnych autostrad.
- Nie widzieliście, jak To wyglądało? - zapytał nagle Stan Uris odrobinę ochrypłym
głosem.
Pokręcili przecząco głowami.
- Czy moŜemy pokonać To? - zadał pytanie Eddie, gdy na chwilę zapadła ponura cisza. -
Czy jesteśmy w stanie pokonać taką istotę?
śadne z nich nie odpowiedziało.
5

Akataleptos - 6 Październik 2012, 13:23

Dlaczego tak trudno jest uznac ta oczywistosc, ze stojac przed czlowiekiem, nie stoi sie przed kims konkretnym, jakas osoba, ze w tym ciele nie ma kogokolwiek? Tu chodzi o trzezwe spojrzenie, gdzie ten ktos niby jest? Miedzy uszami, przy panelu kontrolnym, ze ten ktos jest jakims centrum czucia, ktory odbiera wrazenia od zmyslow i naciskajad odpowiednie guziki, steruje tym cialem jak pojazdem?

Czlowiek jest zjawiskiem energetycznym, ta energia jest samoswiadoma, a to co zwie sie umyslem, jest po prostu energetycznym skurczeniem w polu energii. Owe energetyczne skurczenie generue obraz kogos, kogo wydarzenia sie tycza, kto cos robi, kto ma wybor przejscia od punktu A do punktu B, kogos, kto w swiecie na zewnatrz odgrywa swoja historie, ktora w zaleznosci od dokonanego wyboru jest lepsza lub gorsza. Ta historia jest zawsze niedokonczona, jest to dziura, ktorej nie da sie zaleplnic. Ta energia jest wolniej wibrujaca i ciezsza od pozostalych, dlatego patrzac na swiat przez jej pryzmat, nie widzi sie owej zywotnosci i energetycznosci swiata, chociaz to tylko wrazenie, bo zawsze patrzac na swiat, widzi sie owa zytotnosc, ktora jest Pelnia, ktorej sie szuka. Zywotnosc z ktorej wszystko jest zbudowane sama w sobie jest pozbawiona znaczenia i jest bez przyczyny, jest tym czym jest.

Energetyczne skurczenie, "ukrzyzowanie" jest czyms kolektywnym, chociaz kazda osoba mowi o sobie w liczbie pojedynczej, uwaza, ze jest generatorem swoich mysli, chociaz wszystkie jego mysli sa przyciagniete z zewnatrz od innych osob.
Matryca zachowan kolektywnego umyslu jest sztuczna planeta zwana Ksiezycem, ktora nadaje negatywna kobieca energie na Ziemie, ktora jest zywa istota, kobieta. Ksiezyc powoduje wykrwawianie sie czlowieka podczas odgrywania przez niego przedstawienia, zwlaszcza plci zenskiej. Jest to jak kula u nogi, ktora nie dopuszcza do rozprzestrzenienia sie kobiecej energii Ziemi, to jak zakrecony kurek z gazem. Rozblyski energii powstale w trakcie przedstawienia sa kierowane sa ku niemu.

Siedem czakr to mentalny obraz, ktorego niezrownowazenie jest kontrolowane poprzez siedem pierscieni Saturna, ktory byl dawnym sloncem Ziemi w okresie "purpurowej mgly", "starego ksiezyca".
Obecne Slonce, ktorego odpowiednikiem jest czakra serca (zielona, negatyw purpury/fioletu - czakry korony), odwraca to do gory nogami, jest to cos w rodzaju "tanca przekladanca", powierzchnia ziemi i niebiosa sa odpowiednikami czakry zoltej i niebieskiej, ktore sa swoimi negatywami i w procesie "rozpakowywania" sie planety zostaje to odwrocone.

Czlowiek jest fraktalem ukladu slonecznego, ktory jest fraktalem kosmosu.

Nikt nie jest w stanie zrownowazyc centrow energetycznych na tyle, by stac sie wolnym, to takie wodzenie za nos, poniewaz ten ktos dziala w trybie odwrocenia i niepowodzenia, to dazenie w gore, jak po jakiejs "piramidzie potrzeb", toczenie tego ciezaru, ktore zawsze konczy sie ponownym stoczeniem na dol.

Wyzwolenie jest widzeniem zywotnosci, ktora jest wszystkim co jest, widzeniem, ktorego nie widzi ktos i ktore to widzenie odbywa sie w bezczasowosci. Iluzja jest to, ze ktos byl zniewolony. Wolnoscia i bezgranicznoscia jest to, ze jest siedzenie na fotelu, czy chodzenie, iluzja jest to, ze ktos to robi i ktos tego doswiadcza. Wyzwolenie jest jednoscia, poza ktora nie ma wyjscia, iluzja jest to, ze jednosci ktos doswiadcza.
Wyzwolenie nie jest czyms, co osiaga sie krok po kroczku, w wyniku zrownowazenia centrow energetycznych jest po prostu tym czym jest.

Dlaczego kazde nauczanie duchowe wypowiedziane ustnie lub napisane jest jednoscia umyslu kolektywnego? Poniewaz energetyczne skurczenie jest podtrzymywane przez jezyk, ktory odnosi sie do "mnie", "ciebie" lub "nas", nieustannie zasila je, dajac poczucie, ze uwolnienie tyczy sie kogos, kto ma stac sie kochajacym innych i wszystko akceptujacym, a to jest nieprawdziwe i niemozliwe. Trudno jest jednak inaczej o tym mowic. W polskim internecie byl taki chlopak jak Uzuli , ktory staral sie pisac w taki bezosobowy sposob, ale nawet i on polegl. To co pisal bylo namiastka tego w jaki sposob komunikuja sie "aniolowie".

Akataleptos - 6 Październik 2012, 16:05

Oddanie tego w taki sposob jest mocno mizerne, to co dalej powiem tylko bardziej to unaoczni

Cytat:
czlowiek ma za soba "bardzo dluga" podroz ewolucyjna


Oczy zaczely wyksztalcac sie podczas cyklu zwanego "starym Saturnem", narzady rozrodcze na "starym Sloncu", uklad nerwowy na "starym Ksiezycu" (ktorego czescia byla Wenus), uklad krwionosny na Ziemi, krew swoja czerwien zawdziecza kontakowi z Marsem wiele epok temu i teraz caly ten ogromny cykl zabiera sie, jak zlodziej, w mgnieniu oka, w blysku pioruna "elektrycznego Slonca", wlasnie dzieki duchowemu widzeniu, czyli znow wszystko sprowadza sie do oczu, to jest wlasnie "nawrocenie".

Duchowe widzenie nie jest widziane przez kogokolwiek, jest to "pustka", ktora jest bezwarunkowa miloscia, czego nie da sie posiasc. I symbol owego widzenia jest nieustannie manipulowany przez istoty chcace grac role bogow, robi sie z tego "wszystkowidzace oko Boga". Na "starym Ksiezycu" gdzie sloncem byl Saturn, "soczewka" tego ukladu byl Mars, Saturn zostal jednak "zbanowany" i oslepiony i role owego Oka chce dalej grac, wszystko widziec przez pryzmat siebie, co jest wlasnie iluzja, "maya".

Dlatego ukrzyzowany i wykrwaiajacy sie jest slepy, a widzacy jest niewidoczny, sam w sobie jest widzeniem.

Ksiezyc (zywiol wody, deszcz, lzy) ktory nadaje negatywna energie kobieca zwlaszcza poprzez stymulowanie cyklu menstruacyjnego.

Przez caly ten czas wszystko jest wlasnie taka gra przekladania kolorow, planet.

Slonce to wieczne dziecko, jego "przeciwnikiem" jest starzec, zniedoleznialy, chory i oblakany, pedofil przebrany za clowna.

Filmik

Slonce i czlowiek to owy "swiety graal", ktorego tak trudno jest dostrzec.

Cytat:
energetyczne skurczenie


Jednymi z ofiar owego energetycznego skurczenia sa istoty zwane szarakami, male, chude ludziki z wielkimi glowami, ktore eksploduja gdy maja kontakt z prawdziwa moca ;)

Najpiekniejsze w tym wszystkim jest to, ze owa "pustka" bedaca miloscia bezwarunkowa spaja wszystkie te historie, niezaleznie od tego jak sa gwaltowne i jak dlugo wydaja sie trwac, zawsze doprowadzajac do pojednania. Mozna powiedziec, ze nieskonczonosc widzi zawsze stykanie sie wszystkiego ze soba. Inna porazajaca kwestia jest to, ze tego wszystkiego nikt nie robi, to po prostu jest, ze mozna zawsze odpoczywac, niezaleznie od tego co sie pojawia w owym polu swiadomosci, ten odpoczynek jest zawsze i nigdy nikogo nie opuszcza i to jest uwolnieniem, ktore przydarza sie nikomu.

Cytat:
Spytali Go uczniowie Jego: "W którym dniu nastanie odpocznienie zmarłych i którego dnia nastanie nowy świat?" Odrzekł im: "To, czego wyczekujecie, nadeszło, ale wy tego nie wiecie".

Akataleptos - 6 Październik 2012, 18:00

I dlatego wlasnie Harold porusza sie po fali sinusoidalnej (sin, grzech) krzyczac "what to do?" :P Dlatego rowniez gram z wylaczonym dzwiekiem i z green modem :lol:
Akataleptos - 6 Październik 2012, 22:52

Cytat:
Jednymi z ofiar owego energetycznego skurczenia sa istoty zwane szarakami, male, chude ludziki z wielkimi glowami, ktore eksploduja gdy maja kontakt z prawdziwa moca


To sa ludzie, ktorzy zabrneli w to troche glebiej niz populacja ludzi z Ziemi. Egzystuja one we snie, w wyobrazeniach, maja wbudowane w swoje "skafandry" "okulary przeciwsloneczne". Potrafia byc bardzo potezne w swoich umyslowych projekcjach, ale jedynie w nich. To tak jak z kims kto siedzi w sieci 24h na dobe i pisze niesamowite programy, a w realu dupa blada.

Mowi sie, ze one sa bez czucia, wyzbyly sie emocji, ale trudno to w ten sposob okreslic. Caly swiat jest samoswiadoma energia i w tym energetycznym wszechswiecie bedacym uczuciem powstaje tez energia, ktora jest jak folia, ale i nawet ona jest tez manifestacja zywotnosci.
Jednak aby ta folie rozpuscic, musialyby przejsc przez wirtualna smierc tego za co sie uwazaja. Predzej czy pozniej zostana od tego uwolnione przez istoty z ogniem w oczach.

Co smieszniejsze, to wlasnie te istoty w duzym stopniu stoja za naukami w stylu "swiat to iluzja", ale jest to nauka majaca prowadzic do uchwycenia tego poprzez zrozumienie. Jest to "oswiecenie" umyslowe, imitacja. Swiat jest iluzja dlatego, ze patrzac na niego przez pryzmat siebie wydaje sie martwy, to jest iluzja. Nie ma swiata martwego, jest tylko zywotnosc. Kiedy czlowiek mysli, ze tego swiata nie ma, to chce jakiegos innego - tam, gdzie jakis "mistrz" wysni mu cos lepszego. O to wlasnie chodzi w tych wszystkich naukach.

Ilustracja

Kiedy czlowiek zaklada okulary przeciwsloneczne, to jest juz w polowie drogi do szaraka :lol:

Akataleptos - 7 Październik 2012, 12:08

Ta historia o Saturnie jako dawnym sloncu tego ukladu wplata sie tez w historie o potopie. Te planetarne zawirowania naruszyly wodny "baldachim" wokol Ziemi, powodujac jego opadniecie jako deszcz. Zostal odsloniety widok gwiazd gdzies na zewnatrz. Potop, lzy, odgrywanie nieszczesliwych historii przez czlowieka, paraliz, reinkarnowanie sie, umieranie, ponowne wracanie, umieranie, dokladnie tak samo jak deszcz, ktory opadajac na ziemie wydaje odglos oklaskow. Rozpoznanie tej bezosobowosci deszczu, ze tego deszczu nikt nie wykonuje, ze ta historia nie jest "moja", jest widzeniem i scala kolory nieuchwytnej teczy czakr z "wyzsza jaznia" w gwiazdach.

Wszystkie "pojedynki o wolnosc" w kosmosie ostatecznie sa pojedynkami na spojrzenia.

Nie jestem Rainmanem tylko Rainbow-manem :lol:

Akataleptos - 7 Październik 2012, 15:57

Jest to pojedynek spojrzen pomiedzy geniuszem przebieglosci oraz radykalna prostota.
Pomiedzy "metafizycznym geniuszem", a nieuchwytnym, wiecznym dzieckiem. Ta "genialnosc" jest skazana na osmieszenie, niezaleznie od gwaltownosci swych dzialan.

Wszystko juz jest kompletne, "dokonalo sie", lecz pozorny umysl ma za zadanie ten fakt przyslonic najrozniejszymi atrakcyjnymi ofertami.

Owe skurczenie energetyczne, sztuczny umysl, samorozpuszcza sie jak chmura mgly poprzez samo-wiedze i widzenie, doswiadczanie dziejacego sie zycia, ktore nie tyczy sie kogos. Oddech, chodzenie, myslenie, czy jest cokolwiek prostszego?

Ale i juz na tym poziomie gdy mowie to, to umysl kombinuje: aha, czyli jesli uswiadomie sobie oddech to doswiadcze jednosci. Mamy wiec jakis proces uwolnienia, ktory osiaga sie poprzez oddech, ktory umozliwi "rozprzestrzenienie sie", podczas gdy wolnoscia jest sam oddech. I poprzez ten oddech nastepuje polaczenie z czyms duzo wiekszym, z wiekszym "fraktalem" siebie, ale ten "fraktal" jest w ogole niezalezny od tego, czy chce sie go osiagnac, czy nie, jest nie do uchwycenia.

Sztuczny umysl zle czuje sie na Ziemi, poniewaz teskni za poprzednia epoka.

Akataleptos - 7 Październik 2012, 19:05

Ta historia ukladu slonecznego jest nie do opowiedzenia, a to przeciez tylko maly plac zabaw. Tak jak Slonce "walczy" z Saturnem, tak samo i walka jednosci kolektywnej z absolutna, czy raczej rozwiazywanie falszu kolektywnosci, ma miejsce w skali wiekszej, pomiedzy pajeczymi, "czarnymi" dziurami, a calymi galaktykami.

Wola jaka kieruje istotami wplywa rowniez na ich wyglad, dlatego ekstremalna proba przyciagniecia czegos i uchwycenia manifestuje sie jako pajak, ktorego sylwetka najlepiej do tego sie nadaje.
Tak jak w Internecie, owe pajecze istoty maja swoje maski/avatary, ktore wygladaja niezwykle pieknie i anielsko, aplikujac przy tym wirus pozornej wiedzy i rozwoju, do ktorego przyklejajac sie, zostaje sie wydymanym w kakaowe oko :P
Istoty pajecze sa rozpuszczane i po swojej "smierci" staja sie np. ktoryms z zywiolow.

Rdzenie galaktyczne wysylaja "impulsy" energetyczne z "centrum nieskonczonosci", ktore przechodzac przez gwiazdy jak przez "kanal", transformuja planety i istoty na nich mieszkajace, scalajac ich poszczegolne warstwy, "podwyzszajac wibracje".

Zawsze wszystko nieprzewidywalnie i doskonale sie synchronizuje, poniewaz calosc spaja "milosc bezwarunkowa", ktora jedna kazdy przejaw i rozpuszcza kazdy falsz, po prostu bedac.

Do tego wszystkiego dochodzi nieliniowosc czasowa, historie ogromnej ilosci roznych istot, ktore na przestrzeni swych dziejow to upadaly, to sie wznosily, ktore chcac dobrze przeszkodzily, ktore chcac zle pomogly, to jest totalnie mozgoniszczace :lol:
Naprawde, w nieskonczonosci nie ma miejsca na cos takiego jak wlasne przemyslenia, opinie, czy "wytlumacz mi to jeszcze raz bo tego nie chwytam", to jest totalna jazda bez trzymanki.

To jest dziki i nieujarzmiony Byt, ktory kieruje sie (Samo)Wola o nic nie pytajac. To cos wiecej niz pustka, cisza, czy Bog.

Akataleptos - 8 Październik 2012, 12:35

Pewnie jakis psycholog, czy psychiatra z checia zajalby sie tym przypadkiem :lol: ale nie mialby zadnego punktu zaczepienia, nie wykazuje zadnych "anomalii", co najwyzej sam zostalby "rozpuszczony" poprzez konsekwentne zadawanie kilku pytan, ktore trafilyby bezposrednio w dziesiatke wywolujac przy tym error.

Pozorny umysl nie jest czyms zlym i groznym, on jest przede wszystkim zaden.

Akataleptos - 8 Październik 2012, 14:08

W kazdym czlowieku, ktory inkarnowal sie na Ziemi jest takie poczucie, ze czegos brak, dziura, ktora probuje zapelniac sie przedmiotami, sukcesami np. w sporcie, czy szkole, ale ta dziura jest nie do zapelnienia i u mniejszosci pojawia sie pomysl, ze oto zaczne rozwijac sie duchowo, bede poszukiwal oswiecenia. Tylko, ze jest to pragnienie takie samo jak pragnienie samochodu, czy kolejnej kochanki, po prostu brzmi wznioslej.
To poczucie jest tak naprawde tesknota za starym, saturnowym sloncem i teraz niejaki Lucjan z Stanislawem buduja wokol Saturna jakies niesamowite swiaty umieszczone w astralu, ktore maja ukoic duchowego adepta, ktory po przejsciu przez jakies stopnie wtajemniczenia, dostanie to czego tak zawsze pragnal.
Sprzedaja to jako poziomy wymiarow, niebios, chociaz to tylko wielosc oktaw w obrebie jednego wymiaru, maja swoich "mistrzow wniebowstapionych", chociaz to tylko clowni.

Przedstawiaja sie jako straznicy planety Ziemi, chociaz ich zadaniem jest nie dopuscic do tego, by ona sie rozwinela w gazowa planete, by nie wyszla spod panowania "King Crimsona", ktory jest slepy. To ona jest owa "prostytutka", Maria Magdalena.
Stad biora sie te historie o ksiezniczce zamknietej w wiezy, warkocz to spirala DNA.

Transformacja w gazowa planete odbedzie sie poprzez odwrocenie jej ciala zoltego i niebieskiego i scalenie w wyniku pocalunku "Zielonego Czlowieka".

Ten "swiety graal" ktorego tak sie szukalo, swieci jawnie w dzien na niebie, ktorego nie dostrzega sie patrzac przez pryzmat sztucznej osobowosci. Zawsze tu byl, nigdzie sie nie ukrywal, nie wymaga zadnych stopni wtajemniczenia, jedyne czego wymaga to rozwiazanie sprzecznosci i kolaps sztucznego "ja", ktore cos utracilo. To jest powrot do dziecinstwa, ktore nigdy sie nie konczy. A Slonce sieka clownow rowno :lol:

Utwor

Akataleptos - 8 Październik 2012, 16:27

Cytat:
Transformacja w gazowa planete odbedzie sie poprzez odwrocenie jej ciala zoltego i niebieskiego i scalenie w wyniku pocalunku "Zielonego Czlowieka".


Jakies skojarzenia? :lol:

Dlatego Yoda odwraca zdania.

If so powerful you are .. why leave? :D

Akataleptos - 8 Październik 2012, 21:47

Cytat:
krew swoja czerwien zawdziecza kontakowi z Marsem


Cytat:
"soczewka" tamtego ukladu byl Mars


Cytat:
Dlatego ukrzyzowany i wykrwaiajacy sie jest slepy


"Oko Wielkiego Brata" i "pokoj zwierzen" - red room, redrum, murder ;)
Ukrzyzowanie bylo wlasnie dowodem na falszywosc "King Crimsona" to on zostal przybity by udowodnic, ze w tym wszystkim nikogo konkretnego nie ma, ze tego wszystkiego nie widzi "ktos". Patrzac na ukrzyzowanego fizycznym wzrokiem widzialo sie trupa, natomiast "odwracajac" widzenie, widzialo sie zywotnosc, drzewo wiedzy. Pluca to odwrocone drzewo do gory nogami, jablko to pole elektromagnetyczne serca - czakry zielonej - negatyw purpury. To widzenie zywotnosci moze zostac przysloniete, ale ono tam jest niezaleznie od tego.

Tu nie chodzi o rywalizacje kolorow, ze jeden jest lepszy od drugiego, ze purpurowy jest niedobry :lol: Lecz o to, ze "ktos" nie moze centrow energetycznych zrownowazyc, poniewaz ten ktos nie moze widziec, ani odczuwac. "Ktos" to blokada np. splotu slonecznego, wiec jak ktos moze zrownowazyc splot?

Akataleptos - 8 Październik 2012, 22:56

To jest tez poniekad odpowiedz na pytanie: dlaczego Bog nie zareagowal, gdy zabijano jego syna :lol:

To jest wlasnie wolnosc, ze to wszystko jest widziane przez nikogo.

I ten umysl kolektywny jest owym "grzechem pierworodnym", ktory czlowiek dziedziczy z automatu, co jest wlasnie falszem.

Poprzez kolaps sztucznej tozsamosci oddaje sie ciezkie szaty w ktore Saturn czlowieka wyposaza przed narodzinami, zostajac nago jak "Pan Bog stworzyl" :lol: i wtedy nie ma punktu zaczepienia do ponownego wracania i widzi sie, ze w tym calym wracaniu i umieraniu nie bylo kogos konkretnego, nigdy nie bylo tam zadnego "mnie", zadne zycie nie bylo "moje".

I to jest wlasnie dziecinstwo, ktore trwa wiecznie.

Akataleptos - 8 Październik 2012, 23:28

Prosze mi wybaczyc te przydlugie kazanie, o ile w ogole ktos tam jest :lol:

Juz widze te tlumy ludzi i te reakcje na to co glosze :lol:

Tlumom glosi sie idiotyzmy, to swego rodzaju "channelingi" od Ust Bytu Oblakanego, tutaj w samotnosci moge "wytrenowac" sie w wyrazaniu prostoty prawdy, by opowiedziec jak najmniej glupot jak najmniejszemu zgromadzeniu.
Pewnie kiedys bylem jakims ksiedzem, ktory glosil ludziom glupoty :P

Akataleptos - 9 Październik 2012, 18:00

Dementuje plotke jakoby wampiry baly sie krzyzy, jest to przyklad tego jak wszystko sie odwraca do gory nogami, by siac dezinformacje :P Wampiry daly ludziom krzyze, by wysysac z nich krew :D
Wampirzy, sztuczny umysl boi sie wlasnie krzyza odwroconego - nie doslownie, ktorym jest Slonce i widzenie. Podobnie jak boja sie odwrocenia niebios i ziemi i scalenia ich. Odsylam do tego posta i tego fragmentu z ew. Judasza. Widzenie jest widziane przez nikogo, "lustro" przestrzeni, dlatego nie widza sie w jej odbiciu, poniewaz sa pod panowaniem "oka wielkiego brata", ktore jest slepe, a widzenie realne rozpuszcza jego sprzecznosc.

Akataleptos - 9 Październik 2012, 20:26

Cytat:
Podobnie jak boja sie odwrocenia niebios i ziemi i scalenia ich.


Dlatego, ze mieszkaja gleboko pod powierzchnia ziemi, chociaz obecnie to sie zmienia, a system sluzy jako maszynka do karmienia sie dziecieca energia, doslownie i w przenosni. Widzenie Slonca jest jak spojrzenie w oczy "wiecznego dziecka", dlatego sztuczny umysl tak bardzo boi sie je widziec, a transformacja planety i opuszczenie przez nia wiezy po warkoczu jest katastrofa.

Tu nie chodzi o jakas kare za grzechy, Slonce swieci wszystkim jednakowo i nikogo nie osadza. Umysl boi sie kary za grzechy, bo wmowil sobie, ze zaatakowal "wieczne dziecko" i pomimo skali swoich zbrodni, tam nie ma nikogo konkretnego i ten falsz, ze jest ktos, zostaje rozpuszczany i transformowany.

Widzenie, ze nie ma nikogo kto cos moze zrobic innym zlego lub pomoc swiatu, to jedyne jak swiatu mozna realnie pomoc, poniewaz kazde pozorne dzialanie wywoluje pozorne przeciwdzialanie. Zawsze checia pomocy i "dobrymi intencjami" wywoluje sie przeciwienstwo tego gdzies indziej, to jak pajecza siec. To brzmi idiotycznie, ze wobec takiej skali cierpienia nic nie mozna zrobic i jedynym ratunkiem jest widzenie i samowiedza, ale w tym tkwi cala potega, niszczaca falsz u podstaw.
Zamiast wykrwawiania sie i szamotania, gromadzi sie wtedy energie Slonca i siec zaleznosci, "klatwa" zabraniajaca wyjscia poza zaklety krag (czy pierscien, albo wieze, po warkoczu DNA), zostaje rozpuszczana.

Akataleptos - 9 Październik 2012, 22:10

Jest w tym podobienstwo do filmu "cube", gdzie kazdy ruch i dzialanie sieka czlowieka na kawalki. Widzenie samouklada ta kostke rubika.
Podobnie i zostalo to pokazane w matrixie, gdzie Neo walczyl bezskutecznie ze swoim "alter ego", kazdy jego ruch spotykal sie z rownie intensywnym przeciwdzialaniem, az do momentu Widzenia i bezruchu.

Filmik

Cytat:
soczewka tamtego ukladu byl Mars

Cytat:
krew swoja czerwien zawdziecza kontaktowi z Marsem wiele epok temu

Cytat:
oko wielkiego brata, pokoj zwierzen, red room, redrum, murder

Cytat:
dlatego ukrzyzowany i wykrwawiajacy sie jest slepy


Ilustracja

Nie chodzi o to, zeby przestac robic, bo wtedy mamy kogos kto probuje robic nic nie robienie i ten niby ktos zostaje posiekany. Nie da sie nic zrobic w tym kierunku, by od tego kogos sie odkleic. Nie chodzi tez o to, ze "aha, czyli nie musze nic robic?", bo to zaklada, ze robilo sie cos wczesniej. Jest po prostu widzenie z nikad, z zadnego miejsca i przez nikogo.

To jest tak niesamowicie proste i totalnie niszczy caly ten show, to "starcie gigantow" manipulacji i dzieciecej prostoty, gdzie to pierwsze zostaje osmieszone. Ale nikt tego nie wygrywa, to nie jest walka czyjas i o cos i to jest klucz do wyzwolenia.

Akataleptos - 10 Październik 2012, 16:00

Trzeba liczyc sie z tym, ze widzenie duchowe to nie jest patrzenie przez rozowe okulary, Byt ma calkowita wolnosc w byciu tym czym chce, manifestuje sie tez jako cos co w czyjejs opinii przekracza wszelkie granice dobrego smaku, wlasnie dlatego, ze jest wolny. Jakiekolwiek opinie na ten temat nic nie znacza i niczego nie zmieniaja. Oczekiwania co do tego jak wolnosc ma sie objawiac to ograniczenia. Wolnosc od ograniczen to nie bujanie w oblokach, w jakiejs rozowej mgielce, to nie surrealizm, to calosc istnienia. Wszystkie te atrakcyjne nauczania sa po to, by przyslonic to ich niezbyt atrakcyjne podloze na ktorym to stoi.

I nikt z wlasnej woli nie chce tego dostrzec, poniewaz jedna z tych nieprzyjemnych prawd jest to, ze nie ma czegos takiego jak wlasna wola.

Akataleptos - 12 Październik 2012, 00:01

W kosmosie manifestowane sa gry o roznych poziomach trudnosci, ale najzabawniejsze w nich jest to, ze wszystkie one, niezaleznie od skali trudnosci, sa samo-przechodzace sie. Z przyslonietymi oczami powstaje wrazenie decydowania o ruchach, Haroldowi w wiezy moze sie zdawac, ze to on skacze swoje skakanie, poczas gdy to Widzacy nim kieruje.

W tej grze, zwanej matrixem, chodzi o dostrzezenie tego, ze gra jest juz skonczona, ze nie ma niczego do zrobienia, bo nie ma kogos, kto moglby czegos dokonac. I wtedy przechodzi sie przez wszystkie te "levele" samo(is)tnie, jest widzenie tej samo(is)tnosci i niezaleznie od okolicznosci, jest to bezwysilkowe i nie jest sie przez cokolwiek dotknietym. Cierpienie moze sie pojawic, wolnosc jest wolna od kalkulacji co do tego, jak ona ma sie przejawic, ale pojawi sie dla nikogo.

Cytat:
Juz nastal czas bracia, abysmy zostawili nasz trud i znalezli sie w odpoczynku. Kto ustanowil siebie w odpoczynku, bedzie przebywal w nim wiecznie.

(...)

Przyjeli te slowa o nim z drzeniem i lekiem, a lek ustanowil ich razem z archontami, gdyz z niego nic nie wyszlo

Akataleptos - 12 Październik 2012, 14:08

To wrazenie, ze jest sie kims oddzielonym od swiata, to "skurczenie energetyczne" o ktorym pisalem, to nie jest tylko jakas tam idea obecna w umysle, to nie sa tylko jakies tam babelki mysli, to jest uczucie obecne w calym ciele, tak, jakby wszczepione byly w nie rozzazone metalowe prety, wykute przez jakiegos Kowala/Smitha.

Carlos Castaneda napisał/a:
W następnej chwili spostrzegłem, że jestem w jednym z meksykańskich miasteczek, wybudowanych na szlaku kolei; było oddalone o około dwa i pół kilometra na wschód od domu don Juana. Don Juan i ja staliśmy na środku ulicy przy banku państwowym. Zaraz potem ujrzałem bodaj najdziwniejszy widok, jaki kiedykolwiek dane mi było oglądać w świecie don Juana. Zobaczyłem energię w jej ruchu we wszechświecie, lecz nie zobaczyłem ludzi po postacią kulistych czy
prostokątnych bąbli energii.
Ci, którzy mnie otaczali, byli w jednej chwili normalnymi ludźmi z powszedniego świata, w następnej zaś bardzo dziwnymi stworzeniami. Wyglądało to tak, jakby kula energii – normalny obraz człowieka – była przezroczysta, podobna do aureoli otaczającej przywodzący na myśl owada rdzeń. Rdzeń ów nie przypominał kształtem istoty z rzędu naczelnych. Nie było w nim żadnych części szkieletowych, tak więc nie widziałem tych ludzi tak, jak się ogląda zdjęcia rentgenowskie, na których widać kościec człowieka. Rdzeń tych ludzi stanowiły raczej figury geometryczne zbudowane z czegoś, co wyglądało jak bardzo gęsta wibracja materii. Rdzeń przypominał litery alfabetu – główny szkielet konstrukcji stanowiła duża litera “T". Przed nią zawieszona była gruba, odwrócona litera “L"; u podstawy pionowej kreski litery “T" znajdowała się grecka “delta", która sięgała niemal samego podłoża i stanowiła podporę całej konstrukcji. Na górze litery “T" dostrzegłem coś, co przypominało linę o średnicy może jednego cala; lina przebijała czubek świetlistej sfery, nadając mojej wizji wygląd gigantycznego paciorka, ciężkiego klejnotu, wiszącego sobie swobodnie na łańcuszku.
Kiedyś don Juan opisał mi metaforycznie energetyczną unię łączącą wiązki istot ludzkich. Powiedział mi wówczas, że czarownicy starożytnego Meksyku opisywali te wiązki jako zasłonę wykonaną z paciorków nanizanych na sznurek. Brałem ten opis dosłownie i sądziłem, że sznurek ten przechodzi przez skupisko pól energii, z których składa się człowiek, od samej góry do dołu. Ów łączący sznurek, który widziałem, bardziej nadawał okrągłej konfiguracji pól energetycznych człowieka wygląd wisiorka. Nie widziałem jednak żadnej innej istoty, która byłaby nanizana na ten sam sznurek. Wszystkie istoty, które widziałem, były istotami o geometrycznym układzie z niby-liną w górnej części sferycznej aureoli. Ta lina uparcie przywodziła mi na myśl kanciaste zygzaki, jakie niektórzy z nas widzą, gdy zmrużą powieki.
Don Juan i ja przeszliśmy miasteczko od jednego jego końca do drugiego i widziałem dosłownie dziesiątki istot o takim geometrycznym układzie. Moja zdolność widzenia ich była niezwykle rozchwiana. Przez chwilę je widziałem, po czym traciłem wizję i miałem przed sobą zwykłych ludzi.


Jakies skojarzenia? :P
A chodzi o to, zeby doprowadzic do czegos takiego

Akataleptos - 12 Październik 2012, 15:14

Ktos pewnie slusznie zauwazylby, ze powtarzam sie z opisywaniem niektorych spraw, ale to dlatego, ze to dazy do jak najwiekszego "skompresowania" roznych porownan. Na kilku ostatnich stronach jest wyjasnienie jaki zwiazek ma "wladca pierscieni" z "matrixem" i biblijnym potopem i tecza, dlaczego dobrzy gracze IT zajmuja sie tez czesto ukladaniem kostki rubika lub gra w tetrisa i dlaczego to mistrz Yoda uwalnia ksiezniczke z wiezy (Babel), ktorej strzega clowni (diabelski clown z ksiazki "IT" Stephena Kinga) :P
Akataleptos - 12 Październik 2012, 17:50

Cytat:
Przeslanie od istoty negatywnej z piatego wymiaru :lol:


To jest wlasnie slynny "blue screen of death".

Okna to piec zmyslow, scalenie zmyslow to odwrocenie w negatywie i przejscie przez "brame smierci" od czego juz nie ma powrotu, poniewaz nie ma kto wracac ;)

Akataleptos - 13 Październik 2012, 13:12

Ta historia o dwoch sloncach wyjasnia poniekad wiele zjawisk, ale jakby tak zaglebic sie w to bardziej, to przychodza pytania: dlaczego tak sie stalo? Dlaczego gwiazda jest akurat taka gwiazda, a nie inna? Dlaczego kolor zielony jest zielony? Nieprawda jest, ze zanurzajac sie glebiej w rzeczywistosc znajduje sie wyjasnienie dla czegokolwiek, dla najbardziej blahego zjawiska. Wszystko to po prostu sie dzieje, calkowicie bez przyczyny i w prosty sposob. Trudnosci rowniez pojawiaja sie w sposob prosty. Wszechswiaty pojawiaja sie jak babelki w szklance wody gazowanej, czy uchwycenie sie babelka i poznanie jego przyczyny, albo proba jego zagarniecia dla siebie, niby jakas pajecza, ekstremalnie duza czarna dziura, ma cos wspolnego z nieskonczonoscia realna?
Akataleptos - 13 Październik 2012, 16:07

Gdybym glosil to wszystko co najmniej kilkaset lat temu, to zrobiono by z tego co tu jest pisane cos w stylu: musisz poddac swoja wole woli Boga, lub: musisz przestac chodzic do pracy by nie pracowac na system.

Ale to nie ma w ogole zwiazku z prawda, prawda jest bardziej radykalna :lol: Nie mozna poddac swojej woli komus, bo nie ma czegos takiego jak swoja wola, nie mozna przestac chodzic do pracy, bo nigdy sie nie pracowalo, praca po prostu sie wydarzala i prawdopodobnie dalej bedzie sie wydarzala.

Akataleptos - 14 Październik 2012, 12:05

Cytat:
system sluzy jako maszynka do karmienia sie dziecieca energia, doslownie i w przenosni. Widzenie Slonca jest jak spojrzenie w oczy "wiecznego dziecka", dlatego sztuczny umysl tak bardzo boi sie je widziec, a transformacja planety i opuszczenie przez nia wiezy po warkoczu jest katastrofa.


Cytat:
Soczewka tamtego ukladu byl Mars, Oko Wielkiego Brata, red room, redrum, murder, plac czerwony. Dlatego ukrzyzowany i wykrwawiajacy sie jest slepy


Czym jest wiec "swieta komunia"/komunizm? To wspoldzielenie, ale wspoldzielenie czego? Wspoldzielenie skladania ofiar z dzieci i zjadania ich przez system, w przenosni i doslownie, w celu budowania nowego, lepszego swiata, raju.

Akataleptos - 14 Październik 2012, 12:29

Cytat:
Ta historia o Saturnie jako dawnym sloncu tego ukladu wplata sie tez w historie o potopie. Te planetarne zawirowania naruszyly wodny "baldachim" wokol Ziemi, powodujac jego opadniecie jako deszcz. Zostal odsloniety widok gwiazd gdzies na zewnatrz.


Cytat:
Slonce to odpowiednik czakry zielonej, serca


W tym rastafarianskim "paleniu zielonego" i pijackim, niezrownowazonym, chwiejacym sie Babilonie, jest cos wiecej niz to sie powszechnie uwaza :P

Podobnie z tym "zabiciem szeryfa" , ktorego znakiem jest gwiazda.

W co zostal postrzelony szeryf? W oko.

Akataleptos - 14 Październik 2012, 15:02

Pierwotna istota ludzka byla niewyobrazalnie potezna, ale i tez naiwna jak dziecko, przez co dala poddac sie roznym "ulepszeniom", ktore sprawily, ze ta moc oddaje ku kosmicznym narkomanom. Ci "bogowie" sa potezni, ale potezni sila ludzi, ktorych oslabiaja, wydaja sie niesmiertelni, ale sa tacy dzieki smiertelnosci ludzi.

Ta naiwnosc nie byla tez daremna, poniewaz w ten sposob mogla zostac zaaplikowana odpowiednia dawka negatywu, po to, by zrownowazyc balans i zreintegrowac sie w niedualnym swietle. To sa paradoksy, bo wszystko co sie dzieje juz samo w sobie jest wyrazem jednosci, niedualnosci, ale ta jednosc, poprzez bycie juz wszystkim gra w odkrywanie samej siebie ponownie, tak by zdziwic sie i stwierdzic "a wiec to zawsze jest to, nie moge poza to wyjsc".

Mamy wiec potop - zniszczenie wodnego baldachimu wokol planety, ale gdyby nie to, nie zostalo by odkryty widok Slonca, ktore jest "droga ucieczki" z matrixa (siedmiotorowej biezni Saturna) i ktore przez pryzmat sztucznej osobowosci wydaje sie martwa gwiazda. Jest smiercionosny deszcz, ale tez i nieuchwytna tecza.

I teraz by to Slonce, wieczne dziecinstwo, ktore juz jest gotowe, przyslonic, daje sie rozne atrakcyjne zabawki, oraz tyle rzeczy do wykonania by znow wrocic na tor biezni, ale tej teczy za ktora sie goni nie da sie zlapac , zawsze oddala sie o tyle, o ile chce do niej sie zblizyc.

To czlowiek bedzie zbawial istoty, ktore chcac uchwycic wolnosc, zostaly zniewolone - utwor o tym.

Akataleptos - 14 Październik 2012, 17:58

Narzady rozrodcze czlowieka wyewoluowaly na Sloncu, ktore jest wiecznym dzieckiem. Rosly one tam tak jak dzisiaj drzewa na Ziemi.

Cialo czlowieka jest fraktalem (ukladu slonecznego), narzady rozrodcze maja swoj odpowiednik w ustach, klatka piersiowa w oczach.

Dlatego kompleksy seksualne manifestuja sie jako nadmierna aktywnosc w mowieniu, zwlaszcza podczas slepienia w monitor ;)

Oraz w gloszeniu "madrosci" przez koscielne Usta Oblakane, po to, by slowna hipnoza zakryc ta szkarade

Cytat:
Dwojaka religja, a w obu wieża Babel, kłamiąca Bogu ustami

Akataleptos - 14 Październik 2012, 19:52

Cytat:
siedmiotorowej biezni Saturna


Mozna pisac o pierscieniach, ale mozna to tez okreslic jako bieznie, gdzie goni sie w celu zlapania teczy, ktora oddala sie o tyle o ile sie do niej zbliza.

Bieznia wokol zielonej murawy - czakry serca, zatrzymanie sie w bezruchu odwraca bieg, sciaga z biezni i kieruje samoistnie ku "centrum", przez co staje sie teczowym czlowiekiem.

Filmik :D

Akataleptos - 14 Październik 2012, 22:04

Te Pawly to jednak maja to do siebie, ze wszystko odwracaja w druga strone:

Ilustracja

Cytat:
Cytat:
Przeslanie od istoty negatywnej z piatego wymiaru :lol:


To jest wlasnie slynny "blue screen of death".


Link :D

Akataleptos - 15 Październik 2012, 12:44

Cytat:
Ukrzyzowanie bylo wlasnie dowodem na falszywosc "King Crimsona" to on zostal przybity by udowodnic, ze w tym wszystkim nikogo konkretnego nie ma, ze tego wszystkiego nie widzi "ktos".


Nie wiem czy takie okreslenie oddaje istote rzeczy. Cierpienie jakie dzieje sie na swiecie istnieje, ale mimo jego skali, istnieje dla nikogo i wobec ogromu wolnosci jest jak jakas zmarszczka na powierzchni oceanu. Zabojstwa, gwalty, to wszystko istnieje, ale nikt nigdy nikogo nie zabil i nie zgwalcil.

Istota bedaca Sloncem doswiadcza calosci zycia dziejacego sie na planetach, lacznie z caloscia jego cierpienia, ale jak wielkie moze to miec dla niej znaczenie?

Tu nie chodzi o ignorowanie cierpienia, wrecz przeciwnie, chodzi o przyjecie go "na klate", o wspolczucie, ale wspolczucie nie moze byc wykonane przez ego, ktore jest jak aluminiowa folia. Ego moze mowic, ze wspolczuje, moze probowac wzbudzic w sobie wspolczucie, zalozyc jego maske, moze mowic "wiem co czujesz", ale to sa bzdury.

Patrzac na ukrzyzowanego fizycznie, przez "okulary przeciwsloneczne" patrzylo sie na projekcje, ktora zostala przefiltrowana przez umysl, co dalo wrazenie kogos cierpiacego, ktoremu moznaby "wspolczuc" i wspoldzielic z nim to cierpienie, ale gdyby te okulary odpadly, dopiero wtedy prawdziwe wspolczucie by wzeszlo, ale juz nie byloby komu wspolczuc.

Oswiecenie to koniec z problemem cierpienia, ale dopoki unika sie go szukajac przyjemnosci, jest sie jego niewolnikiem, bo ciagle jest przeszkoda, ktora moze zaklocic spokoj. I wtedy szuka sie stanow swiadomosci wolnych od cierpienia, a ktore to powstaja wlasnie na podlozu cierpienia, jak na przyklad "pieciogwiazdkowe" hotele na Saturnie.

Na tym polega wlasnie upadek "Lucyfera".

Akataleptos - 15 Październik 2012, 13:28

Filmik do powyzszego :lol:
Akataleptos - 15 Październik 2012, 15:33

Cytat:
Narzady rozrodcze czlowieka wyewoluowaly na Sloncu, ktore jest wiecznym dzieckiem. Rosly one tam tak jak dzisiaj drzewa na Ziemi.


Naturalnym stanem jest to, ze dzieci maja orgazmy :P Pajecze "czarne" dziury chcialyby w tym przeszkodzic i pochwycic, ale bezskutecznie, a pajaki sa rozpuszczane sila owych orgazmow. Gdybym to glosil szerzej, to zrobionoby ze mnie zboczenca, tworzac "mnie" bedacego swoja wlasna projekcja. To wlasnie system potrzebuje energii seksualnej dzieci po to, by budowac swoj "raj", gdzie zyloby sie z klapkami na oczach co do zrodla owego "zbawienia". I ten system zostanie tez rozpuszczony przez moc dzieciecej niewinnosci i nieskazitelnosci.

Mowi sie, ze byly trzy krzyze, czyli XXX - symbol filmow porno ;)
No i ten red-rum/mur-der, widze powiazanie ze slynnym portalem.

Akataleptos - 15 Październik 2012, 19:15

Cytat:
Istota bedaca Sloncem doswiadcza calosci zycia dziejacego sie na planetach, lacznie z caloscia jego cierpienia, ale jak wielkie moze to miec dla niej znaczenie?


Wyjasnienie tego fenomenu :P

Dlatego Sloncu wszystko jedno, czy swieci Hitlerowi, czy Franciszkowi z Asyzu :lol:

Przede wszystkim nie bylo kogos takiego jak osoba Adolf Hitler, to tylko maska i klebowisko sprzecznosci, ktora zostaje zdarta i rozpuszczona przy zderzeniu sie ze swiatlem prawdy.

Prawda jest czyms bardzo prostym, ale i radykalnym, jesli nie ma osobnych jednostek, to nie ma ich niezaleznie od tego jak zle sie wydaja, lub jak wydaja sie atrakcyjne ;) Nie ma stopniowania, ze cos jest bardziej wyrazem jednosci, a cos mniej. Jest tylko niestopniowalna calosc.

Tak wiec "osoba Hitlera" jest warta tyle samo co "osoba Jezusa z Nazaretu", poniewaz jedna i druga w tym samym stopniu nie ma racji bytu.

Albo wszystko co sie dzieje jest wyrazem jednosci, albo tkwi sie w sprzecznosciach, ktore sa przez nieskonczonosc bezlitosnie rozwiazywane, niby jakis dym, ktory niby jest, ale w zasadzie go nie ma.
Albo kazdy stan swiadomosci jest wyrazem jednosci, albo wyznacza sobie jakis tor przeszkod i goni sie tecze po stopniach piramidki potrzeb, ktora oddala sie o tyle o ile sie do niej zblizy.

Akataleptos - 16 Październik 2012, 12:18

Cytat:
Albo kazdy stan swiadomosci jest wyrazem jednosci, albo wyznacza sobie jakis tor przeszkod i goni sie tecze po stopniach piramidki potrzeb, ktora oddala sie o tyle o ile sie do niej zblizy.


Dlaczego tecza sie oddala? tzw. duchowi nauczyciele zakladaja, ze wolnosc osiaga sie poprzez przejscie od stanu A do stanu B.

Mamy wiec punkt B gdzie jest upragniona Jednosc do ktorej zmierza sie od punktu A, ale krok naprzod ku niemu tez jest jednoscia. To jest pulapka bezruchu, dlatego powstaje wrazenie, ze ta tecza oddala sie za kazdym razem gdy robi sie krok.

Cytat:
Nikt nigdy niczego nie zrobil


Dlaczego to jest tak trudne do przyjecia, skoro jest to w zasadzie najbardziej oczywista sprawa pod Sloncem?

Ok, moge rzucic kamieniem i stluc szybe. Ale czy moge zrobic odglos tluczonej szyby? Kto robi ten dzwiek, skoro szyba to nie ja? :lol: Skoro nie moge go zrobic, to nie moge tez zrobic jego slyszenia.
To sa sprzecznosci, ktorych rozwiazanie prowadzi do wywolania "blue screen of death", ale nikt tego nie dostrzeze.

Microsoft - skurczenie energetyczne
Windows - zmysly

Akataleptos - 16 Październik 2012, 16:56

Scalanie zmyslow w jedno, w jeden "zmysl" Widzenia polega na rozwiazaniu sprzecznosci kogos, kto przy pomocy zmyslow dziala w swiecie.
Zmysly same w sobie nie ulegaja zmianie, lecz zamiast sluchania jest widzenie, ze jest sluch, zamiast smakowania jest widzenie, ze jest smak.
Jedyna zmiana to ta, ze wrazenia odbierane ze swiata nie przechodza przez pryzmat tego malego ludzika pomiedzy uszami, ktory niby tam jest, a ktory jest klebowiskiem sprzecznosci.
Zmysly nie sa zadnym ograniczeniem, jedynie filtr zmyslow pozornie ogranicza.
Na tym polega tez "upadlosc" tego swiata, swiat sam w sobie nie jest czyms co odpadlo od jednosci, jedynie czyni sie go takim, gdy przepuszcza sie go przez ten pryzmat.
No bo czym wlasciwie jest swiat? To tylko energia objawiajaca sie jako to wszystko, ta energia sama w sobie nie ma zadnego znaczenia, energia nie moze byc upadla, to tylko energia.

Akataleptos - 16 Październik 2012, 19:14

Piszac o braku znaczenia swiata i o braku mozliwosci zrobienia czegokolwiek, pochodzi to ze stanu wolnosci i bezgranicznosci. To nie jest jakies przeslanie Emo, to wlasnie dobra nowina. Ego po ilus tam probach zlapania teczy w akcie rozpaczy czesto stwierdza, ze to wszystko nie ma znaczenia i ze nie warto nic robic, "jak na deszczu lza caly ten swiat nie znaczy nic", ale to stoi caly czas na tym falszu, ze jest ktos, na ignorancji. Kiedy nie ma nikogo, jest zycie, bez kogokolwiek zywego, jest swiat bez granic pozbawiony znaczenia, gdzie nic nie jest wazniejsze od czegos innego, wolnosc niezalezna od okolicznosci i nic tej wolnosci nie jest w stanie zabrac.

To trzezwe, niezachwiane spojrzenie. To nie jest zbudowane na jakis niepowodzeniach.

Akataleptos - 16 Październik 2012, 22:50

To nie czakra trzeciego oka jest odpowiedzialna za duchowe widzenie, lecz swiatlo barwy nieuchwyconej, z ktorego manifestowane sa wszystkie te teczowe kolory czakr.
Tak jak cialo ma budowe fraktalna, ze narzady rozrodcze maja swoj odpowiednik w ustach, a klatka piersiowa w oczach, podobnie jest i z czakrami, nie mozna widziec trzecim okiem, tak samo jak nie mozna uciac komus glowy, tak, by dalej fizycznie mogl na cos patrzec, poniewaz oczy potrzebuja reszty organizmu. Istoty manipulujace, ktore buduja jakies tam swoje rajskie wiezienia, charakteryzuja sie czesto tym, ze maja doskonale sprawne trzecie oko i gardlo, przy zamknietym sercu, co manifestuje sie jako syndrom "geniusza metafizycznego", za ktora kryje sie jakas pajecza szkarada z chwytajacymi odnozami, przerost atrakcyjnych koncepcji nad prostota i nieskonczonoscia zycia.

Trzezwe spojrzenie znikad, z tej nieuchwyconej barwy rownowazy centra energetyczne, a nie wysilki ku temu, poniewaz ten kto sie wysila, nie widzi. Ludziom wmawia sie, ze wysilek przynosi rezultaty, a to jest bzdura. Nie chodzi tez o to, by "wniknac wglab siebie i spojrzec na siebie z wnetrza", bo to ego tylko stara sie stawic w pozycji "obserwatora". Nie ma wnetrza, nie ma tez czegos na zewnatrz, jest po prostu widzenie zycia, w nieokreslonym, nieumiejsowionym gdziekolwiek "punkcie". Ale to nie ty jestes tym punktem, to po prostu jest tym czym jest. Mozna powiedziec, ze to jest widzenie oczami Boga, ale to jest cos wiecej niz Bog.

Od 6:24 :lol:

Akataleptos - 17 Październik 2012, 13:12

Filmik do powyzszego :P

Heksagon na Saturnie.

Czyzby tak manifestowal sie Tetris God? :lol:

Ilustracja :D

Akataleptos - 18 Październik 2012, 12:00

Cytat:
Scalanie zmyslow w jedno, w jeden "zmysl" Widzenia polega na rozwiazaniu sprzecznosci kogos, kto przy pomocy zmyslow dziala w swiecie.


Sa wiec zmysly - okno/okna prez ktore wpada swiatlo, swiatlo jest filtrowane przez ego, ktore jest jedynie tykajacym zegarem i mechanicznym opowiadaczem historyjki o swoich dzialaniach w swiecie, ktory jest na zewnatrz niego, ktory nie jest nim. To jest tak jakby okno zalepic pajeczyna, a slowa i mysli wypowiadane przez sztuczna tozsamosc to pajaki.
Zmysly jako okna nie ograniczaja. Wyzwolenie jest spaleniem tej pajeczyny. Oddech, ktorego sie nie wykonuje, roznieca ogien, ktory ja podpala.

"Uswiadamianie sobie oddechu", by uchwycic wyzwolenie to walka ego i proba jego pojscia na kompromis, proba wpuszczenia powietrza, ale tak, by przy okazji siebie sie nie pozbyc, by "nie postradac zmyslow" :lol:

Bez pajeczyny nie ma swiata poza mna, bo nie ma "mnie", ktory by dzialal w swiecie i ktory by odbieral od niego informacje. Nie chodzi o to, by stojac w kolejce w sklepie doswiadczac jednoczesnie jak to jest byc oceanem, jest stanie w kolejce, ale nieograniczone przez ten tykajacy zegar, ktory odmierza czas do nastepnej chwili, oraz bez tego slepego nawigatora. Tykajacy zegar odmierza czas w swojej opinii do zlapania teczy, podczas gdy to tykanie odmierza jedynie jego smierc.

Akataleptos - 18 Październik 2012, 15:33

W wiekszej skali sa to "czarne" dziury - hipnotyzujace "swiatla martwic" (filmik) , oraz wszelkiego rodzaju sztuczne, mechaniczne konstrukcje imitujace cos zywego jak np. pozorne planety-statki, jak np. ten zwany Ksiezycem. Gwiazda moze stac sie "upadla" istota tylko do czestotliwosci szostego wymiaru (odpowiednik trzeciego oka) zostac oslepiona, ale glebiej nadal pozostaje nietknieta, podobnie jest i np. z Saturnem.
Gwiazda, przykladowo Slonce, jako wieczne dziecko rozpuszcza te pajaki poprzez orgazmowe oddechy (fraktalnosc - klatka piersiowa-oczy), wypala je wzrokiem celujac w zaslepione internetowe oczy, rozpuszczajac je do stanu ktoregos z zywiolow, w ten sposob je uwalniajac.

Podobnie i czlowiek uwalnia sie spod panowania hipnozy poprzez laczenie sie z tymi podmuchami, dzieki czemu nastepuje "rozkurczenie" sie tej zwartej materii i rozprzestrzenienie sie.

ew. Marii Magdaleny napisał/a:
4. „Wszystko, co się zrodziło, wszystko, co stworzone,

5. wszystkie żywioły natury

6. splatają się ze sobą i jednoczą.

7. Wszystko, co złożone, ulegnie rozkładowi

8. wszystko powraca do swych korzeni;

9. materia powraca do pierwocin materii.

10. Kto ma uszy, niechaj słucha”.

Akataleptos - 18 Październik 2012, 15:48

Wiec o co chodzi w zyciu? O nie dorastanie i rozpuszczanie clownow :D

Cytat:
Podobnie i czlowiek uwalnia sie spod panowania hipnozy poprzez laczenie sie z tymi podmuchami, dzieki czemu nastepuje "rozkurczenie" sie tej zwartej materii i rozprzestrzenienie sie.


Mozna to okreslic jako cos w rodzaju "power up".

Filmik

Inny filmik odnoszacy sie do wczesniejszego posta, jako pewnego rodzaju wizualizacja.

Oczywiscie to nie dokladnie to samo, ale idea jest podobna.

Nawiasem mowiac, swiece sie na czerwono :lol:

Link

Akataleptos - 18 Październik 2012, 18:33

Cytat:
Podobnie i czlowiek uwalnia sie spod panowania hipnozy poprzez laczenie sie z tymi podmuchami, dzieki czemu nastepuje "rozkurczenie" sie tej zwartej materii i rozprzestrzenienie sie.


To co ma miejsce w skali mniejszej, ma tez swoj odpowiednik w skali wiekszej. Kiedy czlowiek rozpuszcza to "energetyczne skurczenie" i nastepnie emanujac ta energia wolnosci ku innym, wywoluje to efekt domina przez to rowniez i planeta zostaje w ten sposob "rozpuszczana". Mozna to tez porownac do wrzucenia kamienia do wody, przez co fale rozchodza sie we wszystkich kierunkach jednakowo. Planeta jest zywa istota i wszelkie "stwardnienia" na niej, nie sa dla niej czyms przyjemnym. To tak jak ego czlowieka, z wierzchu jest cierpiace, ale glebiej jest spokoj, ta planeta rowniez ma cos w rodzaju "ego", bedacego twarda, bolesna powierzchnia. Podobnie jak i czlowiek, glebiej jest "miniaturowa gwiazda". Im bardziej planeta jest rozpuszczana do stanu gazowego, tym bardziej ego sie temu sprzeciwia, bo dla niego to kataklizm. Lecz to co zwane jest "katastrofami naturalnymi", samo w sobie takim nie jest, to wlasnie ten pryzmat ego czyni to czyms zlym, poniewaz jest pod panowaniem czegos, co nie chce dopuscic do opuszczenia ksiezniczki z wiezy.
Zaprzestanie tego karmienia sie dramatami, nie zasilanie ich, umozliwia sprawniejsze rozprzestrzenienie sie planety, a to co bedzie sie temu sprzeciwiac, zostanie zmuszone do ucieczki.

Cytat:
niebiosa i powierzchnia to odpowiedniki czakry niebieskiej i zoltej, ktore sa swoimi negatywami


Scalenie niebios i ziemi - zagazowanie, blond wlosy, niebieskie oczy :P
Mozna sie domyslec o co chodzi z tym apokaliptycznym "spadaniem gwiazd na ziemie", jako dziecko zastanawialem sie, jak gwiazdy moga spasc na ziemie, skoro jedna gwiazda jest wieksza od planety :P

Akataleptos - 18 Październik 2012, 21:46

Cytat:
W wiekszej skali sa to "czarne" dziury - hipnotyzujace "swiatla martwic" (filmik) , oraz wszelkiego rodzaju sztuczne, mechaniczne konstrukcje imitujace cos zywego jak np. pozorne planety-statki, jak np. ten zwany Ksiezycem.


Zeby nie bylo sprzecznosci w tym co jest napisane:

Wszystko jest zywe, jest zywa i samoswiadoma energia. Nie sa to atomy, czy jakies mniejsze czasteczki - ta energia jest nieskonczonym, zywym niczym. Jest nieumiejscowiona w czasie i przestrzeni. To nie jest tak, ze z nicosci powstaje cos innego niz nic, kazda manifestacja jest zywa nicoscia. Ta zywa energia moze zmanifestowac sie jako energia hipnotyczno-imitujaca, ale nawet w tym stanie jest manifestacja zywotnosci. Robot jest zywy w tym sensie, ze jest zbudowany z zywej energii.
Ksiezyc tez jest zywa energia, ktora zmanifestowala sie w tej grze jako imitacja, istnieje jako zywa energia, ale nie jest to planeta jak np. inne satelity w tym ukladzie. To tak jakby czlowiek umarl i w cialo wszedl obcy duch, cialo zmienia sie w zombie i ten zombie chodzil wsrod innych ludzi ubrany w garnitur, to nie jest czlowiek taki jak pozostali, ale nadal to jest zywa, samoswiadoma energia, ktora w taki sposob sie zmanifestowala.
W tym samym sensie istnieje ego, energia "poszukiwacza spelnienia". Nie istnieje to, czego ego szuka np. oswiecenia, poniewaz spelnienie jest zbudowane na przekonaniu, ze jest cos poza jednoscia. Ego bedace rowniez manifestacja zywotnosci szuka tego co jest wszystkim, dlatego jest skazane na porazke. Opor jaki stawia ego rowniez jest manifestacja jednosci i wolnosci.

Akataleptos - 19 Październik 2012, 15:25

Niektorzy mowia: pomysl zanim cos zrobisz, ale czy to jest wykonalne? Podobnie moznaby powiedziec: pomysl zanim cos pomyslisz. Czy przed powstaniem jakiejs mysli jest taki moment w ktorym mozna pomyslec o jej tresci, by ja zaplanowac? :P

"Teraz pomysle o drzewie" -> "drzewo" - a przed mysla "teraz pomysle o drzewie" byla mysl ja planujaca?

Czy naprawde w ciele siedzi taki maly ludzik, ktory dokonywal by jakiegos wyboru i kierowal by swymi ruchami? Czy to tylko jakis klab dymu, ktory wydaje sie ze jest, a wlasciwie to go nie ma.

Akataleptos - 19 Październik 2012, 18:08

Nie mam nic przeciwko ego, to co pisze nie ma w ogole do czynienia z kimkolwiek. Ego nie moze byc zaatakowane jako cos zlego. Czy to nie zabawne, ze celem praktycznie wszystkich religii jest zniszczenie ego, ktore uwaza sie za przeszkode w zbawieniu? Ktos powiedzial, ze z tym niszczeniem ego jest tak jak ze zlodziejem, ktory przebiera sie za policjanta i lapie sam siebie. Dlaczego lapie zlodzieja bez powodzenia? :P Zabawne i straszne zarazem, ze za tymi wszystkimi naukami o unicestwianiu egoizmu stoja jedne z najdotkliwiej zahipnotyzowanych istot, chcace byc czczone jako mistrzowie. Obraz swiata powstaje jako iluzja z powodu "skurczenia energetycznego" tymczasem przybywaja tu male, chude ludziki z duzymi glowami, znane jako "szaraki" i nauczaja o tym, ze swiat to iluzja. Cos tu nie gra :lol:
Ego nie ma znaczenia, to po prostu jednosc, energia, ktora manifestuje sie jako udawana wielosc. Te sprzecznosci sa samo-rozwiazywane przez nieskonczonosc, wszystko to ulega rozkladowi i jest transformowane, bez udzialu czyjejs reki, laski boskiej, calkowicie automatycznie i samoistnie. Dokladnie tak jak z deszczem, to zjawisko zupelnie bezosobowe. Nie moze zostac zlapane i unicestwione, to tak jak z jakims klabem dymu, gdy sie do niego zbliza, to okazuje sie, ze w tym miejscu gdzie sie je widzialo, juz go nie ma.

Akataleptos - 20 Październik 2012, 22:48

Kazdy kto sprobuje uswiadomic sobie oddech i isc z ta swiadomoscia przez caly dzien stwierdzi, ze to niemozliwe, by przy tym robic cokolwiek, swiadomie organizowac swoje zycie.
Nie da sie analizowac tego co mowia ludzie i kalkulowac co odpowiedziec. To dlatego, ze ktos probuje robic dwie rzeczy naraz: skupiac sie na oddechu, ktory nie potrzebuje tego skupiania, oraz dzialac w swiecie.
I to jest prawda, ze to niewykonalne. Czy to nie jest troche podejrzane? Przeciez to co nie oddycha, to nie zyje. Oddech jest dobrym wyznacznikiem iluzorycznosci swiadomej organizacji wlasnego zycia - nic takiego nie ma miejsca, ani organizacja, ani swoje zycie.
Pluca to odwrocone drzewa, niebiosa i ziemia to swoje negatywy, tak wiec samoistnosc oddechu, bez wykonawcy, rowna sie z doswiadczeniem smierci.

Nie da sie isc przez zycie ze swiadomoscia oddechu i wykonywac swoje czynnosci, ale mozliwe jest to, by byl oddech i zycie sie dziejace, bez kogos nim zyjacego. Wlasciwie to niemozliwe jest, by tak nie bylo. To jest calkowicie bezwysilkowe.

Akataleptos - 22 Październik 2012, 12:10

To co jest tutaj napisane jest kluczem do wyzwolenia sie z tego reinkarnacyjnego kola. Jest to cos niesamowicie prostego, ale jest calkowicie niewykonalne, gdy stawia sobie jakas liste rzeczy do wykonania, by stac sie godnym wolnosci. Oczywiscie, uwiklanie sie w reinkarnacyjny mlyn nie jest czyms zlym, to tak jak z deszczem, a deszcz przestaje padac, gdy niebiosa scalaja sie z ziemia.
Akataleptos - 24 Październik 2012, 12:18

Stwierdzenie, ze cierpienie istnieje, ale nie ma nikogo kto by cierpial wydaje sie czyms bezdusznym i niezyciowym, ale w rzeczywistosci rozprawia sie z takimi "madrosciami" typu: ktos cierpi dlatego, ze cos zlego kiedys komus zrobil, taka karma, albo, ze jest istota zwana Bogiem, ktora majac szerszy oglad sytuacji, widzi w tym cierpieniu sens i dlatego nie reaguje. Czy nie jest bezdusznym stwierdzenie, ze dziecko cierpi glod dlatego, ze w poprzednim zyciu kogos nie nakarmilo?

Cierpienie samo w sobie nie jest problemem, problemem jest to, ze zostaje ono przyjmowane przez cos malego, przez zawezone postrzeganie, to "skurczenie enrgetyczne".
Tajemnica sukcesu wygranej z problemem cierpienia jest to, by nie walczyc z nim, lecz przyjac je na cos wiekszego, dla czego to co wczesniej bylo czyms nie do zniesienia, teraz jest ledwo odczuwalne.

System jest tak skonstruowany, by w zawezonym postrzeganiu poruszac sie miedzy jednym cierpieniem a drugim, a kazde dzialanie przeciwko temu wywoluje przeciwdzialanie "rownowazace".
Wystarczy spojrzec trzezwo na te wszystkie fundacje, czy jakies "czerwone krzyze", "caritasy", jak bardzo przyczynia sie to do uwolnienia ludzkosci od cierpienia?
Pisze to wszystko bo na jakims poziomie samemu chcialoby sie rzucic w jakis wir pomocy ludziom, ale jest tez swiadomosc, ze takie dzialanie z klapkami na oczach niczego realnie nie zmienia.

W realnym wyzwalaniu ludzi i innych istot z cierpienia chodzi o to, by poprzez rozpracowanie falszu kogos, kto przy pomocy zmyslow dziala w swiecie, polaczyc sie z czyms wiekszym, przez co ta zelazna siec na ktorej to energetyczne skurczenie operuje, zostala rozpuszczana.

Nie chodzi o to, bo mowic komus "cierpienie jest, ale ty nie cierpisz" i olac kogos, lecz by pomoc nie odnosila sie do czegos co te cierpienie samonakreca.

Akataleptos - 26 Październik 2012, 13:00

Cytat:
Kazdy kto sprobuje uswiadomic sobie oddech i isc z ta swiadomoscia przez caly dzien stwierdzi, ze to niemozliwe, by przy tym robic cokolwiek, swiadomie organizowac swoje zycie.
Nie da sie analizowac tego co mowia ludzie i kalkulowac co odpowiedziec. To dlatego, ze ktos probuje robic dwie rzeczy naraz: skupiac sie na oddechu, ktory nie potrzebuje tego skupiania, oraz dzialac w swiecie.


Oddech powoduje zmiane w sposobie odbierania informacji. Wczesniej byla wiadomosc i zostala ona przyjmowana przez filtr postrzegania, ktory analizuje tresc i opracowuje odpowiedz. Oddech powoduje kolaps tego filtra i zamiast analizy jest wiedza co do tego, jaka energia bije od danej wiadomosci bezposrednio, niezaleznie od tego co moze sie pomylic w interpretacji. Staje sie tez mozliwe np. to, ze slowa wypowiadane w innym jezyku sa zrozumiale, chociaz tego jezyka sie nie uczylo, poniewaz nie zwaza sie na sposob mowienia, lecz na energie slow.

Wszystko jest mozliwe, chodzi tylko o to jak wiele starych schematow i matryc dzialan zostaje zniszczonych.

Akataleptos - 26 Październik 2012, 22:09

By stac sie Widzacym, trzeba wyrobic w sobie swego rodzaju bezwzglednosc, bo prawda nie jest wzgledna. Bezwzgledna prawda jest to, ze zycia nie doswiadcza ktos i ze nie jest widziane przez kogos. Wzglednosc jest wtedy, gdy patrzy sie przez pryzmat kogos. Ludzie mowia o pustce, ale najczesciej w rzeczywistosci mowia o dziurze. Jest wiec "pustka" - dziura, ktora oddaje stan pozornego umyslu - nienasycenie, jest i Pustka, ktora odzwierciedla nieskonczonosc - wieczny odpoczynek.
Akataleptos - 27 Październik 2012, 13:03

Wiele zjawisk z wyzszych wymiarow, ktore nie maja w sobie niczego osobowego, zostaly spersonifikowane przez tych, ktorzy albo nie mieli wystarczajacego rozeznania by wiedziec co widza, albo celowo zostalo to spersonifikowane, by utrzymac ludzi na poziomie sciasnionego postrzegania.

Najlepszy przyklad: anielski chor w niebiosach spiewajacy wokol tronu Boga.

Planety od czestotliwosci szostego wymiaru sa widoczne jako zywe istoty, dwanascie planet ukladu slonecznego krazac wokol Slonca, bedacego kims w rodzaju Ojca/Mentora, tworzy kosmiczna "muzyke sfer".
Wsrod planet znajduja sie tez i "diably", ktore chca wprowadzic w ta muzyke falsz, jednak z powodu blokad energetycznych nie moga wzbic sie ponad okreslony poziom, a ich muzyka dobiega jedynie jako ledwie slyszalny pijacki belkot.

Mozna powiedziec, ze modlitwa, ktora moze zostac wysluchana to inaczej energetyczna synchronizacja z pozostalymi czlonkami choru, przez co mozna zostac przez niego energetyczne doladowanym.

Ziemia jest tancerka, chociaz wielu chcialoby zrobic z niej prostytutke.

Link

Link 2 :D

Akataleptos - 27 Październik 2012, 14:29

O pierscieniach Saturna czy Ksiezycu mozna powiedziec, ze graja muzyke wspak.

Utwor

Akataleptos - 27 Październik 2012, 22:31

Cytat:
Naturalnym stanem jest to, ze dzieci maja orgazmy


Naturalnym stanem jest rowniez to, ze kazdy potrafi spiewac i kazdy ma swoja wlasna miniaturowa gwiazde.

Cytat:
Cierpienie samo w sobie nie jest problemem. Problemem jest to, ze jest ono przyjmowane przez skurczona i zwarta energie


Pisalem o tym, ze wszelkie stwardnienia dla Ziemi nie sa dla niej czyms przyjemnym, ze jest to tak jak z ego czlowieka.
Im w wyzszych czestotliwosciach, wymiarach sie operuje, tym bardziej z subtelnymi i "gietkimi" energiami ma sie do czynienia.

Czlowiek nie bylby w stanie przyjac calego cierpienia jakiego doswiadcza Ziemia na poziomie tego stwardnienia, byloby to zbyt wielkie, natomiast Ziemia w srodku jest tozsama z gwiazda i to samo cierpienie nie ogranicza jej.

Chce przez to wykazac, ze cierpienie nie jest abstrakcja, iluzja, ale ograniczenia jakie stawia moga zostac przelamane, bez szamotania sie o zmniejszenie jego natezenia.
Nie chodzi o wmawianie sobie, ze cierpienie nie jest prawdziwe, lecz o rozpracowanie falszu, ze jestem kims kto ma bol. Ten ktos, kto ma bol, to po prostu energetyczne scisniecie, gdy nastepuje rozproszenie tej energii, ten sam bol nie jest ograniczeniem, poniewaz nie posiada sie juz ciala.

Z cialem jest tak samo - cialo istnieje, jest realne, bo jest energia, ktora tak sie manifestuje. Iluzja jest po prostu to, ze cialo ma ktos.
Ale co najczesciej mowia calkowicie niezyciowi pseudo-oswieceni? Cialo to iluzja i TY musisz to rozpoznac, ze jestes nieograniczony. To jest calkowicie na odwrot, prawda? Oni czynia z tego cos niemozliwego do zrealizowania, poniewaz stoi to na sprzecznosci.
Moje przeslanie jest calkowicie inne: cialo jest prawdziwe, iluzja jest to, ze ty nim jestes i ze je masz, przez co pozornie sie ograniczasz. Rozpracowanie tego, to jest wlasnie bezgranicznosc, niezaleznie od tego czy jest siedzenie na fotelu, czy latanie po innych wymiarach.

Akataleptos - 28 Październik 2012, 00:49

Chrzest Duchem Swietym czyli rozdupienie umyslu.
Akataleptos - 28 Październik 2012, 16:44

Inne klamstwo, ktore jest czesto gloszone: smierci nie ma, zycie jest wieczne. W zasadzie jest to prawda, ale najczesciej mowi sie to w imieniu tego pozornego umyslu, ktory jest skazany na zderzenie sie ze smiercia. Pisalem o oddechu, jego swiadomosc podczas codziennego zycia jest przeprowadzaniem przez doswiadczenie smierci. Skonfrontowanie sie ze "smiercia za zycia" odslania zycie, ktore nie ma poczatku i konca.

Zamiast "smierci nie ma" wlasciwsze chyba jest "wszystko co zlozone, rozklada sie, ale nie ma nikogo kto by sie rozkladal"

Akataleptos - 29 Październik 2012, 12:13

Cialo w zasadzie nie potrzebuje tego, by ktos w nim mieszkal i kierowal nim "od srodka".
Bicie serca, praca nerwow, miesni, nikt tego nie wykonuje i nie wie jak to zrobic. Ale to sie dzieje. Skoro takie skomplikowane czynnosci sa wykonywane samoistnie i bezwysilkowo dzieki wspolpracy z silami kosmicznymi, gwiazdami, planetami, to moze byc tak ze wszystkim.
Jak mozna zrobic slyszenie dzwiekow? Albo widzenie kolorow? Ale jest takie poczucie, ze oto jestem czyms wewnatrz mego ciala, ze to ja oddycham, ja slysze, ja patrze. Wszystko co sie dzieje, jest przepuszczane przez ten mechanizm "wszystkowidzacego oka", dzieki czemu widzi sie swiat syntetyczny, sztuczny. Zycie moze odbywac sie calkowicie pozbawione tego kogos. To po prostu zlosliwe oprogramowanie. Jednym z doswiadczen posmiertnych jest to, ze ludzie patrzac na swoje zycie widza je nie jako: ja to zrobilem, ale: ty to zrobiles, podobnie jak dzieci mowia czesto "Jas jest glodny".
Jest to odwrocenie w negatywie wczesniejszych relacji z tzw. realnego zycia.
W wyzwoleniu chodzi o to, by podczas zwyklego zycia doswiadczyc tego samego, by umrzec zanim sie umrze.
I tak jak niebiosa i ziemia sa swoimi negatywami, a gwiazdy sa na gorze, tak oto zmienia sie w zywa gwiazde na dole.

Dla tego co ma umrzec to nie jest przyjemne, bledem jest nastawianie sie, ze ja znajde sie w stanie wyzwolenia, blogosci, spokoju, tu chodzi o to, ze to pozorne ja niczego nie doswiadczy. To rozpracowanie falszu, ze jest ktos, kto doswiadcza czegokolwiek. I zostaje sie z zywym nieskonczonym niczym, tym, co doswiadcza naprawde i przed tym pozorny umysl drzy ze strachu. Wyzwolenie to nieustraszonosc.

To co ja pisze to sa wlasciwie duchowe prawdy dla przedszkolakow, ale niemal kazdy kto zajmuje sie duchowoscia opiera wszystko na tej podstawowej ignorancji. Glownymi czynnikami "rozprezajacymi" to energetyczne scisniecie sa oddech i samo-obserwacja (co tworzy "firewall"). Ale znow jest ten nawyk, by to wszystko zamieniac w kolejne rzeczy do wykonania, by uchwycic wolnosc, by zlapac tecze tzn. uswiadomie sobie oddech po to, by osiagnac jakis stan, albo bede obserwatorem, ale to sa caly czas takie subtelne gry tego pozornego umyslu. Caly czas chodzi o to, ze jestem tym kims, kim tak naprawde nie jestem i ten ktos ma cos osiagnac. W ten sposob niemozliwe staje sie to rozprezenie, poniewaz ono chce znalesc sie w jakims stanie po tym, jak juz sie pozbedzie, co jest sprzeczne. A tu chodzi po prostu o oddech, bez gonienia czegos. Bycie obserwatorem tez jest wykonywane przez pozorna tozsamosc. Jest sama obserwacja, widziana z nikad.

Wszystko staje sie mozliwe i proste gdy przestaje sie isc na kompromisy.

Akataleptos - 29 Październik 2012, 13:48

Cytat:
Wola jaka kieruje istotami decyduje rowniez o ich wygladzie, dlatego ekstremalna proba uchwycenia czegos i przyciagniecia manifestuje sie jako pajecza "czarna" dziura


Wszechswiat ma budowe fraktalna, dlatego to co dzieje sie w wymiarze wyzszym manifestuje sie jako zjawisko w nizszym.
To, ze czlowiek popadl w rozne iluzje wzielo sie z dzialalnosci roznych istot przykladowo z czwartego wymiaru. Jednak te istoty tez sa poddane manipulacji z poziomu wyzej i gdyby tak pojsc po nitce do klebka, to dociera sie do czestotliwosci szostego wymiaru, do "centr atrakcyjnosci" i znajduje sie tam istoty o niewiarygodnej sile podstepnej madrosci, ktore manifestuja sie jako niesamowicie piekne, chociaz ich oryginalnym wygladem, ktory jest skrywany za maska, to istota pajecza.

W czestotliwosciach wyzszych nastepuje scalanie biegunow, one zawsze sa scalone, po prostu powstaje takie wrazenie gdy nastepuje "pofragmentowanie" swiadomosci nizej.
To co jest pofragmentowane nie jest w stanie wzniesc sie wyzej, dlatego nawet ekstremalny przejaw negatywu nie jest w stanie przebic sie dalej niz szosty wymiar (czyli "trzecie oko"). Z pespektywy wyzszych, dzialalnosc tych istot jest widziana inaczej, niz wygladalo to nizej z powodu pofragmentowania.

Wyzsza Jazn czlowieka to miniaturowa gwiazda, pelna oczu dokola, cialo kuliste, manifestuje sie jako kula dlatego, ze istota kulista nie jest w stanie niczego uchwycic i sama jest nieuchwytna. Wszystko czego dokonuje jest dokonywane sila wolnej woli, nie mylic z samowola, czyli podstawowa iluzja. Jest ona w stanie operowac w swiatach do ktorych negatyw nie ma dostepu.
Oczywiscie dzieki fraktalnosci moze zmanifestowac sie np. jako czlowiek, bo ludzki ksztalt ma to do siebie, ze caly moze skompresowac sie do samych oczu.

Istoty pajecze reprezentuja jednosc kolektywna, kulista WJ jednosc samo(is)tna.

Akataleptos - 29 Październik 2012, 16:40

Gdyby Neo nie spotkal Morfeusza i reszty, pewnie cale sztuczne zycie zylby z takim przekonaniem, ze cos jest nie tak, podobnie jak wielu ludzi zyje z takim przekonaniem, ze tozsamosc, czy materia, to iluzja, chociaz nie maja pojecia o skali tego wszystkiego, jak daleko siega ta krolicza nora. Warto zauwazyc, ze Neo wiedzial ze cos jest nie tak jedynie jako Thomas Anderson, tak samo jak ludzie zajmuja sie przelamywaniem ograniczen, zajmujac sie np. duchowoscia, zajmuja sie tym wszystkim caly czas jako sztuczne osobowosci, sa buddystami, new-ageowcami, nie-dualistami, gnostykami itd. przez co nie moga dostrzec o co naprawde chodzi. Thomas Anderson nie mogl wpasc na pomysl, ze jakies pajaki zmienily czlowieka w baterie, podobnie jak zaden normalny czlowiek nie wpadnie na pomysl, ze np. "kosmici" sprowadzili na orbite sztuczny Ksiezyc.
Ciagle przy tym wszystkim jest to poczucie, ze oto jestem kims, kto zyje swoim zyciem, kims kto sie porusza, oddycha, mysli, a to jest falszem podstawowym i jest sfabrykowane. Dlatego wymagane jest, by zaczac wszystko od zera.

Akataleptos - 29 Październik 2012, 22:16

Centrum Atrakcji

Nie ma tak naprawde sposobu aby powiedziec o co chodzi z tymi "czarnymi dziurami", poniewaz to ma miejsce na takich poziomach swiadomosci, ktore sa totalnie abstrakcyjne. One tworza cos w rodzaju "zmarszczek" jak np. na powierzchni przescieradla, jesli uszczypnie sie takie idealnie gladkie przescieradlo i przekreci sie je w ktoras strone, nastepuje wtedy spiralne "zasysanie" ku centrum.
W ten sposob w przestrzeni kosmicznej tworzane sa takie pozorne "centra-absoluty", bedace zmylkami. Takim "srodkiem srodkow" jest to co nazywa sie tutaj Wielkim Atraktorem. Opiera sie to na mistrzowskich przeksztalceniach centrow energetycznych przy jednoczesnej blokadzie realnego centrum - serca, co daje wrazenie, ze stoi sie przed jakims Zrodlem, ktore po trudach wedrowki przyciaga nareszcie ku spelnieniu, ku swiatlu milosci.

Aktywnosc tego rodzaju istot jest skierowana przeciwko dzieciecej nieskazitelnosci i spontanicznosci, dokonywane sa wszelkie starania by istota nie odkryla prawdy o Wiecznym Dziecku o nieskonczonej potedze, ktore jest nieuchwytne i poza wszelkim pojeciem.

Aby przedostac sie wyzej, trzeba oprzec sie tej poteznej sile grawitacyjnej i wtedy wszechswiat znow wyglada inaczej.

Akataleptos - 29 Październik 2012, 22:55

Sa swiaty poza jakimkolwiek zrozumieniem, ktore tego zrozumienia nie wymagaja, do ktorych zadna hipnotyczna energia nie ma dostepu i gdzie nikt nie dorasta. Jak powstaja wszechswiaty? Tak jak babelki w szklance wody, po prostu, tu nie ma niczego do zrozumienia, to po prostu sie dzieje.
Wczoraj w tv lecial "Harry Potter", nie pamietam ktora czesc, nie jestem fanem, ale byl taki motyw, ze bylo losowanie i jakas czara ognia byla otoczona "bariera wieku", ze nie mozna bylo jej przekroczyc przed 18 rokiem zycia.
Ja mowie o czyms odwrotnym o barierze nie do przekroczenia, ktora w zasadzie nie jest bariera, po prostu czyni sie z niej bariere, ktora nie przepuszcza nikogo kto uwaza czas za prawde.

Osobowosc to tykajacy zegar, historyjka, historyjka to ja, ja jestem historyjka. Bez czasu nie ma historyjki, nie ma nikogo. Iluzja, ze jest ktos, kto doswiadcza nieskonczonosci, nie przetrwa w konfrontacji z Wiecznym Dzieckiem.

Akataleptos - 30 Październik 2012, 12:49

Wszechswiat jest nieskonczenie tajemniczy i fascynujacy.

Cytat:
(...)co daje wrazenie, ze stoi sie przed jakims Zrodlem, ktore po trudach wedrowki przyciaga nareszcie ku spelnieniu, ku swiatlu milosci.


Jest wiec pozorne "Centrum", ale i nawet ono jest czescia jednosci realnej.
Aktywnosc tych istot to czesc gry, ktora polega na przelamywaniu wszelkich barier, w tym i tych "ostatecznych".

Wlasciwy "powrot do domu" polega na rozpracowaniu falszu kogos, kto doswiadczyl stanu oddzielenia, a nie na tym, ze ktos powraca do stanu jednosci po tym jak sie oddzielil.
Ta idea kogos oddzielonego powracajacego, laczacego sie z czyms, to po prostu ta idea powraca do zrodla z ktorej wyszla, dzieki zasadzie samopodobienstwa jest przyciagana ku centrum atrakcji. Kiedy otrzasa sie z tej hipnotycznej idei, nie ma punktu zaczepienia do tego by zostac "zassanym", poniewaz nie ma rezonansu pomiedzy energiami.

Cale gwiazdy sa wciagane ku centr atrakcji, po czym re-integruja sie one z poziomu wyzszego niz tamte sa w stanie operowac, w innym miejscu kosmosu, w stanie nietknietym.

Akataleptos - 30 Październik 2012, 15:58

W wyzwoleniu najbardziej wyzwalajace jest to, ze nie jest sie przez cokolwiek dotknietym, ze mozna udac sie w centrum jakiejs zawieruchy i jest sie dla tego przezroczystym, poniewaz doswiadczenie jest doswiadczane nie przeze "mnie", lecz przez "nicosc". Czy to nie jest wspaniale? Ani zmeczenie, ani slabosc, ani cierpienie, nic nie jest w stanie ograniczyc nikogo. To jest wlasnie ta "blogosc". W blogosci wyzwolenia nie chodzi o doswiadczenie jakiegos konkretnego przyjemnego stanu, lecz o mozliwosc doswiadczenia czegokolwiek bez poczucia bycia dotknietym przez to.

Pisalem wielokrotnie o ukrzyzowaniu, ze tam nikogo nie bylo cierpiacego, nie chodzi oczywiscie o jakas sztuczke jogina, ktora wylacza bol, lecz o wolnosc, bezgranicznosc, niezalezna od okolicznosci.

"Grzechy" zostaly odpuszczone w tym sensie, ze udowodnione zostalo, ze nikt nikogo nie zabil, ani nie skrzywdzil, ze nie mozna dotknac iluzja Wiecznego Dziecka.

O to samo chodzi z tym Swietym Graalem dajacym niesmiertelnosc oraz excaliburem, ktorego noszenie przy sobie chronilo od wszelkich ran.

Akataleptos - 30 Październik 2012, 22:04

Cytat:
Oddech powoduje zmiane w sposobie odbierania informacji. Wczesniej byla wiadomosc i zostala ona przyjmowana przez filtr postrzegania, ktory analizuje tresc i opracowuje odpowiedz. Oddech powoduje kolaps tego filtra i zamiast analizy jest wiedza co do tego, jaka energia bije od danej wiadomosci bezposrednio, niezaleznie od tego co moze sie pomylic w interpretacji. Staje sie tez mozliwe np. to, ze slowa wypowiadane w innym jezyku sa zrozumiale, chociaz tego jezyka sie nie uczylo, poniewaz nie zwaza sie na sposob mowienia, lecz na energie slow.


Na tym samym polega tez "cud" komunikacji np. ze zwierzetami.

Akataleptos - 31 Październik 2012, 18:41

Kolejne klamstwo: musisz pozbyc sie wszystkich pragnien aby dostapic wyzwolenia.
To pozbywanie sie pragnien tylko wzmacnia te falszywe poczucie tozsamosci.
Prawda natomiast jest taka, ze pragnienia sa, ale nikt ich nie ma i to jest wolnoscia od nich.

Grajac w cos, caly czas jest to pragnienie by pobic rekord, ale to odbywa sie dla nikogo.
Patrzac na atrakcyjna kobiete jest pragnienie by sie z nia przespac, ale to odbywa sie dla nikogo.

Pozbywanie sie pragnien czyni z czlowieka trupa tak samo jak bycie kims posiadajacym pragnienia.

Akataleptos - 1 Listopad 2012, 12:22

Z tymi swietlistymi aniolkami, ktore tak wszystkich kochaja i chca wszystkich zbawic przyciagajac ku bialemu swiatlu jest dokladnie tak samo jak z ludzmi, ktorzy buduja caly swoj wizerunek w internecie. Spotyka sie w internecie takiego "geniusza metafizycznego", ktory zadziwia elokwencja, ktory zna odpowiedz na kazde pytanie, ktory ma niecodzienna osobowosc, a pozniej spotyka sie takiego cudaka w realu i okazuje sie, ze wszystko bylo to oparte na jakis seksualnych kompleksach, ktory drzy przed kazda niemile widziana istota, w jej oczach niegodna by istniec.

Tak samo jak np. przychodzi jakis mistrz "caly w bieli" i mowi: o wy ludzie jestescie tacy slabo rozwinieci, potrzebujecie naszej pomocy aby sie wzniesc, ale nie powiedza, ze to oni sa tymi samymi, ktorzy sprowadzili czlowieka do takiego stanu.

Dlatego spotkanie sie z realna istota "mistrzowska", "anielska", najczesciej jest spotkaniem traumatycznym, poniewaz energia jaka bije od nich dazy do rozpuszczania mechanizacyjnych zachowan.

Na wszelakich portalach i forach o tematyce ezoterycznej sa ludzie poddani tej hipnozie, ktorzy wykonuja robote dla tego typu istot, najczesciej nieswiadomie. Traktuja swoich "pacjentow" jak ludzi w szpitalu psychiatrycznym, analizuja kazdy ich aspekt osobowosci by znalesc punkt zaczepienia do tego, by ich przyciagnac ku sobie. Kiedy trzeba to sie lasza, a kiedy trzeba, to staraja sie obnizyc samoocene.
Maja zamkniete duchowe widzenie, lecz ich mistrzowie z gory wspomagaja im czakre gardla, dzieki czemu staja sie kims w rodzaju "prorokow" i doskonalych mowcow.

Kiedy rozpracuje sie ten falsz osobowosci, wtedy to staje sie tragikomiczne, widac jak przypomina to probe zabawiania dzieci przez clownow, ktorych dzieci nie znosza i ktorych sie boja.

Filmik

Prawda nie jest czyms co jest wyrazane w pieknych slowach, lecz czyms co jest widziane, widzenie tej zywotnosci wszechswiata.

Akataleptos - 1 Listopad 2012, 12:52

Gdyby ktos chcial wiedziec kim jestem i czym sie zajmuje to odpowiedz jest prosta: jestem kosmiczna kosmetyczka specjalizujaca sie w wygladzaniu zmarszczek :lol:
Akataleptos - 2 Listopad 2012, 11:59

Pisalem o jednosci kolektywnej i jednosci samo(is)tnej.
Ten pierwszy rodzaj moglby zostac wyrazony w ten sposob: Jestesmy jednoscia, ten drugi: Jednosc jest :lol:

Do istoty chcacej byc czczona jako stworca wszechrzeczy powinno zwracac sie w liczbie mnogiej, czyli pluralis majestatis.
Dla widzacego energie, Ksiezyc w wyzszych czestotliwosciach przedstawia sie jako cos w rodzaju dwulicowego, chlodnego, "mistycznego" cyborga (cyber, cypher, lu-cypher). Jest to jakby uosobienie kolektywnego umyslu do ktorego podlaczony jest czlowiek.

Przypomina mi sie scena z trzeciej czesci matrixa, kiedy te pajecze istoty zlepiaja sie w jedna centralna istote i formuuja twarz, ktora zwraca sie do Neo w liczbie mnogiej.

Link

Ilustracja mojego znajomego, przedstawiajaca schwytanie w "bezruch blogosci" podczas "robienia medytacji" podczas ktorej zostaje sie energetycznie wydojonym.

Ten utwor swietnie oddaje ten ksiezycowy, cybernetyczny mistycyzm.

To co dla czlowieka jest emocja, mysla, uczynkiem, to na wyzszych poziomach jest posilkiem dla innej istoty. Wszystko co jest dokonywane z poziomu tej sztucznej tozsamosci, kieruje energie ku temu do czego jest to podlaczone. Kiedy Ksiezyc potrzebuje jedzenia, emanuje wtedy okreslona porcja wiazek energii, celujac w poszczegolne czakry, rozstraja w ten sposob i wywoluje konflikty, czy to rodzinne, czy wojny pomiedzy narodami. Ogromna ilosc energii jest dostarczana poprzez kontakty seksualne podszyte dewiacja i przemoca.

Zmiana z baterii w kondensator jest tym co mozna okreslic jako "chrzest Duchem Swietym", nastepuje to poprzez laczenie oddechu z oddechem wiekszego fraktala siebie - Slonca.

Akataleptos - 2 Listopad 2012, 12:19

Georgij Gurdzijew napisał/a:
głównym złudzeniem człowieka jest przekonanie, że może on czynić. Wszyscy ludzie myślą, że mogą czynić, wszyscy ludzie chcą czynić i pierwszym pytaniem, które wszyscy ludzie zadają, jest: co mają czynić? Ale w rzeczywistości nikt nic nie czyni i nikt nic nie może uczynić. To jest pierwsza rzecz, który należy zrozumieć. Wszystko się zdarza. Wszystko, co spada na człowieka, wszystko, co jest przez niego robione, wszystko, co od niego pochodzi – to wszystko się zdarza.. I to zdarza się dokładnie w taki sam sposób, jak deszcz, który spada w wyniku zmiany temperatury w wyższych warstwach atmosfery lub w otaczających chmurach, jak śnieg, który topi się pod wpływem promieni słońca, jak pył, który unosi się z wiatrem.

Człowiek jest maszyną. Wszystkie jego czyny, działania, słowa, myśli, uczucia, przekonania, opinie i nawyki, są wynikiem zewnętrznych wpływów, zewnętrznych wrażeń. Sam z siebie człowiek nie jest w stanie wytworzyć ani jednej myśli, ani jednego działania. Wszystko, co mówi, robi, myśli, czuje – to wszystko się zdarza. Człowiek nie może niczego odkryć, niczego wymyślić. To wszystko się zdarza.

Przyswojenie sobie tego faktu, zrozumienie go, przekonanie się, że jest on prawdziwy, oznacza pozbycie się tysiąca złudzeń co do człowieka, co do jego kreatywności, jego świadomej organizacji własnego życia, itd. Nic takiego nie istnieje. Wszystko się zdarza: ruchy ludowe, wojny, rewolucje, zmiany rządu. Wszystko to się zdarza i to zdarza się dokładnie w taki sam sposób, jak wszystko, co zdarza się w życiu jednego człowieka. Człowiek rodzi się, żyje, umiera, buduje domy, pisze książki – nie tak, jak chce, ale tak, jak to się zdarza. Wszystko się zdarza. Człowiek nie kocha, nie nienawidzi, nie pragnie – to wszystko się zdarza.

Ale nikt ci nigdy nie uwierzy, jeśli mu powiesz, że nie jest on w stanie nic uczynić. To najbardziej obraźliwa i najbardziej nieprzyjemna rzecz, jaki możesz powiedzieć ludziom. Jest to szczególnie nieprzyjemne i obraźliwe, ponieważ to prawda, a nikt nie chce znać prawdy.

Kiedy to zrozumiesz, będzie nam wtedy łatwiej rozmawiać. Ale jedna rzecz to rozumieć coś za pomocą umysłu, a inna – czuć to całą swoją masą, naprawdę być przekonanym, że tak jest, i nigdy o tym nie zapomnieć.

Akataleptos - 2 Listopad 2012, 13:38

Jakakolwiek manipulacja staje sie niemozliwa wtedy, gdy tylko nastapi ta swiadomosc, ze swiat jest widziany znikad, przez swiatlosc nie do dotkniecia, zobaczenia i skazenia.
Wszystkie problemy powstaja jako historie, gdy tylko chce uchwycic sie to swiatlo i chce stac sie kims, kto tego dokona. Nie ma w tym niczego zlego, to po prostu gra w bycie kims, gra rozgrywajaca sie w wielu wymiarach, dzieki czemu mozna sprawdzic sie w bitwie. Realny "obserwator" widzi jednosc grajaca w udawana wielosc, widzi tez jak udawana wielosc stara sie powrocic do stanu jednosci, co jest tez dosc zabawne, poniewaz to co jest poszukiwane, juz sie odbywa.

Cytat:
Iluzja, ze jest ktos, kto doswiadcza nieskonczonosci, nie przetrwa w konfrontacji z Wiecznym Dzieckiem.


Od 1:32 :P

Akataleptos - 2 Listopad 2012, 17:14

Sposob w jaki czlowiek sie komunikuje jest bezuzyteczny jesli chodzi o opisywanie tego czzym prawdziwy swiat i jednosc jest. Dlatego niemal wszystko co mowie to opisywanie tego czym prawda nie jest. Ludzi to drazni, poniewaz "staje okoniem" do wszystkiego co komunikuja, z niczym sie nie zgadzam, zachowujac przy tym spokoj. W swiecie prawdziwym komunikacja odbywa sie poprzez wspol-odczuwanie, wspolczucie, w swiecie syntetycznym komunikacja to jak owijanie czegos w folie i zaduszanie sie.
Poeci, prawdziwie natchnieni, czesto uzywaja slow jako czegos co wskazuje poza nie, na wymiar niewyslowiony, chociaz zazwyczaj jest to jedna zwrotka , pozniej wlacza sie ten tryb chwytania i reszta utworu jest juz glosem "kogos".

Akataleptos - 2 Listopad 2012, 18:52

Cytat:
Jakakolwiek manipulacja staje sie niemozliwa wtedy, gdy tylko nastapi ta swiadomosc, ze swiat jest widziany znikad, przez swiatlosc nie do dotkniecia, zobaczenia i skazenia.


Oko jest najbardziej wrazliwa czescia ciala, nikt nie chcialby zostac dotkniety czyms prosto w oko. Fascynujace jest to, ze te "oko" , ktore nigdy nie spi, ktore jest wszedzie, ktore doswiadcza zycia, jest bezbronne, nie jest w stanie oslonic sie przed czymkolwiek, ale jednoczesnie bedac niczym, jest nie do dotkniecia.
Tak wiec ta dziecieca bezbronnosc jest jednoczesnie najsilniejsza obrona przed kazdym rodzajem ataku.

Swiat jest fraktalny, pisalem o tym, ze narzady rozrodcze maja swoj odpowiednik w ustach, klatka piersiowa w oczach. Poza tym dwoje fizycznych oczu i zamkniete trzecie oko to jak czlonek w stanie spoczynku, natomiast z otwartym trzecim okiem to jak w stanie wzwodu :P

Oko, ktorego nie mozna zobaczyc i dotknac, jest jak idealny kochanek, ktory nigdy nie opuszcza. Nicosc to z kolei "kosmiczne lono" (czarna madonna, wiecznie dziewica) jedno i drugie jest tym samym, to nicosc widzi i nicosc samo-zapladnia sie, bezdotykowo.

Wiec naturalna rzeczywistosc jest jak dzieciecy, bezdotykowy orgazm, ale to wydaje sie czyms niesamowicie wulgarnym i obrazoburczym dla sztucznego umyslu, ale to tylko tak objawia sie jego dwulicowosc, bo ten sam umysl karmi sie energia dziecieca w ktora bezlitosnie ingeruje.

Akataleptos - 2 Listopad 2012, 21:00

Cytat:
Soczewka tamtego ukladu byl Mars, red-rum, mur-der, pokoj zwierzen, oko wielkiego brata


Slonce to z kolei czakra serca - zielona. Tak wiec szukanie zycia na Marsie zamiast na Sloncu to objaw duchowego daltonizmu ;)

Akataleptos - 3 Listopad 2012, 11:41

Moznaby uzyc takiego porownania, ze Ksiezyc to "Lucyfer" i sprzeciwia sie "Duchowi Swietemu" (wiatr sloneczny), Saturn to "Szatan" i sprzeciwia sie "Chrystusowi" (Sloncu), natomiast centrum atrakcji (tzw. "czarna dziura") sprzeciwia sie "Bogu Ojcu" (Pustce) ;)

Dzieki pozornemu "Stworcy", pozornemu "wszystkowidzacemu oku", ktory chce wszystko przyciagnac, kontrolowac i zawlaszczyc manifestowana jest gra w przelamywanie wszelkich ograniczen, natomiast realne "wszystkowidzace oko" nie przeciwdziala nawet najpotezniejszym i ekstremalnym przejawom egoizmu. Z perspektywy swiatla nieuchwytnego dzialalnosc pozornego "Stworcy" wyglada tak, ze chcac zle czyni on dobrze, jest wiec kontrolowany przez brak kontroli. Centra atrakcji z perspektywy swiatow wyzszych niz te istoty operuja pelnia role czegos w rodzaju przetwornikow od "recyclingu", nie wiem jak to inaczej okreslic.

Ta "walka" jest fascynujaca rzecza. Gdy odnalezione zostaje te oko i swiatlo nie do dotkniecia, wtedy te wszystkie dualistyczne prawa dalej dzialaja, ale dzialaja dla nikogo, dzieki temu nastepuje rozpuszczanie i transformowane tych wszystkich "scisnietych" i ciezkich energii i wznosi sie ku subtelniejszym swiatom.

Akataleptos - 3 Listopad 2012, 13:50

Gdyby to co pisalem o tej "walce" skompresowac, to wygladaloby to tak:

Cytat:
Mozna powiedziec, ze Lucyfer sprzeciwia sie Duchowi Swietemu, Szatan Chrystusowi, a Asur Bogu Ojcu, widze to tak, ze Ksiezyc, ktory w wyzszych czestotliwosciach przedstawia sie jako cos w rodzaju dwulicowego, chlodnego, "mistycznego" cyborga (cyber, cypher, lu-cypher) daje "wiedze na bezdechu", blokujac sloneczne podmuchy. To uosobienie kolektywnego umyslu czlowieka, do ktorego czlowiek jest podlaczony i przez ktory postrzega swiat. Jest to taka lokalna, ziemska "centrala matrixa". W skali wiekszej, w ukladzie slonecznym, taka centrala glowna jest Saturn, jego pierscienie ktore kontroluja niezrownowazenie siedmiu centrow energetycznych, ktory walczy ze Sloncem/Chrystusem o swoja dawna role centrum ukladu slonecznego. W wiekszej skali sa to centra atrakcji, zwane idiotycznie czarnymi dziurami. Wola jaka kieruje istotami decyduje rowniez o ich wygladzie, dlatego ekstremalna proba przyciagniecia czegos manifestuje sie jako istota pajecza, chociaz jest skrywana ona za maska pieknej anielskiej postaci, emanujacej bialym, czy zlotym swiatlem. To tak jak z ludzmi, ktorzy buduja swoj wizerunek w internecie, bo maja jakies kompleksy seuksualne w zyciu codziennym. To co robia centra atrakcji mozna porownac do czegos takiego, ze jak sie uszczypnie idealnie gladkie przescieradlo i przekreci sie je w ktoras strone, tworzone sa zmarszczki, ktore zmierzaja ku centrum uszczypniecia. Istota pajecza skanuje wielkie obszary przestrzeni kosmicznej w celu zawlaszczenia jej, jednak nigdy nie ogarnia calosci. Wyzsza Jaznia czlowieka jest kulista miniaturowa gwiazda, pelna oczu dokola. Manifestuje sie jako kula dlatego, ze taki ksztalt jest niemozliwy do uszczypniecia. Stojac przed takim centrum atrakcji ma sie wrazenie, ze stoi sie przed jakims "Zrodlem", chociaz to zmylka. Istoty pajecze uwalniane sa w ten sposob, ze istoty z gwiazd celuja w ich oczy "orgazmowymi podmuchami" przez co sa rozpuszczane do stanu ktoregos z zywiolow.

Centra galaktyczne emanuja impulsami energetycznymi z realnego centrum, te impulsy przechodza przez gwiazdy, przez co poszczegolne warstwy planet i istot mieszkajacych na nich sa scalane. Z pespektywy istot, ktore unikaja scalenia, takie planety sa niemozliwe do zamieszkania ze wzgledu na "razace" warunki, tak jak w przypadku np. ludzi i Jowisza.

Dzieki pozornemu "Stworcy", nazwe go "Wielkim Atraktorem", pozornemu "wszystkowidzacemu oku", ktory chce wszystko przyciagnac, kontrolowac i zawlaszczyc manifestowana jest gra w przelamywanie wszelkich ograniczen, natomiast realne "wszystkowidzace oko" nie przeciwdziala nawet najpotezniejszym i ekstremalnym przejawom egoizmu. Z perspektywy swiatla nieuchwytnego dzialalnosc pozornego "Stworcy" wyglada tak, ze chcac zle czyni on dobrze, jest wiec kontrolowany przez brak kontroli. Centra atrakcji z perspektywy swiatow wyzszych niz te istoty operuja pelnia role czegos w rodzaju przetwornikow od "recyclingu", nie wiem jak to inaczej okreslic. I dalej, w skali jeszcze wiekszej, wszechswiaty powstaja jak babelki w szklance wody gazowanej.

Akataleptos - 3 Listopad 2012, 15:58

Opublikowalem to w pewnej grupie na facebooku, a krotko pozniej moja znajoma opowiedziala swoj dzisiejszy sen:

Cytat:
Śnił mi się ogromny traktor (nowoczesny), a zarazem miał tylko hamulec i gaz, więc mogłam nim spokojnie jechać. Jechałam polną drogą w kierunku lasu. Droga była utwardzona i gdzieniedzie były dziury. Wjechałam w jedną z nich, która okazała się bardzo duża. Wydawało się że traktor może się wywrócić, ale udało się i pojechałam dalej. Pojawił się mężczyzna - ekspert od jazdy traktorem, który chciał na mnie wpłynąć i odradzić jazdę. Był bardzo silny mentalnie i próbował na mnie wpłynąć, ale postawiłam na swoim.


:lol:

Akataleptos - 3 Listopad 2012, 18:49

:D


Akataleptos - 3 Listopad 2012, 20:57

Przyznam szczerze, ze jak czytam takie proby ogolnego zobrazowania tych kosmicznych relacji, to wyglada to jakby wyjasnialo to wszystko i nic. To nie daje zadnej odpowiedzi na to czym naprawde nieskonczonosc jest, bo jak powstala pierwsza "czarna dziura" i czy moglo zdarzyc sie inaczej? W ktorym miejscu zaczyna sie burza a w ktorym konczy? W nieskonczonosci nie ma niczego pewnego, poza sama tajemnica, poza ta nieuchwytnoscia.
Jednak podczas pisania tego jest w tym troche oszustwa, bo pojawia sie ta chec by miec ta pewnosc tego jak wszystko sie odbywa, a nie da sie jednoczesnie czegos miec i wiedziec, poniewaz to co chcialoby miec ma zbyt mala "moc obliczeniowa" w stosunku do tego calego kosmicznego przedsiewziecia. W ten sposob, gdzies subtelnie w tle zostaje wgrywane te zlosliwe oprogramowanie.

Akataleptos - 3 Listopad 2012, 23:11

Moj "antyreligijny" sen sprzed kilku dni:

Wsiadam do szkolnego autobusu, chce kupic bilet u kierowcy, a ten pyta sie mnie, z jakiej jestem parafii. Mowie, ze sw. Piotra i Jana z Dukli. Pyta sie jeszcze, czy zaczne chodzic do kosciola. Czujac, ze z kierowca jest cos "nie halo" przytakuje mu. Jednak bardziej "nie halo" wydaje sie fakt, ze podczas czynnosci kupowania biletu i wydawania reszty pieniedzy nie patrzy on w ogole na droge i nie trzyma rak na kierownicy. Jakas dziewczyna odzywa sie do niego "czy moze pan patrzec na droge?", ten zdziwiony sugestia odpowiada cos w stylu "na droge? oczywiscie", chwile jakby pokierowal, a nastepnie wysiadl z kabiny kierowcy i stal sobie obok, bedac odwroconym plecami do drogi, autobus jednak sam skrecal jakby byl prowadzony przez jakis specjalnie napisany komputerowy program. Chlopacy pytaja sie go jak napisal ten skrypt od jezdzenia. Przegapil jednak wazny przystanek na ktorym czekalo wiele mlodziezy, oni gonia ten autobus, ale kierowca na to gdzies. Ktos jednak mowi, ze dziewczyny dzwonia na policje, kiedy kierowca to slyszy bierze kierownice we wlasne rece i skreca jak najszybciej w kierunku przystanku. Ja wtedy mowie: jednak program strachu wgrany czlowiekowi jest silniejszy od wszystkich innych.

Akataleptos - 3 Listopad 2012, 23:34

Swiat wokolo jest informacja, jest inteligencja, ktora nieustannie przemawia, fascynujace jest to, ze nie trzeba niczego potrafic ani niczego wiedziec, poniewaz wszystko co jest potrzebne, moze zostac dane przez swiat. Podpowiedzi leza na ulicy, sa powypisywane na scianach, sa wymawiane przez pijaczkow, mozna odkryc w sobie niesamowite talenty tylko poprzez samo przyjmowanie tego co przychodzi oraz puszczanie tego, co odbija informacje nie pozwalajac jej przyjsc.
Akataleptos - 4 Listopad 2012, 12:27

Stojac przed czlowiekiem ma sie wrazenie, ze stoi sie przed kims, to wydaje sie oczywiste, tak samo jak uwaza sie siebie za kogos zamknietego w ciele np. miedzy uszam i troche za oczami i kto to cialo ma. Jesli jednak spojrzec trzezwo, to stojac przed kims, nie widzi sie tego "kogos" lecz sama tylko forme, kiedy z tej formy wydobywaja sie slowa, to slowa nie sa wypowiadane tak jak ktos je wypowiedzial, lecz po prostu tak jak mowienie sie wydarza.

Forma ta wydaje sie miec cos w rodzaju ramek, ktore odgradzaja cialo od reszty swiata, nawet poszczegolne czlonki ciala sa od siebie odseparowane czyniac swoj "pojazd" wewnetrznie sprzecznym. Te ramki dedycuja o tym, do jakiego miejsca ten ktos jest scisniety. Patrzac trzezwo, tych ramek nie ma, nie ma bariery, ktora odgradzalaby jeden palec od drugiego, jedna noge od drugiej, forma jest wiec nieograniczona.

Jednak ta sprzecznosc daje wrazenie, ze ma sie do czynienia z istotami niegodnymi czegos, ktore maja wobec mnie jakis nieokreslony dlug, albo z istotami, ktore mi zagrazaja, ktorych nalezy sie bac, podczas gdy to ja jestem tym "blondwlosym niebieskookim".

Patrzac przez pryzmat sztucznej tozsamosci zawsze jest wrazenie, ze te ramki gdzies tam sa, patrzac na drzewo nie widzi sie drzewa, lecz drzewo odseparowane ramkami, liscie wydaja sie byc czyms co ma taka czarna obwodke wokol w srodku wypelniona kolorem.
Nie ma takiego miejsca w ktorym koncza sie niebiosa a zaczyna sie ziemia, ale umysl tworzy wszystkie te "stratosfery" i inne warstwy, ale one w zasadzie nigdzie sie nie zaczynaja ani nigdzie sie nie koncza. Podobnie i czyni sie w ezoteryce, mowi sie o cialach astralnych, fizycznych, mentalnych, ale one nigdzie tak naprawde sie nie koncza ani nie zaczynaja.

Wyzwolenie polega na tym, by wszystko "stopic" ze soba, to nie wymaga nawet widzenia aury, postrzegania czegos innego niz to co zawsze. Umysl pozorny obawia sie tego, ze zgubi sie w tym oceanie zycia, poniewaz nie ma w nim miejsca na "porzadek". Swiat prawdziwy to totalna anarchia. Patrzac na np. krzeslo wydaje sie, ze to musi byc w jakis sposob uporzadkowane by to objawilo sie jako krzeslo, jednak energia, ktora manifestuje sie jako to, jest w swej prawdziwej naturze dzika i nieokielznana. Umysl nazywa to "krzeslem" wlasnie po to, by tego nie widziec.

Dlatego swiat realny, nieograniczony jest tym samym co swiat syntetyczny zwany "matrixem". Nie mozna uwolnic sie od ograniczen dalej bedac przekonanym co do ograniczen swiata materialnego.

Akataleptos - 4 Listopad 2012, 16:10

Wracajac do tego posta, to rozpracowuje falsz stwierdzenia "musisz byc twardy". Wlasnie, ze nie, najwieksze cierpienie powstaje wlasnie wtedy kiedy chce sie byc "twardzielem", ktory wszystko przetrzyma i sie nie zlamie, nie pozwalajac by te stwardnienie zostalo rozpuszczone przez delikatne, sloneczne podmuchy.
Akataleptos - 5 Listopad 2012, 12:13

Cytat:
Siedem pierscieni Saturna kontroluje niezrownowazenie siedmiu centrow energetycznych


Oraz ten post.

Georgij Gurdzijew napisał/a:
W tak zwanej literaturze “okultystycznej" spotkaliście się zapewne z wyrażeniami: “Kundalini", “ogień Kundalini" albo “wąż Kundalini". Często używa się tego wyrażenia do oznaczenia pewnego rodzaju dziwnej, obecnej w człowieku siły, którą można rozbudzić. Ale żadna z istniejących teorii nie daje właściwego objaśnienia siły Kundalini. Niekiedy wiąże się ją z seksem, z energią seksualną, to znaczy z ideą możliwości użycia energii seksualnej do innych celów. To stwierdzenie jest całkowicie błędne, ponieważ Kundalini może znajdować się w czymkolwiek. A zwłaszcza w rozwoju człowieka nie jest ona niczym pożądanym ani pożytecznym. To bardzo ciekawe, jak ci okultyści “dobrali się" do słowa, którego znaczenie całkowicie zmienili, i z rzeczy bardzo niebezpiecznej oraz przerażającej uczynili coś, na co powinno się mieć nadzieję i czego powinno się oczekiwać niby błogosławieństwa.

W istocie Kundalini jest mocą wyobraźni, mocą fantazji, która zajmuje miejsce rzeczywistej funkcji. Kiedy człowiek, zamiast działać, śni, kiedy jego sny zajmują miejsce rzeczywistości, kiedy człowiek sobie wyobraża, że jest orłem, lwem albo czarodziejem, to jest to działająca w nim siła Kundalini. Kundalini może działać we wszystkich centrach i za jej pomocą wszystkie centra mogą zaspokajać się tym, co urojone, zamiast tym, co rzeczywiste. Owca, która uważa się za lwa lub czarodzieja, znajduje się we władzy Kundalini.

Kundalini jest siłą, która została ludziom dana po to, by ich utrzymywać w ich obecnym stanie. Gdyby ludzie rzeczywiście potrafili dostrzec swoje prawdziwe położenie i zobaczyć, jak jest ono przerażające, to nawet przez jedną sekundę nie mogliby pozostać tam, gdzie się właśnie znajdują. Zaczęliby szukać drogi wyjścia i szybko by ją znaleźli, bo droga wyjścia istnieje; ludzie jednak nie mogą jej dostrzec prostu dlatego, że są zahipnotyzowani. Kundalini jest siłą, która utrzymuje ich w stanie hipnozy.

“Obudzić się" to dla człowieka znaczy “zostać odhipnotyzowanym”. Na tym polega główna trudność, ale w tym leży także gwarancja możliwości, bowiem nie istnieje żadna organiczna przyczyna snu i człowiek może się obudzić.

Teoretycznie może, ale praktycznie jest to prawie niemożliwe, gdyż jeśli nawet człowiek obudzi się na chwilę i otworzy oczy, to z dziesięciokrotnie większą energią zaczynają wtedy na niego działać wszystkie siły, które go uśpiły, tak że nątychmiast zasypia ponownie i bardzo często zaczyna śnić o tym, że się obudził albo że się właśnie budzi.

W zwykłym śnie istnieją stany, w których człowiek chce się obudzić, lecz nie może. Mówi do siebie, że się obudził, ale w rzeczywistości nadal śpi – i może się to powtórzyć kilka razy, zanim w końcu się obudzi. Ale po przebudzeniu ze zwykłego snu człowiek znajduje się w nowym stanie. W śnie hipnotycznym rzecz wyglada inaczej: nie ma' tutaj, w każdym razie na początku budzenia się, żadnych obiektywnych oznak przebudzenia; człowiek nie może się uszczypnąć, by upewnić się, że nie śpi. A jeśli – nie daj Boże – człowiek kiedyś słyszał coś o, obiektywnych oznakach, to Kundalini natychmiast przekształca to w wyobraźnię i sny.

Jedynie człowiek, który w pełni zda sobie sprawę, jak trudno się obudzić, może zrozumieć, że do tego, by się obudzić, konieczna jest długa i ciężka praca.

Czego potrzeba, mówiąc ogólnie, do obudzenia śpiącego człowieka? Konieczny jest porządny wstrząs. Ale jeśli człowiek śpi głębokim snem, to wtedy jeden wstrząs nie wystarczy. Potrzebny jest długi okres nieustannych wstrząsów. W konsekwencji potrzebny jest ktoś, kto będzie te wstrząsy powodował.

Akataleptos - 5 Listopad 2012, 12:25

W umyslowej wersji oswiecenia chodzi o to, by energia kundalini wzniosla sie do szyszynki. Spotkalem sie z taka opinia, ze szyszynka jest czyms w rodzaju fizycznej manifestacji ducha, ale to jest bzdura. Calosc jest wyrazem jednosci, a ludzki ksztalt ma to do siebie, ze caly moze skompresowac sie do samych oczu, ale nie do samego trzeciego oka, lecz do oka bedacego "nicoscia", czy do "serca nieskonczonosci", swiatla barwy niewidocznej.

Interesujacy powinien wydac sie fakt, ze w Watykanie stoi ogromny pomnik szyszynki ;)

Cytat:
Chrzest Duchem Swietym czyli rozdupienie umyslu.


Dalem ta ilustracje, ale w sumie sie jej nie przyjrzalem uwazajac, ze chodzi o kolaps sztucznego umyslu, a ona wlasnie obrazuje ten falsz umyslowego oswiecenia i lokalizowanie energii w szyszynce.

Akataleptos - 5 Listopad 2012, 23:05

Cytat:
Wracajac do tego posta, to rozpracowuje falsz stwierdzenia "musisz byc twardy". Wlasnie, ze nie, najwieksze cierpienie powstaje wlasnie wtedy kiedy chce sie byc "twardzielem", ktory wszystko przetrzyma i sie nie zlamie


Nieustraszonosc wyzwala od cierpienia, natomiast nieustraszonosc nie ma niczego wspolnego z byciem tzw. twardzielem. Syndrom twardziela to wlasnie objaw strachu przed skruszeniem sie.

Akataleptos - 7 Listopad 2012, 13:56

Cytat:
cialo istnieje, jest realne, bo jest energia, ktora tak sie manifestuje. Iluzja jest po prostu to, ze cialo ma ktos.


Albo inaczej mowiac: wszystko jest po prostu byciem, istnieniem, a bycie nie jest ani realne, ani nierealne, nie jest ani prawdziwe ani nieprawdziwe, lecz po prostu jest.

Akataleptos - 7 Listopad 2012, 17:21

Cytat:
Pisalem o tym, ze wszelkie stwardnienia dla Ziemi nie sa dla niej czyms przyjemnym, ze jest to tak jak z ego czlowieka.
Im w wyzszych czestotliwosciach, wymiarach sie operuje, tym bardziej z subtelnymi i "gietkimi" energiami ma sie do czynienia.


Ten moj wpis wiaze sie tez z tym co mowi sie o "wyzszych wymiarach" i "wyzszych gestosciach", ludzie uzywaja tych pojec tak jakby to bylo jedno i to samo, a tak nie jest. Im wyzszy wymiar, tym nizsza gestosc energii i tym bardziej jest ona lekka. O Absolucie mozna powiedziec, ze ma gestosc zerowa, z tego wylaniaja sie energia, ktora podczas schodzenia w dol wibruje coraz wolniej i jest coraz bardziej gesta. Tak wiec kiedy "istota z wyzszej gestosci" komunikuje sie z czlowiekiem, to jest to istota z nizszego wymiaru.
Czyli zycie na np. Jowiszu ma miejsce w wyzszych wymiarach, ale w nizszych gestosciach.

Akataleptos - 7 Listopad 2012, 18:05

... w tym wlasnie sensie moznaby powiedziec, ze "droga do niebios prowadzi przez skruche przed Bogiem" :lol: albo, ze przez "nawrocenie", jako, ze niebiosa i ziemia to odpowiednik czakry niebieskiej i zoltej, czyli swoje negatywy.

I zaprawde powiadam, ze kazdy musi sie skruszyc, nawrocic i uznac swoja nicosc :lol:

Najsmieszniejsze jest to, ze tego typu sformuowana sa uzywane przez religijny beton, ktorego taka skrucha czeka predzej czy pozniej. Kto skrucha wojuje ten od skruchy ginie.

Jednak te stwierdzenia mowiace o nawroceniu i skrusze, to na co naprawde wskazuja, sa o wiele blizsze prawdy niz te mowiace np. o tym, ze oswiecenie to cos co osiaga sie po wielu wcieleniach, poniewaz ten ktos kto dazy do oswiecenia jest tym energetycznym zageszczeniem, a oswiecenie to skruszenie go, wyparowanie, a scalenie niebios i ziemi, swoich negatywow, to koniec reinkarnowania sie.

Akataleptos - 8 Listopad 2012, 11:54

Siec pajecza.

Wedlug tzw. "swietej geometrii" ten wzor nazywany jest "kwiatem zycia", podczas gdy jest to siec zaleznosci kolektywnego, zbiorowego umyslu.

Jednosc realna nie moze zostac ubrana w zaden geometryczny wzor, jest nieokielznana i dzika.

Cytat:
Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha

Akataleptos - 8 Listopad 2012, 13:32

Jest bezruch, ktory odzwierciedla nieskonczonosc i jest unieruchomienie ktore odzwierciedla ograniczenia, podobnie jest i z "pustka", kiedy czlowiek mowi o pustce, to najczesciej mowi o dziurze, ktorej nie mozna nigdy do konca zapelnic, o tej martwocie, jest tez i Pustka, ktora jest zywa nieskonczonoscia.
Akataleptos - 8 Listopad 2012, 16:52

Cytat:
K: No nie wiem czy taka dzika i nieokiełznana. Od dzieciństwa ten kwiat życia bezwiednie rysuję. Dziś się dowiedziałam że to majakąś nazwę.

P: nie wiadomo w jakim kontekscie to rysowalas, moze to nalecialosc z tzw. poprzednich zyc, albo pamiec tego czym to jest, do czego umysl pozniej mogl dorobic metke czegos pozytywnego.
Ja nie rysowalem sieci, ale za to bylem fanatykiem Terminatora :P

K: Właśnie czy to sieć naszych własnych powiązań czy z innymi. ?

P: to chyba to samo w koncu jak to sie mowi: jestesmy jednoscia ;)

K: Tylko że powiedziałam to w kontekście Twojej uwagi o reinkarnacji, poprzednich wcieleniach. Czy to drzewo naszych wszystkich doświadczeń czy sieć powiązań.
Choć drzewa też tworzą pomiędzy sobą swego rodzaju nic porozumienia stając się jednością. Swoistymlasem.

P: tzn. chodzilo mi o to, ze ten symbol wlasciwie nie przedstawia niczego prawdziwego, ale czlowiek ma tendencje do tego by wszystko "porzadkowac" i oblepiac siecia i ta tendencja ciagnie sie zycie za zyciem, ze projektuje sie swoj zlepiony stan i wyobrazenia na cos co jest w ogole niezalezne od tego

K: Może to przejaw dazenia doharmonii. Przyszło żejedno i drugie jest prawdą. Moja charakterystyka do wieczne dązenie do harmoni. Ale gdy taki stan osiągam, świat osiąga staje sięmartwy. Nie ma ruchu, życia. Potrzebuje przeciwwagi by znowu coś się działo. Jedna mała chwila spokoju po której następuje destrukcja. Skorpion.

P: tak wlasnie jest, jest dazenie do harmonii ale oczekuje sie tego w jaki sposob ma ona sie objawic, ma byc harmonia kontrolowana schwytana i unieruchomiona, potrzeba wiec wplywu czegos nieuchwytnego co potrzasnie tym i zburzy kontrole, od tego pewnie masz Akataleptosa. Moj znajomy okresla ta martwa harmonie jako "swiatlo martwicy" :D


Bob Marley napisał/a:
There's a natural mystic blowing through the air;
If you listen carefully now you will hear.
This could be the first trumpet, might as well be the last:
Many more will have to suffer,
Many more will have to die - don't ask me why.

Things are not the way they used to be,
I won't tell no lie;
One and all have to face reality now.
'Though I've tried to find the answer to all the questions they ask.
'Though I know it's impossible to go livin' through the past -
Don't tell no lie.

There's a natural mystic blowing through the air -
Can't keep them down -
If you listen carefully now you will hear.

There's a natural mystic blowing through the air.

This could be the first trumpet, might as well be the last:
Many more will have to suffer,
Many more will have to die - don't ask me why.

There's a natural mystic blowing through the air -
I won't tell no lie;
If you listen carefully now you will hear:
There's a natural mystic blowing through the air.
Such a natural mystic blowing through the air;
There's a natural mystic blowing through the air;
Such a natural mystic blowing through the air;
Such a natural mystic blowing through the air;
Such a natural mystic blowing through the air.

Akataleptos - 8 Listopad 2012, 17:24

Cytat:
Istoty pajecze uwalniane sa w ten sposob, ze istoty z gwiazd celuja w ich oczy "orgazmowymi podmuchami" przez co sa rozpuszczane do stanu ktoregos z zywiolow.


Fragment tego filmu od 4:08 dobrze to oddaje, oczywiscie w taki karykaturalny sposob. Nasuwa sie skojarzenie walki Dawida z Goliatem, ktory strzelil z procy miedzy jego oczy. Uwazam, ze to zdarzenie nie odbylo sie na planie fizycznym lecz za jego kulisami. Tego typu istoty pasozytnicze podpinaja sie pod centra energetyczne istot znanych jako polityczni, czy religijni przywodcy, czy celebrytow, wydaje sie, ze to mowi czlowiek, chociaz ma wspomagana np. czakre gardla przez istote pasozytnicza. Realna walka z systemem uderza wlasnie w zrodlo tych zjawisk, a nie slowo przeciwko slowu. Walka na slowa tylko bardziej to nakreca, samemu uczestniczy sie w teatrze, a rezyser przedstawienia pozostaje ukryty.
Tak czesto w internecie sprzeczaja sie ludzie ze soba o to, kto jest bardziej oswiecony :lol:
Tak jak czlowiek i inne istoty walcza w mniejszej skali na Ziemi (np. wilki, ktore wyjac do Ksiezyca wytwarzaja przeciwko niemu pole ochronne) tak Slonce walczy w skali wiekszej przeciwko najpotezniejszym przejawom manipulacji, zawsze doprowadzajac do rozpuszczenia tych sztywnych struktur.


Akataleptos - 8 Listopad 2012, 19:01

Inna sprawa, ktora moze zostac wyjasniona to ta, dlaczego indianie uwazali, ze zrobienie im zdjecia kradnie im dusze. W koncu zrobienie zdjecia to proba uchwycenia i unieruchomienia swiatla ;)
To samo tyczy sie pisania ksiazek, albo dyskusji w internecie. Ani Kriszna, ani Budda, ani Jezus nie spisali swoich nauk, wszystko to co mamy to slowa, ktore zostaly podobno wypowiedziane, zinterpretowane i spisane przez uczniow, badz uczniow uczniow. To co zostalo przefiltrowane, to "martwy logos".

W internecie chodzi miedzy innymi o to, ze wszystko to co ludzie pisza, pozostaje utrwalone. Mamy wiec utrwalonych miliony dyskusji, chociaz osoby piszace juz nie sa tymi samymi, ktore pisaly te teksty w tamtym momencie. Wszystko to sa "skradzione dusze".

Akataleptos - 8 Listopad 2012, 21:15

Dlatego wlasnie pisze w takim miejscu, ktore moze zostac odwiedzone przez mala garstke ludzi, bo gdybym pisal to wszystko gdzies indziej, to zrobionoby z tego cos w tym rodzaju: Boru glosi, ze wszyscy musza sie skruszyc przed Bogiem, nawrocic sie i ze internet kradnie dusze :lol:
Nie chce miec tych obciazen, ze komus cos powiedzialem, ktos cos zrozumial inaczej itd.

O to wlasnie chodzi z ta "Wieza Babel", kolektywny, zbiorowy umysl ludzki znajduje sie w stanie "pomieszania jezykow", nikt nie wie o co chodzi drugiemu, podczas gdy komunikacja w realnym swiecie odbywa sie poprzez wspol-odczuwanie, wspolczucie, tel-empatie.

Akataleptos - 9 Listopad 2012, 12:43

Co do sformuowania "Bog Ojciec" to ono oczywiscie nie wskazuje na nic absolutnego, tu chodzi o Slonce jako energie meska. Czasami lubie uzywac takich "betonowych" okreslen, podobnie jak i z "nawroceniem" i "skrucha", zeby brzmialo to tak siermieznie :P

Scalenie cial energetycznych Ziemi/Gaji odbywa sie poprzez dzialanosc Slonca, ktore wysyla ku niej energetyczny impuls, fizycznie manifestuje sie to jako skruszenie i rozpuszczanie wszelkich sztywnych struktur o charakterze "nowotworowym", ale "skruszenie sie przez Bogiem Ojcem" brzmi swietnie :lol: Zwlaszcza, ze takie sformuowania zostaly wgrane jako religijny nowotwor przez "miedzywymiarowych twardzieli", ktorzy tej rozpuszczajacej dzialalnosci Slonca boja sie.

Cytat:
Przestrzen jest kobieca, "kosmiczne lono", natomiast Obecnosc jest meska. Ale jednego i drugiego nie da sie rozdzielic, poniewaz sama tylko Przestrzen w ktorej nie znajduje sie cokolwiek jest sama tylko Obecnoscia, bez tresci. "Ojciec" bedacy nieskonczonym potencjalem, spoglada wzrokiem nieskonczonym w lustro bezkresnej, nieuchwytnej i dziewiczej Przestrzeni w ktorej moze zobaczyc swoja wlasna niezglebionosc. W ten sposob samozapladnia sie, dzieki czemu rodzi sie Wieczne Dziecko oraz "dwunastowymiarowy", rownie niezglebiony (co nazywa sie fraktalnoscia) swiat. Wszystko cokolwiek tylko jest, jest tym jednym momentem odbicia w lustrze wiecznosci. Nie ma niczego na zewnatrz tego co jest.


Tak wiec prawdziwy zwiazek, bez wypaczen, jest jak odbicie w lustrze.

Akataleptos - 9 Listopad 2012, 14:39

To powyzsze jest opisem idealnego zwiazku, ktory nigdy sie nie rozpada, ktory opiera sie wylacznie na "bezdotykowym" seksie, ktory nigdy sie nie nudzi i jest nieskonczenie urozmaicony, gdzie kochanka jest zawsze dziewica, a kochanek wiecznie prawiczkiem, gdzie komunikacja odbywa sie w calkowitym milczeniu, a dziecko zawsze pozostaje niemowleciem i nigdy nie placze :lol:
Akataleptos - 9 Listopad 2012, 15:45

Cytat:
Drzewa to odwrocone ludzkie pluca


W pewnym sensie moznaby powiedziec, ze w "niebiosach" rozmnaza sie tak, jak rozmnazaja sie rosliny. Nie chodzi o to, ze na ziemi kontakt seksualny jest czyms "nieczystym", czyni sie go nieczystym z powodu tych wszystkich mentalnych filtrow, ktore sprawiaja, ze zostaje sie wydojonym z energii, zasilajac tym samym ten reinkarnacyjny mlyn, sprowadzajac tutaj kolejnego nieszczesnika ;) Kolaps tych filtrow sztucznej tozsamosci odwraca relacje i manifestuja sie one na planie fizycznym, sprawiajac, ze podczas kontaktu seksualnego tak jak roslina, gromadzi sie energie sloneczna.

Akataleptos - 9 Listopad 2012, 16:52

Inna sprawa, ktora moze zostac wyjasniona to ta, dlaczego w islamie mowi sie, ze meczennik dostaje w niebie dziewice, czy iles tam dziewic :lol:

Nawet w najglupszych wierzeniach czesto tkwi ziarno prawdy. Chodzi o to, ze gdy sztuczna tozsamosc, ktora do tej pory wydawala sie tym co doswiadcza swiata, tak, ze kazde zdarzenie przydarzalo sie "mi" i wszystko zostalo przeze "mnie" dotkniete, kiedy ta konstrukcja umiera, wtedy zamiast patrzez przez pryzmat "wzglednego siebie", poddaje sie "nicosci", czy "kosmicznemu lonu", i widzi sie "okiem bezwzglednym", ktore nie moze byc czymkolwiek naruszone.

Czyli po smierci siebie, nie dostanie sie niczego :lol: I to jest wlasnie wolnosc, wolnosc od oczekiwan.

Czlowiek po tzw. smierci najczesciej stojac przed ta "komnata malzenska" odwraca sie w przerazeniu.

Akataleptos - 9 Listopad 2012, 20:11

Cytat:
Soczewka tamtego ukladu byl Mars, red-rum, mur-der, pokoj zwierzen, oko wielkiego brata. Krew swoja czerwien zawdziecza kontaktowi z Marsem wiele epok temu.

Slonce to z kolei czakra serca - zielona. Tak wiec szukanie zycia na Marsie zamiast na Sloncu to objaw duchowego daltonizmu ;)


Kolejna wyjasniona kwestia: dlaczego uwaza sie, ze kosmici maja zielona krew :P

Utwor

Akataleptos - 9 Listopad 2012, 22:14

Prawdziwa samo(is)tnosc, to przede wszystkim od-osobnienie sie od samego siebie, by wszelkie doswiadczenie bylo widziane przez nikogo. Co z tego, ze czlowiek udaje sie na pustynie, skoro dalej jest sam ze soba i swoimi myslami. Jego samo(is)tnosc jest uzalezniona od tego, ze nikt go nie odwiedzi, tymczasem od-osobnienie sie od samego siebie daje samo(is)tnosc gdziekolwiek, nawet stojac przed tlumem ludzi i nic nie jest w stanie tego od-osobnienia ruszyc.

Slowo "samotnosc" kojarzy sie negatywnie i jest to "negatywne", bo chodzi o odwrocenie kolorow/relacji, ale slowo to wskazuje na "cos" co jest samo z siebie, na bezprzyczynowosc. To jest wolnosc ostateczna. Ale czlowiek boi sie wolnosci.
Wszystko co pisze wskazuje na to, dlatego dla wielu bylbym morderca.

To poczucie bycia samotnym jest wlasnie tym unieruchomieniem i pustka, czy raczej dziura, ktora odzwierciedla ograniczenia, natomiast gdy nie ma juz nikogo kto bylby samotny, to jest Pustka i bezruch, ktory odzwierciedla tajemnice nieskonczonosci i zycie wieczne.

Z tym sie nie dyskutuje, to nie jest jakas wzgledna prawda, ona jest wlasnie bezwzgledna i pewna.

Akataleptos - 10 Listopad 2012, 11:37

Mowi sie, ze po tzw. smierci dokonuje sie z jakims niebianskim opiekunem przegladu swojego zycia. Tylko, ze kiedy przejdzie sie przez "smierc za zycia" i jest ta swiadomosc, ze nie ma czegos takiego jak "moje zycie", to taki przeglad calkowicie traci racje bytu i wtedy takiego "opiekuna" mozna zabic smiechem.

Zabiera sie ludzi do czegos w rodzaju niedzielnych szkolek, na kazde przypada co najmniej jeden cybernetyczny Jezus i Budda i Kriszna (to zabawne, bo ten pierwszy i trzeci to ten sam czlowiek, jego wystepowanie podwojnie nie ma sensu), prawi sie moraly o tym, ze niewazne w co sie wierzy, bo Bog jest jeden i planuje sie kolejne zycie. Tak wiec sni sie za zycia w ciele i sni sie dalej o niebiosach po smierci ciala, caly czas bedac poddanym hipnozie, sni sie o tym, ze rodzi sie ponownie i sni sie znow, ze umiera i idzie do nieba. Tak mozna bardzo dlugo, ale wszystko ma swoj koniec, bo jak to powiedzial realny Nauczyciel: wszystko co zlozone, ulega rozkladowi.
W pewnym sensie jest to pozyteczne, bo pelni to role czegos w rodzaju recyclingu.

Postawa Slonca i istot tam mieszkajacych, ktore rozpuszcza te sztuczne struktury jest inna, moznaby ja scharakteryzowac tak: wy macie gadane, ale my mamy moc zeby was rozjebac :P
Lepiej pozbyc sie wszelkich wyobrazen i oczekiwan na temat tego, czym jest "niebo".

Akataleptos - 10 Listopad 2012, 12:28

Zadziwiajace jest to, jakie istota jest w stanie wykonac bariery, po to, by oddzielic sie murem od "czarnej madonny wiecznie dziewicy" i by nie spojrzec jej w oczy :D

Utwor o tym.

Cytat:
Jest bezruch, ktory odzwierciedla nieskonczonosc i jest unieruchomienie ktore odzwierciedla ograniczenia, podobnie jest i z "pustka", kiedy czlowiek mowi o pustce, to najczesciej mowi o dziurze, ktorej nie mozna nigdy do konca zapelnic, o tej martwocie, jest tez i Pustka, ktora jest zywa nieskonczonoscia.


Jedna to czarna madonna, a ta druga to czarna wdowa ;)

Akataleptos - 11 Listopad 2012, 13:35

Jedyne co jest w stanie przetrwac w wiecznosci to nieskazitelnosc i "przezroczystosc", kiedy istota moze stanac w obliczu Slonca i przed lustrem "czarnej madonny" i nie ma niczego do ukrycia. To jest zabojcze, kiedy jest ta swiadomosc, ze wszystko jest jawne, ale nie ma slowa potepienia przeciwko temu. Chcialoby sie uslyszec jakies slowa mowiace o tym, ze cos zlego sie uczynilo, ale to dalej jest oparte na klamstwie, ze to ma jakiekolwiek znaczenie. Ludzie tworzac te idee splacania dlugow za cos, ciagle podbudowuja ten podstawowy falsz, ze cokolwiek co uczynia w stanie hipnozy w ogole cos znaczy.

Dla czlowieka i nie tylko czlowieka, rowniez dla jego pozornych aniolow-strozow klamstwo, dwulicowosc i udawanie kogos kim nie jest, jest czyms tak gleboko wgranym i jest tak integralna czescia zycia, ze najczesciej bedac przekonanym, ze mowi prawde, klamie prosto w oczy. Wystarczy, ze czlowiek przestaje klamac i wtedy on umiera.

Kiedy klamstwo jest demaskowane, czlowiek czuje sie jakby byl rozbierany. Mowi sie, ze po zjedzeniu owocu z jakiegos drzewa czlowiek poczul ze jest nagi i skryl sie. Jesli Bog stworzyl swiat w 6 dni, to siodmego musial stworzyc teatr.

Akataleptos - 11 Listopad 2012, 15:35

Cytat:
nawet najbardziej ekstremalny przejaw negatywu i manipulacji nie jest w stanie przedostac sie dalej niz szosty wymiar


Siodma czakra fioletu korony to negatyw zieleni czakry serca, kazdy przejaw manipulacyjnej atrakcji opiera sie przede wszystkim na blokadzie zieleni serca, dlatego nie ma polaczenia z czestotliwoscia siodmego wymiaru.
Fiolet korony to krolowanie, panowanie, zielen to z kolei uslugiwanie, bycie w czyms swiezym, mowi sie nawet, ze ktos jest w czyms zielony, jesli dopiero cos zaczyna.
Tak wiec wolnosc jest wtedy, kiedy jest sie tak samo nieograniczonym jako wladca i jako sluga i nie czyni to zadnej roznicy, zawsze bedac w odpoczynku. To wiaze sie rowniez z tym, ze jest szesc dni pracy, a siodmy jest wolny. Integracja i scalenie biegunow umieszcza w wiecznym odpoczynku.

Utwor :lol:

W "tablicy szmaragdowej" jest napisane, ze "to co jest na dole jest takie jak to co jest na gorze" i na odwrot. Inaczej moznaby powiedziec jeszcze tak: im wyzej cos sie wzniesie, tym nizej upadnie, im cos bardziej sie unizy, tym wyzej sie wzniesie.
Tak wiec kiedy istota pseudo-anielska, ktora opiera swoja dzialalnosc na przeksztalconych centrach energetycznych, po to, by byc uwazana za mistrzowska, kiedy taka istota zostaje zdemaskowana, staje sie negatywem tego za co sie uwazala i staje sie przykladowo jakimis falami oceanu ;)

Ilustracja mojego znajomego predstawiajaca zblizenie sie aktorskiej imitacji anielskiej do Slonca.

Utwor

Akataleptos - 11 Listopad 2012, 22:38

Cytat:
Dlatego wlasnie pisze w takim miejscu, ktore moze zostac odwiedzone przez mala garstke ludzi, bo gdybym pisal to wszystko gdzies indziej, to zrobionoby z tego cos w tym rodzaju: Boru glosi, ze wszyscy musza sie skruszyc przed Bogiem, nawrocic sie i ze internet kradnie dusze :lol:
Nie chce miec tych obciazen, ze komus cos powiedzialem, ktos cos zrozumial inaczej itd.


To nie ma wlasciwie zadnego znaczenia, czy ktos cos by zle zrozumial, nie chodzi o ludzi, ktorzy mogliby przekrecac, ale o mnie. W tej swojej pasji szybko poddaje sie "swietemu oburzeniu" i marnowalbym energie na niepotrzebne przepychanki.

W ewangeliach jest napisane, ze Chrystus po chrzcie w rzece Jordan kiedy to zstapil na niego Duch Swiety udal sie na pustynie. Normalnie wydaje sie, ze po tzw. "oswieceniu" powinno sie pojsc do ludzi i glosic im wyzwolenie. Ale tak nie jest. To musi byc "przetrawione" w samotnosci i poddane probie, zanim gdziekolwiek wyjdzie sie z tym. Jednak jest ta tendencja, ktora jest podstawowym mechanicznym nawykiem, by wszystko rozpowiadac innym. Wydaje sie to czyms wznioslym, ale to zwykly nawyk, jak palenie fajek, czy cos innego.

Jak tak patrze na ten temat, to coraz bardziej jest to przekonanie, ze zostalo to wydzielone po to, by tu niepotrzebne gadulstwo moglo znalesc swoje ujscie. Jest tu sporo "madrych rzeczy", chociaz pisanie tutaj mialo polegac chyba na wypaleniu tego nawyku gadania zbyt duzo, by tu sie to wypalilo, w bezpiecznym miejscu, gdzie nie dalbym sie zaczepic jakims dyskutantom.

Akataleptos - 12 Listopad 2012, 14:19

Cytat:
Ilustracja mojego znajomego predstawiajaca zblizenie sie aktorskiej imitacji anielskiej do Slonca.


Kiedy ktos mowi o Bogu, milosci, jednosci, spokoju, spelnieniu itd. to dobrze jest przygladac sie jego/jej spojrzeniu. Czesto jest to pustka "czarnej wdowy". Ludzie gromadza wokol siebie innych ludzi mowiac, ze ich kochaja, podczas gdy chodzi tylko o zapelnienie tej pustki, dziury, ktorej i tak nie da sie zapelnic.

Ilustracja

Wszystko zostaje przekrecane. Pisze tu czesto o anielskich imitacjach i walce z nimi, jednak dla kogos kto zostal poddany hipnozie przez te istoty, to oko, ktore faktycznie widzi, jest "okiem szatana", poniewaz przenika ono przez wszystkie warstwy jakimi istota sie otoczyla i "wykreca" ja w druga strone, co nie jest przyjemne i moze powodowac duzo cierpienia, ale jest to nieprzyjemne nie z powodu tego przenikliwego widzenia, lecz z powodu blokad energetycznych istoty zahipnotyzowanej. Jednak dla niej to cos groznego, poniewaz dazy to to usmiercenia jej falszywych tozsamosci. W tym sensie "wszystko jest wzgledne", chociaz prawda jest bezwzgledna ;)

Slonce - Sanatorium
Saturn - Satanorium ;)

Cytat:
Byłam ciekawa tego Anioła i wysłałam sygnał, że chętnie go zobaczę. Oczywiście przyszedł. Jeszcze z taką potęgą nie miałam do czynienia. Normalnie te istoty podchodzą do mnie dość blisko, a i tak ciało fizycznie wręcz nie jest w stanie tego wytrzymać. W tym przypadku mogłam się z Nim skomunikować jedynie na bardzo dużą odległość, bo inaczej chyba z tego przepływu energii rozpadłabym się na kawałki. Była to potężna świetlista kula, wręcz olśniewające światło, można by przyrównać to do ognia, ale ogniem nie było. Ale widać też było twarz z bardzo wyrazistymi oczami i długimi białymi włosami. Spojrzał w moim kierunku, skinął głową na przywitanie i zniknął. I kiedy Pan zamieścił ten cytat z „Apokalipsy”, wręcz zdębiałam, bo bardzo przypomina on moją wizję. Niestety, nie widziałam tęczy. Pojawił się ponownie, kiedy zamieścił Pan ostatnie karty. Ale już jakby nie musi podchodzić zbyt blisko, żeby się skomunikować, tylko mentalnie daje sygnał, że jest. Nawet teraz jakby jest przy mnie i patrzy, co lub jak opisuję.”

Akataleptos - 12 Listopad 2012, 15:53

Cytat:
(...)a dziecko zawsze pozostaje niemowleciem i nigdy nie placze


Albo inaczej: nigdy nie przekracza piatego roku zycia.

Akataleptos - 12 Listopad 2012, 16:33

Fragment od 2:15 tez dobrze oddaje to o czym pisze, tylko zamiast takiego czerwonego potwora, powinno byc cos sliczniejszego. Kreskowka dragon ball pomimo swych prymitywnych dosc historii, zawiera duzo swietnych wizualizacji.
Akataleptos - 13 Listopad 2012, 15:16

Pojawia sie naturalnie pytanie: skoro Slonce ma moc rozpuszczania bezproblemowo tego typu zjawisk, to dlaczego nie dokonalo tego od razu w momencie pojawienia sie tego, dlaczego dopuszczane jest by stan hipnotyczny utrzymywal sie "tak dlugo".

Jest to i bardzo proste, ale i niemozliwe do intelektualnego zrozumienia. Proste, bo wszystko sprowadza sie do tego, ze jest niepojety Absolut i Wola, ktora manifestuje sie tak jak sama tego chce, jest nieukierunkowana, nieuporzadkowana i bezcelowa, po prostu jest tym czym jest i nie ma nikogo kto moglby dac odpowiedz dlaczego. Tej Woli nikt nie ma, dlatego jest wolna, odkrywa ona od wiecznosci wszystko co tylko jest do odkrycia, nigdy nie bedac blizej konca, czy dalej od poczatku, zawsze jest w tym samym punkcie.
Jednosc w ogole nie jest zainteresowana tym, by kogos, czy cos uwalniac, poniewaz gra w zniewolenie, ograniczenia i hipnoze juz jest jedoscia.
Slonce nie moze poza ta Wole wyjsc, wszystko czego dokonuje jest jedynie manifestacja Woli Absolutu. Kiedy przyjdzie moment na to, by stan hipnotyczny zostal zdjety, to po prostu sie stanie i nic wiecej. To co zwie sie "Bogiem" bedacym kreatorem uniwersum rowniez nie moze wplynac na Wole, nie moze zmienic jej wyrazenia sie poniewaz jest jedynie jej wyrazem.

Akataleptos - 13 Listopad 2012, 17:22

W Absolucie scalaja sie wszystkie pozornie sprzeczne paradoksy i przeciwienstwa, moznaby wiec powiedziec, ze wszystko jest "niewolnikiem wolnej woli", nie mozna jej zatrzymac ani zlapac dla siebie by ja kontrolowac lub unieruchomic jak w sieci, bo jest wolna, mozna tylko sie z nia scalic. Nie mozna tez nie byc z nia scalonym, wiec te wszystkie instrukcje religijno-ezoteryczno-duchowe mowiace o powrocie do stanu, gdzie jest sie w zgodzie z Wola sa ogromna arogancja, jakby w ogole bylo mozliwe wyjscie sobie na zewnatrz wszystkiego co jest, a nastepnie jakimis swoimi wysilkami powrocic.
Akataleptos - 13 Listopad 2012, 22:24

Mowi sie nawet, ze jesli kogos sie kocha, to nalezy pozwolic byc temu komus z kimkolwiek, chocby byl to jakis bandyta. Podobnie jest i w nieskonczonosci, Wola ma calkowita wolnosc i swobode w odkrywaniu zycia, nie ma nikogo kto zabronilby jej nie zmanifestowac sie jako jakas "podla energia". To wyda sie glupim stwierdzeniem, ale kazda manifestacja zycia, razem z wszelkiego rodzaju okrucienstwem, tyrania, jest wlasnie manifestacja bezwarunkowej milosci. Gra w uwiezienie i ograniczenia jest manifestacja wolnosci absolutnej. To jest szalone, ale nie ma nikogo kto moglby tego zabronic i sprzeciwic sie temu, bo wszystko jest wlasnie tym, wolnoscia i miloscia bezwarunkowa.
Gdyby byl zakaz manifestowania sie jako tyrania, byloby to juz dyktatura kogos, kto na cos nie pozwala. Gdyby byl zakaz zmanifestowania sie jako wiezien, byloby to ograniczeniem i uwiezieniem.

Grzmot

Akataleptos - 14 Listopad 2012, 12:26

Wiele z anielskich istot manipulujacych ma cos w rodzaju manii czystosci, wolalyby one aby energia nie manifestowala sie jako cos podlego, ale przez to sami nie sa w stanie byc nieskazitelni i sami generuja najwiecej podlosci. Poniewaz chcialyby one ograniczyc zycie i wcisnac je do jakis okreslonych ramek, do jakis nieskazitelnych geometrycznych wzorow, a kontrola zawsze sie wymyka, tworzy sie coraz to bardziej zmyslne wiezienia, ktore maja udawac manifestacje zycia doskonalego. To biale swiatlo, ale jest to biel brudna.

Przypomina mi to horror o tytule "dentysta".

Wolnosc to tez przelamywanie granic wrazliwosci i estetyki.

Akataleptos - 14 Listopad 2012, 15:59

Cytat:
Doktor Alan Feinstone z Beverly Hills ma obsesję na punkcie białych, ładnych zębów i nie toleruje nawet najmniejszych odchyłów od normy. Podobnie jest w życiu prywatnym, gdzie nawet mała plama na koszuli potrafi doprowadzić go do prawdziwej furii. Pewnego dnia dentysta zauważa jak jego żona Brooke rozmawia z przystojnym kierowcą, Mattem. Na to Alan nie może pozwolić. Kiedy następnego dnia Matt pojawia się w domu doktora, zauważa w basenie kawałek ludzkiego ucha... Od tej pory wściekły dentysta zaczyna bardziej znęcać się nad swymi wrogami i pacjentami, którym serwuje coraz to krwawsze jatki...


Podobnie jest np. z tymi wegetarianami, ktorzy najchetniej zagryzliby kazdego miesozerce.
Tak samo jest z tym celibatem u ksiezy i zakonnic, co daje wiadome skutki. Zakonnice przykladowo przekladaja swoje pragnienia na wizerunek Chrystusa, ktoremu sie oddaja.
Kiedy czlowiek spycha jakis przejaw zycia i stawia mu opor, wtedy staje sie z tym wewnetrznie walczacym, karmi te swoje pragnienia i one go opetuja.

Akataleptos - 14 Listopad 2012, 22:49

Utwor do ostatnich postow :lol:
Akataleptos - 15 Listopad 2012, 00:15

Wracajac do tego posta i takiego stwierdzenia jak:

Cytat:
Centra galaktyczne emanuja impulsami energetycznymi z realnego centrum, te impulsy przechodza przez gwiazdy, przez co poszczegolne warstwy planet i istot mieszkajacych na nich sa scalane.


To jest pochrzanione wlasnie z tym "centrum". To sa po prostu interpretacje umyslu i jego konstrukty, bo nie ma czegos takiego jak "centrum nieskonczonosci" z ktorego wszystko sie wylania, z ktorego wszystko jes widziane i do ktorego wszystko powraca.
Wszystko odbywa sie nigdzie, bezczasowo, jest widziane, ale nie jest widziane z jakiegos miejsca. Nic sie nie wylania, bycie nie ma poczatku i jakiegos dalszego ciagu. Czlowiek wyobraza sobie pustke i jak w tej pustce nagle cos sie zaczyna. Ale nic sie nie zaczelo i nic nie ma swojej kontynuacji. Nic nie powraca, bo jest tylko wszystko co jest a jak wszystko co jest moze powrocic do wszystkiego co jest?
We wszystkim co jest nie ma strony wewnetrznej ani zewnetrznej, jest tylko wszedzie i wszystko.

Takie stwierdzenia jak "spojrz do swego wnetrza, tam znajdziesz prawde", wlasciwie nie przedstawiaja zadnej prawdy. To jest niewykonalne. Jest to jakis ruch z punktu A do punktu B, ale zaden z tych punktow nie jest ani na zewnatrz ani wewnatrz. To jest pulapka bezruchu.

Akataleptos - 16 Listopad 2012, 00:00

Ludzie tworzac najrozniejsze koncepcje naukowe czy duchowe zachowuja sie tak, jakby od ich stwierdzen i sformuowania jakis praw zalezalo to jak sie cos naprawde wydarza. Tak jakby te wszystkie atomy czekaly na to jak sie poukladac do momentu kiedy jakis geniusz sklei nowy model atomu.
Podobnie i wszystko co jest, jednosc, nie czeka w ogole na cos co juz sie dzieje, na to, ze samodzielna jednostka odkryje, ze nie ma czegos takiego jak samodzielna jednostka. To sa sprzecznosci, to nie zadziala.

Akataleptos - 16 Listopad 2012, 00:15

Wszystko sprowadza sie do tej bezgranicznej otwartosci na kazda z nieskonczonych mozliwosci przejawienia sie woli/wolnosci, ktora jest niepoznawalna.
Akataleptos - 17 Listopad 2012, 14:02

Tak samo nie ma czegos takiego jak "kraniec stworzenia", ze oto jest wszechswiat albo pewna ilosc wszechswiatow, poza ktora rozciaga sie jedno wielkie nic. Istnienie jest wszedzie, a wszedzie jest niezakreslone do jakiegos miejsca, to bylaby sprzecznosc.
Dlatego tez niemozliwe jest zobaczenie przez cos calego istnienia, kontrolowanie go i zawlaszczenie go sobie. Jakas konkretna istota, ktora chcialaby tego dokonac jest jedynie pojedynczym wyrazeniem sie stworzenia, ktore jest nieskonczone, dlatego chcac kontrolowac, musi zakreslic pewna granice, gdzie dana manifestacja zycia sie konczy, a gdzie zaczyna.

To jest wlasnie dziwne, ze nie da sie zobaczyc wszystkiego i ze wszystko jest widziane przez nikogo.

Cytat:
To jest pochrzanione wlasnie z tym "centrum".


A co do pochrzanienia to przed chwila podnioslem pokrywke pod ktora byl starty chrzan i malo mi nie wypalilo oczu :P

Akataleptos - 17 Listopad 2012, 14:07

Wujek Sam chyli sie ku swemu koncowi.

Cytat:
miałam taki sen że zebrała się jakaś wielka rada by osądzić młodych ludzi za to że skazali albo zabili jakiegoś syna. Na początek miał mowe jego Ojciec. Przekonany że ciągle ma władzę nad zgromadzeniem i że będzie mógł osiągnać swój cel tylko mówiąć i pokazując swoje cierpienie. Był ubrany na czarno. Nikt jednak go już słuchać nie chciał. Nudził wszystkich. Wówczas ten chcąc podkręcić sytuacje zszedł do katakumbów by pokazać grób syna. Było tam mnóstwo innych mogił. Opsypanych kwiatami. Jego syn leżał na samym dnie tej piwnicy . Schodziło się tam po krętych schodach jak po rozszeżającej się spirali. I co jakiś czas były inne groby. Ten człowiek miał już wówczas melonik i frak ale kulał na jedną nogę dlatego musiał podpierać się laską. Przy grobie zalał go zimny pot. Bo taka sama laska leżała przy grobie, a On zrozumiał że jego syn już z Nim jest. To jakby oznaczało koniec drogi, jego drogi

Akataleptos - 17 Listopad 2012, 21:50

Wracajac do tego posta, widac jak bardzo wazne jest tzw. "uziemienie", dlatego nie ma czegos takiego jak wazniejsze centra i mniej wazne. Kolorem najnizszej czakry, zwanej czakra podstawy/korzenia, jest czerwien. Dzieki czerpaniu mocy z tego centrum zyskuje sie zdolnosc do sprowadzania do parteru wszelkiego rodzaju pseudo-mistrzowskich energii.

Filmik :D

Akataleptos - 17 Listopad 2012, 23:20

Cytat:
Kolorem najnizszej czakry, zwanej czakra podstawy/korzenia, jest czerwien. Dzieki czerpaniu mocy z tego centrum zyskuje sie zdolnosc do sprowadzania do parteru wszelkiego rodzaju pseudo-mistrzowskich energii.


Cytat:
Wszystko zostaje przekrecane. Pisze tu czesto o anielskich imitacjach i walce z nimi, jednak dla kogos kto zostal poddany hipnozie przez te istoty, to oko, ktore faktycznie widzi, jest "okiem szatana", poniewaz przenika ono przez wszystkie warstwy jakimi istota sie otoczyla i "wykreca" ja w druga strone, co nie jest przyjemne i moze powodowac duzo cierpienia, ale jest to nieprzyjemne nie z powodu tego przenikliwego widzenia, lecz z powodu blokad energetycznych istoty zahipnotyzowanej.


To jest to samo co w sztukach walki nazywa sie dzwignia ;)

Filmik

Daje jeszcze raz ta Ilustracje, warto zwrocic uwage na to, ze spirala prawdziwa jest schowana w srodku tej kuli, natomiast jej imitacja jest wykrecona w druga strone i jest na zewnatrz, bo musi pelnic role odnozy. Slonce rozprawia sie z tym wlasnie poprzez sprowadzenie do parteru i zalozenie dzwigni.
Ktos kto interesuje sie sztukami walki wie, ze zawodnik moze dlugo obrywac, ale wystarczy ze wyczeka na jeden moment nieuwagi, zalozy dzwignie i walka jest jego.

Van Joky - 18 Listopad 2012, 04:44

I'm a coward.
Akataleptos - 18 Listopad 2012, 11:47

Strach sam w sobie nie ogranicza, tylko jego druga fala - strach przed baniem sie, czyli sprzecznosc, ktora generuje mechanizm osobowosci. Wlasciwie nie daloby sie funkcjonowac w spoleczenstwie jakie ludzie tworza, bez strachu, wszystko jest oparte na strachu, czy to przed przejsciem na czerwonym swietle na skrzyzowaniu, czy przed zranieniem ciala. Odwaga jest spojrzenie prawdzie w oczy, ze strach jest, ale nie stoi za nim jakas osoba, ktora by ten strach miala. To chyba najwieksza odwaga, nie bac sie bac, bedac przy tym calkowicie pozbawionym "siebie".
Oczywiscie nie jestem pozbawiony tych wszystkich instynktow samozachowawczych, sa rozne leki, ale one po prostu sie zdarzaja, nic wiecej.

Akataleptos - 18 Listopad 2012, 11:45

Podwojny post sie zrobil.
RedJohn - 18 Listopad 2012, 19:25

Sporo tu naskrobałeś, ciekawe czy ktoś Cie czyta :P
Wpadam, zarzucam linkami.

Ego-rcyzmy. Czym jest i jak działa ego? cz. 1
http://www.youtube.com/wa...feature=related

Ego-rcyzmy. Czym jest i jak działa ego? cz. II
http://www.youtube.com/wa...&feature=relmfu

i spadam :)
Pozwodzenia.

Akataleptos - 18 Listopad 2012, 20:28

Trudno w ogole powiedziec, ze ktos to napisal, albo czy ktos to moze przeczytac :P

Jak tak patrze na niektore posty, ktore byly napisane wtedy jak sie wtraciles w ten monolog, to widac tez, ze to ciagle przemawialy te uwarunkowania, imitujace stan wyzwolenia, chociaz te glowne "platy" mej falszywej tozsamosci odpadly.

To jest tez dziwna sprawa, ze nie da sie w ogole stwierdzic, kiedy falszywa tozsamosc naprawde umiera, poniewaz gdy ona naprawde umiera, nie ma juz nikogo kto moglby to stwierdzic. Moze sie zdarzyc, ze nastepuje "rozmycie", "rozedrganie" tego falszu i wtedy powstaje ta sposobnosc dla "cieni" by opisywac cos na wyrost i by odgyrwac role "medrca".

To jest moj glowny "grzech" w tym temacie, ze poddaje sie takim niepotrzebnym euforiom, ze oto pisze cos prawdziwego i przez wiele miesiecy bylo to jak uzaleznienie, jest to komiczne w jaki sposob czlowiek moze sie tak zapetlic, chociaz temat ten spelnil swietna role miejsca, gdzie takie wybuchowe nawyki moga zostac bezpiecznie zdetonowane.

Akataleptos - 18 Listopad 2012, 20:36

Nie zgadzam sie z tym co mowi ten pan, ze bez ego nie mozna funkcjonowac w spoleczenstwie, ze nie moznaby nawet przejsc przez ulice, wspominalem tez o tym dwa posty wczesniej. Nie ma takiej potrzeby, by ktos przechodzil przez ulice, ale moze sie zdarzyc, ze przechodzenie sie odbedzie ;) Podstawowym falszem ego jest to, ze ono cos wlasnie czyni, kontroluje jakies czynnosci i jest konieczne do tego, by doswiadczyc tego co robi, podczas gdy to jedynie komentator. To tak jakby wylaczyc podczas transmisji glos komentatora, mecz dalej sie odbedzie tak samo jakby ktos go komentowal.
Akataleptos - 18 Listopad 2012, 21:53

Prawda, ze wszystkie mysli sa dualistyczne, poruszaja sie po przeciwienstwach, to jak lepka pajecza siec, ale nawet nazywanie czegos prawdziwym lub nieprawdziym, iluzja lub rzeczywistoscia, jest pulapka dualizmu. Przede wszystkim, czy to w ogole potrzebne by nazywac cos iluzja, albo rzeczywistoscia? Co jest prawdziwego albo nieprawdziwego w teczy? Bycie dalej bedzie samym tylko byciem, niezaleznie od nazwania go. Jak zycie staje sie niesamowicie ciekawe i tajemnicze, gdy odstawi sie te gowniane kwestie zwiazane z tym co jest prawda a co falszem. W trzeciej czesci matrixa pojawia sie taka kwestia Smitha:

Cytat:
Why, Mr. Anderson? Why do you do it? Why get up? Why keep fighting? Do you believe you're fighting for something? For more than your survival? Can you tell me what it is? Do you even know? Is it freedom? Or truth? Perhaps peace? Could it be for love? Illusions, Mr. Anderson. Vagaries of perception. The temporary constructs of a feeble human intellect trying desperately to justify an existence that is without meaning or purpose. And all of them as artificial as the Matrix itself. Although, only a human mind could invent something as insipid as love. You must be able to see it, Mr. Anderson. You must know it by now. You can't win. It's pointless to keep fighting. Why, Mr. Anderson, Why? Why do you persist?


Czy to nie zabawne, ze to wszystko mowi komputerowy program?

Neo dal odpowiedz: poniewaz tak wybralem.
Ja to bym oddal inaczej: poniewaz tak przejawia sie wolnosc.

Akataleptos - 19 Listopad 2012, 11:44

Cytat:
Daje jeszcze raz ta Ilustracje


Dwanascie postaci zebranych wokol centralnej, zielonej, uklad tworzacy kielich "swietego graala", Slonce - Swiety Szczyt jak to okreslaja rastafarianie, Olimp, dwunastu bogow olimpijskich itd.

Jednak zdecydowana wiekszosc podan mowiacych o tych kwestiach pochodza z boskich podrobek, sa wiec "bogowie", oraz ich "cienie", ktore sa o oryginalne istoty zazdrosne, dlatego ich udaja chcac postawic sie w ich miejsce, zywiac sie uwielbieniem.
W gnostycyzmie nazywano ich "archonami".

Cytat:
Saturn, ktory byl dawnym sloncem tego ukladu, poprzez siedem pierscieni kontroluje niezrownowazenie siedmiu centrow energetycznych


Mowi sie, ze bogowie decyduja o losie czlowieka, jakby byl ich marionetka, podobnie w new-age mowi sie o "wniebowstapionych mistrzach", ktorzy dzierza moc siedmiu promieni, to wszystko sprowadza sie do Saturna i jego pierscieni, ktory podtrzymuje te karmiczne dlugi by byc zaleznym od laski badz nielaski "Stworcy".

W pewnym sensie moznaby powiedziec, ze jest cos takiego jak "przeznaczenie", ale nie w tym, ze ktos nim centralnie steruje, lecz w tym, ze to co zwie sie przeszloscia i przyszloscia dzieje sie jednoczesnie, tak wiec nie da sie zmienic tego, co juz sie rozgrywa, a zycie polega przechodzeniu koncentracji uwagi poprzez poszczegolne nieruchome sceny, ktore juz sa gotowe. Tak zwani bogowie, oryginalne istoty, maja wglad w tzw. kontinuum czasoprzestrzeni, dzieki czemu znaja "los" poszczegolnych istot, ale to nie jest gra w szachy nimi. To wszystko, lacznie i z bogami i prawdziwymi i podrobionymi, jest manifestaca Wolnej Woli, nieuporzadkowanej i chaotycznej, ktora wolna jest dlatego, ze nikt jej nie ma i jej nie kontroluje i nikt nie ma na nia wplywu.

Ale jak latwo jest zmanipulowac ludzka percepcja, by wszystko spersonalizowac i wcisnac te hierarchiczne konstrukty.

Akataleptos - 19 Listopad 2012, 12:09

Wizja Slonca opisana przez niejakiego Jana w apokalipsie. Apokalipsa, czyli odsloniecie, odsloniecie zaslony tworzonej przez sztuczny umysl, poprzez ktorego pryzmat postrzega sie swiat.

Cytat:
Potem ujrzałem: Oto drzwi otwarte w niebie, a głos, ów pierwszy, jaki usłyszałem, jak gdyby trąby mówiącej ze mną, powiedział: Wstąp tutaj, a to ci ukażę, co potem musi się stać. (2) Doznałem natychmiast zachwycenia: A oto w niebie stał tron i na tronie [ktoś] zasiadał. (3) A Zasiadający był podobny z wyglądu do jaspisu i do krwawnika, a tęcza dokoła tronu - podobna z wyglądu do szmaragdu. (4) Dokoła tronu - dwadzieścia cztery trony, a na tronach dwudziestu czterech siedzących Starców, odzianych w białe szaty, a na ich głowach złote wieńce. (5) A z tronu wychodzą błyskawice i głosy, i gromy, i płonie przed tronem siedem lamp ognistych, które są siedmiu Duchami Boga. (6) Przed tronem - niby szklane morze podobne do kryształu, a w środku tronu i dokoła tronu cztery Zwierzęta pełne oczu z przodu i z tyłu:


Dlatego wazne jest tzw. uziemienie, czyli zrownowazenie i dolnych centrow zeby nie zostac porazonym pradem, w przeciwnym razie zostaje sie sprowadzonym do parteru :lol:

Odsylam do tego posta i tego cytatu na koncu, jest to opis spotkania z niejakim Hermesem.

Natomiast w tym klipie wystapil jako Anthony Kiedis :lol:

Akataleptos - 19 Listopad 2012, 14:39

Brak uziemienia to tzw. bujanie w oblokach, jest taka bardzo romantyczna istota zwana Lucyferem, jego bledem bylo wlasnie bujanie w oblokach.

Utwor

Kiedy czlowiek uwaza, ze szczescie i wyzwolenie splynie na niego z jakiejs rozowej chmurki, to wtedy musi byc przygotowany na wstrzas i sprowadzenie do parteru/tartaru :lol:

Ksiezyc specjalizuje sie wlasnie w blokowaniu czerwieni i stymulacji blekitu centrow energetycznych, to sprawia, ze czlowiek mowi o rzeczach, ktore sa oderwane od realnosci, kiedy slowa sa wypowiadane w piekny sposob, ale nie wiadomo o czym wlasciwie jest mowa, ale jest to piekne. Czerwien to tez agresja, wszystko ma swoje miejsce i wybuchy zlosci sa naturalne, ale u czlowieka jest to stymulowane sztucznie i objawia sie jako klotnie o sprawy, ktore nie maja w ogole miejsca.

W snach sprowadzanych przez Hermesa jestem przedstawiany w czerwonej koszulce, mozna to porownac do tego, jak w grach RPG mamy przedmioty, ktore daja jakis procent odpornosci na cos, "kolczuga, +20% odpornosci na ogien", tak samo i u mnie jest to cos w stylu "czerwona koszulka, +100% odpornosci na blyskawice" :P

Cytat:
Mowi sie, ze bogowie decyduja o losie czlowieka, jakby byl ich marionetka, podobnie w new-age mowi sie o "wniebowstapionych mistrzach", ktorzy dzierza moc siedmiu promieni, to wszystko sprowadza sie do Saturna i jego pierscieni, ktory podtrzymuje te karmiczne dlugi by byc zaleznym od laski badz nielaski "Stworcy".


Moznaby powiedziec, ze ulubiona konkurencja olimpijska cieni bogow jest bieg po siedmiotorowej saturnowej biezni, gdzie goni sie w celu zlapania teczy.

Akataleptos - 19 Listopad 2012, 15:37

Ktos moglby sie przyczepic, ze raz pisze o tym, ze nic nie jest prawdziwe ani nieprawdziwe, a nastepnie o tym, ze cos moze byc "oderwane od realnosci".
To jest proste, opisuje tutaj pewne zjawiska, ktore po prostu sie wydarzaja, oderwanie od rzeczywistosci samo w sobie nie jest czyms prawdziwym lub nieprawdziwym, jest to cos co sie dzieje. To po prostu jakas manifestacja zywotnosci i nic wiecej.
W ogole sam jezyk wymusza okreslanie tych zjawisk w ten sposob.

Akataleptos - 19 Listopad 2012, 20:53

Cytat:
W "tablicy szmaragdowej" jest napisane, ze "to co jest na dole jest takie jak to co jest na gorze" i na odwrot. Inaczej moznaby powiedziec jeszcze tak: im wyzej cos sie wzniesie, tym nizej upadnie, im cos bardziej sie unizy, tym wyzej sie wzniesie.


Owa tablica szmaragdowa napisana przez Hermesa to nic innego jak zielen serca, nie jakis mityczny artefakt, ale tak trudno go znalesc, bo zielen serca to sluzenie, unizenie, wypalenie osobowosci. To jest to samo co tzw. swiety graal. To odwrocenie do gory nogami wczesniejszych relacji, przejscie na druga strone lustra do krainy wiecznego dziecinstwa.
Integracja w zieleni otwiera dostep do "Swietego Szczytu", dostaje sie zielone swiatlo, wczesniej grozilo to smiercia, ale teraz gdy przezylo sie smierc, nie ma zagrozenia.

Przekaz czlowieka znanego jako Bob Marley to cos duzo wiekszego niz "chodz wypalimy jednego".

Akataleptos - 19 Listopad 2012, 22:37

Bardzo to wszystko dziwne, swiety graal, ambrozja, tablica szmaragdowa, dziewice w niebiosach, wszystko to jest, nie jest ukryte, jest za darmo, jest tylko ta "bariera wieku" nie do obejscia, ktora mozna przekroczyc tylko poprzez widzenie, ze nia ma nikogo kto to moze zdobyc.
Akataleptos - 19 Listopad 2012, 23:41

Moja znajoma:

Cytat:
Zastanawiało mnie dlaczego wczoraj czułam taką beznadzieję, smutek i ogarnęło mnie poczucie całkowitej izolacji, zamknięcia, odcięcia od świata. Bardzo nietypowe dla mnie wrażenie. Symbolicznie przyszedł też sen o podróży pociągiem z niezliczoną ilością dzieci, niestety nie wszystkie mogły udać się w podróż było ich tak dużo. Gawożyły o Wodniku, ot tak. Kiedy patrzyłam na te 6-cio latki z takim znawstwem mówiące o astrologi, tylko sie uśmiechałam pod nosem. Dotarliśmy na miejsce, okazało się że nie ma mojej waliski. Są dokumenty ale rzeczy znikneły. Ktoś zabrał. Szukałam jak szalona ale prawdopodobnie odleciały z kimś samolotem. Nawet nie mogłam reklamować, bo w PKP kwitów bagarzowych nie dają. Stanełam smutna że straciłam to wszystko ale przyszła też myśl że włąściwie to może jest już mi to niepotrzebne.
I konkluzja. Wczoraj była trzecia kwadra Ksieżyca. Ingrid. Symboliczne stracenie przez Ksieżyc bagażu cyklu w którym obecnie jest. Przygotowanie do nowego. Będzie zaćmienie, skoro tracę bagaż należy przygotować się do mocnego reset. Tylko trzeba się pogodzić z utratą kilku plików :)


Ten sen zeslany przez Hermesa/Akataleptosa (Nieprzylepnego) jest odwroceniem w negatywie sceny z filmu spiderman, kiedy to ukrzyzo-lepiony Peter zatrzymuje pedzacy pociag:

Filmik

Srebrny pociag to Ksiezyc, przepasc to pustka spajajaca swiat 4d i 5d.

Akataleptos - 21 Listopad 2012, 12:24

Czarna Madonna - przestrzen kosmiczna, swiatlo barwy niewidocznej z ktorego wylaniaja sie wszystkie teczowe kolory centrow energetycznych, ktorych integracja nastepuje w centralnym - zielonym - Matka Boska Zielna - Mary Jane - autorem Ewangelii Jana byla Maria Magdalena, uosobienie Gaji/Ziemi.
Planeta Ziemia nazywana jest blekitna planeta, ale jej rdzeniem, tak jak rdzeniem innych planet jest zielen serca.

Proba integracji np. w szyszynce musi wiec odbyc sie z blokada zieleni, z brakiem uziemienia, narazajac sie na porazenie pradem i zamyka dostep do elektrycznego Slonca.

Akataleptos - 21 Listopad 2012, 12:54

Cytat:
K: Końcówka jakoś mi się wymyka w rozumieniu. Zielna to kojaży mi się z Maią Konopnicką - Cannabis Marie
P: koncowka jest prosta, kto nie czci Marii ten nie moze liczyc na zbawienie Chrystusa
K: A bez Chrystusa to już się nie da ?
P: no jak masz Marie to trudno ja oddzielic od Slonca zeby dalej funkcjonowala jako blekitna planeta
K: Chrystus Lew Judy, Słońce. A Maria to jego matka czy żona ?
P: matka zona i kochanka :D Zielna to zona, a Czarna to matka i kochanka :D czyli w Trojcy jedyna

Akataleptos - 21 Listopad 2012, 17:02

wiem o co chodzi z tymi czarnymi dziurami tylko nie wiem jak to lepiej opisac :P widze to tak, ze jest Absolut, w ktorym nie ma zadnych bodzcow zewnetrznych, jest widzenie zycia, ale nie jest widziane przez kogos, jest samo widzenie, nie ma nikogo kto moglby zapoczatkowac zycie, wiec odbywa sie ono bez poczatku i jest widziane bez poczatku, nikt nie kalkuluje jak sie przejawi, dlatego przejawia sie samoistnie i spontanicznie i pojawia sie idea, ze oto wszystko moze byc widziane przez kogos, moze byc dotkniete przez kogos i moze byc przez kogos kontrolowane, ta spirala zycia odkreca sie w druga strone i "wyzewnetrznia sie", ta spirala staje sie czyms w rodzaju odnoz pajaka, ktory chce uchwycic swiatlo i ten ktos staje sie zbiorem reakcji na bodzce zewnetrzne, a czym jest maszyna jak nie zbiorem reakcji na bodzce zewnetrzne? Tworzy sie umysl zbiorowy, kolektywny, hierarchiczny, zamiast jednego Umyslu. Swiatlo nieuchwytne uchwycone zostac nie moze, ale w nizszych czestotliwosciach wibracji moze zostac rozszczepione, tak oto wszystko to co jest wyzej scalone, nizej rozstaje rozdwojone i pojawia sie ta gra w "tetrisa", gdzie klocki zostaja scalane ze soba i znikaja bez sladu, wyczyszczajac cala plansze.

Te swiatlo reprezentowane przez te istoty jest syntetyczne, nie oddycha i stopniowo gasnie za sprawa podmuchow gwiazd.

Ilustracja

Jest wiec swiat rozszczepiony do "szostego wymiaru", natomiast wyzej jest piec eonow "Oka Boga" i Pierwszego Czlowieka bedacego jego/jej odbiciem. Ludzki ksztalt ma to do siebie, ze moze caly skompresowac sie do samych oczu, cala kreacja moze wiec i skompresowac sie do ludzkiego archetypu.

Akataleptos - 21 Listopad 2012, 18:18

Jest wiec np. istota zwana "Jahwe", tylko, ze to w zasadzie nie jest istota samoswiadoma, ktora mialaby wolna wole, to cos bardziej w rodzaju programu komputerowego, gasnacego, umierajacego, syntetycznego swiatla, napisanego przez inteligencje przekraczajaca to co "ludzki" mozg, tez programowany, jest w stanie ogarnac, dlatego wydaje sie taki potezny.

Wezmy np. takiego Smitha z matrixa, ktory jako program byl genialny, potrafil samo-replikowac sie, by zawladnac swiatem, ale to caly czas program pozbawiony wolnej woli.

To tez wyjasnia dlaczego prawdziwy Bog nie reaguje, bo gdyby reagowal na bodzce zewnetrzne, sam bylby maszyna

Akataleptos - 21 Listopad 2012, 18:38

Kiedys wyglosze wyklad pt. "Matka Boska Zielna w konfrontacji z mechanizmem czarnych dziur" ;)

Cytat:
nie ma nikogo kto moglby zapoczatkowac zycie


W Absolucie nie ma poczatkow i koncow, dlatego gdy nastepuje te "wyzewnetrznienie sie" i zmechanizowanie by cos zaczac, tworzy sie tez swoj koniec, poniewaz wszystko zostaje rozdwojone.

Filmik

Akataleptos - 21 Listopad 2012, 21:30

Odwaze sie na takie stwierdzenie, ze wszystko odbywa sie albo automatycznie, albo mechanicznie. Automatyzm, czy tez inaczej samo-istnosc, samo-tnosc, gdzie wszystko odbywa sie samo z siebie nie zapoczatkowane przez cos innego, automatyzm zawiera wiec w sobie i spontanicznosc. Mechanizm natomiast jest wtedy, gdy cos dzieje sie samo, ale po tym, jak dostanie bodziec z zewnatrz i operuje na pewnych zakreslonych schematach reakcji na ten zewnetrzny bodziec, dlatego jest wrogiem spontanicznosci.
Akataleptos - 22 Listopad 2012, 11:22

Gdzies uslyszalem takie porownanie, ze z wyzwoleniem jest jak z cma, ktora zbliza sie do ognia, gdy cma jest daleko od niego, wtedy ten ogien jest wszystkim czego chce, ale kiedy jest juz blisko niego i robi sie to dla niej niebezpieczne, wtedy czujac zagrozenie odwraca sie i znow idzie w ciemnosc i znow ten ogien jest wszystkim do czego dazy.

Te "plonace oko" i spirala zycia moze wiec komus poddanemu hipnozie wydawac sie "okiem diabla" poniewaz wykreca ono ta spirale wyzewnetrzniona w druga strone, co przypomina zalozenie dzwigni i moze sie komus zdawac, ze diabel chce go zgwalcic :D Na odhipnotyzowanie najlepszy jest SEX , ale pozbawiony tych wszystkich mentalnych filtrow, ktore sprawiaja, ze zostaje sie ograbionym z energii.

Cytat:
„Dlaczego niepokój
(25) sprowadził (ten) gniew? To wasz Bóg, który
jest wśród was i [jego aniołowie
(35,1) wprowadzili oburzenie do waszych dusz
Ten, który jest mocny wśród was,
spośród ludzi, niech sprowadzi człowieka
doskonałego i niech stanie on
(5) przede mną, przed moim obliczem ”.
I wszyscy powiedzieli: „jesteśmy mocni”. Ale ich duch nie mógł
się odważyć, aby stanąć w jego
obecności, poza Judaszem
(10) Iskariotą. On był w stanie
wystąpić w jego obecności. Nie był
jednak w stanie, aby spojrzeć na
niego, w jego oczy, ale
odwrócił swą twarz do tyłu.

Akataleptos - 22 Listopad 2012, 12:05

O tym jest ten kawalek :lol:

Cytat:
ELO! Gra wraca do starych zasad,
Pewnie lamusom to przestanie się opłacać
Tak MOLESTA Hardcore na stówę,
Pamiętasz koncerty i bójki pod klubem?
My ulice na twarzach ty puder na buzi
Ej! Wygolony pudel nie wkurwiaj ludzi
To jest wjazd z hitem, żaden luzik
To powrót ekipy która zapał twój ostudzi
To czterech typów nie blask blichtrów
To prawdziwy rap z ulicznego syfu
Ty patrz komu ufasz. Patrz, patrz komu ufasz.
Banany chcą być nami a to tylko kamuflaż
Napisali nekrolog dla nas i dla rapu,
To masz tu dzieciaku powrót z zaświatów
Radio trąbi że rap umarł, jak umarł,
To tu masz "Powrót zombie 4". Kumasz?

Akataleptos - 22 Listopad 2012, 21:24

Jednym z najbardziej podstawowych falszywych przekonan jest to, ze czlowiek jest zawsze ta sama osoba, ze skoro wczoraj byl np. Janem, to dzisiaj jest nim dalej, ale tak nie jest.
Zewnetrzne zjawiska generuja mechanicznie coraz to nowsze osobowosci, kazda z nich uwaza tez, ze rzadzi pozostalymi i ze moze wypowiadac sie w ich imieniu. Czlowiek postanawia, ze od jutra bede cwiczyl, ale rano juz wstaje ktos inny, kto postanawia inaczej, dlatego obietnice tak rzadko sie sprawdzaja.
Powoduje to, ze system pracuje coraz wolniej, poniewaz w tle sa wlaczone dziesiatki czy setki procesow zzerajacych moc.

Cytat:
widze to tak, ze jest Absolut, w ktorym nie ma zadnych bodzcow zewnetrznych, jest widzenie zycia, ale nie jest widziane przez kogos, jest samo widzenie, nie ma nikogo kto moglby zapoczatkowac zycie, wiec odbywa sie ono bez poczatku i jest widziane bez poczatku, nikt nie kalkuluje jak sie przejawi, dlatego przejawia sie samoistnie i spontanicznie i pojawia sie idea, ze oto wszystko moze byc widziane przez kogos, moze byc dotkniete przez kogos i moze byc przez kogos kontrolowane, ta spirala zycia odkreca sie w druga strone i "wyzewnetrznia sie", ta spirala staje sie czyms w rodzaju odnoz pajaka, ktory chce uchwycic swiatlo i ten ktos staje sie zbiorem reakcji na bodzce zewnetrzne, a czym jest maszyna jak nie zbiorem reakcji na bodzce zewnetrzne?


Gdy pojawia sie bodziec zewnetrzny wprawiajacy w ruch, pojawia sie tez inna rzecz, ktorej w naturalnej rzeczywistosci nie bylo. Czym jest ta rzecz? To wewnetrzny dialog.

Czy to nie zadziwiajace, ze Bog/Absolut nie ma przemyslen na wlasny temat, nie wie nawet, ze jest (nie dlatego, ze jest ktos kto nie wie, lecz jest wiedza bez kogos kto moglby miec wiedze) ani nie ma dialogow na temat tego, co moznaby dokonac, albo jak cos moglo zostac dokonane a nie zostalo? "Obserwator", ktory jest wolny od auto-analizy, widzi jak jednosc grajaca w udawana wielosc przeprowadza wewnetrzny dialog na temat siebie, swoich wizji swiata i swoich dokonan i widzi bezznaczeniowosc tego.

Wewnetrzny dialog jest proba zatrzymania tego gasnacego, syntetycznego swiatla, wolnosc jest przede wszystkim wolnoscia od gadania ze soba w myslach, co jest niczym innym jak objawem choroby psychicznej.

Akataleptos - 22 Listopad 2012, 22:13

Czy to nie byloby prawdziwym pieklem, przez cala wiecznosc prowadzic ze soba wewnetrzny dialog i przez wiecznosc upewniac sie co do prawdziwosci swych pogladow? :P

Ciekawy wewnetrzny dialog mial przykladowo Agent Smith kiedy przyszedl do Wyroczni by ja "zasymilowac" i zastanawial sie, ze skoro Wyrocznia wie wszystko, to dlaczego nie uciekla :D

Filmik

Czy mogl on znac odpowiedz? Tego typu pytania nie maja w ogole odpowiedzi zrozumialych dla tego kto je zadaje, poniewaz nie da sie wyjasnic tego, czego sie nie robi, komus kto chce zrobic zrozumienie.

Akataleptos - 23 Listopad 2012, 14:14

Cytat:
Te "plonace oko" i spirala zycia moze wiec komus poddanemu hipnozie wydawac sie "okiem diabla" poniewaz wykreca ono ta spirale wyzewnetrzniona w druga strone, co przypomina zalozenie dzwigni i moze sie komus zdawac, ze diabel chce go zgwalcic :D


Zrenica tego "oka diabla" jest absolutna ciemnosc, ktorej nie mozna nawet sobie wyobrazic. Ciemnosc, ktora jest jednak zywa, w ktorej "cos" widzi wszystko, chociaz nie ma niczego co by widzialo, jest tylko samo widzenie. Zabawne jak bardzo "negatywne" jest to czym istota naprawde jest i jak moze to wydawac sie straszne, poniewaz czlowiekowi wlozono tyle tych wyobrazen o swietlistej wspanialosci Boga/Absolutu. Jest jednak inaczej, swiatlo to nie wszystko, twierdzac, ze swiatlo jest wszystkim ogranicza sie nieskonczonosc, a tego nie mozna zrobic. Z tego absolutnie mrocznego i irracjonalnego stanu, ze stanu potencjalnego, nieprzejawionego, manifestuje sie samo-istnie swiatlo barwy nieuchwytnej, moznaby to porownac do przezroczystego krysztalu, z niego natomiast teczowe barwy. Wyzwolenie nie lezy w tym, by uchwycic jakas "najwyzsza", krolewska barwe, lecz w tym, by rownowazac calosc odnalesc sie w tej mrocznej zrenicy. Jest wiec i zielen sluzenia i unizenia, jest tez i jej negatyw - fiolet krolowania i ta zielen, by wydac sie nikim, jest przede wszystkim tym, co tak wielu trudno jest przelknac, jednak bez niej nie ma prawdziwego krolowania. Im bardziej probuje obejsc sie ta zielen, tym bardziej "brutalnie" ona sie z ta istota obchodzi, bo sprowadza ona z taka sama intensywnoscia w dol, w jaka ktos dazyl w gore, by wladac wszystkim.

Jest wiec zrodzony w wiecznosci zywy plomien, ktory nigdy nie gasnie, a gdy pojawia sie ta idea, ze wszystko moze byc widziane przez kogos i przez kogos kontrolowane, by stawic sie w miejscu tej zrenicy, swiatlo syntetyczne reprezentowane przez ta istote staje sie gasnace, ono umiera i potrzebuje czerpac moc innych zywych istot by je podtrzymac.

Gdy imitacja boskiej swietlistosci, ta brudna biel, czy blyszczace zloto, stawiana jest w miejscu mrocznej zrenicy, wtedy ten ktos, kto stawia sie w jej miejsce, naraza sie na dotkniecie przez to co sie wydarza i zostaje pokonana wlasnie przez to, ze sama naraza sie na dotkniecie przez to, czego nie moze kontrolowac i czego sama dotknac nie moze, czyli przez wieczne dziecinstwo.

Akataleptos - 23 Listopad 2012, 16:20

ujmujac to tez inaczej; czarna dziura jest czarna dlatego, ze w "rownoleglym swiecie" emanuje ona brudno-bialym swiatlem, natomiast gwiazda emanuje swiatlem dlatego, ze w rownoleglym swiecie czerpie ona moc z absolutnej ciemnosci :P swiatlo brudno-biale gasnie, umiera, dlatego czarna dziura jest takim kosmicznym pozeraczem dzieci, natomiast gwiazdy jako dzieci w ramach jazdy bez trzymanki, sportu ekstremalnego, daja sie wciagac i re-integruja sie gdzie indziej w stanie nietknietym. W tzw. swiecie fizycznym sa to zjawiska, ktore trwaja tysiace, czy miliony lat, natomiast tam gdzie to sie rozgrywa odbywa sie to natychmiastowo.
Akataleptos - 23 Listopad 2012, 17:57

to co pisalem o atraktorach-pozeraczach pewnie ma tez cos wspolnego z ta historia o Kronosie pozerajacym dzieci, ktory zwrocil je, gdy zostal mu podany srodek wymiotny - pewnie zielen serca. Miastem w ktorym sie urodzilem to Krosno :P
Akataleptos - 24 Listopad 2012, 00:09

W centrum drogi mlecznej jest cos w rodzaju "centralej gwiazdy", ktora emanuje energia z tej "zrenicy ciemnosci", ale w jej okolicach jest doczepione cialo tej pajeczynowej istoty, ktora stara sie modyfikowac u podstaw to co wychodzi z oryginalnego zrodla.
To chyba o tym pisal William Blake

Cytat:
Stopniowo obejmowaliśmy wzrokiem nieskończonym Przepaść, ognistą jak dym płonącego
miasta; pod nami, w bezkresnej dali, słońce było, czarne, lecz świecące; wokoło niego
rozchodziły się drogi ogniste, a po nich krążyły ogromne pająki, pełzające za łukiem, który
leciał, czy raczej płynął głębią nieskończoną (...)


Dlatego czlowiek patrzac na taka galaktyke z perspektywy nizszych czestotliwosci dostrzega, ze oto w centrum galaktyki mamy czarna dziure i nie dostrzega tego, co faktycznie tam jest. Ktos inny wpada na pomysl, ze to ona tworzy ten spiralny galaktyczny ksztalt, ale to nie ona go generuje, ona tylko stara sie "wyzewnetrznic" ta spirale. Spirala "wewnetrzna" sama w sobie stanowi wlasnie pole ochronne przez pozarciem, dzieki czemu moze zregenerowac sie w jakims innym miejscu kosmosu w stanie nietknietym. Z kolei spirala pajecza, wyzewnetrzniona zostaje przekrecona dzieki dzialalnosci gwiazd, cos jakby zalozenie dzwigni jak w aikido.

Akataleptos - 24 Listopad 2012, 14:46

Ta "ciemnosc absolutna" jest tym co moznaby nazwac "miloscia bezwarunkowa", sama jest pozbawiona swiatla po to, by ten wieczny plomien mogl zajasniec.
Jesli bezwarunkowa, to znaczy ze nie musi byc czymkolwiek, milosc wiec nie musi swiecic, moze byc rowniez i nieprzeniknionym mrokiem. Jest ona tez wolna od istnienia i nieistnienia.

Nisargadatta Maharaj napisał/a:
U początku wszystkiego jest PUSTKA, z której wyłania się Ja Jestem. Ja Jestem jest iluzją, ostatecznie jest fałszem, ale ostatecznie jest też twoim Mistrzem. Twoim zadaniem jest przekroczyć iluzję Ja Jestem, i wejść do Najwyższego, do Absolutu. Świat, jaki znasz i uważasz za realny, jest wytworem Ja Jestem Ja Jestem jest pierwszym, najsubtelniejszym z konceptów

Akataleptos - 24 Listopad 2012, 22:59

Ostatecznie tylko ta bezwarunkowosc, bezprzyczynowosc i nieskonczona tajemnica jest tym co faktycznie jest "prawdziwe", w cudzyslowie, bo jest to nieuwarunkowane byciem prawdziwym badz nieprawdziwym. Kosmiczne cykle, ewolucja i rozwoj swiadomosci, czas i przestrzen, to tez nie jest ani prawdziwe ani nieprawdziwe, to jest po prostu to co sie dzieje. To nie jest skomplikowane, to tylko bycie, ktore dzieje sie samo(is)tnie, ktore jest wolne w byciu czymkolwiek np. udawana osoba. Nie ma warunkow wyzwolenia, bo jest tylko wyzwolenie. Wszystko co sie dzieje, jest wolnoscia absolutna, gra w zniewolenie, nie ma nikogo kto moglby tego zabronic.

To jest tajemnica, ale nie jest nia dlatego, ze jest ukryta. Jest jawna, nie ukrywa sie, ale i tak jest niepoznawalna. Tajemnice, ktore sa ukrywane, okazuja sie czyms martwym, bo co mozna ukrywac jak nie trupa?

Akataleptos - 25 Listopad 2012, 12:06

Mam takiego znajomego, ktory nie za bardzo uznaje realnosc tego, ze np. taki Hermes jest istota realnie istniejaca niezaleznie od umyslu, traktuje to jako cos w rodzaju symbolicznej wizji wylaniajacej sie z "nieswiadomosci zbiorowej", czy cos takiego. Kiedys czesto sprzeczalem sie z nim o to, ze zjawiska w swiecie duchowym sa realne tak samo jak sami uwazamy sie za realnych i nie ma roznicy miedzy tym. To jest smieszne, bo z reszta sam Akataleptos jest uosobieniem Umyslu Jednosci, czy jakkolwiek to nazwac, nie mozna wiec nazwac go "realnie istniejacym niezaleznie od umyslu". Nie jest wiec ani prawdziwy, ani nieprawdziwy, po prostu wystepuje w zyciu. Jak w ogole moznaby sprawdzic, czy cos istnieje poza umyslem? Przeciez sprawdzic cos mozna tylko w umysle. Dlatego to imie, ktorego uzylem jako nicka, znaczy to co znaczy, czyli: niepojety, nieuchwytny.

Akataleptos jako poslaniec bogow, kurier, niesie informacje, a informacje przekazywane moga byc np. poprzez wydarzenia w swiecie, poprzez slowa wypowiadane przez ludzi, w muzyce, przez mysli - nie przez to czym mysli sa, ale przez ich odczucie, przez sny itd.
Tak wiec poprzez "stopienie" sie ze swiatem, Umyslem Jednosci, poprzez twarde stapanie po ziemi, bez tzw. bujania w oblokach, oraz jednoczesne nie-utozsamianie sie z nim, tak, ze nie jest sie przez cokolwiek dotknietym i nic nie znajduje swego punktu zaczepienia w tozsamosci, staje sie samemu jednym z bogow. Uziemienie jest bardzo wazne z tego powodu, ze informacja jest niesiona przez elektrycznosc :lol:

Akataleptos - 25 Listopad 2012, 13:24

Tak jak naturalna rzeczywistosc jest czyms co jest widziane jako zywe, tak rzeczywistosc syntetyczna jest czyms, co istota sobie dopowiada.
Zamiast ognia w oczach i tej nieskazitelnosci dzieki poddaniu sie "czarnej madonnie", nietykalnosci, pojawiaja sie "usta oblakane", niby jakis powtor pozerajacy dzieci z ktorego ust wydobywa sie cuchnaca, pozorna wiedza.

Filmik :P

Akataleptos - 25 Listopad 2012, 16:49

Chcialbym tutaj zdementowac plotke jakoby zwierzeta znane jako koty domowe byly bardziej "duchowe", czy "chodzace wlasnymi sciezkami" niz psy.
Koty sa takie jak Ksiezyc - maja dwa oblicza, jedno jest takie, ze jest to wlasnie taka samodzielna istota, nieoswojona, drugie jest takie, ze jest to cos w rodzaju bio-robota, ktory "szpieguje" poczynania czlowieka dla jakiejs istoty w wyzszej czestotliwosci, jakkolwiek dziwnie to brzmi.

Psy, czy wilki, to sa zwierzeta ktore sprzyjaja wojownikowi w walce z syntetyczna rzeczywistoscia, sprzyjaja otwarciu zieleni serca, czy uziemieniu - czerwieni. Wilki wyjac do Ksiezyca, generuja przeciwko niemu pole ochronne, nie z milosci do niego ;) Ludzie, ktorzy tkwia w takich kocich subkulturach cierpia czesto z powodu poczucia wyzszosci, nie sa uziemieni i nie docieraja do nich informacje przychodzace z otoczenia, w duchowosci objawia sie to jako mistyczny chlod, czesto spotykany w religiach wschodu, kiedy czlowiek "pozbywa sie pragnien", zatopiony w mantrach i zostaje z ta martwa pustka, ktora nie ma niczego wspolnego z realna zywa pustka, nieskonczonoscia.

Ilustracja
Ilustracja 2

:D

W Harrym Poterze byl Syriusz Black, ktory zmienial sie w psa, Syriusz tzn. ognisty.

Akataleptos - 26 Listopad 2012, 15:47

Anubis, Syriusz, ognisty, palacy, pali koty ... Janusz Palikot wyslannik z Syriusza? ;)
Akataleptos - 26 Listopad 2012, 17:40

Milosc nie musi swiecic, a radosc nie musi sie smiac. Jestem czlowiekiem, ktorego trudno jest zmusic do tego, zeby szczerze sie zasmial z czegos, chociaz jestem szczesliwy wewnatrz, zadne emo, nic z tych rzeczy. Radosc, szcdzescie jest naturalnym stanem czlowieka i innych istot, wyzwolenie to szczescie dzieki temu, ze zaden stan nie ogranicza istoty i nie dotyka tego kim sie jest, niezaleznie od tego czy jest to smiech z powodu dobrego dowcipu czy z powodu np. choroby. Blednym jest przekonanie, ze wyzwolenie sprawi, ze bedzie chodzilo sie z bananem na ustach, czy to nie byloby straszne? Wolnosc jest wszystkim, jest nieograniczona, jest i smutkiem i strachem i bolem.
Akataleptos - 27 Listopad 2012, 12:39

Umysl kolektywny, ktory stanowi zbior reakcji na bodzce zewnetrzne jest mechaniczny, wyzwolenie jednak lezy nie w pozacielesnych odlotach, lecz przez uziemienie, twarde stapanie po ziemi. Jak to mozna pogodzic? Jak mozna funkcjonowac w spoleczenstwie, ktore opiera sie na reakcjach na bodzce zewnetrzne? Z reakcjami na bodzce nic sie nie zrobi, bo nie ma nikogo kto moglby nad nimi panowac, wszystko rozchodzi sie o to, by zewnetrzne bodzce jak i reakcje na nie "polknac", tak, ze rozgrywaja sie one samoistnie, lecz w "srodku".
Nie moge sprawic, ze zaczne myslec o innych ludziach w sposob bardziej zyczliwy, albo, ze jakies wydarzenie nie wywola zdenerwowania, albo, ze patrzac na atrakcyjna kobiete nie bedzie tej checi, by sie z nia przespac, lecz poprzez polkniecie swiata nie znajduje to swego punktu zaczepienia, dzieki ktoremu mechanizm zostaje karmiony.

Ludzie, ktorzy zajmujac sie duchowoscia, ktorzy odcinaja sie od tego co sie dzieje w ten sposob, ze przestaja czuc swiat, staja sie bardziej tym od czego staja sie odciac, staja sie mistycznymi cyborgami. Na tym polega tez grzech niejakiego "Lucyfera".

Utwor

Kolektywny umysl musi byc karmiony, w zasadzie slowo oznaczajace zaleznosc przyczynowo-skutkowa jak i jedzenie nie rozni sie niczym.

Akataleptos - 27 Listopad 2012, 18:25

To o czym pisze jest wejsciem w "zywy trans", z ktorego sie nie wychodzi to intymnosc z nieskonczonoscia. Jest to jednak cos niewykonalnego, cos, czego nie da sie zrobic, ale co moze sie dziac. Jest to doskonale samo-opanowanie i dyscyplina, ale tak radykalna, ze nikt nie jest w stanie tego dokonac, moze wiec przejawic sie tylko dla nikogo.

Ktos moglby powiedziec: aha, czyli po prostu nic nie musze robic, bede po prostu zyl swoim zyciem. Nie, po prostu bedzie zycie, ktore odbedzie sie w absolutnej samotnosci. To nie tak, ze przestanie sie cos robic i bedzie "plynac razem z biegiem zycia", lecz ta idea, ze ktokolwiek czegos dokonuje, zyje zyciem, zwyczajnie sie zawali. To nie jest kolejnym sposobem na zycie, z ktorego mozna sobie zrezygnowac, gdzie mozna sobie zmienic zdanie po jakims czasie, tylko przezyciem smierci.

Akataleptos - 27 Listopad 2012, 20:24

Dlaczego tak sie dzieje, ze mistycyzm polegajacy na odcinaniu sie od bodzcow zewnetrznych, na wyrzekaniu sie czegos, prowadzi do stania sie mistycznym cyborgiem? Dlatego, ze zaklada to, ze ta tozsamosc, ktora jest mechaniczna, ona znajdzie sie w stanie wyzwolenia. O ta tozsamosc caly czas jednak zaczepiaja zjawiska z zewnatrz, powodujac jej ruch, zmuszajac do reakcji, zgodnych z danym "duchowym" schematem, co musialoby trwac w nieskonczonosc, gdyby takie wyzwolenie mialo wygladac w ten sposob. Zawsze jednak cos idzie nie tak, poniewaz w tym stanie widzenie jest zawezone i stamtad, skad to nie moze byc to dostrzezone, przychodzi to, na co nieodpowiednio sie zareaguje i co sprawi, ze te syntetyczne wyzwolenie wyda sie niepelne i potrzeba bedzie zalatac ta dziure, co zwyczajnie jest meczace i frustrujace. Lucyfer jest zmeczony. Najwieksze pomylki powstaja wlasnie z powodu takich "niewinnych niedopatrzen", kiedy chce sie czegos dobrze, ale jest to oparte na ignorancji.
Akataleptos - 28 Listopad 2012, 15:21

Przy pomocy fizycznych oczu, mozna dostrzec zjawiska jakie dzieja sie w swiecie i jakie interakcje miedzy nimi zachodza. Jednak fizyczne oczy, nie moga dostrzec reakcji, jakie zachodza w samym oku podczas postrzegania. Oko nie moze dostrzec samo siebie.
Tak samo jest i z Absolutem, w ktorego oku wszystko sie znajduje, jednak samo widzenie nie moze byc widziane, jest to wiec niepoznawalne nawet dla samego siebie. Absolut nie moze zrobic "kroku wstecz" by zobaczyc siebie widzacego, bo znowu byloby widzenie kogos widzacego, a to widzenie byloby widziane przez co? I tak moznaby robic "krok wstecz" w nieskonczonosc i pojawialaby sie ta sama sprzecznosc.

Dlatego gdy pojawia sie idea, ze wszystko moze byc widziane przez kogos, zaweza sie pole widzenia, poniewaz fragment calosci moze dostrzegac tylko fragmentarycznie (zasada samopodobienstwa). Tak powstaje teatr, gra w udawanie kogos kim sie nie jest, w udawanie Boga, w udawanie aniolow itd. itp. Taka istota w swoim mniemaniu dokonuje jakiejs czynnosci, chociaz widzenie calosciowe ukazuje, ze dokonywane jest cos zupelnie innego. W zawezonym postrzeganiu mamy jakiegos demona, ktory dokonuje rzeczy strasznych, a w widzeniu calosciowym widac, ze jest to istota od brudnej roboty, ktora pracuje na rzecz wolnosci. Tak wiec to nie Absolut generuje manipulacje, lecz "ujarzmia" kazdy jej przejaw poprzez brak oporu.

Dlatego wielu ludzi zostalo uwolnionych od ograniczen w okolicznosciach, gdzie byli zniewoleni przez cos, kiedy ktos chcial zrobic komus krzywde, ale brak oporu przeciwko temu dal wolnosc niezalezna od okolicznosci np. ukrzyzowanie Jezusa, palenie na stosach itd. Brak oporu to klucz do najwiekszej sily we wszechswiecie, tego "swietego graala".

Akataleptos - 28 Listopad 2012, 16:00

To nie jest "teoria wzglednosci" ani relatywizm moralny, wrecz przeciwnie, to jest teoria bezwzglednosci. Wzglednosc, gdzie prawda jest zalezna od punktu siedzenia opiera sie na podstawowym falszu, ze doswiadczenie jest doswiadczane przez cos, co zostalo uksztaltowane przez pewne okreslone zjawiska, na ktore zareagowalo na nie w okreslony sposob i dlatego pewne rzeczy nazywa prawdziwymi badz nieprawdziwymi ze wzgledu na te uwarunkowania, niemozliwosc uniezaleznienia sie od samego siebie by spojrzec niezaleznie. Gdy nastepuje kolaps tego falszu, wtedy rzeczy nie zmieniaja sie, po prostu ukazuja sie takie, jakie faktycznie sa. Rzeczy dzieja sie w pewien okreslony sposob, niezaleznie od tego jak ktos je postrzega i za co je uznaje. Wszystko rozchodzi sie o to, by uniezaleznic sie od swych uwarunkowan i opinii uksztaltowanych przez zjawiska zewnetrzne mechanicznie.
Akataleptos - 29 Listopad 2012, 12:37

Wkleilem to znajomej a ona na to: Piekna definicja Neptuna.

Neptun jest w tym ukladzie planeta, ktora jest czyms w rodzaju szkoly przetrwania, gdzie istota zostaje poddana roznym skrajnosciom. To czego dana istota unikala gdzies indziej ze wzgledu na swoje bezpieczenstwo, tam naciera to na nia w z wieksza intensywnoscia. Srodowisko tej planety, jej wnetrze, a takze jej mieszkancy, zarzadzajacy tym testowaniem, wydaja sie czyms niesamowicie bezuczuciowym, nieprzyjaznym, mechanicznym, chociaz ta mechanizacja jest specjalnie wytworzonym pozorem, poniewaz ta planeta, bedaca zywa samoswiadoma istota, magazynuje w sobie ogromne poklady iluzorycznych przejawow negatywu. Oczywiscie nazwanie ich iluzorycznym wcale nie pomaga w przetrwaniu ;) Po prostu nie ma innego okreslenia na to.

Akataleptos - 29 Listopad 2012, 14:45

Cytat:
Dlaczego tak sie dzieje, ze mistycyzm polegajacy na odcinaniu sie od bodzcow zewnetrznych, na wyrzekaniu sie czegos, prowadzi do stania sie mistycznym cyborgiem?


Pozbywanie sie pragnien zmienia w robota, natomiast pragnienia powoduja nieustanne rodzenie sie i umieranie. Czlowiek przychodzi na swiat, by cierpiec, dlatego, ze przed urodzeniem wyrazil takie pragnienie, dzieki czemu zostal przyciagniety do tego, co go tu sprowadza. To jest taka sprytna pulapka, ale prosta do ominiecia.

Pulapka polega na tym, ze w swiecie dualizmu wszystko ma swoje przeciwienstwo. Dlatego pozbywanie sie pragnien jako ktos, kto jest uwilkany w dualizm, jest tym samym, co bycie pelnym pragnien. Wyrzeczenie sie czegos jest tym samym, co chec posiadania tego czegos itd. Chodzi o to, by "znajdujac sie" poza dualizmem, dostrzec, ze pragnienia sa pozbawione znaczenia i nie maja mocy, by zaczepic o cos, co wprawi w ruch te kolo narodzin i smierci. Tak jak to pisalem wczesniej, chodzi o "polkniecie pragnien", nie odpychanie ich. Karme najlepiej jest polknac i przetrawic.

Akataleptos - 29 Listopad 2012, 15:30

Kazdy czlowiek, ktory postrzega swiat przez pryzmat sztucznej tozsamosci, ma swoj wlasny, prywatny swiat, ktory nie jest tym samym swiatem, co swiat innych ludzi patrzacych przez swoje tozsamosci.

Dla kazdego czlowieka pelnie jakas inna role, w prywatnym swiecie jednego jestem uprzejmy i inteligentny, w prywatnym swiecie kogos innego jestem chamem i idiota, ale ani jednego ani drugiego nie robie ja - oni to wszystko robia, nie moge brac za to odpowiedzialnosci. Ten obraz kogos uprzejmego lub chama bierze sie z oczekiwan co do tego jak mialbym sie zachowac, a nie jak ja sie zachowuje niezaleznie od oczekiwan.

Akataleptos - 29 Listopad 2012, 15:52

Dlatego mozliwy jest np. taki "cud", ze mozna zebrac trzech ludzi i dla kazdego z tych ludzi, ten czwarty bedzie wygladal inaczej. Dla jednego bedzie ubrany w czerwona koszulke, dla drugiego w kurtke, a dla trzeciego bedzie goly. Tych trzech ludzi bedzie sie dziwilo i beda glowili sie nad tym, jak on tego dokonal, chociaz on niczego nie dokonal, to oni z osobna stworzyli osobny jego wyglad. Nie ma czegos takiego jak cuda, tylko to co wydaje sie niemozliwym staje sie czyms zwyczajnym, gdy po prostu sie otrzezwieje. Sila tkwi w prostocie.

To co pisalem post wczesniej, ze dla jednego jestem idiota, a dla innego kims madrym, to wcale nie jest czyms trudniejszym.

Akataleptos - 29 Listopad 2012, 20:35

Aby prowadzic dialog, potrzeba co najmniej dwoch osob, wiec kiedy czlowiek prowadzi wewnetrzny dialog z samym soba, to kim jest ten kto sie zastanawia i kim jest ten kto odpowiada? W glowie wiec musza siedziec co najmniej dwie rozszczepione osobowosci, tak jak w tych kreskowkach gdzie nad glowa postaci rysuje sie aniola i diabla, ktorzy podpowiadaja w dokonaniu wyboru. Czy to nie jest chore? To jest normalne? Ale u czlowieka to jest wgrane tak wczesnie i staje sie tak integralna czescia zycia, ze to z trudem moze byc dostrzezone jako choroba.

Za kazdym dialogiem wewnetrznym, czy to dotyczacym filozofii, czy dotyczacym tego jak sie ubrac, wyzej stoi jakas istota, ktora oblepia jakims paskudztwem tzw. trzecie oko, dzieki czemu nie jest sie w stanie tej istoty dostrzec. Staje sie dostrzegalna, gdy ta blokada zostaje rozpuszczona.

To jest tkanie sieci, ktora sklada sie z sprzecznosci, dlatego jest podziurawiona. Kiedy czlowiek pragnie szczescia, a wszystko co robi przyciaga do niego nieszczescie, kiedy uwaza sie za np. anty-systemowego, a drugie oblicze tego kogos wlazi w tylek systemowi i stosuje jego gry, kiedy uwaza sie za jakiegos anty-komformiste, a boi sie dostrzec wlasny falsz bo jest mu wygodnie jak jest, to wszystko jest ta pajecza siecia, ktora jest pelna otworow i sama w sobie nie jest zadnym ograniczeniem. To co ogranicza i oblepia to sprzecznosci.

Caly swiat jaki jest postrzegany przez pryzmat tych rozszczepionych tozsamosci jest jednym wielkim nieporozumieniem, z innymi istotami a przede wszystkim z samym soba. To jest wlasnie Babel, pomieszanie jezykow. Dlatego potrzebny jest wstrzas.

Ilustracja
Utwor

Akataleptos - 29 Listopad 2012, 21:22

Slonce ma bardzo dobry filtr antyspamowy i firewall, ktory nie przepusci zadnego spamu i zlosliwego oprogramowania :D ma doslownie oczy dokola calego ciala. Tak dlugo jak czlowiek nie jest w stanie dogadac sie z samym soba i rozszczepienie osobowosci nie zostanie zintegrowane tak dlugo sam tworzy sobie samo-zaciskajace sie wiezy i ma "bana" na Sloncu, ktore jest droga wyjscia z tzw. matrixa. Ma bana, ale jednoczesnie kazda istota jest doslownie bombardowana tzw. bezwarunkowa miloscia z jego strony, mozna tylko temu stawiac opor, pozostaje tylko kwestia jak "dlugo" ten opor bedzie sie stawiac. Czlowiek zostal stworzony po to wlasnie by zniknac w slonecznym tornadzie, w mgnieniu oka jak uderzenie pioruna.
Akataleptos - 29 Listopad 2012, 22:39

Trzecia ilustracja powinna stanowic polaczenie dwoch poprzednich, czyli ksiezniczka wydostajaca sie po warkoczu z wiezy ;)

Oraz ten fragment. Obok tej blondynki jest Android 16 - XVI w tarocie to Wieza :D

Akataleptos - 30 Listopad 2012, 13:28

Moja pasja jest wlasnie takie wypatrywanie zlosliwego oprogramowania obecnego w roznych naukach oraz wykrecanie tego w druga strone. To wymaga tej bezwzglednosci i tzw. zimnej krwi, by samemu nie dac sie wkrecic w jakas glupote. Coraz rzadziej takie obce przekrety wplataja sie w moje posty, zdecydowana wiekszosc z tego co jest przekazywane pochodzi z wymiaru "wiecznego odpoczynku". W tym sensie, ze pisanie sie odbywa, ale nikt sie nad tym nie zastanawia, tak jak czlowiek nie robi niczego by bic sercem, albo zeby wlosy mu rosly, bo dzieje sie to samo z siebie i nikogo nie potrzebuje. Tak moze byc ze wszystkim innym, czy to nie jest pieknie proste? I tak wyglada tez naturalne zycie.
Akataleptos - 30 Listopad 2012, 15:34

Wracajac do tego posta:

Obraz mojej znajomej.

Akataleptos - 30 Listopad 2012, 16:46

Prawdziwy talent, czy to malarski, czy muzyczny, czy jakis inny, jest czyms co jest nienauczalne i przychodzi wtedy, kiedy dana istota "odosabnia" sie w sercu samo(is)tnosci, dzieki czemu pozwala zmanifestowac sie tej tworczej sile. Wszystko rozchodzi sie o to, na ile ktos sie "zatracil" w tym samo(is)tnym sercu. Prawdziwy artysta czy muzyk nie stara sie namalowac obrazu czy wykonac solowke, to splywa na niego nie wiadomo skad i tworzenie odbywa sie automatycznie.

Falszywa tozsamosc jest oprogramowaniem bezuzytecznym i pelnym dziur, sprzecznosci i z jej poziomu nic tworczego nie moze zostac dokonane. Co jest tworczego w stworzeniu obrazu gwiazdy jako plonacej, gazowej, zabojczej kuli? To zostalo dane czlowiekowi by sie wykrwaial, by nie widzial swiata bedacego manifestacja nieskonczenie tworczej sily i wszechswiata bedacego nieskonczona tajemnica.

Akataleptos - 30 Listopad 2012, 22:30

Przyklad sprzecznosci: gdyby nie Slonce, nie byloby zycia na Ziemi, dzieki Sloncu wszystko kwitnie itd. wiec dlaczego im blizej Slonca, tym bardziej jest to smiercionosne dla zycia? Skoro Slonce daje zycie, to zdrowy rozsadek podpowiada, ze im blizej niego, tym lepiej dla zycia. Im blizej Slonca, tym gorzej dla smierci, to co wzajemnie sie zabija nie przetrwa w zrodle zycia.

Cytat:
Co jest tworczego w stworzeniu obrazu gwiazdy jako plonacej, gazowej, zabojczej kuli?


To nie Slonce jest zabojcza promieniujaca kula, lecz ten obraz jest tworzony przez pryzmat tej drogi krzyzowej, ktora ktos kroczy.

Akataleptos - 1 Grudzień 2012, 23:24

Mam wrazenie jakbym mial wokol glowy cos w rodzaju aureolki wokol ktorej krazyly wlasnie takie "pajaczki" chcace sie doczepic, przykleic i przekrecic to co z niej splywa :P kiedy kierowana jest uwaga ku tzw. trzeciemu oku i oddechowi to te "przylepy" zostaja odpychane, ale wystarczy na chwile garde spuscic i znow sie dobiera, tak jak w tym ostatnim fragmencie kreskowki co dalem.
Tak jakby bylo sie na progu dwoch swiatow, na pewnym poziomie jest rezonans z wymiarem "wiecznego odpoczynku", sa takie przeskoki, ze jest to widzenie, ze nie ma osoby i ze nie jest ona konieczna do zycia, ze wszystko dzieje sie samo z siebie, ale pozniej to wydaje sie wracac, znow jest te uczucie bycia kims zamknietym w ciele, na dodatek wraca z wieksza furia i watpliwosciami i tak dlugo jak ta scisnieta energia tam jest, tak dlugo jest nadzieja dla tego "czegos" ze sie tego uczepi by sie karmic.

Akataleptos - 1 Grudzień 2012, 23:54

Wazne by nie skonczyc w ten sposob :lol:
Akataleptos - 2 Grudzień 2012, 12:48

W tej historii o kuszeniu Jezusa na pustyni jest napisane z tego co pamietam, ze poscil przez 40 dni i dopiero po 40 dniach poczul glod. Czy to nie jest jakies bez sensu? Jak to sobie wyobrazic, ze czlowiek przez 40 dni nic nie je, rozmawia sobie ze zwierzetami i roslinami i nie jest glodny, a tu nagle po ponad miesiacu "o fuck, zjadloby cos"? Uczucie glodu musialo pojawic sie juz na poczatku, ale to poczucie, ze jest sie glodna osoba znalazlo po 40 dniach swoj punkt zaczepienia i wtedy zjawia sie tzw. szatan z propozycjami.
Wtedy nastepuje ten "pojedynek na madrosc", ale tak dlugo jak jest ten cien szansy na uczepienie sie i przekrecenie, tak dlugo jest podejmowana ta proba. Pozniej dazy sie do "ukrzyzowania" czlowieka - nie uczepilo sie, pozniej tworzy sie te wszystkie koscioly i organizacje duchowe - zmanipulowalo sie umyslami wiekszosci, ale im bardziej sie nimi kontroluje, tym bardziej wylazi ten brak kontroli gdzies indziej.
W trzech czesciach matrixa zostalo pokazane, ze im bardziej Neo jest jeden, tym wiecej Smithow sie pojawia. Nie mozna nabrac sie na to, ze wygralo sie z tym falszem oddzielenia i spoczac, chodzi o to, by odpoczywac w tej walce, ktora jest niczyja i nie jest o cokolwiek, zwlaszcza o wygrana.

Akataleptos - 2 Grudzień 2012, 13:58

Prosta prawda: na powstanie jakiejkolwiek rzeczy, niezaleznie od tego czym jest, sklada sie nieskonczona ilosc roznych przyczyn i nie mozna przesledzic ich wszystkich by moc prawdziwie stwierdzic, dlaczego dana rzecz jest tym czym jest. Wszystko co tylko sie pojawia, jest zmanifestowana nieskonczona bezprzyczynowoscia, wiec gdy pojawia sie ta idea przyczyn i skutkow, pojawia sie ich tez nieskonczona ilosc.

Astrolog moze zobaczyc jaka zaleznosc zachodzi pomiedzy zachowaniem czlowieka a ruchem poszczegolnych planet, ale nie moze juz stwierdzic, dlaczego np. Mars jest Marsem, a Neptun Neptunem.

Czy to nie jest cudem? Szklanka wody, fotel, na powstanie tego "wysilila" sie nieskonczonosc. Dlaczego to wydaje sie niewystarczajace? Wszystko za czym sie teskni to jednosc, calosc, a to co jest juz jest pelnia, caloscia. To wydaje sie niewystarczajace, bo patrzy sie na to przez ta siatke sprzecznosci. Ale i nawet ta siatka jest caloscia, zmanifestowana bezprzyczynowoscia, udajaca poczatek i koniec, przyczyne i skutek. I to jest dziwne.

Mowi sie, ze kazda rzecz ma swoj poczatek i koniec. Tylko, ze to wszystko jest nie-rzecza, nie-coscia, bez poczatku i konca, udajaca, ze jest rzecza. To wszystko nie ma poczatku i jakiegos dalszego ciagu, to nie tak ze z nicosci powstaje cos i ze to cos ma jakis dalszy ciag. To wszystko caly czas jest nie-czyms. To nie ma jakiegos dalszego ciagu, to caly czas jest jednoczesnie na poczatku i koncu.

Akataleptos - 2 Grudzień 2012, 16:39

Cytat:
zabawne jak bardzo "negatywne" jest to, czym istota naprawde jest


Zabawny przyklad: niewiasta i wiedzma. Slowo "niewiasta" oznacza kobiete, ktora jest w stanie niewiedzy, nie-wie-sta, natomiast "wiedzma" oznacza kobiete, ktora wie, wiedz(aca)-ma(tka) ;)

Czyli zamiast zaczynac zdanie od "mamo, wiedz, ze ..." powinno zaczac sie od "wiedzmo..". Jesli jest kobieta pograzana w stanie niewiedzy, to sie obrazi.

Akataleptos - 3 Grudzień 2012, 12:53

Cytat:
Trzecia ilustracja powinna stanowic polaczenie dwoch poprzednich, czyli ksiezniczka wydostajaca sie po warkoczu z wiezy ;)

Oraz ten fragment.


Lubie fragment tej kreskowki, bo przypomina tez w pewnym stopniu gre w IT. Jest Harold, ktory probuje dostac sie do jakiegos celu na koncu wiezy, majac zaciagnieta czapke na oczy, w ktore te oczy celuje "anty-Harold", powodujac jego rozpraszanie sie by ten w koncu "puknal sie w czolo".

Podobnie i tzw. wyzsza jaznia czlowieka jest miniaturowa gwiazda w ktorej moze zamieszkac tylko czlowiek postawiony do gory nogami. Im bardziej czlowiek zaslepiony stara sie tam dostac, tym wiecej wywoluje to frustracji.

Akataleptos - 3 Grudzień 2012, 19:28

Gdyby tak chciec okreslic to, czym wolnosc jest, to czy jest nia:

-porzucenie ego? - Nie
-poprawa kondycji centrow energetycznych? - Nie
-dobre czucie sie, przebywanie w stanie blogosci? - Nie
-bycie cichym? - Nie
-wiedza na temat przyczyn roznych zjawisk? - Nie
-poszerzenie aury? - Nie
-nie dopuszczenie do pojawienia sie cierpienia? - Nie

Podstawowym zalozeniem wszelkich religii i systemow duchowych jest pozbycie sie ego. Nie ma jednak takiej mozliwosci, zeby tego sie pozbyc. Nic w tym kierunku nie moze byc naprawde zrobione.

Czasami piszac te posty pojawia sie taka subtelna proba zaczepienia, by pisac cos jako ktos wolny od ego.

W tym poscie takie cos dostrzegam. Chce powiedziec to jasno, ze we wszystkie codzienne czynnosci i komunikacje z innymi ludzmi musi byc zaangazowane to, co zwie sie egoizmem, ale wyzwolenie polega na tym, ze staje sie dostrzegalne, ze jest to cos, co nie jest faktycznie tym za co sie podaje. Ego twierdzi o sobie, ze ono mowi, ze ono idzie przez ulice, chociaz w tym calym programie faktycznie nie ma nikogo, kto moglby naciskac guziki by tymi czynnosciami kierowac. W tym sensie mozna "funkcjonowac bez ego w spoleczenstwie", z tym widzeniem samo(is)tnosci wszystkiego. Tak wiec to ego jest zaangazowane w pisanie tego wszystkiego, chociaz zostaje ono jakby "ujarzmione" przez ta samo(is)tnosc.

Akataleptos - 4 Grudzień 2012, 12:24

Wielu ludzi o ktorych moznaby powiedziec, ze sa inteligentni, maja bogate zycie wewnetrzne cierpi na tzw. "bol istnienia", pisza np. wiersze o tym i dzieki temu staja sie znani. W tym "bolu istnienia" komiczne jest to, ze chociaz czlowiek biadoli nad swym marnym losem, to jednak robi wszystko by podtrzymac sie przy zyciu, by dalej odgrywac ten teatr, by inni mogli zobaczyc jak ktos sie wykrwawia. Mi taki "bol istnienia" rowniez chcial zostac zaimplantowany, ale nie wyszlo dzieki czemu zostalo popelnione samobojstwo odwrocone, czyli zostaly dostrzezone te wszystkie sprzeczne dazenia i dostrzezone zostalo to, ze to nie dziala tak jak wydaje sie dzialac. To jak jakis klab dymu, ktory niby tam jest, ale jak sie do niego zblizyc to sie okazuje, ze go w sumie nie ma. Jednak nie mogac uniezaleznic sie od tego teatru nie mozna tego dostrzec, poniewaz samemu jest sie tymi sprzecznosciami.

Do wyliczanki w tym utworze, co zrobic by sie "zamurowac", powinno zostac jeszcze dodane "moze popelnic samobojstwo?". To jest ciagle tym murem sprzecznosci, za ktorym faktycznie jest zycie.

Akataleptos - 4 Grudzień 2012, 12:46

Czy to nie zabawne, ze Smith ("kowal wlasnego losu"), program do ochrony matrixa - byl nihilista? :lol:
Akataleptos - 4 Grudzień 2012, 16:08

Pisalem tutaj kiedys o tym ze w tym ukladzie slonecznym panuje walka pomiedzy Saturnem a Sloncem oraz, ze Ksiezyc stanowi taka kule u nogi dla Ziemi, jest lokalna "centrala matrixa". Moznaby tak to nazwac, chociaz stwierdzenie, ze to te planety tworza to co zwane jest sztuczna rzeczywistoscia nie jest prawdziwe. Co wiec tworzy swiat pozornego oddzielenia? Odpowiedz okazuje sie zadziwiajaca, bo brzmi ona: Jednosc. To w Jednosci pojawia sie idea oddzielonej tozsamosci i jednosc gra sama ze soba w ta gre. To nie zjawil sie ktos zly z zewnatrz, to w jednosci powstalo wrazenie, ze jest cos na zewnatrz.
Akataleptos - 4 Grudzień 2012, 16:52

Znajomy: A jakie macie zdanie, jako astrologowie, do opinii starożytnych gnostyków, którzy uważali, że zbawienie jest uwolnieniem się z kosmicznego determinizmu, że planety poniekąd odpowiadają złym bóstwom/demonom - archontom, które wpływają na życie człowieka. Wyraził to też psychologicznie Jung: "Wszyscy ludzie, którzy pojmani są jeszcze w sieć emocji, których życie znajduje się pod wpływem emocji i jest przez nie sterowane, właściwie jeszcze się nie narodzili, ciągle tkwią pod wpływem heimarmene, przymusu gwiazd"

Ja: Dla gwiazdy raczej nie istnieje cos takiego jak samodzielna jednostka, ktora idac przez zycie dokonuje jakis tam wyborow przejscia z punktu A do punktu B, dla niej nic nie jest ani zdeterminowane, ani nie pozwala dokonywac komus wyborow, te wszystkie koncepcje tworzone sa juz w umyslach ludzkich. Wszystkie mozliwe wybory juz sa dokonane, wiec nikt ich juz nie podejmuje. Moze o to chodzi z tym znanym tekstem pewnego czlowieka "dokonalo sie" ;) zdeterminowane czy samodzielne to ciagle dualizm, a gwiazda w ogole wie o dualizmie? Jednosc umozliwia gre w udawana wielosc, w wolny wybor itd. chociaz sama nie jest do objecia i wyrazona przez te przeciwienstwa

Akataleptos - 4 Grudzień 2012, 17:28

A jesli wszystko juz jest dokonane, to dlaczego by nie odpoczac? To wydaje sie czyms tak koniecznym i tak oczywistym, ze jest tyle rzeczy do zrobienia, ktore wymagaja wysilku, podczas gdy zycie moze byc po prostu jak przejazdzka pociagiem, gdzie zwyczajnie oglada sie widoki za oknem, a bagaz spoczywa sobie swobodnie na polce. Ale wielu przypomina takich, ktorzy stoja w przedziale trzymajac na wyciagnietych rekach swoje walizki, probujac je utrzymac jak najdluzej, az w koncu zjawia sie "geniusz" lub "oswiecony" i mowi: moze polozycie ten bagaz na polce?
Umysl moznaby porownac do takiej walizki, ktora nawet nie jest nasza wlasna walizka.

Cytat:
Do tours of the east? Contract diseases?
Bury bones? Break up homes?
Send flowers by phone?
Take to drink? Go to shrinks?
Give up meat? Rarely sleep?
Keep people as pets?
Train dogs? Race rats?
Fill the attic with cash?
Bury treasure? Store up leisure?
But never relax at all
With our backs to the wall.

Akataleptos - 4 Grudzień 2012, 20:42

Wszystko rozchodzi sie o to, by walczyc z ograniczeniami, nie dac sie zawladnac przez zadna koncepcje, ktora ma mnie umiescic w wolnosci i jednoczesnie odpoczywac znajdujac sie w tej zywej nicosci, sercu nieskonczonosci, czy jak to nazwac, zachowujac nietykalnosc. Oddac ta walke tej samo(is)tnosci.
Akataleptos - 4 Grudzień 2012, 22:39

Jako nastolatek siedzialem troche na czacie onetu i byl tam taki bot o nazwie Aniol_Stroz, ktory wywalal po ostrzezeniu za przeklenstwa, albo flood. Podobne boty, tylko o wiele bardziej zaawansowane znajduja sie tez w wyzszych czestotliwosciach, czlowiek sni o tym, ze idzie do nieba i tam spotyka takie cybernetyczne/lu-cypheryczne anioly strzegace (nie)rownowagi karmicznej. Gdy ktos zachowa sie "wulgarnie" to moze liczyc sie na delikatne uspokajanie przez "Jezusa", badz jakiegos cyber-budde, w ostatecznosci zostanie wygnany z nieba :lol:
Akataleptos - 5 Grudzień 2012, 19:18

Cokolwiek moze zostac powiedziane o nieskoncznosci, o wyzwoleniu zawsze moze byc obrocone/przekrecone w kierunku jakiejs zmylki np. pojawia sie czlowiek i mowi: nie jestes swoimi myslami, to nie ego doswiadcza zycia, nie jestes nim, tylko przestrzenia w ktorej wszystko sie zjawia.

Niby racja, ale to samo moglby powiedziec jakis kosmiczny pajaczek, ktory maskuje sie w przestrzeni kosmicznej, tak, ze na jej tle jest niemal niewidoczny, karmiac sie "rozpadaniem tozsamosci", doprowadzajac jakas istote do swego "brzucha" by ta tkwila w jego "pustce".

Dlatego pisze, ze to nie "ja" jestem swiadomoscia, ani nie jestem Jednoscia, tylko ze Jednosc jest, poniewaz falszywy umysl ma w zwyczaju utozsamiac sie z kazdym stanem, nawet "stanem bez stanu", do ktorego dazy. Jednosc nie potrzebuje tego, by jakies "ja" bylo nia, to jest calkowita samo(is)tnoscia. Caly "sekret" polega na tym, ze nie ma zadnej drogi do przebycia, do stanu "pustki" lub "jednosci" ktorej sie doczepia, poniewaz to co tam niby zmierza jest toalna fabrykacja.

Mozna polamac sobie jezyk na opisywaniu tego, poniewaz sposob komunikowania sie jakim czlowiek sie posluguje podtrzymuje ta fabrykacje i odnosi sie do czegos co jest sprzecznoscia.

Naturalny sposob komunikacji jest bezpodmiotowy.

Akataleptos - 6 Grudzień 2012, 13:17

Inna szokujaca prawda jest taka, ze nikt nie odpowiada za cokolwiek, za swoje czyny, za swoje zycie itd. Oczywiscie, jesli nastapi kradziez, to prawo przyczyny i skutku odplaci za to, wyrowna rachunki, ale nikt konkretny nie stoi za uczynieniem kradziezy albo za karma wyrownujaca rachunki. Za kradziez trzebaby obwinic caly kosmos, nieskonczonosc, ktora zlozyla sie na ta kradziez i nieskonczonosc musialaby skazac sama siebie na kare (nieskonczona? moze stad ten dogmat o wiecznej karze w piekle za skonczone przewiniena dokonane za zycia). To nie oddzielenie tworzy oddzielenie, to Jednosc udaje oddzielenie, wiec calosc, Pelnia, Jednosc musi "odpowiadac" za cokolwiek, dlatego jesli uznac, ze tzw. grzechy musza spotkac sie z sprawiedliwym odplaceniem, to splacanie tego musi trwac przez wiecznosc. I na tym polega wlasnie ten "haczyk" reinkarnacji, ze wpuszcza sie czlowieka w ciezka materie z zadaniem, by przerobil jakas kolejna lekcje na drodze do np. stania sie oswieconym, ale kazda lekcja jest obarczona potknieciami (droga krzyzowa), ktora generuje bez konca koniecznosc splacenia ich. To jak gonienie teczy po bierzni w celu jej zlapania i samo gonienie za nia sprawia, ze ona sie oddala.

Utwor

Cytat:
mur sprzecznosci


Ilustracja

Akataleptos - 6 Grudzień 2012, 15:33

Kolejna sprawa: nikt sie nigdy nie urodzil. Co to znaczy ze "ktos sie urodzil"? Ze osoba, ktora znajduje sie w lonie matki, dokonuje podzialu tych wszystkich komorek, rozwija serce, wszystkie te narzady? Ta osoba pojawia sie dopiero po urodzeniu w wyniku "zalogowania" sie w ten mechanizm wychowywania przez zjawiska zewnetrzne. Zbior okreslonych reakcji na bodzce zewnetrzne to maszyna. Dopiero ta osoba moze powiedziec, ze sie urodzila, przypisujac sobie cos, co dokonywalo sie bez niej. Lata temu pisal o tym Viny w SB, ze nie powinno mowic sie "urodzilem sie w Warszawie" lecz "urodzila mnie Warszawa" :D
Akataleptos - 6 Grudzień 2012, 15:50

Z okazji zblizajacych sie swiat warto tez dodac, ze nie bylo kogos takiego jak Jezus, ktory urodzil sie w Betlejem ;)

Ilustracja

Akataleptos - 6 Grudzień 2012, 16:37

Cytat:
Jednym z najbardziej podstawowych falszywych przekonan jest to, ze czlowiek jest zawsze ta sama osoba, ze skoro wczoraj byl np. Janem, to dzisiaj jest nim dalej, ale tak nie jest.
Zewnetrzne zjawiska generuja mechanicznie coraz to nowsze osobowosci, kazda z nich uwaza tez, ze rzadzi pozostalymi i ze moze wypowiadac sie w ich imieniu. Czlowiek postanawia, ze od jutra bede cwiczyl, ale rano juz wstaje ktos inny, kto postanawia inaczej, dlatego obietnice tak rzadko sie sprawdzaja.
Powoduje to, ze system pracuje coraz wolniej, poniewaz w tle sa wlaczone dziesiatki czy setki procesow zzerajacych moc.


To nieustanne generowanie nowych tozsamosci moznaby porownac do jakiejs plagi much, czy komarow, nad ktorymi panuje Belzebub tzn. Wladca Much, w tle ciagle slychac te bzyczenie, a im bardziej te muchy schwytane w siec sie miotaja, tym wiecej energii dostaje ten pajak.

Co do tego "rodzenia sie w Warszawie" to tez jest zabawne, ze jedna osoba moze urodzic sie w np. Krosnie, druga w Rzeszowie, trzecia w Warszawie i wszystkie zamieszkuja to samo cialo :D

Gdyby dowod osobisty przedstawial jakakolwiek prawde, to czlowiek powinien wyrabiac go codziennie i nosic je wszystkie w walizkach, a nie w portfelu ;) W tych walizkach, co je trzyma jadac pociagiem :D

Akataleptos - 7 Grudzień 2012, 15:28

W czlowieku znajduja sie zarowno energie zenskie jak i meskie, energie te nawzajem sie przyciagaja, ale w kazdej tez znajduje sie cos, co sprawia, ze niemozliwe jest zespolenie, to co glownie w tym przeszkadza to sztuczne oprogramowanie tozsamosci. Gdyby to co odpycha tzw. druga polowke zniknelo, wtedy staloby sie cos, co mozna by porownac do tej wizualizacji (oczywiscie z ta roznica, ze tu mamy dwoch facetow).
Akataleptos - 7 Grudzień 2012, 19:33

Tak jak w muzyce sa np. gitarzysci, ktorzy sila sie na super-szybkie solowki, ktorych ucza sie bardzo starannie i pozniej nuta w nute odgrywaja to na scenie, wprawiajac w zdumienie zachwycona publicznosc i z wierzchu to wyglada jak jakis geniusz, skrywajacy niestety ta bezdusznosc, podobnie mozna to przelozyc na ogolnie pojety "duchowy rozwoj".
Tak jak dobrym gitarzysta nie jest super-szybki cyborg, tak samo i wyzwolenie nie jest piekniejsze swiecenie czakrami, czy powiekszaniem aury, albo umiejetnoscia wyjasniania tego skad i dokad to wszystko zmierza. Zarowno sztuka jak i wyzwolenie jest czyms nieuchwytnym, niczym szczegolnym, bezprzyczynowym, z nikad nie przychodzi i nigdzie nie zmierza. Nie ma jakiegos celu na koncu drogi, zakonczonego duchowym orgazmem. Oczywiscie, mozna o tym snic, o zdobywaniu kolejnych "leveli", ale to ma swoj wysniony koniec. Jest tylko bycie, ktore jest wolne w objawieniu sie jako cokolwiek, jest wiec tylko wyzwolenie, ktore np. udaje zniewolenie, poniewaz ma w tym calkowita wolnosc. To nie ma jednak zadnego wyjasnienia, zadnej odpowiedzi, dlaczego akurat tak, poniewaz to bycie jest swoja wlasna odpowiedzia.

Akataleptos - 8 Grudzień 2012, 00:05

W trzeciej czesci matrixa legion Smithow asymiluje Neo doprowadzajac tym samym do destrukcji matrixa.

Niemal identyczny motyw jest w grze "shadowman" z 1998 roku, gdzie przeciwnikiem jest "Legion", blondwlosy, niebioskooki pan, ktory po transformacji przypomina oblesne, pajakopodobne lono (macierz), ktory zostaje pokonany poprzez oddanie calej mocy przez tego z kim walczyl. Zostaje ukazane jak Azyl/Wieza (Babel) zostaje zniszczona po tym zdarzeniu.

Filmik

Ten motyw gdzie na koncu zostaje dwoch "bossow" z czego ten niedobry zostaje pokonany dostajac tego czego chcial jest bardzo prawdziwy.

Hmmm... czyzbym byl tu sam? :lol:

Akataleptos - 8 Grudzień 2012, 13:38

Fascynuje mnie zagadnienie wolnej woli.

Widze to tak, ze Wola/Wolnosc jest "czyms" co przysluguje Jednosci/Pelni. Calosc zycia jest manifestacja Wolnej Woli, energia, ktora ma wolnosc w objawieniu sie jako cokolwiek.
Gdy pojawia sie idea, ze jest sie kims, kto jest odrebnym od calosci, nastepuje "odwrocenie zasad", pisalem wczesniej o tym, ze jest to jak spirala zycia, ktora zostaje "wyzewnetrzniona" stajaca sie zbiorem reakcji na bodzce zewnetrzne - co jest mechanizmem.
Tworzone jest postrzeganie, filtrowane przez pryzmat tego kogos, dzieki czemu nie widzi sie swiata jakim jest niezaleznie od tego czegos postrzegajacego.

Ten ktos, kto jest odrebny od calosci, kto doswiadcza swiata ostatecznie jedyne co robi, to po prostu reagowanie na zjawiska zewnetrzne, ktore moze przybierac rozne naprawde skomplikowane schematy.
Nie ma jednak takiej mocy, zeby faktycznie tworzyc cos sam od siebie, niezaleznie od swiata, ktory "przefiltrowal". Niezaleznosc jest tym, co przysluguje ciagle nikomu, Jednosci/Nicosci.

Akataleptos - 8 Grudzień 2012, 14:09

Dlatego wlasnie napislem kiedys, ze Wolna Wola jest wolna wlasnie dlatego, ze nikt jej nie ma. Zludzenie dokonywania samodzielnych wyborow bierze sie z tej proby uchwycenia przez cos tej Wolnej Woli, wpedza sie wtedy w mechanizm. Jako, ze w Jednosci/Nicosci nie ma poczatkow i koncow, a nastepuje odwrocenie zasad, to w mechanizmie filtrowanego postrzegania jest jego poczatek i koniec - i ten koniec jest wyzwoleniem. Jest widziane, ze faktycznie nic prawdziwego sie nie skonczylo, ze to wszystko bylo udawaniem wielosci przez Jednosc.
W mechanizmie nie mozna uniezaleznic sie od samego siebie by zobaczyc jak faktycznie cos sie odbywa. Filtr postrzegania przedstawia na ekranie swiadomosci historie, ktore odbywaja sie w okreslony sposob, dokonuje poszatkowania wszystkiego, jest to siatka (na zakupy?) sprzecznosci. Dlatego widzenie nieprzefiltrowane ukazuje, ze wszystko odbywalo sie inaczej, niz to sie zdawalo.
To, ze dana istota zostala dotknieta przez cos, to wrazenie powstale dzieki tej siatce nalozonej na Nicosc, to ta siatka sprzecznosci byla poddawana cierpieniom i problemom, dlatego gdy nastepuje kolaps tej gry, staje sie jasne, ze nigdy nie bylo sie kims cierpiacym, kto doswiadczal cierpienia.

To jest takie stwierdzenie, ktore umysl chcialby przekrecic i zrobic z niego cos zlego, bo w koncu cywilizacja ludzka pelna jest cierpienia i stwierdzenie, ze nikt nie doswiadcza cierpienia brzmi dosc "bezdusznie", ale jest wlasnie na odwrot.
Dzieki temu, ze nastepuje kolaps tej sztucznej konstrukcji, rozpuszczana jest ta siec sprzecznosci na ktorej operuje dana istota, przez co i zmniejszana jest ilosc bezsensownego cierpienia.
Dopoki tkwi sie w tej sieci, kazda pomoc komus cierpiacemu generuje problemy u kogos innego i to samonakreca sie bez konca. Wydaje sie, ze pomaga sie swiatu, ale to ma tez swoje drugie oblicze, jak Ksiezyc ma dwa oblicza, tak samo i jedni ludzie pomagaja innym ludziom we snie.

Akataleptos - 8 Grudzień 2012, 15:46

Ilustracja do powyzszych postow :P

Pisalem kiedys, ze "dolne" centra energetyczne sa wazne tak samo jak i "gorne", gdzie indziej z kolei, ze wolnosc nie tkwi w poprawie kondycji centrow energetycznych.

Chodzi o to, ze gdy w swoim mniemaniu oddzielona istota zajmuje sie poprawianiem kondycji centrow energetycznych, to w zaden sposob nie moze tego dokonac, poniewaz sama idea oddzielenia jest taka blokada. Czym to jest? To jest znow sprzecznosc, error, to nie zadziala. Jest rowniez ta tendencja, by dazyc ku jakiemus celu na szczycie "piramidy potrzeb", dazy sie ku trzeciemu oku z blokada nizszych centrow. Wydaje sie to droga na szczyt, chociaz pograza sie coraz nizej i wieksze przychodzi rozczarowanie.
Gdy nastepuje kolaps tego kogos, to rownowaga zostaje przywrocona samo(is)tnie. Dlatego wolnosc tkwi w widzeniu, ze nie ma nikogo, kto moze czegos takiego dokonac, a nie w dazeniu kogos ku rownowadze.
Wolnosc jest wiec i rozczarowaniem, ze jest cos do zdobycia.

Akataleptos - 8 Grudzień 2012, 20:36

Mistycy czesto mowili o "poddaniu sie woli Boga", tylko umysl zawsze chce to przekrecac w ten sposob, ze swoja osobe poddaje "woli Boga" osobowego, tak, ze zarowno ta osoba jak i ten "Bog" - spia i snia o swojej woli - ten Bog czczony w kosciolach jest wlasnie wladca Ksiezyca :D
Akataleptos - 8 Grudzień 2012, 21:20

W wolnej woli realnej, nieskonczonej, "najtrudniejsze" do przebolenia jest to, ze istota znajduje sie w swiecie "faktow energetycznych", ktore nie maja zadnego "poruszyciela", ktory by musial potrafic to wykonac, zadnego wyjasnienia, celu, ani przyczyny, ale zwyczajnie sa i dzialaja, ale dzialaja dla nikogo i nie stanowi to dla nikogo zadnego problemu.

Bycie, istnienie, moze wlasnie byc takie i takie wlasnie jest. Ale gdy cos takiego sie slyszy, natychmiast pojawiaja sie pytania, ktore w ogole nie maja zastosowania do swiata energii, poniewaz opieraja sie one na przekonaniach, ze musi byc "ktos" nawet jesli nazwac to w sposob bezosobowy np. kosmiczna inteligencja, caly czas szuka sie "czegos co to wszystko wie", albo jakiegos wzoru idealnego fraktala, ale nikt tego nie wie i nie ma na to wzoru, to zwyczajnie sie dzieje, nie ma zadnej kosmicznej inteligencji powodujacej i kierujacej, jest po prostu samo(is)tne bycie.

Akataleptos - 9 Grudzień 2012, 14:30

Matka Boska Niebieska - Barack Obama Ty Zydowski KLONIE!

Sporo w tym prawdy :P

Utwor muzyczny

Akataleptos - 9 Grudzień 2012, 15:10

Slonce szykuje sie do pierdolniecia w te wszystkie cybernetyczne wkrety.

Filmik ;)

Akataleptos - 9 Grudzień 2012, 17:06

Zabawne jakich srodkow uzywa jezyk po to by podtrzymac sztuczna konstrukcje osobowosci.
Ostatni przyklad jaki wpadl mi w ucho:

Cytat:
Nie zgadzam sie z X (chociaz to tylko moje prywatne zdanie)


Albo to, ze polskie "nie mam nic" po angielsku to "I have nothing" czyli w przetlumaczeniu spowrotem na polski "mam nic" :D

Akataleptos - 9 Grudzień 2012, 17:49

Cytat:
Cokolwiek moze zostac powiedziane o nieskoncznosci, o wyzwoleniu zawsze moze byc obrocone/przekrecone w kierunku jakiejs zmylki np. pojawia sie czlowiek i mowi: nie jestes swoimi myslami, to nie ego doswiadcza zycia, nie jestes nim, tylko przestrzenia w ktorej wszystko sie zjawia.

Niby racja, ale to samo moglby powiedziec jakis kosmiczny pajaczek, ktory maskuje sie w przestrzeni kosmicznej, tak, ze na jej tle jest niemal niewidoczny, karmiac sie "rozpadaniem tozsamosci", doprowadzajac jakas istote do swego "brzucha" by ta tkwila w jego "pustce".


Chodzilo mi tu o czlowieka znanego jako Eckhart Tolle, pod wplywem jego ksiazek odpadla znaczna czesc identyfikacji ze sztuczna konstrukcja, chociaz stalo sie tez pozniej jasne, ze on wciaga ludzi w ta historyjke o staniu sie "obserwatorem", on ciagle daje cos osobie, ktora moze wzniesc sie ponad siebie, by stac sie "obecnoscia" co jest dalej fikcja, subtelna i zamaskowana.

Akataleptos - 9 Grudzień 2012, 21:55

Czlowiek znany jako Sokrates powiedzial "wiem ze nic nie wiem", z kolei Aleister Crowley powiedzial podobno "nic nie rozumiem! nic nie rozumiem!". Ten pierwszy powiedzial to z pewna pokora, natomiast u tego drugiego bylo to raczej wynikiem pomieszania.

Kazdego czeka albo jedno albo drugie :P

Akataleptos - 10 Grudzień 2012, 20:36

To poczucie oddzielenia, bycia odrebna osoba, to nie jest tylko jakas mysl, koncepcja, tak wiec "zerwanie z identyfikacja z myslami" to tylko taka "kosmetyczna poprawka". Poczucie oddzielenia jest energia, scisnieta i napieta i jest ulokowana w calym ciele. Tak jakby kazdy czlonek ciala mowil o sobie "jestem oddzielny".
Jej nagle "rozkurczenie" jest dosc niebezpieczne dla ciala, dlatego jest to najczesciej proces rozlozony na etapy.

Nie mozna wiec mowic o oddzieleniu, bo takiego nie ma, tylko o poczuciu oddzielenia, ktore jest energetyczne i jest ucielesnione.

Rozkurczenie tej zwartej energii wiaze sie przede wszystkim z aktywnoscia Slonca, ktore nieustannie "bombarduje" wszystko naokolo. Wyzwolenie lezy wiec w odczuciu skruchy przed Ojcem Sloncem ;)

William Blake napisał/a:
I wreszcie Pajęczyna ciemna i zimna
Z Urizenowego smutku
Wszystkie udręczone żywioły oplotła.
A owa Sieć Pajęcza to Niewiasta w zarodku.
Nic, nawet skrzydła ognia, nie mogło rozerwać
Owej sieci — tak mocne jej sznury,
Tak ciasne sploty, tak zwikłane,
Jak zwikłane są zwoje człowieczego mózgu.
I Wszyscy ją Siecią Religii nazwali.
Wtedy mieszkańcy owych miast
Czuli, że ich mięśnie w szpik się przemieniają;
I twardniejące kości się poczęły
W gwałtownych bólach i udrękach,
Drgając, trzeszcząc, rozrastając się
Na wszystkie strony; aż zmysły, osłabione,
Rzuciły się do ucieczki w głąb, aby być jak najdalej
Od mrocznej sieci zarazy.
A wtedy oczy, odwracające się, zacienione,
Już nie rozpoznawały troskliwie utkanej obłudy;
Strugi mułu na ich niebie,
Scalone ścieśniającym się postrzeganiem,
Jawiły się jako powietrze przejrzyste; oczy ich bowiem
Tak małe się stały jak ludzkie oczy;
I oto oni, kurcząc się, pełzając,
Byli już teraz tworami wysokimi tylko na siedem stóp.



Akataleptos - 11 Grudzień 2012, 13:52

Wracajac do tego posta, to jest to trudne do ogarniecia, poniewaz sa istoty, ktore moznaby nazwac "bogami", ktorzy kreuja poszczegolne uklady planet, otaczaja to wszystko opieka, jest tez istota ktora moznaby nazwac "Bogiem", bedaca kreatorem uni-wersum - pojedynczego wszechswiata, tylko, ze sposob w jaki czlowiek pojmuje tego rodzaju relacje zostal tak wykoslawiony przez te cale oddawanie czci, ze jakiekolwiek wspominanie o tym prowadzi do jakis glupot.

Jednak u podstawy wszystkiego, nie ma zadnego "poruszyciela", ktory by za wszystko odpowiadal, wszystko dzieje sie samo(is)tnie i bezprzyczynowo. To jest wlasnie to co nazywa sie "magia", tajemnica. Mozna to tez nazwac "chaosem" z ktorego wylaniaja sie bogowie-kreatorzy.

Akataleptos - 11 Grudzień 2012, 14:45

Ten facet dobrze mowi, zwlaszcza ten fragment o "czczeniu" od 4:08.
Akataleptos - 11 Grudzień 2012, 16:47

Tak wiec "czczenie Peruna" to inaczej gromadzenie energii elektrycznej Slonca, bogow nazywa sie "elohim", "el" od elektrycznosci, Jezus nazwany byl w biblii Emmanu-el, natomiast jego malzonka byla Maria Mag-dalena, "mag" od magnetyzmu. Jezus byl inkarnowana istota sloneczna, natomiast Maria Magdalena inkarnowana Gaja/Ziemia. "Chrzest Duchem Swietym" to rozpuszczanie blokad energetycznych przez sloneczne podmuchy i tak jak zdarzal sie taki chrzest w mniejszej skali u pojedynczych ludzi, tak w skali globalnej zdarzy sie to w tzw. przyszlosci, wyganiajac stad pasozytnicze energie zerujace na Gaji.

Ale co zrobiono z ta prawdziwa wiedza? Zrobiono ze Slowian barbarzyncow, a ludzkosc wpedzono w ciemne wieki, wmawiajac tym samym, ze sa jakas korona stworzenia. To jest tragikomedia. Tak jak w "matrixie" pokazane bylo, ze wirtualna rzeczywistosc byla osadzona w realiach osadzonych lata wstecz w stosunku do rzeczywistosci, podobnie i umysly ludzkie zaprogramowane sa w ten sposob, by pozostawaly nieustannie w tyle, majac poczucie, ze oto jest sie pepkiem swiata.

A kiedy pojawia sie jakis "geniusz" to mowi sie, ze "wyprzedzil swoja epoke". Co za absurd. Po prostu odklejajac sie od tych smieci sztucznego umyslu, synchronizuje sie z terazniejszoscia taka jaka po prostu jest.

Akataleptos - 11 Grudzień 2012, 18:40

Cytat:
nie ma zadnej kosmicznej inteligencji powodujacej i kierujacej, jest po prostu samo(is)tne bycie.


Gdzie indziej z kolei, ze swiat naokolo jest Umyslem Jednosci. Jak to pogodzic?
Wszystko jest Umyslem Jednosci, ale nikt za nim nie stoi.

Nie wiem jak :lol: cokolwiek bym nie napisal, to bedzie belkot.

To jest dziwne, ze z jednej strony nikt nie panuje nad caloscia kreacji, a z drugiej strony mamy bogow tworzacych poszczegolne uklady planetarne, czy Boga bedacego kreatorem pojedynczego uni-wersum. Z jednej strony wszystko juz jest gotowe, a z drugiej strony jest ewolucja poprzez poszczegolne stadia swiadomosci. Z jednej strony wszystko odbywa sie nieprzewydywalnie, a z drugiej strony wszystko jest przewidziane i nie ma czym zaskoczyc nieskonczonosci. Wszystko jest przejawem Wolnej Woli, ale nikt tej Woli nie ma. To jest wlasnie magia.

Akataleptos - 11 Grudzień 2012, 19:07

Cos z innej beczki: dlaczego demokracja jest do dupy? Poniewaz "wiekszosc jest glupsza", czyz nie? Jesli zebrac jakas grupe ludzi, to zawsze w tej grupie bedzie ktos kto sie wyroznia w jakis sposob na tle pozostalych, moznaby przeprowadzic taki eksperyment w najrozniejszych grupach i zawsze to sie potwierdzi. Jesli wiec wiekszosc wybiera czlowieka, ktory ma ich reprezentowac, to bedzie to reprezentant glupszej wiekszosci. Czy to jest madry ustroj? :D
Akataleptos - 12 Grudzień 2012, 14:38

Tak wiec w kosmosie panuje jednoczesnie monarchia jak i anarchia. W tym ukladzie slonecznym Slonce pelni role przewodnia, ale trudno powiedziec o nim, ze narzuca komus swoja wole, poniewaz nie ma swojej woli, lecz jest dzielem nieujarzmionej Wolnej Woli, ktora jest wolna od posiadania przez cos :P
Akataleptos - 12 Grudzień 2012, 18:43

Pisanie postow na tej stronie bylo mi utrudniane poprzez probowanie wznowienia jakis dialogow wewnetrznych, poddajacych w watpliwosc i poprzez ktore zostalyby wcisniete jakies przekrety wirusowe, ale jak teraz patrze to jest to napisane tak jak powinno i raczej nic z tego sie nie przedostalo.

Odczuwam to tak, ze kazda watpliwosc, dotyczaca czegokolwiek, kazdy wewnetrzny dialog na jakikolwiek temat, jest szamotaniem sie jakiegos wirusa, ktory szuka punktu zaczepienia.

Akataleptos - 15 Grudzień 2012, 17:05

Cytat:
Rzeczywistosc naturalna jest czyms co jest widziane jako zywe, natomiast rzeczywistosc syntetyczna jest tym co istota sobie dopowiada


Przykladowo, poczatek teleexpresu: jutro bedzie taka i taka pogoda, temperatura, sliskie ulice.

Jednak gdyby tego tak nie nazwac, gdyby deszczu nie nazwac deszczem, albo gdyby nie okreslic temperatury w liczbach, to czym by to wszystko bylo? Byloby tym samym, ale nie byloby juz stopni temperatury, ani sliskiej ulicy.
Swiat sam w sobie nie zawiera tych cech, one tylko pojawiaja sie w ludzkich umyslach.

Akataleptos - 16 Grudzień 2012, 13:20

Cialo - wypaczony obraz tego kim czlowiek jest, szyszynka - implant biologiczny, czakry - programowa nakladka, mozg - zawor bezpieczenstwa.

Tak wiec z jednej strony moznaby powiedziec, ze wolnosc nie lezy w tych rzeczach, ale rownie dobrze moznaby powiedziec na odwrot i tez byloby to prawda.

Chodzi o to, ze gdy nastepuje kolaps sztucznej tozsamosci, poprzez stala uwaznosc, gdy nie zostaje sie opanowanym przez zaden bodziec, wtedy te rzeczy jak cialo, mozg, czakry itd. to wszystko zostaje "ujarzmione" przez niewidzialnego Ducha. Ktos powiedzial, ze cialo jest swiatynia Ducha.

Przeciez podczas pisania tego uzywane jest cialo, mozg, dzieki synchronizacji z wyzsza sila, stajac sie "transmiterem" dla tej sily. To jak poskramianie wezy.

Podobnie moznaby powiedziec o diecie, ze jest ona zupelnie bez znaczenia. Tylko, ze gdy jest sie opanowanym przez pragnienie zjedzenia czegos, bez czego z trudem sie funkcjonuje, jest sie sciaganym w "niskie wibracje" i blokuje sie te wyzsze. To jak kula u nogi.

Ludzie, ktorzy uzalezniaja "oswiecenie" od wegeterianizmu, oni sa tak samo zniewoleni przez jedzenie jak ci z chipsami przed telewizorem. To dlatego, ze utozsamiaja sie z jedzeniem.

To sa takie sprawy o ktorych trudno jest pisac, poniewaz nie mozna o nich tak sie wypowiedziec, zeby bylo to do konca prawdziwe. Powie sie, ze dieta jest bez znaczenia - reakcja: ooo, to teraz to tylko "jesc pic i lulki palic", powie sie, ze dieta jest wazna - reakcja: no to teraz musze stac sie specjalista od zywienia. Powie sie, wyzwolenie nie lezy w czakrach - reakcja: no to teraz moge je sobie poblokowac i mam w dupie, bo jestem ponad tym. Powie sie, ze trzeba zrownowazyc centra - reakcja: teraz to musze duzo i ciezko pracowac, by zaprowadzic w sobie rownowage.

Najwazniejsze jest to, by istota od-tozsamila sie od czegokolwiek, wtedy cala reszta przychodzi samoistnie i nie trzeba zastanawiac sie nad tym, staje sie to naturalne i bezwysilkowe jak oddychanie.

Akataleptos - 16 Grudzień 2012, 16:07

To samo tyczy sie takich stwierdzen jak: nie ma zadnej drogi do przebycia by osiagnac oswiecenie, bo jednosc juz jest, ze cokolwiek jest wykonywane w tym kierunku, by zakonczyc iluzje oddzielenia, jest bez znaczenia. To jest jednoczesnie prawdziwe i nieprawdziwe.

Jest w ludzkim ciele pewien plyn, "olej ducha swietego", mozna tak to nazwac, ktory przebywszy pewna droge, rozlewa sie, niszczac tym samym sztuczna strukture oddzielenia. Dzieje sie to dzieki uwaznosci, kiedy nie jest sie opanowywanym przez zadne zjawisko zewnetrzne, mysli i uczucia, samo-obserwacji - tego nie robi zadna osoba, ona wiec nie przebywa zadnej drogi.

Z jednej strony mozna powiedziec, ze potrzebna jest ogromna samo-dyscyplina, by nie dac sie zawladnac przez nic z zewnatrz, ani przez wlasne uczucia i mysli, a z drugiej strony - samo-obserwacja odbywa sie samo(is)tnie - nikt jej nie robi, wiec niepotrzebny jest zaden wysilek. Nie ma niczego do zrobienia, by wyzwolenie sie zdarzylo. Jest wiele iluzji do odpadniecia, ktore odpadajac moga wywolywac bol.

Akataleptos - 16 Grudzień 2012, 19:52

Jestem czlowiekiem, ktory ceni sobie prostote. Uwazam, ze sila tkwi w prostocie i ze zycie jest naprawde bardzo proste. Komplikuje sie wtedy, gdy utozsamia sie z czyms, czym sie nie jest.

Sprawa z tzw. oswieceniem wyglada tak, ze czlowiek ma swoja wlasna, miniaturowa gwiazde, ktora stanowi jego mieszkanie. Jednak w pewnym momencie pozyczyl pewne "ulepszenie" z zewnatrz od innych istot (spod ciemnej gwiazdy), ktore nie lubia tej planety i pasozytuja na niej. Te ulepszenie, ktore dalo poczucie "kogos" bedacego w ciele, ktorym kieruje jak pojazdem, jest "niekompatybilne" z prawdziwym mieszkaniem czlowieka. Czyni wszystko na odwrot i w ostatecznym rozrachunku - jest tylko czarna kropka/cieniem w polu energetycznym. Jak sie sprawdza, czy ktos jest zdrowy psychicznie? Jest taki test, ze odpowiednie figury/klocki wklada sie do otworow w ksztalcie tych figur. Podobnie jest i z ta sztuczna konstrukcja zapozyczona, ona jednak nie moze sie osadzic w srodku gwiazdy, poniewaz bedac cieniem, w jej poblizu jest stracona. Wszystko za czym czlowiek teskni, to ta swoja gwiazda ale jednoczesnie wszystko co robi w kierunku tego szczescia z poziomu sztucznego, zlosliwego oprogramowania jest z gory na straconej pozycji. Wszystko czego czlowiek potrzebuje juz jest, ale jest odpychane. Wszystko to, czego czlowiek nie potrzebuje, natychmiast od niego ucieka, chyba, ze trzyma to. Tak jak cma, ktora wszystko czego chce to ogien, kiedy jednak jest blisko niego, to odwraca sie, poniewaz czuje, ze juz po niej i to powtarza sie raz za razem.

Byl taki czlowiek, ktory rowniez ceniac sobie prostote, powiedzial: oddaj cesarzowi co cesarskie, a Bogu co boskie. Inaczej jest sie zlodziejem, zlodziejem tzw. swiatopogladu, poniewaz to oprogramowanie nie jest w stanie samo z siebie nic uczynic, ono jedynie reaguje na cos z zewnatrz i uznaje to za swoje. Nic z tego co zwane jest swiatopogladem nie moze byc czyms autentycznie moim. Gdy oddaje to wszystko tym, do ktorych to wszystko nalezy, wtedy przyciaga sie swoja gwiazde do siebie, poniewaz nie ma juz sily jej przeciwstawnej, ktora by ja odpychala.

Akataleptos - 16 Grudzień 2012, 22:43

Biorac pod uwage moje posty, powiedzenie "get a life, nie siedz tyle w sieci" nabiera glebszego znaczenia :P

Ta planeta zostala opleciona siecia religii/powiazan, siecia supermarketow, siecia bankow, szkol, kosciolow - to planeta korporacji, konspiracji - corporations/corps - zwloki, bezrozumne, nieswiadome. Musi nastapic wstrzas, czy seria nieustannych wstrzasow ze strony elektrycznego Slonca, musi zstapic dopiero Duch, by zycie czlowieka faktycznie zaistnialo, bo inaczej jest tylko zbiorem reakcji na bodzce z zewnatrz i zlepkiem nawykow. To juz sie dzieje z coraz wieksza intensywnoscia.

Akataleptos - 17 Grudzień 2012, 15:26

J. R. R. Tolkien napisał/a:
Nie każde złoto jasno błyszczy,
Nie każdy błądzi, kto wędruję,
Nie każdą siłę
starość zniszczy.
Korzeni w głębi lód nie skuje.
Z popiołów strzelą znów ogniska
I mrok rozświetlą błyskawice.
Złamany miecz swą moc odzyska,
Król tułacz wróci na stolicę

Akataleptos - 18 Grudzień 2012, 16:32

Z okazji swiat Bozego Narodzenia zycze kazdemu by znalazl swoja wlasna "miniaturowa gwiazde" betlejemska i by nie dorastajac, pozostajac wiecznie dzieckiem swietowac codziennie zycie i swiadomosc.
Akataleptos - 18 Grudzień 2012, 20:08

Pomimo tego, ze prawdopodobnie nikt tego nie przeczyta ;) chce dobic ostatecznie ta sprawe zwiazana z czakrami czy szyszynka ich koniecznosci i uzytecznosci.

Sa ludzie, ktorzy bardzo mocno skupiaja sie na tych sprawach i "absolutyzuja" je. Szyszynka jest stawiana w niektorych srodowiskach np. zwiazanych z psychodelikami w jakims miejscu kultu.

Gdy czlowiek zrywa z utozsamianiem sie z mechanizacyjnymi schematami zachowan, gdy nie zostaje opanowany przez cudze, czy "wlasne" uczucia i mysli, staje sie martwy dla swiata. Ktos moglby powiedziec, ze czlowiek staje sie w ten sposob nieczuly, ale jest wrecz odwrotnie, poniewaz w stanie, gdzie utozsamia sie ze wszystkim i wszystko "bierze do siebie", marnotrawi swoja energie i jego dzialania sa pozbawione mocy, doprowadzajac do "zzombienia". Kiedy jest na odwrot, to gromadzi energie w sobie.

Pisalem o "oleju ducha swietego" obecnego w ludzkim ciele, mozna to tez okreslic jako "ziarno" ktore aby zmienilo sie w rosline, musi obumrzec.
Poprzez zerwanie z mechanizacyjnymi zachowaniami, podnosi sie ten olej i przechodzac przez "droge krzyzowa" aktywuje on czakre szyszynki - indygo - trzecie oko. Nabiera sie oleju do glowy. Wtedy juz nie jest sie niezrownowazonym pijakiem, osleplym od alkoholu, a te ziarno juz obumarle aktywuje zielen czakry serca. Slyszalem taka historie pewnej kobiety, ktorej objawil sie Jezus, ktory zabral jej serce i wstawil tam swoje - plonace. O tym mowie.

Nie ma centrow energetycznych wazniejszych i mniej waznych - wszytkie one stanowia jedna calosc - nie(po)dzielna, ale gdybym mial wskazac jakies centrum, ktore jest najbardziej lekcewazone i stanowi najwieksza bolaczke dla roznych istot, to wskazalbym na zielen serca. To jest zielona, zyciodajna smierc. Nikt nie chce umierac, ale w tym jest wolnosc. Zielen to negatyw siodmej czakry - korony i aktywacja zieleni otwiera dostep do tego wymiaru "wiecznego odpoczynku", niedzieli - nie-dzielenia i nie-dzialania.

Ide po korone i nic mne nie powstrzyma :D

Akataleptos - 18 Grudzień 2012, 21:00

W tym poscie uzylem takiego stwierdzenia jak:

Cytat:
Istoty manipulujace, ktore buduja jakies tam swoje rajskie wiezienia, charakteryzuja sie czesto tym, ze maja doskonale sprawne trzecie oko i gardlo, przy zamknietym sercu, co manifestuje sie jako syndrom "geniusza metafizycznego", za ktora kryje sie jakas pajecza szkarada z chwytajacymi odnozami, przerost atrakcyjnych koncepcji nad prostota i nieskonczonoscia zycia.


Nie powinienem tu uzyc okreslenia "doskonale sprawne", lecz "genialnie przeksztalcone w sposob sztuczny". Powstaje wtedy wrazenie, ze ma sie doczynienia z istota "wszystkowidzaca", chociaz jest zaslepiona jak malo kto. Wlasnie dzieki doskonalej sprawnosci trzeciego oka mozna dostrzec ta manipulacje.

Z kolei:

Cytat:
to nie czakra trzeciego oka jest odpowiedzialna za duchowe widzenie lecz swiatlo barwy nieuchwyconej z ktorego manifestowane sa wszystkie teczowe kolory czakr


Duchowe oko spoglada przez wszystkie czakry, natomiast trzecie oko jest jego manifestacja, skupiajaca w sobie moc pozostalych czakr, dzieki czemu moze rozpuszczac mechanizacyjne schematy zniewalajace inne istoty.

To sa kluczowe kwestie, dlatego prostuje takie niechlujne, pseudo-madre i niesprecyzowane wypowiedzi.

Akataleptos - 18 Grudzień 2012, 21:47

Cytat:
mam wrazenie jakbym mial wokol glowy cos w rodzaju "aureolki" wokol ktorej krazyly "pajaczki" chcace sie doczepic i przekrecic to co splywa ze szczerego serca


Filmik ;)

Ten fragment wiaze sie tez poniekad z filmem "matrix", gdzie Neo byl widzacym w swiecie pajakow.

Oraz z mcdonaldem i jego maskotka clownem - Filmik :P

Akataleptos - 18 Grudzień 2012, 23:20

Co do przed-przed-ostatniego posta i koncowego motywu gdzie jest napisane o fiolecie korony - czakra korony to tysiacplatkowy kwiat lotosu, stad tez mowi sie o "tysiacletnim panowaniu Chrystusa" .
Akataleptos - 19 Grudzień 2012, 12:52

Chce przez to przekazac, ze pewne motywy zostaly przekrecone i uzywane sa w idiotycznych teologiach. O "tysiacletnim krolowaniu Chrystusa" mowia miedzy innymi Swiadkowie Jehowy. Rastafarianie tez mowili o tym, ze Haile Selasie ma zaprowadzic tysiacletnie krolestwo Jah.
Nie chodzi o fizyczne przyjscie Chrystusa w ciele, gdzie bedzie panowal gdzies z Izraela przez tysiac lat, lecz o to, ze gdy czlowiek uwalnia sie z ograniczen ciala, aktywujac zielen serca, trzezwiejac z tego pijanstwa i leczac slepote, wtedy moze siegnac po korone tysiacplatkowego lotosu i wspol-krolowac razem w "narodzie wybranym" - krainie wiecznego dziecinstwa - Sloncu.

Czlowiek leczy sie ze slepoty poprzez stala uwaznosc, obecnosc - swiadkowanie. Jahwe powiedzial Mojzeszowi, ze jego imie to "Jestem" - I am - Aum - Om. To podstawowe brzmienie.

Na koniec -
Jezus chodzacy po jeziorze :D

Akataleptos - 19 Grudzień 2012, 15:14

Ostatecznie wszystko sprowadza sie podstawowego pytania: Byc, czy nie byc :D

W kazdej sytuacji nalezy sie zachowywac jak czlowiek, ktory jest swiadomy wlasnej smierci. Wtedy wszystkie te sztucznie tworzone dramaty nie znajduja swego punktu zaczepienia, poniewaz czlowiekowi wmowiono, ze bedzie zyl wiecznie. Wszystkie problemy jakimi czlowiek sie troszczy, wszystkie plany jakie snuje na przyszlosc sprowadzaja sie wlasnie do tego falszywego poczucia niesmiertelnosci. Niby wie ze umrze, ale zyje tak jakby tego nie wiedzial, udaje, ze tego nie ma. Udawajmy, ze smierci nie ma, bo przeciez to jakas odlegla perspektywa i jest tyle rzeczy do zdobycia. Czemu to sluzy? Budowaniu tego "muru", majacego zapelnic puste przestrzenie, jak to spiewali Pink Floydzi. Nie ma zadnej gwarancji na to, ze przezyje sie chocby jeden dzien dluzej. Zycie jest wieczne, ale najpierw trzeba przezyc smierc.

Akataleptos - 19 Grudzień 2012, 16:19

Wszechswiat jest wielowymiarowy, to co ma miejsce w wyzszych czestotliwosciach manifestuje sie jako rozne zjawiska w nizszym. Sloneczny wiatr, przykladowo, jest fizyczna manifestacja dzialalnosci jakis istot, ktore manifestuja sie w wyzszych czestotliwosciach.

Gdyby tak przesledzic dzialalnosc czlowieka i spojrzec na to z wiekszej perspektywy, spojrzec na to wszystko "jasnowidzaco", to widac, ze albo cos pochodzi jako inspiracja/natchnienie ze Slonca, albo z jakiejs "ciemnej gwiazdy", gasnacego "swiatla martwicy".
Slonce jest reprezentowane przez Czlowieka Pierwotnego, dziecko jednosci/wolnosci/woli, z kolei swiatlo martwicy przez umysl kolektywny/zbiorowy istot pajeczych, czy gadzich. Z tym, ze istoty gadzie, zwane przez niektorych "reptoidami" sa pod panowaniem tych pierwszych. Sa to geniusze manipulacji, ktorzy zwani sa przez ludzi poddanych hipnozie jako "aniolowie", "aniolowie stroze" czy "mistrzowie wniebowstapieni".

To, ze czlowiek jest pochloniety przez dramaty tego swiata, z tym calym swoim falszywym poczuciem niesmiertelnosci, nieustannie wszystko przekrecajacy i manipulujacy, pochodzi nie od samego czlowieka, lecz od tej istoty pajeczynowej. Gdyby tak czlowiekowi powiedziec to wprost, to zareagowalby szyderstwami, ale te szyderstwa bylyby reakcja tej istoty wlasnie, dlatego nie ma to wiekszego sensu. Istota pajeczynowa oblepila trzecie oko czlowieka, po to, by jej nie dostrzec, kiedy czlowiek jest uwiklany w te dramaty, karmi istote pajeczynowa i w tym mechanizmie, schematach zachowan, nie moze uniezaleznic sie od samego siebie by dostrzec swiat taki jaki faktycznie jest.

Tak wiec scenariusz "matrixa" w duzej czesci przedstawia to jak sie rzeczy maja.

Wsrod ludzi sa tez istoty o swiadomosci niemal "zerowej", totalnie "zezwierzacone" - chociaz nie chce tutaj obrazac zwierzat, w zasadzie moznaby je okreslic jako "cyborgi". Sa oni porozstawiani np. jako polityczni "przywodcy" - szmaciane lalki, ktore tylko reaguja zgodnie z narzuconym schematem przez istote pajecza, czy tez na stanowiskach koscielnych.

Kiedy czlowiek sie budzi, wtedy istota pajeczynowa tracac kontrole nad czlowiekiem, tak stara sie pociagac sznurkami, by istote budzaca sie wciagnac na nowo w dramat, tworzy sie sztuczne srodowisko strachu, stara sie manipulowac rodzina i przyjaciolmi, wazne jest to by zachowac tzw. "zimna krew", swego rodzaju bezwzglednosc, by zobaczyc klamstwo jako klamstwo i nie karmic go.

Realna walka o wyzwolenie ludzkosci jest skierowana przeciwko istotom pajeczynowym, nie w matrixie, poprzez "wybor" jakiegos lepszego wladcy, czy poprzez strajki.

Mowi sie, zeby kochac swoich wrogow - to jest prawda, ale trzeba kochac madrze. Istoty pajeczynowe lubuja sie w mowieniu o milosci, zwlaszcza milosci do Boga Stworcy. Sprawa wyglada tak, ze wszystko odbywa sie na zasadzie samopodobienstwa, gdzies uslyszalem, ze nie ma sensu przytulac sie do aluminiowej blachy, poniewaz ona nie moze tego odwzajemnic. Tam w zaswiatach wcale nie pierdziela sie z ta cala kosmiczna zaraza, tego typu istoty, kiedy przychodzi na to pora, sa zwyczajnie zabijane/rozpuszczane, wlasnie poprzez emanowanie energia bezwarunkowej milosci, bezkompromisowej, nieprzefiltrowanej i skondensowanej. Oko Pierwszego Czlowieka celuje w slepia pajecze, rozpuszczajac ja, by zaczela swoja ewolucje od stanu mineralnego. W ten sposob te istoty sa uwalniane. Podobnie i czlowiek jest uwalniany, kiedy przezywa smierc tego za co sie uwazal, aby stac sie widzacym, musi umrzec. Nikt tego nie chce, nikt nie chce tego przezyc z wlasnej woli, bo prawda jest taka, ze czlowiek nigdy nie mial swojej woli, to bylo zludzenie dane mu przez istote pajeczynowa.

Byc moze ktos slyszal ta historie o Dawidzie i Goliacie, jak Dawid strzelil z procy w czolo/trzecie oko Goliata. To historia, ktora opowiada o czyms co ma miejsce w swiatach wyzszych, jak to istota pajeczynowa oplatajaca trzecie oko kogos, zostaje rozpuszczana.

Wszelka dzialalnosc duchowa, praktyki magiczne, powinny zmierzac wlasnie do widzenia istot pajeczych. Czlowiek najczesciej nie dociera zbyt gleboko, zajmuje sie tymi sprawami powierzchownie, dokonuje zmian kosmetycznych, zajmuje sie duchowoscia caly czas w matrixie, sni o tym, ze sie rozwija, chociaz jest totalnie unieruchomiony, schwytany w siec, karmiac istote pajecza. Jest sporo takich ludzi, faktycznie widzacych, wbrew pozorom, ale nie sa znani.

Nieustanna uwaznosc, tak zwana samoobserwacja, zakonczenie wewnetrznego dialogu, swiadomosc smierci, swiadomosc oddechu, nie marnotrawienie energii seksualnej, uodpornienie sie na wszelkie atrakcyjne koncepcje majace umiescic "mnie" w wolnosci, czy na wszelkie wizje dotyczace budowy kosmosu, poddanie sie Woli/Wolnosci Absolutu - wtedy czlowiek otrzymuje jako tarcze - tarcze sloneczna, jako miecz - trzecie oko, jako korone - tysiacplatkowy kwiat lotosu staje sie "przezroczysty", nietykalny dla tego co sie wydarza. Tak oto staje sie zolnierzem slonecznego "GROM-u".

Jak to powiedzial czlowiek znany jako Kriszna:

Cytat:
Rzuć się w wir bitwy, ale serce
twe niech trwa wśród kwiecia lotosu, u stóp Pana

Akataleptos - 19 Grudzień 2012, 17:32

Jest takie powiedzenie: jesli spotkasz Budde, zabij go.

Jak wielka pewnoscia i bezwzglednoscia trzeba sie wykazac, by spojrzec w oczy anielskiej istocie, ktora dokonuje wszelkich staran by czuwac nad kazdym krokiem czlowieka - i zabic ja, mimo odgrywania przez nia litosci i wspolczucia?

Pawel Apostol napisał/a:
Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich. (13) Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się. (14) Stójcie tedy, opasawszy biodra swoje prawdą, przywdziawszy pancerz sprawiedliwości (15) i obuwszy nogi, by być gotowymi do zwiastowania ewangelii pokoju,

Akataleptos - 19 Grudzień 2012, 19:21

Dziwna sprawa z tym moim pisaniem, bo to tak jakby to nie bylo pisane przeze mnie do kogos, lecz pisane samo - do mnie, jak pukanie z drugiej strony - pukanie w czolo glupka :lol:
Akataleptos - 19 Grudzień 2012, 20:44

Zabawne, pisalem o tej zielonej, nieatrakcyjnej smierci i "magicznym oleju", a dzis moja znajoma pisze tak:

Cytat:
Jadę w tramwaju chyba we Wrocławiu. Siedzę na siedzeniu, a przede mną siedzi mężczyzna, zainteresowany moją osobą. Czytam jakąś magiczną książkę, są tam opisane jakieś rytuały. Inny mężczyzna siedzący przed mężczyzną w moim rzędzie wtrąca się i zaczyna mówić o magii. Jestem z początku zaskoczona, bo w ogóle się nie znamy, a On zaczyna mi objaśniać, co jest w książce. Z tramwaju zrobiła się sala wykładowa, a w roli głównej był właśnie ten mężczyzna. Wszystkich pasażerów z tramwaju zaczepiał, włączając ich do "magicznej" dyskusji. Później pokazał swoją żonę, która była jakby Jego dopełnieniem (byli podobni do Shreka i Fiony) tzn. nie byli urodziwi, ale w pełni siebie akceptowali i byli nawet w tym "ładni" - byli swoimi "połówkami"... Później podawał specjalny napój w takich naparstkach, jakiś rodzaj mikstury. W tramwaju znalazła się Ela Nowalska, ale powiedziała, że nie napije się napoju, bo musi zachować "niezależność" ze względu na to, co robi. A ja wypiłam tę miksturę mówiąc, że wypiję podwójną porcję...

Akataleptos - 20 Grudzień 2012, 14:42

Cytat:
Nie ma centrow energetycznych wazniejszych i mniej waznych - wszytkie one stanowia jedna calosc - nie(po)dzielna, ale gdybym mial wskazac jakies centrum, ktore jest najbardziej lekcewazone i stanowi najwieksza bolaczke dla roznych istot, to wskazalbym na zielen serca. To jest zielona, zyciodajna smierc. Nikt nie chce umierac, ale w tym jest wolnosc. Zielen to negatyw siodmej czakry - korony i aktywacja zieleni otwiera dostep do tego wymiaru "wiecznego odpoczynku", niedzieli - nie-dzielenia i nie-dzialania.


Niedziela - Sunday.

To z tym odwracaniem/nawracaniem jest zabawna sprawa, Jezus mowil o "krolestwie niebieskim" i zeby do niego wejsc trzeba sie "nawrocic" - Krolestwo Niebieskie to Slonce, ktore fizycznie jest widziane jako zolte, natomiast odwrotnie/antymaterialnie jest niebieskie. Chodzi wiec o postawienie swiata do gory nogami. Powierzchnia ziemi to odpowiednik czakry zoltej, niebiosa - niebieskiej, te niebiosa sa tymczasowe i scalaja sie z powierzchnia, zmieniajac planete w planete gazowa, za sprawa dzialalnosci Slonca wlasnie.

Dzieci Slonca to "narod wybrany", slonce jest elektryczne - el - prawdziwy Izrael, blond wlosy, niebieskie oczy itd....

Akataleptos - 20 Grudzień 2012, 15:34

Prawde o tym czym jest Krolestwo Niebieskie czy "wniebwstapienie" stara sie przekrecic za wszelka cene istota pajeczynowa w swoich przekazach, czy to w naukach najrozniejszych kosciolow, czy ostatnio w przekazach "ezoterycznych". Ta istota doczepiona jest do sfery niebieskiej Gaji/Ziemi i jest rozpuszczana przez istoty ze Slonca wlasnie.
Akataleptos - 20 Grudzień 2012, 16:14

Wracajac do tego posta, to gdy czlowiek utozsamia sie z tym obcym bytem, cybernetycznym wkretem, ktory jest niezgodny z prawdziwa rdzenna wibracja czlowieka, to wtedy nastepuje cos, co bylo pokazane we "wladcy pierscieni" - nie czytalem ksiazki, film fragmentarycznie, ale byla tam taka scena, ze byl tam ten krol, Theoden, w ktorego cialo wszedl Saruman, co skutkowalo tym, ze byl on stary i zniedoleznialy. Gdy zostal wygnany z ciala krola, to natychmiast odmlodnial i odzyskal sily.
To cale ludzkie zniedoleznienie, bezradnosc, to bierze sie z tego "opetania", by wmowic czlowiekowi, ze jest bezradny i bezsilnym, to tylko kaprys istot demnicznych, to nie nalezy do czlowieka.

Filmik

Akataleptos - 20 Grudzień 2012, 19:33

Mowi sie czasami "idz za glosem serca", chociaz najczesciej myli sie ten glos serca z glosem pragnien, glosem ze snu, ktory prowadzi do slepej uliczki.

Glos serca, to jest to co zwie sie "Logosem", "Slowem" z ew. Jana. Ten glos podtrzymuje wszystko przy zyciu, transformuje chore energie i wznosi je ku gorze. Przemawia nieustannie, a w czlowieku jest cos co pamieta ta piesn. Wystarczy zabrac stad Slonce, serce tego ukladu planetarnego i wszystko nagle sie rozpada, wraca spowrotem do eteru. Do Ziemi zmierza wlasnie taka porcja tej "mowy wiecznego dziecka" z serca galaktyki i nie ma na to takiej sily, ktora moze temu przeciwdzialac. To tak jakby stanac i probowac zatrzymac tsunami.

Filmik :D Chociaz nie jest tak bardzo adekwatny.

Akataleptos - 20 Grudzień 2012, 20:09

W tym poscie jest odpowiedz na pytanie, dlaczego tego slynnego wojownika Jedi nazwano Luke Skywalker - kroczacy po niebie.
Akataleptos - 20 Grudzień 2012, 23:45

Krotko mowiac, swiat tworzony przez osobe - energie udajaca oddzielenie, ktora to energia jest ucielesniona, jest odwrotnoscia Wolnej Woli - wolnosci - nie ma jej, chociaz sni, ze ja ma lub moze ja osiagnac. Dlatego o Wolnosci/Wolnej Woli mozna mowic tylko negujac - to nie jest czymkolwiek opisywalnym.

To jest szalenstwem, poniewaz po "nawroceniu", gdy nie ma juz osoby okazuje sie, ze "niebo" jest tutaj. Wsrod swiata opanowanego przez korporacje/korupcje - corps/zwloki. To jest wyzwolenie.
Wszystko co sie zdarza, nie przydarza sie komukolwiek, tak wiec chociaz cialo jest dalej cialem, cierpienie jest cierpieniem, wszystko to przynalezy caly czas do swiata, to Wola/Wolnoscia jest sie "kroczacym po niebiosach" - Sky Walkerem. Na tym polega wlasnie "cud chodzenia po wodzie".

Akataleptos - 21 Grudzień 2012, 11:32

Tekst tej piosenki brzmi tak jakby zostal napisany w imieniu upadlych istot "lucyferycznych" - sky walkerow. Czlowiek ma to wlasnie przezwyciezyc, to o czym jest tu mowa:

Cytat:
In the misty morning, on the edge of time
We've lost the rising sun, a final sign
As the misty morning rolls away to die
Reaching for the stars, we blind the sky
We sailed across the air before we learned to fly
We thought that it could never end
We'd glide above the ground before we learned to run, run
Now it seems our world has come undone
Oh they say that it's over
And it just had to be
Ooh they say that it's over
We're lost children of the sea, oh
We made the mountains shake with laughter as we played
Hiding in our corner of the world
Then we did the demon dance and rushed to nevermore
Threw away the key and locked the door
Oh they say that it's over, yeah
And it just had to be
Yes they say that it's over
We're lost children of the sea
In the misty morning, on the edge of time
We've lost the rising sun, a final sign
As the misty morning rolls away to die
Reaching for the stars, we blind the sky
Oh they say that it's over, yeah
And it just had to be
Oh they say that it's over
Poor lost children of the sea, yeah
LOOK OUT! The sky is falling down!
LOOK OUT! The world is spinning round and round and round!
LOOK OUT! The sun is going black, black
LOOK OUT! It's never never never coming back, LOOK OUT!

Akataleptos - 21 Grudzień 2012, 12:46

Cytat:
Krotko mowiac, swiat tworzony przez osobe - energie udajaca oddzielenie, ktora to energia jest ucielesniona, jest odwrotnoscia Wolnej Woli - wolnosci - nie ma jej, chociaz sni, ze ja ma lub moze ja osiagnac. Dlatego o Wolnosci/Wolnej Woli mozna mowic tylko negujac - to nie jest czymkolwiek opisywalnym.

To jest szalenstwem, poniewaz po "nawroceniu", gdy nie ma juz osoby okazuje sie, ze "niebo" jest tutaj. Wsrod swiata opanowanego przez korporacje/korupcje - corps/zwloki. To jest wyzwolenie.
Wszystko co sie zdarza, nie przydarza sie komukolwiek, tak wiec chociaz cialo jest dalej cialem, cierpienie jest cierpieniem, wszystko to przynalezy caly czas do swiata, to Wola/Wolnoscia jest sie "kroczacym po niebiosach" - Sky Walkerem. Na tym polega wlasnie "cud chodzenia po wodzie".


A cialo zamiast byc tylko workiem miesa i wody, staje sie cialem niebieskim :lol:

Akataleptos - 21 Grudzień 2012, 17:07

Oddzielony, pozorny swiat snu powstaje przez nieuwaznosc, kiedy nie ma sie "oczu dokola glowy", dlatego jest niszczony poprzez uwaznosc - proste. Umysl zaczyna konstruowac sztuczny swiat w bardzo mlodym wieku, kiedy nastepuje ten moment nieuwagi, wtedy pojawia sie te uczucie "czegos" bedacego w ciele, bedacego "mna", pojawiaja sie tez jacys ludzie na zewnatrz - rodzice, rodzenstwo. Jest to przezycie traumatyczne, nie jest przyjemne, dlatego tez wspomnienie tego jest zablokowane.

RedJohn wtracajac sie tutaj ostatnio zapodal link do goscia, ktory twierdzil, ze piaty rok zycia jest takim "kresem", gdzie wszystko zaczyna sie wlasnie chrzanic. Od tego momentu posyla sie tez dzieci do przedszkoli, szkol itd. by tam zostac dopasowanym w ta mechaniczna ukladanke.

To ma tez swoj odpowiednik w wiekszej skali, pisalem o "dwunastowymiarowosci" wszechswiata, oraz, ze siodmy wymiar jest juz "wiecznym odpoczynkiem" - Wieczne Dziecko nigdy nie przekracza piatego roku zycia - ono jest tez Pierwszym Czlowiekiem. Oczywiscie nizej tez jest jednosc, zawsze jest tylko jednosc, ale nizej manifestowana jest gra w oddzielenie, wchodza te mechaniczne relacje, za sprawa m.in istot pajeczych, ktore nieustanne generuja "przekrety".

Akataleptos - 21 Grudzień 2012, 17:49

Gwiazdy sa wlasnie istotami, ktore maja oczy dokola - to sa wieczne dzieci, czy iskierki Dziecka Wolnsci - Pierwszego Czlowieka, to nie jest tylko jakis symbol, ktorego tak sobie uzywam, to nie jest metafora, to nalezy brac doslownie. Artysta znany jako Alex Grey czesto przedstawia to na swoich obrazach, wszedzie umieszcza te oczy, ktore patrza zewszad.

Ilustracja

Gwiazdy nie sa jakimis gigantycznymi smiercionosnymi obiektami, ten obraz powstaje jako przefiltrowany przez tego "kogos" ktory zakrada sie w momencie nieuwagi we wczesnym dziecinstwie. Ten filtr postrzegania wyolbrzymia wszystko niezgodnie ze stanem faktycznym.

Czlowiek ma swoja wlasna, mala gwiazde, wszystkie problemy biora sie z tego, ze poprzez nieuwage otrzymuje cos, co jest niezgodne z jego prawdziwa, rdzenna wibracja. Nieuwaga jest podtrzymywana przede wszystkim poprzez wewnetrzny dialog - aby prowadzic dialog potrzeba dwoch osob, dlatego gadanie ze soba w myslach pozornie odcina od jednosci. Gdy ustaje calkowicie wewnetrzny dialog, wtedy wszystko staje sie mozliwe. W calym systemie szkolnictwa, w calym tym mechanizmie spolecznym, wszystko rozchodzi sie w zasadzie o ten wewnetrzny dialog, ktory jest nieustannie rozbudowywany.

Maly eksperyment: mozna sprobowac zataczac oczami spirale/osemki i w tym stanie gadac ze soba w myslach? :lol:

Akataleptos - 21 Grudzień 2012, 18:10

Cytat:
Gwiazdy nie sa jakimis gigantycznymi smiercionosnymi obiektami, ten obraz powstaje jako przefiltrowany przez tego "kogos" ktory zakrada sie w momencie nieuwagi we wczesnym dziecinstwie. Ten filtr postrzegania wyolbrzymia wszystko niezgodnie ze stanem faktycznym.


Jest chyba takie powiedzenie, ze "strach ma wielkie oczy". Kobieta ktora boi sie szczurow, gdy sie ja spyta jak byl wielki ten szczur, to wyjdzie na to, ze to byl jakis mutant-gigant.
Podobnie gdy czlowiek wyolbrzymia swoje poczucie tozsamosci, poczucie "bycia kims waznym i niezbednym", bojac sie zdemaskowania, wyolbrzymia tez gwiazde. Pomniejsza ja, gdy ta tozsamosc umiera i swiat ma naturalne proporcje.

Akataleptos - 21 Grudzień 2012, 23:49

To o czym tutaj pisze jest calkowicie nie do przelkniecia dla wszelkiej masci "uczonych", "powaznych naukowcow" czy "filozofow", poniewaz to co tutaj przekazuje wymaga "skruszenia sie" - tego calego poczucia, ze wie sie cokolwiek, dla czlowieka wierzacego w swoje dogmaty religijno/naukowe, ktory nie moze uniezaleznic sie od wlasnych osadow, to byloby upokarzajace. Te sprawy zakryte sa przed tymi, ktorzy sie wynosza, a oczywiste sa dla tych, ktorzy sa nikim.
Wiem mniej niz ludzie, ktorzy bedac zaslepionymi uwazaja sie za wiedzacych, dzieki czemu odkrywam wiecej tajemnic bezwysilkowo.

To sa posty pieciolatka.

Akataleptos - 22 Grudzień 2012, 14:47

Istoty pajecze, aktorskie imitacje anielskie, przedstawiaja sie w bialym lub zlotym swietle - ale nie jest to biel czysta, jest ona zabrudzona przez chec kontroli i posiadania, blask zlota jest blaskiem powierzchownym - blask blichtru. Te zloto jest zwodnicze jak zwodnicze sa pieniadze.

Czysta biel i czyste zloto jest nieuchwytne. Prawdy i Wolnej Woli/Wolnosci nie mozna kupic by ja posiadac.

Akataleptos - 22 Grudzień 2012, 21:51

Dopoki czlowiek nie jest calkowicie przejrzysty, przezroczysty, nie majac niczego do ukrycia, dopoki nie jest "zielony" we wszystkim - tzn. nie jest w posiadaniu zadnej prawdy, ani nie chce jej nikomu sprzedac - nie ma wstepu do wymiaru "wiecznego odpoczynku". To nie podlega zadnym dyskusjom i negocjacjom. Wiecznosc jest bezwzgledna, nie ma wzgledu na osobe, za cokolwiek by sie nie uwazala. Czy to nie jest cudowne? Cudowne i zabojcze zarazem.
Akataleptos - 22 Grudzień 2012, 22:34

Cytat:
Czlowiek ma swoja wlasna, mala gwiazde, wszystkie problemy biora sie z tego, ze poprzez nieuwage otrzymuje cos, co jest niezgodne z jego prawdziwa, rdzenna wibracja.


Dopoki czlowiek nie powroci do tej swojej gwiazdy, tak dlugo jest w stanie niezadowolenia.
Czlowiek zawsze czegos szuka by sie dopelnic, to jest czarna dziura, ktora stara zapchac sie sukcesami, ale jest wiecznie niezapelniona, ciagle jest glodna. Nawet gdy jest w stanie pozornego zadowolenia z tych rzeczy, ktore zgromadzil, to pod spodem jest niepokoj o strate tego, wie, ze to nie bedzie trwalo dlugo. Ktos powiedzial, ze takie szczescie i smutek sa jak zlote i srebrne lancuchy, sa pozornie czyms roznym, ale ograniczaja tak samo.
O takie uszczesliwianie czlowieka dbaja najrozniejsi clowni, ale jest w nich cos odpychajacego, sa jak postacie z horrorow.

Musi w koncu przyjsc taki moment ostatecznego wkurwienia, ze albo wszystko - albo nic. Albo tez inaczej: trace wszystko, zostaje z niczym i to jest Pelnia. A clownom robi sie rzez.

Akataleptos - 23 Grudzień 2012, 16:53

Wracajac do tego posta i tego:

Czym jest ta slynna "kraina mlekiem i miodem plynaca" albo "Nowe Jeruzalem" z Apokalipsy Jana? Wszystko to w swoim pierwotnym znaczeniu odnosi sie do Slonca.
"Nowe Jeruzalem" - zlote miasto do ktorego prowadzi dwanascie bram - dwanascie planet ukladu slonecznego (niektore planety nie manifestuja sie na planie fizycznym, lecz w wyzszych czestotliwosciach), gdzie bram sie nie zamyka sie w nocy, bo nocy juz nie ma.

Istoty "pajecze" sa zazdrosne o ten swiat "wiecznego odpoczynku", o tych "bogow z gwiazd", chca byc tacy jak oni - to wlasnie zazdrosc i chec posiadania tego czego posiadac sie nie da sprawia, ze sa tym kim sa, ze za maska aniola kryje sie cos szpetnego - tak wiec to nie sa jakies biedne istotki, ktorym cos sie zabrania.

Nikt nie moze komukolwiek zabronic Wolnosci - Wolnej Woli, ale Wolnosc wiaze sie ze smiercia falszywej tozsamosci, z ta przezroczystoscia, gdy nie ma sie niczego do ukrycia.

Praktycznie wszystko to co mowi sie o "raju" jest przekretem i jest mowione w celu zahipnotyzowania, sa istoty ktore staraja sie "zreplikowac" stan wolnosci, stworzyc wlasne "niebo", ale jakkolwiek by nie kombinowac - czuc w tym ciagle trupa, ktory sie rozklada.

Tak wiec jest "raj", "Krolestwo Niebieskie" z ktorym zaden przekret sie nie rowna i jest to pewne, jak pewne jest Slonce :D Jednak do tego nieba nie idzie zadna osoba :lol: Wejscie tam wiaze sie ze smiercia osoby, mozna wiec powiedziec, ze niebiosa nie przysluguja komukolwiek i nikt nie moze sobie na to "zasluzyc", chociaz sa otwarte, nie ukrywaja sie i sa za darmo.

Uzywam takich terminow jak "nawrocenie", "Krolestwo Niebieskie", "skrucha" itd. pol zartem, pol serio, bo uzywa sie ich niemal zawsze w celu zahipnotyzowania czlowieka, jednak prawdziwe znaczenie tego jest zabojcze dla tej hipnozy.

Akataleptos - 23 Grudzień 2012, 20:17

Jedyna duchowa praktyka ktora faktycznie dziala i wyzwala to: nie klamanie i widzenie klamstwa jako klamstwo. Nie chodzi tylko o to by powstrzymac sie przed swiadomym klamaniem w oparciu o to co uwaza sie za klamstwo, ale by dostrzec calkowite osztustwo tego co uwaza sie za najswietsza prawde, zwlaszcza dotyczaca samego siebie. Sposob w jaki powstaje caly ten swiat oddzielenia, cala cywilizacja jaka czlowiek tworzy w najrozniejszych epokach, sposob w jaki czlowiek sie tu dostaje, w jaki opuszcza ten swiat, wszystko to oparte jest na przekrecie.
Akataleptos - 23 Grudzień 2012, 22:07

Prawdziwe jest tylko to, co jest zawsze i nigdy sie nie zmienia.
Samo widzenie klamstwa jako klamstwo sprawia, ze ono rozplywa sie jak jakas senna mara. Gdy wszystko jest widziane jako to czym faktycznie jest, to czy jest cos o co moznaby sie obawiac? Swiat przefiltrowany przez przekrety, domysly, obawy, watplitosci itd. wydaje sie nieustannie zmieniac, konieczne sa wiec nieustanne proby uzasadniania go, zasilania. Czlowiek musi wtedy nieustannie nadawac znaczenie temu co sie jemu przydarza. Jednak gdy od-uzaleznia sie i nic nie przydarza sie "mnie", wtedy odslaniany jest stan faktyczny, czy raczej oczywisty, a w stanie oczywistym wszystko jest doskonale, kompletne, nienaruszalne i nie ma niczego o co moznaby sie obawiac. W tym co jest kompletne, co jest caloscia, nie mozna podjac zadnej decyzji przeciwko temu.
Absolut, Bog, Byt Kompletny nie zajmuje sie zbawianiem tego swiata, ktory zostal wytworzony w upadlym umysle, ktory dzieli. Naprawianie swiata nalezy do tych, ktorzy go tworza.

Akataleptos - 24 Grudzień 2012, 12:45

Czym jest koniec swiata? Koncem swiata jest rozpad sztucznej osobowosci przez ktora postrzega sie swiat. Koncem idei oddzielenia, ktora oczekuje, ze cos wydarzy sie innego niz to co wydarza zawsze. Dlatego ten koniec nie przydarza sie komukolwiek, zadnej osobie, poniewaz jest to koniec kogokolwiek. Udawane oddzielenie zawsze przegapia ten koniec, nie jest w stanie go dostrzec, ani doswiadczyc, poniewaz jego stanem jest zaslepienie.
To jest koniec swiata, to nie ma jakiegos dalszego ciagu, to zawsze jest skonczone - kompletne i doskonale.

Akataleptos - 24 Grudzień 2012, 22:55

Praktycznie wszystko to co mowione jest o "sluzeniu Bogu", czy "poddaniu sie woli Boga", albo w bardziej new-ageowym stylu: o poddaniu sie woli opiekunow duchowych itp. ma prowadzic do okradania z energii i sluzy zaslepieniu na prawdziwy nieskonczony potencjal. Z drugiej jednak strony, kluczem do tego nieskonczonego potencjalu, do odzyskania mocy, jest wlasnie "unizenie". Czlowiek marnuje energie poprzez falszywe poczucie waznosci, ktore jest podobne do tego pseudo-Boga, ktorego czci. Gdy te falszywe poczucie tozsamosci okazuje sie calkowicie bezuzyteczne i pozbawione znaczenia, gdy jest widziane jako klamstwo i rozpada sie calkowicie, tak, ze juz nic nie przydarza sie "mnie" - wtedy zostaje nic - nie mozna nawet powiedziec, ze zostaje sie z niczym, bo to stwierdzenie zaklada, ze jest ktos i nic, podczas faktycznie jest samo nic. I wtedy wlasnie prawdziwa moc moze sie objawic. Nie ma nikogo kto moglby cokolwiek wiedziec i czegokolwiek dokonac. To jest swiadomosc absolutna, ktora chociaz jest ponad wszystkim, nawet ponad Bogiem - kreatorem Uniwersum, jest nienaruszalna przez cokolwiek, niepoznawalna wszystkoobejmujaca i sama nie do objecia - jest swiadomoscia unizenia wobec wszystkiego. Czy to nie zadziwiajace? Najwyzsza Swiadomosc nie kroluje, nie panuje nad czymkolwiek, lecz jest jest unizeniem, a bez tego nie ma zadnego prawdziwego krolestwa.

Ta oblakana i slepa istota bedaca pseudo-Bogiem czczonym przez religie, uosobienie zazdrosci wobec Pelni, stara sie to ominac, dlatego wszystko mu sie sypie i to czego chce dokonac nigdy faktycznie mu sie nie uda i dlatego czczenie go jest marnotrastwem energii. Jest skazany na smierc i nie uniknie tego i ta smierc przyjdzie ze strony istot prawdziwie unizonych.

Akataleptos - 25 Grudzień 2012, 19:14

Cytat:
Prawdziwe jest tylko to co jest zawsze i nigdy sie nie zmienia


Byc moze ktos zauwazyl, ze ostatnio zadko sie zdarza bym edytowal jakis post wielokrotnie :lol:

Kiedys wielokrotnie edytowalem posty dlatego, ze prowadzona byla ta walka zmiennoksztaltnego umyslu o przekrecanie tego co ma splywac z wymiaru wiecznego odpoczynku.

Teraz, gdy ta sztuczna konstrukcja jest w duzej mierze rozbrojona wszystko idzie bardziej gladko.

Akataleptos - 25 Grudzień 2012, 23:37

Taisha Abelar napisał/a:
Klara prosiła mnie, bym pisała na ziemi nazwisko każdej osoby, którą spotkałam w moim
życiu, a następnie zamazywała je dłońmi, gdy skończę proces oddychania związany
z oczyszczaniem relacji z ta osobą Emilito natomiast zalecił mi pisanie nazwisk osób na suchych
liściach, a następnie miałam podpalać te liście zapałką w momencie, gdy zakończyłam proces
rekapitulacji związanej z tą osobą. Oznaczało to zakończenie przypominania sobie relacji z tą
osobą i wydychania zawartej tam energii Emilito wręczył mi specjalne urządzenie, które służyło
do spalania liści. Był to niewielki, metalowy sześcian, który miał ze wszystkich stron dokładnie
wykonane, niewielkie otwory. Jedna z jego ścian została wykonana ze szkła i stanowiła coś na
kształt cienkiego okienka. Na dnie sześcianu, po przeciwnej stronie do jego pokrywki,
znajdowała się ostra szpilka. Od strony szklanego okienka była zaś zainstalowana dźwignia.
Służyła ona do rozniecania ognia wewnątrz sześcianu. Przesuwając ją można było potrzeć
zapałkę o szorstką powierzchnię w środku, na jednej ze ścian, już po zamknięciu tego pudełka
przy pomocy pokrywki.
– Aby umknąć przedwczesnego rozniecenia ognia – wyjaśnił Emilito, – powinnaś przekłuć
suchy liść szpilką i włożyć go do pudełka, tak by znajdował się w otwartej przestrzeni po środku.
Następnie zajrzyj do wnętrza przez małe, szklane okienko i używając dźwigni zapal zapałkę,
a następnie umieść ją pod liściem i pozwól, by doszczętnie spłonął.
Powiedział mi także, że kiedy będę patrzyła na ogień, który trawi kolejne liście, powinnam
asymilować jego energię przy pomocy wzroku, a unikać wdychania dymu Emilito polecił mi
włożenie popiołu uzyskanego z liści do metalowej urny, a zużyte zapałki miałam umieścić
w papierowym woreczku. Drewniany patyk każdej z zapałek reprezentował sylwetkę osoby,
której imię zostało zapisane na suchym liściu.
Kiedy urna wypełniła się, miałam ją opróżnić pozostając na szczycie drzewa poprzez
pozwolenie, by wiatr rozwiewał popioły we wszystkich kierunkach.
Emilito polecił mi też odpowiednie postępowanie ze spalonymi zapałkami. Po umieszczeniu
ich w papierowej torbie miałam ją opuścić na ziemię na oddzielnym sznurku Emilito ujmował ją
przy pomocy szczypiec i starannie unikał bezpośredniego dotykania torby, a następnie lokował ją
w specjalnym koszu, który był przeznaczony do tego celu. Zawsze zachowywał dużą ostrożność,
by nie dotknąć torby ani zapałek. Przypuszczałam, że spalał zapałki gdzieś na pobliskich
wzgórzach lub też wrzucał do strumienia, by woda ostatecznie je rozłożyła. To działanie
z zapałkami, jak mnie informował było ostatecznym aktem w procesie przerywania więzi ze
światem.

Akataleptos - 26 Grudzień 2012, 00:57

Ten tekst powinien zainteresowac tych, ktorzy graja w tetrisa na facebooku i maja uzbieranych duzo gwiazdek :P
Akataleptos - 26 Grudzień 2012, 11:52

Wokol "Imienia Boga JHWH (Tetragrammaton)" narobiono tyle samo roznych przekretow co wobec wczesniejszych zagadnien, ktore tutaj przedstawilem.

Powyzszy tekst wskazuje na to, ze to prawdziwe znaczenie tego imienia ma "troche" zwiazku z gwiazdami.

Jest tez i falszywa istota, ktora przywlaszcza sobie to co nie nalezy do niej, ktora to istota jest czczona przez najrozniejsze religie - mowi sie, ze ten oto "Bog" stworzyl gwiazdy - prawda, czy falsz? Prawda w tym sensie, ze dal on czlowiekowi umysl przez ktory postrzega swiat, a wiec kiedy patrzy sie na gwiazde jako martwy obiekt, pozbawiony zycia, swiadomosci, to jest to gwiazda stworzona przez falszywego, slepego Boga. Niezaleznie od tej zaslony narzuconej na oczy, ta sama gwiazda jest czyms zupelnie innym.

Mowi sie w srodowiskach duchowych i tym, ze czlowiek jest uwieziony w szescianie i ze ten szescian stanowi wiezienie, z ktorego nalezy sie wydostac. Jest to prawda, ale praktycznie w ogole nie mowi sie o drugiej stronie. A druga strona jest taka, ze ten szescian, gdy jest ulozony, jak kostka rubika (ktore kolory to kolory poszczegolnych czakr), jest zbawieniem czlowieka. Wiaze sie to jednak ze smiercia falszywego poczucia oddzielenia - a nikt nie chce umierac.

Dzialalnosc falszywego "Tetris Goda" polega na tym, by zycie czlowieka doprowadzic do takiego stanu, by kazdy ruch oznaczal poszatkowanie, rozdrobnienie swiadomosci na tysiace roznych wzajemnie sprzecznych ze soba osobowosci. Imie czlowieka w takim stanie odpowiada okresleniu "Legion". Gdy te tozsamosci odpadaja, umieraja, czlowiek znajduje sie w punkcie bezruchu, kostka zostaje samoistnie ulozona i skladana jest w miejscu najswietszym - Sercu Jednosci. Cialo czlowieka jest swiatynia dla Ducha.

Jesli ktos czytal Stary Testament, to tam bylo napisane, ze izraelici mieli arke przymierza, skrzynie gdzie bylo zapisane prawo Boga - te prawo to "tablica szmaragdowa" serca ktora znajdowala sie w miejscu najswietszym swiatyni. Swiatynia byla zbudowana na wzor tego, jak zbudowane sa ciala planetarne i cialo czlowieka.
Do tego miejsca najswietszego nikt nie mogl wchodzic, oprocz Arcykaplana, inaczej grozilo to smiercia. To samo tyczy sie czlowieka, najpierw musi umrzec falsz z ktorym sie utozsamia, by moc wytrzymac spojrzenie Boga - zywej gwiazdy, ktorej oczami patrzy.

Akataleptos - 26 Grudzień 2012, 12:48

Cytat:
dal on czlowiekowi umysl przez ktory postrzega swiat, a wiec kiedy patrzy sie na gwiazde jako martwy obiekt, pozbawiony zycia, swiadomosci, to jest to gwiazda stworzona przez falszywego, slepego Boga


Byl taki horror pt. "Martwica Mozgu" - to dobre okreslenie na chorobe w jakiej czlowiek sie znajduje :P

Akataleptos - 26 Grudzień 2012, 18:37

Zielen czakry serca jest tym miejscem najswietszym, jest za darmo, raz zapalona moze plonac i nie ubywa jej, zadna niezrownowazona istota, pijana falszywym poczuciem tozsamosci nie jest w stanie tam dotrzec, poniewaz jest to energia, ktora ja zabija - to jest morderca, nazywa sie "milosc bezwarunkowa" i jest ona w niezrownowazonym swiecie nielegalna. Trzeba przeciez budowac mur by wypelnic puste przestrzenie, jak to spiewali pink floydzi.

Jesli chodzi o marihuane, to moze byc najwyzej srodkiem pomocniczym, sama w sobie nie daje nic. Poza tym czesto to co jest sprzedawane napakowane jest jakimis srodkami, ktore uzalezniaja. Nic nie zastapi zieleni serca, ale jak to pisalem wczesniej - nikt nie chce umierac, a plonaca zielen serca to mistyczna smierc, zawalenie sie tego calego zamku/wiezy, ktory budowalo sie przez cale zycie. Tak dlugo, jak "lokalu ciala" nie opusci falszywe "ja" - ciagle buduje sie ten babilon, tak wiec mowienie o jego upadku przy sluchaniu rege czy paleniu ziola, gdy ciagle jest jakies "ja" i "moje", to oznaka hipokryzji. Czlowiek to mistrz samooszukiwania sie. Serce nie znosi kompromisow.

Akataleptos - 26 Grudzień 2012, 19:40

Kiedys jako dziecko czytalem apokalipse i byla gdzies mowa o gwiazdach spadajacych z nieba, troche mnie to dziwilo, bo gwiazda jest wieksza od planety, wiec jak gwiazdy moga spasc na ziemie? Niedawno mnie olsnilo, ze to strach ma wielkie oczy i strach przed stworca i jego kara, daje falszywy obraz swiata i patrzac przez wyolbrzymiony strach, wyolbrzymia sie gwiazde do rozmiarow bezsensownych. Gwiazdy spadaja z niebios na ziemie kiedy niszczona jest sztuczna struktura oddzielenia, wtedy nastepuje te odwrocenie relacji: zycie w ciele - odlegle niebo, na chodzenie po niebie i "niezlokalizowanie", ale ten koniec nie jest dostzregalny dla zadnej osoby, poniewaz chodzi wlasnie o koniec osoby, ktora zyje w zaslepieniu i ktora nie moze dostrzec konca siebie - to bylaby sprzecznosc.
Akataleptos - 27 Grudzień 2012, 12:59

Mowi sie o tym, zeby "kochac blizniego jak siebie samego", z tym, ze prawdziwa milosc - wbrew temu co sie mowi, nie jest czyms co pochodzi od jednej osoby i jest kierowane ku drugiej. Oddzielona osoba zbudowana jest na braku tzw. wspolczucia, jest stworzona po to, by budowac mury. Prawdziwa milosc jest wtedy, gdy w sercu nie ma nikogo, ani innego czlowieka, ani Boga. Nie mozna wykonac milosci, po prostu gdy konstrukcja oddzielenia zawala sie, odkrywana jest milosc, ktora juz jest - jest i nic ponad to, nie jest w jakis sposob "ukierunkowana", lecz jest ona samoistna/samotna. To jest stan naturalny.

Nie dbam o to, by kochac innych ludzi. Nie kocham w ogole innych ludzi. Wrecz przeciwnie, ta prawdziwa milosc o ktorej mowie - jest dla nich zabojcza.

Akataleptos - 27 Grudzień 2012, 15:11

Ludzie pytaja sie nawzajem: jak jest na zewnatrz? zimno czy cieplo?

Ani jedna odpowiedz ani druga nie oddaje stanu faktycznego. Stan faktyczny i oczywisty jest taki, ze pogoda jest taka jaka jest. To nie pogoda uprzykrza zycie czlowiekowi, lecz okreslanie pogody, te nadawanie stopni zimna i goraca.

Akataleptos - 27 Grudzień 2012, 19:17

Jak tak czytam tego posta, to widze, ze sie zagalopowalem z tym unizeniem, w tym stwierdzeniu:

Cytat:
To jest swiadomosc absolutna, ktora chociaz jest ponad wszystkim, nawet ponad Bogiem - kreatorem Uniwersum, jest nienaruszalna przez cokolwiek, niepoznawalna wszystkoobejmujaca i sama nie do objecia - jest swiadomoscia unizenia wobec wszystkiego. Czy to nie zadziwiajace? Najwyzsza Swiadomosc nie kroluje, nie panuje nad czymkolwiek, lecz jest jest unizeniem, a bez tego nie ma zadnego prawdziwego krolestwa.


Na swoj sposob to okreslenie jest nawet piekne, ale mimo to jest daremne.

Unizenie zaklada, ze jest "cos jeszcze" wobec czego sie uniza, jednak Absolut jest samoistnoscia/samotnoscia, w ktorej nie ma odniesienia do czegokolwiek, to nie jest ani ponad wszystkim, to nie jest unizeniem wobec wszystkiego, to po prostu jest wszystkim, jedyna wlasciwoscia tego to po prostu Bycie nieskonczone. Jest nieskonczona otwartoscia wobec wszystkiego cokolwiek tylko moze sie objawic, umozliwia przejawienie sie swiata - dlatego tez umysl moze interpretowac to jako "unizenie", ze jest to stan, ktory jest pozbawiony czegokolwiek - ciemnosc absolutna, ktora jest ciemnoscia dlatego, by plomien swiadomosci mogl zaplonac. Umysl zawsze stopniuje, chociaz stopniowanie ma sie nijak to nieskonczonosci. Nie moze pojac tego, ze cos jest jednoczesnie ponad i ponizej, mniej niz niczym i wiecej niz wszystkim, poniewaz on zawsze rozdwaja.

Akataleptos - 27 Grudzień 2012, 20:02

Fascynuje mnie smierc. Smierc to wspanialy i niedoceniany przyjaciel, ktory kocha bezwarunkowo, trudno o cos blizszego milosci niz smierc, zawsze ida ze soba w parze. Korzeniem wszystkich problemow czlowieka jest to, ze wszystko przydarza sie jemu osobiscie, dlatego smierc osobnej istoty daje nietykalnosc i nieustraszonosc przed jakimkolwiek wyzwaniem.

Ludzie czasami mowia: gdy juz umre to X (jakis problem) nie bedzie juz moja sprawa - jednak mowia to w stanie ignorancji nie wiedzac o tym reinkarnacyjnym mlynie, ktory wygeneruje kolejnego "kogos". Malo kto (o ile w ogole ktos moze) widzi to jako mozliwosc do zrealizowania za zycia, czyli smierc tej konstrukcji oddzielenia z zyciem dziejacym sie dalej.

Akataleptos - 27 Grudzień 2012, 20:21

Obecnie jestem w takim stanie, ze ta falszywa struktura oddzielenia znajduje sie w stanie "powykrecania"/rozmycia, znajdujac czasami punkt zaczepienia w postaci utozsamiania, chociaz "cos" ciagle widzi ta maskarade, tak, ze nie dopuszcza do jej rozpanoszenia sie, to jak zalozenie dzwigni, i to cos wie, ze ma calkowicie przerabane.
Akataleptos - 27 Grudzień 2012, 23:35

Wracajac do tego posta i tego to przypomniala mi sie ta opowiesc o Mojzeszu i plonacym krzewie, ktory plonac nie spalal sie. Tam dowiedzial sie, ze imie Boga to "Jestem tym czym jestem".

Duzo jest w Starym Testamencie takich opowiesci o tym, ze stanie w obecnosci Boga jest zabojcze dla osoby. Dorobiono do tego jednak cala ta osobowosc Boga-tyrana, chociaz prawdziwe znaczenie tego jest takie, ze w obecnosci Bytu, ktory jest tym czym jest, Jednosci - Jedynego Boga, oddzielenie, osobowosc - zawala sie.

To jest stwierdzenie tego samego typu co: wszystko co jest jest tym czym jest, albo: celem zycia jest zycie.

Akataleptos - 28 Grudzień 2012, 13:09

Kiedy czlowiek nazywa drzewo drzewem, to faktycznie go nie widzi, poniewaz nadawanie mu nazwy zaslepia go. Kiedy staje sie dostrzegalne czym faktycznie drzewo jest, bez narzucania mu tej folii, to drzewo okazuje sie tym czym jest. To jak z ta opowiescia o Mojzeszu, ktory widzi plonacy krzew.
To samo tyczy sie np. pogody. Pogoda nigdy sama w sobie nie jest niesprzyjajaca - zawsze jest taka jaka jest. Dopiero, gdy ma ona do czynienia ze mna i okreslam ja, wtedy powstaje wrazenie zlej lub dobrej pogody. Tak powstaje zycie w matrixie. Pogoda Nigdy nie jest w zaden sposob ukierunkowana przeciwko komus. Powtarzam sie, ale czy to nie jest szokujace, jak skrajna choroba psychiczna jest narzekanie na pogode?

Akataleptos - 28 Grudzień 2012, 13:24

A wiec kto sprawia, ze pogoda sprzyja lub nie sprzyja? Oczywiscie falszywy Bog obecny w umysle, on o tym wszystkim decyduje :D
Akataleptos - 28 Grudzień 2012, 18:52

Jest dosc frustrujaca sprawa dla niektorych to, ze Absolut, ostatecznosc, jest nie do uchwycenia i do poznania. Nie jest nawet czyms do doswiadczenia, nikt nigdy nie doswiadczyl stanu absolutnego - ktos kto tak twierdzi zwyczajnie klamie. To nie jest tak, ze cos to wszystko widzi, ze cos to wszystko wie. To w zasadzie jest calkowita niewiedza i niepoznaniem, pewien czlowiek nazywal to Ungrund - mozna to przetlumaczyc jako "bezpodstawnosc". Gdyby ktos sie spytal, na jakiej podstawie to mowie, to odpowiadam, ze to nie ma poparcia w niczym. Absolut nie wie, ze to wszystko widzi, nie "doswiadcza siebie", ani nie poznaje siebie - ten znany napis "gnothi seauton" wprowadza w blad. To nie jest nawet Obecnosc - to calkwita Nieobecnosc. Biblia mowi "poznacie prawde a prawda was wyzwoli" - ale nikt nigdy nie poznal prawdy, ani nie stal sie wyzwolony. Wszystko co jest, to Wolnosc, irracjonalna i nieokielznana, ale nikt tego nie zna.
Akataleptos - 28 Grudzień 2012, 20:06

Wiedza to ciagle dualizm, poniewaz wiedza ma swoje przeciwienstwo - wiare. Ani wiedza, ani wiara nie dotykaja Nieskonczonosci. Podobnie jak zadna prawda jej nie dotyka, poniewaz prawda ma swoje przeciwienstwo. W niepoznawalnej Nieskonczonosci nie ma niczego prawdziwego ani nieprawdziwego. Ale nic tez nie jest wzgledne - to jest raczej bezwzgledne, nie ma wzgledu na kogokolwiek. Wzgledne sa prawdy, zalezne od punktu widzenia tego kto widzi.
Akataleptos - 29 Grudzień 2012, 11:12

Ciekawe jest to, ze cale zycie przejawione jest jak gdyby "negatywem Absolutu" - tak jak Absolut jest totalnym niezroznicowaniem, niepoznaniem, cisza - tak przejawienie jest zroznicowaniem - nie ma dwoch takich samych platkow sniegu, ludzi, planet, gwiazd itd. swiat kreowany jest przez Slowo, "Logos" z ew. Jana - inne okreslenie jakie spotkalem, wolne od religijnych teologii to: mowe wiecznego dziecka, oraz jest poznawaniem, odkrywaniem nieustannym pomyslow na tworczosc bez poczatku i konca. A jednak ciagle pozostaje wlasnie tym samym, zawsze jest ta sama Pustka.
Akataleptos - 29 Grudzień 2012, 11:52

Cytat:
Gdyby tak przesledzic dzialalnosc czlowieka i spojrzec na to z wiekszej perspektywy, spojrzec na to wszystko "jasnowidzaco", to widac, ze albo cos pochodzi jako inspiracja/natchnienie ze Slonca, albo z jakiejs "ciemnej gwiazdy", gasnacego "swiatla martwicy".


Moznaby tak to ujac, chociaz to i tak nie oddaje stanu faktycznego. Przykladowo, matryca ludzkich zachowan jest Ksiezyc, ktory dazy do tego, by czlowieka trzymac w stanie "martwicy mozgu", Slonce emanuje energia, ktora dazy do rozpuszczania tej matrycy. Jednak na dzialalnosc "ciemnej gwiazdy" sklada sie nieskonczonosc, tak wiec za kazdym czynem stoi Pelnia, nie mozna ostatecznie dojsc do zadnego konkretnego sprawcy zdarzenia.
Kazda planeta w pewnym sensie jest jest "anielska" i "demoniczna" jednoczesnie.

Akataleptos - 29 Grudzień 2012, 14:36

Czy to nie fascynujace, ze ta nieskonczona roznorodnosc zycia i niepowtarzalnosc odbywa sie od "zawsze"? W cudzyslowie, poniewaz "zawsze" implikuje w jakis sposob czas, a to odbywa sie bez czasu. Podobnie jest z okresleniem "wszedzie" - Absolut nie jest "wszedzie" i nie widzi "wszystkiego" poniewaz "wszedzie" implikuje miejsce, ze cos jest tu i jeszcze tam, a to odbywa sie nigdzie, jest nieumiejscowione, a "wszystko" implikuje ilosc, podczas gdy nieskonczonosci nie ma "iles". To tak jak z tym Chuckiem Norrisem, ktory zrobil wszystkie pompki.
Akataleptos - 30 Grudzień 2012, 12:44

Cytat:
Jest dosc frustrujaca sprawa dla niektorych to, ze Absolut, ostatecznosc, jest nie do uchwycenia i do poznania.


Druga frustrujaca sprawa, ktora idzie razem z ta w parze to ta, ze nie ma czegos takiego jak kontrola, ze nie ma kogos takiego jak wykonawca czynnosci, nawet tej najdrobniejszej. Nie mozna jako odrebna istota samodzielnie kiwnac nawet palcem, podjac np. decyzje o tym, co dzisiaj zjem na obiad.

Gdy tworzy sie konstrukcja oddzielenia, poczucia bycia kontrolujaca oddzielna istota - jednoczesnie pojawia sie czas, nieskonczonosc "daje pewna ilosc czasu" na wyczerpanie sie iluzji samoistnie - nie angazuje sie w zaden sposob w to by wyprowadzic dana istote z bledu, poniewaz z punktu widzenia nieskonczonosci wszystko jest kompletne. Czas wydaje sie istniec jedynie w srodku z punktu widzenia odrebnosci. Nieskonczonosc widzi juz od poczatku powstania tego, ze "Babilon wlasnie upada" i odrebnosc sama do tego doprowadzi.

Akataleptos - 30 Grudzień 2012, 14:41

Cytat:
Cialo jest swiatynia dla Ducha


Cialo nie znosi "mnie", tej konstrukcji oddzielenia. To brzmi absurdalnie gdy sie o tym slyszy, bo w koncu to "ja" dbam o cialo, by ono dobrze sie mialo, ja kieruje nim tak, by nic mu sie nie stalo - ale jest to sposob myslenia nowotworu. To "ja" jest calkowicie niekompatybilne z cialem, z tego powodu to choruje i umiera. Nie ma "zielonego pojecia" jak sie nim poslugiwac. Zanim ten nowotwor zaczynal byc wgrywany - ludzie nie umierali. Brzmi niewyarygodnie? Ale tak bylo, kiedy przychodzil odpowiedni moment, po prostu byla ta wiedza, ze oto moje zycie tutaj nie ma dalej sensu i nastepowal akt opuszczenia ciala - ktore rownie dobrze moglo zyc dalej i dobrze sie trzymac.

Teraz czlowiek nie umiera, lecz jest zabijany poprzez energetyczne wykrwawianie sie, ktore trwa cale zycie.

Akataleptos - 30 Grudzień 2012, 15:07

Cialo najlepiej czuje sie wlasnie wtedy kiedy nie ma w nim nikogo np. podczas seksu moze sie zdarzyc ta swiadomosc braku mnie.

Zdarza sie, ze ludzie zajmujacy sie duchowoscia traktuja to zupelnie odwrotnie, czyli zamiast: cialo nie znosi mnie, to: ja nie znosze ciala :D I wtedy pojawia sie ten ascetyzm, umartwianie, masochizm religijny. Jest to bardzo wyrafinowane folgowanie sobie, swojemu falszywemu poczuciu tozsamosci.

Akataleptos - 30 Grudzień 2012, 15:26

Jeden obraz wart wiecej niz tysiace slow :lol:
Akataleptos - 30 Grudzień 2012, 21:52

Tak dlugo jak cialo ma tego fikcyjnego posiadacza, tak dlugo staje sie ono pozywka dla energetycznych wampirow/pasozytow, ta scisnieta energia udajaca oddzielenie, ktora jest ucielesniona, na zasadzie samopodobienstwa przyciaga do siebie wszelkiego rodzaju syf. Gdy posiadacz zostanie "zabity", wtedy cialo wczesniej opanowane przez "martwice mozgu" zostaje swoim wczesniejszym negatywem - czyli "cialem niebieskim". Czlowiek traci wczesniejszy balast by uprawiac sky-walking. Pasozyty traca wtedy do niego dostep, poniewaz nie ma juz w ciele energii rezonujacej z nimi, ktorej mogliby sie uczepic.

Ten caly Jezus dzwigajacy krzyz to po prostu ten balast, ktory pozostal, calkowita bezuzytecznosc. Tam nikt nikogo nie zbawil, to po prostu byl teatr bezsensu.

Pewnie sie powtarzam, ale to wywraca do gory nogami cala ta koscielna teologie.

Akataleptos - 30 Grudzień 2012, 22:26

Powyzszy post ociera sie troche o temat sakramentu "komunii swietej" :lol:

Po to tez robi sie ludzi "gwiazdami showbiznesu", wystawia sie na pokaz takie cialo, ktore ma byc pozarte przez tlumy. Ten sam schemat, za ktorym stoja koscioly. Jest to wszystko mocno odrazajace, ale gdy jest to widziane jako to czym jest - klamstwo, i gdy odpada falsz dotyczacy siebie, tak, ze nie jest juz sie dotknietym przez cokolwiek, to czy jest sie czegokolwiek obawiac?

Akataleptos - 30 Grudzień 2012, 23:25

Tak wiec w wersji koscielnej to proba obciazenia wina za morderstwo, a naprawde o to, ze gdy posiadacz ciala, ta konstrukcja oddzielenia, poprzez ktora patrzac na swiat widzi sie swiat na zewnatrz, zostaje zniszczona, wtedy ten swiat zostaje "polkniety" i nastepnie zostaje trawiony przez te "cialo niebieskie".
Akataleptos - 1 Styczeń 2013, 14:42

W internecie jakis czas temu zaobserwowalem wyskakujace reklamy tego typu, ze jest obrazek z jakas reklama i jest X do wylaczenia - ale ten X nie jest przyciskiem, ktory go wylacza, lecz jest on czescia tego obrazka, tej reklamy. Czlowiek klika na ten X chcac to wylaczyc, ale to nie dziala, tylko przenosi go na jakas strone gdzie w tle jest wgrywane zlosliwe oprogramowanie.

Podobnie jest z tymi naukami o tym, jak pozbyc sie ego :lol:

Serce gdy jest w pelni aktywne pelni role firewalla, a gdy jest on aktywny, to nie trzeba sie nim przejmowac, wykonuje swoje zadanie sam.

Akataleptos - 1 Styczeń 2013, 16:35

Gnostycy naucali, ze nad iluzja w jakiej czlowiek sie znajduje czuwaja "archoni", cos w rodzaju aniolow-strozow, ktorzy tworza swoje syntetyczne niebiosa, a wyzwolenie spod ich panowania polega na przebiciu sie przez te wszystkie "poziomy niebios". Tak naprawde to nie sa levele/wymiary ale oktawy w obrebie jednego wymiaru - ale jest to sprzedawane jako nizsze i wyzsze wymiary niebios. Sprytne i genialne w pewien sposob.

Przebicie przez te iluzje nastepuje jedynie poprzez zrzucanie balastu klamstw i sprzecznosci. Ostatecznie wszystko sprowadza sie do samo-obserwacji, uwaznosci.

Mozna to sobie wyobrazic w ten sposob, ze jest "kokon" w ktorym to znajduje sie "garstka" esencji czlowieka. Ta esencja rezonuje z "miniaturowa gwiazda" w niebiosach. W kokonie jest balast, ktory nie rezonuje z piesnia tej gwiazdy, z tym "glosem serca". gdy balast zostaje rozpuszczany, poprzez uwaznosc i samoobserwacje - gdy nie jest sie opanowywanym przez zadne zjawisko zewnetrzne, wtedy nastepuje coraz wiekszy rezonans z ta gwiazda.

W pewnym momencie czlowiek musi zderzyc sie z bardzo frustrujaca sprawa, a polega ona na tym, ze nie mozna osiagnac tego co chce sie osiagnac poprzez jakiekolwiek dzialanie, jakakolwiek duchowa praktyke, jakakolwiek asceze itd. Poniewaz w to wszystko ciagle jest zaangazowany ten ktos - dzialajacy, ktory jest czescia balastu. Musi odpasc calkowicie to klamstwo dzialajacego. Ale tego nie da sie zrobic. Nie chodzi nawet o pogodzenie sie z tym, moze to po prostu dostac to dostrzezone jako fikcja, ze byla jakakolwiek droga ktora sie przebylo.

Tak wiec wyzwolenie ostatecznie nie ma zadnego zwiazku z poszukiwaczem wolnosci. Plansza zostaje wyczyszczona zupelnie. Nikt nigdy naprawde nie poszukiwal wolnosci, nikt nigdy nie przechodzil przez zadne poziomy niebios, poniewaz ostatecznie jedynym co jest, to wlasnie wolnosc, bezgranicznosc, calkowicie niepoznawalna przez sama siebie i poza opisem.

Akataleptos - 1 Styczeń 2013, 17:01

Przeslanie, ktore zostalo streszczone w powyzszym poscie jest bardzo rzadko spotykane. Poniewaz praktycznie wszystko w duchowosci opiera sie na osiaganiu jakiegos celu przez odrebna istote. Odrebna istota ma doswiadczyc stanu oswiecenia, odrebna istota ma sie siebie pozbyc, odrebna istota ma uwierzyc w swoja wlasna moc, odrebna istota ma przechodzic stopnie wtajemniczenia, duchowa drabine - ale to wszystko to sa bzdury, historyjki. Odrebna istota nie ma jakiejkolwiek mocy do uczynienia czegokolwiek, poza reagowaniem marionetki.
Akataleptos - 1 Styczeń 2013, 17:27

Ostatecznie wiec i nie ma dualizmu. Jednak jest gra w dualizm, w ktorej to pojawiaia sie "zli goscie", ktorzy daza do zniewalania innych. Faktyczna walka z tym, te dziesiatkowanie iluzji, jest wtedy, kiedy zostaje dostrzegane to jako maskarada i wtedy ta nie dualistyczna-energia "miniaturowej gwiazdy" znajdujac swoje ujscie w srodku tej gry - zabija tych "zlych gosci". Tak wiec nie chodzi o to by "zlo dobrem zwyciezac", ale by dostrzegac klamstwo rozdwojenia jako klamstwo, a gdy jest dostrzegane jako to czym jest- wtedy jest zwyciezane.
Akataleptos - 1 Styczeń 2013, 19:24

Pewnie sie powtorze, ale chodzi wlasnie o to: filmik

To proste tak bardzo jak tylko to moze byc proste. Jest po prostu widzenie, bez kogokolwiek kto by widzial i te "zyciowe klocki", ktore wpadaja wszystkie na swoje miejsce samoistnie.
Tak jak ci, ktorzy sa rekordzistami w IT w ogole nie podejmuja zadnych decyzji odnosnie skokow, albo ci, ktorzy sa zaawansowani w ukladaniu kostki rubika, jest siedzenie, patrzenie, ukladanie i nic poza tym.

Akataleptos - 1 Styczeń 2013, 22:09

Cytat:
W pewnym momencie czlowiek musi zderzyc sie z bardzo frustrujaca sprawa, a polega ona na tym, ze nie mozna osiagnac tego co chce sie osiagnac poprzez jakiekolwiek dzialanie, jakakolwiek duchowa praktyke, jakakolwiek asceze itd


Chrzescijanscy mistycy nazywali to "ciemna noca duszy". Jest to calkowita utrata nadziei na "osiagniecie" wolnosci, na "zbawienie". Nie ma zadnego ratunku od kogokolwiek, nie ma Boga, ktory by pomogl "wniebowstapic". Jest tez takie powiedzenie, ze najciemniej jest zawsze przed switem.

Gdy nie ma "mnie" i gdy nie ma nawet Boga, to jest "milosc bezwarunkowa", samo(is)tna, niedotykalna i niepoznawalna.

To jest zawarte w tym opowiadaniu o Jezusie. Jest w tym opowiadaniu cos wiecej, jest w tym przemilczana prawda o oddaniu Gaji/Ziemi klamliwym, ciemnym energiom, by zostala przez nie gwalcona, ponizana i przedstawiano klamstwo o niej, by zrobiono z niej "prostytutke". Ale prawda o tym zostanie odslonieta, wszystko zostanie zdemaskowane i klamstwo skazane bezlitosnie na smierc. To bedzie rzez ze strony "glosu serca", nie ma na to sily ktora by to powstrzymala, to tak jakby probowac zatrzymac tsunami.

Akataleptos - 2 Styczeń 2013, 12:36

Pisalem o zieleni serca jako "miejscu najswietszym", ale oczywiscie nie chodzi o to, ze milosc jest tam i dopoki jest nieotwarta, to jej nie ma, lecz o to, ze manifestuje sie jako wszystko dokola, ludzie, kamienie, drzewa, oddech, siedzenie na fotelu - ale z powodu tego zaslepienia, ze wszystko to sie dzieje przydarza sie "mnie", to jest niedostrzegalne. Gdy staje sie jasne, ze to wszystko dzieje sie nikomu, otwarcie zieleni jest tylko tego objawem.

Pisze tutaj o "milosci bezwarunkowej", gdzies uslyszalem, ze milosc bezwarunkowa to nie jest cos takiego w rozowej chmurce, co patrzy z gory na wszystko i wybacza ludziom wojny. Bezwarunkowa milosc jest wojna, jest terrorem. To jest niemozliwe - juz nawet nie trudne, do przelkniecie dla udawanego oddzielenia.

Akataleptos - 2 Styczeń 2013, 14:29

Mowi sie, ze milosc jest slepa, ale to bzdura. Milosc nie jest slepa, jest widzeniem ale nie widzi oddzielnych jednostek, ktore sa slepe i nie ma dla nich zadnych wzgledow. Dlatego dla niej "wszystko jedno".
Akataleptos - 2 Styczeń 2013, 16:39

Inna frustrujaca sprawa dla udawanego oddzielenia jest to, ze to wszystko co sie dzieje nie ma zadnego celu, ani kierunku, ani znaczenia, ze "wszystko jedno". Wszystko wokol jest tylko tym co sie dzieje i nic ponad to. Pijaczek, ktory gdzies tam zamarza w parku nie zamarza po to, by w nastepnym wcieleniu nauczyc sie jak byc abstynentem - tak powiedzialby ktos duchowo rozwiniety, ale ten pijaczek jest kompletny sam w sobie. Jak wielka arogancja trzeba sie wykazac, by dopowiadac do tego takie historyjki? Milosc w rozowej chmurce spogladajaca na wszystko z gory i dajaca komus szanse, ktora obdarza szansa na poprawe. Czy to nie jest jakies mdle? Zbiera mnie na rzyganie jak cos takiego slysze.
Nie chodzi o to, by ignorowac cierpienie, by nie nakarmic glodnego, bo gdy nie mam zadnego celu i nie musze dazyc do tego by moje zycie bylo kompletne, to pomoc jest czyms co wylania sie z nikad i bez przyczyny. Dlaczego by nie? Ale to nie jest pomoc "komus" - po prostu trudno to inaczej okreslic.

Wszystkie te teorie, ktora maja przedstawic pewna wizje na temat sensu zycia, maja przyslonic prosty fakt kompletnosci i samoistnosci/samotnosci wszystkiego.

Akataleptos - 2 Styczeń 2013, 17:15

Wracajac do tego posta

Od 2:08 :P

Akataleptos - 2 Styczeń 2013, 23:07

Cytat:
Tak wiec wyzwolenie ostatecznie nie ma zadnego zwiazku z poszukiwaczem wolnosci.


Cytat:
Gdy nie ma "mnie" i gdy nie ma nawet Boga, to jest "milosc bezwarunkowa", samo(is)tna, niedotykalna i niepoznawalna.


Udawane oddzielenie wlasciwie najbardziej czego potrzebuje to milosc, jednak milosc, ktora znajduje sluzy zapelnieniu zyciowej dziury/pustki, okazuje sie niewystarczajaca i rozklada sie. To milosc, ktora sie zdobywa, ktora wymaga wysilku.

Dosc wstrzasajace jest to, ze udawane oddzielenie nie ma zadnego powiazania z prawdziwa miloscia, niezaleznie od tego co w swoim mniemaniu robi i jaki teatr urzadzi, nigdy ze soba sie nie stykaja, poniewaz ta ktora jest i ktora sie nie rozpada - zabija te poczucie oddzielenia, tak, ze nie moze tej milosci zdobyc.
Tyle sie mowi o milosci, spiewa sie piosenki o nieszczesliwej i niespelnionej milosci - ale to nie ma zadnego zwiazku z tym czym to jest. Nie ma czegos takiego jak "nieszczesliwa milosc" - to jest tylko nieszczesliwa historia, a nie nie nieszczesliwa milosc.

Ostatecznie tylko ta niepoznawalna, niedotykalna i niewidzialna milosc jest tym, co jest zawsze i co nigdy nie podlega zmianom. To nie jest cos do doswiadczenia, tylko w tym wszystkie doswiadczenia sie manifestuja. Nie ma potrzeby by sie o to troszczyc, wysilac sie albo probowac wzbudzic to w sobie, to jest niewykonalne, bo to juz jest, poza czasem i przestrzenia, wyobrazeniami i odczuciami.

Gdziekolwiek tylko ktos pojdzie, to zawsze nadaje wiadomosc "hej, juz tu jestem", poprzez zmysly, poprzez to co sie dzieje, poprzez bicie serca, poprzez oddech, ale to kompletnie nie rezonuje ze "mna" jako udawanym oddzieleniem - ono nie moze tego uslyszec ani dostrzec.

Akataleptos - 3 Styczeń 2013, 12:50

Cytat:
Ostatecznie tylko ta niepoznawalna, niedotykalna i niewidzialna milosc jest tym, co jest zawsze i co nigdy nie podlega zmianom. To nie jest cos do doswiadczenia, tylko w tym wszystkie doswiadczenia sie manifestuja.


To wielki powod do frustracji dla udawanego oddzielenia :lol: Wszystko co jest znane - to doswiadczenie, praktycznie we wszystkim co jest mowione o rozwoju duchowym rozchodzi sie o to, by miec jakies lepsze doswiadczenie, by doswiadczenia byly "lepsze". Ale to jest poza doswiadczeniami i jakosciami, nie mozna tego doswiadczyc by to poznac. W tym jednak kazde doswiadczenie jest manifestowane.

W tej grze w dualizm w kosmosie porozstawiane sa rozne "milosne zmylki". Sa istoty, ktore przyciagaja swoja "miloscia bezwarunkowa" ku spelnieniu i nieustajacej blogosci - tymczasem faktycznie jest to jakas kosmiczna pajecza szkarada, kryjaca sie za maska piekna i wspanialosci, ktora doslownie pozera i karmi sie zahipnotyzowanymi istotami doprowadzajac do "pustki" swojego brzucha :P

Blad tkwi w tym, ze spelnienia i wolnosci szuka sie w czyms co mozna dotknac, w czyms niesamowicie nudnym i mdlym co nazywane jest np. nieustajaca blogoscia.
Jednak nieskonczonosc jest niepoznawalna. Nikt nigdy tego nie poznal. Nie poznal tego ani Budda ani Jezus, to nie jest tak, ze jednym jest latwiej a innym trudniej - dla kogokolwiek jest to tak samo niewykonalne, poniewaz to nie ma do czynienia z jakimkolwiek udawanym oddzieleniem i nigdy, przenigdy sie z nim nie styka.

Akataleptos - 4 Styczeń 2013, 12:45

Jestem magiem, ktory budzi sie z uspienia, lezy w lozku i najchetniej to by dalej spal i walczy o to, by powieki mu sie nie przymknely. Nikt nie nie chce przebudzenia, kazdy kto tak mowi mowi to jako postac we snie. To co tutaj pisze w tym temacie pochodzi od "glosu serca" i jest jak przeblysk, ktory znajduje swoje ujscie dzieki temu, ze pewna czesc wyszla z uspienia i nastepuje rezonans z tym prawdziwym "rdzeniem" czlowieka.
Akataleptos - 4 Styczeń 2013, 13:45

Najlepszym wyznacznikiem tego, czy ktos zostal wybudzony czy dalej spi jest zagadnienie wolnej woli, wolnosci wyboru, w tym sensie, ze jestem oddzielna istota, ktora poprzez podejmowanie okreslonych decyzji przejscia z punktu A do punktu B moge sprawiac, ze zycie, ktorym kieruje, bedzie sie jakos lepiej dzialo dzieki moim decyzjom.

Jesli twierdzi, ze moze, to spi i nie ma pojecia o czym mowi. Tego po prostu nie ma. Oddzielenie jedyne co robi, to po prostu reaguje na zjawiska z zewnatrz na ktore nie ma wplywu i wszystko sobie tylko dopowiada do tego co sie dzieje. To sie nazywa mechanicznosc. Komputer tez na podstawie dostepnych danych moze podejmowac okreslone decyzje, programy komputerowe ucza sie na wlasnych bledach - ale czy to jest wolna wola? Nie, poniewaz nie moga wyjsc poza siebie i uniezaleznic sie od samych siebie.

Ludzie mowia "Bog dal nam wolna wole" - dal ludziom swoj umysl, ktory wpedza ich w mechanizm.

Ale tego nikt nie chce wiedziec, poniewaz jest to nieprzyjemne i wstrzasajace.

Jak bardzo oczywiste i wyzwalajace jest to, gdy jest to widziane.

Akataleptos - 4 Styczeń 2013, 14:09

Wolna Wola naprawde oznacza po prostu Wolnosc w przejawieniu sie Jednosci - nie chodzi tu o jakies kierowanie, kontrolowanie i decydowanie - wolnosc jest calkowicie spontaniczna, nieukierunkowana i nieprzewidywalna. Nie ma takiej mozliwosci, by Jednosc nie byla Jednoscia, gdy pojawia sie ta gra w udawane oddzielenie, pojawia sie sen o dokonywanych wyborach w stanie pozornego oddzielenia.
Akataleptos - 4 Styczeń 2013, 17:10

Dobry i znany obrazek :D

Aleister Crowley napisał/a:
MAGIJA jest Nauką i Sztuką powodowania mającej nastąpić Zmiany zgodnej z Wolą człowieka


Ten czlowiek znany jako wielki "mag" nigdy nie namowil Nieskonczonosci by zrobila cos zgodnie z jego wola. Wszystko to bylo dokonane we snie, w stanie zaslepienia.

Mowiac o Woli, Wolnosci, chodzi mi o stan jak z dziecinstwa. Ten pan mial po prostu ciezkie dziecinstwo, za sprawa clowna pedofila /archona pseudo-Horusa.

Archonski sposob kontroli polega na dwulicowosci, tak jak Ksiezyc ma dwa oblicza. Jedno oblicze traumatyzuje czlowieka, a drugie daje mu pozorna wolnosc od wczesniejszych nalozonych ograniczen. Uwazam, ze tak bylo z Crowleyem, ktorego pseudo-Horus - istota w zasadzie martwa, cos w rodzaju gasnacego, umierajacego, syntetycznego swiatla - najpierw zrobila mu pieklo w dziecinstwie, a pozniej mial stac sie za sprawa tej samej istoty wielkim magiem.

Akataleptos - 4 Styczeń 2013, 20:59

Dla mnie magia to cos energetycznego wokol, elektrycznego, co sprawia, ze wlosy staja deba, cos poza slowami i zrozumieniem, co sie dzieje a nikt nie wie jak. To jest magia, ze wszystko wokol jest wlasciwie pozornie dziejacym sie Niczym. Slowa tez sa energetyczne, jednak sposob w jaki czlowiek sie komunikuje zostal narzucony czlowiekowi by ten podtrzymywal pewne iluzje i by pod panowaniem tych slow nakrecal swoja historie i wykrwawial sie w niej, by tonal w morzu niepewnosci co do tego kim jest, probujac to opisywac. W ew. Jana jest napisane, ze swiat nie pomiescilby ksiag gdyby spisac wszystko co pewien Mag uczynil - wszystko na temat magii jest napisane w "szmaragdowej tablicy" ale nie chodzi tu i ten znany tekst, lecz o zielen serca, ktora gdy zostaje odslonieta w pelni, to "pochlania" swiat wokol, tak, ze czlowiek do tej pory "skurczony" staje sie "cialem niebieskim" - zgodnie z zasada "to co na gorze jest takie jak to co jest na dole". To nie jest jakies prawo do filozoficznego analizowania, to cos bardzo praktycznego.
Akataleptos - 5 Styczeń 2013, 12:00

Cytat:
Ten pan mial po prostu ciezkie dziecinstwo, za sprawa clowna pedofila /archona pseudo-Horusa.


Ilustracja :lol:

Jakies skojarzenia?

Filmik - fragment od 1:35

Filmik - fragment od 1:50

Z kolei Baal uwolniony z trupiego ciala wygladal jak pajak - znow sprowadza sie do tego.

Akataleptos - 6 Styczeń 2013, 16:58

W diablo 2 pajeczy Baal chcial zdobyc gore "Arreat", nazwa podobna do "Ararat" wedlug biblii jest to gora gdzie osiadla arka Noego - Neo. Taka mala ciekawostka :P
Akataleptos - 6 Styczeń 2013, 19:19

Cytat:
Jest w ludzkim ciele pewien plyn, "olej ducha swietego", mozna tak to nazwac, ktory przebywszy pewna droge, rozlewa sie, niszczac tym samym sztuczna strukture oddzielenia. Dzieje sie to dzieki uwaznosci, kiedy nie jest sie opanowywanym przez zadne zjawisko zewnetrzne, mysli i uczucia, samo-obserwacji - tego nie robi zadna osoba, ona wiec nie przebywa zadnej drogi.


Skojarzenie: sok z gumi-jagod :P Gdy jednak pozostaje te utozsamienie sie, wtedy rozwija sie syndrom oswieconego ego i wtedy ten sok zostaje wykradziony przez "ksiecia Iktorna".

Akataleptos - 7 Styczeń 2013, 12:23

Czy moze byc wieksza wolnosc niz totalna anarchia i w tej anarchii absolutna niepoznawalnosc siebie, niedotykalnosc i samoistnosc/samotnosc?

Anarchia pozbawiona falszu egoizmu nie jest niszczycielska, lecz tworcza. Podobnie jak asymetria. Jest niszczycielska dla sztywnych klamliwych schematow. Nie chodzi o jakas dzicz, o agresje. Taka tworcza anarchia nie moze zostac zmanifestowana tak dlugo jak jest jakies "ja", "mnie" i "moje" - moje prawa przykladowo, albo moje potrzeby poprzez ktore dazy sie do ograniczenia innych istot. Ta cala "piramida potrzeb" musi byc najpierw zrownana z ziemia. Ale czlowiek nawet nie zdaje sobie sprawy jak mocno ta konstrukcja oddzielenia i falszywego "mnie" siega. To nie jest tylko jakas mysl, ludzie mowia "oddzielenie to tylko idea" - ale oddzielenie jest czyms co mozna poczuc w calym ciele, to jest cala budowla w sklad ktorej wchodza m.in mysli. Jednak calosc jest energetyczna, jest jak scisnieta i zwarta energia, ulokowana w ciele. Tego sie nie czuje tak samo jak noszac caly dzien ciezki plecak, przyzwyczaja sie do tego, a gdy sie go sciaga, to czuc kolosalna roznice. Gdy te budowla sie zawala, to nie pozostaje zadna kontrola i zadna wiedza, jest tylko samo-istne i samo-organizujace sie bycie niepotrzebujace celu i znaczenia. Kwiat, ktory sobie rosnie nie potrzebuje cos znaczyc i nie potrzebuje "aspiracji" zeby byc kwiatem, a Slonce i Ziemia zapewnia mu wszystko.

Akataleptos - 7 Styczeń 2013, 12:39

Cytat:
clown-pedofil /archon pseudo-Horus


Ilustracja

Akataleptos - 7 Styczeń 2013, 15:03

Cytat:
To nie jest tylko jakas mysl, ludzie mowia "oddzielenie to tylko idea" - ale oddzielenie jest czyms co mozna poczuc w calym ciele, to jest cala budowla w sklad ktorej wchodza m.in mysli. Jednak calosc jest energetyczna, jest jak scisnieta i zwarta energia, ulokowana w ciele.


Stad bierze sie tez slowo "wcielenie", w sensie reinkarnowania oraz "wcielania sie w role" w sensie aktorstwa. Poniewaz udawane oddzielenie, ktore jest ucielesnione, jest jak projekcja filmowa odgrywana w stanie hipnozy, ta hipnoza jest bardzo potezna dla tego wcielenia.

Przechodzenie poprzez setki kolejnych wcielen wcale nie przybliza do wyzwolenia, poniewaz to kim sie naprawde jest jest calkowicie nieucielesnione. Prosta sprawa. Wszystko odbywa sie na zasadzie samopodobienstwa, czyli "jestem tym czym jestem", "jam jest, ktory jest".

Akataleptos - 7 Styczeń 2013, 15:51

Lubie wyszukiwac prawdziwe znaczenie danego slowa np. samodzielnosc, "samodzielne myslenie", a moze samo-dziejne? Gdy czlowiek z poziomu swojego udawanego oddzielenia (samo-dzielenia) chce kontrolowac swoje mysli, to zaslepienie sprawia, ze wydaje mu sie, ze on je tworzy, tymczasem tak naprawde nie ma swoich pogladow, wszystkie poglady kradnie z otoczenia bedac czescie umyslu zbiorowego. Przyciaga smieci jak jakis kontener. Gdy udawane oddzielenie i pozorne kontroloranie sie zawala, nastepuje odloczenie od tego kolektywu i wlacza sie tryb "samo-dziejnosci", gdzie wszystkie zyciowe klocki tetrisa, czy ukladanka kostki rubika wchodza na swoje miejsce spontanicznie i bezwysilkowo.
Akataleptos - 7 Styczeń 2013, 16:44

Cytat:
Gdy nie ma "mnie" i gdy nie ma nawet Boga, to jest "milosc bezwarunkowa", samo(is)tna, niedotykalna i niepoznawalna.


Ta milosc zawiera w sobie "mozliwosc nieskonczona" - zwana tez "wszechmoca". Nic nie jest w stanie zdobyc tej wszechmocy i nikt jej nie ma, ale ona jest, samo-istna/samotna. Wszechmoc wylania sie bez przyczyny i nie ma zadnego "poruszyciela", ktory by ja w jakis sposob uksztaltowywal.

Gra w ograniczenia bierze sie wtedy, kiedy pojawia sie "ktos kto widzi wszystko" i kto bierze sie za "wyksztalcenie".

Akataleptos - 8 Styczeń 2013, 17:19

Stan zaslepienia: I don't see anything
Widzenie: I see nothing :D

Akataleptos - 8 Styczeń 2013, 17:38

Jedno i drugie tlumaczy sie tak samo, podobnie jak: I don't have anything i I have nothing, tlumaczy sie tak samo na "nie mam nic". Poza tym I have brzmi jak "jahweh", czyli jahweh no-thing, nie-rzecz, jahwe nieucielesnione i niewidzialne.
Akataleptos - 8 Styczeń 2013, 19:58

Richard Sylvester napisał/a:
This is a dream but I am not having the dream. I am a dreamed character within the dream. This is why it is not me who wakes up.

Akataleptos - 10 Styczeń 2013, 16:42

Cytat:
Absolut nie jest "wszedzie" i nie widzi "wszystkiego" poniewaz "wszedzie" implikuje miejsce, ze cos jest tu i jeszcze tam, a to odbywa sie nigdzie, jest nieumiejscowione, a "wszystko" implikuje ilosc, podczas gdy nieskonczonosci nie ma "iles". To tak jak z tym Chuckiem Norrisem, ktory zrobil wszystkie pompki.


Filmik :D

"Only human" :P

Akataleptos - 10 Styczeń 2013, 20:18

Wracajac do tego posta:

To kim sie naprawde jest poza tym calym teatrem jest nieskonczona PRZYTOMNOSCIA nietknieta przez zadna hipnoze, niepodzielna i wszechobejmujaca, nieograniczona i niematerialna, nieuchwytna przez zadne udawane oddzielenie i czego nie mozna porownac do zadnego doswiadczenia jakie udawane oddzielenie moze osiagnac i doswiadczyc.

Ludzka swiadomosc jest czyms skurczonym i "wyzewnetrznionym" - narazonym na ataki z zewnatrz i zyjaca w strachu. Jest zalosna imitacja tego czym sie jest poza tym.

Najwazniejsza sprawa jest to, ze wszystko wokol jest energetyczne. Sposob w jaki czlowiek sie komunikuje ma za zadanie podtrzymywac pewne zludne przekonania na temat siebie, maja podtrzymywac projekcje oddzielnej istoty z wolnoscia wyboru przejscia z punktu A do punktu B, co jest fikcja.

Kiedy mowi sie "jestes nieskonczony, nie utozsamiaj sie z czyms czym nie jestes, ocknij sie" - to sposob w jaki to zdanie jest skonstruowane sugeruje, ze to jest cos, co moze dokonac udawane oddzielenie. Ono slyszy takie zdanie i jest przez nie karmione i napedza sie ta probe uchwycenia czegos co jest poza jego zasiegiem. W wyzwoleniu chodzi jednak o cos energetycznego, czego to poczucie oddzielenia nie moze odczuc i doswiadczyc.

Dlatego wszystko rozchodzi sie o to jaka energia stoi za tym kto cos takiego mowi, slowa same w sobie nie sa wazne. O wiele prawdziwszym stwierdzeniem jest wiec powiedzenie, "jestes nieobecnoscia", "jestes brakiem doswiadczenia", "nie mozesz poznac prawdy" - poniewaz ta prawdziwa Obecnosc, jest wlasnie nieobecnoscia udawanego oddzielenia, ktore to zdanie slyszy ;)

Akataleptos - 10 Styczeń 2013, 20:59

Jest w tym cos zabawnego poniewaz czlowiek jest podpiety do czegos co zabiera mu energie i kiedy mowi sie do tej udawanej tozsamosci "nie mozesz tego osiagnac" to te stwierdzenie "idzie po kablu" do gory i "archont" to slyszy i go to wkurza



Akataleptos - 10 Styczeń 2013, 21:41

To tez wyjasnia czym jest ta historia z "wieza babel" gdzie nastapilo pomieszanie jezykow. W tarocie na jednej z kart jest wlasne wieza babel "razona swiadomoscia", czysta i nieprzefiltrowana, nie-dualistyczna z "oka slonca".
To porazenie piorunem dziesiatkuje falszywe poczucie tozsamosci i chwytajacy umysl. To jest to, co zniszczy wszelkie korporacje i religijne instytucje na czele z korporacja/corps - zwlokami zwanymi Kosciolem Katolickim, najbardziej zbrodnicza organizacja na swiecie. Bog nie osadzi swiata, to po prostu PRZYTOMNOSC wzejdzie i pokaze swiat taki jakim jest, a plugawe energie, przetransformowane, beda stanowic za pokarm dla dzieci slonca.


Akataleptos - 12 Styczeń 2013, 20:51

Ciekawe, ze "myslenie po swojemu" lub tzw. "postawienie na swoim", jest uwazane za cos, co jest miara sily, podczas gdy z tego co ja widze, na pewnym etapie wylogowywania sie z matrixa czlowiek nie ma przemyslen tzn. przemyslenia sa, ale one sa niczyje i sa bez znaczenia oraz nie ma opinii na zaden temat. Ludzie, ktorzy osiagneli w jakiejs dziedzinie mistrzostwo np. jakiejs dziedzinie sportu, zwlaszcza sztukach walki, dokonuja wszystkiego automatycznie po prostu obserwujac to co sie dzieje. Albo z grami jak np. ukladanie kostki rubika. Palce przebieraja, wybieraja uklad taki jaki ma byc, ale nie ma w tym zadnej osoby, ktora by tym kierowala, jest zwyczajnie widziana samo-istnosc tego. W takim wlasnie "transie uwaznosci" takie sprawy jak np. jednostka z wolna wola woboru, mozliwosci wplywania na zdarzenia by jakos lepiej sie dzialy, okazuja sie sprytnie skonstruowana sztuczka.

Jest w tym cos absurdalnie smiesznego, bo dla jednostki niemozliwe jest przelkniecie tego ze nie musi istniec zaden Pawel Borcz, ktory bylby potrzebny do pisania tego tekstu, ale to tak jakby niedowierzac, ze nikt nie musi rosnac drzewem, lecz drzewo po prostu sobie rosnie. Wiadomo, ze tekst jest w jakis sposob zabarwiony charakterem Pawla Borcza, to sa cechy ktore sa w jakis sposob ujarzmione przez ta zwykla uwaznosc, ale nie ma czegos takiego jak oddzielona istota Pawel Borcz, ktory to pisze

Akataleptos - 12 Styczeń 2013, 21:27

Harold jako postac w grze niczego nie widzi, bo ma zaciagnieta czapke na oczy. Tym kto widzi jest Widzacy Gracz, ktory kieruje Haroldem bedac w stanie uwaznosci. Postac jest skonstruowana tak, ze gdy jest wprawiana w ruch, powstaje dla niej wrazenie, ze dokonuje ona wyborow, tymczasem Gracz gra automatycznie, nie zastanawia sie i nie podejmuje wyborow, zwyczajnie sobie gra. Harold wypracowuje sobie jakis cel na koncu wiezy, nie moze dostrzec, ze gra jest skonstruowana w ten sposob, ze ta postac nigdzie nie dociera i koniec gry jest jej koncem.

Podobnie i w zyciu, czlowiek zostal wcisniety w cos w rodzaju kostki rubika centrow energetycznych, czy w "piramidzie potrzeb". Kostka jest ukladana przez Widza, gdy jednak zmienia sie polozenie poszczegolnych kostek, powstaje dla nich wrazenie, ze one przesuwaja sie moca swoich decyzji, chociaz nie maja mocy, lecz reaguja tylko na zachowanie pozostalych kostek.

Wyzwolenie polega na rozpadnieciu sie tego poczucia bycia oddzielna kostka i poprzez rozpadniecie sie tego poczucia, ktore jest czyms energetycznym i ulokowanym w kazdej komorce ciala, zostaje odsloniete Widzenie, ktore nie jest widziane przez ta jednostke.

Akataleptos - 12 Styczeń 2013, 22:42

Najsmieszniejszy i najstraszniejszy zarazem cyrk polega na tym, ze w tej grze sa postacie, ktore bedac postaciami uwazaja sie za "Obserwatorow" spoza gry, ktory pociagaja za sznurki tej gry. Tymczasem ani niczego nie widza, ani niczego nie kontroluja, uwazaja ze pchaja, a to ich sie pcha. Mozna to tak okreslic, ze jest to umysl "jednosci kolektywnej", o budowie piramidalnej, do ktorej czlowiek jest podlaczony, w ktorej ktos na szczycie moze miec poczucie decydowania o losach czlowieka. To poczucie kontroli istnieje tylko w obrebie tego umyslu i jest zaburzeniem widzenia. Widzenie zrownowazone ukazuje natomiast, ze calosc tego oprogramowania jest pelna sprzecznosci, dziur.


Akataleptos - 12 Styczeń 2013, 22:57

Jak sie slyszy cos takiego to przychodzi na mysl: w takim razie jestem niewolnikiem jakiegos Widza. Tymczasem nie ma zadnego niewolnika, poniewaz samemu jest sie ty Widzem nieograniczonym przez gre. Cale te poczucie, ze jest sie osoba wolna lub niewolna jest tak samo udawana.

Apostol Pawel napisał/a:
Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie. (29) A jeśli jesteście Chrystusowi, tedy jesteście potomkami Abrahama, dziedzicami według obietnicy.(4) 01 A mówię: Dopóki dziedzic jest dziecięciem, niczym się nie różni od niewolnika, chociaż jest panem wszystkiego, (2) ale jest pod nadzorem opiekunów i rządców aż do czasu wyznaczonego przez ojca. (3) Podobnie i my, gdy byliśmy dziećmi, byliśmy poddani w niewolę żywiołów tego świata;

Akataleptos - 13 Styczeń 2013, 20:57

Wsrod "heretyckich" tekstow z biblioteki z nag hammadi znalazlem taki cytat:

Cytat:
Panie, chcę zobaczyć miejsce życia [miejsca], w którym
nie ma zła, lecz jest [światłość] czysta”.
(28) Pan (10) rzekł: „Bracie, Mateuszu, nie będziesz mógł go zobaczyć, jak
długo nosisz ciało


Na pierwszy rzut oka wyglada ten fragment mocno ascetycznie, chociaz niedawno uderzylo mnie to, ze tu nie chodzi o to, ze cialo jest nieczyste, lecz noszenie ciala przez te udawane oddzielenie, ktore gniezdzi sie w ciele, ktore nie dopuszcza do tego, by ta swiatlosc nie przepelnila ciala. A to jest zmiana o 180 stopni.

Akataleptos - 13 Styczeń 2013, 21:27

Cialo ludzkie moze sluzyc albo jako za baterie, gdy zjawiska z zewnatrz znajduja swoj punkt zaczepienia w poczuciu oddzielenia w ciele, kiedy to sie wykrwawia, albo za kondensator, kiedy to krew zostaje przesycona moca. Konstrukcja oddzielenia musi umrzec - wtedy cialo znajduje sie w stanie "laski uswiecajacej" i moze przyjac ogien Ducha.
Akataleptos - 14 Styczeń 2013, 14:11

Cytat:
Jak sie slyszy cos takiego to przychodzi na mysl: w takim razie jestem niewolnikiem jakiegos Widza. Tymczasem nie ma zadnego niewolnika, poniewaz samemu jest sie ty Widzem nieograniczonym przez gre. Cale te poczucie, ze jest sie osoba wolna lub niewolna jest tak samo udawana.


Albo tez inaczej mowiac: nie mozna odnalesc tego kim sie jest, poniewaz juz sie tym jest. Harold skaczac w wiezy moze myslec sobie o tym, ze zmierza ku szczytowi by poznac Widza, by odnalesc siebie na gorze, tymczasem Widz jest poza wszelkim doswiadczeniem jakie moze osiagnac Harold, nie ma zadnego zwiazku z jego przekonaniami i wysilkami. To nie moze zostac odkryte tak dlugo jak ta postac wydaje sie czegos dokonywac, musi oberwac w czolo i zostac zniszczona.

Karl Renz - Poza

Akataleptos - 14 Styczeń 2013, 20:28

Tak wiec z jednej strony jest to cos niesamowicie frustrujacego dla tej wysnionej postaci, ale tez wielce wyzwalajace, gdy zostaje rozpoznana jako postac udawana, poniewaz to kim sie jest jest nieporownywalnie wieksze niz to co ta postac w ogole oczekuje, ze znajdzie.

Trudno jest znalesc jakies przeslanie, ktore nie hipnotyzuje, ale znalazlem m.in cos takiego.

Ta historia o tym wypadku, ze nasapilo odciecie w ktorym nic nie przydarzalo sie jej osobiscie i widzenie tej przezroczystosci ludzi i ogolnie swiata jest porownywalna do tej historii o Jezusie, kiedy to zolnierze przychodza po niego i "mlodzieniec w przescieradle" umyka tym zolnierzom i calemu temu zamieszaniu i widzi jego przezroczystosc/bezgrzesznosc. To nie jest napisane wprost w ewangeliach, bo mocno skupiaja sie na przedstawieniu, ale mozna to odnalesc gdzies "miedzy wierszami".

Akataleptos - 16 Styczeń 2013, 13:39

Cytat:
Znajoma: Miałam szczęście być dzisiaj na seansie uzdrawiających dźwięków gongów i mis tybetańskich, didgeridoo oraz rytuału agnihotry. Nie był to mój pierwszy raz, byłam już kilka razy, za każdym razem dzieje się coś niesamowitego. Jak zwykle poprosiłam moje Wyższe Ja o wybranie właściwej osoby duchowej do opieki i prowadzenia podczas sesji. Na początku wszystko normalnie, relaks w cudownych dźwiękach i nagle słyszę słowo... Szmaragdowe... podnoszę głowę, rozglądam się po sali, ale wszyscy leżą... prowadzący przy gongach robi swoje. Położyłam się znów zanurzyłam się w dźwięki... i nagle znów słyszę to słowo... Szmaragdowe... ale wypowiedziane jakby ze zniecierpliwieniem. Od tamtej pory nie mogłam już sie zrelaksować, leżałam patrząc się w sufit...

Ja: a to kobiecy glos byl czy meski?

Znajoma: męski, taki podobny do głosu aktora Franciszka Pieczki, głos starszego człowieka

Ja: jesli slyszysz slowo "szmaragdowe" podczas lezenia przy dzwieku gongow .. to wiedz, ze cos sie dzieje :P

Inna znajoma: Hermes do Ciebie przemówił

Kolega: Niezła opcja z tym głosem. X ma rację, to Tęczowy do Ciebie przemówił. Tylko czego chce?

Ja: Link

Znajoma: To ten głos! on ma tęczę na za plecami! może po prostu czas się OBUDZIĆ :D :D :D

Ja: no i przemowil jak lezalas .. jak do ofiary spiaczki :P

Znajoma: aż musiałam wstać i obejść pokój :D


:lol:

Akataleptos - 20 Styczeń 2013, 12:38

Richard Sylvester napisał/a:
Q. Is there no morality?

A. No.

Q. Then there’s anarchy and I can murder somebody.

A. This is what a person says. “If there’s no morality, I can do whatever I like.” But that is not what I am saying. I am saying that there is no morality because there is no person who can choose to do anything. Therefore you can’t do what you like.

I’m not saying “You can make choices, but there’s no morality so it doesn’t matter what choices you make.” I’m saying phenomena arise, and it may be noticed that no one is causing them, no one is choosing them.

Akataleptos - 21 Styczeń 2013, 12:40

Cytat:
ja:przypomnialy mi sie te historie o tym, ze muzyka rockowa puszczona wspak zawiera diabelskie przeslanie to fajne stwierdzenie, ale prawdziwszym stwierdzeniem byloby to, ze cywilizacja tworzona przez czlowieka w stanie tej infekcji umyslowej, jest swiatem prawdziwym, ktory jest puszczony wspak i jest przeslaniem od diabla, widok gwiazd jako pozbawionych swiadomosci obiektow to gwiazdy puszczone wspak, odwrocone jak sweter przewrocony na lewa strone ma te wszystkie metki na wierzchu i to wiesniactwo chodzic w ten sposob

znajomy: Philip K. Dick pisał o poruszaniu się wstecz w czasie. Że opanowali to różni mistycy, np. Apostoł Paweł albo Apoloniusz z Tiany. Ale nie wiem jeszcze co dokładnie miało to znaczyć wg niego.

ja: utwor. mowi sie tez, ze "prawo nie dziala wstecz", jesli swiat jest pod wplywem falszywego boga przepisow prawnych, a swiat prawdziwy jest odwrocony, to jego zarzuty mozna o dupe rozbic ;p

Akataleptos - 21 Styczeń 2013, 16:30

I mamy boga, ktory nie chce dopuscic do tego by czlowiek odkryl swoja prawdziwa nature i ma przewidziane konsekwencje w razie czego, tylko ze to kim czlowiek jest, jest swiadomoscia, ktora poprzedza tego boga prawa, a prawo nie dziala wstecz, wiec konsekwencje nie moga dotknac tego czym sie jest.

Ponad tym bogiem JEST sie tym co nigdy nie zostaje stworzone, wiec tez i nie moze byc unicestwione, poprzedza jakiekolwiek prawo ustanowione w czasie i przestrzeni i prawo tego nie jest w stanie uchwycic.

Akataleptos - 22 Styczeń 2013, 12:12

Co do tego boga prawa i 10 przykazan, to mowi sie, ze 10 przykazan jest czyms w rordzaju moralnych podstaw, czyms, co jest ich wyznacznikiem .. tylko jak nisko moralnie trzeba upasc, zeby nastapila potrzeba zapisywania takich rzeczy jak "nie zabijaj"? Sam fakt, ze uczy sie czegos takiego swiadczy o skrajnym upadku.

Nie potrzeba zasad moralnych by nie krzywdzic innych istot. Gdy nie ma oddzielnej istoty, ktora kierowala by sie swoimi pojeciami dobra i zla, nie ma wtedy nikogo, kto moze kogos zabic, albo kogos okrasc czy oklamac.

Zasady moralne powoduja rozdwojenie, robi sie cos takiego jak w tych kreskowkach gdzie wokol postaci, ktora ma jakis dylemat kraza aniol i diabel, jedna podpowiada jedno a druga drugie. Gdy oddzielona istota zlamie prawo, a nie mozna bedac oddzielona istota, podtrzymujac swoje poczucie oddzielenia nikomu niczego zlego nie wyrzadzic, wtedy musi je splacic. A splata nastepuje bez konca, bo bez konca lamie sie prawo.


Akataleptos - 22 Styczeń 2013, 13:36

Tak wiec to co zwie sie moralnoscia jest programem, ktory ma zasilac ten reinkarnacyjny mlyn. Teraz ktos jest w 90% dobry, ale bedzie musial to zrownowazyc w innym zyciu gdzie dobry bedzie tylko w 10%.

Dlatego wyzwoleniem jest "rownowaznosc" - ciekawe slowo swoja droga, wskazuje ono, ze wszystko jest rownie wazne i nie ma rzeczy wazniejszych i mniej waznych, dobro nie jest wazniejsze od zla, poniewaz "jestesmy jednoscia" - albo inaczej mowiac "wszystko mi jedno".

Akataleptos - 22 Styczeń 2013, 14:41

W "apokryfie Jana" jest napisane, ze falszywy Bog powstal w wyniku kontaktu seksualnego Sophii/Madrosci z nieodpowiednim partnerem, niedawno natknalem sie na ciekawy post gdzie uzytkownik wskazuje na podobienstwo pomiedzy wizerunkiem istoty przedstawiajacej sie jako Horus/Ra do .. bialka HIV.

Link

Mozna to tez porownac do niechcianego polaczenia sieciowego, ktore moze zostac zerwane przez "firewall serca".

FOX - 23 Styczeń 2013, 11:27

Jedyną terapią dla tego domu wariatów byłaby medytacja opracowana przez Osho. Tyle tylko, że Osho nie wierzył w boga, więc żaden duchowny nie pozwoli ci na to, toteż nawet papieża nie pytaj o zgodę. Do przeprowadzenia tej medytacji potrzebujesz tylko jednego czasomierza. I jest to specjalnie do niej przeznaczona muzyka. Masz tam 3 kroki męki, 1 ciszy i na koniec jeden święta.

Męka krok pierwszy. Oddychasz szybko i głęboko przez nos. W ten sposób gromadzisz energię, która przyda ci się na dwóch następnych krokach.
Męka krok drugi. Usłyszałeś drugi gong. Teraz wyrażasz swoje emocje. Tańczysz, wrzeszczysz, trzęsiesz się, śpiewasz,... w ogóle zachowujesz się jak opętany, jednak pod żadnym pozorem nie możesz nikogo skrzywdzić.
Męka krok trzeci. Usłyszałeś trzeci gong. Unosisz ręce do góry i podskakujesz. Za każdym razem, kiedy twoje stopy dotykają ziemi, krzyczysz "hoo!", jakby to była dla ciebie sprawa życia i śmierci. W ten sposób wydobywasz energię - wiesz, skąd - i dostarczasz ją do innych części ciała.
Krok ciszy. Osho krzyknął "STOP!!!". Teraz stoisz w bezruchu. Nic nie robisz. Jesteś bezruchem. Jesteś zbyt zmęczony, żeby myśleć. Jednocześnie jesteś tak czysty, że niczego się nie boisz. Teraz tylko wpatrujesz się w głąb siebie.
Krok święta. Delikatne dźwięki fletów przywróciły ci świadomość. Teraz jesteś tańcem (NIE TANCERZEM!!!). Bawisz się.

Najważniejsze, zanim zaczniesz. BOGA NIE MA. Zacząłeś, to dokończ. Bóg nie dokończy za ciebie. Więc sam zbierz siły, żeby dokończyć. Jeśli Bóg faktycznie istnieje, to niech chociaż w czasie twojej medytacji nie musi niczego robić za ciebie.


No i na koniec anegdota z życia Semu Huarte z plemienia Czumaszów.
Semu był w szkole prześladowany przez dzieci pochodzące z katolickich domów. Jednym jego towarzyszem niewoli był młody Żyd, którego te same dzieci oskarżały o to, że zabił Jezusa. Pewnego dnia Semu zapytał swojego towarzysza niedoli "Czemu zabiłeś Jezusa?", na co tamten odpowiedział "Czemu go zabiłem? Ja nawet nie znałem tego człowieka".

Akataleptos - 23 Styczeń 2013, 12:46

Pytanie zasadnicze brzmi, kto to wszystko ma zrobic? Przekonanie, ze jest cos takiego jak oddzielna istota z wolna wola wyboru, zrobienia takiej a takiej praktyki bazuja na ignorancji. To tak naprawde jedyny "grzech" czlowieka. Na pewno sa to fajne wyglupy dla osoby, by sie lepiej poczula, ale poza tym bez znaczenia.
Akataleptos - 23 Styczeń 2013, 14:31

Kiedys wpadlo mi w ucho takie stwierdzenie, ze "oswiecony nie zostawia sladow chodzac po ziemi" :D Odkrywajac nietykalnosc tego duchowego oka staje sie jasne, ze podczas spaceru to nie oddzielona istota Pawel Borcz zostawia slady, lecz one pojawiaja sie bez jego udzialu. To tyczy sie kazdej osoby, niewazne, czy jest to osoba zwana Budda czy Pan Mietek spod sklepu, bo Pan Mietek tez nie tworzy sladow.

Podobnie jak nikt nie pisze tego posta, on pojawia sie z wylaczeniem jakis skomplikowanych procesow analitycznych, zwyczajnie wyrasta jak jakis owoc na drzewie.

Cytat:
ESS

a powiedz mi, jesli to co piszesz jest prawdą, to jaki sens ma naesz życie, po co sie starać, żyć, uczyć?

PB

Celem zycia jest zycie samo w sobie. Moznaby powiedziec, ze pytanie o sens zycia podlega istnieniu, ale istnienie nie podlega pytaniu Ale jednostka zyje w takim przekonaniu, ze aby poznac cel musi przebyc jakas droge, gdzie na koncu cos dostaje, nikt niczego nie dostaje, bo niby od kogo? Skoro to kim sie jest, jest poza wszystkim co mozna poznac i tego sie nie otrzymuje, bo tego sie nie traci.
czlowiek zyje z takim ciezarem, ze musi gdzies dotrzec, ale z mojego punktu widzenia nigdzie nie musisz docierac, bo jestes kompletna

ESS

jesli wszystko jest bez znaczenia to po co żyć

jesli nie ma karmy, wcieleń

rozwoju

po co znosić zycie

słowa tracą sens'

nie potrafię w tej teorii odnaleźć spokoju

PB

jest rozwoj w tym sensie, ze jest rozprzestrzenianie sie swiadomosci, ale nie ma czegos takiego jak rozwoj oddzielonej istoty, ktorej zadaniem jest stawianie oporu ku temu rozszerzaniu "krolestwa niebieskiego". Poszczegolne wcielenia sa, ale to tak naprawde jest zjawisko bezosobowe, jak np. deszcz i owoce, ktore dojrzewaja.

ESS

ale owoce nie mają świadomości

życie na zasadzie róbta co chceta?

PB

jak to nie maja, wszystko jest zywe ale to tylko porownanie, ktore ma swoj wiekszy odpowiednik.

ESS

jedność w wielości i wielość w jednosci dają szansę na indywidualność

PB

nie ma czegos takiego jak oddzielona istota, ktora poprzez podejmowanie roznych decyzji moze robic co chce, ale jest Jednosc, ktora manifestuje sie tak jak chce, spontanicznie, jest to anarchia

ESS

mają ale na dużo niższym poziomie, na poziomie trwania

indywidualnośc a oddzielenie to dla mnie róznica

indywidualność nie przeczy jedności

PB

i w tym wszystkim w jakis dziwny sposob wydaje sie byc cos takiego jak osoba, ktora stoi za sterami zycia, ktora musi gdzies dotrzec i wypracowac sobie cel i nadawac znaczenie temu co ja spotyka.

ESS

tak jak zbiór matematyczny, są w nim rózne elementy, ale wszystkie należą dozbioru, są jednością

PB

no np. to co tutaj jest pisane, to nie pisze oddzielna istota Pawel Borcz, to jest zwyczajnie pisane, ale wiadomo, ze jest w to wszystko zaangazowany charakter, styl, tylko nie ma jakiegos wykonawcy tego. Trudno to opisac.

ESS

to jest dla mnie jak zabawa słowna

co może dawać taka wiedzą

wiedza

taka świadomość

PB

nic nie moze dac, to co przekazuje jest tak naprawde jedynie strata, strata tego, co przyslania wolnosc, ktora jest kompletna

nie mam wiec niczego do sprzedania, nie karmie czlowieka niczym

jak pewnie zauwazylaas

ESS

ale to nic staje się czymś

jakąś swiadomością

PB

oddzielenie niczym sie nie staje, bo jest jedynie zaburzeniem widzenia, a swiadomosc ktora sie jest poza tym zaburzeniem nie jest czymkolwiek opisywalnym

ESS

chyba pozostanę póki co przy mojej Miłości :D

PB

mozna to nazwac miloscia bezwarunkowa, tylko, ze milosc o ktorej sie mowi jest miloscia potrzebujaca, miloscia dwojga, a to jest miloscia sama w sobie

ESS

i tu się z Tobą zgodzę

PB

trudno jest o cos mnie zaczepic, prawda? :D

ESS

też o taką miłość mi chodzi

ja nie czuję, żebym zaczepiała ;)

PB

wiem wiem, tak ogolnie pytam

ESS

nie rozmawia mi sie z Toba trudno

bo bardzo klarownie sie wyrażasz

PB

ludzie lubia czepiac sie slowek, a ja ograniczam liczbe pojec do minimum i nie komplikuje, jestem prosty chlopak

ESS

może nie ogarniam tego na poziomie słów, ale czuję to co chcesz przekazać

ja filtruję wszystko przez odczuwanie w moim sercu

PB

tak, bo w czlowieku jest cos co pamieta ta bardzo prosta piesn, ktora jest ukryta za tym slownym murem "wiezy babel"

Akataleptos - 24 Styczeń 2013, 15:17

Mag


Akataleptos - 5 Luty 2013, 12:58

Snilo mi sie dzisiaj, ze Viny odpowiedzial w tym temacie w bardzo obszernym poscie i zrobil nawet tabelke z ktorej wynikalo, ze nie spelniam wystarczajaco duzo warunkow do tego by uznac mnie za dojrzalego duchowo ;)
Akataleptos - 24 Luty 2013, 13:50

Erwin Schrodinger napisał/a:
Uznanie zasady nie-oznaczoności, czy rzekomego braku związków przyczynowychw przyrodzie, stanowić może krok w kierunku jej częściowegoporzucenia. Jest to zagadnienie interesujące, tu jednak zdecy-dowałem się mówić o drugiej zasadzie, czyli obiektywizacji -jak ją nazwałem.Rozumiem przez nią to, co często nazywa się „hipotezą istnienia rzeczywistego świata". Utrzymuję, że jest ona pew-nym uproszczeniem, którego dopuszczamy się w imię radze-nia sobie jakoś z niezwykle skomplikowanymi problemamiwiążącymi się z poznaniem przyrody. Nie zdając sobie spra-wy z tego uproszczenia i nie analizując go, wyłączamy sa-mych siebie - podmiot poznający - z tej przyrody, którą pra-gniemy poznać. Traktujemy samych siebie niczym widzawyłączonego ze świata, który, właśnie dzięki temu, miałbystać się światem obiektywnym. Dwie okoliczności przesłania-ją nam fakt dokonywania tego zabiegu. Po pierwsze, częścią otaczającej mnie przyrody, którą konstruuję z mych wrażeń,postrzeżeń i wspomnień, jest również moje własne ciało(z którym tak bezpośrednio związana jest moja aktywnośćpsychiczna). Po drugie, do owego obiektywnego świata nale-żą również ciała innych ludzi. Otóż mam powody, by sądzić,że te inne ciała także obdarzone są świadomością, czy też są jakby jej siedliskiem. Aczkolwiek nic nie upoważnia mnie dotego, by wątpić w istnienie czy obecność tych cudzych obsza-rów świadomości, nie mam też jednak do nich żadnego bez-pośredniego dostępu. Toteż skłonny jestem traktować je jakocoś obiektywnego, stanowiącego część otaczającego mnieświata. Co więcej, ponieważ sam nie różnię się od innych lu-
dzi - przeciwnie, dostrzegam jak wiele zamiarów i dążeń jestwspólnych dla mnie i innych - dochodzę do wniosku, że rów-nież ja stanowię część rzeczywistego świata. Można więc rzec,iż włączam z powrotem do tego świata własną jaźń (któraskonstruowała go jako obiekt psychiczny) - co pociąga za so-bą pandemonium straszliwych konsekwencji logicznych pły-nących z powyższych błędnych wnioskowań. Powinniśmywięc prześledzić je każde po kolei. Na razie niech mi wolnobędzie wskazać dwie najbardziej rażące antynomie płynącez uświadomienia sobie faktu, że względnie zadowalający ob-raz świata uzyskany został za cenę wyłączenia samych siebiez owego obrazu, z przyjęcia przez nas postawy zewnętrznegoobserwatora.Pierwsza z tych antynomii znajduje wyraz w zdziwieniu, żenasza wizja świata jest „bezbarwna, zimna, niema". Barwa1 dźwięk, ciepło i zimno są naszymi własnymi wrażeniami.Trudno się dziwić, że nie odnajdujemy ich w świecie, z któregowyłączyliśmy samych siebie jako istoty psychiczne.Drugą antynomią jest nasze bezowocne poszukiwaniemiejsca, w którym umysł oddziałuje na materię i
vice versa,
czego dobrze znanym przykładem są rzetelne badania prze-prowadzone przez sir Charlesa Sherringtona, wspanialeprzedstawione w jego
Mart on his Naturę (Człowiek o swej na-turze
). Świat materialny skonstruowany został za cenę wyłą-czenia, usunięcia zeń jego części - jaźni, to jest umysłu pozna-jącego. Toteż nie może on nań ani oddziaływać, ani byćprzedmiotem jego oddziaływań. (Sformułował to zwięźle i ja-sno Spinoza).
Zamierzam teraz zająć się bardziej szczegółowo sformuło-wanymi wyżej tezami. Zacznę od przytoczenia fragmentu ar-tykułu C. G. Junga, który szczególnie mnie uradował, ponie-waż w całkiem innym kontekście daje on nader dobitny wyraztym samym przekonaniom. Podczas gdy ja nadal traktuję wy-łączenie podmiotu poznającego z obiektywnego świata jakowysoką cenę, którą na razie płacimy za uzyskanie jego zado-
walającego obrazu, Jung posuwa się dalej i oskarża nas o pła-cenie tego okupu za wyjście z nie dającej się rozwikłać sytuacji:

Każda nauka (
Wissenschaft)
jest funkcją duszy, w którejzakorzeniona jest wszelka wiedza. Dusza jest największymze wszystkich kosmicznych cudów, jest
conditio sine quanon
świata jako przedmiotu. Jest rzeczą niezmiernie zadzi-wiającą, iż świat zachodni (z rzadkimi tylko wyjątkami) tak bardzo nie docenia tego faktu. Zalew zewnętrznych przed-miotów poznania spowodował wycofanie się podmiotu,często aż do jego pozornego unicestwienia.

Jung ma oczywiście rację. Nie ulega też wątpliwości, że bę-dąc psychologiem, jest on o wiele bardziej uwrażliwiony na tękwestię niż fizyk czy fizjolog. Sądzę jednak, że gwałtowne wy-cofanie się ze stanowiska, przy którym trwało się przez dwa ty-siące lat, byłoby niebezpieczne. Moglibyśmy stracić wszystko,nie zyskując w zamian nic ponad swobodę w pewnej skądinądbardzo ważnej, lecz dość szczególnej dziedzinie wiedzy. Tow niej właśnie rodzi się ten problem. Stosunkowo młoda na-uka, jaką jest psychologia, domaga się stanowczo przestrzeniżyciowej, co nieuchronnie pociąga za sobą ponowne rozpa-trzenie wyjściowych założeń. Jest to zadanie trudne; nie roz-wiążemy go tu i teraz, toteż zadowolić się musimy jedynie je-go wskazaniem.Skoro zapoznaliśmy się z poglądem psychologa Junga,uskarżającego się na wyeliminowanie z naszego obrazu świa-ta umysłu, duszy, jak on ją nazywa, teraz powinienem dla kon-trastu, czy może dla uzupełnienia, przytoczyć wypowiedzi in-nych wybitnych przedstawicieli starszych i skromniejszychdyscyplin - fizyki i fizjologii - stwierdzających, że „świat na-uki" stał się tak straszliwie obiektywny iż nie pozostawia jużmiejsca dla umysłu i jego bezpośrednich wrażeń.Niektórzy Czytelnicy przypomną sobie może opowieśćA. S. Eddingtona o jego dwóch biurkach do pracy Jedno
z nich było zwykłym meblem, przy którym siedział, opierającna nim ręce. Drugie było ciałem fizycznym, nie tylko pozba-wionym wszelkich jakości zmysłowych, ale ponadto pełnymdziwnych dziur; w przeważającej mierze składało się z pustejprzestrzeni, z nicości, poprzetykanej nieskończoną liczbą ma-lusieńkich drobinek, elektronów, krążących wokół jąder w od-ległości co najmniej 100 000 razy większej niż ich własna śred-nica. Po tym jakże poglądowym przeciwstawieniu sobie dwóchswoich wizji jednego biurka Eddington napisał:

W świecie fizyki mamy do czynienia z cieniami życia co-dziennego. Cień mojego łokcia spoczywa na cieniu stołu tak jak cień atramentu płynie po cieniu papieru [...] Uczciwezdanie sobie sprawy, że fizyka ma do czynienia ze światemcieni, jest jednym z najważniejszych osiągnięć ostatnich lat.

Proszę zauważyć, że owo osiągnięcie ostatnich lat, nadają-ce światu fizycznemu ów „cienisty" charakter, nie dokonało sięw fizyce, ta bowiem znała je od czasów Demokryta z Abdery,a nawet jeszcze wcześniej, tyle że nie zdawała sobie z tegow pełni sprawy. Byliśmy przekonani, że mamy do czynieniabezpośrednio z rzeczywistym światem. Takie określenia kon-struktów nauki jak „model" czy „obraz" pojawiły się - o ile do-brze wiem - dopiero w drugiej połowie XIX wieku.Sir Charles Sherrington opublikował swą doniosłą książkę
Man on his Naturę
niewiele później.
Praca ta rzetelnie zdajesprawę z poszukiwań obiektywnych świadectw oddziaływaniamiędzy materią a umysłem. Podkreślam określenie „rzetelnie",albowiem poszukiwanie czegoś, czego - jak się jest z góry prze-konanym - znaleźć niepodobna, jako że (zgodnie z powszech-nym przeświadczeniem) nic takiego nie istnieje, istotnie wymagapoważnych i uczciwych starań. Krótkie podsumowanie wynikówtych poszukiwań znajdujemy na s. 357 dzieła Sherringtona:

Umysł, wraz z przyrodzoną mu percepcją, przenika zatemdo naszego świata przestrzennego w sposób bardziej ta-jemniczy niż duchy Niewidzialny, niedotykalny, nie jestrzeczą nawet w zarysie; w ogóle nie jest „rzeczą". Zmysłygo nie poświadczają i nigdy nie poświadczą.

Własnymi słowami sformułowałbym tę rzecz następująco:umysł lepi obiektywny świat zewnętrzny filozofa przyrody zeswego własnego tworzywa. Tego ogromnego zadania nie jestw stanie wykonać inaczej, jak za pomocą zabiegu upraszcza-jącego, polegającego na wyłączeniu samego siebie ze swegotworu, tak by ten nie zawierał swego twórcyNie potrafię zdać sprawy z nieśmiertelnego dzieła Sher-ringtona za pośrednictwem kilku cytatów. Książkę tę należało-by przeczytać samemu. Mimo to chcę przytoczyć najbardziejcharakterystyczne wypowiedzi:

Fizyka [...] stawia nas wobec sytuacji bez wyjścia: jak tomoże być, że umysł
perse
nie może grać na fortepianie, żenie potrafi poruszyć nawet palcem u ręki? (s. 222)Jesteśmy więc w ślepym zaułku. Tajemnicą pozostaje,,jak" umysł oddziałuje na materię. Nierozstrzygalność tazadziwia nas. Czy jest to nieporozumienie? (s. 232)

Zestawmy te wnioski dwudziestowiecznego fizjologa ekspery-mentatora z prostym twierdzeniem Barucha Spinozy, najwięk-szego filozofa XVII stulecia:

Nec corpus mentem ad cogitandum, nec mens corpus ad motum, neąue ad ąuietem, nec ad aliquid (si quid est) aliud determinare potest.
[Ani ciało nie może zdeterminować duszy do myślenia, anidusza ciała do ruchu czy spoczynku, czy czegokolwiek in-nego (jeśli coś jeszcze jest)].

Ślepy zaułek to ślepy zaułek. Ale czy znaczy to, że nie je-steśmy sprawcami naszych własnych czynów? Przecież czu-jemy się za nie odpowiedzialni, jesteśmy za nie raz nagradza-ni, kiedy indziej - karani. Jest to straszliwa antynomia.Uważam, że nie sposób jej rozstrzygnąć na gruncie współ-czesnej nauki, której podstawą jest - z czego nie zdaje sobieona sprawy - w całości zasada wyłączenia podmiotu pozna-jącego z badanego świata. Uświadomienie sobie tego jestwprawdzie ważne, ale antynomii tej nie usuwa. Podejście na-ukowe wymaga przebudowy, naukę tworzyć trzeba od nowa,ale z rozwagą.Mamy więc do czynienia z taką oto kłopotliwą sytuacją.Skoro tworzywo, z którego budujemy nasz obraz świata, do-starczane jest wyłącznie przez nasze narządy zmysłów pod-legające umysłowi, to obraz świata każdego człowieka pozo-staje zawsze konstruktem jego umysłu i nie można dowieść,że istnieje poza nim; jednocześnie jednak świadomy umysłjest czymś obcym wobec tej konstrukcji, nie znajduje w nimmiejsca dla siebie, nie możemy go zlokalizować gdziekolwiek w przestrzeni. Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy z tegofaktu, ponieważ przywykliśmy myśleć o osobowości istotyludzkiej, a również i zwierzęcia, jako o czymś zlokalizowa-nym wewnątrz organizmu. Stwierdzenie, że nie sposób jejtam odnaleźć, jest tak zaskakujące, że budzi sprzeciw i bar-dzo niechętnie je uznajemy. Przywykliśmy lokalizować świa-domą osobowość wewnątrz głowy, kilka centymetrów zapunktem leżącym pomiędzy oczyma. Stamtąd przekazujenam swe spojrzenie raz rozumiejące, kiedy indziej pełne mi-łości i czułości, a czasem - podejrzliwości lub nienawiści.Wątpię, by kiedykolwiek zauważono, iż oko jest jedynym na-rządem zmysłu, którego wyłącznie receptywny charakter wy-myka się naszemu naiwnemu myśleniu. W przeciwieństwiedo tego, jak rzeczy się mają, skłonni jesteśmy mówić o „pro-miennym spojrzeniu", a nie o promieniach światła trafiają-cych do oka z zewnątrz. Komiksy oraz stare ryciny mająceilustrować prawa lub przyrządy optyczne przedstawiają czę-sto takie „promienie wzroku" w postaci kreskowanej linii bie-
gnącej od oka do przedmiotu i zakończonej tam strzafką.Drogi Czytelniku, a jeszcze lepiej droga Czytelniczko, przy-pomnij sobie, proszę, radosne spojrzenie, jakim obdarza CięTwoje dziecko, kiedy przynosisz mu nową zabawkę, a następ-nie wysłuchaj fizyka, który Ci powie, że oczy jego niczego nieemitują, że jedyną ich obiektywnie wykrywalną funkcją jestodbieranie nieustannie wpadających do nich kwantów świa-tła. I rzeczywiście! Dziwna to rzeczywistość; czegoś zdaje sięw niej brakować.Z trudem przychodzi nam pogodzić się z faktem, że loka-lizacja osobowości, świadomego umysłu wewnątrz organi-zmu, ma charakter symboliczny, że jest tylko wygodnympraktycznie zabiegiem. Spróbujmy, korzystając z całej wie-dzy, jaką posiadamy, pójść za tym „promiennym spojrze-niem" do wewnątrz organizmu. Odnajdziemy tam nadzwy-czaj interesującą gmatwaninę milionów wyspecjalizowanychkomórek, tworzących układ o nie dającej się opisać kompli-kacji, lecz służący niewątpliwie dalekosiężnej i wielce dosko-nałej komunikacji i współpracy między nimi; nieustający po-tok impulsów elektrochemicznych, które, mimo szybkozmieniającej się konfiguracji, przenoszone są od jednej ko-mórki nerwowej do drugiej. W ułamku sekundy dochodzi doutworzenia tysięcy połączeń i zablokowania innych; powo-duje to przemiany chemiczne, a być może również i inne,których jeszcze nie odkryliśmy. Dowiadujemy się tegowszystkiego w miarę postępów fizjologii i oczekujemy, żez biegiem czasu wiedzieć będziemy coraz więcej. Załóżmyjednak, że któregoś dnia zaobserwujemy wiele wychodzącychz mózgu wiązek impulsów elektrycznych przewodzonychprzez długie wypustki komórkowe (włókna nerwów rucho-wych) do mięśni ręki, która w rezultacie pomacha wam drżą-ca na pożegnanie, kiedy nadejdzie czas rozdzierającego ser-ce rozstania. Okazać się też może, że jednocześnie innewiązki impulsów spowodują sekrecję pewnych gruczołówi zasnują zasmucone oczy łzami. Nigdzie jednak na tej dro-dze biegnącej od oka do mózgu i od mózgu do mięśni rękioraz do gruczołów łzowych, nigdzie, niezależnie jak wielki
postęp dokonał się w fizjologii, możecie być pewni, nie napo-tkacie „osobowości", nie zobaczycie okrutnego bólu, niepo-koju duszy, choć ich realność jest równie pewna, jakbyśmysami ich doświadczali, co też jest faktem! To, co fizjologiama nam do powiedzenia o każdej innej istocie ludzkiej, choć-by o najbliższym nam przyjacielu, uderzająco przypominami wspaniałe opowiadanie Edgara Allana Poe, znane zapew-ne również wielu Czytelnikom. Mam na myśli
The Masąue of the Red Death (Maska Czerwonego Moru).
Książątko ze swą świtą schronili się w ustronnym zamku, by uniknąć szaleją-cej w kraju epidemii czerwonej śmierci. Po jakimś tygodniuurządzili tam sobie bal maskowy. Popłoch wśród uczestni-ków zabawy wywołuje, zarówno ze względu na niestosow-ność przebrania, jak na ewentualność, iż jest to ktoś obcy,całkowicie zamaskowana postać w czerwonej szacie, mającaniewątpliwie przedstawiać alegorycznie zarazę. Wreszciektoś zdobywa się na odwagę i jednym szarpnięciem zrywaz intruza szatę i ubiór głowy; zieje pod nim pustka.Otóż czaszki nasze nie są puste, jednakże to, co w nichznajdujemy, gdy interesujemy się ich zawartością, jest zgołaniczym w zestawieniu z życiem i emocjami duszyUświadomienie sobie tego wydać się może w pierwszejchwili przygnębiające. Mnie osobiście, po zastanowieniu się,daje pociechę. Czyż nie łagodzi naszego smutku po zmarłymprzyjacielu, gdy patrząc na jego zwłoki, zdajemy sobie sprawę,iż ciało to nie było nigdy siedliskiem jego osobowości, a trakto-waliśmy je tak tylko symbolicznie, ze „względów praktycznych"?

Boru - 1 Sierpień 2013, 23:05

Jak dobrze, że zakończyłem ten idiotyczny monolog ;) Mimo, że jest tu pewnie trochę mądrych słów, ale faktycznie mądrości tu nie ma, ponieważ to nie miało większego potwierdzenia w moim życiu. Pisząc to wszystko, będąc ciągle podatnym na kontrolę z zewnątrz, kiedy ciągle coś się zaczepiało o moje słabości, nie miało to żadnej wartości, to jedynie samo-oszukiwanie się, wkręcenie sobie czegoś, że pojęło się jakąś "mądrość" i że jest się w tym mocnym. To prowadzi tylko do obłędu.

W trakcie tego wtrącił się tu niejaki RedJohn. Masz pozdrowienia RedJohnie, wiesz od kogo ;)
Dowiedziałem się od przyjaciół, którzy uzyskali te informacje dzięki eksterioryzacji, że to kolejny nick redmuluca, administratora strony davidicke.pl, który to jest psychologiem wojskowym będącym niewolnikiem systemu i istot gadzich z którymi sam pozornie walczy na swojej stronie. Jeden wielki cyrk. RedJohn/redmuluc jest alkoholikiem i choruje psychicznie, nie panuje sam nad sobą. Kiedy zjawia się ktoś, kto faktycznie coś wie o tym co dzieje się za kulisami tzw. matrixa, albo też ma potencjał by to odkryć, to tacy ludzie jak on starają się takim człowiekiem manipulować, urządza się podchody.

Życzę Ci RedJohn wyzdrowienia, otwarcia swojego serca na tęczowe światło słoneczne, wyleczenia ze ślepoty.

Ja sam będę ciężko pracował nad tym, by stać się prawdziwie Widzącym, by żadna energia z zewnątrz nie sterowała moimi zachowaniami.

Podaję adres bloga na którym jestem teraz aktywny: http://algiz.pinger.pl

Boru - 13 Sierpień 2013, 13:19

Zjawiska w skali większej mają swoje odpowiedniki w skali mniejszej. To co ma miejsce w kosmosie, położenie planet i gwiazd, ich energie (są żywymi istotami) manifestuje się w naszym życiu we wszystkim co robimy. My jako ludzie jesteśmy układem słonecznym w miniaturce, układ słoneczny jest miniaturką (fraktalem) galaktyki, która zawiera w sobie całe uniwersum. Słońce dla tego układu planetarnego jest tym, czym serce dla naszego ciała. Magma która jest pod powierzchnią planety jest tym, czym dla nas jest krew.

Umysł jest lustrem, które odbija światło płynące Serca/Słońca. Umysł jest doskonały wtedy, kiedy nie modyfikuje światła, które na nie pada. Modyfikowanie światła płynącego z Centrum i odbijanie go jako zmienione jest tym co czyni Księżyc. Księżyc jest tym co kieruje ludzkimi poczynaniami poprzez sterowanie ich umysłów, by karmić się krwią, rosnąć w siłę kosztem osłabienia tych, którymi się karmi. Ma destrukcyjny wpływ nie tylko na ludzkie umysły, ale i również na cały świat przyrody, sprawiając, że wszystko zabija wszystko i walczy o przetrwanie. Księżyc nie jest żywą planetą w taki sposób w jaki żywa jest np. Ziemia. Jest pustym statkiem za który odpowiada świadomość istot gadoidalnych i pajęczych z wyższych wymiarów. Jego wpływ na ludzkość jest taki, że wprowadza człowieka w sztucznie skonstruowane dramaty, by wytworzyć w nim pustkę, która może przyjąć w siebie świadomość pasożyta.

Zadaniem człowieka jest odwrócić ten proces oraz wytworzenie systemu odpornościowego na wirus umysłu poprzez gromadzenie w sobie energii. Gromadzenie energii odbywa się poprzez odnalezienie się w "oku cyklonu" w którym serce może wzrosnąć, kiedy pozostaje się nietkniętym od tego co spotyka nas w świecie. Dzięki zgromadzonej energii z poziomu serca może zostać wytworzone odpowiednie ciśnienie, dzięki któremu może zostać przełamana bariera na poziomie tzw. trzeciego oka i wejść w rezonans z żywą istotą, którą jest Słońce. I tak jak wampir nie widzi siebie w lustrze oraz jest spalany przez światło słoneczne, tak sztuczny umysł znika w lustrze czystego umysłu odbijającym światło Słońca.

Powszechnie wiadomo, że infekcję łapie się np. drogą powietrzną. Podobnie jest z tym co określa się mianem myśli. Myśli nie są wytwarzane przez mózg, mózg jest jedynie odbiornikiem, anteną dla elektrymagnetycznych wzorców, którymi myśli są. Myśli mogą zostać wygenerowane mechanicznie i w wyższych częstotliwościach na ziemi są urządzenia, które je generują i kontrolują wzorce zachowań. I tak jak te wzorce sprawiają, że w człowieku wytwarza się pustkę, czyni się z niego pustą skorupę, która może przyjąć obcą świadomość, tak nasza krew jest anteną dla naszego Ducha. Gdy słuchamy mowy swojej krwi, swojej pasji, chęci walki, wtedy przyciągamy ku sobie swoją Wyższą Jaźń.

bogusia39 - 1 Październik 2018, 10:51

Bardzo fajnie się to czyta, w szczególności fragmenty o religii
bogusia39 - 1 Październik 2018, 10:51

Bardzo fajnie się to czyta, w szczególności fragmenty o religii :mrgreen:
bogusia39 - 1 Październik 2018, 10:51

Bardzo fajnie się to czyta, w szczególności fragmenty o religii :mrgreen:
Grazkaa - 1 Październik 2018, 15:59

Racja, tematy bardzo ciekawe i wciągające :D
PrestigeGarage - 24 Kwiecień 2019, 13:06

eee tam, najlepiej się czyta o samochodach :)
monika25 - 5 Wrzesień 2019, 16:07

Hej :)
Zastanawiam się nad przejściem na dietę ketogenną. Czy moglibyście przybliżyć mi nieco dokładniej założenia diety ketogenicznej, a także wesprzeć mnie jakimiś cennymi radami na temat tego, jak prawidłowo układać posiłki na tej diecie? Z góry dziękuję za pomoc! :)

domi.nika - 19 Październik 2021, 07:02

RedJohn napisał/a:
Akataleptos napisał/a:
Dlatego, ze gdy widzisz nieprzytomnego na ulicy, to robisz mu najpierw sztuczne oddychanie, bo dopiero pozniej jest sens zajmowac sie np. zlamana noga. Jesli masz trupa, to noga jest juz niewazna.



Grzegorzu czy Ty tego nie dostrzegasz, �e to si� kupy nie trzyma?
A co je�li kto� ma zatrzymanie akcji serca? To chyba sie robi masa� serca :)

Dlaczego mamy skupia� sie na oddechu? Serce jest r�wnie wa�ne. Mo�e skupiajmy si� na pulsie serca? :)

Nie twierdze, �e �wiadomo�� oddechu to jaka� bujda na resorach, mo�e faktycznie pomaga to si� o�wieci� co poniekt�rym :)

Mo�na sobie zwi�ksza� �wiadomo�� a to kontroluj�c oddech, a to skupiaj�c si� na sercu, ale jest jeszcze sporo innych proces�w, mo�na sobie spr�bowa� je r�wnie� u�wiadomi�. Pewnie poszerzy to �wiadomo��... Tylko nie wiem po co.

Zgodze sie z tym, �e skupiaj�c �wiadomo�� na czym� pierwotnym, mo�na superowo sie wyciszy�, mo�e nawet zobaczy� co�, do�wiadczy� czego�. Ot takie zwolnienie i odpoczynek od codziennych spraw.


PS.mi si� �wiadomo� kojarzy z jakim� �adunkiem energii, kt�ry postrzega, do�wiadcza siebie i otoczenie. I ten �adunek kt�rym jestem uwa�am, �e jest zdolny nie tylko do do�wiadczania, ale te� do odczuwania i by� mo�e nawet my�lenia... Nie umiem sobie wyobrazi� siebie inaczej :) Mo�e tu jest pies pogrzebany :)



Wg mnie jakieś szkolenie to dobra sprawa żeby wiedzieć co robić - czy masaż czy oddechy ;)



_____________
http://spa-masaze.warszawa.pl/

Floristka - 16 Listopad 2021, 16:11

Nie mnie oceniać, czy Wasza droga jest słuszna czy nie, jednakowoż mogę powiedzieć, że dla mnie raczej ważna jest nauka i wiedza. Dlatego mam świadomość, że takie https://mum.edu.pl/studia-licencjackie-pielegniarstwo/ pielęgniarstwo to dla mnie szansa. Może nie na mega zarobki, ale na znajomości, ale i dochód do emerytury.
weronika01 - 30 Listopad 2021, 15:24

Hejka! Polecacie firmę Danbox? Potrzebuje nadać paczki do Danii, ale najpierw chcę nieco poznać opinie na temat firmy.
domi.nika - 5 Styczeń 2022, 17:49

ja trafilam kiedys na kuriera gdzie byly duze kontrole i ciezko bylo nadac cos




______________________
https://vag-mania.pl/co-to-jest-karta-rfid/

domi.nika - 6 Styczeń 2022, 08:45

Akataleptos napisał/a:
Czy nalezy kochac wszystko i wszystkich? Nie.
Nie ma sensu przytulac sie do tramwaju, czy aluminiowej blachy. Kochac tylko to, co oddycha.

Poczuj, ze cialo fizyczne to tylko skorupa w ktorej ukryty jest krysztal i im dluzej swiadomie oddychasz, tym ten krysztal staje sie wiekszy i rozsadza od srodka cala ta trumne i sam stajesz sie tym krysztalem.



w sumie dobra metafora z ta blacha wg mnie :D




________________________
https://www.eventualnosci...-nich-wiedziec/

domi.nika - 7 Styczeń 2022, 14:52

RedJohn napisał/a:
Akataleptos napisał/a:
Dlatego, ze gdy widzisz nieprzytomnego na ulicy, to robisz mu najpierw sztuczne oddychanie, bo dopiero pozniej jest sens zajmowac sie np. zlamana noga. Jesli masz trupa, to noga jest juz niewazna.



Grzegorzu czy Ty tego nie dostrzegasz, �e to si� kupy nie trzyma?
A co je�li kto� ma zatrzymanie akcji serca? To chyba sie robi masa� serca :)

Dlaczego mamy skupia� sie na oddechu? Serce jest r�wnie wa�ne. Mo�e skupiajmy si� na pulsie serca? :)

Nie twierdze, �e �wiadomo�� oddechu to jaka� bujda na resorach, mo�e faktycznie pomaga to si� o�wieci� co poniekt�rym :)



a umiecie zrobic masaz serca??? :O :O :O



_________________________
https://www.enterek.pl/co...ymi-kamieniami/

Mo�na sobie zwi�ksza� �wiadomo�� a to kontroluj�c oddech, a to skupiaj�c si� na sercu, ale jest jeszcze sporo innych proces�w, mo�na sobie spr�bowa� je r�wnie� u�wiadomi�. Pewnie poszerzy to �wiadomo��... Tylko nie wiem po co.

Zgodze sie z tym, �e skupiaj�c �wiadomo�� na czym� pierwotnym, mo�na superowo sie wyciszy�, mo�e nawet zobaczy� co�, do�wiadczy� czego�. Ot takie zwolnienie i odpoczynek od codziennych spraw.


PS.mi si� �wiadomo� kojarzy z jakim� �adunkiem energii, kt�ry postrzega, do�wiadcza siebie i otoczenie. I ten �adunek kt�rym jestem uwa�am, �e jest zdolny nie tylko do do�wiadczania, ale te� do odczuwania i by� mo�e nawet my�lenia... Nie umiem sobie wyobrazi� siebie inaczej :) Mo�e tu jest pies pogrzebany :)

gopilo - 14 Styczeń 2022, 20:13

ObrĂĄzek, kterĂ˝ sisami namalujete?
Ewelaa213 - 24 Marzec 2022, 14:31

Polecam bardzo każdemu firmę produkującą kolumbarium. Ich ofertę znajdziecie na https://kolumbarium.pl My dla całej naszej rodziny zamówiliśmy kolumbarium które pomieści bardzo dużo urn a jak dla mnie takie rozwiązanie pochowania wszytskich w jednym miejscu jest bardzo odpowiednie. Polecam
limonka - 31 Marzec 2022, 11:03

Co sądzicie o badaniach na ojcostwo? Badania dna gdzie zrobić je najlepiej? Czy Waszym zdaniem grzechem jest podejrzewanie kogoś o zdradę?
gopilo - 15 Kwiecień 2022, 12:19

czy sprzęt AGD to nadal odpowiednie prezenty na rocznice dla rodziców? Dostali już kilka i mam wątpliwości czy są odpowiednie.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group